E-book
4.1
drukowana A5
7.56
Dżem z niebywale krwistych jęków

Bezpłatny fragment - Dżem z niebywale krwistych jęków


Objętość:
15 str.
ISBN:
978-83-8189-804-1
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 7.56

Czasami emocje muszą mieć ten swój triumf skąpany w lśnieniu wiśniowych pocałunków. Zwycięstwo tego rodzaju najczęściej nie bywa smacznym, bo to tylko takie metaliczne dążenie do spełnienia, które zazwyczaj może być góra tym gładkim i niekoniecznie pięknym dla wielu. Autorami tych najbardziej burzliwych spełnień emocjonalnych są rzecz jasna serca nie zerkające za siebie. Serca w znacznym stopniu dzikie i szukające tej po części krwistej fascynacji, która nie pojawia się tam gdzie szpilkowata ciekawość bywa wiatrem. Dlatego też ta eksplozja doznań musi pojawić się w miejscu owianym tym szczodrym i lepkim cieniem, który tuli deszczem z nut czekoladowych.

W takowym cieniu chciała zanurzyć się Klaudia Gniotek utalentowana nastolatka oddalająca się od strefy tego jedwabnego komfortu, ale tylko we własnych myślach. Niewielu dostrzegało w niej ten nadzwyczaj krwisty charakter, bo uwielbiała ona rowery i to już od ósmego roku życia, a od czternastego roku życia preferowała takie wymagające trasy po piaszczystych drogach. Mowa tu dokładnie o drogach z wymagającymi podjazdami i zjazdami rzeźbiącymi sylwetkę lepiej niż siłownia pełna wymyślnych sprzętów. Kluczowe znaczenie miało też i to, że Klaudia umiała też naprawiać rowery i to wnikliwiej od większości jej kolegów z klasy. Wnikliwość ta była jedną z ważniejszych cech jej charakteru, ale większość poznała ją lepiej tylko wtedy gdy ta konkretna dziewczyna coś dokręcała przy swoim rowerze. Jednym słowem w przypadku takiego normalnego dnia w szkole jej poziom staranności zazwyczaj malał, a dało się to poznać po tym jak pisała. Prawie nigdy nie starała się pisać ładnie, ale inaczej było z jej wyglądem, który stał się jej wizytówką jakieś trzy miesiące po czternastych urodzinach. Wtedy wyraźnie czuła to, że to jeżdżenie rowerem po wymagających drogach gruntowych daje jej moc i zmienia wygląda jej ciała. Stawała się ona wysportowaną i z tej przyczyny dodawała piękna temu swojemu bardzo dorosłemu spojrzeniu, które dodawało jej jakieś trzy lata, ale nie w ten dziwny sposób. W tym dodawaniu lat był smak i dlatego dbała o wyrazistość tego swojego zerknięcia i o to by jej uśmiech dodawał mu mocy. Pielęgnowała też swoje włosy o soczyście brązowym połysku. Ich moc najczęściej chowała w zgrabnym kucyku, którym bawiła się w wolnych chwilach, czyli wtedy gdy nie mogła zająć dłoni czymś innym. Tydzień po swoich piętnastych urodzinach, czyli tydzień po piątym marca jechała swoim krwiście czerwonym rowerem zjazdowym przez pole, a konkretniej była już jakieś sto metrów od zjazdu na drogę asfaltową. Na ten konkretny asfalt zjechała tak bardzo normalnie i tak dość mechanicznie przyśpieszyła, po to by szybciej minąć taki bardzo ostry zakręt znajdujący się w dość wysokich krzakach, które przycinano dopiero w połowie maja. Ten konkretny zakręt niemal w każdej chwili był tym owianym takim nadzwyczaj zagadkowym wrednym cieniem i dlatego właśnie Klaudia mijała go w dziki sposób, czyli tak by szybciej mieć go za plecami. Ta nerwowość w jego pokonywaniu miała sens, bo ta nastolatka już słyszała nie raz o wypadkach powiązanych z tą konkretną lokalizacją i dlatego po jakichś piętnastu sekundach miała go za swoimi plecami. Wtedy też zerknęła za siebie i gdy odwracała do tyłu głowę to na boku twarzy poczuła pęd powietrza. Zauważyła też takie spore auto dostawce ze świniami na pace. Ten konkretny pojazd nie był jednym z największych i jechał zbyt szybko, czyli hamowanie w jego przypadku zaczęło się za blisko tego nieziemsko zdradzieckiego zakrętu smarującego okolicę kloacznymi dramatami. Teoretycznie mogło się to skończyć o wiele smaczniej, ale kierowca tego pojazdu nagle zaczął zbyt agresywnie skręcać w prawo i jeśli chodzi o hamowanie to nieco uniósł stopę, po to by auto hamowało lżej. Taka próba uniknięcia zderzenia z krzewami skończyła się tym, że auto upadło na bok, a cielska tych świń impet uderzenia nadział na mściwe gałęzie tych krzewów. Rzecz jasna ciekawska dziewczyna musiała się zawrócić, po to by choć raz zobaczyć to co się wydarzyło. W znacznym stopniu interesowały ją detale, które nie mogły być przyjaznymi dla jej naiwnych owocowych zerknięć. Właśnie ze względu na tę kloaczną nie przyjazność tego obrazu zbliżyła się do tego dostawczaka i zaczęła całość oglądać. Nie mogła tego oglądać przez dłużej niż trzydzieści sekund, bo po upływie tego czasu na miejscu było już jakieś auto kompaktowe. Miało ono kolor wiśniowy i fenomenalną boczną linię, która dla wielu wydała by się uwodzicielską. Jego nieciekawie wyglądający i dość dziwny kierowca przegonił zbyt ciekawską nastolatkę i to w sposób bardzo stalowy. Jednym słowem nie dbał o to jak się ona poczuje, bo tego typu drobne zagadnienia nie miały dla niego znaczenia. Klaudia mogła jedynie liczyć na to, że ten facet pomoże kierowcy i zgłosi sprawę na policję. Sama nie mogła wtedy tego uczynić, bo jej telefon ładował się w jej domu, czyli była już niemal gotową na to co stanie się wieczorem. Ten wieczór był wieczorem piątkowym i to tym częściowo dzikim, ale tej wysportowanej dziewczynie się nie poszczęściło, choć była nieźle odpicowana.

Skrycie liczyła na to, że zapozna tam kogoś z kim będzie mogła się erotycznie zabawić w jakimś wyśnionym bajkowym miejscu. Miejsc tego typu znała dziesiątki, ale nie chciała postawić na coś, co znajduje się blisko jakiegoś gospodarstwa. Dlatego też w jej przypadku to zabawienie się było też powiązane z niemal dwugodzinną wycieczką rowerową. Dla niej perspektywa tego typu nie była złą, ale dla jej znajomych raczej nie była ciekawą, bo większość kolegów preferowała te najbliżej położone pustostany, które odstraszały Klaudię ze względu na ocean kurzu i innych brudów. W tego typu warunkach to bardzo wiśniowe lizanie jej zgrabnej cipeczki nie mogłoby dać tego płomiennego i dość specyficznego spełnienia, bo jej jęknięcia otuliły by miejskie brukowane uliczki wraz z najbliższymi domostwami. Detalami tymi się przejmowała i to bardzo dlatego dla niej impreza ta skończyła się jakieś dziesięć minut przed dwudziestą drugą.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 7.56