E-book
16.38
drukowana A5
51.4
drukowana A5
kolorowa
77.53
Droga do Prawdy

Bezpłatny fragment - Droga do Prawdy


Objętość:
290 str.
ISBN:
978-83-8126-058-9
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 51.4
drukowana A5
kolorowa
za 77.53

Wstęp

Książka jest spojrzeniem na historię myśli ludzkiej, które z założenia pomija krytykę i negatywną ocenę poszczególnych stanowisk filozoficznych czy teologicznych. Wręcz przeciwnie — zasadniczo podejmuje pozytywne aspekty zawarte w każdym z nich. Opiera się na przekonaniu, że każdy człowiek, również więc filozof czy teolog, całym sobą odzwierciedla Boga, a każde jego dążenie jest dążeniem skierowanym ku Niemu. Nie zawsze jest to dążenie uświadomione. U wielu przedstawicieli ma charakter nieświadomy. W obu jednak przypadkach celem, do którego dany autor zmierza, jest sam Bóg nazwany tu Prawdą. Niezależnie od tego bowiem, czy ktoś podaje się za agnostyka, człowieka wierzącego czy ateistę, podlega Bożemu prowadzeniu.

Droga do Prawdy odsłania to prowadzenie. Jest po prostu drogą do prawdy o człowieku-filozofie bądź teologu, który w samym sobie wyraża Prawdę Najwyższą. Ta Prawda jest na miarę ludzkiej natury i mówi o Bogu tyle, ile natura ludzka jest w stanie od Boga przyjąć i w sobie pomieścić. Jest zatem Prawdą cząstkową, konkretną, bo ograniczoną do materii, którą próbuje przekroczyć ludzka dusza. Czasem tylko, jak u świętych autorów, droga ta ma charakter wieloaspektowy. Zgodnie z tym drogą i prawdą o Sokratesie jest pragnienie Boga jako Prawdy, Platona — jako Mądrości, Piękna i Miłości, Arystotelesa — jako Mądrości i Szczęścia, Epikura — jako Szczęścia wyrażonego w przyjemności, sceptyków — jako Nieomylności i Pewności, stoików — jako Prawości, Cycerona — jako Przyjaźni, Plotyna — jako Miłości jednoczącej się z człowiekiem, św. Augustyna i św. Tomasza — jako Prawdy, Miłości, Szczęścia, Światła, Wolności, Kartezjusza — jako Boga Nieskazitelnego i Doskonałego, Kanta — jako Szczęścia wyrażonego w moralności, Hegla — jako niczym nie ograniczonego Piękna i Miłości, Feuerbacha — jako odkrycie Prawdy i odsłonięcie jej przed innymi, a Nietzschego — jako Wolności, pragnienia Doskonałości, Wielkości i Mocy.

W ten sposób sam Bóg-Prawda ma wiele imion wyrażonych w wielu ludziach, w każdym wpisane jest inne. Odsłania się w różny sposób w różnych osobach. Bardziej w tych, którzy są blisko Niego, mniej zaś w tych, którzy znajdują się daleko. Jest zatem Prawdą, Mądrością, Pięknem, Miłością, Szczęściem, Wolnością. Taka jest Prawda o Nim.

Nie znaczy to zarazem, że drogę jednego człowieka wyznacza wyłącznie Prawda, Miłość czy Szczęście. Wręcz przeciwnie — w życiu każdej osoby ludzkiej jest miejsce na Prawdę, Miłość, Szczęście, Wolność i inne aspekty Bożej obecności. Jeden z nich wydaje się jednak w bardziej widoczny sposób dominować nad innymi. Jest też miejsce na zatrzymanie się na swojej drodze do Boga, może nawet na cofanie się, kiedy pojawia się zakłamanie, zniewolenie, głębokie zamknięcie w sobie czy bunt i odrzucenie wartości.

Książka zawiera, poza krótką prezentacją autorów, dwa zasadnicze nurty treściowe. Z jednej strony przedstawia niektóre fragmenty dzieł wybranych filozofów i teologów, z drugiej natomiast zawiera komentarze do nich. Nie zabiega o spójny wykład poglądów, a właściwie nie stara się ich odzwierciedlić. O doborze tekstów decyduje raczej głębia teologicznego i metafizycznego spojrzenia, która najpełniej odsłania duszę ludzką. Ujęcia komentujące nie są podyktowane szczegółową analizą tekstów, ale przede wszystkim skierowaniem na odczytanie Prawdy o ich autorze, o sposobie jego myślenia i — wyrażonym wprost bądź nie — dążeniu jego serca.

Droga do Prawdy nie odzwierciedla też granic metodologicznych między naukami, a więc między filozofią a teologią. W związku z tym znajdują się w niej fragmenty dzieł należących do jednej i drugiej dziedziny. Takiego traktowania domaga się przedmiot rozważań, jakim jest ukazanie pełnej Prawdy o poszczególnych autorach. Historia myśli ludzkiej wyraźnie wskazuje na opatrznościowe działanie Boga w świecie nie tylko w okresie średniowiecza, gdzie o Nim mówi się najwięcej i niewątpliwie najlepiej, ale też w czasach pogańskiej starożytności, jak również w — uznanej pod tym względem za destrukcyjną — kulturze nowożytnej i współczesnej. Już pierwsi filozofowie, nie znając objawienia i nie mając świadomości istnienia Boga jedynego i osobowego, starają się żyć jak najlepiej i odczytać swoją naturę w kontekście świata wiecznego i doskonałego. Z kolei filozofowie współcześni, subiektywnie negując Jego istnienie, i tak nieświadomie ku Niemu zmierzają. Prawda o każdym człowieku wyraża się po prostu w odczytaniu Bożego prowadzenia go przez życie.

Sokrates

Sokrates wyliczający argumenty. Fragment fresku „Szkoła Ateńska” Rafaela

(469 — 399 przed Chr.) Jeden z największych filozofów greckich, mieszkaniec Aten i wychowawca młodzieży. Trzykrotny uczestnik wypraw wojennych. Oskarżony i skazany na karę śmierci. Przeciwnik nauki sofistycznej i krytyk współczesnej mu demokracji. Obrońca prawdy i cnotliwego życia, dla którego celem jest troska o dobro duszy własnej i innych, często wbrew powszechnie przyjętym opiniom. Uznany przez następców za ojca etyki. Nie pozostawia po sobie żadnych pism. Jego poglądy znane są z relacji ucznia Platona (w postaci spisanych dialogów) oraz Ksenofonta, a także przekazy Arystotelesa, Arystofanesa i historyków greckich. Do pism platońskich poświęconych Sokratesowi należą: Eutyfron, Obrona Sokratesa, Kriton, Fedon.

Obrona Sokratesa

(…) Cóż tedy mawiali potwarcy? Jakby więc prawdziwe oskarżenie trzeba ich zaprzysiężone słowa odczytać: Sokrates popełnia zbrodnię i dopuszcza się występku ba­dając rzeczy ukryte pod ziemią i w niebie i ze słabszego zdania robiąc mocniejsze i drugich tego samego nauczając.

Więc może mi ktoś z was wpadnie w słowo i zapyta: „Sokra­tesie, a twoja robota jaka właściwie? Skądże się wzięły te potwarze na ciebie? Już też z pewnością, gdybyś się nie był, niby to, bawił w żadne nadzwyczajności, a żył jak każdy inny, nie byliby cię ludzie tak osławili ani obgadali, skoro twoje zajęcia niczym nie odbijały od wszystkich innych ludzi. Więc powiedz nam, co jest, żebyśmy i my w twojej sprawie nie strzelili jakiegoś głupstwa”. Kto tak mówi, ten mówi sprawiedliwie, jak uważam, i ja wam spróbuję wy­kazać, co tam jest takiego, co mi wyrobiło takie imię i taką potwarz.

A słuchajcie.

Może się będzie komu z was zdawało, że żartuję; tymczasem bądźcie przekonani; całą wam prawdę powiem. Bo ja, obywatele, przez nic innego, tylko przez pewnego rodzaju mądrość takie imię zyskałem. A cóż tam za mądrość taka? Taka może jest i cała lu­dzka mądrość! Doprawdy, że tą i ja, zdaje się, jestem mądry. A ci, o których przed chwilą mówiłem, ci muszą pewnie być jakąś większą mądrością, ponad ludzką miarę mądrzy, albo — nie wiem sam, co powiedzieć. Ja przynajmniej zgoła się na tej wyższej nie znam, a kto to na mnie mówi, ten kłamie i tylko na to wychodzi, żeby oszczerstwo na mnie rzucił.

A tylko, obywatele, nie krzyczcie na mnie, nawet gdyby się wam zdawało, że wielkich słów używam. Bo nie będę swoich słów przytaczał w tym, co powiem, ale się powołam na kogoś innego, kto to powiedział. Przytoczę wam świadka mojej mądrości, jeżeli jaka jest i jaka: boga w Delfach.

Znacie pewnie Chajrefonta. To mój znajomy bliski od dziecięcych lat i mnóstwo z was, z ludu, dobrze go znało. On wtedy razem poszedł na to wygnanie i wrócił razem z wami. I dobrze wiecie, jaki był Chajrefon; jaki gorączka, do czego się tylko wziął. I tak raz nawet, jak do Delfów przyszedł, odważył się o to pytać wyroczni i, jak powiadam — nie róbcie hałasu, obywatele! — zapytał tedy wprost, czyby istniał ktoś mądrzejszy ode mnie. No i Pytia odpowiedziała, że nikt nie jest mądrzejszy. I to wam ten tutaj brat jego poświadczy, bo tamten już umarł.

A że to już są inni oskarżyciele, więc weźmy znowu ich skargę pod uwagę. Ona taka jest mniej więcej: Sokrates, powiadają, zbrodnię popełnia, albowiem psuje młodzież, nie uznaje bogów, których państwo uznaje, ale inne duchy nowe. Taka jest skarga.

— No więc? Jeżeli zatem, jak powiadasz, wierzę w duchy, a du­chy są jakimiś bogami, to byłoby tak, jak ja mówię, że ty zagadki układasz i figle stroisz, mówiąc raz, że ja w bogów nie wierzę, a potem znowu, że w bogów wierzę, skoro wierzę w duchy.

A jeśli znowu duchy to potomstwo bogów gdzieś tam z boku, z nimi czy z jakichś tam innych, jak to opowiadają, to któryż człowiek mógłby wierzyć w istnienie dzieci bożych, a w bogów sa­mych nie? Toż to by było podobne głupstwo, jak gdyby ktoś przyjmował istnienie potomków koni i osłów, a mianowicie muły, a w istnienie samych koni i osłów nie wierzył. Ależ, Meletosie, to nie może być inaczej, tylkoś ty tę skargę napisał tak na próbę dla nas, albo też nie wiedziałeś naprawdę, o jaki by mnie można właściwie występek oskarżyć. Ale żebyś ty kogoś przekonał, co ma choć odrobinę oleju w głowie, że jeden i ten sam człowiek potrafi w dzieła duchów i bogów wierzyć i znowu ten sam nie wierzy ani w duchy, ani w bogów, ani w bohaterów, to się w żaden sposób nie da zrobić.

Zatem, obywatele, że ja nie popełniam zbrodni, takiej wedle skargi Meletosa, na to, zdaje się, nie potrzeba długiej obrony; wy­starczy już i to.

Tak rozkazuje bóg, dobrze sobie to pamiętajcie, a mnie się zda­je, że wy w ogóle nie macie w państwie nic cenniejszego niż ta moja służba boża. Bo przecież ja nic innego nie robię, tylko chodzę i namawiam młodych spośród was i starych, żeby się ani o ciało, ani o pieniądze nie troszczył jeden z drugim przede wszystkim, ani tak bardzo jak o duszę, aby była jak najlepsza: i mówię im, że nie z pieniędzy dzielność rośnie, ale z dzielności pieniądze i wszelkie inne dobra ludzkie i prywatne, i publiczne.

Więc jeśli tak mówię i tym młodzież psuję, to może być, że to są rzeczy szkodliwe; ale jeśli ktoś twierdzi, że ja cokolwiek innego mówię, a nie to właśnie — ten kłamie.

Wobec tego, Ateńczycy — czy wy posłuchacie Anytosa, czy nie, i czy mnie wypuścicie, czy nie wypuścicie, ja nie będę postępował inaczej; nawet gdybym miał nie jeden, ale sto razy umrzeć.

Nie podnoście wrzasków, Ateńczycy; wytrzymajcie, jakem was prosił, żeby nie krzyczeć na to, co powiem, ale słuchać. A myślę, że to wam się przyda, jeżeli posłuchacie. Ja wam jeszcze coś niecoś powiem takiego, na co pewnie będziecie krzyczeli, ale nie róbcie tego, nie!

Bądźcie przekonani, że jeśli skażecie na śmierć mnie, takiego człowieka, jak mówię, nie zaszkodzicie więcej mnie niż sobie sa­mym.

Przecież mnie nie może w niczym zaszkodzić ani Meletos, ani Anytos. Nawet by nie potrafili! Bo mnie się zdaje, że gorszy człowiek „nie ma prawa” zaszkodzić lepszemu. Pewnie, może go zabić, skazać na wygnanie, pozbawić czci i praw. Tylko że te rzeczy on pewnie uważa, i ktoś inny może, za wielkie nieszczęścia, a ja zgoła nie uważam; znacznie większe nieszczęście robić to, co on teraz robi: niesprawiedliwie nastawać na życie człowieka.

Lektura tekstów dotyczących Sokratesa narzuca podstawowe pytanie o sens jego nauczania. O co tak naprawdę chodzi Sokratesowi? Czy chodzi o manifestację własnych poglądów, propagowanie myślenia i postępowania w duchu mądrości, prawdziwe i szczęśliwe życie, a może o uzyskanie trwałego miejsca w umysłach potomnych? Być może chodzi również o to. Wydaje się jednak, że przede wszystkim Sokrates w mowie obronnej i w rozmowie z Kritonem udziela odpowiedzi na pytanie: kim jest nauczyciel? Odpowiedź tę potwierdza swoim życiem.

Nauczyciel to ktoś, kto dociera do przyczyn, poszukuje ich na podstawie zaistniałych faktów i ich okoliczności. Sokrates odsłania przyczyny wszystkich oskarżeń i wskazuje na ich bezpodstawność. Pokazuje, że postawione mu zarzuty są niesłuszne i wynikają z osobistych urazów posuniętych do granic nienawiści. Za oficjalnymi oskarżeniami kryją się konkretni ludzie, którzy nie chcą poznać prawdy o sobie samych, ale żyją w zafałszowanym świecie własnych wyobrażeń i zasłyszanych opinii. Zakłamani wewnętrznie i zamknięci, wręcz ograniczeni do powszechnie uznanych stereotypów, dbają o własną opinię, budując ją na powierzchownych zachowaniach, wręcz wyćwiczonych nawykach kształtowania obrazu swojej osoby wśród innych.

Nauczyciel więc potrafi rozeznać sytuację, starannie oddzielić przyczyny od skutków, a do tego odpowiednio je nazwać. Stąd fałsz określa fałszem, niesprawiedliwość — niesprawiedliwością, a zakłamanie — zakłamaniem.

W przeciwieństwie do oskarżycieli, Sokrates nie zmienia sposobu postępowania w zależności od zachodzących okoliczności, lecz dostrzega istnienie obiektywnej prawdy, której broni. W ten sposób podkreśla, że nauczyciel jest wierny prawdzie i nią się kieruje w życiu. Zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że nauczanie nie ogranicza się jedynie do wypowiadanych słów, lecz przede wszystkim polega na konsekwentnym ich stosowaniu.

Trudno tu mówić o zawodzie nauczyciela w dzisiejszym rozumieniu. Nauczyciel jest człowiekiem, który służy innym, a swoją służbę traktuje jako szczególne powołanie. Dla Sokratesa bycie nauczycielem to życiowa misja, która polega na widzeniu prawdy i odsłanianiu jej przed innymi. Chodzi o poznanie prawdy o świecie zewnętrznym, która ostatecznie prowadzi do odkrycia prawdy o sobie.

Sokrates jako dobry obserwator poznaje świat i dostrzega jego wielkość, nieskończoność, a zarazem jego niepojętość. Potwierdzają to także dociekania filozofów — jego poprzedników, którzy do tej pory właściwie nie odkryli zasady rzeczy, gdyż każdy z nich odczytuje świat inaczej. Sokrates staje wobec tego faktu bezradny i stwierdza własną ograniczoność. Dochodzi do wniosku, że postrzegana zmysłowo rzeczywistość go przerasta. Wobec niej może on zająć tylko jedną postawę — stanąć w pokorze. Ta postawa jest przejawem mądrości i dojrzałości. Wyraża jednocześnie pierwszą i podstawową prawdę o sobie: prawda o świecie zewnętrznym jest dla człowieka w dużej mierze niedostępna.

Prawda o sobie jest jednak dostępna. Można ją odnaleźć w sobie i w zgodzie z nią żyć. Mowa obronna Sokratesa jest właśnie jej wyrazem. Nie stara się on „dopasować” do otoczenia po to, by się nie wyróżniać, lecz przyjmuje oczywisty fakt, że ludzie różnią się między sobą. Z tego powodu chociażby jedni nauczają innych — jedni są nauczycielami, a inni uczniami, jedni są politykami, a inni obywatelami, jedni są sędziami, a inni oskarżonymi. Każdy człowiek kroczy zatem swoją drogą, jemu właściwą. Każdy też ma inne zdolności. Stąd zajęcia Sokratesa wyraźnie odbiegają od zajęć innych ludzi. Zdaje on sobie sprawę z tego, że bycie nauczycielem zasadniczo różni się od innych zawodów. Ów indywidualizm wyraża się u Sokratesa w jego osobistym prowadzeniu przez „daimoniona”, wewnętrzny głos, w zgodzie z którym postępuje. To właśnie dlatego dojrzały nauczyciel podąża za tym głosem nawet wbrew wszystkim.

Ów wewnętrzny głos Sokratesa pozostaje w zgodzie z prawdą wpisaną w duszę ludzką, dzięki której człowiek umie odróżnić dobro od zła i prawdę od fałszu. Nauczyciel pomaga do niej dotrzeć. Widząc prawdę w sobie, pomaga też ją dostrzec drugiemu — swojemu uczniowi. Pomaga dotrzeć do wnętrza swojej duszy, do miejsca, w które Twórca człowieka wpisał prawdę o sobie, o tym, że człowiek jest przez niego prowadzony i ostatecznie na niego tylko może liczyć. Idąc drogą przez niego wyznaczoną nie popełni błędu. Dlatego Sokrates przestrzega wierności własnej duszy. Ma też nadzieję na życie po śmierci. Zarazem wierzy w istnienie świata Hadesu, czyli świata doskonałego. Ów świat kieruje się innymi zasadami, domaga się bycia w zgodzie z prawdą, cnotliwego i wolnego życia, odwagi, posiadania własnego zdania i jego obrony.

Nauczyciel więc kroczy drogą poznania i wiary. Poznanie naturalne z jednej strony skupia go na sobie, na własnej ograniczonej naturze, z drugiej natomiast — odróżnia od innych i odsłania indywidualność. Ostatecznie jednak nie spełnia go, gdyż nie odsłania głębszego sensu życia, którego faktycznie nie ma w ułomnej cielesności. Wiara zaś kieruje poza siebie, otwiera na świat przekraczający człowieka, a w następstwie także na innych ludzi, którzy również do niego zmierzają. Wyznacza cel i sens życia.

W tym kontekście nauczyciel jest zarazem filozofem, gdyż ten ostatni nie szuka szczęścia w tym świecie i nie sądzi o rzeczywistości ufając jedynie rozumowi. Obrona Sokratesa pokazuje, że słuszność argumentów płynących z racjonalnych wyjaśnień nie może nikogo przekonać, jeśli nie wiąże się z wolą dokonania obiektywnej oceny. Nienawiść przekracza rozum, gdyż sprowadza się ostatecznie do pragnienia ludzkiego serca, a nie racjonalnych sądów.

Ateńska demokracja jako oficjalny ustrój państwowy dopuszcza do takich bezsensownych rozstrzygnięć.

Nauczyciel przede wszystkim troszczy się o dusze, czyli dba o wzrost duchowy wychowanków. Odczytuje faktyczny stan duszy, a gdy trzeba, odsłania zakłamanie i pokazuje drogę ku prawdzie. Sokrates służy w ten sposób innym. Żyje w ubóstwie i nie liczy na żadne zewnętrzne korzyści wiedząc, że użycza daru, który nie ma ceny.

KRITON

KRITON: Więc i o to się nie bój. Przecież to nawet niewielkie sumy, co tu niektórzy gotowi wziąć, uratować cię i wyprowadzić stąd. Przy tym, czy ty nie znasz tych donosicieli, jak ich łatwo podpłacić, jak na nich potrzeba mało pieniędzy. A tobie wystarczą, myślę, moje pieniądze; będzie dość. Potem, jeżeli się o mnie boisz i myślisz, że nie trzeba ruszać moich, to ci tu znajomi gotowi pieniądze złożyć. Jeden nawet już przyniósł właśnie na ten cel, ile potrzeba; Simiasz z Teb. A gotów jest i Kebes, i innych wielu bardzo. Więc jak mówię, nie bój się o to i nie opuszczaj rąk, zamiast się ratować, ani jakeś tam w sądzie mówił, tym się nie gryź, że gdybyś stąd wyszedł, to nie miałbyś co ze sobą począć. Bo i wszędzie indziej, gdzie tylko przyjdziesz, będą cię ludzie kochali. A gdybyś chciał pójść do Tesalii, to ja tam mam znajomych; oni cię będą bardzo szanowali i będziesz u nich bezpieczny, i nikt ci nie będzie dokuczał w Tesalii.

A jeszcze, Sokratesie, mam to wrażenie, że nawet nic godziwego nie zamyślasz zrobić, oddając się na śmierć, kiedy się możesz uratować. I tak się spieszysz do tego, do czego by się i wrogowie twoi mogli spieszyć, i pospieszyli się też, żeby cię zgubić.

A oprócz tego zdaje mi się, że i chłopców własnych rzucasz na pastwę losu; mógłbyś ich wychować, wyprowadzić na ludzi, a ty ich rzucasz i zabierasz się; niech sobie robią, co chcą, ciebie to nic nie obchodzi. I co z nimi będzie? Oczywiście — jak to zwykle z sierotami, kiedy same zostaną na świecie. Bo albo się nie powinno robić dzieci, albo już razem z nimi biedę gryźć i chować, i kształcić. A ty, mam wrażenie, wybierasz sobie tak co bądź. A to trzeba tak, jak by wybrał człowiek dzielny, człowiek odważny, to wybierać, kiedy ktoś tak mówi, że o dzielność dbał przez całe życie.

Ja, doprawdy, ja się i za ciebie, i za nas, za twoich przyjaciół, wstydzę; to wszystko, co się z tobą stało, będzie tak wyglądało, że się przez jakiś brak woli u nas takie rzeczy porobiły i to wniesienie skargi do sądu; przecież weszła, choć mogła była nie wpłynąć, i sam przebieg procesu, jak się odbył; i ten koniec teraz, jak na śmiech to wszystko; przez jakieś tchórzostwo, przez niemrawe postępowanie z rąk nam się wszystko wymknęło, powiedzą, bośmy się wcale nie wyratowali ani ty samego siebie; a można było przecież i dałoby się, gdybyśmy my byli choć coś trochę warci!

SOKRATES: „Więc tak, Sokratesie, posłuchaj nas [praw]; myśmy cię wychowały i nie ceń ponad nas dzieci, ani życia, ani niczego innego nie przenoś nad sprawiedliwość, abyś i jak do Hadesu przyjdziesz, mógł to wszystko powiedzieć tamtejszym władcom na swoją obronę. Bo ani się tobie tutaj taki czyn nie wydaje lepszy, ani sprawiedliwszy, ani bardziej zbożny, ani nikomu z twoich bliskich, ani też tam, kiedy przyjdziesz lepiej ci z nim będzie”.

„Teraz odchodzisz pokrzywdzony, jeśli odejdziesz, ale krzywda cię nie od nas, nie od praw spotyka, tylko od ludzi; a jeżeli wyjdziesz stąd, tak haniebnie krzywdą za krzywdę zapłaciwszy i złe za złe oddawszy, jeśli umowy swoje i zobowiązania wobec nas złamiesz i źle zrobisz tym, którym najmniej należało, bo sobie samemu i przyjaciołom, i ojczyźnie, i nam, to my się będziemy na ciebie gniewały za życia, a tam nasi bracia, tamte prawa w Hadesie, nie podejmą cię łaskawie; dowiedzą się, żeś ty nas próbował wniwecz obrócić, o ile było w twojej mocy. Więc niechże cię Kriton czasem nie nakłoni, żebyś zrobił to, co on mówi raczej, niźli my”.

Przyjacielu drogi, Kritonie. Bądź przekonany, że mi te rzeczy ciągle w uszach dzwonią, tak jak Korybantom flety w uszach grają, i tak się we mnie mocno głos tych słów rozlega, że nie potrafię słuchać innych. Bądź przekonany, tak się mi przynajmniej teraz zdaje, że jeśli powiesz coś przeciw temu, będziesz mówił daremnie. Jednakże jeśli uważasz, że coś wskórasz, to mów.

KRITON: Nie, Sokratesie; nie mam co mówić.

SOKRATES: Więc daj pokój; zróbmy tak, skoro tak bóg prowadzi.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 51.4
drukowana A5
kolorowa
za 77.53