E-book
2.73
drukowana A5
16.13
drukowana A5
Kolorowa
37.97
Wielki sekret małej figurki

Bezpłatny fragment - Wielki sekret małej figurki

Z dziejów sanktuarium maryjnego w Bardzie


Objętość:
79 str.
ISBN:
978-83-8155-638-5
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 16.13
drukowana A5
Kolorowa
za 37.97

Wprowadzenie

Sanktuarium w Bardzie, rep. widokówki sprzed 1939 roku

Z wieloma historycznymi sanktuariami pielgrzymkowymi związane są przekazy o cudownych zdarzeniach i niezwykłe opowieści. W przypadku sanktuarium Maryjnego w Bardzie na Dolnym Śląsku to coś więcej. Tutaj przez stulecia miały miejsce dramatyczne wydarzenia: jak pożary, napady i zniszczenia wojenne. Ale to nie wszystko, w Bardzie bowiem od kilkuset lat trwa kult łaskami słynącej figurki siedzącej na tronie Maryi z Dzieciątkiem. To właśnie ta niewielka romańska, drewniana rzeźba, pochodząca prawdopodobnie, jak wielu sądziło, z poł. XIII wieku, chociaż niektórzy uważają ją za znacznie wcześniejsze dzieło, stała się spiritus movens tego sanktuarium. Z nią wiążą się przekazy o licznych cudach i nadzwyczajnych zjawiskach, które w czasach nowożytnych skrzętnie spisywano i rozpowszechniano drukiem.

Wierzono, iż ta rzeźba powstała w cudowny sposób. Kiedyś oficjalnie głoszono, że pochodzi wprost z samego nieba. To może współcześnie brzmi niesamowicie i zdumiewająco, lecz wierzył w to każdy pielgrzym średniowiecza i czasów nowożytnych.

Wiara w ten niebiański dar Maryi — Jej cudami słynący wizerunek — przyczyniła się do powstania tutaj sanktuarium. A ta figurka, mimo licznych tragicznych wydarzeń z nią związanych, stała się celem pielgrzymek. I chyba zrozumiałe pozostaje stwierdzenie, że bez tej figurki Bardo nie miałoby tak wielkiego znaczenia. Wszystko, co wiąże się z tym miejscem, mówi o wierze w cuda, uzdrowienia i łaskę. Nade wszystko jest to miejsce, gdzie człowiek przez stulecia przeżywał wiarę w Boga, wierząc we wstawiennictwo Matki Boskiej. Z tej przyczyny pielgrzymowano do Barda — przybywali tu Polacy, Niemcy i Czesi.

Pielgrzymki są charakterystyczną cechą niemal każdej religii. W chrześcijaństwie zaś należą one do ważnych części życia religijnego. Z jednej strony są przeżyciem i wyznaniem wiary, z drugiej zaś symbolem pewnej religijnej prawdy — pielgrzymki do Niebieskiego Jeruzalem. Zwyczaj pielgrzymowania, sięgający czasów starochrześcijańskich, wpłynął na rozwój kultury, kontaktów między narodami, a przede wszystkim służył wyznaniu wiary i jej przeżywaniu. Dlatego też każdy, kto przybywa do Barda i zachwyca się rozmachem barokowej architektury, wielkością kościoła i w nim zebranych dzieł sztuki, musi wiedzieć jedno — to wszystko służyło pielgrzymom.

Fakty mówiące o pielgrzymkach są zdumiewające, np. w końcu XVII i na początki XVIII wieku rocznie przybywało aż prawie 100 tys. pielgrzymów.

Do rozgłosu sanktuarium w Bardzie przyczyniła się nie tylko sztuka, lecz opowieści i przekazy o cudach, nawet takich przedziwnych jak wskrzeszenia zmarłych.

Współcześnie trudno jest opowieściom o cudach przyznać znaczenie historyczne jako rzeczywistego zdarzenia. Wszelkie sprawy związane z tzw. historycznymi cudami niemożliwe są do zweryfikowania i dlatego pozostają w sferze jedynie wiary religijnej a nie faktu realnego.

Dziś człowiek inaczej przyjmuje dawne przekazy o cudach. Najczęściej nie wierzy w nie lub czasami nazywa je legendami. Jednakże człowiek epoki średniowiecznej i nowożytnej był bardziej religijny. Zjawiska naturalne i historyczne na świecie wyjaśniał w kategoriach religii, często przekraczając granicę między fantazją a rzeczywistością, ale zawsze na korzyść wiary.

Z dziejów sanktuarium

Nasze spotkanie z dziejami Barda rozpoczniemy od czasów najodleglejszych. Bardo leży na dawnym historycznym szlaku, który był znany już w czasach starożytnych. Tędy wędrowali dawni kupcy zmierzający na północ po bursztyn. Położenie zaś Barda przy tym szlaku, a także położenie w dolinie rzeki Nysy Kłodzkiej, przy dawnej granicy między Śląskiem a Czechami, uczyniło z tej miejscowości ważny punkt strategiczny. Bardo zaczęło odgrywać militarną rolę w sporach granicznych między Czechami a Polakami. Znaczenie to potwierdzają też dawne nazwy miejscowości: Brdo, Burdan, Bardo; pochodzą one ze staroczeskiego i staropolskiego języka i znaczą tyle, co warownia na wzgórzu. Takie znaczenie miało prawdopodobnie Bardo za czasów Bolesława Chrobrego, który zapewne założył tutaj zamek obronny strzegący granicy ze strony Czechów. To znaczenie Barda potwierdził też czeski kronikarz Kosmas (ok. 1045 — 1125), autor „Chronica Boemorum”, nazywając tę miejscowość „bramą do Polski”. Czesi wielokrotnie zamierzali opanować tenże warowny zamek, ażeby zabezpieczyć się przed zagrożeniami ze strony Polaków. W roku 1096 książę czeski Brzetysław zdobył Bardo, a nawet sięgnął po pobliski Kamieniec. I tak Bardo przeszło w ręce czeskie, oni zbudowali tutaj, nowy warowny zamek, a w nim prawdopodobnie kaplicę, która być może miała wezwanie maryjne.

Los Barda jednak zmienił się, gdyż poprzez pokój zawarty w 1137 roku przeszło ponownie w ręce polskie. Wiemy, iż papież Hadrian IV w jednym ze swoich dokumentów z 1155 roku potwierdził istnienie tutaj zamku, a także przynależność miejscowości do biskupstwa wrocławskiego.

Z czasem przybyli do Barda joannici, którzy uzyskali tu darowiznę od wrocławskiego biskupa Żyrosława w 1189 roku. Ich pobyt zakończył się w roku 1208, być może odeszli z powodu kłótni z tamtejszym kasztelanem. Na ich miejsce wkroczyli augustianie, lecz na krótko. Otrzymali oni potwierdzenie posiadania kościoła w Bardzie w 1210 roku wydane przez biskupa Wawrzyńca. Sytuacja augustianów uległa szybko zmianie i to zapewne z powodu rozluźnienia ich dyscypliny zakonnej. Skutkiem tego mieli na rozkaz władz kościelnych opuścić Bardo i tamtejszy kościół przekazać cystersom. Stało się to w 1248 roku i od tego czasu należy liczyć trwające kilkaset lat dzieje cystersów w tej miejscowości.

Zakon ten pochodzi z Francji, powstali w 1098 roku, a na Śląsk przybyli z Niemiec. Jako zakon kontemplacyjno-czynny należał w średniowieczu do najpotężniejszych zakonów. W czasach nowożytnych ich majątki były godne pozazdroszczenia. Przypomnijmy, że na Śląsku klasztory Cystersów znajdowały się w Lubiążu, Henrykowie, Krzeszowie i Kamieńcu, do którego należało Bardo, istniał też żeński klasztor w Trzebnicy.

Matka Boska z Dzieciątkiem z Barda, grafika, „Diva Wartensis”, 1655 r.

To właśnie cystersi byli twórcami tutejszego sanktuarium maryjnego. Jest to całkiem zrozumiałe, gdyż należeli oni do wielkich czcicieli Matki Bożej. Zapewne oni przynieśli z sobą tu łaskami słynącą figurkę. Początki pobytu cystersów w Bardzie nie były łatwe, sytuacja gospodarcza w II połowie XIII wieku stała się katastrofalna z powodu najazdu Mongołów w 1241 roku. Do tego doszła jeszcze niestabilna polityka Piastów po upadku tzw. dynastii Henryków Śląskich.

Z biegiem czasu cystersi nabyli w 1299 roku Górę Zamkową w Bardzie, a w 1301 roku wykupili okoliczne ziemie od księcia Bolka I Świdnickiego. To pozwoliło na rozpoczęcie budowy nowego kościoła, który jako kamienna budowla powstał około 1315 roku. Stało się to dzięki inicjatywie opata z Kamieńca — Mikołaja I.

Zmiana przynależności Barda i przyłączenie do Czech Śląska na mocy układu z królem polskim Kazimierzem Wielkim zmieniła ostatecznie oblicze Barda. Odtąd miejscowość ta kształtowała się pod wpływami czeskimi i niemieckimi.

Ważnym wydarzeniem w dziejach Barda stała się wizyta posła papieża Urbana VI — kardynała Pileusa, który przybył tu w 1381 roku i udzielił pielgrzymom 100 dni odpustu na wszystkie maryjne i inne święta. To wydarzenie potwierdza fakt, że Bardo już wtedy mogło być ważnym ośrodkiem pielgrzymkowym.

W każdym razie przybywali tu pielgrzymi w końcu XIV wieku i na początku XV wieku, o czym świadczy inicjatywa budowy nowego kościoła. Obok dawnego kościoła wybudowano nowy! Jest to zdumiewająca historia, gdyż obok siebie w niewielkiej odległości znalazły się dwie świątynie. Ta starsza, zwana kościołem czeskim, przeznaczona była dla pielgrzymów z Czech i w niej znajdowała się cudowna figurka.

Drugi kościół, zwany niemieckim, powstał dzięki opatowi kamienieckiemu Janowi w latach 1408—1411. Budowlę tę wystawiono dzięki ofiarom biskupa wrocławskiego Wacława, księcia ziębickiego Jana, a także przy wsparciu miast: Ząbkowice, Kłodzko i Nysa.

Przez kilka następnych stuleci utrzymywał się w Bardzie podział na dwa kościoły przeznaczone dla dwóch różnych narodów. Swoją drogą to zdumiewające! Czy wpłynął na to podział między Czechami a Niemcami, czy wyłącznie potrzeby pielgrzymkowe? Trudno powiedzieć. Kościół czeski nie został zaniedbany, przeciwnie, bo ok. 1417 roku przeprowadzono jego renowację. Z czasem ruch pielgrzymkowy wpłynął na liczne darowizny pieniężne, które pozwoliły utrzymywać kościół.

Czas pielgrzymek i rozgłosu Barda przerwała nagle wielka tragedia chrześcijaństwa, która pogrążyła Czechy i Śląsk. Mowa tu o skutkach reform Jana Husa — dramatycznej postaci, skazanej za swoje poglądy religijne przez Kościół na męczeńską śmierć na stosie w 1415 roku. Po tym haniebnym i tragicznym zdarzeniu rozpoczęły się wojny husyckie. To najsmutniejszy okres w dziejach Barda. Miejscowość ta padła kilkakrotnie ofiarą najazdów husytów. Chętnie nawiedzali Bardo, przyciągani opowieściami o skarbach, bogactwach, a nade wszystko niechęcią do kultu maryjnego. Celem najazdu husytów miała też być łaskami słynąca figurka.

Wczesnym rankiem 3 grudnia 1425 roku pojawiły się przed bramami Barda oddziały husyckie. Z wściekłością i chciwością rzucili się oni na pobliskie domostwa i zaczęli rabować, mordować i palić. Wściekłość ich przerosła wszelkie oczekiwania, gdyż nie mogli znaleźć tejże figurki. W obawie przed profanacją zakonnik Bartłomiej przeniósł ten klejnot — łaskami słynącą figurkę, do pobliskiego Kłodzka, miasta dobrze chronionego przed zakusami husytów. Niestety ten szlachetny czyn zakonnika Bartłomieja stał się przyczyną jego własnej klęski. Oto chciwi husyci zamęczyli na śmierć biednego zakonnika Bartłomieja i jego towarzysza Jakuba. Siłą i torturami wymuszali wydanie figurki, a gdy dowiedzieli się, że to bezskuteczne, zdobyli się na czyn najgorszy — podpalili kościoły w Bardzie, a w nich spłonęli ci dwaj pobożni zakonnicy. To pierwsi męczennicy tego sanktuarium.

Okropni husyci plądrowali kilkakrotnie Bardo, oczywiście nie mieli tu nic więcej do palenia, gdyż za pierwszym razem skutecznie spalili wszystko. Pojawili się oni ponownie wiatach: 1428, 1429, 1430.

Gdy ustały napady husyckie, brakowało pieniędzy na odbudowanie spalonych kościołów. Do odbudowy przystąpił opat Krzysztof z Kamieńca. Najpierw odbudował on kościół czeski (było to ok. roku 1436), a następnie kościół niemiecki (ok. 1440 r.). Figurka powróciła na swoje dawne miejsce i to nawet uroczyście — z udziałem wielu wiernych i okazałej procesji.

Ruch pielgrzymkowy nabierał powoli rozmachu, a potrzeby pielgrzymów spowodowały, że opat kamieniecki Jan wzniósł mur wokół kościołów. Przy nim wystawił kilkanaście kramów dla pielgrzymów. Ta niebagatelna wiadomość świadczy, że ruch pielgrzymkowy kwitł.

Znowu do Barda nadciągnęły straszne czasy. W 1457 roku przeszły tędy wojska Jerzego z Podiebradu i udały się na splądrowanie pobliskiego klasztoru w Kamieńcu. Wiadomość o tym wywołała grozę. Jednak większą zgrozę przeżyło Bardo kilkanaście lat później. W roku 1471 czeskie wojska podpaliły wszystkie domostwa w Bardzie, a także dwa kościoły. Nieszczęście ominęło cudowną figurkę, którą z obawy przed zniszczeniem ukryto w Kłodzku (to już po raz drugi).

Szybko odbudowano najpierw czeski kościół, a później niemiecki. Zwiększyły się nawet pielgrzymki i procesje. Do takich znanych należy procesja dziękczynna z Głuchołaz 1472 roku; przybywali też inni pielgrzymi z Kłodzka, Nysy, Ząbkowic czy Paczkowa. W tych też czasach Bardo nie miało większego szczęścia, gdyż ponownie zły los nie oszczędził sanktuarium. W roku 1493 miał miejsce groźny pożar w kościele czeskim. Był tak silny, że stopiły się dzwony. Figurka cudowna i tym razem uniknęła nieszczęścia. Wystawiono ją później w niemieckim kościele.

Ponieważ brakowało pieniędzy na odbudowę spalonego kościoła, ówczesny opat z Kamieńca, Jakub, wysłał niejakiego brata Urbana na kwestę. Miał on zebrać pieniądze na odbudowę. Dzięki temu odbudowano kościół czeski i w nim wystawiono w 1495 roku ponownie cudowną figurkę.

Największym dramatem sanktuarium w Bardzie był pożar 11 lutego 1525 roku. Czwarty raz spłonął czeski kościół. Tym razem katastrofa przyczyniła się do czegoś zupełnie odwrotnego. Zdarzył się bowiem coś, co uznano za cud, który przyniósł sanktuarium rozgłos. Tego pamiętnego dnia wybuchnął nagle pożar, który objął okoliczne domostwa i szybko przedostał się na teren kościoła czeskiego, płomienie wzbudziły strach i obawę o los cudownej figurki. Nie patrząc na skutki, do kościoła wskoczyło dwóch zakonników, jeden z nich podbiegł do ołtarza i schwycił figurkę. Spadający strop kościoła zagrodził mu drogę, płomienie otoczyły go i spłonął żywcem.

Następnego dnia, gdy pożar ustał, weszli do kościoła zakonnicy i szukali zwęglonych zwłok towarzysza; nagle oczy ich podniosły się w górę ze zdumienia. Oto na ziemi leżały szczątki bohatera, lecz jego ręka nie uległa spaleniu. Trzymała bowiem w swoim uścisku cudowną figurkę, która lekko tylko była okopcona sadzą, a wszystko wokoło przemieniło się w popiół i zgliszcza. Bez wątpienia dla ówczesnych i potomnych był to cud, jeszcze jeden znak, że figurka ma nadzwyczajną moc. Na pamiątkę tego wydarzenia nazwano figurkę „śląską salamandrą” — taką nazwę zyskała dzięki poetyckiemu opisowi cystersa R. Kleinwächtera.

Ślady sadzy na figurce zachowano na długie lata jako dowód i znak cudu, dopiero w XIX wieku usunięto je podczas gruntownej konserwacji.

Pamięć o uratowaniu figurki oraz bohaterska śmierć zakonnika przyniosły sanktuarium rozgłos i przyczyniły się w do pielgrzymek. W tym też czasie sławna figurka znalazła swoje nowe miejsce w niemieckim kościele, czeski zaś na długie lata po tej katastrofie pozostał w ruinie. Rozgłos ten z czasem uległ osłabieniu, gdyż na arenę dziejów Śląska wkroczyła reformacją a wraz z nią antykatolickie wystąpienia, ataki na ówczesną naukę i własność Kościoła oraz podważanie praktykowania kultu świętych i kultu maryjnego.

Lata 1525 — 1577 to czas osłabnięcia ruchu pielgrzymkowego. Mieszkańcy Śląska słuchali raczej nauki reformatora Marcina Lutra. To tylko część skutków reformacji, dalszą stanowiły ataki różnych wyznań na ośrodki kultu katolickiego. Nawet Bardo padło ofiarą takich ataków. Silną agitację prowadzili tutaj anabaptyści z Kłodzka i Ząbkowic, a w roku 1530 miał z nimi wiele kłopotów cysters Hieronim.

Sytuacja stała się groźna, gdy w księstwie ziębickim zatriumfował oficjalnie protestantyzm. Oto bowiem z rozkazu książęcego wypędzono z miast wszystkich duchownych katolickich, z wyjątkiem tych, którzy mieszkali w klasztorach.

Lęk ogarnął sanktuarium, drażniło ono bowiem wszelkiej maści protestantów, więc uknuli spisek. Celem tego haniebnego czynu miał stać się cudowny wizerunek z Barda. Głosy spisku doszły do ówczesnego zakonnika Mateusza z sanktuarium, który naraził się protestantom swoją gorącą obroną katolicyzmu. Tenże zakonnik, widząc nienawiść do kultu maryjnego i tamtejszego wizerunku, słysząc na dodatek, że protestanci zamierzają go wykraść i zniszczyć, postanowił ratować figurkę. W roku 1570 cudowny wizerunek zmienił więc swoje miejsce — został przewieziony do pobliskiego Kamieńca, dobrze strzeżonego opactwa. Pozostał tam aż do 1598 roku. Mieszkańcy Barda kochali swoją figurkę i z bólem patrzyli na jej wyjazd do Kamieńca. W tym czasie w Bardzie wystawiono kopię, być może była to rzeźba w drewnie.

Tymczasem do Barda przybywały pielgrzymki, mimo utrudnień i nieobecności figurki. Gdy zagrożenia ze strony protestantów ucichły i ich zamiar zamachu na figurkę stał się niespełnioną historią, a ona nadal znajdowała się w Kamieńcu, zdarzyło się coś jakby nadzwyczajnego, co wyryło trwałe piętno na pobożnych mieszkańcach Barda. Były to chwile grozy. Oto po 9 dniach ulewnych deszczów pobliska góra uległa zapadnięciu. Stało się to 24 sierpnia 1598 roku, gdy woda podmyła Górę Bardzką. Runęła wówczas z wielkim hukiem skała i zagroziła biegowi rzeki Nysy; hamując go, spowodowała zator koryta rzeki. Zagrażało to miastu, obawiano się powodzi, gdyż mogła ona zalać całą dolą część miejscowości i zniszczyć sanktuarium. W mieście powstała panika, jedynie zakonnik Mateusz wiedział, co czynić. Zebrał grupę dzieci do kościoła, w miejsce, gdzie kiedyś znajdowała się figurka i kazał się im modlić. A ich modlitwa, jak głosiły opowieści, została wysłuchana. Prośba niewinnych dzieci została spełniona. Prąd wody przełamał się i zmienił kierunek, a miasto uratowało się od powodzi. Radośni mieszkańcy uznali, że to był cud. Toteż ślubowali uroczyście, że co roku będą pielgrzymować na Górę Bardzką. Miejsce to nie było przypadkowe. Od dawna bowiem wierzono, że na tej Górze objawiła się około 1400 roku Matka Boska, było to drugie objawienie w Bardzie, bo pierwsze dotyczyło owej figurki. Pielgrzymowano na Górę Bardzką, a z czasem wybudowano tam kaplicę.

Na początku XVII wieku liczba pielgrzymek rosła, tak, że konieczny stał się powrót przechowywanej w Kamieńcu figurki. Było to pragnienie mieszkańców Barda, zakonników, a także pobliskich kłodzkich jezuitów, organizatorów pielgrzymek i twórców kultu maryjnego.

Cysters Johannes Koblitz dnia 21 listopada 1606 roku przeniósł uroczyście figurkę z Kamieńca do Barda. Uroczystości tej towarzyszył ponoć wielki tłum wiernych, głosy dzwonów, dźwięki muzyki i bicie w bębny. Po uroczystym kazaniu umieszczono figurkę na głównym ołtarzu, w nadziei, że już na stałe. Los jednak okazał się okrutny. Mimo poparcia biskupa wrocławskiego, księcia Karola Habsburga, mimo pielgrzymek z Czech i wielu miast, mimo wzrostu religijności — sytuacja uległa gwałtownej zmianie. Pojawiła się wojna religijna, krwawe walki między protestantami a katolikami — wojna trzydziestoletnia (1618—1648). Do Barda przybyli protestanccy żołnierze, ich ofiarą padła Górska Kaplica, wybudowana w 1619 roku, którą zniszczono na rozkaz hrabiego Franza Bernarda von Thum w 1622 roku. Z czasem odbudowano ją, i to nawet szybko, bo w 1623 roku.

Dramatyczna wojna trzydziestoletnia wywołała u zakonników z Barda obawy o cudowną figurkę. Z tego powodu przeniesiono ją do pobliskiego Kłodzka i umieszczono w ówczesnym kościele jezuitów na ołtarzu św. Ignacego Loyoli. Wiadomo, że figurka przebywała tam w latach 1639—1649, a następnie powróciła ponownie do sanktuarium.

Widok Barda, rep. widokówki sprzed 1939 r.

Schyłek wojny trzydziestoletniej (1618 — 1648) przyniósł z sobą zarazy i cierpienia ludzi. Zgnębieni katolicy wędrowali do Barda w nadziei uzyskania ratunku. Po tej krwawej wojnie coraz więcej przybywało ludzi do sanktuarium. Z tego powodu cystersi postanowili wyremontować kościoły. Najpierw odbudowano stary czeski kościół (około 1661 roku), a później wybudowano na nowo kościół niemiecki, który ukończono w 1665 roku. W rok później konserwowano nowe świątynie, stało się to 9 maja i była to wielka uroczystość, na którą przybył sam biskup wrocławski Sebastian von Rostock, a także opat z Kamieńca Marcin Kales, opat z Henrykowa Melchior Wenzel, opat z Krzeszowa Bernard Rossa oraz Georg Pohl opat augustianów z Wrocławia. Sława tego miejsca i uroczystości przyczyniły się do różnych darowizn i ofiar. Życie religijne kwitło i przybywały pielgrzymki. Wielu wiernych składało tu uroczyste ślubowania, fakty mówią, że było ich 80 do 100 rocznie, a o liczebności pielgrzymek świadczą kontrolowane rozdawane Komunie Św. (rocznie aż około 50.000 szt.).

Musimy wiedzieć, że była to epoka kontrreformacji — wielkiego nawracania na katolicyzm, to czas triumfu Kościoła i jego aktywności na terenie fundacji artystycznych, mecenatu nad sztuką i kulturą religijną. Około 1682 roku liczba pielgrzymów przytłaczała oba kościoły w Bardzie, okazały się bowiem za małe. A do tego kościół, pomimo napraw, ciągle podupadał. W umyśle ówczesnego opata Kamieńca, Augustyna von Neudeck, dojrzał pewien osobliwy plan — postanowił on zrównać z ziemią te dwa kościoły i na ich miejsce postawić olbrzymią nową świątynię. Już w 1704 roku uroczyście konsekrowano nowo wybudowany kościół, była to wielka uroczystość. Konsekracji dokonał biskup wrocławski Engelbert von Barbo. W roku 1710 świątynia była już całkowicie wykończona. Rocznie przybywało wtedy ponoć od 160.000 do 200.000 pielgrzymów, co świadczy o wielkiej religijności mieszkańców Śląska i okolicy oraz o doniosłym znaczeniu sanktuarium w Bardzie.

Jak już wiemy, los bywał dla Barda często okrutny. Tym razem nowy kościół uległ pożarowi, dramat ten zdarzył się w 1711 roku. Pożar był tak silny, że stopieniu uległy dzwony. I tym razem uratowano figurkę — uczynił to pewien odważny zakonnik, który w ostatniej chwili schwycił ją i zdążył uciec. Figurkę przeniesiono do tak zwanej Wilczej kaplicy w pobliskiej osadzie. Pozostała ona tam kilka dni, a następnie z udziałem procesji, z wielkim smutkiem, przeniesiono ją do Kamieńca. Tam też pozostała do następnego roku. Zakonnicy, smutni z powodu zniszczenia nowego kościoła w Bardzie, modlili się gorąco dniem i nocą przed tą figurką. Codziennie śpiewano hymn Salve Regina i Ave Maria Stella.

W tym czasie Bardo pozostało puste, bez zakonników i Mszy św. Wręcz straszyło zgliszczami. Jednak nie trwało to długo, gdyż opat klasztoru Cystersów w Kamieńcu, Gerard Woiwode nakazał w zimie przełomu 1711 i 1712 roku naprawić straty w kościele. Uczyniono to szybko i z radością. 12 maja 1712 roku powróciła tutaj figurka — tym razem już na stałe. Wydarzeniu temu towarzyszyła radość zakonników i mieszkańców. Powrót stał się okazją do wielkiej iście barokowej, pełnej przepychu ceremonii. Na czele procesji szedł sam opat Gerard Woiwode, a wraz z nim wszyscy zakonnicy. Figurkę niesiono na ozdobnym tronie przy dźwiękach instrumentów, biciu w bębny i śpiewie. Gdy procesja zbliżała się do Przyłęku koło Barda, wyszła na jej powitanie druga procesja. Tak zazwyczaj składano hołd i witano figurkę. Przypomnijmy, że to ostatnia wędrówka łaskami słynącej figurki. Okrutny los, jaki nawiedzał sanktuarium, tym razem pozostawił w spokoju ten klejnot. Jednakże nie pozostawił w spokoju Barda.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 16.13
drukowana A5
Kolorowa
za 37.97