Poezja Mateusza Manteja trafia w mój gust jak dobre wino - na pierwszy rzut oka prosta, ale jednocześnie głęboka i pełna subtelnych nut, które odkrywam przy każdym kolejnym zdaniu. Czyta się ją lekko, a jednocześnie zostawia przestrzeń do własnych przemyśleń, nie podaje wszystkiego wprost, tylko kreuje klimat i myśl, którą można dopowiedzieć samemu.
Osobiście poruszyły mnie wiersze „Przemijamy” i „Którędy”, które celnie trafiają w moje lęki. Mimo melancholijnego nastroju oba utwory niosą subtelną nutę nadziei, przypominając, że takie uczucia jak przemijanie, ulotność chwil, trudność podejmowania decyzji czy niepewność są uniwersalne i że nie jestem z nimi sama. Dzięki temu ta poezja stała mi się bliska, przez co chętnie do niej wracam wieczorami, kiedy mam ochotę na chwilę zatrzymania i refleksji nad najmniejszym płomyczkiem, który może rozświetlić mi życie.