E-book
0.61
drukowana A5
7.22
Iskrząca rola szczypiącej krwi

Bezpłatny fragment - Iskrząca rola szczypiącej krwi


Objętość:
12 str.
ISBN:
978-83-8189-657-3
E-book
za 0.61
drukowana A5
za 7.22

Pijani tym dzikim błyskiem soczystej krwi szukają już inaczej, czyli nie nurkują już w pocałunki bystrej szafirowej poezji, bo jej świat jest dla nich chyba tym zbyt wygłaskanym. Dlatego preferują miejsca na które raczej nikt nie zerknie. Mowa tu dokładnie o fasadach domów z których to siłę spija mętna i niebywale chciwa dzicz. Te fasady powinna skrywać wręcz szalona roślinność, po to by niewielu miało chęć zerkać na to, co dzieje się za niszczejącymi drzwiami, które nie raz pokąsały godziny z gniewnych, lodowych żyletek. Godziny te ścielą nie ciekawością i dlatego niektórzy je cenią za to że czynią szorstkim zaćmieniem.

Ceniła je też od pewnego czasu artystka taplająca się w tym zgrabnym mroku, w tym nasączonym jękami przygasającej wiśniowej krwi. Artystka ta miała na imię Anna Czerwiec, ale niewielu znało jej prawdziwe imię, bo dla bardzo wielu przyjaciół była Anetą nieustannie studiującą ten ponury błysk kropel krwi przechodzący w kąsającą i szorstką czerń. Tematyką tą zafascynowała się jakieś dwa miesiące przed swoimi dwunastymi urodzinami, ale ta fascynacja rozkwitła tak na dobre dopiero jakiś miesiąc po jej dwudziestych drugich urodzinach, bo właśnie wtedy sprzedała aż trzy swoje obrazy za ponad sto tysięcy złotych. Każdy z tych obrazów był do pewnego stopnia połączony z rozpryskami krwi, ale z tym trzecim rozstawała się najdłużej. Przedstawiał on zmęczoną istnienie pożółkłą i dość spękaną ścianę, w którą ktoś wbił trzy spore gwoździe z prostokątnymi łepkami. Rzecz jasna te gwoździe były już po części pordzewiałe, a na ścianie tej doskonale było widać te rdzawe zacieki. Na dwóch z tych gwoździ ktoś powiesił kobiece zwłoki. Zwłoki nietypowo powykręcane i pocięte w niesmaczny i jednocześnie nieziemsko chaotyczny sposób. Ciało to nie było nadziane na łepki tych gwoździ, tylko na nich powieszone za pomocą wytrzymałego czarnego sznurka. Kluczowe znaczenie miało też i to, że wiele z ran tej kobiety skrywał cień, ale te widoczne w lekkim i nastrojowym świetle opowiadały historię morderstwa, które nie powinno mieć miejsca. Najistotniejszym było jednak lśnienie rozprysku krwi, czyli krople małe i większe układające się w charakterystyczny ślad na tym konkretnym murze. Mniejsze z tych kropel krwi były też tymi poczerniałymi, ale w centrum nie straciły tego uwodzicielskiego blasku. Te większe natomiast były soczystą perfekcją, która dosłownie spychała te bardzo brylantowe serca w wiśniowy mrok obciążający powietrze iskrzącą chęcią mordowania. Taki temat sprawił, że ten konkretny obraz Anny sprzedał się za trochę ponad pięćdziesiąt tysięcy złotych. Wiele dla niej znaczyło też i to, że podpisała się na tyle płótna, za pomocą czerwonej, zbyt krwistej farby. Nie chciała dawać swojego autografu na froncie, po to by nie odmieniać wymowności tego konkretnego dzieła. Nabywcy podarowała też gablotkę, którą dostała w prezencie od wystawców dzieł sztuki. Ta gablotka była pomalowana srebrną farbą może jakieś dwa lata temu i była dwa razy większą od samego obrazu. W swoim wnętrzu miała też roletę, która chroniła obrazy przed blaknięciem. Roleta ta była opcją tanią, a sama gablotka dawała się łatwo zawiesić na ścianie i otwierała się do góry. Istotnym jej dodatkiem była też zamykana płytka półeczka, którą zamykało się na klucz chowany w przemyślanej wnęce. Znajdowała się ona w lewym boku tej gablotki ze sklejki i po pomalowaniu szarą farbą z połyskiem ta konkretna skrytka na klucz była niemal niewidoczną. Z tej całej gablotki przed podarowaniem Anna wyjęła scyzoryk taktyczny, który znajdował się w tej dolnej zamykanej pólce. Znalezienie jego nie było trudne, bo latał w niej i grzechotał. Miał tylko jedno dość długie otwierane ostrze, które olśniewało klasycznymi smaczkami zmieszanymi z elegancką nowoczesnością. Ważnym było też i to, że ślady użytkowania dosłownie krzyczały na obydwu jego bokach. Jednak nadal było ono w większości czarnym, a ta ostra krawędź lśniła nowoczesnym sprytem stali. Z drugiej strony rękojeści znajdował się otwieracz do puszek i butelek, który nie otwierał się zbyt łatwo, a boczne okładziny z czarnego tworzywa miały na sobie pięć śladów od uderzeń po siekierze lub po szpadlu. Nie wiadomo dokładnie jak ten konkretny scyzoryk znalazł się w tej niedawno odnowionej gablotce, ale dla Anny był on na tyle ciekawym by go schować do szuflady ze swoimi rzeczami.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 0.61
drukowana A5
za 7.22