E-book
23.63
drukowana A5
68.88
drukowana A5
Kolorowa
100.19
Emocje i nastrój. Jak je zrozumieć i kształtować

Bezpłatny fragment - Emocje i nastrój. Jak je zrozumieć i kształtować

Wydanie II zmienione, rozszerzone

Objętość:
333 str.
ISBN:
978-83-8467-788-9
E-book
za 23.63
drukowana A5
za 68.88
drukowana A5
Kolorowa
za 100.19
Daniel Jerzy Żyżniewski (Dan Zyzniewski) „Awangardowe słońce”, olej na płótnie 60 x 81 cm, 2024

Wstęp

Nowe, drugie wydanie tej książki różni się od pierwszego. Dlatego też nadałem mu podtytuł „Wyuczona emocjonalność”. Jest to bowiem książka, której głównym motywem jest proces uczenia się odczuwania i wyrażania emocji oraz motywowanych tym wzorców myślenia i zachowania. Nasza emocjonalność jest wyuczona w zastanych przez nas warunkach środowiskowych. Następnie sami tworzymy warunki dla kolejnych pokoleń.

Jednakże uczenie się emocji przebiega bez świadomości nabywania tych umiejętności. Dlatego też zazwyczaj żyjemy w przekonaniu, że emocje są wrodzone i nie możemy mieć na nie wpływu. Możemy mieć wpływ na naszą emocjonalność i nie wymaga to zobojętnienia. Wymaga natomiast zmiany podstawowych, potocznych założeń na ten temat. W przeciwnym razie wszystko to, czego nauczyliśmy się w okresie rozwojowym może być tylko deterministyczne. Wtedy jesteśmy bezwolni i nic się nie zmienia.

Świadome rozpoznawanie własnej emocjonalności w takim kształcie, w jakim ją mamy na danym etapie życia, może nam pomóc w uczeniu się nowych emocjonalnych wzorców. Skoro bowiem nauczyliśmy się czuć tak, jak czujemy teraz, to znaczy, że możemy nauczyć się czuć inaczej. Jest to możliwe w każdym momencie życia. Jednakże na rozmaitych etapach własnej życiowej drogi uczymy się z różną dynamiką. Im dłużej coś praktykujemy, tym trudniej to zmienić. Tak samo jest z naszą emocjonalnością. Dlatego warto wytrwale i systematycznie ćwiczyć. Nie jesteśmy całkowicie skazani na życie w trudnych emocjach i gonitwę za chwilową przyjemnością, by od tego uciec. Jednakże pod warunkiem, że własną emocjonalność przestaniemy usprawiedliwiać tym, że jesteśmy jacy jesteśmy. Obraz własnej osoby również jest wyuczony i może być zmieniany.

Emocjonalność jest narzędziem dobra i zła, które wytwarzamy. Używając naszej emocjonalności rozstrzygamy o tym, czy świat jest zazwyczaj dobry, czy częściej zły. Dobro nie potrzebuje zła, by się przejawiać, ale zło musi zderzać się z dobrem, by przestać istnieć. Nasze emocjonalne kompetencje wpływają na to, kim jesteśmy, gdzie przynależymy i jakie tworzymy realia.

Treść drugiego wydania tej książki została zaktualizowana o najnowsze badania. Bibliografia jest więc obszerniejsza niż w pierwszym wydaniu. Są też szczegółowe przypisy, których nie było w pierwszym wydaniu. Jest również część poradnikowa. W pierwszym wydaniu wskazówki i porady wynikały z samej treści opisywanych mechanizmów i psychofizjologicznych zjawisk. Okazało się jednak, że nie wszyscy potrafią je dostrzec. Dlatego w tym wydaniu część z praktycznymi wskazówkami i poradami jest wyodrębniona.


Życzę owocnej lektury,

Daniel Jerzy Żyżniewski

Rozdział 1

Życie samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe; jest miejscem na dobro i zło wedle tego, czym je zapełnicie.”

Michel de Montaigne, Próby

Pobudzenie a emocja — jaka to różnica


Emocje nie są wrodzone tylko nabyte. Wrodzone są nasze predyspozycje do zmiennej pobudliwości. Pobudzenia mogą być mimowolne i wynikać z odruchów. Odruchy te mieszczą się w ogólnym schemacie unikanie vs poszukiwanie. Odruchy związane z unikaniem to zwykle odruchy wynikające z poczucia zagrożenia, a zatem są to działania obronne. Podczas gdy te związanie z poszukiwaniem wskazują zwykle na względne poczucie bezpieczeństwa.

Można je nazwać bazowymi pobodzeniami. Pojawiają się one w układzie nerwowym pod wpływem rozmaitych bodźców. Pobudzenia zapoczątkowane poprzez naszą percepcję są punktem wyjścia dla kolejnych zmian w naszym systemie nerwowym, a także całym organizmie i w umyśle. Na tej bazie możemy doprowadzić do powstania emocji, ale nie musimy. To zależy od naszych umiejętności w tym zakresie.

Układ nerwowy ciągle reaguje na świat zewnętrzny za pomocą zmysłów. Reakcje te przebiegają w prostym neurofizjologicznym schemacie pobudzenie vs hamowanie, co skutkuje biologicznymi wzorcami adaptacji we wspomnianym schemacie unikanie — poszukiwanie. Są to dwa podstawowe typy aktywności mózgowej i dwa elementarne kierunki wzorców adaptacji do życia. Cały mózg podlega temu schematowi i całe życie jest podporządkowane tym dwóm kierunkom adaptacji. Wynikają z tego określone wzorce odczuwania, myślenia i zachowania. To od naszej dynamiki w obu tych schematach zależy jakość naszego zdrowia i życia, a niekiedy również innych ludzi.

Im silniejsze jest zwyczajowe pobudzenie naszego układu nerwowego, tym większe jest ryzyko ukształtowania się nadmiarowego poczucia zagrożenia. I związanych z nim wzorców unikania koniecznego działania, np. rozwiązywania bieżących problemów. To z kolei jest jedną z charakterystycznych cech słabszej odporności psychicznej. Gdy poczucie zagrożenia jest niezależne od okoliczności, to jest podłożem rozwoju trudnych wzorców emocjonalnych, myślenia i zachowania. W konsekwencji życie może być trudniejsze.

Im mniejsza jest dysproporcja pomiędzy pobudzeniem a hamowaniem w układzie nerwowym, tym większe jest prawdopodobieństwo aktywnej życiowej eksploracji. A zatem wzorce emocjonalne, myślenia i zachowania są wtedy częściej związane z poczuciem bezpieczeństwa lub przynajmniej braku zagrożenia. Jest to jedna z najważniejszych charakterystycznych cech dobrej odporności psychicznej. Poczucie zagrożenia jest wtedy bardziej zależne od okoliczności, a nie od własnych wyobrażeń. W rezultacie łatwiej aktywnie dążyć do działania, np. nie odwlekając rozwiązywania zaistniałych codziennych problemów.

Do aktywności pobudzeniowej w naszym mózgu bardziej predysponowane genetycznie są struktury znajdujące się głęboko pod powierzchnią kory mózgowej. W tego typu aktywności uczestniczy wiele substancji chemicznych produkowanych przez neurony. Jednak prym wiedzie neuroprzekaźnik, aminokwas zwany kwasem glutaminowym, tzw. glutaminian (Glu).

Do hamowania pobudzenia bardziej predysponowane są genetycznie struktury mózgowe zwane ogólnie strukturami korowymi. W tego typu reakcjach mózgowych uczestniczą rozmaite substancje chemiczne produkowane w sieciach neuronalnych, ale wiodącą jest neuroprzekaźnik, aminokwas zwany kwasem Gamma-aminomasłowym (GABA).

W nauce wciąż przyjmuje się, w świetle istniejących wniosków z badań, że reakcje pobudzenia i hamowania w naszym mózgu nie są od siebie niezależne. Tworzą dynamiczny, regulacyjny układ. I co ważne, leżą u podłoża jakości naszego mózgu i całego układu nerwowego. Jednym z najczęściej widocznych w badaniach faktów, które to potwierdzają jest spadek aktywności neuronów GABA-ergicznych przy jednoczesnym jej wzroście w neuronach Glutaminergicznych w kontekście starzenia się. Jednakże najnowsze badania wskazują, że samo stężenie GABA i Glu nie jest jedynym jakościowym wskaźnikiem aktywności naszego mózgu. Są też inne substancje biorące udział w utrzymywaniu, tzw. homeostazy neuronów oraz ich globalnej dynamiki.

Mózg w przekroju podłużnym.

SKŁADNIKI EMOCJI: pobudliwość (reakcje od-trzewne discrete emotions, afekt), gesty (w tym mimika), świadomość, wola, pamięć, wyobraźnia, werbalizacja

Pobudzeniowe centrum i afekt

Wśród struktur podkorowych znajdziemy wiele tzw. jąder podkorowych. Wśród nich są jądra znajdujące się w przyśrodkowej części płata skroniowego. Jednym z najbardziej znanych i najlepiej zbadanych skupisk tego typu jąder jest tzw. ciało migdałowate (Amygdala). Aktywność tego organu może zaważyć na całej równowadze naszego układu nerwowego. Nadpobudliwość ciała migdałowatego oznacza bowiem szereg trudności. A zwłaszcza w zakresie hamowania bazowej reakcji przetrwania, czy też innych obronnych odruchów. Gwałtowne zmiany w pobudzeniu mogą więc skutkować rozmaitymi cielesnymi doznaniami.

Doświadczając ich uczymy się je interpretować za pomocą przyswajanych w socjalizacji znaczeń. Używamy to tego celu kategorii kulturowych. Chodzi więc o konkretne słowa, np. strach, złość, smutek, wstręt i inne określenia, które służą nam do opisu własnych odczuć i wytworzenia emocji.

Ciało migdałowate jako centrum mózgowej aktywności pobudzeniowej jest odpowiedzialne za szybkość oraz intensywność całościowej reakcji nerwowej. Taka reakcja sprowadza się do podstawowych parametrów energetycznych i czasowych, tj. siły, tempa i czasu jej trwania. Zwłaszcza tego, jak szybko następuje całościowa zmiana pobudzenia. A także tego, jak długo ono trwa. I następnie, ile czasu zajmuje hamowanie tego pobudzenia przez inne struktury mózgowe. Taką całościową zmianę naszego pobudzenia i jej psychofizjologiczną dynamikę nazywa się afektem.

Na dynamice naszego afektu może zasadzać się emocja. Sam afekt jednak nie jest emocją, tylko bazową reakcją pobudzeniową, która dopiero może zostać przez nas umysłowo ukierunkowana w emocję. Joseph LeDoux wykazał istnienie tzw. mózgowych obwodów przetrwania, w których ciało migdałowate pełni kluczową funkcję.

Z badań weryfikujących udział struktur podkorowych w naszej ogólnej psychofizjologicznej pobudliwości wynika, że przy ich uszkodzeniu może nastąpić znaczne osłabienie afektu, a nawet jego brak.

Jednocześnie badania wskazujące na udział korowych struktur mózgowych wyraźnie wskazują, że ich aktywność w przebiegu afektu jest modulująca, bo wynika z ich hamującej aktywności. Oznacza to, że przy uszkodzeniach korowych afekt zwykle nasila się i trudności z jego regulacją są jeszcze większe, niż przed uszkodzeniem. Stajemy się wtedy bardziej pobudliwi, nerwowi. Zatem, dobrze rozwinięte struktury korowe mają wartość regulacyjną wobec afektu i przez to istotnie wpływają na jakość naszej nerwowości.

O ile predyspozycja do afektu jest reakcją wrodzoną i zarazem autonomiczną, to jednocześnie istotnie ulega wpływom środowiskowym. Afekt z natury jest krótkotrwały, ale jego dynamika jest utrwalana indywidualnym doświadczeniem życiowym. Kluczowe są odczucia, emocje i zachowanie najbliższych nam osób. Wpływ ten ma miejsce poprzez naszą obserwację i bieżące reagowanie na to, jak inni zachowują się wobec nas, a także wobec siebie nawzajem. Afekt nasila się, osiąga szczyt, przesila i opada. U większości ludzi nie trwa to dłużej niż kilka sekund.

Schematyczna ilustracja afektu.

Afekt jest więc reakcją częściowo wrodzoną i częściowo nabytą, podlegającą znacznym wpływom środowiskowym. Aspekt wrodzony związany z afektem uwidacznia się w niemowlęctwie przede wszystkim w dynamice nerwowe pobudzenia w odpowiedzi na zmiany od-trzewne takie jak skurcz żołądka, gdy jest głód lub kolka, lub mokro, zimno, coś boli itp. Wtedy, dziecko manifestuje to napięcie płaczem. Warto zauważyć, że nawet w tej najprostszej sytuacji rolę wiodącą odgrywa percepcja czuciowa, a nie inna, np. wzrokowa. Niemowlę percypuje przede wszystkim czuciowo. Odbiera w ten sposób zarówno własne cielesne doznania, jak i wszystko to, co dzieje się dookoła. Na tym etapie życia poznawanie świata jest w szczególnym stopniu zakotwiczone w bezpośrednich doświadczeniach sensorycznych i motorycznych. Niemowlę, patrząc, dotykając, chwytając i poruszając się w otoczeniu, stopniowo buduje reprezentacje, które wraz z rozwojem układu nerwowego, pamięci i języka stają się coraz bardziej złożone. z czasem umożliwiają one posługiwanie się zdobytymi informacjami w coraz większym oderwaniu od aktualnego doświadczenia zmysłowego. Od siły doznań oraz bodźców zewnętrznych zależy ekspresja samej zmiany pobudzenia nerwowego. To, dlatego płacz noworodka i niemowlęcia ma różne odcienie i pełni rolę komunikacyjną.

Aspekt nabyty jest znacznie istotniejszy niż wrodzony. A okres kluczowy dla czynnika nabytego, to wczesne dzieciństwo (od narodzin do ok. 6 r. ż.) Ma to szczególne znaczenie dla całego okresu rozwojowego, tj. do ok. 25 r. ż. — tak długo rozwija się mózg do podstawowej dorosłej formy. We wczesnym dzieciństwie powstają bazowe połączenia w sieciach neuronalnych, które uczestniczą w aktywności pobudzeniowej (podkorowe). Zwłaszcza w sieciach neuronalnych tworzących ciało migdałowate i sieciach bezpośrednio z nimi współpracujących, np. we wzgórzu, hipokampie, istocie szarej okołowodociągowej.

Im silniejsza i zarazem słabo jakościowo zróżnicowana jest środowiskowa stymulacja, tym większe jest ryzyko ukształtowania się nieprawidłowej, tj. nadmiarowej pobudliwości układu nerwowego i całego organizmu. W rezultacie może to przekładać się na zakłócenia w rozwoju afektu. Powtarzające się codzienne doświadczenia o określonej wartości stymulacyjnej przekładają się na różnice indywidualne w zakresie afektywności.

Jeden człowiek może potrzebować więcej czasu, a drugi mniej do osiągnięcia wysokiego pobudzenia. Jeden pobudza się osiągając wysoką amplitudę, a drugi niższą, w odpowiedzi na ten sam bodziec. Ktoś może uspokajać się po pobudzeniu wolniej, a ktoś szybciej. Mimo, że afekt jest krótkotrwały (kilka, kilkanaście sekund), to różnice w jego dynamice w związku z pobudzeniem mogą być znaczące. Koszt jaki ponosi wtedy nasz układ nerwowy i inne układy w organizmie (np. hormonalny, trawienny, krwionośny, odpornościowy) jest zależny od tych różnic. W rezultacie afekt może być adekwatny lub nieadekwatny do bodźca/sytuacji.

Gdy oddziałujemy na drugą osobę własnym afektem, to wpływamy na jej afekt. Są sytuacje, gdy może to być niebezpieczne dla obu stron. Tym bardziej, gdy nasze oddziaływania mają miejsce, gdy drugi człowiek jest u szczytu amplitudy własnego afektu.

W zupełnie początkowej, wczesnej fazie wzrostu pobudzenia można jeszcze zatrzymać rosnącą amplitudę, ale im więcej sekund upływa, tym trudniej. W rezultacie najbardziej niekorzystne są próby uspokajania kogoś, gdy jest blisko szczytu amplitudy afektu. Wskazane jest w takich sytuacjach raczej pozwolić na przesilenie się pobudzenia, wychodząc z jego zasięgu lub towarzysząc jedynie w roli wyczekującego obserwatora. Po przesileniu amplitudy, w fazie opadania psychofizjologicznego pobudzenia nie należy robić i mówić pobudzających rzeczy. Zachodzi bowiem ryzyko, że zanim nastąpi uspokojenie, to pojawi się ponowny wzrost amplitudy. W rezultacie organizm ponosi znaczenie większy koszt związany z niemożnością wyjścia z tego stanu, pobudzając się do kolejnych amplitud. W ten sposób czas zdenerwowania wyraźnie wydłuża się i sam w sobie staje się zagrożeniem dla równowagi neurochemicznej organizmu.

Osoby, których dzieciństwo przebiegało w warunkach regularnego napięcia, wynikającego z różnych czynników mają chronicznie, tj. rozwojowo utrwalony, podwyższony stan napięcia psychofizjologicznego. Najbardziej istotnym czynnikiem to powodującym jest życie w niepewności co do tego, jak zachowa się rodzic. A tym bardziej gdy wiadomo, że zachowa się negatywnie, np. zastosuje przemoc.

W rezultacie zwyczajowa aktywność tak doświadczonego układu nerwowego jest taka, jak w zagrożeniu. I to niezależnie od tego, czy naprawdę jest zagrażająco, czy może bezpiecznie. To, dlatego ludziom z podobnymi doświadczeniami jest trudniej osiągnąć stan wewnętrznego uspokojenia. Ponadto reagują silniejszą i gwałtowniejszą pobudliwością na rozmaite życiowe trudności.

Czynniki zakłócające afekt w okresie rozwojowym

Podstawową kategorią bodźców zakłócających afekt są wszystkie bodźce silniej stymulujące zmysły niż możliwości wynikające z wydolności układu nerwowego, np. nagłe podnoszenie i wzmacnianie głosu; wyraźnie sroga, groźna, piętnująca, niezadowolona mina; nagły rozbłysk światła lub mocne światło prosto w oczy; nagła kara za coś od kogoś silniejszego, np. rodzica. Granica dyskomfortu odczuwanego przez osobę doświadczającą nagłych, silnych bodźców jest widoczna w jej frustracji. Ilekroć ktoś pokazuje gestem lub mówi, że dla niego to za dużo, że sprawia mu to przykrość lub ból, tylekroć uwidacznia granicę możliwości wytrzymałościowych własnego układu nerwowego w danej sytuacji. Przesuwanie tych granic w myśl potocznego przekonania, że jeśli coś nas nie zabije, to nas wzmocni jest poważnym błędem myślenia.

W wielu badaniach wykazano, że ciało migdałowate nasila swoją aktywność natychmiastowo w odpowiedzi na wzrastającą siłę bodźców zmysłowych. Ta struktura mózgowa koduje swoją aktywnością znaczenie afektywne dla wszelkich bodźców zmysłowych. Gdy siła bodźców percypowanych w danym momencie przekracza zwyczajową dla nas percepcyjną tolerancję, to automatycznie wiąże się to ze wzrostem aktywności ciała migdałowatego. Następnie ze wzrostem siły pobudzenia w naszym układzie nerwowym oraz w całym organizmie. Jest to reakcja przygotowywania organizmu do obrony przed zagrożeniem — typowa dla wszystkich ssaków. Im silniejsza, tym bardziej kosztowna.

Jeśli bodźce zmysłowe o nadmiarowej sile, np. krzyki w złości lub strachu; grymasy twarzy i inne gesty w złości i wrogości; akty agresji mają miejsce w okresie rozwojowym, to powstają utrwalone pierwotne obwody nadmiarowego pobudzenia. Ich pulsującym centrum jest ciało migdałowate. W rezultacie nasza pobudliwość kształtuje się nieprawidłowo. Nasze ciało migdałowate jest nadaktywne i nasz afekt jest niedopasowany. Następnie przekłada się to na liczne nieprawidłowości, zwłaszcza emocjonalne.

Przykłady z życia

Sytuacja: Dziecko wraca ze szkoły wyraźnie zadowolone, że dostało czwórkę i ciesząc się komunikuje o tym rodzicowi.

Reakcja afektywna adekwatna:

Rodzic odpowiada z uśmiechem, zadowoleniem i zaciekawieniem, np. „Cieszę się, gratuluję”; „Opowiedz, jak to było”; „Co chcesz teraz robić, żeby odpocząć”.

Reakcja afektywna nieadekwatna:

Rodzic nie odwzajemnia radości, a zamiast tego wyraża niewzruszenie lub zniechęcenie lub złość lub pogardę lub drwinę, lub sarkazm, lub coś mieszanego z tej kategorii odczuć. Ponadto mówi, np. „Z czego ty się tak cieszysz, przecież to tylko czwórka”; „Nie zawracaj mi głowy, uczenie się to twój obowiązek”; „Porozmawiamy, gdy przyniesiesz piątkę, a teraz idź się lepiej uczyć, żeby nie przynosić wstydu”, itp.

Sytuacja: dziecko wraca ze szkoły wyraźnie zmartwione, że dostało dwójkę i komunikuje o tym rodzicowi.

Reakcja afektywna adekwatna: Rodzic z wyrazem troski i spokojem na twarzy mówi, np. „Każdemu się zdarza. Porozmawiajmy co możemy w tej sytuacji razem zrobić, żeby następnym razem było lepiej.”

Reakcja afektywna nieadekwatna: rodzic z wyrazem rozczarowania lub złości lub niechęci lub wyższości lub mieszanki odczuć z tej kategorii mówi, np. „Jak tak dalej pójdzie, to będziesz nikim”; „Masz szlaban przez tydzień”; „Wyrośniesz na głąba, to będziesz sprzątać ulicę”, „Jak możesz mi to robić”; „Na kogo ja cię wychowuję”, itp.

Jeśli warunki środowiskowe częściej silnie stymulują awersyjnie, a zwłaszcza zagrożeniem, to utrwala się w nas nadmiarowa pobudliwość wyjściowa do kontaktu z otoczeniem. Tę pobudzeniową nadmiarowość widać już tylko w reagowaniu na bodźce rutynowe. Dopiero z tego punktu wyjścia mają miejsce reakcje na bodźce niestandardowe. Jest to więc bardzo kosztowna energetycznie wersja układu nerwowego.

To dlatego w świetle badań śmiało można stwierdzić, że to, co nas nie zabije teraz, to z pewnością zabije nas później, ale zanim zabije, to osłabi. Gdyby faktycznie było tak, że silne bodźce wzmacniają układ nerwowy, to z wiekiem bylibyśmy coraz zdrowsi, a nie coraz bardziej chorowici. Co więcej, neurony pod wpływem większej siły bodźców stawałyby się bardziej wydolne. Tymczasem dzieje się dokładnie odwrotnie, tzn. Im silniejszy bodziec, tym większe ryzyko uszkodzenia, a nawet śmierci neuronu w wyniku nadmiarowej stymulacji. To jeden z powodów, dla których dzieci wychowywane w rodzinach, w których stosuje się przemoc mają istotnie mniej neuronów i mniej połączeń między nimi w całej korze mózgowej w porównaniu do dzieci wychowywanych w rodzinach bez przemocy.

W rezultacie osoby, których emocjonalność kształtowała się w warunkach z przewagą niepokoju nad spokojem mają większe trudności w panowaniu nad własnym pobudzeniem. Skutkuje to również mniejszym poczuciem wpływu na własne samopoczucie. A następnie mniejszą odpornością psychiczną, również w dorosłości. Uwidacznia się to w warunkach kłopotów życiowych, a nie w warunkach względnie bezpiecznej rutyny.

Inne kategorie bodźców istotnie zakłócających afekt to krytyka deprecjonująca, przemoc, np. seksistowska komunikacja oraz inne formy psychicznej opresji. Szczególnie destabilizującą funkcję pełnią komunikaty umniejszające naszej wartości, np. jesteś beznadziejny/a; ty idioto, głupku, kretynko; jesteś nienormalny/a; nienawidzę cię; nie mogę na ciebie patrzeć; ciesz się, że matka cię urodziła; dopóki ja cię utrzymuję to będziesz robić co ci każę; chłopcy nie płaczą; dziewczynki nie złoszczą się; zachowuj się jak chłopak, a nie jak baba; z ciebie jakiś babochłop, a nie kobieta, itp. itd.

Kolejna kategoria bodźców zakłócających rozwój prawidłowego afektu to standardowo rozumiane kary. Im bardziej kara jest związana z władzą i nastrojem karzącego, tym jest mniej adekwatna do sytuacji. A im mniej adekwatna kara, tym silniej stymuluje poczucie zagrożenia, a więc napędza nieprawidłowości w rozwoju afektu. Przykładowo, rodzic miał kiepski dzień i ma obniżony nastrój. Gdy dziecko robi coś nie po myśli rodzica, to obniżony nastrój wpływa na reakcję wobec dziecka, zwiększając jej siłę i tym samym czyniąc ją nieadekwatną do danej sytuacji. Najbardziej powszechne przykłady, to: krzyczenie na dziecko, wymyślanie przykrych zadań, obrażanie się.

Każda forma przemocy fizycznej poważnie zakłóca rozwój naszej afektywności i w konsekwencji emocjonalności. Najbardziej destabilizujące jest naruszanie cielesności drugiego człowieka (zwłaszcza dziecka) wbrew jego woli. A gdy jest to w celu utrzymania władzy (autorytarnego wpływu) i/lub dodatkowo intencjonalnego sprawienia bólu fizycznego, to nabiera cech przedmiotowego traktowania. Takim naruszeniem jest każda forma użycia siły wobec dziecka, np. trzymanie mimo wyrywania się, szturchanie, klepanie, klapsy, inne.

Innymi, równie istotnymi bodźcami zakłócającymi rozwój prawidłowego afektu są te związane z podważaniem uczuć i przeżyć. Kiedy mówi się do drugiego człowieka niezależnie od tego, czy jest dzieckiem czy dorosłym, że nie powinien czuć tego, co czuje, to rodzi w nim frustrację. Czasami jest to frustracja, w której pojawia się poczucie winy i wstyd za to, co się czuje, a czasami zaskoczenie i niedowierzanie, że jest się niezrozumianym. W jednym i w drugim wariancie doświadczana frustracja tylko nasila afekt i utrudnia uspokojenie się. Odczuwanie, które zostaje podważone tylko zyskuje na sile, zamiast słabnąć.

U osób, które regularnie doświadczały w dzieciństwie i/lub doświadczają w dorosłości podważania swoich uczuć ze strony otoczenia, a zwłaszcza ważnych dla nich ludzi, zakłócenia afektu są trudną konsekwencją. Nawet wtedy, gdy osoby te nie doświadczyły przemocy fizycznej. Układ nerwowy ponosi w związku z zakłóconym afektem znacznie większy koszt funkcjonowania niż wtedy, gdy afekt jest prawidłowy. Przekłada się to na wiele innych obszarów życia, np. trudności w uczeniu się czy rozwiązywaniu problemów.

Zakłócenia afektu prowadzą do zwiększonej ruchliwości nerwowej. Komórki nerwowe mają własną dynamikę. Podstawową komórką w układzie nerwowym jest neuron. To jedyna w swoim rodzaju komórka o charakterystycznej budowie.

Neuron z widocznymi dendrytami (po lewej) i aksonem z rozwidloną końcówką (po prawej).

Neurony są w nieustającym ruchu. W ich wnętrzu zachodzą złożone procesy molekularne. Wszystko dzieje się w genetycznie określonych parametrach wydolności neuronu, tj. siły, tempa i częstotliwości wyładowań. Są neurony, które wyładowują się kilka razy na sekundę, a są takie, które robią to częściej. Szybkość powstających impulsów elektrycznych i przemieszczania się ich również jest zróżnicowana. Jedne neurony przewodzą sygnał z prędkością kilkunastu metrów na sekundę, a inne kilkudziesięciu.

Zakłócenia afektu mogą prowadzić do chronicznej nadpobudliwości mózgu. A to przekłada się na pobudliwość całego układu nerwowego i następnie całego organizmu. Nadmiarowa pobudliwość nerwowa leży u podłoża zakłóceń rozwoju prawidłowej odporności psychicznej. Przejawia się to rozmaitymi trudnościami w sytuacjach bardziej wymagających, a zwłaszcza w okolicznościach życiowych niepowodzeń.

Najczęstszymi formami nadmiarowego pobudzenia są zaburzenia reakcji stresowej (zwłaszcza w wersji chronicznej, tzw. destrukcyjnej złości), depresyjne i lękowe. Te przykłady nierównowagi psychicznej są zestawem symptomów. Wynikają one z wyuczonych i utrwalonych indywidualnym doświadczeniem wzorców odczuwania, myślenia

i zachowania. Schematy te wskazują zwykle na częstsze dążenie do unikania, zamiast do poszukiwania. Unikanie to jest efektem chronicznego poczucia zagrożenia. Stąd trudności w inicjowaniu działania. Wtedy to nasza aktywność sprowadza się przede wszystkim do impulsywnych reakcji obronnych.

Zakłócenia afektu

Nieadekwatność/niedostosowanie, np. wybuch śmiechu na doświadczaną przez kogoś przykrość/trudność, np. ktoś się śmieje z kogoś, kto płacze

Niespójność, np. zdenerwowanie widoczne w napięciu twarzy, zmianie głosu, przyspieszonym oddechu i jednoczesne deklarowanie, że jest się zadowolonym, np. ktoś złości się na kogoś mówiąc, że wszystko w porządku.

Labilność vel impulsywność, np. śmiech i złość naprzemiennie

w krótkim czasie w tej samej sytuacji, np. ktoś mówi, że jest spokojny po czym wybucha złością lub strachem

Spłaszczenie, np. trudność w przeżywaniu rozmaitych odczuć, przeświadczenie, że nic się nie czuje, np. ktoś doświadczający przemocy twierdzi (nie udając), że go to nie rusza.

Osłabienie, np. trudność w doświadczaniu siły przeżyć podobnej do innych ludzi, np. ktoś nie może płakać, mimo że mu smutno, gdy widzi kogoś płaczącego.

To, dlatego są osoby, których życiowa aktywność polega głównie do odpowiadaniu na już zaistniałe bodźce. Jednocześnie osoby te przejawiają minimalną własną inicjatywę. Jeśli coś się dzieje, to czują się zmuszone reagować. Jeśli tylko można nie inicjować działania, to nie robią tego, bo czują się zwykle przestymulowane. Tak najogólniej może skutkować nadmiarowa pobudliwość, w tym nieprawidłowo ukształtowana afektywność. Czynniki zakłócające afekt są widoczne w zachowaniu ludzi nas wychowujących.

Prawidłowy rozwój afektu zostaje zakłócony wszystkimi działaniami, które podważają napięcie, odczucia i emocje drugiego człowieka, zmuszając go do zaprzeczenia im.


Co robić, by afekt był prawidłowy vide dostosowany

Dobre kompetencje emocjonalną są konieczne, by kształtować prawidłowy afekt. Przykładowo, kiedy widać, że ktoś się smuci, to nie jest dobrze, by cieszyć się, nawet wtedy, gdy ma się własne powody do radości. To nie oznacza, że trzeba zrezygnować z własnych odczuć, np. radości na rzecz smucenia się. To oznacza, że warto zauważyć smutek drugiego człowieka, np. komunikatem „mogę się mylić, ale mam wrażenie, że w tym momencie przeżywasz coś smutnego, a sam/a doświadczam radości i nie wiem, co w związku z tym zrobić”.

Kiedy widać, że ktoś się cieszy, to warto starać się chociaż trochę ucieszyć razem z nim. Nawet wtedy, gdy samemu nie ma się zbyt wielu powodów do radości. Można to zrobić mówiąc, np. „Nie mam tak dobrego nastroju jak twój, ale dobrze, że masz powody by się cieszyć.”

Warto pamiętać, że świat nie sprowadza się tylko do naszych własnych odczuć. Drugi człowiek ma prawo do swoich przeżyć i emocji. Nie ma powodu, by to podważać, niezależnie od tego, jak dalece uczucia drugiej osoby różnią się od naszych własnych. Dotyczy to również sytuacji, w których czyjeś odczucia są nieadekwatne do okoliczności. Wtedy to również lepiej jest najpierw dać człowiekowi prawo do tego, co czuje, a następnie rozmawiać z nim nieco korygując go faktami. Przykładowo, osoba złości się, że ktoś na nią patrzy. Reaguje deprecjonująco wobec patrzącego się człowieka. Nie warto mówić wtedy, np. „Uspokój się, bo coś ci się tylko ubzdurało.” Zamiast tego lepiej powiedzieć, np. „Wyobrażam sobie, że jest ci z tym źle. Mi też się to zdarza. Może jednak zajmiemy się czymś innym, to wtedy będzie nam łatwiej.” w takiej sytuacji nie można czuć się podważonym, ale jednoczenie można zyskać przestrzeń na zauważenie, że dane odczucie nie jest w tej sytuacji konieczne.

W okolicznościach, w których trudno jest reagować dostosowaniem emocjonalnym warto starać się nie udawać. Zamiast tego lepiej jest wyrażać szczerze to, co się czuje. Warto przy tym zaznaczać, że nie jest to spowodowane zachowaniem osoby, do której mówimy. Przykładowy komunikat może brzmieć: Czuję teraz zupełnie co innego niż ty. Jednakże nie ma to związku z tobą, tylko z wcześniejszymi zdarzeniami. Czy jest coś, co mogę zrobić, żeby było ci teraz łatwiej?

Jedną z najczęstszych, destrukcyjnych dla rozwoju prawidłowego afektu, form podważania uczuć jest złość. Chodzi zwłaszcza o te sytuacje, w których ważna dla nas osoba złości się z powodu doświadczanych przez nas trudności. Czyjeś złoszczenie się na nas zamiast zaciekawienia zawsze nasila naszą frustrację w sytuacjach, gdy coś nam nie wychodzi.


Świadomość i kształtowanie się emocji

Nasza emocjonalność kształtuje się w zależności od środowiska, w którym wyrastamy. W dużej mierze przebiega to w gąszczu przypadkowych konfiguracji zdarzeń. Wzorce naszej pobudliwości, a następnie emocjonalności kształtują się w interakcji ze środowiskiem w wyniku regularnej obserwacji i naśladowania. Częstotliwość doświadczania czyjejś emocjonalności ma znaczenie dla dynamiki kształtowania się naszej własnej emocjonalności. Im częściej doświadczamy zwiększonej siły czyjegoś pobudzenia, przeżyć, emocji, tym silniej stymulowana jest aktywność pobudzeniowa naszego mózgu. Zwłaszcza wtedy, gdy źródłem tych powtarzających się napięć jest ważny dla nas człowiek. W okresie rozwojowym jest to zwykle rodzic. Pobudliwość, emocjonalność i zachowanie naszego opiekuna bądź opiekunów przekładają się na naszą własną pobudliwość. Zwykle nie mamy tego świadomości, bo środowisko, w którym żyjemy jest dla nas jedynym naturalnym. Mogą upłynąć długie lata zanim ktoś zauważy i zda sobie sprawę z faktu, że w innych rodzinach, inni ludzie nie przeżywają napięć i emocji tak samo intensywnie. Nie są tak silnie reaktywni emocjonalnie. Nie męczą się tak szybko. Nie są tak nerwowi, impulsywni, itp.

Można też mieć obserwacje w drugim kierunku. Dzieje się tak dlatego, że neuronalne obwody reakcji afektywnych tylko częściowo są powiązane ze świadomością. Struktury podkorowe zaangażowane w pobudzenie afektywne pozwalają tylko na bardzo podstawową świadomość własnego odczuwania. I to przede wszystkim w związku z doznaniami cielesnymi. Oznacza to, że doświadczając zmian własnego pobudzenia częściej jesteśmy świadomi sygnałów z ciała, np. skurczu mięśni, zaciśniętego gardła, ucisku w dołku, wzmożonej potliwości, wyrazistej perystaltyki jelit. Rzadko oznacza to świadomość czucia, np. zagrożenia. Mam teraz na myśli warunki codzienności, a nie sytuacje nietypowe. Chodzi o to, że tam, gdzie nadmiarowe pobudzenie jest już czymś utrwalonym, to dla osób żyjących w takiej atmosferze jest to zarazem typowe, a nie wyjątkowe. Dlatego też zwykle nie mamy wtedy świadomości, że napięcie, w którym żyjemy jest nadmiarowe.

Warto więc zauważyć, że wraz z kształtowaniem się dynamiki pobudzenia afektywnego, jednocześnie kształtuje się dynamika pobudzenia obwodowego w naszym organizmie. To natomiast przekłada się na możliwą wzmożoną, indywidualną wrażliwość na sygnały z własnego ciała. Osoby regularnie doświadczające wysokiej amplitudy afektu są bardziej uwrażliwione na doznania czuciowe i bólowe. Przyspieszone bicie serca czy skrócony oddech jest nieuniknioną konsekwencją nasilonego w danym momencie afektu, ale samo w sobie jednocześnie wchodzi w zasięg świadomości i staje się podstawą do interpretowania, np. w kierunku strachu.

Osoba pobudzona w danym momencie jakimś bodźcem, np. czyjąś emocją lub nawet tylko własną myślą, doświadcza zmiany parametrów pobudzenia fizjologicznego. I jednocześnie interpretuje to pobudzenie w kategoriach szacowanego zagrożenia, np. co się ze mną dzieje; coś złego dzieje się z moim sercem, z moim ciałem, itp. Taka interpretacja niejako „ciągnie” za sobą prostą podstawową reakcję afektywną. W ten sposób prowadzi to do jej rozwoju w kierunku silniejszej i bardziej złożonej. Wtedy właśnie może powstać emocja. Do zaistniałej zmiany pobudzenia dochodzą komponenty z pamięci, wyobraźni i zasobów kulturowych wyrażonych w języku.

Jeśli człowiek został nauczony sprawnie zauważać i nazywać własne sygnały z ciała o zmianie pobudzenia, to zyska w związku z tym większą świadomość tego, co w danej chwili dzieje się z nim. W rezultacie może mieć większe poczucie własnego wpływu na to, co czuje, myśli i robi. Jeśli jednak osoba doświadczająca takiej silniejszej zmiany pobudzenia nie została nauczona nazywania własnych doznań, to siła jej pobudzenia może znacząco wzrastać. Sygnały z ciała wskazujące na zmiany w pobudzeniu mogą wtedy łatwo wyzwalać przypadkowe treści z pamięci, które bardziej pasują do tego, co się w danej chwili czuje we własnym ciele. Do tej konfiguracji mogą dołączać powstające na bieżąco twory wyobraźni, co staje się zwykle podstawą do przewidywania zagrożenia. Takie doświadczenia niosą ryzyko przypadkowego utrwalenia związku między siłą afektywnego pobudzenia, a jego bardzo subiektywną interpretacją, np. w kierunku strachu czy złości.

Ten mechanizm jest również bazą do kształtowania się w nas skłonności do przypisywania drugiemu człowiekowi ukrytych intencji, konkretnych myśli, zamiarów, cech. Im większe ktoś ma trudności w umiejętności rozpoznawania tego, co sam czuje i z czego to wynika, tym łatwiej posługuje się przypadkowymi skojarzeniami i wyobraźnią. W ten sposób wchodzi niejednokrotnie w gęstą spiralę uogólnionych przekonań na temat innych ludzi — czasami nawet nie znając ich osobiście.

Nazywanie emocji

Mowa to proces złożony obejmujący wiele składowych, tj. generowanie słów, rozumienie fonemów, grafemów, pisanie, czytanie. Wiąże się to z większym zaangażowaniem struktur korowych, choć bierze w tym udział cały mózg. Większość ludzi jest praworęczna. Oznacza to, że najbardziej aktywne neuronalne sieci mózgowe są w lewej półkuli. A u osób leworęcznych w prawej. Jednakże nie jest to już sztywna reguła, jak myślano dawniej.

Struktury korowe mają spory potencjał hamujący wobec innych obszarów mózgu. W kontekście naszej pobudliwości nabiera to funkcjonalnego znaczenia. Otóż siła pobudzeniowa struktur podkorowych, a zwłaszcza ciała migdałowatego rośnie szybko w odpowiedzi na siłę bodźca pobudzającego. Jednakże świadome i pełne intencjonalnego zaangażowania poznawczego aktywizowanie potencjału hamującego naszej kory mózgowej może regulować to pobudzenie obszarów położonych pod jej powierzchnią. A zatem natychmiastowe zauważanie i nazywanie własnych doznań cielesnych, a także automatycznie pojawiających się myśli może mieć taką hamującą wartość. Chodzi więc o to, że zdolności językowe są przydatne do tego celu.

Co więcej, jest to umiejętność konieczna również do kontaktu z innymi ludźmi. Osoby nie potrafiące nazywać tego, co się z nimi w danej chwili dzieje częściej mylą się w ocenie tego, co czuje drugi człowiek. Tymczasem osoby dobrze określające własne odczucia mają większą trafność w tym zakresie. Im większą trafność mamy w rozpoznawaniu własnych i cudzych doznać, odczuć, emocji, tym skuteczniej możemy wpływać na własny afekt. W rezultacie można czuć się pewniej i bezpieczniej w codziennym życiu.

Niepewność co do tego, co się czuje, jak również niepewność co do tego, co czuje drugi człowiek jest istotną składową doświadczanej przez nas siły własnego pobudzenia afektywnego. Tego rodzaju niepewność może przyczyniać się do nieprawidłowości w dynamice naszego afektu.

W świetle najnowszej wiedzy o emocjach wyraźnie wyodrębnia się składową samego afektywnego pobudzenia jako reakcję bazową, podstawową o wartości obronnej przetrwania od w pełni rozwiniętej emocji. W konstrukcie emocjonalnym występuje bowiem nie tylko świadomość tego, co się czuje oraz intencja kierowania swoim odczuciem, ale również umiejętność nazywania tych rzeczy. Można więc powiedzieć, że samo pobudzenie afektywne jest najprostszą, konieczną, wbudowaną w system nerwowy reakcją przetrwania. Nasila się ona w obliczu zastanej wartości stymulacyjnej bodźca. Zwłaszcza wtedy, gdy wartość pobudzeniowa bodźca jest większa od tego, co wcześniej spotkaliśmy.

Bodźce pobudzające mogą być zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Ktoś coś mówi i robi, wywołując tym u kogoś zmianę. Im bardziej jest to niespodziewane, tym większa jest możliwa siła pobudzenia odbiorcy. Nawet wtedy, gdy jedynie coś myślimy, np. o kimś w kategorii zagrożenia. Może też tak być na podstawie tego co, o kimś wiemy. Ale również wtedy, gdy tylko spekulujemy. W taki sposób możemy doprowadzać do nasilenia własnego pobudzenia.

Możemy też osiągać ten rezultat, gdy myślimy o sobie, np. na podstawie tego, co czujemy w ciele, np. bólu. A zatem doznania z ciała mogą być nie tylko skutkiem nasilonego pobudzenia, ale również źródłem dla kolejnego wzrostu. Tak samo każda nasza ich interpretacja. Możemy coś nazwać w taki sposób, że nasze pobudzenie wzrośnie jeszcze bardziej. Możemy też znaleźć sformułowania, które będą źródłem ukojenia. W ten sposób nasze własne ciało oraz świadomość, pamięć, wyobraźnia i zdolności nazywania stają się konfiguracją elementów, tworzących specyficzny wzorzec napięcia. Może ono na bazie tego wzorca wrastać, a może słabnąć. To jest zawsze skutek naszej indywidualnej ścieżki doświadczeń.

Im większą mamy samoświadomość, tym większą zyskujemy szansę na zapanowanie nad własnym afektem. Tak samo, gdy mowa o naszej świadomości innych ludzi i świata. Warto zauważyć, że gdy coś nas rozzłości i czując to niełatwe pobudzenie spotkamy się z kimś, kto nie ma pojęcia o tym, że wcześniej coś nas rozzłościło, to może prowadzić do niechcianych konsekwencji. Druga osoba może mieć wrażenie, że jesteśmy nią zirytowani. Jeśli ktoś mówi do nas: dzisiaj jesteś jakiś dziwny/a/e; chyba masz mi coś za złe; czy na pewno wszystko w porządku; wydajesz się jakiś/jaka/jakieś inny/a/e to może być sygnał, że nasze pobudzenie i emocje z poprzedniej sytuacji konfigurują się z obecną. Wtedy wyjaśnienie komuś, że nasze samopoczucie w danej chwili nie jest związane z jego/jej osobą, tylko z wcześniejszą sytuacją zwykle działa na tę osobę tonująco. Redukuje jej chwilowo nasilone poczucie zagrożenia. Na tym polega świadome regulowanie czyjejś reakcji na nasze napięcie i zachowanie.

Analogicznie warto rozmawiać w ten sam sposób ze sobą. Wtedy stawiamy wyraźne granice pomiędzy tym, co czujemy, a sytuacją. Taką funkcję pełni nazywanie własnych odczuć w konkretnych kontekstach sytuacyjnych. Gdy nie mamy takiego treningu, to łatwo ulegamy mylnemu wrażeniu, że nasze odczucia są silne. Takie wrażenie może bezpośrednio prowadzić nas w kierunku wzrostu niepokoju.

Podobnie jest, gdy nie dostrzegamy, że odczucia drugiego człowieka nie zawsze, a nawet często nie są związane z nami osobiście. Osoby, które często myślą, że inni ludzie mają im coś za złe, tylko to ukrywają, to osoby żyjące w większym niepokoju i niepewności. Stan ten dotyczy przede wszystkim tego, co sami czują wskutek spekulowania o tym, co czuje drugi człowiek. Przejawia się to również w mniejszym poczuciu wpływu na własną pobudzeniowość i emocjonalność. Przeciwnie mają osoby, które dobrze rozdzielają odczuwanie od wnioskowania o rzeczywistości!

Pamięć, wyobraźnia i emocje

W interpretowaniu naszej afektywności istotną rolę odgrywają pamięć i wyobraźnia. Pamiętamy różne doświadczenia własne lub cudze, które utrwaliliśmy poprzez obserwację i/lub przeżywanie. Nieświadomie używamy ich do stwierdzania o tym, co się z nami dzieje. Robimy to zwłaszcza wtedy, gdy zmienia się siła naszego pobudzenia.

Naśladowanie to podstawowa forma uczenia się u wszystkich ludzi. Regularna obserwacja prowadzi do utrwalenia w pamięci określonego wzorca pobudzenia, myślenia i zachowania. Można nauczyć się czegoś przez obserwację. A następnie, mimowolnie to naśladować. Można też nie zdawać sobie sprawy z tego, że się naśladuje, np. czyjś sposób mówienia, przeżywania, czyjeś gesty,

a nawet siłę afektywnego pobudzenia. Podstawowe kryteria utrwalania to regularność, powtarzalność, częstotliwość.

Wyobraźnia pełni nie mniejszą rolę — zależnie od tego kto, ile i jaki materiał zgromadził w wyniku własnych doświadczeń. Nie bez powodu warunkiem niezbędnym, np. nagłych, nieuzasadnionych okolicznościami ataków paniki jest interpretowanie sygnałów z ciała jako zbliżającej się katastrofy. A czasami nawet przewidywanie na tej podstawie własnej śmierci. Fakty zwykle nie dają do tego podstaw. Stan zdrowia i okoliczności, w których znajduje się osoba doświadczająca paniki jest bezpieczny. Pamięć i wyobraźnia odgrywają w doznaniu paniki większą rolę niż sam afekt.

Pamięć i wyobraźnia odgrywają istotną funkcję w przypisywaniu drugiemu człowiekowi tego, co może myśleć, zrobić, ale również tego, co może czuć. Nasze indywidualne doświadczenia są dynamicznym filtrem poznawczym. Wystarczy elementarne podobieństwo czyjegoś sposobu przeżywania, myślenia, zachowania, do którejś z zapamiętanych przez nas sytuacji (np. rodzinnych, szkolnych, innych ważnych). A wtedy możemy użyć tego minionego doświadczenia do interpretowania drugiej osoby. Wypowiedzi typu: patrzysz teraz na mnie jak mój ojciec, gdy się wściekał i nikt nie wiedział o co mu chodzi; masz taki sam wyraz twarzy jak moja matka, gdy się mnie czepiała, itp. dobrze ilustrują naszą skłonność do budowania zależności pomiędzy przeszłością i teraźniejszością.

Tego typu zachowanie jest zwykle powodem wielu nieporozumień. Jest to zarazem jeden z dowodów na ciągle uprawianą przez nas w kontakcie z innymi ludźmi projekcję na nich naszych własnych doświadczeń, w tym emocjonalnych. Samo wspomnienie wyrazu twarzy, np. w ściekającego się ojca wystarczy do nasilenia naszego pobudzenia. A jeśli nad tym nie zapanujemy, to możemy doprowadzić do tego, że nasze zachowanie stanie się nieadekwatne do aktualnej sytuacji.

W takich okolicznościach warto zadawać sobie pytania o to, jaki udział ma w naszej interpretacji jakieś wspomnienie. Jak to się ma do faktów, które są w teraźniejszości. Czy te odczucia i emocje, np. Irytacji, złości, które wydaje mi się, że widzę u kogoś nie są jednak moją projekcją. Na ile jest to teraźniejszość związana z aktualną interakcją. A na ile ślad przeszłości związany z dawnymi zdarzeniami. Uczenie się uważności na to, jaka jest nasza skłonność do projektowania na obecne sytuacje naszych minionych doświadczeń jest konieczne do prawidłowego rozwoju umiejętności samoregulacji. I to zarówno w kontekście afektu, jak i emocji. Chodzi więc o to, żebyśmy starali się dostrzegać to, co automatycznie uwalniamy z własnych zasobów, a pochodzi z naszej przeszłości. Podobnie ważne jest dostrzeganie tego, co wydarza się w aktualnej sytuacji. Warto więc mieć świadomość tego, że w naszych relacjach z innymi ludźmi stale ich interpretujemy. Robimy to na podstawie rozmaitych wskazówek. Płyną one zarówno z naszej przeszłości, jak i z teraźniejszości.

U podłoża tego mechanizmu leży również nasza skłonność do budowania związków przyczynowo skutkowych. Chcemy widzieć związek pomiędzy tym, czego już doświadczyliśmy, a tym, co dzieje się teraz. Dlatego też łatwiej nam spekulować i przypisywać teraźniejszości te treści, które pochodzą z przeszłości. Łatwiej osądzić drugiego człowieka, że źle mu z oczu patrzy, bo już kiedyś widziało się takie oczy.

O wiele trudniej jest stwierdzić, że aktualna sytuacja nie ma związku z naszym doświadczeniem. Takie ograniczenie wynika, m.in. z konieczności uczenia się nowych wariantów rzeczywistości. A to zawsze jest bardziej wymagające niż posługiwanie się tym, czego już zdążyliśmy się nauczyć. Jest to klucz do zrozumienia natury emocji. A przede wszystkim tego, że za każdym razem, gdy wytwarzamy emocję, to robimy to na bieżąco przy użyciu pamięci i wyobraźni, niejako od nowa.

Badania nad związkiem między rozwijaniem się afektywnego pobudzenia w emocję wskazują również na istotną rolę, tzw. pamięci deklaratywnej. Okazuje się, że jeśli powiedziano nam, że ktoś jest jakiś, np. groźny, nieuczciwy, agresywny, itp. to mamy skłonność do aktywnego używania tych informacji. Skutkuje to tym, że gdy spotkamy tak scharakteryzowaną osobę, to w jej obecności doświadczamy silniejszego afektu. Nie mamy tego skutku, gdy wcześniej nie otrzymamy żadnych informacji o tym człowieku. Wnioski te są smutne i zatrważające. Oznacza to bowiem taką sytuację, w której emocja może powstać już tylko na podstawie tego, co wiemy o kimś lub o czymś. I to nawet wtedy, gdy ten ktoś nic nie zrobi.

Wytwarzanie uprzedzeń na temat innych ludzi jak również miejsc i sytuacji jest destabilizujące psychicznie i prowadzi do silniejszego stymulowania afektu. To, dlatego m.in. regularnie powtarzane komendy: uważaj, nie ufaj, ostrożnie, nie rób tego, nie idź tam, rozglądaj się, nie oglądaj się, itp. stają się u różnych osób możliwą przyczyną bezpodstawnych reakcji unikania. Może to również skutkować częstszym, nadmiarowym stosowaniem emocji strachu, a więc i lękowym zachowaniem.

Przykłady z życia

Matka zwierza się swojemu synowi z tego jak ją denerwuje jej mąż,

a jego ojciec. Ocenia mężczyznę całościowo, np. co za kretyn; ciągle robi mi na złość; za kogo ja wyszłam. Albo jeszcze gorzej: twój ojciec to potwór, łajdak, bydlę, itp. itd. I jeszcze gorszy wariant: wszyscy mężczyźni są tacy sami.

Ojciec obgaduje swoją żonę, a matkę swojego syna, np. twoja matka jest nienormalna; sama nie wie, o co jej chodzi; wszystkie baby to idiotki, itp. itd.

Sutek takich doświadczeń w okresie rozwojowym jest opłakany. Już na bieżąco tego typu zachowanie rodzica wywołuje u dziecka silne zmiany pobodzenia. A następnie, to silniejsze pobudzenie występuje już w kolejnych sytuacjach z drugim rodzicem. W rezultacie dziecko w takich warunkach częściej doświadcza silniejszych zmian pobudzenia i szybciej utrwala nadmiarowy wzorzec własnej pobudliwości. Wynikłe z tego problemy mogą być na całe życie. Człowiek może być nie tylko bardziej nerwowy, ale również bardziej uprzedzony i zdystansowany w budowaniu bliskich relacji. Innymi słowy, w wyniku takich doświadczeń dobra jakość bliskich relacji jest praktycznie niemożliwa. Związki ludzi z takimi doświadczeniami częściej mają kryzysy i łatwiej się rozpadają.

Dzieje się tak dlatego, że mamy skłonność do uwewnętrzniania konfliktów, których jesteśmy świadkami lub mimowolnymi uczestnikami. Zwłaszcza w okresie rozwojowym. I tym bardziej konfliktów pomiędzy ważnymi dla nas ludźmi, zwłaszcza rodzicami. To uwewnętrznianie konfliktu przejawia się m.in. przyjmowaniem stanowiska jednej osoby przeciwko drugiej. W rezultacie uczymy się żyć z takim konfliktem i projektujemy go na inne osoby. Dlatego później, idąc przez życie stale posługujemy się uprzedzeniami, których nauczyliśmy się w okresie rozwojowym. Ich źródłem jest atmosfera ogólnego konfliktu w rodzinie, z której pochodzimy.

Reakcja afektywna jest charakterystyczna nie tylko dla człowieka, ale również dla innych zwierząt. Jest konieczna do przetrwania i sama w sobie nie wymaga werbalizacji. Mieliśmy ją przez cały czas zanim zaczęliśmy jako gatunek wytwarzać mowę. Warto więc mieć na uwadze, że emocja jest złożonym konstruktem umysłowym. Może rozwijać się na bazie afektu (choć nie tylko) i zawsze przy aktywnym udziale naszej pamięci, wyobraźni, świadomości, woli oraz języka, którym się posługujemy!

Czy emocja jest na twarzy?

Naśladowanie to nasza automatyczna, wrodzona predyspozycja. Nawet noworodek ma odruch naśladowania wyrazu twarzy, nachylającego się nad nim dorosłego człowieka. Robi to jednak zupełnie nieświadomie i niewolicjonalnie. To predyspozycja szczególnie warta zwrócenia uwagi w kontekście kształtowania się naszej emocjonalności. Uwidacznia się od pierwszych chwil życia, a jednocześnie nie można jej sprowadzić do wzroku. Dlatego, że percepcja wzrokowa jest w momencie narodzin tak słabo rozwinięta, że potrzeba jeszcze kilku następnych lat, żeby mówić o podstawowej sprawności wzrokowej.

Obraz w oczach noworodka (do 3 m. ż.) i niemowlęcia (do 2 r. ż.) jest nieostry, zamazany. Pełną ostrość wzroku, i to tylko w samym centrum pola widzenia. osiągamy dopiero około piątego roku życia. Noworodek, a potem niemowlę reaguje na wyraz naszej twarzy dopiero w określonych warunkach. Trzeba nie tylko znaleźć się dokładnie na wprost jego oczu, ale również w odległości nie większej niż dwudziestu, trzydziestu centymetrów. Choć i to niczego nie gwarantuje.

Za nasze mimiczne odruchy odpowiada układ czuciowy. Różne wyrazy twarzy proponowane przez nachylającego się nad dzieckiem dorosłego stymulują układ nerwowy, przede wszystkim czuciowo. Taką możliwość mamy dzięki odkrytym na przełomie XX/XXI wieku neuronom lustrzanym. Tworzone przez te komórki obwody neuronalne aktywizują się w odpowiedzi na gesty wykonywane przez człowieka znajdującego się zasięgu naszej percepcji. Pole percepcyjne tworzy nie tylko układ wzrokowy, ale wszystkie zmysły. Jeszcze długo po narodzinach wiodącym układem wśród naszych zmysłów jest układ czuciowy. Nie jest jeszcze w pełni rozwinięty, ale u progu życia jest lepiej ukształtowany niż pozostałe zmysły. Układ czuciowy potrzebuje około roku od narodzin, by osiągnąć swoją podstawową wydolność.

Ruchy mięśni twarzy mają dwie warstwy możliwości, tj. makro i mikro. Makroruchy mięśni twarzy są widoczne dla obserwatora. Są na tyle wyrazistym bodźcem czuciowym, że gdy zmieniamy wyraz naszej twarzy, to w jakimś stopniu jesteśmy tego świadomi. Wiemy, że się uśmiechamy lub robimy inny grymas. Nie musimy mieć świadomości szczegółów. Taka świadomość jest tym większa, im mniej jesteśmy zaabsorbowani tym, co dzieje się na zewnątrz nas. Nieświadomość makro-ruchów mięśni twarzy jest oczywiście możliwa. Wiąże się to z większym zaabsorbowaniem uwagi czymś zewnętrznym.

Makroruchy mięśni twarzy są, w znacznej mierze, związane z naszą wolą. Natomiast mikroruchy mięśni twarzy są na tyle subtelne, że nie przedzierają się do strumienia naszej świadomości. Jest to po prostu zbyt słaby pobudzeniowo bodziec. Nie są też widoczne dla obserwatora. Co więcej, są mimowolne. To mikroruchy mięśni twarzy stają się podstawą treningu mimicznego i wielu innych funkcji sprzęgniętych z mimiką.

Gdy w zasięgu naszej percepcji znajdzie się ktoś z wyrazistą mimiką, to automatycznie w związku z aktywizacją neuronów lustrzanych zaczynamy go naśladować na poziomie mikroruchów mięśni twarzy. Na tej podstawie wytwarzamy wzorzec ruchów makro. To, dlatego, patrząc na kogoś, kto robi określone miny tym trudniej powstrzymać się od naśladowania, im dłużej trwa bezpośredni kontakt wzrokowo-czuciowy.

W okresie rozwojowym początkowe próby naśladowania są mniej lub bardziej udane. z czasem, w miarę regularności powtarzania się danej sekwencji gestów oraz ich obserwacji stają się bardziej zbliżone do źródłowego bodźca. To jeden z tych mechanizmów, które prowadzą do upodabniania się ludzi do siebie, jeśli często ze sobą przebywają. Dziecko będące obserwatorem częściej zestawu wyrazów twarzy proponowanych przez jednego opiekuna, może być do niego łudząco podobne mimicznie. I to nawet pomimo niewielkiego podobieństwa fizjonomicznego.

W kontekście doświadczania emocji i uczenia się ich dynamiki nasza wrodzona predyspozycja do naśladowania mimicznego jest jednym z istotnych czynników kształtujących naszą pobudzeniowość i emocjonalność. Samym tylko wyrazem twarzy można wywołać w sobie zmianę odczuwania. Zmuszając się do uśmiechu można wytworzyć radość. A przybierając groźny wraz twarzy, np. złość, itd. itp. Czynnik mimiczny jest więc niezbędny do uczeniu się emocjonalności. Jednocześnie jest to coś odrębnego. Sam wyraz twarzy nie jest jeszcze emocją. A zatem to, jaką minę ktoś zrobił nic nam nie mówi o tym, jak się ta osoba czuje, dopóki jej o to nie zapytamy.

Ilustracja przedstawiająca lokalizację neuronów lustrzanych.

Warto więc uświadomić sobie, że emocja jest wieloskładnikowa, a do jej zaistnienia potrzeba równoczesnej konfiguracji tych składników. Można powiedzieć, że uczenie się mimiki w kształtowaniu emocjonalności jest czymś odrębnym, ale równoległym do uczenia się samego afektu, jak również umiejętności werbalizacyjnych.

Dla wnikliwych

Kilka słów o mimicznym nieporozumieniu

Wzorce mimiczne stały się na gruncie psychologii obszarem intensywnie weryfikowanym empirycznie. W XX wieku poszukiwano odpowiedzi na pytania o odziedziczalność i uniwersalność emocji. Badania międzykulturowe dostarczyły wielu dowodów na istnienie odrębności predyspozycji do reagowania wzorcami mimicznymi twarzy w związku z określoną emocją. Mamy więc dziedziczną predyspozycję do mimicznego wyrażania naszych odczuć i emocji. Jednakże sama predyspozycja nie decyduje o tym, jaka będzie dynamika tego wyrazu i odczucia. Nie rozstrzyga również o tym, która to emocja. Podobnie jak sama predyspozycja do odczuwania afektu nie decyduje o jakości afektu i tego, czy w związku z tym afekt będzie prawidłowy, czy nie. Podobnie jak o jakości afektu, tak i o jakości naszej mimiki, a także jakości werbalnej decyduje nasze indywidualne doświadczenie w danej kulturze. To środowisko, w którym przebiega nasze wychowanie uczy nas jak się pobudzać, jak różnicować mimicznie twarz i jak to nazywać.

Nasza reakcja mimiczna jako forma wyrazu zmieniającego się w ciele pobudzenia, przechodzi od zmian mikro do makro. Jest to zależne od siły i tempa samego pobudzenia. Oznacza to, że każdy z nas może mieć własny próg afektywnego pobudzenia, za którym rozpoczyna się indywidualna reakcja mimiczna. Zmiany mimiczne można powstrzymywać do pewnego momentu. Przy rosnącej sile pobudzenia może okazać się to niemożliwe. A siła naszego pobudzenia i pojawiające się wraz z nią zmiany wyrazu twarzy są rezultatem indywidualnych doświadczeń w środowisku, w którym wyrastaliśmy.

Stąd również wyłaniają się różnice między nami. Nie tylko w tym z jaką siłą coś przeżywamy, ale również w tym z jaką siłą coś okazujemy, wyrażamy! Jeden człowiek może być lepiej wyćwiczony w doświadczaniu smutku niż radości, a inny lepiej w doświadczaniu złości, niż strachu itp. itd. Zależnie od tego, które informacje o emocjach dominowały w naszej rodzinie i w środowisku szkolnym.

Informacją o emocjach jest wszystko to, co wskazuje na silniejsze przeżycie. To, co widzimy i słyszymy na temat emocji zapamiętujemy, uwewnętrzniamy i stosujemy wobec własnej osoby oraz innych ludzi. Wszystkie nasilające się zmiany cielesne oraz ich deklaratywne interpretacje są w jakimś stopniu kategoryzowane, np. mam ciarki na plecach i skurcz w brzuchu, to znaczy, że się boję; uśmiechasz się, to znaczy, że się cieszysz; nie uśmiechasz się to znaczy, że się złościsz albo smucisz. Te pakiety informacji o emocjach są całkowicie zależne od naszego kręgu kulturowego. Ponadto mogą nabierać znaczeń specyficznych dla mniejszych grup w danym kręgu kulturowym, np. w rodzinie.

Warto więc zauważyć, że sam wyraz twarzy nie jest informacją o żadnej emocji. Może towarzyszyć okazywaniu każdej emocji, ale nie musi. Zmiana wyrazu twarzy nie jest konieczna do zaistnienia emocji. Można mieć nieruchomą twarz i przeżywać silne emocje, np. złości albo smutku. Można też uśmiechać się i jednocześnie przeżywać strach albo pogardę. Wyraz twarzy nie jest więc znakiem rozpoznawczym emocji. A tym bardziej nie jest dowodem na to, że emocje są wrodzone.

Emocje

Emocje nie są ani dobre, ani złe, tylko naturalne i adaptacyjne! Kiedy emocji towarzyszy szereg nieprzyjemnych zmian, to emocja staje trudna, a kiedy zmiany są przyjemne, to emocja jest łatwa. Trudne nie musi oznaczać negatywnego a łatwe pozytywnego. Można czuć przyjemność ciesząc się, ale można też mieć przyjemność bojąc się. Można czuć silny dyskomfort złoszcząc się, ale w tym samym kontekście można też mieć przyjemność.

Wszystkie gatunki na ziemi mają receptory czuciowe, a więc są zdolne do odczuwania. A zatem człowiek i inne zwierzęta może odczuwać rozmaite zmiany własnego pobudzenia. Jednakże pobudzenie nie jest jeszcze emocją. Jeśli jednak zmiana w pobudzeniu zostaje uświadomiona, nazwana, zinterpretowana w danej kategorii kulturowej, np. bania się, to wtedy powstaje umysłowy konstrukt zwany emocją. Wynika więc z tego, że tylko gatunek wytwarzający interpretacyjne kategorie kulturowe może wytwarzać emocje. A gatunki, które nie mają takiej umiejętności nie wytwarzają emocji, choć mają zdolność zróżnicowanego odczuwania, mają własną afektywność. Człowiek i pies są afektywni, odczuwają. Jednakże tylko człowiek kategoryzuje swoje odczucia, więc wytwarza emocje. Nie umniejsza to przeżyciom psa. To zwierzę nadal odczuwa z różną intensywnością i wrażliwością. Jednakże odczucia psa kategoryzujemy my, ludzie, a nie on sam.

Emocja nie sprowadza się do cielesnych odczuć. Zaistnienie emocji jest możliwe dopiero w wyniku interpretacji tych odczuć. Dlatego też są ludzie, którzy mając zróżnicowane odczucia mogą nie poddawać ich interpretacji. Nie kategoryzują ich emocjonalnie. Człowiek może czuć w ciele dyskomfort i wycofywać się w obliczu niechcianej sytuacji, ale jednocześnie może nie nazywać tego strachem. W ogóle może tego nie nazywać. Miał przeżycie, doznania, afekt, ale nie zinterpretował tego, a więc nie wytwarzał emocji.

Wszystkie gatunki mają taką skłonność. Gatunek ludzki poddaje tę skłonność poznawczej obróbce. Dzieje się tak dlatego, że wytwarzamy języki oraz kultury. Wzmaga to naszą dążność do kategoryzowania uświadamianych sobie rzeczy, w tym cielesnej dynamiki własnego pobudzania się. Warto jednak mieć na uwadze, że wszyscy możemy wytwarzać emocje w sposób wysoce zróżnicowany. Są więc ludzie, którzy często konstruują emocje, a są tacy, którzy robią to rzadko. Są osoby, których emocjonalność jest silna i dynamiczna, a są osoby, które mają zupełnie inaczej. Różnice indywidualne mogą być bardzo duże, zarówno w zakresie samej afektywności, jak i umiejętności wytwarzania emocji.

Gdyby emocje były wrodzone, to nie byłoby tak dużych różnic. Każdy człowiek w obliczu zagrożenia reagowałby tak samo, np. strachem. A tymczasem nasze reakcje na zagrożenie mogą być różne. Jedna osoba spoci się i znieruchomieje, inna ucieknie, a jeszcze inna zacznie krzyczeć. Żadna nie potrzebuje do tego emocji.

Jeśli jednak ktoś w reakcji na ten sam bodziec stwierdzi, że się boi, to znaczy, że dodatkowo wytworzył emocję strachu. Sama ta kategoria niesie konsekwencje. Ktoś mówiąc, że się boi może mieć z tym różne skojarzenia i w rezultacie przeżywać zagrożenie jeszcze inaczej, niż przeżywałby, gdyby nie stwierdził, że się boi. Inaczej zachowuje się ktoś, kto myśli, że banie samo w sobie jest straszne, a inaczej osoba, która nie ma obciążającego stosunku do emocji strachu. Inny człowiek w reakcji na to samo zagrożenie może tworzyć emocję złości i konsekwencje mogą być analogiczne. Może mieć na temat złości rozmaite przekonania i zachowywać się zgodnie z nimi. Jeśli jednak nie stwierdziłby, że się złości, to jego zachowanie mogłoby być inne.

Czarno-białe kategoryzowanie emocji jest związane z socjalizacją. Z nabytymi czynnikami kulturowymi, a nie z ciągle aktualizowaną wiedzą o psychofizjologicznej naturze emocji. Dobre lub złe mogą z pewnością być skutki niekontrolowanego zachowania pod wpływem emocji. Jednakże samo odczuwanie zmiany pobudzenia i wytwarzane na tej bazie emocje są naszą naturalną dążnością do rozstrzygania o tym, co się dzieje z nami bądź z drugą osobą.

Nieuprawnione jest rozsądzanie, że dziewczynka nie powinna się złościć, tylko bać. A chłopiec nie powinien się smucić i bać, tylko złościć lub jeszcze inaczej. Aż chciałoby się zapytać tych, którzy tak myślą: Która płeć powinna odczuwać radość? w naszej emocjonalności więcej szkody niż same emocje wywołują tego typu społeczne nakazy i zakazy. Przede wszystkim dlatego, że zakłócają prawidłowy rozwój dynamiki afektu i samych emocjonalnych wzorców.

Osoba, która myśli, że czegoś nie może czuć lub ktoś nie powinien czegoś odczuwać, bo „nie wolno” ma słabszy kontakt z własną i czyjąś emocjonalnością w porównaniu do osoby, która akceptuje różnorodność własnych i cudzych emocji. W rezultacie osoba mająca przekonanie, że czegoś nie powinno się czuć często ma silniejsze zmiany pobudzenia, niż wynika to z samej sytuacji. Do tych zmian bowiem przyczynia się dodatkowo sposób myślenia. Ludzie piętnujące rozmaite emocje mają nierzadko trudność w rozpoznawaniu stanów emocjonalnych — i to zarówno własnych, jak i drugiej osoby. W rezultacie mogą doświadczać więcej wewnętrznego niepokoju i częstszych konfliktów interpersonalnych niż osoby, które mają względnie dobry kontakt ze swoją emocjonalnością.

Emocje tworzymy zwykle w sytuacjach niestandardowych, gdy wzrośnie nasze zwyczajowe pobudzenie. A i wtedy nie jest to regułą. To zależy od indywidulanych zasobów informacji o emocjach. Jeśli nasze dzieciństwo i adolescencja przebiegają w warunkach, w których obserwujemy częste przykłady tworzenia emocji, to będziemy postępować podobnie.

Osoby żyjące w warunkach trwałego poczucia zagrożenia i niepewności mają pod tym względem trudniej. Dlatego, że w ich codzienności informacje o emocjach mogą być mało zróżnicowane. Może być tak, że w czyjejś rodzinie dominują wzorce związane zaledwie z kilkoma emocjami, np. złością i strachem; pogardą i smutkiem albo w jeszcze innej konfiguracji. W rezultacie kształtuje się wiodący wzorzec odczuwania, myślenia i zachowania, np. złości i wskutek tego chronicznego stanu gniewu lub smutku i chronicznego stanu przygnębienia lub wstrętu i chronicznego stanu wrogości. Mogą też być konfiguracje w których jeden emocjonalny konstrukt wyraźnie dominuje. Oznacza to, że uczymy się używać częściej jednych informacji o emocjach niż drugich. Warto zauważyć, że silne zmiany pobudzenia skłaniają nas do silnych interpretacji tych doznań. Dlatego też emocje mogą być skrajne, ale mogą też być umiarkowane.

Informacje o emocjach mogą być wysoce zróżnicowane. Zwłaszcza, że stany silniejszego pobudzenia nie muszą pojawiać się często. W warunkach zwyczajowo niezagrażających żyjemy w powtarzającej się sekwencji umiarkowanych zmian pobudzenia. Możemy więc uczyć się umiarkowanych interpretacji tych doznań.

Te stany, które nie są na tyle silne, by nie dało się ich ukryć, ale są na tyle wyraźnie odczuwalne, że stają się świadome również mogą być poddawane poznawczej obróbce i interpretowane, a więc mogą zostać dopełnione emocją. A zatem niepokój, podenerwowanie, irytacja, mogą zawierać w sobie komponenty strachu, jak i smutku, jak i złości lub jeszcze inne, i to w różnych proporcjach. Podekscytowanie może nieść ze sobą zarówno elementy strachu, jak i radości. Niepewność, obawa, zagubienie mogą wyrastać z mieszaniny składników strachu, smutku, wstrętu, zaskoczenia. To, dlatego paleta ludzkich możliwości w zakresie interpretowania własnych cielesnych doznań w kategoriach emocjonalnych jest olbrzymia.

Warto jednak zauważyć, że im bardziej umiarkowane są nasze zmiany w pobudzeniu, tym częściej mamy możliwość kategoryzowania ich nieskrajnymi określeniami. Dlatego paleta naszych możliwości interpretowania własnego pobudzenia, a więc wytwarzania i wyrażania emocji jest niezwykle zróżnicowana. Natomiast im silniejszy jest nasz zwyczajowy poziom pobudliwości, tym łatwiej stosujemy skrajne kategorie emocjonalne, zawężając tym samym pole własnych możliwości.

Człowiek może doświadczać i manifestować różne stany emocjonalne, bo składniki emocji wraz z materiałem utrwalonym w pamięci, wytwarzanym w wyobraźni i w języku ciągle przenikają się, wzajemnie na siebie wpływając.

Utrzymujemy się w ten sposób w psychofizjologicznej gotowości do percepcyjnego przetwarzania. Kategorie emocjonalne bowiem służą przetrwaniu. To w naszej pobudliwości i sposobie interpretowania jej z pomocą emocjonalnych kategorii kształtują się podstawowe wzorce przetrwania. Niezależnie od tego, jaką mają formę i czy dają poczucie bezpieczeństwa czy nie, to służą przede wszystkim przetrwaniu, ze wszystkimi możliwymi konsekwencjami.

Emocja powstaje więc wtedy, gdy uświadamianej sobie zmianie pobudzenia nadajemy określoną kategorię kulturową, np. bania się. Każdy taki poznawczy akt dopełnienia odczuwanych w ciele zmian kategorią emocjonalną służy przetrwaniu. Niezależnie od tego, jak silne i nieprzyjemne jest nasze pobudzenie. I niezależnie również od tego, jakie jest nasze zachowanie w wyniku zarówno pobudzenia, jak i jego interpretacji daną kategorią emocjonalną. Dlatego też możemy mówić o konstruktywnych bądź destrukcyjnych skutkach naszego zachowania pod wpływem emocji. Te konsekwencje nie są jednak zależne od samej kategorii emocjonalnej, a od tego jak nauczyliśmy się jej używać. A to z kolei wynika z naszych środowiskowych obserwacji i naśladowania bliskich nam osób. W okresie rozwojowym wytwarzamy więc własne wzorce pobudzenia i poszczególnych emocji.

Podsumowanie

Emocje to konstrukty umysłowe, wymagające konfigurowania się wielu składników, w tym zmian w pobudzeniu oraz istniejących w danej kulturze kategorii emocjonalnych. Każda pojedyncza emocja jest złożona, funkcjonalna, adaptacyjna. Ani zła, ani dobra; ani negatywna, ani pozytywna.

Podstawowymi składnikami każdej emocji są: silniejsze zmiany w pobudzeniu (afekt wraz z bazową reakcją przetrwania), mimika i inne gesty ciała oraz wszelkie nasilające się cielesne doznania, tzw. od-trzewne, np. szybsze bicie serca; świadomość, pamięć, wyobraźnia, umiejętności nazywania.

Każdy z tych emocjonalnych składników ma swoją własną ścieżkę rozwojową. To skutkuje bardzo zróżnicowaną dynamiką odczuwania własnego ciała oraz umiejętnościami interpretowania tych doznań i zachowania się pod ich wpływem. Te różnice indywidualne przekładają się również na postrzeganie innych ludzi.

Rodzimy się z predyspozycją do afektywnego pobudzenia i do rozmaitych zmian cielesnych, w tym mimicznych. Mamy też wrodzą skłonność do mówienia. Jednakże każda z tych predyspozycji jest kształtowana przez środowisko. W rezultacie ma własną dynamikę. Afekt jest reakcją pobudzeniową, bazową w kontakcie z otoczeniem. Wiodącym dla afektu mózgowym organem jest ciało migdałowate.

W mózgu są dwa podstawowe typy aktywności: pobudzeniowa i hamująca. Im większa dysproporcja pomiędzy pobudzeniem i hamowaniem, tym większe trudności w panowaniu nad własnym afektem. W rezultacie często doświadcza się silnych zmian pobudzenia. Oznacza to indywidualną impulsywność w interpretowaniu tych zmian nieadekwatnymi do sytuacji kategoriami emocjonalnymi. Dlatego też nierzadko mamy wtedy trudności w uczeniu się oraz trudności interpersonalne. Osoby tak ukształtowane częściej doświadczają depresji, lęku, innych problemów psychicznych, w porównaniu do osób, które tak nie mają.

Zakłócenia afektu, a więc i wynikłe z tego problemy emocjonalne uwidaczniają się zazwyczaj w sytuacjach niespodziewanej porażki. Zwłaszcza w okolicznościach zwiększonych wymagań zewnętrznych, np. edukacyjnych. A tym bardziej wtedy, gdy doświadczamy gwałtownych i niechcianych zmian życiowych. Podstawową przyczyną trudności adaptacyjnych jest niedopasowany afekt.

Nieprawidłowości w dynamice afektu powstają w dzieciństwie w związku z problemami emocjonalnymi oraz zachowaniem opiekunów. Najczęściej obserwuje się autorytarne wzorce wychowania, tj. takie, w których silniejszy decyduje o losie słabszego, np. poprzez deprecjonującą krytykę, częstsze karanie niż nagradzanie, podważanie uczuć, wymuszanie posłuszeństwa.

Problemy psychiczne rodziców takie jak depresja, zaburzenia lękowe, zaburzenia osobowości, chroniczna złość, chroniczna wrogość, chroniczne zmęczenie przyczyniają się do nieprawidłowości w rozwoju afektu u ich dzieci.

Człowiek chcąc rozwijać u swojego dziecka prawidłową odporność psychiczną powinien leczyć każdy, nawet mały epizod własnej psychicznej destabilizacji.

Praktyczne wskazówki i porady

Warto uczyć się świadomie zauważać i nazywać własną pobudliwość. W jakich sytuacjach najczęściej czujesz zdenerwowanie? Jakie zwykle towarzyszą temu doznania? Czy czujesz przyspieszony oddech, wzmożoną potliwość, wzrost akcji serca? A może dostajesz bólu głowy, brzucha, pleców?

Można prowadzić dzienniczek własnego afektu. Codziennie notuje się w jakich okolicznościach czuliśmy się zdenerwowani. Zapisuje się również jakie doznania odczuwaliśmy najsilniej w trakcie zdenerwowania. Do tego opisu dodajemy też informację o tym, którą kategorią emocjonalną opisaliśmy sobie te zmiany w ciele, które czuliśmy w minionej sytuacji. Czy był to strach? Czy może złość? A może smutek albo wstręt? Warto też określić nasilenie odczuwanej zmiany w zakresie od 0 do 100%. Na ile procent nasilało się moje pobudzenie, np. ucisk w brzuchu albo zmiany w krążeniu w tamtej sytuacji, np. rano po przebudzeniu? A na ile procent w innych okolicznościach, np. w pracy?

Jeśli będziemy prowadzić dzienniczek własnego afektu, to uzyskamy cenne informacje. Po pierwsze o tym, jak często uświadamiamy sobie nieprzyjemne zmiany we własnym ciele. Po drugie jakiego typu to są doznania. Czy jest to częściej ucisk w brzuchu, czy może pocenie się, a może szybkie bicie serca, a może ucisk w gardle, a może wszystko na raz. Po trzecie zyskamy świadomość, które doznania z ciała nasilają się najbardziej. Te, które mają najwyższe procentowe wskaźniki najbardziej absorbują naszą uwagę. Dzięki tej świadomości będziemy wiedzieli, który obszar naszego ciała jest najsilniej napięty. U jednej osoby będzie to gardło, a u innej, brzuch, a u kogoś jeszcze innego może to być głowa, twarz lub plecy. Po czwarte z tą świadomością możemy zacząć pracować z określonymi cielesnymi objawami. Robi się to poprzez rozmaite techniki relaksacyjne. Zwłaszcza oddechowe w strukturze tzw. oddychania do danej części ciała. Instrukcja tego ćwiczenia znajduje się na końcu książki.

Warto szukać technik relaksacyjnych przeznaczonych do danej partii ciała. Osoba bardziej napięta w brzuchu może nauczyć się pracować z napięciem mięśni brzucha. Osoba bardziej napięta na twarzy może wdrażać sposoby rozluźniania tych mięśni. Odczucie rozluźnienia, a nawet już tylko braku napięcia w danej partii ciała jest bardzo ważne. Dlatego, że chronicznie napięta część ciała nie ma już wzorca rozluźnienia. Trzeba wtedy ponownie się tego uczyć. A każda chwila redukcji napięcia osłabia skłonność ciała do gwałtownego napinania się w trakcie zdenerwowania.

To jest najważniejszy sposób pracy z cielesnymi skutkami nadmiarowego afektu. Zaczyna się od zidentyfikowania utrwalanych w ciele afektywnych śladów i zmierza się do ich zmiany. Zachęcam.

Rozdział 2

„Co jest lepsze — mieć zasady i dochodzić do porozumienia, czy polować i zabijać?”

William Golding, Władca much.

Wstrętni ludzie, wstrętne życie, czyli wrogość rośnie w siłę


Grymas wstrętu jest pierwszym, do którego jesteśmy zdolni tuż po narodzinach. I to jeszcze zanim uwidoczni się nasza zdolność do grymasu uśmiechu, co następuje zazwyczaj dopiero około czwartego tygodnia życia, a niektóre badania wskazują, że nawet później. Nie oznacza to jednak, że wstręt jest wrodzony. Dawniej w badaniach nad wstrętem używano sformułowania wstręt wrodzony, ale w świetle aktualnej wiedzy o emocjach nie jest ono zasadne. Grymas twarzy noworodka pojawiający się odruchowo po tym, jak jego usta posmaruje się czymś gorzkim nie może być jeszcze traktowany jako wstręt. Noworodek po prostu krzywi się w odruchu obronnym. Grymas jego twarzy jest skutkiem szybko i gwałtownie nasilonego nieprzyjemnego pobudzenia. Plucie jest tego dalszą konsekwencją. Noworodek nie umie mówić, nie ma jeszcze świadomości (nie wie, gdzie jest, kim jest). Nie ma żadnych zasobów doświadczenia, a więc i wiedzy pozwalającej mu skategoryzować swoje cielesne doznania. Nie wytwarza więc jeszcze emocji wstrętu. To my, dorośli tak nazywamy ten odruch napięcia, krzywienia się i plucia w reakcji na coś gorzkiego.

W takiej sytuacji sprzęgają się ze sobą zmiany w napięciu cielesnym noworodka i jego odruch plucia z informacją od ludzi z otoczenia, którzy interpretują ten odruch. Nadają mu emocjonalną kategorię. z czasem, gdy dziecko zacznie nabierać świadomości otoczenia oraz własnej, to zapamięta, że jego odruch krzywienia się i plucia nazywa się wstrętem. W ten sposób stworzy w swoim umyśle związek pomiędzy własnym cielesnym odruchem i wynikłymi z tego czuciowymi doznaniami, a uzyskaną z otoczenia, konkretną informacją na temat emocjonalnej kategorii. Dlatego też z czasem dziecko będzie już samo nazywało swój odruch krzywienia się i plucia wstrętem.

Zależenie od tego, w jakim środowisku wyrastamy, to uczymy się dodatkowych gestów i słów opisujących odruch obronny w reakcji na coś, np. gorzkiego. Dlatego też mogą być między nami duże różnice indywidualne. Każdy z nas może inaczej odczuwać i wyrażać wstręt. A wszystko zaczęło się od fizycznego gestu, który nie może być czymś więcej, niż bazową reakcją obronną. z czasem nabiera ona znaczeń związanych z kulturową kategorią wstrętu. Zauważmy więc, że komponent wrodzony jest tylko w bazowej reakcji. Reszta jest nabyta.

Jak uczymy się wstrętu we wczesnym dzieciństwie

Każdy, kto jest rodzicem wie, że niemowlę długo niczego się nie brzydzi poza niedobrym jedzeniem. Nie brzydzi się nawet własnych odchodów, co więcej wzbudzają one zaciekawienie. Jest to naturalne, bo związane z naszym wrodzonym odruchem eksplorowania otoczenia. Jest on konieczny do prawidłowego rozwoju świadomości oraz samoświadomości. We wczesnym dzieciństwie jesteśmy nastawieni na percepcyjne przetwarzanie wszystkiego, co się da. Gdy przychodzimy na świat, a rozwój prenatalny naszego układu nerwowego przebiegał bez zakłóceń, to mamy naturalną przewagę skłonności do poszukiwania doświadczeń, a nie unikania. To od środowiska, w którym wyrastamy zależy, czy nauczymy się częściej poszukiwać, czy unikać.

Początkowo eksplorujemy otoczenie chcąc widzieć i wiedzieć jak najwięcej, włącznie z własną i czyjąś fizjologią. Dopiero trening czystości we wczesnym dzieciństwie staje się źródłem bodźców stymulujących rozwój wstrętu. Ma to ograniczyć nasz odruch zaglądania wszędzie i we wszystko. Robimy to za pomocą rozmaitych komunikatów. Są proste komendy takie jak: a fe, to jest be; to paskudne; wstrętne; co ty wymyślasz/robisz przecież to obrzydliwe; zostaw, tego nie wolno, bo to jest ohydne. Mamy się w ten sposób nauczyć tego, co należy traktować jako realne zagrożenie, np. zepsute jedzenie.

Są też złożone komunikaty, których treść niesie coś więcej, np. czy ty jesteś normalny/a/e; ile razy mam ci powtarzać, że to wstrętne; twoje zainteresowania są obrzydliwe, co z ciebie wyrośnie; to ohydne tak się obnosić ze swoją seksualnością; to wstrętne pytanie; kto ci naopowiadał takich obrzydliwości, itp. itd. Te komunikaty mają nauczyć nas tego, co w danej grupie jest akceptowane, a co piętnowane.

A zatem w tych formach nie chodzi już o realne zagrożenie. Chodzi o idee, które służą wytwarzaniu określonego profilu naszej osoby i grupy, do której przynależymy z racji urodzenia. Wszystkie te komunikaty mają nauczyć nas posługiwania się wstrętem do stawiania granicy pomiędzy nami, a określonym bodźcem lub kategorią bodźców.

Podstawowe bodźce powodujące odruch obronny, interpretowany zazwyczaj w kategorii wstrętu to: zepsute/skażone jedzenie; krew; rozkładające się tkanki ludzkie i inne zwierzęce, odchody, wydzieliny ciała z wyjątkiem łez; zachowania seksualne; umieranie.

Wstręt i lęk przed śmiercią

Unikanie bodźców zagrażających śmiercią jest silnie osadzone w naszych bazowych reakcjach nerwowych. W treningu czystości ten czynnik również odgrywa istotną rolę. Sytuacje związane z niską higieną niosą ryzyko zagrożenia życia. Szczepienia ochronne zminimalizowały ten problem dopiero w XX w. Dzięki temu takie zakażenia fekalno-oralne, jak polio; czy brudnych rąk, jak żółtaczka; czy zakażenia przyranne, jak tężec zostały ograniczone do minimum. Odruch obronny w formie wzmożonego napięcia i gestów, które interpretujemy jako wstręt ma adaptacyjne podłoże. Musimy chronić się przed zakażeniem, które mogłoby doprowadzić do śmierci.

Sam lęk przed śmiercią nie jest czymś jedynie spontanicznie występującym w sytuacjach zagrożenia. Lęk przed śmiercią jest składnikiem naszej samoświadomości. Chodzi o zdawanie sobie sprawy z nieuchronności śmierci. Każdy człowiek, niezależnie od tego, kim jest i w jakich okolicznościach życiowych żyje, umrze prędzej czy później. Każdy z nas ma tę świadomość, ale to mało motywujące. Codzienne rozmyślanie o śmierci może być przygnębiające i obniżać nastrój, czasami aż do depresji. To duże ryzyko nieporadzenia sobie z codziennymi zagrożeniami.

Zwyczajowo nie rozmyślamy o śmierci, dopóki nie ma takiej konieczności. A przecież bodźce stymulujące takie okoliczności zdarzają się każdego dnia. Wyjście na ulicę może skończyć się śmiercią w wypadku komunikacyjnym lub z innych powodów. Zarażenie się którąś chorobą, np. zakaźną roznoszoną przez ludzi, czy inne zwierzęta może okazać się nieuleczalne i śmiertelne. Myślenie o tym w każdej chwili mogłoby być paraliżujące i mocno ograniczać naszą predyspozycję do bycia w trybie poszukiwania. Wtedy szybko przechodzilibyśmy w tryb unikania.

Myślenie o śmierci samo w sobie może nieprzyjemnie nasilać naszą afektywność. Staramy się więc zapanować nad tym. Kategoria strachu nie jest w tym przypadku wskazana, bo mogłaby doprowadzić do znieruchomienia, np. niewychodzenia z domu (tak zresztą może się zdarzyć, np. w uogólnionych zaburzeniach lękowych). Natomiast kategoria wstrętu wydaje się bardziej skuteczna jako czynnik ochronny w kontakcie z faktycznie zagrażającymi zdrowiu i życiu bodźcami. Wstręt, wbrew pozorom, nie kierunkuje nas unikowo. Wstręt napędza nasze ofensywne zachowanie. Chcemy obronić się przez zagrożeniem, aktywnie działając, np. wyrzucając zepsute jedzenie do kosza na śmieci. Strach też mógłby to spowodować, ale wydaje się, że kategorię strachu częściej stosujemy, żeby zostawić, porzucić coś, czego się wystraszyliśmy i uciec. Wstręt jest kategorią, której uczymy się wykorzystywać do działania przeciwko zagrożeniu. Nasi opiekunowie częściej pokazywali nam, że mówiąc „bee” coś robią przeciwko temu, czego się brzydzą. Podczas, gdy stosując kategorię strachu częściej unikają bądź uciekają przed tym, czego się boją. Dlatego też w badaniach widać korelacje pomiędzy lękiem przed śmiercią i wstrętem.

Im silniejszą mamy skłonność do reagowania wstrętem w różnych życiowych sytuacjach na bardzo rozmaite bodźce, tym silniejszy mamy lęk przed śmiercią. Co więcej, parametry lęku przed śmiercią rosną wraz z wiekiem i są najwyższe u osób w późnej dorosłości (po 65 r. ż.). Co gorsza, poziom otwartości na życiowe doświadczenia maleje z wiekiem i jest najniższy w późnej dorosłości. Naturalną koleją rzeczy przesuwamy się więc na przestrzeni życia od poszukiwania do unikania. Jeśli zestawi się ze sobą te fakty, to staje się zrozumiałe skąd tyle wstrętu u osób zaawansowanych wiekiem. Zwłaszcza na nowe, nieznane, inne, niestandardowe sytuacje.

Oczywiście niezależnie od wieku poziom wstrętu jest indywidualny, ale w związku z tym również poziom lęku przed śmiercią. Tym bardziej warto uświadomić sobie, że uczenie się wstrętu we wczesnych latach życia jest zależne od treści podawanych przez środowisko rodzinne i szkolne. Co więcej, to prowadzi do określonych skutków z wiekiem. Im wyższe były u kogoś parametry wstrętu w młodości, tym jest większe u takiej osoby ryzyko silniejszego wstrętu i lęku przed śmiercią w późnej dorosłości. Zauważmy więc, że jedna kategoria emocjonalna może służyć nie tylko kontaktowi z otoczeniem, ale również kontrolowaniu innej kategorii emocjonalnej, której stosowanie jest wyuczone w kontekście określonej samoświadomości. W tym przypadku własnej śmiertelności. Ten fakt też wskazuje na to, że emocje są nabywane, a nie wrodzone.

Wstręt i socjalizacja

Wstręt wykorzystujemy intensywnie w socjalizacji do jednoznacznego oddzielania się od wszystkiego, co traktujemy jako zagrażające. Przy czym zagrożenie to może być reale, ale może też być wymyślone. Podłoże takiego podejścia jest w filozoficznej i religijnej ideologii antropocentryzmu. W tym ujęciu człowiek jest nie tylko centrum wszechświata, ale również stoi ponad wszystkimi innymi gatunkami. Oddzielony od nich szeroką granicą samoświadomości i jak się okazuje również własnego wstrętu! A zatem tylko człowiek może być panem wszechświata, bo ten jest z jego powodu i dla niego samego — cóż za protekcjonalizm! w rezultacie jedzenie, wydalanie, kopulowanie nie mogą wyglądać u człowieka tak, jak u innych gatunków. Choć przecież rozmaite żyjące na ziemi gatunki, włącznie z człowiekiem, jedzą, wydalają i kopulują. Ludzie żyjący w antropocentrycznej perspektywie doprowadzili do skrajności posługiwanie się wstrętem. Niektórzy traktują tę emocjonalną kategorię jako agresywne narzędzie wytwarzania granic. Manifestują w ten sposób brak akceptacji dla wszystkiego, co narusza ich wyobrażenie samych siebie. A zwłaszcza przejawy zwierzęcej natury.

Przykładem może być choćby posługiwanie się opinią, że tylko człowiek uprawia seks w pozycji klasycznej. W antropocentrycznej perspektywie świadczy to o jego wyjątkowości w porównaniu do innych gatunków. Nie wspominając o opinii, że tylko człowiek może uprawiać seks dla przyjemności, a inne gatunki wyłącznie w celu prokreacji. Obie te opinie legły w gruzach, gdy zderzyły się z naukowymi faktami na temat odkrytych w drugiej połowie XX w. bonobo. Są to małpy, które nie tylko uprawiają seks w każdej wolnej chwili i dla przyjemności, ale również w pozycji klasycznej (i w wielu innych pozycjach). A na dodatek, również seks jednopłciowy. Dla ludzi z antropocentryczną wizją świata, a tym bardziej religijnie gorliwych, to nie do przyjęcia nawet dzisiaj. Sposób posługiwania się wstrętem doprowadził nas do absurdu — zwłaszcza w sferze seksualnej.

Mogłoby to być nawet zabawne, gdyby nie fakt, że kategoria wstrętu jest również ofensywnie stosowana wewnątrzgatunkowo. Przykładem jest choćby socjalizacja moralna. To wstręt moralny jest regularnie stosowany przez nas w socjalizacji do wytwarzania krzywdzących opinii oraz mitów na temat ludzkiej natury. Jednocześnie ignoruje się dowiedzione naukowo fakty na ten temat.

Wstręt i wrogość

Wstręt do pewnego stopnia chroni. Jednakże w pewnych kontekstach wyraźnie szkodzi, choć wciąż pod płaszczykiem rzekomej ochrony. Niestety, wstręt stosuje się do wytwarzania podziałów w rodzinie, innej grupie społecznej, grupie etnicznej, grupie zawodowej, itp. Wtedy to służy on przede wszystkim pielęgnowaniu ignorancji i zamkniętości. Zupełnie niepotrzebnie wzmacnia się w ten sposób poczucie zagrożenia. A na tym tle odruchy unikania zamiast poszukiwania. Wstręt wykorzystywany do rozsądzania o tym, co jest naturalne, a co nie napędza naszą nerwową pobudliwość. Stajemy się przez to bardziej impulsywni. Powstają coraz większe trudności w panowaniu nad sobą. Oznacza to nasilanie w układzie nerwowym dysproporcji pomiędzy pobudzeniem a hamowaniem.

W rezultacie poczcie niepokoju, zagrożenia i awersja wzmacniają się w każdej nowej sytuacji, zamiast słabnąć. Im więcej wyuczonych wzorców wstrętu oraz im bardziej są ofensywne, tym większa zamkniętość. A to, samo w sobie, nasila odruch unikania i poczucie zagrożenia.

Związek pomiędzy skłonnością do posługiwania się wstrętem a wytwarzaniem i stosowaniem rozmaitych uprzedzeń został dowiedziony w wielu badaniach m.in. na temat postrzegania otyłości i zachowania na tym tle wobec otyłych osób. Otyłość jest bezpośrednio piętnowana wstrętem przez ludzi, wśród których żyje osoba mająca tę chorobę. Początkowo dyskryminuje jedna osoba, a potem dołączają do niej kolejne, czując przyzwolenie tylko z tego powodu, że już ktoś to robi.

Udowodniono również związek między skłonnością stosowania wstrętu i predyspozycją do unikania oraz ignorowania osób, które są atakowane wstrętem. Badania przeprowadzone m.in. na Uniwersytecie Kalifornijskim opublikowane w czasopiśmie Social Development w 2018 wyraźnie potwierdzają związek między reakcją wewnętrzną a wstrętem w schemacie unikanie vs poszukiwanie. Ponadto również w schemacie zamkniętość vs otwartość i również w schemacie ignorancja vs zaciekawienie. Gdy niemowlęta między 16 a 24 m. ż. postawi się w sytuacji, w której obserwują wstręt na czyjejś twarzy, to szybciej i łatwiej kierują uwagę w stronę tej osoby, przejawiając większe zaciekawienie niż innymi obiektami. Natomiast gdy znajdą się w sytuacji, w której obserwują kogoś jako obiekt wstrętu, to mają większą skłonność nieinteresowania się tym człowiekiem i unikania go. W rezultacie uwaga skierowana na osobę wyrażającą mimicznie wstręt jest większa niż na osobę wyrażającą, np. strach z powodu bycia traktowanym ze wstrętem. Okazuje się, że czas percepcyjnego przetwarzania mimicznego gestu obronnego, który zwyczajowo kategoryzujemy jako gest wstrętu jest u niemowląt dłuższy. Jakość przetwarzania jest też głębsza, a więc powstają trwalsze ślady pamięciowe. W konsekwencji opiekun wyrażający wstręt jest lepiej zapamiętany i silniej utrwalony w pamięci w kontekście tej emocjonalnej kategorii, niż osoba dyskryminowana wstrętem. Takie doświadczenie prowadzi do sprawniejszego posługiwania się reakcją obronną i kategoryzowania jej wstrętem. W ten sposób nabywamy odruchowej zamkniętości. W sytuacjach, w których można by było reagować zaciekawieniem i współczuciem stawiamy barierę wstrętu.

Opiekun, a zwłaszcza rodzic jest na poziomie biologicznym automatycznie traktowany jako ważniejsze źródło informacji niż ktokolwiek inny. Jest tak nawet wtedy, gdy taki opiekun jest źródłem głównie poznawczych zniekształceń i wynikłej z tego wrogości. Gesty i zachowanie najważniejszego opiekuna, a zwłaszcza rodzica są automatycznie uwewnętrzniane jako istotniejsze. Na etapie wczesnego rozwoju, a czasami nawet i później nie podważamy tych informacji. Nawet takich, które są dalekie od obiektywnej rzeczywistości. Już tylko w świetle tej zależności staje się zrozumiałe, że w dzieciństwie uczymy się odczuwać i myśleć uprzedzeniami. U podłoża jest nadmiarowa socjalizacja wstrętem. Przy czym uczenie się wstrętu od swoich opiekunów nie ogranicza się do kategoryzowania tą emocją innych ludzi. Równie intensywny jest to proces, gdy opiekunowie traktują ze wstrętem siebie nawzajem i/lub nas samych.

Opiekunowie używają więcej słów i poświęcają więcej czasu na opisy sytuacji, w których jest wstręt niż na opisy sytuacji, w których jest radość.

Rodzice w swoich komunikatach do dzieci częściej nawiązują do osoby wyrażającej wstręt i dokładniej opisują jej reakcję, w porównaniu do osoby wyrażającej strach.

Częstotliwość wypowiedzi na dany temat tworzy niepisaną hierarchię ważności wątków podejmowanych w grupie, np. w rodzinie. Jeśli rodzice częściej komunikują dziecku lub sobie nawzajem, ale dziecko w tym uczestniczy, treści związane z frustracją, niż treści związane z satysfakcją, to siłą rzeczy wpływają na ustawienie priorytetów emocjonalnych we wzajemnych relacjach.

Wspomniane wyżej badania wskazujące na to, że rodzice formułują obszerniejsze i lepiej zwerbalizowane opisy sytuacji ze wstrętem niż z radością sugerują, że w ten sposób można przyczyniać się nie tylko do sprawniejszego posługiwania się wstrętem, ale również do nieadekwatnego używania tej emocji w wielu sytuacjach. Podobnie niepokojący może być wniosek na temat kierowania uwagą dziecka w formułowanej do niego narracji, np. gdy opowiada mu się jakieś historyjki, przywołuje sytuacje lub opisuje obrazki pokazane w książce dla dzieci. W przytaczanym badaniu rodzice więcej uwagi poświęcali wstrętowi, gdy w zadaniach ze swoimi dziećmi opisywali osoby wyrażające wstręt. Częściej natomiast pomijali osoby wyrażające strach. To niepokojący wniosek, bo poświęcanie więcej uwagi wstrętowi niż strachowi w sytuacjach życiowych może być samo w sobie zagrożeniem dla innych ludzi.

Wstręt jest silniejszy niż strach w kontekście ochronnym. I dodatkowo, jak się okazuje, gwałtowniej przyciąga i absorbuje naszą uwagę. Mózg silniej reaguje na wstręt niż na strach, gdy w naszym polu percepcyjnym znajdą się informacje wskazujące na tę emocjonalną kategorię. Informacja o strachu przegrywa w tej rywalizacji. Uwaga automatycznie podąża za wstrętem szybciej niż za strachem.

Pozornie w kontekście przetrwania wydaje się bardziej adaptacyjne stanąć automatycznie, bezrefleksyjnie po stronie tego, kto wyraża wstręt niż po stronie tego, kto wyraża strach — również w dorosłości. Nawet, jeśli osoba wyrażająca strach wyraża go dlatego, że jest obiektem wstrętu. W niektórych sytuacjach liczą się przecież ułamki sekund. Błędna decyzja o tym, po czyjej stronie stanąć może kosztować życie. Nie dziwi więc fakt, że gesty wstrętu są lepiej ćwiczone w dzieciństwie i w związku z tym szybciej aktywne niż gesty strachu. Niestety, już tylko ta biologiczna przewaga wstrętu nad strachem wystarczy, by nie zastanawiać się nad tym, czy ktoś, kto został zaatakowany wstrętem faktycznie jest w jakikolwiek sposób zagrażający. Czy w związku z tym, zasadne jest stawanie po stronie tego, kto wyraża wstręt. z tym odruchem wiąże się masa możliwych społecznych pomyłek i tragedii!

Wydaje się, że w całym procesie ewolucji trening wstrętu jest tak intensywny i długotrwały w kontekście sytuacji faktycznie zagrażających życiu, że wiele jeszcze przed nami pracy nad tym, by hamować ten odruch w codzienności. Zastanawianie się nad tym, czy w ogóle jest on jeszcze tak zasadny w warunkach, w których żyjemy teraz jest wskazane. Zwłaszcza w świetle aktualnych badań.

Gdy odruchowo podąża się za czyjąś reakcją wstrętu, to trudno jest jednocześnie weryfikować fakty. Tak przejawia się przewaga reakcji obronnej i w rezultacie emocji nad rozumem. Jednakże z tego samego powodu dobra znajomość naukowych faktów jest konieczna jako czynnik ochronny. I to zarówno wobec osób nadmiernie nauczonych odczuwania i wyrażania wstrętu, jak i wobec osób, które są atakowane tą emocją, np. mniejszości seksualnych; ludzi z nietypową sprawnością psychomotoryczną; chorujących przewlekle, innych. Bezsensownie dyskryminowanych grup nie brakuje.

W codzienności zwracanie większej uwagi na wstręt osoby wrogo nastawionej, zamiast na strach osoby wrogo traktowanej nie sprzyja kształtowaniu prospołecznej postawy. Sprzyja raczej wzmacnianiu umiejętności posługiwania się wstrętem i wrogością. Jest to jedna z największych przeszkód w uczeniu się dążenia do weryfikowania opinii faktami. Nasza skłonność do tego, by szybciej zauważać sygnały wstrętu czyni nas bardziej podatnymi na liczne manipulacje ze strony innych ludzi. Wystarczy bowiem, że ktoś wykona jakiś gest z repertuaru wstrętu i tylko z tego powodu może zostać szybciej zauważony. A następnie potraktowany jako wiarygodne źródło informacji. Nawet wtedy, gdy taka osoba po prostu kłamie i manipuluje.

Co gorsza, uczenie się wstrętu utrudnia nam również rozwijanie zdolności do współczucia wobec tych osób, które odczuwają strach. Społeczne piętnowanie wstrętu jest właściwie żadne w porównaniu do społecznego piętnowania strachu. Źródła leżą m.in. W mylnych przekonaniach, że agresywny znaczy silny, a bojący się znaczy słaby.

Jeśli dodatkowo częstotliwość regularnie powtarzanych wzorców wstrętu w rodzinie, np. poprzez wyrażanie wstrętu do siebie nawzajem lub do innych ludzi wzrasta, to jednocześnie u dziecka wzrasta sprawność posługiwania się wstrętem w kontaktach interpersonalnych.

Oznacza to, że jeśli uprzedzeniami objęte są konkretne osoby, to osoba lub grupa uprzedzona może je bezpodstawnie ignorować i wykluczać ze swoich struktur. Nie potrzeba do tego żadnego dowodu, a nawet sama opinia nie jest konieczna — wystarczy, że zaobserwuje się, że ktoś wyraża do kogoś wstręt. Tym gorzej, im więcej osób to robi.

Inaczej rzecz ujmując, im wyższa jest predyspozycja do reagowania wstrętem, tym silniejsze jest zamknięte i unikowe nastawienie. To jest bezpośrednie źródło antyspołecznych wzorców myślenia i zachowania! Jest to nie tylko smutne, ale również groźne, tym bardziej że najczęściej współwystępujące ze wstrętem emocje to złość i pogarda, a nie strach!

Wstręt i złość oraz pogarda

Przekonanie, że ten, kto się brzydzi czuje wstręt, bo się boi jest niezgodne z wiedzą o wstręcie i strachu. I to pomimo związku wstrętu z lękiem przed śmiercią. Warto jednak zauważyć, że wstręt służy do regulowania tego lęku. Funkcja regulacyjna wstrętu sprowadza się więc do minimalizowania doznań, myśli i zachowania z kategorii strachu. Im częściej i silniej stosuje się wstręt, tym większą ma się skłonność do bania się. Jednakże wysoki poziom wstrętu utrzymuje skłonność do bania się pod równie wysoką kontrolą. Dodatkowo, okazuje się na podstawie wniosków z badań, że wstręt zostaje podparty złością i pogardą, by jeszcze lepiej regulować strach, tj. rzadziej stosować tę kategorię jako interpretację własnych cielesnych zmian.

Jednym ze stereotypów na temat agresywnego zachowania jest myślenie, że ma ono miejsce dlatego, iż człowiek boi się, a więc problemem jest nasilone odczuwanie zagrożenia i kategoryzowanie go strachem. Oczywiście człowiek może być wrogo nastawiony i zachowywać się agresywnie, gdy odczuwa strach, ale do tego konieczne jest skonfigurowanie się strachu ze złością. To złość jest bezpośrednio powiązana z wewnętrzną wrogością i z agresywnym zachowaniem. A zatem gdy mowa o wrogim nastawieniu i agresywnym zachowaniu, które jest motywowane wstrętem, to strach nie jest rzeczywistym problemem. Jest nim wybuchowa mieszanka wstrętu, złości oraz pogardy.

Ta wstręto-złość-pogarda jest bezpośrednią przyczyną kształtowania się wewnętrznej wrogości i uprzedzeń. Taka mieszanka przyczynia się do przykrej w skutkach trudności w oddzielaniu opinii od faktów. Osoby tak ukształtowane są zamknięte na społeczną eksplorację.

I to zarówno wewnątrz własnej grupy, jak i wobec grup zewnętrznych.

Ilekroć znajdziemy się w sytuacji, w której ktoś kogoś dyskryminuje, tylekroć silniej będzie nas absorbować wstręt, który wyraża agresor, niż strach, który wyraża osoba zaatakowana. Wtedy właśnie warto za wszelką cenę odwracać uwagę od agresora i stawać po stronie atakowanego człowieka. Dlatego, że prawdopodobieństwo, iż wstręt agresora jest bezzasadny jest o wiele wyższe, niż ryzyko zagrożenia od osoby, która jest atakowana. Tylko w ten sposób można przeciwważyć silne fizjologiczne odruchy bezrefleksyjnego podążania uwagą za osobą, która atakuje wstrętem. Warto, by potem nie żałować współudziału w głupio wyrządzonej komuś krzywdzie.

Wstręto-złość-pogarda napędza również wrogie nastawienie do tego, co na zewnątrz. Skutkuje to agresywnym zachowaniem wobec innych ludzi. To z kolei jedynie pogłębia rozdźwięk między faktami o naturze a subiektywnym wyobrażeniem natury. W rezultacie prowadzi to do wyraźnych granic wewnątrzgrupowych oraz między grupami.

Jak rodzina kształtuje wstręto-złość-pogardę

W rodzinie bariery wewnętrzne tworzy się poprzez często powtarzane komunikaty, które służą deprecjonowaniu zachowania poszczególnych osób. Tak samo w odniesieniu do ludzi spoza rodziny. Rodzice, którzy powtarzają swojemu dziecku treści wynikające z ich osobistej frustracji, której doświadczają we własnych relacjach interpersonalnych przyczyniają się do kształtowania uprzedzeń społecznych u dziecka. A tym bardziej wtedy, gdy sami mają problemy we własnym związku. Niezależnie od tego czy będzie to kobieta mówiąca „twój ojciec jest obrzydliwy, jak inni mężczyźni” czy mężczyzna wyrzucający z siebie „twoja matka potrafi być wstrętna, jak wszystkie kobiety”. Nie wspominając o komunikatach do dziecka o nim samym, np. jesteś obrzydliwy/a/e, nienormalny/a/e, paskudny/a/e, odpychający/a/e.

Wstręt jest również intensywnie ćwiczony (bardziej niż to konieczne) w rodzinach z problemem alkoholowym. Sytuacje, w których osoba pijąca jest przez członków rodziny postrzegana i traktowana jak wstrętna, odpychająca, obrzydliwa są częste. Ponadto w tym zachowaniu jest silna frustracja z rozczarowania, nieprzyjemnego zaskoczenia. A zatem towarzyszy temu znacznie silniejszy niż przeciętnie afekt.

Opowieści osób wychowywanych w rodzinach alkoholowych często nasycone są wątkami fizjologicznymi. Doświadczenia związane z fizjologią pijanego rodzica mogą być bardzo naładowane wstrętem. Gdy trzeba mierzyć się z ostrymi zapachami, wymiocinami, nierzadko defekacją człowieka, który kompletnie nad sobą nie panuje, to obrzydzenie nie może dziwić. Sprzątanie po kimś, kto po pijanemu narobił bałaganu jest nie tylko irytujące, ale przede wszystkim ohydne. Nie wspominając o pijanym wyrazie oczu, twarzy wykrzywionej grymasem alkoholowego upojenia czy poalkoholowego kaca.

Wstręt rozwija się również napędzany uogólniającymi komunikatami, np. rude jest wredne; grube jest brzydkie; chude jest odpychające; dwóch chłopaków razem to obrzydliwość; dwie kobiety razem to nienormalne; w szpitalu psychiatrycznym są sami obrzydliwi ludzie; kobieta uganiająca się za mężczyzną jest odstręczająca; mężczyzna, który płacze to okropność, itp. itd.

Same werbalizacje, tj., rozmaite opinie formułowane i/lub powielane w rodzinie i w środowisku szkolnym są jednak czynnikiem bardziej złożonym. Konfigurują się z przekazem niewerbalnym, np. ekspresją wstrętu na twarzy. Warto więc zauważyć na podstawie przytaczanych wyżej badań, że uczenie się wstrętu nie wymaga wielu werbalizacji. Często wystarczy mimiczny sygnał. Tym bardziej, że uwaga szybciej podąża za ekspresją mimiczną wstrętu i dłużej się na niej fiksuje. Funkcja werbalizacji przede wszystkim wzmacnia te gesty. Staje się, tym samym, treścią wiedzy potocznej o sobie, innych ludziach, świecie. Wiedza ta dopiero konfiguruje się z serią powtarzalnych, niewerbalnych sygnałów wstrętu. W ten sposób powstaje nie tylko określony poziom sprawności w posługiwaniu się wstrętem, ale również system przekonań na temat tego, co powinno budzić wstręt i co następnie powinno być atakowane, zwalczane.

W konsekwencji taki system przekonań służy do atakowania określonej puli bodźców i sytuacji życiowych. A następnie do oddzielania ich od siebie i własnych zainteresowań. Może to ograniczać rozwój potencjału korowych sieci mózgowych na rzecz potencjału sieci podkorowych. Przyczynia się to do wzmacniania nierównowagi między pobudzeniem i hamowaniem. W rezultacie trudno o rozwój prawidłowego afektu. Oczywiście ogranicza to również rozwój potencjału umysłowego. Dlatego, że mniejsze zaciekawienie i mniejsza chęć zrozumienia charakterystyczna dla przewagi unikania nad poszukiwaniem prowadzi do określonego wzorca społecznych umiejętności. Przede wszystkim do częstszego rozsądzania o rzeczywistości za pomocą emocjonujących opinii, a nie faktów wzmacniających zdolności rozumowania.

Nasze umiejętności w zakresie wstrętu mogą rozwijać się w dowolnym kierunku. A treści nim objęte mogą być bardzo rozmaite. W przeważającej mierze nieracjonalne i zupełnie niezwiązane z faktycznym zagrożeniem zdrowia czy życia.

Jak środowisko pozarodzinne kształtuje wstręt

Rodzina jest kluczowa dla rozwoju naszych emocjonalnych umiejętności. Jej największy na nas wpływ jest do ok. 6 r. ż. Od tego momentu równie silny wpływ na rozwój naszych wzorców emocji zaczyna mieć środowisko pozarodzinne (specyficzne). To zasadniczy powód, dla którego w tym okresie powinna dominować edukacja zgodna z nauką, a nie ze światopoglądem. Światopogląd powinien być traktowany jako dodatek do nauki, wyraźnie przez nią weryfikowany i służący zupełnie innym celom niż wyjaśnianie rzeczywistości. Tym bardziej, że rówieśnicy wnoszą we wzajemną interakcję wzorce reagowania dominujące w ich środowiskach rodzinnych, a więc najczęściej wynikłe ze światopoglądu, który tam jest. Zróżnicowanie światopoglądowe jest korzystne dla rozwoju naszej emocjonalności, jeśli jest przedstawiane i wyrażane kooperacyjnie. Jednakże, gdy jest przedstawiane i wyrażane rywalizacyjnie staje się szkodliwe. Zwłaszcza, gdy któryś światopogląd przedstawia się jako jedyny właściwy, traktując go jako prawdę o rzeczywistości.

Wytwarzane przez nas światopoglądy są przede wszystkim intuicyjnym, nieracjonalnym regulatorem naszej emocjonalności, a nie trafnym wyjaśnieniem świata i natury. Światopoglądy powinny nas wzbogacać, czynić bardziej otwartymi na innych ludzi, a nie ograniczać i izolować. Taka rola światopoglądu jest możliwa dopiero wtedy, gdy naukowe fakty stają się podstawą, punktem wyjścia do wyjaśniania zjawisk. Dlatego zresztą tworzymy naukę. Nie dziwi więc fakt, że najbardziej dyskryminacyjnie aktywne środowiska tworzą ludzie o niskim poziomie edukacji naukowej.

Dyskryminacja szkolna jest rezultatem i kontynuacją dyskryminacji rodzinnej i jednocześnie rywalizacyjnego nastawienia do różnic światopoglądowych. Ten, kto dyskryminuje drugiego ze względu na jego cechy wrodzone i/lub nabyte sam kształtuje się w środowisku dyskryminacyjnym. Jest więc ofiarą dyskryminacji, nierzadko szukającą kolejnych ofiar, by choć na chwilę przestać się tak czuć. Jest to bowiem skutek interakcji z silniejszym, np. rodzicem lub starszym rodzeństwem, gdy taka osoba wchodziła w rolę agresora.

Jeśli środowisko pozaszkolne wzmacnia te wzorce, dokładając własne treści, np. w schemacie lepszy vs gorszy uczeń; normalny vs nienormalny, itp. to wstręt rozwija się dynamicznie. Ta kategoria emocjonalna zagarnia coraz to bardziej generalizujące treści, utrudniając człowiekowi kontakt z rzeczywistością. A przecież pierwszą przyczyną myśli, zamiarów i prób samobójczych jest poczucie emocjonalnej izolacji. Wśród dzieci i młodzieży do dziewiętnastego roku życia samobójstwo jest pierwszą, bądź drugą, bądź trzecią przyczyną śmierci — zależnie od regionu świata. Natomiast emocją dominującą w procesie wewnętrznego przygotowywania się do próby samobójczej jest strach! Polska na tle innych krajów europejskich zajmuje pod tym względem czołowe miejsce.

Warto zauważyć, że właśnie strach jest wiodący w emocjonalności osób targających się na własne życie. Strach jest tą emocjonalną kategorią, która jest najczęstszą odpowiedzią na czyjś atak wstrętem. Dyskryminacja rodzinna i/lub szkolna jest bezpośrednią przyczyną izolacji emocjonalnej. Wiodącą myślą dyskryminowanej osoby jest przekonanie, że „lepiej będzie, jeśli przestanę istnieć”.

Dyskryminacja rodzinna zaczyna się od rodziców. To nieprawidłowości w relacji z nimi stanowią najważniejsze źródło emocjonalnej izolacji. W następnej kolejności są rówieśnicy. Wyraźnie wynika z tego, że oparcie emocjonalne w rodzicach jest kluczowym aspektem ochronnym, w sytuacji pozarodzinnej dyskryminacji.

Chcąc wskazać najważniejszą przyczynę dyskryminacji rodzinnej trzeba jasno powiedzieć, że nieleczone problemy psychiczne rodziców, np. depresja, zaburzenia lękowe, zaburzenia osobowości oraz problemy z nałogami są wiodące. Natomiast dominującą przyczyną dyskryminacji szkolnej jest bycie dziewczynką, a nie chłopcem. Bycie chłopcem, który w jakikolwiek, nawet najmniejszy sposób, przekracza granice stereotypu chłopca w danej grupie jest równie często piętnowane. Stereotyp ten natomiast oznacza najczęściej silnego (agresywnego) i sprawnego fizycznie oraz heteroseksualnego osobnika.

Środowisko pozarodzinne — tym bardziej, gdy jest to szkoła — może również hamować wstręt. Rzecz jasna weryfikując za pomocą wniosków z badań treści skojarzone ze wstrętem. Nie jest to jednak łatwe, bo jak wynika z przytaczanych badań wstręt jest oporniejszy na racjonalną argumentację niż strach, smutek czy poczucie winy.

Wstręt i światopogląd

Zdumiewające jest to, jak światopogląd religijny, np. chrześcijański wykorzystuje wstręt w rytmie swoich dogmatów. Przykładowo, ikonologia chrześcijańska jest pełna krwi, cierpienia, przemocy, a jednocześnie idei uwznioślenia. Jeszcze ciekawsze jest to, że idea uwznioślenia (duchowego oczywiście) potrzebuje bodźców wstrętu, by dało się ją realizować. A przestrzenią realizacji tej idei jest ludzkie ciało, którym powinno się pogardzać, tym bardziej im większą ma się ambicję zbawienia.

To w stosunku do własnego ciała rozgrywa się chrześcijańska światopoglądowa, pełna rywalizacji sztafeta ku zbawieniu i jednocześnie regularne odrzucanie natury per se. Gwałt własnemu ciału zadawany jest przede wszystkim za pomocą wstrętu. Dowodzą nie tylko liczne nakazy i zakazy obejmujące ciało. A także regularnie wytwarzane na przestrzeni dziejów rytuały religijne. Zwłaszcza te wplecione w codzienność. Niemniejszą funkcję pełnią teksty źródłowe, w których szczegółowo opisano rozmaite praktyki posługiwania się wstrętem w celu zbawienia.

Przykłady najczęstszych komunikatów wstrętu

Ten, kto tak robi jest obrzydliwy.

Ten, kto dłubie w nosie ma paskudny charakter.

Kobiety są niezrównoważone psychicznie, bo mają okres.

Masturbacja jest obrzydliwa i prowadzi do choroby psychicznej.

Pryszcze są karą za seks oralny.

Tylko ktoś nienormalny uprawia seks analny.

Chce mi się wymiotować, gdy widzę dwie całujące się kobiety lub dwóch całujących się mężczyzn.

Kobieta, która tak się ubiera prowokuje do seksu.

Kobiety są zdradzieckie.

Mężczyźni są obleśni, bo myślą tylko o seksie.

Choroba weneryczna to kara za rozwiązłość.

Skoro jest w takim stanie (np. brudny, śmierdzący, kaszlący), to widocznie sobie na to zasłużył.

Ludzie o innej orientacji seksualnej niż hetero to zboczeńcy.

Na Żydów trzeba uważać.

Czarni mają inny zapach skóry.

Tylko brudas ma taką ciemną skórę.

Nie podchodź do tego czegoś, bo jeszcze się czymś zarazisz.

To dziwadło trzeba omijać z daleka, bo śmierdzi.

Tłusta/a jak świnia.

Gorliwi chrześcijanie szczególną wagę przywiązywali do ćwiczenia się w hamowania wstrętu tam, gdzie jest on naprawdę bardzo zasadny i pozwalania sobie na niego tam, gdzie nie ma najmniejszego powodu. Przełamywanie odruchu obronnego w reakcji na fetor rozkładającego się fragmentu ciała osób chorujących, np. na nowotwór, czy też tzw. „pocałunek franciszkański jest czymś niewinnym na tle całego zestawu pomysłów jak osiągnąć zbawienie poprzez ciągłe znęcanie się nad własnym ciałem.

Jeden z wielu zachowanych tekstów źródłowych na ten temat wyraźnie to ilustruje. Maria Alacoque — jedna z wizytek — w klasztorze we francuskiej Paray-Le-Monial pisze w swoich dziennikach w 1715 r.: „Byłam tak bardzo przewrażliwiona, że najmniejszy brud przyprawiał mnie o mdłości. On (Bóg) tak mnie pod tym względem umocnił, że chcąc uprzątnąć wymiociny pewnej chorej nie mogłam się powstrzymać, by nie zrobić tego językiem i nie zjeść mówiąc doń: Gdybym miała tysiąc ciał, tysiąc miłości, tysiąc żywotów, poświęciłabym je, by pozostać poddaną Tobie. Lecz jego dobroć, której wyłącznie zawdzięczam to, że dała mi moc przezwyciężenia siebie, nie omieszkała mi okazać, jak było Mu to miłe.” Widać w tej relacji jak wiele zależy od wewnętrznego nastawienia. Okazuje się, że można hamować odruch obronny w reakcji na wymiociny. Zwłaszcza wtedy, gdy motywacją do tego nagroda od Boga.

Co więcej, powód może być zarówno zewnętrzny jak i pozbawiony podbudowy empirycznej — wystarczy w niego wierzyć! Kto by pomyślał, przecież to dokładnie tak samo jak w sytuacjach, w których kogoś się dyskryminuje. Nie trzeba dowodów na to czy opinia, której używa się do ataku na drugiego człowieka jest prawdziwa czy fałszywa. Wystarczy w nią wierzyć.

Gdy sięgniemy do dalszej części tego opisu, to przekonamy się jak wielką rozkosz odczuwała cytowana mniszka, gdy krótko po tym doświadczeniu została zniewolona przez tego, w którego wierzy i jak czytamy […] trzymał mnie około dwóch trzech godzin z ustami przywartymi z ustami do rany w jego świętym Sercu […].” Widać wyraźnie jak szybko przeskoczyła ona od silnego wstrętu do silnej rozkoszy, wręcz ekstazy. Wszystko to okazało się możliwe dzięki głębokim przekonaniom, w które postanowiła wierzyć. Warto zauważyć, że czynnik wolnej woli jest tu bardzo widoczny. Jest paliwem napędowym tych przeżyć. Nie wspominając o tym jak oczywiste są w tym opisie zaburzenia regulacji afektu.

Przykładów wstrętu, który jest zarówno nadmiarowo rozwijany, jak i ryzykownie hamowany w kulturze chrześcijańskiej jest bez liku. Dowodzą tego nie tylko opisy pozostawione przez konkretne osoby, ale również cała chrześcijańska sztuka, w której wydzieliny ciała, krew, śmierć są treścią zbiorowego kultu. Dość wspomnieć o wyrosłym w XVII w. kulcie relikwii świętych. Zbiorowa obsesja posiadania w domu choćby strzępka skóry, kości lub innego organu kogoś świętego przybrała tak niekontrolowane rozmiary, że trzeba było w XVII w. zakazać prywatnych kolekcji relikwii ograniczając je tylko do tzw. miejsc świętych. A wśród nich też nie brakowało osób obsesyjnie kultywujących fragmenty trupa. Przykładowo, dziś święta, a wtedy po prostu Teresa z Avilla dla ochrony i zdrowia sama regularnie popijała po kropli wody z naczynia, w którym trzymała zanurzony fragment palca trupa św. Franciszka.

Co zatem może być faktycznym psychologicznym, a więc wewnętrznym powodem, dla którego wstręt albo się hamuje albo stosuje i osiąga tak skrajne rezultaty. Otóż, jak się okazuje chodzi o zapotrzebowanie na afekt (Need For Affect, NFA). Samo pobudzenie fizjologiczne, do którego nawykł układ nerwowy danego człowieka w danych warunkach środowiskowych.

Badania przeprowadzone w 2019 roku na Uniwersytecie Utah wyraźnie wskazują na ten czynnik jako kluczowy dla zrozumienia łatwości, szybkości oraz siły doświadczania wstrętu oraz innych emocji. Zwłaszcza gdy wytwarza się je w krótkim czasie i są wyraźnie skrajne, np. od wstrętu do rozkoszy. Przy czym motywacja zewnętrzna jest faktycznie tylko pretekstem dla realizacji zapotrzebowania na afekt. Niestety, ale na przykładzie cytowanej mniszki widać również, że opieka nad ciężko chorym człowiekiem nie wiąże się w pierwszej kolejności z chęcią ulżenia temu człowiekowi w cierpieniu. Jest to zwyczajnie wewnętrzny psychologiczny oraz zewnętrzny transcendentny interes tej kobiety. Słowem, człowiek wierzy w to, w co chce wierzyć i wie tylko tyle ile chce wiedzieć. Najważniejszy jest afekt!

Przykłady upajania się wstrętem czy to rozwijając go do skrajnie irracjonalnych wersji, czy równie skrajnie hamując go są niezliczone na przestrzeni dziejów. Mają jednak wyraźny wspólny mianownik w zapotrzebowaniu na silne pobudzenia. A także w wewnętrznym nastawieniu, które wynika z własnych przekonań. Stają się one formą manifestacji określonej siły afektu i przestrzenią do jego realizacji.

I w tym wszystkim jest mniej istotne to, czy przekonania będą dotyczyły istnienia Boga, czy czegoś innego. I czy będą wykorzystywane do tego, by zaprzeczać naturze ciała. I czy będą też używane do hamowania nawet mocno — jak wynika z wypowiedzi autorki — wyćwiczonego środowiskowo wstrętu. A może przekonania będą stosowane do czegoś innego, np. deprecjonowania drugiego człowieka. W tym wszystkim chodzi tylko o indywidualną dążność do czucia się silnie psychofizjologicznie pobudzonym.

Warto zauważyć, mocno uwidaczniający się w tym procesie składnik wolnej woli, która jest konieczna do tego celu. Aż chciałoby się powiedzieć, skoro można pokonać (przynajmniej chwilowo), z zasady trudniejszy odruch obronny, bo w reakcji na prawdziwe zagrożenie, np. skażeniem, to tym bardziej można pokonać odruch wstrętu w innych kontekstach. Potrzebne są do tego świadomość, własna wolna wola i nastawienie związane z celem takiego działania. W przypadku dyskryminacji na bazie wstrętu wystarczy użyć wolnej woli i świadomości w celu niewyrządzania krzywdy drugiemu człowiekowi, żeby hamować bezzasadne uprzedzenia nabyte w socjalizacji i skojarzone z kategorią wstrętu. Tymczasem nie można oprzeć się wrażeniu, że to jednoznaczne i pełne zaangażowania zaprzeczanie ludzkiej naturze trwa w najlepsze.

Widać to zwłaszcza w motywowaniu się do odczuwania i zachowania opiniami zamiast faktami, np. na temat ludzkiej seksualności. Na przestrzeni dziejów jest to wyraźnie obserwowalne. Wstręt może być stymulowany rozmaitymi treściami, które zostaną użyte w różnych celach. W niektórych zawodach praca z własnym wstrętem jest konieczna, by móc w ogóle nauczyć się zawodu zanim jeszcze zacznie się go wykonywać. Zawody medyczne i pokrewne wydają się przodować w hierarchii. Wymagają tego również inne zawody, w których konieczny jest kontakt z ludzką fizjologią, np. sport wyczynowy, usługi seksualne, inne. Warto zauważyć, że mechanizm jest taki sam jak na przykładzie cytowanej mniszki. Otóż, zawód jest przestrzenią realizacji zapotrzebowania na afekt. Obiekty potrzebne do wykonywania zawodu, np. pacjenci u lekarza, klienci w usługach seksualnych są bodźcem wyzwalającym reakcję wewnętrzną.

A konieczne do przetrwania zarabianie pieniędzy jest tylko zewnętrznym motywatorem. Okazuje się więc, że w całym mechanizmie chodzi więc o doświadczanie afektu a wszystko inne jest poboczne.

Wstręt i afekt

Im silniejszy i mniej dopasowany afekt, tym większa skłonność do odczuwania wstrętu. Zwłaszcza w niechcianych sytuacjach.

Im większa częstotliwość ćwiczenia się we wstręcie, tym większe ryzyko ukształtowania się niedopasowanego afektu. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Utah w 2019 roku wyraźnie wskazują na zależność między niedopasowanym afektem i zapotrzebowaniem na pobudzenie. Im bardziej niedopasowany afekt, tym większe zapotrzebowanie na przeżywanie silnego pobudzenia oraz emocji. Nie oznacza to wcale sytuacji korzystnej dla organizmu. Jest to bowiem większy energetyczny koszt. Nie oznacza to również dobrej sytuacji dla życia społecznego. Dlatego, że wiąże się to z nastawieniem na poszukiwanie silnych wrażeń. A gdy ich brak, to osoba czuje frustrację i staje się jeszcze bardziej zdeterminowana, by je znaleźć. Może więc manipulować otoczeniem, by reagowało silniej niż jest to koniczne w danej sytuacji!

Osoby z niedopasowanym afektem reagują wstrętem silniej niż osoby z dopasowanym afektem. W ich reakcjach widoczne są różnice w nasileniu objawów fizjologicznych oraz w liczbie i doborze generowanych słów. Otóż, reakcje wstrętu u osób z większym zapotrzebowaniem na silny afekt są mocniejsze, gdy chodzi o odczucia fizjologiczne, np. w układzie trawiennym, np. mdłości. Ponadto ich wypowiedzi są znacznie bardziej rozbudowane. Zawierają więcej słów, które deprecjonują wszystko to, co jest skojarzone ze wstrętem. Emocja wstrętu wyprzedza w tym zakresie każdą inną emocję.

Pytania do refleksji

Czy lubisz, gdy twój kot pies albo inne zwierzę liże cię, np. w policzek albo w usta? Czy jest to dla ciebie dowód sympatii i przywiązania? Jak radzisz sobie z faktem, że ten sam kot czy pies kilka razy dziennie tym samym językiem liże sobie zabrudzone odchodami genitalia i odbyt? Jak myślisz, jaki jest udział twojej wiedzy (fakty o kocie i psie) oraz twojego wewnętrznego nastawienia (uczucia) do twojego zwierzaka w radzeniu sobie ze wstrętem, gdy ten liże Cię chwilę po tym, jak wylizał własne krocze? Co robisz w takiej sytuacji z własnym wstrętem? Jak zachowujesz się, wobec tego zwierzęcia?

Zagadka: Czy lubisz całować się z kimś, do kogo czujesz pociąg seksualny? A czy wyobrażasz sobie, by używać wspólnej z tą osobą szczoteczki do zębów?

Co więcej, wstręt jest istotnie częściej skierowany na innych ludzi niż na siebie. Jest tak zwłaszcza w odniesieniu do moralności. Wtedy to kategoria moralnego wstrętu jest używana do cenzurowania atakowanej osoby.

Wstręt jest używany przede wszystkim wobec drugiego człowieka, a nie wobec siebie. Są to wnioski w istocie zatrważające. Jednakże pozwalają zrozumieć, dlaczego człowiek posługujący się wstrętem atakuje moralność drugiego człowieka i jednocześnie sam może być zdemoralizowany.

Z dotychczasowych badań nad wstrętem wynika więc, że jest to kategoria emocjonalna skojarzona z najsilniejszymi fizjologicznymi doznaniami. Jednocześnie najbardziej związana z awersją, wrogością i agresją skierowaną do drugiego człowieka. Przy czym motywacja wewnętrzna wiąże się z zachwianiem w układzie nerwowym równowagi między pobudzeniem i hamowaniem na rzecz pobudzenia. To nazywamy wysokim zapotrzebowaniem na afekt. Natomiast motywacja zewnętrzna częściej jest subiektywna, poglądowa, ideologiczna, osobista, a nie obiektywna, naukowa, empiryczna!

Podsumowanie

Predyspozycja do gestów obronnych, które zwyczajowo kategoryzujemy jako gesty wstrętu, np. krzywienie się, pluci jest aktywna od pierwszej chwili po narodzinach. Bodźce wstrętu wywołujące te odruchy obronne sprowadzają się tylko wąskiej kategorii skażenia pokarmu. Sam ten odruch jest więc potrzebny do chronienia się przed skażonym.

Wydzieliny ciała z wyjątkiem łez, zatrute/zepsute jedzenie, krew, otwarte tkanki ciała i zachowania seksualne to najczęściej powtarzające się wątki skojarzone ze wstrętem. Jednakże w socjalizacji dochodzi do tego obszar moralności. Wstręt staje się emocją stosowaną do kontrolowania rozwoju moralności. W ten sposób emocja ta zaczyna być aktywnie stosowana do budowania granic wewnątrzgrupowych i międzygrupowych. Kluczową funkcję pełnią tu uprzedzenia, a nie fakty.

Wszystko może zostać wyuczonym bodźcem wstrętu. Wstręt służy deprecjonowaniu i cenzurowaniu innych ludzi. Współwystępuje ze złością i pogardą, tworząc podstawową wewnętrzną przestrzeń do wrogiego nastawienia wobec otoczenia. Wstręt jest bezpośrednią przyczyną uprzedzeń i dyskryminacji oraz w konsekwencji antyspołecznej postawy. Środowisko rodzinne regularnie wytwarzające atmosferę związaną z przekonaniem, że świat jest podły i wstrętny sprzyja niekontrolowanemu rozwojowi nadmiarowego wstrętu.

Odruch obronny skojarzony ze wstrętem, np. plucie jest naturalny i uniwersalny. Jednakże odczuwanie wstrętu jest zależne od indywidualnego doświadczenia. Kluczowe w nim jest to, czego dowiedzieliśmy się od ludzi, których spotkaliśmy. Wstręt jest całkowicie zależny od informacji otrzymywanych od innych osób. Najważniejszą składową tych informacji jest deprecjonująca ocena (rzeczy, ludzi, innych zwierząt). Nasz wstręt kształtuje się na podstawie wewnętrznych reakcji i zachowania osób mających na nas istotny wpływ. Reagowanie wrogością i agresywne zachowanie na bazie wstrętu, pomimo wiedzy na temat tego, że natura człowieka jest zróżnicowana jest nieadaptacyjne i antyspołeczne. Dodatkowo, zwiększa pobudliwość nerwową i ogranicza rozwój potencjału mózgowego, przyczyniając się do coraz większych trudności w radzeniu sobie w okolicznościach życiowego kryzysu.

Im większy zasób wiedzy na temat świata i życia oraz lepsza jakość wykształcenia tym mniejsza jest skłonność do posługiwania się wstrętem i odwrotnie. Mózg zdominowany przez aktywność pobudzeniową, w której wiodącą emocją jest wstręt nie rozwija prawidłowo swojego potencjału hamowania. Przejawia się to trudnościami w uczeniu się, w problemach interpersonalnych i w nieprawidłowym radzeniu sobie w sytuacjach kryzysowych. Osoby mające nadmiarową skłonność do posługiwania się wstrętem mogą szybciej się starzeć i przejawiać większą podatność na demencję.

W sytuacjach dyskryminacji lepiej jest podążać uwagą za człowiekiem, który jest atakowany i stawać po jego stronie, niż za atakującym. Dlatego, że nasza większa skłonność do podążania za czyjąś reakcją wstrętu utrudnia prawidłowy ogląd sytuacji, sprzyjając popełnianiu poważnych błędów.

Praktyczne wskazówki i porady

1. Zanim zaufasz swojemu wstrętowi, zapytaj, czego właściwie dotyczy.

Wstręt może być reakcją ochronną na rzeczywiste zagrożenie biologiczne, ale może też być reakcją wyuczoną. Gdy odczuwasz wstręt wobec człowieka, grupy, zachowania czy sposobu życia, spróbuj rozdzielić faktyczne zagrożenie od tego, czego nauczyło cię środowisko.

2. Nie traktuj intensywności emocji jako dowodu.

To, że coś wydaje ci się „odrażające”, nie oznacza jeszcze, że jest złe, niebezpieczne albo niemoralne. Silne odczucie jest informacją o twojej reakcji, a nie automatycznie informacją o właściwościach drugiego człowieka.

3. Zwracaj uwagę na język wstrętu.

Słowa takie jak „obrzydliwy”, „odrażający”, „ohydny”, „wstrętny” czy „aż mnie mdli” mogą służyć nie tylko opisywaniu własnego przeżycia, ale również deprecjonowaniu człowieka. Zanim ich użyjesz, spróbuj powiedzieć konkretnie, co ci się nie podoba i dlaczego.

4. Nie ucz dzieci wstrętu do ludzi.

Dziecko może przejmować od dorosłych nie tylko przekonania, lecz także ich emocjonalny sposób reagowania. Warto więc odróżniać komunikat: „nie akceptuję tego zachowania” od komunikatu: „ten człowiek jest obrzydliwy”. Pierwszy ustanawia granicę wobec zachowania; drugi może uczyć odrzucania osoby.

5. Kiedy pojawia się wstręt, poszerzaj wiedzę zamiast natychmiast wydawać ocenę.

Jeżeli bodźce wstrętu mogą być wyuczone, jednym ze sposobów ograniczania automatycznych uprzedzeń jest poznawanie tego, co obce. Zanim uznasz kogoś za „dziwnego”, „odrażającego” czy „nie takiego jak trzeba”, dowiedz się o nim więcej.

6. Obserwuj połączenie wstrętu, złości i pogardy.

Jeżeli te trzy emocje zaczynają występować razem, mogą tworzyć bardzo silne nastawienie przeciwko drugiemu człowiekowi. To dobry moment, żeby odroczyć reakcję, nie podejmować natychmiastowej decyzji i sprawdzić, czy ocena nie została zdominowana przez emocje.

7. Sprawdzaj, czy nie przejmujesz cudzego wstrętu.

Widząc czyjąś gwałtowną reakcję obrzydzenia, nie zakładaj automatycznie, że osoba reagująca ma rację. Zadaj sobie pytanie: „Co wiem o tej sytuacji, poza tym, że ktoś właśnie zareagował wstrętem?”

8. W sytuacji poniżania lub dyskryminacji przenieś uwagę z atakującego na atakowanego.

Zamiast obserwować osobę demonstrującą wstręt i mimowolnie podążać za jej oceną, przyjrzyj się sytuacji człowieka, który stał się celem ataku. Zapytaj: „Co dzieje się z nim? Czy potrzebuje wsparcia? Co mogę zrobić?”

9. Zauważaj atmosferę emocjonalną własnego otoczenia.

Jeżeli w domu lub grupie nieustannie słyszysz, że inni ludzie, świat, społeczeństwo czy określone grupy są „podłe”, „zepsute”

i „wstrętne”, potraktuj to jako sygnał ostrzegawczy. Częstotliwość takich ocen nie czyni ich bardziej prawdziwymi.

10. Ćwicz precyzyjne ocenianie zamiast globalnego odrzucania.

Zamiast: „on jest obrzydliwy”, spróbuj: „nie akceptuję tego konkretnego zachowania, ponieważ…”. W ten sposób oddzielasz ocenę czynu od deprecjonowania całego człowieka.


Wstręt może ostrzegać przed skażonym jedzeniem. Nie powinien jednak być źródłem decyzji, który człowiek zasługuje na akceptację, szacunek i prawa.

Rozdział 3

„Że mężczyźni płaczą równie często i nierozumnie jak kobiety, Orlanda wiedziała ze swych własnych doświadczeń jako mężczyzna, zaczęła jednak mieć świadomość, że kobiety powinny być zbulwersowane, jeżeli mężczyźni okazują w ich obecności uczucia, toteż była zbulwersowana.”

Virginia Woolf, Orlando.

Smutek, czyli jak przeżyć unikając życia


W świetle dostępnej wiedzy nie ma wystarczających dowodów na to, że smutek wiąże się z odruchem obronnym. Wrodzony aspekt smutku w formie reakcji obronnej rzeczywiście nie wydaje się adaptacyjnie konieczny. Po prostu nie ma bodźców zagrażających naszemu zdrowiu i życiu, wobec których musielibyśmy reagować obronnie i kategoryzować tę reakcję smutkiem. Nie oznacza to oczywiście, że sieci neuronalne oraz poszczególne układy organizmu, np. trawienny, odpornościowy nie są w żaden sposób związane z odczuwaniem smutku. Wręcz przeciwnie ich rola jest olbrzymia. Jednakże wiąże się to bardziej ze skutkami widocznymi w naszym zachowaniu, w wyniku indywidualnych doświadczeń odczuwania smutku.

Jak wspomniałem w rozdziale pierwszym niedopasowany afekt kształtuje się również wtedy, gdy jest nadmiernie hamowany, a nie tylko wtedy, gdy jest nadmiernie stymulowany. Oznacza to sytuację, w której opiekun przejawiając opiekuńcze gesty wobec dziecka odczuwa jednocześnie chęć wycofania, zniechęcenie, bezsilność, a nawet poczucie osamotnienia lub bezsensu i beznadziei. Zahamowany afekt powstaje więc w okolicznościach, w których aktywność życiowa opiekunów jest z rozmaitych powodów hamowana, a nie rozwijana.

Warto zauważyć, że skutkiem zahamowanego afektu, jak i afektu nadmiernego jest częstsze nastawienie i zachowanie wskazujące na unikanie, zamiast poszukiwania.

Smutek wyłania się więc jako rezultat doświadczenia wewnętrznej niemocy, np. jako skutek poczucia bycia niezrozumianym. Wewnętrzne wycofanie i wynikłe z tego zachowanie, np. zaniechanie działania, chowanie się, milczenie, płakanie, dążenie do odosobnienia jest sednem do zrozumienia tego, czym jest smutek. To zamykanie się w sobie nie jest wyborem, ale koniecznością w obliczu niemożności. Czasami tylko niedostrzegania możliwości działania, a nie ich obiektywnego braku.

Komunikaty najczęściej stymulujące rozwój smutku

Z czego ty się tak cieszysz, przecież i tak nic nie możesz.

Przestań się wygłupiać, bo mnie to denerwuje.

Nie myśl sobie, że zawsze będziesz taki/a/e szczęśliwa/y/e.

Przecież ty nic nie możesz.

Przecież ty nie masz własnego zdania.

Siedź i słuchaj zamiast się tak wiercić, bo opowiadasz głupoty.

A kto by cię chciał.

Lepiej zajmij się czymś pożytecznym, zamiast kreować te swoje idee.

Życie jest ciężkie i tak ci da po głowie, że dopiero wtedy zobaczysz.

Nie ciesz się tak, bo nie ma z czego.

Jesteś taki/a/e zadowolony/a/e, że tylko czekam, kiedy ktoś cię kopnie w tyłek.

Naprawdę myślisz, że jesteś coś warty/a/e?

Nie będziesz robić tego, co chcesz, dopóki daję ci jeść.

Jak założysz własną rodzinę, to pogadamy, a teraz siedź cicho i nie przeszkadzaj.

Dzieci i ryby głosu nie mają.

A co ty wiesz o życiu, niezdaro.

Nie odzywaj się, bo się nie znasz.

Ty nic nie rozumiesz.

Nigdy niczego nie zrozumiesz.

Tobie nic nie może się udać.

Nie myśl sobie, że możesz, bo jest wielu zdolniejszych od ciebie.

Frustracja z zahamowania odczuwana jako bezsilność, niemożność, itp., która jest bazą dla smutku jest jednocześnie skutkiem hamowania naszego naturalnego odruchu działania. Hamowanie ma najczęściej zewnętrzną przyczynę. Przykładowo, żywo reagujące, spontaniczne dziecko zaczepia opiekuna dotykiem, minami, słowami, a opiekun nie odpowiada na te sygnały adekwatnie. Nie podejmuje interakcji na podobnym poziomie pobudzenia, np. zaciekawieniem czy radością. Zamiast tego hamuje zachowanie dziecka słownymi i gestami. Ucina interakcję.

Tak może się dziać, gdy opiekun jest mocno wewnętrznie zaabsorbowany własnymi przeżyciami i sprawami. Siłą rzeczy jest wtedy mniej dostępny emocjonalnie dla dziecka. To skutkuje niejako rozbijaniem się spontanicznego afektu dziecka o ścianę, odgradzającą go od emocjonalności swojego opiekuna.

Nasza indywidualna skłonność do reagowania smutkiem jest więc rezultatem naszych doświadczeń z naszymi opiekunami. Inne ważne dla nas osoby też mają w tym swój udział, ale mniejszy. To, jak jesteśmy nauczeni smutku jest więc zależne od tego, jak wiele mamy w swoim dotychczasowym doświadczeniu sytuacji, w których czuliśmy się bezsilni. A zwłaszcza ograniczeni w możliwościach eksplorowania otoczenia, w celu rozwiązania jakiegoś problemu.

Przeprowadzono ciekawe badania z udziałem kobiet i ich dzieci w przedziale wiekowym 11—14 lat. Chodziło o sprawdzenie czy i jaki wpływ na emocjonalność dziecka może mieć doświadczenie depresji u kobiety, która jest głównym opiekunem, czyli spędza z dzieckiem najwięcej czasu.

W tym celu porównywano dwie grupy kobiet i ich dzieci. Osoby mające doświadczenie stwierdzonej, leczonej w przeszłości depresji, ale będące w momencie badania bez podwyższonych depresyjnych objawów badano pod kątem komunikacji ze swoimi dziećmi. Kontekstem były różne zaaranżowane eksperymentalnie sytuacje, np. swobodnej rozmowy o planowanych wakacjach. W takich samych okolicznościach stawiano kobiety, które nie miały w przeszłości stwierdzonej depresji. W momencie badania kobiety zarówno z jednej, jak i z drugiej grupy nie przejawiały symptomów depresji mierzonych narzędziami psychologicznymi. Zostały zbadane pod tym kątem przed przystąpieniem do badania. Jak się okazało osoby z doświadczeniem depresji przejawiały istotnie wyższe skłonności depresyjne w porównaniu do osób bez doświadczenia depresji. Okazało się również, że matki z doświadczeniem depresji przejawiają więcej smutku w rozmowach niż matki bez historii depresji. Ponadto mają też większą skłonność do wewnętrznego reagowania smutkiem (myślenie).

Natomiast dzieci badanych kobiet różnią się między sobą przede wszystkim w zakresie niedopasowania afektu i siły reagowania w sytuacjach stresujących. Otóż, dzieci matek z doświadczeniem depresji odczuwają silniejsze, wewnętrzne napięcie, w porównaniu do dzieci matek bez doświadczenia depresji. Dzieje się tak w sytuacjach, w których nie mają powodu, by się denerwować. Co więcej te pierwsze mają nie tylko większą skłonność do smucenia się i myślenia w kategorii porażki, ale jednocześnie przejawiają silniejsze zachowania opozycyjne wobec swoich matek oraz innych ludzi.

Inaczej rzecz ujmując, dziecko kobiety z doświadczeniem depresji uwewnętrznia jej własny smutek. A jednocześnie ma z tego powodu dyskomfort i buntuje się przeciwko temu. To, dlatego m.in. zachowanie nastolatków mających depresyjnych rodziców może być zaskakująco opozycyjno-buntownicze wobec opiekunów. Niestety, nie oznacza to sytuacji ochronnej dla nastolatka. Jest to sytuacja ponadprzeciętnie podwyższonego napięcia, drażliwości. W związku z tym również dużego kosztu psychofizjologicznego, związanego z codziennym reagowaniem na otoczenie.

Wyniki tych badań potwierdzają wiele wcześniejszych wniosków, w których wskazywano na nieuchronny wpływ rodzicielskiej depresji na dziecko. Ze wspomnianych badań wyraźnie wynika, że dzieci w wieku od jedenastu do czternastu lat częściej doświadczają smutku i gorzej radzą sobie psychicznie w sytuacjach bardziej wymagających życiowo lub nawet tylko sytuacjach zwyczajnie zaskakujących. Przejawiają większą impulsywność i silniejsze, ogólne napięcie mięśniowe. Objawy te utrzymują się również w warunkach bezpiecznych. Dodatkowo, dzieci rodziców z doświadczeniem depresji mają częściej i więcej myśli tzw. intruzywnych, np. o porażce, bezsensie, niesprawiedliwości losu, jak również myśli katastroficznych.

Wiele badań opisujących związek między depresją rodzica i emocjonalnością dziecka wskazuje na to, że symptomy depresji rodzica w emocjonalności dziecka są około 50% silniejsze, gdy rodzic przeżywa pełnoobjawowy epizod depresyjny. Sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna, gdy rodzic nie leczy tego epizodu, tylko, np. Ignoruje, przeczekuje, bagatelizuje.

Warto zdać sobie sprawę z faktu, że obserwując smutek rodzica używamy informacji o tej emocji do lepszego adaptowania się. Jednakże jest to paradoksalna adaptacja, bo nie do ogólnych warunków życia, a do specyficznego środowiska rodzinnego. Jeśli w naszej dziecięcej obserwacji członków własnej rodziny przeważa smutek, np. codziennie przez większą część dnia, to będą nieuniknione szkody. Częstotliwość uwewnętrzniania tego smutku doprowadzi do tego, że informacje o tej emocji będą w nas dominowały. W rezultacie łatwiej będziemy sięgać po kategorię smutku w reakcji na wzrost napięcia, wynikłego z jakichś trudności w działaniu.

Jest to nieuniknione ze względu na automatyczną skłonność każdego z nas do naśladowania — co jest szczególnie ważne w okresie rozwojowym, bo związane z adaptacją do życia. Rodzic jest pierwszym i przez wiele lat w okresie rozwojowym wiodącym i niepodważalnym dla nas źródłem emocjonalnych wzorców i wynikłego z nich zachowania. Prawdziwym pechem jest sytuacja, w której środowisko pozarodzinne również jest zdominowane przez informacje o smutku, bo wtedy skutki relacji z rodzicem są dodatkowo wzmacniane.

Smutek i inne emocje

Hamowanie naszego pobudzenia w sytuacji, w której dążymy do działania prowadzi bezpośrednio do frustracji, w tym przykrych doznań z ciała. Nasza naturalna dążność do działania została powstrzymana przez czynniki zewnętrzne. Rodzi to bezsilność i jednocześnie konflikt wewnętrzny. Chcąc działać nie można działać. To, dlatego smutek nie jest spokojnym stanem emocjonalnym.

Zahamowanie działania nie prowadzi do uspokojenia, a do niepokoju w związku z odczuwaną niemożnością działania. To, dlatego nasz afekt zostaje zakłócony. Naturalna motywacja emocjonalna potrzebna do działania zostaje zatrzymana. Powstaje więc demotywacja i jednocześnie wynikłe z niej nieprzyjemne doznania. Dlatego emocją, którą trzeba tu kolejny raz przywołać jest złość!

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 23.63
drukowana A5
za 68.88
drukowana A5
Kolorowa
za 100.19