nosiłem cię
nosiłem cię
bezpiecznie
między żebrami
a językiem
tam
gdzie nikt
nie zagląda
czasem prawie
wypowiadałem twoje imię
ale światło
wpadało do pokoju
zbyt wcześnie
więc obracałem się
na drugi bok
zostawiając miejsce
które znało
kształt twojego ciała
lepiej
niż ja znałem
odwagę
po tobie
po tobie
nie zostało wiele
wgniecenie w poduszce
włos na swetrze
zapach którego
nie umiem nazwać
najgorzej
z dłońmi
wciąż układają się
tak
jakby pamiętały
ciężar twojej głowy
ciało jest okrutne
potrafi zapomnieć ból
ale bardzo długo
pamięta
gdzie było
mu dobrze
rano
rano
znalazłem twoją skarpetkę
pod łóżkiem
śmieszne
jak małe rzeczy
potrafią przeżyć
wielkie końce
włożyłem ją
do szuflady
nie z nadziei
po prostu
nie miałem serca
wyrzucić czegoś
co jeszcze niedawno
dotykało ciebie
w nocy
w nocy
łóżko robi się większe
jakby pokój
powoli odsuwał ode mnie
wszystkie ściany
śpię przy brzegu
z przyzwyczajenia
zostawiając ci miejsce
którego już
nie potrzebujesz
dziwne
człowiek odchodzi
w jeden wieczór
a jego nieobecność
jeszcze długo
zajmuje
połowę materaca
guzik
znalazłem guzik
między deskami podłogi
nie wiem
czy był twój
ale przez chwilę
trzymałem go w dłoni
jak dowód
że coś tutaj
naprawdę się wydarzyło
bo pamięć
ma ten brzydki zwyczaj
że z czasem
zamienia człowieka
w kilka obrazów
i już nie wiem
czy naprawdę
tak marszczyłeś nos
kiedy się śmiałeś
czy wymyśliłem to sobie
żeby mieć za czym tęsknić
koszula
twoja koszula
przestała pachnieć tobą
nie zauważyłem kiedy
pewnego dnia
przyłożyłem ją do twarzy
i znalazłem tylko
zapach szafy
wtedy zrozumiałem
że tracimy ludzi
więcej niż raz
najpierw
kiedy zamykają drzwi
potem
kiedy rzeczy
przestają ich pamiętać
a na końcu
kiedy możemy już
o nich mówić
i głos
nam nie drży
plecy
minąłem dziś mężczyznę
który szedł jak ty
przez kilka sekund
patrzyłem na jego plecy
czekając
aż się odwrócisz
nie odwrócił się
i dobrze
nie wiem
co zrobiłbym
gdyby obcy człowiek
miał także
twoją twarz
tęsknić ciszej
z czasem
zacząłem tęsknić ciszej
już nie przewracam
całego dnia
szukając ciebie
czasem tylko
przy myciu zębów
przy zapinaniu płaszcza
w kolejce po chleb
pojawiasz się na chwilę
bez twarzy
bez głosu
jak ciepło
na pustej stronie łóżka
i myślę wtedy
że może miłość
wcale nie odchodzi
tylko uczy się zajmować
coraz mniej miejsca
wybaczyło
po tobie
długo spałem
po swojej stronie
jakby środek łóżka
należał do kogoś
kto tylko wyszedł
po wodę
teraz czasem
budzę się na środku
z ręką wyciągniętą
w poprzek prześcieradła
i chyba właśnie tak
ciało mówi
że wybaczyło
zanim serce
zdążyło się
do tego przyznać
latem
latem
śpię przy otwartym oknie
nad ranem
robi się chłodno
kiedyś przesuwałem się
bliżej ciebie
bez budzenia
teraz naciągam koc
na ramiona
i jest w tym
coś smutnego
że można nauczyć się
zastępować człowieka
tak prostym ruchem
pranie
czasem
wieszam pranie
i zostawiam odstęp
między moją koszulą
a następną
kiedyś wisiała tam
twoja
nie wiem
dlaczego ręce
wciąż pamiętają
więcej
niż powinny
w tramwaju
w tramwaju
usiadł obok mnie ktoś
w twoich perfumach
nie spojrzałem
bałem się
że przez pomyłkę
zatęsknię
za niewłaściwym
człowiekiem
klucz
twój klucz
leżał w szufladzie
przez pół roku
nie otwierał już
żadnych drzwi
a jednak
nie potrafiłem
go wyrzucić
niektóre rzeczy
tracą zastosowanie
dużo wcześniej
niż znaczenie
włosy
zawsze narzekałem
że zostawiasz włosy
w umywalce
dzisiaj znalazłem jeden
przy odpływie
i przez chwilę
byłem wdzięczny
że kiedyś
tak bardzo
mnie denerwowałeś
paragon
w książce
którą czytałem wtedy
został paragon
dwie kawy
ciastko
wino
data
cały nasz wieczór
zmieścił się
na kawałku papieru
który sklep
kazał mi zachować
na wypadek reklamacji
pierwszy śnieg
pierwszy śnieg
zawsze cię cieszył
mnie nie
teraz stoję przy oknie
i patrzę
jak wszystko bieleje
chyba dopiero
po odejściu człowieka
zaczynamy lubić
rzeczy
które lubił za nas
numer
znam twój numer
na pamięć
chociaż usunąłem go
z telefonu
to zabawne
jak trudno
usunąć człowieka
z miejsca
w którym nigdy
nie naciska się
„usuń”
szafa
zająłem już
twoją połowę szafy
bez ceremonii
swetry
koszule
rzeczy na zimę
tylko na najwyższej półce
wciąż nic nie leży
chyba potrzebowałem
jednego pustego miejsca
żeby uwierzyć
że naprawdę
cię nie ma