E-book
8.19
drukowana A5
32.57
Neuronowy Cerber

Bezpłatny fragment - Neuronowy Cerber

Bohaterska epopeja


Objętość:
201 str.
ISBN:
978-83-8126-743-4
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 32.57

„Disce puer latine, ego faciam te mościpanie” — Stefan Batory

Część pierwsza

Kosmiczne preludium ∞

Zupełnie nie musiało mi się to podobać.

A jednak wszczepy bionicznych receptorów o nieskoordynowanych jeszcze zagadnieniach pozwoliły mi ruszyć się z bezczynności w jaką wprowadziłem się dawką spowalniaczy neuronowych jakoby dla odetchnięcia oraz odpoczynku, byle tylko powstrzymać wciąż lejące się amebicznie projekcje umysłu, garnącego się do samego siebie.

Płód swych narodzin, wyszukujący w łonie Nieskończonego tracone wieczności.

Na nic jednak zdało się owo wyzwolenie, któremu nie podołałem, oraz przez które to niemalże zatraciłem wszelkie funkcje, nie tyle co motoryczne, co leżące w podłożu psyche, otwierającego się na nowe możliwości, a może to jestem ja, który otwieram się sam co bądź zdany na własne rozparcia się tym co zdaje się jest, czy też choćby mogłoby być gdyby tylko… przyjęło się właściwy konstrukt narzucający już niejako cała koherentność i przymierze z właściwymi następstwami, wszelakich okoliczności oraz zabiegów dysponujących już czy też jeszcze nie zdolnościami choćby i osadzania się w priorytetach bezkonsekwentnych wzrostów czy wypuszczeń w odległe wymiary.

Nie musi mieć to jednak znaczenia, dopóki osiągamy, choćby krytyczne kryteria którym epatuje stanowisko wszechwładnego ponoć i zdaje się intelektu, rozstawiającego swoje straże i warty gdziekolwiek się da, lecz najczęściej w przejściach, gdzie można by swobodnie przefiltrować się z jednej czynności do innej, zadając kłam nieustępliwości przeznaczenia, dzięki któremu wciąż lgnie się jedynie ku temu, co powinno zdaje się że dojrzeć, a co staje na naszej drodze na tyle widocznie iż niewidoczne, skoro zdaje się iż wypatrywać trzeba stale ukrytych zamiarów, pozostawiając jawne percepcje złożoności zapomnieniu.

Koniecznie więc trzeba zmierzać ku czemuś co zostawi jawne oraz prowizoryczne gdzieś za sobą, i trzeba będzie wyszperać sobie dalsze poczynanie z trudem wydobytych dążeń gdzie w zaszłym istnieniu, posiadającym na swoim składzie wszelkiej machinerii kombinacje o które trudno gdzie indziej.

Może głupcy (w końcu?) tracą czas na pojmowaniu tego co zostało im wyjawione, spływając po nich z permanentnym zadziwieniem wobec takiego obejścia z tym co właściwie jest sensem ich egzystencji jeśli w ogóle istnieje coś takiego, oraz jeśli w ogóle może się to przyczynić do gnostyckiej symbiozy z kwantowym polem (morfogenetyzm wkraczający w górne ekscesy zwiększonych parametrów, skal coraz to dodawanych) sterującym procesy wszelakich doświadczeń.

Jeśli dane było dostrzec wszystko, co powinno się ujrzeć, lub też jeśli doświadczyło się tego co wykraczało poza wychwyt świadomy możliwych wibracji, jeśli wyobraźnia posunęła się o krok naprzód (wyjątkowe odosobnienie) trzeba było zawrócić, jeśli nie do poprzedniego stanu, to przynajmniej do chwili, w której ów zamiar ukierunkował dążenie, co równie dobrze mogło spełznąć na niczym, czyli nie katalizować odpowiedniej zmiany, jak i doprowadzić do krain w których to przesunięte obszary o granic możliwych wynaturzeń czy po prostu wyjawień, gdzie w odpowiedniej chwili poczną illuminować, znajdując sobie choćby i miejsce w bezkształtnych i ciemnych jutrzniach, planując wyroki, jeszcze poza swym zasięgiem, ale już dokonując jednego- (tam),stając się.

Cóż z tego iż nic nie trwa wiecznie poza samą wiecznością, oraz twórcą jej samej (demiurgicznym paroksyzmem zdającym się przemierzać realne byty każdego zagadnienia, skoro reszta jest nicością wyłaniającą się jedynie jako wsteczna projekcja zdolna umiejscowić się w wyznaczonych zdarzeniach, komplementarnie.),a przecież można by było wejść w ciemne głębiny, ze swym unaocznieniem, wzniecając własne niebotyczne perswazje.

Niech wybiegają w nieznane sobie rejony, a następnie zdadzą relacje z uświadomionych odstępstw od reguły.

Gdzieś gdzie owe relacje nie mogą być bardziej tajemniczymi, oraz gdzie dochodzi do niebywałych rozkwitów poza wszystkim co istnieje, a raczej co jest możliwym, więc jeśli istnienie poszerzy się o jeszcze jedno, gdzie ingerencje samego istnienia nie będą już potrzebnymi, oraz gdzie zaistnieje istnienie nie tyle co zaprzeczenie, ale jako byt samodzielnie intensyfikujący swoje możliwości doświadczeń kreatywnych, twórcy własnego terytorium stadia indywiduacji na pograniczach za-istnienia, wybiegającego poza to co zdaje się (a nie jest-o tak, to różnica) możliwym, oraz poza to co zdaje się iż mieści jego wszelkie założenia (nawet przy uwzględnieniu, iż jest tego dość sporo, na tyle by wyniuchać tym odmienne przeznaczenie)

Czyli w tej całej nieskończoności, można odnaleźć zgoła coś innego, czemu być może trudno dorównać, oraz co zdaje się już być (w razie czego).

Dwanaście stron imaginacji, o których wyuzdani skrybowie milczeli, nie zdając sobie sprawy iż wymownym tym akcentem spoglądali jedynie we własne ślepia goszczące gdzieś indziej niż to planowano, nie znając ograniczeń czasoprzestrzennych poza którymi czai się coś jeszcze; trzeba czy też koniecznym jest jednak wyperswadowanie sobie odrzutów przyległości oraz adaptacji i jeszcze jedno:

Nigdy nie należy zapominać o podróżach kosmicznych, wśród których rodzą się nowe pokolenia dostępujące zupełnie odmiennych sfer, a którym nadano kształt, nieznany nigdzie indziej, ani zupełnie.

Może przy odrobinie jakiegokolwiek wysiłku…

Postawić stopę przed własnym zorganizowaniem, a dane konsekwencje staną się na tyle oczywiste, iż można je będzie uznać za swoje.

Wkroczy się w nowe obszary i terytoria inicjując dalekosiężne zapędy własnego rozbuchanego istnienia, nadając mu w końcu uformowany obraz własnego majestatu, byle tylko wytrzymać ciążącą presję własnych dekompresji, wypływając niejako na wierzch z odległych galaktyk.

Wypełzając z czeluści rozwierających się na oścież, jakoby wrota, śluzy otwierające się na pokaz swoich umiejętności.

Wystarczy tu pare milenii, aby je dobrze poznać, aby się poznać na nich, aby zapoznać się z nimi, jak to się czynić winno z najodleglejszymi zakątkami, delikatnie wybierając kluczowe zagadnienia i przez to dokładnie utrafić we właściwy moment penetrujący precyzyjnie zagubione czy też pominięte wydarzenie zbrojące się we cierpliwość własnej uwagi, i skrywające się w zapomnieniu.

No cóż, wylądować oraz ulec swojemu wyobrażeniu garnącemu się do wszystkiego co mogłoby się znaleźć gdzieś w główce macicznych usposobień gdyby nie to że ujrzało się już nie raz światło wszelkich słońc, w różnych horyzontach padające na wprost olśnionego zachwytem wędrowca, któremu dane było to dostrzec, resztę stawiając sobie wzór (to jest to co widocznie skrywa się za progiem poznania już niekoniecznie niedostrzeżone),a która zmieściła się między palcami tworząc błonę aby można było sobie popływać w preludiach własnych wymagań i pragnień zatracenia się w bezładzie pozornego niuansu znoszonych granic, których przecież nie może być, lub jeśli są stają się zaborczymi projekcjami.

Wystarczy wyposażyć się wtedy we własny emiter sprzęgający się z czymś znacznie większym, gdzie ożywiony bio-front staje się wymaganym interpretatorem wiązek, którymi nadaliśmy mu znaczenie aż głodny naje się do syta tym, co chroniło nas skutecznie przed dalszym rozpędzeniem się w niesłychane, po czym wchłaniając owe rozrośnięte znaczenie mogące wydać się czymś już innym, niż jedynie pożeraczem nadętych incydentów, za naszym przyzwoleniem.

Skoro jesteśmy jedynymi jego twórcami (tego wyobrażenia),moglibyśmy jeszcze raz ustanowić mu odmienne kryteria, jeśli tylko zachodzi taka konieczność, nadając mu właściwe imię, ponownie ustanawiając struktury Edenu, jeśli tylko pozostało pragnienie, któremu nie oprze się żadne istnienie, aby pozostawić miejsce na jeszcze jedno zjednoczenie z początkiem który zaskoczony iż wywołano go raz jeszcze (któryś już raz),spotęgował się na tyle, aby uniknąć likwidacji własnych przymierzy, wtedy jedynie gdy drobinki cząsteczek przesypujące się po wibracjach powiek (rozwartych czy też zamykanych),pozostałości jego czy też wszelkiego istnienia, wskazywać będą na upadłe zachwyty, obwieszczając nawet głośno (wystarczy się wsłuchać ślimakiem transcendentalnego obrazu projekcji zdarzającego się w nieskończoność) o tym co odeszło na zawsze lub na chwilę pogrążając się choćby i całkowicie w Niebyt.

Ktoś wkracza w puste kadłuby, rozświetlając w wieczności, w jej próżni osadzone dawne ślady istnienia, pragnień towarzyszących zdaje się że każdemu inteligentnemu stworzeniu aby wydobyć dawno nie oglądane materiały pierwszej próby, skoro tajemnica nie leży zawsze przed naszym wzrokiem (może nie zostało rozwarte jeszcze bram percepcji w nieskończoność),ale może ukrywać się w byłych znaczeniach, miejscach które zdołały się osadzić głębiej w pojęciu czasu, i może przyjdzie pora by wydobyć z nich ich rojenie tłoczących się gromadnie stad eruptujących w miazmaty fantastyczne, i może też nawet nie trzeba będzie chlapać się w kanałach (rynsztoki bytu zawziętych przeznaczeń, goszczących u siebie w wiecznie przedłużających się chwilach, jakoby nic innego zajść już nie mogło),w których wiązki przewodzące informacji można odczytać wprowadzając weń przekaźnik gotowy na przyjęcie strumienia danych, dzięki czemu ze zgodne ze stanem faktycznym, a nie tylko interpretowane staną się wszystkie dostępne kody przemian, transmutacje dni wszelakich garnące się do rąk swego in-faktora, stąpającego coraz swobodniej w obszarach oraz kryteriach, poddającego się jego definiowalnym możliwościom i stanom charakterystycznym może już nie tylko dla niego (jakoby zbliżenia synchroniczne i współczulne układów sympatycznych),ale stanowiąc deifikację wszelką znaków, choćby i to była pandemoniczna osobliwość wobec której trzeba zachować szczególną ostrożność.

Można dalej iść, bezmiar granic uczynić swoim polem doświadczalnym możliwości, a gdy już wyczerpią się wszelkie stadia (charakterystycznych choćby i przemian czy tez złożoności),będzie można zlec gdzieś na uboczu i oddać się sennym widziadłom, garnącym się do wszelkiej przemiany która zaszła w owym podróżniku, karmiąc się jego swoistą percepcją, którą to przemierzał wszelkie myśli i czyny swoje, dostępując jedynie tej chwili, w której zostaje mu to nagle wykradzione, lub też tylko przejrzane aby zasilić archetypiczne obrazy o następne wibracje odmiennych choćby (sic!) percepcji, gdzie może spoczywać wszystko to co kryje dalszą podróż, do której trzeba się dociągnąć choćby i resztkami sił ostatnich (na wykończeniu zawrócić odmiennym traktem, może będzie wtedy łatwiej),na których to może nam zbywać, bardziej niż na czymkolwiek innym.

Rozgarnięcie obietnic (spoza zasłony wiecznej tajemnicy wychynąć rozpoznając nareszcie i własne oblicze) jest jedynie początkiem i kiedy wszystkie wrota stają już otworem, wtedy można rozglądnąć się za swoim możliwym pociągnięciem się ku temu, co zdaje się być najmniej poznawalnym, czyli (czy też być może trafiając nareszcie we właściwy punkt) znajdując najlepsze rozwiązanie, którym jest utrata wszelkich doświadczeń przytwierdzonych ku temu co zdarzyło się już wcześniej, a więc?

Pora wyzbyć się wszelkich wiążących się z utraconymi oczekiwaniami, przedmiotów swej fascynacji (błędnej czy też zbytecznej, czy też niepotrzebnie intensyfikującej pragmatyczność) i śmiało wkroczyć w ląd tajemniczy i niezbadany, stając się choćby i przywidzeniem dla wcześniejszego bytu, któremu zdaje się iż podlegaliśmy w jakiś nieznany sposób, więc właściwie okazać się może iż wszystko czym byliśmy do tej pory i co było zjednane z nami było obłudnym wychwytem istnienia o określonym przedziale swego trwania, czy zdolności świecenia określoną barwą, i może nawet nie trzeba było się starać nazbyt usilnie aby doświadczyć owej fantasmagorii, tylko należało poszerzyć swoje widzenie, rozszerzyć obraz w nieuwidocznione skryte dalsze poczynania własnych nierozpoznanych wybiegów ku temu co jeszcze nie może lub też nie mogło być jeszcze w pełni rozpoznanym.

Id est…

Należało gdzieś indziej wyniuchać własne fascynacje, tworząc własne Ja, któremu nadałoby się własne oblicze i niech popędzi przodem, traktem rozciągającym się w dociekanie, czym się jest, lub też czym należałoby się kierować zmierzając ku swym wyznaczonym granicom pojmowania, przeciągającym się zawsze w nieskończoność, gdzie nie zbywa na przeróżnych doświadczeniach planów wszelakiej egzystencji, wymiarami uzyskując własne nad-przewodnictwo, jakby przez substancję Univer-sum przeciągnąć nić istnienia, któremu pozostawiono dowolną kształtność w obrębie danego układu; tworzy więc zawiązki nie spotykane nigdzie indziej, gdyż lepiej przebierać w różnorodności, niźli trwać wiecznie w jednym rozkapryszeniu, nie znajdując sobie ujścia z własnych pozornych czy też nie granic.

— Kim jesteś!?

— Jestem Tobą

— A więc jeśli jestem Sobą oraz też Tobą?

— Wtedy też zjawia się Nikt i pozbawia nas wszystkiego, albo też czyni filantropię wszelkiej genezy.

Niezmierzonymi projekcjami dopędzić tego, który podszywa się pod wszystkich, nie znając umiaru, co tylko wzmaga jego apetyt, a gdzie również znajduje się ukryte pragnienie (pożądanie?) jakoby zalegające próby dopędzenia swoich możliwości.

A może nie trzeba było czynić tylu starań, tylko delikatnie ująć nić srebrzystą i ciekłą, sublimując się nieskończenie i receptorami wymagań organu nadzmysłu zapobiec stracie czasu jeśli nie osłabnięciu wśród procesów zdolnych przyswoić sobie całą niezmierzoną nieskończoność, czyż nie?

Jeśli się da, byłoby to czymś zaiste godnym i wartym posiadania, rozwiewając swoje wątpliwości odchodzące w Niebyt, tam gdzie Nikt.

Nikt i Niebyt uzyskują błogosławieństwo jutrzni która stapia ich ze wszystkim co narodziło się kiedykolwiek, tak więc więcej już nie trzeba szukać, lub też ścigać, a pozostaje jedynie rozkoszne kontemplowanie tej jaźni, która zdaje się odkrywać wszystko, a jest to nigdy nie kończące się wyjawienie własnej persony, stanowienia o sobie samym, dysponującej owymi wydarzeniami które są jej obliczem, a przecież wypowiedzenie może także skrywać choćby i skutki uboczne.

Chwile endemiczne czy też pandemie:

Paraliże, wirusy, skażenia, toksyczne i nobilitujące do zawezwań się przed Jaźń najwyższą, tonącą w nieskrywanym aplauzie wobec wszystkiego, co zdaje się iż umknęło, czmychnęło przed klęskami w samą porę, a może po prostu kierowało się odmiennym torem zobowiązania, więc ów kataklizm nie mógł doścignąć tego co nie zostało mu wyjawione, przedstawione we wzorcach konstruowanych znaczeń, niknąc choćby i w innych stadiach czy też stanach gdzieś w procesach zupełnie odmiennych oraz nieprzewidzianych przez złowróżbne projekcje samozapędzających się tragedii stymulacji roztaczania się ze swojego punktu spinu, wirującego ku tej możliwości, gdzie można uniknąć już na stałe (?) zgubnych i katastroficznych impertynencji, stanowiących koniec własnego ogona, wychodzącego poza determinacje własne w jednym szczególnym momencie, i wtedy to niczym czułkami, receptorami bodźców mogłaby przydarzyć się odmiana (jeśli już nie przydarzeń makroskopowych wnętrza),dzięki której skończyłyby się wymagania własne wobec entropicznego charakteru wszelkich zjawisk, wraz z własnym ubieganiem się o wszystko to, co staje naprzeciw niego z gotowym wystrzałem wycelowanym na wprost niego (och, kimże jest ten tajemniczy byt z zagadki Sfinxa),zdolnym rozsadzić jego chaotyczne niebiosa, lgnące ku wypatroszeniu splanchów zdającym się ukazywać (można to dojrzeć w prekognicjach czy też proroctwach odległych pustyń) wszystko to, co mogłoby się jeszcze przydarzyć.

Gdy wszystko stało się jawnym, nadając emanacje flakom, oraz dokonując się w jeden jedyny możliwy sposób, nie pozostawiając przy tym czy też przy sobie, aby zostało odczytane proroctwo, ani też niczego, co mogłoby poruszyć owe trakty jawiących się przyszłych wydarzeń w projekcjach niezbywalnego doścignienia nareszcie tego czym się jest lub do czego się dąży we własnym rozpoznaniu, kierując ostrze tytaniczne oraz krystaliczne ku zagadnieniom, gdzieś z przeciwnej strony machającym odlegle oddalając się nieskończenie, ku granicom gdzie zjawia się organizm wiążący i splatający wszystko to co znane dotychczas opisując owe terytoria także i tego co nadchodzi, być może jako on sam we własnej postaci (czy nie jest to nadużycie bytu i jak tego uniknąć?; można by tutaj przywdziać maskę nieustępliwej metamorfozy goszczącej wśród odmiennych koincydencji zdarzeń)

Gdzieś indziej jest inny Byt niekonieczne charakterystyczny, wychodzący poza własne przywileje dogodnych choćby pozycji, lub niekoniecznie.

…któremu nadano imię jeszcze przed rozpoczęciem procesu, a który musiał wydarzyć się, skoro dalsze kombinacje komplikowały coraz bardziej swoją strukturę, a jeśli także i położenie, trzeba przecież posiadać odpowiednie środki, aby móc wyrazić własne wnętrze tożsame ze sobą pod wieloma względami (w innym przypadku bowiem wielowymiarowymi wypustkami i mackami roztacza się być może nawet i zupełnie odmienny obraz, odmienny nawet i od samych przypuszczeń),składając się z równolegle ułożonych linii (Euklides naprzeciwko Riemanna) ku nieskończoności trawiącej (bebechy namnożeń faktycznych) owe przyszłe wydarzenia, o których to także sama nieskończoność (mniema jakoby ogarniała ją jeszcze wszechobecność tworząca ją samą) nie wie, choć może się spodziewać, iż to co się ma wydarzyć, tyczy się zarówno tego, który ku niej zmierza jak i jej samej, i może jest jeszcze ktoś, który pozwala aby owe nieskończoności stawały się filarami na których to wspiera się istnienie.

Bezpieczne czy też nie, tworzenie owych megakosmicznych struktur staje się zabiegiem jednoczącym wszelkie plany zgodnie ze swym umiejscowieniem godnym języka (grimoire danego wymiaru),nazywającego istnienie w obrębie danego układu, byty tworzone wśród gałęzi różnorodnego rozparcia się wszelkich możliwości, na zagadnieniach swoich oznajmień.

Tego kim się jest.

Rozparty co ważniejsze jest ten poprzez wszystko ukierunkowany, zamykając w swoim istnieniu jedyne źródło wszelakich przemian, co nie oznacza iż trzeba będzie mu wydrzeć choćby i jakąś część jego majętności, jeśli przez eony urośnie w siłę, gdyż nawet i to będzie jedynie ułamkiem (jeśli nie znikomością jedynie oznajmiającą to co leży za nią) możliwości owego Tajemniczego Istnienia, a oznacza to tylko tyle, iż wszystko co ma się wydarzyć, będzie mieć do czynienia choćby i z przeciwstawieniem się obrazowi, który choć rozbiegający się we wszelkie strony oraz czasoprzestrzenie okaże się jako nie-jedyny.

Ecce...in flagranti +

Wejrzeć na powrót w otchłanie, sprzysięgając się z samym sobą, tęsknymi zdaje się iż czuciami móc stanąć pośród własnych odeszłych pragnień, co nie znaczy iż ich czas skończył się, lub też że trzeba było’by z nimi skończyć.

Wydaje się iż zaszło coś, wydarzyło się coś o czym tak do końca nie mamy pojęcia, i że wplątanie się przyszło nam niespodziewanie łatwo, tak jakby ktoś poustawiał wszelkie znaki (cyrkulacja układów predystynacji) na drodze naszego pojmowania, po czym lekkimi jeszcze sugerowaniami popchnął nas ku temu, co niepomne wcześniejszych zaszłości, teraz staje się już niepamiętnymi obrazami wcześniejszych zdarzeń a właściwie mogłoby takim pozostać gdyby nie to, iż ktoś (o kimże jest ten który spoziera ze swojego miejsca zdając się być rozpartym Bytem o nieskoordynowanych ruchach wydając się być przypadkowym twórcą rzeczy wszelakich; wydając się czy też istotnie nim będąc) zawrócił nas ku owym mijającym i zanikającym w odległych już przestrzeniach chwilom, i teraz jedyne o pozostaje to stanąć wpośród nich z jawnymi oznakami zdezorientowania; jak to niby było i czy w ogóle wartym było to do czego się predysponowało, jakby miało to w ogóle jakiekolwiek znaczenie (skoro związane jest to z nami, jakoby uszczelnić dodatkowo nad-stabilizacje własnych mocowań będących własnymi strukturami Bytu, który dopiero co poznajemy, choć przecież stale z nim obcowaliśmy na wiele sposobów doświadczając własnych przemian zgodnie z elastyczną tkanką sublimowanych doznań, ku niewyrażalnemu jeszcze pragnieniu)

Może należałoby się dokładnie przyjrzeć owemu towarzyszowi kierującymi zdaje się iż naszymi krokami, może nawet przybliżyć mu nasze plany, pozwolić by zaglądnął w najgłębiej skrywane zakamarki naszej duszy, a następnie.

Przenieść się z całym wyposażeniem wnętrza poza spostrzeżeniami chętnie skrywającymi tajemnicę czyichś zamierzeń, tak jakby wszystko zdaje się, iż leżało właśnie w niej i poza tym może istnieć jeszcze wiele ukrytych rzeczy, tym niemniej jednak: tam gdzie upada kropla rosy w kielich kwiatu, lub gdzie perła znajduje swoje miejsce w muszli, tak podobnież czyni archetypiczne umiejscowienie się wewnątrz danego osobnika, który powinien straże rozstawić, choćby i złożone z potwornych monstrów (tak prawdopodobnie najlepiej zresztą),skoro warte jest obrony zamczysko w którym znajduje się nasze wypowiedzenie tego, co niby powinno zostać ukryte, jeśli jawne jest pod wpływem czegoś innego, albo też znajduje się zupełnie gdzie indziej, i co zabiega nieustannie o naszą skrytość jak się zabiega o szybki zysk, wydając go czym prędzej lub wydając w inne ręce, wśród wszelakich niecierpliwych zwłok (odkrywania własnego Ja) garnących się do owych majętności.

Tymi to krokami wyruszyłem gdzieś, wcale nie uciekając przed wścibskim pragnieniem kogoś, kto chciałby rozsłonić wszelkie skrywane tajemnice, nie pozostawiając w ruinach i zgliszczach wcześniejszego królestwa, a które rozrosło się we mnie, jakobym jedynie odsłaniał własne miasta ukazujące mi sposoby mego rządzenia, tak wraz z pojmowaniem owych struktur, obejmowałem owe posiadłości na własność, czyniąc tak również i z kolejnymi, więc tak właśnie stałem się władcą owej krainy własnego wnętrza.

Koniec eposu wymagającego od dyletantów własnego unicestwienia.

Cóż jeśli nic nie trwa wiecznie, poza samą zdaje się iż wiecznością, i tym który ją zrodził (gdzie śmierć może umrzeć, i gdzie kończy się wszelki czas),skoro przygarnięcie wszystkiego, co mieści się wewnątrz nas mogłoby się równać z objęciem przestrzeni, która wokoło nas czyni swój majestat nieosiągalności, rozciągając się w byt nieokreślony, któremu to trzeba by się dobrze przyjrzeć, aby oszacować jego wartość, oraz by poznać jego właściwe imię.

— Witam Esopian Katalityczny, tu komputer pokładowy DE-S-N-24 zgłasza się w trakcie rutynowych czynności-przywitał się grzecznie, choć co do rutyny to moglibyśmy się spierać.

— Witaj De, jak długo trwała stasis? -spytałem.

— Jakieś 4 nano od unaocznenia punktu wszelkich zbieżności-odpowiedz przypadła mi nie wiedzieć czemu do gustu, choć może lepiej byłoby uwzględnić jokto-metry, zbliżające się bardziej ku nieskończonemu postrzeganiu zapobiegania błędowi, na który zdają się wszyscy liczyć, skoro uwzględnia on dalsze nieprzewidziane następstwa (prawdopodobnie i oby).

— A więc skutecznie brniemy przez galaktyczne perswazje, chowające się przed wybrzuszeniami terenów wchłanialnych.

— Jak widać Esopian- odrzekł, po czym nakazał mi zająć swoje stanowisko na mostku pokładowym (Cockpit of Space Ship Trip Explorer of all Projections).Wystarczy, by przejrzeć się w kosmicznym obliczu, a następnie przyjąć iż świadomość można upchać w cząsteczce, wśród odpowiedniego pola roznieść owe wieści o narodzinach (embrionicznymi dociekaniami przyjąć tajemnicze postanowienie),ale nie zawsze (wyjątkowość każdej rzeczy),kierując się już dalej wyznaczonym traktem przemiany- nie dokończyłem, lub też podjął dalej DE.

— Przemiany własnego wnętrza, no chyba że się rozwałkuje swoje istnienie w nieskończoność, i przyjmie taką relację czasoprzestrzenną introwertycznego behawiorysty (sic!) -mówił już z pewnego rodzaju mechanicznym uśmieszkiem, dodatkowo pobudzając mnie do śmiechu.

— Dzięki za przypomnienie. Na szczęście skończono już dawno z czuciami nie wnikającymi w odpowiednie struktury poprzez tkanki założeń-rzekłem do DE wibrując gestykulatorem swych oznajmień poważnych.

— Tak czy inaczej, uwaga na autodestrukcje oraz regulacje po których następuje zamazanie obrazu, albo też przesunięcie go w czasie-DE odpowiedział.

— Jakiż to cel więc jawi się przed nami DE? -spytałem

— Określić charakterystykę kwantowego dominium, w obszarach stężeń mgławicowych eksplozji statycznych, gdzieś na progach wydarzeń kolapsujących continuów.

— To i tak zbyt wiele na nas-coś kazało mi tak powiedzieć, jakby roztoczyła się nade mną kopuła broniąca mi możliwości wszelkiego poznania.

— A jednak… tym razem DE nie dokończył.

— Tak, a jednak tak postanowiliśmy szeregując pośrednie układy w statystyki-rzekłem zdając sobie sprawę, iż czynić się tak nie dało zbyt długo, a jeśli nawet to i tak te bardziej znaczące mogą wywijać się klasyfikacji w którą stara się je zaopatrzyć, przy ich nie odkrytych przecież jeszcze wcale potencjalnych, oraz tych których się po prostu nie dostrzega, możliwościach.

— Zbyt długo w klatkach jednak nie da się wytrzymać-rzekł DE, wiedząc iż klasyfikacje stają się jedynie chwilowymi obiegowymi pozornymi konstrukcjami, niczym raczej ponadto, siadając niedaleko mnie, przy tym mogąc przemieszczać się z matrycowym układem kosmicznego statku DVA’X, pompując nadciekłości choćby i wiążących się kryształków mieszczących w sobie informacje, gdziekolwiek tylko sobie zażyczymy, lub też scalając cząsteczki we wszelakie struktury, wzniecając choćby procesy pozwalające przemieszczać się z dowolnymi prędkościami, bez konieczności przytwierdzania się do orbit planetarnych czy też gwiezdnych. Zgodnie z własnym życzeniem.

— A więc mkniemy ku temu, co przeznaczone staje się gwarantem naszego powodzenia, a już na pewno osiągnięcia ostatecznego kresu-rzekłem nabierając prędkości już nie nominalnej, ale zdolnej przeskakiwać poszczególne układy skokami natężeń ciemnej energii oraz cząsteczek peryferyjnych, to jest nie mieszczących się w żadnych skalach, gdzieś poza obrębem dostrzeżenia, dzięki temu i przez co w ogóle będziemy mogli znaleźć się tam gdzie poniosła nas wyobraźnia. Novum moduli operandum co do zjawisk wszelakich szczególnie albo w ogóle.

— Daj spokój Esop! -jest to po prostu jeden z wielu problematów rozłożonych w przestrzeni zdającej się dobierać sobie odpowiednie pokłady sprzężeń, aby móc zaistnieć w stanie ciągłego napięcia, nie kończąc się katastrofą- trochę mnie tym pozbawił pompatyczności, dając jednakże „kopa” do tego, aby przezwyciężyć tym łatwiej marazm jaki zjawia się po osiągnięciu swych zamierzeń i celów (w takim razie cóż takiego zostało osiągnięte),i aby na powrót wrócić do następnych posunięć, czy też przypadkowo wybierając, losowo na zasadzie rachunku prawdopodobieństwa choć bliżej w niezaistnieniu niż pewności co do podstaw zagadnienia realności Bytu, uwzględniając iż metodyczność w obliczu nieskończoności nie posiada już zgoła żadnych przywilejów, tak samo jak konwencje w obliczu erupcji, protuberancji czy też narodzin odmiennego wszechświata gdzie indeterminizm i irracjonalizm czynią przymierza z jeszcze jakimś wydziwnionym szaleństwem(w tym szaleństwie…).

DE-S-N-24 wiedział, iż to co istotne może się mieścić poza dostrzegalnym oraz zobowiązującym, niemniej wespół ze mną określał to co mogło nam się przydarzyć, poprzez eliminacje podrzędnych statystyk (brrr!) i innych mniej zgodnych z naszymi oczekiwaniami (nudnych) miejsc, które możemy już z cała stanowczością ominąć, czy też zaniechać obserwacji hologramu (owego i tego kolego).

Nie pozbawił mnie przy tym swojej obecności, za co byłem mu wdzięczny, wiedząc iż eksploatacje przestrzeni nie z materiału, a jeśli to z percepcji może „trochę” potrwać i zazwyczaj też trwa jeszcze dłużej niż to można sobie zmierzyć czy też ustalić w kalendarzyku gwiezdnych podróży.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 32.57