E-book
13.65
drukowana A5
37.5
drukowana A5
Kolorowa
61.53
Pakistan. Pierwsze 70 lat

Bezpłatny fragment - Pakistan. Pierwsze 70 lat


Objętość:
164 str.
ISBN:
978-83-8126-148-7
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 37.5
drukowana A5
Kolorowa
za 61.53

dla Ani

Wstęp

14 sierpnia 1947 roku, a więc 70 lat temu, powstało niepodległe państwo Pakistan. Było to zwieńczenie skomplikowanego procesu społeczno-politycznego, polegającego na wzbudzeniu świadomości narodowej wyznawców islamu w Indiach tak, by przynajmniej ich elity zaakceptowały i przyjęły za swoją koncepcję posiadania własnego, odrębnego państwa na subkontynencie indyjskim. Był to więc pierwszy przypadek w historii najnowszej, gdy państwo powstało wg kryterium religijnego. Podobny proces można było obserwować w analogicznym okresie jeśli chodzi o żydowskie państwo Izrael, jednak powstał on rok później od muzułmańskiego Pakistanu. Nazwa państwa pochodzi od pierwszych liter prowincji, które miały wejść w jego skład: P-Pendżab, A-Afgania (ówczesna Północno-Zachodnia Prowincja Pograniczna, obecnie pod nazwą Khyber-Pakhtunkhwa), K-Kaszmir, S-Sindh, Tan-Beludżystan. Samo słowo „Pakistan” można z języka urdu tłumaczyć jako kraj czystych (duchem), czyli muzułmanów. W pierwszych latach swojej egzystencji Pakistan musiał borykać się z problemem swego istnienia. Złośliwi twierdzili wręcz, że jest on dziełem jednego, chorego człowieka — Muhammada Alego Jinnaha. Jego przedwczesna śmierć na nowotwór płuc w 1948 roku miała przyspieszyć proces upadku. Jednak nic podobnego się nie stało. Pakistan okrzepł. Pomimo rozlicznych trudności, kolejnych konfliktów z sąsiednimi Indiami, utraty połowy terytorium na rzecz sąsiedniego Bangladeszu, trwa i rozwija się. Niektórzy analitycy gospodarczy przepowiadają mu wręcz świetlaną przyszłość, jako jednego z 11 najszybciej rozwijających się państw świata (grupa „Next 11”). Czas pokaże, czy prognozy te okażą się prawdziwe.

Z okazji 70tej rocznicy powstania Islamskiej Republiki Pakistanu oddaję do rąk Czytelnika poniższy zbiór tekstów ukazujących przykładowe problemy strategiczne, z jakimi musi się borykać współczesny Pakistan. Wybór tematyki jest czysto subiektywny. Zebrane teksty dotyczą spraw bardziej lub może mniej znanych, a pokazujących w jak trudnym środowisku międzynarodowym przychodzi funkcjonować współczesnemu Pakistanowi i jego mieszkańcom. W zbiorze znajdują się także dwa rozdziały dotyczące relacji polskich z Pakistanem i jego zachodnim sąsiadem — Afganistanem.

W rozdziale pierwszym poddany został analizie indyjsko — pakistański konflikt o Kaszmir. Jest to chyba najbardziej znane wydarzenie z dziejów Subkontynentu Indyjskiego. Stanowi ważny punkt odniesienia, determinantę kształtującą politykę zagraniczną obydwu państw, a w szczególności Pakistanu. Swoista trauma wymusza na pakistańskich politykach działania zmierzające do równoważenia na ile to tylko możliwe indyjskiej potęgi militarnej. Na ten temat napisano wiele monografii i artykułów naukowych. Dlatego dla potrzeb niniejszego zbioru wybrano analizę z zakresu teorii stosunków międzynarodowych, ukazującą konflikt o Kaszmir z perspektywy realistycznej, kierując się sposobem myślenia zaproponowanym przez Kennetha Waltza i Johna Maersheimera.

Drugi rozdział poświęcony jest współpracy pomiędzy Pakistanem a Iranem w dziedzinie energetyki atomowej. Szczególnie ważna jest tu kwestia w jaki sposób tak stosunkowo biedne państwo jak Pakistan lat 70—80 zdołało wejść w posiadanie kosztownej technologii nuklearnej, która stała się podstawą jego potencjału obronnego. Pieniądze na jej rozwój oraz praktyczne zastosowanie wojskowe pozyskane zostały ze sprzedaży zarówno technologii jak i gotowych wirówek innym państwom, w tym sąsiedniemu Iranowi.

Rozdział trzeci to analiza jednego z najbardziej istotnych problemów gospodarczych, jaki stoi na przeszkodzie rozwoju ekonomii tego państwa, a więc kryzysu energetycznego i sposobów wyjścia z tej sytuacji. Pakistan szczególnie w sezonie letnim dotykają blackouty, utrudniające życie liczącej blisko 200 milionów ludzi populacji, oraz lokalnych przedsiębiorców. Jednym ze sposobów jest współpraca z północnym sąsiadem — Chińską Republiką Ludową, która w ramach programu Chińsko-Pakistańskiego Korytarza Ekonomicznego (będącego częścią tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku) inwestuje także w infrastrukturę energetyczną Pakistanu.

Rozdział czwarty dotyczy społecznej percepcji polskiej obecności wojskowej w Afganistanie na początku XXI wieku. Jest to kwestia z pozoru nie związana z zasadniczym tematem niniejszego zbioru. Jednak to właśnie zaangażowanie w konflikcie afgańskim skupiało uwagę Polaków na regionie Azji Południowej. Kolejni prezydenci amerykańscy: Barrack Obama i Donald Trump w publicznych wystąpieniach wskazywali natomiast na bliski związek problemów Afganistanu i Pakistanu.

Rozdział piąty ukazuje natomiast historyczne związki Rzeczypospolitej Polskiej z Królestwem Afganistanu, sięgające lat międzywojennych. Wówczas nawiązaliśmy stosunki dyplomatyczne, a podpisana umowa o przyjaźni jest najstarszym tego typu aktem obowiązującym wciąż Polskę. Król Afganistanu gościł w naszym kraju, czego ślady można odkryć w archiwach i przedwojennej prasie.

W rozdziale szóstym zanalizowano zaangażowanie Chińskiej Republiki Ludowej w konflikcie w Afganistanie na tle szerszych geopolitycznych interesów tego nowego mocarstwa. Rola Chin w Afganistanie poprzez jego oddziaływanie na Pakistan może być zarówno konstruktywna, jak i potencjalnie destruktywna.

Rozdział siódmy dotyczy zaś pakistańskiej strategii bezpieczeństwa. W odróżnieniu od Indii, Islamabad nie wydaje zwartego dokumentu poświęconego tej problematyce. Dlatego tym bardziej warto zanalizować pakistański modus operandi na tle wypowiedzi polityków i wojskowych, by móc zrozumieć co kieruje rządem w Islamabadzie, a w szczególności sztabowcami w Rawalpindi.

Tytuł zbioru jest formą życzeń autora dla jego pakistańskich Przyjaciół. Mimo złośliwych „przepowiedni”, Islamska Republika Pakistanu istnieje i rozwija się. Miejmy nadzieję, że rok 2017 nie tylko kończy siedemdziesięciolecie istnienia, ale zaczyna wiele kolejnych dekad.

1. Konflikt indyjsko-pakistański w perspektywie koncepcji Kennetha Waltza i Johna Mearsheimera

Konflikt pomiędzy Indiami a Pakistanem, sprowadzany mylnie przez niektórych analityków do sporu o przynależność państwową prowincji Dżammu i Kaszmir, jest jednym z najdłużej trwających konfliktów po II wojnie światowej. Dlatego jest ciekawym polem dla analizy dla specjalistów od stosunków międzynarodowych. Poszukiwanie pokojowego i stałego jego rozwiązania zajmuje wielu przedstawicieli środowiska akademickiego na całym świecie. Bezskutecznie. Mimo tego, że spór ten szkodzi wizerunkowi Indii i Pakistanu, odstrasza część inwestorów, a zwłaszcza turystów, władze nie są w praktyce gotowe do na tyle daleko idących ustępstw, by go zakończyć i prawdopodobnie zasłużyć tym na pokojową nagrodę Nobla. Autor nie pretenduje do znalezienia odpowiedzi na pytanie: w jaki sposób doprowadzić do finalizacji tego trwającego już siódmą dekadę konfliktu. Ce lem poniższego tekstu jest spojrzenie na relacje indyjsko-pakistańskie przez pryzmat teorii realistycznych, a więc z wykorzystaniem przemyśleń dwóch wy- bitnych przedstawicieli tego kierunku: Kennetha Waltza i Johna Mearsheimera. Z uwagi na wymogi edytorskie, autor skupia się na najciekawszym z punktu widzenia bieżących wydarzeń okresie, a więc na wydarzeniach po roku 1998, kiedy obydwa państwa oficjalnie udokumentowały fakt posiadania broni nuklearnej poprzez prawie równoczesne dokonanie próbnych eksplozji. Wydarzenie to przewartościowało spojrzenie na sytuację w Azji Południowej, wzbudzając zainteresowanie problemem nie tylko „tradycyjnie” badających go specjalistów, ale także tak prominentnych myślicieli, jak wspomniani w tytule przedstawiciele realizmu. Nie musieli oni odkrywać żadnych nowych koncepcji. Wystarczyło jedynie twórczo dopasować do nowej sytuacji regionalnej to, do czego doszli przez lata analizy konfliktu Wschód-Zachód.

Konflikt indyjsko-pakistański jest też dowodem na to, jak bardzo mylili się idealiści, wierzący w nieuchronny „koniec historii” i naturalne zmierzanie ludzkości w stronę liberalnej demokracji, a wraz z nią — w stronę „świata bez wojen”, opartego na symbiozie i współpracy. Sytuacja w Azji Południowej pokazuje, że mimo oczywistych wydawałoby się argumentów przemawiających za pogłębianiem współpracy, oraz regionalnej integracji (np. w ramach SAARC czy ECO), trwa tam nieprzerwanie (choć z różnym natężeniem) konflikt zbrojny, który może się potencjalnie przerodzić w lokalną wojnę atomową.

Teorie realistyczne z samej swej istoty najlepiej nadają się do analizy konfliktów zbrojnych. Powstawały głównie w celu opisania stanu stosunków między- narodowych w okresie zimnej wojny, w szczególności starały się znaleźć uzasadnienie teoretyczne dla relacji pomiędzy równowagą sił, a nie przekształcaniem się relacji USA-ZSRR w otwarty konflikt zbrojny (w domyśle: wojnę z użyciem arsenałów nuklearnych). Jednakże można zauważyć, że koncepcje te są równie użyteczne do analizowania mniejszych, bardziej lokalnych konfliktów, w tym także konfliktu indyjsko-pakistańskiego. Odniesienia do tego przykładu można znaleźć zarówno u twórcy koncepcji realizmu strukturalnego, Kennetha Waltza, jak i twórcy realizmu ofensywnego, Johna Mearsheimera. Szczególnie teksty tego ostatniego badacza zasługują na uwagę, gdyż pozostaje on wciąż aktywnym naukowo teoretykiem i analitykiem stosunków międzynarodowych.

Przyczyn konfliktu indyjsko — pakistańskiego jest kilka. Większość z nich nie daje się opisać z punktu widzenia teorii realistycznych, gdyż dotyczy sfery aksjologicznej, a nawet religijnej. Wspólnoty hinduistyczna i muzułmańska koegzystowały obok siebie na Półwyspie Indyjskim od czasów średniowiecza. Sąsiedztwo to było oczywiście bardzo skomplikowane. Różnice związane z zasadami religijnymi, oraz przede wszystkim prawem konstytuującym funkcjonowanie wspólnot, np. w wymiarze prawa rodzinnego (poligamia muzułmanów i monogamia hinduistów), prawa spadkowego (kobiety muzułmańskie nie miały prawa do spadku), czy karnego (w islamie zeznanie kobiety tradycyjnie warte jest poło- wie zeznania mężczyzny) powodowały, że obie społeczności żyły niejako „obok siebie” a nie wspólnie. Dopiero Brytyjczycy, doświadczeni powstaniem Sipajów (1857, zwanym też pierwszą wojną o niepodległość) zaczęli upolityczniać te róż- nice tak, że przekształciły się w tzw. „konflikt komunalistyczny” (ang. communal conflict). Dzięki temu mogły kanalizować część społecznego niezadowolenia obcym panowaniem, antagonizując wzajemnie hinduistów i muzułmanów tak, by występować w roli arbitra w myśl zasady divide et impera.

Oczywiście takie działanie Londynu można uznać za czysty realizm, gdyż umożliwiało utrzymanie panowania nad Indiami jak najtańszym kosztem prawie przez kolejne stulecie. Skutkiem tej polityki było ogłoszenie w 1940 roku w mieście Lahore rezolucji, nazwanej później pakistańską, w której skupiająca większość wyznawców islamu Ogólnoindyjska Liga Muzułmańska zadeklarowała konieczność posiadania własnego państwa w przypadku, gdy Wielka Brytania zdecyduje się na nadanie Indiom niepodległości. Poza wspomnianym wcześniej czynnikiem religijnym, ważnym motywem dążenia do odrębności była dla wspierających Ligę zamożnych muzułmanów obawa przed lewicowym programem Indyjskiego Kongresu Narodowego, na czele którego stał nie kryjący swej fascynacji sowieckimi rozwiązaniami ekonomicznymi Jawaharlal Nehru. Brytyjczycy zdecydowali się uczynić zadość oczekiwaniom muzułmanów i powołać do życia państwo Pakistan. Liczyli przy tym na utrzymanie swoich wpływów choćby tylko w tym jednym dominium na Subkontynencie, jeśli Indie zdecydowałyby się na zbliżenie z Moskwą. Sam proces podziału Indii na dwa niezależne byty państwowe przebiegał w sposób bardzo gwałtowny i pociągnął za sobą ponad milion istnień ludzkich. Kolejne miliony ludzi straciły dorobek całego życia, zmuszone do emigracji do państw tworzonych przez ich współwyznawców. Emocje i traumy, jakie wówczas zostały ukształtowane, trwają do dziś stanowiąc poważny problem na drodze racjonalizacji bilateralnych stosunków i rozwiązywania konfliktów.

Skutkiem ubocznym procesu podziału Indii Brytyjskich jest trwający do dnia dzisiejszego konflikt o Kaszmir. Zapoczątkował go apel ostatniego wicekróla Indii, lorda Louisa Mountbattena do władców suwerennych formalnie księstw indyjskich (pozostających w zbliżonej do lennej zależności od Wielkiej Brytanii), o przyłączenie się do jednego z dwóch nowych dominiów. Maharadża Kaszmiru będąc hinduistą, panował nad zamieszkanym w większości przez muzułmanów księstwem. Od strony formalnoprawnej nie musiał podejmować decyzji o akcesji, ani też kierować się wolą swoich poddanych. Dla Pakistanu przyłączenie Kaszmiru było logicznym dopełnieniem realizacji koncepcji „państwa indyjskich muzułmanów”. Dla Indii zaś akcesja zamieszkanej w większości przez wyznawców islamu prowincji była ważna z punktu widzenia idei państwa świeckiego (a więc Indie jako państwo ludzi wyznających wiele religii, mówiących różnymi językami, a nie Hindustanu — domu dla hinduistów). Roz- poczętego w 1947 roku zbrojnego konfliktu nie udało się do dnia dzisiejszego rozwiązać, mimo toczonych trzech kolejnych otwartych wojen, oraz wielu mniej intensywnych konfliktów zbrojnych. Stopniowo pierwotne przyczyny sporu zaczęły zastępować te opisywane przez realistów: dążenie do dominacji w regionie Azji Południowej, będące częścią realizacji ambicji mocarstwowych (w przypadku Indii — przywództwo w Ruchu Państw Niezaangażowanych, w przypadku Pakistanu — zajmowanie znaczącej roli w świecie islamu i jego instytucjonalnej emanacji: Organizacji Konferencji Islamskiej).

Jednym z podstawowych założeń teorii realistycznych jest dążenie państw do osiągnięcia równowagi sił. Koncepcja na stała się jednym z głównych celów polityki pakistańskiej co najmniej od drugiej połowy lat 60. XX wieku (zwłaszcza za rządów Zulfikara Alego Bhutto, prezydenta Pakistanu w latach 1971–3 i premiera w latach 1973–7). Mniej więcej od tego samego okresu datować można otwarte dążenie Indii do hegemonii nad regionem (szczególnie widoczne było to w polityce premier Indiry Gandhi od roku 1966, jak również i jej następców).

Powszechnie uważa się, że momentem przełomowym dla nuklearyzacji Subkontynentu Indyjskiego była wojna indyjsko-pakistańska w roku 1971, która zakończyła się klęską militarną władz w Islamabadzie i utratą blisko połowy terytorium (powstało wówczas niepodległe państwo Bangladesz). Jednak dążenie do posiadania broni atomowej państwa te manifestowały znacznie wcześniej. Dla Indii motywującym czynnikiem było uzyskanie własnej broni nuklearnej przez Chińską Republikę Ludową w 1964 roku, a więc tuż po wygranej wojnie z Indiami w 1962 roku. Dążenie do zrównoważenia przewagi strategicznej północnego sąsiada było tu czynnikiem motywującym do zdobycia analogicznego oręża. Dlatego Indie nie przystąpiły do zawartego w 1968 roku Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Atomowej (NPT), przedstawiając go jako przykład myślenia neokolonialnego, różnicującego państwa na te, które są „lepsze”, bo mogące posiadać dowolne środki obrony własnych interesów i te „gorsze” („przypadkiem” kraje tzw. Trzeciego Świata), które muszą po- zostawać w dominacji tych pierwszych. Choć przesłanki, jakie przyświecały inicjatorom NPT były idealistyczne, to spotkały się z negacją ze strony Indii, argumentowaną również na gruncie idealizmu. Również ta retoryka była używana przez Delhi, gdy odnosiło się do perspektyw wejścia do traktatu: będzie to możliwe, jeśli wszyscy jego sygnatariusze (w tym pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ), zgodzą się na likwidację swoich arsenałów atomowych. Pakistan stosował do niedaw- na czysto realistyczną argumentację: może zrezygnować z broni atomowej wówczas, gdy to samo zrobią Indie, gdyż to posiadanie własnego programu nuklearnego przez wschodniego sąsiada było jedynym powodem prac nad nim także w Pakistanie.

Z punktu widzenia możliwości użycia teorii realistycznych do analizy konfliktu indyjsko-pakistańskiego, szczególnie interesujący jest okres lat 90. Zwłaszcza zaś wy- darzenia po roku 1998, kiedy to Pakistan dokonał pierwszej próby atomowej, tym samym „doganiając” Indie, posiadające własną broń tego typu od roku 1974. Wówczas na Półwyspie Indyjskim zapanowała względna równowaga sił. Jednakże trzeba tu zwrócić uwagę na pewne zasadnicze różnice sytuacji w Azji Południowej i w konflikcie Wschód — Zachód. Mianowicie w latach 70. XX wieku zarówno USA jak i ZSRR posiadały już potencjał MAD (Mutual Assured Destruct — możliwość wzajemnego i całkowitego zniszczenia), który był skutecznym środkiem odstraszania potencjalne- go agresora. Inaczej mówiąc: zarówno w Białym Domu jak i na Kremlu wiedziano doskonale, że eskalacja konfliktu aż do użycia posiadanego arsenału nuklearnego, do- prowadzić by mogła do całkowitej zagłady nie tylko mieszkańców supermocarstw, ale także być może całej ludzkości. Na tym tle możliwości Indii i Pakistanu prezentują się nad wyraz skromnie. Liczbę głowic, którymi dysponują Indie i Pakistan szacuje się odpowiednio na 90–110 i 100–120. Analitycy przyjmują, że potencjały nuklearne państw półwyspu umożliwiają zniszczenie od 10 do 15 miast nieprzyjaciela i zabicie od 1 do 1,5 miliona mieszkańców każdego z nich. Oznacza to, że nie ma mowy o skutecznym odstraszeniu przeciwnika groźbą całkowitego zniszczenia. Trzeba również zauważyć, jak niewielki odsetek populacji zostałby dotknięty skutkami ataku nuklearnego. Jednak- że wtórne skutki wojny nuklearnej na Subkontynencie Indyjskim prawdopodobnie byłyby zdecydowanie groźniejsze. Analitycy ostrzegają, że wywołany przez wybuchy jądrowe głód spowodowałby straty sięgające od miliarda do dwóch miliardów osób. Byłaby to zatem katastrofa nieporównywalna z żadną klęską, jaka do tej pory dotknęła ludzkość. Trzeba też pamiętać, że w Indiach aż 50 miast liczy powyżej miliona mieszkańców. W Pakistanie takich miast jest „zaledwie” osiem. Zatem pomimo pozornej, bo liczbowej, równowagi potencjałów atomowych, to uwzględniając dysproporcję w liczbach ludności i powierzchni, przewaga należy jednak do Indii. Przy obecnym układzie sił, w razie wojny nuklearnej, w której Delhi zdecydowałoby się użyć cały swój potencjał nuklearny (co jednak jest mało prawdopodobne z uwagi na konieczność zachowania potencjału odstraszania przeciwko Chinom), Pakistan stałby się prawdopodobnie pustynią, a Indie miałyby jeszcze znaczne obszary na których ludzie mogliby żyć i pracować. Z punktu widzenia koncepcji realistycznych, Azja Południowa jest więc nie- jako skazana na wyścig zbrojeń, gdyż u miejscowych polityków nie widać woli jego powstrzymania, a deklaracje ewentualnego rozbrojenia połączone są z warunkiem, że to samo uczynią także i inne państwa, w tym mocarstwa atomowe wymienione w traktacie NPT. I rzeczywiście, można obserwować występowanie tego zjawiska. Od początku lat 90. ubiegłego stulecia możemy obserwować ciągły wzrost zarówno pozostających w dyspozycji mocarstw głowic nuklearnych, jak i zasobów wysoko wzbogaconego plutonu, który może zostać użyty do produkcji kolejnych. Widoczne jest też wynikające z dokonanego wcześniej porów- nania dążenie Pakistanu do zdobycia i utrzymania takiej przewagi nuklearnej, by osiągnąć poziom minimalnego odstraszania potencjalnego przeciwnika.

Drugim „frontem” na którym odbywa się wyścig zbrojeń w Azji Południowej, jest walka o posiadanie nowoczesnych środków przenoszenia głowic, oraz o zdobycie możliwości wykonania drugiego uderzenia atomowego w odpowiedzi na atak nieprzyjaciela. Początkowo podstawowymi nosicielami głowic nuklearnych były w przypadku obydwu państw samoloty. Jednak jest to rodzaj broni relatywnie łatwy do wykrycia i zniszczenia w warunkach pola walki przełomu XX i XXI wieku. Dlatego systemy rakietowe uznaje się za bardziej skuteczne (choć teoretycznie nieco mniej celne, ale w przypadku broni masowego rażenia precyzja ataku traci na znaczeniu). Indie bazują na rodzimych projektach Agni i Prithvi, oraz rakiecie która ma być wystrzeliwana z okrętów podwodnych. Pakistan natomiast korzysta z doświadczeń chińskich (rakieta krótkiego zasięgu M-1), oraz północnokoreańskich (rakiety Taepo-Dong I i II, nazwane w Paki- stanie Ghiauri I i II), oraz własnym projekcie Ghiauri III. Możliwości zasięgu rakiet balistycznych posiadanych przez obydwie strony potencjalnego konfliktu umożliwiają rażenie celów na całym terytorium nieprzyjaciela. Jest to zatem jedyna sfera, w której udało się Pakistanowi uzyskać równowagę sił względem Indii. Pojawia się zatem istotne pytanie: czy na obecnym poziomie, na jakim znajdują się potencjały nuklearne Indii i Pakistanu, mamy do czynienia z równowagą sił? A także kolejne: czy to, że antagoniści posiadają broń atomową jest (jak chciałby to postrzegać John Mearsheimer), czynnikiem stabilizującym konflikt? Czy też przeciwnie: istnieje realna groźba jego przekształcenia w lokalną wojnę atomową? Optymistą w tej materii był też Kenneth Waltz, który twierdził, ż „państwa posiadające broń atomową, nie ważne jak irracjonalni byliby ich przywódcy, jak niestabilne byłyby ich rządy, nie dokonają ataku konwencjonalnego na inne państwa, zwłaszcza na państwa atomowe. Nawet atak konwencjonalny może łatwo wymknąć się spod kontroli i przekształcić się w wojnę atomową. W przypadku konfliktu konwencjonalnego, państwa obawiają się czy wygrają, czy przegrają. W razie wojny nuklearnej obawiają się czy przetrwają, czy zostaną unicestwione”.

Z punktu widzenia analizy konfliktu na subkontynencie indyjskim ważniejsze wydaje się inne zdanie amerykańskiego realisty: „Broń nuklearna zwiększa uwagę otoczenia. Spójrzmy na kryzys kubański, albo na zachowanie się Chin w czasie rewolucji kulturalnej”. Przykład konfliktu w rejonie Kargil (w Kaszmirze) w roku 1999 (a więc już rok po oficjalnym zamanifestowaniu swoich nuklearnych możliwości przez Pakistan), sfalsyfikował pierwszą część opinii Waltza. Dwa atomowe mocarstwa stoczyły ze sobą krótką wojnę, poważnie rozważając ewentualne użycie także i „ostatecznych środków”. Była to klasyczna wojna konwencjonalna, toczona w górzystym terenie z użyciem wojsk lądowych (w tym głównie jednostek specjalnych), ze wsparciem lotnictwa. Działania wojenne rozpoczął Pakistan, usiłując przejąć kontrolę nad strategicznymi wzgórzami, z których prowadził ostrzał drogi łączącej region Ladakh ze stolicą prowincji Srinagarem. Jednak zdecydowana odpowiedź Indii zmusiła agresora do wycofania się.

Należy wszakże zwrócić uwagę na drugą część wypowiedzi Waltza, która okazała się być jak najbardziej aktualna. Po raz pierwszy od blisko 25 lat konflikt indyjsko-pakistański zaangażował uwagę światowej dyplomacji, w tym zwłaszcza Stanów Zjednoczonych i to na najwyższym szczeblu: prezydenta Billa Clintona. Jest to tym bardziej istotne, że Indie i Pakistan w zawartym w Simla 3 lipca 1972 roku traktacie, kończącym formalnie wojnę, a dokładnie w jego art. 1 ustaliły, że wszelkie kwestie sporne będą rozwiązywane na drodze dwustronnych rokowań. Do tej pory Indie były bardzo pryncypialne jeśli chodzi o interpretację traktatu i odmawiały zgody na kierowanie sprawy do Rady Bezpieczeństwa ONZ, uznając że traktat wyraź- nie zabrania angażowania jakichkolwiek „czynników zewnętrznych” w rozstrzyganie sporów między nimi a Pakistanem. Tym razem rząd Atala B. Vajpaee prowadził bardziej skomplikowaną grę. Z jednej strony nie godził się na otwartą mediację USA (powołując się tradycyjnie na traktat z Simla), odmawiając przy- jęcia zaproszenia do złożenia wizyty w Waszyngtonie. Jednak z drugiej strony wspierał pomysł by prezydent Clinton spotkał się z premierem Pakistanu Nawazem Sharifem. Słusznie liczył, że naciski amerykańskie spowodują wycofanie się przeciwnika na pozycje zajmowane przed rozpoczęciem walk29.

Po raz kolejny Stany Zjednoczone zaangażowały się w wygaszenie konfliktu pomiędzy Indiami a Pakistanem w 2001 roku po ataku terrorystów islamskich na parlament w New Delhi, oraz w 2008 roku po atakach na hotele i posterunek policji w Bombaju. Wówczas udało się na drodze dyplomatycznej uniknąć eskalacji konfliktu. Jak więc widać, groźba przekształcenia się konfliktu indyjsko-pakistańskiego w wojnę atomową powoduje, że społeczność międzynarodowa (a zwłaszcza Stany Zjednoczone), wykazuje większe zainteresowanie każdym poważniejszym incydentem, który może prowadzić do eskalacji. Ta część tezy Kennetha Waltza jest zatem prawdziwa.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 37.5
drukowana A5
Kolorowa
za 61.53