E-book
23.63
drukowana A5
34.78
Pamiętnik zakrapiany bzem. Tom II

Bezpłatny fragment - Pamiętnik zakrapiany bzem. Tom II


Objętość:
139 str.
ISBN:
978-83-8455-219-3
E-book
za 23.63
drukowana A5
za 34.78

Dla wszystkich moich cytryn. Bez was nie zrobiłabym lemoniady.

„Poezja bierze początek ze wzruszenia rozpamiętywanego w spokoju.”

— William Wordsworth


„Poeta to taki, co umie w ładny sposób być nieszczęśliwy.”

— Stanisław Lem

żal do miłości

wystarczająca

miłość nie wystarczy

nie stać mnie na Ciebie

w portmonetce nędzne grosze


nic prócz uczuć

nic więcej

chcesz więcej

żegnamy się więc


uboga chowam miłość do kieszeni

może komuś wystarczy

może komuś wystarczę


może sobie wystarczę

tamte poranki

leżąc w wymiętej pościeli witaliśmy poranki

Twoje wargi składały obietnice na moim obojczyku

otoczyłam Cię ramionami

pragnąc, byś tak samo otoczył mnie miłością


opuszki palców rysowały kręgi na mojej skórze

usta znaczyły trasę pomiędzy zakochaniami

jak wino uderzałeś do głowy


myślami wracam do tamtych poranków

leżąc w łóżku, które dawno ostygło

monotonia wdziera się przez okno

zachęca do zamknięcia powiek


kiedy je uchylam, pustka macha mi przed nosem tęsknotą

oczy zachodzą łzami mieszającymi się z pokruszoną maskarą


próbowałam Cię posklejać, aż sama się rozkleiłam

nostalgicznie wspominam tamte poranki

skrycie żywiąc nadzieję, że Ty też

dotknięta

jego oczy sprawiły, że utonęła w błękicie

zdarł z niej wszystkie wątpliwości

rozerwał koronkę z jej nieśmiałości

wargami pieścił czule wszystkie zakamarki

jej duszy


słowami muskał wrażliwe punkty

palcami wdarł się w jej najskrytsze pragnienia

miała jego imię na końcu języka

usadowił się pomiędzy jej marzeniami

wypełnił ją miłością, aż zadrżała


niemalże doszli do porozumienia

nim zostawił ją dotkniętą pożegnaniem

w białej pościeli wilgotnej od jej łez

ze złamaną duszą i pokruszoną nadzieją

feniks

trzask iskier rozbrzmiewa w kominku

jakby odgłos łamanego kręgosłupa

ogień pochłania wszystkie niewypowiedziane słowa

niespełnione obietnice

niedokończone wspomnienia


zmienia je w popiół, jak naszą miłość

tę miłość, której daleko do Feniksa

nie odrodzimy się


godzę się z ciosami, ocierając łzy

żegnam się z Tobą, grzejąc dłonie nad ogniem

skórę zaczynają pokrywać pęcherze

blizny po miłości


pewnego dnia będziemy szczęśliwi

nie razem

pyłek

niewygodnie mi z Tobą

uwierasz mnie

mrugam szybko, lecz nie znikasz


dostrzegłam Cię dopiero, gdy uciekłeś

niegdyś nie czułam Cię wcale, przywykłam

nim zaczęło boleć


może wypłyniesz wraz ze łzami

wraz z miłością

czekam z nadzieją

miłość

miłość ciężkim krokiem stanęła na wadze

omal jej nie zgniotła masywnym cielskiem

podparła się lepkimi mackami

zwykle chwyta nimi i dusi serca kochanków

do ostatniego tchu


zerka na wagę i widzi trzy tony

wzdycha i spogląda wprost na mnie

patrzę na nią zbolałym wzrokiem

nie uniosę jej

nie zniosę


z jej ust wypływają lęki

z oczu sączy się niepewność

pragnie mojego pocałunku

odwracam się i uciekam, nim mnie przygniecie


muszę omijać ją z daleka

w samoobronie

w duszy tęskniąc za muśnięciem jej warg

przypominając sobie, że to nie jest warte świeczki

wierząca

wierzyłam w Ciebie

choć powinnam w siebie


to ja

jedyna pewna

jedyna osoba, która będzie ze mną po kres


a wierzyłam w Ciebie

każdy popełnia błędy


mój błąd roztrzaskałeś jak swój kręgosłup moralny

już go nie popełnię

już nie zamknę oczu

już nie uwierzę

syrena

ostrzegali, podkreślając słowa machnięciem palca

marny Twój żywot przy niej, twierdzili

choć chciałam Cię ocalić

dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane

przepełniony lękiem dusiłeś się w miłosnym uścisku


mówili, że jestem niebezpieczna

mówili, że wyrwę Twoje serce

zacisnę szpony i zmiażdżę je w drobny mak

więc postanowiłeś zrobić to pierwszy

uratowałeś się, nim Cię zniszczyłam


jesteś niewinny, ocalony

lżej Ci teraz z pewnością

lęk nie spędza Ci snu z powiek


leżę w zgliszczach po Twoim ciosie

w powietrzu unoszą się szczątki zwęglonej miłości

widzę Cię dopiero, gdy zamknę oczy


lęk przestaje spędzać mi sen z powiek

już nie drżę na myśl, że mnie zniszczysz

albowiem już to zrobiłeś

rozlane mleko

czy myślisz czasem o moich włosach

spływających na Twoje ramiona niczym kurtyna?


moich nadgarstkach przygwożdżonych do materaca

uwięzionych w Twoich dłoniach?


czy wspominasz mój oddech łaskoczący Twoje ucho?

nieprzyzwoite słówka, które Ci szeptałam?


czy pamiętasz dotyk moich warg na szyi?

zadrapania po paznokciach na plecach?

palce zaciśnięte na pościeli?


czy rozpoznałbyś mój zapach?

drżenie ciała w godzinach szczytu?


czy masz mnie z tyłu głowy, leżąc samotnie w łóżku

gdy dłońmi błądzisz po swoim ciele?


wyobrażasz sobie, jak ja to robiłam?

jak Cię kochałam?


czy żałujesz, że z nas zrezygnowałeś?

jedyne, co Ci pozostało, to wspomnienia

oddałbyś je tak, jak ja oddałam Ci serce i siebie?


sprzedałeś mnie samotności za łatwe życie i wolność

to było takie proste, prawda?


siedzę sama na skraju przepaści i załamania

płaczę nad rozlanym mlekiem, popijając wino

krople deszczu spływają po moich nagich ramionach

moknę od łez


zastanawiam się, czy myśli prowadzą Cię do mnie i we mnie

nawet gdy jesteś w innej

tamta niebieska koszulka

pamiętasz tamtą niebieską koszulkę?


wyjeżdżałeś na długo, umierałam z tęsknoty

łkałam przy każdym,,do widzenia”


wtedy pomyślałeś o tamtej niebieskiej koszulce

perfumowałeś ją, by przesiąkła Twoim zapachem

żebym Cię czuła blisko


zostawiałeś mi ją za każdym razem, gdy wyjeżdżałeś

żebym wiedziała, że po nią wrócisz


z zamkniętymi oczami wdychałam Twój zapach

licząc dni do ponownego,,dzień dobry”


pewnego razu jej nie zostawiłeś

i nie wróciłeś

powinnam się domyślić

może to był znak

zamiast,,dzień dobry” moje usta wyszeptały,,żegnaj”


wiele miesięcy upłynęło

zanim przestałam winić tamtą niebieską koszulkę

udaję

udaję, że nie wspominam przed snem dotyku Twoich rąk

na moich biodrach

udaję, że nie uśmiecham się na myśl o Twoich wargach

na mojej szyi

udaję, że nie pamiętam muśnięć Twojego języka

Twojego smaku

zapachu Twoich perfum


udaję, że nie wiem, czy słodzisz kawę

jakie są Twoje ulubione słodycze

i największe lęki


udaję, że to nie boli

udaję, że nie znajdziesz lepszej

besztam się w myślach za najmniejszą myśl o Tobie


przecież już Cię nie kocham

nie czekam Twojego powrotu

— udaję

pamiętam Cię

dłonie pamiętają każdy centymetr Twojego ciała

badały je zaciekawione, błądziły


palce pamiętają Twój zarost

pieściły go czule dotykiem


usta pamiętają pocałunki

obdarzałeś mnie nimi hojnie


język pamięta Twój smak

spijałam go łapczywie nocami


nos pamięta Twój zapach

zanurzałam go w Twojej perfumowanej koszulce


ciało pamięta Twój ciężar

przygniatałeś mnie nim w chwilach uniesienia


serce pamięta Twoją miłość

kiedy kochałeś

dopóki go nie złamałeś

pamiętaj mnie

pamiętaj mnie

mój głos

śmiech

zapach

smak

dotyk


wspominaj mnie

tamte poranki

motyle w brzuchu

nasze pierwsze razy

i ostatnie

myśl o mnie

miej na końcu języka


nie zapomnij mnie

zastępując

stara miłość

nie tęskno mi za Tobą

nie śnię o Twych pocałunkach

nie szukam Cię w poranku

w zmierzchu też nie

już nie


nie chcę starej miłości

nie chcę nowej miłości

nie chcę starego bólu

gdybym była

a gdybym Cię nie potrzebowała

krępowała niezależnością

była zlepkiem Twoich chęci, nie obowiązków


czy wtedy byś mnie pragnął?

spojrzałbyś na mnie inaczej?

jak na kobietę


a gdybym nie potrzebowała nikogo

nie była przeklęta

nie zmieniała się w porcelanę


czy wtedy śniłbyś o mnie?

o złączeniu naszych lędźwi

konsystencji mojej skóry


czy trwałbyś nadal, gdybym była inna?

nie była mną


a może wtedy ja już bym nie chciała

Ciebie

żałoba za życia

leżałam w Twych objęciach

w chwili szczęścia pomiędzy pocałunkami

moja dłoń spoczywała na Twoim torsie

muskała rozgrzaną skórę


zastanawiałam się, jak długo przetrwamy

kiedy to się skończy?

może to nasz ostatni raz

w końcu odejdziesz

jak wszyscy


choć jeszcze trwasz, już wypłakuję oczy

przygotowuję się do pożegnania

myślę o Twoim odejściu

o nienawiści następującej tuż po miłości


przechodzę żałobę za życia

może wtedy, gdy odejdziesz, będzie bolało mniej

bo już dawno Cię opłakałam

pierwsza

bałam się, że o mnie zapomnisz

a przecież byłam najważniejsza w Twoim życiu

przez chwilę

teraz inna będzie najważniejsza

czy jej chwila potrwa dłużej?


lecz nie zapomnij starej miłości

w końcu byłam pierwsza

pasowałeś we mnie

nie pasowałeś do mnie


może ona też poświęca mi myśli

wie, że najpierw byłeś mój

jesteś naznaczony

nigdy nie wymażesz przeszłości

nie zapomnij, że byłam


ruszam dalej, ale zostawiłam pamiątki

zawsze będę tą pierwszą

żadna tego nie zmieni

nawet ta ostatnia

bezradna

nie mogłam sprawić, żeby było łatwiej

nie mogłam uczynić Cię niezłomnym

nie mogłam prosić, byś nadal mnie kochał

nie mogłam błagać, byś został

choć chciałam ulec


czy nie zasługuję na więcej?

stary telefon

na dnie szafy zauważam mój stary telefon

nostalgia wciska mi się do gardła

przełykam ją pospiesznie


uruchamiam telefon i wspomnienia miażdżące mi serce

widzę Twoje imię, a przecież Cię nie ma

odszedłeś dawno

listy miłosne z naszych rozmów przypominają

że byłam kochana

lecz przestałam


moje szczęście jest zamrożone na naszych zdjęciach

w moim uśmiechu, gdy całowałeś czule skroń

zostanie w odmętach przeszłości

już go nie odzyskam

przepadło

było, minęło


ubyło lat odkąd byłam dla Ciebie najważniejsza


teraz niepewność mnie nachodzi, czy nawiedzam Twoje myśli

choć czasem

dawniej nie mogłeś wyrzucić mnie z głowy


po miłości ani śladu


lecz w starym telefonie czas się zatrzymał

w nim wciąż mnie pragniesz


przygryzam wargi do krwi, walcząc ze sobą

odkładam telefon na dno szafy

nic dobrego nie przyniesie życie przeszłością

miłością, której nie ma


(tylko czasem odwiedzę ponownie dno szafy

gdy samotność da mi się we znaki

i zatęskni za szczęściem

i byciem kochaną)

stokrotka

nadszedł wyczekiwany maj

od nie wyczekiwanej przez Ciebie tak różny


próbuję nie wspominać miękkości trawy

uginającej się pod naszymi ciałami

zapachu bzu i miłości z serca jeszcze nie pękniętego

bezpowrotnych chwil


siadam w naszym miejscu i zrywam stokrotkę

może mi powie, czy mnie kochasz

lubisz

szanujesz

udam, że choć jedno słowo jest prawdziwe

na dnie serca

na dnie mego serca pełno kurzu i pajęczyn

od lat nieużywane, dla nikogo nie zabiło mocniej

ściany zdobią pęknięcia, choć zdążyły się

zabliźnić


jedynie Samotność tutaj mieszka

siedzi pomiędzy regałami starych opowieści

słyszy echo dawnych miłości


jednak nie chce nikogo więcej wpuszczać do środka

w końcu złamania mogą nie wytrzymać

nie udźwigną ciężaru ponownego rozczarowania

nasze miejsce

czy myśli czasem sprowadzają Cię do naszego miejsca?

tam, gdzie niebo przeplatały pomarańczowe i różowe barwy


ostatnie promienie słońca zanikały w szumiącej rzece

jakby walcząc o oddech

wiatr czule kołysał liśćmi płaczącej wierzby

rozwiewał moje włosy, które wsunąłeś mi za ucho


moje wargi wciąż pamiętają Twoje pocałunki

wtedy wszystko wydawało się łatwiejsze


czy myśli czasem popychają Cię do mnie?


kiedyś odwiedziłam nasze miejsce

tym razem bez Ciebie

wówczas nie tylko wierzba płakała


wspomnienia zalewały mój umysł i raniły serce niczym sztylety

uświadamiając mi, że to nie wróci


lecz wiem, jak się bronić

zastąpiłam tamte wspomnienia innymi

wprowadziłam innych do naszego miejsca

nie jest już nasze


choć wciąż pamiętam

a Ty?

kawa

smak kawy przyprawia mnie o ból duszy

wspomnienie Ciebie rośnie mi w gardle

dusisz mnie


umaczam wargi, które pamiętają Twój smak

teraz to jedyny sposób, by być blisko Ciebie

choć wcale nie chcę


chcę delektować się słodzoną latte

gdy chłodne poranki muskają moje policzki

bez wracania pamięcią do Twojej gorzkiej espresso


z początku dużo słodziłeś

lecz w końcu wszystko okazało się kłamstwem

wszak wiedziałam, że preferujesz gorycz

bezpieczna przystań

nikt mi tego nie odbierze

nikt mi tego nie zwróci


gubię się w odmętach przeszłości

wspominam ostatnie pocałunki

ostatnie przyspieszenia serca


choć tak łatwo iść naprzód

lecz wolę zostać w mojej bezpiecznej przystani

tak znajomej i niezmiennej

bez utraty Ciebie


choć to tylko złudzenie

będzie trwało, póki nie ruszę naprzód

ukoi mnie i otuli do snu

pozostawi w błogiej nieświadomości

niekochana

mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy

kiedy ja jestem


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 23.63
drukowana A5
za 34.78