E-book
20.48
drukowana A5
64.98
drukowana A5
Kolorowa
100.73
Magiczna Rzeczywistość

Bezpłatny fragment - Magiczna Rzeczywistość

UFO, folklor i parafizyczna siła


4.2
Objętość:
489 str.
ISBN:
978-83-8155-275-2
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 64.98
drukowana A5
Kolorowa
za 100.73

Podziękowania

Chciałbym serdecznie podziękować tym wszystkim osobom, które swoją pomocą przyczyniły się do powstania niniejszej książki.

Joannie Baran — Sabik składam serdeczne podziękowania za rzetelną pracę i jej wkład przy korekcie książki.

Asiu, Twoja pomoc i uwagi były nieocenione.

Panu Wiesławowi — darczyńcy — za wsparcie w realizacji wydania książki.

Słowa podziękowania kieruję także do badaczy „nieznanego” i popularyzatorów zjawiska UFO w osobach: Piotra Cielebiasia, Damiana Treli, Przemysława Więcławskiego, Krzysztofa Dreczkowskiego, Marka Sęka z Radia Paranormalium, Alberta Rosalase’a z USA oraz dra Simona Yunga z Fairy Investigation Society, Wiktora Haiduczyka z www.ufo-com.net oraz Łukasza Klesyka za udostępnienie wielu interesujących materiałów książkowych.


Szczególne podziękowania należą się artyście, grafikowi Sebastianowi Woszczykowi, za projekt i wykonanie okładki oraz pani Katarzynie Łąpieś za rysunki ilustrujące niektóre zdarzenia.


Słowo: „Dziękuję” kieruję też do wszystkich osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym, dokładając swoją cegiełkę do powstania niniejszej książki.

Przedmowa

Żyjemy w świecie niezwykłych przemian, w którym współczesny człowiek niewątpliwie osiągnął ogromny stopień wiedzy. Jednakże nadal wzdrygamy się na kwestie, które są wysoce dziwne i niepojęte dla świata naukowego. Współcześni ludzie XXI wieku paradoksalnie niewiele różnią się od ludzi z okresu średniowiecza. Wtedy to oświecone osoby lub alchemicy w podobny sposób uzasadniali wszystko w znanych im punktach odniesienia, a wypierano wszystko to, co nie pasowało do ówczesnego stanu wiedzy, bądź interpretacji religijnych.

Dziś jest podobnie.

Dawne zjawiska w mrokach naszej historii były w większości wyjaśniane i interpretowane pod kątem religijnym, który głęboko zakorzenił się w archetypicznej świadomości.

Od zarania ludzkości rodzaj ludzki żył pomiędzy dwoma światami: duchowym i fizycznym, w którym duchowy niewątpliwie oddziaływał w szerokim aspekcie i poniekąd poprzez wiarę kontrolował i inicjował światopogląd ludzi. Współczesna cywilizacja osiągnęła fantastyczny rubikon, ogromny skok — począwszy od atomowego, a skończywszy na kosmicznych i kwantowych odkryciach, które popchnęły ludzkość niczym kula — w kierunku nowego nurtu rozwoju na bardzo wysokim poziomie. Nie zapominajmy jednak, że nie jesteśmy koroną stworzenia na Ziemi, którą obecnie w szybkim tempie niszczy rodzaj ludzki, częstokroć bardziej martwiąc się o kurs ropy naftowej, niż o to — jak za kilkadziesiąt lat będzie wyglądała Ziemia. Człowiek w swojej pysze ignoruje, w imię przyjętych systemów, wszystko to, co nie pasuje w ocenie i paradygmatach ortodoksyjnych naukowców, którzy w świetle swojej poprawności nie traktują należycie zagadnień związanych ze zjawiskiem UFO i innych pokrewnych dziedzin. Tak jak niegdyś, tak i dziś, ludzkość szuka odpowiedzi na pytania: Dlaczego i po co żyjemy? Jaki jest nasz cel istnienia?

Te filozoficzne pytania najprawdopodobniej mogą nigdy nie doczekać się odpowiedzi, tak samo jak w kwestii, kto ukrywa się za zjawiskiem UFO: niezrozumiałe naturalne zjawiska, istoty z innych planet, a może supernowoczesne tajne projekty wojskowe?

Gdzie szukać odpowiedzi na te trudne pytania?

Od 20 lat staram się analizować zdarzenia związane z UFO, ale także uchylić rąbka tajemnicy: Kto ukrywa się za iluzoryczną, ale jakże cienką zasłoną UFO?

W ostatniej mojej książce pt. „UFO nad Podkarpaciem” /Wyd. Poligraf 2015/ opisałem szereg zdarzeń związanych z obserwacjami, których dokonano na terenie Podkarpacia na przestrzeni lat 1892—2015. Zajmując się aspektem UFO, na początku byłem chyba, jak każdy, wręcz zafascynowany wyjaśnieniem stricte ufologicznym, które lansowało teorię, iż UFO to pozaziemscy goście z innych planet, badający rozwój ludzkości. Ten stan rzeczy trwał do momentu, kiedy relacje świadków zaczynały wykluczać wylansowaną teorię, a nasunęły zupełnie inne, jeszcze bardziej nietypowe i często kontrowersyjne próby odpowiedzi na temat tego, wręcz absurdalnego zjawiska, które cechuje się często wysokim współczynnikiem dziwności. Kategorię tę wprowadził w ufologii znakomity badacz francuskiego pochodzenia, pisarz doktor Jacques Valleé, który przyjrzał się dokładnie obserwacjom UFO, a które niewątpliwie nie były tymi, o które ubiegali się badacze poszukujący kosmitów. Powyższy termin oznacza nie tylko zdarzenia związane z UFO, ale także spotkania z różnymi postaciami i innymi kreaturami, które wnikają w naszą rzeczywistość, a które cechują się atrybutami ergo niekosmicznymi, ale parafizycznymi, takimi jak: zmiana rzeczywistości, zmiennokształtność, anomalie czasowe, manipulowanie świadomością i psychiką świadków poprzez iluzoryczne cuda i inne dziwactwa. Wielu ufoentuzjastów, w tym badacze nieznanego, uporczywie doszukuje się w tym ingerencji innych cywilizacji, które poprzez swoją technikę mogą spowodować wszystkie wymienione niezwykłości.

Czy jednak teoria nakrętki i śrubki jest właściwa i wyjaśnia wszystko?

W czasie mojej pracy nad zjawiskiem UFO natrafiłem na zdarzenia, które były tak szalenie absurdalne, iż tak naprawdę obnażały kosmiczny wymiar UFO. W ciągu 20 lat miałem do czynienia z setkami świadków, z wieloma spotkałem się osobiście. Większość z nich była osobami zupełnie wiarygodnymi, szczerymi a jednak ich rzeczywistość została zachwiana przez coś, co dla niektórych było wcześniej zwykłą bzdurą. Zderzenie obu rzeczywistości prowadzi do procesów, w których świadomość człowieka ulega pewnym zmianom lub nawet metamorfozom. Już po publikacji mojej książki, w której wspomniałem o niekosmicznym pochodzeniu UFO, otrzymałem wiele pytań typu: „No jak to, zajmuje się pan UFO, a nie wierzy w kosmitów?”. Niektórzy nie dopuszczali do siebie myśli, iż UFO niekoniecznie musi być naszymi kosmicznymi braćmi. Książka, którą czytasz, Czytelniku, nie będzie łatwa, być może zmieni Twoje postrzeganie aspektu zjawiska UFO, które tak naprawdę jest z nami od zarania ludzkości, a nie wyłącznie po II wojnie światowej — jak usiłują nam to wmówić przeróżnej maści materialistyczni naukowcy i demaskatorzy problemu UFO.

W Polsce problem ten jest stosunkowo nowy i mało zrozumiany przez społeczeństwo, które jest zainteresowane kwestiami „nieznanego”. O aspektach niekosmicznych UFO wielokrotnie wspominali tacy badacze i popularyzatorzy tego problemu jak: Piotr Cielebiaś, Damian Trela oraz autor niniejszej książki. Poprzez ponad 60 lat ufologii nasi poprzednicy poszukiwań „nieznanego” — z całym szacunkiem — raczej unikali wszystkiego, co nie pasowało do z góry przyjętej koncepcji ETH. Czytelnicy, czytając książkę, sami zauważą, jak problematyka o niekosmicznym UFO jest zamiatana pod dywan przez niektóre pisma o tematyce nieznanego w Polsce, tylko dlatego, że porusza takie aspekty jak: okultyzm, demonologia. Nie możemy zamykać się tylko i wyłącznie na jedną koncepcję, nie możemy poprawnym okiem uznawać tylko te przypadki, które pasują nam do z góry założonej tezy, bez względu na to, czy jest to teoria pozaziemskich odwiedzin, czy inna, często budząca kontrowersje. Poszukiwanie prawdy jest najważniejsze bez względu na to, jaka ona jest i muszą o tym nie tylko pamiętać Czytelnicy, ale również osoby, które tym tematem się zajmują. Książka przeniesie nas — jak wehikuł w czasie — w minione wieki, w mroki średniowiecza, w środek magii i mistycyzmu, ukaże nam analogiczne kreacje tego samego zjawiska, które dziś manifestuje się niczym ekshibicjonista pod szyldem kosmitów, latających spodków. Książka wskazuje charakter zjawiska UFO, które tak naprawdę nie tylko łączy się z aspektem latających spodków — nie są one najważniejszym problemem tego zjawiska — lecz posiada głębszy wymiar parapsychiczny, oddziaływujący na ludzkość bardziej niż powszechnie przypuszczano. Opisy literatury okultystycznej, ludowych przekazów związanych z dawnym folklorem, to konglomerat zbieżny ze współczesnymi świadectwami UFO i zachowaniami ich pasażerów — siły, która od wieków wchodzi z nami w interakcję, nie tylko na poziomie fizycznym, ale głównie duchowym, często mistycznym.

Czym ona jest? Jaki jest jej cel?

Pośród wielu opisów, które przytoczyłem w książce, być może Czytelnikom uda się zajrzeć pod maskę tej przedziwnej siły i dostrzec jej prawdziwe oblicze?

Część I
Echa przeszłości

Współczesna era latających spodków zaczęła się od pewnego zdarzenia w USA, do jakiego doszło w dniu 24 czerwca 1947 roku. K. Arnold przelatując swoją cesną, zauważył kilka dziwnych obiektów, które potem zostały nazwane ‘latającymi spodkami’. Wielu sceptyków uważa, że był to pierwszy termin na określenie obiektów, jakie faktycznie w późniejszych latach pojawiały się i miały kształt m.in. spodka. Jednakże pierwsze użycie słów ‘latający spodek’ pojawiło się znacznie wcześniej. Pewien teksański farmer w dniu 24 czerwca 1878 roku, John Martin, zauważył w okolicy Denison dziwny ciemny obiekt w klasycznej formie, który z dużą prędkością przemieszczał się przez niebo. Dopiero w 1947 roku podobna obserwacja Arnolda miała zdominować pogląd na gości z kosmosu. Uderzający w obu przypadkach jest fakt obserwacji, przypadający na dzień 24 czerwca. Tak naprawdę opisy UFO możemy spotkać w każdej kulturze, na każdym kontynencie, a sięgają one tysięcy lat wstecz. Opisy podniebnych zjawisk zostały utrwalone w formie wiedzy, jaką wówczas człowiek posiadał. Często znajdowały swoje odzwierciedlenie w kontekstach religijnych. Tak było w całej Europie w okresie średniowiecza. Jacques Valleé i Chris Aubeck w znakomitej książce pt. „Wonders in the Sky” opisali — w oparciu o fakty źródłowe — 500 wybranych obserwacji z różnych okresów średniowiecza aż do 1880 roku, dotyczących wielu krajów, głównie z Europy. Oprócz zwykłych obserwacji można tam znaleźć materiały, które opisują zdarzenia z udziałem tajemniczych istot, pochodzących z innych światów. Niestety, pewnym minusem ich pracy jest kompletny brak informacji o zjawiskach pochodzących z terenu Polski.


W swoich badaniach starałem się odszukać wszelkie zapisane informacje, dotyczące dziwnych zjawisk czy obiektów, które pochodzą z zamierzchłych lat. Najwięcej tajemniczych opisów powietrznych obiektów i innych zjawisk pochodzi z Anglii, Francji i Niemiec, jednakże niewiele wiemy o tym, czy w Polsce występowały podobne obserwacje oraz jak próbowano je interpretować? To, co przedstawię poniżej, jest jedynie zasygnalizowaniem tematu, ponieważ poszukiwanie i badania zdarzeń zaistniałych przed 1945 rokiem — i znacznie wcześniejszych — jest bardzo trudne, czasochłonne i być może kiedyś ktoś pokusi się o kompleksowe przeszukanie literatury, w tym kronik i zapisków mieszczańskich. Jest to olbrzymie wyzwanie. W XXI wieku poszukiwania są znacznie łatwiejsze dzięki cyfrowym bibliotekom, które wystawiają do pobrania starodruki, książki i pisma z różnych epok, często pochodzących z okresu średniowiecza, w których możemy natrafić na interesujące relacje z terenu Polski, a które poniżej chciałbym Czytelnikom przedstawić.

Kule, komety, świetlne krzyże i promienie, czyli znaki na niebie w średniowieczu

„Przed tym spotkaniem się widzieliśmy na niebie o siódmej z rana, w śliczną bardzo i jasną pogodę, tęczę niby małą, w miesiąc właśnie zrobioną, tak jako zwykł bywać kilka dni po nowiu; rzecz to cale niezwyczajna. Myśmy szli niby na zachód, a to się pokazało za nimi, obróciwszy się ku wschodu, w lewą od słońca; potem z tego miesiąca poczęło się czynić jak na kształt iks, tj. takim kształtem: u. Trwało to około pół godziny (…)”

Król Jan III Sobieski, Heiligenbron 31.08.1863r. List do Marysieńki.

Wiele przytoczonych relacji, które mogłem odnaleźć w materiałach źródłowych, składa się z dość krótkich, często lakonicznych opisów, dlatego ciężko jednoznacznie ocenić, czym były zjawiska opisane przez licznych kronikarzy, żyjących w odległym średniowieczu. W „Kronice” Kagnimira możemy przeczytać kilka interesujących relacji, dotyczących niezwykłych znaków, które pojawiły się na niebie:


Rok 970

„Roku. P. 970 zdziwiło i potrwożyło wielu zjawisko ogniste na Niebie, które Polacy mniemali być cudem nadzwyczajnym”.

Ten sam autor kroniki opisuje charakterystyczne dla średniowiecznych opisów tzw. płonące pochodnie, które występują także w opisach kronik z innych krajów Europy:


Rok 1000

„Roku Pańskiego 1000 wiele dziwów zjawiało się w Polsce tego roku: trzęsienia ziemi; kometa weszła dnia 19 stycznia, która jakoby pochodnia gorejąca rozniecająca szeroko łonę na Niebie, wielkim strachem wszystkich przeraziła, ludzie znajdujący się w polu czy domach jakoby piorunem uderzeni zostali”.


W dwóch powyższych przypadkach nie można wykluczyć typowo astronomicznych zjawisk, jak spadku np. bolidu, ale jako ciekawostkę warto taki fakt odnotować. W „Kronice Polskiej” Stanisława Chwalczewskiego /tom 1/, napisanej w 1549 roku, możemy natknąć się na bardzo interesujący opis z dnia 13 maja 1079 roku. Historia dotyczyła św. Stanisława w Skałce koło Krakowa. Przyjrzyjmy się fragmentowi, który niewątpliwie jest niezwykle interesujący.


Zły Król nie przestając na tym haniebnym uczynku rozkazał jeszcze te sztuki i członki po polu rozrzucić, ażeby ie zwierzęta i ptactwo pożarło i żeby iego pamięć wygładził z ziemi. Lecz Bóg miły cudowny w swych świętych następney nocy spuścił z nieba promienie, iakoby pochodnie nad każdą sztuczką iaśniejące i cztery ogromne orły od czterech stron świata, dla straży w dzień i w nocy, które oblatując, wszelkie zwierzęta i ptactwo odpędzały”.


Czy ten opis nie przypomina nam współczesnych relacji o UFO, które emitują różnego rodzaju promienie świetlne? Ten fakt jest łudząco podobny, ale zapisany językiem, który w ówczesnym czasie obowiązywał i którym można było opisać zaobserwowane zjawisko, które potem wyjaśniono w odniesieniu religijnym. W perspektywie chrześcijańskiej wielokrotnie padają opisy dotyczące świateł lub promieni. Wiele takich konotacji zostało ukazanych w sztuce sakralnej. Ciężko sobie wyobrazić, aby był to jedynie wytwór artysty, choć dla sceptyków, a nawet niektórych duchownych, nie ma to żadnego związku z UFO.

Czyżby wszelkie ufologiczne zjawiska, utrwalone na obrazach, były jedynie przejawem fantazji artystów oraz nadinterpretacji współczesnych badaczy?

Nie mogę się z tym stanowiskiem zgodzić, ponieważ wiele świadectw możemy znaleźć w starych księgach, muzeach, a nawet kościołach, m.in. w takich krajach, jak: Indie, Chiny, Japonia. Aerta de Geldera, holenderski malarz, (ur. 26 października 1645 r., zm. 27 sierpnia 1727 r.) w szczególnie wymownym obrazie pt. „Chrzest Jezusa”, namalowanym około 1670 roku, ukazuje okrągły dyskoidalny obiekt, który emituje cztery jasne promienie światła na Jezusa oraz Jana Chrzciciela. Zapis w Biblii zdaje się wskazywać, iż doszło wówczas do osobliwego zdarzenia, a obraz holenderskiego malarza zdaje się tą prawdopodobną scenę ukazać:


„A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jako gołębicę i przychodzącego do niego”. (Mt. 3,16)

Artystyczna wizja Aerta de Geldera „Chrzest Jezusa”

Robert Monroe, medium znane z podróży poza ciałem, zetknął się z promieniem padającym z nieba, który wywarł na nim ogromne wrażenie, które zmieniło jego wyobrażenie o tym, co określamy mianem ‘Boga’. Promień był pewną formą komunikatu, który Monroe odczuł jako bezosobową, nieczułą i chłodną siłę, która wcale nie troszczy się o ludzi, co w Monroe wywołało głęboką rozpacz i doprowadziło go do płaczu:


„Wtedy nieodwołalnie poznałem, nie mając żadnej nadziei na przyszłą zmianę, że Bóg z mego dzieciństwa, z kościołów, z religii całego świata, nie jest takim, jakim Go czcimy”.


Jacques Valleé porównał promień Monroe do promieni ze sztuki sakralnej, które przynoszą objawienia od Boga.

Z takim mistycznym zdarzeniem, w którym głównym bohaterem jest padający promień światła, spotkałem się w miejscowości Radgoszcz w woj. małopolskim. Dnia 28 maja 2016 roku pan Krzysztof, przebywając w swoim pokoju, zauważył o godzinie 22:00 z okna tegoż pokoju dziwnie zachowujące się zjawisko nad pobliskim, około 5 — metrowym świerkiem, który oddalony był ponad 10 metrów od domu. Zaintrygowany obserwował tajemnicze zjawisko, które miało formę świetlistej litery C, krążącej wokoło drzewa tuż na wysokości wierzchołka. Była to świetlna smuga jasnej barwy, która cały czas okrążała drzewo. Zdumiony, chcąc sprawdzić, że nie ma halucynacji, poszedł po pewnym czasie do żony, która była w sąsiednim pokoju. Jak się okazało, jego żona także widziała to zjawisko, ale po kilku minutach powróciła do łóżka. Świadek nie dał za wygraną, wziął latarkę i wyszedł na balkon, co jakiś czas oświetlając zjawisko snopem światła z latarki, co powodowało, że zjawisko nie było wówczas widoczne. Po chwili pan Krzysztof zauważył coś wprost nieprawdopodobnego: nad wierzchołkiem drzewa pojawił się pionowy snop jasnego światła, który miał około 20 cm szerokości. Smuga wyraźnie dobiegała z niekończącego się ciemnego nieba, nie miała swojego końca. Zjawisko świetlne w tym momencie zaczęło szybciej krążyć, aż w jego centrum pojawiła się jakby mgła — ‘obłoczki’, które zdaniem świadka transformowały się w jakiś bliżej nieokreślony kształt. Zjawisko w tej chwili zaczęło przybliżać się w stronę świadka, który wpadł w panikę i postanowił ze strachu jak najszybciej wrócić do domu. Niestety, nie wiadomo co się stało i jak znikło zjawisko, ponieważ pan Krzysztof bał się podejść do okna. W rozmowie dowiedziałem się, że jest on miłośnikiem dawnej kultury słowiańskiej, posiada rozległą wiedzę, a samo zjawisko, jak sądzi, mogło być związane z jego zainteresowaniem i mogło mieć znaczenie mistyczne. Kolejnej nocy pan Krzysztof znowu zauważył pionową smugę, tylko bardzo słabo zauważalną, która znikła następnej nocy.

Czym było zjawisko obserwowane przez dwie osoby? Transcendentalnym mistycznym przeżyciem, które jeszcze bardziej pogłębiło świadomość o kulturze słowiańskiej? Pewną energią, nośnikiem parapsychicznej informacji?

Czyżby z podobnymi mistycznymi promieniami spotykali się prorocy oraz różni artyści, uwieczniając na obrazach niebiańskie promienie, które trafiały ludzi?

Włoski malarz Carlo Crivelli na obrazie z 1486 roku pt. „Zwiastowanie” przedstawił Marię w czasie zwiastowania Archanioła Gabriela w wymowny sposób. Z nieba, a dokładnie z czegoś w formie koła, pada złocisty długi promień, a nad głową Marii widnieje Duch Święty w postaci gołębicy.

Carlo Crivelli „Zwiastowanie”1486 — po prawej powiększenie „obiektu”

Polski kronikarz Jan Długosz, którego nie muszę reklamować, pozostawił po sobie niezwykłe świadectwa naszej polskiej kultury. Dzięki jego kronikom możemy poznać nie tylko życie i obyczaje mieszkańców, ale także zjawiska, które miały miejsce nad Polską. Niezwykle wymowny opis ognistego zjawiska przy pewnej dozie fantazji można potraktować jako pozytywny atut, wspomagający wojska polskie w czasie bitwy z Tatarami w 1241 roku. Jan Długosz tak opisuje oblężenie Wrocławia przez nawały tatarskie:


„Tatarzy zaś, zastawszy miasto spalone i ogołocone zarówno z ludzi, jak z jakiegokolwiek majątku, oblegają zamek wrocławski. Lecz gdy przez kilka dni przeciągali oblężenie, nie usiłując zdobyć [zamku], brat Czesław z zakonu kaznodziejskiego, z pochodzenia Polak, pierwszy przeor klasztoru św. Wojciecha we Wrocławiu (…), modlitwą ze łzami wzniesioną do Boga odparł oblężenie. Kiedy bowiem trwał w modlitwie, ognisty słup zstąpił z nieba nad jego głowę i oświetlił niewypowiedzianie oślepiającym blaskiem całą okolicę i teren miasta Wrocławia. Pod wpływem tego niezwykłego zjawiska serca Tatarów ogarnął strach i osłupienie do tego stopnia, że zaniechawszy oblężenia uciekli raczej niż odeszli.


Brytyjski historyk Norman Davies wyjaśnienie tego zjawiska przypisuje efektom użycia prochu ze strony Tatarów. Skoro tak — dlaczego sami przeciwnicy przestraszyli się własnej broni i uciekli w popłochu? Przyznam, że jest to wątpliwe wyjaśnienie.

Czy nie przypomina to Państwu innej podobnej historii?


W 776 roku Karol Wielki toczył wojnę przeciw pogańskim Sasom. Jak czytamy z zapisów kronik, w czasie oblężenia zamku Sigiburga doszło do odwrócenia biegu wojny dzięki dwóm tarczom, jakie pojawiły się na niebie. W „Annales Regnorum Francorum” z 1871 roku możemy przeczytać:


„Karol Wielki pociągnąwszy przeciw Sasom, zdobył Hoghensyburg. W roku następnym Sasi próbowali gród odbić, według relacji frankońskiego kronikarza wszakże znak widoczny nad kościołem tak bardzo ich wystraszył, iż rzucili się do ucieczki”.


Dalej czytamy:

„Boża siła zaprawdę sprawiedliwie ich pokonała. W dniu, gdy szykowali się do walki z oblężonymi chrześcijanami, nad dachem zamkowego kościoła ukazała się wyraźnie wspaniałość boska, którą ujrzało wiele osób. Widziano dwie okrągłe, czerwono płonące tarcze, które poruszały się nad kościołem. Wśród pogan powstało wielkie zamieszanie i zaczęli uciekać do swego obozu w wielkim przerażeniu”.


Czyżby w czasie oblężenia obu zamków tajemnicze obiekty spowodowały panikę w szeregach nacierających wojsk? A może było to inne, całkiem naturalne wyjaśnienie? J. Valleé dopatrywał się tutaj jednak ingerencji militarnej w postaci ognia i prochu, ale budzi to moje wątpliwości, podobnie jak zdarzenie z Wrocławia. Nie jest to odosobnione zdarzenie, w którym w czasie bitwy pojawia się coś, co budzi lęk walczących stron. W czasie oblegania Krosna w woj. podkarpackim doszło do nadzwyczajnego zjawiska, które także odmieniło przebieg bitwy, a może i nawet historii? 16 marca 1657 roku armia księcia Jerzego II Rakoczego, która była sprzymierzeńcem Szwedów, szykowała się do zdobycia Krosna. Miasto stanęło w obliczu widma zagłady.

W tym czasie wielu mieszczan zgromadziło się w kościele franciszkańskim, modląc się przed obrazem Matki Bożej na Murku o ocalenie. Jak donosi ówczesny jezuita Michał Krasuski, nad miastem miało się pojawić niezwykłe zjawisko — omen w postaci czerwonej włóczni, która wywołała wielki popłoch w obozie przeciwnika, który odstąpił do odwrotu. Oczywiście nie wiemy, czym w rzeczywistości było obserwowane zjawisko: błędną oceny komety, innym fenomenem? Barwa i kształt jest mocno zastanawiający, tym bardziej iż w swoim archiwum posiadam pewne zdarzenie z okolic Przybyszówki k. Rzeszowa, kiedy to w połowie lat 80 — tych XX wieku, kilka osób miało widzieć nad pobliskimi polami zjawisko w postaci pomarańczowej ‘strzały’. Nie od dziś wiadomo, że zjawiska, które dziś określamy mianem UFO, z jakiś przyczyn lubią pojawiać się przed, lub w czasie wielkich bitew, nie tylko w odległych czasach, ale także w okresie II wojny światowej. Znamy kilka relacji z terenu Polski, m.in. z okresu walk w getcie, podczas powstania warszawskiego.

Dziwnym zwyczajem UFO lubi pojawiać się nad kościołami nie tylko w minionych stuleciach, ale również we współczesnych nam czasach.

Do takiego zdarzenia doszło m.in. w lipcu 2000 roku w Węgliskach k. Rzeszowa. Trzy dziewczyny, wracające o 3.00 w nocy z zabawy, zauważyły z przerażeniem wiszący nad kościołem pomarańczowy owal z dziwnymi jasnymi punktami na całej swojej powierzchni.

W czasie obserwacji zdumione obserwatorki nie mogły się poruszać, a w okolicy ustały nagle wszystkie odgłosy przyrody, co jest charakterystyczne dla tzw. czynnika Oz.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 64.98
drukowana A5
Kolorowa
za 100.73