E-book
15.75
drukowana A5
48.92
drukowana A5
Kolorowa
72.81
Czas pochylony

Bezpłatny fragment - Czas pochylony

Objętość:
181 str.
ISBN:
978-83-8455-705-1
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 48.92
drukowana A5
Kolorowa
za 72.81

Wstęp

Ewa Klajman-Gomolińska; urodzona 14 marca 1966 r. w Olsztynie. Polska autorka poezji i prozy, publicystka, krytyczka literacka, blogerka. Od wielu lat prowadzi poczytnego bloga Baribum (www.rubinoweokno.blogspot.com), na którym obok owoców dorobku swojej twórczości, prezentuje także niebanalne komentarze dotyczące aktualnych wydarzeń, trendów i modnych topików. Znana z kontrowersyjnych tekstów, pełnych nonkonformistycznych, nieprzejednanych poglądów i ostrego, niepowtarzalnego języka. Bezkompromisowa w boju o Literaturę i dbałości o wysoki poziom szerokopojętej Sztuki. Wydała dotychczas 17 książek autorskich; poetyckich oraz prozatorskich.


Od czasów licealnych była członkiem Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy oraz Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury. W okresie studiów polonistycznych była współzałożycielką studenckiej grupy literackiej “Ornament”. Karierę literacką otworzyła debiutem prasowym w “Głosie Młodych” w roku 1983. Aktywnie wspiera inicjatywę Muzeum Biblioteki Poezji Polskiej oraz Klubu Polskiej Książki. Jurorka konkursów literackich i recytatorskich. Wielokrotnie prowadziła spotkania autorskie połączone z edukacją literacką. Była członkinią Związku Literatów Polskich.


Opinie krytyczne Ewy Klajman-Gomolińskiej publikowane są w książkach znanych i cenionych autorów. Na temat jej twórczości wypowiedziało się wielu literaturoznawców w analizach, opiniach i szkicach. Autorka od lat wspiera swoją literaturą liczne kampanie społeczne oraz akcje charytatywne na całym świecie.


Książka “Czas pochylony” jest pozycją literacką niebanalną i niemożliwą do zestawienia z jakimkolwiek innym dziełem — zarówno samej Autorki, jak i propozycji współczesnego rynku wydawniczego. Stanowi wybór tekstów eseistycznych Ewy Klajman-Gomolińskiej publikowanych w ostatnich latach, na łamach różnych periodyków literackich, wydawnictw papierowych oraz wirtualnych. Ponadto odnajdziemy tu literacki amalgamat utworów cieszących się największą popularnością i zainteresowaniem czytelników. Chwytliwe teksty Autorki omawiające z ironią, krytyką i swoistym przekąsem tematy społeczne, cywilizacyjne, ogólnoludzkie, codzienne. Znajdziemy tu także poruszające emocje elementy prozy lirycznej, nawiązania do poprzednich książek, jak chociażby do “Iluzji” czy poczytnej serii z Merlin. Dodatkiem uatrakcyjniającym konsolidację poszczególnych komponentów tej publikacji w soczystą, wysmakowaną całość są — w mojej opinii najbardziej osobiste jak dotychczas — pasusy o charakterze wręcz obnażającym, intymnym, dotykające wewnętrznych struktur czasoprzestrzni pisarki. Chociaż znając z doświadczenia ponad 40-stu lat twórczość Ewy Klajman-Gomolińskiej, Jej skłonność do onirycznych, metaforycznych uników w niedopowiedzenia, przetransponowania znaczeń w prostych formach i mówienia przez niedomówienia, warto mieć na uwadze, że eskapizm od realnych zwierzeń i wynurzeń niesie potężne znaczenie i dopowiedzenie do treści, na których Autorce najbardziej zależy. W każdym bowiem prozatorskim utworze widać bogate w wyobraźnię pióro Poety — ekwilibrystycznie bawiącego się słowem, dążącego do istoty mądrości i sedna przekazu. Na wydźwięku samego przekazu zdecydowanie warto się pochylić i nieco gorzko przełknąć ten momentami kuriozalny, zdeformowany i przewrotny obraz rzeczywistości namalowany słowem Klajman-Gomolińskiej.


Niezapomnianej lektury i idącej za tym przenikliwie pouczającej nauki o życiu.

Redaktor książki

dr Angelika Maria Gomolińska

Ewa Klajman-Gomolińska, fot. Angelika Maria Gomolińska

Człowiek Siedzący. After koronawirus

Piasek. Gorący. Złoty. Pieszczący ciało, bo tak mu każe słońce. Podległość, uległość. Ten spokój, bo morze ma dziś dobry humor. Daje szum, daje muszle, daje bursztyny. Nie ma czasu, więc go nie daje. Czas daje człowiek. Obwarowany organizerami odczuwa rozkosz, gdy czas zostaje na talerzyku z croissantem. Nikt się nie zastanawia, co się stanie z deszczem. Może deszcz się zgubił. Jest takie niebo, które przejmuje gęsią skórkę, dotyk, drżenie. Kawałki chmur są zabezpieczeniem ostatecznym, że po to się urodziliśmy i po to żyjemy. Powietrze takie czyste, do zachłyśnięcia, do dna, za zdrowie nasze i wasze. Wtedy wiatr się wzrusza lekkim muśnięciem włosów. Wiatr jest sprzymierzeńcem. Nie chce ogłaszać zmian, bo wiatr też kocha ludzi. Spokój daje spokój. Cisza napełnia uszy, oddechy i termosy. Mrożona herbata ma wzbogacony smak. Ziemia ma inny smak. Mineralizowany obłędnie. Palce wyczuwają korzenie drzew, a ich energia spada w ramiona bez ich obejmowania. Po moim języku krąży słowo, zaczyna brzęczeć, początkowo słabo. Końcem języka chcę odsunąć sen na drugą stronę. Nie ma drugiej strony. Powieki są zaskoczone niedzianiem się. Wciąż ten sam widok. Jednak to prawda. Słowo się połknęło. Drzewa machają z daleka energią. Liście spoglądają tęsknie za ludzką istotą. I z tego spokoju rodzi się furia…

Nigdy. Nigdy nie powrócimy już do życia znajomego, rutynowego, tego sprzed epidemii. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym będzie mniej bolało. Trzeba uświadomić sobie, że żyjemy w czasie epokowym, przełomowym i to, co się rozgrywa teraz na naszych oczach, bezpowrotnie zmieni nasz świat i naszą cywilizację. To nie jest nic nowego, tak się już działo, po prostu ten moment trafił na nas. Pandemia koronawirusa uświadomiła, że nic nie możemy i nad niczym nie panujemy. Nasze plany okazały się nic nie warte, a nasze zabezpieczenia złudne. Nic nigdy nie dostaje się na zawsze i nie ma trwałego poczucia bezpieczeństwa. Arogancja została obalona na ziemię. Jesteśmy, my ludzie na całym świecie, jednym wielkim organizmem. Systemem naczyń połączonych poprzez splot różnych korzeni. Koronawirus zaraża ludzi niezależnie od wieku, zatrudnienia i stanu konta w banku. Pandemia medyczna jest odpowiedzią na pandemię społeczną, która wybuchła znacznie wcześniej. I tak jak wobec tej straszliwej choroby jesteśmy równi, tak wszelkie podziały i nierówności stały się niegodne człowieka już z samej definicji. Nikt nie jest na tyle głupi, by mieszkać na ławce w parku i żywić się resztkami ze śmietnika i nikt nie jest tak genialny, by latać własnym odrzutowcem pomiędzy swoimi zamkami na różnych kontynentach. Nikt, z samej racji urodzenia jako dziecko Boga, nie zasługuje na głód i łachmany. Skazywanie kogokolwiek na śmierć głodową jest najwyższą formą okrucieństwa, a jednak po obejrzeniu w telewizji dzieci z rozdętym brzuchem w etiopskiej wiosce, idziemy zrobić sobie kanapkę. Bo co ja sama mogę? Myśli tak połowa świata. To dużo. Na myśleniu się kończy. Myślę, że najwyższy czas uświadomić sobie, że problem każdego z nas jest problemem całego świata. Dokładnie jest tak jak się Państwu wydaje, czyli jak z koronawirusem. Bieda, niedostatek, ubóstwo, zdrada, kłamstwo, gwałt, ból, przemoc, etc. są zaraźliwe.

Na początku tej pandemii ludzie wykupowali wszystko, może teraz jest trochę lepiej, ale to był błąd. Jeżeli ja wykupię cały papier toaletowy i całe mydło, to moja sąsiadka będzie brudna. Nie będzie fizycznie w stanie przestrzegać zasad higieny, stanie się bardziej podatna na wirusa, a wraz z nią wrośnie liczba zakażonych i tym samym zwiększy się prawdopodobieństwo zarażenia. Jeżeli zaś wykupię całą mąkę to ktoś inny nie doje, stanie się osłabiony, jego system odpornościowy popsuje się z niedożywienia i nie poradzi sobie przy ewentualnym zakażeniu. Takich przykładów można mnożyć więcej, ale wniosek jest jeden. Jesteśmy odpowiedzialni za nas nawzajem. Jesteśmy jedną wielką rodziną w tej globalnej wiosce i powinno nas obchodzić, by każdy był najedzony z dachem nad głową. Nie dopuszczać do sytuacji, w której gówniarz wciąga dwa samochody do każdego otworu nosowego, bo ma takie pieniądze na narkotyki. “To nie mój problem. To nie moja sprawa”. Dokładnie odwrotnie; twój problem i twoja sprawa. Każdy tracący pracę nie zasila państwa, nie pompuje pieniędzy w gospodarkę i dokłada się do kryzysu. Wszyscy bez dochodów stają się potencjalnie niebezpieczni dla społeczeństwa, bo instynkt samozachowawczy popchnie, by przeżyć, by przeżyli ich rodzice czy dzieci. To żaden wstyd potknąć się i upaść. Wstyd to przejść obok takiego i nie podać ręki. Wstyd jest mieć stan posiadania, którego nie można nabyć pracą własnych rąk. Jedno i drugie nie mieści się w zakresie słowa “człowieczeństwo”. Natomiast ten przeciętny, nie obciążony nędzą ani willą na Majorce wielkości mniejszego osiedla, to człowiek pracujący kilkanaście godzin na dobę, bez wyjazdów na plażę z mizernym zasilaniem witaminy D3, blady aż przezroczysty, karmiący się fast foodami i słodyczami, pogrążony w wiecznym stresie. Odporność żadna, zaś nowe technologie zawiodły i w czasach — gdy wydawałoby się, że taki wirus nie ma szans — okazało się, że zachwiał potęgą świata. A przecież nie ma takich pieniędzy, które nie zasiliły pracy najznamienitszych naukowców wszystkich krajów, jednak po upływie kilku miesięcy sytuacja jest katastrofalna. Jak to możliwe, że przy takim poziomie wiedzy, badań, możliwości, doświadczenia nie ma skutecznego leku? Jak to możliwe, że laboratoria nie robiły wcześniej symulacji na potencjalne zagrożenia, że nikomu nie udało się wyizolować genu koronawirusa (na ile więc stuprocentowe są owe testy)?

Bezradność i bezsilność człowieka XXI wieku jest podobna do tego sprzed kilkudziesięciu lat. Wygrywa higiena oraz izolacja na tej naszej nieszczęśliwej, brudnej i zaniedbanej planecie. Nasza Ziemia jest chora, przez nas. To żywy organizm odczuwający nasz niekończący się wrzask i oceany wylanych łez. Ta Ziemia jest taka dobra, kochana, piękna, ale zaśmieciliśmy ją, zatruliśmy jej piękne korytarze wodne wylewając trucizny z fabryk. Nie umiemy nawet wyrzucać śmieci. Za to są kary finansowe. Absurd. Bogaty zapłaci i nadal będzie śmiecił. Człowiekowi w każdej sytuacji trzeba poświęcić czas, pochylić się nad jego problemem, wytłumaczyć. Dużo skuteczniejsza będzie obowiązkowa edukacja, żeby poczuć aż fizycznie ból Ziemi, która jest domem nas wszystkich. Jeżeli w jednym mieszkaniu zalęgnie się robactwo, po jakimś czasie to właśnie robactwo opanuje cały blok. Tak jest ze wszystkim. Bez wyższej filozofii. Bardzo wiele osób ma po kilka fakultetów i informacje o stringach celebrytki z codziennych wiadomości na Pudlu, ale nie ma elementarnej wiedzy o życiu i to trzeba zmienić.

A teraz po świętach czas wygospodarować miejsce w szufladzie na maseczki. One staną się częścią naszej garderoby już na stałe. W bieliźnie będziemy mieć teraz gacie, skarpety i maseczki. Zawsze będzie jakieś zagrożenie uwolnienia nowego patogenu z topniejącego lodowca, smogu gęstego jak ściana albo remisji koronawirusa bądź jego mutacji. Pewne zawody zanikną. Rozwinie się gospodarka zdalna. Ludzie zaczną być bezdotykowi. Myślę, że nawet AIDS nie wystraszyło populacji tak bardzo jak Corona i Covid. Człowiek będzie obecny wirtualnie, wyobrażenie o nim stworzy nowy portret wrażeniowy. Zmieni się dynamika zmysłów i kanały doznań. Z czasem również kształt twarzy, skorygują powieki, wydłużą palce a masa mięśniowa, zwłaszcza nóg, zwaliłaby dzisiaj z nóg. Człowiek po pandemii koronawirusa przejdzie do epoki Człowieka Siedzącego, którego esencją życia stanie się ekran. Ten według naszego stanu wiedzy teraz, zapewnia bezpieczeństwo, nie ma ryzyka zarażenia. Tak będzie funkcjonować cały trzon gospodarki i rodzin. Córy Koryntu czeka konieczność podniesienia kwalifikacji w zakresie obsługi różnych programów, które będą potrafiły rozpalić żądzę Siedzącego i poruszyć jego niedotlenione tkanki. Internetowe swaty i randki zaowocują może sztucznym zapłodnieniem, a młody tatuś będzie asystował przed laptopem w narodzinach swego pierworodnego. Może być fajnie, jakieś wzorki, kolorki, maseczki w zwierzaczki, rękawiczki future obsługujące sprawniej niż własne ręce. Siedzący czasami obejrzy film o człowieku bez maseczki, jedzącego loda włoskiego w parku, roześmianego, z grupą przyjaciół. Może nawet zakręci mu się łezka w oku jak nam, oglądającym “Walkę o ogień”, ale film się skończy i głos z telefonu przypomni o połknięciu sterylnych tabletek na wieczorny posiłek i zdezynfekowaniu samego siebie. Czas wielkich zakupów, wielkiego żarcia stanie się historią, bo któż dostarczy w epoce Siedzącego tyle kilogramów?

Psychologia zakłada, że po owej narodowej kwarantannie, będzie więcej rozwodów i dzieci. Dwie opcje; albo się rozpadnie coś, co już normalnie nie funkcjonowało, albo ludzie się do siebie zbliżą. Mówiąc skrótem; miłość zwycięży i wyjdzie na jaw, co się działo pod każdym dachem naprawdę. Eskalacja przemocy fizycznej i psychicznej doprowadziła do prawdziwego piekła wiele rodzin zamkniętych z oprawcą. Ja się jednak z jednym nie zgadzam. Nie wszystkie gładkie pary, byłyby tymi gładkimi w czasach pokoju. Panika, strach, względy ekonomiczne i zwyczajna wygoda mogą sprawić, że ludziom będzie się wydawać, poprzez tworzenie iluzji dla dobrego samopoczucia, że ta pandemia potwierdziła siłę ich związku. Pandemia jest anomalią życia. Człowiek uwiązany do jednej osoby, jednego łóżka i metra kwadratowego nie funkcjonuje według wolnej woli i ogromnego poczucia wolności. Wybór partnera życiowego nie może być wyborem pandemicznym. Świat nie jest bezludną wyspą, na której jest jedna para. Jakby z samego założenia nie można się zgodzić, że Robinson i Piętaszek byliby świetnymi kumplami, spotykającymi się w każdy piątek w pubie. Poza umiejętnością radzenia sobie z pokusami, wolnym wyborem, pozostaje jeszcze odmienność funkcjonowania w stanie zagrożenia. Miłości powstańcze i przyjaźnie obozowe nie zawsze odnajdywały się w powojennym życiu. Mocny przykład, ale myślę, że właściwy.

A teraz jak jest? Trochę jak z późną starością, w której wyostrzają się najsilniejsze cechy. Ludzie dobrzy stali się lepsi, a ludzie źli kompletnie do dupy. Gęsta frustracja i wzmocniona drażliwość. Tyle. Obyśmy wszyscy zdrowi byli. Całym sercem.

Trzęsienie ludzi 2020

To był rok największej nienawiści, jaką może sobie wyobrazić człowiek. Rok balansowania po najbardziej napiętych strunach ludzkich emocji. Całkowite zatracenie wachlarza barw i odcieni, wyłączenie z uzusu społecznego pokaźnej części słownika. Niezależnie od sytuacji, problemu, zjawiska; następuje taka sama reakcja czyli skrajność.

W moim odczuciu pojawiła się jakaś patologiczna zupełnie relacja polegająca na oczekiwaniu tłumu na temat, hasło, które uruchamia lawinę podobnych odpowiedzi, w zbliżonym tonie i dźwięku. Dzika, nieokiełznana agresja, szyderstwo, wulgaryzmy i złorzeczenie. Przeciwieństwo błogosławieństwa, rozmowy, dobra i życzliwości. Erystyka jest sztuką istniejącą już tylko na kartach książki Schopenhauera. Nie ma sensu przytaczać nawet jej passusów, bo traktuje o rzeczach, już niestety, tajemnych i niedostępnych. W kraju, w którym ok. 90% społeczeństwa deklaruje wyznanie rzymskokatolickie, ludzie ludziom życzą śmierci, przedrzeźniają się i upokarzają, nie widząc że tracą przy tym własną godność, dumę i cześć. Przerażające jest to, że nie pomoże żadna szczepionka, bo zło rodzi zło, a na przemoc reaguje się przemocą. Życie pod ciągłą presją wywołuje nadczynność zachowań, błędy i permanentny stres. Krąg zła, w jakim znaleźli się wszyscy, obraca się coraz szybciej i nikt już nie jest w stanie obiektywnie i racjonalnie ocenić, wyjaśnić, zdefiniować. To jest zjawisko, jakiego nigdy nie było i brakuje skali, by je zmierzyć. Nasz piękny język, o który nasze całe pokolenia walczyły z narażeniem życia, za który oddawały życie, brukamy słowami niegodnymi cywilizowanego człowieka. Tłumacząc się, że w ten sposób szybciej ktoś zrozumie, szybciej do kogoś trafi. Niewątpliwie, tzw. łacina kuchenna będzie niebawem jedynym środkiem komunikacji, bo analfabetyzm wtórny jest wielce prawdopodobny a język nieużywany, tak jak nieużywany narząd, zamiera.

W dużym napięciu oczekujemy na komentarz, z misją zaatakowania autora komentarza albo podłączenia go pod naszą drużynę. Uważam, że najsensowniejszą rzeczą, jaką można zrobić w owych czasach to przestać komentować. Dzisiaj komentują wszyscy znani i wszyscy nieznani, którzy chcą być znani. Nie ma już żadnej odpowiedzialności za wypowiadane słowa, za ich materializację i szkodę, jaką czynią. Jedno wydarzenie, które powinno być jednym wydarzeniem dnia, staje się wydarzeniem tygodni, ponieważ każdy musi się odnieść a potem dodać coś do pozostałych odniesionych i wniesionych. Nie robimy w ten sposób nic wartościowego, nikogo i niczego nie ratujemy. Ba, nawet niczego nie zmieniamy, ale gardłujemy, wyczerpujemy się, tracimy energię na coś, co jest wczorajszym kurzem zaledwie. Sprawą tak nieistotną, że za miesiąc nikt nie będzie o tym pamiętał, nastaną nowe atrakcje do przepracowania na polu walki brata z bratem. Jest takie stare przysłowie “gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta” i obyśmy nigdy nie stali się naocznymi świadkami historycznej tragedii. Jednak nie dbamy o siebie, nie chronimy się, nie szanujemy naszej przestrzeni. Przestrzeni indywidualnej ani przestrzeni zbiorowej. Nie jestem przekonana, czy jest to kwestia polityki, ekonomii, koronawirusa, czy po prostu opętania narodu. Może potrzebujemy zbiorowego egzorcyzmu, choćby rytualnego oczyszczenia, naturalnej detoksykacji, zwłaszcza obserwując skandale w Kościele. Nie wyobrażam sobie, by Kościół mógł nadal nic nie robić przy takim upadku jego autorytetu. Dziewięćdziesiąt procent, więc chyba jest o kogo i o co walczyć? Kto zapanuje nad hejtem kończącym się na tyle, na ile przeciwnik sobie pozwoli? Tu już nie ma żadnego braterstwa, na każdego przychodzi czas bycia przeciwnikiem. Równość nie istnieje, bo równość nie polega na siłowej perswazji słowa, które trwalsze niż kamień.

Media karmią nas codziennie tak spreparowaną papką, byśmy nie poczuli się deczko lepiej. Nie było szczepionki, źle. Jest szczepionka też źle, bo asteroida zmierza w naszym kierunku i umrzemy, wojna światowa wisi na włosku i umrzemy, koronawirus się zmutował i umrzemy. Reptilianie przejęli szczepionki i zeżrą nasze mózgi, w wyniku czego umrzemy. Umrzemy, bo nie starczy szczepionek i ustawieni oraz wpływowi wezmą po kilka dawek na zapas. Umrzemy, bo już się kroi nowa choroba, zaraz znajdzie się koleś, który przytacha ją z Afryki. Globalne ocieplenie, umrzemy zanim się zaszczepimy. Awaria lodówek spowoduje rozmrożenie szczepionek i umrzemy. A w ogóle to susza i powódź spowodują głód a na Coca-Colę nikt nie będzie miał pieniędzy i umrzemy. Media czuwają, byśmy nie uśmiechnęli się czytając poranną prasę. Mamy być zawsze w golfie (zespół zaciśniętego gardła), kiedy czytamy, słuchamy lub oglądamy wiadomości. Do tego dochodzą jeszcze przepowiednie i jasnowidztwo, z którego wynika w prostym przekazie, że umrzemy. Czy to się przekłada na codzienną agresję ludzi, którzy podskórnie boją się, że umrą? Tak, przekłada się, bo oddajemy zawsze to, co dostajemy.

Pamiętam, że w marcu 2020 r. sporo naiwnych wierzyło, że pandemia odmieni oblicze sąsiada, że ludzie będą inni, że wszyscy będą się kochać. Pandemia jako kara za grzechy a wysokie ryzyko utraty życia sprawia, że ludzie się jednoczą. Jedyną zmianą, jaką zaobserwowałam od marca, jest zbiorowe tycie i rozłażenie się portek w szwach. Masowe przybieranie na wadze od kwarantanny, izolacji i braku odczuwania przyjemności ze spaceru w ubranej twarzy zwiększyło ciężar społeczny. Czy to się przełożyło na wzrost agresji? Tak, bo ludzie irytują się, że tyją i muszą kupować większe rozmiary odzieży albo duże agrafki, które sczepią odległe bieguny spodni. Ludzie preferują teraz dresy, partnerzy stają się dla siebie atrakcyjni inaczej (w dresie) i przyjmują na co dzień dresiarski styl życia i dresiarski język. Niedbałość rodzi niedbałość, a starać się trzeba przez całe życie.

Odklejamy się też od naszego obrazu człowieczego. Jakieś zdziwko, że ktoś, kto się szczepił, doprowadził też do zaszczepienia swojego dużego, ale dziecka. Co w tym jest takiego nam wszystkim obcego? Dziwne to by było, gdyby załatwił zaszczepienie dziecka sąsiada a nie zaszczepił własnego. A tak z innej beczki; można się zaszczepić, czymś co nie jest szczepem tylko konstrukcją genetyczną? To badajże twór bez precedensu, podany człowiekowi przez iniekcję prowadzącą do powstania przeciwciał i to chyba jedyny wspólny mianownik. Przynajmniej ja nie przypominam sobie, bym jakiś produkt inżynierii genetycznej miała kiedyś zaaplikowany a szczepiona, zgodnie z tzw. kalendarzem szczepień, byłam na wszystko.

I jeszcze jedno bardzo ważne to strach przed nieznanym. Każdy ogarnięty na miarę starszej podstawówki wie, że nowa rzeczywistość po wojnie z koronawirusem, będzie bardziej niż twarda i ostrzejsza niż brzytwa. Gdy skończą się tarcze, płaszcze i parasole, nastanie czas spokoju, który ze spokojem może mieć niewiele wspólnego. Populacja osłabiona i niedotleniona, wydychająca dwutlenek węgla w maseczkę wielorazowego użytku, wyjałowiona ciągłym odkażaniem, prosto z zaduszonych blokowisk wraz ze stęchlizną i rozmaitymi stratami wyjdzie na ziemię boleśnie doświadczoną. Może rany się zagoją, ale blizny pozostaną wraz z człowiekiem zupełnie bezradnym w nowym realu, z zerwanymi kontaktami przez nieporozumienia, hejt i trzęsienie ludzkości.

Powinnam spuentować; zacznijmy na początek od drobnych zmian, uśmiechajmy się do siebie. Totalny niewypał, bo u zamaskowanych uśmiechu nie widać. No to trzeba szukać gdzie indziej, żeby ten uśmiech mimowolnie się pojawił. Ludzie mówią na mieście (wirtualnym oczywiście, pandemia, stop przemocy i nienawiści), że jak się dobrze sprzeda kawalerkę w centrum Olsztyna to wystarczy na cały bagażnik Coli. Jest promyczek. Wszystkiego zdrowego!

Przystojny foliarz czy uroczy zaszczep?

Chyba nigdy podział ludzi nie był tak przerażająco totalny i taki bezdenny. Żadna polityka, religia, coming outy, bariery finansowe i środowiskowe nie stanowiły aż tak skutecznej broni masowego rażenia. Niezależnie, czy będziemy wróżyć z fusów, sprawdzać statystyki, czy zaklinać rzeczywistość choć taka ona jest, jesteśmy wszyscy na tej modnej ostatniej prostej przed otwarciem wielkiego getta na ziemi. Kto się w nim znajdzie; zaszczepieni czy niezaszczepieni? Odpowiedź jest oczywista; mniejszość, natomiast pytanie zasadnicze to kto znajdzie się w mniejszości? Już teraz są miejsca otwarte tylko dla zaszczepów bądź tylko dla antyszczepów. Jedni i drudzy są agresywni, autorytatywni i szyderczy. Nie ma już od lat erystyki, to żadna nowość, pisałam o tym wiele razy. Sztuka prowadzenia sporów jest obca dla społeczeństwa, które reaguje głównie na komendę emocji. Najbardziej smutny jest fakt, że na naszych oczach umiera ludzka sztuka komunikacji. Nie umiemy już dziękować ani witać się na webinariach, konferencjach, szkoleniach. Zanikają podstawowe zwroty grzecznościowe i tzw. kultura osobista. Mamy głęboko zakorzenioną potrzebę bycia w opozycji praktycznie do wszystkiego. Nie wiem, czy to wynik naszej historii czy przeświadczenie, że konstatowanie w odmiennym kierunku czyni nas lepszymi.

Pandemia miała, zdaniem wielu, scalić ludzkość, naprawić zmachane relacje, zdjąć skorupy z naszych uprzedzeń i stereotypów. Moim zdaniem nic takiego się nie wydarzyło, a mała szczepionka stała się źródłem wielu konfliktów. Na początku były afery, że szczepią się tylko uprzywilejowani, teraz są afery, że ludzie w ogóle się szczepią. Zwolennicy teorii spiskowych węszą podstęp w dawce każdej szczepionki, bez znaczenia której firmy, każda powoduje przejęcie ludzkich mózgów przez tych, wiadomo których. Zaszczepy, z kolei, widzą całe źródło zakażeń wirusowo-bakteryjnych w antyszczepionkowcach, którzy mogą swoją bierną postawą przywlec zmutowaną bestię koronawirusa i doprowadzić do depopulacji.

Istotnie, nigdy w dziejach ludzkości, człowiek nie został poddany działaniu preparatu mRNA ani szczepionce wektorowej. Jest to absolutny precedens, by iniekcyjnie wprowadzić konstrukcję genetyczną istocie ludzkiej. Czy jest to bardzo niebezpieczne? Myślę, że odpowiedź przyjdzie po kilku latach. Twierdzący, że jest to w pełni ok, nie są po prostu szczerzy, bo nie ma na to badań ani dowodów naukowych. Bo i skąd mają być przy wyprodukowanej naprędce szczepionce, podawanej od niedawna społeczeństwu? Uważam, że nie istnieje lekarstwo, które nie wiąże się z jakimkolwiek ryzykiem. Metrowe ulotki, dołączone do opakowania każdego antybiotyku, leku przeciwzapalnego czy hormonalnego, zawierają zawsze punkt “działania niepożądane”. Działania niepożądane towarzyszą także w nadmiarze suplementowanym witaminom i minerałom. Ostatnio przeczytałam, że rabarbar spożywany w dużej ilości może spowodować śmierć. Ryzyko istnieje zawsze i nic nigdy nie jest bezpieczne na sto procent, nawet wypijana bez opamiętania woda.

Śmierć blisko czterech milionów ludzi na świecie, 172 miliony samych zakażeń wywołujących często nieodwracalne zmiany na całe dalsze życie. Widmo kolejnych zakażeń przez zmutowane najbardziej zjadliwe patogeny. Wizja, ciężkiego przebiegu choroby z całkiem możliwym najgorszym zakończeniem, wielu skierowała do gabinetów szczepień. Nie stanowią oni, bardzo często, osób z dużym kredytem zaufania do produkcji Pfizera czy Astra Zeneca, ale jedyną możliwą opcję, przy braku alternatywy, gdzie wybiera się tzw. mniejsze zło.

Kto ma rację, jak to mówią, bardziej rację? Dzielni foliarze upatrujący Reptilianina w każdej twarzy polityka i zestawu do sterowania z wmontowanym wcześniej podsłuchem oraz zesłania koronawirusa dla wybicia przeludnionej planety? A może rację i to bardziej mają zwolennicy pandemii wpisanej w ewolucję człowieka, która niestety występuje cyklicznie i kosi równo przez okres ok. 3 lat? Pandemie zostały ugaszone tymi wszystkimi szczepionkami, które przyjęło moje pokolenie i pokolenie mojej córki w dzieciństwie, chociaż do tej pory wyizolować udało się tylko wirus ospy to jednak pozostałe szczepionki okazały się skuteczne. Piszę o tym, bo często czytam jako niby zarzut, że nie wyizolowano jeszcze koronawirusa, że tego nawet nie potrafią a szczepionka jest. Otóż wirus odry też nie został wyizolowany, a szczepionka była bardzo skuteczna do czasów, gdy nagromadzili się antyszczepionkowcy i odra zaczęła powracać.

Nie jestem specjalistą, bym ośmieliła się narzucić komukolwiek swój punkt widzenia, bo wcale nie jest dla mnie najważniejsze, kto ma rację. Najważniejsze dla mnie jest to, że ludzie są w stanie wytłuc się za poglądy dotyczące owych szczepień.

Człowiekiem rządzi nienawiść. Nienawiść jest namiętnością i musi palić się jak pochodnia. Gdy zaczyna gasnąć, domaga się koncentracji, która uruchomi energię a ta energia przepływa przez serca i umysły uzależnionych od nienawiści ludzi. Nienawiść, której teraz realnie doświadczamy za szczepienia lub brak szczepień, może być początkiem eksterminacji gatunku ludzkiego. Od lat obserwujemy już rozrost nienawiści, choćby na portalach i forach społecznościowych, anonimowej i tej podpisanej imieniem i nazwiskiem. Ludzie wstają rano tylko po to, by kogoś zmieszać z błotem, bo hejt stał się nawykiem, są sami mentalnie zhejtowani. Pretekst szczepionki, wobec wolnej woli człowieka i stanowienia o sobie samym, pozostaje pretekstem do świetnie rozwiniętej i wszechogarniającej nienawiści. To powinno nas martwić. Nie to, czy chce się zaszczepić albo nie chce. Martwić powinno to, że jakieś ja chce, by ludzkość całego świata podzielała zdanie tego ja. To, że wyklucza się tych drugich, tych innych. Kto wyklucza, prędzej czy później, sam zostanie wykluczony. Szydząc i poniżając myślących nie tak jak owe ja, staje się generatorem nienawiści. Daje się pozwolenie na to, by nienawiść przepływała przez ja każdego dnia. Twoja świadomość staje się nienawiścią. Ty jesteś nienawiścią. I dostaniesz na nią odpowiedź o tej samej proweniencji. Za nienawiść czeka tylko nienawiść. Jak każda namiętność jest nieokiełznana, nieobliczalna i nieprzewidywalna. Rządzi się swoimi prawami, nie ma nic wspólnego z logicznym myśleniem i rozumowym podejściem. Ludzie popełniają znacznie częściej samobójstwo z nieszczęśliwej miłości i morderstwo z obsesyjnej nienawiści niż z niezaspokojonych potrzeb seksualnych czy bytowych. Ogień namiętności jest w stanie nagle unicestwić i objąć swym zasięgiem tam gdzie wzrok nie sięga. Tyle że potem nie zostanie szczepionka na szczepionce.

Najważniejsze, żeby był zaszczepiony — powiedziała o kandydacie na męża córki, moja znajoma. Od razu zażądałam certyfikatu, jak go tylko przyprowadziła.

Mąż ją zostawił parę tygodni temu, gdy wyznała, że jest zaszczepem i przygruchał sobie słodką zwolenniczkę płaskiej ziemi. Samo rozumie się przez się, zdaniem tej znajomej, że nie chce takiego losu dla swojej córki. A ty jesteś po której dawce? A może w twojej lodówce mieszka jaszczur?

Strach. To nie będzie piękny koniec świata

Oświadczam, że liczba, użytego w tym tekście, wyrazu “strach” nie jest błędem powtórzeniowym, lecz zamierzonym efektem autorki.


Każdy człowiek powinien mieć własne zdanie na temat szczepionek przeciw Covid-19, Antka Królikowskiego i wojny u naszych sąsiadów.

Niewypowiadanie się na wyżej wymienione tematy spotyka się z oburzeniem społecznym, wypowiadanie się zaś stanowi zaczyn do słownych przepychanek.

Co do Antka to powiem jedynie tyle, że czasami największym sukcesem człowieka w życiu jest brak sukcesu i że zdecydowanie lepiej nie być znanym…

“Coś, o czym się nie mówi, nie istnieje. Tylko słowo, powiada Harry, nadaje rzeczom istnienie realne.” Oscar Wilde “Portret Doriana Graya”


Pandemia koronawirusa, po dwóch latach panowania, płynnie przeszła w wojnę za wschodnią granicą. Nikt się nie zdążył nawet obejrzeć, jak to mówią.

Kiedy nadciągnęła w 2020 roku, towarzyszyła jej zbiorowa, całkiem uzasadniona, panika. Nikt nie wiedział, czym to leczyć, nie było szczepionki a ówczesny Minister Zdrowia miał — z dnia na dzień — coraz mocniej podkrążone oczy. Pierwsze miesiące to był strach o to, czy kiedykolwiek naukowcy opracują szczepionkę i w jakim czasie zostanie ona wyprodukowana. Kiedy szczepionka się pojawiła, narodził się inny strach dotyczący realnej liczby szczepionek i jej dystrybucji. Po wylanej zawiści i zazdrości na osoby, które z różnych powodów — pierwsze otrzymały iniekcje — okazało się, że wystarczy dla wszystkich. Narodził się zatem strach, czy te szczepionki nie są po to, by nas zaczipować. Strach, że szczepionek jest zbyt mało zastąpił strach, że jest ich podejrzanie dużo i że służą depopulacji. Spolaryzowane społeczeństwo skakało sobie do gardeł, z czego nic nie wynikało, poza tym że zaszczepieni byli wyśmiewani przez foliarzy zaś obawiający się 5G wykpiwani przez szczepionkowców. Ale narodził się nowy strach, że zaszczepieni będą natychmiast umierać wskutek powikłań poszczepiennych a niezaszczepieni przywleką, niespotykany dotąd, wariant koronawirusa, którym zarażą zaszczepionych. W międzyczasie był jeszcze strach, że mnożą się coraz nowe mutacje i nie wiadomo, co działa a co nie działa. Nie działały dwie dawki szczepionki i zalecane było podanie trzeciej. De facto one, te dwie dawki, miały działać rok, ale jakoś przestały po pięciu miesiącach i nastał strach, że ci odporni zaszczepieni są już nieodporni, z miernym poziomem przeciwciał.

Przez dwa lata chodziliśmy w maskach i wcieraliśmy spirytus w przesuszoną skórę z bezpiecznej odległości. Strach przed drugim człowiekiem wyeliminował niedźwiedzia (powitalny gest), cmoki w policzek a nawet podanie ręki. Co prawda, potem już nie zamykali lasu (do dzisiaj nic z tego nie rozumiem), ale huśtawkę zmieniających się przepisów zafundowano nam na tyle znaczącą, że pojawił się strach o każdy najbliższy dzień. Otworzą szkoły, zamkną przedszkola, kiedy godziny seniora i kto nim jest, która knajpa już się zamknęła, tylko dzwonić do urzędów, liczenie ludzi przed sklepem, wyznaczone miejsca w komunikacji publicznej, etc. W styczniu 2022 r. ogłosili pogrom na luty tego roku. Tsunami do 500 tys. zakażonych dziennie, niewydolny system opieki zdrowotnej (a był kiedyś wydolny?), miękki lockdown (jeżeli możesz, zostań w domu). Żeby miało to jakiś smaczek co dwa, trzy dni pojawiało się tzw. urwanie głowy w postaci dziwacznego wręcz wiatru kładącego słupy linii energetycznych i drzewa, zrywającego dachy i rzucającego samochodami. Z wiatrem przyszedł więc strach (alerty; jeśli możesz, zostań w domu), potęgujący się zwłaszcza wśród ciekawskich wyglądających przez okno. Minęło pół lutego i okazało się jednak, że Polacy to uparty naród i przekonać się do szczepień nie dał nawet wizją wszystkich zakażonych. No tak, tak było powiedziane i to nie przez jedną osobę. Przez luty nie przejdzie nikt w suchej skarpecie, nie ma takiej opcji. I nagle w sposób niewytłumaczalny, wręcz nielogiczny w stosunku do wykładni namnażania wirusa wg prof. Szumowskiego, dzienne statystyki zaczęły spadać, naukę zdalną odwołano, zamknięte urzędy otwarto. Nie ma czego się bać, znaczy znowu jest w odwrocie. Ludzie zaczęli wyglądać ze swojej jaskini, w nadziei na normalny spacer, spotkanie z innymi przedstawicielami tego samego gatunku, ale nie ma tak kurka wodna, bo jest wojna! Dramat Stanisława Ignacego Witkiewicza “Kurka wodna” zapowiedział nieuchronną rewolucję wynikającą z każdego rozpadu na wszystkich płaszczyznach (człowiek, rodzina, społeczeństwo).

Jak to wojna?! A co z hasłami “Nigdy więcej wojny!”, a co z teoriami, że współczesna wojna nie będzie nigdy wyglądać jak II wojna światowa?

Ostrzeliwani są cywile w utworzonych korytarzach humanitarnych, bomby spadają na domy a uciekający przed nimi mieszkańcy do piwnic, wyciągani przez agresora. Giną mężczyźni, kobiety i dzieci w mordzie bezpośrednim, a także z odwodnienia, głodu, wycieńczenia i gwałtów. Oblężenie miasta Mariupol do złudzenia przypomina blokadę Leningradu. Dokładnie to, co znamy z książek i filmów okresu II wojny światowej, a starsze pokolenie jeszcze z własnego doświadczenia, rozgrywa się za naszą granicą. Strach, ale już paraliżujący, bo to co nie miało najmniejszego prawa się zdarzyć, stało się faktem. Jest jak koszmarny sen, z którego człowiek budzi się zlany potem. Tyle że to nie jest sen, to jest całkowita zmiana świata, jaki znamy i na naszych oczach dzieje się nowa historia powszechna, która nigdy nie miała zaistnieć i która zmieni już wszystko na zawsze. Bezradność i bezsilność włodarzy potęguje… tak, znowu strach. Okazuje się, bowiem, że nikt nie przyjął makabrycznego scenariusza na tyle poważnie, by skutecznie i natychmiastowo zareagować. Natychmiast to nie jest żadna hiperbolizacja, bo w każdej chwili kolejne życie się kończy. Idąc głosem narracji “Zgromadzenia” Briana Gilberta ludzie, którzy oglądali ukrzyżowanie Jezusa Chrystusa, ponoszą odpowiedzialność na równi ze skazującymi na śmierć i wykonującymi wyrok. Grzech zaniechania to inaczej przyzwolenie na coś poprzez nieudzielenie pomocy.

Świat, póki co, pozbawił agresora (nazwisko nie przechodzi mi przez klawiaturę) kieszonkowego, być może zabierze mu też prezenty komunijne od cioci Kazi. A cóż to jest innego? Wyobraźmy sobie bogatych rodziców, którzy są wezwani do szkoły z powodu swojego rozwydrzonego jedynaka, który znęca się nad słabszymi. Zakręcają mu kurek z cotygodniowym szmalem i to na tyle. Chłopak nie przestaje być od tego przemocowy, tylko szuka innych źródeł finansowania. Sankcje uderzą głównie w biedny kraj, w zwykłych ludzi a nie w ich przywódcę, bo on już od dawna jest, jak to mawiają, ciepły. Całą zaś pomoc, która napływa od dobrych serc, porównałabym do takiej życiowej lekcji. W jednym z mieszkań na klatce wybucha wojna sąsiadów. Za zamkniętymi drzwiami rozgrywa się seria filmowych horrorów “Teksańska masakra piłą mechaniczną”. Sąsiedzi zgodnie kupują drabinę, po której wdrapują się, by wrzucać przez uchylony lufcik batony proteinowe. Śledzą przez zalane krwią okna sytuację i adekwatnie reagują dorzucając bandaże i wodę utlenioną.

Na naszych oczach umierają niewinni ludzie. Bestia się obudziła, machina uruchomiła i to ona jest przyczyną, cała reszta skutkiem. Niezależnie, ile wrzucimy kartonów kabanosów i worków majtek, ci ludzie żyją w niewyobrażalnym strachu, czy bestia dzisiaj po nich nie przyjdzie. Najgorszym atakującym jest ten, który nie ma nic do stracenia; siedemdziesięcioletni cynik z wybujałym ego, którego największym demonem jest kompromitacja. Ile zaś może wytrzymać opór jednostki przed zmasowanym strachem? Nie wiem, ale to zakrawa na eksperyment. Przyjmując, że na wzór dreszczowca “Piła”, za ekranem głównym dowodzenia siedzi siwowłosy gość, który tym steruje. Foliarze mówią o złudzeniu. Zbieg różnych dziwnych i nadnaturalnych przypadków, tutaj połączone echo hiszpanki z 1939 rokiem. Strach działa wieloaspektowo, może zaatakować fizycznie własny organizm. Obniża skutecznie wibracje jednostki, tym samym obniżając wibracje planety. Ziemia tworzy z człowiekiem system naczyń połączonych poprzez jego uziemienie; obniżenie wibracji powoduje obniżenie naturalnej bariery odporności i osłabienie. Zatem atak staje się łatwiejszy a obrona trudniejsza.

Wojna w Polce jest, niestety, prawdopodobna. Bestia poczuła już smak krwi, adrenalina wydzieliła się w nieznanych dawkach, uaktywniły się zakurzone strony osobowości. Doskonale pokazuje to “Czerwony pająk”, film sprzed kilku lat, gdy jedno — przypadkowe — wydarzenie zmienia z pozoru normalnego człowieka w potwora. Zmienia go na tyle, że zostaje w konsekwencji skazany na karę śmierci przez powieszenie. Przekraczanie granic, własnych granic, jest bardzo niebezpieczne, bo odkrywa mrok, o jaki człowiek nigdy by siebie nie podejrzewał. Jeśli ciemne moce przechwycą duszę, to taki człowiek nigdy już się nie powstrzyma. Strach, naturalny stan instynktu przetrwania, uruchamia się w sytuacjach zagrożenia. Prowadzi do ataku albo ucieczki…


“Czemu ty się, zła godzino,

z niepotrzebnym mieszasz lękiem?

Jesteś — a wiec musisz minąć.

Miniesz — a więc to jest piękne.”

Wisława Szymborska “Nic dwa razy”


Z jakości dodanych — zniknął strach przed uchodźcami i pandemią na tyle, że DDM (dystans, dezynfekcja, maseczka) w ogóle nie jest respektowany.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 48.92
drukowana A5
Kolorowa
za 72.81