Katarzyna Lisowska
Ewa Sierankiewicz-Miernik
Instytut Nauk o Wychowaniu
Uniwersytet Pedagogiczny
W Krakowie
Materiały konferencyjne
Międzynarodowa Konferencja Ekosystem w Pomocy
Społecznej, Kraków 2013 r.
Zjawisko bezdomności w ekosystemie społecznym — dylematy i postulaty
Nauka wobec problemu bezdomności
Uniwersalne ujęcie definicyjne stanu bezdomności nie istnieje. Kamiński, dostrzegając zasadnicze cechy zjawiska, pojmuje je jako sytuację człowieka, w której ulegają degradacji jego podstawowe prawa do życia i realizowania swoich potrzeb w społeczeństwie1. Hołyst podkreśla jej skutki uznając, że bezdomność jest na tyle dramatyczną sytuacją, że poważnie zagraża ludzkiemu życiu, na skutek dokonujących się w tym stanie licznych i głębokich deprywacji elementarnych potrzeb egzystencjalnych człowieka, niezbędnych do utrzymania funkcji życiowych na poziomie oznaczającym istnienie, a nie trwałą deformację2. Danuta Piekut-Brodzka akcentuje z kolei stosunek bezdomnych do rodziny, siebie, metod zaradczych, własnych predyspozycji osobistych3. Błażej i Bartosz wskazują na subiektywny charakter przeżywania bezdomności jako sytuacji trudnej4.
Rangę problemu bezdomności podkreślają badacze reprezentujący różne dyscypliny naukowe, bo jak radzić sobie z tym, czego istoty nie potrafi się określić, a występuje na skalę globalną? Wiele jest chaosu w nauce, która ciągle się dzieli, specjalizuje i zamyka na siebie. Powstają nowe definicje i koncepcje, ale formują je socjologowie dla socjologii, psychologowie dla psychologii, pedagodzy dla pedagogiki, itd. Tworzą się w efekcie liczne podziały na zwolenników poszczególnych koncepcji, które są dalekie od rzeczywistych odpowiedzi na społeczne problemy. Oddalają one co więcej nauki od siebie, zamiast skłaniać do polemiki w celu uzupełniania stanowisk i ustalania kompletnego obrazu bezdomności o istotne cechy zjawiska, wynikające z uwarunkowań biopsychicznego i socjokulturowego funkcjonowania człowieka.
Należy zaznaczyć, że sytuacja jest korzystna, iż problem zyskuje znaczne zainteresowanie w różnych środowiskach (zdarzało się tak w przeszłości, jednak nie doprowadziło do integracji wniosków w praktyczne i trwałe rozwiązania, uwzględniające istotę problemu), myśli się o nim na wiele sposobów, kategorii, tworząc wyznaczniki zjawiska, ale czy aktywność ukierunkowana na obalanie jednych spostrzeżeń przez inne jest właściwa, kiedy wynikają ze siebie? Istnieje konieczność podsumowań, syntezowania wniosków i ich szczegółowej analizy.
Bezdomność jest tak różna jak każdy człowiek, który podejmuje zgodnie ze swoją hierarchią wartości (kształtowaną jednakże w warunkach społecznych, poprzez to, co wychowanie określa, że jest dla niego najlepsze) decyzję, często rezygnacji z życia w granicach społeczeństwa, wybierając wolność. Jednak pojawia się tu błąd w rozumieniu wolności. Wolnością nie może być stan, który prowadzi do degradacji człowieka, gdzie jest on trwale zniewolony przez nałogi i pozbawiony możliwości realizowania swoich potrzeb egzystencjalnych. Wolność jest wartością rozwijającą, a więc człowiek silnie uformowany, świadomy znaczenia podstawowych praw i procesów rządzących systemem społecznym — może pozwalać siebie z niego wykluczać? Istnieje szansa, że konfrontacja z trudnym doświadczeniem pozwoli mu poprzez określone zasoby, które otrzymał ze społeczeństwa i je rozwinął — pozostać w nim.Jednak jak może dokonywać się ten rozwój, kiedy sama pedagogika odchodzi od refleksji, brakuje w niej miejsca na podstawę, która pozwoli rozumieć człowieka, złożoność jego natury w kontekście szeroko rozumianego dobra? Nauka ma służyć człowiekowi, on jest w niej podmiotem, a nie przedmiotem oddziaływań. Należy rozważyć, czy nie powinny być one zachowawcze, możliwie pośrednie, integrujące całe społeczeństwo, by potencjał rozwojowy człowieka nie było ograniczany, zaś rozwój dokonywał się w sposób zrównoważony?
Źródła bezdomności jako podstawa profilaktyki
Próba odpowiedzi o przyczynę bezdomności tożsama jest z dążeniem do integracji wiedzy dostarczanej przez różne nauki. W zamierzeniu tym powinna się mieścić również potrzeba określenia podstawowych cech zjawiska bezdomności, które są dla niego obecne, spotykane w różnym czasie, niezależnie od poziomu rozwoju społecznego, osiągnięć kulturowych. Interdyscyplinarny kontekst tego zagadnienia powoduje trudności już w definicyjnym ujęciu tak złożonej problematyki, posiadającej swoje indywidualne uwarunkowania5. Wielu naukowców rozpatruje problem poprzez same braki mieszkaniowe, kiedy nie rzadko nie są one udziałem osób bezdomnych, bądź nie są zasadnicze w powrocie do społeczeństwa, gdy oni z własnej woli go nie chcą. Zwróciła na to uwagę Anna Duracz-Walczak, zaznaczając często spotykany fakt, że bezdomni nie potrzebują stałego miejsca zamieszkania, spełniającego przyjęte przez społeczeństwo normy6. Ten ogólny wniosek znajduje odzwierciedlenie w elementarnym pytaniu dotyczącym złożonych przyczyn pozostawania w bezdomności: Czemu człowiek nie chce wracać do swojego mieszkania, istnieć znowu w systemie wzajemnych zależności z innymi osobami? Problem jest uzasadniony – o czym przekonują wyniki szczegółowych, pogłębionych badań (prowadzonych zazwyczaj w paradygmacie humanistyczno – fenomenologicznym) – doświadczeniami traumatycznymi warunkującymi proces desocjalizacji.
Stan bezdomności dotyka różnych grup społecznych, jednak najczęściej warstw ubogich i osób, które przeżyły rodzinne dramaty7. Jego przyczyny są złożone i nie rzadko determinowane dramatycznymi wyborami w obliczu traumatycznych doświadczeń. One zaś –jak wskazują psychologowie badający rozwój człowieka w poszczególnych etapach życia – dotykają każdego. Psychologowie kliniczni zwracają z kolei uwagę – warunki społeczne pozwalają jednostce na ustabilizowanie swojej sytuacji8, która co więcej jest szansą na znaczny rozwój (warto to podkreślać, aby patrzeć na trudności jak na zadanie z najkorzystniejszym dla człowieka rozwiązaniem), ale problem rozproszenia nauki jest na tyle poważny, że wyodrębniają się one już z jednej kategorii i tak mamy wiele dyscyplin szczegółowych pedagogiki, ale co jest ich podstawą (jak wyprowadzić poprzez nie wnioski praktyczne, kiedy panuje w nich aksjologiczny chaos, różnie rozumiane znaczenia podstawowych pojęć i wartości)? Tak różnie rozumiane dobro w wychowaniu, rozwoju człowieka, a przez to przecież społeczeństwa? Potrzebna jest filozofia (zintegrowana – na taką potrzebę zwracał Karl Jaspers, by jej myśl stała się praktyczna9), refleksja nad tym, co jest etyczne, bo nie może tym być powoływanie (poważnymi nakładami środków) instytucji, które nie są w stanie zrekonstruować środowiska rozwojowego człowiekowi. Są doraźnym co najwyżej rozwiązaniem i wiemy wszyscy, że jego skutki są katastrofalne dla rozwijającego się człowieka. Niezaspokojone potrzeby, stany deprywacji to sytuacja najbliższa bezdomności i ta utajona bezdomność dziecka – wychowanka instytucji opiekuńczych – jest zjawiskiem powszechnym, które z czasem się ujawnia (kiedy on ją opuszcza i wkracza „uformowany”/zdeformowany w dorosłe życie), ale w postaci dla całego społeczeństwa najtrudniejszej, bo jak ma żyć w nim człowiek, który nie był wychowywany dla niego, a odsuwany od początku skutecznie na jego granice?10 Poważnym błędem jest formułowanie trwałych programów opiekuńczych dla takich osób. Należy zapobiegać podobnej konieczności i jeśli tworzyć środowiska zastępcze dziecku to w ten sposób, aby one nie zezwalały na jego degradację od podstaw w tym czasie, kiedy się intensywnie rozwija.