Wstęp
Ta książka powstała z miejsca, które zna każda kobieta. Z miejsca cichego, często przemilczanego.
Z miejsca, w którym rodzi się pragnienie zmiany.
Jeśli trzymasz ją teraz w dłoniach, być może sama czujesz, że w Twoim życiu nadszedł taki moment.
Moment, w którym patrzysz w lustro i widzisz coś więcej niż zmęczenie na twarzy, obowiązki na barkach i historię, która nie zawsze była dla Ciebie łagodna.
Może widzisz kobietę, która już tak długo była silna dla in-nych, że zapomniała, jak to jest być silną dla siebie.
A może widzisz tylko oczy pełne pytań:
„Czy dam radę?”
„Czy jestem wystarczająca?”
„Czy mogę zacząć jeszcze raz?”
Uwierz każda kobieta choć raz stała w tym miejscu. Między tym, gdzie jest, a tym, gdzie chce być.
Między dawną sobą a tą, którą zaczyna przeczuwać, choć jeszcze nie potrafi jej nazwać.
W pewnym momencie życia zaczynasz rozumieć coś, czego nikt wcześniej Ci nie powiedział:
że nikt nie przyjdzie Cię uratować.
Że nie ma księcia, przewodnika, ani idealnej rady, która zdejmie z Ciebie ciężar niepewności.
Że nikt nie podniesie Cię za rękę, jeśli sama nie wstaniesz nawet jeśli podnosisz innych każdego dnia.
Zaczynasz pojmować, że pewność siebie nie jest prezentem od losu.
To nie cud, który wydarza się w środę o 14:00. To nie charakter, z którym trzeba się urodzić. Pewność siebie jest decyzją.
Małą, codzienną decyzją, którą podejmujesz, zanim ktokol-wiek Cię zauważy, pochwali czy wesprze.
Decyzją, że stawiasz jeden krok, zamiast czekać na idealny moment.
Decyzją, że tym razem wybierasz siebie nawet jeśli przez la-ta wybierałaś wszystkich wokół.
Ta książka nie jest kolejną motywacyjną teorią, którą prze-czytasz, a potem odłożysz na półkę.
Nie jest listą dobrych rad, które brzmią ładnie, ale nie mają nic wspólnego z prawdziwym życiem kobiety.
To mapa zmian.
Mapa, którą możesz trzymać w dłoni każdego dnia i stoso-wać od razu nawet jeśli dziś masz niewiele siły, a jeszcze mniej wiary.
To rozmowa kobiety z kobietą.
Bez ocen, bez udawania, bez pozowania na kogoś, kim nie jesteś.
To przewodnik po świecie myśli, emocji i nawyków, które budują fundament Twojej pewności siebie.
Nie musisz być idealna.
Nie musisz ogarniać wszystkiego, mieć planu na życie, znać odpowiedzi na każde pytanie.
Nie musisz udawać, że masz kontrolę, kiedy w środku czu-jesz chaos.
Nie musisz się uśmiechać, kiedy serce jest zmęczone. Wystarczy, że jesteś gotowa zacząć.
W kolejnych rozdziałach pokażę Ci, jak zmienić sposób, w jaki mówisz do siebie bo Twoje słowa tworzą Twoją rzeczy-wistość.
Pokażę Ci, jak odzyskać energię, pewność i spokój, krok po kroku, bez presji, że masz być „idealna” już dziś.
Nauczę Cię budować nawyki, które w końcu przynoszą trwałe efekty, a nie krótkie zrywy, które trwają trzy dni i zosta-wiają Cię z poczuciem winy.
Dowiesz się, jak tworzyć nowe przekonania o sobie, bo te stare często niesione od dzieciństwa nie mają prawa decydować o Twojej przyszłości.
Nauczysz się, skąd bierze się Twoja siła, i dlaczego czasem wydaje się spać, choć tak naprawdę jest w Tobie przez cały czas.
I przede wszystkim zobaczysz, jak wrócić do siebie. Do tej wersji Ciebie, która wie, czego chce.
Która nie przeprasza za to, kim jest. Która nie boi się mówić „nie”.
Która wierzy w siebie nie dlatego, że ktoś ją pochwalił, ale dlatego, że w końcu sama siebie widzi.
Ta książka jest o Tobie.
O Twojej drodze, która być może była trudna, ale nigdy Cię nie złamała.
O Twojej sile, którą nosisz w sobie, nawet jeśli dziś jeszcze jej nie czujesz.
O Twoich możliwościach, które czekają, aż dasz im prze-strzeń.
O kobiecie, którą możesz się stać nawet jeśli teraz w to nie wierzysz.
Nie musisz mieć planu na wszystko. Nie musisz wiedzieć, dokąd dojdziesz. Wystarczy, że zrobisz pierwszy krok. Zaczynamy wspólną podróż.
Podróż do życia, które będziesz tworzyć świadomie.
Do przyszłej siebie, którą pokochasz nie za to, jaka jest ide-alna, ale za to, jaka jest prawdziwa.
Usiądź wygodnie. Weź głęboki oddech. Otwórz swoje serce.
Bo właśnie zaczynasz największą przemianę w swoim życiu powrót do siebie.
List do czytelniczki
Kochana Czytelniczko,
Jeśli trzymasz tę książkę w rękach, to znaczy, że w Twoim życiu wydarzyło się coś ważnego.
Może to był cichy szept w środku nocy. Może myśl, która wracała jak bumerang.
Może zmęczenie, którego nie potrafiłaś już dłużej ignoro-wać.
A może po prostu poczucie, że w Tobie jest coś więcej, coś, co zasługuje, by wreszcie zostać zauważone.
Jesteś tu, bo jesteś gotowa na zmianę nawet jeśli jeszcze się jej boisz.
Bo w kobiecie zawsze przychodzi taki moment, w którym serce mówi wyraźniej niż strach:
„Dość. Teraz moja kolej.”
Może jesteś zmęczona zaczynaniem wszystkiego od nowa.
Może masz już dość noszenia masek, udawania, że nic Cię nie boli.
Może masz dość udowadniania swojej wartości ludziom, którzy nigdy nie widzieli w Tobie tego, co naprawdę ważne.
Może po raz pierwszy od dawna poczułaś, że chcesz wrócić do siebie tej prawdziwej, nie tej, którą świat kazał Ci być.
Wiem, jak to jest żyć z poczuciem, że coś Cię omija.
Że biegniesz szybko, a i tak czujesz, jakbyś stała w miejscu. Wiem, jak to jest dawać z siebie wszystko czas, serce, ener-
gię i w zamian dostawać ciszę.
Wiem, jak to jest wierzyć w innych bardziej niż w siebie, li-czyć na cud, na chwilę, na kogoś, kto zobaczy Twoją wartość, zanim zobaczysz ją sama.
Ale wiem też, że każda kobieta ma w sobie moment prze-budzenia.
To nie jest wielki wybuch.
To nie jest wielkie „od dziś moje życie się zmienia”. To coś znacznie subtelniejszego.
To moment, kiedy w środku czujesz delikatne drgnięcie, jakby Twoja dusza przypominała Ci kim naprawdę jesteś.
To coś, co mówi:
„Już wystarczy. Zasługuję na więcej. Przyszedł czas, by wy-brać siebie.”
Ta książka powstała właśnie dla Ciebie dla tej części Ciebie, która być może jeszcze nie jest gotowa krzyczeć, ale już zaczyna szeptać.
Powstała po to, by dać Ci wsparcie w pierwszym kroku. By przypomnieć Ci, że nie musisz znać całej drogi.
By pokazać Ci, że siła, której szukasz, nie jest na zewnątrz jest w Tobie, tylko przykryta warstwami historii, obowiązków i oczekiwań.
Nie piszę do Ciebie jako ktoś idealny.
Nie piszę z pozycji kobiety, która ma wszystko poukładane. Nie piszę jako ekspert, który patrzy z góry.
Piszę jako kobieta, która też walczyła o siebie.
Która zna smak zwątpienia, samotności i zaczynania od zera.
Która próbowała być silna dla innych, aż zapomniała, że też potrzebuje siły dla siebie.
Która chodziła w kółko, wracała do starych nawyków, gubi-ła się i znów wstawała.
Piszę jako ktoś, kto już zrozumiał, że zmiana nie zaczyna się wtedy, kiedy jesteśmy gotowe ona zaczyna się wtedy, kiedy je-steśmy szczere ze sobą.
Moja własna droga nauczyła mnie jednego:
wszystko zmienia się w chwili, kiedy wypowiesz słowa:
„Zasługuję na więcej.”
Bo zasługujesz.
Zasługujesz na życie, w którym nie boisz się być sobą. Zasługujesz na decyzje, które nie rodzą poczucia winy. Zasługujesz na szczęście, które nie jest udawane ani wymu-
szone.
Zasługujesz na miłość taką prawdziwą, także tę do samej siebie.
Zasługujesz na spokój, którego nikt Ci nie będzie odbierał.
Zasługujesz na obecność, na dobre słowa, na wybory, które leczą.
Proszę Cię tylko o jedno, zanim przejdziesz dalej:
Czytaj tę książkę powoli.
Pozwól jej dotknąć miejsc, których od dawna unikałaś. Pozwól sobie czuć.
Pozwól sobie myśleć.
Pozwól sobie zatrzymać się choćby na chwilę. Niech każde słowo będzie dla Ciebie lustrem.
Niech każde pytanie stanie się zaproszeniem do rozmowy z samą sobą.
Niech każde ćwiczenie będzie małym krokiem w stronę Twojej przyszłości tej spokojniejszej, mocniejszej, pewniejszej.
Jestem przy Tobie na każdej stronie.
W każdej historii, w każdym zdaniu, w każdym fragmencie, który być może poruszy coś w Tobie.
Nie idziesz tą drogą sama nawet jeśli do tej pory tak się czułaś.
A kiedy dojdziesz do ostatniej kartki tej książki, obiecuję Ci jedno:
nie będziesz już tą samą kobietą.
Bo wrócisz do siebie.
Do tej, która od zawsze była w Tobie. Z miłością i czułością,
Aneta
Część I
Przebudzenie
Rozdział 1
Dlaczego tak trudno być pewną siebie?
„Zmiana zaczyna się w chwili, w której kobieta odważy się zobaczyć prawdę
o sobie — bez lęku, bez filtrów, prawdziwie.”
Pewność siebie nie jest krzykiem.
Nie jest butą ani udawaną odwagą, którą zakładamy jak ele-gancką sukienkę, żeby nikt nie zauważył drżenia rąk.
Pewność siebie to bardziej szept niż manifest. To poczucie, że masz prawo być tu, gdzie jesteś.
Że możesz zajmować miejsce, oddychać pełną piersią, mó-wić własnym głosem nawet jeśli nikt jeszcze go nie docenił.
A jednak w życiu wielu kobiet coś dzieje się po drodze.
Coś, czego nie potrafią nazwać, a co sprawia, że ich głos sta-je się coraz cichszy, decyzje bardziej ostrożne, a marzenia — odłożone „na później”, które nigdy nie nadchodzi.
Pewność siebie nie znika nagle.
Nie wyparowuje jak perfumy po całym dniu. Ona się kruszy.
Po kawałku, warstwa po warstwie, aż pewnego dnia kobieta patrzy na siebie w lustrze i nie rozpoznaje tej, którą kiedyś była.
1. Czego nas nie nauczono i dlaczego właśnie od tego zaczyna się problem
Nikt z nas nie dostał w dzieciństwie instrukcji, jak zostać pewną siebie kobietą.
Dostałyśmy raczej katalog zachowań:
bądź grzeczna, bądź skromna, bądź uprzejma, bądź taka, ja-ką inni chcą Cię widzieć.
Nie dlatego, że ktoś miał złe intencje.
Dlatego, że takie wzorce przekazywano z pokolenia na po-kolenie, jak rodzinne przepisy na świąteczny sernik.
Nie zastanawiano się, czy są zdrowe. Po prostu… tak było.
Dorastałyśmy więc, ucząc się nie mówić za głośno. Nie marzyć za odważnie.
Nie chcieć za wiele.
Nie ufać zbyt mocno sobie, ale za to mocno innym. Pewność siebie nie miała gdzie rosnąć.
Jak roślina, której nikt nie podlewa, żyła tylko siłą natury do pierwszej większej burzy.
I kiedy życie stawiało nas przed doświadczeniami, na które nie byłyśmy przygotowane, robiło się pusto.
Pusto w środku. Pusto w głowie.
Pusto w miejscach, w których powinna być odwaga.
2. Najcichsze pęknięcia powstają najwcześniej
Możesz nie pamiętać szczegółów tamtych dni. Ale pamiętasz emocje.
Pamiętasz moment, kiedy przestałaś zgłaszać się w szkole, choć znałaś odpowiedź.
Pamiętasz wieczór, gdy chciałaś opowiedzieć o swoim suk-cesie, ale ktoś machnął ręką, jakby to było nic.
Pamiętasz pierwszą pracę, w której bałaś się poprosić o podwyżkę, choć robiłaś więcej niż inni.
Pamiętasz spojrzenie, które sprawiło, że przygarbiłaś plecy. Niektóre rany zadają słowa.
Inne ich brak.
I tak powoli, bez głośnych dramatów, kobieta traci wiarę w to, co ma do powiedzenia.
3. Historia jednej kobiety — lustro dla milionów
Historia Marii: „Gdzieś po drodze przestałam istnieć”
Maria miała czterdzieści dwa lata, kiedy pierwszy raz powiedziała na głos zdanie, które nosiła w sobie latami:
— Ja… już nie wiem, kim jestem. Nie powiedziała tego w emocjach. Nie w złości.
Powiedziała to cicho, prawie szeptem, tak jak mówi się rze-czy najbardziej bolesne.
Jako młoda dziewczyna była pełna życia.
Chciała pracować w branży filmowej, podróżować, miesz-kać w dużym mieście.
Ale jej rodzina powtarzała:
— Zawód niepewny.
— Kobiecie potrzebna jest stabilność.
— Prawdziwe życie zaczyna się po ślubie.
I Maria, nauczona słuchać dorosłych, zaczęła dopasowywać siebie do oczekiwań innych.
Rezygnowała z jednego, potem z drugiego marzenia, aż w końcu nie zostało już nic, co należało tylko do niej.
Kiedy została żoną i matką, przez wiele lat zapominała o sobie.
Nie dlatego, że była słaba.
Dlatego, że nikt jej nigdy nie powiedział, że ona też ma pra-wo do życia poza rolami, które przyjęła.
Pewnego dnia jej nastoletnia córka zapytała:
— Mamo, a Ty co lubisz? Co Ciebie cieszy? Maria stała wtedy chwilę w milczeniu.
Bo nie wiedziała.
To był moment przebudzenia nie gwałtowny, ale cichy, we-wnętrzny.
Po raz pierwszy poczuła, jak bardzo zaniedbała tę część sie-bie, która powinna była rozkwitać, a nie usychać.
I wtedy zaczęła proces, którego bała się najbardziej: wracanie do siebie.
Dziś mówi:
„Pewność siebie nie przyszła do mnie nagle. Ona wracała powoli, dzień po dniu, tak jak wraca światło nad ranem naj-pierw ledwo widoczne, a potem nagle zobaczyłam, że znowu widzę wszystko wyraźniej.”
4. Psychologia niepewności to, co dzieje się pod po-wierzchnią
Brak pewności siebie nie oznacza braku kompetencji.
Najczęściej oznacza zbyt silne przeżywanie cudzych słów
i zbyt słabe wsłuchiwanie się we własne.
Psycholodzy mówią jasno:
— Kobieta, która była w dzieciństwie często krytykowana, w dorosłości krytykuje samą siebie automatycznie.
— Kobieta, której zabraniano mówić, w dorosłości milczy nawet wtedy, gdy zna odpowiedź.
— Kobieta, której wmawiano, że „nie powinna tyle chcieć”, w dorosłości nie prosi o to, co jej się należy.
To nie są wady charakteru. To są nauczone mechanizmy.
Zanim nauczysz się nowej pewności siebie, musisz zrozu-mieć, że to, co czujesz, ma swoje źródło.
Nie jesteś „za słaba”.
Jesteś ukształtowana przez doświadczenia, które nie były Twoim wyborem.
Ale teraz możesz wybrać inaczej.
5. Delikatna, ale ważna prawda
Pewność siebie nie zaczyna się od tego, że zaczynasz być silna.
Zaczyna się od tego, że przestajesz udawać, że wszystko jest w porządku.
Od uczciwości wobec siebie.
Od powiedzenia: „Tak, boję się. Tak, nie wierzę w siebie.
Tak, chcę to zmienić.”
To jest punkt startu każdej kobiety, która dokonała praw-dziwej przemiany.
A Ty jesteś właśnie w tym miejscu.
6. Dlaczego tak trudno być pewną siebie?
Pewność siebie nie jest krzykiem. Nigdy nim nie była.
Nie jest arogancją ani chłodem.
Nie jest głośnym wejściem do pokoju, w którym wszyscy odwracają głowy.
Nie jest maską, którą zakładamy, gdy życie zbyt mocno przyciska nas do ściany.
Pewność siebie to bardziej szept niż manifest.
To spokojna wiedza, że masz prawo tu być w tym miejscu, w tym życiu, w tej wersji siebie.
To wewnętrzne „tak”, które mówisz własnemu istnieniu.
To ciche, głębokie przekonanie, że możesz zajmować prze-strzeń, podejmować decyzje, stawiać granice, marzyć, popełniać błędy… i że nadal zasługujesz na miłość.
Ale większość kobiet nigdy nie dostała przestrzeni, by ten szept usłyszeć.
Coś dzieje się po drodze.
Coś subtelnego, a jednocześnie potężnego.
Coś, czego nie potrafimy nazwać, ale co sprawia, że nasz głos staje się coraz cichszy.
Tak cichy, że w końcu przestajemy go zauważać. A później przestajemy zauważać siebie.
Pewność siebie nie znika jak wykrzyknik. Nie odchodzi z hukiem.
Ona się kruszy. Powoli.
Niezauważalnie. Warstwa po warstwie.
Jak tynk na starym domu, który nikt nie pielęgnował.
Z daleka wygląda jeszcze dobrze, ale wystarczy dotknąć… i wszystko osypuje się w dłoniach.
7. Czego nas nie nauczono fundament, który nigdy nie powstał
Nikt nas nie uczył, jak być pewną siebie. To nie była lekcja w szkole.
To nie była rozmowa przy rodzinnym stole.
To nie było coś, co dostawałyśmy w pakiecie z dorastaniem. Wręcz przeciwnie.
Od najmłodszych lat dostawałyśmy komunikaty, które mia-ły nas „wychować”, ale zamiast tego uczyły nas, byśmy umniej-szały siebie.
„Dziewczynki są grzeczne.”
„Nie wypada tak głośno.”
„Nie pyskuj.”
„Nie przesadzaj z marzeniami.”
„Nie odzywaj się, jak dorośli mówią.”
„Nie rób z siebie gwiazdy.”
„Nie bądź zbyt pewna siebie.”
Te słowa wydawały się niewinne.
Powtarzane jak mantry, z pokolenia na pokolenie.
Ale one budowały w nas wewnętrzny system, który później działał automatycznie.
Uczyły nas, że:
— nasze pragnienia są „za duże”
— nasz głos jest „za głośny”
— nasze ambicje są „nieodpowiednie”
— nasza obecność powinna być skromna, cicha, niewidoczna Z takimi lekcjami trudno zbudować pewność siebie.
To jak próbować postawić dom na piasku.
Dorastając, nie miałyśmy narzędzi, które miały chłopcy:
— odwagi do porażki
— prawa do błędu
— prawa do sukcesu
— prawa do wyrażania potrzeb
— prawa do decydowania o sobie Uczyłyśmy się za to:
— dostosowywać
— przewidywać
— nie przeszkadzać
— nie ryzykować
— nie wychylać się
Nic dziwnego, że dorosła kobieta tak często czuje się zagu-biona.
8. Najcichsze pęknięcia powstają najwcześniej (i nie odchodzą same)
Pamiętasz szczegóły z dzieciństwa? Może nie.
Ale pamiętasz emocje.
Pamiętasz ten ścisk w żołądku, gdy ktoś się z Ciebie zaśmiał. Pamiętasz wstyd, gdy nauczyciel skomentował Twoją wypo-
wiedź.
Pamiętasz zawstydzenie, gdy ktoś powiedział, że jesteś
„za wrażliwa”, „za ambitna”, „za pewna siebie”, „za mało pewna siebie”.
Pamiętasz, jak przestałaś zgłaszać się na lekcjach choć znałaś odpowiedź.
Pamiętasz moment, gdy ktoś podciął Ci skrzydła jednym zdaniem.
Pamiętasz noc, gdy płakałaś w poduszkę, bo czułaś, że nie jesteś wystarczająca.
Z takich chwil składa się historia każdej kobiety. To nie jest dramat.
To nie jest trauma w wielkim wydaniu. To są pęknięcia.
Drobne.
Ciche.
Ale to one tworzą fundament niepewności. Nie zauważasz ich od razu.
Ale kiedy masz 30, 40, 50 lat one odzywają się:
— gdy chcesz poprosić o awans
— gdy pragniesz czegoś więcej
— gdy chcesz zabrać głos
— gdy wchodzisz w związek
— gdy stoisz przed nowym wyborem
— gdy masz marzenie, ale boisz się je nazwać
Pęknięcia z dzieciństwa stają się deficytami w dorosłości. I to nie dlatego, że coś z Tobą jest nie tak.
Tylko dlatego, że nikt Cię nie nauczył inaczej.
9. Historia jednej kobiety, która mogłaby być historią nas wszystkich
Maria: „Gdzieś po drodze przestałam istnieć”
Maria miała czterdzieści dwa lata, gdy po raz pierwszy po-
czuła, że zapomniała o sobie tak bardzo, że aż trudno było jej nazwać własne potrzeby.
Jej życie było „w porządku”. Miała rodzinę, dom, pracę. Na zewnątrz spełnienie.
W środku pustka.
Jako młoda dziewczyna była pełna energii, pomysłów, wizji. Chciała pracować w kinie, tworzyć coś pięknego.
Chciała robić zdjęcia, pisać, podróżować. Ale świat mówił:
— „To nie jest dla Ciebie.”
— „Zrób coś pewniejszego.”
— „Nie wymyślaj.”
— „Zajmij się czymś normalnym.”
I Maria, nauczona, że dobre dziewczynki robią to, czego oczekują inni, zaczęła rezygnować z siebie.
Po jednej rzeczy. Po jednej pasji.
Po jednym marzeniu.
Najpierw były studia, których nie chciała. Potem praca, która nie dawała radości.
Potem dziecko najpiękniejszy dar, ale jednocześnie kolejna rola, w której zapomniała o sobie.
A potem lata mijały.
Jeden dzień podobny do drugiego. Rano obowiązki.
Wieczorem zmęczenie.
Pewnego dnia jej córka zapytała:
Mamo, co Ty lubisz najbardziej na świecie?
Maria stała w kuchni, trzymając kubek z herbatą. I milczała.
Bo nie wiedziała.
To był jej moment przebudzenia. Nie spektakularny, nie dramatyczny. Cichy.
Ale w tym milczeniu zawierało się całe życie. Od tego momentu zaczęła wracać do siebie. Nie wiedziała jeszcze jak.
Nie znała metod, ćwiczeń, książek. Znała tylko to jedno: nie chcę tak żyć. Dziś mówi:
„Pewność siebie nie przyszła nagle. Ona wracała powoli najpierw jako błysk, potem jako myśl, potem jako decyzja… aż w końcu jako mój głos.”
10. Psychologia niepewności to, czego nie widać, a co rządzi wszystkim
Niepewność siebie nie pojawia się znikąd. Ma swoje źródła.
Ma swoje historie. Ma swoje korzenie.
Psychologia mówi, że to, co nazywamy „brakiem pewności siebie”, jest często:
— strażą ochronną
— mechanizmem przetrwania
— reakcją na przeszłość
— próbą uniknięcia bólu
Kobieta, której wmawiano, że jest „za dużo”, w dorosłości
staje się „za mała”.
Kobieta, którą wyśmiewano, w dorosłości wycofuje się, za-nim ktoś zdąży ją zranić.
Kobieta, która nie dostała wsparcia, w dorosłości nie prosi o pomoc.
Kobieta, którą zawstydzano, w dorosłości wstydzi się błysz-czeć.
To nie są Twoje wady. To są Twoje rany.
A rany nie leczy się karą.
Leczy się czułością i świadomością.
Największą rewolucją w życiu kobiety jest moment, w któ-rym zrozumie:
„To, jak o sobie myślę nie jest moje. To zostało mi dane.”
A to, co zostało dane można oddać. Można przepisać.
Można przetransformować.
11. Delikatna, ale najważniejsza prawda
Pewność siebie nie zaczyna się od siły. Nie zaczyna się od odwagi.
Nie zaczyna się od sukcesu. Zaczyna się od szczerości.
Od momentu, gdy potrafisz powiedzieć przed sobą:
„Tak, boję się.”
„Tak, zwątpiłam.”
„Tak, za długo milczałam.”
I jednocześnie:
„Chcę inaczej.”
To jest pierwszy krok.
Pierwsza cegła budująca nową wersję Ciebie. Pewność siebie to w istocie decyzja.
Decyzja, że przestajesz być wersją siebie, którą stworzył strach, wychowanie, opinie innych.
Decyzja, że zaczynasz być sobą. Prawdziwą.
Nieidealną.
Ale swoją.
ĆWICZENIA ROZDZIAŁ 1
Ćwiczenie 1: Mapa Pierwszych Pęknięć
Usiądź w ciszy. Weź kartkę.
Zamknij oczy.
Wróć pamięcią do trzech sytuacji, które postawiły pierwszy mur między Tobą a Twoją pewnością siebie.
Zapisz:
— co się wydarzyło
— kto tam był
— jakie emocje poczułaś
— jakie zdanie w Tobie zostało Nie po to, by wracać do bólu. Po to, by go uwolnić.
Ćwiczenie 2: Słowa, które nosisz do dziś
Zapisz wszystkie zdania, które pojawiają się w Twojej gło-wie w trudnych momentach.
Przykłady:
— „Nie jestem wystarczająco dobra.”
— „Nie powinnam tyle oczekiwać.”
— „Co, jeśli zawiodę?”
— „Inni są lepsi.”
— „Nie zasługuję.” A teraz dopisz:
— Kto mógł je zaszczepić?
— Kiedy pierwszy raz je usłyszałaś?
— Czy na pewno są prawdziwe?
— Jakie nowe zdanie mogłabyś włożyć w to miejsce? To ćwiczenie zmienia życie wielu kobiet.
Ćwiczenie 3: List do Siebie Sprzed Lat
Napisz list do dziewczynki, którą byłaś w wieku 7–12 lat. Napisz jej:
— czego nikt jej nie powiedział
— czego powinna była usłyszeć
— co chciałabyś, aby dziś wiedziała
— że była dobra
— że była wartościowa
— że nie musiała być idealna
— że zasługiwała na wsparcie
— że jej marzenia były ważne
To ćwiczenie otwiera serce i jest początkiem transformacji.
Zamknięcie rozdziału
Pewność siebie nie rodzi się w wielkich momentach. Rodzi się w cichych decyzjach.
W małych gestach.
W codziennym wyborze, by nie opuszczać siebie.
Ten rozdział był jak zapalenie lampki w ciemnym pokoju. Może jeszcze nie widzisz wszystkiego wyraźnie.
Może dopiero dostrzegasz kształty. Ale światło już się pali.
I będzie się palić coraz mocniej.
W kolejnych rozdziałach nauczysz się:
— jak odbudować swój wewnętrzny głos
— jak zrozumieć swoje emocje
— jak odzyskać sprawczość
— jak tworzyć zdrowe granice
— jak budować nawyki, które wzmacniają
— jak odzyskać poczucie wartości
— jak stać się kobietą, która siebie wybiera To dopiero początek Twojej przemiany.
Najważniejsze rozdziały dopiero przed Tobą. I ta podróż jest Twoja.
Tylko Twoja. I jest najpiękniejszym powrotem, jaki możesz przeżyć:
powrotem do siebie.
Rozdział 2
Głos, który słyszysz w środku i jak go zmienić
„Największą odwagą jest przyznać przed sobą samą, że zasługujesz na więcej
niż byle jakie życie.”
Nie ma na świecie krytyka bardziej surowego niż kobieta, która przestała wierzyć w siebie.
Możesz być ciepła, delikatna, wyrozumiała dla innych a jed-nocześnie nie zostawiać na sobie suchej nitki.
Możesz pocieszyć przyjaciółkę, zrozumieć siostrę, potrzy-mać za rękę obcą kobietę, która płacze w toalecie restauracji…
A później wrócić do domu i w myślach wymierzyć sobie ka-rę za wszystko, co Twoim zdaniem zrobiłaś „źle”.
Kobiety nie są z natury surowe.
One były uczone surowości wobec siebie.
Głos, który dziś słyszysz w środku, nie jest Twoim głosem. Nie powstał z Twojego doświadczenia.
On został w Tobie zasiany jak ziarno, które ktoś wrzucił wiele lat temu, być może przypadkiem.
I ten głos rośnie razem z Tobą.
1. Jak rodzi się krytyk wewnętrzny
Może pamiętasz ten moment:
Stoisz jako dziecko przy stole i chcesz coś powiedzieć, ale ktoś Cię ucisza:
„Nie przeszkadzaj.”
„Nie teraz.”
„Kto Cię o zdanie pytał?” To nie boli od razu.
Boli dopiero po latach, kiedy uczysz się nie mówić, nawet kiedy trzeba.
Może słyszałaś:
„Zawsze wszystko robisz źle.”
„Po co zaczynasz, skoro i tak nie skończysz?”
„Inni są lepsi.”
Te zdania nie znikają.
One wchodzą do Twojego wnętrza i z czasem zaczynają brzmieć jak Twój własny głos.
A potem widzisz inną kobietę, która mówi pewnie, śmie-je się głośno, idzie po swoje i myślisz:
„Gdybym była taka jak ona…” Tymczasem nie musisz być jak ona.
Musisz odzyskać swój głos — ten, który uciszyłaś dawno temu.
2. Psychologia głosu, który krytykuje
Psycholodzy mówią, że krytyk wewnętrzny powstaje z dwóch rzeczy:
🔹 1. Z głosów dorosłych, których bałaś się stracić
Dziecko nie może stracić miłości rodzica więc bierze na sie-bie wszystko, co rodzic mówi.
Jeśli mówili: „Nie dasz rady” w dorosłości boisz się próbo-wać.
Jeśli mówili: „Bądź cicho” w dorosłości milczysz.
Jeśli mówili: „Za dużo od życia chcesz” w dorosłości prosisz o za mało.
🔹 2. Z porównań, które zraniły najbardziej
Kiedy słyszysz:
„Spójrz, jak dobrze idzie twojej siostrze”,
„Zobacz, jak inne dziewczynki się starają”,
„Ty zawsze…”
„Ty nigdy…”
Twoje wnętrze zaczyna się kurczyć.
3. Historia jednej kobiety tego nie da się zapomnieć
Historia Joanny: „Ten głos nie był mój, ale żył we mnie jak lokator”
Joanna miała trzydzieści osiem lat, gdy uświadomiła sobie, że w jej głowie odzywa się ktoś, kto nie istnieje już od wie-lu lat.
Jej mama była kobietą niełatwą. Wymagającą.
Surową.
Nieodkrytą emocjonalnie.
Kochała córkę ale nie potrafiła jej tego pokazać.
Zamiast wsparcia dawała zdania, które zostają pod skórą na lata:
„Mogłaś się bardziej postarać.”
„Inni robią to lepiej.”
„Nie wiesz? To się nie odzywaj.”
Joanna dorosła z przekonaniem, że jej zdanie jest zawsze
o jeden ton za słabe, jej decyzje o jeden krok za późne, jej życie
o jedno marzenie za małe.
I mimo że jej mama odeszła, głos pozostał. W pracy Joanna była świetna.
Wiedziała, co robi.
Ale kiedy przychodził moment zabrania głosu, w jej głowie odzywał się tamten stary głos:
„Po co się odzywasz? I tak nie masz racji.” Pewnego dnia jej szef powiedział:
— Joanna, masz świetne pomysły. Czemu się nimi nie dzie-lisz?
A ona odpowiedziała szeptem:
— Czasem wydaje mi się, że nie wiem wystarczająco dużo… Szef spojrzał na nią zaskoczony.
— Ty? Joanno, Ty?
To był moment, w którym po raz pierwszy usłyszała różnicę między tym, co o sobie myśli świat, a tym, co mówi jej głos we-wnętrzny.
I wtedy zrozumiała:
ten głos nie jest mój ale żyje na moim miejscu.
Dziś Joanna mówi tak:
„Pewność siebie nie polega na tym, że nie masz wątpli-wości.
Pewność siebie polega na tym, że nie pozwalasz wątpliwo-ściom prowadzić swojego życia.”
4. Jak odzyskać własny głos
To nie dzieje się jednego dnia.
Nie dzieje się nawet jednego miesiąca.
To proces, w którym musisz być dla siebie:
— łagodna,
— cierpliwa,
— szczera,
— obecna.
Nie naprawiasz siebie.
Ty wracasz do siebie.
Wracasz do tej dziewczynki, którą kiedyś byłaś odważnej, ciekawej świata, wolnej od cudzych opinii.
Wracasz do tej wersji siebie, która wierzyła, że przyszłość może być dobra.
Że Ty możesz być dobra.
Odzyskiwanie głosu zaczyna się od jednego prostego zdania:
„Nie chcę już mówić do siebie w ten sposób.”
Głos, który słyszysz w środku i jak go zmienić
Czasami siedzimy w ciszy i nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nie jesteśmy same. Nasza własna głowa jest pełna po-staci, wspomnień, słów, które zostały tam włożone dawno temu. A jednak traktujemy je tak, jakby należały do nas. Jakby to były nasze prawdy, nasze przekonania, nasze ograniczenia. Nic bar-dziej mylnego. Większość rzeczy, które słyszysz w swojej gło-wie — ten krytyczny, surowy, bezlitosny monolog, który ocenia każdy krok, kwestionuje każdą decyzję, podcina każdą iskrę od-wagi — nie jest tobą. Jest echem, które powtarzasz tak długo, że stało się tłem twojego życia. Ale jeśli zatrzymasz się choć na chwilę i wsłuchasz naprawdę głęboko, zauważysz pęknięcie. Usłyszysz, że coś tu nie pasuje. Ten głos brzmi znajomo, ale nie jak ty. Brzmi jak ktoś, kogo znałaś: ktoś, kto był kiedyś silniejszy, starszy, ważniejszy. I przez lata nosiłaś go w sobie, aż sama zaczęłaś go bronić, tak jak dziecko broni rodzica, nawet wtedy, gdy ten rodzic go ranił.
To, że ten głos jest w tobie, nie oznacza, że do ciebie nale-ży. To tak, jakbyś mieszkała w domu odziedziczonym po przodkach, pełnym mebli, obrazów, zapachów i przedmio-tów, które ktoś kiedyś tam wstawił. Ty tylko w tym domu ży-jesz. Oddychasz w nim. I czasem zapominasz, że możesz otwo-rzyć okno, przestawić fotel, a nawet zmienić całe wnętrze. Ale wiele kobiet nigdy tego nie robi. Zamiast tego spędzają życie w przestrzeni, która nie jest ich własna przestrzeni men-talnej, która powstała z cudzych oczekiwań. I wtedy zaczy-na się dramat, o którym nie mówi się głośno: kobieta, która żyje głosem nie swoim, traci kontakt z tym, co było w niej najbardziej autentyczne.
Żeby zrozumieć, jak to możliwe, trzeba cofnąć się wiele lat wstecz, do czasów, kiedy jeszcze nie wiedziałaś, kim jesteś. Kie-dy byłaś jak miękka glina, w której każdy dotyk zostawiał ślad. Wtedy właśnie pojawili się ludzie, którzy formowali twoje we-wnętrzne „ja”. Nie świadomie. Nie złośliwie. Ale nieumiejętnie. To oni dali ci pierwsze słowa, które potem powtarzałaś w my-ślach. Jeśli mówili: „Uważaj”, nauczyłaś się ostrożności. Jeśli mó-wili: „To nie dla ciebie”, nauczyłaś się nie próbować. Jeśli mówi-li: „Przestań marzyć”, nauczyłaś się rezygnować. Jeśli mówili:
„Zamknij buzię”, nauczyłaś się milczeć. I ten proces był tak na-turalny, że nawet nie zauważyłaś, kiedy stał się częścią ciebie.
Z czasem głos cudzych lęków, uprzedzeń, ocen, stał się tak zintegrowany z twoim sposobem myślenia, że przestałaś go rozpoznawać jako obcy. Stał się czymś w rodzaju wewnętrznego komentatora, który ma zawsze coś do powiedzenia: na temat twojego wyglądu, twoich wyborów, twojej wartości, twojej in-teligencji. I ten komentator nie zna litości. Nie zna wsparcia. Nie zna miłości. On zna tylko ocenę, porównanie, ostrzeżenie. To głos, który boi się życia i przygody, który widzi zagrożenie w każdym kroku. Paradoks polega na tym, że ten wewnętrzny krytyk myśli, że cię chroni. Naprawdę wierzy, że jego zadaniem jest zapobiec twojemu upadkowi, ośmieszeniu, bólowi. Tylko że robi to bez zrozumienia, że ty już nie jesteś dzieckiem i że je-go metody nie działają.
Jednym z największych kłamstw, jakie wierzymy jako doro-słe kobiety, jest przekonanie, że „takie już jesteśmy”. Że to nor-malne, że mamy w sobie głos, który nas rani. Że naturalne jest to, że nie wierzymy w siebie. Że to po prostu część charakteru. Ale to nie jest prawda. Charakter nie powstaje z lęku. Charak-
ter nie rodzi się z ciągłej krytyki. Charakter nie jest sumą cu-dzych głosów. Charakter jest tym, co zostaje, kiedy oddzielisz siebie od tego, co w ciebie włożono. I dopiero wtedy zaczyna się prawdziwe życie.
Kiedy kobieta po raz pierwszy patrzy na swój wewnętrzny głos jak na coś, co może zmienić, a nie jak na wyrok — dzieje się coś potężnego. To jest jak moment, w którym po latach miesz-kania w ciemnym pokoju zauważasz, że zasłony były tam przez cały czas, i że możesz je odsunąć jednym ruchem dłoni. Światło było zawsze za oknem. Tylko wierzyłaś, że jesteś skazana na mrok.
W trakcie tego procesu może przyjść do ciebie uczucie żalu. Żalu za tym, ile razy w życiu nie powiedziałaś czegoś, co chcia-łaś powiedzieć. Ile razy nie podjęłaś decyzji, którą czułaś całą sobą. Ile razy zamknęłaś usta, bo bałaś się reakcji. Ile razy zrezy-gnowałaś z marzenia, bo ktoś kiedyś powiedział, że to „nie dla ciebie”. Ten żal jest naturalny. Jest jak ból mięśnia, który zaczyna się budzić po latach braku używania. Nie próbuj go tłumić. On jest częścią procesu powracania do siebie.
Rzeczywistość jest taka, że kiedy nie znasz swojego praw-dziwego głosu, żyjesz w stanie nieustannego napięcia. Czujesz, że coś jest nie tak, ale nie potrafisz nazwać, co. Czujesz, że życie nie wygląda tak, jak powinno, ale nie wiesz dlaczego. Czujesz, że twoje decyzje nie są naprawdę twoje. Czujesz, że marzenia gdzieś uciekły, ale nie potrafisz ich przywołać. Wszystko to wy-nika z jednego: zbyt długo oddawałaś swoje wnętrze innym lu-dziom.
A teraz wyobraź sobie na chwilę, że wchodzisz w głąb siebie jak do ogromnego, cichego domu. I tam, na samym końcu,
w najspokojniejszym pokoju, siedzi dziewczynka, którą kiedyś byłaś. Czysta, niezmącona, niewinna. Jej głos jest twoim gło-sem — tym prawdziwym. I on nie został zniszczony. On tylko został zagłuszony. Ta dziewczynka wciąż tam jest. Czeka. Słu-cha. Ona pamięta, czego chciałaś od życia, zanim ktoś nauczył cię się bać. Ona wie, co jest prawdziwe, a co zostało ci narzuco-ne. I choć może być cicha, nie milczy z powodu słabości. Milczy, bo nikt jej od lat nie dał przestrzeni, by mogła mówić.
Kiedy zaczniesz ją słuchać, zaczną dziać się rzeczy niezwy-kłe. Najpierw delikatnie, niemal niezauważalnie. W sytuacjach, które wcześniej wywoływały w tobie lęk, poczujesz spokój. Za-uważysz, że nagle umiesz odpowiedzieć, podnieść głowę, wyra-zić zdanie. Zauważysz, że przestajesz żyć w defensywie. Że za-czynasz podejmować decyzje z miejsca siły, a nie strachu. Że twoje wybory stają się zgodne z tobą. Że twoje słowa sta-ją się pewniejsze. To jest powrót głosu.
A potem następuje coś jeszcze głębszego: rozpoznasz, że wcale nie jesteś tą kobietą, którą przez lata wmawiał ci we-wnętrzny krytyk. Zrozumiesz, że masz w sobie ogromną ilość odwagi, której nie zauważałaś, bo była przykryta cieniami. Zo-baczysz, że jesteś bardziej utalentowana, niż ci powiedziano. Że masz prawo chcieć więcej. Że nie musisz zasługiwać na swoje życie, na swoje marzenia, na swoje pragnienia one są twoje od zawsze.
To, co naprawdę zmienia życie, to moment, w którym ko-bieta mówi do siebie: „Chcę usłyszeć swój własny głos”. Bo to jest decyzja, która przesuwa całe wnętrze człowieka. To jest decyzja, którą czuje się jak przebudzenie. Od tej chwili zaczynasz słuchać siebie bardziej niż świata. Zaczynasz pamię-
tać, kim byłaś, zanim świat cię nauczył, kim powinnaś być. I z miejsca tej prawdy zaczynasz budować zupełnie nową przy-szłość.
Najważniejsze jest to: twój prawdziwy głos nigdy nie znik-nął. On po prostu czekał, aż się odważysz go odzyskać. I teraz, gdy zrobiłaś już pierwszy krok, cały świat zacznie przesuwać się tak, by zrobić ci miejsce. Bo kiedy kobieta mówi własnym gło-sem, nie idzie ścieżką, która została jej wskazana. Idzie własną. I ta ścieżka zawsze prowadzi tam, gdzie w głębi serca chciała być od początku.
ĆWICZENIA ROZDZIAŁ 2
Ćwiczenie 1: Rozmowa z krytykiem wewnętrznym
Zapisz najczęstsze zdanie, które słyszysz w głowie, kiedy chcesz zrobić coś nowego.
Np.:
„Nie dasz rady.”
„Nie jesteś wystarczająca.”
„Znowu coś schrzanisz.”
A potem odpowiedz mu jak dorosła kobieta, którą jesteś dzisiaj:
„To nieprawda.”
„Dziś wybieram inaczej.”
„Jestem bezpieczna, kiedy działam.”
Ćwiczenie 2: Komu oddałaś swoje słowa?
Zrób listę osób, które miały wpływ na Twoje poczucie war-tości.
Nie po to, by je obwiniać.
Po to, by przestać nosić ich głos w sobie.
Ćwiczenie 3: Nowy ton
Wybierz jedno zdanie, które będzie od dziś Twoim nowym głosem.
Powtarzaj je rano i wieczorem aż stanie się częścią Ciebie.
Rozdział 3
Emocje, które niszczą pewność siebie
„Słowo ‘dość’ nie jest końcem. To pierwszy krok w stronę kobiety, którą naprawdę masz być.”
Emocje kobiet są jak ocean czasem spokojny, czasem wzbu-rzony, ale zawsze głęboki.
Nie ma w nich nic złego.
To nie emocje są problemem.
Problemem jest to, że nikt nas nie nauczył, jak je nosić bez wstydu.
Od dziecka słyszymy, że „przesadzamy”, „dramatyzujemy”,
„bierzemy wszystko zbyt do siebie”.
I tak krok po kroku uczymy się, że coś w nas jest niewła-ściwe.
Że trzeba się chować, obniżać ton, tłumić, udawać. Ale emocje te prawdziwe, te najcięższe nie znikają.
One tylko zmieniają formę. Z gniewu stają się lękiem. Z lęku wycofaniem.
Z wycofania brakiem wiary w siebie. Niepewność nie bierze się tylko z myśli.
Ona wyrasta z emocji, które nosisz w środku jak niezagojo-ne blizny.
1. Wstyd pierwszy wróg kobiecego głosu
Wstyd to najcichsze i najbardziej destrukcyjne uczucie, ja-kie zna kobieta.
Nie boli jak gniew. Nie krzyczy jak strach. On szepta:
„Jest z Tobą coś nie tak.
Jesteś za dużo… albo za mało.” Wstyd nie pozwala mówić.
Nie pozwala prosić.
Nie pozwala wierzyć, że zasługujesz.
To on sprawia, że kobieta boi się błędów a bez błędów nie ma rozwoju.
Wstyd sprawia, że nawet kiedy osiągasz sukces, myślisz:
„To pewnie przypadek.” Kiedy kogoś poznajesz:
„Na pewno w końcu zobaczy, jaka jestem naprawdę.” Wstyd jest niewidzialnym więzieniem.
2. Lęk emocja, która odbiera przestrzeń
Lęk uczy kobiety, że lepiej siedzieć cicho.
Że lepiej nie próbować.
Że bezpieczeństwo jest ważniejsze niż wolność. Ale paradoks jest taki:
kobieta, która ciągle się boi, nigdy nie czuje się bezpieczna. Lęk odbiera Ci odwagę, a bez odwagi nie wejdziesz na swo-
ją drogę.
3. Porównywanie trucizna, którą pijemy każdego dnia
Porównywanie to najszybszy sposób, by poczuć się niewy-starczającą.
Widzisz kobietę w internecie, która wygląda, jakby wszyst-ko miała poukładane.
Widzisz jej dom, jej wakacje, jej uśmiech, jej sukces.
I nawet jeśli wiesz, że to tylko fragmenty Twój mózg i tak mówi:
„Ona jest lepsza.”
Ale porównywanie nie jest dowodem słabości. To dowód głodu.
Głodu bycia sobą.
4. Historia z życia coś, co zostaje na długo
Historia Karoliny: „Moje emocje były dla mnie wrogiem” Karolina była jedną z tych kobiet, które zawsze mówiły:
„Nie jestem emocjonalna.”
Twierdziła, że nic jej nie rusza, niczego nie potrzebuje, ni-czego się nie boi.
Ale jej ciało mówiło inaczej.
Gdy ktoś ją krytykował zamierała. Gdy ktoś ją chwalił nie wierzyła.
Gdy ktoś ją zostawiał obwiniała siebie. Dopiero podczas terapii usłyszała:
„Karolino, Ty nie jesteś zimna. Ty jesteś… niewysłuchana.” I wtedy pękło w niej coś, co trzymała od lat.
Karolina nauczyła się jednego:
emocje nie są twoim wrogiem. Wrogiem jest to, że boisz się je poczuć.
Dziś mówi:
„Kiedy w końcu zaczęłam czuć, zaczęłam też żyć.”
5. Emocje jako przewodnik, nie przeszkoda
Pewność siebie nie rodzi się w głowie. Rodzi się w kontakcie z tym, co czujesz.
Kiedy nauczysz się rozpoznawać swoje emocje, zamiast się ich bać pojawi się przestrzeń na spokój.
A spokój jest największą siłą kobiety.
Emocje, które niszczą pewność siebie i jak je oswoić
Każda emocja, która pojawia się w naszym życiu, przycho-dzi z jakiegoś powodu. Nie istnieje przypadkowy strach, przy-padkowy wstyd, przypadkowa złość czy przypadkowe poczucie winy. Emocje to nie wrogowie, lecz posłańcy. Problem zaczy-na się dopiero wtedy, kiedy kobieta próbuje je tłumić, ignoro-wać lub unieważniać bo całe życie uczono ją, że „powinna sobie radzić”, „powinna być silna”, „powinna się nie przejmować”. A gdy nie potrafiła spełnić tych oczekiwań, zaczynała wierzyć, że coś jest z nią nie tak. Tymczasem jedyną rzeczą, która na-prawdę wymaga nauki, jest język emocji.
Pewność siebie nie rośnie na braku emocji. Pewność siebie rośnie na ich zrozumieniu.
A życie wielu kobiet wygląda jak nieustanna walka z samą sobą. Z lękiem, który blokuje. Ze wstydem, który zmniejsza. Z poczuciem winy, które nie pozwala iść naprzód. Z napięciem, które wisi w środku jak ciężki kamień. Z przeszłością, która wraca w najmniej odpowiednich momentach. Z głosem, który mówi: „Nie zasługujesz”.
Niepewność siebie nie bierze się z braku kompetencji. Nie rodzi się z braku inteligencji. Nie wynika z braku talentu. Niepewność siebie rodzi się z emocji, które przez lata nie dosta-ły przestrzeni, by zostać zrozumiane.
Pewność siebie to w 80% praca z emocjami, a dopiero w 20% praca z myślami.
Są kobiety, które przez całe życie wyglądają jak silne, spo-kojne, zdyscyplinowane. Z zewnątrz wszystko mają pod kontro-lą. Ale gdy zostają same, świat wewnętrzny zaczyna kipieć. Lęk.
Złość. Wstyd. Niewypowiedziane potrzeby. Głęboko ukryte ża-le. To wszystko miesza się w środku, a ponieważ nigdy nie na-uczyły się o tym mówić, przenosi się na ich poczucie wartości.
Tak powstaje paradoks: kobieta może być obiektywnie kompetentna, a jednak ciągle w siebie wątpić.
Może być piękna, a czuć się niewystarczająca.
Może być mądra, a słuchać w głowie zdania, które słyszała w dzieciństwie.
Może być odważna, a bać się powiedzieć, czego pragnie. Może być kochana, a czuć się samotna.
Niepewność siebie nie jest cechą. Jest reakcją emocjonalną. A emocji nie da się zagłuszyć można je tylko nauczyć mó-
wić innym językiem.
Jedną z najpotężniejszych emocji, które niszczą pewność siebie, jest strach.
Strach nie krzyczy, strach nie atakuje. Strach osiada.
Rozlewa się jak mgła cicha, pozornie niewinna, ale odbiera-jąca widoczność.
To nie jest zwykły lęk. To lęk zapamiętany. Lęk utrwalony. Lęk odziedziczony. Lęk, który powtarza: „Uważaj, bo kiedyś bo-lało”.
Strach to emocjonalna pamięć przeszłości. Dlatego tak trudno go pokonać. Nie dlatego, że jest silny ale dlatego, że jest logiczny z punktu widzenia twojej historii. Jeśli coś zra-niło cię w dzieciństwie, strach będzie pilnował, żeby to się nie powtórzyło. Jeśli ktoś skrytykował cię publicznie, strach za-mknie ci usta przy każdej okazji. Jeśli kiedyś poczułaś się odrzu-
cona, strach będzie bał się zaangażować. Strach to nie wróg. Strach to strażnik. Problem w tym, że strażnik nie rozumie, że przeszłość się zakończyła.
Gdy kobieta zaczyna pracować nad pewnością siebie, to właśnie strach jest pierwszą emocją, która się budzi. Bo strach wie, że kiedy zaczniesz słuchać siebie, już nigdy nie będziesz żyła jak dotąd. A on nie lubi zmian. Dlatego pró-buje powiedzieć ci: „Nie rób tego, to niebezpieczne”. Ale praw-dziwe zagrożenie polega na tym, że jeśli posłuchasz strachu całe życie stracisz własne życie.
Drugą emocją, która potrafi niszczyć kobiece wnętrze lata-mi, jest wstyd.
Wstyd jest cichszy niż strach. Nie atakuje, nie ostrzega. Wstyd mówi jedno zdanie: „Coś jest ze mną nie tak”.
Gdy wstyd się rodzi, kobieta przestaje walczyć o siebie. Zaczyna się ukrywać.
Zmniejszać.
Wycofywać.
Przestaje mówić o swoich pragnieniach, bo boi się, że zosta-ną ocenione.
Przestaje stawiać granice, bo boi się, że zostanie odrzucona. Przestaje marzyć, bo boi się rozczarowania.
Wstyd to jedna z najbardziej destrukcyjnych emocji, bo nie mówi o sytuacji — mówi o tobie. Nie „zrobiłam coś źle”. Tylko: „Ja jestem zła”. To wstyd sprawia, że kobiety, które były krzywdzone, czują, jakby to była ich wina. To wstyd każe ko-bietom milczeć, kiedy powinny krzyczeć. To wstyd odbiera głos szybciej niż jakakolwiek trauma.
Jednym z najważniejszych kroków w odzyskiwaniu pew-ności siebie jest zrozumienie, że wstyd nie jest twoją prawdą. Jest emocją. A emocje się pojawiają i znikają. Nie są tożsamo-ścią.
Trzecią emocją, która bardzo często ukrywa się pod lękiem i wstydem, jest złość.
Wbrew temu, czego nas uczono, złość nie jest cechą nega-tywną.
Złość jest kompasem.
Złość pokazuje, gdzie twoje granice zostały naruszone.
Złość mówi: „Tu jest ból. Tu jest niesprawiedliwość. Tu jest coś, na co się nie zgadzam”.
Ale większość kobiet nigdy nie nauczyła się wyrażać złości. Uczono nas, że złość jest brzydka, nieelegancka, histeryczna. Złość kobiety była przez lata ośmieszana, bagatelizowana, uży-wana przeciwko niej. Dlatego kobiety tłumią złość. A tłumiona złość zamienia się w frustrację, z którą ciężko żyć. A frustracja zamienia się w autoagresję, czyli kierowanie emocji przeciwko sobie. Wtedy nie jesteś już zła na innych — jesteś zła na siebie. I to właśnie zabija pewność siebie.
Gdy nauczysz się rozpoznawać i wyrażać złość zdrowo, od-zyskasz ogromną część swojej mocy.
Złość nie musi ranić. Złość ma chronić.
Złość mówi: „Zasługuję na coś lepszego”.
I właśnie dlatego tak boją się jej wszyscy, którzy chcieliby cię mieć posłuszną.
Najbardziej destrukcyjną emocją, która potrafi towarzyszyć kobiecie przez dekady, jest poczucie winy.
Poczucie winy zjada pewność siebie od środka, powoli, jak rdza.
Poczucie winy mówi:
„Nie powinnaś była tak robić.”
„To twoja wina, że ktoś był niezadowolony.”
„Powinnaś była przewidzieć.”
„Mogłaś bardziej się postarać.”
Poczucie winy nie pozwala kobiecie odpocząć. Nie pozwala jej być z siebie dumna. Nawet gdy osiąga sukces, poczucie winy mówi, że nie zasługuje. Nawet gdy zrobi coś dobrego, poczucie winy przypomina o błędach. A gdy chce coś dla siebie — poczu-cie winy mówi, że to egoizm.
Poczucie winy to emocja, którą kobiety noszą pokolenio-wo. Przez lata wmawiano im, że powinny być dostępne, opiekuńcze, ciche, pokorne, służące. I kiedy próbują wyjść poza te ramy, pojawia się poczucie winy. Nie dlatego, że ro-bią coś złego. Ale dlatego, że są pierwszym pokoleniem ko-biet, które uczą się brać swoje życie w swoje ręce a system tego nie zna.
Każdą z tych emocji można oswoić. Nie poprzez tłumienie, ale poprzez zrozumienie.
Emocje nie chcą cię niszczyć. Chcą cię chronić.
Ale dopóki ich nie poznasz, będą to robić nieumiejętnie. Oswajanie emocji nie polega na tym, by zniknęły.
Polega na tym, by przestały tobą rządzić.
Kiedy poznasz swój strach przestanie kierować twoimi de-cyzjami.
Kiedy zrozumiesz swój wstyd przestanie mówić ci, kim je-steś.
Kiedy pozwolisz mówić swojej złości zacznie chronić twoje granice.
Kiedy zdejmiesz z siebie fałszywe poczucie winy zaczniesz żyć tak, jak naprawdę chcesz.
Pewność siebie nie polega na braku emocji.
Pewność siebie polega na odwadze, by je poczuć i nie dać im zabrać twojego życia.
W kolejnych rozdziałach nauczysz się, jak prowadzić dialog z emocjami w sposób, który buduje moc, a nie ją osłabia. Na-uczysz się wracać do siebie, gdy emocje próbują cię porwać. Na-uczysz się oddzielać to, co naprawdę twoje, od tego, co zostało ci narzucone. A przede wszystkim nauczysz się widzieć w emo-cjach nie przeszkodę, ale drogę.
Bo kobieta pewna siebie to nie kobieta, która się nie boi. To kobieta, która umie powiedzieć strachowi:
„Możesz iść ze mną. Ale nie ty będziesz prowadzić.”
ĆWICZENIA ROZDZIAŁ 3
Ćwiczenie 1: Nazwij emocję, którą unikasz
Pomyśl o jednej emocji, której najbardziej się boisz. Zapisz ją.
Nazwij.
Nazwane emocje tracą moc.
Ćwiczenie 2: Gdzie w ciele mieszkają Twoje emocje?
Strach w brzuchu. Wstyd w sercu.
Złość w szczęce. Smutek w ramionach.
Zamknij oczy, poczuj ciało.
Napisz, gdzie mieszkają Twoje emocje.
Ćwiczenie 3: Daj sobie prawo do czucia
Napisz jedno zdanie, które będziesz powtarzać, gdy emocje Cię przytłoczą:
„Mam prawo czuć.”
„Moje emocje nie są błędem.”
„To, co czuję, jest częścią mnie.”
Część II
Wewnętrzna przemiana
Rozdział 4
Punkt zwrotny: kiedy kobieta mówi „dość”
„W ciszy słyszysz siebie. A kiedy słyszysz siebie — zaczynasz wracać do domu.”
Są w życiu kobiety takie chwile, które na pozór wyglądają jak każdy inny dzień.
Świat nie zwalnia tempa, słońce wschodzi tak samo, ludzie wkoło niczego nie zauważają
a jednak w niej, głęboko pod skórą, pod warstwą przyzwy-czajeń, milczenia i obowiązków, zaczyna pękać coś,
co pęknąć musiało od dawna. To nie jest wybuch.
To nie jest krzyk.
To nawet nie jest bunt.
To coś dużo bardziej subtelnego:
moment, w którym kobieta już nie potrafi dłużej udawać, że nic się nie dzieje.
Punkt zwrotny wygląda różnie.
Dla jednej to chwila, gdy patrzy na siebie w lustrze i pierw-szy raz od lat widzi zmęczenie osadzone na twarzy jak kurz.
Dla drugiej kiedy wraca z pracy i po raz kolejny robi wszystko sama, choć obiecywała sobie, że „od jutra zawalczy o siebie”.
Dla trzeciej kiedy ktoś wypowiada jedno zdanie za dużo i coś w niej, co dotąd potulnie milczało, nagle mówi:
„Nie. Już nie.”
Kobiety przez lata uczone były, że wytrzymałość jest cnotą. Że „radzenie sobie” to standard.
Że trzeba zaciskać zęby, zagłuszać pragnienia i robić „to, co należy”.
Ale każdy człowiek, nawet najcichszy, ma granicę.
A granica, która została przekroczona zbyt wiele razy, w końcu zamienia się w przełom.
1. Dlaczego kobieta mówi „dość” dopiero wtedy, gdy nie ma już siły?
Bo kobietę uczy się poświęcania.
Bo świat wychował nas na ratowniczki, strażniczki domo-wego ognia, powierniczki cudzych problemów.
Kobiety tak długo stawiają siebie na końcu kolejki, że kiedy wreszcie przychodzi ich kolej,
kolejka jest już zamknięta.
„Później” staje się ich życiem. Później zadbam o siebie.
Później zacznę. Później odpocznę.
Później zawalczę.
Aż któregoś dnia „później” zamienia się w „nigdy”. I właśnie wtedy zaczyna rodzić się punkt zwrotny. Nie w gniewie w rozczarowaniu.
Nie w krzyku w świadomości.
Nie w impulsywności w cichym zrozumieniu:
„Tak dalej być nie może.”
To jest moment narodzin nowej kobiety. Kobiety, która zaczyna widzieć siebie.
2. Historia kobiety, która długo milczała aż przestała
Historia Marty: „Ja już dłużej nie uniosę tego świata na swo-
ich ramionach”
Marta miała trzydzieści dziewięć lat, kiedy jej życie zaczę-ło się sypać jak porcelana wypuszczona z rąk.
Ale to nie był nagły wypadek.
To był koniec lat zaniedbań takich, które niewidzialnie zja-dają duszę.
Przez dekadę była w związku, w którym wszystko „trzeba było zrozumieć”.
Jego zmęczenie. Jego stres.
Jego brak czasu. Jego wybuchy. Jego ciche dni.
Jego życie, zawsze ważniejsze od jej. Marta umiała rozumieć.
Rozumiała aż do granicy, na której zrozumienie zamie-nia się w samozaprzeczenie.
Kiedy pojawiło się dziecko, jej mąż, z braku dorosłości albo odwagi, coraz częściej znikał emocjonalnie, a coraz rzadziej wracał do rozmów.
Zostawiał jej listę obowiązków dłuższą niż jej własny sen.
Z każdym miesiącem Marta była jak dom, w którym pali się światło tylko w jednym pokoju reszta uległa awarii.
Punkt zwrotny przyszedł tak zwyczajnie, że nikt poza nią nie zauważyłby jego wagi.
To był czwartek.
Stała w kuchni, krojąc warzywa, kiedy poczuła, że jej ręce drżą.
Nie z wysiłku.
Z poczucia, że to nie jest jej życie.
Że jest tylko trybem w maszynie, która dawno przestała działać, ale ona wciąż próbuje ją naprawiać.
Pomyślała wtedy:
„Gdybym teraz wyszła z domu i nie wróciła przez godzinę, dwie, trzy… nikt by tego nie zauważył.”
To był ten moment. Nie dramatyczny.
Nie głośny.
Nie spektakularny. Ale najprawdziwszy.
Wtedy po raz pierwszy od lat zrobiła coś dla siebie usiadła na podłodze, oparła głowę o szafkę i powiedziała na głos, drżą-cym, ale swoim własnym głosem:
„Nie chcę już tak żyć.”
Nikt tego nie słyszał.
Ale dla Marty to była deklaracja wojny.
Nie z mężem.
Nie z dziećmi.
Nie z życiem.
Z samą sobą.
Z tą wersją siebie, która zawsze była ostatnia. Ten szept stał się początkiem rewolucji.
3. Punkt zwrotny NIE jest decyzją. To jest przebudzenie.
Wiele kobiet myli punkt zwrotny z impulsem:
„Wyrzucę wszystko i zacznę od nowa.”
„Odejdę.”
„Zmienię pracę.”
„Wyjadę.”
Ale punkt zwrotny nie polega na zmianie miejsca. On polega na zmianie świadomości.
To moment, w którym:
zaczynasz czuć swoje potrzeby
widzisz, ile lat poświęcałaś się bez wdzięczności zaczynasz słyszeć swój prawdziwy głos przestajesz karmić iluzje
odróżniasz troskę od wykorzystywania
wiesz, że zasługujesz na więcej, choć jeszcze nie wiesz, jak to osiągnąć
Punkt zwrotny to początek nowej narracji.
4. Co dzieje się w kobiecie po przebudzeniu?
Kobieta, która mówi „dość”, nie staje się natychmiast silna. Ona staje się prawdziwa.
A z prawdy rodzi się:
🔹 Odwaga
Nie ta filmowa.
Ta cicha powolne, codzienne wybieranie siebie.
🔹 Czułość
Po raz pierwszy od lat kobieta patrzy na siebie bez oskar-żeń.
🔹 Wolność
I to nie ta spektakularna.
To wolność od tego, co ją więziło dotąd: cudzych oczeki-wań.
🔹 Sprawczość
Zaczyna rozumieć, że jej życie nie jest projektem pobocz-nym.
🔹 Spokój
Paradoksalnie największy spokój przychodzi wtedy, gdy kończą się iluzje.
5. Życie po „dość”
Być może myślisz, że gdy powiesz „dość”, wszystko będzie łatwiejsze.
Nie będzie.
Ale będzie prawdziwsze.
To tak, jakbyś pierwszy raz od lat weszła w jasne światło i oczy potrzebowały czasu, by się przyzwyczaić.
Zmiana boli ale stagnacja boli bardziej.
Kobieta, która przeszła przez punkt zwrotny, nie wraca już do dawnej siebie.
Nie dlatego, że nie może. Dlatego, że nie chce.
Punkt zwrotny: moment, w którym mówisz „dość”
Są w życiu kobiety takie chwile, których nie da się przewi-dzieć ani zaplanować. Chwile, które nie mają w sobie niczego spektakularnego, a jednak zmieniają wszystko. Nie dzieją się w blasku fleszy. Nie dzieją się w środku wielkich dramatów. Nie dzieją się wtedy, kiedy ktoś patrzy.
Dzieją się po cichu. W środku.
Głęboko, tam, gdzie nikt nie ma dostępu oprócz ciebie. Punkt zwrotny nie zawsze przychodzi w wielkim cierpieniu.
Czasem rodzi się w zmęczeniu. Czasem w rozczarowaniu. Cza-sem w poczuciu pustki, które nie ma żadnego powodu, a jednak rozsadza cię od środka. Czasem w chwili tak zwyczajnej, że na-wet jej nie zauważasz dopóki nie poczujesz, że coś w tobie pę-kło, jakby niewidzialna nić, która trzymała cię latami, nagle się zerwała.
Punkt zwrotny zaczyna się zdaniem, które kobieta wypo-wiada najpierw w myślach, a dopiero później na głos:
„Dość.”
To krótkie słowo, a jednak nosi w sobie całą historię twoje-go życia.
Historię milczenia, kiedy chciałaś mówić. Historię znoszenia, kiedy powinnaś była odejść.
Historię usprawiedliwiania innych, kiedy oni nie usprawie-dliwiali ciebie.
Historię odkładania siebie na później, aż to „później” wy-pełniło całe życie.
„Dość” to nie krzyk. To nie bunt.
To nie złość.
„Dość” jest świadomością, która w końcu wyprzedza strach.
Punkt zwrotny nie przychodzi nagle. Zanim pojawi się to jedno słowo, dzieje się coś znacznie wcześniej w ciszy, w ukryciu, na granicy między sercem a rozumem. Kobieta za-czyna dostrzegać, że nie czuje już tego, co kiedyś. Rzeczy, które tolerowała latami, nagle ją uwierają. Zachowania, które kiedyś tłumaczyła, przestają mieć sens. Sytuacje, które akcep-towała „dla świętego spokoju”, przestają być warte jej spoko-ju. I wtedy pojawia się pierwsze pytanie: „A co, jeśli zasługu-ję na więcej?”
To pytanie jest jak zapalona zapałka w ciemnym pokoju. Nie rozświetla wszystkiego od razu. Ale pozwala zobaczyć, że ciemność nie była naturalnym środowiskiem była tylko przy-zwyczajeniem.
Punkt zwrotny nie jest momentem odwagi. Jest momentem prawdy. Prawdy o tym, że dłużej tak nie można. Że dłużej tak nie chcesz. Że dłużej tak nie wytrzymasz nie dlatego, że je-steś słaba, ale dlatego, że w końcu uświadamiasz sobie własną wartość.
Wiele kobiet opisuje ten moment w podobny sposób. Mó-wią, że nic spektakularnego się nie wydarzyło. Że nie było kłót-ni, dramatu, trzęsienia ziemi. Po prostu któregoś dnia, podczas codziennych czynności mycia naczyń, robienia kawy, patrzenia przez okno poczuły w środku coś, czego nie da się cofnąć. Jakby ich wewnętrzna ja zaczęła mówić wyraźniej niż wszystkie głosy z zewnątrz.
Czasem ten moment rodzi się w zmęczeniu. Prawdziwym, głębokim zmęczeniu, które nie wynika z braku snu, ale z braku sensu.
Czasem w bólu, który jest tak cichy, że żyjesz z nim latami. Czasem w rozczarowaniu ludźmi, którym ufałaś.
Czasem w lustrze, kiedy widzisz w swoich oczach nie kobie-tę, którą znasz, ale kobietę, którą zgubiłaś.
Punkt zwrotny mówi ci:
„Wróć po siebie.”
Jednym z największych mitów o zmianie jest przekonanie, że kobieta musi być silna, by powiedzieć „dość”.
To nieprawda.
„Dość” nie wynika z siły.
„Dość” rodzi się z bólu.
Z bólu, który zaczyna być większy niż strach. Strach trzyma cię w miejscu.
Ból popycha cię w przyszłość.
W momencie, w którym ból staje się nauczycielem, a nie katem zaczynasz rosnąć.
I wtedy dzieje się coś zaskakującego:
kobieta, która przez lata milczała, zaczyna słyszeć siebie wyraźniej.
Kobieta, która się bała, zaczyna stawiać kroki.
Kobieta, która nie wierzyła w siebie, zaczyna zadawać py-tania.
Kobieta, która zawsze była dla innych, zaczyna być dla siebie.
Punkt zwrotny nie jest tylko jednym momentem.
To jest decyzja, która zmienia kierunek twojego życia.
Kiedy mówisz „dość”, otwierają się drzwi, których wcześniej nie widziałaś.
Nie dlatego, że ich nie było.
Dlatego, że bałaś się spojrzeć w ich stronę.
„Dość” oznacza, że przestajesz zgadzać się na to, co cię niszczy.
„Dość” oznacza, że przestajesz siebie tłumaczyć.
„Dość” oznacza, że przestajesz się usprawiedliwiać.
„Dość” oznacza, że zaczynasz wymagać — nie od innych, ale od siebie.
Wewnętrzny punkt zwrotny jest początkiem twojej wol-ności.
Często kobiety boją się tego momentu, bo wiedzą, że po „dość” nie można wrócić do dawnego życia. To prawda. Ale to właśnie jest piękne. Bo dawne życie było kompromisem. Dawne życie było dopasowaniem. Dawne życie było przetrwa-niem.
„Dość” jest początkiem życia, które wybierasz a nie życia, które ci się trafiło.
Kiedy po raz pierwszy mówisz „dość”, możesz czuć się sa-motna.
Ale nie jesteś.
W momencie, kiedy odzyskujesz siebie, cały wszechświat zaczyna ci sprzyjać.
Nie od razu, nie magicznie — ale wyraźnie. Zaczynasz spotykać ludzi, którzy myślą inaczej.
Zaczynasz przyciągać sytuacje, które dają ci siłę.
Zaczynasz dostrzegać możliwości, których wcześniej nie wi-działaś.
Zaczynasz mówić „tak” tam, gdzie zawsze mówiłaś „nie”. I „nie” tam, gdzie latami mówiłaś „tak”.
To jest rewolucja.
Cicha, ale nieodwracalna.
Najważniejsze w punkcie zwrotnym jest to, że nie musisz wiedzieć, co będzie dalej.
Wystarczy, że wiesz, czego już nie chcesz.
To jest jedyny kompas, którego potrzebujesz na początku.
Twoje „dość” jest jak zerwanie kajdanek, które nosiłaś tak długo, że zapomniałaś, że można bez nich oddychać.
Twoje „dość” jest jak pierwszy krok poza granicę, którą sa-ma sobie wyznaczyłaś choć nieświadomie.
Twoje „dość” jest jak położenie dłoni na własnym sercu i powiedzenie:
„Wybieram siebie.”
I to jest najodważniejsza decyzja w życiu kobiety. Nie zmiana pracy.
Nie rozstanie.
Nie wyjazd.
Nie nowy początek.
Najodważniejsza decyzja to powiedzieć:
„Nie wrócę do siebie, którą byłam, bo tamta ja powstała z lęku. Teraz tworzę siebie z miłości.”
Punkt zwrotny jest jak zapadnięcie ciszy po burzy.
Jak nagłe spostrzeżenie, że trzymasz swoje życie w dłoniach. Jak odkrycie, że twoje serce od lat próbowało wysłać ci sy-
gnał, ale dopiero teraz go słyszysz.
„Dość” nie jest końcem.
„Dość” jest początkiem nowej historii. I jeszcze jedno ważniejsze niż myślisz:
punkt zwrotny nie jest luksusem. Nie jest kaprysem.
Nie jest egoizmem.
Punkt zwrotny jest prawem.
Tak samo naturalnym, jak oddychanie.
Każda kobieta ma w swoim życiu moment, w którym mówi
„dość”.
Każda.
Czasem ma 20 lat. Czasem 30.
Czasem 50.
Czasem 70.
Nie ma znaczenia, kiedy go wypowiesz. Ważne, że w końcu go wypowiesz.
Bo „dość” to pierwszy krok ku „jestem”.
ĆWICZENIA ROZDZIAŁ 4
Ćwiczenie 1: Gdzie mówię „dość”, ale jeszcze szeptem?
Wypisz trzy sytuacje, w których czujesz, że już nie masz zgody na to, co się dzieje nawet jeśli jeszcze nie umiesz tego po-wiedzieć na głos.
Ćwiczenie 2: Największe kłamstwo, jakie sobie powtarzasz
Napisz zdanie, którym tłumaczysz swoje zmęczenie, swoje milczenie, swoje przeciążenie.
Np.: „Dam radę sama.”
„Muszę.”
„Nie mam wyboru.”
A następnie dopisz brutalnie szczerze dlaczego to NIE jest prawda.
Ćwiczenie 3: Pierwszy krok, nie rewolucja
Wypisz jedną małą rzecz, którą zrobisz dla siebie w ciągu 24 godzin od przeczytania tego rozdziału.
To nie musi być wielkie. Ma być prawdziwe.
Rozdział 5
Myśli, które budują siłę
„Pewność siebie nie spada z nieba. Rodzi się w bólu, rośnie w odwadze i kwitnie w decyzji, że już nigdy nie wrócisz do dawnych wersji siebie.”
Są myśli, które kobieta nosi w sobie jak biżuterię po babci delikatne, kruche, często zapomniane, ale mające moc przypo-minania, skąd pochodzi.
I są takie, które trzyma jak kamienie w kieszeniach ciężkie, niewygodne, wbijające się w skórę przy każdym ruchu, a jednak trudno je wyrzucić, bo stały się częścią codzienności.
To właśnie one myśli są najbardziej niedocenianą siłą ko-biety.
Nie słowa wypowiedziane na głos, ale te niewypowiedziane, które zostają w środku i kształtują wszystko: postawę, decyzje, przyszłość, miłość, relacje, odwagę i… brak odwagi.
Myśli mogą być mostem. Mogą być też więzieniem.
Kobieta często nie upada dlatego, że wydarzyło się coś trud-nego.
Ona upada dlatego, że opowiada sobie historię, która odbiera jej prawo, by stanąć na nogi.
Myśli potrafią podkopać silne fundamenty
ale potrafią też zbudować siłę tam, gdzie jej nigdy nie było.
1. Myśli nie rodzą się z niczego one są dziedziczone
Kobieta nie budzi się pewnego dnia i nie mówi:
„Jestem niewystarczająca”,
„Nie dam rady”,
„Nie zasługuję”.
Takie zdania nie wyrastają jak chwasty na pustej ziemi.
One mają korzenie długie, poplątane, prowadzące do miejsc, które pamiętasz i takich, których nie pamiętasz już świadomie.
Może kiedyś ktoś powiedział Ci mimochodem:
„Po co próbujesz?”
„Lepiej nie ryzykuj.”
„Nie rób z siebie gwiazdy.”
Może obserwowałaś kobietę, która nigdy nie wierzyła w sie-bie twoją matkę, ciotkę, babcię i uznałaś, że to naturalny spo-sób życia.
Może czułaś, że świat oczekuje od Ciebie skromności, przy-stosowania, cichości jakby Twoje marzenia były czymś, co trze-ba ukrywać.
Te myśli nie są Twoje.
Ale to Ty je codziennie powtarzasz.
A wszystko, co powtarzamy, staje się prawdą nie dlatego, że jest prawdziwe, ale dlatego, że w to wierzymy.
2. Historia kobiety, która zmieniła jedną myśl i zmieniła wszystko
Historia Sabiny: „Może jednak potrafię”
Sabina miała pięćdziesiąt lat, kiedy pierwszy raz w życiu wypowiedziała zdanie, które dla innych było zwykłe, a dla niej rewolucyjne:
„Może jednak potrafię.”
Pół życia pracowała w tej samej firmie, w tej samej roli, w tym samym biurze z widokiem na parking.
Lubiła stabilność, ale ta stabilność powoli zamieniała się w klatkę.
Szef ją chwalił, klienci ją lubili, koledzy cenili jej dokład-ność.
Tylko ona samej siebie nie ceniła. Zawsze mówiła:
„Jestem przeciętna.”
„Nie nadaję się do rzeczy ambitnych.”
„Sukcesy są dla innych kobiet.”
Kiedy firma ogłosiła, że szuka lidera zespołu, koleżanka na-mawiała ją tygodniami:
— Sabina, zgłoś się. To stanowisko jest dla Ciebie. A ona odpowiadała zawsze:
— Ja? Daj spokój. Kto by mnie wybrał?
Pewnego dnia koleżanka zapytała ją jedno, ale z takim spokojem i przekonaniem, że Sabina poczuła, jak jej wnętrze drga:
— A co by było, gdybyś się nie bała?
To zdanie otworzyło w niej drzwi, które były zamknięte od trzydziestu lat.
Tej samej nocy siedziała w łóżku, patrzyła w okno i powta-rzała w myślach:
„Może jednak potrafię.” To zdanie nie było pewne. Nie było odważne.
Nie było triumfalne.
Ale było pierwszym zdaniem, które nie działało przeciwko niej.
Sabina wysłała zgłoszenie. Została wybrana.
Nie dlatego, że była najlepsza.
Dlatego, że pierwszy raz w życiu przestała być swoją naj-większą przeciwniczką.
Dziś mówi:
„Całe moje życie zmieniło się po jednym zdaniu. Nie po szkoleniu, nie po książce, nie po terapii.
Po jednej myśli, którą zaczęłam powtarzać jak modlitwę.”
3. Myśli mogą Cię zniszczyć — albo uratować
Myśl to nie tylko zdanie.
To decyzja, którą podejmujesz tuż pod powierzchnią świa-domości.
Myśl mówi:
„Nie próbuj.”
I nie próbujesz.
Myśl mówi:
„Nie zasługujesz.” I rezygnujesz.
Myśl mówi:
„To nie dla Ciebie.” I nie idziesz.
Ale myśl może też powiedzieć:
„A może spróbujesz?”
„A może jednak potrafisz?”
„A może to dobra chwila?”
„A może to czas, żeby w końcu zacząć?” Jedna myśl może otworzyć jedno okno. A jedno okno całe życie.
4. Tworzenie nowych myśli nie jest sztuczne to jest świa-dome
Nie chodzi o to, by wmawiać sobie fałszywy optymizm. Chodzi o to, by uwolnić się od wewnętrznego sabotażu. Nie musisz mówić:
„Jestem doskonała.” Wystarczy, że powiesz:
„Jestem wystarczająca, żeby zacząć.” Nie musisz mówić:
„Zrobię to na pewno.” Wystarczy:
„Zrobię to krok po kroku.” Nie chodzi o deklaracje.
Chodzi o intencje.
Myśli, które budują siłę transformacja wewnętrznego języka
Istnieje w życiu kobiety niewidzialna przestrzeń, w której rozgrywa się wszystko, co najważniejsze.
To nie jest jej dom, praca ani otoczenie.
To przestrzeń, w której mieszka jej wewnętrzny język.
To właśnie tam powstają słowa, które decydują o jej odwa-dze lub jej braku.
To tam rodzą się zdania, które budują pewność siebie lub ją odbierają.
To tam, w ciszy jej własnych myśli, powstaje obraz siebie ten prawdziwy albo ten zdeformowany.
Ludzie widzą tylko zachowania. Widzą, że boisz się odezwać.
Widzą, że unikasz konfrontacji. Widzą, że rezygnujesz z marzeń. Widzą, że tłumaczysz innych.
Widzą, że pomniejszasz swoje sukcesy.
Ale nie widzą jednego co mówisz do siebie w środku. A to właśnie od tego zależy wszystko.
Myśli są jak cichy narrator twojego życia. Możesz uważać, że to tylko słowa w głowie, ale one działają jak niewidzialne in-strukcje. To, co powtarzasz sobie codziennie staje się twoją prawdą. Nieważne, czy to prawda obiektywna. Wystarczy, że powtarzana.
Jeśli w dzieciństwie słyszałaś, że powinnaś być „grzeczna” dziś myślisz, że twoje potrzeby są problemem.
Jeśli słyszałaś, że masz nie przeszkadzać dziś się wycofujesz. Jeśli ktoś mówił, że jesteś „za emocjonalna” dziś wsty-
dzisz się czuć.
Jeśli słyszałaś, że „inni mają gorzej” dziś odbierasz sobie pra-wo do smutku.
Jeśli słyszałaś, że „nie dla ciebie wielkie rzeczy” dziś boisz się pragnąć.
Jeśli słyszałaś, że „powinnaś się cieszyć z tego, co masz” dziś nie pozwalasz sobie chcieć więcej.
To wszystko nie są twoje myśli. To są myśli, które odziedziczyłaś.
Myśli innych ludzi zamieszkały w twojej głowie tak dawno, że zaczęłaś uważać je za swoje.
Wewnętrzny język kobiety często jest językiem przetrwania, a nie językiem wzrastania.
Jest językiem ostrożności. Językiem lęku.
Językiem uników. Językiem uciszania siebie.
Czasem ten język brzmi jak rozkaz:
„Nie ryzykuj.”
„Nie odzywaj się.”
„Nie wychylaj się.”
„Nie rób z siebie głupiej.” Czasem jak kara:
„Znowu to zrobiłaś.”
„I czego się spodziewałaś?”
„Wszystko psujesz.” Czasem jak wyrok:
„Nie jesteś wystarczająca.”
„Nie dasz rady.”
„Nic z ciebie nie będzie.”
„Nie zasługujesz.”
Najgorsze nie jest to, że te myśli się pojawiają. Najgorsze jest to, że przychodzą naturalnie. Bez wysiłku.
Jakby były odruchem tak automatycznym jak mrugnięcie. A automatyczne myśli mają niezwykłą moc.
Nikt nie kwestionuje automatycznego oddechu. Nikt nie kwestionuje automatycznego skurczu serca. Nikt nie kwestionuje automatycznego kroku.
Tak samo nie kwestionujesz myśli, które pojawiają się bez zaproszenia.
Najtrudniej zrozumieć, że myśli NIE mówią prawdy.
Myśli mówią historię a historia może być błędnie nauczona. Kobieta może mieć obiektywne sukcesy ale jej myśli mówią,
że to przypadek.
Może być kochana ale jej myśli mówią, że nie zasługuje.
Może być piękna ale jej myśli mówią, że coś z nią nie tak.
Może być bardzo inteligentna ale jej myśli mówią, że za-raz się ośmieszy.
Najbardziej niszczące myśli to te, które brzmią jak fakty.
Bo gdy myśl mówi cicho, logicznie, pozornie racjonalnie najłatwiej w nią uwierzyć.
Ale prawdziwa rewolucja zaczyna się wtedy, gdy spoglądasz na swoją myśl i mówisz:
„A co jeśli to nie jest prawda?”
„A co jeśli powtarzam coś, co ktoś kiedyś powiedział w zło-ści?”
„A co jeśli całe życie wierzyłam komuś, kto sam miał zranie-nia?”
W tej sekundzie zaczyna się transformacja wewnętrznego języka.
Bo język, który cię niszczył, przestaje być pewnikiem.
Transformacja myśli nie polega na zastąpieniu negatywnych myśli pozytywnymi.
To nie działa.
Gdy czujesz, że nie jesteś wystarczająca, nie możesz oszukać umysłu zdaniem: „Jestem idealna.”
Umysł wie, że kłamiesz.
Transformacja polega na tym, że uczysz się mówić do siebie inaczej.
Nie sztucznie.
Nie na siłę.
Nie z presją, że „powinnaś”. Ale z uczciwością.
Zamiast „Nie dam rady”, możesz powiedzieć:
„To nowe. Nauczę się.”
Zamiast „Wszyscy są lepsi ode mnie”:
„Każdy jest na swojej drodze. Ja też.” Zamiast „Boje się, więc nie mogę”:
„Boje się i mogę spróbować.” Zamiast „Nie powinnam tak czuć”:
„Moje emocje są ważne.” Zamiast „Nie zasługuję”:
„Mam wartość, nawet jeśli ktoś jej nie widział.” Zamiast „Nie jestem wystarczająca”:
„Jestem człowiekiem. Wystarczam.” To nie jest afirmacja.
To jest nowy język.
Język dojrzałej kobiety, która zaczyna przejmować stery nad swoim życiem.
Największym odkryciem jest to, że wewnętrzny dialog moż-na wychować jak dziecko.
Gdy dziecko mówi: „Ja nie dam rady”, matka nie odpowie:
„Rzeczywiście, jesteś beznadziejna.” Matka powie: „Spróbuj. Jestem obok.”
Dlaczego więc do siebie mówisz w sposób, w jaki nie odwa-żyłabyś się odezwać do dziecka?
Dlaczego mówisz sobie rzeczy, których nie powiedziałabyś nikomu innemu?
Dlaczego jesteś wobec siebie surowa, zimna, okrutna? Powód jest prosty:
nigdy nie uczono cię mówić do siebie jak do kogoś, kogo kochasz.
Kobiety umieją kochać innych. Ale dopiero uczą się kochać siebie.
I właśnie tu wchodzi transformacja języka.
Wewnętrzny język to nie tylko słowa.
To sposób, w jaki trzymasz kubek z herbatą. Sposób, w jaki wstajesz z łóżka.
Sposób, w jaki oddychasz, kiedy jesteś zdenerwowana. Sposób, w jaki reagujesz na błędy.
Sposób, w jaki patrzysz na swoje odbicie.
Sposób, w jaki wyobrażasz sobie swoją przyszłość.
Jeśli mówisz do siebie z czułością każdy gest staje się deli-katniejszy.
Jeśli mówisz do siebie z oceną każdy gest staje się cięższy. Kiedy zmienia się język, zmienia się ciało.
Napięcie odpuszcza. Oddech się pogłębia. Myśli płyną spokojniej. Postawa się prostuje.
Energia rośnie.
Kiedy zmienia się język, zmienia się działanie. Wybierasz zdrowiej.
Mówisz śmielej.
Przestajesz się bać tego, co inni pomyślą. Zaczynasz ufać swojej intuicji.
Zaczynasz budować swoje życie, zamiast je reanimować. Kiedy zmienia się język, zmienia się całe życie.
Najpiękniejsze jest to, że wewnętrzny język nie zmienia się przez siłę.
Zmienia się przez uwagę.
Gdy tylko zaczniesz zauważać, jak mówisz do siebie, auto-matyczne myśli tracą moc.
Negatywne frazy zaczynają brzmieć obco.
Zaczynasz łapać się na zdaniach typu: „Znów zawaliłam” i myślisz: „Czy naprawdę? Czy tylko powtarzam nawyk?”
Właśnie w tym momencie odzyskujesz wolność.
Nie przez afirmacje, nie przez ćwiczenia, nie przez książki ale przez świadomość.
Świadomość to światło, które rozprasza ciemność w se-kundę.
Gdy włączysz światło, nie musisz walczyć z ciemnością. Ona znika sama.
Tak samo jest z negatywnymi myślami.
Z czasem uczysz się nowej rozmowy ze sobą. Rozmowy, która jest pełna dojrzałości.
Nie słodkiej.
Nie przesadzonej. Prawdziwej.
Kobieta, która odzyskuje swój język, mówi do siebie tak, jak mówi się do ukochanej osoby:
„Spróbuj jeszcze raz.”
„Jestem z tobą.”
„To normalne, że się boisz.”
„Jestem tu.”
„Zrobimy to powoli.”
„Jesteś ważna.”
„Zasługujesz.”
„Wybieram ciebie.”
„Możesz odpocząć.”
„Jesteś wystarczająca.”
I wtedy dzieje się coś niezwykłego w środku pojawia się miękkość.
Miękkość, którą mylimy ze słabością. A to właśnie miękkość tworzy siłę.
Miękkość, która mówi: „Jestem człowiekiem. I to mi wystar-czy, by zasługiwać.”
W pewnym momencie kobieta zauważa, że jej język mówi do niej inaczej, niż mówił przez całe życie.
Nie ocenia.
Nie straszy.
Nie wyśmiewa.
Nie naciska.
Mówi z miłością.
I ta miłość staje się fundamentem jej pewności siebie. Bo pewność siebie nie rodzi się z perfekcji.
Pewność siebie rodzi się z tego, jak się do siebie odnosisz w chwilach, gdy nie jesteś idealna.
Jeśli potrafisz wtedy mówić: „W porządku, idziemy dalej” je-steś silna.
Jeśli potrafisz wtedy mówić: „Każdy popełnia błędy” jesteś odważna.
Jeśli potrafisz wtedy mówić: „Jestem tu dla siebie” jesteś wolna.
A najważniejsze jest to:
Myśli nie są tobą. Myśli są narzędziem.
I każde narzędzie można wymienić.
Gdy nauczysz się mówić do siebie jak do kogoś, kogo ko-chasz nic nie będzie w stanie odebrać ci pewności siebie.
Bo pewność siebie nie polega na braku lęku, porażek, trud-ności.
Pewność siebie polega na tym, że cokolwiek się wydarzy w środku masz głos, który mówi ci prawdę:
„Jesteś wystarczająca.
Jesteś silna.
Jesteś ważna.
Jesteś.”
ĆWICZENIA ROZDZIAŁ 5
Ćwiczenie 1: Złap jedną myśl, która Cię rani Napisz zdanie, które najczęściej Cię zatrzymuje. Tylko jedno.
A potem dopisz jednym tchem dlaczego ono nie jest całą prawdą.
Ćwiczenie 2: Nowa myśl, która ma być Twoją towarzyszką
Wybierz jedną myśl, która ma być Twoją kotwicą przez naj-bliższy miesiąc.
Delikatną.
Prawdziwą.
Twoją.
Ćwiczenie 3: Rytuał oswajania myśli
Czytaj tę myśl rano i wieczorem przez 21 dni. Zobaczysz, jak zmieni się ton Twojego głosu.
Rozdział 6
Nawyki pewnej siebie
kobiety
„Twoja przeszłość to nie wyrok.
To materiał, z którego zbudujesz swoją siłę.”
Nawyki nie są schematami.
Nie są listą zadań ani dyktatem motywacyjnych guru. Nawyk to wybór, który staje się Twoją codziennością.
To coś, co robisz nie dlatego, że musisz, ale dlatego, że to zbliża Cię do życia, w którym czujesz się dobrze.
Pewna siebie kobieta nie ma lepszego charakteru ani więk-szego talentu.
Ona ma rytuały, które karmią jej siłę.
To one odróżniają kobietę, która sama siebie sabotuje, od tej, która sama siebie wspiera.
Nawyk to czułość wobec przyszłej siebie.
1. Małe nawyki budują wielkie kobiety
Kultura uczy nas myślenia w kategoriach rewolucji. Chcesz zmiany? Zmień wszystko.
Od jutra.
Natychmiast.
Ale prawdziwa transformacja nie przychodzi z rewolucji. Ona przychodzi z regularności.
Nie z wielkich deklaracji.
Z małych gestów, powtarzanych dzień po dniu.
Pewna siebie kobieta powstaje nie z impulsu, lecz z powta-rzalności tego, co ją wzmacnia.
2. Historia kobiety, która zmieniła jedno zachowanie, a nie całe życie
Historia Elizy: „Nauczyłam się zaczynać od pięciu minut” Eliza była kobietą obdarzoną ogromną inteligencją i jedno-
cześnie ogromnym lękiem przed porażką.
Mówiła często:
„Jak już coś robię, to musi być perfekcyjne.” W efekcie nie robiła… nic.
Jej marzenia czekały na idealny moment, który nigdy nie nadchodził.
Planowała zacząć biegać, ale musiała najpierw kupić odpo-wiednie buty.
Planowała uczyć się języków, ale najpierw musiała „mieć wolną głowę”.
Planowała napisać książkę, ale… musiała mieć ciszę, czas, inspirację.
Każde „zacznę jutro” zamieniało się w kolejne miesiące.
Pewnego dnia starsza kobieta w księgarni powiedziała jej coś, co Eliza zapamiętała na zawsze:
— Dziecko, nie zaczyna się życia wielkimi rzeczami. Zaczyna się pięcioma minutami prawdy.
Eliza wyszła z księgarni, usiadła na ławce i zrozumiała, że jej problemem nie jest brak talentu, a brak mikroodwagi.
Od następnego dnia zaczęła robić wszystko przez pięć mi-nut dziennie.
Pięć minut biegania. Pięć minut czytania. Pięć minut pisania.
Pięć minut pracy nad sobą.
To pięć minut zmieniło całe jej życie bardziej niż wszystkie wcześniejsze plany.
Dziś mówi:
„To, co robisz przez pięć minut codziennie, jest silniejsze niż to, co robisz przez godzinę raz na miesiąc.”
3. Nawyki kobiety, która wraca do siebie
Kobieta pewna siebie:
— zaczyna dzień od momentu ciszy
— mówi do siebie jak do osoby, którą kocha
— dba o swoje granice — nie jako mur, ale jako zaszczyt
— popełnia błędy i traktuje je jak lekcje
— nie czeka na idealny moment
— nie porównuje się przez pół dnia z innymi
— robi przestrzeń na swoje pragnienia
— regularnie wybiera to, co ją wzmacnia, nie to, co ją wy-czerpuje
Pewność siebie to nie dar. To codzienna praktyka.
4. Nawyki, które zabijają pewność siebie
To nie brak motywacji niszczy kobietę. Niszczą ją nawyki, które wydają się niewinne:
— myślenie o wszystkich przed sobą
— odkładanie własnych potrzeb
— brak odpoczynku
— czekanie na aprobatę
— próba zasłużenia na miłość
— czekanie na idealny moment
— życie w hałasie cudzych oczekiwań
Każdy z tych nawyków zabiera po kawałku pewność siebie.
5. Nowa rutyna nie jako obowiązek, lecz jako wolność
Nawyk to nie przymus.
To wolność zamknięta w strukturze.
To wybór, dzięki któremu Twoje życie zaczyna działać na Twoją korzyść nie przeciwko Tobie.
Kiedy kobieta wprowadza nowe nawyki, mówi w praktyce:
„Chcę być po swojej stronie.”
I to jest największa deklaracja odwagi.
Nawyki, które tworzą kobietę odważną
Odwaga nie pojawia się nagle, jak błysk światła, który roz-świetla całe życie jednym ruchem. Nie wyrasta z impulsów, nie rodzi się z krzyku ani z nagłego przebudzenia. Odwaga jest cicha. Tworzy się powoli, czasem latami, w miejscach, których nikt nie widzi w twoich myślach, w twoich wyborach, w tym, co powtarzasz sobie każdego dnia, nawet wtedy, kiedy nikt cię nie obserwuje. To właśnie nawyki, te drobne działania, budują kobietę, która pewnego dnia wstaje rano i nagle czuje w sobie coś, czego nie umie nazwać, ale wie jedno: jestem gotowa. Iść. Zmieniać. Żyć po swojemu.
Kiedy patrzymy na kobietę odważną, zwykle widzimy efekt. Jej postawę, spokój, konsekwencję, decyzje, które podejmuje, nawet gdy inni wątpią. Nie widzimy natomiast fundamentu lat, w których budowała swoje wnętrze. Widząc pewność siebie, nie widzimy jej wieczorów pełnych zwątpienia. Widząc jej siłę, nie widzimy dni, kiedy musiała ją w sobie wykopać z ostatnich resztek wiary. Widząc jej granice, nie widzimy chwil, w których całe życie nie potrafiła ich wyrazić. Odwaga jest rezultatem nie początkiem.
Wszystko zaczyna się od jednego małego wyboru. Od chwi-li, w której mówisz: „Spróbuję”. Nie musisz wierzyć, że ci się uda. Wystarczy, że zrobisz coś inaczej niż dotąd. Nawyki budują strukturę, w której możesz siebie oprzeć. To one stają się twoim nowym domem bezpieczniejszym, spokojniejszym, bardziej twoim niż wszystko, co miałaś do tej pory.
Codzienność kobiety odważnej nie jest idealna. Ale jest świadoma. To kobieta, która potrafi wycofać się, gdy potrzebuje czasu, ale też stanąć do życia, gdy ją woła. To kobieta, która
uczy się siebie od nowa, z czułością, w sposób, którego nigdy nie dostała. To kobieta, która każdego dnia podejmuje małe de-cyzje i to one zmieniają wszystko.
Najbardziej transformujące nawyki nie mają nic wspólnego z wielkimi planami. Są małe, zwyczajne, subtelne, ale powtarza-ne. Jak kropla, która drąży skałę nie siłą, lecz powtarzalnością.
Odwaga nie rodzi się w chaosie rodzi się w powtarzalności. Kobieta, która codziennie wraca do siebie choćby na chwilę, zaczyna wierzyć, że jej głos się liczy. Kobieta, która codziennie robi choć jeden krok dla siebie, zaczyna czuć, że zasługuje. Ko-bieta, która codziennie staje w prawdzie, zaczyna czuć, że nie musi udawać. Kobieta, która codziennie zadaje sobie py-
tanie: „Czego ja potrzebuję?” powoli odzyskuje siebie.