O książce
Artysta skończył pierwszy utwór i dopiero wtedy do jego uszu doszło
jakże melodyjne gulgotanie i mlaskanie przerywane co chwila czkawką. Starając się dojrzeć, któż to tak nachalnie wzywa swoją matkę, aż stanął na palcach stóp wytężając wzrok. I to była jego ostatnia szansa, aby cokolwiek zobaczyć, bowiem na balkonie już siedział Leszek.