E-book
15.75
drukowana A5
55.62
Czysty umysł

Bezpłatny fragment - Czysty umysł

Jak odzyskać spokój, skupienie i kontrolę nad własnym życiem


Objętość:
232 str.
ISBN:
978-83-8467-541-0
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 55.62

SŁOWO OD AUTORA

Dziękuję Ci, Drogi Czytelniku, za zakup mojej książki. Mam nadzieję, że czas, który poświęcisz na jej przeczytanie, okaże się dobrą inwestycją w samego siebie.

Nazywam się Adam Hanas. Jestem szczęśliwym mężem, tatą i — po prostu — szczęśliwym człowiekiem.

W tej książce pragnę podzielić się z Tobą wiedzą i doświadczeniami, które zdobywałem przez lata. Chcę pokazać Ci techniki medytacji, które sam poznałem, praktykowałem i sprawdzałem na sobie. Są proste, nie wymagają specjalistycznego sprzętu ani wyjątkowych umiejętności, a wiele z nich możesz bez większego problemu wprowadzić do swojego codziennego życia.

Nie oczekuję, że uwierzysz mi we wszystko, co przeczytasz. Wręcz przeciwnie — zachęcam Cię, abyś podszedł do tej książki z otwartym umysłem, ale jednocześnie sam sprawdzał, co rzeczywiście Ci służy.

Zaparz więc swoją ulubioną herbatę lub kawę, usiądź wygodnie i zaczynajmy.


Moja droga do medytacji

Moja przygoda z medytacją rozpoczęła się w 2017 roku.

Na początku dużo czytałem. Interesowały mnie medytacja, praca z umysłem, neuronauka, a także zagadnienia związane z fizyką kwantową. Z czasem same książki przestały mi wystarczać. Chciałem dowiedzieć się więcej, ale przede wszystkim chciałem zacząć wykorzystywać zdobytą wiedzę w praktyce.

Zapisałem się więc na kolejne kursy i szkolenia. Poznawałem różne podejścia i techniki, a następnie zacząłem sprawdzać je na sobie. A uwierz mi — jest ich naprawdę wiele.

Później przyszedł czas na dzielenie się tym, czego się nauczyłem, z żoną, rodziną i znajomymi.

Przyznam otwarcie: początkowo sam podchodziłem do wielu rzeczy sceptycznie. Z czasem jednak, obserwując własne doświadczenia i zmiany zachodzące w moim życiu, zacząłem patrzeć na medytację zupełnie inaczej.

Stała się dla mnie czymś więcej niż chwilowym zainteresowaniem. Z czasem stała się częścią mojego życia.


Dla kogo jest ta książka?

Napisałem ją przede wszystkim dla osób, które chcą zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć własnemu życiu, emocjom, myślom i codziennym wyborom.

Nie musisz mieć wcześniejszego doświadczenia z medytacją. Nie musisz również należeć do żadnej konkretnej grupy społecznej czy zawodowej.

W kolejnych rozdziałach będę pisał między innymi o dzieciach i młodzieży, osobach aktywnych zawodowo, przedsiębiorcach, sportowcach i seniorach. Pokażę również proste ćwiczenia, które można dostosować do własnych możliwości i sytuacji.

Nie ma znaczenia, czy obecnie szukasz pracy, pracujesz na etacie, prowadzisz firmę czy osiągnąłeś już zawodowy sukces. Każdy z nas mierzy się z emocjami, stresem, trudnymi decyzjami, relacjami i własnymi myślami.

I właśnie dlatego warto czasem zatrzymać się i pobyć przez chwilę samemu ze sobą.

Ta książka nie ma być instrukcją idealnego życia. Chciałbym raczej, aby stała się zaproszeniem do lepszego poznania własnego umysłu.

Znajdziesz w niej moje doświadczenia, przemyślenia oraz proste ćwiczenia, które możesz samodzielnie wypróbować.

Nie chcę, żebyś tylko o nich przeczytał.

Chcę, żebyś ich doświadczył.



ROZDZIAŁ 1
Czym właściwie jest medytacja?

Kiedy słyszymy słowo „medytacja”, każdy może mieć przed oczami coś innego. Jedni wyobrażają sobie buddyjskiego mnicha siedzącego godzinami w ciszy, inni muzykę relaksacyjną, świece i kadzidła. Jeszcze inni traktują medytację jako coś duchowego albo związanego z religią.

Tymczasem w swojej podstawowej formie medytacja może być czymś znacznie prostszym.

To praktyka polegająca między innymi na świadomym kierowaniu uwagi — na oddech, ciało, pojawiające się myśli albo po prostu na chwilę obecną. Nie chodzi o to, aby za wszelką cenę „wyłączyć myślenie”. Myśli będą się pojawiały. Sztuka polega raczej na tym, żeby nauczyć się je zauważać, nie podążać automatycznie za każdą z nich i wracać uwagą do tego, na czym chcemy się skupić.

Medytacja nie jest nowym wynalazkiem. Różne jej formy praktykowano od tysięcy lat i były one obecne w wielu kulturach oraz tradycjach. Dzisiaj medytacja wyszła jednak daleko poza swoje religijne czy duchowe korzenie. Korzystają z niej ludzie o bardzo różnych przekonaniach i stylach życia.

I właśnie to uważam za jedną z jej największych zalet.

Nie musisz zmieniać swoich przekonań, żeby spróbować medytacji.


Nie komplikuj tego, co jest proste

Medytować można na wiele sposobów: siedząc, leżąc, podczas spokojnego spaceru, koncentrując się na oddechu, dźwiękach, ciele czy własnych myślach.

W tej książce będę skupiał się przede wszystkim na prostych technikach, które sam praktykuję i które łatwo zastosować w codziennym życiu.

Nie potrzebujesz specjalnego pomieszczenia. Nie musisz kupować maty, poduszki, świec ani żadnego sprzętu.

Potrzebujesz przede wszystkim kilku minut i odrobiny spokoju.

Możesz usiąść wygodnie na krześle lub w fotelu, zamknąć oczy i przez kilka minut obserwować własny oddech. Możesz również obserwować pojawiające się myśli, nie oceniając ich i nie próbując z nimi walczyć.

Brzmi banalnie?

Być może.

Sam kiedyś zastanawiałem się, jak coś tak prostego może mieć jakiekolwiek znaczenie.

Dopiero praktyka pokazała mi, że największa trudność nie polega na nauczeniu się skomplikowanej techniki. Trudność polega na regularności.


Medytacja jest treningiem

Lubię porównywać medytację do treningu fizycznego.

Jeśli pójdziesz raz na siłownię, nie oczekujesz przecież, że następnego dnia Twoje ciało będzie wyglądało zupełnie inaczej. Podobnie jest z umysłem.

Jedna sesja może dać Ci poczucie odprężenia czy wyciszenia. Niektórzy odczują różnicę szybko, inni będą potrzebowali więcej czasu. Dlatego nie chcę obiecywać Ci, że po trzech, siedmiu czy trzydziestu dniach wydarzy się coś konkretnego.

Chcę zaproponować Ci coś innego:

daj sobie czas i obserwuj.

Nie oceniaj medytacji po pierwszych dwóch próbach. Spróbuj wykonywać ją regularnie przez kilka tygodni i zwracaj uwagę na to, co dzieje się z Twoimi myślami, emocjami, reakcjami na stres czy zdolnością do koncentracji.

Właśnie systematyczność uważam za jeden z najważniejszych elementów całej praktyki.

Lepiej medytować przez pięć minut każdego dnia niż przez godzinę raz na kilka tygodni.

Z czasem medytacja może stać się czymś zupełnie naturalnym — chwilą w ciągu dnia, podczas której zatrzymujesz się i sprawdzasz, co właściwie dzieje się w Twojej głowie.


Po co właściwie medytować?

To pytanie zadawałem sobie również ja.

Po co siedzieć kilka czy kilkanaście minut w ciszy, skoro mamy tyle rzeczy do zrobienia?

Z czasem odpowiedziałem sobie na to pytanie w bardzo prosty sposób:

właśnie dlatego, że mamy ich tak dużo.

Żyjemy w świecie ogromnej liczby bodźców. Telefon, wiadomości, media społecznościowe, telewizja, praca, obowiązki, problemy, reklamy. Nasz umysł praktycznie przez cały dzień otrzymuje kolejne informacje.

Często nawet nie zauważamy, jak trudno jest nam po prostu niczego przez chwilę nie sprawdzać.

Medytacja może stworzyć w tym wszystkim niewielką przestrzeń.

Kilka czy kilkanaście minut, podczas których nie musisz odpowiadać na wiadomości, rozwiązywać problemów ani zastanawiać się nad tym, co wydarzy się jutro.

Po prostu jesteś.

Regularna praktyka medytacyjna jest badana między innymi w kontekście stresu, lęku, koncentracji, snu czy dobrostanu psychicznego. Nie jest jednak cudownym lekarstwem i nie powinna zastępować profesjonalnej pomocy czy leczenia tam, gdzie są one potrzebne.

Dla mnie jest przede wszystkim narzędziem pracy z własnym umysłem.

I właśnie w taki sposób chciałbym ją przedstawić w tej książce.


Cisza czy muzyka?

Często pojawia się również pytanie: czy podczas medytacji trzeba siedzieć w całkowitej ciszy?

Nie.

Można medytować przy spokojnej muzyce, dźwiękach natury czy nagraniach prowadzonych. Dzisiaj mamy do nich bardzo łatwy dostęp.

Ja osobiście najczęściej wybieram ciszę. Kilku moich znajomych zdecydowanie woli jednak medytować przy muzyce.

I kto ma rację?

Jedni i drudzy.

Nie szukaj jednej „idealnej” metody tylko dlatego, że ktoś powiedział, że właśnie tak należy medytować.

Spróbuj różnych sposobów.

Jeśli łatwiej Ci się wyciszyć przy delikatnej muzyce — wykorzystaj ją. Jeśli muzyka Cię rozprasza — wyłącz ją. Jeśli wolisz zamknąć oczy — zamknij. Jeśli dana technika wymaga otwartych oczu i dobrze się z tym czujesz — medytuj w ten sposób.

Z czasem sam zaczniesz zauważać, co najlepiej działa właśnie na Ciebie.


Pierwsze zadanie dla Ciebie

Nie chcę, aby ta książka była czymś, co przeczytasz, odłożysz na półkę i zapomnisz.

Dlatego już teraz proponuję Ci pierwsze, bardzo proste ćwiczenie.

Usiądź wygodnie.

Odłóż telefon.

Ustaw minutnik na 3 minuty.

Zamknij oczy i zwróć uwagę na swój oddech. Nie próbuj oddychać w żaden szczególny sposób. Po prostu zauważaj wdech i wydech.

Jeśli pojawi się myśl — a prawdopodobnie się pojawi — zauważ ją i spokojnie wróć uwagą do oddechu.

Nie oceniaj, czy zrobiłeś to dobrze.

Po trzech minutach otwórz oczy.

To wszystko.

Właśnie odbyłeś jedną z najprostszych sesji medytacyjnych.

A jeżeli podczas tych trzech minut pomyślałeś o pracy, zakupach, kolacji, rachunkach albo o tym, że medytacja jest bez sensu — spokojnie.

Nie przegrałeś.

Właśnie zauważyłeś, jak pracuje Twój umysł.

I od tego zaczyna się cała przygoda.

ROZDZIAŁ 2
Medytacja na różnych etapach życia

Jedną z rzeczy, które najbardziej cenię w medytacji, jest jej uniwersalność.

Nie jest zarezerwowana dla konkretnej grupy ludzi. Nie trzeba być sportowcem, przedsiębiorcą, osobą bardzo spokojną ani kimś szczególnie zainteresowanym rozwojem osobistym.

Możemy mieć pięć, dwadzieścia, czterdzieści czy siedemdziesiąt lat. Każdy z nas znajduje się po prostu na innym etapie życia i mierzy się z innymi wyzwaniami.

Dlatego nie istnieje jedna sesja medytacyjna odpowiednia dla wszystkich.

Dziecko potrzebuje czegoś innego niż przedsiębiorca prowadzący firmę. Student ma inne problemy niż senior. Inaczej podejdziemy również do osoby zdrowej, a inaczej do kogoś, kto zmaga się z chorobą.

Technikę warto dopasować do człowieka, a nie człowieka do techniki.


Medytacja u dzieci — zacznijmy od zabawy

Pierwsze proste elementy uważności i pracy z oddechem możemy wprowadzać już u kilkuletnich dzieci.

Nie nazywałbym tego jednak wielką nauką medytacji.

Dla dziecka powinna to być przede wszystkim zabawa.

Kilkuletni człowiek poznaje świat, uczy się nowych rzeczy, rozwija wyobraźnię i dopiero zaczyna rozpoznawać własne emocje. Nie oczekujmy więc, że pięciolatek będzie przez dwadzieścia minut siedział nieruchomo z zamkniętymi oczami.

Nie o to chodzi.

Wystarczą dwie czy trzy minuty.

Jeżeli dziecko chce skończyć wcześniej — pozwólmy mu. Jeżeli któregoś dnia nie ma ochoty — również to uszanujmy.

Medytacja nie może kojarzyć mu się z karą ani kolejnym obowiązkiem.

Ma być ciekawym doświadczeniem.


Zabawa 1. Oddychający brzuszek

Poproś dziecko, aby wygodnie usiadło na dywanie, krześle albo fotelu.

Jeżeli chce, może zamknąć oczy.

Następnie poproś je, aby przez chwilę spokojnie oddychało i zwróciło uwagę na swój brzuch.

Co dzieje się podczas wdechu?

Co podczas wydechu?

Czy brzuszek się unosi?

Czy później opada?

Możesz przez chwilę liczyć spokojnie razem z dzieckiem.

Nie poprawiaj go co kilka sekund. Nie mów: „źle oddychasz”, „siedź prosto”, „skup się”.

Pozwól mu obserwować.

Po dwóch czy trzech minutach zakończcie ćwiczenie.

To wystarczy.

Przy najmłodszych dzieciach najlepiej zacząć jak najprościej: od spokojnej obserwacji naturalnego oddechu.


Zabawa 2. Posłuchaj swojego serca

Drugie ćwiczenie szczególnie ciekawie wykonać po zabawie, spacerze albo innej aktywności fizycznej.

Poproś dziecko, żeby usiadło i położyło dłoń na klatce piersiowej.

Zapytaj:

Czy czujesz bicie serca?

Bije szybko czy wolno?

Co dzieje się po minucie spokojnego siedzenia?

Możecie wspólnie obserwować, jak ciało stopniowo się uspokaja.

Właśnie w taki sposób można uczyć dziecko zwracania uwagi na własne ciało.

To jest właśnie uważność w bardzo prostej formie.


Dzieci w wieku szkolnym

Ze starszym dzieckiem możemy zrobić kolejny krok.

Poproś je, aby wygodnie usiadło w spokojnym miejscu i przez kilka minut obserwowało pojawiające się myśli.

Możesz powiedzieć:

„Wyobraź sobie, że myśli są jak chmury na niebie. Pojawiają się, przepływają i znikają. Nie musisz ich zatrzymywać.”

To proste porównanie dobrze pokazuje, że myśli mogą się pojawiać i odchodzić, a my nie musimy za każdą z nich podążać.

Jeżeli przez chwilę żadna myśl się nie pojawia — też dobrze.

Nie robimy tutaj sprawdzianu.

Nie pytamy po ćwiczeniu: „Ile miałeś myśli?”, „Czy dobrze się skupiłeś?”.

Chodzi o samo zauważenie tego, co dzieje się wewnątrz.

Możemy zacząć od trzech minut.

Jeżeli dziecku się spodoba, z czasem sesja może być trochę dłuższa.

Niech jednak ciekawość będzie ważniejsza od wyniku.


Młodzież i studenci

Okres dorastania jest szczególny.

Pojawiają się pierwsze naprawdę ważne wybory. Szkoła, studia, zawód, relacje, przyjaźnie, pierwsza miłość. Do tego dochodzi potrzeba akceptacji przez grupę, presja otoczenia, internet i media społecznościowe.

Pamiętam siebie w podobnym wieku.

Sam nie wiedziałem do końca, czy chcę zostać sportowcem, dobrym pracownikiem czy może kiedyś przedsiębiorcą.

I chyba wielu młodych ludzi przechodzi przez podobny etap.

Dlatego właśnie w tym wieku kilka minut spędzonych samemu ze sobą może być wartościowym doświadczeniem.

Nie dlatego, że medytacja magicznie odpowie na pytanie:

„Kim mam zostać?”

Ale może stworzyć przestrzeń, w której przez chwilę nie odpowiada za nas kolega, rodzic, nauczyciel, TikTok czy Instagram.

Zostajemy sami ze swoimi myślami.


Proste ćwiczenie

Usiądź wygodnie w miejscu, w którym przez kilka minut nikt nie będzie Ci przeszkadzał.

Zamknij oczy.

Przez pierwszą minutę po prostu spokojnie oddychaj.

Następnie zacznij obserwować myśli.

Nie rozwijaj ich świadomie i nie próbuj ich usuwać.

Zauważ:

„Pojawiła się myśl.”

I wróć do oddechu.

Na początku wystarczy pięć minut.

Z czasem możesz zwiększyć długość sesji do dziesięciu minut, jeśli czujesz się z tym dobrze.

W tym wieku nie chodzi o bicie rekordów w medytacji.

Chodzi o nauczenie się czegoś znacznie ważniejszego:

umiejętności zatrzymania się.


Dorośli — kiedy głowa jest pełna

Im jesteśmy starsi, tym więcej zazwyczaj nosimy w głowie.

Praca. Pieniądze. Rodzina. Kredyt. Dzieci. Zdrowie. Relacje. Plany. Problemy. Decyzje.

Do tego dochodzą doświadczenia z poprzednich lat — zarówno dobre, jak i trudne.

Można nazwać to „bagażem doświadczeń, problemów, rozterek, decyzji i wyzwań”.

I nadal bardzo pasuje mi to określenie.

Nie oznacza to oczywiście, że każdy dorosły powinien medytować dwadzieścia czy czterdzieści minut.

Nie chcę już nawet podawać jednej idealnej liczby.

Jeżeli masz pięć minut — wykorzystaj pięć.

Jeżeli masz piętnaście — świetnie.

Jeżeli któregoś dnia masz ochotę posiedzieć w ciszy dłużej — również dobrze.

Najważniejsze, aby medytacja nie stała się kolejnym obowiązkiem, który wpisujesz do kalendarza i którego niewykonanie wywołuje poczucie winy.

Ma Ci pomagać się zatrzymać.

Nie dokładać kolejnej presji.


Medytacja w pracy

Niezależnie od tego, czy jesteś nauczycielem, pracujesz w sklepie, kopalni, biurze, korporacji czy wykonujesz pracę fizyczną — prawdopodobnie znasz stres zawodowy.

Terminy.

Klienci.

Przełożeni.

Współpracownicy.

Odpowiedzialność.

Monotonia.

Presja wyniku.

Nie możemy przez całe życie funkcjonować wyłącznie na najwyższych obrotach.

Czasami trzeba zwolnić.

I nie oznacza to lenistwa.

Kilka minut spokojnego oddechu przed rozpoczęciem pracy, podczas przerwy albo po powrocie do domu może być sposobem na wyznaczenie granicy między jednym etapem dnia a drugim.

Możesz przed wejściem do domu zatrzymać się na pięć minut w samochodzie.

Odłożyć telefon.

Zamknąć oczy.

Pooddychać.

I dopiero później wejść do rodziny.

Problemy zawodowe prawdopodobnie nie znikną.

Ale Ty możesz wejść do domu w trochę innym stanie niż pięć minut wcześniej.

I czasem właśnie tyle potrzeba.


Medytacja dla przedsiębiorców

Ten temat jest mi szczególnie bliski.

Prowadzenie własnej firmy może dawać ogromną satysfakcję, ale niesie również odpowiedzialność.

Klienci, pracownicy, podatki, rachunki, inwestycje, konkurencja i decyzje, których czasem nikt za nas nie podejmie.

Sam znam to uczucie.

Bywają momenty, kiedy człowiek wraca do domu, ale jego firma wraca razem z nim — w jego głowie.

Myślisz podczas kolacji.

Myślisz pod prysznicem.

Kładziesz się do łóżka i nadal analizujesz.

A może powinienem zrobić to?

A co będzie, jeśli stracimy tego klienta?

Czy zatrudnić kolejną osobę?

Czy inwestować?

Czy poczekać?

I właśnie tutaj medytacja jest dla mnie szczególnie wartościowa.

Nie dlatego, że podczas sesji tajemniczy głos poda przedsiębiorcy gotowe rozwiązanie.

Chodzi o coś prostszego.

O zrobienie miejsca w głowie.

Czasem najlepszy pomysł pojawia się nie wtedy, kiedy przez trzy godziny próbujemy go wymusić, ale właśnie wtedy, kiedy przestajemy na chwilę naciskać.

Możesz więc przed rozpoczęciem pracy albo po jej zakończeniu zrobić prostą, dziesięciominutową sesję.

Przez pierwsze kilka minut obserwuj oddech.

Jeżeli pojawią się sprawy firmowe — zauważ je i pozwól im odejść.

Nie rozwiązuj ich podczas tej sesji.

Po prostu daj głowie chwilę bez obowiązku podejmowania kolejnej decyzji.

Być może po medytacji spojrzysz na problem dokładnie tak samo.

A być może zauważysz coś, czego wcześniej nie dostrzegałeś.

Nie oczekuj odpowiedzi. Stwórz przestrzeń, żeby mogła się pojawić.


Medytacja u seniorów

Wiek zmienia wiele rzeczy, ale nie odbiera nam możliwości uczenia się czegoś nowego.

Wręcz przeciwnie.

Seniorzy mają za sobą doświadczenia, których młodsi ludzie dopiero będą nabierać. Radości, sukcesy, straty, rozczarowania, zmiany, relacje, wychowanie dzieci, praca zawodowa.

To ogromny bagaż.

I właśnie dlatego uważam, że kilka minut świadomego zatrzymania może być wartościowe również w starszym wieku.

Nie chodzi o to, żeby nagle całkowicie zmieniać swoje życie.

Można zacząć od pięciu minut.

Usiąść wygodnie.

Zamknąć oczy.

Spokojnie oddychać.

Przez chwilę nie wracać do tego, co było wczoraj, i nie martwić się tym, co wydarzy się jutro.

Po prostu pobyć tu i teraz.

Dla jednej osoby będzie to chwila odpoczynku. Inna zacznie bardziej zauważać swoje emocje. Ktoś jeszcze przypomni sobie o hobby, które porzucił wiele lat wcześniej.

Nie chcę obiecywać, że medytacja zatrzyma starzenie czy rozwiąże problemy zdrowotne.

Może jednak stać się jednym ze sposobów dbania o dobrostan psychiczny, spokój i kontakt z samym sobą.

A na naukę czegoś nowego naprawdę nigdy nie jest za późno.


Medytacja podczas choroby

To jeden z tematów, przy których chcę być szczególnie ostrożny.

Medytacja nie zastępuje lekarza, leków, diagnostyki ani leczenia.

Jeżeli ktoś choruje, powinien korzystać z pomocy medycznej zgodnie z zaleceniami specjalistów.

Medytacja może natomiast pełnić rolę wspierającą.

Choroba często dotyka przecież nie tylko ciała.

Pojawia się lęk.

Niepewność.

Bezsenność.

Stres.

Pytania o przyszłość.

Czasem złość i poczucie niesprawiedliwości.

I właśnie w takiej sytuacji kilka minut spokojnego oddechu czy obserwacji własnych myśli może być chwilą odpoczynku od ciągłego napięcia.

Pamiętam kobietę chorującą na złośliwy nowotwór przełyku.

Opowiedziałem jej o medytacji i pożyczyłem kilka książek. Choroba niestety postępowała i kobieta zmarła.

Po pogrzebie jej mąż i córka powiedzieli mi jednak coś, co zapamiętałem na długo.

Według nich w ostatnich tygodniach życia była znacznie spokojniejsza niż wcześniej.

Nie jestem w stanie powiedzieć, jaka dokładnie była w tym rola medytacji.

Mogę powiedzieć jedynie, że dla niej stała się jednym ze sposobów przeżywania bardzo trudnego czasu.

I chyba właśnie w taki sposób warto na to patrzeć.

Nie jako na cudowne leczenie.

Ale jako na narzędzie, które może pomóc człowiekowi znaleźć odrobinę spokoju w sytuacji, której nie może całkowicie kontrolować.


Opiekun też potrzebuje opieki

Kiedy mówimy o ciężkiej chorobie, bardzo często cała uwaga skupia się na osobie chorej.

I słusznie.

Ale obok niej jest zazwyczaj ktoś jeszcze.

Mąż.

Żona.

Rodzic.

Dziecko.

Rodzeństwo.

Ktoś, kto pomaga wstać, podaje leki, gotuje, wozi do lekarza, czuwa w nocy i każdego dnia obserwuje cierpienie bliskiej osoby.

Opiekunowie potrafią przez wiele miesięcy czy lat funkcjonować na granicy swoich możliwości.

Czasem nawet nie zauważają, jak bardzo są zmęczeni.

Dlatego krótką medytację szczególnie polecałbym właśnie im.

Nie po to, żeby zapomnieć o chorym.

Po to, żeby przez kilka minut przypomnieć sobie również o sobie.

Usiąść.

Oddychać.

Rozluźnić ciało.

Pozwolić sobie przez chwilę niczego nie rozwiązywać.

Opieka nad kimś wymaga siły.

A żeby móc tę siłę dawać, trzeba czasem samemu ją odzyskać.


Ćwiczenie — pięć minut dla opiekuna

Jeśli opiekujesz się bliską osobą, spróbuj znaleźć pięć minut tylko dla siebie.

Usiądź wygodnie.

Zamknij oczy.

Przez pierwszą minutę obserwuj oddech.

Następnie zwróć uwagę na ciało.

Czy masz napięte barki?

Szczękę?

Brzuch?

Nie próbuj niczego na siłę zmieniać.

Po prostu zauważ.

Na koniec powiedz sobie w myślach:

„Teraz przez chwilę również ja mam prawo odpocząć.”

I tyle.

Nie musisz robić niczego więcej.


Medytacja w ciąży

Ciąża jest wyjątkowym okresem.

Wiem oczywiście, że nie mogę opowiadać o niej z perspektywy kobiety.

Mogłem jednak obserwować ten czas bardzo blisko — jako przyszły tata.

I zobaczyłem, ile emocji może mu towarzyszyć.

Radość.

Oczekiwanie.

Niepewność.

Zmiany w ciele.

Pytania o zdrowie dziecka.

Poród.

Pracę.

Przyszłość.

Każda kobieta przechodzi ciążę inaczej, dlatego również tutaj nie ma jednej metody dobrej dla wszystkich.

Spokojna praktyka oddechowa lub medytacja może jednak dla części kobiet stać się sposobem na kilka minut wyciszenia.

Nie chodzi o osiąganie specjalnego stanu.

Wystarczy wygodnie usiąść albo położyć się w pozycji odpowiedniej dla danego etapu ciąży i przez kilka minut spokojnie obserwować oddech.

Jeżeli dana technika powoduje dyskomfort, zawroty głowy albo niepokój — należy ją przerwać.

W ciąży, podobnie jak w przypadku chorób, zdrowie i zalecenia lekarza czy położnej są zawsze ważniejsze niż wykonanie jakiegokolwiek ćwiczenia.


Proste ćwiczenie dla przyszłej mamy

Usiądź wygodnie.

Nie próbuj zmieniać swojego naturalnego oddechu.

Połóż dłoń na brzuchu, jeśli jest Ci z tym komfortowo.

Zamknij oczy i przez trzy do pięciu minut obserwuj:

• oddech,

• ciało,

• pojawiające się emocje.

Nie oceniaj ich.

Jeśli czujesz radość — zauważ ją.

Jeśli pojawia się niepokój — również go zauważ.

Nie musisz w tej chwili niczego rozwiązywać.

Po prostu jesteś ze sobą i ze swoim dzieckiem.

Każdy z nas jest na innym etapie

Dziecko, student, przedsiębiorca, senior, osoba chora czy kobieta oczekująca dziecka mają zupełnie inne doświadczenia.

A jednak w każdym z tych przypadków medytacja zaczyna się bardzo podobnie.

Od zatrzymania.

Od oddechu.

Od zauważenia własnego ciała i myśli.

Nie musisz dostosowywać swojego życia do medytacji.

Dostosuj medytację do swojego życia.

Jeśli możesz poświęcić jej trzy minuty — zacznij od trzech.

Jeśli z czasem zechcesz więcej — zostań dłużej.

Najważniejsze, żeby nie traktować jej jak obowiązku ani lekarstwa na wszystko.

Potraktuj ją jako jedno z narzędzi, które możesz mieć przy sobie niezależnie od tego, na jakim etapie życia właśnie jesteś.

ROZDZIAŁ 3
Sukces zaczyna się w głowie

Czym właściwie jest sukces?

Przez wiele lat kojarzono go przede wszystkim z pieniędzmi, stanowiskiem, drogim samochodem czy rozpoznawalnością.

Ja patrzę na niego trochę inaczej.

Jedna z definicji, która szczególnie do mnie trafia, mówi, że sukces to nieustanne dążenie do wartościowego celu.

I właśnie słowo „wartościowego” jest tutaj najważniejsze.

Dla jednej osoby sukcesem będzie zbudowanie dużej firmy.

Dla innej ukończenie studiów.

Ktoś marzy o własnym domu.

Ktoś inny o założeniu rodziny.

Dla jeszcze innej osoby sukcesem może być praca w przedszkolu, ponieważ od dziecka chciała pracować z dziećmi i każdego dnia wykonuje tę pracę z zaangażowaniem.

Człowiekiem sukcesu może być również właścicielka małego osiedlowego warzywniaka, która lubi swoją pracę, zna klientów, jest niezależna i właśnie tak wyobrażała sobie swoje życie.

Nie trzeba mieć milionów na koncie, żeby móc powiedzieć:

„Jestem człowiekiem sukcesu.”

Najpierw trzeba jednak odpowiedzieć sobie na inne pytanie:

Co dla mnie jest naprawdę wartościowym celem?


Cel musi być Twój

To brzmi banalnie, ale w praktyce wcale takie nie jest.

Wielu ludzi przez lata realizuje cele, które nie do końca są ich własne.

Rodzice chcieli, żeby skończyli konkretne studia.

Znajomi kupili mieszkania, więc oni też powinni.

Kolega otworzył firmę, więc może trzeba zrobić to samo.

Ktoś w internecie powiedział, że człowiek sukcesu powinien zarabiać określoną kwotę.

I powoli zaczynamy gonić za czymś, czego być może sami nigdy naprawdę nie chcieliśmy.

Dlatego zanim zaczniesz walczyć o cel, zatrzymaj się i sprawdź, czy naprawdę jest Twój.

Zadaj sobie trzy pytania:

Czy rzeczywiście tego chcę?

Dlaczego tego chcę?

Co zmieni się w moim życiu, jeśli to osiągnę?

Jeżeli nie potrafisz odpowiedzieć od razu — spokojnie.

Czasem warto pobyć z tym pytaniem kilka dni.

Właśnie tutaj medytacja może być pomocna.

Nie dlatego, że da gotową odpowiedź.

Ale dlatego, że przez chwilę wyłącza hałas z zewnątrz i pozwala Ci usłyszeć własne myśli.


Droga jest częścią sukcesu

Często skupiamy się tylko na wyniku.

Chcemy schudnąć.

Zarobić konkretną kwotę.

Awansować.

Zbudować firmę.

Wygrać zawody.

Ale sam wynik to tylko fragment całej historii.

Spójrz na zawodowego sportowca.

Piłkarz grający dziś w jednym z najlepszych klubów Europy prawdopodobnie zaczął treningi wiele lat wcześniej. Były setki treningów, zmęczenie, kontuzje, wyrzeczenia i chwile zwątpienia.

To samo dotyczy przedsiębiorcy.

Firma, którą dziś widzimy jako odnoszącą sukcesy, mogła przez lata walczyć o pierwszych klientów, popełniać błędy, tracić pieniądze i zmieniać plany.

Z zewnątrz często widzimy tylko finał.

Nie widzimy drogi.

A przecież to właśnie ona buduje człowieka.

Sukces to nie tylko dojście do celu.

To również osoba, którą stajesz się po drodze.

Skupienie — coraz rzadsza umiejętność

Sportowiec i przedsiębiorca mają jedną wspólną cechę.

Muszą potrafić się skupić.

Nie przez minutę.

Przez miesiące i lata.

I właśnie tutaj współczesny świat mocno nam przeszkadza.

Telefon.

Media społecznościowe.

Seriale.

Powiadomienia.

Gry.

Niekończące się wiadomości.

Nie twierdzę, że wszystkie te rzeczy są złe.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy to one decydują, na czym skupiamy uwagę.

Możemy mieć świetny cel, genialny plan i dużo energii.

Jeżeli jednak każdego dnia nasza uwaga jest rozrywana na sto części, trudno będzie dojść daleko.

Medytacja jest dla mnie jednym z treningów skupienia.

Siadasz.

Wybierasz oddech.

Po chwili pojawia się myśl.

Wracasz do oddechu.

Znów coś Cię odciąga.

Wracasz.

I właśnie ten prosty ruch — od rozproszenia do skupienia — powtarzasz wielokrotnie.

To samo później robisz w życiu.

Dyscyplina wygrywa z chwilową motywacją

Motywacja jest świetna.

Ale ma jedną wadę.

Nie zawsze przychodzi wtedy, kiedy jej potrzebujemy.

Jednego dnia budzisz się pełen energii i chcesz działać.

Drugiego dnia najchętniej zostałbyś w łóżku.

Dlatego w dążeniu do celu ważniejsza od chwilowego zapału jest dyscyplina.

Pomyśl o sportowcu przygotowującym się do igrzysk.

Nie trenuje tylko wtedy, kiedy ma ochotę.

Lekarz nie ukończył studiów dlatego, że przez sześć lat codziennie był zmotywowany do nauki.

Przedsiębiorca również nie może prowadzić firmy jedynie w dni, kiedy czuje inspirację.

Dyscyplina oznacza:

robię to, co uznałem za ważne, również wtedy, kiedy nie mam idealnego nastroju.

Podobnie jest z medytacją.

Czasem pięć minut wystarczy.

Nie zawsze będzie głęboko.

Nie zawsze będzie przyjemnie.

Nie każda sesja przyniesie poczucie spokoju.

Ale sam fakt, że zatrzymujesz się regularnie, buduje nawyk.

A nawyki z czasem zaczynają budować nasze życie.


Strach przed porażką

Jednym z największych hamulców jest strach.

Co będzie, jeśli mi nie wyjdzie?

Co powiedzą ludzie?

Co, jeśli stracę pieniądze?

Co, jeśli się ośmieszę?

Strach sam w sobie nie jest niczym dziwnym.

Wręcz przeciwnie.

Pojawia się wtedy, kiedy robimy coś ważnego, nowego albo niepewnego.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy traktujemy go jak znak:

„Nie rób tego.”

Czasem przez wiele miesięcy analizujemy pomysł, kalkulujemy i rozmawiamy o nim ze wszystkimi dookoła.

A potem nie robimy nic.

Nie dlatego, że pomysł był zły.

Dlatego, że baliśmy się pierwszego kroku.

Medytacja nie usuwa strachu.

Może jednak pomóc zauważyć:

„Tak, boję się. Ale strach to uczucie, a nie decyzja.”

I to jest ogromna różnica.


Wstyd i opinia innych

Jest jeszcze jeden przeciwnik.

Wstyd.

W domowym zaciszu potrafimy mieć wielkie marzenia.

W głowie zakładamy firmę.

Zmieniamy pracę.

Zaczynamy ćwiczyć.

Piszemy książkę.

A później pojawia się pytanie:

„Co powiedzą inni?”

Znajomy może się śmiać.

Rodzina uzna, że zwariowałeś.

Ktoś skrytykuje.

Ktoś powie:

„Daj sobie spokój.”

I nagle cudza opinia zaczyna mieć większą siłę niż nasze własne pragnienie.

Warto wtedy zadać sobie pytanie:

Czy osoba, której opinii tak bardzo się boję, będzie kiedyś żyła konsekwencjami mojej decyzji?

Najczęściej nie.

To Ty będziesz kiedyś patrzył wstecz na swoje życie.

Nie sąsiad.

Nie kolega.

Nie przypadkowy komentujący w internecie.

Ty.

Dlatego nie chodzi o to, żeby przestać słuchać ludzi.

Warto słuchać mądrych rad.

Ale trzeba nauczyć się odróżniać radę od cudzej projekcji strachu.


Ćwiczenie — mój wartościowy cel

Usiądź wygodnie i przez trzy minuty obserwuj oddech.

Kiedy poczujesz trochę większy spokój, zadaj sobie jedno pytanie:

„Co naprawdę chciałbym zmienić lub osiągnąć w najbliższym roku?”

Nie zmuszaj się do odpowiedzi.

Nie analizuj przez następne dziesięć minut.

Zadaj pytanie.

Zauważ, co się pojawia.

Po zakończeniu medytacji weź kartkę i zapisz pierwsze trzy rzeczy, które przychodzą Ci do głowy.

Następnie przy każdej dopisz:

Dlaczego tego chcę?

Jeżeli przy którymś celu nie potrafisz znaleźć własnej odpowiedzi albo odpowiedź brzmi wyłącznie:

„bo inni tak robią”,

„bo wypada”,

„bo chcę komuś coś udowodnić”,

zastanów się nad nim jeszcze raz.

Być może wcale nie jest Twój.


Sukces zaczyna się wcześniej niż wynik

Możemy patrzeć na sukces jak na moment.

Podpisany kontrakt.

Medal.

Dyplom.

Pierwszy milion.

Kupiony dom.

Ale według mnie sukces zaczyna się znacznie wcześniej.

Zaczyna się wtedy, kiedy człowiek:

wie, czego chce,

potrafi się na tym skupić,

jest gotowy działać regularnie,

akceptuje możliwość porażki

i nie pozwala, żeby opinia innych kierowała całym jego życiem.

Medytacja nie wykona tej pracy za Ciebie.

Nie napisze egzaminu.

Nie pójdzie na trening.

Nie zbuduje firmy.

Nie wykona telefonu do pierwszego klienta.

Ale może pomóc Ci robić jedną rzecz trochę lepiej:

świadomie wybierać, gdzie kierujesz swoją uwagę.

A bardzo często właśnie od tego wszystko się zaczyna.

ROZDZIAŁ 4
Intencja, intuicja i podejmowanie decyzji

Każdego dnia podejmujemy dziesiątki decyzji.

Większości nawet nie zauważamy.

Co zjem na śniadanie? W co się ubiorę? Którą drogą pojadę do pracy? Zadzwonię teraz czy później?

Są jednak decyzje zupełnie innego kalibru.

Zmiana pracy.

Założenie firmy.

Przeprowadzka.

Małżeństwo.

Rozstanie.

Duża inwestycja.

W takich momentach potrafimy analizować wszystkie możliwości bez końca.

A co, jeśli wybiorę źle?

A może powinienem jeszcze poczekać?

A co zrobiłby ktoś inny na moim miejscu?

Im dłużej myślimy, tym czasem mamy w głowie większy bałagan.

I właśnie wtedy przydaje się umiejętność zatrzymania.


Kiedy w głowie robi się za głośno

Wyobraź sobie szklankę z wodą, do której wsypaliśmy piasek.

Jeżeli cały czas nią potrząsamy, woda pozostaje mętna.

Co trzeba zrobić, żeby zobaczyć przez nią dno?

Postawić szklankę i przez chwilę jej nie ruszać.

Piasek zacznie opadać.

Podobnie patrzę na nasz umysł.

Kiedy jesteśmy zestresowani, zmęczeni, analizujemy kilka problemów jednocześnie i dodatkowo bez przerwy dostarczamy sobie nowych bodźców, trudno zobaczyć sytuację wyraźnie.

Medytacja nie podejmie decyzji za nas.

Może jednak pomóc stworzyć warunki, w których łatwiej spojrzeć na problem z dystansu.

Czasami nie potrzebujemy kolejnych informacji.

Potrzebujemy ciszy pomiędzy nimi.


Czym jest dla mnie intencja?

W swojej praktyce często korzystam z intencji.

Nie traktuję jej jak magicznego zaklęcia.

Intencja jest dla mnie przede wszystkim jasnym określeniem kierunku, w którym chcę podążać.

Może brzmieć bardzo prosto:

„Chcę zadbać o zdrowie.”

„Chcę znaleźć pracę, która będzie zgodna z moimi wartościami.”

„Chcę poprawić relację z bliską osobą.”

„Chcę odzyskać kontrolę nad swoimi finansami.”

„Chcę uwolnić się od nawyku, który mi szkodzi.”

Sama intencja oczywiście nie wystarczy.

Jeżeli chcę poprawić sytuację finansową, a jednocześnie nie zmienię żadnego zachowania, trudno oczekiwać rezultatu.

Jeżeli chcę poprawić relację, ale nie porozmawiam z drugą osobą, również niewiele się wydarzy.

Dlatego dla mnie intencja ma sens wtedy, kiedy łączą się z nią trzy rzeczy:

świadomość → decyzja → działanie.

Medytacja może być miejscem, w którym pierwszy raz naprawdę jasno określamy, czego chcemy.

Potem trzeba jednak wstać i zacząć działać.


Energia podąża za uwagą

Bardzo lubię zdanie:

„Energia podąża za uwagą.”

Nie używam go tutaj jako prawa fizyki.

Traktuję je jako prostą zasadę dotyczącą codziennego życia.

To, czemu regularnie poświęcamy uwagę, zaczyna zajmować coraz więcej miejsca w naszej świadomości.

Jeżeli zastanawiasz się nad kupnem konkretnego modelu samochodu, nagle zaczynasz widzieć go na ulicach znacznie częściej.

Czy tych samochodów nagle przybyło?

Nie.

To Twoja uwaga zaczęła je wyłapywać.

Podobnie może być z możliwościami, ludźmi, pomysłami czy rozwiązaniami.

Kiedy jasno określimy, czego szukamy, łatwiej zauważyć coś, co wcześniej mogliśmy zwyczajnie przeoczyć.

I tutaj przypomina mi się historia mojej znajomej.


Samochód, którego nie szukała

Moja znajoma mieszkająca w Londynie chciała zmienić samochód.

Początkowo brała pod uwagę dwa konkretne modele. Czytała jednak opinie użytkowników i zaczęła mieć coraz więcej wątpliwości.

Ponieważ od kilku lat medytowała, postanowiła wykorzystać również tę praktykę.

Jej intencja była bardzo prosta:

„Chcę kupić praktyczny samochód.”

Nie wskazywała konkretnej marki.

Nie określała modelu.

Chodziło o samochód praktyczny, wygodny i odpowiedni dla niej.

Pewnego dnia zatrzymała się na stacji benzynowej. Obok znajdował się salon sprzedający również samochody używane.

Zajrzała.

Stało tam auto marki, której wcześniej w ogóle nie brała pod uwagę.

Samochód zwrócił jej uwagę.

Odbyła jazdę próbną, sprawdziła auto w pobliskim warsztacie, trochę negocjowała cenę i ostatecznie je kupiła.

Kilka lat później nadal była z niego bardzo zadowolona.

Czy medytacja „przyciągnęła” ten samochód?

Nie jestem w stanie tego udowodnić.

I nie chcę Cię przekonywać, że tak było.

Możliwe natomiast, że jasno określona intencja sprawiła, że moja znajoma była bardziej otwarta na rozwiązanie, którego wcześniej nie brała pod uwagę.

Ona sama interpretuje tę historię jako przykład działania intencji.

Dla mnie najciekawsze jest coś jeszcze.

Przestała szukać konkretnej marki, a zaczęła szukać konkretnej wartości.

Nie pytała już:

„Jaki samochód chcę mieć?”

Tylko:

„Jakiego samochodu naprawdę potrzebuję?”

To ogromna różnica.

Intencja nie jest zamówieniem składanym Wszechświatowi

Tutaj chcę zatrzymać się na chwilę.

W internecie można znaleźć wiele historii ludzi, którzy twierdzą, że wystarczy odpowiednio czegoś zapragnąć, zwizualizować to sobie albo „wysłać intencję”, a rzeczywistość sama się do tego dostosuje.

Sam również przez lata spotykałem się z takim sposobem myślenia.

I mam swoje doświadczenia, które czasami trudno mi uznać wyłącznie za przypadek.

Nie chcę jednak przedstawiać osobistych doświadczeń jako naukowego dowodu.

Dlatego proponuję Ci bardziej praktyczne podejście.

Intencja określa kierunek.

Uwaga pomaga zauważać możliwości.

Decyzje wybierają drogę.

Działanie pozwala nią pójść.

Bez ostatniego elementu pozostają jedynie życzenia.


A co z intuicją?

Każdy z nas prawdopodobnie zna to uczucie.

Wszystko teoretycznie wygląda dobrze, ale coś w środku mówi:

„Nie rób tego.”

Albo odwrotnie.

Nie jesteśmy jeszcze w stanie logicznie wyjaśnić dlaczego, ale czujemy:

„To może być dobra droga.”

Nazywamy to intuicją.

Nie uważam, że intuicja jest nieomylnym głosem, którego zawsze należy słuchać.

Możemy przecież pomylić ją ze strachem, pragnieniem, uprzedzeniem czy zwykłym impulsem.

Dlatego przy ważnych decyzjach nadal potrzebujemy faktów, rozsądku i analizy.

Medytacja może jednak dać nam chwilę, żeby zauważyć również to, co czujemy wobec danej decyzji.

A potem zestawić to z faktami.

Rozum i intuicja nie muszą ze sobą walczyć.

Mogą ze sobą współpracować.


Nie każda decyzja musi być idealna

Czasami tak bardzo chcemy podjąć właściwą decyzję, że nie podejmujemy żadnej.

A brak decyzji również jest decyzją.

Odkładamy rozpoczęcie działalności.

Nie wysyłamy CV.

Nie zapisujemy się na kurs.

Nie wykonujemy telefonu.

Czekamy na stuprocentową pewność.

Tylko że przy wielu ważnych życiowych wyborach stuprocentowej pewności nigdy nie będzie.

Możemy zebrać informacje.

Możemy ocenić ryzyko.

Możemy porozmawiać z ludźmi.

Możemy pobyć przez chwilę sami ze sobą.

A później przychodzi moment, kiedy trzeba zdecydować.

I zaakceptować fakt, że nie kontrolujemy wszystkiego.


Ćwiczenie — decyzja, której nie potrafię podjąć

Jeżeli obecnie stoisz przed jakimś wyborem, spróbuj prostego ćwiczenia.

Najpierw zapisz na kartce jedno zdanie:

„Decyzja, którą mam podjąć, dotyczy…”

Dokończ je możliwie konkretnie.

Następnie odłóż kartkę.

Usiądź wygodnie i przez pięć minut obserwuj oddech.

Nie rozwiązuj problemu.

Za każdym razem, kiedy zaczynasz analizować wszystkie „za” i „przeciw”, wróć na chwilę do oddechu.

Po pięciu minutach otwórz oczy.

Weź kartkę i odpowiedz na cztery pytania:

Co przemawia za tą decyzją?

Co przemawia przeciwko niej?

Czego najbardziej się boję?

Co wybrałbym, gdybym nie musiał niczego nikomu udowadniać?

Nie oczekuj olśnienia.

Celem ćwiczenia nie jest otrzymanie magicznej odpowiedzi.

Celem jest oddzielenie faktów, emocji, strachu i oczekiwań innych ludzi.

Czasami właśnie tyle wystarczy, żeby zobaczyć sytuację wyraźniej.

Tu i teraz jest miejscem działania

Możemy godzinami analizować przeszłość.

Powinienem był zrobić inaczej.

Dlaczego wtedy tego nie powiedziałem?

Dlaczego nie skorzystałem z okazji?

Możemy też bez końca martwić się przyszłością.

Ale przeszłości już nie zmienimy, a przyszłości nie jesteśmy w stanie dokładnie przewidzieć.

Decyzję możemy podjąć tylko w jednym momencie:

teraz.

Nie oznacza to działania bez zastanowienia.

Wręcz przeciwnie.

Zatrzymaj się.

Pomyśl.

Sprawdź fakty.

Posłuchaj siebie.

A później zdecyduj.

Bo nawet najczystszy umysł nie zmieni naszego życia, jeśli za świadomością nie pójdzie działanie.

ROZDZIAŁ 5
Ego — przyjaciel czy przeciwnik?

Słowo „ego” pojawia się dziś wszędzie.

Mówimy:

„Ale on ma ego.”

„Ego mu urosło.”

„Musisz pozbyć się ego.”

Tylko czy naprawdę chodzi o to, żeby się go pozbyć?

Moim zdaniem nie.

Ego jest częścią nas.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy zauważać, że to właśnie ono zaczyna podejmować za nas decyzje.


Ego samo w sobie nie jest złe

W psychologii pojęcie ego ma swoje konkretne znaczenie, a w potocznym języku używamy go znacznie szerzej.

W tej książce nie chcę prowadzić wykładu z psychoanalizy.

Interesuje mnie przede wszystkim ego w codziennym życiu.

Ta część nas, która chce:

być zauważona,

mieć rację,

zrobić dobre wrażenie,

porównywać się z innymi,

posiadać więcej,

udowodnić swoją wartość.

Nie zawsze jest to złe.

Pragnienie rozwoju może nas przecież pchać do działania.

Chcemy osiągać więcej, lepiej wyglądać, zdobywać wiedzę, poprawiać swoją sytuację.

Problem pojawia się wtedy, kiedy zaczynamy robić rzeczy nie dlatego, że naprawdę ich potrzebujemy, ale dlatego, że chcemy coś udowodnić sobie albo innym.

Sam miałem z tym do czynienia.


Trzy samochody i jedna lekcja

Kilka lat temu razem z żoną prowadziliśmy firmę w Niemczech.

Firma radziła sobie dobrze.

Mieliśmy dwa samochody.

W praktyce jeździliśmy głównie jednym, a drugi pozostawał jako zabezpieczenie na wypadek awarii.

Z naszego punktu widzenia miało to sens.

Byliśmy za granicą, nie mieliśmy tam dużego zaplecza rodzinnego ani znajomych, na których zawsze można było liczyć.

Pewnego dnia pojawiła się okazja kupienia trzeciego samochodu.

Nowej, eleganckiej szwedzkiej limuzyny.

Argumentów znaleźliśmy szybko.

Będzie bezpieczniejsza.

Wygodniejsza podczas podróży do Polski.

Firma będzie wyglądała bardziej profesjonalnie.

Klienci będą nas lepiej postrzegać.

Brzmiało rozsądnie.

Tyle że dziś, patrząc na tę sytuację z dystansu, widzę jeszcze jeden argument.

Chcieliśmy po prostu mieć fajny samochód.

I nasze ego bardzo sprawnie dorobiło do tego logiczne uzasadnienie.

Kupiliśmy auto.

Trzy samochody.

A najczęściej nadal potrzebowaliśmy jednego.


Luksusowy samochód pod biurem

Kilka dni później jechaliśmy wieczorem sprzątać jedno z biur naszych klientów.

Podjechaliśmy nowym samochodem.

Przed budynkiem minęliśmy się z właścicielem firmy.

Spojrzał na auto.

Powiedział krótkie „do widzenia” i odjechał.

Następnego dnia dostaliśmy wiadomość.

Wypowiedzenie umowy.

Współpracowaliśmy z nim od około dwóch lat. Jako powód podał niezadowolenie z jakości sprzątania.

Czy naprawdę zrezygnował z naszych usług dlatego, że zobaczył samochód?

Nie wiem.

Nigdy tego nie powiedział.

Być może był to zwykły zbieg okoliczności.

Ale pamiętam, że wtedy dało mi to do myślenia.

Z jednej strony chcieliśmy wyglądać na firmę odnoszącą sukcesy.

Z drugiej — luksusowy samochód mógł u klienta wywołać zupełnie inne skojarzenie:

„Widocznie za dużo im płacę.”

Nie twierdzę, że tak właśnie pomyślał.

Tego nie wiem.

Wiem natomiast, że dla mnie była to dobra lekcja.

Nie wszystko, co poprawia nasz wizerunek we własnych oczach, poprawia go również w oczach innych.

Dlaczego właściwie czegoś chcę?

Od tamtej pory częściej zadaję sobie proste pytanie:

„Dlaczego naprawdę tego chcę?”

Potrzebuję tego?

Ułatwi mi to życie?

To inwestycja?

Czy może chodzi o to, żeby ktoś zobaczył, że mnie na to stać?

Nie ma niczego złego w kupieniu dobrego samochodu, zegarka, ubrania czy mieszkania.

Jeżeli możesz sobie na to pozwolić i sprawia Ci to radość — świetnie.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy przedmioty mają odpowiadać na pytanie:

„Ile jestem wart?”

Bo wtedy zawsze znajdzie się ktoś z droższym samochodem.

Większym domem.

Nowszym telefonem.

Lepszym zegarkiem.

I wyścig nigdy się nie kończy.


Człowiek, którego oceniono po samochodzie

Jeszcze wcześniej pracowałem w Polsce w komisie samochodów luksusowych.

W sprzedaży mieliśmy naprawdę drogie auta.

Porsche.

Ferrari.

Samochody, które robiły wrażenie.

Pewnego dnia zaczął pojawiać się u nas pewien Szwajcar mieszkający i prowadzący biznes w Polsce.

Chciał sprzedać sportowy samochód francuskiej marki.

Nie był to model z najwyższej półki.

I właśnie z tego powodu zauważyłem coś dziwnego.

Mężczyzna nie był traktowany przez część pracowników szczególnie poważnie.

Klienci przyjeżdżający drogimi samochodami potrafili być obsługiwani niemal jak królowie.

On — zdecydowanie mniej.

Pewnego dnia postanowiłem z nim porozmawiać.

Okazał się bardzo uprzejmym i normalnym człowiekiem.

Zaczęliśmy rozmawiać o samochodach, pracy i życiu.

Po chwili dowiedziałem się, że jest właścicielem dużej międzynarodowej firmy finansowej, zna kilka języków i prowadzi biznes w wielu miejscach na świecie. Opowiadał również o swoich kontaktach związanych ze sportami motorowymi.

I wtedy pomyślałem:

Jak bardzo można pomylić się w ocenie człowieka tylko dlatego, że nie wygląda tak, jak według nas powinien wyglądać ktoś bogaty.

„Poważny biznesmen nie jeździ takim autem”

Chciałem pomóc mu sprzedać samochód.

Poszedłem więc do kolegów.

Usłyszałem mniej więcej:

„Po co nam taki samochód?”

„Mamy tutaj znacznie lepsze auta.”

„Niech sam go sprzeda.”

W końcu poszedłem do właściciela komisu.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 55.62