E-book
4.1
drukowana A5
7.56
Krzaczasta rola krwistych tematów

Bezpłatny fragment - Krzaczasta rola krwistych tematów


Objętość:
15 str.
ISBN:
978-83-8189-883-6
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 7.56

Ten krwisty moment powiązany z jakąś dość błotnistą ostoją bywa też i tym uszczypnięciem bardzo czekoladowej inspiracji, ale nie w przypadku każdego, bo jednym wystarcza wiśniowy sok, a innym coś co ma to głębsze lśnienie. Trudno powiedzieć czym powinno być to głębsze lśnienie, ale nie może być ono muśnięte tymi brylantowymi miłymi standardami, bo ich moc tak jakby oddala od dotyku nadzwyczaj krwistej rytmiki. Rytmika ta nie bywa też i tą na pokaz, bo większości się raczej nie spodoba, ze względu na to, że kąsa spojrzenia. Dokładnie z tej przyczyny wielu też jej szuka i to tak jak wiatr ścielący bystrymi srebrnymi strofami, tymi co nacinają świat pełen wyćwiczonych gestów.

Osobą nacinającą ten świat stała się w pewnych okolicznościach Klaudia Armach. Ona zawsze była i ciągle jest osobistością gotową na bardzo wiele. Malowaniem zafascynowała się jeszcze w wieku czternastu lat, ale dopiero miesiąc po swoich szesnastych urodzinach zaczęła tworzyć wyjątkowo ciekawe obrazy na płótnie z krwią w roli głównej. Tych obrazów nie tworzyła od tak sobie, bo artystka ta miała taki stary, poczerniały, wąski stalowy nóż. Rzecz jasna był on i nadal jest opcją długą i z dwiema dębowymi okładzinami rękojeści przytwierdzonymi na nity. To po części ząbkowane ostrze maczała w takim nie rozcieńczonym soku wiśniowym i celowo brudziła nim spore kartki papieru. Potem je fotografowała w idealnym oświetleniu i za każdym razem pod nieco innym kątem, po to by mieć ciekawy materiał pod postacią specyficznych fotek do analizy. Właśnie dzięki tego typu fotkom się wyróżniła w jednym z kluczowych momentów własnego życia. Mowa tu dokładnie o namalowaniu obrazu bardzo dziwnego. Przedstawiał on taki suchy bukiet w dzbanie i to w takim nowoczesnym. Dzban ten był w znacznym stopniu kanciastym i wykonanym z przeźroczystego szkła. Stał on na takim nietypowym stoliku kawowym, czyli na stoliku z białym blatem wykonanymi z laminatu. Opcja ta była wykończona na wysoki połysk, a za blatem tego stolika znajdowała się kremowa sofa ze skórzaną tapicerką, która była opcją średnio nowoczesną. Te detale wystroju wnętrza były skąpanymi w kroplach krwi z kilku rozprysków, czyli ta intensywność barwy mokrej krwi opluła dzban z bukietem, blat tego unikatowego i pięknego stoliku kawowego i tę średnio nowoczesną sofę. Kluczowe znaczenie miało też i to, że malowidło to nie ukazywało mordercy. Nie ukazywało nawet tego rodzaju dywanika leżącego pod stolikiem kawowym, ale całą tę krew uwydatniało takie nadzwyczaj szalone i jednocześnie bystre światło. To światło zapewne miało swoje źródło w dość drogiej latarce taktycznej, ale to był jedynie taki pomysł osób zerkających na to dzieło. Wiele znaczyło też i to, że to konkretne dzieło sztuki tak na gęsto zachęcało do samookaleczenia, bo było opcją bardzo dziwną dla tych którzy jedynie tulili taką przyjaźnie jedwabistą poezję. Klaudia malowała ten konkretny obraz przez ponad sześć tygodni, czyli ukończyła go prawie trzy miesiące po własnych szesnastych urodzinach. Dziełem tym też otwarcie chwaliła się w mediach społecznościowych i w tym chwaleniu się było sporo smaku, ale pod fotkami tego obrazu nie zabrakło też tych obraźliwych szpilkowatych komentarzy. Komentarze te ukazywały pełnię gniewu osób drwiących z tego jej zamiłowania dotyczącego barwności krwi. Ona uwielbiała to swoje nietypowe podejście do tego konkretnego tematu, ale mniej więcej jedna osoba na trzy otwarcie przyrównywała ją do dziwoląga. Komentarze te były dla niej niemiłymi, ale jej nie łamały, bo ta nastolatka wybierała zazwyczaj bliskość osób, które wielbiły jej sztukę i to tym gładkim waniliowym uśmiechem akceptacji. Takie uśmiechy dodawały jej siły i to lepiej niż komplementy. Komplementów rzecz jasna też otrzymywała nie mało, bo jej zręczność wykraczała poza świat malarstwa, czyli uwielbiała też takie dopracowane rowery szosowe, które były jej drogą do tego olśniewającego, wysportowanego ciała. Jednym słowem dziewczyna ta jeździła intensywnie, ale umiała też naprawiać własny rower i to z tą olśniewającą starannością, czyli wielokrotnie miała dłonie w smarach różnego rodzaju. Brud ten nie był dla niej niczym istotnym wtedy gdy chciała przejechać ponad dwadzieścia kilometrów w mniej niż godzinę, ale gdy wracała do sztalug, to bardzo wnikliwie czyściła dłonie. Wnikliwie dbała też o to lśnienie własnej twarzy, które było jej wizytówką. Twarz ta była bardzo poetycką i miała w sobie tych kilka nutek smacznej dorosłości, czyli pasowała ona do dziewczyny, która intensywnie działa twórczo, a jej lśniące blond włosy pasowały raczej do kogoś, kto szuka cudów między szorstkimi cieniami. Ten cud odnalazła blisko miesiąc po namalowaniu tego nietypowego obrazu z krwią w roli głównej. Wcześniej tego typu obrazy też się jej udawały, ale w ich przypadku rozprysk krwi znajdował się na białej ścianie lub na tej pokrytej rdzawymi granitowymi płytkami. Namalowanie krwi na czymś, co nie było ścianą w tamtej chwili było dla tej dziewczyny nowością. Dlatego też za pomocą tego obrazu przyciągnęła uwagę pewnego doświadczonego malarza Radosława, który miał grubo ponad dwadzieścia siedem lat, czyli był od niej samej o te jedenaście lat starszy. Po części naśmiewał się z jej fascynacji krwią, ale w ten jedwabisty sposób, bo dla niego liczyła się o wiele szersza perspektywa, czyli do tego jej spojrzenia na sprawę dodawał znacznie więcej ciekawych detali. Drobiazgi te były dla niej czymś pociągającym, ale dokładnie wtedy dodatki te tak jakby po części ją przytłaczały, czyli dodawał ich wiele i w zbyt krótkim czasie. Z tej przyczyny ta jego pomoc była raczej taką z lekka dziwną, ale też jej potrzebną. Dla niej chyba najwięcej znaczyło to, że ten konkretny Radek miał własne mieszkanie i to muśnięte tym sprytem nowoczesnej lśniącej stali, która pojawiała się w wielu miejscach i to razem z tym prosto wyglądającym szkłem. Ona tak wewnętrznie ten ład chciała oblać taką wymowną i kąsającą spojrzenie czerwienią. Nie chodziło tu o to oblanie realne, ale o to, które pojawi się tylko na tym płótnie wyznającym szybkimi poetyckimi żyletkami. Temat, czy też tematy powiązane z takowym obrazem miały się pojawić w zagadkowym momencie owianym tą dziwną węglistą dyskrecją.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 7.56