E-book
13.65
drukowana A5
37.39
drukowana A5
Kolorowa
61.4
Notatki z Wiecznej Migracji. Tom III.

Bezpłatny fragment - Notatki z Wiecznej Migracji. Tom III.

Szkice i podróże w Sacrum : Profanum


Objętość:
163 str.
ISBN:
978-83-8221-908-1
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 37.39
drukowana A5
Kolorowa
za 61.4
W niepodzielnym wszechświecie tworzymy jedynie kategorie, jednak przez kategorie wyodrębnione z całości, świat w pełni zrozumieć nie sposób.


Metafizyka, fizyka i logika pozwalają na analogię: Świat transcendentny, świat natury, świat rozsądku są odpowiednio: prawdą, obrazem i ich cieniem.


— Giordano Bruno (1548—1600 n.e.), Spaccio della bestia trionfante

Boskość nie przeczy naturze.


— Porfiriusz Malchus (234—305 n.e.), Adversus Christianos

W Guoyu (Dyskurs o państwach) czytamy: “W starych czasach, Bogowie zstępowali w tych, których duch był skoncentrowany, którzy byli gotowi i zrównoważeni, którzy wiedzieli jak się wznosić, a także jak zstępować, aby czynić porównania. Ich świętość jaśniała poza naszymi granicami, ich wizja iluminowała ważkie sprawy, których słyszenie (niebios) przenikało ich istotę. Mężczyźni tego typu nazywani byli Xi, kobiety — Wu. Wiedzieli jak zarządząć porządkiem hierarchii, a także znali oni miejsca Bogów, wiedzieli jak przygotować świątynne ołtarze, wotywne przedmioty, a także o ofiarach pośród pór roku. Tak wielka była wiedza szamanów (Wu), a także inwokatorów (Zhu) o Bogach, że z łatwością znali prawa niebios. Dlatego też święci królowie składali im hołd. Lecz dzisiejsi szamani są kompletnie zaciemnieni: Gdzież jest ich rozjaśniająca inteligencja? Jakimi prawami się kierują? Bogowie już nie zstępują w świat ludzi. Ludzie, zgubieni, oczarowani przez zagubione duchy, daimoniony, zbierają tylko dobra materialne, myśląc że są sprytniejsi niż bogowie i ludzie, w istocie przyczyniając się do wygaszenia Drogi. Jakże okropne!


— fragment znaleziony z Zhouli (Ryty Zhou), spisane przez Zheng Xuana (127—200 n.e.) w Guoyu (Dyskurs o Państwach), który jest kolekcją anegdot i dyskursów, głównie pomiędzy władcami a ministrami, z czasów Wiosny i Jesieni (770 p.n.e — 5 w.p.n.e). Wcześniej uważano Zuo Qiuming (około 500) za autora kolekcji, jak również Zuozhuana, jako równoległa tradycja i komentarz do konfucjańskiego klasyka “Kronikach Wiosny i Jesieni”. Jego autorstwo Guoyu jest podważane.
w Fu-shin Lin, “Obraz i status szamanów w starożytnych Chinach w Lagerwey, John, and Marc Kalinowski. 2009. Early Chinese religion. Leiden: Brill, p.397


“Każdy fragment, lub część natury jest tylko przybliżeniem całkowitej prawdy, lub tzw. całkowitej prawdy na tyle, na ile ją znamy. W rzeczy samej, wszystko co wiemy jest pewnym przybliżeniem, ponieważ wiemy, że nie znamy wszystkich jej praw. Zatem, należy się uczyć, a także oduczać stale, aby nieustannie poprawiać stan naszej wiedzy”

— Robert Feynman, Wykład z Fizyki, Tom I.

O filozoficznym słońcu: “Bóg (Apollo) posiada kilka tytułów podług Ammoniusa; jest on “Pytyjski”, jako kwerent, dla tych filozofów-badaczy, którzy rozpoczynają naukę, jest on “Deliański”, jako czysty, zrozumiały, przejrzysty, dla tych którzy opanowali w pewnym stopniu narzędzia filozoficzne, jest on “Fanaioński”, jako ten co odkrywa, rozświetla, dla tych którzy intuicyjnie chwytają w lot z pozoru sekretne sprawy, natomiast dla tych dla których część prawdy staje się jasna, wobec której są oddani, jest on “Ismeniański”, czyli wiedzący, następnie staje się on “Leshenenoriański”, lub konwersacyjny dla ludzi którzy czerpią przyjemność z konwersacji, filozoficznej wymiany zdań.

— Parafraza “E” w Delfach, Moralia Plutarcha.

W istocie gramy w wybitnie trudną zabawę idei, wyposażeni w narzędzia do geometrii hermetycznej, każda z nich rozbrzmiewa w swej filigranowej konstrukcji, płochej jak podmuch wiatru, lub dosadnej jak rozbrzmiewający tartar, konstruujemy misterną sieć myśli, szkic architektur naszych świątyń. Wymaga to wprawnej dłoni dzierżącej dłuto, rzeźbiąc w sobie, lotnego umysłu, wsparcia geniuszu i muz sfer, aby internalizować te doniosłe sprawy, przerzucając pomost między wyobrażeniem a praktyką, między praktyką a efektem. Tym samym nakreślamy tą matematyką teologii świątynie naszego działania, jest to forma duchowej alchemii, w której szukamy kluczy doskonałości, aby choć na chwilę przybliżyć się do sekretów kosmicznych. Całość filozofii sprowadza się do tych rzeczy — poszukiwania mądrości, procesu odkrywania realizacji, w nadziei wznosząc się ponad thanatosa, tamas, w sile rozumnego działania obejmując świat i nas samych — małych, wygnanych bogów, co zrodzeni z matki natury pragną powrócić na łono rozgwieżdżonych niebios do swych rodzin.

Nie postrzegaj żadnej historii jak człowiek nieobyty, choć wielu chciałoby patrzeć zbyt fundamentalnie, nazbyt krygująco, odrzucając wszystko, lub we wszystko wierząc. Język ma swoje funkcje, dla autora ma one przeważnie jedną, najważniejszą funkcję: redukowania wzorców żywych, dynamicznych idei, a także doświadczeń do poziomu komunikacji, przekazywalności, zaprzęgając wszystkie inne funkcje w tym jednym konkretnym celu. Postrzegajmy, o ile jest to możliwe, każdy wątek mitopoetycznych warstw jako rektyfikowaną kategorię narracji, jednak nigdy prawdy, inaczej staniemy się więziennikami wierzenia. Kiedykolwiek w szczerości sakralizujemy mitopoetykę meta-narracji, ontologii symboli, nie patrzymy już za tekst, przez tekst, pomiędzy liniami metafor, doświadczeń, realizacji, lub prostej szczerości, ale patrzymy w projekcję umysłu danej osoby, a także w ideę której cyrkulacja łączy umysły w inter-subiektywny sposób, wspólnie wspierając się w zrozumieniu pewnych zinterpretowanych fenomenów.

Tam, gdzie łączy się ono w epitalamium ze znakami i wyobrażeniami boskości jest punkt wymiany między horyzontalnym obiegiem idei między ludźmi, a spoleniem z wertykalnymi ideami platońskimi. W tym ujęciu profanum jest płaskie, znane, horyzontalne, jako przekrój przez środek sfery, natomiast sakralność jest przestrzenna w nadirze i zenicie, perycentrum i apocentrum. Granicą świętości jest oś i orbita sfery, jej centrum jest wewnętrzną świątynią. Im bliżej do centrum tym więcej znanych spraw, okalają one człowieka, jednak samo centrum jest tak samo niepojęte jak najdalsze zakątki mistycznej sfery. „Świat w istocie jest pełen bogów”, są w jego pełni, wyłaniają się z apeironu, pochodząc z substancji świata, są w świecie i ze świata, za apoftegmą Anaksymandra. W helleńskiej teologii świat podobnie jak w hinduskiej jest w ciągłym wyłanianiu się: Idappaccayatā jest współwarunkowaniem współwyłaniającego się istnienia, „kiedy pojawia się to, wyłania się tamto” w zróżnicowanym terytorium fenomenów. W odróżnieniu od teologii abrahamicznych świat boski nie jest usunięty poza ramę tego świata, lecz współistnieje na transcendentnych poziomach przenikając wszystko. Należałoby tu nawiązać, za Wernerem Jaegerem że w świecie Europy, to proto-Hellenizm był uniwersalistyczny na długo przed koncepcjami abrahamicznymi, które sformułowały tą ideę nie wcześniej niż w 6 w.p.n.e

Bogowie, jak wierzę, widzą inaczej — ich percepcja nie jest taka jak ludzi, którzy mylą swoje projekcje z obrazem świata utrwalając je jako absolutne. Ten czyn wynaturzył by ich naukę, podmieniając na wieczne podróże śmiertelnych umysłów. Ich instancja widzenia jest obiektywna, wyzbyta z subiektywnych perspektyw. Podobnie, widzieć przyczynowość z wglądem, to nie myśleć jak człowiek niedoświadczony który denerwuje się na pionki na szachownicy, gdy zostaną zbite, bo nie przewidział jednego ruchu, wyrzucając jego pozorną kompozycję charakteru w nicość niczym czcze złudzenie. Człowiek aspirujący do mądrości widzi przyczynowość świata we wszystkich porach roku, jednak zmienia się jak mistrz szachownicy. Zna reguły gry, zna strategię i taktykę perspektywy, widzenia i działania, widzi konsekwencje swoich ruchów, obserwuje ruchy świata, poszczególnie, całościowo, szczegółowo, ogólnie, stawia hipotezy, rozwiązuje je indukcyjnie-dedukcyjnie. Jednak tym samym nie traci teraźniejszości z oczu, uchwycony zaskoczeniem, ani przeszłości, aby właściwie wyprowadzić przyszłe ruchy, obserwując je uważnie. Intuicyjnie zna przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, wykraczając poza czas. Tym samym widzi ruch wydarzeń, rozbłyski wzorców, harmonijnie postrzegając całość, poruszając się bezwiednie poprzez wszystko, a jednak pełen wiedzy — o tym wszystkim co niezbędne w danym czasie.

Kiedykolwiek straci swoją sztukę, jego świat zapada się w bzdury, iluminacja niknie, goni za małymi sprawami jakby był zaślepiony, widząc jedynie cel swojej gonitwy przed sobą, lub bezmyślnie omotany tym, co zniewoliło jego umysł w danej chwili. Koniecznym jest aby Ci, którzy chcieliby aby ich myśli były jako sokoły, podobne Bogom, o umysłach ekspansywnych, nieosłabionych przez małe rzeczy, wyćwiczyli sobie zdolność widzenia tak, aby wszystko płynnie wkomponowywało się w wielki świat. Ciągle zatem witają wielkie, a także małe rzeczy, splecione razem w odpowiedniej proporcji percepcji, wyważonej złotym środkiem aby poszukiwać tych kwestii, które są ustalone jako wartościowe. Są bogowie rzeczy małych, to oczywiste, nie należy nimi gardzić. Jednak oby rzeczy małe nie stały się pasożytami które odwodzą nas od rzeczy wielkich, kiedy estetyka pięknego momentu, oby wytrwałość róży nie stała się obsesją ogrodnika.

To, wyrzucamy z naszych umysłów jest tym samym, czym jesteśmy w danym momencie. Jest to nasza prawdziwa natura, konstytucja, kompozycja. Zmieniamy się odpowiednio i współmiernie do substancji naszej natury, charakteru — prawda, obyśmy zmieniali się na lepsze, póki jest w czym rzeźbić, a praca życia przecież polega głównie na tej alchemii, afirmacji życia! Alchemia duchowa jest niejako komplementarna z alchemią natur, niekiedy jednak niestety rzadko tożsama! Ta pierwsza wymaga akesis, czyli zaangażowanych ćwiczeń psychagogicznych, transmutacyjnych, teurgicznych, ta druga dotyczy higieny psychicznej i therapeion, domykając okręg, dopełnia człowieka.

Poruszając się wśród anomalii, dziwnych wydarzeń, jakże nie natchnąć świata poetyką, estetyczną grą. Gdy inni pływają na powierzchni, śmiałkowie zanurzają się w głębiny, aby wystrzelić w przestrzeń nieznaną ponad wodami niezmierzonemi. Odwagi, czelności! Ten świat dla nieustraszonych, gdzie inni ledwo postawili jeden krok, niektórzy z nas przemierzali pustynie, aby dojść do oaz dziwnych, tam gdzie boskość styka się ze światem, tam gdzie chaos triumfuje, a my, proch marny, stoimy jak królowie nad tym światem, dopóki nie zmiecie nas czas, a wiek stary, triumfując geniuszem — duchem niezwyciężonym!

Mistrzu, coś upadł w pył, nie dane Ci odejść ze świata którego w sobie nie pokonałeś, choć wykończony u kresu, jeśliś się zawiódł w mistrzostwie, będziesz trwał! W ciężarze powagi stój na straży losów, zwolniony będziesz patrząc na głupców, dopiero gdy dopełnisz obietnice dane Rei, czas a przeznaczenia, losy a wątki Moir zwolnią cię z jarzma, gdy jak Atlas zrzucisz z siebie klątwę — tam znajdziesz odpoczynek. Głupcy! Wyobrażają sobie że ominą cierpienie istnienia, bawiąc się życiem, piekła istnienia dla nich, nie pokonując siebie, jakże wyobrażają sobie drogę do wolności? Nieważne kogo obwiniasz, w dybach czasu egzystencji, silniejsze prawa rządzą więzieniem, a wolnością, jak ukryte prawa co niemiłosierne są! Lepiej stać na straży czasu, czy ignorantem więziennym być, co nie mądrzeje z kolejnym życiem, raz w fortunach cierpiąc ból, a raz wznosząc okrzyki radości! Profundia zamyka się w zrozumieniu, łańcuchy cnót złote czy stali okropnej, nieważne! Wznieś się ponad to! Pamiętaj! Być jak mędrzec pancernym w stal, brzemiennym w koncentrację, powagę, jednakże dziecięciem lekkim jak pióro i radosnym być — w tym jest cel!

Czyim zrządzeniem zatem mężczyzna, kobieta, nie może sięgnąć wybitności? Czy to przez nieporozumienie, zwiedzenie, przeciw światłu inteligencji i rozsądku co nagle podnosi zasłony ilumując błyskotliwym zrozumieniem, a gdy to się stanie głodni są racjonalnego piękna w zmysłach, umysłach, duszach i sercach, jakby wyzwoleni z błota, wszystkich sztyletów wbitych w ich plecy z którymi nauczyli się trwać, nauczeni zagryzać zęby nigdy nie zrywając pęt? Wszystek! Wszystko co było windoktrynowane w nich od najwcześniejszych lat, iż nie mogli inaczej uciec niż poprzez odsunięcie się od idei teraźniejszych, co nie toleruje esencjonalnych wysokolotnych świetności.

Społeczeństwo, co ma swą ignorancję, strach, winę i moralizowanie wbudowane w fundamenty. Starczy! Nasiono geniuszu odniesione do sił duszy świata, musi oddychać mocą nieskrępowanej wolności, bezceremonialnej odwagi, bezczelnej szlachetności! Aby mogło rosnąć, rozkwitać wpierw nieśmiało, następnie stawiając pierwsze kroki na moście Tyche, później wybierając na pitagorejskim rozwidleniu, którą z dróg obierze — te komfortu, uwodzącego bezpieczeństwa, czy te nieprzetarte, heroiczne drogi, co były wprawdzie obrane przez wielu wcześniej, lecz są brukowane, odkrywane na nowo z każdą kolejną generacją. Tylko Bogowie pozostają nieuciszeni, uczą potężną ciszą zapładniając intelekty poruszeniami geniuszu, wspomagani przez błyskotliwość, wyższość mistrzów i mistrzyń, myriad istnień-nauczycieli, karmiąc, pojąc nektarem idei. Nawołują nas, aby wznieść nas na swe trony, aby nas ukoronować wieńcami laurowymi, pocieszeniem Gwiazd co tęsknotą wołają za ludzką rasą, gdy ta zapomniała o powołaniu, wezwaniu, pragnąc jedynie złudzeń, uwiedzionych przez iluzje wielkiej intoksykacji nieskończonych a trywialnych pogoni za fantomami co żądzą ludźmi.

Z wielości Jeden

Inwokacja Jowisza Chaldejskiego

Skomponowana na podstawie źródła „Marduk i demony”, Inkantacje z późnego okresu (1000 p.n.e-100 p.n.e.) w Foster, Benjamin Read. 2005. Przed muzami: Antologia literatury Akkadyjskiej. Bethesda (Md.): CDL Press.


Lugaldimmerankia, niechże Twój łuk zawsze trafia do celu, Wyniesiony w niebiosach, Asalluhi, Którego rytuał jest uwieczniony
Który tocząc bitwę i starcia zwycięża
Którego furia okiełznała Tiamat
Który został zrodzony w pałacu Eunir jako syn Ea, Boga otchłannej mądrości
Który jaśniejąc w furii, jest książęcym wieszczem Bogów
Który odmierza głębię dalekich niebios
Który zna dno otchłannej rzeki umarłych
Którego wołają morza nieskończonego światła nad nami
Którego Laguda gloryfikuje w oceanach pod światem
Który jest spoiwem wszystkiego, pierworodny Mami
Który pokonuje tego, co czyni zło
Który jest znany Bogom dalekich gwiazd
Który jest żywicielem wielości ludzi
Który pokonuje wszelkie zło
Który jest generałem sklepienia niebieskiego
Którego szatami jest ognista jasność, pełna terroru
Który nosi koronę obłożoną boskim splendorem zachwytu
Który karmi głodnych, ratuje słabych
Który ustanawia biegi rzek, podtrzymując życie
Który postrzega decyzje do podjęcia i osądza
Który interpretuje pisma, niszcząc złych. Który baczy na wszelkie ludzkie słowo
Którego jasność iluminuje ziemie
Którego majestat kruszy ściany z diamentów. Którego mądrość, doświadczenie jest ekscelencją w zrozumieniu
Którego broń jest jak rozwścieczony tumult powodzi
Który wypala wroga i zło
Którego słowa są jak góry przeznaczeń
Który jak słońce, przemierza światy
Który odwraca pomówienia, oszczerstwa, bohater prawdy
Który oczyszcza dobro i zło w próbie pierwiastka wody
Który silny, mocarny, ognisty, jest przykładem panowania
Który zachwytem swego oblicza odwraca każde zło w niwecz
Który poddaje inspekcji chtoniczne wody, architekt planów
Który oddaje łąki pastewne i studnie, który daje obfitość
Który komendą wycofuje atak plagi
Którego boskość jest wszędzie najwyższa
Który prowadzi swych ludzi jak matka i ojciec
Którego serca nie znają nawet wielcy bogowie. Który niszczy chorobę, gromiąc demony
Który ognisty, smaga jak potężny sztorm

Lugaldimmerankia, niechże niezmierzone Twe atrybuty jako manifestacja kosmicznego porządku iluminują strzały mistrzów i mistrzyń, które niechybnie zawsze trafią do celu w afirmacji życia, obezwładnią niepomyślności światów generacyjnych, a wzniosą się do nieboskłonu, niepokonani jako pokolenia triumfatorów władczych nad tym, co ich pokonało, lojalni wobec tych smoczych tronów Sumeru, co wyniosły ich na trony gwiazd.

Statek głupców

Metabolizm Pojęć

Poruszając się przez dynamikę snucia dowolnej treści, ciężko nie wychwycić głębszych struktur, które są ich rusztowaniem, szkieletem. W interpretacji treści, świadomy odbiorca potrafi angażować się w dekonstrukcję zamierzeń autora, a autor, o ile jest świadomy swoich działań, angażuje się w metaretorykę kształtowania tej treści. Na tym polega flirt w narracji, jak w subtelnej erotyce jest tu pełno niedopowiedzeń.

Punktem wyjściowym jest motywacja, przyobleczona w formę medialną, która w ten sposób zarządza narracją, aby pogłębić, a także doprecyzować tkankę esencji zamierzeń.

Oznacza to tyle samo, co poruszanie się w świecie ideacyjnym, który jest zredukowany do medium przekazu, aby psychagogicznie nakierować umysł, emocje, duszę użytkownika tej treści na domknięty, zamierzony cel, który nie tyle przekazuje samą treść, ale poruszenia ponad tekstem, dotykając zaangażowanego czytelnika muśnięciem skrzydeł. O ile metaretoryka poruszy coś w zindywidualizowanym odbiorze w ustalony sposób, o tyle wymierny jest sukces tekstu. Posiłkowałem się kiedyś tego typu myśleniem, aby rozpatrzyć pięć koncepcji, na poziomie definicyjnym, głębokim, a także metabolicznym w transakcjach idei. Są to jedynie przykłady: Tak zatem wiedza została zinterpretowana jako informacja nasączona danymi uporządkowana w strukturalne biblioteki, na meta-poziomie jako informacja zawarta w każdej formie metamorfoz energii. Tak zatem doświadczenie zostało zinterpretowane jako subiektywne masy krytyczne, które umożliwiały absorpcję wiedzy praktycznej, a na meta-poziomie oznacza sumę skodyfikowanych doświadczeń, lub sprawczej informacji wobec pewnego systemu. Tak zatem postrzeganie zinterpretowałem jako sposób w jaki doświadczenie jest soczewkowane przez umysł, a na głębokim poziomie uskoki wzorców wobec siebie w pewnym modalnym układzie odniesień. Tak zatem myśl zdefiniowałem jako konstrukcję wzorców i konstelacji struktur we wzorach, a na głębokim poziomie jako różnice między stanami doświadczenia, postrzegania, a wiedzy. Tak zatem pamięć zdefiniowałem jako magazyn wiedzy stanów doświadczeń w odniesieniu do stanów postrzegania, a na meta-poziomie jako archiwum wszystkich potencjalnych stanów. Wyobraźnię natomiast rozumiem jako zdolność do manipulacji bibliotekami poza ich stałymi ograniczeniami, na meta-poziomie natomiast jest to wolność zmiany, modyfikacji danych, a także jej możliwych stanów w sieci z jednej ambiwalencji w drugą w stałych metamorfozach. Ostatnim elementem w tym modelu jest estetyka, którą rozumiem jako zdolność do kształtowania, wyczuwania znaczących systemów danych w subiektywnie przyjemnych wzorcach, na meta-poziomie są to momenta zmiany między super-symetrią a chaosem które są entropicznie odpowiadające faktycznej dynamice danego systemu. Aby dobudować kolejne piętro, piękno można zdefiniować jako aspekt idei całkowitej ekspresji pryncypium najwyższych światów w zachwycie immanentyzacji najdoskonalszych, obiektywnych eksponentów głębokich praw świata w jego ciągłej manifestacji.

Model ten jest instrumentalny, jak zabawka która próbuje zilustrować przykładową geometrię myśli, a także jej kodyfikacji, natomiast sama konstrukcja struktury metabolizmu idei w użytkowniku jest przydatnym narzędziem, aby dekonstruować gotową formę przekazu w świadomy sposób. Pamiętając o tym, że akt dekonstrukcji jest ograniczony przez ustawienia psychiczne jednostki dekonstruującej, jej pole widzenia i aparat doświadczalności, a kierunek re-konstrukcji jest równie uzależniony od jej ustawień psychicznych, motywów, pragnień, celów, ten, podlega projekcji procesu psychomorficznego podczas tej operacji.

Ilustracja ma na celu uświadomić teraźniejszym, a także przyszłym operatorom magii, iż w rzeczywistości tkają pseudo-solipsystyczną wizję która aby być efektywna, musi być inter-subiektywna nie tylko z ludzkimi aktorami, ale także światami inteligencji duchowych, aby komunikacja, przekazywanie intencji było skuteczne.

Trening postrzegania w taki sposób jest wyjątkowo ciężkim zadaniem, bo jest przeciwintuicyjny, tj. przeczy najbliższemu punktowi spoczynku, lub zasadzie przyjemności, ale po to podejmuje się wysiłek w ćwiczeniach, aby przełamać impas, a także podtrzymać stan meta-postrzegania, lub przynajmniej wracać do niego w chwilach, które tego wymagają, po uprzednim treningu.

Niektóre doświadczenia szczytowe, podobnie: ekstaza, śmiech, zachwyt nie trwają wiecznie, są jedynie tymczasowym stanem. Gdy są one stricte powiązane z przeżyciami biopsychologicznymi, są zawiązaniem psychologicznych funkcji człowieka, gdy mają funkcję sakralną, a także istotnie esencjonalną, skuteczną — tymczasowo nawiązują tajną nić kontaktu z siłami, które niezapomniane utrwalają personalny rytuał, wskazują ku personalistycznej religii, jej hermeneuin (granicy) indywidualnego pijaństwa fuzji podmiotu, człowieka jako katalizatora boskości “ze świata, przez świat” na miarę człowieka w akcie zespolenia.

W trzecim tomie książki oferuję podobne gry interpretacyjno-narracyjne, jak w poprzednich, które kodowane, a także szyfrowane starają się być jednocześnie oczywiste, jak i utajnione. Niekiedy jestem zadowolony z zamierzonego efektu, niekiedy parę rzeczy bym poprawił. W żadnym z tych przypadków nie zamierzam podmieniać wizji innych na własną, co najwyżej pełnić rolę palca wskazującego na księżyc, być psem gończym i lunarnym zającem Artemis-Hekate, jej wiernym drakonem. Licząc na czytelnika, a także klucze w jego mentalnym kontinuum które są zawarte w myślokształtach podczas zaangażowanego czytania, pragnąłbym aby ta forma mitopoetyki stała się rzeczywistym misterium, pełniące funkcje psychagogiczne, choćby w zamaskowanej formie — aby prowadziła ona do sukcesu przybliżenia się do spraw które są nieprzekazywalnymi a doświadczalnymi niunsami, imponderabiliami, pewną realizacją — choćby w najmniejszym możliwym stopniu.

Lira Orfeusza

Garść zachowanych wersów na podstawie papirusu z Derweni, zinterpretowanych współcześnie na podstawie
Janko, R. (2001). The Derveni Papyrus (“Diagoras of Melos, Apopyrgizontes Logoi?”): A New Translation. Classical Philology, 96(1), 1–32.

Erynie, co jak demony, dusze zmarłych, pod wpływem klątwy cienia niszczą ludzi i ich potomków, znajdują ukojenie w ofiarach libacyjnych, a odpoczynek w harmonii muzyki. Z każdej Erynii rodzi się demon, a ich słudzy to nikczemni ludzie ukarani okrutną pośmiercią. Czy świat nie jest urządzony w taki sposób, w którym wyroki przeznaczeń są zaakceptowane? Erynie jednakże pilnują sprawiedliwości, a ten co ją przekroczy ściąga na siebie gniew światów chtonicznych.

Spytaj wyroczni jak wielkie terrory są pośmiertnie udziałem nieszczęśników! Jakże terror może się obrócić przeciwko nim, gdy nie dają wiary ani wizjom, ani ostrzeżeniom, ani snom, ku przestrodze! Opętani błędem, przywarą i przyjemnością, nie uczą się, ani nie wierzą, nie chcąc zrozumieć swoich błędów. Niewiara i ignorancja jest tem samym! Bez nauk, jakże mają wierzyć? Inicjaci Orficcy wznosząc modły, poświęcali święte podarki aby udobruchać te czarne dusze. Mag składa ofiarę, jakby płacił krwią, libacjami z wody i mleka, poświęconymi napojami, konsekrowanymi ciastkami, które symbolizują dusze. Orfeusz skomponował hymn, co opowiada o godnych i dozwolonych rzeczach, alegorycznych w kompozycji misteryjnej. Dziwna ta, zagadkowa kompozycja jest święta w szaradach, które zawiera ważne rzeczy.

Orfeusz powiada: „zamknijcie drzwi” uszu, a oznacza to że misteria są dla tych, co są w stanie zrozumieć czystym słyszeniem, „Ci, którzy zrodzili się z Zeusa, wielkiego króla”, wziął on od swego Ojca przewidzianą władzę, wzmocnił swą niebiańską armię, swe szeregi, swego boskiego daimona, co był jego siłą. Siła Zeusa jest pochodną siłą, pochodzi od daimoniona jego ojca, podobnie jak ogień co miesza się z innymi pierwiastkami podlegającymi metamorfozie, Zeus jest tym, co jako architekt stabilizuje pierwiastki, tym samym co demiurg dodekahedronu. Noc kosmiczna to nieśmiertelna żywicielka Bogów, jest ona wykładnią wszelkich rzeczy, w tym otchłań jest świętą inicjacją, jaskinią nektaru prowadzącą do żywego, boskiego ognia.

Mistrz Orfeusz nauczał słowami, bowiem nauczanie jest w istocie mówieniem, jest tym samym, bowiem mądra mowa „mówi wieloma”, a zatem „naucza wielu rzeczy”. To, co z ognia, ożywiane przez boski ogień i wypalane jest schładzane, stabilizowane przez noc i utrwalone w tenże sposób, tak jak moc jest domknięta w formie. Nyx jest osądem głębi, wewnętrzną świątynią otchłani, ponieważ nie ustanawia jak światłość, lecz moc światłości w ruchu jest stabilizowana przez formę Nyx, jako ten sam punkt. Gdy wieszczki, wieszczowie mówią, dają przepowiednie, ta natomiast jest tym samym, co „wystarczalność”, tak zatem należy ją rozumieć, jako pełną wykładnię, którą należy pojąć jako sprawę w pełni. Jeżeli bóstwo przepowiada przez kapłankę, każdy powinien zrozumieć to, co powinien, na tyle na ile powinien, zgodnie z jego, jej inklinacją, na miarę ich zrozumienia lub ignorancji. Orfeusz odkrył w ten sposób, że oprócz rzeczy możliwych do przekazania, są te, które są zbyt subtelne aby je przekazać, a te które są przekazane, mogą być zrozumiane na tyle, na ile pozwala daimon danej osoby.

Tak zatem ośnieżony Olimp pięknie ustanawia rządy. Czymże jest Olimp? Olimp jest tym samym co „czas”, jednak Ci co myślą że jest tym samym co niebiosa, są w błędzie. Niebo Orfeusz nazywa epitetem „szerokie”. Kiedy Zeus usłyszał przepowiednie swojego ojca, Orfeusz, jego prorok odkrywał je przez słowa rozumiane jako połknięcie mocy, sautora, co prokreowała z eterem. Jest to prokreacja kosmiczna, co jest symbolizowana przez słońce. Kronos urodził się na ziemi siłą słońca, stąd pierwiastki były krouesthai, rzucone, spolone ze sobą na mocy słońca.

Co więcej, Orfeusz mówi że był to „ten, kto dokonał wielkiego czynu”, co miał być „Niebiańskim synem Nocy, jako pierwszy król”. Orfeusz nazwał umysł (Nous) Chronosem, poprzez spętanie pierwiastków przeciwko sobie, gdy umysł scalił pierwiastki, rzeczy trwały, egzystowały, kiedy się rozdzieliły, stanęły naprzeciwko siebie. Zatem z wielkiego spolenia, nastała wielka opozycja. Ze słońca, po Kronosie, wziął się Zeus. Władza jego egzystowała przed tym jak stał się królem, była eksponentem miotania rzeczami naprzeciwko innych niczym piorunem, rozdzieleniem ich, tworząc teraźniejszą transmutację, która była stworzona z jednej substancji, a zaowocowała w wielu.

Ze słońca zrodzeni wszyscy nieśmiertelni, błogosławieni bogowie i boginie, a także cały świat ziemski, poczęty z niego. „Zeus urodził się pierwszy, Zeus jaśniejącego pioruna ostatni” — ten wers orficki oznacza iż moc jego była a priori zrodzona, a zaistniał na ostatku. Egzystował zanim rzeczy były nazwane, zanim on był nazwany, był wieczny, a zarazem przedwieczny. Zeus oznacza bowiem „tego, co nie istniał wcześniej”, a zarazem zwą go powietrznym, „Zeusem”, ponieważ eter kosmiczny będzie ostatnim pierwiastkiem na końcu świata, a był też pierwszym, a że wszystkie inne pierwiastki polegają na nim, to jest wyrażany formułą: „Zeus jest głową, Zeus jest centrum, wszystkie rzeczy pochodzą od Zeusa”, tu oddech mocy Orfeusz nazwał losem (Moirai), losy podobnie są wplecione (epiklosai) w pierwiastki i transmutacje, nazywa się też los Zeusem, a także jako wszystek przez jego zasadność.

Kiedy ludzie mówili, że los splótł, oznaczało to, że mądrość Zeusa sankcjonowała to, co egzystuje, to co się stało, a także to, co przestaje istnieć. Wśród niezliczonej ilości władztw, Zeus jest królem, dominuje, przynosząc wszystko razem poprzez całość.

Aby być inicjatem, należy rozumieć ryty, ci co robią zawód z inicjacji są godni pożałowania, bo przekazują wiedzę o czymś, czego sami nie doświadczyli, zobaczyli, usłyszeli, zmarnowali jedynie opłatę za rytuał, będąc pozbawieni jakiegokolwiek osądu i rozeznania. Gdy szarlatani działają, przed odprawieniem rytu, ludzie co chcą być inicjowani spodziewają się mieć wiedzę, po rytuale, są odarci nawet ze swoich oczekiwań, wątpiąc bardziej, aniżeli będąc inicjowanymi.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 37.39
drukowana A5
Kolorowa
za 61.4