Oświadczenie wstępne
Poetycka ławo przysięgłych, witam Was na pierwszej i ostatniej rymowanej rozprawie, której tematem przewodnim będzie akt oskarżenia wystosowany przeciwko chochlikom interaktywnej przestrzeni. Podczas tego zaczytanego posiedzenia w sposób ironizujący przedstawię niezbite dowody na skretynienie społeczeństwa za pośrednictwem olbrzymich zasobów dóbr technologicznych. Udowodnię też, że każdy z nas, łącznie ze mną, jest — w mniejszym lub większym stopniu — uzależniony od urządzeń XXI wieku.
Straszne, że zaczęliśmy wszystko i każdego uwieczniać. Jeszcze trwożniejsze, że nas również chcą zapisać w formie cyfrowego obrazu, jakby to było coś oczywistego. Jakbyśmy wyrazili na taki stan rzeczy zgodę, zawczasu tracąc tożsamość w czeluści wirtualnego płótna.
Zlodowaciałe ludzkie serca, których ogrzanie zazwyczaj kończy się dotkliwym blamażem. Widząc cudzą tragedię, gotowe są prędzej pstryknąć foto, aniżeli wyciągnąć pomocną dłoń. Nie uwieczniamy nic, co byłoby warte upamiętnienia. Trwałość gatunku ludzkiego jest zagrożona wyginięciem. Głupota nadmiernie zdobi ćwierćludzkie umysły laurem zwycięstwa.
Dedykowane pralki, paranoiczne wścibstwo, pycha absolutna. Sztuczność, zamiast sztuki. Przyzwyczailiśmy się, że AI, serwowane w efekciarskich mechanizmach, zrobi za nas dosłownie wszystko. Myślimy, że internetowy asystent poda gotowe rozwiązania problemów. W istocie tak zapewne często bywa, lecz umysł człowieka nasiąka przez to idiotyzmem, ponieważ naprawdę niczego sam się nie uczy, a drzewo szerokich horyzontów rozumności obumiera.
Piąty zbiór wierszy mojego pióra pt. „Cyberproces”, który trzymacie w dłoniach, to kartoteka udokumentowana sytuacjami z życia skopiowanymi. Odbicia lustrzane ludzkich wizerunków nieświadomie przepoczwarzających się w pozbawione uczuć androidy. Podszyty drwiną refleksyjny materiał dowodowy na wykolejenie logiki w pogoni za po(d)stępem.
Biorąc pod uwagę, że każdy z Was — drodzy odbiorcy i czytelniczki — występuje w postępowaniu w charakterze podejrzanego, oskarżonego, prokuratora, obrońcy, świadka, a nawet sędziego, z wielką przyjemnością zapraszam do zagłębienia się w liryczne bazy danych sprawy. Uniknięcie odpowiedzialności jest niemożliwe, zatem wertujcie następne stronice tropem maksymy, że lepsza prawdziwa mądrość, niż sztuczna inteligencja.
Mateusz Połuszańczyk
Hejter
Zapomnieliśmy haseł do rzeczywistości,
Interaktywnie spędzam z powiek chwile,
Gdy w dobie przelotnych nieznajomości,
Wciskam jednocześnie Alt, Ctrl i Delete,
Wrota serca zatrzasnął bólem bez emocji,
Klucz serwisów, kliknięć, a za zakrętem:
Subskrypcja, lajk, komentarz w promocji,
Otwiera się dusze jednym prostym Enter,
Dla rozjaśnienia nocy, cały czas pościmy,
Od lasów liściastych, od kawy cukrzonej,
Lecz przy tym wcale już ikon nie czcimy,
Wzdychając ponad miarę do emotikonek,
I dzielą nas łącza, które przerwać trudno,
Jakby każdy prowadząc osobną narrację,
Na pustyni życia zyskał śmierć odludną,
Bo stuknął palcem w jedną wielką Spację,
Świata ubóstwiać nie ma wszakże komu,
Jednak on przeczeka aplikacje wszczęte,
Z braku pandemii — też siedzicie w domu,
Kłaniam się nisko! Wasz naczelny hejter.
Dorobkiewicz
Sznury półek wyłożone półproduktem,
Zrabacony cennik pnie się aż pod ladę,
Przeżuwamy więc ten cały bubel hurtem,
Niczym sknera, czyli Dorobkiewicz Władek,
Dwa plus jeden to promocja, której czeka,
Choć powiada, że go wcale nic nie bierze,
Ale płynie wartko w żyłach rwąca rzeka,
Powódź zniżek na konsumpcji pojezierze,
Kapryszenie na wyroby wszy-podobne,
Bezcen, który jest stabilny bez wartości,
Kartą płaci, rozmieniając się na drobne,
Więcej wydać, żeby sprostać wydajności,
Już kasjerka uśmiech śle nader żałośnie,
Dorobkiewicz wnet o siatkę gratis prosi,
Na naiwność błyskawicznie popyt rośnie,
Głos piskliwy: „Będę winna Panu grosik”.
Rekrutacja
Na stronicach wirtualnie wzrok zawiesza,
Poszukując bezrobotnie nowych wyzwań,
Motywacja z resume, a w niej depesza,
Że przebiera teraz w pracy propozycjach,
Skumulował się życiorys w jednym pliku,
Wykształcenie niby średnie, ale zwłaszcza,
Wytłuszczone, że mobilnie zdobył tytuł,
Ukończywszy kurs walutowego płaszcza,
Doświadczenie wynotuje sobie dumnie,
Bylejakość, żeby tylko, niechaj szybciej,
Grawerując swój inicjał w cyber-trumnie,
Nadał termin do spożycia ciasnej krypcie,
Jarmark ofert, których mocne natężenie,
Przekonuje rychło z multimediów kartki,
Że wymagań brak, lecz już wynagrodzenie,
Owocniejsze będzie, gdy nadejdą czwartki,
Lada chwila i aplikant szturchnie klawisz,
Biedny cherlak, jakby go z krzyża zdjęto,
Czas roztrwonił, dotarł do głupoty granic,
Wszak jedyna to powszechna umiejętność.
Diabelski młynek
Połyskując na wystawach strach błyskotek,
Zamarzł ciszą i ponurym biadoleniem łka,
W gwałtowności pomaluśku wchłania słotę,
Kiedy dzieli marny los hartowanego szkła,
Zmysł widzenia mgliście opadł na powieki,
Wernisażów świat numerując współcześnie,
Wyprzedażom rabatowym brużdżą ćwieki,
Dzieł malarskich, które posortował we śnie,
Uniżenie kłania się obrazoburcza śliczność,
Umiejętnie zwodząc portfel na manowce,
Supercenna jest mega okazji okoliczność,
Że instynkty wykorzysta człowiek łowcze,
Gdyż w galeriach tętni handel gatunkowo,
Lecz rozsądku echo zatem z serca brzmi,
Nie wierz w każde napisane w necie słowo,
Przestań pukać wreszcie w obrotowe drzwi.
Z mailów do Efezjan
U wirtualnych wrót cyfrowej strażnicy,
Scalają się tłumy kserowanych złudzeń,
Z naiwności składając bankowe podpisy,
Tumanieją bez reszty niegdysiejsi ludzie,
Bo na unoszącą się wszędzie woń siarki,
Nie baczą już wcale, nie czują uchybień,
W pożogach wzajemnie wręczają ogarki,
Zamiast miód na serce, wlewając oliwę,
Ulegli hipnozie i wierzą w liczb rzędy,
Zajadle produktem podstępu karmione,
System zaś je chroni, powielając błędy,
Poprzez dwa składniki uwierzytelnione,
Wyrażają miłość ikonką w serduszko,
Sakralny świergot w imię neo-zbawcy,
Kres sieci uczuć, bot bawi się włóczką,
Wyznań już nie ma, są jeno wyznawcy.
Średniowiecznik
Do kata! Cóż to są za sztuczki czarcie,
Gadajcie prawdę, jako Godfryd rzecze,
By sakwy talarów gromadzić na karcie,
Chyżo się przyznać na herbową pieczęć,
Psubraty, co nurzacie łapska swe brudne,
W te swądy parszywe, jakoby pachnidła,
Jadło z plastiku? Wnet najlepiej schudnę,
Niźli krew zmąci mi strawa przebrzydła,
Święci pańscy! Dźwięczy pośród myśli,
Głos Stwórcy lub też mamidło wariata,
„Zsiądź z rumaka” — wieszczy osobiście,
Aczkolwiek prędzej rozum figle płata,
Któren czarownik rzucił na nas klątwę,
Z zaświatów to czy potomków postać,
Na szafot z tym nieokrzesanym łotrem,
Zakuć go w dyby, a potem wychłostać!
Klepsydra
Wśród kwiatów zła na Kazimierzu,
Szkicując psalm los — scenarzysta,
Pierwszy akapit z trudem przeżuł,
Trawiąc, co człowiek nawymyślał,
Widzi przekrwionych oczu grono,
W hipnozach mamiącego BLIK-a,
Niegdyś autorów ksiąg sławiono,
Dziś czytnik zamiast czytelnika,
Kawiarnie z żalem też dostrzega,
Ze wstydu mocniej się rumieniąc,
Wszak nie odmierza godzin zegar,
Gdy czas stanowi złudny pieniądz,
Patrząc na ludzi, którzy w transie,
Taplają się jak muszyska w smole,
Bez rozmów prowadzą swe relacje,
Łut nieszczęść westchnął: „Ja pierdolę”,
Bezczynnie rozłożył drętwe ręce,
Łysiał i siwiał, choć z przestrogą,
Że siedzi człek na prochu beczce,
Pisząc śmierć własną dla nikogo.
Szmirternet
Szmery szeptów, gwarny zamęt,
Więc serdecznym klawisz tłukę,
Pośród szkła, co lśni jak diament,
Można przecież znaleźć sztukę,
O, na przykład jest wejściówka,
W próg czcigodnych oper arkad,
Smyczka brak, milczy altówka,
Bowiem stron to przeglądarka,
I w zakładce szumnie dźwięczy,
Koszmar, co się chrzci kulturą,
Przesiąkł zwój fetorem wierszy,
Zdechłych pod czczą klawiaturą,
Jeśli zechcesz, to mnie wesprzyj,
Kawką, z której wstręt ogarniam,
Przelew w popłuczynach pieśni,
To poezja, a nie klubokawiarnia,
Zdalny koncert, bez muzyków,
Kurs pisania, twórcza gnuśność,
Świat tożsamy z liczbą klików,
Zamiast sztuki, mamy sztuczność.
WspółCzesław
Ty, co żeś skrzywił człowieka prostego,
SPAM-em nad klawiaturą jego pochylając,
Hałastrę trollów z klifu komentarzy pchając,
Na tumult wścibski: kto, z kim i dlaczego,
Wśród facjat fałszu szukasz zwolenników,
Sztuczny intelekt w garb rozumu szczując,
Pozbawion ziaren skruchy i nie pokutując,
Szyderczo piejesz z miałkiego zachwytu,
Jesteś bożyszczem, lecz nie przed poetą,
Jego nie przekonasz zapchlonymi słowy,
Nie zaimponujesz także cyfrową tandetą,
Rdzeń procesora wchłonie ten mózgowy,
Nie zdążysz nawet przetworzyć danych,
Kiedy wieko zatrzaśnie pęknięte ekrany.
Recepcjonista
Na korytarzach milczą rzędy krzeseł,
Nie ze strachu, a jarmarcznej studni,
Duch epoki anemicznych wskrzeszeń,
Wśród odpicowanych biurek dudni,
Zakorzenił się kliniczną destrukcją,
Załamawszy gipsowane ludzkie ręce,
Zmarnowany czas najgłębiej usnął,
Rzecze głos: „Jesteś ósmy w kolejce”,
Mam już dosyć głuchych teleporad,
O litości! Ja nie proszę, ale błagam,
Bo półśrodków lichych dawka chora,
Combo, forte i ponadto extra zgaga,
Mdłe call center wyklepuje pacierz,
Z suchych nitek wyduszona kropla,
W lazarecie gromy ciska Hipokrates:
„Kod dostępu to se wsadź i jeszcze podpal!”.
Myśliwy
Wietrzysko dmie rano od szóstej,
Na bramkach pika zielony świetlik,
Regały pełne zwróconych pustek,
Magazyn towarów niekompletnych,
Czas wybudował własny wehikuł,
Quo vadis? — pyta klepsydr azymut,
Zaklęcie wyplótł na osiach krzyku:
Otwieram portal, wracam do Rzymu!
Pomiędzy mieszczan, alejką fleszy,
Z wypiętą piersią, bufonad banderą,
Żartem, co nawet błazna nie cieszy,
Rydwanem mknie pyszałek Neron,
Dobrą czci minę do gry parszywca,
Zachwala twórczo działanie ognia,
Pracę swych ofiar ogląda z bliska,
Fajcząc się niczym żywa pochodnia,
Tymczasem zgubę, krytykę jawną,
Przez jego gniew sto razy pomnóż,
Bowiem zaiste skarcił go prawdą,
Dobrego smaku znawca Petroniusz,
Wybiła godzina, gwar nagle milknie,
Cesarz za moment odłoży łyżkę,
Choć wbiłem tylko maluśką szpilkę,
To jednak boli — jestem, więc myślę.
Offlajner
Za górami interakcji, lasem komentarzy,
Doliną memiczną, gdzie trefniś zapłakał,