E-book
30.03
drukowana A5
41.57
drukowana A5
Kolorowa
66.23
LABorient Express

Bezpłatny fragment - LABorient Express

Notatki Merlina


Objętość:
201 str.
ISBN:
978-83-8221-062-0
E-book
za 30.03
drukowana A5
za 41.57
drukowana A5
Kolorowa
za 66.23

Notka prawna: wszystkie zdjęcia i ilustracje zamieszczone w tej publikacji są własnością Autora.

Oto historia, w której przeszłość, przyszłość i teraźniejszość mieszają się i przeplatają bez żadnego logicznego porządku. A moja ludzka „prawdziwa” tożsamość miesza się i przeplata z wieloma innymi tożsamościami z mojej wyobraźni oraz tymi, które są, jak można by określić, moimi poprzednimi i następnymi inkarnacjami. Ja sam zaś nie jestem tylko człowiekiem, lecz czarodziejem świadomości. Choć i to stwierdzenie nie oddaje w pełni tego, co mam na myśli! Cóż, sami się przekonacie o co mi chodzi, czytając tą książkę!

A może — mam nadzieję — zdasz sobie sprawę, że również i ty jesteś kimś znacznie więcej, niż teraz myślisz. Zdasz sobie może nawet sprawę z tego, że to, co zwiesz obecnie realną rzeczywistością, jest tylko jej ułamkiem!

Otwierając swoją świadomość na to, co jeszcze niepoznane, odkryjesz, że żyjesz w wielu światach na raz, a ten fizyczny jest tylko ich wypadkową. Doznanie tego sprawi, że twoje życie nie będzie już takie płaskie, rutynowe i z góry określone — nudne. Nie! Odkryjesz, że twoja rzeczywistość jest (a przynajmniej może być, jeśli tak zachcesz) krainą wielkich czarów!

Zapraszam więc do tej przygody i podróży poza linearny horyzont zdarzeń. Wszyscy na pokład! Nasz inter-wymiarowy pociąg, LABorient Express zaraz rusza… już za chwilę czas i przestrzeń zakrzywią się, tańcząc po magicznych krainach, a my odkryjemy to, co jeszcze niepoznane…

Dr Sha Dhar

PSI*stars

Siedzieliśmy sobie z Alicją, słuchając świergotania żółtych, brzuchatych sikorek, które zajadały się pestkami słonecznika. Sami też się zajadaliśmy różnymi smakołykami. Słuchałem uważnie wszystkich energii, bo czułem, że otwiera się jakiś portal, jakbym mógł niemal usłyszeć jakiś inny świat, który jest tuż obok, tylko niewidzialny.


Czułem też obecność mojego martwego, ale wciąż bardzo żywego przyjaciela o imieniu Quthumi. Tak, to trochę jak z kwantowym kotem Schrodinger’a, który jednocześnie żyje i jest martwy. Quthumi jakby mi pomagał… tak, z pewnością mi pomagał przebić się przez szarą gęstwinę hałasu masowej świadomości — tej ponurej mgły masowego umysłu. Ograniczonej mentalności, która blokowała mój słuch, utrudniając mi połączenie się z ów dziwnym, pięknym, magicznym światem. Światem, który śmiało mógłbym określić mianem jednej z Nowych Ziem. Nazywałem ten świat Rotoro.


Po kilku minutach oddychania, słuchania i wczuwania się w to jaskrawo żółte spektrum magicznych energii z Krainy Rotoro, w końcu złapałem przejrzysty kontakt. Iskra pasji rozbłysła w moim sercu! Na twarzy pojawił się uśmiech — uczucie wolności świadomości i wyobraźni królowało w moim umyśle. Za ucho włożyłem sobie żółty kwiat, aby symbolicznie wzmocnić swoje połączenie z tą Nową Ziemią. Z częścią mnie, która właśnie tam żyje.

A wszystko to podczas gdy małe żółto-brzuchate sikoreczki świergoliły swoją pieśń wolności, tańcząc radośnie za oknem.

Podejrzewam, że sikorki i Quthumi są w jakiejś podejrzanej zmowie, i spiskują dla mojego dobra. Dziękuję im za to! Bo nagle olśniło mnie i zacząłem niedbale bazgrać w swoim notesie cały download nowych idei i pomysłów.


LABorient, tak nazwałem ten proces importowania kreatywnej energii poprzez portal własnej wyobraźni. To trochę jakby wyruszyć statkiem poprzez szeroki niezbadany ocean i odkryć nowy ląd. Nie jest on wcale pusty! Żyją tam najróżniejsze istoty, które mają swoją kulturę i wersję rzeczywistości tak odmienną od tych, które znamy jako ludzie! To kwintesencja egzotycznego orientu. Patrząc, czując, słuchając energii tego świata czuje się zew natchnienia!


Kreatywna energia aż we mnie buzowała. Tak bardzo, że podnieciłem się, złapałem za wiadro z jaskrawo-żółtą farbą o nazwie Bezkompromisowa Kreatywność i zacząłem malować kuchenną ścianę. Malowałem potencjały… potem chciałem je przemienić w krystaliczny wzór, więc złapałem za taśmę malarską, wyklejając jego obrys… ale potem mój pies, Totoro zaczął mi przynosić różne przedmioty, które ułożyłem w symboliczną instalację. A właściwie taki artystyczny portal, w symboliczny sposób obrazujący tę niesamowitą, buzującą życiem, kreatywną energię z Nowej Ziemi! Z przyszłości! Z potencjałów pięknego życia w nowej energii!


Nagle jeden z potencjałów wyskoczył wprost ze ściany i zmaterializował się jako świecąca jaskrawo-żółta piłeczka ze słodkim jednorożcem! Tańczyła w powietrzu jak szalona! Skakała to tu, to tam, aż Totoro zaczął skakać razem nią. Próbował pomóc mi ją złapać i… udało się!


Tak! Złapałem ten LABorient i poczułem wielką radość!


Życie to Zabawa. Kreatywność. Radość i magia! To właśnie wybieram.

Kuleczek-potencjałów było bardzo wiele, a ja „złapałem” akurat ten, który był dla mnie na tą chwilę najlepszy. Nazwałem te piękne potencjały z Nowej Ziemi, PSI*stars, czyli potencjały realizacji i życia w nowej energii… to bardzo specyficzne, wyczuwalne spektrum kwantowego promieniowania.

Są to potencjały nowej świadomości, dzięki której postrzegasz więcej i żyjesz w rzeczywistości pełnej magicznych energii.

Dlaczego PSI — och o tym będzie w dalszej części tej książki. A stars dlatego, że to po angielsku gwiazdy… a te potencjały są trochę jak spadające gwiazdy. Gdy się jakąś widzi, trzeba poczuć swoje marzenia i złapać jedno z nich.

Kraina Rotoro

Tworzę własną fantastyczną krainę, którą nazwałem Rotoro. Oczywiście, że jest fantastyczna, ale tworzę ją tak, jakbym chciał w niej żyć. Tworzę sobie taką krainę, w której chciałbym żyć. Moją własną!

I mam to gdzieś, czy to się zgadza z jakimiś teoriami nauki, fizyki i historii — bo to jest moja własna kraina. Mój własny świat pełen wyobraźni.

Jestem jednocześnie człowiekiem i żyję na Ziemi, w twardej rzeczywistości… która nie jest jak moja kraina, ale też ma swoje piękno!

Najważniejsze to jednak żeby też mieć swoją własną krainę, w której jest się wolnym. I w której jest się kim tylko chce się być. Bez żadnych zasad!

Jeśli się ma taką krainę, to zawsze jest się wolnym.

W mojej krainie jestem zawsze bezpieczny a czas nie obowiązuje. Jakoś tam sobie płynie, ale właściwie nie ma to znaczenia. Czasem tylko się przydaje, jak trzeba umówić się na spotkanie.

W mojej krainie nie ma pieniędzy, bo wszytko samo do mnie płynie. Trzeba mieć tylko konto bankowe i czasami się czymś podzielić przez media społecznościowe.

W mojej krainie… mam piękną dziewczynę i uprawiamy cudowną miłość. Robimy wszystko bez żadnych więzi ani wstydu.

W mojej krainie drzewa słuchają i czasem nawet coś opowiedzą.

Chodzi się lekko, szczególnie gdy znajdzie się piórko jakiegoś ptaka, bo zawiera ono energię latania. A jak się chce nawet to i można latać! Wielką przyjemność to sprawia.

W mojej krainie jest dużo więcej, niż widzą ludzkie oczy, ale czasami gdy je otworzysz, to widzisz i słyszysz wszystkie rzeczy na raz… i widzisz piękno całej Kreacji, czy to realnej, czy tej w twojej wyobraźni.

I wtedy pewnie sam się połapiesz, że w sumie to bez znaczenia! Bo czy coś jest realne, czy tylko w fantazji, to i tak najbardziej liczy się… piękno twojego doświadczenia.

Naturalne Czary

Była to niedziela jak każda inna. Jakoś na początku lutego. A jednak była to niezwykła niedziela. Atmosfera wibrująca w powietrzu sprawiała, że czuło się jakoś… tak dziwnie. Być może chodzi o to, że o tej porze roku powinno być mroźno i śnieżnie, a było wręcz wiosennie. Prawie wiosennie. Bardziej, powiedziałbym, było jakoś tak irlandzko. Niebo przepełnione szarą breją chmur. Wiał porywisty suchy wiatr, który nie był ani mroźny, ani ciepły. Taki wręcz w sam raz. Orzeźwiający. I jeszcze to światło. Specyficzne, niby ciepłe, a jednak szarawe, jak słońce skrzące się w tafli lekko zaśniedziałej miedzi.

Ja też czułem się dziwnie. Tak lekko jakbym stąpał po ziemi, a jednocześnie unosił się trochę ponad nią. Lekki jak piórko. Mój umysł niby coś tam myślał, ale w zasadzie to nic nie myślał. Emocjonalnie czułem się trochę zdołowany, a jednak w sumie optymistycznie nastawiony do życia. Trochę jak to ciepłe, acz szarawe, marsjańskie (w jakiś sposób) światło. Paradoksalny stan odczuwania rzeczywistości. Dziwnie…

Gdyby światło mogło mieć cechy astrologiczne, to powiedziałbym że było marsjańsko-księżycowe, z dużym wpływem Saturna i nutką Uranu, i jeszcze… hmmm… Andromeda też maczała w nim swoje palce, znaczy promienie.


Przeszliśmy przez tunel pod autostradą, który jest bardzo niski i trzeba przezeń przechodzić jak żołnierz skradający się wzdłuż długich okopów. Idąc nim, czasem wyobrażam sobie, że jestem partyzantem i opuszczam swoją bazę, ruszając na niebezpieczną misję eksplorowania tego, co jeszcze niepoznane. Tylka ja i mój wierny pies Szarik, znaczy Totoro. Przed nami połacie nieznanych światów, pełnych nie-wiadomo-czego. Zamiast karabinu mam swój zaczarowany flet, na wypadek gdybym zapomniał drogi powrotnej i zagubił się gdzieś wśród przedziwnych korytarzy wielowymiarowego Wszechświata…

Och, zamyśliłem się w partyzanckiej alegorii i prawie wpadłem do wody. Bo tunelem tym płynie mała rzeczka, która zazwyczaj jest bardzo płytka, ale że ostatnio trochę popadało, to i wody jest więcej. To byłby koniec mojej partyzanckiej eskapady. Żeby eksplorować Wszechświaty świadomości, trzeba czuć się komfortowo we własnej skórze, inaczej to nic z tego!


Po drugiej stronie tunelu jest łąka.

To nie miał być długi spacer. Chodziłem więc spokojnie po tej łące, podczas gdy Totoro biegał sobie rozradowany. Czułem przeróżne rzeczy. Zabawne jak działa świadomość. Czasem (zawsze!) to, co odbierają fizyczne zmysły jest tylko maleńkim ułamkiem tego, co się naprawdę doświadcza. Myślę sobie czasem, że świat materialny jest taką tycią kropelką w całym oceanie doznań. Jak gdyby te pięć ludzkich zmysłów było tylko pięcioma kolorami w palecie pełnej ich milionów. Innym razem znowuż, zdaje się że nie ma nic prócz tych pięciu kolorów, a wszystkie inne to tylko wytwór twojej wybujałej wyobraźni. Świadomość jest zabawną „rzeczą”!

I tym razem, jak to na partyzanta świadomości przystało, w pewnym momencie zacząłem czuć czary. Jakby ten irlandzki wiatr i szeleszczące źdźbła traw coś mi śpiewały. Trawy suche grają na skrzypcach. A… zielone sosny wtórują wiolonczelami. Brzozy grają na klarnetach, swoimi smukłymi palcami. A malutkie ptaszki świergolące w motylim, chaotycznym, beztroskim locie ponad nagimi mirabelkami, to magiczne flety — przeróżne, drewniane. Na perkusji bębnią czule czarne olchy. Stare. Mądre. O głębokich basowych tonach. Na wpół śpiące — w transie wybijały rytm całej tej orkiestrze.


Przysiadłem w końcu pod jedną z pięknych wiolonczelistek — zieloną, ciemną sosną, skrzącą się w marsjańsko-księżycowym świetle szpiegującego świat zza chmur słońca. Porywisty, południowy wiatr owijał mnie szalem spokoju, a jego chłód orzeźwiał moją świadomość, otwierając zmysły na czary. Tak! Czary! Naturalne, piękne czary Natury.

Wokół mnie zaczęły skakać malutkie skrzaty-elfy. Zielone, z rudymi włosami i spiczastymi czerwonymi czapkami. Niektóre nawet miały rudy brody — trochę jak Figle Migle z pratchett’owskich bajek. A ja siedziałem, i tylko się wczuwałem, obserwując to przedziwne przedstawienie. Poddawałem się uczuciom. Czułem wszystko to, czego z jakiegoś powodu nie chciałem czuć. Natura mi w tym pomagała. Ona zawsze pomaga! Tak bardzo kocha ludzką istotę… jest tak mądra! Chce mi się płakać, gdy o tym myślę…

My, jako wspaniali ludzie, od dziecka jesteśmy tresowani w odpychaniu swoich uczuć. A więc znajdujemy sobie rozliczne dystrakcje i tym podobne zajęcia, żeby pewnych, niewygodnych dla nas rzeczy po prostu nie czuć. Te trudne energie i uczucia wciąż tam są, ale my udajemy, że ich nie ma i czekamy aż tak się nasilą, że aż zacznie nas coś boleć. Bo każda zblokowana nieprzyjemna energia w końcu będzie chciała zostać poruszona, a jeśli człowiek nie zaadresuje jej po dobroci, to będzie musiała przyciągnąć jego uwagę czymś bolesnym. Z tego właśnie biorą się choroby w ludzkim organizmie.

Dlatego Natura jest tak pomocna, bo pomaga człowiekowi poczuć to, czego tak usilnie nie chciał czuć! Natura uzdrawia choroby, zanim jeszcze się pojawią! To niesamowite. Acha, mówiąc Natura nie mam na myśli czegoś oddzielnego od człowieka — przecież ta sama Natura, która jest na łące i w lesie, jest również wewnątrz nas! My tylko lubimy udawać, że jest inaczej.


Sosna-wiolonczelistka była moim oparciem i schronieniem. Jej rozłożyste ramiona obejmowały mnie czule. Siedziałem i oddychałem, słuchając symfonii wiatru, śmiejąc się wraz ze skaczącymi, malutkimi elfami i odczuwając rozliczne gniewy i bóle, które wcześniej spychałem do podświadomości. I nagle pojawił się mój przyjaciel. Zielony Starzec.

Starzec tylko dlatego, że jest bardzo stary, wedle naszych ludzkich obliczeń i też bardzo mądry. Pochodzi z rodu pierwszych elfów, opiekunów Ziemi, którzy przybyli tu jako nasi protoplaści. W czasach gdy nasza zielona planeta, była jeszcze szaro-srebrzystym kamlotem, krążącym wokół nastoletniego jeszcze wtedy Słońca. Jest to duch dobroczynny, przywoływacz marzeń, strażnik jednego z pradawnych, oryginalnych, świętych Płomieni Życia. Menadżer życiowych energii — krystalicznych pól, które tchnęły anielski pył magii w ten skalny orbiter, przeistaczając go w cud, który dziś zwiemy naszą Terra Ziemią.

Czuj gniew — powiedział Zielony Starzec — czuj gniew, gniew Cię wyzwoli. Czuj gniew, bądź prawdziwy!

Bądź prawdziwy, bądź prawdziwy! — wtórowały elfie skrzaty chórem.

Bądź prawdziwy i czuj wszystko — wyszumiał wiatr echem.

Wtedy po moich rozłożonych na ziemi nogach zaczął wić się pstrokaty wąż boa — piękny, pomalowany w różnokolorowe plamy. Jego oczy błyszczały skrzącymi się płomieniami tęczy. Patrzyłem w te oczy, zafascynowany tańczącymi kolorami, aż w końcu zdałem sobie sprawę, że to nie tyle wąż, co bardziej smok. Kolorowy smok żywych energii.

I tutaj muszę dodać małe wyjaśnienie, że wąż czy też smok, to po prostu interpretacja, jaką ludzki umysł nadaje wyjątkowo intensywnym, skoncentrowanym życiowym, kreatywnym energiom. W ogóle wszystko, co ludzki umysł interpretuje na podstawie doznań płynących z wymiarów wyobraźni, jest przedstawieniem symbolicznym. Nie należy tego traktować dosłownie, ale jako rodzaj symbolu. Zazwyczaj też ów interpretacje zmieniają się, tańczą, przeistaczają z jednej fasady w kolejną. I tak właśnie wąż boa szybko przeistoczył się w kolorowego smoka, a chwilę później…


A więc czemu tu jesteś? — zapytałem pstrokatego węża-smoka. Skoro się pojawiasz to niesiesz pewno mi jakieś przesłanie… cóż więc powinienem wiedzieć? — dodałem zaciekawiony.

Smok przewrócił tęczowo-ognistymi ślepiami i przeistoczył się w wizję, w moją artystyczną pracownię. Porwał mnie w wir wyobraźni i pokazał mi moje rzeźby, nawet te, których jeszcze nie zacząłem tworzyć! Potem wszedł w moje książki, te które już napisałem i te, które właśnie piszę, a nawet te, które jeszcze tylko dryfują wśród wymiarów moich potencjałów i marzeń. Potem stał się całym moim domem, który z taką pasją przemieniam w magiczne laboratorium. Pokazywał mi wystroje wnętrz, malowanie ścian, nowe meble — całe mnóstwo najróżniejszych kreacji.


Bądź sobą! Bądź prawdziwy! Bądź PSTROAKTY! — wysyczał wąż, wyzionął żywym ogniem smok, wyszumiał wiatr, wtórowały elfie skrzaty, a Zielony Starzec grał na swoim długim, pomarańczowym flecie, wyglądał przy tym nadzwyczaj abstrakcyjnie! Brzozy smukłymi placami trącały eteryczne smyczki trawich skrzypiec, to znów grały na świszczących klarnetach, a wiolonczelistka-sosna, pod którą siedziałem, objęła mnie swoją ciemną zielenią i uderzała wartko w struny swojej magicznej wiolonczeli. Uderzała rytmicznie, z finezją…

Cały koncert zaczął kręcić mi się w głowie, serce biło mocno, krew pulsowała wartko, niczym sunący górską granią krystaliczny potok! Wziąłem głęboki oddech i aż krzyknąłem z podniecenia! Aż i ja dołączyłem do czarodziejskiego chóru i zaśpiewałem pełen pasji!

Bądź PSTROKATY! Bądź PSTROKATY!

Jestem pstrokaty!

Jestem prawdziwy!

Jestem piękny!

Jestem kim jestem!

Aaaaaaaaa la la la la la la

Głęboki oddech. Szeroki uśmiech. Łzy w oczach. Ogień w sercu. Smok kreatywności tańczył we mnie i wszędzie wokół mnie. Cała łąka zapłonęła kolorowym żarem, a na niebie pokazała się tęcza. Wszystko powoli cichło, a ja oddychałem tylko, pozwalając na równowagę, na wyrównanie się moich energii. Po chwili wszystkie wizje znikły. Wiatr owijał mnie lekkim chłodem i czułem, że czas już wstawać, wracać do domu. Zielona, soczysta sosna, która była moim bezpiecznym oparciem, odłożyła swój smyczek i trwała ze mną w ciszy. Tylko trawy delikatnie muskały jeszcze swoje złote skrzypce. I nagle zobaczyłem otaczające mnie malutkie, skrzące się zielone iskierki, to znów maleńkie., migotliwe gwiazdki… Była to energia, którą nazwałem PSI.

Iskierki tak pięknie zielone i błyskotliwe! Zielone jak mech w lesie. Jak ten mech tuż po obfitej burzy, gdy wilgoć podkreśla każdy kolor, sprawiając że jest nawet i stokrotnie bardziej żywy, jaskrawy. PSI to delikatna energia. Magiczna energia. Pełna czegoś… czegoś… co ciężko nawet zdefiniować. Ale gdy się to czuje, to po prostu… och! To jest niesamowite uczucie! Lekkość. Świeża bryza. Umysł pełen pomysłów, natchnienia, inspiracji. Moje książki, rzeźby, Ars Amandi, PSI+art, instalacje, i masę innych rzeczy — wszystko we mnie tańczyło pełne pasji… aż nie mogłem się doczekać, żeby wrócić do pracowni i po prostu tworzyć. Przelać ten smoczy ogień tęczy, to żywe PSI, to kreatywne tchnienie w moje kreacje. To jest tak piękne! To czary! To prawdziwe, autentyczne czary!


Poczułem, że czas wstać. Dość już tego orzeźwienia. Cóż za dar! Tanecznym krokiem ruszyłem w stronę domu, stąpając po słomkowych kolorach śpiącej zimowym snem łąki, w to przedziwne niedzielne popołudnie, gdzieś na początku lutego. PSI szło, a w sumie bardziej dryfowało razem ze mną. Unosiło się wokół mnie i tańczyło, niczym delikatne płatki śniegu rozhulane rześką zimową bryzą. Zmieniało kolory: z soczystej, translucentnej zieleni wchodziło w błękit nieba, fiolet zachodzącego słońca, róż wieczornego nieba, granat kosmicznej przestrzeni, biel kartki papieru…

Totoro zawzięcie rył w ziemi, w pogoni za sprytnym kretem, który naigrawał się z niego, strojąc głupie miny. Och, Totoro, przecież nigdy nie złapiesz tego cwanego kreta! — zaśmiałem się, widząc ognistą pasję w jego oczach. Chodź, idziemy na obiad…


Gdy przechodziłem tory kolejowe, wciąż czułem czarodziejskie energie. Czary, czary… jakież one piękne… czyste… frywolne… to Dusza sama! Tak, Dusza to czary, a czary to Dusza — to kreatywność, natchnienie, zew życia, sens istnienia, świadomość wolności. Wszystko w tym jest. Brak nawet słów, by to opisać. Dość już słów. Po cóż zamykać to w jakimkolwiek słowie czy definicji. Można tylko wyrażać, inspirować się i mieć w sobie bez względu na wszystko. Niech płonie to ognisko we mnie — zawsze i wszędzie. Właśnie to wybieram. Bo jak się to czuje, to serce się raduje! Wybieram czary.


A czy te czary się opłacają? — ktoś mógłby zapytać bardzo ekonomicznie. Cóż, jeśli ktoś jest strasznym nudziarzem i chce nim pozostać, to na pewno czary nie będą się mu opłacały. Bo czary są po nic, ale bez czarów to w sumie nie ma nic! Jest tylko płaskie, nudne, szare, suche gonienie za doczesnością — za iluzjami i mirażami masowej świadomości. A czary to wolność, radość, ekscytacja, pasja, barwy nowe i nieznane światy — przygoda, zabawa, sztuka, ekspresja! One są wszystkim. Wszystkim. Czary są po to, żeby było po prostu wspaniale! Naturalne czary.

Czerwona Kuleczka

Znalazłem na wiejskiej drodze małą czerwoną kuleczkę, choć w sumie większą niż zwykle. Gdy ją podniosłem, wczułem się w jej hiper-łączność energetyczną, bo wiedziałem, że reprezentuje jakiś potencjał. Ten okrągły, czerwony kawałek plastiku jest czymś znacznie więcej, niż podpowiadają ludzkie zmysły! Wiem o tym, bo doświadczyłem tego już niezliczoną ilość razy, z wieloma innymi takimi kuleczkami. I czasem zastanawiam się, kto mi je podrzuca…


Ta czerwona kuleczka jest psychicznym hiperłączem do czegoś więcej. A gdy otworzy się swoją świadomość poza ograniczenia fizycznych zmysłów, można poczuć to „więcej” — przeróżne, niematerialne warstwy rzeczywistości.

Właśnie tak narodził się pomysł na tą książkę. Bo ów czerwona kuleczka połączyła mnie z potencjałem jej napisania. W swojej wyobraźni poczułem ją jako gotową publikację, którą teraz muszę tylko jakby przepisać, czy przełożyć ze stanu niefizycznej potencji do faktycznej rzeczywistości. Jeśli to teraz czytasz, to znaczy, że mi się udało! Brawa dla mnie :)


Fizyka energii i magia świadomości to książka, która opisuje to, jak świadomość jest czymś magicznym — czymś, czego nie sposób zamknąć w żadnych ryzach. Dlatego właśnie nie jest przez oficjalny świat naukowy uznawana jako coś, co w ogóle istnieje. Nie sposób jej zmierzyć i zrozumieć.

Świadomość jest czymś niewytłumaczalnym.

Właściwie wielu racjonalistów-idiotów uważa, że jest czymś stricte elektromagnetycznym — tylko efektem ubocznym działania biochemii i zjawisk bioelektronicznych, zachodzących w mózgu człowieka, czy innego zwierzęcia. Wielu uważa w ten sposób, ale jest to tylko ich percepcja — nie ma dowodów na to, że świadomość nie jest czymś znacznie większym niż nawet sam ludzki umysł.

Istnieją natomiast solidne poszlaki, potwierdzające to twierdzenie w pośredni sposób. Świadomość to nie tylko żaden efekt uboczny mózgu, ale fundament wszelkiego istnienia materialnego oraz poza materią. Dlatego mówię, że jest to magia świadomości. Magia, czyli coś, czego jeszcze nie rozumiemy, ale nie sposób zaprzeczyć, że naprawdę istnieje!

Świadomość jest czymś magicznym też w inny sposób. Jej działanie wymyka się racjonalnemu myśleniu i uważam, że tak zawsze pozostanie. Możemy ją badać i odkrywać jej tajniki, ale ona zawsze będzie o krok do przodu. Zawsze będzie w dużej mierze czymś tajemniczym i wciąż nieodkrytym — niczym przysłowiowa studnia bez dna. Świadomość zawsze będzie magiczna!


Z energią jest natomiast trochę inaczej. Energię można zmierzyć i określić wzorce, czy dynamiki jej działania (z wyjątkiem tzw. Nowej Energii. o której będzie za chwilkę).

Energia jest ewidentna, choć przecież również jeszcze nie do końca przez nas poznana i rozumiana. Energia ma swoją fizykę, ponieważ ją odkryliśmy (w jakimś stopniu). To jednak, czego jeszcze nie odkryto, to, że tak naprawdę świadomość wyznacza trend energii. To świadomość dyktuje fizykę energii, a więc sama w sobie jest poza fizyką — jest czymś o naturze duchowej, czy magicznej.

Energia zaś jest czymś bardzo prostym i łatwo mierzalnym do pewnego stopnia. A przynajmniej energia elektromagnetyczna — bo są też jej inne, jeszcze niepoznane warianty.

Twierdzę, że to świadomość dyktuje zasady działania każdej energii. Dlatego mówimy o tym, że istnieje fizyka energii. Ale tak samo, jak świadomość stworzyła fizykę naszej rzeczywistości energetycznej, którą znamy dzisiaj i wciąż poznajemy, tak również świadomość może stworzyć odmienną fizykę energii — nową rzeczywistość.

I właśnie to chciałbym przedstawić w tej książce: co dzieje się z energią, gdy świadomość wchodzi w odmienny, alternatywny stan percepcji?

Jak inaczej wtedy układa się fizyka energii?

Nowa świadomość tworzy nową energię!

Jest to kwintesencja prawdziwej, trochę tajemniczej sztuki alchemii. Podczas eksplorowania dynamik energii i świadomości, stworzyłem własną jej formę i nazwałem…

Konsolidacja Energetyczna

Alchemia to bardzo intuicyjna sztuka. A już szczególne alchemia, którą stworzyłem poprzez łączenie różnych wymiarów, czy różnych potencjałów kreatywności.

Jest to sztuka — empiryczny proces wprowadzania nowej energii w materialną rzeczywistość. Sztuka też dlatego, że podobnie do procesu artystycznego, nie korzystam przy tym z logicznego intelektu, lecz z intuicyjnej zmysłowości objawiającej się w danej chwili.

Korzystam przy tym również z różnych narzędzi i przyborów. Jednym z nich są energie natury; drugi element to energie naukowe, takie wręcz laboratoryjne; trzecim takim elementem jest ekspresja artystyczna, czy kreatywność; a czwartym — duchowe energie, zawarte w ludzkiej psychice.

I to wszystko się ze sobą jakby ściera, czy koliduje — łączy w sposób może nielogiczny, lecz i tak ma swój piękny sens!

natura + fizyka + sztuka + duchowość = innowacja

I właśnie ów ścieranie się ze sobą tych różnych energii, które może na pierwszy rzut oka wydają się być ze sobą nie związane, jest rodzajem alchemii, którą nazwałem konsolidacją energetyczną.

Ponieważ one spotykają się ze sobą i zaczynają konspirować, czy konsolidować się — można by rzec, że wręcz kompilować swoje różne warianty, czy aspekty, do czegoś nowego. Wszystkie te elementy łączą się w fuzję, czyli taką specyficzną kolizję energetyczną.

Natura, sztuka, nauka oraz psychika/duchowość — wszystkie te cztery energie łączą się, tworząc coś nowego oraz innowacyjnego. Coś, co nazwałem nową, skonsolidowaną energią.


Jest to nowa energia, która ma w sobie wszystkie te elementy, a jednocześnie jest zupełnie odmienna od każdego z poszczególnych składników. Tu słowa są trochę trudne. Ale mogę to przyrównać do komponowania bukietu z różnych kwiatów. Co też uczyniłem, nagrywając szkic tego rozdziału.

Bukiet ów jest pełen symboli, a w całości symbolizuje właśnie ów nową, skonsolidowaną energię!


Cóż, właściwie teraz wypadałoby nakreślić trochę tło tego, skąd płyną te słowa. Otóż, było to podczas spotkania z paroma innymi alchemikami w wyjątkowym miejscu, koło Puszczy Białowieskiej. Udałem się na poranny, samotny spacer do pobliskiego lasu. Pogoda była przepiękna — koniec czerwca, wszystko w pełnym rozkwicie. Wokół mnie cisza i szum delikatnie kołyszących się sosen. Aromat wilgotnego mchu, drzewnych olejków eterycznych, zapachy łanów dojrzewających w słońcu zbóż i polnych kwiatów, które przynosiła delikatna bryza.


Czułem się trochę przytłoczony, ponieważ poprzedniego dnia spotkaliśmy się fizycznie po raz pierwszy w życiu i nasze energie zaczęły kolidować — mieszać się dla wyłonienia pozytywnej transformacji świadomości dla nas wszystkich. I, jak wiadomo, gdy spotykają się różni ludzie, to każdy wnosi swoją odmienność, a czasem ta odmienność powoduje konflikty, czy właśnie tzw. kolizje energetyczne.

Będąc wyjątkowo wrażliwym i empatycznym człowiekiem, miałem świadomość tych różnic między nami, a również tego, co mamy wspólnego — co nas połączyło i zebrało razem w tamtym miejscu na tych parę dni.

Poszedłem na poranny spacer, aby skonsolidować w sobie te wszystkie energie i stworzyć potencjał jak najwyższego dobra dla nas wszystkich. Oto więc siedziałem sobie w ustronnym miejscu, pośród sędziwych sosen, okraszonych młodymi jałowcami. Wszędzie wokół mnie zielone soczyste mchy, pełne porannej wilgoci. Rozebrałem się do naga i zostawiłem swoje ubranie kilka metrów dalej, aby odłączyć się od wszystkich zewnętrznych energii — również tych, które były w moim ubraniu!

Być może nie musiałem tego robić, ale właśnie tak poczułem, tak jest mi dobrze. I choć może Ci się to wydawać co najmniej dziwne, to wiedz, że nie jestem jedyną osobą, która spostrzegła olbrzymią różnicę, jaką czyni nagość. Czytałem ostatnio, że australijscy aborygeni, którzy zostali ucywilizowani, również raz na jakiś czas odczuwają potrzebę powrotu do dzikiej nagości. To ich odłącza i pozwala odpocząć od „obłąkanego umysłu białych”, i przypomina korzenie prawdziwej natury. Poza tym jestem wtedy w ukryciu, w specjalnie wybranym ku temu odludnym miejscu, więc nikomu nie przeszkadzam.


Oddychałem głęboko, trzymając lewą dłoń na swoim brzuszku, a prawą na sercu, czując jak całe moje ciało spokojnie i z zaufaniem tętni życiową energią. Pozwalałem sobie czuć wszystkie warstwy energetyczne. Niektóre energie były bardzo pozytywne i radosne, a inne pełne konfliktu — a więc naładowane bardziej negatywnie.

Po kilku minutach oddychania w pełnej akceptacji tego, co czuję, stałem się w pełni nagim — już nie tylko fizycznie, ale też energetycznie. Energie innych ludzi, włącznie z gospodarzami agroturystyki, której byliśmy gośćmi, po prostu zmiękły i powolutku wyparowały z mojego pola energetycznego, a na ich miejsce pojawiła się moja własna żywa, czysta energia. Promienna i prosta. Przepiękna!


Jestem kim jestem — oznajmiłem sam do siebie, a wszystko co zewnętrzne, to tylko energie w służbie dla mnie i to ja decyduję, w jaki sposób chcę, aby mi służyły. Zaczął wiać delikatny wiatr, jak gdyby energie Natury usłyszały moje słowa. Natura jest bardzo świadoma i czuła na energię, którą emanuje człowiek. Zawsze stara się pomóc wznieść ją na wyższy poziom, wprowadzając łaskę przepływu życiowych energii. Będę jeszcze o tym pisał w kolejnych rozdziałach.


Nagle przez oddaloną o kilka metrów leśną dróżkę, przejechał traktor z jakimś urządzeniem przypiętym do przyczepki. Zaskoczyło mnie to i przez chwilę poczułem się zagrożony, sprawdzając, czy aby na pewno nie jestem widoczny. Ale, faktycznie, rosnące wokół mnie gęste jałowce bardzo dobrze odgrodziły mnie od zewnętrznej rzeczywistości. Oddychałem głęboko, wczuwając się dalej w nurt percepcyjnych energii mojej świadomości.

Kochałem siebie. Tak po prostu. Oddychałem miłością, emanowała ona poprzez wszystkie komórki mojego ciała. Kochałem siebie nie tylko fizycznie i psychicznie, ale też duchowo. Czułem się przepełniony naturalnym duchem życia — przyjmowałem niesamowitą miłość dla tego, kim jestem jako nie tylko człowiek, ale również duchowa istota.

W pewnym momencie tej specyficznej medytacji — która właściwie jest bardziej po prostu istnieniem i pozwalaniem na świadomość — poczułem się jak gdybym był kielichem, do którego napłynęła olbrzymia ilość czystej, kreatywnej energii. Aż tak, że zaczęła ona wręcz wylewać się ze mnie, obejmując las, wioski, pola, cały świat, Układ Słoneczny, naszą galaktykę — Drogę Mleczną, cały znany fizyczny Wszechświat oraz wszechświaty jeszcze nie poznane. Była to bardzo mistyczna, przepiękna chwila! A jednocześnie tak prosta i transparentna.


Po kilku chwilach poczułem, że czas wracać, ponieważ nadchodzi pora śniadania a jeszcze chciałbym podzielić się tą świętą, nową energią z innymi uczestnikami spotkania oraz zaobserwować, jaki energetyczny wpływ wniesie ona w ogólne pole energetyczne tego miejsca, tej agroturystyki w malowniczej, podlaskiej wsi Soce.

Ubrałem się i niespiesznie szedłem z powrotem bez żadnej ścieżki. Gdzieniegdzie przedzierając się przez leśne krzaki oraz lekko stąpając bosymi stopami po miękkich mchach, usłanych igliwiem i szyszkami. W niektórych miejscach słońce nie docierało na tyle, aby mogło wyrosnąć cokolwiek więcej, niż jaskrawo-zielone poduchy mchów, pełne misternej życiowej energii PSI.

Po drodze przyjmowałem i zbierałem leśne kwiaty, gałązki jałowca i znalazłem piękną gałąź sosny, przypominającą do złudzenia jelenie rogi. Byłem tak pełen inspiracji i natchnienia, że zacząłem nagrywać na telefon ten właśnie artykuł, pragnąc podzielić się tą energią z całym światem.

A właściwie, to też miałem świadomość tego, że będzie to wspaniały rozdział to mojej nowej książki o fizyce świadomości. Uśmiechnąłem się szeroko na tą myśl, a poranne słońce ozłociło moją twarz, gdy młodziutka sarenka przemknęła pośród zarośli. Zatrzymała się na chwilę i spojrzała mi głęboko w oczy, jak gdyby mówiła, Namaste podróżniku! Namaste — odrzekłem, przekazując swoim wzrokiem wielką wdzięczność oraz to, że jestem świadomy głębszego dna i sensu — daru, jaki jest zaklęty w naszym przelotnym spotkaniu. Uśmiechnęła się do mnie, po czym pobiegła dalej tam, gdzie nawet moja świadomość jeszcze nie sięga, z powrotem do swojej krainy czarów.

Ale o tym będzie więcej trochę później. Możesz sobie też przeczytać więcej w moich poprzednich książkach, ponieważ faktycznie energie Natury są czymś znacznie więcej, niż się nam dzisiaj wydaje. Jest tam wielka magia… przepiękna! Elfy, wróżki, skrzaty, gobliny, trolle, czarodzieje, elementale (opiekuni energetyczni) — to wszystko naprawdę istnieje!


Szedłem sobie więc dalej leśną murawą, nagrywając, wyrażając swoje natchnienie…

Misterium konsolidacji

Właściwie to chyba mogę tą konsolidację energetyczną przyrównać do tego, co dzieje się z organizmem człowieka w tej całej alchemii świadomości i materii, zwanej oświeceniem, czy realizacją. Albowiem również w tym wewnętrznym procesie, cztery elementy człowieka łączą się w jedność. Taką skonsolidowaną, alchemiczną jedność, w której ludzkie ciało, umysł, duch — czyli po prostu życiowe tchnienie — oraz kreatywność, czyli tak zwany gnost, łączą się w jeden spójny, skonsolidowany kompozyt.

Nazywam ten alchemiczny kompozyt Suwerenną Jednością.

Człowiek już nie jest tylko istotą materialną, ale teraz ma w sobie zintegrowane również duchowe energie oraz boską twórczą moc. Rzecz jasna jest to długi proces, trwający wiele lat, ale naprawdę warto na niego pozwalać i doświadczać w pełni.

Właściwie to właśnie tym jest odwieczny sens alchemii. Można o tym przeczytać w świętych księgach wszystkich religii świata i duchowych traktatach. Oczywiście trzeba umieć odczytywać zawartą w nich symbolikę. A dlaczego symbolikę? Ponieważ o sprawach duchowych trudno jest mówić wprost. Dotyczą one wymiarów i koncepcji wykraczających daleko poza możliwości ludzkiego intelektu. To wszystko, o czym tutaj piszę jest tym samym — w zasadzie — co znajdziesz w starych księgach. Ja po prostu mówię o tym bardziej współcześnie i na podstawie własnych doświadczeń. A więc w unikalny dla mnie sposób.

Widzisz, to wszystko jest połączone ze sobą. A właściwie, mówiąc bardziej precyzyjnie, wszystko jest analogiczne do wszystkiego innego. Możemy nawet zobaczyć analogię w tym, jak moja artystyczno-filozoficzna ekspresja, którą zebrałem w jednym miejscu pod nazwą LABartorium, wiąże się z odwieczną, duchową alchemią jaźni.


Cztery twórcze energie w moich kreacjach, o których wspomniałem powyżej (sztuka, nauka, duchowość, Natura) — są również, w jakiś analogiczny sposób, łączeniem się we mnie tych czterech podstawowych ludzkich komponentów (ciało, umysł, duch, gnost). Wszystko to jest płynne, elastyczne — nie jest uporządkowane, czy ułożone w logicznym pudełku intelektu. Ktoś powie, że to totalny chaos i pomieszanie z poplątaniem, ale nic bardziej mylnego! To po prostu nowa logika. Nowa energia. Nowa świadomość. Żywa, wcielona realizacja jaźni i rzeczywistości. To pionierska robota!

Wszystko cały czas się przenika, przeplata, przemienia wręcz, tańczy bardzo kreatywnym tańcem — tak bym to ujął.

I tutaj pojawiają się wyzwania. Jednym z moich największych wyzwań jest to, że umysł nieustannie próbuje to wszystko ułożyć logicznie, racjonalnie, ze swoim ograniczonym, linearnym sensem. Bo taki jest umysł — tak został zaprogramowany. Lecz to tylko programowanie, które można zmienić! I ono się zmienia, wraz z postępem alchemii, czy energetycznej konsolidacji, o której tutaj mówię. Trzeba tylko cierpliwości, akceptacji, zaufania i pozwalania, aby to się działo. Trzeba pewnego rodzaju wytrwałości.

Sam też to przechodzę. Sam również muszę odpuszczać tą chęć uporządkowania tych energii tak, by zadowolić linearny umysł. Cały czas uczę się zaufania do sienie, tego że nie wszystko musi być logiczne, aby miało sens!

Podejmuję też duże ryzyko, ponieważ wiele osób może mi to zarzuć. Powiedzą, że to, co tworzę jest chaotyczne, irracjonalne — że to się kupy nie trzyma! Jednak właśnie dlatego chyba muszę być odważny, bo dzięki temu, że to się pozornie “kupy nie trzyma”, można śmiało powiedzieć, że jest genialne.

Prezentuję zaczątki nowej ery ludzkości. Jestem tutaj z taką jakby misją, a przynajmniej tak to odczuwam. Jestem tutaj, aby przedstawić ludzkości nową świadomość i korespondującą z nią nową fizykę energii.


Nowa energia ma w sobie wolność, lekkość i choć wydaje się trochę szalona, to naprawdę jest też naturalna. Z pewnością nie jest logiczna, nie ma w sobie ustalonych wzorców, czy funkcji falowych, które są obecne w elektromagnetycznych, dualnych energiach, jakie znamy dzisiaj. Jest czymś odmiennym. Jest owocem alchemii tych starych, elektromagnetycznych energii, w którym tracą one swój porządek i wchodzą w zupełnie odmienny stan ekspresji oraz ekspansji.

Mam w tym swoje wyzwania, bo i ja jestem przyzwyczajony do tych logicznie zrozumiałych, energii dualizmu. I chyba naprawdę robię to przede wszystkim dla siebie. Żeby samemu doświadczyć tego, jak to jest być w nowej energii. Właśnie w tej nielogicznej — ktoś powiedziałby, że szalonej, popapranej, popieprzonej wręcz — energii, która wymyka się umysłowi.

A jednocześnie ta nowa energia jest tak zrównoważona, harmonijna i piękna… kreatywna, twórcza, przyjemna… bardzo przyjemna dla człowieka! Jest radosna i pełna pasji. Mam niesamowicie interesujące doświadczenie w tym wszystkim, choć czasem narzekam i już wolałbym to rzucić w pizdu — jak to się mówi. Ale nie mogę, bo wiem, że wtedy bym z pewnością zwiędł, usechł i umarł. A przecież tego nie chcemy, prawda?


Chodzi też o to, że to wszystko samo do mnie przychodzi. Gdzie tylko nie pojadę, po prostu przychodzą do mnie różne sytuacje, energie i zrozumienia — jakby same z siebie. To chyba dlatego, że jestem już w takim rodzaju (szalonej) świadomości, że kreuję swoją rzeczywistość w sposób magiczny, nowo-energetyczny. Mój świat jest już naturalnie pomieszany. Rzeczywistość i wyobraźnia łączą się i już nie umiem, i nawet nie chcę tego zatrzymać. Nie chcę już inaczej. Nie chcę „normalnie”, zwyczajnie. Wtedy jest po prostu nudno — nie czuję tego spełnienia w sobie. Dlatego nieustannie słucham i działam wraz z tym, co mi podszeptuje intuicja, co mówi do mnie moja nowa energia.

Gdy tak robię, odczuwam radość i naprawdę mam rodzaj mistycznego spełnienia w sobie. Spełnienia duszy.


Dzięki mojej nowej energii jestem suwerenny. Czuję, że nie muszę zdobywać energii na zewnątrz. Nie jestem skłonny, by karmić się energetycznie innymi ludźmi poprzez dramaty, emocje i seksualne gry. Nie muszę szukać uznania na zewnątrz, bo mam je w sobie — inherentnie. Od duszy. Gdzieś z głębi. Obejmuje mnie różowo-pomarańczowym szalem kompasji.

A więc poprzez swoje ekspresje, kreacje i alchemie; poprzez oddychanie do brzuszka i pozwalanie na nową świadomość, wprowadzam wspaniałą magię do siebie i swojego życia. Jest to naprawdę genialna sprawa! Toteż właśnie dlatego czuję, żeby o tym pisać i mówić. Wiem, że każdy człowiek może sięgnąć po ten niesamowity potencjał realizacji i nowej energii, i żyć w zupełnie innym świecie… w wielu wspaniałych światach! Tego właśnie Ci życzę — jest to krok w stronę przyszłości.

Pasja Nowej Energii

Moją największą pasją tego życia — jak już pewnie się domyślasz, po przeczytaniu poprzedniego rozdziału — jest tak zwana Nowa Energia. Jest ona obecna w polu energetycznym każdego człowieka. Właściwie to jest obecna we wszystkim, tylko aby ją poczuć, trzeba wejść w odpowiedni stan świadomości.

Nowa Energia nie jest bowiem ani negatywna, ani pozytywna. Jest czymś nawet nie tyle neutralnym, co tylko wydaje się taka być. Ona jest uczuciem świeżości i lekkości, a jednocześnie ma w sobie dynamizm oraz inspirującą ekspresję. Choć z początku trudno ją rozpoznać, ponieważ ludzki umysł i ciało nie są do niej jeszcze przyzwyczajone, czy dostrojone. Ale nie ma czym się przejmować, bo już po kilku doświadczeniach z nową energią, rozwiniesz w sobie intuicyjny zmysł, dzięki któremu stanie się dla Ciebie ewidentna nie tylko w twoich własnych działaniach i stanch odczuwania, ale również będziesz potrafił(a) rozpoznać ją u innych.

Albowiem wielu ludzi, szczególnie artystów, intuicyjnie, trochę nieświadomie, albo na wpół świadomie, wprowadza nową energię do swoich ekspresji i kreacji.


Nowa Energia to fenomenalna sprawa. Jest tak odmienna od tej zwykłej, dualnej, elektromagnetycznej energii, do której jesteśmy przyzwyczajeni, że nawet trudno o niej pisać, czy mówić. Jest ona po prostu doświadczeniem, do którego najzwyczajniej zachęcam. A właśnie szczególnie łatwo zacząć jej używać poprzez kreatywność. Dlatego też sam zacząłem tworzyć i w efekcie wieloletnich eksperymentów stałem się, jak to lubię o sobie mówić, Artystą Nowej Energii. Tworzenie zabiera z umysłu i sprawia, że stajesz się bardziej otwarty na odczuwanie. Poza tym z jakiegoś powodu Nowa Energia uwielbia, kiedy człowiek jest kreatywny. To dla niej niczym zaproszenie na imprezę. Nie może się oprzeć i po prostu łatwiej się uwidacznia. Nowa Energia ma swoją jakby inteligencję — w jakiś dziwny sposób. Nie rozumiem tego jeszcze, ale tak po prostu jest.


Zatem, wróćmy na chwilę do pasji. Najważniejszą, według mnie, rzeczą w życiu jest właśnie pasja. A dokładniej Pasja Duszy — jak to nazywam. Bo ktoś mógłby zapytać: czym właściwie jest pasja?

Wiadomo przecież, że są różne rodzaje pasji: zainteresowania, hobby, jakiejś fascynacje. Lecz pasja, o której mówię, jest czymś wyjątkowym i dlatego tak bardzo ważnym w życiu każdego człowieka. Ponieważ Pasja Duszy jest czymś, co ożywia rzeczywistość. Tak!

Pasja Duszy ożywia rzeczywistość!

Tak się w moim życiu złożyło, że odkryłem ów pasję, o czym zresztą pisałem już w moich poprzednich książkach. Nie było to wcale specjalnie romantyczne. Właściwie bardziej dramatyczne. Jak gdyby życie zmusiło mnie, abym zaczął patrzeć wgłąb siebie, by nawiązać kontakt z Duszą i przyjąć jej dar, czyli właśnie pasję.

Cóż, więcej o tym znajdziecie w moich poprzednich książkach — tutaj nie chcę się po prostu powtarzać, bo to długa historia. One są świetne, bo dokumentują doświadczenia jakie złożyły się na to, kim się stałem, czyli rodzajem alchemika, czarodzieja, artysty — bardzo nowatorskiego, awangardowego artysty-magika. Cóż, brzmi to może ezoterycznie i trochę niewiarygodnie, ale właśnie tym się stałem.


I piszę te słowa, bo przed chwilą zacząłem ustawiać sobie taką specyficzną instalację alchemiczno-artystyczno-laboratoryjną, czyli po prostu instalację LABart — jak na to mówię. Nawiązując do poprzedniego rozdziału, nazwę to chyba instalacją konsolidacją… hmmm…


Ale dobra, ten rozdział jest o pasji. A więc, odkryłem swoją pasję i widzę, jak olbrzymią czyni różnicę w moim życiu, jak zmienia moje wszystkie energie — mojego ciała i umysłu, a nawet ducha. Widzę, jak przyciąga do mnie nowe życiowe potencjały. A przy tym daje mi olbrzymią ekscytację i radość!

Trochę teraz brzmię, jakbym reklamował pasję, ale naprawdę myślę, że warto ją w sobie kultywować. A dziś ludzie tak łatwo o tym zapominają, żyjąc tylko rutynami, schematami. Hedonistycznie zaspokajając tylko swoje podstawowe, fizyczne i mentalne potrzeby. A to wielka szkoda! Pasja Duszy jest bardzo, bardzo wspaniałą „rzeczą”! I można ją w sobie otworzyć.

Świadomość a energia

Moją pasją jest też świadomość. To, jak działa i w jaki sposób wpływa na energie, tworząc doświadczenie rzeczywistości. Wiąże się to ściśle z odkryciem i używaniem Nowej Energii, o której pisałem przed chwilą. W ogóle sama energia, we wszystkich jej odmianach, to fascynujące zjawisko.


W swoich eksperymentach zaczynam od tego, co już znane — od głębszego przyjrzenia się powszechnie znanym energiom. Głównie światłu oraz elektryczności, czyli różnym formom elektromagnetyzmu. Ponieważ różnica między parą elektron-pozyton (są to cząstki, z których składa się prąd elektryczny), a fotonem światła jest naprawdę niewielka! Sama elektryczność jest czymś fascynującym, a my już nawet nie zdajemy sobie z tego dzisiaj sprawy, bo się do elektryczności przyzwyczailiśmy. Już nie pamiętamy tego, jak była rewolucyjnym odkryciem oraz ile musiało minąć czasu, zanim została zaakceptowana przez ogół społeczeństwa i wykorzystywana praktycznie.

Historię tego wszystkiego można sobie łatwo prześledzić samodzielnie, bo tutaj chciałem tylko zaznaczyć, że na elektryczności sprawa odkrywania energii się wcale nie skończyła! Moja intuicja mówi mi, że jest znacznie więcej! Ale to o nie tylko intuicja, bo świadczą o tym również moje empiryczne, mistyczne doświadczenia. Potwierdzają one moją intuicję, że istnieją jeszcze inne rodzaje energii, które mogą być bardzo pożyteczne dla ludzkości! Potwierdzają jak na razie tylko w moich oczach, ale na początek to wystarczy. Z pewnością jest to dla mnie wystarczający powód, aby zgłębiać i badać to, jak działają nowe energie… i pisać o tym książki! Z resztą nie jestem w tym osamotniony. Pomijając już tysiące innych mistyków, podobnych do mnie, również dzisiejsza nauka zajmuje się tym z wielką pasją. Wystarczy choćby spojrzeć na badania w szwajcarskim CERN, amerykańskim MIT, albo niezliczone projekty prowadzone przez NASA i wiele, wiele innych organizacji na całym świecie.


Tak jak elektryczność i światło, tak i nowe energie mogą służyć każdemu człowiekowi w jego życiu, sprawiając że będzie ono po prostu prostsze, łatwiejsze i przyjemniejsze. A przede wszystkim dużo, dużo bardziej głębokie i pełne, a nie ograniczone do tylko paru dosłownie zmysłów, jak to jest obecnie. Bo nowe energie wymagają otwarcia własnej zmysłowości na nowe pokłady, czy warstwy doświadczanej rzeczywistości. Znaczy, to dzieje się niejako automatycznie, ręka w rękę. Praktyka odczuwania ekstra-sensorycznego sprawia, że zaczyna się doświadczać nowych pokładów energii, a to z kolei sprawia, że jeszcze bardziej otwierają się twoje zmysły. To taki taniec. To naturalne po prostu. Świadomość współgra z energią na zasadzie sprzężenia zwrotnego — jedno napędza drugie.


Zaczynam w tym wszystkim od siebie i sam wprowadzam tą tajemniczą, nową energię do swojej ludzkiej rzeczywistości. Eksperymentuję z tym, jak można zacząć ją wprowadzać do praktycznego wykorzystania w ludzkim życiu, oraz co z tego wynika. Nie chodzi więc tylko o to, żeby o tym mówić, jak o jakimś wyświechtanym ezoterycznym frazesie czy fantazji. W sensie samo mówienie i fantazjowanie, to jest może początek, taki zalążek. Ale chodzi o kolejny śmiały krok, czyli żeby można było coś z tą nową energią zrobić i dowiedzieć się, na jakich zasadach funkcjonuje. I tym właśnie jest moja pełna pasji, pionierska robota. Jest trochę trudna, bo nowa energia wykracza poza obecny paradygmat percepcji rzeczywistości.


Ludzki umysł po prostu nie jest jeszcze odpowiednio przygotowany, żeby operować z nową energią, czy żeby ją nawet tylko dostrzegać, a co dopiero zrozumieć! Dlatego z pomocą przychodzi… sztuka! Artystyczna ekspresja, która przybliża tą nową energię do fizycznej, ludzkiej rzeczywistości. Tak, że możemy jej doświadczyć na własnej skórze, a nie tylko abstrahować i fantazjować. Ktoś mógłby zapytać — i bardzo słusznie! — “no, ale jak to? W jaki sposób sztuka przybliża poznanie nowej energii? O co chodzi?”


Chodzi o to, że to jest specyficzny rodzaj sztuki, czyli sztuka laboratoryjna — w skrócie LABart — jak ją nazwałem. I choć może brzmi to teraz strasznie jajogłowo, to nie bój żaby! W kolejnych rozdziałach zobaczysz, że to wszystko szalenie proste, a jednocześnie głębokie i nawet zabawne.

Nowa energia jest czymś zabawnym! Wręcz humorystycznym, a zarazem naprawdę „potężnym”, jeśli w ogóle można na jej określenie użyć takiego słowa. W sztuce LABart mieszają się więc dwa światy: nasz, ludzki z trochę dziwnym, czarodziejskim — z ekspansywnymi wymiarami wyobraźni i marzeń. I choć w swej intuicyjnej prostocie jest to po prostu świetna zabawa, to jednak, jak się okazuje — nie tylko zabawa!

Wiąże się to również z samą świadomością oraz duchowością, naturą ludzkiej psychiki. A także ze… współczesną fizyką kwantową! Mamy tu więc naprawdę niezły miks, ale obiecuję, że to przepyszny, fascynujący koktajl!

Zapraszam Cię do jego skosztowania i doświadczenia na własnej skórze czym jest nowa „duchowa” energia, oraz jak możesz zacząć jej używać w swoim codziennym życiu.

I tutaj mała uwaga, która z pewnością doda Ci otuchy: moje badania już trwają parę lat i odkryłem wiele wspaniałych rzeczy, o czym też pisałem w swoich poprzednich książkach. Pisałem może i trochę chaotycznie, ale na pewno nie nudno! Chaos wynika z tego, że właśnie taka jest nowa energia. Z punktu widzenia ludzkiego umysłu wydaje się troszkę chaotyczna, nielogiczna, a wręcz irracjonalna, paradoksalna, a czasem — jak ktoś by powiedział — nierealna, nie z tego świata!

Nie da się jej po prostu zamknąć w sztywnych, liniowych ramach, wzorcach i definicjach. Jest trochę jak szalony motyl. Innymi słowy jest czymś żywym, co nieustannie zmienia się, lecz ma też w sobie rodzaj elegancji, lekkości, fascynującej wielobarwności i — o dziwo! — wspaniałej równowagi. Jej logika (jeśli takowa w ogóle może istnieć) jest bardziej kwantowa, niż racjonalna.

Krótko mówiąc nowa energia jest dziwna i trochę śmieszna.

A żeby jeszcze bardziej zakręcić Ci w głowie, zdradzę Ci, że wiąże się to też ściśle z czymś bardzo przyjemnym, czyli z… seksem! Ale dobra, dobra, już sam wyprzedzam siebie. Po kolei. Najpierw musimy się trochę cofnąć w czasie. Tak z piętnaście miliardów lat, aż do samego początku Wszechświata…

Serce

Największą zagadką całego Wszechświata jest pytanie… czym jest serce?

Odpowiedzi na to pytanie szukają wszyscy, czy o tym wiedzą, czy nie. Śmiem rzec, że nawet Przedwieczny Duch — stwórca całej kreacji jaką znamy, również szuka odpowiedzi na to pytanie i właśnie dlatego nas stworzył. Choć właściwie, to bardziej trafnym byłoby powiedzenie, że właśnie dlatego sami stworzyliśmy siebie. Ponieważ, w istocie, duch, stwórca, bóg to tylko słowa oznaczające nas samych — naszą świadomość. To każdy z nas jest bogiem, suwerenną istotą bezkresną i nieśmiertelną w swojej oryginalnej naturze.

Nie będę teraz się wgłębiał w moją wersję opowieści o tym, jak to wszystko się stało, bo to zostawię sobie na inną okoliczność. Teraz powiem tylko w skrócie to, co jest niezbędne dla wyjaśnienia fenomenu ludzkiego serca. Ponieważ to ono jest odpowiedzią na to przedwieczne pytanie, które zadała sobie oryginalna świadomość istnienia — pytanie: kim jestem?


Można powiedzieć, że tak naprawdę pytanie to brzmiało: czym jest serce? Nawet wiele „świętych ksiąg” symbolicznie nawiązuje do tego początku wszelkiej Kreacji, mówiąc że na początku było słowo. Otóż, prawda jest taka, że było to nie tyle słowo, co właśnie ów pytanie, które to można zadać na wiele sposobów, używając przeróżnych koncepcji i słów, lecz nie zmienia to faktu, że ostatecznie chodzi w nim o… Ciebie! O to czym jest istnienie, jaźń, percepcja i życie — o to, czym jest serce!


Przeskakujemy teraz czas ekspansji energetycznej Wszechświata, która nastąpiła po Wielkim Wybuchu. Przeskakujemy też okres tzw. Star Wars — czyli wojen aniołów oraz ich rozejmu tworzącego Zakon Arki, czyli tzw. Archanioły. Przeskakujemy to wszystko i przechodzimy do momentu pojawienia się człowieka na Ziemi.

A więc, trochę dziwnym zbiegiem okoliczności, znaleźliśmy się na tej błękitnej planecie, przybierając różne fizyczne kostiumy i tożsamości. Aby odgrywać swoje teatralne sztuki: dramaty, komedie romantyczne, erotyczne, wojenne i najzwyczajniej obyczajowe.

Mogę się założyć, że sam Stwórca, sam Przedwieczny Duch, kipiący iskrą życia w każdym z nas, jest tym wielce zaskoczony i podekscytowany! Bo gdy patrzy poprzez wszystko, widząc najróżniejsze dziwy tego świata, to gdy oczy jego/jej padną na człowieka — z pewnością widzi serce i nic więcej. Serce, które intryguje, które wyrosło niczym kwiat lilii z duchowego łona oryginalnej kreatywności. Lilii, której nawet ów duchowe łono się zapewne nie spodziewało i z pewnością, z ekscytacją doświadcza, i poznaje. Eksploruje czym w istocie jest ta lilia, ta istota ludzka oraz jak w nim bije serce, animowane duchową iskrą życia.

Niczym w szalonym laboratorium, albo ekscentrycznej galerii sztuki, człowiek jest kwiatem i owocem, arcydziełem — spełnieniem najświętszej misternej alchemii, jaka istnieje. Alchemii wszelkiego istnienia.


Serce ludzkie jest odpowiedzią na to przedwieczne pytanie, które stworzyło całą kreację. Rzecz jasna nie chodzi tutaj o tą pompkę krwi, czyli fizyczne serce. Aczkolwiek, na pewno jest ono częścią tego, o czym mówię. Chodzi mi jednak bardziej o serce energetyczne, które animuje w nas życie, czyli pompuje krew nie tyle fizyczną, co duchową. Krew płynącą od duszy.

Dusza zaś jest oryginalną ekspresją stwórcy, indywidualnym uosobieniem samego Ducha. Jest w nas krew fizyczna, lecz również, analogicznie, istnieje krew duchowa, czyli kreatywna energia, która potrafi animować materię, tworząc życie! Jest to krew najważniejsza, ponieważ bez niej nie ma życia. Bez niej świadomość nie mogłaby tchnąć samej siebie w materialną rzeczywistość, by móc siebie doświadczyć i poznawać. Bez kreatywności płynącej od duszy, będącej unikalną, oryginalną i osobistą ekspresją Przedwiecznego Ducha, krew fizyczna blaknie, ciało rozpada się i umiera; Słońce wybucha i umiera; Nasza galaktyka, Droga Mleczna, przestaje wirować w swym spiralnym kosmicznym tańcu. Duchowa energia animuje wszystko, co żywe. Bez niej nie może istnieć nic.


Serce więc jest najważniejszym organem i najbardziej tajemniczym zjawiskiem ze wszystkich. Bo w jaki sposób duchowa, eteryczna energia, której nawet nie da się jeszcze wykryć żadnym fizycznym instrumentem, przeistacza się w cud fizycznej, świadomej, żywej rzeczywistości?! I człowieka, jako najbardziej wyrafinowane ze wszystkich zwierząt? Jakim cudem dochodzi do istnienia świadomości? Czym ona właściwie jest?

Czym jest ta tajemnicza percepcja — ten wpływający na stany kwantowe cząstek Obserwator, który sprawia, że doświadczamy rzeczywistości… Rzecz jasna jest to to samo pytanie, od którego wszystko się zaczęło: czym jest serce?


A więc odpowiedź na to pytanie została odnaleziona wiele już razy. Poprzez ludzkie istoty, które kroczą po tej planecie przez setki tysięcy lat, Przedwieczny Duch w końcu znalazł odpowiedź na swoje pytanie. Doświadczył(a) tej odpowiedzi poprzez zindywidualizowanie ekspresje w samego siebie. Ludzi.

Sensem życia jest odkrycie tej odpowiedzi samemu dla siebie — taka jest prawda. A przynajmniej według mnie. Właśnie po to każdy z nas istnieje. Ci, którzy już odnaleźli ów odpowiedź i zrealizowali ją w sobie, są znani jako wzniesieni mistrzowie.

Było ich już wielu. Myślę, że nawet więcej niż zdajemy sobie sprawę. Wokół kilku z nich urosły religie, systemy duchowe, wierzenia i praktyki, mające pomóc ludziom odnaleźć swoją mistyczną odpowiedź. Ale jednak większość z nich pozostaje w ukryciu i pomaga ludzkości poza wszelkimi religiami, nawet poza jakąkolwiek tradycyjną duchowością. Ostatecznie bowiem, bez względu na wszystko, każdy człowiek musi sam zrealizować i poczuć w sobie czym jest serce, miłość, jaźń, świadomość i energia. Ponieważ tylko wtedy animujący w człowieku życie Duch Św. znajdzie swoje ukojenie i spełnienie, a sam człowiek stanie się owocem. Materialnym Duchem, mistrzem obecnym wewnątrz materii, gotowym, aby pójść dalej — poza koło reinkarnacji i wszelkie poszukiwanie.

Wielu mistrzów przeszłości nie pozostawiło po sobie żadnych słów, ale każdy z nich zostawił coś cenniejszego, niż słowa — oświecone promieniowanie!


Niczym światło latarni dla okrętów, nocą szukających bezpiecznego portu, serdeczne promieniowanie zrealizowanych mistrzów wciąż świeci dla tych, którzy chcą stać się im podobni. Uwolnić się od wszystkiego, co sercem nie jest. Uwolnić się z gier i iluzji umysłu, który błądzi i szuka.

Oczywiście, to promieniowanie jest najłatwiej odczuwalne w miejscach, gdzie doszło do realizacji, czy wzniesienia danego mistrza. Wniknęło bowiem w ziemię, skały i wszystko wokół, stając się rodzajem energetycznego portalu.

A jednak promieniowanie serca jest odczuwalne wszędzie. Nie zna ograniczeń czasu i przestrzeni. wcale nie trzeba udawać się w żadne z „świętych miejsc” i szukać jakichś portali do oświecenia. Promieniowanie jest wewnątrz Ciebie. To zewnętrzne przychodzi czasem, gdy tego potrzebujesz. Generalnie, gdy się zgubisz na swojej ścieżce i trzeba Ci przypomnieć to i owo.

Promieniowanie wzniesionych mistrzów jest obecne i przychodzi do tych, którzy pragną i są gotowi je przyjąć.

Mówimy tutaj o psychicznej energii, która jest szybsza niż światło a w pewien sposób trochę podobna do światła. Ale wykracza daleko poza ograniczenia elektromagnetycznej rzeczywistości, w której żyjemy. Jest transcendentalna. Podobna do czystej potencji kreatywnego Ducha.


Chciałbym jednak zabrać Cię w jedno z takich miejsc nasyconych promieniowaniem mistrzów. Jeśli chcesz, chodź ze mną. Jest to miejsce w Galilei, jakieś 2000 lat temu.

Słońce właśnie zachodzi. Yeshua wraz z dwójką apostołów, Pawłem i Łukaszem, schodzą w dół niewysokiej góry. Na dole czekają na nich pozostali apostołowie, wraz z nowo poznanymi adeptami nauki Chrystusa. Jest tam również Maria Magdalena z kilkoma innymi kobietami — uczy je jak oddychać miłością Duszy.

Niektórzy siedzą sobie po prostu, podziwiając zachód słońca, inni rozmawiają, szukają drewna na opał i rozpalają ognisko, ponieważ nadchodzi noc. Namioty są już rozłożone nieopodal. Yeshua jest wyraźnie poddenerwowany, a jednak cała postać wydaje się promieniować czymś niesamowitym. Nie jest to światło w sensie fizycznym, ale jakiś blask — ciężko powiedzieć co to jest. Jest to promieniowanie, które emanuje z niego niczym powiew świeżości. Jak gdyby unosiła się wokół świeża bryza. Tam, gdzie się pojawiał, każdy mimowolnie brał głęboki oddech, czując bezpieczeństwo i miłość.

Nie oznacza to jednak, że nie odczuwał ludzkich emocji. Był człowiekiem w pełni tego słowa. Człowiekiem, który po prostu odnalazł to wewnętrzne połączenie z Duchem. Odpowiedź, o której mówiłem wcześniej.


Maria siedziała w oddali z małą grupką kobiet ubranych na czarno. Widząc swego ukochanego, pomachała mu z oddali, śledząc to, jak coraz bardziej przybliża się do obozowiska. Bardzo cieszyła się, że jej ukochany w końcu wraca. Nie było go 3 dni i dwie noce. Leżała samotnie w namiocie, obserwowała gwiazdy, zastanawiając się co tam jest. Czy Duch mieszka na jednej z tych gwiazd, a może jest nimi samymi? Nie, zaraz, przecież wie, że Duch jest wewnątrz niej, a nie gdzieś tam… czasem jednak nie była tego pewna.

U boku swego nauczyciela czuła się bezpiecznie. Dużo bardziej bezpiecznie, niż kiedy była sama. Jej wątpliwości przy nim gasły, ale gdy się oddalał znowu narastały. Wciąż jeszcze była dość słaba. Odkąd poznała Yeshuę minęło dopiero kilka lat i choć przeszła już olbrzymi trening, i nauczyła się tak wiele na temat tego, jak działa energia, to wciąż miała wiele do poznania.

Wiedziała czym są psychiczne energie i jak sobie z nimi radzić. Wiedziała o iluzji emocji, o aspektach psychiki, tym jak je integrować do pełni świadomości Duszy. Była bardzo pojętna i bardzo szybko łapała o co chodzi. Miała wielki talent. Niektórzy mówili, że jest tak samo wielką mistrzyni jak sam Yeshua.

Myślała teraz o tym, patrząc na niego. Był coraz bliżej. Myślała o tym, jak jej życie się odmieniło — jak ona sama się odmieniła przez tych kilka lat. Nauczyła się tego, co w życiu jest naprawdę piękne i ważne. Kochała Yeshuę z całego serca. A on kochał ją.

Prawda jest taka, że uczyli się od siebie nawzajem i razem rozwijali i nauczali zupełnie nowej świadomości… Świadomości Serca!

Nauczanie

Gdy samodzielnie zaczniesz łączyć się z głosem mądrości, obecnym w twojej świadomości, będziesz uśmiechać się do wszystkich mitów, religii i duchowych praktyk. Zdasz sobie sprawę, że równie łatwo możesz stworzyć własną mitologię, religię i duchowość! Wystarczy, że ubierzesz swoje głębokie, intuicyjne uczucia w narrację historii, koncepcji i możne nawet szczypty egzotycznych słów.

I być może poczujesz, że będzie to odpowiedni krok — bo przecież jakoś trzeba przekazać swoje promieniowanie innym, którzy wciąż szukają. Możliwe, że poczujesz pasję, aby pomóc innym odkryć ich wewnętrzny Głos Prawdy. A wtedy będziesz musiał przetłumaczyć swoją Prawdę z energetycznych, serdecznych uczuć, na język zrozumiały dla ludzkiego umysłu. Podobnie, jak w przeszłości czynili to inni nauczyciele Prawdy.

Równie możliwe, że jednak nie będziesz tego chciał i może — tak, jak ja — zaczniesz tworzyć dzieła sztuki, emanujące tą świętą energią bez potrzeby dużej ilości słów. Cóż, każdy z nas jest unikalny, a więc dla każdego może być inaczej. Możliwe, że w ogóle nie będziesz chciał nic robić i będziesz kontynuować swoje ludzkie życie, niejako w ukryciu. Tak jak robiło to bardzo wielu wzniesionych mistrzów przeszłości. Po prostu emanując swoją duchową energią we wszystkim, co robisz. I to też ma olbrzymi efekt!

Już samo to, że masz połączenie z świadomością poza umysłem, sprawia że stajesz się latarnią Światła dla wszystkich wokół. Widzisz, tak samo jak Ty odbierasz energię i myśli od innych ludzi, tak i oni odbierają twoją! Taka jest Natura.

Potencjały

Każdy głos jaki masz w sobie jest potencjałem energetycznym. Możesz posłuchać któregokolwiek z nich i zacząć wyrażać zawarty w nim potencjał. Na przykład możesz teraz usłyszeć głos swojej fizjologii i pójść coś zjeść, albo do toalety. Możesz też telepatycznie usłyszeć głos swojego przyjaciela z pracy i napisać do niego wiadomość o tym, że już niedługo będziesz i wszystko jest gotowe na dzisiejszą prezentację. Może jednak tym razem bardziej posłuchasz głosu swojej miłości do siebie, wyłączysz telefon, zignorujesz telepatyczne sygnały inter-personalne i, zamiast do pracy, pójdziesz dziś na samotny spacer do lasu, albo zrobisz sobie długą zmysłową kąpiel.

Możliwe też, że usłyszysz głos kreatywności i nagle wpadniesz na pomysł napisania książki, albo tego, jak dokończyć ten obraz, w którym czujesz, że trochę utknęłaś. Albo nagle zapragniesz zrobić coś zupełnie z innej beczki! Na przykład, zainstalujesz sobie program do miksowania muzyki i pobawisz się w wirtuoza dźwięku!

Widzisz, masz w sobie wiele wiele głosów, a każdy z nich dotyczy jakichś potencjałów. Nawet gdy są to głosy z przeszłości — w sensie, wspomnienia. To po prostu potencjały, których już (w jakimś stopniu) doświadczyłeś.


Są też głosy nieprzyjemne i płynące wraz z nimi potencjały. Na przykład ten, który porównuje Cię do twojego kolegi z pracy i mówi Ci, że nie jesteś tak dobry jak on, bo to i tamto. Albo, że „nie ma sensu zaczynać pisać tej książki, bo i tak nic z tego nie wyjdzie, jak zawsze. Jesteś nieudacznikiem!” — powie Ci ten wredny głos.


Głosów jest cała masa i właśnie dlatego warto sobie je wszystkie uświadomić, i zacząć działać zgodnie z tymi, które naprawdę wybierasz. Nie musisz ślepo podążać swoimi wzorcami — czyli słuchać tych samych głosów, co zwykle, mając w efekcie takie same życiowe doświadczenia. Możesz być odważny i wybrać dziś trochę inny głos — odmienny energetyczny potencjał. Możesz stworzyć coś nowego. Pójść inaczej do innego sklepu. Zrobić krok w nieznane. Zaryzykować i posłuchać swojej intuicji.

Zrobić coś, co da ci radość, zamiast wciąż starać się zadowalać innych. Czy naprawdę musisz wciąż starać się być „dobrym obywatelem” i robić wszystko, aby zaimponować swojej matce/bratu/kumplom/dziewczynie/mężowi/itd?

To po prostu głupie! Po co więc marnować swoje bezcenne życie na słuchanie głupich głosów masowej świadomości!?


Posłuchaj przez chwilę…

Posłuchaj w głębi siebie…


I wybierz swój potencjał świadomie.

Wybierz dla siebie.

Wybierz, kierując się uczuciem Radości!

Innymi słowy, wybierz ten potencjał, którego realizacja przyniesie Ci radość i spełnienie. Wtedy życie jest dużo bardziej zabawne!

Konstrukt zwany JAM JEST

Na sam początek chciałbym zdefiniować, czym jest konstrukt. Jest to ni mniej, ni więcej, tylko struktura w której zorganizowana jest czysta neutralna energia. A więc wszystko, co nas otacza, włącznie z nami samymi, jest rodzajem konstruktu energetycznego.

Nawiasem mówiąc, jedyna „rzecz”, która nie jest konstruktem, to czysta świadomość, czyli tak zwany obserwator rzeczywistości. A więc, krótko mówiąc, Ja i Ty, i wszystkie duchowe istoty… no, prawie wszystkie, ale o tym więcej innym razem.


Konstrukt to nie tylko krzesło, okno, pięknie pomalowana rzeźba w stylu PSI+art, czy las i jezioro na samym jego środku, otoczone zielonymi mchami — przepełnione czystymi psychicznymi energiami natury.

Konstrukty mogą również być niefizyczne. Na przykład bardzo ciekawymi konstruktami są nasze przekonania i stereotypy, zwane też systemami wierzeń.

Wierzymy w różne rzeczy. Każdy z nas ma własne systemy wierzeń — własne wyznanie — jak to się mówi. Każdy człowiek jest przepełniony serią konstruktów niefizycznych, kształtujących jego/jej psychikę. To jak postrzega rzeczywistość, w jaki sposób dokonuje wyborów i jakie działania podejmuje w swoim życiu.


I dlatego chciałbym powiedzieć kilka słów o konstrukcie zwanym JAM JEST. Jest to stosunkowo nowy konstrukt, którego początki można odnaleźć w starożytnych filozofiach: buddyjskich, hinduistycznych, taoistycznych i w ogóle mistycznych, duchowych.

Współcześnie istniejące religie też są w dużej mierze oparte na tych starożytnych, duchowych filozofiach, w których jako synonim JAM JEST istnieje pojęcie Boga. W bardziej współczesnych filozofiach, które czerpią w jakiś sposób ze starożytności, Bóg został zastąpiony Uniwersalną Świadomością, czy Wielkim Duchowym Umysłem — czymś wszechpotężnym, wszechwiedzącym i tajemniczym.

Różnica między tradycyjnymi konstruktami / wierzeniami w Boga, a bardziej współczesnym New Age polega na tym, że tradycyjny Bóg jest gdzieś na zewnątrz. Z dala od człowieka. Mieszka w niebiosach, w bliżej nieokreślonym miejscu, do którego człowiek musi się dostać, musi dostąpić łaski, przestrzegać zasad. Aby doświadczyć łaski Boga trzeba być grzecznym i dobrym. Oczywiście każda religia inaczej definiuje tą grzeczność.

Natomiast w bardziej współczesnej duchowości, Bóg już nie jest czymś tylko zewnętrznym, ale mieszka również wewnątrz człowieka. I tym w esencji jest konstrukt zwany JAM JEST. Oznajmiając to, że JAM JEST, uznajesz obecność boga wewnątrz siebie. Nie jesteś już marnym człowiekiem, kalającym się przed wielkim Bogiem, ale kimś na równi z nim/nią. Masz w sobie tę samą boską jakość, co sam Bóg.

Myślę i czuję, że jest to olbrzymi postęp. Milowy krok w pojmowaniu Natury rzeczywistości. Coś w stylu renesansowego humanizmu, czyli umieszczenia człowieka w centrum Kreacji. Tyle że nie jest to tylko człowiek, ale właśnie zawarta w nim iskra boskości. Iskra, którą można rozniecić do wielkiego ogniska i żyć tym ogniem! W nowym podejściu, tak wszechobecnym w New Age, każdy człowiek ma w sobie potencjał realizacji samoświadomości — może doświadczyć i przejawić swoje boskie atrybuty. Bóg już nie jest czymś po śmierci, ani kimś, komu musisz się przypodobać. Teraz to Ty jesteś Bogiem także! Myślę, że to rewolucyjna i błyskotliwa myśl! Choć wcale nie nowa. Bo, jak napisałem na początku, takie podejście jest obecne w wielu starożytnych filozofiach duchowych.


A jednak i tutaj pojawia się znaczący dylemat: umieszczanie Boga gdzieś głęboko wewnątrz człowieka, jest również oddzielaniem tegoż Boga od człowieka.

Wewnętrzna Obecność JAM JEST jest współczesną wersją boskości. Jest ewolucją tradycyjnego pojęcia Boga / bogów, która przybliża boską, mistyczną świadomość do zwykłej świadomości człowieka. Ale tylko przybliża, bo tak naprawdę ta przepaść wciąż istnieje. Mankament polega na tym, że umieszczanie boskości gdzieś wewnątrz i szukanie jej poprzez duchowe praktyki i dyscypliny, w zasadzie jest jednoznaczne z tradycyjnym pojęciem Boga, który jest gdzieś na zewnątrz. Jednym słowem JAM JEST to kolejny konstrukt! Tradycyjny Bóg był (i dla wielu wciąż jest) daleko na zewnątrz, w Niebie. A teraz jest trochę bliżej, bo wewnątrz człowieka, gdzieś w głębi ludzkiej psychiki. A jednak nadal jest to odczucie i wynikające zeń działanie, że trzeba tegoż Boga osiągnąć.


Konstrukt nie jest czymś złym, jest narzędziem. Ma pomóc człowiekowi poszerzyć swoje rozumienie jaźń oraz zewnętrznej rzeczywistości — tego jak to wszystko działa, jak kształtowany jest los. Jak i wszystko inne, ludzkie wierzenia wciąż ewoluują. Najpierw byli potężni bogowie i rzucony na ich pastwę mały człowiek. Potem wielu bogów zastąpił jeden wszechpotężny Bóg, trochę bardziej dla człowieka łaskawy, ale wciąż wielki i srogi. Obecnie zaś ten bóg się uczłowieczył, stał cieplejszy, bliższy, bardziej osobisty i dostępny. Bóg już nie jest hen gdzieś, ale tu i teraz, mieszka w Tobie, możesz się z nim/nią komunikować. Odczuwać. Doznawać. Czym jest więc ten Bóg, czy ta boskość? Właśnie, czy to wciąż jest ten sam Bóg, tylko w innym miejscu? Oto galimatias ludzkich konstruktów i wierzeń.


Kwestia jest jednak bardzo prosta, ponieważ jedyną rzeczą w wolną od systemów wierzeń, czy energetycznych konstruktów jest… świadomość. To najprostszy element jaki można sobie wyobrazić! Świadomość to po prostu percepcja. Zmysłowość. Odczuwanie. Ona nie potrzebuje być zamknięta w żadnym konstrukcie. Do jej doświadczania nie trzeba żadnych słów, pojęć, ani wierzeń. Ona po prostu jest. Nie trzeba jej umieszczać gdzieś na zewnątrz, ani gdzieś wewnątrz. Świadomość po prostu jest! Ja jestem. Ty jesteś.

W świadomości nie ma żadnej mocy, władzy, potęgi, ani magicznych umiejętności. Nie są jej potrzebne. Ona po prost jest. Wszechobecna. Twoja świadomość kreuje Twoją rzeczywistość — to jak ją postrzegasz, czujesz. Jest najprostszym stanem istnienia. A w konstrukcjach takich jak Bóg, albo popularna w dzisiejszych kręgach new age wszechpotężna Obecność JAM JEST, wciąż pokutują stereotypy dawnych ograniczeń. Są niczym więcej tylko synonimami słów: moc i władza.


Dzisiaj tak często mówi się o mocy podświadomości, o tym że to umysł tworzy rzeczywistość. A jeśli będziesz myśleć tylko pozytywnie i cały czas kontrolować swój proces myślowy, to twoje życie będzie wspaniałe, a ty transcendujesz tą marną ludzką ciemnotę, i staniesz się wielkim wzniesionym mistrzem.

Gdy się temu przyjrzeć dogłębnie, zobaczy się, że jest to właściwie taka sama energia, czy takie samo podejście jak to znane z chrześcijaństwa, islamu czy innych religii. Polega ono na tym, że jeśli będziesz odpowiednio zdyscyplinowany i praktykujący odpowiednie techniki, to łaska boskiej mocy będzie ci sprzyjać. Lecz jeżeli nie będziesz taki to będą cię spotykać złe rzeczy — będziesz miał dużo grzechów czy tzw złej karmy i ciągle będziesz cierpieć. W esencji jest to taka sama gra. Kolejny konstrukt, a więc coś co oddala od prawdziwej świadomości. Ponieważ świadomość nie jest konstruktem! Jest czymś naturalnym, wrodzonym, nie trzeba tego w żaden sposób ćwiczyć poprzez jakiekolwiek dyscypliny.

Jest to bardzo interesująca dynamika.


Wszelkie duchowe systemy wierzeń i związane z nimi dyscypliny biorą się z nauk zrealizowanych mistrzów. Mędrców, którzy kroczyli pomiędzy ludźmi, robiąc na nich wrażenie swoimi nadludzkimi umiejętnościami i przekazując swoją wiedzę oraz mądrość. Problem jednak polega na tym, że aby przekazać duchową mądrość, trzeba ją ubrać w słowa zrozumiałe dla ludzkiego umysłu. I tutaj pojawiają się konstrukty. Czyli drogowskazy mające pomóc człowiekowi odkryć swoją wolność, przypomnieć mu kim w istocie jest — czystą, niczym nieograniczoną, pozbawioną wszelkich wierzeń świadomość.

Wszelkie duchowe koncepcje, techniki i dyscypliny to konstrukty, które powstały, aby pomóc ludziom zrozumieć czym jest świadomość. A przede wszystkim jak ta świadomość współgra z energiami, aby kreować rzeczywistość.

Bóg, boskość, Wyższe Ja, czy Wszechpotężna Obecność JAM JEST to po prostu konstrukty — koncepcje, mające pomóc człowiekowi dojść do pewnego punktu zrozumienia własnej twórczej Natury. Przychodzi więc taki moment na ścieżce do realizacji tego zrozumienia, że trzeba to uwolnić. Trzeba wtedy uwolnić wszelkie konstrukty, nawet te najpiękniejsze, i zacząć samemu doświadczać własnej Natury świadomości.

To punkt, w którym nie ma już żadnej praktyki, żadnych zasad — nic prócz zaufanie do samego siebie, do własnej świadomości.

Jest to krok ostateczny i najprostszy ze wszystkich, a przy tym najtrudniejszy! Dlatego, że jako ludzie jesteśmy głęboko wręcz zahipnotyzowani, aby nie ufać sobie, aby zawsze pokładać swoją wiarę w czymś większym od nas samych. Pełne zaufanie do siebie to krok do prawdziwego oświecenia. Ostatni krok.

Jest to najprostsza rzecz na świecie — po prostu bycie sobą. Bycie nagim, surowym obserwatorem rzeczywistości. Bez żadnych oczekiwań. Żadnych dążeń, ani starań. Po prostu: Ja jestem. Ja istnieję. Ja emanuję. Ja postrzegam i kreuję moją rzeczywistość poprzez swój akt percepcji. To ja kształtuję otaczające mnie energie, niczym kowal wykuwam swój los i rzeczywistość której doświadczam. Tylko zamiast ciężkiego młota mocy, używam do tego łaski, finezji i kreatywności mojej osobistej, unikalnej świadomości.


Jest to coś absolutnie niezależnego od wszelkiej aktywności umysłu. Nie ma ani myślenia pozytywnego, ani negatywnego. A właściwie to żadne z tych rodzajów myślenia nie mają absolutnie żadnego wpływu na twój stan świadomości. Jesteś wolny od umysłu. Jesteś zrealizowanym człowiekiem który po prostu doświadcza chwili istnienia. Doświadczasz wszystkiego czy to dobrego, czy złego — czy to grzesznego, czy szlachetnego. To bez znaczenia! Jesteś po prostu świadomy i jako świadomość możesz cieszyć się życiem bez żadnych zasad, żadnej kontroli, żadnych dyscyplin — po prostu ja jestem, bez względu na wszystko.

Przebywając w tej świadomości absolutnej wolności, zaczyna się dostrzegać jak bardzo ludzie żyją w iluzji swoich konstruktów, jak bardzo są wypełnieni systemami wierzeń i przesądami. Widzisz w końcu jak bezsensownie starają się być lepsi niż już są i oszukują sami siebie, dążąc do czegoś, co nawet nie istnieje! Bo jest tylko kolejnym, wymyślonym przez umysł konstruktem — złudzeniem. I to nie jest coś złego. Konstrukty są po to, aby ich doświadczać, ale ostatecznie to tylko kółka treningowe. Ostatecznie nie są do niczego potrzebne.

Zatem, owszem, tak, korzystaj ze swoich konstruktów — niechaj ci służą, ale zawsze bądź ich świadomy. Ponieważ być może i dla Ciebie nadszedł moment, aby w pełni zaufać sobie, i pozwolić odejść im wszystkim. Właśnie o to tutaj chodzi! O absolutną wolność, o suwerenność, a inaczej mówiąc — niezależność energetyczną.

(Nie)zależność Energetyczna

We wszystkich niemal ludziach pokutuje system wierzeń, że muszą zdobywać energię na zewnątrz siebie. Gdy w rzeczywistości każdy człowiek ma już w sobie wszystko czego potrzebuje. Nie ma energii nigdzie indziej, tylko wewnątrz rzeczywistości, którą jest człowiek. Bo człowiek i jego/jej rzeczywistość to jedno i to samo! Ale o tym opowiem więcej trochę później.


Wszyscy wielcy nauczyciele tego świata od Buddy po Mahometa uczyli właśnie tego, że wszystko, czego potrzebujesz masz już w sobie. A więc nie musisz używać żadnych sztuczek, aby zdobyć energię do przetrwania i spełnienia swoich pragnień.

A jednak, z jakiegoś powodu wierzymy, że energia jest na zewnątrz i musimy robić określone rzeczy, i zachowywać się według mnóstwa najróżniejszych reguł, aby zasłużyć sobie na swoją porcję energii.

Ludzie szukają energii w najróżniejszych miejscach. Wielu wierzy w to, że istnieje jakiś Bóg gdzieś tam, który kontroluje to, ile kto dostanie energii i jak przez to będzie wyglądało jego życie. Inni wierzą, że istnieje jakieś uniwersalne pole mocy, gdzieś tam hen we Wszechświecie czy innych wymiarach, i że trzeba się do niego podłączyć, aby zasilić się energią. Jeszcze inni wierzą w istnienie wielkich aniołów i kosmicznych istot, które mogą zesłać swoją łaskę i światło, jeśli odpowiednio się do nich pomodlisz, i przez to będzie się mieć wspaniałą pozytywną moc.

No właśnie — cała kwestia dotyczy mocy, czy też władzy. Przekonałem się już wiele razy, że moc i energia to dwie zupełnie różne rzeczy. Z jakiegoś jednak powodu ludzkość wierzy, że energia sama w sobie jest wynikiem posiadania jakichś przywilejów, a więc jakiegoś rodzaju mocy wywyższającej cię ponad innych.

Przekonałem się, że jest to po prostu błędny system wierzeń.

Paradoksalnie — im bardziej starasz się zdobywać energię na zewnątrz siebie, używając do tego jakichś sztuczek, rytuałów, czy po prostu siły — tym więcej cierpienia sobie tworzysz. Owszem można grać w grę mocy i codziennie walczyć o swoją porcję energii, starając się prześcignąć innych, rywalizując, pędząc w przysłowiowym wyścigu szczurów. I jeżeli taka dynamika jest dla ciebie odpowiednia, to baw się dobrze!


Lecz jeżeli czujesz, że w słowach mądrości wielu, ludzkich mistrzów jest trochę prawdy; a może nawet we własnym wnętrzu czujesz, że istnieje inny rodzaj związku z energią… jeśli tak, to posłuchaj tego.

Jesteś własną suwerenna jednością.

Możesz po prostu wziąć głęboki oddech oraz poczuć, z jaką łatwością i łaską powietrze karmi twoje ciało. W taki sam sposób energia — twoja własna życiowa energia — karmi twoją duszę i całą twoją istotę. Nie musisz nikomu się przypodobać! Nie musisz modlić się do żadnego bóstwa, anioła, guru, czy Boga! Możesz po prostu zaufać sobie, wiedząc że twoja własna intuicja i kreatywność są wszystkim czego potrzebujesz, aby stworzyć życie jakiego pragniesz.

Nie musisz się do niczego podłączać, ani zasysać energii skądkolwiek indziej — ona po prostu jest dla ciebie tu i teraz… i jest tylko twoja! Osobista.

Tak, każdy ma własne wewnętrzne nieograniczone źródło krystalicznej, kreatywnej energii, które bije nieustannie. Otwórz się na nie. Poczuj je w sobie i po prostu powiedz:

Jestem kim jestem. Jestem, moją własną suwerenną świadomością oraz nieskończoną energią w służbie dla mnie. Niezależny od kogo i czegokolwiek na zewnątrz.

To takie zabawne, że tworząc tą rzeźbę sam pokazałem sobie własny błędny system wierzeń, który sprawiał, że tworzyłem sobie pokraczny związek z energią. Sam tworzyłem jakieś energetyczne twory w wymiarach psychicznych, próbując przez to zdobyć więcej energii w swoim życiu. A to jest zupełnie niepotrzebne. Totalnie! Powiedziałem sobie, że koniec tej gry!

Wybieram po prostu być sobą — takim jakim jestem i już. Wiedząc, że energia po prostu przychodzi do mnie naturalnie. Jest tu dla mnie tak samo, jak i ja jestem. Tu i teraz. W pełnym dostatku i obfitości.

Sam stworzyłem tą fałszywą dynamikę, ten nie odpowiedni rodzaj związku z energią — a więc również sam mogę go zniwelować, uwolnić i stworzyć coś nowego: dynamikę, w której energia po prostu przychodzi do mnie sama, służąc mi z łatwością i w łasce.

BunnyCorn

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 30.03
drukowana A5
za 41.57
drukowana A5
Kolorowa
za 66.23