Motto:
Gdybym zbyt bał się życia —
Zabiłbym się od razu, ale
już czuję się martwy.
EPITAFIUM DLA ŻYWEJ OSOBY
„zawsze byłeś inteligentnym i elokwentnym człowiekiem”
rzekł ktoś kto się dowiedział
o mojej chorobie
poczułem się jak duch
kogoś zabitego
który leży w trumnie
i trwa dzień zaduszny
ale ja żyję
jeszcze nie zginąłem
jeszcze my żyjemy
póki nas nie skreśla
grabarz albo cieśla
ROZBITEK
Ja — jak rozbitek z dala od wysp wydm,
który wypadł z wraku pirackiego statku,
majtek nieszczęsny, niewierny przypadku,
były poławiacz zjaw, towarzysz widm.
Płynę przez chłodną próżnię Atlantyku,
piszę i wpadam w fal miarowy rytm,
składa ocean raz za razem — rym.
Poemat płynie przez morze upadku.
Ludzkość mi strasznym, potwornym — krakenem.
Dom — opuszczonym i straszącym — wrakiem.
Życie zaś groźnym i chłodnym basenem.
Płynę — z albatrosem, tym samotnym ptakiem.
Boję się na tratwie, płynąc pod rekinem.
Życie i los mój — są niestety — takie.
INNY KWIECIEŃ
w moim ogrodzie kwitły
chore mroczne rośliny
zamiast stokrotek róży
rosiczki dzbaneczniki
a ponad nimi latały
zamiast motyli pszczół
ćmy oraz nietoperze
smutny drapieżny ogród
w którym mgła albo słota
i noc jak w ciemnej dolinie
teraz ogród się zmienił
ale niezbyt drastycznie
nieco wyjrzało słońce
wpadło światło księżyca
wąż chociaż ogrodowy
tworzący sztuczną tęczę
no i wiewiórka czy rudzik
gryzoń czy ptak co cieszą
lecz to się stało za późno
wiosna się ociągała
kwiecień dla mnie już minął
bo zwiędły już nawet kwiaty
zła
HAIKU
końcówka kwietnia
pod i ponad drzewami
sypią się płatki
EROTYK DO WIERSZA
przesącz się we mnie litero metaforo
ujmij mnie spacjo
zapisu masturbacjo
ejakulacjo
chcę chociaż raz poczytać
siebie
zakląć
pieścić tę magię
aż będę w cielistym niebie
ciało sonetu
jak szpik szkieletu
rym lub wiersz biały
spocony cały
poezja to Kamasutra
dzisiaj na skraju jutra
BALLADA O SYNU KSIĘŻYCA
Spływa księżyca sierpa kołysanka,
Śpi albinosek — do samego ranka,
Śni sen cygański, o skórze z hebanu,
Bo jest wyrzutkiem — nawet wśród Cyganów.
Sierpowy księżyc kradnie z pola zboże,
Ale i odpływ jakby ukradł morze,
Płacze albinos do samego ranka,
I nie pociesza go matka Cyganka.
Płacze sierota o lepkich rękach,
Płacze i razem z nią — ta piosenka.
I skrada duszę białego Cygana,
Księżyc mu świeci do bielszego — rana.
Wyblakłe dziecię — płacz do księżyca,
Módl się do jego srebrnych kraterów!
On nawet takich jak ciebie — przemyca,
Przez drut kolczasty — w sale bohaterów.
Heban obleka nocną tarczę — nagle.
Gdyż nawet księżyc napada — zaćmienie…
I umysł czasem płata ciemne figle,
Albinos śpi już. Gdzież tu… zrozumienie?
DYTYRAMB DEDYKOWANY POŻERACZOM PADLINY
Toksyczny gołąb, dobroczynny kruk.
Złowróżbny omen, wybielony bóg.
Gołębie niszczą — ze spiżu pomniki.
A kruki sprzątną, co zryły — dziki!
Mówią, że gołąb to boski znak,
A prawda leży, lecz jakby na wznak.
Kruk — żaden szkodnik! Zjada padlinę…