E-book
8.19
drukowana A5
26.2
drukowana A5
Kolorowa
50.68
Pamięć o czasach "Solidarności"

Bezpłatny fragment - Pamięć o czasach "Solidarności"

Wspomnienia z lat 1980-1989


Objętość:
116 str.
ISBN:
978-83-8104-868-2
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 26.2
drukowana A5
Kolorowa
za 50.68

Była niedziela 31 sierpnia 1980 roku, po południu. Siedzieliśmy u nas w domu razem z moimi znajomymi z zakładu pracy to znaczy Fabryki Samochodów Specjalizowanych Polmo SHL w Kielcach i rozmawialiśmy o różnych sprawach, wśród których dominującą były strajki na Wybrzeżu.

W pewnym momencie spiker w telewizji zapowiedział, że nastąpi bezpośrednia transmisja ze Stoczni Gdańskiej, gdzie podpisane zostanie porozumienie między Komitetem Strajkowym a delegacją rządową. Czekaliśmy dość długo i nawet zaczęliśmy się już zastanawiać, czy dojdzie do porozumienia. W pewnym momencie pokazano salę w Stoczni Gdańskiej, do której weszli przedstawiciele Komitetu Strajkowego i delegacja rządowa.

Lech Wałęsa, o którym wiele słyszeliśmy, ale w telewizji zobaczyliśmy go po raz pierwszy, władczym gestem prawej ręki wskazał wicepremierowi Jagielskiemu krzesło, na którym ma usiąść.

Mój kolega powiedział: -No proszę, kto tu jest kto? Potem nastąpiło historyczne podpisanie porozumień sierpniowych i na zakończenie Lech Wałęsa powiedział: A teraz, do roboty.

Transmisja telewizyjna dobiegała końca i zaczęliśmy się zastanawiać, co będzie dalej. Osobiście pomyślałem: pewnie na tym się skończy i znowu będzie dalej wszystko po staremu.

Jednak tak nie było.

Po kilku tygodniach utworzone zostały Niezależne Samorządne Związki Zawodowe „Solidarność”, do których i ja się później zapisałem, kiedy powstały w naszym zakładzie pracy.

W radiowęźle zaczęto nadawać audycje zakładowej organizacji NSZZ „Solidarność”, w których ostro krytykowano organizację partyjną Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i decyzje dyrekcji oraz dotychczasowych związków zawodowych o nazwie Centralna Rada Związków Zawodowych (w skrócie CRZZ), które również nadawały swoje audycje. W ten sposób w zakładzie toczyła się walka polityczna, do której włączyli się pracownicy i to utrudniało bieżącą pracę, w szczególności produkcję.

Solidarność była wspierana przez Niezależną Oficynę Wydawniczą, która wydawała zakazane przez władze pisma, książki i ulotki. W jednej z ulotek można było przeczytać na jednej stronie: „Jak długo jeszcze”, a na drugiej: „O co walczą robotnicy z wybrzeża”.

Jak długo jeszcze

będziemy stali w kolejkach przed pustymi sklepami

będziemy kupować coraz mniej za zarobione pieniądze

Jak długo jeszcze

będziemy karmieni frazesami o wolności i dobrobycie

będziemy okłamywani przez gazety, radio i telewizję

będziemy czytali tylko te książki, oglądali tylko te filmy, które akceptują rządcy naszego kraju

Jak długo jeszcze

będziemy zmuszani do udziału w farsie „wyborów”

będziemy zmuszani do ukrywania poglądów i uczuć

będziemy świadkami bezprawia na komisariatach i w sądach

Jak długo jeszcze

robotnicy Polacy pozbawieni będą autentycznych związków zawodowych

chłopi Polacy żyć będą w lęku przed utratą ziemi

a miejsc w więzieniach będzie więcej niż w szpitalach

Jak długo jeszcze

nasze dzieci będą uczone w szkole kłamstw o ojczystej historii

książki naszych wybitnych pisarzy będą zakazane, listy pasterskie naszych biskupów będą cenzurowane

a informacje o naszym kraju będziemy zmuszeni czerpać z zagranicznych radiostacji

Jak długo jeszcze

nasi bracia wypowiadający głośno słowa prawdy będą szykanowani, oczerniani, więzieni

Jak długo jeszcze…?

O co walczą robotnicy wybrzeża

— o związki zawodowe niezależne od aparatu partyjnego i administracyjnego

— o prawo do strajku

— o wolność słowa i zniesienie cenzury

— o udostępnienie środków masowego przekazu Kościołom wszystkich wyznań

— o uwolnienie więźniów politycznych

— o podawanie do publicznej wiadomości informacji o sytuacji polityczno-gospodarczej kraju

— o zagwarantowanie wzrostu płac w miarę wzrostu cen

— o zniesienie cen komercyjnych i sprzedaży towarów za dewizy

— o dobór ludzi na stanowiska kierownicze według kwalifikacji a nie przynależności partyjnej

— o trzyletni płatny urlop macierzyński na wychowanie dziecka

W tej atmosferze dotrwaliśmy do końca 1980 roku. Potem postanowiłem robić zapiski z tego co się w naszym zakładzie i w Polsce oraz na świecie działo. Oto one na następnych stronach oraz moje odczucia i przemyślenia z tamtego okresu.


24.I.1981- sobota

Rozdarty dzień. Rząd ogłosił, że należy iść do pracy, „Solidarność” — że to wolna sobota. Byłem w pracy — trochę popracowałem. Napisałem na polecenie szefa opinię na temat zabezpieczenia dla Fabryki odlewów z metali kolorowych, rozmawiałem też z szefem telefonicznie o aktualnych sprawach. Przyszedł do mnie stary robotnik Kazimierz K. — blisko 40 lat pracy, niedługo ma iść na emeryturę. Tylko on jeden z robotników przyszedł do pracy. Zawołał mnie na odlewnię, aby mi pokazać co dzisiaj zrobił. Wyszliśmy na wydział, odlewnia była pusta, to znaczy bez ludzi, bo były skrzynie formierskie, kadzie do żeliwa, stały nieczynne żeliwiaki oraz nieruchome maszyny i urządzenia. Było też dużo odlewów, zwłaszcza na oczyszczalni. Pan Kazik — bo tak do niego mówię (znamy się od kilkunastu lat), pokazał mi odlew, który wykonał w ostatnich dniach, a dziś wybił ze środka rdzeń i oczyścił z przywartej na zewnątrz masy formierskiej. Potem pokazywał mi inne odlewy, które wykonał.

— Ja nie robię braków — mówił. Inni robią byle jak i dają im nagrody. Mnie omijają.

Kiedy wróciłem do biura technologicznego, poczytałem trochę pism Niezależnego Związku Studentów i „Solidarności”. Były relacje naocznych świadków o masakrze w Gdańsku i Gdyni w 1970 roku. Potem rozmawiałem na ten temat ze swymi pracownikami.

Wieczorem był dziennik telewizyjny — pokazywali targaną sprzecznościami i konfliktami Polskę. Słuchałem też Londynu — tam zastanawiali się nad dalszym rozwojem sytuacji w naszym kraju, widząc ją niezbyt dobrze.

W czasie dziennika telewizyjnego ludzie wypowiadali się na temat konfliktu władzy z „Solidarnością”. Przykro było tego słuchać. Poczułem wielki żal. Nie oszczędzono już nam w historii niczego: niewoli, wojny, nędzy, straszliwych zniszczeń i morza krwi. Nie mieliśmy przez całe stulecia zbyt dobrej opinii w świecie. Chyba tylko to jedno: że potrafimy umierać za kogoś — jakże żałosny to powód do dumy. Ale ostatnio był prawdziwy powód do dumy dla nas. Dał go nam Papież Jan Paweł II. A tak całkiem niedawno był następny powód do chwały — to wydarzenia z sierpnia 1980 roku, kiedy po dwu tygodniach napięcia robotnicy porozumieli się z władzą.

Ale potem wyszły na jaw takie rzeczy, za które znów musieliśmy się wstydzić: „Rozkradziono Polskę” — gorzkie to i bolesne były słowa dla mieszkańców naszej ziemi. Ale zdarzało się to i innym, więc wybaczyliby nam to chyba. Jest nawet takie modne słowo, które tego rodzaju rzeczy określa: „korupcja”. Ale tego, co dzieje się teraz już nam chyba nikt nie wybaczy. Bo niszczymy sami siebie i marnujemy to, co nam pozostało jeszcze najcenniejszego: szacunek i uznanie dla mądrości. Czyżby stać nas było tylko na tę jednorazową, krótką mądrość? Tylko to jeszcze było jedyną rzeczą, która cieszyła każdego Polaka. A teraz i to chcemy zmarnować. Więc żal mi tego bardzo. Wstydzić się trzeba za tę korupcję, za miliardowe długi, za brak rozsądku, przez długie lata. A teraz, kiedy tej rozwagi trochę było okazuje się, że chcemy ją zmarnować. Więc żal mi tego. Bardzo mi żal. Wieczorem po dzienniku telewizyjnym był drugi odcinek serialu telewizyjnego „Dom”. Widok ruin Warszawy był okrutny.


25.I.1981r — niedziela

Byliśmy na mszy o godz. 9.00 w kaplicy na Głogowej. Wygodnie będzie — niedaleko od naszego domu — zaledwie kilkadziesiąt metrów. Nabożeństwo trwało krótko, kazanie też było krótkie i w takiej rodzinnej atmosferze powiedziane, bo ludzi niedużo, a ksiądz tak blisko, o parę metrów. Mówił o żydowskim narodzie, który prawie tysiąc lat był w niewoli, a prócz tego ciemiężony był jeszcze przez swoich władców. I kiedy przyszedł Chrystus, wszyscy byli przekonani, że będzie tym, który pomoże im odzyskać wolność. Ale tak się nie stało i ludzie byli zawiedzeni. Ksiądz mówił, że narzuca się analogia do losów naszego kraju. I przytoczył zdanie Gogola, który powiedział kiedyś, że czasami Pan Bóg wkracza w losy ludzkie i chroni ich przed zgubą. W to, że tak było wierzyli podobno ludzie na Wybrzeżu po wydarzeniach sierpniowych.

Zacząłem właśnie niedawno czytać „Podstawy psychologii ogólnej” S.L. Rubinstejna i niemal zaraz na początku natknąłem się na stwierdzenie, że między wewnętrznymi a zewnętrznymi przejawami człowieka, między jego świadomością a zachowaniem się istnieje zawsze związek, ale stosunek między nimi nie jest lustrzany. Widzę tu wytłumaczenie tego, co działo się u nas w kraju w ostatnich kilku latach, kiedy byli ludzie, którzy publicznie nawoływali do uczciwości, rzetelnej pracy i miłości ojczyzny, a sami postępowali nieuczciwie, wykorzystywali pracę innych dla siebie i okradali swój kraj.


28.I.1981r. — środa

Trzy fakty zwróciły moją uwagę w ostatnich dwóch dniach. Wczoraj wieczorem warto było oglądać telewizję. Najpierw w dzienniku wystąpienie Mieczysława Moczara — nie wiem co to za człowiek, nie tylko dla mnie zresztą jest tajemniczy — ale gdy mówi widać w nim siłę i zdecydowanie a także coś w rodzaju bezwzględności dla przeciwnika. Po dzienniku była dyskusja telewizyjna na temat wolnych sobót z udziałem przedstawicieli rządu, „Solidarności” i Branżowych Związków Zawodowych. Warto było posłuchać, chociaż szkoda, że nie odbyło się to jeszcze w ubiegłym roku i chociaż ten dziwny „trójmecz” zakończył się bez rozstrzygnięcia. Dzisiaj w Fabryce idąc do budynku dyrekcyjnego spojrzałem na tablicę ogłoszeń zakładowej organizacji NSZZ „Solidarność” i ujrzałem dziwny napis. Na dużym białym arkuszu papieru wypisano drukowanymi literami czerwonym mazakiem: „STRAJK W KOŃSKICH ZAKOŃCZONY DYREKTOR POLMO KOŃSKIE ZA BRAMĄ”. Nie podobało mi się to.

Ciekawe co pomyśli o tym nasz nowy dyrektor naczelny, którego dopiero wczoraj witano w Fabryce.

Kiedy wróciłem do domu przeczytałem w gazetach list otwarty Przewodniczącego MKZ to znaczy Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego (nowych związków zawodowych) Jastrzębie, który zgłosił rezygnację ze swej funkcji, nie mogąc pogodzić się ze stanowiskiem swych kolegów, którzy przybrali kurs ścisłej współpracy z KSS „KOR” (Komitet Samoobrony Społecznej Komitetu Obrony Robotników) i innymi zbliżonymi organizacjami. Jak wyglądała prawda w rzeczywistości to trudno powiedzieć, bo w prasie oficjalnej na ogół było tylko to, co pasowało władzom czyli „kierowniczej sile narodu” — Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Na bazie tych trzech faktów nasunęły mi się pewne osobiste refleksje.

Wydaje mi się, że pomijając sprawy polityczne, świat dlatego powitał „Solidarność” z takim uznaniem, że dojrzał w tej organizacji coś nowego, coś innego od tego wszystkiego co już istnieje i jakkolwiek jest już prawie akceptowane, to jednak nie jest to czymś wymarzonym przez ludzi. Patrząc z punktu widzenia społeczeństw Zachodu, na pewno nie jest „rajem” ta bezwzględna, okrutna walka o byt, w której nierzadko decyduje pistolet oraz intryga i bezwzględność dla współobywateli.

Sądzę, że z narodzinami ruchu „Solidarność” wielu ludzi wiązało nadzieją, że będzie to organizacja, która uczyni walkę o prawa człowieka szlachetną, spokojną i ludzką, że odrzuci gwałt, napastliwość i odrażające buntownicze metody. Taką metodę znaleźli robotnicy Wybrzeża w sierpniu 1980 roku.

Teraz jednak są już inne czasy i musi być stosowana inna broń. Jak na razie nie widać takiej. Dla mnie jedną z tych broni powinna być „Solidarność” — organ prasowy NSZZ „SOLIDARNOŚĆ”.


15.II.1981r. — niedziela

Ostatni tydzień był bardzo bogaty w wydarzenia.

W poniedziałek rozpoczęły się obrady VIII Plenum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W referacie programowym sekretarz Grabski bardzo ostro atakował NSZZ „Solidarność”, oskarżając te związki zawodowe o działalność niezgodną ze statutem, wtrącanie się do zagadnień polityki, podważanie zasad ustrojowych i sojuszy państwowych.

Na drugi dzień rano ogłoszono zaś, że Józef Pińkowski zgłosił rezygnację ze stanowiska premiera i biuro Polityczne KC PZPR postanowiło zarekomendować na Prezesa Rady Ministrów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej generała armii Wojciecha Jaruzelskiego, ministra obrony narodowej.

Wracam jednak do minionego tygodnia. We wtorek ogłoszono decyzję Sądu Najwyższego, który stwierdził, że rolnicy nie mają prawa do zarejestrowania swego związku zawodowego „Solidarność wiejska”. Sądzę, że będzie z tego powodu jeszcze wiele problemów. Tym bardziej, że w sprawie tej rolnicy mają poparcie Kościoła — nawet Papież Jan Paweł II wypowiedział się za przyznaniem rolnikom prawa do swego związku zawodowego. A głos Watykanu liczył się zawsze. Teraz zaś, gdy na stolicy Piotrowej zasiada były metropolita krakowski Karol Wojtyła — liczy się jeszcze bardziej. Odrzucenie głosu Papieża Kościół przyjął bardzo źle, dając temu wyraz w podpisanym przez Kardynała Stefana Wyszyńskiego Komunikacie Episkopatu Polski. Ton zawartych w tym komunikacie zdań był bardzo ostry pod adresem władz i świadczył wyraźnie o tym, że jakkolwiek dotychczas w czasie wydarzeń sierpniowych i przez następne miesiące Kościół skłaniał się raczej do łagodzenia konfliktów władzy z Solidarnością, to w tym przypadku stanowisko jego jest jednoznaczne.

Gdyby nie ta sprawa, gen. Jaruzelski miałby prawdopodobnie bardzo ułatwione zadanie. Dlatego musi ten problem na pewno w jakiś sposób rozstrzygnąć. Bo przecież trudno sobie wyobrazić, aby mógł wiele zdziałać, mając wprawdzie do swojej dyspozycji wojsko — zachował tekę Ministra Obrony, ale bez współdziałania milionowych rzesz członków Solidarności, potężnego obecnie Kościoła i rolników, od których zależy teraz przecież rzecz najważniejsza, bo wyżywienie narodu.

Sądzę, że nowy premier zdaje sobie z tego sprawę — na podstawie choćby obserwacji debaty sejmowej, która zaczęła się w następnym dniu. Wprawdzie sposób powołania premiera i zatwierdzania jego nominacji w sejmie przypominał najgorsze wzory „gierkowskie” i wcześniejsze, ale jednak już nazajutrz w czasie dyskusji w sejmie można było stwierdzić, że czasy się wyraźnie zmieniły.

Samo wystąpienie generała Jaruzelskiego w Sejmie jako nowego premiera mogło się na pewno podobać i tak odebrała to większość ludzi. Ale były też głosy sceptycyzmu, a ja osobiście przypomniałem sobie pierwsze wystąpienie Edwarda Gierka jako I sekretarza KC PZPR, które też bardzo mi się podobało — zresztą nie tylko mnie. Zakończenie było jednak żałosne.

Przysłuchując się głosom posłów, stwierdziłem, że jest tam wielu mądrych i zdolnych ludzi, którzy są w stanie — jeśli tylko pozwoli im się na to — pokierować właściwie losami kraju, jako najwyższa władza w państwie. Tak przynajmniej określa to ostatnie stwierdzenie Konstytucja Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Ale w praktyce na pewno tak nie jest i mówią to niemal wszyscy ludzie. Mówiąc bez ogródek najwyższą władzą jest Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. A właściwie to można powiedzieć że była, bo przez ostatnie kilka miesięcy prawie jej widać nie było. Skutek był wiadomy — władzy też prawie nie było — co zresztą jest potwierdzeniem faktu o którym wyżej wspomniałem.

Spośród wystąpień w Sejmie zwróciły moją uwagę następujące:

— Posła Zb. Zielińskiego, który m.in. oświadczył, że następuje zmiana nazwy Koła Poselskiego „Znak” na Koło Poselskie Związku Katolicko — Społecznego. Zmiana w treści wprawdzie niewielka, ale w wymowie swej na pewno znaczna. Ponadto poseł Zieliński zwrócił się do nowego premiera o ponowne rozpatrzenie sprawy „Solidarności” Wiejskiej, oraz zapewnił nowego premiera o poparciu posłów katolickich. Skinieniem głowy generał wskazał moim zdaniem na zrozumienie i docenianie poruszanych przez posła Zielińskiego zagadnień.

Krzykliwe wystąpienie posła Jaremy Maciszewskiego z PZPR nie zasługiwałoby zapewne na uwagę, gdyby nie wypowiedziana w końcowej części refleksja. Jej sens sprowadzał się do tego, że to co się ostatnio w naszym kraju dzieje przypomina najgorsze czasy z okresu „Liberum Veto”.

Ale najbardziej zdecydowane w tonie było wystąpienie posła Karola Małcużyńskiego, którego minionej niedzieli określono w telewizji jako tego, który umie mówić „tak”, ale potrafi także — jeżeli to jest potrzebne — powiedzieć „nie”.

Przede wszystkim zaatakował nowego premiera, dlaczego pominął w planowanych do uchwalenia — ustawę o cenzurze. Następnie zaś stwierdził, że ważne jest nie tylko to, czego nie wolno pisać, ale także to co się pisze. I przytoczył przykłady: oświadczenie ministra sprawiedliwości, że tworzenie związków zawodowych rolników jest nielegalne — bez wyjaśnienia sensu tych słów, a także komunikat prokuratury o wszczęciu śledztwa przeciwko organizacji „Komitet Samoobrony Społecznej KOR”, która, jak stwierdzono — ma powiązania z siłami wywrotowymi poza granicami naszego kraju. Zadane potem retoryczne pytanie było bardzo wymowne w swej treści: „Jeżeli śledztwo dopiero ma być wszczęte, to skąd już wiadomo, że organizacja ta ma powiązania z siłami wywrotowymi?”

Odniosłem jednak wrażenie, że pos. Małcużyński sam przeraził się później swoich słów i głos mu trochę zaczął się łamać. Ale może mi się tylko tak wydawało?

W piątek była konferencja prasowa premiera Jaruzelskiego. Byłem trochę zaskoczony — myślałem, że generał jest człowiekiem bardziej pewnym siebie. Wprawdzie ta okazywana chwilami niepewność — którą zresztą sam generał tłumaczył tym, że nie jest jeszcze przyzwyczajony do takiego audytorium dziennikarzy i „te flesze” — świadczyła na pewno na korzyść premiera jako człowieka, ale z drugiej strony to przecież chyba przede wszystkim dlatego został powołany na Prezesa Rady Ministrów, że jest generałem i Ministrem Obrony.


23.II.1981 — poniedziałek

W świecie ostatnio parę ważnych wydarzeń. Papież Jan Paweł II — nasz rodak odbywa swą najdłuższą z dotychczasowym pielgrzymek: poprzez Pakistan na Filipiny, potem przez wyspę Guam na Pacyfiku do Japonii. Z Filipin przemawiał Ojciec Święty także do chrześcijan w Chinach. Powiedział m.in., że chętnie odwiedziłby Chiny. Odniosłem wrażenie, że Karol Wojtyła chętnie widziałby w Chińczykach przyjaciół Polski. Mądry to człowiek i niepospolity. Wczoraj kupiłem L’osservatore Romano w języku polskim. Jest tam m.in. Encyklika Ojca Świętego Jana Pawła II o bożym miłosierdziu DIVES IN MISERICORDIA. Najbardziej uderzyło mnie tam stwierdzenie, że obecnie jest wśród ludzi jakiś niepokój o przyszłość człowieka i całej ludzkości wynikający z przeświadczenia, że stoimy przed decydującymi rozstrzygnięciami dla rodzaju ludzkiego. Ale skąd to się bierze? Papież tłumaczy to faktem, że istnieje wiele zła fizycznego i moralnego, napięć i zagrożeń skierowanych przeciw ludzkiej wolności, sumieniu, religii. Ale czy możliwe jest, aby na świecie tego nie było? I jak wyglądałby wtedy ten świat? Tego chyba nikt nie wie. I pomyślałem sobie, że ci, którym się wydawało, że wiedzą, byliby z pewnością przerażeni, gdyby zobaczyli w praktyce dzieło, które „zaprojektowali” w swych księgach, jak na przykład Marks, Engels, Lenin.

Właśnie dziś rozpoczyna obrady Zjazd Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (w skrócie KPZR) — ciekawy będzie. Ostatnio to wielkie mocarstwo komunistyczne ma wiele problemów, z którymi nie bardzo wie, co począć, jak choćby obecność wojsk radzieckich w Afganistanie.


10.III.1981 — wtorek

Wczoraj byłem służbowo w odlewni Żeliwa w Charsznicy. Dwie sprawy zwróciły moją uwagę. Jedna to okropne warunki pracy ludzi. Chociaż widziałem już podobne w innych odlewniach, ale tu — nawet mimo zastosowania dość oryginalnej mechanizacji — wyglądało wszystko tak, jakbym się znalazł w zakładzie sprzed wieków. Ten kurz, pył i piasek z pyłem węglowym leżący wszędzie całymi warstwami i umorusani straszliwie robotnicy poruszający się w oparach dymu sprawiały bardzo przygnębiające wrażenie. Ale produkcja szła normalnie — tak to przynajmniej wszyscy traktowali.

Druga sprawa to tablica ogłoszeń „Solidarności”. Wyczytałem tam, że wojnę rosyjsko-polską w 1922 roku prowadziła Rosja Sowiecka — godna spadkobierczyni carów rosyjskich, że Lenin wydał rozkaz podboju Polski i wcielenia jej do ZSRR to znaczy Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich jako jednej z republik, a współdziałali z nim zdrajcy narodu polskiego, m.in. Julian Marchlewski i Feliks Dzierżyński. Zaniepokoiło mnie to, co przeczytałem. To może być groźne. Kiedyś za takie coś płaciło się więzieniem i torturami albo nawet śmiercią.

W kraju nadal niespokojnie — strajk ostrzegawczy w Łodzi w związku ze zwolnieniem pięciu członków Solidarności z pracy. Zapowiedź strajku w radomskim — wobec braku wyjaśnień władz na temat odpowiedzialności za wydarzenia w 1976r. W prasie ostre polemiki Solidarności z władzą. Międzyzakładowy Komitet Założycielski (nowych związków zawodowych) Szczecin zaatakował bezpośrednio I sekretarza KC PZPR Stanisława Kanię za wypowiedź na XVI Zjeździe KPZR, że kontrrewolucja w Polsce nie przejdzie. Zapowiedziano proces Leszka Moczulskiego i innych z KPN to znaczy Konfederacji Polski Niepodległej. Pisze się o śledztwie przeciwko KSS „KOR” (Komitet Samoobrony Społecznej Komitetu Obrony Robotników). Wszyscy dyskutują, praca idzie opornie. Perspektywy mizerne.


20.III.1981 — piątek

Minął pierwszy miesiąc działania nowego rządu kierowanego przez generała Jaruzelskiego. Miało być trzy miesiące solidnej pracy, czyli 90 spokojnych dni — tak życzył sobie premier. Początkowo wszystko wskazywało na to, że tak rzeczywiście będzie. Skończyły się strajki, przycichły dyskusje, ludzie zaczęli spokojniej pracować. Było tak niestety zaledwie kilkanaście dni. Później był strajk w Łodzi, jednak dogadali się w końcu. Ale zaraz potem ogłoszono gotowość strajkową w Radomiu — też jednak dogadali się jakoś — ustąpił I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR Janusz Prokopiak (obojętne czy jestem ze złota czy z gnoju, zaliczony zostałem do tych starych, którzy narobili tyle zła i muszę odejść — powiedział na pożegnanie). Ustąpił też wojewoda Maćkowski i komendant wojewódzki Milicji Obywatelskiej Mozgawa. Uznano ich wszystkich winnych za zajścia w 1976 roku.

Kiedy „skończył się” Radom ogłoszono gotowość strajkową dla drzewiarzy w opolskim, w Bydgoszczy rolnicy rozpoczęli okupację budynku Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, a w Suwałkach zagrożono strajkiem, jeśli budowany gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR nie zostanie przekazany na szpital. Podobno nie oddano w tym mieście w ostatnim roku ani jednego mieszkania dla ludzi pracy. W międzyczasie na zakończenie 1-ego miesiąca rządów gen. Jaruzelskiego odbyła się konferencja prasowa, na której odpowiedzi udzielał wicepremier Rakowski. Nie był niestety odpowiednim w tym miejscu. Większość pytań dotyczyła bowiem gospodarki, a tymczasem wicepremier Rakowski sam przyznał otwarcie, że jest dziennikarzem, na gospodarce się nie zna i tylko tyle może powiedzieć, że stan jest zły a nawet w niektórych dziedzinach katastrofalny.


22.III.1981 — niedziela

Sytuacja w kraju uległa gwałtownemu zaostrzeniu. Kiedy wychodziłem w piątek rano do pracy w dzienniku radiowym o 5.30 podano, że w Bydgoszczy grupa osób próbowała w dniu wczorajszym podjąć okupację budynku Wojewódzkiej Rady Narodowej. Część ludzi wyszła na wezwania lokalnych władz po złożeniu pisemnego oświadczenia, pozostali natomiast zostali usunięci przez służby porządkowe. Około godziny 11.30 kiedy siedziałem przy biurku i „tworzyłem” plan produkcji odlewni do przeliczeń pracochłonności i innych danych na komputerze, rozległ się w głośnikach sygnał wywoławczy Solidarności, a potem podniecony głos: „Uwaga, nadajemy komunikat specjalny”. I podano, że w wyniku akcji milicyjnej w Bydgoszczy NSZZ Solidarność ogłasza na poniedziałek 23.III 1981 dla wszystkich ogniw związku i wszystkich członków gotowość strajkową. Normalna praca została zakłócona, ludzie znów zaczęli gorączkowe dyskusje, gromadzili się przed tablicą ogłoszeń Solidarności, gdzie był opis zdarzeń oraz informacja, że wiele osób jest rannych, a przewodniczący Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego (nowych związków zawodowych) w Bydgoszczy — Jan Rulewski jest zmasakrowany i przebywa w szpitalu.

Po południu i wieczorem nadano komunikaty KKP to znaczy Krajowej Komisji Porozumiewawczej, że zerwane zostają wszelkie rozmowy z rządem i wzywa się wszystkich członków do wypełnienia swych zadań od poniedziałku. Jednocześnie w całym kraju wybuchły natychmiast strajki, m.in. wstrzymano komunikację w Warszawie (potem podobno odwołano ten strajk). W dzienniku telewizyjnym podano oświadczenie rzecznika prasowego rządu, że zdaniem premiera Jaruzelskiego właśnie teraz — bardziej niż kiedykolwiek potrzebne są rozmowy. KKP przyjęła ten apel i dziś mają się rozpocząć rokowania z udziałem Lecha Wałęsy i M. Rakowskiego. NSZZ „Solidarność” uznała zajścia w Bydgoszczy za próbę osłabienia pozycji gen. Jaruzelskiego. Swoją drogą, to nie mogę zrozumieć, co robił w czasie zajść w Bydgoszczy wicepremier St. Mach, który był tam obecny. Coś tu jest niejasne, a słowo „prowokacja” powtarzają wszyscy, nawet dziennik telewizyjny. Ale chyba różnie to słowo różni ludzie rozumieją. W każdym razie, to co się stało w skojarzeniu z takimi faktami jak manewry wojsk ZSRR, Czechosłowacji, NRD i naszych na terenie Polski oraz wizyta w Warszawie ministra spraw zagranicznych RFN Hansa Dietricha Genschera jest bardzo zastanawiające. A wiadomość o czwartkowych zajściach w Bydgoszczy obiegła już niemal cały świat. Ale trzeba jakoś żyć.

W piątek dziadki zapisali nas i siostrę w kolejkę na mięso. Stali podobno przeszło pół dnia. I zapisali tylko po jednej osobie, gdyż było bardzo dużo ludzi. Wieczorem od 20.00 do 21.00 poszedłem na wyznaczony dyżur przed sklepem, aby ktoś inny nie zajął kolejki. Przyszedł akurat przedstawiciel Zarządu Regionu Świętokrzyskiego NSZZ „Solidarność” i wypytywał głównego organizatora tej zeszytowej kolejki (ok. 900 osób) jak to przebiega. I tak dobrze mi wypadło, bo tydzień temu miałem dyżur od 5.00 do 6.00. Ale lepsze to, niż stać w kolejce np. całą noc — tak jest w niektórych sklepach — po to aby kupić 1 kg mięsa i 1 kg wędliny. Od 1-go kwietnia będą kartki na mięso — zobaczymy co to da. Na razie mamy już kartki na cukier — 1 kg dla starszych i po 1,5 kg dla dzieci na cały miesiąc — trochę mało.


25.III.1981r. — środa

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 26.2
drukowana A5
Kolorowa
za 50.68