E-book
9.56
drukowana A5
45.53
drukowana A5
kolorowa
75.53
Osobistości

Bezpłatny fragment - Osobistości


Objętość:
332 str.
ISBN:
978-83-8189-150-9
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 45.53
drukowana A5
kolorowa
za 75.53

„Jedyny sposób, by oszpecić piękno, to ukazać jego szaleństwo.” — Jonathan Carroll


„Prowadź życie systematyczne i uporządkowane, abyś mógł sobie pozwolić na gwałtowność i oryginalność w pracy” — Gustave Flaubert


„Człowiek człowiekowi zgotował ten los” — Zofia Nałkowska


„Żyje się tylko po to by być gotowym na długie leżenie w grobie” — William Faulkner

Pracę tą poświęcam pamięci Artystów, umierającym z poczuciem, że ostatnie dzieło pozostawiają niedokończone, jak i tym, co je odnajdują.

Zadedykować pragnąłbym Ostatniemu Pokoleniu, mające na barkach zakończenie takie, jak na początku, poczęte słowem i tym samym wieńcząc ukryte dla potencjalnych czytelników z gwiazd.. Nieobecnym dziś. — Gdyby była możliwość chciałbym się z Wami zamienić.

Nie mogłem całe życie być pierwszy, to przynajmniej mogę być ostatni i o tym napisać.

Część 1. Sabotaż mózgu

Zanim komuś stanie się krzywda, od razu zacznę od spraw najistotniejszych, a nie ma nic ważniejszego od bezpieczeństwa i higieny pracy. — Od razu przepraszam wszystkich, za wszelkie literówki, błędy myślowe, logiczne, sensowne, bez celu, zamierzenia czy pomysłu, strumieniowego nadawania, ale się śpieszę, bo nie zdążę zapisać tego, co miałem w zamierzeniu zrobić, siadając przed elektroniczną maszyną, licząc, że nie zapomnę, i że prądu nie braknie. Pomimo iż wiem, że gdy w końcu nastaje na to czas, to i tak już wtedy jest na to za późno. No i znowu coś mi się przycisnęło przypadkowo.

Zacząłem od słów: „Niech każdy w tym momencie przystanie na pół minuty w lekturze i wyliczy w myślach ze kilka najbardziej nierealnych rzeczy, mogących się wydarzyć w życiu.” I kiedy tak zacząłem rozmyślać, jak samemu to przeczytałem, to dałem sobie od razu spokój, bo brzmiało to jak prawdziwy szajs. Choć wierzę, że komuś nawet by się to spodobało, ale skoro ja jestem autorem, i mi się to nie podoba to, co samemu sobie napisałem, nie wierząc samemu sobie, co było kluczowym elementem decydującym ostatecznie.


I zacząłem opowiadać, by każdy odbierał to jako bajki, a te czyta się inaczej niż cokolwiek, będąc od samego początku musi każdy czytający sam zadecydować, czy chce zaakceptować, czy też nie z czymś, w co nie może uwierzyć, i odkłada lekturę, bo narrator wmawia mu, że to prawdziwa historia na faktach. Wierząc w to, że musi być to prawdziwy szajs. Chociaż biorę pod uwagę to, że sposób, jaki ostatecznie zacząłem sprawił, że i tak pomyśleli w ten sposób, bo skoro już się umawiamy, że wierzymy we wszystko, to i w to muszę uwierzyć, choć przychodzi mi to — możecie nie wierzyć — z trudem. Tak jak niektórych może to się wydać dziwne i niezrozumiałe, tak ja nie rozumiem takiej właśnie reakcji. Tak pewnie i tak nikt tego nie będzie czytał, każdy myśląc po swojemu, nie rozumiejąc, dlaczego nie ma tu żadnej akcji, dla której reakcji własnej przyszli. I tak rusza cała reakcja łańcuchowa wybuchowa, która sprawia, że coś się jednak dzieje, i jest jakaś akcja. Choć jest bez sensu, nie rozumiejąc, jak akcja może wzbudzać bezsensowna akcja, a reakcją na moją akcję słowną, wywołuję jeszcze większą akcję reakcji tych, co to wolą akcję. W ten sposób udowadniam, że największą reakcję powoduje reakcja na słowną akcję słowną. Gdyby tak nie było, to by nikt nie słuchał hip-hopu, a ci, którzy to czytają, a zakładam, że są tu nie przez przypadek, bo tak może być otwarta na tych słowach moja pisanina, lecz przeczytana od początku do końca. W sumie to się i tak nie dogadamy, bo ci zachęceni początkiem są tutaj rozczarowani, co to za zakończenie akcji powodują reakcję, którą ja wolałem przeciwnie nie wywoływać jej na początku.

Ostatecznie jakoś się pogodzimy i zatrzymamy to lub przerwiemy, normalizując i kończąc, że przyznamy zgodnie, że w ten, czy w drugi sposób, zjebałem. — Ktoś trzeci się śmieje z tego pewnie, lub podziela nasz stan braku jakiejkolwiek akcji i reakcji kogokolwiek. No, ale nie można mieć wszystkiego w ten sam sposób, jak pewnie kolejny zgodny fakt, że nie można zadowolić każdego, prócz nas, uświadamiających sobie nagle, że to już druga wspólna rzecz spowodowała naszą reakcję na brak akcji, reakcją będącą odbieraną w sposób tak, jak przeciwna płeć, czyli kobiety, a przynajmniej ich zdecydowana część, reaguje na brak erekcji. A brak reakcji ze strony mężczyzny, zazwyczaj powoduje brak spodziewanej akcji. I jedyne, co można wtedy zrobić to opuścić swoje wzajemne towarzystwo w ciszy milczenia, które jest przez większość nazywaną złotem. Skoro to jest emocjonalna reakcja na złoto, to ja wolę jednak nie przyznawać się, jak się nazywam, tak jak i tamta, co wyszła, że lepiej jednak, że nikt nic nie wie. — To najlepsze w tym przypadku rozwiązanie akcji, a nie każdemu może się to podobać, i ja to szanuję, bo jestem tolerancyjny. Ale to, co się, komu podoba, to sprawa osobista każdego. I choć się nie zgadzamy, tak naprawdę nie wiedząc, czy tak do końca to prawda, czy kłamstwo. Bo milczymy w ciszy. Bo tak się zazwyczaj czyta książki w czytelni bibliotecznej. A skoro milczymy, to nie za wiele się dowiemy o czymkolwiek. Ale nie wszystko musimy wiedzieć w swoim życiu, a to, jak kto żyje po swojemu, to jego sprawa i zgodnie wszyscy prawdopodobnie przytakną, na słowa, że w tym wypadku, każdy ma to w dupie, bo taka jest prawda, choć nikt o niej nie mówi. Skoro wyjaśniliśmy, więc sobie, że mamy się wzajemnie dupie, to możemy się rozejść każdy w swoją stronę, nie mając już nic sobie wartościowego do powiedzenia, a nawet, jeśli, to nie chcę tego słuchać ani tym bardziej czytać. Wolę s obie posłuchać muzyki, nie wiem, co ty, nie interesuje mnie to, więc to ja wyjdę, bo w czytelni słuchać muzy nie można, bo każdy chce czytać w spokoju, który zburzony nagle w takiej sytuacji do tego, że lepiej sam wyjdę, niż mnie mają wynieść. Bo nie widzę ilu nie chce słuchać tego, co słucham, a już na pewno tego, co chciałem powiedzieć. Nie ważne czy to mądrego czy głupiego. Za jedno i drugie dostałbym wpierdol, a nigdy mnie nie kręcił ani seks zbiorowy, ani przemoc, ani bezsensowne filmy czy książki akcji. No i przekleństwa wypowiadane na głos w miejscu publicznym, zwłaszcza w kulturalnej bibliotece, są niedopuszczalne. A zwłaszcza, gdy samemu się to mówi ostatecznie, jakieś brzydkie słowo dosyć, że na koniec, jako ostatnie, co zostaje w pamięci, to wraz z puentą, że jestem hipokrytą, a tacy, co to, jak to mówiła moja mama „bułkę przez bibułkę, a chuja całą garścią”, to w żadnym razie nigdzie nie jest ani dobrze widziane, ani lubiane. — „A jak cię widzą, tak cię piszą”, — ale to już mam też gdzieś, bo to ja teraz piszą swoją wersję tej historii, a te nie zawsze są do końca prawdziwe, często interpretowane, odbierane inaczej niż innych opis sytuacji napomkniętej przez mnie na koniec. Koloryzowanie faktów i tak jest nieistotne w literaturze, bo każdy dobrze wie, że większość książek to czarne na białym, czytelnie napisane słowa, pomiędzy którymi rzadko są obrazki, a jak już są, to jakieś czarno białe, a tych nikt nie lubi, tak jak starych filmów, staromodnych i tak dalej, zazwyczaj mówią tacy. Znam to dobrze. — Ale i tak nie wytłumaczysz takiemu, czy takiej, że moda wraca, co kilka kilkanaście lat, lecz wówczas, minie tyle czasu, że się zapomni, bo chce się zapomnieć coś takiego, a skoro już jest wywołana tak silna chęć ku temu, to pewne jest, że ani ze sobą nie gadamy, pewnie wygadując się gdzieś komuś, męcząc go paplaniną, której w książek bezsensownie nienawidzę sam, jak ktoś pierdoli jakieś smuty, i opisuje fikcyjne problemy w realu, co to nie ma, żałosne i oklepane, jak cała moda, nie mającego w sobie nic z artyzmu, ani wartościowego nic nie wnosi nowego. Ale tym się interesują wszyscy, bo w czymś trzeba chodzić, a jeśli już to każdy chce być lepiej ubranym od drugiego, i każdy robi tak samo w społeczeństwie. A skoro to norma to jest dobrze, bo za jej spełnienie dostaje się premię, a forsa jest ważna, każdy to wie, nie? Ale nie każdy wie, że się nie kupi za nią wszystkiego, choć i tak większość będzie pierdolić, że tak nie jest, choć każdy wie, że tak, bo jakby każdy mógł kupić wszystko, to każdy byłby zadowolony, a tak nie jest nie? A tak nikt nie ma forsy, więc ma wyjebane kupić jakąś nudną, pozbawioną akcji książkę, bo taka musi być albo nudna, albo to podręcznik lub słownik, a te się bardziej przydają i się korzysta częściej, więc kupuje się słownik i wkłada na półkę grzbietem do ściany, by tylko było widać, że ma się książkę na półce, a to jaką, to już nie ważne. Ale ci, co czytają, zawsze wzbudzają szacunek i podziw, z różnych względów, raz, że pewnie ma dużo forsy, na pewno więcej od takiego, co to nie czyta, bo nawet jakby chciał, to nie ma przecież forsy, albo mu w głowie się jeszcze — tak sobie myśli, co nie — żeby forsę wydawał na jakieś książki, których pełno jest w bibliotece za darmo, i sobie można wypożyczyć, albo zajebać najlepiej, bo łatwo jest, bo nikt nie patrzy, tylko trzeba być cicho, bo to biblioteka i jak się nie hałasuje, to każdy przychodzi tam, żeby sobie poczytać w spokoju, albo udać, że się czyta, A się chowa przed kimś, albo przyszedł zajebać coś, nie, a niekoniecznie dlatego, żeby nie płacić, tylko, że na handel, bo skoro nie wydaje się hajsu na książki, ani się ich nie czyta, to nie znaczy zupełnie, że się ich nie kradnie, bo kradną też ci, co to chcą je potem opierdolić za mamonę, którego wiecznie im mało. Bo taki, co czyta książki, przecież nie zajebie książki z biblioteki, bo się raz, że boi, a dwa że tu często przychodzi, a jak go złapią to więcej go tu nie wpuszczą, albo będą lustracje cały czas poryte spojrzenia, niedowierzania, i każdy wie, co taki myśli jeden o drugim, coś w stylu — ciekawe, co chciał ukraść, bo nie powie, że „zajebać”, bo to brzydko, nie, bo taki to hipokryta, że te stare książki są tanie, za grosze kupić je by można było, bo antyki i takie tam się trzyma w domu, albo w sejfie, pod ochroną i się nie pożycza, I nie zostawia, bo każdy by już taką dawno zajebał, I wychodzą do swych kulturalnych domów i przyjaciół, rozmawiając o tym, że większość ludzi to nawet czytać nie umie, a jak już im się znudzi gadanie o tym to gadają o drogich książkach i potem o politykach i polityce, nie, czyi o tym samym temacie, co gadają też ci, co to ich jest główne, życiowe zainteresowanie, bo jakieś trzeba mieć, nie? Ale tak gadają ci, co to nie mają forsy, a jak się nie ma forsy i się gada o polityce, a potem o książkach, a forsa potrzebna jest, to się pyta takiego, co to tam często przychodzi, o takie proste rzeczy, jaka babka tam, a gdzie to, czy są kamery, i w ogóle, co to tam dalej. I jak się człowiek dowie, obczai sobie, to się idzie na jumę, na łatwy pieniążek, i się opierdala takim, jak ci, co to ciągle czytają, ale za mniej płacą wtedy i są oni i tacy, co je mają jaja zajebać, bo się nie boją jakiejś starej kurwy, pewnie głuchej, dlatego, że jest stara, i ślepej też pewnie, bo by se pewnie telewizor włączyła, ale pewnie jej nie stać, a nawet jeśli, to nie może, bo raz, że to biblioteka i że cicho ma być, a dwa, że jest w pracy, więc ma wyjebane, i poogląda w domu te siedem kanałów. Z anteny zbiorczej, bo pewnie więcej nie ma, bo jest stara, i w bibliotece się chuja zarabia, więc tylko to i pewnie stary rzęch i to czarno biały jeszcze pewnie jest, jak te książki tutaj wszystko smutne i chujowe i tak już zostanie, bo się jest starym, i w młodości miało wyjebane i się nie myślało, by się uczyć i książki czytać, bo to nudy, i po co, skoro jest telewizor, a tam też są na podstawie książek zajebiste filmy se można obejrzeć. Ale w pewnie stare jakieś tylko, bo chujowo się nowy film ogląda, i nikt tak nie robi, bo każdego stać wywalić ileś tam na kolor TV, a jak takiego nie stać, to tylko dlatego, że nie ma hajsu, bo się pracuje w bibliotece, i nawet nie pomyśli by zajebać w pracy i opierdolić po, bo raz, że taki waruje sam na tych co kradną, bo muszą, bo oni zapłacą, bo to praca, a skoro tu pracuje, to pewnie się uczyło takie, albo lubi książki i to przyjemność i czerń i biel nie przeszkadza, bo i tak się nie widzi i chuja tam się filmów nie ogląda, bo przeklinają tam i to takie prymitywne jest to teraz, bo ta młodzież kiedyś była za moich czasów, dwieście lat temu i tak będzie pierdolić cały czas swoje smuty jeszcze większe niż te, które udaje, że czyta. Ale wyjebane, bo teraz samemu pisze i się śmieje z samego siebie, że kiedyś zajebałem parę razy z bibliotek i księgarń, co mnie złapali, jak byłem młody, bo się nie miało hajsu, ale to się komiksy czytało, a nie jakieś jebane książki. Ale skoro nie wyszło by zajebać, to się samemu można pisać, nie jak się umie, co nie? A więcej jest ludzi, którzy piszą, bo czytać nie każdy umie, a jak umie to i tak nie czyta, bo go nie stać na książki. I jak sobie coś pisze, i ktoś mnie zajebie, znaczy to moje gówno, co pisze, co to każdy się tam filozofii doszukuje i mnie męczy jakimiś pytaniami, co to w ogóle nie wiem, co to on do mnie mówi, ale przynajmniej coś próbuje. Bo wtedy wiem, jak ktoś mi opowiada wrażenia, to wiem, że nie czyta, choć mówi, że czytał, ale albo nie zrozumiał, bo to mówi, że to poezja i chuj wi co, a to jakaś komedia, tylko nie ma komu grać, bo wiem, że taki kłamie albo jest tępy, i wiem już wtedy. A na fakcie to mam to w dupie to wszystko, że ktoś zapierdala książki, to niech zapierdala jak umie, bo też to robiłem całe swoje życie, bo za coś trzeba, nie. Ale interesi mnie to, czy zajumał, a na pewno ktoś taki się znajdzie, chociaż przez przypadek, jeśli zajebał i czyta, to i to przeczyta, jak już zajebał, a jak na handel, komuś książkę opierdala, to już powie, że czytał. Ale jak zajebałeś, to mi napisz, dlaczego i po co. To wtedy napisze o tym opowiadanie. Może będzie lepsze niż to, a ja nie rzucam ani słów na wiatr, a to też za darmo zrobię, bo i tak nie zarabiam na tym, tylko muszę ładować w swoje szczękościski, a jak się ma to, to i tak się nie gada, nie? Więc skoro ja, to i tak z tych, co poświadczam, że dla mnie słowo droższe pieniędzy. A że i tak hajsu nie mam, to jak masz tam, co posypać to posyp, a ja to ci to wszystko wtedy napisze, tylko gadać nie będę pomielony. To ci wyśle jak będę miał, to się dogadamy. Albo dopiszemy. Zakładam, że umiesz czytać, a nie ty oglądasz literaki. Bo jeśli tak jest, to w takim razie, nie chce wiedzieć, co robisz z obrazkami. Jol.


Mogę robić i mówić, co mi się tylko podoba, mając pełne prawo i wolność, ponieważ, do cholery jestem cholerną postacią fikcyjną! Osobiście obiecuję, żeby żaden z powyższych bohaterów nie powrócił w żaden sposób, bo jest to ciut niebezpieczne. Nie pojawili się nawet przypadkiem gdzieś ukryci pośród statystów w jakimkolwiek moim opowiadaniu czy jakimkolwiek innym dziele łącznie z adaptacjami. Niestety, ale gdy nad wymyślonym bohaterem staje jego stwórca bóg-pisarz, wtedy dopiero udowadniamy, że co by nie było i tak ostatnie słowo zawsze należy do mnie. Z mojego punktu widzenia mogę was jedynie wykreować, bo z żadnym z was nie mam kontaktu, ani o was nie wiem. Jesteście też w pewnym sensie fikcją, ale realną fikcją, materialną, o której wiem, że istnieje, ale mimo tego wszystkiego, jesteście bardziej fikcyjni niż moje postacie z opowiadań i powieści. Bo o nich wiem wszystko, a o was kompletnie nic. Nawet nie jestem do końca przekonany czy istniejecie, ale nie będę się przejmował. Wychodzę z założenia prawie zawsze, że skoro problem nie ma rozwiązania, to problem nie istnieje…


Nie mogłem uwierzyć. I musicie mi zaufać i obiecać, że do tego tematu nigdy nie wrócimy, i pozostanie on między nami. Niestety tego zdania nie mogę ani zignorować, ani tego słowa zakwestionować. Zacznę od początku i opowiem wam całą historię. Przynajmniej się postaram. Zdarzyło się to w lokalu 31 / 17. Spotkaliśmy się wszyscy o wpół do 23ej w małym, w źle oświetlonym pokoju w trzy pokojowym mieszkaniu zawieszając się na dowcipach, które rzucał wiecznie w dobrej formie Bruce Willis. Więc była Euforia, Kasterka i Mustafa, no i ja, zapatrzony w ekran laptopa, który rozświetlał się fotografiami bijący mnie po oczach zaadaptowanym i uchwyconym pięknem młodych kobiet w podobnie uchwyconym rozświetlonym ciepłem pejzażu otaczającego ich, niby w skupieniu i trosce. Gdy zacząłem przeglądać je ponownie, chcąc nasycić wyrok i zarejestrować jak najlepiej obraz jednej z dziewcząt na zdjęciach, której piękno było tak urzekające, że momentalnie się zakochałem zauroczony jej urodą wiedząc, że tak wygląda najpiękniejsza kobieta na świecie. Za pierwszym razem zareagowałem stwierdzeniem, które powiedziałem na głos, że ją chyba znam, jednak dwa następne zdjęcia, na których jej się przyjrzałem, wycofałem się z tego mówiąc, że nie, jednak nie, dodając, że mogłem widzieć albo poznać kiedyś kogoś bardzo podobnego. Nie przesadzę, ani nikogo nie urażę stwierdzeniem, że przejrzałem grubo ponad sto fotografii, na których się całkowicie skupiłem spędzając, co najmniej pół godziny odizolowany od reszty. Myślałem o tym, że jeśli bóg stworzył coś piękniejszego niż ona, to zachował to dla siebie. Dopiero głos sprawił, że byłem zmuszony, przez prawa rządzące w tego rodzaju zamkniętej społeczności, odbiegających tym samym, w ten sposób za pomocą tych samych metod, oddając swoją własną świadomość światom, jakie interpretowali i zamykali w określonym czasie i przestrzeni, którą można było manipulować mimo kompletnej nieświadomości prawdziwych ludzi, bo właśnie ten element był dla wszystkich najważniejszy. Przez niego czuli się, już nie jak bogowie, lecz kompletni władcy wszechświata, której władzy mogli dosięgnąć, i z niej całkowicie skorzystać, dopiero w momencie, gdy sami tworzyli nowe zamknięte rzeczywistości, utrwalając je w którymś pozwalającym im na to wymiarze mogąc nim dowolnie manipulować. Po zarejestrowaniu na kilkudziesięciu rodzajach tylko jednego z nich, mogli wykorzystywać i tworzyć cokolwiek tylko by zapragnęli, ograniczeni będąc tylko i wyłącznie swym absolutem, bezkreśnie się rozrastającym w nieskończoność, będąc jednocześnie zamkniętym wszechświatem istniejącym wewnątrz każdego z nich, osobnego, odmiennego i istniejącego tylko dla nich i umierającymi wraz z nim, nie mogąc istnieć już nigdy dla nikogo oprócz nich samych, chyba, że za pomocą tylko samego drugiego wymiaru. Mogą zamknąć fragment tego wszechświata i za pomocą tego utrwalenia elementu wszechświata, będący nie tyle żywy, mimo śmierci samego jego stworzyciela, dla samego siebie, ile może zostać odtworzona przez każdego, kto zechce poświęcić swój czas, skupienie i pieniądze, wczuwając się maksymalnie, zagłębiając się w obcym świecie, odbierając i wpuszczając na miejsce swojego samego, ten który pragnęli poznać i zrozumieć. Z zapadnięciu się w niemal w czarną dziurę własnego kosmosu, wyrwał mnie głos, na który momentalnie się odwróciłem, wiedząc, że za długo trwa mój letarg. Musiałem zapomnieć o zdjęciach. Obudzono mnie zdaniem, wypowiedzianym wyraźnie pod moim kątem, mimo nie skierowania go wprost, brzmiącego wypowiedziane przez jedyną kobietę w towarzystwie, najmłodszą, mówiącą…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 45.53
drukowana A5
kolorowa
za 75.53