E-book
2.93
drukowana A5
13.52
drukowana A5
kolorowa
34.65
Opowieści Panchatantry

Bezpłatny fragment - Opowieści Panchatantry

Tales of Panchatantra

Objętość:
69 str.
ISBN:
978-83-8126-544-7
E-book
za 2.93
drukowana A5
za 13.52
drukowana A5
kolorowa
za 34.65



RYS.: WIKTORIA HUSZNO

1. Żuraw i paw

Pewnego dnia na drodze do przedszkola Sandy spotkał kolegę.

— Cześć, Pete.

— Cześć, Sandy. — przywitał się Pete.

Sandy od razu zwrócił uwagę na łódź, którą Pete trzymał w ręku.

— Piękna łódź. — pochwalił chłopca.

— Dziękuję. To na konkurs w przedszkolu. Nauczyciel prosił, żeby do dziś przynieść prace, pamiętasz? Użyliśmy z tatą mnóstwo drewna a burtę wykleiliśmy monetami, sam zobacz.

Rzeczywiście, łódka Peta prezentowała się niezwykle imponująco.

— Tak pamiętam. — odpowiedział Sandy.

— I co? Zrobiłeś swoją łódkę? — spytał go Pete.

— Tak, zrobiłem. — potwierdził Sandy. Pete nie widząc niczego w rękach Sandiego, roześmiał się.

— Dlaczego się śmiejesz?

— Bo cię znam, na pewno zrobiłeś zwykłą łódkę z papieru. — zaśmiewał się wciąż, Pete.

— Kiedy nauczyciel porówna twoją łódź do mojej, moja wygra. Jest cała zrobiona z monet i wygląda jak łódź króla. — kontynuował, a Sandiemu zrobiło się bardzo przykro.

— Twoja łódź jest bardzo ładna, Pete ale nie powinieneś naśmiewać się z mojej. — upomniał kolegę.

— A cóż jest takiego specjalnego w zwykłej łodzi z papieru? — Sandy wątpił na głos.

— Poczekaj, pokażę ci. — powiedział Sandy. Otworzył swój plecak i wyjął z niej zwykłą, papierową łódkę. Ponieważ przez kilka ostatnich dni padało, w drodze do przedszkola dzieci mijały mnóstwo kałuż. Tak i teraz Sandy odnalazł dużą i głęboką kałużę. Podszedł do niej, przyklęknął nisko i położył swoją papierową łódkę na tafli wody. Łódka wolno, pchana przez wiatr przepłynęła na drugi koniec kałuży.

RYS.: MAKS GUCWA

— Moja łódź potrafi płynąć nawet po kałuży. Twoja jest ciężka i zatonie. — wyjaśnił mu Sandy, po czym schował swą papierową łódkę na powrót do plecaka i pobiegł w stronę przedszkola. Tym razem Petowi zrobiło się przykro.

— Nie lubię już mojej łodzi. Nie będzie pływać.

Pete zaczął płakać. Nagle poczuł na ramieniu rękę Radżu, starszego brata Sandiego, który odprowadzał młodszego brata dzisiejszego dnia do przedszkola.

— Dlaczego płaczesz, Pete? Stało się coś? Wow, jaka piękna łódź. — pochwalił Radżu chłopca.

— Wcale nie, nie potrafi pływać po wodzie. Jest za ciężka. Nie to, co łódka Sandiego. — zaczął żałośnie, po czym w skrócie opowiedział Radżu całą historię.

— Zachowałeś się jak pewien paw, Pete.

— Paw? — zapytał zaskoczony chłopiec.

— Tak. Paw, który obraził żurawia.

— Możesz Radżu opowiedzieć tę historię? — poprosił chłopiec.

— Dobrze, wystarczy nam czasu. — zgodził się Radżu.

RYS.: MAGDALENA HAŁĘZA

— Nad jeziorem, głęboko w lesie żył pewien paw. Pewnego dnia, podszedł do tafli jeziora, aby napić się wody, gdy podpłynął do niego łabędź, aby się z nim przywitać.

< Witaj pawiu.>

<Och dzień dobry, łabędziu. Myślę, że będzie padać. Nie zechciałbyś zatańczyć ze mną?> zapytał paw, który uwielbiał tańczyć w deszczu.

<Zatańczyć? Och nie, muszę już wracać do domu.> odrzekł łabędź.

<Ależ wymyśliłeś wymówkę. Wiem, że nie potrafisz tańczyć, biedny ptaku.> orzekł paw z wyższością i odszedł. Nawet nie zauważył jak zranił łabędzia swoimi słowami.

RYS. MAGDALENA HAŁĘZA

Paw przemierzał majestatycznie dalej las w poszukiwaniu ptaka, który zechciałby z nim zatańczyć. Był dumny z siebie i swojego pięknie ubarwionego ogona.

Wiedział, że jest królem ptaków. Nagle dostrzegł słowika idącego po drugiej stronie ścieżki.

<A ty nie chcesz ze mną zatańczyć?> zapytał paw słowika.

<Nie, pawiu.> zabrzmiała krótka odpowiedź.

<Ha ha ha.> zaśmiał się paw. < I tak wiem, że nie umiesz tańczyć biedny, mały ptaszku. >

Słowik odleciał zraniony słowami pawia a ten, nieświadomy niczego, dalej przemierzał las w poszukiwaniu partnera do swojego deszczowego tańca.

<Hej żurawiu, witaj. Zatańczymy w deszczu?> zawołał do zbliżającego się ku niemu żurawia.

<Dzień dobry, pawiu. Jak się masz?> spytał żuraw uprzejmie.

<Bardzo dobrze. Będzie padać i chciałbym zatańczyć w deszczu. Zatańczysz ze mną żurawiu?> ponowił prośbę paw.

<Zatańczyć? Ale ja się śpieszę, pawiu.> odparł żuraw.

<Ha ha ha. > zaśmiał się paw. < I tak wiem, że nie umiesz tańczyć i wymawiasz się tylko, biedny ptaku.> roześmiał się paw pełną piersią. Żuraw zdziwił się.

<Co masz na myśli, pawiu?>

<Jesteś biednym ptakiem, bo nie umiesz tańczyć. Nie jesteś tak kolorowy jak ja i nie masz takiego pięknego ogona. Spójrz na mnie. Jestem królem ptaków.> powiedział dumnie paw i zatrząsł swym barwnym jak tęcza ogonem.

<Mam najpiękniejsze pióra na świecie, jak prawdziwy król.> pysznił się dalej paw, prezentując swój imponujący, kolorowy ogon.

RYS. JULIAN STANISZEWSKI

<Masz piękne pióra, pawiu ale nie powinieneś ranić uczuć innych ptaków w ten sposób.> upomniał go żuraw.

<Co masz ty, że mnie pouczasz, biedny ptaku?> zapytał paw żurawia z wyższością.

Żuraw bez namysłu odpowiedział.

<Mogę wznieść się wysoko, pośród chmury, a mój śpiew może dotrzeć aż do gwiazd. Ty natomiast przechadzasz się tu w dole, napuszony niczym kogut w kurniku. Same piękne pióra nie uczynią z ciebie ptaka. Żegnaj, pawiu.> Po tych słowach żuraw rozpostarł swoje różowobiałe skrzydła i odleciał. — zakończył Radżu swą opowieść.

— Jak widzisz, nie można się przechwalać, wywyższać i krytykować innych. Same piękne pióra nie uczynią ptaka, pięknym i prawdziwym ptakiem.

— To była bardzo ładna opowieść, Radżu. Dziękuję. — Pete opuścił nisko głowę.

— Muszę przeprosić Sandiego. Nie powinienem naśmiewać się z jego łodzi. Przepraszam. — przyznał Pete.

Radżu uśmiechnął się ciepło do chłopca, pogłaskał go po czuprynie i powiedział.

— Jesteś bardzo mądrym i grzecznym chłopcem, Pete. Pamietaj, Bóg uczynił każdego bardzo wyjątkowym i obdarzył niezwykłymi cechami. Dlatego nie należy się z nikim porównywać ani z nikogo naśmiewać.

— Zawsze będę o tym pamiętał, Radżu. Dziekuję. Pobiegnę teraz i dogonię Sandiego, żeby go przeprosić. Pa. — pożegnał się Pete i popędził za przyjacielem do przedszkola. W przedszkolu przekonał się, ze wszystkie dzieci zrobiły piękne łodzie. Każda z nich była wyjątkowa i otrzymała od nauczyciela wyróżnienie.

RYS. MAKSYMILIAN GUCWA


RYS.: WIKTORIA HUSZNO

2. Bajka odwóch przyjaciołach i niedźwiedziu

Dzieci jak co dzień w tygodniu, spotykały się w przedszkolu. Tak i teraz w szatni i w korytarzu było tłoczno i wesoło. Rodzice wymieniali uśmiechnięci „dzień dobry” między sobą. Dzieci również witały się radośnie ze sobą i nauczycielami. Na ławce w szatni siedział Pete i coś liczył na palcach w skupieniu. Podeszli do niego Sandy i jego starszy brat. Radżu bardzo często odprowadzał Sandiego do przedszkola.

— Jeden z placu zabaw. Trzech chłopców z przedszkola. Cztery dziewczynki z przedszkola. Jeden starszy brat przyjaciela z przedszkola…

— Cześć Pete. Co robisz? — zapytał Sandy po czym usiadł na ławce obok i zaczął ściągać obuwie, aby zamienić je na kapcie.

— Cześć Sandy, cześć Radżu. Liczę ilu mam przyjaciół.

— Ja nigdy nie liczyłem ilu mam przyjaciół. — przyznał Sandy.

— Znam bardzo wiele osób w przedszkolu ale nie wszyscy są moimi przyjaciółmi. — Zastanowił się Sandy.

— Ja też znam każdego w przedszkolu i też nie każdy jest moim przyjacielem. — Pete próbował wrócił do liczenia, kiedy Sandy zapytał go.

— To ilu w końcu masz tych przyjaciół?

Pete wzruszył ramionami i odpowiedział pytaniem.

— Nie wiem. A kto to jest przyjaciel? Radżu, ty jesteś naszym przyjacielem?

— Tak, Pete. Jestem waszym przyjacielem. — potwierdził Radżu z ciepłym uśmiechem na ustach.

— A kto to jest przyjaciel? — zapytał Sandy.

— Cóż, każdy może być twoim przyjacielem, jednak prawdziwych przyjaciół rozpoznamy w potrzebie. — odpowiedział Radżu.

— Co to znaczy, proszę wyjaśnij nam. — prosił Pete, jednak wszystkie dzieci, które właśnie się przebierały, otoczyły Radżu i z ciekawością przysłuchiwały się ich rozmowie.

— Wyjaśnię wam to na pewnym przykładzie. Dawno, dawno temu, w pewnej wiosce żyło dwóch mężczyzn. Piekarz i rolnik niemal od dziecka się ze sobą przyjaźnili. Piekarz zawsze potrzebował dużo drew do pieca w swojej piekarni, a rolnik zawsze pomagał mu je zbierać i ciąć. Tak i tego dnia postanowili obaj wybrać się do lasu, aby nazbierać drew dla piekarza.

<Och rolniku, jesteś moim najlepszym przyjacielem. Zawsze mi pomagasz. Kiedy i ja mógłbym ci się odwdzięczyć? Pamiętaj, zawsze możesz na mnie liczyć, w każdej sytuacji.> Rolnik pokiwał głową i potwierdził.

<Wiem, piekarzu. Dziękuję. Na pewno w biedzie mi pomożesz. Jestem szczęśliwy, że mam takiego przyjaciela.> dopowiedział rolnik.

Mężczyźni szli jeszcze przez chwilę, aż nagle struchleli. Prosto na nich szedł ogromny, dziki niedźwiedź.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 2.93
drukowana A5
za 13.52
drukowana A5
kolorowa
za 34.65