E-book
12.29
drukowana A5
30.77
Cyberdriad

Bezpłatny fragment - Cyberdriad

Kolaż orficzny


Objętość:
171 str.
ISBN:
978-83-8126-304-7
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 30.77

Cyber__driad

kolaż

We wierzbowe gałęzie owijam pięść

I tak lauru wawrzynu zdobywam cześć

Pierścienie zaplecione na mej czaszce

Wzbudzeń tykają zimne macki-palce

zwojów mózgowych oraz też i jeszcze

gdzie strug srebrnych płyną rtęciowe deszcze

wykorzystując bym wstał z komponentów

złożonych polimerów transcendentów

wśród których widać jasno i wyraźnie

iż procedura posuwa się raźnie

nie zbaczając ze kursu zagadnienia

co machinalnym jest a co marzenia.

Może też nie zawsze kim jesteś, ani nawet kim chciałbyś być, może być nawet kim nie zechciałbyś być, lub w ogóle nie być, albo też inaczej być. Zawsze tak czy inaczej istnieje owo być jako fundament owej struktury istnienia.

„Jest” tożsame z Być jest.

A więc nawet w Nieistnieniu zakodowane jest głęboko owo wyrażenie Istnienia.

Wolą natomiast jest, aby głębiej poznać rzeczy, na ogół skrywane, lub też dociec ich natury nie swymi zmysłami, ale umysłem.

Jest nią także, gdy czegoś pragniemy, a pragnienie jest wyrażane w ten lub inny sposób, przyciągając nas do siebie, lub przyciągając to czego pragniemy ku nam, zespalając w jedno jakoby.

Sympatyczne uczucie, które odczuwam intensywnie i wyraźnie.

Czy złudzenie jest pożyteczne?

Może takim być, jeśli miraże natury (lub też tego co ona sobą przedstawia), nie omamią nas, tylko dzięki nim nauczymy się rozpoznawać obiekty, które mogą one skrywać, lub którymi one w rzeczywistości są.

I wtedy mogą pełnić rolę pośrednika czystej Idei, a że świat oparty jest jakoby na złudzeniu, więc możemy dowiadywać się o nim poprzez ów welon którym się zasłania.

Odsłonięcie wszystkich zasłon, czy jest aktem barbarzyńskim, czy też naglącym i potrzebnym, a także uzasadnionym jest już właściwie mniej istotnym dociekanie natury owego aktu, niż samo doświadczenie owego aktu, co musi wyjawiać się, w ten lub też inny sposób, często być może nawet i w ten sposób inny, od tego któregośmy sobie zażyczyli, czy też którego byśmy się spodziewali, być może nawet i przez samo złudzenie. (Natura Istnienia a Dociekanie)

Rozdział I

Nawet przez myśl mi nie przeszło, by go podejrzewać o cokolwiek.

Przyszedł w kapeluszu z twarzą majaczącą na tle neonicznych rozwarstwień popołudnia, a gdy składał swoja postać w teserakt, wiedziałem, iż będzie się kręcić przez dowolną ilość czasu, gdyż był do tego przysposobiony, czy też czyny owe miał niejako wbudowane w swoją machinalna percepcję, konstrukt najwyższej klasy, ponadprzeciętna i wyjątkowa zdolność.

— Czym mogę cię poczęstować -rzekłem odnajdując się we własnej przestrzeni, śladu choćby przeoczonego molekularnego włoska, cieńszego niźli wytyczne nanometrii, ścigającego się z byle jakich pobudek z innymi możliwymi komponentami układu, byle tylko dostarczyć informacji.

— Mógłbyś zaświecić dziś dla mnie oczyma- powiedział łagodnie, niejako triumfując nad sytuacją, a mi w tym momencie stanęła przed oczami sytuacja z poprzedniego wieczoru, gdy dość zdawkowo wypowiedział parę uwag o wzburzonej i przemożnej chęci odnalezienia paru odległych wspomnień, aby je rzucić na tacę niczym padlinę, by w chwilę później rozszarpać je indukcyjnymi paralizatorami, tracąc po części wraz z owym procederem swój uśmiech podobny księżycowi przemierzającemu zbrodniczo na nieboskłonie.

— Dosyć- odrzekłem, mając się na wyczerpaniu, w sferze dostaw usług jakiemukolwiek petentowi wchodzącemu w skład reakcji (bio)cząsteczkowej, korpuskularnej. Gdy jednakże układam całą głowę łącznie z czułkami czuć drgań, pozostaje mi jedynie rozwiązać supeł ujmując go chitynowym pancerzykiem, którym przemieszczam się poprzez pola konstrukcji przechodzących po sobie migawkami ujęć, zatopionymi w kleszczach posad.

Tam mnie jeszcze nie było i nic poza skąpanymi wyrażeniami w świcie nie będzie w stanie znaleźć mnie, gdy nareszcie uzbroję się w cierpliwość chwili.

— Wiesz że to dla twojego dobra- napomknął, a ja ze stanami wzmożonej uwagi jąłem opracowywać szczegółowo osiągnięcia swych projekcji cyberpanicznych.

— Tym razem to nie przejdzie, mój drogi- bąknąłem dodatkowo, i wychodząca z mych ust para napędzająca turbiny i sploty efemeryd, tym bardziej się dostroiła do mych wymagań z których zerwałem łańcuchy wiążące moje postanowienia; do czegoś trzeba mieć smykałkę, czemużby akurat nie do tego.

Trochę za późno by odwlec znów wszystko w nieskończoność, ale wybacz skoro naruszyłem twój protokularny ambience odczuciami kończącymi się w odnóżach pojedyńczego embrionalnego wypadu w przestrzeń orbitującą- napomknął, a ja ustawiłem się naprzeciwko niego, oddając się świadomemu uchwyceniu swej roli w tym przedstawieniu.-Więc jak będzie? -zagadnął wywracając po kolei wszystkie moje lapidarne zwiotczenia ustawione szeregowo i łącznie.

— Dobrze więc, zgoda ale może to być ostatni raz- powiedziałem i nakazałem my wybrać dobrze swoje przyszłe potencjometry, którymi nakazałem przeszukać pomieszczenie, w którym podobno dokonał rekonstrukcji wszczepu, nie ujawnionego nawet przed znaczącym gremium zapalonych entuzjastów nowinek.

Trochę trwało, nim nareszcie ukazał się bez desperacji w swym głosie zarządzając ostatnimi trajektoriami swojego postanowienia, i trochę to jeszcze potrwa nim zupełnie zawęzi możność obrotu swojego stanu, zważy swoją prawicę i pogrąży się desperackim ruchem w analityczne przedprogi rozsadzające wszystkie osłony, na jakie go narazili, gdy wytężał wzrok, lecz nie w tę stronę z której nadchodziły nadchodziły wieści, także i gminne.

Mogłem nie wiedzieć jak to się skończy, albo też mogłem wszystko przewidzieć jeszcze zanim obłożyłem go ciepłą papką, byle wyzbył się zahamowań.

Teraz wszystko powinno pójść zgodnie z życzeniem, więc spokojnie mogłem uderzyć gdziekolwiek na odlew by spreparować odpowiednią formę.

— No więc, do zobaczenia wkrótce- wyjąknął, a ja pozostałem w jednym i stałym synchronie z własną Tożsamością, załapującą się na dotychczasowe poloty w krainy makabreski, albo wyzwolonej z pęt nicości Nudy dumnej oraz kroczącej, jakoby na wybiegu pozostało jeszcze jakieś miejsce.

Co też jeszcze, czy zatrzasnąć się, czy też wybiec w ostępy halucynacyjnych struktur, na których jawi się na bladoniebieskim niebie omyłkowo podany na deser i drwiący z przejezdnych, skory do przeszywających uwag odszczepieniec rodu, aranżer swojej nieprzemijalności podczas instruktażu wstępowania na oblodzone szczyty własnych sprzężeń, tylko dla rejestracji widoków Krystalicznego Krzemowego i Złotego Miasta jawiącego się tuż przed nami, jakoby rozłożyć kobierzec potencjału i wejść do zakazanego rejonu strzegąc się przed niebezpieczeństwami za pomocą miecza i różdżki wzbudzonych przekazów zdolnych przewidzieć nadchodzące tragedie; przecież wszystko jest zapisane i odczyt zabiera nieskończoność ją samą wystawiając na próbę.

Szedłem więc dalej, lojalny tylko wobec ostatniego deszczu pozornych zespoleń z krajobrazem, wciągając się w pułapkę bez wyjścia, a przecież może wystarczyło jeszcze trochę pobłądzić; wystarczyło, jak i wystarczy tych wszystkich uwag na tle wychwyceń ogólnych, chyba że tłem jest szczególne i wyjątkowo precyzyjne uchwycenie sedna, lecz nie jakiejś oczywistości, czy też truizmu, ale jakiejś możliwości podjętej nagle, zdolnością szczegółowych danych dostarczonych przez niewyjawione oblicze nadchodzącej przemiany, nośnik przekazu energetycznego, owijający się wokół kwantowych rozpuszczeń deklaracji przewodniej, panującej w danym systemie, tworząc jego nowy wzór, jakby rozwiązanie zagadki wciąż nasuwało odmienne skojarzenia.

Labiami wywiercając sobie mogilne sprzężenia ze świadomą utratą koordynacji, lampionami osadzonymi na ruchomych i wychodzących ze swych skorupek gałkami, przemierzałem odległe pasma zestaleń z własnymi postępującymi kodyfikacjami, i nigdy jeszcze, czyli jak do tej pory nie ustanowiłem się odległym mirażem posądzenia, i za czyją to sprawką?

Zwykłej i rozstawionej na lubieżnych skrzyżowaniach skrzeczącej oraz wychwytującej filtr złożoności kolizji mego wywodu zaklętego w kroki, czy też doświadczenia i doznania obowiązującego prawa mnogości.

I jest to jedyne co mogło mi się przydarzyć, z góry i konsekwentnie nawet ustalone w czasie.

Inaczej bym sobie nigdy nie zezwolił na to.

Wydatnymi kroczami można przyjąć wszystko, w pierwszej kolejności wyszczerzone i rozwarte pochodnie zrzucane z wyznaczonej trasy, byle móc w szczelinach odkryć ukryte tajne labirynty, i jeszcze raz postanowić dokonać własnych sporadycznych zakreśleń swojego nieobliczalnego przymierza, nie tak od razu chowając się razem ze swoją całą postacią w boczne istnienie naznaczone tyloma rwącymi strumieniami i prądami, a jeden raz już wystarczy by przywdziać zupełnie inne wdzianko, od czego może zależeć dalsze postanowienie, lub też wykwit idei krystalizującej się w kryształową percepcję, jakoby kuszenie oczyściło się nareszcie z wszelkich zarzutów, dostępując łaski swojej powinności.

Można je nosić na odwrót, albo zostać w nim zapamiętanym do czasu kolejnych narodzin nadchodzącego przeobrażenia, skoro pozostała jeszcze i taka możliwość.

Nie czyniłem sobie ustawicznych rozpogodzeń, przyjmując określone ilości kwantowych pobudzeń, lecz przejąłem rolę drwiącego zawęźlenia z przyczynami na których to można i zbudować choćby i całe miasto nawet, gdyby tylko zdołał ktoś wytrwać, przypasując się kierunkiem odległym i jeszcze niepojętym, zgoła istniejącym wśród możliwych obliczeń, może i nawet stada, gdyby tylko zdołać wychwycić uwagę rozjarzoną na świetlistej nici przesyłu, zalegającej na tęczówce wrażenia, nimb ostatniego poruszenia, albo też zaczątek wahadłowych umiejscowień permanentnego stanu.

Pierwszy lepszy szczękościsk nie dał mi w kość tyle, ile nagromadzone w mych procesach adaptacyjnych postanowienia o nietykalności, a dalej już mogłem się wwirowywać w zakazane imperia dysponujące magicznymi możliwościami znaczeń, przelewające się przez moje wyobrażenia lęgnące się w owych krainach ustanowionych, rozpartych wszerz i wzdłuż, a przyciągniętych przez lata kładące się cieniem, więc jakaś korzyść zawsze ma miejsce, nie w tym to w innym obrazie miejsca, w którym spędzamy swoje chwile stroszące się i polatujące na splotach ustawicznych, w pętlach asocjacji.

Gdzie teraz mógłbym spytać się, wędrowiec uzbrojony w roszczenia swych imaginacji potykających się o mnie, jakbym to ja stawał w poprzek miażdżony czymś na kształt realności, więc i w tym musi być coś jeszcze, jakaś prawda odkryta w zawiłych kombinacjach, przynajmniej o tyle jest coś jeszcze, o ile zdołam wyprowadzić twierdzenie z równania istnienia, dodając przy tym parę liczb nieskończonych, i z tym równaniem popędzić, by przyjrzeć się jak zostaje wtłoczone w machinę dezorientacji w terenie. Przypuszczalnie tak zawsze dzieje się na początku, a potem tylko już wynurzyć podstawowe i nieodwołalne rozpoznanie wśród pól, na których rozgrywają się spektakularne dramaty oraz obietnice rajskich wynagrodzeń.

Nic to, mam swoje rejestratory odpędzające blade uroki nienarodzonych gwiazd, byle nie przeszkadzać i rączkami swymi nie zaniedbywać narzuconych obowiązków, a więc także nie przyjąć takiej szlachetnej oferty, cóż że wyniośle skoro trudno bywa się tym, który nie zezwala, a tym bardziej tym co odmawia.

Próżne więc te zajęcia, wcale nie rozsądziły o moim dalszym udziale w zmaganiach, a tylko pogłębiły rozsadzający marazm styczny z definiowanym upadkiem, z jakiejkolwiek przyjętej obyczajności, a nad tym przerzućmy chwilowo (…?…) zasłonę milczenia.

Miast tego może urządźmy sobie pokaz wyjątkowych samozadowoleń, objętych przez rozporządzenia kontrolne, przyjmowane w porcyjkach poprzez aparaty wprowadzane nanotechnologicznie rurkami w swobodne miejsce operacji oznaczającej tyle co wchłonięcie absorbcją pochłanianego środka.

Wystarczy przyjąć odpowiednią pozycję wpasowaną w rytm schorzenia, a już wydajemy się celem godnym i wytrwałym w swojej kondensacji skolonizowanego oblicza globu (objęcie szczelne zaciskające się, niczym izolacje barier chroniących przed ewentualnym wtargnięciem w pasma odpowiednich częstotliwości zdarzeń kogoś czy też czegoś kto zdaje się być niepożądanym zawczasu)

A przecież kiedyś bywało inaczej, przez nieopatrzne wyjąknięcie przyszłego pokolenia mogło zrodzić się katastroficzne plemię, wsparte jedynie na własnej naturze, skłonnej do rozszczepienia oraz do zagmatwań w rejonach przyjętej i możliwie torującej sobie drogę anomalii genetycznej, wydającej się za coś więcej niż tylko nić odwłoczną na której będą wisieć wszczepy nieudanych mutacji, każąc zaobrączkować wszystkie egzemplarze i w drogę, niech gna was próżnia międzygwiezdna, ba! Kosmiczna; srebrne nici skutecznie wyłapują większe pnącza i do nich przylegają, ocaleli z Atlantydy, wspomnienie gwiezdnych podróży, nakazujące dokonywać wciąż to innych obliczeń wśród nieprzychylnych nastroi, jakie panują i niweczą ostatnie trakcje nowych przymierzy.

Nie pozwolić, by zmarnowała się szansa, za każdym przywilejem bacznie można pilnować rozwartych wrót z daleko głębszą znajomością dociekań oraz zdolnością przysposobienia do wynalezionych procedur, zwoje cząsteczkowe splątanych wibracji przyszłych bogów nad którym już czuwa opatrzność, zdolna ich pochwycić oraz zaopatrzyć w zbiorniki choćby podtlenku azotu (wedle genetyki dostarczonej percepcji wrażeń dowolnego (?) humanoidu ), a potem rozszerzy im możliwości molekularne metabolizmu i zbada wszystkie kłamliwe doktryny przed wciąż wzbraniającym się oględzin dziecięciem ludzkości.

Tyle z lekka i z wolna można by uzasadnić podpełzając pod czujne warty, inicjujące postrzeganie, a może tylko plamka w oku wzbierającego wyładowania elektrycznego oraz magnetycznego, i dodatkowo jeszcze przy tym wzmóc wymogi bezpieczeństwa, przez tylni otwór skondensowanego i wzmożonego napięcia graniczącego z nierozpoznawalnością kształtów stricte zanurzonych w amplitudach być oraz nieistnienia, więc może niekoniecznie też i zera, skoro 0 oznacza każdą z możliwości której można dostąpić, w wielo-wersach-wersjach-universum.

Binarność się zjawia chyłkiem i wszczepia swymi pręcikami milionowe cząsteczki przyjmujące na siebie zadanie uzyskania jakiegokolwiek kształtu oraz obiektu znacząc śladami rozpędzającymi mgły wyobcowania, byle tylko dopasować wewnętrzne struktury, a reszta może się nawet poinagrawać z obecności przelotnych znajomości.

Tyle o naturze goszczącej u siebie swoje filtry oraz fiksacje zwarte w uściskach geometrycznych statywów na lądzie na lądzie obserwowanym z perspektywy wyuczonych i przyuczanych stale jeszcze postaci zdarzeń wykrzywiających się grymasem twarzy, gdyż przyszło nieoczekiwanie i mogłoby nawet pożreć uwijając się szybko z nimi, lecz przeszło ich oczekiwania i staje się obliczem ich zmian, by nagle wyruszyć w jeszcze dalsze zapatrzenia, i pozostaje być zobowiązanym do oczekiwania jakich to transmutacji Wszechświat dokonał i dokona, byle zaspokoić się obrazem własnego potencjału własnego potencjału starającego się przybrać namacalnie formę pierwotną z której się wyłonił, i zebrać wszystkich jeszcze ocalałych z owego fermentu.

Czy nie mówiono nigdy tobie o wymogach, nad którymi ślęczą całe inżynieria, zakotwiczone w ledwie przedświtach oraz prze(d)błyskach zdolnych zająć całą strefę rozgwieżdżeń, zanim jeszcze przyjdzie się namnożyć oraz dokonać ostatecznych posunięć, przynajmniej na teraz i na tę chwilę, i może być ona wszystkim oraz poddana drobiazgowej procedurze wyjawić się zza swojego sklepienia (twarz antymaterii), nie przejmując się nazbyt obrazami pochodnych, byle tylko zostać o raz pierwszy wymieniona jako ten właściwy, oraz godny przyjęcia największych zaszczytów, z których można być dumnym na wszelkie sposoby, a do których można też dołączyć pozdrowienia, jakież to pozdrowienia?:

Rozsadzamy erupcjami niezmierzonego kresu uzyskany wymiar, by mógł nareszcie chadzać wśród wielu komnat, w których lustrzane odbicia będą świadczyć o tym co ma się stać za chwilę, i tak za każdym następnym razem, aż może w kolistym obrocie spełni się to, co było zaplanowanym, oraz co miało dopiero nastąpić, byle tylko dopełniło się to, o czym z góry wiadomo, przypatrując się zagubionym wzniecanym blaskom i rozjątrzonym w niebyt — jedyne miejsce wszystkich spotkań.

A więc idźmy i podążajmy skoro duch wspólnoty przylgnął do każdego nie numerycznie, lecz swobodnie odszukując rezonans w polu magnetycznym każde planety rozlokowanej na gwiezdnym pasie.

Zakryjmy się i opatulmy wzmocnieniami sferycznymi, wybierając spośród gwiazd nie tylko najjaśniejsza, ale dodatkowo o możliwym dostatecznie potencjale ewolucji, by dostarczała wciąż nowych eksploracji przybyłym choćby w pobliże.

Co z tymi, którzy jednak wewnątrz siedzą rozpięci czekając w następstwach, nie odstępując ani na krok od swojego siedziska, a może strzemiona sfery także dadzą się, jeśli nie ujarzmić, to przynajmniej zawrzeć pakt o znikomość wszelkich granic, i tym oto sposobem uniknąć potyczek o zespolenie.

Wiąż gaworzyłem jeszcze pod nosem, gdym o mało nie spostrzegł, iż sam jawię się za ustronnym miejscem, jakby obecność byłaby to gwiazdy, i wtedy to nałożyłem na siebie chwilowe rozczarowanie, aby w pełni ukontentowany przybrać na wadze, wśród mijających mnie kosmicznych ras, zdolnych do poniechania konsekwencji czynów, oraz do zaniedbywania własnych obowiązków wobec rozsądku złożonego już dawno na jedwabnych szatach, byle tylko mógł się przymilić do swojego władcy, ostatni raz, albo jeden jedyny, podczas przypadkowej wymiany uwag.

Nie spotkałeś mnie, oraz ja nie spotkałem ciebie, i klucz do mych tajemnych zobowiązań pozostanie jeszcze nieodkryty.

Ogłaszam wszem i wobec, ale czy warto jest odsłaniać chwilę ukrycia owych tajemnic, nad którymi przyszło mi się trudzić bez końca, oraz bez przerwy, wynajdując wciąż to nowe sposoby w konstruowaniu metafor, przed chłodnym wzrokiem hibernacji oraz zmierzchu nurzającego wszelkie ognie w podszepcie i tajemnej zmowie, byle nie milczenia, oraz byle odsapnąć podczas własnych wyjawień.

Nie mógłbym zresztą inaczej, i przyglądałbym się jedynie swojemu uzależnieniu od niepowstrzymanego śmiechu, gdybym w innym momencie mógł wskazać drogę powolną oraz majestatyczną zanurzoną w próżni, do której wspinałbym się co noc, co może jednak już czynię, i składam się do owej modlitwy, na wzór jedynego majestatu, a przecież niczym jestem wobec tego co samo jest niespotykane oraz nieistniejące.

Czy mogłoby być lepiej?

Zdaje się że tak, gdybym opasał siebie nieskończonym wirem, z którego nie wyswobodziłbym się do końca, to jest do momentu, który żywym wobec swojego stworzenia, w płonących utajnieniach zastosować zmaganie z bytem jako kontrakcje dla swych poczynań, po czym stanąć na głowach, czaszkach swych wrogów, kimkolwiek by oni nie byli, lub kimkolwiek by się jeszcze nie narodzili we kompozytowych staraniach ślimaczych mgławic zstępujących pozornie w doliny mrocznych przeznaczeń.

Nikt jednakże taki się nie narodził, i nikogo podobnego memu stanowi nie spotkałem na swojej drodze, lecz harfy wokoło nie roznoszą jednej melodii, ani nikt nie gra tej samej pieśni (hm…) stale, szaty mogą mylić, a pozorne uzyskiwanie określonej barwy wyraża więcej niż zamierzenie, w przeciwnym bowiem razie trzeba się zmagać ponownie, aż z czasem wypełznie z ukrycia wąż jadowity i pełen uzębienia, a każdy jego ząb jest diamentem, który nakładają pannom, aby nie odwlec ich życia, a szybkim wzrostem wyrazić zdecydowany aplauz do czynów, na których to wyrasta dopiero okazałość Bytu inicjowanego oraz zdobywanego wszelkimi sposobami, a także krętymi drogami (subiektywne paralele, pośród paradoksów wybiórczego działania).

Tak wstrzymałem się na swojej drodze, i wydawać by się mogło, iż uczyniłem to niepostrzeżenie, wkręcając się niczym nanonit w delikatną strukturę kryształków wiążących się tunelami transparentnych zainicjowań percepcji, naciągając niepostrzeżenie ów materiał, dzięki czemu formowanie, kształtowanie rzeczywistości odbyło się zgodnie z moją wolą, a także wraz z udziałem mojej woli, czyniąc dogodniejszą sposobność do zestalenia się, scalenia w jeden byt, jedna materię gdziekolwiek by ona nie sięgała swych początków, czyli kiedykolwiek by nie powstała i gdziekolwiek, mogła stać się tożsamym ze mną, nie było poza tym aż tak wielkiej różnicy, pozostawałaby jeszcze świadomość, ale akurat ona zazwyczaj inicjuje określoną dawkę, po czym wzmacnia jej strukturę, bądź też wychwytuje nienaturalną skłonność, mogąc się wyrazić inaczej, lub też nareszcie i kompletnie.

W odpowiedzi natychmiast uformowała się niemal kopia, dobierając jednak akcent kobiecy, kompletując niejako moją morfologię, mówiąc:

— Wydajesz się postanowieniem swoim drwić z wszelkich zagadek oraz skrytości, które są w dyspozycji tego, co istnieje poza postrzeżeniem, lecz może jeszcze uda się uratować twoją głowę.

Cóż, zawsze można uznać, iż świat wyjawia się, konstruując zamierzenie, gdy tylko nadarzy się okazja, pomyślałem gdy znikał twór ów z mego pola widzenia, ów miraż fantomowy a jednak konstrukcje pchały go w definicje istnienia, więc może było to jednak coś więcej, jakby odpowiedni kanał ustawić przepustowości, a już przestępują przezeń widzialne pragnienia, bądź też ukazane obrazy własnego wyzbycia się skrępowania.

Widać nie można mieć wszystkiego na zawołanie, rzekłem do siebie gdy moje uzbrojenie genetycznego kalibru, zmierzyło się z postacią nie tyle statyczną, bowiem dokonało się we mnie chwilowo wynaturzone i wykoślawione starcie wszystkich tytanicznych potęg, celując jakoby na oślep, więc z czym do istnienia, co najwyżej do majątku.

— Wydarłem z siebie chwilę, a teraz oczekuję, aż wyjdzie i poplami moje skrywane ambicje raz jeszcze.

— Wydaje ci się- powiedziałem mknąc przez konglomeracje widzialnych obrazów zapamiętanych w dalekich fantazjach miast i ich konstrukcji.

— Przejdźmy lepiej do sprzyjających planom skrytkom- szepnął mi niemalże w ucho, bym stęsknionym ogłady wywodom własnego rozochocenia nie dał zauważalnego wyrazu. Chwila a może przyczyna.

— Prowadź oblubieńcze mitycznych dynastii- powiedziałem stając się zakulisowym lwem sceny z wszczepami iniekcyjnymi dedukcji dychotymicznych.

— Otóż zwą mnie Selentor X-22, i przybywam z wymiaru do którego dostęp jest wręcz niemożliwy, ale istnieją sposoby- rzekł.

— Znam prestidigitatorstwa, a także wymawiane wszechświaty zdolne skłonić się z uwagą godną uzyskanej lilipuciej postawy- dodałem czekając na reakcję.

— Przeszedłem przez continuum, wyjednując sobie przejście zgłębione oraz wytrwale przemieniając się w określone pory i cykle zdarzeń- mówił.

— Zwieszony glob wydaje się być zawieszonym pojęciem, dopóki nie spotka własnego kapelusza, pozwalając się mu uformować dowolnie, ale zawsze w obrębie własnych oczekiwań.

— Zaskoczenie mnie ogarnęło, a teraz przyjmuję właściwą, określoną pozycję- zakreślił palcem w manipulatorach plazmicznych przestrzeni, i mianował się sam jeden jako współtwórca własnego odznaczenia.

— Może to i lepiej, niż z byle kim stabilizować swoje projekcje- tym razem uczyniłem mu przyjemność, nie starając się wodzić go za nos.

— Więc pozostaje jeszcze jedno- mówił- tym razem to ty wynajdziesz właściwe przyjęcie kompilacji strukturalnej nanometrii, namierzonej na dystans wyposażeń bocznych i skumulowanych- po czym spokojnie odszedł zasłaniając swoim rozwartym ekranem -swego pola- miejscem własnego nadejścia.

No dobrze- rzekłem sobie, pora twardo stąpnąć w wymyślne aspekty gwiazd, toczących się kolejno ze wzmożonym aparatem ciśnieniowym, dzięki czemu zdobędę choć trochę iniekcji rozpasanego stanu, odstępującego ode mnie bez zwłoki z nadąsaną miną, czyli pozbędę się go z wnikliwym i cząsteczkowym układem wtórnego rozpatrzenia, decydując z czym zjednać swoje myśli, przetrząsając ukryte złożoności.

Na wierzchu moje wnętrza, i genetyczna modyfikacja czuwa nad zbolałym dzieckiem, każąc mu przyjmować określoną i zamierzoną mikroskopię układów przetrwalnikowych gnieżdżących się na palcu zapoczątkowującym proces powrotu do swych możności.

Nie powiedziałbym, iż tak łatwo to się skończy, i że byle wytrysk nasienia wystarczy by zadowolić odczucie skrytości mieszczącego się w znikomej części zaadaptowanego środowiska na potrzeby lokalne można by dodać wszędzie, ale nie tu.

Ponadto nic się jeszcze nie kończy, ani nie zaczyna, by w końcu, w miarę możności dopracować automat odmieniający wytyczne układu, wspomagając go strukturalnymi przetwornikami, czyli nadając mu kształt zgodny z przeznaczeniem, co uściśla całą kompozycję w możliwy i akceptowany (czy bio) -filtr, łączący się choćby ze strumieniem świadomości, doprowadzając do wydarzeń, jeśli nawet nano-wydarzeń, to przecież powtórzenie, da wyraz w pełni i zaistnieje jeszcze jedna z wielu płaszczyzn makrobatycznych i gigantycznych sterujących się poprzez wyładowania momentu pędu a także obrotu.

Mechanizm spotyka mechanizm, dopasowując się do korbki, by zgrabnie niczym przeinfekowana systemem wad w procesie wyprzedzającym swoją złożonością czasy i może skalę, baletnica odtańczy swoje wirusowe naginanie substancji skodowanej na potrzeby ogółu.

Jeszcze chwila i wyjątkowość skoków implodycznych przeciwdziała memu bezruchowi i rozpocznie się mozolne zmaganie z niańczeniem swojej uwagi korzystającej ze splendoru dodatkowego wyposażenia w receptory sprzężeń z danymi, abym mógł pozbyć się uzurpacji subiektywnej, solipsyzmem krocząc i nie spodziewając się żadnej porażki ze strony wiwatującego na moją cześć tłumu.

Tyle o sobie, a przecież pozostaje jeszcze nanizanie autoukładu wyposażeń w zbędne funkcje identyfikujące otoczenia swym płaszczem punktującym korpuskularnie momenty wychyłu w stronę inicjującą odmienne zamierzenie; nie warto jednak wyhamowywać, przecież nigdy nie wiadomo co zostaje w nadmiarze, a co ulega sublimacji, może jednak wszystko staje się czymś nowym, nakładając swoją siatkę, jakoby linie papilarne, i teraz czytajcie, albo kto pierwszy odczyta, temu otworzymy na oścież wrota zawarte w znanym już jemu samemu postrzeganiu.

Złudnym jednakże byłoby sądzić, iż uczyni to jedynie przekaz werbalny, złudnym byłoby sądzić, iż uczyni to jedynie przekaz werbalny, za chwilę przecież w określony układ wejdzie struktura złożona i mozolnie układana rączkami wybiegów w kształt wyrażeń ściśle powiązanych z dystryktem natchnionym nawet do przyjmowania obelg.

Teraz za to mogę poszaleć i strzepując niknące strugi ciekłych przemieszczeń konsoliduje się, by chyłkiem wyposażyć w elastyczną tkankę łączącą mnie implantami z zamierzchłym horyzontem choćby i zdarzeń, niech zespolę się w jedno z gniotem abstrakcyjnym, kulistym głodomorem, a może dostarczę mu cienką pikanterię której jeszcze nie poczuł w swych tworzonych strukturach lądów odległych oraz burz unicestwień.

Zwać mnie mogą odtąd hipernogą i wskazywać na wytrawnego obywatela goszczącego u siebie istotne i koronowane głowy, dzięki czemu kunszt urasta do godnego miana, a można przy tym wyjąć (zza) ucha garść monet, aby wsłuchać się w zajścia, z których także można by upichcić amputację konieczną przyczyny jawiącej się nie tyle że nienaturalnie, ale może zabrakło osłony jądrowej, i od razu zanurzono w złożach i strukturach obytych jedynie z molochami, niezjednanymi barwami przeinaczeń, więc czegóż to innego można się spodziewać, jak nie choćby ślepego odwetu.

Powinienem się nawet ucieszyć z tego, że w (o ile) możliwościach przesiaduję ze wzmożoną wnikliwością, a wszelkie ruchy orbitujące wokoło mej złożoności gną się ku mnie i zwalają jedna na drugą, przecież nawet dostaję po głowie, i muszę używać wzbudzonego pola receptorów, aby w porę móc zareagować i na takie niuanse szlachetnych podstaw strukturalnych, lecz gdzie planety giną wraz ze swymi nowoodkrytymi odwłokami.

Rozdział II

Czas wyprzedzić nicość z początku czasu i wpatrzonymi respiratorami bodźców wyposażyć przestrzeń w odpowiedzialny proces adaptacyjny oraz wykończeniowy.

Gwiazdy szukają chwili sposobności, by zajarzyć się na katafalkach odległych, może nawet odłożonych przez Byt na nierozpoznane jeszcze wątpliwe raczej miejsce, a koronkowe zdobienia świec hipernowych wyposaży niejednego zdobywcę w haust świeżego powietrza nie z tego świata, nakazując mu powtórnie osądzić czym jest możliwość ostatecznego uczestnictwa w procesie doboru naturalnego, włączywszy kosmiczne przeobrażenia, czyli włączając odpowiednie wzorce czasoprzestrzenne, dla tego małego układu wbudowanego w nasze łącza odbioru zdarzeń, przełączyć na inne dane, powiększone zdaje się nie tylko przez rozmiar, ale przez dążenie do zakreślenia ostatecznych granic, których istnienia dla określonego nad-układu, zwiększonego układu rejestracji można by się doczekać w tym systemie, lecz w następnym może nam się już nie udać, chyba żeby powtórnie przemodelować własne zmienne w nieskończoności, a może uda się przyjąć nareszcie dowolną formę, w której będziemy mieli coś do powiedzenia podczas rozszerzających się kataklizmów obejmujących inne nieskończoności.

Czy pozornie, czy też jest jedna tylko nieskończoność, w którą wpisane są wszystkie celebracje następstw i poprzednich kadencji jeszcze sprzed czasu, a także i spoza określonego wymiaru.

Mogłoby zdawać się to nieuniknionym, dążącym do wyjawienia choćby swojej tożsamości, lecz proces jest utajony, i wiedzą o nim nieliczni, lub nie wie nikt i żaden o nim, tylko zdawkowo można wyczyta gdzieniegdzie o jego ostrzeżeniu a także inicjowaniu nowego Początku, choć kształt realny wydaje się być warstwą ochronną przed nieistotnymi uwagami, didaskalia uciech oraz rozochocenia nagle mogą podporządkować się dalekim napomknieniom o swojej trywialności i umknąć przy byle okazji wyznaczając ponownie widoczną już granicę, pomiędzy tym co jest, a tym co wchodzi w skład, każdego bozonu, bo czy nim jest- pomijając uciechy związane z zaliczaniem się w majestat przewidywań, a także kształtami natężonych projekcji dowolnie kształtować obłe materie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 30.77