Dla wszystkich moich cytryn. Bez was nie zrobiłabym lemoniady.
„Poezja bierze początek ze wzruszenia rozpamiętywanego w spokoju.”
— William Wordsworth
„Poeta to taki, co umie w ładny sposób być nieszczęśliwy.”
— Stanisław Lem
żal do miłości
wystarczająca
miłość nie wystarczy
nie stać mnie na Ciebie
w portmonetce nędzne grosze
nic prócz uczuć
nic więcej
chcesz więcej
żegnamy się więc
uboga chowam miłość do kieszeni
może komuś wystarczy
może komuś wystarczę
może sobie wystarczę
tamte poranki
leżąc w wymiętej pościeli witaliśmy poranki
Twoje wargi składały obietnice na moim obojczyku
otoczyłam Cię ramionami
pragnąc, byś tak samo otoczył mnie miłością
opuszki palców rysowały kręgi na mojej skórze
usta znaczyły trasę pomiędzy zakochaniami
jak wino uderzałeś do głowy
myślami wracam do tamtych poranków
leżąc w łóżku, które dawno ostygło
monotonia wdziera się przez okno
zachęca do zamknięcia powiek
kiedy je uchylam, pustka macha mi przed nosem tęsknotą
oczy zachodzą łzami mieszającymi się z pokruszoną maskarą
próbowałam Cię posklejać, aż sama się rozkleiłam
nostalgicznie wspominam tamte poranki
skrycie żywiąc nadzieję, że Ty też
dotknięta
jego oczy sprawiły, że utonęła w błękicie
zdarł z niej wszystkie wątpliwości
rozerwał koronkę z jej nieśmiałości
wargami pieścił czule wszystkie zakamarki
jej duszy
słowami muskał wrażliwe punkty
palcami wdarł się w jej najskrytsze pragnienia
miała jego imię na końcu języka
usadowił się pomiędzy jej marzeniami
wypełnił ją miłością, aż zadrżała
niemalże doszli do porozumienia
nim zostawił ją dotkniętą pożegnaniem
w białej pościeli wilgotnej od jej łez
ze złamaną duszą i pokruszoną nadzieją
feniks
trzask iskier rozbrzmiewa w kominku
jakby odgłos łamanego kręgosłupa
ogień pochłania wszystkie niewypowiedziane słowa
niespełnione obietnice
niedokończone wspomnienia
zmienia je w popiół, jak naszą miłość
tę miłość, której daleko do Feniksa
nie odrodzimy się
godzę się z ciosami, ocierając łzy
żegnam się z Tobą, grzejąc dłonie nad ogniem
skórę zaczynają pokrywać pęcherze
blizny po miłości
pewnego dnia będziemy szczęśliwi
nie razem
pyłek
niewygodnie mi z Tobą
uwierasz mnie
mrugam szybko, lecz nie znikasz
dostrzegłam Cię dopiero, gdy uciekłeś
niegdyś nie czułam Cię wcale, przywykłam
nim zaczęło boleć
może wypłyniesz wraz ze łzami
wraz z miłością
czekam z nadzieją
miłość
miłość ciężkim krokiem stanęła na wadze
omal jej nie zgniotła masywnym cielskiem
podparła się lepkimi mackami
zwykle chwyta nimi i dusi serca kochanków
do ostatniego tchu
zerka na wagę i widzi trzy tony
wzdycha i spogląda wprost na mnie
patrzę na nią zbolałym wzrokiem
nie uniosę jej
nie zniosę
z jej ust wypływają lęki
z oczu sączy się niepewność
pragnie mojego pocałunku
odwracam się i uciekam, nim mnie przygniecie
muszę omijać ją z daleka
w samoobronie
w duszy tęskniąc za muśnięciem jej warg
przypominając sobie, że to nie jest warte świeczki
wierząca
wierzyłam w Ciebie
choć powinnam w siebie
to ja
jedyna pewna
jedyna osoba, która będzie ze mną po kres
a wierzyłam w Ciebie
każdy popełnia błędy
mój błąd roztrzaskałeś jak swój kręgosłup moralny
już go nie popełnię
już nie zamknę oczu
już nie uwierzę
syrena
ostrzegali, podkreślając słowa machnięciem palca
marny Twój żywot przy niej, twierdzili
choć chciałam Cię ocalić
dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane
przepełniony lękiem dusiłeś się w miłosnym uścisku
mówili, że jestem niebezpieczna
mówili, że wyrwę Twoje serce
zacisnę szpony i zmiażdżę je w drobny mak
więc postanowiłeś zrobić to pierwszy
uratowałeś się, nim Cię zniszczyłam
jesteś niewinny, ocalony
lżej Ci teraz z pewnością
lęk nie spędza Ci snu z powiek
leżę w zgliszczach po Twoim ciosie
w powietrzu unoszą się szczątki zwęglonej miłości
widzę Cię dopiero, gdy zamknę oczy
lęk przestaje spędzać mi sen z powiek
już nie drżę na myśl, że mnie zniszczysz
albowiem już to zrobiłeś
rozlane mleko
czy myślisz czasem o moich włosach
spływających na Twoje ramiona niczym kurtyna?
moich nadgarstkach przygwożdżonych do materaca
uwięzionych w Twoich dłoniach?
czy wspominasz mój oddech łaskoczący Twoje ucho?
nieprzyzwoite słówka, które Ci szeptałam?
czy pamiętasz dotyk moich warg na szyi?
zadrapania po paznokciach na plecach?
palce zaciśnięte na pościeli?
czy rozpoznałbyś mój zapach?
drżenie ciała w godzinach szczytu?
czy masz mnie z tyłu głowy, leżąc samotnie w łóżku
gdy dłońmi błądzisz po swoim ciele?
wyobrażasz sobie, jak ja to robiłam?
jak Cię kochałam?
czy żałujesz, że z nas zrezygnowałeś?
jedyne, co Ci pozostało, to wspomnienia
oddałbyś je tak, jak ja oddałam Ci serce i siebie?
sprzedałeś mnie samotności za łatwe życie i wolność
to było takie proste, prawda?
siedzę sama na skraju przepaści i załamania
płaczę nad rozlanym mlekiem, popijając wino
krople deszczu spływają po moich nagich ramionach
moknę od łez
zastanawiam się, czy myśli prowadzą Cię do mnie i we mnie
nawet gdy jesteś w innej
tamta niebieska koszulka
pamiętasz tamtą niebieską koszulkę?
wyjeżdżałeś na długo, umierałam z tęsknoty
łkałam przy każdym,,do widzenia”
wtedy pomyślałeś o tamtej niebieskiej koszulce
perfumowałeś ją, by przesiąkła Twoim zapachem
żebym Cię czuła blisko
zostawiałeś mi ją za każdym razem, gdy wyjeżdżałeś
żebym wiedziała, że po nią wrócisz
z zamkniętymi oczami wdychałam Twój zapach
licząc dni do ponownego,,dzień dobry”
pewnego razu jej nie zostawiłeś
i nie wróciłeś
powinnam się domyślić
może to był znak
zamiast,,dzień dobry” moje usta wyszeptały,,żegnaj”
wiele miesięcy upłynęło
zanim przestałam winić tamtą niebieską koszulkę
udaję
udaję, że nie wspominam przed snem dotyku Twoich rąk
na moich biodrach
udaję, że nie uśmiecham się na myśl o Twoich wargach
na mojej szyi
udaję, że nie pamiętam muśnięć Twojego języka
Twojego smaku
zapachu Twoich perfum
udaję, że nie wiem, czy słodzisz kawę
jakie są Twoje ulubione słodycze
i największe lęki
udaję, że to nie boli
udaję, że nie znajdziesz lepszej
besztam się w myślach za najmniejszą myśl o Tobie
przecież już Cię nie kocham
nie czekam Twojego powrotu
— udaję
pamiętam Cię
dłonie pamiętają każdy centymetr Twojego ciała
badały je zaciekawione, błądziły
palce pamiętają Twój zarost
pieściły go czule dotykiem
usta pamiętają pocałunki
obdarzałeś mnie nimi hojnie
język pamięta Twój smak
spijałam go łapczywie nocami
nos pamięta Twój zapach
zanurzałam go w Twojej perfumowanej koszulce
ciało pamięta Twój ciężar
przygniatałeś mnie nim w chwilach uniesienia
serce pamięta Twoją miłość
kiedy kochałeś
dopóki go nie złamałeś
pamiętaj mnie
pamiętaj mnie
mój głos
śmiech
zapach
smak
dotyk
wspominaj mnie
tamte poranki
motyle w brzuchu
nasze pierwsze razy
i ostatnie
myśl o mnie
miej na końcu języka
nie zapomnij mnie
zastępując
stara miłość
nie tęskno mi za Tobą
nie śnię o Twych pocałunkach
nie szukam Cię w poranku
w zmierzchu też nie
już nie
nie chcę starej miłości
nie chcę nowej miłości
nie chcę starego bólu
gdybym była
a gdybym Cię nie potrzebowała
krępowała niezależnością
była zlepkiem Twoich chęci, nie obowiązków
czy wtedy byś mnie pragnął?
spojrzałbyś na mnie inaczej?
jak na kobietę
a gdybym nie potrzebowała nikogo
nie była przeklęta
nie zmieniała się w porcelanę
czy wtedy śniłbyś o mnie?
o złączeniu naszych lędźwi
konsystencji mojej skóry
czy trwałbyś nadal, gdybym była inna?
nie była mną
a może wtedy ja już bym nie chciała
Ciebie
żałoba za życia
leżałam w Twych objęciach
w chwili szczęścia pomiędzy pocałunkami
moja dłoń spoczywała na Twoim torsie
muskała rozgrzaną skórę
zastanawiałam się, jak długo przetrwamy
kiedy to się skończy?
może to nasz ostatni raz
w końcu odejdziesz
jak wszyscy
choć jeszcze trwasz, już wypłakuję oczy
przygotowuję się do pożegnania
myślę o Twoim odejściu
o nienawiści następującej tuż po miłości
przechodzę żałobę za życia
może wtedy, gdy odejdziesz, będzie bolało mniej
bo już dawno Cię opłakałam
pierwsza
bałam się, że o mnie zapomnisz
a przecież byłam najważniejsza w Twoim życiu
przez chwilę
teraz inna będzie najważniejsza
czy jej chwila potrwa dłużej?
lecz nie zapomnij starej miłości
w końcu byłam pierwsza
pasowałeś we mnie
nie pasowałeś do mnie
może ona też poświęca mi myśli
wie, że najpierw byłeś mój
jesteś naznaczony
nigdy nie wymażesz przeszłości
nie zapomnij, że byłam
ruszam dalej, ale zostawiłam pamiątki
zawsze będę tą pierwszą
żadna tego nie zmieni
nawet ta ostatnia
bezradna
nie mogłam sprawić, żeby było łatwiej
nie mogłam uczynić Cię niezłomnym
nie mogłam prosić, byś nadal mnie kochał
nie mogłam błagać, byś został
choć chciałam ulec
czy nie zasługuję na więcej?
stary telefon
na dnie szafy zauważam mój stary telefon
nostalgia wciska mi się do gardła
przełykam ją pospiesznie
uruchamiam telefon i wspomnienia miażdżące mi serce
widzę Twoje imię, a przecież Cię nie ma
odszedłeś dawno
listy miłosne z naszych rozmów przypominają
że byłam kochana
lecz przestałam
moje szczęście jest zamrożone na naszych zdjęciach
w moim uśmiechu, gdy całowałeś czule skroń
zostanie w odmętach przeszłości
już go nie odzyskam
przepadło
było, minęło
ubyło lat odkąd byłam dla Ciebie najważniejsza
teraz niepewność mnie nachodzi, czy nawiedzam Twoje myśli
choć czasem
dawniej nie mogłeś wyrzucić mnie z głowy
po miłości ani śladu
lecz w starym telefonie czas się zatrzymał
w nim wciąż mnie pragniesz
przygryzam wargi do krwi, walcząc ze sobą
odkładam telefon na dno szafy
nic dobrego nie przyniesie życie przeszłością
miłością, której nie ma
(tylko czasem odwiedzę ponownie dno szafy
gdy samotność da mi się we znaki
i zatęskni za szczęściem
i byciem kochaną)
stokrotka
nadszedł wyczekiwany maj
od nie wyczekiwanej przez Ciebie tak różny
próbuję nie wspominać miękkości trawy
uginającej się pod naszymi ciałami
zapachu bzu i miłości z serca jeszcze nie pękniętego
bezpowrotnych chwil
siadam w naszym miejscu i zrywam stokrotkę
może mi powie, czy mnie kochasz
lubisz
szanujesz
udam, że choć jedno słowo jest prawdziwe
na dnie serca
na dnie mego serca pełno kurzu i pajęczyn
od lat nieużywane, dla nikogo nie zabiło mocniej
ściany zdobią pęknięcia, choć zdążyły się
zabliźnić
jedynie Samotność tutaj mieszka
siedzi pomiędzy regałami starych opowieści
słyszy echo dawnych miłości
jednak nie chce nikogo więcej wpuszczać do środka
w końcu złamania mogą nie wytrzymać
nie udźwigną ciężaru ponownego rozczarowania
nasze miejsce
czy myśli czasem sprowadzają Cię do naszego miejsca?
tam, gdzie niebo przeplatały pomarańczowe i różowe barwy
ostatnie promienie słońca zanikały w szumiącej rzece
jakby walcząc o oddech
wiatr czule kołysał liśćmi płaczącej wierzby
rozwiewał moje włosy, które wsunąłeś mi za ucho
moje wargi wciąż pamiętają Twoje pocałunki
wtedy wszystko wydawało się łatwiejsze
czy myśli czasem popychają Cię do mnie?
kiedyś odwiedziłam nasze miejsce
tym razem bez Ciebie
wówczas nie tylko wierzba płakała
wspomnienia zalewały mój umysł i raniły serce niczym sztylety
uświadamiając mi, że to nie wróci
lecz wiem, jak się bronić
zastąpiłam tamte wspomnienia innymi
wprowadziłam innych do naszego miejsca
nie jest już nasze
choć wciąż pamiętam
a Ty?
kawa
smak kawy przyprawia mnie o ból duszy
wspomnienie Ciebie rośnie mi w gardle
dusisz mnie
umaczam wargi, które pamiętają Twój smak
teraz to jedyny sposób, by być blisko Ciebie
choć wcale nie chcę
chcę delektować się słodzoną latte
gdy chłodne poranki muskają moje policzki
bez wracania pamięcią do Twojej gorzkiej espresso
z początku dużo słodziłeś
lecz w końcu wszystko okazało się kłamstwem
wszak wiedziałam, że preferujesz gorycz
bezpieczna przystań
nikt mi tego nie odbierze
nikt mi tego nie zwróci
gubię się w odmętach przeszłości
wspominam ostatnie pocałunki
ostatnie przyspieszenia serca
choć tak łatwo iść naprzód
lecz wolę zostać w mojej bezpiecznej przystani
tak znajomej i niezmiennej
bez utraty Ciebie
choć to tylko złudzenie
będzie trwało, póki nie ruszę naprzód
ukoi mnie i otuli do snu
pozostawi w błogiej nieświadomości
niekochana
mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy
kiedy ja jestem