E-book
6.83
drukowana A5
21.71
Dotknąć magii

Bezpłatny fragment - Dotknąć magii


Objętość:
89 str.
ISBN:
978-83-8221-767-4
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 21.71

moim dzieciom

Posłowie

Apolonia Lato w tomie poezji „Dotknąć magii” zabiera nas w podróż przez życie. Poetka nie pozwala nam myśleć, że wszystko było proste i dominowała w nim jedna nuta. Przecież bywa, że nawet piękny ogród zarastają chwasty, które trzeba wypielić.

Tom utkany jest ze wspomnień, obserwacji natury i uczuć, które towarzyszą jej przez całe życie.

Wiek dojrzały, pasja, natchnienie zaowocowało utworami lirycznymi odsłaniającymi wrażliwą duszę. Pisząc sercem buduje niepowtarzalny nastrój.

Poetka ubiera w poetyczne kreacje życie i prezentuje różne kroje uczuć.

Rozdział o przyrodzie zaczyna się od refleksji i kieruje je do stwórcy w wierszu „Po prostu”:

wystarczy szeroko otworzyć oczy

by ujrzeć Cię Panie

Zmruż oczy pożycz, energię od słońca i zatop się w odgłosach przyrody. Odkryj na nowo radość życia tak jak w wierszu „Wiosna”

tańczące stokrotki w słońcu…

Maluje wersami tak pięknie by zamknąć oczy zobaczyć obraz :

utkany ze stokrotek

tańczących bratków

bzów majowych…

Żyje czerpiąc energię z otaczającego świata. Wygląda na to, że poezja dla autorki jest odpoczynkiem i radością jak w wierszu „Przebudzenie”:

rozbudzone kwiaty ziewają

tulipany świtem

odsłaniają urodę

słońce lekko je tuli…

W wierszu „urok działki” lekko niby żartem, a ile w nim prawdy:

kret buduje zamki

mszyce podjadają róże

słońce wstało lewą nogą…

a na zakończenie:

chcę odpocząć chłonąc ciepło

a tu słońce wciąż na raty.

Każda pora roku niesie piękno:

nawet jak wiatr zrywa liście

niebo rozlewa deszcz

a zaraz potem:

uwięzione słońce maluje tęczę…

Odchodząca jesień nie nastraja czytelnika optymizmem, tylko daje nadzieję, w przyjściu kolejnej pory roku — zimy:

drzewa ubrała w nowe szaty

śnieg w diamenty jest bogaty…

W rozdziale o miłości, (która ma różne oblicza) spełnionej, niespełnionej, wytęsknionej, takiej która się skończyła, poetka wspomina

zatrzymany czas nie odbiera wspomnień…

czy „Zakochany czas”

odpłacę ci wierszem

o nas o miłości…

Czy „Nie zapomnij mnie”

zapach włosów

ciepło ciała

oszałamia w rytmie…

W wierszu „Czerwona Sukienka” kipi od emocji:

patrzę w bursztynowe oczy

zaskoczona głębią koloru

myślisz pewnie o jednym

prosisz usta o więcej…

Zmysłowość daleka od erotyzmu a jednak to wiersze stricto miłosne.

Jan Paweł II w liście do artystów napisał:

Nikt nie potrafi lepiej zrozumieć Boga, niż twórcy piękna. Różnica polega na tym, że stwórca wydobywa coś z miłości a twórca wykorzystuje coś co istnieje.

Dar tworzenia dostajemy od Boga i jest nam łatwiej zrozumieć siebie, powołanie i misję.

Apolonia Lato oddając w ręce czytelników tom „Dotknąć magii” ma nadzieję, że spotka się ona z dobrym odbiorem.

Ja gorąco polecam, we mnie obudziła niespotykane emocje, bo jej wiersze nie tylko wpadły do ucha ale i do serca.

Alina Anna Kuberska

Laur Bzury

objął pan mnie wczoraj wieczorem

na bulwarach nad Bzurą i szepnął

nie lubię wierszy zaskoczenie

być może


poezja to obrazy

wolność odczuwania

wejście w inny świat

świat wyobraźni

spojrzeć inaczej na rzekę

na przyrodę nie tylko wiosną


kobieta i miłość rozpali zmysły

o życiu przemijaniu prawie wszystko

oswoi samotność


może polubi pan poezję

czytając ze mną wiersze

Szopa Betlejemska

pośród nocy gwiazda lśni

z nieba zabrzmiał złoty róg

anioł skrzydła rozpiął swe

bo tam w szopie wielki cud


w żłobie dziecię sianko kole

a zimny wicher srogi dmie


pastuszkowie biegną wnet

aby klęknąć mu u stóp

swoje dary niosą Panu

Boże proroctwo spełnia się

Po prostu

wystarczy szeroko otworzyć oczy

by ujrzeć Cię Panie w słońcu

kroplach deszczu kolorowej tęczy


w kształtach i barwach kwiatów

namalowanych niewidzialnym pędzlem


w podmuchach wiatru w falującym zbożu

chórze podniebnym wytrwałych śpiewaków

majowych zapachach w letnich błyskawicach


w śniegu wirującym jak w teatrze balet

w różnorodności


odrodź się Panie w człowieku

Krótko

namaluję na tle stokrotek

tak prostych jak na warcie żołnierz

tańczących bratków bzów majowych

i damę w sukni ze złocistych mleczy

z radością deszczu ze spotkania słońca


zamknę w złocistą ramę


Przebudzenie

rozbudzone kwiaty ziewają

strącone krople rosy

ślizgają się po liściach

przyciągają ciekawość oczu


tulipany świtem odsłaniają urodę

słońce otwiera i tuli

zmierzch zamyka

noc z kolorami w sporze


rozdzwoniły się konwalie

przelatują dźwięki szeptem

otulone w zieleń płaszcze

bronią niewinności


kiście bzu pochylają się ku dłoniom

wiatr kołysze je pieści poprzez liście

przedzierają się zapachy

witaj wiosno

Malwy

drewniane domki z ogrodem

wyniosłe dumne wśród kwiatów

wystrojone panny młode


w czasie szalonej zabawy

w burze kołyszą się liście

nie tracą suknie uroku

w deszczu kolorem zabłyszczą


daleko sięgam pamięcią

wioska latem rozkwita

pośród spotkanych piękności

to niewątpliwa elita


z kielichów wpiętych w łodygi

piją słodki nektar pszczoły

grono małych lokatorów

w wielkości widzi ostoję


cofnąć czas z łykiem kawy

jestem na to gotowa

choć z namiastką młodości

spojrzeć na nie od nowa

Łez warta

wiatr delikatnie muska

słońce płatki rozchyla

rosa siada na liściach

kolorem wabi motyla


tajemnicza elegancka

niewidoczne kolce broni

zrywając piękność w ogrodzie

ocieram łzy ciepłem dłoni

Zapach

noc zbladła

słońce się przebudziło

zajrzało figlarnie

zawirowały cienie liści


przejrzało się w lustrze

nie przeszkodziły obłoki

przysiadło na trawie

długo zbierało łzy świtu


przez otwarte okno

wśliznął się zapach lata

Urok działki

to ją pokona znowu jest górą

odwieczna walka działkowca z naturą

słońce wstało lewą nogą

nie ma śladu już po nocy

rozłożyło cień na trawie

zapach kwiatów nabrał mocy


kret buduje swoje zamki

fundamentem jest tu ziemia

ciemne wiśnie skubią szpaki

dla nich żadnej kary nie ma


mszyce podjadają róże

grzyb rozgościł się na gruszy

liście zwija nektaryna

ale zielska nic nie wzruszy


pies zajadle goni kota

w skorupie twardej ślimak śpi

komarzyca jak na haju

przysysa się do świeżej krwi


u mnie głośno grają nerwy

patrzę z żalem na rabaty

chcę odpocząć chłonąć piękno

a tu słońce wciąż na raty


słowo działka jest w przecenie

przy tych słowach się rumienię

Wakacje

wsłuchaj się w przyrody zew odwagę w marzeniach miej

z wiatrem i fantazją choć na tydzień z domu zwiej


może by tak ciepłe kraje inny klimat obyczaje

bezkres piasku na pustyni a jak psotnik się zatoczy

uniesiony tuman pyłu może sypnąć prosto w oczy


popatrz w dali jest ocean słońce w nim się zakochało

by zanurzyć swe promienie srebrem wodę obsypało

stała się zaczarowana zerkasz często mimo woli

poprzez błękit zieleń granat w berka grają tam kolory


czasem bywa niepokorna wcale wejść ci nie pozwala

uśmiechnięta z grzywą fala powala wnet na kolana

będzie miotać poniewierać nie szukaj z nią żadnej zwady

nawet kiedy cię poniża bo to żywioł nie dasz rady


może w góry wyrzeźbione czasem taka ich uroda

wodospady i kaskady z wielkim szumem spływa woda

przetestuje twą odwagę kiedy z hukiem z góry spada

stań i poczuj z jaką siłą biczem mięśnie ci okłada


możesz ujrzeć inne cuda miej nadzieję że się uda

Koncert

zachodzące słońce ciągnie za sobą

resztki gasnącego dnia

bez gali biletów oklasków

pora na koncert


w oddali zielone drzewa

i artyści w duecie

ptasi chórek unosi się wystrojony

wieczorową mgiełkę

trzepocząc skrzydełkami

wyśpiewuje arie


ukryty w liściach dyrygent

wybija dziobem rytm

w trawie w zielonych smokingach

grają świerszcze


uwalnia się muzyka

szybuje wtapia w całość

napawa nostalgią

nawet zawadiaka

przysiadł na gałęziach drzew

rozmarzony zasłuchany cichutki


muskają kwiaty nocne ćmy

chłoną zapach i muzykę

niecodzienną bajkową

śpiew ptaków rozbrzmiewa to milknie

a świerszcze wciąż grają

Ku słońcu

myślenie rozmywa się

z odradzającym jutrem

zza niebieskich promieni

spogląda na Ziemię

niespokojny Duch Słońca

czarne punkty sięgają biosfery


skwar wiruje oplata

sterczące trawy wśród betonu

nie ma śladu po deszczu

drzewa senne czekają jutra


rozlewa się kaskada dźwięków

chmury nabrzmiałe topią ulice

po dachach hula wiatr


nie odzyska straconego czasu

nawet sztafeta pokoleń

lato 2019 r.

To już koniec

jest w kasztanach

czerwonej jarzębinie


w chmurach słońcu deszczu

zimnej rosie wczesnym rankiem

słucha też koncertu

wron gawronów szumu wiatru


jest w złocistej mimozie

pośród traw na skraju łąki

pochylona żegna lato

kapryśne pełne żaru

ozonu i kwiatów

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 21.71