E-book
20.48
drukowana A5
32.19
drukowana A5
kolorowa
55.43
Księga męczenników chrześcijańskich. Słynni reformatorzy którzy zmienili oblicze religii

Bezpłatny fragment - Księga męczenników chrześcijańskich. Słynni reformatorzy którzy zmienili oblicze religii


Objętość:
116 str.
ISBN:
978-83-8221-181-8
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 32.19
drukowana A5
kolorowa
za 55.43

Książka ta nigdy nie umrze. Jest to pozycja, która wpisała się w kanon literatury angielskiej. Ponieważ napisana została z pasją i sercem, można ją czytać tak, jak czyta się literaturę piękną. To opowieść traktująca o najbardziej wstrząsających momentach w historii chrześcijaństwa. (...) Przenosi nas w dni, w których "szlachetni żołnierze, mężczyźni i chłopcy; matrony i dziewice, wspinali się ciernistą ścieżką do niebios, a towarzyszyły temu niebezpieczeństwa, ból i udręka".


Poza samą Biblią, żadna książka nie wpłynęła w tym stopniu na wczesny ruch protestancki tak, jak Księga męczenników. Nawet w naszych czasach dzieło to jest aktualne. Stanowi ona nie tylko opis prześladowań, ale także świadectwo wielu konfliktów, zapis historii romansowych i źródło, służące ku zbudowaniu.


James Miller Dodds, English Prose


Kiedy zdamy sobie sprawę, że aż do czasu ukazania się Podróży Pielgrzyma, zwykli ludzie nie mieli właściwie żadnych książek, poświęconych wierze, oprócz Biblii i Księgi męczenników Foxe’a, możemy zrozumieć wielkie wrażenie, jakie na ludziach zrobiła ta książka i jak bardzo posłużyła ona do kształtowania charakteru narodowego. Ci, którzy umieli czytać, zapoznali się ze wszystkimi okropnościami, jakie spotkały reformatorów protestanckich. Ci, którzy czytać nie potrafili, mogli przyjrzeć się ilustracjom, przedstawiającym różne narzędziom tortur, takie jak koło, ruszt, gotujący się olej i świętym ludziom, którzy powierzali Bogu dusze w płomieniach. Pomyślmy o ludziach, którzy właśnie dojrzeli do nowego intelektualnego i religijnego życia. Wyobraźmy sobie, jak kilka generacji takich ludzi- zarówno młode osoby, jak i ludzie w starszym wieku, pochyla się nad książką taką, jak ta, i historie w nich zawarte stają się tradycją, tak jak tradycja są pieśni i zwyczaje, kultywowane przez naród.


Douglas Campbell, The Puritan in Holland, England, and America


Jeśli rozpatrzyć książkę, nie dbając o zatargi między kościołami, to i tak jest ona w stanie się wybronić w pierwszych latach rządów królowej Elżbiety. Praca ta jest świadectwem narastającej potrzeby duchowej wolności, która to potrzeba stoi w opozycji do sił, pragnących obciążyć sumienie i spętać umysł.


Henry Morley, English Writers

© nada Aleksandra Liszka

Szkic o autorze

John Fox (albo Foxe) urodził się w Bostonie, w hrabstwie Lincolnshire, w roku 1517. Jego rodzice byli zamożnymi ludźmi. Ojciec odumarł go wcześnie i jego matka wkrótce wyszła za mąż ponownie. John wciąż mieszkał z rodzicami. Jako że od najmłodszych lat przejawiał talenty i chęć do nauki, jego przyjaciele pragnęli, by zaczął pobierać nauki w Oxfordzie i by tym sposobem zdolności jego mogły się należycie rozwinąć. Kiedy przebywał już na uniwersytecie, wyróżniał się wielkością i bystrością swego intelektu, który rozwijał się dzięki rywalizacji, która istniała między studentami. Foxe przykładał się do nauki z pełną pilności żarliwością. Cechy owe sprawiły, że wkrótce stał się on przedmiotem podziwu wszystkich, którzy go znali i w nagrodę za swe osiągnięcia i godną pochwały postawę, został obrany członkiem koledżu Magdalen, co poczytywano za wielkie wyróżnienie w światku uniwersyteckim i co spotykało jedynie najwybitniejszych spośród studentów. Wydaje się, że pierwsze przebłyski geniuszu widoczne są w jego poezji. Foxe skomponował kilka komedii po łacinie. Są one dostępne dla współczesnych. Niemniej zaraz potem skierował swój umysł na poważniejsze ścieżki i zajął się studiowaniem Pisma Świętego. Do zgłębiania teologii zabrał się z większym żarem, niż roztropnością, i tak odkrył swoje zamiłowanie do idei reformacji, które pojawiło się w nim jeszcze zanim znał i miał poparcie innych sympatyków tego ruchu. Była to okoliczność, która stanowiła o pierwszych jego kłopotach. Mówił ponoć często, że do zrewidowania papieskiej doktryny skłoniło go spostrzeżenie, że istnieją różne, jedne gorsze od drugich, rzeczy, do których zmuszani są ludzie w Kościele i że obserwacja ta zachwiała jego wcześniejszym postanowieniem, dotyczącym dochowania wierności owej instytucji. Z czasem niechęć ta tylko się ugruntowała.


Jednym z pierwszych przedmiotów jego badań były studia nad historią Kościoła; wyznaczenie ram czasowych jego powstania i zbadanie historii jego rozwoju; rozważenie wszystkich kontrowersji, które pojawiły się w owym czasie i zbadanie z pilnością ich skutków, wagi, wszelkich niespójności etc. Zanim ukończył trzydzieści lat, studiował pisma greckich i łacińskich Ojców Kościoła a także dzieła innych uczonych autorów; przekłady uchwał, wydanych przez sobory i konsystorze. Przy okazji nauczył się bardzo dobrze hebrajskiego. Przy owych zajęciach trawił nieraz całą, lub dużą część nocy. By odciążyć umysł od aktywności intelektualnej, udawał się do zagajnika, znajdującego się nieopodal szkoły. Miejsce owo było często odwiedzane przez studentów wieczorem, ponieważ cenili oni panujący tam ponury nastrój odosobnienia. Kiedy tak wędrował samotnie, często można było usłyszeć jego wykrzyknienia i wzdychanie; w ten sposób modlił się ze łzami do Boga. Te nocne aktywności stały się pierwszym z sygnałów, które wywołały podejrzenie, że odsuwa się on od kościoła rzymskiego.


Kiedy starano dowiedzieć się, jaki jest powód zmiany jego zachowania, nie chciał kłamać i tym samym zdobyć dla siebie usprawiedliwienie, ale wyraził swe opinie, przez co został uznany przez college za heretyka i wyrzucony. Jego przyjaciele, usłyszawszy o tym, byli bardzo oburzeni i wkrótce Foxe został porzucony również przez nich. Znalazło się dla niego miejsce w domu sir Tomasza Lucy z Warwickshire, który dał mu pracę guwernera. Budynek ten znajdował się nieopodal osady o nazwie Stanford on Avon.


Foxe się ożenił. Niemniej strach przed inkwizycją papieską przyspieszył jego wyjazd. Inkwizycja bowiem ścigała nie tylko przewinienia publiczne, ale także zaczęła mieszać się w sekrety życia prywatnego swych ofiar. Zaczął rozmyślać, co zrobić, by uchronić się przed dalszymi problemami i zadecydował udać się do ojca swej żony. Jego teść był obywatelem Coventry, i był do męża swej córki nastawiony serdecznie, dlatego Foxe mógł liczyć na jego pomoc. Foxe wyruszył i w czasie podróży, poprzez listy, próbował wysądować, czy teść przyjmie go, czy też nie. Otrzymał następującą odpowiedź: Przyjęcie pod mój dach kogoś, kogo skazano na karę śmierci, będzie dla mnie trudne; wiem też, na jakie niebezpieczeństwa narażam się, decydując się na ten krok. Będę jednak dla was jak rodak i zdecyduję się narazić dla was moje własne bezpieczeństwo. Jeśli mnie przekonacie do siebie, będziecie mogli zostać na tyle, ile was potrzeba; ale jeśli nie, będziecie musieli się zadowolić krótszym pobytem, by nie narażać na niebezpieczeństwo ani mnie, ani żony.


Matka Foxe’a poradziła mu w sekrecie, by przyjechał i by nie bał się surowości swego teścia: koniecznym było, by napisał do ciebie w sposób, w jaki to zrobił; ale kiedy tylko nadarzy się okazja, odpłaci ci wszystko z nawiązką. Rzeczywiście, został przez rodzinę przyjęty lepiej, niż się tego spodziewał. Miał teraz miejsce, w którym mógł się ukryć przez pewien czas. Potem wyruszył do Londynu. Działo się to w drugiej połowie rządów Henryka VIII. Nie mając w nikim oparcia, znalazł się w wielkiej biedzie; nawet śmierć zaglądała mu w oczy z powodu głodu. Niemniej Opatrzność czuwała nad nim i udało mu się przeżyć. Któregoś dnia pan Foxe siedział w kościele św. Pawła, wyczerpany długim postem. W pewnym momencie usiadł obok niego nieznajomy, który pozdrowił go serdecznie i wrzuciwszy mu w ręce pewną sumę pieniędzy, kazał mu się rozchmurzyć. Powiedział też, że w ciągu najbliższych dni jego sytuacja się odmieni. Kim był ów człowiek, tego Foxe’owi nie udało się nigdy dowiedzieć; niemniej w ciągu trzech dni otrzymał on propozycję pracy od księżnej Richmond, która chciała, by zajął się nauczaniem dzieci hrabiego Surry. Hrabia ów, wraz z jego ojcem, diukiem Norfolk, został uwięziony w Tower przez zazdrosnego i pełnego niewdzięczności króla. Powierzono jego opiece Tomasza, który miał w przyszłości zostać diukiem, i Henryka, przyszłego hrabiego Northampton, oraz Jane, która została księżną Westmoreland. Jego praca w pełni zaspokoiła oczekiwania księżnej i jej ciotki. Te cudowne czasy trwały w drugiej połowie rządów Henryka VIII i w ciągu pięciu lat rządów Edwarda VI. Potem do władzy doszła królowa Maria, która przekazała całą władzę w ręce papistów. W owym czasie pan Foxe, który wciąż cieszył się opieką diuka, zaczął wzbudzać zawiść i nienawiść wielu ludzi, a w szczególności doktora Gardniera, ówczesnego biskupa Winchester, który stał się jego najzaciętszym wrogiem. Pan Fox, zobaczywszy, co się dzieje i że rozpoczyna się okres okrutnych prześladowań, zaczął rozważać opuszczenie królestwa. Kiedy diuk znał już zamierzenia Johna Foxe’a, zdołał skłonić go do pozostania na miejscu. Jego argumenty były tak przekonujące, a sam diuk tak szczery, że przestał myśleć o opuszczeniu swego schronienia. Biskup Winchester był wtedy bardzo mocno związany z diukiem (dzięki temu, że wsparcie jego rodziny pomogło mu osiągnąć stanowisko, które obecnie piastował) i często prosił, by ów stary opiekun wyświadczał mu rozmaite przysługi. Z początku diuk mu odmawiał, udając nieobecność lub niedyspozycję. Pewnego dnia jednak zdarzyło się, że pan Foxe, nie wiedząc, że biskup był w domu, wszedł do pokoju, w którym znajdował się diuk, ale zobaczywszy, że był tam również i biskup, wycofał się. Gardiner zapytał, kim jest Foxe i diuk odpowiedział mu: to lekarz, którego zachowanie nie jest zbyt dworskie, ale to pewnie dlatego, że dopiero opuścił uniwersytet. Biskup odpowiedział: On mi się podoba! Kiedy będzie okazja, przyślę po niego. Diuk zrozumiał tę mowę jako zapowiedź zbliżającego się nieszczęścia i pomyślał, że nadchodzi czas, by Foxe opuścił miasto, a może nawet kraj. Zapewnił mu więc wszystko, co było potrzebne do ucieczki, i przygotowania te odbyły się w sekrecie. Wysłał jednego ze swoich sług do Ipswitch, by wynajął barkę i przygotował wszystko, co wymagane, do jego wyjazdu. Umówił się także, że Foxe będzie mógł, aż do momentu, w którym nastanie odpowiedni wiatr, przebywać w domu jednego z jego sług, i wszystko, co potrzebne do wypłynięcia, będzie już przygotowane. Foxe opuścił w sekrecie swego szlachetnego patrona wraz ze swą żoną, która była wówczas ciężarna. Zaledwie rozwinięto żagle, nastał bardzo gwałtowny sztorm, który trwał cały dzień i całą noc. Następnego dnia wiatr zepchnął ich z powrotem do portu, z którego wypłynęli. W czasie, w którym statek znajdował się na morzu, pewien oficer, który został wysłany przez biskupa Winchester, włamał się do domu owego rolnika, z którym mieszkał wcześniej Foxe, z rozkazem pochwycenia go i sprowadzenia do miasta. Dowiedziawszy się o tym, Foxe wynajął konia, by wydawało się, że pragnie natychmiast opuścić miasto; ale zamiast tego, powrócił w sekrecie na nadbrzeże i uzgodnił z kapitanem statku, by wypłynęli, jak tylko wiatry zaczną im sprzyjać. Nie wątpił w to, że Bóg będzie błogosławić jego przedsięwzięciu. Marynarz dał się przekonać i w ciągu dwóch dni jego pasażerowie znaleźli się bezpiecznie w Nieuport. Po tym, jak spędzili na miejscu kilka dni, Foxe wyruszył do Bazylei, gdzie znajdowało się kilku ludzi, którzy uciekli z Anglii przed okrucieństwem prześladowań. Zostali oni jego przyjaciółmi. W tym również czasie rozpoczął pisanie Dzieł i pomników kościoła; książki, która została po raz pierwszy opublikowana po łacinie w Bazylei w roku 1554. Jej wydanie w Anglii ujrzało światło dzienne w roku 1563. W międzyczasie religia reformowana zaczęła zdobywać coraz więcej zwolenników na terenie całej Anglii; natomiast papiści coraz bardziej tracili na znaczeniu- a proces ten rozpoczął się wraz ze śmiercią królowej Marii. Kiedy umarła, wielu protestantów, przebywających dotąd na wygnaniu, powróciło do swego rodzinnego kraju. Wśród owych ludzi znajdował się również pan Foxe, który po powrocie do kraju, znalazł przyjaciela w swym starym opiekunie, diuku Norfolk. Zażyłość ową przerwała dopiero śmierć diuka, w następstwie której Foxe otrzymał pensję, którą jego dobroczyńca przyznał mu w testamencie, i która uznana została przez następcę szlachcica, hrabiego Suffolk. Nie był to kres sukcesów owego dobrego człowieka. Został on polecony królowej przez Cecyla, jej sekretarza stanu i jej wysokość zapewniła mu (a właściwie narzuciła mu ponieważ Foxe’a z trudem udało się przekonać do przyjęcia propozycji) prebendę Shipton w katedrze Salisbury.


Po tym, jak ponownie osiedlił się w Anglii, zajął się przeglądem i uzupełnianiem swego wspaniałego dzieła dotyczącego dziejów męczenników. W wielkich bólach i ciągłej pracy, był w stanie ukończyć swe dzieło w ciągu jedenastu lat. By uniknąć pomyłek, własnoręcznie przepisał każdą linijkę swego dzieła; to samo tyczy się każdego potrzebnego mu fragmentu dokumentu historycznego. Niestety, w związku z tym, że pracował w bardzo wytężony sposób, cały swój czas poświęcając studiowaniu i nie pozwalając sobie na odpoczynek ani będącą koniecznością natury rekreację, jego stan pogorszył się tak znacznie, że odwiedzający go czasem krewni i przyjaciele ledwie go poznawali.


I chociaż stawał się z każdym dniem bardziej zmęczony, pracował wytrwale i nie dało go się odwieść od pełnienia obowiązków, które sobie wyznaczył. Papiści, zdając sobie sprawę z tego, jak szkodliwe byłoby mówienie o pełnej okrucieństw i pomyłek historii ich organizacji, wkładali duży wysiłek w to, by nadszarpnąć reputację Foxe’a. Wysiłki przeciwników okazały się jednak czynnikiem mobilizującym dla autora i sprawiły, że pisał ją w sposób dokładny i szczegółowy, sprawdzając pieczołowicie wiarygodność faktów i źródeł, z których czerpał.


Kiedy Foxe zajmował się swą wymagającą uwagi, promującą prawdę pracą, nie zaniedbywał jednocześnie innych obowiązków, związanych ze swym powołaniem: był wspaniałomyślny, ludzki; wyczulony na naturalne i duchowe potrzeby swoich bliźnich. Choć nie chciał utrzymywać znajomości z bogatymi i wysoko postanowionymi ludźmi, to chcąc być bardziej przydatnym, nie odmawiał swej przyjaźni tym, którzy o nią zabiegali, i nigdy nie zapominał o tym, by użyć wpływu, jaki mógł mieć, na użytek biednych i potrzebujących. Ponieważ odznaczał się nieposzlakowaną prawością, często obdarzano go pieniędzmi, które on z kolei rozdzielał między potrzebujących. Czasem spożywał posiłki wraz z przyjaciółmi, ale robił to nie dla przyjemności, ale bardziej z uprzejmości i by przekonać ich, że jego nieobecność nie wynika ze obawy przed nadmiernymi pokusami apetytu. Krótko mówiąc: jego charakter jako człowieka i chrześcijanina był bez skazy. Chociaż ostatnie prześladowanie, które przedsięwzięła Krwawa Mary sprawiło, że jego pisarstwo stało się gorzkie, należy zauważyć, że sam Foxe był człowiekiem wyjątkowo zgodnym. I choć z całego serca odrzucał kościół rzymski, w tradycji którego został wychowany, bardzo leżała mu na sercu zgoda między braćmi-protestantami. Można go właściwie nazwać apostołem tolerancji. Kiedy w Anglii, w roku 1563, wybuchła plaga i wielu porzuciło swe obowiązki, Foxe pozostał na stanowisku, wspomagając ludzi pozbawionych przyjaciół i dając jałmużnę potrzebującym. Mówiono, że nie odmawiał nigdy udzielenia pomocy temu, kto prosił o nią w imieniu Chrystusa. Będąc człowiekiem tolerancyjnym i wielkodusznym, próbował użyć swojego wpływu, prowadząc rozmowy z królową Elżbietą i przekonać ją, by nie zabijano więcej ludzi, którzy mają odmienne od obowiązujących poglądy religijne. Królowa szanowała go i mówiła o nim: Nasz Ojciec Foxe. Pan Foxe mógł cieszyć się z owoców swojej pracy jeszcze przed swoją śmiercią. Jego książka miała cztery duże wydania i z rozkazu biskupa została ona umieszczona w każdym kościele katedralnym w Anglii. Często przykuwano ją do pulpitu- tak jak było w zwyczaju czynić również i z Biblią. W ten sposób ludzie mieli do niej dostęp. W końcu, gdy już od długiego czasu służył swą działalnością i świętym życiem Kościołowi i światu, w pokorze oddał swą duszę Chrystusowi. Był 18 kwiecień roku 1587 i siedemdziesiąty rok jego życia.

Rozdział I

Losy i prześladowania Jana Wicliffe’a

Nie będzie nieodpowiednim poświęcenie kilku stron na szczegółowy opis losów kilkorga spośród owych ludzi, którzy pierwsi sprzeciwili się pełnym bigoterii atakom, skierowanym przeciwko reformacji i którzy usiłowali ukrócić szerzenie się papieskiej dezinformacji dotyczącej ewangelii- i przedstawiać ją w niezafałszowanej postaci. Najwięcej owych ludzi pochodziło z Wielkiej Brytanii; kraj ten również jako pierwszy stał się areną religijnych debat, czym wprawił w osłupienie Europę, udowadniając zarazem, że postęp zarówno w dziedzinie polityki, jak i religii, stanowi o rozwoju wyspy. Jednym z ludzi, o których tu mowa, był Jan Wicliffe. Nazywano go Gwiazdą Poranną Reformacji. Urodził się około roku 1324, za czasów rządów króla Edwarda II. Nie mamy pewnych informacji, jeśli chodzi o jego pochodzenie. Rodzice przeznaczyli go do służby Kościołowi i wysłali do Queen’s College w Oxfordzie, niedługo po ufundowaniu owej uczelni przez Roberta de Eglesfielda, spowiednika królowej Filipy3. Nie znajdując jednak miejsca odpowiednim, przeniósł się do Merton College. Uczelnia ta była wówczas jedną z najważniejszych instytucji naukowych w Europie. Zauważono go po raz pierwszy na skutek obrony uniwersytetu przed żebrzącymi mnichami, którzy, osiedliwszy się w Oksfordzie w 1230. roku, stanowili jego kłopotliwe sąsiedztwo. Mnisi nieustannie wzniecali spory; słali skargi do papieża; uczeni z kolei odwoływali się do przedstawicieli prawa cywilnego; raz zwyciężała jedna strona, raz druga. Mnisi uważali, że Chrystus był zwykłym żebrakiem; że żebrali jego uczniowie i że to Biblia usankcjonowała żebractwo. Doktrynę tę głosili wszędzie; także zza pulpitów. Wycliffe miał od długiego czasu w pogardzie owych leniwych zakonników; nadchodziła teraz okazja, by ich zdemaskować. Opublikował traktat wymierzony przeciwko żebractwu, będącemu udziałem ludzi zdolnych do pracy, w którym potępiał owych zakonników, oświadczając, że są nie tylko zakałą religii, ale w społeczeństwa w ogóle. Uniwersytet zaczął rozpoznawać w Wycliffe jednego ze swych najzdolniejszych pracowników i niebawem uczyniono go mistrzem Baliol College. Mniej więcej w tym czasie, arcybiskup Islip ufundował Canterbury Hall w Oksfordzie, gdzie ustanowił przełożonego i jedenastu uczniów. Przełożonym tym został Wycliffe, podniesiony do tej rangi przez arcybiskupa. Jednakże po jego śmierci Wycliffe zostaje usunięty ze stanowiska i zastąpiony przez Stefana Langhama, biskupa Ely. Jako że można było się dopatrzyć w tej sprawie jaskrawej niesprawiedliwości, Wycliffe odwołał się do papieża, który rozpatrzył sprawę odmownie z powodów, które opiszemy. Edward III, ówczesny król Anglii, wycofał trybut, który od czasów panowania króla Jana był płacony papieżowi. Edward zwołał parlament; papież się odgrażał. Parlament stwierdził, że król Jan przekroczył prawo i poradził królowi, by niezależnie od konsekwencji nie ustępował. Duchowieństwo popierało teraz papieża; uczony mnich opublikował wiarygodny i uduchowiony traktat, który znalazł wielu zwolenników. Wycliffe, zirytowany tym, że tak zła sprawa ma tak zręcznych orędowników, sprzeciwił się mnichowi, i zrobił to w tak niezrównany sposób, że nie można było już powiedzieć, że nie da się podważyć racji zakonnika. Wycliffe przegrał proces, który toczył się w Rzymie, i nikt nie wątpił, oprócz jego wrogów, o prawdziwych powodach takiego obrotu spraw. Wycliffe’a powołano niedługo potem profesorem teologii. W pełni przekonany do błędów kościoła katolickiego i nikczemności mnichów, zdecydował się ujawniać wszelkie nadużycia. W wykładach publicznych chłostał ich wady i sprzeciwiał się szaleństwom. Ujawniał różnego rodzaju zbrodnie, schowane dotąd w mrokach przesądu. Zaczął od podważania uprzedzeń mas i powoli sięgał po trudniejsze do realizacji cele. Mieszał w swych wywodach metafizykę znaną z nieznanymi dotąd poglądami na temat Boga. Uzurpacje władzy przez sąd rzymski był jednym z jego ulubionych tematów. Na ten temat rozwodził się, mnożąc argumenty. W odpowiedzi kler podniósł wrzask i biskup Canterbury usunął go ze stanowiska. W owym czasie władza administracyjna znajdowała się w rękach diuka Lancaster, znanego także jako Jan z Gandawy. Książę ten miał bardzo liberalne poglądy, jeśli chodzi o religię, i był nieprzyjacielem kleru. Jako że wymuszenia ze strony papiestwa były bardzo uciążliwe, zdecydował się wysłać biskupa Bangor i Wycliffe’a w celu zaprotestowania przeciwko nim. Stało się jasne, że papież nie powinien dłużej posługiwać się żadnymi beneficjami, należącymi do angielskiego kościoła. W ambasadzie analityczny umysł Wycliffe’a zdołał przeniknąć wiele tajników polityki i struktury Kościoła Rzymskiego, i po powrocie teolog był bardziej niż kiedykolwiek zdeterminowany, by demaskować ambicję i chciwość kleru.


Odzyskawszy stanowisko, złorzeczył przeciw papieżowi w swoich wystąpieniach; mówił o jego nadużyciach i rzekomej nieomylności; jego pysze i zachłanności, i o tym, że jest on tyranem. To on pierwszy nazwał papieża antychrystem. Od tematu papieża przechodził do pompy i luksusu, jaki otacza kler; mówił o biskupach i porównywał ich z prostotą, jaka towarzyszyła temu stanowisku w czasach pierwszych chrześcijan. Przesądy i podstępy duchowieństwa stanowiły temat, o których rozprawiał z energią i logiczną precyzją. Pod patronatem diuka Lancaster, Wycliffe otrzymał wartościowe beneficjum; niemniej zaraz po objęciu parafii, jego przeciwnicy (do których zaliczali się biskupi), zaczęli go prześladować z nową siłą. Diuk Lanchaster wspierał go w owych prześladowaniach i to, że, wraz z lordem marszałkiem lordem Percy, trwał przy jego boku, sprawiło, że chybiły one celu. Po śmierci Edwarda III, na tron wstąpił jego jedenastoletni syn Ryszard II. Tym samym nie powiodły się plany diuka Lanchaster, który spodziewał się objąć tron; i tak wrogowie Wycliffe’a, korzystając z sytuacji, zaczęli go ponownie oskarżać. Papież wysłał pięć bulli do króla i części biskupów, lecz zarówno przedstawiciele władz świeckich, jak i lud, przyjęli z pogardą butne wystąpienia papieża; także fakt, że wyższe duchowieństwo, spodziewając się rychłej inwazji wojsk francuskich, zaproponowało zebranie pokaźnej sumy pieniędzy i oddanie jej do użytku papieża.

Rys. Portret Jana Wycliffe’a autorstwa Bernarda Picarta (1714)

Decyzję o tym, co robić, miał podjąć Wycliffe. Biskupi jednak, wspomagani autorytetem papieskim, chcieli wytoczyć Wycliffe’owi proces. Kiedy znajdował się on już przed sądem w Lambeth, w mieście rozpoczęły się rozruchy i proces, z rozkazu sir Lewisa Clifforda, domownika królewskiego, zakończono bez wydania ostatecznego wyroku. Uznano jednak, że Wycliff ma przestać głosić doktryny, które są dla papieża obrzydliwością. Postanowienie to zostało wyśmiane przez reformatora, który, boso, odziany w długą szatę, zaczął głosić jeszcze bardziej ogniście niż wcześniej.


Rok 1378 był rokiem pojedynku dwóch papieży: Urbana VI i Klemensa VII. Klemens VII był prawomocnie wybranym papieżem; zastępcą Boga na ziemi. Wydarzenie to dało Wycliffe’owi możliwość do wykorzystania swoich talentów. Niebawem opublikował traktat przeciw papiestwu, czytany z zapałem przez wielu ludzi. Pod koniec roku Wycliff gwałtownie zachorował i obawiano się o jego życie. Przedstawiciele zakonu żebrzącego, w towarzystwie czterech najwybitniejszych obywateli Oxfordu, odwiedziło jego komnatę i prosiło, by wycofał się z tego, co mówił przeciwko ich organizacji, jego dusza jest bowiem w niebezpieczeństwie. Wycliffe, zdumiony tą uroczystą prośbą, podniósł się w pościeli i z surowym wyrazem twarzy, powiedział: Nie umrę, lecz będę żył, by mówić o złych uczynkach mnichów. Kiedy wyzdrowiał, zajął się najważniejszą ze swoich prac, którym był przekład Biblii na język angielski. Zanim opublikowano jego dzieło, wydał broszurę, w której mówił o potrzebie przyszłej publikacji. Żarliwość biskupów, wymierzona przeciwko wydaniu tłumaczenia, stała się doskonałą jego promocją i ci, którzy nie byli w stanie nabyć kopii, starali się o zdobycie transkryptu poszczególnych części ewangelii i Listów Apostolskich. Później, kiedy ruch lollardów nabrał na sile i zapłonęły stosy, powszechną praktyką było wiązanie na szyi potępionego heretyka znalezione przy nim transkrypty, które palono wraz z ich właścicielem. Niebawem Wycliffe poszedł o krok dalej, i zaatakował doktrynę o transsubstancjacji. Autorem tej dziwnej nauki był Paschale Radbert, który głosił ją z zadziwiającą śmiałością. Wycliffe opublikował traktat, a także wygłosił wykład przeciwko niej w 1381. roku w Oksfordzie. Ówczesny zastępca rektora Oksfordu, doktor Barton, zwoławszy władze uniwersyteckie, potępił doktryny Wickliffe’a jako heretyckie, i zagroził ich autorowi ekskomuniką. Wickliffe nie był już w stanie podeprzeć się autorytetem diuka Lancaster; i na wezwane swojego byłego wroga, Williama Courteney- obecnie arcybiskupa Canterbury, odpowiedział, że, jako pracownik uniwersytetu, nie podlega sądownictwu kościelnemu. Jako że uniwersytet zobowiązany był do ochrony swoich pracowników, musiano uznać tę rację. Sąd, zebrawszy się o ustalonej godzinie, postanowił jedynie ustalić stanowisko wobec jego opinii. Niektóre uznano za błędne; inne za heretyckie. Publikacja wyników posiedzenia spotkała się z natychmiastową odpowiedzią Wicliffa, który stał się odtąd obiektem szczególnej niechęci arcybiskupa. Właśnie na jego prośbę król wydał nakaz aresztowania nauczyciela herezji, który został jednak unieważniony przez Izbę Gmin jako niezgodny z prawem. Prymas otrzymał od króla list, na mocy postanowień którego rektor uniwersytetu w Oksfordzie miał przeczytać wszystkie publikacje Wicliffa i sprawdzić, czy nie znajdują się w nich herezje. Rozkaz ten stał się powodem nastania wielkiego zamieszania na uniwersytecie. Wycliffe, przewidując kłopoty, zaszył się w odległych rubieżach królestwa. Ziarna ewangelii zostały jednak zasiane. Opinie Wicliffa stały się tak powszechne, że kiedy spotkałeś dwóch ludzi na ulicy, mogłeś być pewny, że jeden z nich jest lollardem.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 32.19
drukowana A5
kolorowa
za 55.43