E-book
1.37
Piszę, bo chcę

Bezpłatny fragment - Piszę, bo chcę

Jak spełnić marzenia o pisaniu? Wybór artykułów


Objętość:
47 str.
ISBN:
978-83-65543-33-2

Udostępniono na zasadach licencji otwartej — Creative Commons — Uznanie Autorstwa — Użycie Niekomercyjne — Bez Utworów Zależnych (CC-BY-NC-ND).

Wybór artykułów

Kto może pisać?

Potrzeba pisania może pojawić się w każdym momencie życia. Może nam towarzyszyć od zawsze, od czasów dzieciństwa, gdy jakoś tak naturalnie, pochłaniając książki, zaczynamy marzyć o pisaniu i tworzeniu własnych, literackich światów.

„Chciałabym pisać. Noszę w sobie książkę. Już piszę, ale nikomu tego nie pokazuję”. Potrzeba pisania może pojawić się w każdym momencie życia. Może nam towarzyszyć od zawsze, od czasów dzieciństwa, gdy jakoś tak naturalnie, pochłaniając książki, zaczynamy marzyć o pisaniu i tworzeniu własnych, literackich światów; pragniemy stworzyć coś wspaniałego, wartościowego; śnimy o sławie i uznaniu. A może w trudnym (lub wspaniałym) momencie życia pisanie staje się sposobem na opowiedzenie o swoich uczuciach lub ich rozpoznanie. A może chcemy udowodnić coś światu i otaczającym nas ludziom. A może mamy coś ważnego do powiedzenia; przeżyliśmy coś, czym chcielibyśmy się podzielić. Powodów, by pisać, jest wiele — każdy wydaje się równie dobry.

Chcę pisać…

…i tu pojawiają się schody, wraz z pytaniami: „Czy powinienem/powinnam?”, „Czy mogę?”, „Czy rzeczywiście pisanie jest dla mnie odpowiednie?”, „Czy uda mi się?”. I choć marzenia o pisaniu są gdzieś w nas — nie spełniamy ich. Zapominamy, uznając, inne rzeczy za ważniejsze (rodzina, praca itp.). Nie do końca wierzymy w swoje siły i umiejętności. Brakuje nam czasu. Wiele powodów sprawia, że nasze teksty wędrują do szuflady lub istnieją tylko w naszej głowie. Dlaczego? Nie ma jednej odpowiedzi. Każdy i każda z nas miewa własną strefę bezpieczeństwa, strefę komfortu (wyjątkowo niekomfortową), której boi się opuścić. Tworząc nowe plany, nasz umysł jednocześnie podaje serię powodów, przez które nie uda nam się ich zrealizować. Ostrzega: „Możesz temu nie podołać”, przywołując tysiące racjonalnych wymówek, aby udowodnić, że nie warto nawet zaczynać. W rezultacie często odkładamy marzenia na półkę, pozostając w swojej strefie komfortu z napisem „chciałbym/chciałabym”.

Podejmować próbę…

To naturalne, że zaczynając coś nowego, nigdy do końca nie jesteśmy pewni, czy uda nam się. Ale nie dowiemy się, jeśli nie spróbujemy. Pewnym można być tylko tego, że podejmując próbę, uczymy się czegoś „po drodze”. Nawet jeśli nie osiągamy celu — zyskujemy coś w zamian: uczymy się nowych rzeczy i poznajmy siebie. Sama „podróż do celu” bywa ekscytująca i pozwala rozwijać się. Nie podejmując prób, nie otrzymujemy niczego poza wątpliwościami typu „co by było, gdyby…”.

Podczas konsultacji zawsze zadaję dwa pytania: „Jak będziesz czuł się/Jak będziesz czuła się, gdy zrealizujesz swoje marzenia?” oraz „Jak będziesz czuł się/Jak będziesz czuła się, jeśli nigdy nie spełnisz marzeń?”. Odpowiedz sobie na nie szczerze. Wejdź głęboko w emocje, które towarzyszą obu możliwościom. Nie bój się szczególnie tych negatywnych — często świadomość tego, co możemy stracić, pokazuje, czy pisanie jest dla nas ważnym i motywującym czynnikiem, aby pójść w kierunku spełnienia marzenia.

Czy jesteś gotowy/gotowa spróbować?

Kim jest grafoman? (Część 1)

Powiedzmy, że ma na imię Adam. Imię równie dobre, jak każde inne. Jeśli wolisz, może brzmieć Wojtek lub Olek. Może też być kobietą, Ewą na przykład. Umówmy się jednak, że dzisiaj jest mężczyzną, Adamem. Raz ma 16, raz 60 lat. Jest poetą — tak o sobie mówi. Uważa się za świetnego, bo pisze pięć wierszy dziennie. Wierzy, że każdy z nich jest genialny. Zauważył, że od jakiegoś czasu znajomi albo unikają go, albo uciekają wzrokiem, albo nieuważnie słuchają, gdy wyjmuje z teczki zeszyt ze swoimi wierszami i zaczyna czytać. Dziwni są i tyle!

Kiedyś pokazał swoje utwory znajomemu krytykowi. Usłyszał kilka gorzkich słów. Ze spotkania wyszedł wściekły. Już nigdy więcej go nie zobaczył — wiadomo przecież, że krytycy to nieudolni poeci; poeci, którym się nie udało, dlatego swoje frustracje wylewają na innych, bardziej utalentowanych.

Na pewno już wiesz, kim jest Adam. Grafomanem, oczywiście. Dlaczego o NIM piszę? Na zajęciach, które organizuję, co jakiś czas powraca temat grafomanii. Początkujący pisarze boją się, że mogą zostać zaliczeni do niechlubnego grona grafomanów, i że to, co tworzą i w co wkładają wysiłek i serce, nadaje się tylko do kosza. Dla niektórych jest to na tyle przerażająca perspektywa, że nikomu nie pokazują swoich tekstów.

Strach przed grafomaństwem jest ogromny, jednak prawdziwy grafoman nigdy go nie doświadcza. Zatem kim ON jest? Pewnie w myślach odpowiadasz: „Grafoman to ktoś, kto źle pisze”. I wiesz, co? Mylisz się! Każdy i każda z nas od czasu do czasu pisze nieudane teksty. Nawet najwięksi mają na swoim koncie nie najlepsze utwory. Moim zdaniem grafoman to ktoś, kto — pisząc złe teksty — nie przyjmuje tego faktu do wiadomości. Nie widzi potrzeby pracy nad warsztatem; choćby cały świat podpowiadał, że trzeba coś zmienić, poprawić — grafoman pozostaje głuchy i rozpływa się w bezkrytycznym samozachwycie.


A jaką Ty masz definicję grafomana i grafomanii?

Kim jest grafoman? (Część 2)

Po­wiedz­my, że ma na imię Ka­sia. Pi­su­je wier­sze. Trak­tu­je je jak dzie­ci. Wy­cho­dzi z zało­że­nia, że sko­ro dzie­ci nie po­pra­wia się i przyj­mu­je ta­ki­mi, ja­kie są, wobec wier­szy należy postępować tak sa­mo. Nig­dy nie zmie­ni­ła ani jed­ne­go za­pi­sa­ne­go sło­wa. Ni­cze­go nie wy­kre­śli­ła. Zaw­sze ją cieszy, gdy po spo­tka­niu au­torskim ktoś do niej podejdzie, mówiąc: „Po­do­ba­ją mi się Pa­ni wier­sze…”.

Kasię moż­na na­zwać gra­fo­manką. Czy za­bro­nił­byś jej pi­sać? Pod mo­im po­stem o gra­fo­ma­nie po­ja­wił się cie­ka­wy ko­men­tarz:

„Ale z dru­giej stro­ny — gra­fo­man nikogo nie zmu­sza do czy­ta­nia; tekst pro­zą czy wierszem (na­wet bia­łym) moż­na odło­żyć, a sko­ro ko­muś (przy­naj­mniej gra­fo­manowi, ale mo­że być, że gra­fo­man posiada wiel­bi­cie­li) spra­wia to ra­dość — w czym problem? Życie jest zbyt krót­kie, aby oszczę­dzać so­bie ra­do­ści — czy to z pi­sa­nia (na­wet grafomań­skie­go), czy czy­ta­nia (tak­że gra­fo­manii), o ile tyl­ko nikt nas do te­go nie zmusza”.

„Do­pó­ki nie zmu­sza…” Czy rze­czy­wi­ście nie zmu­sza…? Ch­cia­łam dzi­siaj napi­sać o po­zy­tyw­nym obra­zie gra­fo­mań­stwa. I zro­bię to, za­nim doj­dę do ostat­niej krop­ki, w międzyczasie jed­na­k opowiem Wam o czymś.

Moja ko­le­żan­ka pra­cu­je w dzia­le wy­daw­ni­czym pew­nej in­sty­tu­cji i utrzy­mu­je kon­tak­ty z po­eta­mi re­gio­nal­ny­mi. Kie­dyś je­den z nich za­gro­ził, że zło­ży na nią skar­gę u pre­zy­den­ta mia­sta. Dla­cze­go? Stwier­dzi­ła, że nie opu­bli­ku­je je­go wier­szy, bo nie po­do­ba­ją jej się.

Kil­ka mie­się­cy te­mu zgło­sił się — tym razem do mnie — po­eta ama­tor, któremu odesłałam komentarz w odpowiedzi na przesłane do oce­ny wiersze. W trakcie prowadzonej korespondencji za­czę­łam wy­ja­śniać, że oce­nia­nie wier­szy po­cząt­ku­ją­cych au­torów stanowi mo­ją pra­cę, chętnie więc usta­lę wa­run­ki dalszej współpra­cy. Dowiedzia­łam się, że je­stem śmiesz­na — i na tym za­koń­czy­ł się kontakt.

Tak — każ­dy ma pra­wo pi­sać, je­śli spra­wia mu to ra­dość. Ale czy każ­dy mu­si to czy­tać? Mam wra­że­nie, że gra­fo­man w naj­gor­szym wy­da­niu jest przekonany, że wszy­scy po­win­ni go czy­tać, jednocześnie za­chwy­cając się — to odróż­nia grafomana od ko­goś, ko­go na­zwa­ła­bym twór­cą. Twór­ca mo­że pi­sać sła­be tek­sty; mo­że do­pie­ro uczyć się pi­sać, jed­nak ro­zu­mie i zga­dza się na to, że są czy­tel­nicy, któ­rzy nie zechcą czy­tać efektów jego pracy.

Róż­ni­ca mię­dzy twór­cą a gra­fo­manem bywa dość cien­ka i mo­im zda­niem ra­czej po­le­ga na sposo­bie my­śle­nia, niż ja­ko­ści tek­stów. Dla­cze­go? „A tak w ogó­le, mam wra­że­nie, że aby stać się pi­sa­rzem z praw­dzi­we­go zda­rze­nia i my­śleć w przyszłości o li­te­rac­kich lau­rach, mu­si się wpierw przejść okres gra­fo­mań­stwa (…)”* — na­pi­sa­ła nie­gdyś Mag­da­le­na Sa­mo­zwa­niec, a ja do znu­dze­nia po­wta­rzam jej sło­wa. Gra­fomaństwo w po­sta­ci sła­bych tek­stów jest na­tu­ral­nym eta­pem, przez któ­ry prze­cho­dzi każ­dy au­tor. Gdy podczas spo­tkań au­torskich pa­da py­ta­nie o po­cząt­ki pa­na pi­sa­rza czy pa­ni po­et­ki, po­ja­wiają się od­po­wiedzi ty­pu: „Coś tam pi­sa­łem/pi­sa­łam, ale nie przyznaję się do tego dzi­siaj” — stwierdzeniu czę­sto to­wa­rzy­szy uśmiech połączony z lek­kim za­że­no­wa­niem, ale prze­cież tak jest! Aby na­uczyć się pi­sać, trze­ba za­cząć pi­sać. A aby napi­sać jed­no do­bre zda­nie, trze­ba niekiedy zapi­sać dzie­sięć nie­ naj­lep­szych. Sa­ma posiadam w kom­pu­te­rze spo­ro tek­stów, do któ­rych nie lubię się przy­znawać, a jed­nak na swój spo­sób je­stem z nich dum­na — bez nich nie powstałyby te lep­sze, cie­kaw­sze.

Kie­dyś na warsz­ta­tach w dość du­żej gru­pie po­wie­dzia­łam:

— Sko­ro je­ste­ście tu­taj, czu­je­cie po­trze­bę pra­cy nad wła­snym warsz­ta­tem — gra­fo­mań­stwo wam nie gro­zi.

Naj­pierw za­pa­dła ci­sza, po­tem je­den z uczest­ni­ków wstał i tu­bal­nym gło­sem zaczął mówić:

— Słu­chaj, Kry­sia. Kto to jest gra­fo­man? No, kto to jest gra­fo­man? — za­mar­łam, a ra­zem ze mną wszy­scy na sa­li. — Grafoman — kon­ty­nu­ował — Gra­fo-ma­n… Jak­by wziąć do­słow­ne ro­zu­mienie te­go sło­wa, gra­fo­man to ktoś, kto ko­cha pisać!

Definicja od ra­zu spodo­ba­ła mi się. Póź­niej, z bra­ku słow­ni­ka ety­mo­lo­gicz­ne­go na pół­ce, zaj­rza­łam do Wi­ki­pe­dii i dowie­dzia­łam się, że sło­wo „gra­fo­ma­nia” po­cho­dzi od grec­kich słów: gráphe­in — ry­so­wać, pi­sać i ma­nia — sza­leń­stwo. Sza­leń­stwo, ale nie mi­łość. Sz­ko­da… Z dru­giej stro­ny — czy tak wie­le różni mi­łość od sza­leń­stwa? Oso­bi­ście uważam, że pi­sa­rzo­wi po­trzeb­na jest i odro­bi­na sza­leń­stwa, i mi­ło­ści — dzię­ki tej mie­szan­ce za­czy­na­my pi­sać.

Jakie macie definicje grafomaństwa? Kim dla Was jest grafoman? Czy istnieje pozytywne grafomaństwo?

* Mag­da­le­na Sa­mo­zwa­niec, Jak się to wszyst­ko za­czę­ło? [w: ] taż, Z pa­mięt­ni­ka nie­mło­dej już mę­żat­ki, wstęp, wy­bór i opra­co­wa­nie Ra­fał Po­dra­za, War­sza­wa 2010, s 37


Podcinacze skrzydeł.

Jak radzić sobie z krytyką?

„Z pustego to i Salomon nie naleje” — przeczytała dziewczyna pod jednym ze swoich szkolnych wypracowań. Dwadzieścia lat później zdanie nadal tuła się po jej głowie, skutecznie powstrzymując od pisania. Myślicie, że to żart? Niestety, nie. Podczas prowadzonych kursów kreatywnego pisania usłyszałam wiele podobnych twierdzeń — stanowią opowieść o podcinaczach skrzydeł i blokadach twórczych.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.