E-book
22.05
drukowana A5
36.11
drukowana A5
Kolorowa
58.17
Księga męczenników chrześcijańskich. Słynni reformatorzy którzy zmienili oblicze religii

Bezpłatny fragment - Księga męczenników chrześcijańskich. Słynni reformatorzy którzy zmienili oblicze religii


Objętość:
116 str.
ISBN:
978-83-8221-181-8
E-book
za 22.05
drukowana A5
za 36.11
drukowana A5
Kolorowa
za 58.17

Książka ta nigdy nie umrze. Jest to pozycja, która wpisała się w kanon literatury angielskiej. Ponieważ napisana została z pasją i sercem, można ją czytać tak, jak czyta się literaturę piękną. To opowieść traktująca o najbardziej wstrząsających momentach w historii chrześcijaństwa. (...) Przenosi nas w dni, w których "szlachetni żołnierze, mężczyźni i chłopcy; matrony i dziewice, wspinali się ciernistą ścieżką do niebios, a towarzyszyły temu niebezpieczeństwa, ból i udręka".


Poza samą Biblią, żadna książka nie wpłynęła w tym stopniu na wczesny ruch protestancki tak, jak Księga męczenników. Nawet w naszych czasach dzieło to jest aktualne. Stanowi ona nie tylko opis prześladowań, ale także świadectwo wielu konfliktów, zapis historii romansowych i źródło, służące ku zbudowaniu.


James Miller Dodds, English Prose


Kiedy zdamy sobie sprawę, że aż do czasu ukazania się Podróży Pielgrzyma, zwykli ludzie nie mieli właściwie żadnych książek, poświęconych wierze, oprócz Biblii i Księgi męczenników Foxe’a, możemy zrozumieć wielkie wrażenie, jakie na ludziach zrobiła ta książka i jak bardzo posłużyła ona do kształtowania charakteru narodowego. Ci, którzy umieli czytać, zapoznali się ze wszystkimi okropnościami, jakie spotkały reformatorów protestanckich. Ci, którzy czytać nie potrafili, mogli przyjrzeć się ilustracjom, przedstawiającym różne narzędziom tortur, takie jak koło, ruszt, gotujący się olej i świętym ludziom, którzy powierzali Bogu dusze w płomieniach. Pomyślmy o ludziach, którzy właśnie dojrzeli do nowego intelektualnego i religijnego życia. Wyobraźmy sobie, jak kilka generacji takich ludzi- zarówno młode osoby, jak i ludzie w starszym wieku, pochyla się nad książką taką, jak ta, i historie w nich zawarte stają się tradycją, tak jak tradycja są pieśni i zwyczaje, kultywowane przez naród.


Douglas Campbell, The Puritan in Holland, England, and America


Jeśli rozpatrzyć książkę, nie dbając o zatargi między kościołami, to i tak jest ona w stanie się wybronić w pierwszych latach rządów królowej Elżbiety. Praca ta jest świadectwem narastającej potrzeby duchowej wolności, która to potrzeba stoi w opozycji do sił, pragnących obciążyć sumienie i spętać umysł.


Henry Morley, English Writers

© nada Aleksandra Liszka

Szkic o autorze

John Fox (albo Foxe) urodził się w Bostonie, w hrabstwie Lincolnshire, w roku 1517. Jego rodzice byli zamożnymi ludźmi. Ojciec odumarł go wcześnie i jego matka wkrótce wyszła za mąż ponownie. John wciąż mieszkał z rodzicami. Jako że od najmłodszych lat przejawiał talenty i chęć do nauki, jego przyjaciele pragnęli, by zaczął pobierać nauki w Oxfordzie i by tym sposobem zdolności jego mogły się należycie rozwinąć. Kiedy przebywał już na uniwersytecie, wyróżniał się wielkością i bystrością swego intelektu, który rozwijał się dzięki rywalizacji, która istniała między studentami. Foxe przykładał się do nauki z pełną pilności żarliwością. Cechy owe sprawiły, że wkrótce stał się on przedmiotem podziwu wszystkich, którzy go znali i w nagrodę za swe osiągnięcia i godną pochwały postawę, został obrany członkiem koledżu Magdalen, co poczytywano za wielkie wyróżnienie w światku uniwersyteckim i co spotykało jedynie najwybitniejszych spośród studentów. Wydaje się, że pierwsze przebłyski geniuszu widoczne są w jego poezji. Foxe skomponował kilka komedii po łacinie. Są one dostępne dla współczesnych. Niemniej zaraz potem skierował swój umysł na poważniejsze ścieżki i zajął się studiowaniem Pisma Świętego. Do zgłębiania teologii zabrał się z większym żarem, niż roztropnością, i tak odkrył swoje zamiłowanie do idei reformacji, które pojawiło się w nim jeszcze zanim znał i miał poparcie innych sympatyków tego ruchu. Była to okoliczność, która stanowiła o pierwszych jego kłopotach. Mówił ponoć często, że do zrewidowania papieskiej doktryny skłoniło go spostrzeżenie, że istnieją różne, jedne gorsze od drugich, rzeczy, do których zmuszani są ludzie w Kościele i że obserwacja ta zachwiała jego wcześniejszym postanowieniem, dotyczącym dochowania wierności owej instytucji. Z czasem niechęć ta tylko się ugruntowała.


Jednym z pierwszych przedmiotów jego badań były studia nad historią Kościoła; wyznaczenie ram czasowych jego powstania i zbadanie historii jego rozwoju; rozważenie wszystkich kontrowersji, które pojawiły się w owym czasie i zbadanie z pilnością ich skutków, wagi, wszelkich niespójności etc. Zanim ukończył trzydzieści lat, studiował pisma greckich i łacińskich Ojców Kościoła a także dzieła innych uczonych autorów; przekłady uchwał, wydanych przez sobory i konsystorze. Przy okazji nauczył się bardzo dobrze hebrajskiego. Przy owych zajęciach trawił nieraz całą, lub dużą część nocy. By odciążyć umysł od aktywności intelektualnej, udawał się do zagajnika, znajdującego się nieopodal szkoły. Miejsce owo było często odwiedzane przez studentów wieczorem, ponieważ cenili oni panujący tam ponury nastrój odosobnienia. Kiedy tak wędrował samotnie, często można było usłyszeć jego wykrzyknienia i wzdychanie; w ten sposób modlił się ze łzami do Boga. Te nocne aktywności stały się pierwszym z sygnałów, które wywołały podejrzenie, że odsuwa się on od kościoła rzymskiego.


Kiedy starano dowiedzieć się, jaki jest powód zmiany jego zachowania, nie chciał kłamać i tym samym zdobyć dla siebie usprawiedliwienie, ale wyraził swe opinie, przez co został uznany przez college za heretyka i wyrzucony. Jego przyjaciele, usłyszawszy o tym, byli bardzo oburzeni i wkrótce Foxe został porzucony również przez nich. Znalazło się dla niego miejsce w domu sir Tomasza Lucy z Warwickshire, który dał mu pracę guwernera. Budynek ten znajdował się nieopodal osady o nazwie Stanford on Avon.


Foxe się ożenił. Niemniej strach przed inkwizycją papieską przyspieszył jego wyjazd. Inkwizycja bowiem ścigała nie tylko przewinienia publiczne, ale także zaczęła mieszać się w sekrety życia prywatnego swych ofiar. Zaczął rozmyślać, co zrobić, by uchronić się przed dalszymi problemami i zadecydował udać się do ojca swej żony. Jego teść był obywatelem Coventry, i był do męża swej córki nastawiony serdecznie, dlatego Foxe mógł liczyć na jego pomoc. Foxe wyruszył i w czasie podróży, poprzez listy, próbował wysądować, czy teść przyjmie go, czy też nie. Otrzymał następującą odpowiedź: Przyjęcie pod mój dach kogoś, kogo skazano na karę śmierci, będzie dla mnie trudne; wiem też, na jakie niebezpieczeństwa narażam się, decydując się na ten krok. Będę jednak dla was jak rodak i zdecyduję się narazić dla was moje własne bezpieczeństwo. Jeśli mnie przekonacie do siebie, będziecie mogli zostać na tyle, ile was potrzeba; ale jeśli nie, będziecie musieli się zadowolić krótszym pobytem, by nie narażać na niebezpieczeństwo ani mnie, ani żony.


Matka Foxe’a poradziła mu w sekrecie, by przyjechał i by nie bał się surowości swego teścia: koniecznym było, by napisał do ciebie w sposób, w jaki to zrobił; ale kiedy tylko nadarzy się okazja, odpłaci ci wszystko z nawiązką. Rzeczywiście, został przez rodzinę przyjęty lepiej, niż się tego spodziewał. Miał teraz miejsce, w którym mógł się ukryć przez pewien czas. Potem wyruszył do Londynu. Działo się to w drugiej połowie rządów Henryka VIII. Nie mając w nikim oparcia, znalazł się w wielkiej biedzie; nawet śmierć zaglądała mu w oczy z powodu głodu. Niemniej Opatrzność czuwała nad nim i udało mu się przeżyć. Któregoś dnia pan Foxe siedział w kościele św. Pawła, wyczerpany długim postem. W pewnym momencie usiadł obok niego nieznajomy, który pozdrowił go serdecznie i wrzuciwszy mu w ręce pewną sumę pieniędzy, kazał mu się rozchmurzyć. Powiedział też, że w ciągu najbliższych dni jego sytuacja się odmieni. Kim był ów człowiek, tego Foxe’owi nie udało się nigdy dowiedzieć; niemniej w ciągu trzech dni otrzymał on propozycję pracy od księżnej Richmond, która chciała, by zajął się nauczaniem dzieci hrabiego Surry. Hrabia ów, wraz z jego ojcem, diukiem Norfolk, został uwięziony w Tower przez zazdrosnego i pełnego niewdzięczności króla. Powierzono jego opiece Tomasza, który miał w przyszłości zostać diukiem, i Henryka, przyszłego hrabiego Northampton, oraz Jane, która została księżną Westmoreland. Jego praca w pełni zaspokoiła oczekiwania księżnej i jej ciotki. Te cudowne czasy trwały w drugiej połowie rządów Henryka VIII i w ciągu pięciu lat rządów Edwarda VI. Potem do władzy doszła królowa Maria, która przekazała całą władzę w ręce papistów. W owym czasie pan Foxe, który wciąż cieszył się opieką diuka, zaczął wzbudzać zawiść i nienawiść wielu ludzi, a w szczególności doktora Gardniera, ówczesnego biskupa Winchester, który stał się jego najzaciętszym wrogiem. Pan Fox, zobaczywszy, co się dzieje i że rozpoczyna się okres okrutnych prześladowań, zaczął rozważać opuszczenie królestwa. Kiedy diuk znał już zamierzenia Johna Foxe’a, zdołał skłonić go do pozostania na miejscu. Jego argumenty były tak przekonujące, a sam diuk tak szczery, że przestał myśleć o opuszczeniu swego schronienia. Biskup Winchester był wtedy bardzo mocno związany z diukiem (dzięki temu, że wsparcie jego rodziny pomogło mu osiągnąć stanowisko, które obecnie piastował) i często prosił, by ów stary opiekun wyświadczał mu rozmaite przysługi. Z początku diuk mu odmawiał, udając nieobecność lub niedyspozycję. Pewnego dnia jednak zdarzyło się, że pan Foxe, nie wiedząc, że biskup był w domu, wszedł do pokoju, w którym znajdował się diuk, ale zobaczywszy, że był tam również i biskup, wycofał się. Gardiner zapytał, kim jest Foxe i diuk odpowiedział mu: to lekarz, którego zachowanie nie jest zbyt dworskie, ale to pewnie dlatego, że dopiero opuścił uniwersytet. Biskup odpowiedział: On mi się podoba! Kiedy będzie okazja, przyślę po niego. Diuk zrozumiał tę mowę jako zapowiedź zbliżającego się nieszczęścia i pomyślał, że nadchodzi czas, by Foxe opuścił miasto, a może nawet kraj. Zapewnił mu więc wszystko, co było potrzebne do ucieczki, i przygotowania te odbyły się w sekrecie. Wysłał jednego ze swoich sług do Ipswitch, by wynajął barkę i przygotował wszystko, co wymagane, do jego wyjazdu. Umówił się także, że Foxe będzie mógł, aż do momentu, w którym nastanie odpowiedni wiatr, przebywać w domu jednego z jego sług, i wszystko, co potrzebne do wypłynięcia, będzie już przygotowane. Foxe opuścił w sekrecie swego szlachetnego patrona wraz ze swą żoną, która była wówczas ciężarna. Zaledwie rozwinięto żagle, nastał bardzo gwałtowny sztorm, który trwał cały dzień i całą noc. Następnego dnia wiatr zepchnął ich z powrotem do portu, z którego wypłynęli. W czasie, w którym statek znajdował się na morzu, pewien oficer, który został wysłany przez biskupa Winchester, włamał się do domu owego rolnika, z którym mieszkał wcześniej Foxe, z rozkazem pochwycenia go i sprowadzenia do miasta. Dowiedziawszy się o tym, Foxe wynajął konia, by wydawało się, że pragnie natychmiast opuścić miasto; ale zamiast tego, powrócił w sekrecie na nadbrzeże i uzgodnił z kapitanem statku, by wypłynęli, jak tylko wiatry zaczną im sprzyjać. Nie wątpił w to, że Bóg będzie błogosławić jego przedsięwzięciu. Marynarz dał się przekonać i w ciągu dwóch dni jego pasażerowie znaleźli się bezpiecznie w Nieuport. Po tym, jak spędzili na miejscu kilka dni, Foxe wyruszył do Bazylei, gdzie znajdowało się kilku ludzi, którzy uciekli z Anglii przed okrucieństwem prześladowań. Zostali oni jego przyjaciółmi. W tym również czasie rozpoczął pisanie Dzieł i pomników kościoła; książki, która została po raz pierwszy opublikowana po łacinie w Bazylei w roku 1554. Jej wydanie w Anglii ujrzało światło dzienne w roku 1563. W międzyczasie religia reformowana zaczęła zdobywać coraz więcej zwolenników na terenie całej Anglii; natomiast papiści coraz bardziej tracili na znaczeniu- a proces ten rozpoczął się wraz ze śmiercią królowej Marii. Kiedy umarła, wielu protestantów, przebywających dotąd na wygnaniu, powróciło do swego rodzinnego kraju. Wśród owych ludzi znajdował się również pan Foxe, który po powrocie do kraju, znalazł przyjaciela w swym starym opiekunie, diuku Norfolk. Zażyłość ową przerwała dopiero śmierć diuka, w następstwie której Foxe otrzymał pensję, którą jego dobroczyńca przyznał mu w testamencie, i która uznana została przez następcę szlachcica, hrabiego Suffolk. Nie był to kres sukcesów owego dobrego człowieka. Został on polecony królowej przez Cecyla, jej sekretarza stanu i jej wysokość zapewniła mu (a właściwie narzuciła mu ponieważ Foxe’a z trudem udało się przekonać do przyjęcia propozycji) prebendę Shipton w katedrze Salisbury.


Po tym, jak ponownie osiedlił się w Anglii, zajął się przeglądem i uzupełnianiem swego wspaniałego dzieła dotyczącego dziejów męczenników. W wielkich bólach i ciągłej pracy, był w stanie ukończyć swe dzieło w ciągu jedenastu lat. By uniknąć pomyłek, własnoręcznie przepisał każdą linijkę swego dzieła; to samo tyczy się każdego potrzebnego mu fragmentu dokumentu historycznego. Niestety, w związku z tym, że pracował w bardzo wytężony sposób, cały swój czas poświęcając studiowaniu i nie pozwalając sobie na odpoczynek ani będącą koniecznością natury rekreację, jego stan pogorszył się tak znacznie, że odwiedzający go czasem krewni i przyjaciele ledwie go poznawali.


I chociaż stawał się z każdym dniem bardziej zmęczony, pracował wytrwale i nie dało go się odwieść od pełnienia obowiązków, które sobie wyznaczył. Papiści, zdając sobie sprawę z tego, jak szkodliwe byłoby mówienie o pełnej okrucieństw i pomyłek historii ich organizacji, wkładali duży wysiłek w to, by nadszarpnąć reputację Foxe’a. Wysiłki przeciwników okazały się jednak czynnikiem mobilizującym dla autora i sprawiły, że pisał ją w sposób dokładny i szczegółowy, sprawdzając pieczołowicie wiarygodność faktów i źródeł, z których czerpał.


Kiedy Foxe zajmował się swą wymagającą uwagi, promującą prawdę pracą, nie zaniedbywał jednocześnie innych obowiązków, związanych ze swym powołaniem: był wspaniałomyślny, ludzki; wyczulony na naturalne i duchowe potrzeby swoich bliźnich. Choć nie chciał utrzymywać znajomości z bogatymi i wysoko postanowionymi ludźmi, to chcąc być bardziej przydatnym, nie odmawiał swej przyjaźni tym, którzy o nią zabiegali, i nigdy nie zapominał o tym, by użyć wpływu, jaki mógł mieć, na użytek biednych i potrzebujących. Ponieważ odznaczał się nieposzlakowaną prawością, często obdarzano go pieniędzmi, które on z kolei rozdzielał między potrzebujących. Czasem spożywał posiłki wraz z przyjaciółmi, ale robił to nie dla przyjemności, ale bardziej z uprzejmości i by przekonać ich, że jego nieobecność nie wynika ze obawy przed nadmiernymi pokusami apetytu. Krótko mówiąc: jego charakter jako człowieka i chrześcijanina był bez skazy. Chociaż ostatnie prześladowanie, które przedsięwzięła Krwawa Mary sprawiło, że jego pisarstwo stało się gorzkie, należy zauważyć, że sam Foxe był człowiekiem wyjątkowo zgodnym. I choć z całego serca odrzucał kościół rzymski, w tradycji którego został wychowany, bardzo leżała mu na sercu zgoda między braćmi-protestantami. Można go właściwie nazwać apostołem tolerancji. Kiedy w Anglii, w roku 1563, wybuchła plaga i wielu porzuciło swe obowiązki, Foxe pozostał na stanowisku, wspomagając ludzi pozbawionych przyjaciół i dając jałmużnę potrzebującym. Mówiono, że nie odmawiał nigdy udzielenia pomocy temu, kto prosił o nią w imieniu Chrystusa. Będąc człowiekiem tolerancyjnym i wielkodusznym, próbował użyć swojego wpływu, prowadząc rozmowy z królową Elżbietą i przekonać ją, by nie zabijano więcej ludzi, którzy mają odmienne od obowiązujących poglądy religijne. Królowa szanowała go i mówiła o nim: Nasz Ojciec Foxe. Pan Foxe mógł cieszyć się z owoców swojej pracy jeszcze przed swoją śmiercią. Jego książka miała cztery duże wydania i z rozkazu biskupa została ona umieszczona w każdym kościele katedralnym w Anglii. Często przykuwano ją do pulpitu- tak jak było w zwyczaju czynić również i z Biblią. W ten sposób ludzie mieli do niej dostęp. W końcu, gdy już od długiego czasu służył swą działalnością i świętym życiem Kościołowi i światu, w pokorze oddał swą duszę Chrystusowi. Był 18 kwiecień roku 1587 i siedemdziesiąty rok jego życia.

Rozdział I

Losy i prześladowania Jana Wicliffe’a

Nie będzie nieodpowiednim poświęcenie kilku stron na szczegółowy opis losów kilkorga spośród owych ludzi, którzy pierwsi sprzeciwili się pełnym bigoterii atakom, skierowanym przeciwko reformacji i którzy usiłowali ukrócić szerzenie się papieskiej dezinformacji dotyczącej ewangelii- i przedstawiać ją w niezafałszowanej postaci. Najwięcej owych ludzi pochodziło z Wielkiej Brytanii; kraj ten również jako pierwszy stał się areną religijnych debat, czym wprawił w osłupienie Europę, udowadniając zarazem, że postęp zarówno w dziedzinie polityki, jak i religii, stanowi o rozwoju wyspy. Jednym z ludzi, o których tu mowa, był Jan Wicliffe. Nazywano go Gwiazdą Poranną Reformacji. Urodził się około roku 1324, za czasów rządów króla Edwarda II. Nie mamy pewnych informacji, jeśli chodzi o jego pochodzenie. Rodzice przeznaczyli go do służby Kościołowi i wysłali do Queen’s College w Oxfordzie, niedługo po ufundowaniu owej uczelni przez Roberta de Eglesfielda, spowiednika królowej Filipy3. Nie znajdując jednak miejsca odpowiednim, przeniósł się do Merton College. Uczelnia ta była wówczas jedną z najważniejszych instytucji naukowych w Europie. Zauważono go po raz pierwszy na skutek obrony uniwersytetu przed żebrzącymi mnichami, którzy, osiedliwszy się w Oksfordzie w 1230. roku, stanowili jego kłopotliwe sąsiedztwo. Mnisi nieustannie wzniecali spory; słali skargi do papieża; uczeni z kolei odwoływali się do przedstawicieli prawa cywilnego; raz zwyciężała jedna strona, raz druga. Mnisi uważali, że Chrystus był zwykłym żebrakiem; że żebrali jego uczniowie i że to Biblia usankcjonowała żebractwo. Doktrynę tę głosili wszędzie; także zza pulpitów. Wycliffe miał od długiego czasu w pogardzie owych leniwych zakonników; nadchodziła teraz okazja, by ich zdemaskować. Opublikował traktat wymierzony przeciwko żebractwu, będącemu udziałem ludzi zdolnych do pracy, w którym potępiał owych zakonników, oświadczając, że są nie tylko zakałą religii, ale w społeczeństwa w ogóle. Uniwersytet zaczął rozpoznawać w Wycliffe jednego ze swych najzdolniejszych pracowników i niebawem uczyniono go mistrzem Baliol College. Mniej więcej w tym czasie, arcybiskup Islip ufundował Canterbury Hall w Oksfordzie, gdzie ustanowił przełożonego i jedenastu uczniów. Przełożonym tym został Wycliffe, podniesiony do tej rangi przez arcybiskupa. Jednakże po jego śmierci Wycliffe zostaje usunięty ze stanowiska i zastąpiony przez Stefana Langhama, biskupa Ely. Jako że można było się dopatrzyć w tej sprawie jaskrawej niesprawiedliwości, Wycliffe odwołał się do papieża, który rozpatrzył sprawę odmownie z powodów, które opiszemy. Edward III, ówczesny król Anglii, wycofał trybut, który od czasów panowania króla Jana był płacony papieżowi. Edward zwołał parlament; papież się odgrażał. Parlament stwierdził, że król Jan przekroczył prawo i poradził królowi, by niezależnie od konsekwencji nie ustępował. Duchowieństwo popierało teraz papieża; uczony mnich opublikował wiarygodny i uduchowiony traktat, który znalazł wielu zwolenników. Wycliffe, zirytowany tym, że tak zła sprawa ma tak zręcznych orędowników, sprzeciwił się mnichowi, i zrobił to w tak niezrównany sposób, że nie można było już powiedzieć, że nie da się podważyć racji zakonnika. Wycliffe przegrał proces, który toczył się w Rzymie, i nikt nie wątpił, oprócz jego wrogów, o prawdziwych powodach takiego obrotu spraw. Wycliffe’a powołano niedługo potem profesorem teologii. W pełni przekonany do błędów kościoła katolickiego i nikczemności mnichów, zdecydował się ujawniać wszelkie nadużycia. W wykładach publicznych chłostał ich wady i sprzeciwiał się szaleństwom. Ujawniał różnego rodzaju zbrodnie, schowane dotąd w mrokach przesądu. Zaczął od podważania uprzedzeń mas i powoli sięgał po trudniejsze do realizacji cele. Mieszał w swych wywodach metafizykę znaną z nieznanymi dotąd poglądami na temat Boga. Uzurpacje władzy przez sąd rzymski był jednym z jego ulubionych tematów. Na ten temat rozwodził się, mnożąc argumenty. W odpowiedzi kler podniósł wrzask i biskup Canterbury usunął go ze stanowiska. W owym czasie władza administracyjna znajdowała się w rękach diuka Lancaster, znanego także jako Jan z Gandawy. Książę ten miał bardzo liberalne poglądy, jeśli chodzi o religię, i był nieprzyjacielem kleru. Jako że wymuszenia ze strony papiestwa były bardzo uciążliwe, zdecydował się wysłać biskupa Bangor i Wycliffe’a w celu zaprotestowania przeciwko nim. Stało się jasne, że papież nie powinien dłużej posługiwać się żadnymi beneficjami, należącymi do angielskiego kościoła. W ambasadzie analityczny umysł Wycliffe’a zdołał przeniknąć wiele tajników polityki i struktury Kościoła Rzymskiego, i po powrocie teolog był bardziej niż kiedykolwiek zdeterminowany, by demaskować ambicję i chciwość kleru.


Odzyskawszy stanowisko, złorzeczył przeciw papieżowi w swoich wystąpieniach; mówił o jego nadużyciach i rzekomej nieomylności; jego pysze i zachłanności, i o tym, że jest on tyranem. To on pierwszy nazwał papieża antychrystem. Od tematu papieża przechodził do pompy i luksusu, jaki otacza kler; mówił o biskupach i porównywał ich z prostotą, jaka towarzyszyła temu stanowisku w czasach pierwszych chrześcijan. Przesądy i podstępy duchowieństwa stanowiły temat, o których rozprawiał z energią i logiczną precyzją. Pod patronatem diuka Lancaster, Wycliffe otrzymał wartościowe beneficjum; niemniej zaraz po objęciu parafii, jego przeciwnicy (do których zaliczali się biskupi), zaczęli go prześladować z nową siłą. Diuk Lanchaster wspierał go w owych prześladowaniach i to, że, wraz z lordem marszałkiem lordem Percy, trwał przy jego boku, sprawiło, że chybiły one celu. Po śmierci Edwarda III, na tron wstąpił jego jedenastoletni syn Ryszard II. Tym samym nie powiodły się plany diuka Lanchaster, który spodziewał się objąć tron; i tak wrogowie Wycliffe’a, korzystając z sytuacji, zaczęli go ponownie oskarżać. Papież wysłał pięć bulli do króla i części biskupów, lecz zarówno przedstawiciele władz świeckich, jak i lud, przyjęli z pogardą butne wystąpienia papieża; także fakt, że wyższe duchowieństwo, spodziewając się rychłej inwazji wojsk francuskich, zaproponowało zebranie pokaźnej sumy pieniędzy i oddanie jej do użytku papieża.

Rys. Portret Jana Wycliffe’a autorstwa Bernarda Picarta (1714)

Decyzję o tym, co robić, miał podjąć Wycliffe. Biskupi jednak, wspomagani autorytetem papieskim, chcieli wytoczyć Wycliffe’owi proces. Kiedy znajdował się on już przed sądem w Lambeth, w mieście rozpoczęły się rozruchy i proces, z rozkazu sir Lewisa Clifforda, domownika królewskiego, zakończono bez wydania ostatecznego wyroku. Uznano jednak, że Wycliff ma przestać głosić doktryny, które są dla papieża obrzydliwością. Postanowienie to zostało wyśmiane przez reformatora, który, boso, odziany w długą szatę, zaczął głosić jeszcze bardziej ogniście niż wcześniej.


Rok 1378 był rokiem pojedynku dwóch papieży: Urbana VI i Klemensa VII. Klemens VII był prawomocnie wybranym papieżem; zastępcą Boga na ziemi. Wydarzenie to dało Wycliffe’owi możliwość do wykorzystania swoich talentów. Niebawem opublikował traktat przeciw papiestwu, czytany z zapałem przez wielu ludzi. Pod koniec roku Wycliff gwałtownie zachorował i obawiano się o jego życie. Przedstawiciele zakonu żebrzącego, w towarzystwie czterech najwybitniejszych obywateli Oxfordu, odwiedziło jego komnatę i prosiło, by wycofał się z tego, co mówił przeciwko ich organizacji, jego dusza jest bowiem w niebezpieczeństwie. Wycliffe, zdumiony tą uroczystą prośbą, podniósł się w pościeli i z surowym wyrazem twarzy, powiedział: Nie umrę, lecz będę żył, by mówić o złych uczynkach mnichów. Kiedy wyzdrowiał, zajął się najważniejszą ze swoich prac, którym był przekład Biblii na język angielski. Zanim opublikowano jego dzieło, wydał broszurę, w której mówił o potrzebie przyszłej publikacji. Żarliwość biskupów, wymierzona przeciwko wydaniu tłumaczenia, stała się doskonałą jego promocją i ci, którzy nie byli w stanie nabyć kopii, starali się o zdobycie transkryptu poszczególnych części ewangelii i Listów Apostolskich. Później, kiedy ruch lollardów nabrał na sile i zapłonęły stosy, powszechną praktyką było wiązanie na szyi potępionego heretyka znalezione przy nim transkrypty, które palono wraz z ich właścicielem. Niebawem Wycliffe poszedł o krok dalej, i zaatakował doktrynę o transsubstancjacji. Autorem tej dziwnej nauki był Paschale Radbert, który głosił ją z zadziwiającą śmiałością. Wycliffe opublikował traktat, a także wygłosił wykład przeciwko niej w 1381. roku w Oksfordzie. Ówczesny zastępca rektora Oksfordu, doktor Barton, zwoławszy władze uniwersyteckie, potępił doktryny Wickliffe’a jako heretyckie, i zagroził ich autorowi ekskomuniką. Wickliffe nie był już w stanie podeprzeć się autorytetem diuka Lancaster; i na wezwane swojego byłego wroga, Williama Courteney- obecnie arcybiskupa Canterbury, odpowiedział, że, jako pracownik uniwersytetu, nie podlega sądownictwu kościelnemu. Jako że uniwersytet zobowiązany był do ochrony swoich pracowników, musiano uznać tę rację. Sąd, zebrawszy się o ustalonej godzinie, postanowił jedynie ustalić stanowisko wobec jego opinii. Niektóre uznano za błędne; inne za heretyckie. Publikacja wyników posiedzenia spotkała się z natychmiastową odpowiedzią Wicliffa, który stał się odtąd obiektem szczególnej niechęci arcybiskupa. Właśnie na jego prośbę król wydał nakaz aresztowania nauczyciela herezji, który został jednak unieważniony przez Izbę Gmin jako niezgodny z prawem. Prymas otrzymał od króla list, na mocy postanowień którego rektor uniwersytetu w Oksfordzie miał przeczytać wszystkie publikacje Wicliffa i sprawdzić, czy nie znajdują się w nich herezje. Rozkaz ten stał się powodem nastania wielkiego zamieszania na uniwersytecie. Wycliffe, przewidując kłopoty, zaszył się w odległych rubieżach królestwa. Ziarna ewangelii zostały jednak zasiane. Opinie Wicliffa stały się tak powszechne, że kiedy spotkałeś dwóch ludzi na ulicy, mogłeś być pewny, że jeden z nich jest lollardem.


W owym czasie trwały spory między dwoma papieżami. Urban opublikował bullę, w której wzywał wszystkich, których sprawa religii nie jest obojętna, do podjęcia wysiłków w celu bronienia interesów Stolicy Apostolskiej, i zorganizowania zbrojnego wystąpienia przeciwko papieżowi Klemensowi. Wieść o tej wojnie, wywołanej w imię religii, sprawiła, że Wicliffe, będący już u schyłku swego życia, raz jeszcze chwycił za pióro. Stworzył pismo, nacechowane wielką uszczypliwością. Bez ogródek spierał się weń z papieżem; pytając go o to Jak mógł posłużyć się symbolem Chrystusa ukrzyżowanego -który oznacza przecież pokój, miłosierdzie i miłość bliźniego- i zrobić z niego sztandar, pod którym zabija się i prześladuje chrześcijan w jeszcze gorszy sposób, niż ten, w jaki apostołowie byli prześladowani przez żydów. Kiedy- pytał- dumni duchowni rzymscy, pozwolą, by ludzie żyli w pokoju i miłości bliźniego? Teraz, zamiast tego walczą i zabijają się wzajemnie.


Ostra krytyka sprowadziła na niego gniew Urbana, który chciał sprowadzić na niego większe niż dotąd problemy, ale opatrzność czuwała i nie pozwoliła na schwytanie reformatora. Papież został sparaliżowany- i chociaż żył jeszcze przez jakiś czas, był w takim stanie, że jego wrogowie uważali go za osobę niewartą ich nienawiści. Wicliff powrócił -albo z wygnania, albo z miejsca, w którym go sekretnie przetrzymywano- by objąć parafię w Lutterworth, gdzie, około sylwestra roku 1384, oddał swą duszę Bogu. To, co podobało mu się w latach młodości, radowało go u schyłku życia. Wycliffe mógłby być wdzięczny swoim wrogom, gdyby wiedział, że to, co mogło go spotkać za życia, spotkało go dopiero po śmierci, i to nie od razu, dano bowiem dość długie wytchnienie jego zwłokom… Dopiero bowiem po czterdziestu jeden latach odkopano je odkopano i znalezione tam szczątki wrzucono do rzeki. Tym sposobem jego ciało obróciło się w trzy żywioły: ziemię, ogień i wodę. Myślano, że pozbywając się jego szczątków, można wymazać na zawsze zarówno jego imię, jak i doktryny. Podobnie postąpili faryzeusze i strażnicy Grobu Pańskiego, którzy, po zabiciu Chrystusa, chcieli, by ten nigdy nie zmartwychwstał. Ale zarówno oni, jak i ludzie ich pokroju, muszą wiedzieć, że nie da się powstrzymać ani Boga, ani prawdy; i że prawda zawsze powstanie, choćby z prochów. Tak też się stało w przypadku człowieka, o którym mowa, ponieważ, choć wykopano jego ciało, spalono kości i zatopiono popioły, to Słowo Boże i prawda, zawarta w jego doktrynie, jest niepodatna na zniszczenie.

Rozdział II
Prześladowania husytów

Opis prześladowań papieskich w Czechach

Jako że papieże nadużywali władzy, którą mieli nad kościołami czeskimi, tamtejsze duchowieństwo wybrało dwóch posłów spośród duchowieństwa i czterech braci świeckich, i wysłało ich do Rzymu, celem otrzymania zadośćuczynienia. Choć sprawa się przewlekała, po pewnym czasie wysłuchano ich skarg i uczyniono zadość prośbom. W efekcie wizyty pozwolono im na odprawianie mszy w języku narodowym i wprowadzenie komunii pod dwiema postaciam. Spór rozgorzał jednak ponownie, gdy do władzy doszli kolejni papieże, którzy robili, co mogli, by narzucić swoje zdanie w sprawach religii Czechom, którzy z kolei pragnęli z całej mocy zachować swe przywileje w tym zakresie. W roku 1375 pewni gorliwi stronnicy ewangelii zaapelowali do czeskiego króla Karola o zwołanie rady, której celem byłoby rozpatrzenie nadużyć, jakich dopuścił się Kościół i przeprowadzenie gruntownej jego reformy. Król, nie wiedząc, jak postąpić, wysłał do papieża list, w którym prosił o wskazówki. Rozgniewało to zwierzchnika Kościoła, który odpisał w te słowa: Należy srodze ukarać owych bluźnierczych heretyków. Monarcha wysłuchał rady papieskiej i skazał na wygnanie wszystkich ludzi, związanych z proponowaną reformą, oraz nałożył ograniczenia na dotychczasowe religijne przywileje. Ofiary prześladowań nie były jednak zbyt liczne do czasu, w którym spalono Jana Husa i Hieronima z Pragi, którzy to wybitni reformatorzy zostali zabici z rozkazu papieża i jego wysłanników. Czytelnik pozna teraz w zarysie, jakie były koleje ich losów.

Prześladowanie Jana Husa

Jan Hus urodził się w roku 1380., w czeskiej wiosce o nazwie Hussenitz. Jego rodzice zapewnili mu najlepsze możliwe wykształcenie. Zdobywszy klasyczne wykształcenie w szkole prywatnej, przeniósł się na uniwersytet praski, gdzie wkrótce dał dowód swym wielkim zdolnościom umysłowym i wykazał się wielką pilnością w zakresie swych studiów. W roku 1398., Hus rozpoczął studia teologiczne, po zakończeniu których został obrany głową Kaplicy Betlejemskiej w Pradze. Objął również funkcję dziekana i rektora uniwersytetu. Do wypełniania swych obowiązków podchodził z wielką pilnością, a jego kazania, utrzymane w duchu doktryn Wyckliffe’a, odznaczały się ostrością sądów i wymierzone były przeciwko papiestwu. Biskup Rzymu i jego zwolennicy nie mogli długo ignorować podobnego człowieka.


Angielski reformator, Wycliffe, rozpalił tak bardzo światło reformacji, że oświecało ono najdalej położone zakątki, w które sięgał papieski zabobon. Jego doktryny przedostały się również do Czech i zostały przyjęte przez wielką liczbę ludzi. Pośród ich zwolenników znajdował się Jan Hus i jego wielki przyjaciel i współmęczennik- Hieronim z Pragi.

Arcybiskup Pragi, widząc, że szeregi reformatorów wzrastają z każdym dniem, wystosował dekret, zabraniający rozpowszechniania pism Wycliffe’a. Postanowienie to odniosło jednak odwrotny do zamierzonego skutek: zwolennicy zakazanych doktryn stali się bardziej gorliwi i cały uniwersytet połączył swe siły, by je propagować.

Hus, który był wielkim zwolennikiem doktryn Wycliffe’a, sprzeciwił się dekretowi arcybiskupa; ten jednak otrzymał bullę papieską, zawierającą zakaz publikacji prac Wycliffe’a w jego prowincji. Na mocy owej bulli arcybiskup potępił jego pisma i wystąpił przeciwko czterem doktorom, którzy nie zwrócili mu prac zakazanego autora, zakazując im głoszenia. Doktor Hus i kilku innych pracowników uniwersytetu zaprotestowało przeciwko owym zakazom. Kiedy o wszystkim dowiedział się papież, nakazał kardynałowi Colonnie wezwać Jana Husa do sądu w Rzymie, by tam mógł on odpowiedzieć na stawiane mu zarzuty, dotyczące rozpowszechniania błędów i herezji. Doktor Hus nie chciał stawać osobiście przed obliczem sądu i popierał go w tym król czeski Wacław, a także królowa, szlachta i przedstawiciele uniwersytetu. Hus nie chciał także, by Czechy stały się w powszechnym mniemaniu krajem heretyckim; pragnął za to, by można było w owym kraju głosić bez przeszkód ewangelię i korzystać z religijnych wolności. Zamiast doktora Husa, pojawiło się przed sądem trzech jego przedstawicieli, którzy oświadczyli, że będą odpowiadać na zarzuty w jego imieniu. W odpowiedzi kardynał Colonna nałożył na Husa ekskomunikę. Przedstawiciele Husa zaapelowali do papieża. Wyznaczono czterech kardynałów, których zadaniem było nadzorowanie procesu. Kardynałowie owi potwierdzili wcześniejszy wyrok i zadecydowali, że odtąd ekskomunika nie obejmuje samego tylko Husa, ale też wszystkich jego zwolenników i przyjaciół. Hus próbował odwołać się od tego niesprawiedliwego wyroku- jednak bez powodzenia. Pomimo surowości, z jaką obeszło się z nim wyższe duchowieństwo i decyzji o usunięciu go ze stanowiska, jakie piastował dotąd w Pradze, Hus wrócił do swojej rodzinnej miejscowości i tam propagował swą doktrynę z pomocą słowa zarówno mówionego, jak i pisanego. Napisał w tym czasie bardzo wiele listów i skomponował traktat, w którym utrzymywał, że nie powinno się żadną miarą zabraniać czytania pism protestanckich. Bronił z pomocą swego pióra książkę Wycliffe’a na temat Trójcy i odważnie występował przeciwko grzechom papiestwa, kardynałów i reszty duchowieństwa tych bezbożnych czasów. Napisał także wiele innych książek, wszystkie spośród których zawierały silne argumenty, dzięki którym jego doktryny zdobywały popularność. W listopadzie roku 1414 zebrał się sobór w Konstancji w Niemczech, pozornie mający na celu rozstrzygnięcie sporu pomiędzy trzema osobami, które sprzeciwiały się papiestwu; prawdziwym jednak jego celem było zdławienie postępów reformacji. Nakazano przybycie Janowi Husowi i by skłonić go do udziału w soborze, król wydał mu list żelazny. Uprzejmości, a nawet poważanie, jakim otoczono reformatora na jego drodze do Konstancji, było wręcz niewyobrażalne. Wzdłuż dróg ustawiali się ludzie, których przywiódł tam raczej szacunek niż ciekawość. Hus wkroczył do miasta otoczony wiwatującym tłumem i jego pochód przez Niemcy można uznać za triumf. Sam doktor nie spodziewał się takiego przyjęcia. Jak stwierdził: Myślałem, że jestem wyrzutkiem. Widzę teraz, że moi najgorsi wrogowie pozostali w Czechach.

Kiedy tylko przybył do Konstancji, od razu wynajął mieszkanie w odległej części miasta. Niedługo potem przybył doń Stefan Paletz, który z nadania kleru praskiego miał zająć się nadzorowaniem procesu. Do Paletza dołączył Michał de Cassis, który reprezentował Rzym. Ci dwaj stali się oskarżycielami Husa i spisali listę zarzutów przeciwko niemu, którą przedłożyli papieżowi i wysokim dostojnikom kościelnym.

Hus został aresztowany; jego celą stała się pałacowa komnata. Jako że krok ten stanowił złamanie prawa, jeden z przyjaciół Husa powołał się na wydany przez króla list żelazny; na co papież odpowiedział, że nie wydawał żadnego listu żelaznego, a ten, który Hus otrzymał od władcy, nie ma dla niego znaczenia. Kiedy reformator siedział w więzieniu, sobór decydował o jego losie. Najpierw potępiono wyznawane przezeń doktryny, których autorem był Wycliffe i rozkazano nawet, by jego szczątki zostały wykopane i doszczętnie spalone. W międzyczasie duże poparcie udzieliła Husowi szlachta Czech i Polski. Jej interwencja sprawiła, że nie potępiono reformatora bez wysłuchania go; i wyznaczono specjalnych ludzi, którzy mieli go przesłuchać. Kiedy stanął przed obliczem sędziów, odczytano stawiane mu zarzuty, których było ponad czterdzieści; zaczerpnięto je bezpośrednio z jego pism. Jan Hus odpowiedział w następujący sposób: Apelowałem do papieża, który w międzyczasie zmarł. Jako że moja sprawa pozostała nierozstrzygnięta, zwróciłem się z nią do następcy zmarłego (…), nie pozwolono jednak moim obrońcom stanąć przed jego obliczem, by mnie obronić; dlatego składam apelację do samego Chrystusa. Kiedy Jan Hus wypowiedział te słowa, zapytano go, czy otrzymał od papieża rozgrzeszenie. Odpowiedział, że nie. Spytano się go następnie, jak może wobec tego życzyć sobie, by rozgrzeszył go Chrystus?… Jan Hus odpowiedział: Oświadczam wam wszystkim, że nie ma skuteczniejszej metody, jak zwrócenie się bezpośrednio do Chrystusa. Apelację składa się bowiem w wypadku krzywdy, doznanej ze strony sędziego niższego rangą; a któż jest wyższym rangą sędzią od Chrystusa?… Kto jest w stanie ocenić bardziej sprawiedliwie?… Nie ma żadnego grzechu; nie można też go oszukać. Kto jest lepszym obrońcą słabych i pokrzywdzonych?… Kiedy pełen powagi Hus mówił te słowa, towarzyszyło mu szyderstwo ze strony całego zgromadzenia. Słowa jego, choć doskonałe, rozwścieczyły jego przeciwników i wydały im się synonimem zdrady. Wyznaczeni przez synod biskupi pozbawili go zwyczajnego dla księży przyodziewku i włożyli mu na głowę mitrę z papieru z wyrysowanymi nań diabłami i inskrypcją: przywódca heretyków. Kiedy Hus zobaczył ową mitrę, powiedział: Mój Panie Jezu, dla mnie ubrano cię w koronę cierniową; dlaczego więc ja nie mam dla ciebie ubrać tej oto, lekkiej korony?… Przyjmę ją i zrobię to z chęcią. Kiedy udekorowano mu głowę w ten sposób, biskup powiedział: Oddajemy teraz twą duszę diabłu. Ja za to- powiedział Hus- oddaję ją w twoje ręce, panie Jezu Chryste!

Rys. 2 Jan Hus- ilustracja Christopha Murera z 1587

Moja dusza została bowiem odkupiona przez ciebie. Kiedy umieszczono go na stosie i obwiązano łańcuchem, powiedział, uśmiechając się: Mój Pan, Jezus, nosił dla mnie cięższe kajdany niż te. Dlaczego więc mam się wstydzić tych, które są pokryte rdzą?… Kiedy obłożono go drewnem po samą szyję, diuk Bawarii zapragnął sprawić, by skazaniec wyrzekł się swej wiary. Nie zrobię tego- powiedział Hus. Nigdy nie głosiłem żadnych zwodniczych doktryn; przeleję teraz krew za to, czego nauczałem. Potem zwrócił się do kata: Spalisz teraz gęś- „hus” znaczy bowiem gęś w języku czeskim- ale w przyszłym stuleciu pojawi się łabędź, którego nie będziecie mogli ani ugotować, ani upiec. Jeśli było to proroctwo, musiało ono mówić o pojawieniu się Marcina Lutra, który rozpoczął swą działalność mniej więcej sto lat później, i który miał łabędzie w herbie. Podpalono głownie i nasz męczennik zaczął śpiewać hymn; a jego głos był tak wesoły i głośny, że można było go usłyszeć mimo trzasku drewna i odgłosów wydawanych przez tłum. W końcu jednak siła płomieni zdusiła jego śpiew. Potem z wielką skrupulatnością zebrano jego popioły i wyrzucono je do rzeki Ren. Zrobiono to, by całkowicie unicestwić samego Husa i pamięć o nim; ale nie jest to możliwe, ponieważ nie da się skłonić o zapomnieniu o nim umysłów pobożnych ludzi poprzez działanie ognia, wody ani żadnych możliwych tortur.

Prześladowanie Hieronima z Pragi

Reformator ów był kompanem doktora Husa i wspólnie z nim zginął śmiercią męczeńską. Urodził się w Pradze i odebrał wykształcenie na tamtejszym uniwersytecie. Wyróżniał się swymi zdolnościami i wykształceniem. Odwiedził także kilka ośrodków akademickich w Europie, takich jak uniwersytet w Paryżu, Heidelburgu, Kolonii i Oksfordzie. W Oksfordzie zetknął się z dziełami Wycliffa i będąc osobą niesłychanie zdolną, przełożył wiele z nich na swój ojczysty język. Po powrocie do Pragi oświadczył otwarcie, że popiera Wycliffa. Dowiedziawszy się, że jego doktryny zdobyły już dużą popularność w Czechach i że ich głównym zwolennikiem jest doktor Hus, stanął u jego boku i towarzyszył mu w wielkim dziele, jakim było propagowanie idei reformacji. Czwartego kwietnia roku 1415., Hieronim przyjechał do Konstancji. Około trzech miesięcy później Hus został spalony na stosie. Przybył do miasta jako prywatna osoba i po konsultacjach, jakie odbył z przyjaciółmi, uznał, że nie może nic zrobić, by pomóc wspólnej sprawie. Gdy okazało się jednak, że został zauważony przez wrogów i że zamierzali oni go pochwycić, uznał, że najrozsądniej będzie się wycofać. Następnego dnia udał się więc do miasta Iberling, położonego około milę od Konstancji. Stamtąd napisał do cesarza, wyrażając gotowość stanięcia przed sądem, jeśli ten przygotuje dlań list żelazny; niestety otrzymał odpowiedź odmowną. Następnie zwrócił się do samego sądu, który również nie był dla niego łaskawy. Postanowił więc wrócić do Czech. Zabrał ze sobą certyfikat, podpisany przez szereg czeskich szlachciców, który mówił, że wykorzystał on wszystkie dostępne mu możliwości, by mógł zostać przesłuchany przez sąd. Hieronimowi nie udało się jednak uciec. Złapał go w Hirsawie pewien oficer, będący na służbie u diuka Sultsbach, który, choć schwytał Hieronima bez upoważnienia, spodziewał się za swój czyn wdzięczności ze strony sądu. Diuk Sultsbach, uwięziwszy Hieronima, napisał do sądu po wskazówki, dotyczące dalszego postępowania. Otrzymał w odpowiedzi stosowne do okoliczności podziękowania oraz prośbę, by więźnia odesłać natychmiast do Konstancji. Elektor Palatynatu dołączył po drodze do diuka i, w towarzystwie licznych sług, jadąc na koniu, wprowadził spętanego więźnia do miasta. Zaraz po przybyciu na miejsce Hieronim został umieszczony w ponurym lochu.

Postąpiono z nim prawie tak samo, jak z Husem, jednak trzymano go w zamknięciu o wiele dłużej i był zmuszony przechodzić z jednego więzienia do drugiego. W końcu, kiedy stanął przed obliczem sądu, zapragnął stanąć w swej obronie i tym samym oczyścić się z zarzutów; odmówiono mu jednak tego. Kiedy usłyszał, że nie może się bronić, wykrzyknął:

Jakież barbarzyństwo!… Trzysta czterdzieści dni spędziłem zamknięty w wielu więzieniach. Nie ma nieszczęścia ani nędzy, której bym nie zaznał. Pozwoliliście moim wrogom oskarżać mnie bez litości, nie dając mi żadnej możliwości obrony. Nie daliście mi nawet godziny na to, bym mógł się przygotować do mojego procesu. Oczernialiście mnie w najhaniebniejszy sposób. Oskarżyliście o herezję, nie znając nawet głoszonych przeze mnie doktryn. Uczyniliście ze mnie wroga wiary, zanim dowiedzieliście się, jaką wiarę wyznaję. Zrobiliście ze mnie prześladowcę księży, zanim byliście w stanie zrozumieć, jakie jest moje stanowisko w tym temacie. Jesteście przedstawicielami soboru i chociaż reprezentujecie sobą powagę, mądrość i świętość, jesteście tylko ludźmi i jako tacy pozostajecie pod wpływem mylnych wyobrażeń. Im bardziej pragniecie być mądrymi, tym bardziej powinniście uważać, by nie zbaczać w stronę głupstwa. Moja sprawa jest moja tylko pozornie; tak naprawdę dotyczy ona jednak wszystkich ludzi; wszystkich chrześcijan; jej przebieg wpływać będzie na prawa, jakimi cieszyć się będą przedstawiciele przyszłych pokoleń. I to niezależnie, jak postąpicie z moją osobą.

Mowa ta nie odniosła żadnego skutku. Hieronim został zmuszony do wysłuchania oskarżeń, które zostały sformułowane w następujących punktach:


1) Hieronim szydził z godności papieskiej. 2) Był przeciwnikiem papieża. 3) Sprzeciwiał się również kardynałom. 4) Prześladował prałatów. 5) Z nienawiścią odnosił się do religii chrześcijańskiej.


Proces Hieronima odbył się trzeciego dnia po tym, jak przesłuchano świadków. Więzień przygotował się na odparcie zarzutów; a samo to, że był w stanie to zrobić, jawi się czymś niezwykłym, ponieważ przez trzysta czterdzieści dni przebywał w zatęchłych lochach; nie miał dostępu do światła słonecznego a jego podstawowe potrzeby nie były zaspokojone. Jego dusza jednak wznosiła się ponad owe niedogodności, którym człowiek mniej uduchowiony by nie podołał. Miał w głowie mnóstwo podnoszących na duchu cytatów, pochodzących od autorów antycznych i Ojców Kościoła i było mu tak, jakby przebywał w bibliotece.


Najwięksi spośród zebranych na sali sądowej bigotów uważali, że więzień nie powinien zostać wysłuchany, wiedzieli bowiem, jak elokwencja wpływa na umysły nawet najbardziej uprzedzonych adwersarzy. W końcu jednak większość uzgodniła, że Hieronim może wystąpić w swojej obronie. Rozpoczął więc pełną uniesienia mowę, która, jak było można zauważyć- zdolna była kruszyć zatwardziałe serca przeciwników i oświetlać prawdą pełne przesądów umysły. Podkreślił, że istnieje różnica pomiędzy opieraniem się na faktach a wiarą w pełne złośliwości kalumnie. W swoim wystąpieniu starał się przedstawić, jaka jest jego misja i prawdziwy cel postępowania. Zauważył, że opinie najbardziej świętych spośród świętych mężów różniły się nieraz i nie działo się tak dlatego, że któryś z nich chciał zakłamywać prawdę. Wyraził szlachetną wzgardę wobec wszystkich swych wrogów, którzy chcieli zmusić go do porzucenia prawdy. Pochwalił swymi słowami Husa i powiedział, że gotowy jest, jak on- zostać męczennikiem. Nawiązał potem do najpopularniejszych doktryn Wycliffe’a i powiedział, że nie pragnie występować przeciwko kościołowi bożemu, a jedynie przeciwko nadużyciom, które weń występują, bo nie może patrzeć, jak, założony przecież ku wspólnemu zbudowaniu, teraz prostytuuje się poprzez swą pychę, wystawność, fircykowate stroje i inne rzeczy, którym nie przystoi nazywać się chrześcijańskimi. Kiedy skończył się proces, Hieronim otrzymał ten sam wyrok, co zabity wcześniej przez ów sąd rodak. Jako że skazany był osobą świecką, nie dało się go uroczyście pozbawić stanowiska, jakie piastował wcześniej w Kościele; niemniej nie obyło się bez pewnej ceremonii, mającej na celu ośmieszenie go. Włożono mu na głowę przygotowany wcześniej papierowy kapelusz, ozdobiony wymalowanymi nań czerwonymi diabłami. Hieronim powiedział: Pan Jezus Chrystus, kiedy cierpiał na krzyżu za mnie, grzesznika, miał na głowie koronę cierniową; ja dla niego przyjmę tą, którą mi dano. Dano mu dwa dni na przemyślenie swej sytuacji i wyrzeczenie wiary. W tym czasie kardynał Florencji robił wszystko, by go przekonać do swoich racji. Wszystkie owe próby podejmowano na próżno. Hieronim zadecydował, że przeleje krew w obronie swej wiary i oddał za nią swe życie z niezwykłą szlachetnością ducha. W drodze na egzekucję zaśpiewał kilka hymnów i znalazłszy się na miejscu, w którym zresztą wcześniej zabito Jana Husa, uklęknął i modlił się żarliwie. Na stos udał się z wielką radością i kiedy miano rozpalić głównie, powiedział: Przyjdźcie tutaj i zapalcie je na moich oczach; bo gdybym bał się tych rzeczy, nie przyszedłbym tutaj. Kiedy ogień już płonął, skazaniec śpiewał hymny. Ostatnie słowa, które usłyszano, zanim ucichł: duszę w ogniu oddaję ci, Chrystusie.


Elegant Pogge, florencki uczony, sekretarz dwóch papież i żarliwy, choć liberalny katolik, w liście do Leonarda Arotin, zaświadczył o wielkiej wartości i cnotach męczennika Hieronima i nazwał go człowiekiem niezrównanym.

Prześladowania Żiżki

Prawdziwe nazwisko tego sługi Chrystusa brzmiało Jan z Trocznova; natomiast Żiżka było czeskim słowem, znaczącym jednooki. Żiżka był rodowitym Czechem, pochodzącym z dobrej rodziny. Opuścił dwór króla Wacława, by stanąć u boku króla polskiego, który szykował wyprawę przeciw siłom niemieckim. Otrzymawszy od Polaków medal i sakiewkę pełną dukatów, pod koniec wojny powrócił na dwór króla Wacława25, któremu wyznał, że żywo interesuje go sposób, w jaki potraktowano jego rodaka, Jana Husa, podczas soboru w Konstancji.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 22.05
drukowana A5
za 36.11
drukowana A5
Kolorowa
za 58.17