E-book
20.48
drukowana A5
42.57
Bad Boy The Kissing

Bezpłatny fragment - Bad Boy The Kissing


Objętość:
210 str.
ISBN:
978-83-8245-456-7
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 42.57

Rozdział 1

Alan

Obudziłem się obok jakieś blondynki. Przypomniało mi się, że jestem u niej w domu. Wstałem powoli i ubrałem się we wczorajsze ciuchy. Wyszedłem cicho z mieszkania zabierając swoje rzeczy. Następnie wyszedłem z jakieś bogatego bloku i wsiadłem na swój motor i z piskiem opon odjechałem. Uwielbiałem tą adrenalinę, która towarzyszyła mi pod czas szybkiej jazdy. Ten wiatr we włosach, który lubiłem i nigdy nie zakładałem kasku. Był zbędny. Każdy z pewnością by potrzebował, ale nie ja. Zatrzymałem się pod domem kumpla i zsiadłem z motoru. Wszedłem nie męcząc się z pukaniem i ruszyłem do kuchni.

— siema — przywitałem się przybijając z każdym pionę i z lodówki wyciągnąłem piwo. Ruszyłem do salonu i siadłem na kanapie otwierając browara.

— i jak tam ta blondyna z wyścigów? — zapytał Brian.

— a może być. Szału nie robi. — powiedziałem obojętnie. Tak naprawdę to był najgorszy sex w życiu. Dosłownie. Nie dość, że płaska to i sztywna. — kiedy kolejny wyścig? — spytałem.

— w kolejnym tygodniu. W warsztacie podreperują ci silnik tylko musisz zawieść go dzisiaj. — powiedział Vitalio.

— No dobrze w takim razie zaraz go zawiozę. Idziemy dzisiaj na imprezę do Lifestyle?

— co to koniec tygodnia bez imprezy. — krzyknął Brian. Brian to mój najlepszy kumpel. To on stanął w mojej obronie kiedy miałem pięć lat. Zaczepili mnie wtedy jacyś starsi chłopcy a ja byłem mały i nieśmiały. Brian był od nich starszy o trzy lata a ja młodszy o rok. Pogonił ich i czułem się jego dłużnikiem. Od tamtej pory jesteśmy najlepszymi kumplami i wyciągamy siebie nawzajem z kłopotów. Ruszyłem na zewnątrz żegnając się z kumplami. Wsiadam na swój motor i z piskiem opon ruszyłem przed siebie. Pędzłem przez Toronto czując wiatr we włosach. Zatrzymałem się przed warsztatem i zgasiłem silnik. Wchodzę do środka i witam się z Raphael’em przybijając piątkę.

— siema Raph. Przywiozłem motor. Wyścigi są w następnym tygodniu.

— słyszałem dzwonili chłopaki. Wprowadź motor a po jutrze możesz go odebrać.

— dobra. — wchodzę i następnie wprowadzam motor. Dobrze, że nie mam z tond daleko do domu. Żegnam się i wychodzę. Idę chodnikiem prosto do domu i wchodzę do środka.

— kto to? — usłyszałem młodszą siostrę.

— ja.

— oh. Nie wiem po co przychodzisz do domu skoro tutaj nigdy nie bywasz.

— takie życie młoda. Będę tu przychodził do póki nie zabiorę swoich rzeczy. — ruszyłem do swojego pokoju. Tam wziąłem jakiś dres i ruszyłem pod prysznic. Uporałem się z nim szybko i odświeżony ruszyłem do kuchni. Tam zrobiłem sobie na szybko kanapkę i wyszedłem z domu biorąc kluczyki od mojego samochodu i ruszyłem w stronę miasta. Mieszkam tu od kąt pamiętam i znam miasto jak swoją kieszeń. Jestem tu legendą. Wszyscy mnie tu znają i wiedzą, że ze mną się nie zadziera. Dojechałem na klif nie daleko lasu i wychodzę z samochodu gasząc go. Kluczyki zostawiam w środku. Jestem tu sam. Siadam na skraju. Tylko tu mogę od sapnąc od zgiełku miast i tego wszystkiego. To moje ulubione miejsce o którym wiem tylko ja i ktoś jeszcze, ale to opowieść na kiedy indziej. Tylko tu byłem sobą. Odkryłem to miejsce kiedy przyjechałem tu na wakacje i odciąłem się od grupy. Po przyjeździe do domu okazało się, że tato i mama dostali tu lepszą ofertę pracy i przyjechaliśmy. Cieszyłem się gdyż uwielbiałem to miejsce. Było cudowne i magiczne. Zaczęło się ściemniać. Spojrzałem na zegarek i okazało się, że pora się zbierać. Wsiadłem do samochodu i ruszam. Wyjeżdżam z polnej ścieżki jadąc ulicą w stronę miasta. Zajeżdżam pod dom i wchodzę. Wchodzę i idę do siebie. Zakładam inne ciuchy i wracam do samochodu. Jadę w stronę klubu i parkuje auto przed wejściem. Nikt tu nie parkuje wiedząc, że to miejsce jest moje. Zamykam samochód i idę do środka witając się z ochroniarzem, który wpuszczą mnie bez kolejki. Słyszę jęki i krzyki, ale nie reaguje na to. Oni jak chcą to niech czekają ja nie zamierzam. Ide mijając niektóre łoże i szukam chłopaków. Znajduje ich w jednej z jakimiś dziewczynami, które nie miały naturalnych kształtów, ale nie wybrzydza tylko bierze się co jest pod ręką. Witam się z nimi a do mnie dosiada się jakaś brunetka, której cycki wylewają się z sukienki. Zamawiam drinka dla siebie i pięknej pani. Gdy dostajemy zaczynamy pić. Rozluźniam się po pierwszym łyku choć i tak jestem spięty.

— może zatańczymy? — brunetka szepcze seksownie w moje ucho. Nie odzywam się tylko kręcę głową. Bierze moją rękę i ciągnie mnie na parkiet. W tej chwili z głośników zaczyna lecieć piosenka Work work. Odwracam ja sobie do mnie tyłem i łapie za biodra i przyciskami do siebie. Moje nozdrza owiał słodki zapach od których mnie mdli. No nic to co robimy nie można nazwać tańcem a bardziej ocieraniem. Nie chciałem owijać w bawełnę, chciałem zaspokojenia. Nic nie mówiąc ciągnę kobietę w stronę łazienki. Zamykamy się w kabinie i od razu zabieram się za rozpinanie rozporka. Od razu wie o co chodzi i klęka przede mną a ja obniżam spodnie. Bierze się do roboty. Bierze go w rękę i zaczyna zabawę. Liże i ssie na przemian. Dochodzę i podnoszę nakazując tym by wstała. Kładę je nogę na sedesie. Z kieszeni wyciągam prezerwatywę, którą zakładam. Majtki ściągneła kiedy jeszcze bawiła się moim kutasem. Wchodzę w nią bez ostrzeżenia i zaczynam pieprzyć. Nie tak by jej było dobrze ale tak bym skończył jak najszybciej i z tond wyszedł. Nie mam zamiaru siedzieć i patrzeć jak za mną lata. Nie dałem jej nawet numeru telefonu. Skończę i wracam do domu. Po spełnieniu wychodzę z niej przez co jęczy nie zadowolona ale nie obchodzi mnie to. Zaraz po tym na jej twarzy pojawia się uśmiech. Pewnie myśli, że zaspokoję ją swoimi ustami. Gdyby była moją dziewczyną to tak, ale niech nawet na to nie liczy. Prezerwatywę wyrzucam i zakładam spodnie. Zapinam i wychodzę. Poprawiam się widząc w lusterku co jest nie tak i mam już wychodzić.

— tak mnie zostawiasz? Przecież nie doszłam. — słyszę jej piskliwy głos.

— to już nie mój problem, ja doszedłem i to mi wystarczy. — zostawiam dziewczynę w szoku i wychodzę. Idę w kierunku stolika. — ja już będę się zbierał. — oznajmiam i żegnamy się. Oni wiedzą, że chodzę na imprezy tylko by zaliczyć a nie się bawić. Taka jest prawda. Jedyne co zrobię to wypije i za tańcze do póki nie zaliczę a później się zbieram a skoro powiedziałem, że spadam oznaczy, że już poszukałem i czas wracać. Była dopiero druga. Wsiadam do auta i ruszam w dobrze znaną mi drogę. Wysiadłam i idę przed siebie. Przechadzam się między alejkami szukając w świetle napisów. Kiedy je znajduje przystaje i zapalam znicz. Zawsze wożę znicze w samochodzie. Tak na wszelki wypadek gdybym chciał zajechać na cmentarz. To nie pierwszy raz kiedy przychodzę tu w nocy. Dużo osób by powiedziało, że jestem idiotą by przychodzić tu po ciemku, ale bądźmy realistami. Nikt nie wyjdzie z grobu i cię nie zaatakuje. Lubię tu przychodzić. Tylko tu pozwalam siebie na chwilę słabości. Od kąd rodzice zginęli w wypadku jestem tu najmniej dwa razy w tygodniu od roku. Moja siostra ma siedemnaście lat. Kiedy zginęli ja miałem osiemnaście a ona szesnaście. Często nie ma mnie w domu i zawsze mi dogryza, że jeśli tam nie bywam to mam się wyprowadzić. Kiedyś była moją malutka siostrzyczka i jest do tej pory, ale zmieniła się od wypadku rodziców. Stała się bardziej chamska i wulgarna. Nie chciałem by była taka jak ja. Jestem dupkiem i nikogo nie szanuje prócz niej i kumpli. Nie chce by wyrosła z niej suka. Wracam powolnym krokiem w drogę powrotną. Zderzam się z czymś twardym, albo z kimś. Jedyne co jestem stwierdzić, że jest to niska kobieta.

— zabieraj te łapy z moich piersi inaczej nie będzie miał jak chodzić na ręcznym. — usłyszałem słodki i nie winny głos. Serio? Ona takim głosem myśli, że mnie przestraszy? Bardziej nie tym rozbawiła. Nie kryjąc tego zacząłem się śmiać. — czego? — warknęła.

— serio? Ty tym swoim głosikiem zamierzasz mi grozić? To, że cię nie widzę nie znaczy, że nie słyszę. Po twoim głosie czuję, że nie powinno cię tu być. To nie miejsce dla takich dziewczynek. — zakpiłem.

— nie mów mi co mam robić.

— jak chcesz, ale nie krzycz jak coś zobaczysz. O ile coś widzisz w tej ciemności. — zaśmiałem się i odszedłem. Wróciłem do samochodu i odjechałem z pod bramy cmentarza i wróciłem do domu.

Maya

Ugh bezczelny dupek. Czemu musiałam na niego wpaść. Był zbyt pewny siebie. Coś czuję, że to jakiś typ z pod ciemnej gwiazdy. Wkurzył mnie

Nie dość, że był opryskliwy to spokojny i pewny siebie. Zignorowałam to i ruszyłam w stronę końca alejki gdzie znajduje się grób mojej mamy i mojego brata. Ściągam znicz z torebki i zapaliłam kładąc go na grobie mamy i kolejny na grobie brata. Pomodliłam się i udałam w drogę powrotną. Szłam jak najwolniej się dało. Nie chciałam wracać do domu. Nie chciałam przeżywać znów tego koszmaru. Doszłam do domu gdzieś po godzinie. Była już czwarta nad ranem. Weszłam po cichu do obskurnego korytarza i weszłam do salonu gdzie spał on. Cicho przemknęłam do siebie i zamknęłam drzwi.

Przebrałam się i położyłam spać.

Długo nie spałam bo koło ósmej wstałam. Na szczęście są wakacje. Obudziły mnie krzyki ojca, który kazał mi zejść. Szybko wstałam z łóżka i chwilę później już byłam obok ojca.

— tak?

— ja wychodzę a ty posprzątaj a na obiad przychodzą moi kumple. Zrób wszystko co do ciebie należy inaczej wiesz co cię czeka. — wyszedł trzaskając drzwiami. Poszłam do siebie szybko się przebrać i zabrałam się za sprzątanie. Ogarnęłam całe mieszkanie a na koniec zostawiłam sobie kuchnie. Na koniec zaniosłam dwa worki ze śmieciami do kosza. Zazwyczaj przeważały butelki i puszki. Dziś nie było inaczej. Wrzuciłam do kosza i wróciłam do domu. Zabrałam się za obiad. Nie chciałam dziś wyprowadzać z równowagi ojca. Dlatego zrobiłam wszystko we dole jego wskazówek. Mam nadzieję że za obiad mi się nie dostanie. Zrobiłam dewolaje i ugotowałam ziemniaki. Zrobiłam surówkę i posprzątałam do końca kuchnię. Poczułam siarczyste pieczenie na policzku. Odruchowo za nie chwyciłam.

— chyba miało być smacznie a nie zjadliwe. — warknął uderzając mnie w brzuch. Zgięłam się w pół łapiąc za brzuch. Z boku słyszałam śmiech kolegów taty. Poszli do salonu a ja resztkami sił podniosłam się i ruszyłam do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, by nikt nie mógł tu wejść. Ojciec pozwala im sobie ulżyć, ale zawsze zamykam od kąt prawie zostałam zgwałcona przez ojca i jego kolegów. Zdążyłam uciec i od tamtej pory zamykam drzwi na klucz. Siedziałam na łóżku zalana łzami. Bałam się wyjść z pokoju. Oni wciąż tam mogą być. Na pewno teraz piją. Słyszę z dołu śmiech co oznaczało, że już są pijani. Teraz na pewno nie mogłam choć by otworzyć drzwi z klucza. Położyłam się na starym łóżku, które jeszcze trochę a może się połamać i przykryłam się kołdrą. Zasnęłam uspokajając się.

Rozdział 2

Alan

Wstałem z łóżka i ruszyłem pod prysznic. Szybko się umyłem i ubrałem zwykłą koszulkę, spodnie, buty i skurzaną kurtkę. Schowałem telefon i portfel. Schodzę na dół gdzie siedzi Emma moja siostra.

— siostra ja wychodzę. — oznajmiam.

— ta. Po co mi to mówisz? — ignoruję ją i wychodzę. Wsiadam do samochodu i jadę w kierunku miasta. W Toronto jest właśnie dziewiąta. Jadę coś zjeść a później do kumpla. Może przyprowadzą jakąś laskę. Zatrzymuje samochód pod kafejką i idę do środka. Zamawiam kawę i frytki. Płacę i siadam przy stoliku. Zjadłam i wypijam kawę. Wychodzę i wsiadam do samochodu. Miałem jechać do kumpla, ale mam ochotę na mały trójkącik. Udaje się za tym do Club Price. To klub nocy gdzie zazwyczaj przebywają swingersi. Parkuję na tajnym parkingu o którym wiedzą nieliczni. Zazwyczaj nie widać go gołym okiem z ulicy. Wychodzę z auta zamykając go i uruchomiając alarm. Wchodzę tylnim wyjściem witając się z szefem klubu.

— Alan! Chłopie nie było cię tu dwa miesiące! Co się stało zakochałeś się? — zaśmiał się co uczyniłem również.

— ta ja i jedna kobieta. — oby wyczuł ten sarkazm. — inaczej by mnie tu nie było. — dodałem.

— no tak. W takim razie miłej zabawy.

— dzięki — ruszyłem do pomieszczenia z barem i lecącą muzyką. Podchodzę do baru. — barman tequila dwa razy! — krzyknąłem odwracając się w stronę parkietu i rozglądając za jakimiś zdobyczami. Odbieram od barmana moje zamówienie płacąc i wypijam do dna.

— witaj kotku. — usłyszałem szept przy moim uchu i poczułem dłoń na ramieniu. Odwracam się a moim oczom ukazuje się brunetka z długimi nogami. — jestem tu z koleżanką. — pokazuje na czarnowłosą kobiet, która jest wyższa od mojej towarzyszki. — jest tu pierwszy raz i szukamy kogoś z kim możemy się zabawić. Co ty na to? — zapytała poprawiając swoje piersi i dając mi większą możliwość ich oglądania.

— myślę, że jestem jak najbardziej na tak a twoja koleżanka nie będzie miała z tym problemu? — uśmiechnąłem się.

— myślę, że nie. Jestem Melissa a ty?

— David. — nigdy nie podaje mojego prawdziwego imienia. Choćby ze względu, że to tylko przygoda i nie muszą znać mnie od deski do deski.

— no to David choć przedstawię ci moją koleżankę. Chwyciła mnie za nadgarstek i zaczęła prowadzić przez tłum w stronę koleżanki. — to Beatrice a to David. — przedstawia nas sobie.

— to co idziemy drogie panie? — zapytałem zarzucając ramiona obejmując obie kobiety.

— tylko na to czekamy. — odpowiada Beatrice na co patrzę zaskoczony a może to pierwszy raz w tym klubie i bywała w innych. Ruszamy w stronę schodów a jeden z ochroniarzy daje mi klucze znając mnie i życzy nam miłej zabawy. Oj będzie miła. Idziemy schodami na górę, gdzie otwieram pokój z numerem na kluczach i wchodzimy a ja zamykam drzwi na klucz. Podchodzę do jednej z dziewczyn i obejmuje od tyłu całując w szyję. Miała na sobie spodenki w których było widać pół tyłka. Pozbawiam jej koszulki a ona zajmuje się koleżanką, która prawie jest już naga. Dziewczyna, którą się zajmuję nie miała pod krótką bluzeczka nic więc od razu chwytam za cycki i wykręcam sutki. Rozpinam jej spodenki i wsadzam dłoń. Nie ma majtek. Bez ostrzeżenia wsadzam w nią palce nie czekając aż będzie wystarczająco mokra. Wyciągam dłoń i wchodzę pomiędzy dziewczyny. Jedna ściąga moje spodnie i bierze mojego fiuta w swoje usta co jest kurewsko dobre. Ssę sutki czarnowłosej piękności, której imienia nie pamiętam i wsadzam w nią palce.

Kładę się na łóżku i każe brunetce usiąść na moje twarzy a czarno włosa zajmuje się moim sprzętem. Jeżdżę językiem między fałdkami brunetki, która oddaje się przyjemności a jej jęki są wystarczającym dowodem. Mój fiut zaczął pulsować co oznaczało, że zaraz dojdę. Eksplodowałem w ustach dziewczyny a brunetka na moich ustach. Zeszła że mnie a ja założyłem prezerwatywę. Złapałem czarnowłosą za biorą każąc usiąść na mnie tyłem. Ujeżdżała mnie a brunetka ssała na przemian raz moje jajka a raz cipkę koleżanki. Później pieprzyłem brunetkę od tyłu na pieska. Kiedy skończyliśmy wstałem i ubrałem się wyrzucając zużytą prezerwatywę i wyszedłem mówiąc by oddały klucze. Wychodzę na zewnątrz i wsiadam do mojego cabrioletu. Dziś jest ciepło więc rozsuwam dach i ruszam z pod klubu. Jadę w stronę domu kumpla. Parkuje auto i wchodzę do środka i od razu częstuje się piwem.

— ależ proszę czuj się jak u siebie. — zaśmiałem się i ruszyłem do salonu. Przywitałem się z kumplami, którzy siedzą tu od rana do nocy.

— co tam? — spytał Vitalio.

— za dwa tygodnie szkoła jak myślisz? — uniosłem brwi.

— no tak. Szkoda, że wakacje nie są dłuższe.

— dokładnie. Jutro odbieram swój motor z warsztatu. Kiedy dokładnie jest ten wyścig?

— w piątek na torze za miastem o dwudziestej pierwszej.

— będzie trzeba się przygotować. Pamiętajcie wygrywamy wszyscy albo jeden z nas. Jesteśmy nie pokonani.

— Brian jedziemy do mnie? Muszę coś jeszcze załatwić.

— jasne. — to co, że jego dom. — o co chodzi? — zapytał kiedy wyszliśmy z domu.

— moja siostra ma po jutrze urodziny a ja nie wiem co mam jej kupić. Musimy jechać do centrum.

— do spoko, ale nie chodzimy po babskich sklepach. — warknął. Ruszam z pod domu. Podjeżdżamy pod Eaton Centre i idziemy do środka. Wchodzę do jubilera.

— w czym mogę pomóc? — pyta ekspedientka.

— szukam prezentu dla siostry na urodziny. — wyjaśniam.

— w takim razie zapraszam za mną. — pokazała ręką i ruszyła w tamtą stronę. Pokazywała mi różne wisiorki i bransoletki. Ostatecznie wziąłem bransoletkę i wisiorek. Wisiorek jest dla siostry a bransoletka jest dla mnie. Taki komplet dla rodzeństwa. Oczywiście nie zamierzam jej nosić. Wisiorek miał serce i pisało kocham mojego brata a na bransoletce pisało kocham moją siostrę. Płacę i wychodzę.

— i co myślisz? — pytam kumpla.

— spoko a robisz jakąś imprezę? W końcu kończy osiemnaście lat.

— jeśli będzie chciała. — wsiadamy do auta.


Na drugi dzień miałem już swój ukochany motor. Silnik był ulepszony i zmienili mi nawet licznik. Moja siostra w tej chwili jest u koleżanki a ja planuję jej imprezę na jutro. Wiem co sobie pomyśli cię, że jestem ciotą ale to moja mała siostrzyczka dla niej mogę być cipą. Gadałem z jej koleżanką i ma przyprowadzić ją dopiero jutro. Westchnąłem.

— Brian chcesz piwo?

— chorego się pytasz? Pewnie, że tak.

— to podnieś te swoje dupsko i skocz do lodówki i weź. Mi też przynieś. — powiedziałem sprawdzając listę gości na imprezy. Coś czuję, że będzie to małe przyjęcie.

— no jakże by inaczej. — mruknął i podszedł do lodówki. — tobie nie wezmę. Wstań i sam se weź. — otworzył piwo i usiadł obok. Nie przejąłem się tym i skończyłem dzwonić do koleżanek i kolegów Emmy.


Następny dzień…

— niespodzianka — krzyknęliśmy wszyscy zebrani. Moje spojrzenie i spojrzenie siostry krzyżują się. Uśmiecham się czym daje jej znać, że to moja sprawa. Brian wychodzi z tortem a wszyscy zaczynają śpiewać sto lat. Po tym dziewczyna zdmuchuje świeczki. Po rozdaniu wszystkim tortu podchodzi do mnie

— myślałam, że już zapomniałeś. — powiedziała.

— o mojej małej siostrzyczce nigdy. Mam dla ciebie prezent. — mówię i wręczam jej pudełeczko. Przyjęła je i otworzyła. Jej oczom ukazał się wisiorek w kształcie jednej połówki serce.

— zobacz mam podobne. — mówię i wyciągam z kieszeni bransoletkę z drugą częścią serca. — połącz je i zobacz co pisze. — mówię podając jej klucze z bransoletką.

— kocham mojego brata — zaśmiała się. — kocham moją siostrę. — spojrzała się na drugą część i dostrzegłem łzy. Tylko nie wiem czy smutku czy wzruszenia. — dziękuję — szepnęła i się we mnie wtuliła. Odwzajemniam uścisk i idziemy na parkiet. Po imprezie oboje byliśmy w swoich pokojach i w swoich łóżkach. Zacząłem wyciągać wszystko z kieszeni by iść pod prysznic. Nie miałem kluczy od motoru. Przypomniało mi się, że podawałem Emmie z bransoletką. Motor jest dla mnie najważniejszy a, że siostrę traktuje na równym poziomie to przyczepiłem ją do kluczy. Wychodzę z pokoju i kieruję się do siostry. Bez pukania wchodzę do środka i stoję osłupiały.

— co do chuja?!

Rozdział 3

Alan

— Co do chuja?! — drę się. Jestem wkurwiony widząc przede mną scenę. Nie wierzę. On i moja mała siostrzyczka.

— wynoś się! — drę się na kumpla. Już po Vitalio bym się spodziewał, ale nie po moim najlepszym kumplu. On nie mógłby mi tego zrobić. Wiedział, że moja mała siostrzyczka jest dla mnie najważniejsza. On zalicza panienki a ona jest kolejną, którą zaliczył. Jestem pewien, że za kilka dni ją kopnie w dupę tak jak inne.

— stary…

— wynocha! — nie daje mu skończyć. Wstaje i ubiera się. Podchodzi do Emmy i całuje ją w głowę a po tym wychodzi. — ubieraj się i pogadamy na dole. — mówię oschle i wychodzę by mogła się ubrać. Schodzę na dół. Cholera jasna. Każdy, ale nie on. Nie Brian. Wyciągam telefon i piszę.

Jutro pogadamy.

— jestem. — Emma mówi cicho, że ledwo słyszę.

— siadaj musimy pogadać. — mówię wskazując fotel.

— za nim coś powiesz. Ja go kocham. — siada na fotelu.

— czemu mi nie powiedziałaś. Nie ufasz mi?

— to nie tak…

— to jak?! — wydarłem się na co wzdrygnęła się. — przepraszam.

— kocham go i wiem, że byś się ze złościł.

— od kiedy to trwa? — pytam nie patrząc na nią.

— od sześciu miesięcy. — mówi. Czuję się jakby ktoś kopnął mnie w twarz.

— wiesz, że on w tym czasie zabawiał się z innymi? — mówię i na nią patrzę. Widzę ból i łzy, ale muszę jej to powiedzieć. Wolę by cierpiała teraz niż później. — chodzimy do klubów i z tamtąt nie raz wychodzi z inną laska. Co chwilę opowiada kogo, jak i gdzie zaliczył. To nie jest dobra partia dla ciebie. Będzie inny i lepszy. — mówię. Łzy spływają po jej twarzy. Wiem, że ranie ją, ale to dla jej dobra. Chcę ją chronić. Siada obok.

— mówił mi, że mnie kocha i nie ma innej. — wyrzuca siebie. — jutro to z nim zakończę. — przytula się do mnie i wychodzi. Czuję się jak ostatni śmieć. Zraniłem najważniejszą dla mnie osobę. Wstaję i idę do siebie. Jutro zabiorę kluczyki. Od razu idę pod prysznic. Zastanawiam się czy może powinienem się nie odzywać i jej nie ranić, ale ona zasługuje na kogoś lepszego. Wiem, że to mój kumpel, ale on na nią nie zasługuje.

Maya

Siedziałam w parku pod drzewem i co chwilę ocierałam łzy i pociągałam nosem. Zaczynało się ściemniać a ja siedzę w parku gdzie czai się nie wiadomo co. Znów to zrobił. Próbował się do mnie dobierać a jak mu się nie dawałam to mnie pobił. Ciekawe kiedy to się skończy. Czy już całe życie tak będzie? Chyba zamiast szkoły pójdę do pracy. Może coś zarobię i się wyprowadzę. W sumie o czym ja mówię. Gdzie kolejek bym schowała pieniądze on je znajdzie i prze chleje i znów nie będę miała. Ostatni raz zbierałam przez dwa lata. Po osiemnastce miałam się wyprowadzić, ale moich pieniędzy nie było w kryjówce pod podłogą. Godzinę później dowiedziałam się, że on je wziął tydzień wcześniej i kupił alkohol. To był koszmar. Wiedział co chce zrobić i dlatego je zabrał. Bym nie mogła się wyprowadzić. Ktoś w końcu musi sprzątać i gotować. Kiedyś byłam księżniczką tatusia a teraz? Teraz nie mam życia. Nie wiarygodne co alkohol robi z człowiekiem. Gdybym miała gdzie pójść. Wstaję z ziemnej trawy i otrzepuje tyłek. Idę wolnym krokiem w stronę plaży, która jest nie daleko. Kiedy mama i brat zmarli tato zaczął pić. Mieliśmy wszystko. Można powiedzieć, że byliśmy milionerami, ale tata wszystko przepił i narobił długów, które on i tak nie spłaca. Mieliśmy firmę i wille z basenem, które Komorniki nam zabrali. Niestety i tak to nie pokryło wszystkich długów. Siadam na piasku i patrzę się w dal na płaszczyznę pokrytą wodą i zastanawiam się kiedy to wszystko się skończy i czy w ogóle się skończy. Mam babcie, ale nie utrzymuje z nią kontaktu i to jest najgorsze. Gdybym wiedziała gdzie mieszka może wtedy by mi pomogła. Wiem tylko tyle, że gdzieś za granicą. Może jest to już coś, ale wiadomo, że może znajdować się wszędzie. Wstaję z piasku i patrzę na swój mały telefonik, który ma już swoje lata i można powiedzieć, że jest starszy ode mnie. Ma klawiaturę i mały ekranik. Jest godzina dwudziesta trzecia. Idę brzegiem plaży patrząc na swoje stopy. Po chwili przyszedł do mnie SMS.

Nielegalne wyścigi motocyklowe o 01:00 Etobicoke, prowincja Ontario przy starym porcie.

Uśmiechnęłam się. Uwielbiałam się ścigać do póki nie zginął mój brat. On zginął na takim wyścigu na moich oczach. Było nas trójka. Byliśmy nierozłączni. Mój brat, ja i jeszcze jeden chłopak. Kiedyś przyjechaliśmy razem tu na wakacje. To było na koloni i przed śmiercią mojego brata. Odsunęłam się od wszystkich. Na drugi dzień zadzwonił do mamy telefon ze szpitala. Jechałam wtedy z nią. Miałam siedemnaście lat i byłam trzy miesiące w śpiączce. Obudziłam się, ale przy mnie nikogo nie było. Dowiedziałam się, że mama też nie żyje a ja nie mogłam być na jej pogrzebie. Jej i mojego brata. Wróciłam do domu i wtedy zaczęło się piekło. Zastałam ojca zalanego w trupa na kanapie. Tamtego dnia pobił mnie pierwszy raz. Musiałam wrócić do szpitala. Byłam nieprzytomna przez tydzień. Nikt mi nie uwierzył, zrobił to mój ojciec. Policja a nawet lekarze byli po jego stronie. Z daleka zauważyłam motor, który należał do mojego brata. Przysłali mi go z Denver. Tam mieszkałam większość czasu. Wsiadłam na maszynę i od paliłam ją. Dźwięk silnika rozniósł się w powietrzu co było lekiem na moje serce. Wsiadam na bestię mojego brata i ruszam w stronę dzielnicy Ontario. Po około piętnastu minut dojeżdżam na miejsce. Jest strasznie dużo ludzi. Zakładam kaptur by nikt nie zauważył mojego wielkiego siniaka na policzku. Znów ruszam.

— chcę się zapisać. — mówię. Zwracam uwagę organizatora.

— słuchaj mała. Nie wiem skąd tu się urwałaś, ale to nie konkurs miss piękności więc spadaj.

— każdy chyba może wziąć udział. Chyba, że boicie się, że wygra dziewczyna? — pytam. Podpucha jedynie to mi pomoże. Patrzy się na mnie uważnie i podaje mi listę. To kogo na niej zobaczyłam zwaliło mnie z nóg cholera. Zapisuje się pseudonimem jaki wcześniej używałam. Blackgirl. Patrzy na listę i robi wielkie oczy.

— to ty jesteś Blackgirl? Jesteś legendą. Żebym wiedział wcześniej nie robił bym ci problemu. — mówi szczerząc się. To zaczyna wyglądać niepokojąco. — występujesz jako pierwsza. Za pięć minut masz być na starcie. — mówi. Kiwam głową i jadę na start. Z głośników przerwano muzykę i rozbrzmiał głos prowadzącego.

Alan

Na Ontario jestem już około godzinę. Podjeżdżam na start gdzie stają już trzy motory. Z głośników przestała lecieć muzyka i przemówił prowadzący.

— mamy dzisiaj okazję gości na swoim torze Blackgirl. — nie wierzę. To nie możliwe. Zaczynam się rozglądać. W końcu zauważam ją. Piękną i słodką. Taka jak zapamiętałem. Cudowna i zgrabna. Siedzi na motorze swojego brata. — zaczynamy wyścig za dwadzieścia sekund. — słychać z głośników. Czuję jakby czas się dla mnie zatrzymał. Jakby nic nie istniało. Tylko ja i ona. Zaczęło się odliczanie. Po chwili wszyscy ruszamy. Pędzę przez dzielnicę Ontario niczym struś pędziwiatr w bajce. Wszystkich zostawiam w tyle brakuje tylko by minąć jedną osobę ją. Jedzie pierwsza z przodu w końcu na drugim zakręcie ją doganiam, ale ciężko mi ją minąć. Zawsze była lepsza w wyścigach i zawsze wygrywała. Na pewno co chwilę jeździ. W końcu udaje mi się ją prześcignąć. Kiedy już miałem przekroczyć linię mety robi to ona. W szoku zatrzymuje się za metą. Cholera. Przegrałem wyścig. Tu byłem niepokonany a teraz spadam na drugie miejsce. Jak w amoku wsiadam na motor i szybko opuszczam imprezę. To nie może być prawda. Ona wróciła. Muszę zrobić wszystko by nie wiedziała, że też tu jestem. Nie po to budowałem w o kolo siebie mur by ona go zburzyła. To przez nią jestem jaki jestem. Przez nią rucham te wszystkie dziwki. Nie mogę znów się do niej przywiązać. Zatrzymuje motor na klifie, gdzie jest cisza i spokój. Kładę się na ziemi i patrzę w rozgwieżdżone niebo nad głową. Kiedyś razem tak patrzyliśmy. To było nasze ulubione zajęcie. Jeśli mowa o zajęciach. Chyba muszę się wybrać na siłownię. Ostatni raz byłem trzy tygodnie temu. Westchnąłem podnosząc się do siadu. Co ja mam teraz zrobić? Z oddali usłyszałem dźwięk silnika. Podniosłem się szybko i wsiadłem na motor odjeżdżając w całkiem inną stronę. Godzinę później podjeżdżam pod dom. Chowam motor do garażu i idę do swojego pokoju. Po umyciu się kładę do łóżka. Czasem myślę co by było gdyby Daniel żył. Czy dalej trzymali byśmy się w trójkę? Czy miałbym kontakt z Mayą. Ciekawe czy jest dalej z tym swoim fagasem. Mam nadzieję, że kopnie go w dupę. Cholera te myśli tak mnie pochłaniają. Wystarczyło, że pojawiła się Maya a już poświęcam jej swoje myśli. Zaczyna burzyć się mój mur. Skoro tak się dzieje to jest źle. Biorę telefon i piszę SMS.

Ty i Ja. U mnie w domu.

Wysyłam a po chwili otrzymuje odpowiedź.

Będę za piętnaście minut.

Odkładam telefon i czekam. Nigdy nie zapraszam lasek do domu, ale dziś Emma pojechała z koleżankami nad jezioro. Znaczy tak mi powiedziała. Mam nadzieję, że nie pojechała z Brianem. Wtedy nie będę patrzył, że to mój kumpel. Wyjebie mu i będę patrzył czy równo puchnie. Wstałem z łóżka i wyszedłem na balkon wcześniej chwytając paczkę fajek i zapalniczkę. Odpaliłem i zaciągałem się i wypuściłem dym. Moje mięśnie się rozluźniły. Pod dom podjechał różowy samochód a z niego wysiadła blondynka. Miała na sobie czarne szpilki i beżowy płaszcz. Podeszła do drzwi i wcisnęła dzwonek. Zgasiłem papierosa i zamknąłem balkon. Dzisiaj nie będzie ani grzecznie ani cicho. Schodzę i idę otworzyć drzwi.

— No witaj skarbie — mówi na wejściu i mija mnie.

— no hej kotku. — mówię oblizując wargi. — co dziś przygotowałaś dla mnie? — pytam. Ściąga swój płaszcz pod którym ma tylko bieliznę, ale tak wszystko prześwituje, że wygląda jakby nic nie miała. Oblizuje wargi i pochodzę wolnym krokiem do dziewczyny. — dokładnie tak jak lubię.

— to gdzie chcesz zacząć? — pyta seksownie.

— może od holu kończąc w moim pokoju. — odpowiadam i łapie za włosy ciągnąć w dół. Mam na sobie tylko bokserski. Dziewczyna ściąga je a jej oczom ukazuje się mój sterczący na baczność kutas. Chwyta go w swoje ręce i przeciera go. Oblizuje językiem całego i bierze do buzi. Wyciąga i pluje. Roz smarowuje ślinę i znów wkłada go sobie do ust. Łapie ją za tył głowy i sam nadaje szybkość. Zaczynam pieprzyć jej usta. Widzę, że się nim dławi więc wyciągam go i znów wkładam szybko w jej usta. Znów je pieprze.

— oh tak kotku. Oh. Jeszcze. — jęczę. — mmm. O tak. — mój fiut zaczyna drgać co oznacza tylko jedno. Mój oddech urywa się i coraz ciężej oddycham. — kurwa. — dochodzę. Szybko ciągnę dziewczynę w górę za włosy i ustawiam tyłem. Popycham ją tak by się wypieła. Rozrywam jej majtki dając sobie dostęp do jej cipki, która była już mokra za nim tu przyjechała. Bez ostrzeżenia wsadzam w nią na raz trzy palce i nie dając jej się przyzwyczaić pieprzę ją nimi.

— oh. Tak. Kotku szybciej. — jęczy. Drugą ręką pocieram jej łechtaczkę i swoim kutasem wchodzę w jej ciaśniejszą szparkę i szybko się poruszam. — oh cholera. Alan! — Krzyczy. — ah, aaaah, ooh tak dobrze. Kurwa mać. O japierdole. Aaaah, aaaah, oooh. — jęczy. — kurwa. — dochodzi. Wychodzę z jej tyłka i zaczynam jeździć ręką po moim fiucie. Zaczynam ciężko oddychać i dochodzę na jej tyłek.

— kurwa mać. — klnę wchodząc w jej cipkę i wychodząc. Ściskam mocno jej sutki i uderzam dłonią w jej piersi.

— oh tak. — odzywa się. — jeszcze. — mówi co powtarzam. Ściągam ją z blatu w kuchni i idę wciąż ją pieprząc. Siadam na kanapę w salonie.

— Ujeżdżaj mnie! — warczę. Zaczyna się poruszać na mnie. Łapie za biodra dziewczyny i nimi pomagam jej szybciej mnie ujeżdżać. — oh cholera. Szybciej. — pomagam jej przyspieszyć.

— aaaah, aaaah, oooh, Fuck — jęczy. Ściągam ją z siebie i sadzam tyłem. Kładę jej nogi na kanapie Mo obu moich stronach a rękę kładę na jej ociekającej sokami cipce. Pocieram jej cipkę a ona jęczy. W końcu mój fiut zostaje wypchnięty z jej cipki przez orgazm, który wylewa się jak z fontanny. Ściągam ją i nakazuje klęknąć. Zaczyna ssać i przygryza mojego fiuta. Mój oddech staje się cięższy. Dochodzę.

— Alan — krzyczy Erica kiedy dochodzi w moim pokoju. Wychodzę z niej i obok idę przykładając mojego kutasa do jej twarzy. Zaczyna wykonywać to co ma. Liże i ssa. W końcu dochodzę znów tej nocy w jej usta.

— ubieraj się i możesz iść. — mówię schodząc z łóżka.

— co? Myślisz, że dam radę wrócić do domu po takiej serii orgazmów?! — prawie Krzyczy.

— mnie to nie obchodzi. Wynocha. — mówię a ona nie ma wyjścia. Po dziesięciu minutach zostaje sam. Zamykam dom i kładę się do łóżka. Sprawdzam jeszcze na telefonie godzinę. Ósma. Ugh. Cholera. Już ranek. Cały dzień będę spał.

Rozdział 4

Maya

Gdybym wiedziała, że z takich wyścigów jest wygraną to wcześniej brała bym udział. Chyba zacznę jeździć regularnie i wrócę do tego. Nie spotkałam Alana, ale obiło mi się o uszy, że ścigał się ze mną w pierwszej grupie. Na pewno wiedział, że tam jestem. To on wymyślił mi tą ksywkę, kiedy zaczynałam. Może to była zbieżność imion i nazwisk. W każdym bądź razie chyba będę brała częściej udział. Była właśnie godzina trzecia. Po cichu weszłam na podwórko i ruszyłam w stronę okna od mojego pokoju. Pod łożyłam drabinę i zaczęłam się wspinać. Spojrzałam się do środka czy go tam nie ma a kiedy było czysto przełożyłam nogę a po tym kolejną. Zamknęłam okno i przebrałam się w piżamę. Moją torebkę musiałam bardzo mocno ukryć. W dzień pójdę otworze konto bankowe. To będzie lepsze niż trzymanie pieniędzy w domu. Postanowiłam schować ją tam gdzie on nie zagląda. Ruszyłam do łazienki po cichu. Jedyne miejsce gdzie on nie zagląda to pralka. On nawet nie umie jej włączyć. Mam nadzieję, że nie za chce mu się jej otworzyć. Pewnie wcześnie mnie obudzi a sam wyjdzie do pracy. O ile hazard można tak nazwać. Zostawiam pieniądze i wrzucam kilka ciuchów, by nic nie było widać. Zadowolona z siebie wróciłam do łóżka. Dziwnie się czuję. Mam źle przeczucia czy dobrze robię chowając tam pieniądze. Wstaję szybko i pędzę do łazienki. Zabieram pieniądze i wracam do pokoju. Zamykam drzwi na klucz i chowam pieniądze między łóżkiem a ścianą. Wolę nie ryzykować. Jeśli dobrze będzie to do końca wakacji uzbieram by kupić sobie chociaż jakieś mieszkanie. Nie wynająć a kupić. Położyłam się spać. Szybko od leciałam.

— Maya. Wstawaj do cholery! — walenie do drzwi wybudziło mnie, ze snu.

— już wstaję. — mówię.

— za pięć minut masz się stawić na dole. Jak nie to inaczej pogadamy. — słyszę, że odchodzi. Oddycham z ulgą i wychodzę z łóżka i z pokoju.

— tak ojcze?

— dziś jest mecz. Przyjdą moi kumple. Nie rób kolacji ani obiadu. Kup coś i zrób przekąski.

— a pieniądze?

— nie obchodzi mnie co zrobisz. Czy rozniesiesz ulotki czy pójdziesz żebrać, ale masz zrobić zakupy. — rozkazał a ja kiwnęłam głową. Wyszedł a ja poszłam się umyć. Zabrałam się szybko za sprzątanie. Po godzinie było posprzątane. Poszłam na górę. Wzięłam torebkę i schowałam pieniądze. Wyszłam z domu, który zamknęłam na klucz. Ruszyłam na autobus. Wysiadłam pod centrum i ruszyłam do banku, który był nie daleko.

— dzień dobry. Ja chciałam otworzyć konto bankowe.

— a jakie?

— znaczy to będzie moje pierwsze.

— no dobrze. Poproszę dowód. Proponuje pani konto dla młodych. Trzeba wykonać trzy płatności kartą w miesiącu. Wtedy konto będzie bezpłatne. — zaczęła zakładać konto. Po skończeniu powiesiła.

— za dwa tygodnie proszę przyjść po kartę. — dała mi papiery.

— chcę od razu wpłacić pieniądze. — odezwałam się.

— ile? — pyta.

— dziewiętnaście i pół tysiąca. — mówię podając kobiecie zawinięte pieniądze. Bierze i zaczyna przeliczać.

— zgadza się. — wystawia kwitek, że wpłaciłam pieniądze i mogę opuścić budynek. Idę do super marketu, gdzie kupuje chipsy i piwo. To co najważniejsze dla mojego ojca. Jakieś czekoladki, batoniki. Mój ojciec mówiąc o tym bym przygotowała przekąski miał na myśli kup fast foody. Jakieś napoje. Idę do kasy.

— dwieście siedemdziesiąt trzy — mówi. Wyciągam portret kiedy słyszę.

— ja zapłacę.

Alan

— ja zapłacę. — odzywam się. Patrzę na bardzo znajomą mi dziewczynę.

— dam sobie radę. — mówi kiedy chce wziąć zakupy. Cholera. Tyle alkoholu i same fast foody. Przecież to była ułożona rodzina i zamiast zwykłego alkoholu to whisky, wino, ale nie piwo i nie w takiej ilości. Coś się w tej rodzinie dzieję, ale żeby to odkryć muszę się zbliżyć do dziewczyny.

— nie protestuj. — zabieram siatki i wychodzimy ze sklepu. — gdzie mieszkasz? — pytam wkładając zakupy do samochodu.

— dam sobie radę. Nie musisz mnie odwozić. Trafię do domu. — protestuje. Dziwnie się zachowuje. Jest jakby zestresowana i spięta.

— Maya co ci się stało w policzek? — pytam wkurzony, że ktoś może jej robić krzywdę. Z tond może to dziwne zachowanie.

— co? — dotyka policzka. — przewróciłam się i poleciałam na tą stronę. — tłumaczy, ale coś nie chce mi się wierzyć. — oddaj moje zakupy i pójdę już do domu.

— Nie. Odwiozę cię. Teraz zamknij tą buźkę i wsiadaj. — warczę. Kuli się na dźwięk mojego tonu i posłusznie robi to co jej każe. To było dziwne. Coś się jej dzieje. Kiedyś ładnie i schludnie ubrana a teraz ma na sobie przetarte a do tego za duże jeansy. To samo z bluzką, która jest za duża jakieś dwa razy. Kiedyś się malowała a teraz tego nie robi. Nie mówię, że jest brzydka, bo wolę ją bez makijażu, ale kiedyś mi mówiła, że nigdy nie wytrzymała by bez makijażu. Wsiadam do samochodu.

— mieszkam nie daleko i wolę byś się tu zatrzymał. Nie chce by zaraz ludzie mówili. — mówi pokazując mniejszy dom w dali. Kiedyś mieszkała w większym, ale ładnie i miło urządzony. — dziękuję, że mnie pod wiozłeś.

— nie ma za co. Yyy Maya. Powiedz mi.

— tak?

— mieszkasz w takim domu a...chodzisz w takich ciuchach. Masz jakieś problemy? — pytam zmieszany.

— nie powinno cię to obchodzić. Dzięki, że mnie pod wiozłeś. — mówi i wychodzi. Idzie przed siebie, ale nie skręca tam gdzie pokazywała. Wychodzę cicho z samochodu i zamykam go. Trzymając się z daleka idę za nią. Wciąż szła a ja nie wiedziałem gdzie. Nie daleko była biedniejsza dzielnica. Tam skręciła do jeszcze mniejszego domku, który był obskurny i nie pomalowany. Podwórko było zagracone. Otwiera drzwi kluczem i wchodzi a po tym zamyka drzwi. Nie wierzę, że mieszka w takim miejscu. Wracam do samochodu i znajduje w nim jej telefon. Mały z klawiaturą i małą szybką. Gdzie jej IPhone? Nie możliwe ona się zmieniła. Zmieniła wszystko. Cała się zmieniła. Nie gdyś nie bała się niczego a gdy podniosłem lekko głos skuliła się w sobie i potulnie wsiadła do samochodu. Kiedyś nie dała by sobie naskoczyć a teraz się wszystkiego boi. Odpaliłem samochód i ruszyłem. Jechałem przez Toronto i zastanawiam się jak to się stało przecież gdyby jej brat żył to by do tego nie dopuścił. Zaparkowałem pod domem Vitalio. Wchodzę do środka, gdzie impreza trwa w najlepsze. Do około pełno już podpitych osób mimo, że to początek imprezy. W kuchni nalałem sobie wódki. Ruszyłem do salonu gdzie jest główną część imprezy. Same jej centrum. Laski w basenie są prawie nago. Widzę przez szybę w salonie. Jest na przeciwko mnie basen.

— siema stary. — podchodzi Brian.

— siema. Co tam?

— no nic a tam? Gdzie byłeś? Przecież nigdy nie masz wyłączonego telefonu.

— miałem ważną sprawę. — mówię omijając temat.

— choć do basenu. Pływają tam foczki bez kostiumów. Cudo.

— idź później przyjdę.

— co się dzieje? Przecież nie odmawiasz czegoś takiego. — widze, że naprawdę się przejął. Dlatego jest moim kumplem. Kiedy byłem mały jak wcześniej wspominałem poznałem Briana w piaskownicy. Mieszkałem tu do dziesiątego roku życia a później się wyprowadziłem gdzie poznałem Maye i jej brata. Później przyjechałem tu na wakacje. Odnowiliśmy kontakt a później tu wróciłem po śmierci Daniela.

— nic takiego. Po prostu nie mam ochoty na imprezy. Wracam do domu. — mówię i wychodzę. Wsiadam do auta i jadę w jedno miejsce. Na klif. Zatrzymuje samochód. Światło oświetla siedzącą postać na brzegu. Ma na sobie kaptur. Nie gaszę świateł i idę w stronę postaci. Widzę, że ma schowaną głowę między kolanami więc nie widzę twarzy, ale słyszę, że szlocha.

— coś się stało? — pytam. Dziewczyna nieruchomieje i podnosi głowę. Widzę zapłakaną jej twarz.

— nic — odpowiada zachrypniętym głosem od płaczu i odwraca twarz. Rozpoznaje w głosie Maye.

— Maya co się stało?

— nie.

— Maya — warczę a ona powoli odwraca się w moją stronę. To co widzę sprawia, że mam ochotę zajebać tego, kto jej to zrobił. — kto ci to zrobił? — pytam przez zaciśnięte zęby dotykając jej twarzy. Zasyczała.

— to nic takiego.

— jak do cholery nic takiego. Przecież masz czerwony policzek a na drugim jest szrama a do tego jesteś cała zapłakana. Nie mówiąc już o podartych ciuchach.

Rozdział 5

Alan

— choć dzisiaj prze śpisz się u mnie.

— nie na prawdę nie trzeba. Dam sobie radę. Ja i tak muszę wracać już do domu.

— o nie nigdzie cię nie puszczę. Jedziemy do mnie. Tam się wykąpiesz. Emma na pewno coś ci pożyczy.

— Emma? — w jej głosie można wyczuć radość. Kiwnąłem głową. — no dobrze. — wzdycha. — ale chcę jeszcze tu posiedzieć. — dodaje.

— no dobra a powiesz kto ci to zrobił?

— mówię, że nikt mi tego nie zrobił.

— a ja mówię, że ci nie wierzę. Czemu okłamałaś mnie, gdzie mieszkasz.

— śledziłeś mnie?

— nie zmieniaj tematu.

— to nie tak. Po prostu ostatnio u nas krucho z kasą i tak jakoś wyszło. Po śmierci mamy firma splajtowała i zamiast być na szczycie jest na dnie. Tato robił wszystko by ją ratować co wiązało się z zaciąganiem długów. Musieliśmy się wyprowadzić. Tato musiał iść do nowej pracy.

— a ty czemu się nie wyprowadzisz? Przecież możesz.

— nie mam pieniędzy.

— a te z wyścigów?

— na razie odkładam by zamiast wynająć to kupić. Kiedy będę miała więcej to może. Nie długo chyba pójdę do pracy. Będzie trzeba. — wzdycha.

— wracamy? — pytam.

— pewnie, ale ja wrócę do domu.

— nie ma mowy! — warczę i odpalam auto. Po czterdziestu minutach byłem pod moim domem. — Emma jest u koleżanki więc pogadacie rano. Akurat wróci. — mówię. — choć na górę. Pójdziesz do łazienki a ja pożyczę z szafy Emmy jakieś cichy. — dodaje prowadząc dziewczynę na górę. — tu jest łazienka wejdź i poczekaj chwilę. Pójdę po cichy — po wybraniu ciuchów wracam do Majy i podaje je jej mówiąc, że jak skończy zeszła na dół. Sam idę na dół i wyciągam piwo z lodówki. Siadam na kanapie i włączam telewizor. Leci jakiś mecz.

— już jestem — słyszę cichy głosik. Odwracam się i zamieram. Cholera. Jakie nogi. Dobra te spodenki są za krótkie. Chyba zabiorę je Emmie.

— Alan — z zamyśleń wyrywa mnie pstryknięcia palcem. — ślinisz się. — oznajmia. Ocieram usta że śliny i przyjmuje beznamiętną minę.

— będziesz spała u mnie w pokoju a ja się prześpię tu.

— nie. To twój dom. Mogę się tu przespać a ty idź do siebie.

— ale ty jesteś gościem. Jesteś głodna?

— nie dziękuję.

— a do picia?

— też nie.

— słyszałem, że startowałaś w wyścigach. Wygrałaś a przy okazji mnie upokorzyłaś.

— przprzepraszam. — spuściła głowę i skuliła się.

— hej nie przepraszaj. Skuliłaś się jakbym miał cię uderzyć. Choć położysz się. — prowadzę dziewczynę na górę. Pokazuje jej Pokój w którym ma spać a sam wyciągam jakąś poduszkę i koc. — ja idę spać na kanapę. Jak coś krzycz.

— nie możesz spać na kanapie to twój dom.

— nie przej…

— połóż się obok.

Maya

— połóż się obok. — wypalam. Czemu się nie zamknęłam.

— Jesteś pewna?

— oczywiście. — posyłam mu uśmiech. Kiedyś często zakradał się do mojego pokoju tak by Leon nic nie wiedział. Kładł się obok a ja mogłam się przytulić. Wtedy bałam się ciemności a Alan o tym wiedział i dla tego przychodzi bym nie była sama. Po śmierci Leona i mamy zostałam sama. Sama musiałam sobie radzi i sama musiałam dorosnąć. Czasami zazdrościłam dzieciom w szkole. Mieli kochających rodziców, których się wstydzili a ja wtedy zrozumiałam, że kiedyś byłam taka sama i tego już nie cofnę. Alan zawsze mnie tulił a teraz mnie nawet nie tknął.

— mogę się przytulić?

— to, że pozwalam Ci spać w moim łóżku nie znaczy, że masz się wtrącać w moje życie. — warknął. Skuliłam się na dźwięk jego głosu i odwróciłam się w drugą stronę. To nie był już ten wesoły i przyjazny Alan co kiedyś. To był ktoś inny. Ktoś kogo zupełnie nie znałam. Był zimny i oschły. Jego serce było zamarznięte. Wcześniej był miły i opiekuńczy, ale teraz wiem, że to jest jakaś jego gra a najgorsze jest to, że uświadomiłam sobie, że się po prostu nade mną zlitował. Kiedy słyszałam, że śpi postanowiłam wstać. Ubrałam się w swoje ciuchy i wyszłam. Od nikogo nie chce ltosci a przede wszystkim od niego. Do domu dotarłam nad ranem, godzinę przed pobudką ojca.

— leniu wstawaj! — usłyszałam krzyk. Wstałam i zeszłam na dół.

— tak? — zapytałam cicho.

— masz tu posprzątać i zrobić coś dobrego. Przyjdę za dwie godziny z gościem. Wtedy ma cię tu nie być. Jeśli moja kobieta i jej córka zobaczą jaką mam brzydką córkę to uciekną. Nie zamierzam się za ciebie wstydzić a teraz zejdź mi z oczu! — jeśli ktoś kiedyś usłyszał takie słowa od własnego ojca wie co ja teraz czuję. Jeszcze nigdy nie powiedział mi, że nie ma zamiaru się mnie wstydzić. Kiedyś uważał, że jestem piękna a teraz uważa, że jestem brzydka.

Po zrobieniu tego co chce ojciec wyszłam tak jak chciał. Skoro nie chce takiej córki to może lepiej by było beze mnie. Może byłabym szczęśliwszą będąc teraz z mamą i bratem. Z resztą ojciec i tak by się nie przejął mną a nawet wyrzekł by nie robić pogrzebu. Po co ma się męczyć. Prawda jest taka że jem tylko wtedy kiedy mi pozwoli. Praktycznie raz dziennie. Uważa mnie za darmozjada. Z czasem sama zaczęłam uważać, że jestem brzydka, gruba. Mimo, że lekarze mówili mi, że jestem wychudzona ja uważałam inaczej. Miałam sporo pieniędzy na koncie i mogłam wyprowadzić się w każdej chwili ale wolałam sobie coś kupić dlatego chcę się powstrzymać. Oczywiście jeśli do końca wakacji nie dam rady to wyprowadzę się. Może jak będę miała więcej po prostu wyjadę do innego kraju. Nie wiem zobaczę co czas przyniesie. Siedząc na plaży spojrzałam się na dwie dziewczyny. Jedna była spokojna a drugą energia roznosiła. Kiedyś tą drugą byłam ja. Wierzyłam w dobro ludzi i każdego próbowałam usprawiedliwić. Wszystkim pomagałam, ale kiedy ja byłam w potrzebie nie było nikogo. Wszyscy mnie zostawili. Z dnia na dzień zaczęłam zamykać się w sobie. Wpadając w depresję. Podcięłam sobie żyły. Wtedy ojciec już pił. To on mnie uratował. Bał się, że straci też córkę ale mimo tego co zrobiłam i tak się nie zmienił wciąż mnie bił, ale było gorzej. Uważał, że przysparzam mu tylko problemów. Znów chciałam to zrobić gdzieś gdzie nikt mnie nie znajdzie. Nim zdążyłam przyłożyć żyletkę do żyły wyrwał mi ją jakiś chłopak, który miał podobne problemy. Pomógł mi z tego wyjść. Nigdy tego nie zapomnę. To było na wakacje. On wrócił do siebie do kraju a po miesiącu urwał nam się kontakt.

Rozdział 6

Alan

Rano obudziłem się bardzo wcześnie. Jednak dziewczyny obok nie było. Na poduszce obok leżała kartka.

Nie będę ci robiła problemów.

Wzruszyłem tylko ramionami i dalej się położyłem wyrzucając kartkę.

— Alan wstawaj.

— co?

— chłopaki mówili coś o obrzeżach za miastem.

— o której? — zrywam się.

— o wpół do dziesiątej.

— dzięki a teraz idę spać. — kładę się i przykrywam kołdrą po szyję.

— przepisz cały dzień.

— to fajnie — odpowiadam zamykając oczy.

Otworzyłem oczy i sprawdziłem zegarek. Miała rację przespałem prawie cały dzień. Była już szesnasta. Wstałem i zacząłem się ubierać. Dzisiaj zjem na mieście. Od kąt dowiedziałem się o Brianie i Emmie to dzisiaj pierwszy raz od tego czasu pojawię się u niego w domu. Jadę ulicami Toronto czując wiatr w moich krótkich włosach. Wchodzę bez pukania jak mam to w zwyczaju.

— jestem! — krzyczę. Nawet nie zakodowuje tego kiedy obok zjawia się Brian i dostaje po mordzie. — o co ci chodzi?! — krzyczę łapiąc się za krwawiący nos.

— o co mi chodzi? A o co tobie? Nagadałeś Emmie to co ci mówiłem i mnie zostawiła! — krzyczy i gdyby nie Vitalio dostał bym znowu w mordę.

— powiedziałem jej prawdę o podbojach jakich się chwaliłeś. — mówię spokojnie. — nie zasługujesz na nią.- mówię.

— może i nie zasługuje, ale wciskałem ci kit by Emma nie miała prze ze mnie problemów.

Teraz przez ciebie ją straciłem. — patrzę na resztę. Patrzyli z zawiedzeniem. Teraz wiem co mi umykało.

— wiedzieliście — stwierdzam. Reszta opuszcza głowy co biorę jako odpowiedź. — świetnie. — mówię i wychodzę z domu. Moi własni kumple mnie zawiedli. Wsiadam na motor i odjeżdżam. Przepisy są ostatnimi rzeczami, które mnie interesują. Okazuje się, że moi kumple mają mnie w dupie. Choć jeden mógł mi powiedzieć prawdę, ale widać, że tylko ja uważałem ich za swoich kumpli. Kto oszukuje i okłamuje swojego kumpla? Do tego rozwaliłem związek swojej siostry. Chyba nie jestem przyzwyczajony do tego, że ona już nie jest taka mała. To moja siostrzyczka, o którą się martwię. Tylko ona mi została, tylko ją mam i nie chce by cierpiała. Jest jedyną kobietą w moim życiu. Może byłem zazdrosny, a może po prostu wciąż boję się, że już dorasta.

Siadam na skraju klifu. Wszystko było dobrze, ale teraz mam mętlik. Zaczyna się pieprzyć w moim życiu. Dziś miał być wyścig, ale nie obchodzi mnie to. Mam wylane, tak jak oni na mnie. Miałem sprawdzić motor Briana. Będzie musiał sobie poradzić beze mnie, a ja chyba muszę znaleźć nowych kumpli. Takich, którzy mnie nie zdradza i nie będą bzykać mi siostry. Cholera jasna. Wstaję szybko i wyjeżdżam z lasu. Pół kilometra, stąd jest przepiękna łąka. Nikt tu praktycznie, nie przychodzi. Lubię tu przebywać. Zasiadam z motoru. Wyciągam koc z bagażnika i rozkładam go na jasnej i ładnie pachnącej trawie. Szkoda, że wakacje się kończą i będzie trzeba, wrócić do tej, zastanej budy. Wyciągam telefon.

— Halo?

— Przyjedź na łąke. Tą samą co zwykle. — Rozłączam się. Dziewczyna z pewnością będzie wiedziała o co mi chodzi. Jeśli chi o Erice, to nigdy jej tu nie zabrałem. Czemu? Bo to zbyt wyjątkowe miejsce. Zabieram tu tylko prawdziwych przyjaciół. Kumpli tu nie zabrałem, bo nie lubią takich miejsc. W tym się różnimy.

— Hej. — Słyszę za sobą i widzę piękna brunetkę.

— Hej.

— Coś się stało? Byłeś dziwny przez telefon.

— Nic się nie stało. Po prostu chciałem wiedzieć czy zastanowiłaś, się nad moją propozycją.

— Dużo nad tym myślałam i okej. Zgadzam się. — Patrzę na Ivy w szoku. Nigdy nie pomyślał bym, że się zgodzi. Była zbyt spokojna, zbyt delikatna. Mimo, że się przyjaźnimy i traktuje ją jak siostrę, to ciągnie mnie do jej ciała jak cholera. Ostatnio rozstała się z chłopakiem i może to ją skłoniło by się zgodziła? Nie wiem, ale aż mi stanął. Napadam na jej usta. Po doznanym szoku oddaje pocałunek. Dołączam język i całujemy się zachłannie. Bez uczuć, bez niczego. W sumie nie wierzymy, w żadne uczucia. Nasze ukochane osoby to zniszczyły. Zniszczyły nas. Kładę dłoń na kolanie dziewczyny i jadę po wewnętrznej stronie ud w górę. Całe szczęście założyła sukienkę. Przenoszę się na szyję i od razu dostaje dostęp. Zabieram dłoń i przenoszę na biust, a drugą dłonią ściskam jej tyłek. Jęknęła, a ja mruknąłem. Pozbywam się swojej koszulki i lekko popycham dziewczynę na koc. Ładuje na nim, a ja zwisam nad Ivy. Pocałunkami schodzę na biust. Ściągam ramiączka dziewczyny, a na wierzch pokazują się jej sutki. Nie miała stanika, co tylko ułatwiło mi sprawę. Sterczące sutki reprezentowały, się znakomicie i było widać, że jest gotowa. Pod sukienkę wsadzam dłoń. Jadę palcami po wewnętrznej stronie jej ud, aż dojeżdżam do jej mokrej cipki.

— Mmm nie masz bielizny. — Mruczę. Chyba się przygotowała.

— Oh. — Wzdycha, kiedy przejeżdżam po cipce. — Yyy — Wsadzam w nią dwa palce i nimi poruszam. Jęczała znakomicie i strasznie seksownie. Dołożyłem trzeciego palca i przyśpieszyłem. Teraz ją pieprzyłem, moimi palcami. W sumie, ja nie mam być delikatny, bo to seks bez zobowiązań. Czuję jak zaciska się na moich palcach. Jęczy łapiąc mojego kutasa, który jest w spodniach. Wciąż uwięziony. Mam wrażenie, że wysadzi mi spodnie. Wyciągam z niej palca i ściągam do końca jej sukienkę. Zabieram się za pasek moich spodni. Ściągam je, od razu z bokserkami. Mój kutas jest wreszcie wolny. Dziewczyna się podnosi, a ja kładę. Jedzie dłonią, po moim torsie w dół. Wciągam powietrze.

— Co chcesz bym zrobiła? — Pyta przejeżdżając palcem, po całym fiucie.

— Loda.

— Całym zadaniem. — Wciąż jeździ po nim palcem.

— Weź go do buzi maleńka i ssij. — Sapie i dopiero bierze go w dłoń. Zaczyna powoli się schylać. To jest dla mnie jak tortura. Język dotyka rozgrzanego fiuta. Jęk wyrywa się mi z gardła. Wkłada do całego do buzi i zaczyna ssać. Język Ivy robi cuda. Czuję się jakbym miał latać. Liże na przemian fiuta i jaja. Dłonie kładzie na mojej piersi i ssie go. Z każdym razem coraz szybciej. Czuję jak mój fiut pulsuje. Dziewczyna czując to, zaczyna ssać jeszcze szybciej. Mój jęk jest głośny, nie ja nie jęczę ja krzycze.

— Zwolnij! — Krzyczę, ale ona przyspiesza. Aaa! — Dochodzę zalewając gardło dziewczyny gorącą spermą. Ciągnę za włosy dziewczynę. Rozumie to, że ma wstać.

— Wciąż masz ten implant? — Pytam, a ona kiwa głową na tak. Nastawiam ją na mojego kutasa i wbijam się. Krzyk roznosi się w powietrzu i znika w nicości. Poruszam się szybko, trzymając dziewczynę za biodra i uderzając nią w dół i w górę. Dziewczyna zaciska się, na moim grubym kutasie. Jestem blisko, ale powstrzymuje się. Dziewczyna z krzykiem dochodzi, ale ja wciąż nie przestaję. Nie przestaje jej pieprzyć. Ponownie dochodzi jeszcze z dwa razy i dopiero w końcu i ja dochodzę.

Rozdział 7

Maya

Mówi się, że kiedy człowiek planuje, to pan Bóg się śmieje. Coś w tym jest, bo nie zawsze idzie po naszej myśli. Wtedy się załamujemy, mimo to powinniśmy iść, przed siebie i się nie poddawać. Życie ma, już własny scenariusz, ale możemy go zmienić. Zmienić go własnymi siłami. Tysiące myśli, tysiące sposobów, które nam nie wychodzą, ale czy to powód do poddania się? Oczywiście, że nie, tylko nie każdy ma siłę. Nie każdy umie, sobie poradzić, ze swoją sytuacją. To sprawia, że odechciewa się żyć. To samo z miłością, kiedy wiesz, że już ją spotkałaś i wszystko zacznie się układać, a tu zong. Okazuje się, że to nie ten, że jeszcze musisz poczekać, bo na siłę nie znajdziesz.

Nie ma żadnego planu dla miłości, walki, śmierci, dla niczego. Istnieje tylko wzór matematyczny: człowiek plus jego zamiary równa się przypadek.

Udaje radość, której we mnie nie ma, ukrywam smutek, żeby nie martwić tych, którzy mnie kochają i troszczą się o mnie, mimo, że nie mam nikogo takiego. Wolę nie wzbudzać podejrzenia. Jakie to dziwne, być świadomym swojego zepsucia psychicznego.

Nie zliczę, ile razy mówiłam, że jest okey, a tak naprawdę walił mi się cały świat.

Nie zliczę, ile razy uśmiechałam się, chociaż miałam ochotę się rozpłakać.

Nie zliczę, ile razy zepsułam coś, na czym mi bardzo zależało.

Nie zliczę, ile razy oszukiwałam samą siebie, że On jednak też mnie kocha.

Nie zliczę, ile razy chciałam umrzeć.

Nie zliczę, ile razy pragnęłam być po prostu szczęśliwa, ale za każdym razem znowu coś stawało mi na drodze.

Bo pewnych rzeczy, nie da się zliczyć, bo niektóre błędy popełniamy zbyt często.

Próbujemy się oszukiwać. Udajemy silnych, gdy tak naprawdę ciągle powstrzymujemy łzy. Ukrywamy nasz ból i cierpienie. Mówimy, że czujemy się dobrze, a tak naprawdę umieramy, bo czujemy, że nasze problemy, nasz przerastają.

Rany po cięciu się, są w pewnym rodzaju piękne. Pokazują przez co przeszłam. Zawsze uważałam, że jestem tchórzem, bo nie umiem się zabić, bo boje się śmierci, bo nie wiem co się ze mną stanie, bo wyznaczę wszystkim tylko przysługę i pokaże to jak mnie złamali.

Kurwa, dlaczego nie mogę, choć raz być szczęśliwa? Dlaczego inni mogą a ja nie? Hmm? Ciekawa Jestem, co by zrobił ojciec, gdyby odebrał telefon i dowiedział się, że mnie już nie ma. Co zrobił by Alan? Co zrobiła by, reszta część rodziny? Beznadziejnie jest czuć, że nie ma się nikogo.

— Nie wiedziałem, że przychodzi tu ktoś jeszcze. — Odwracam się, a w moją stronę zmierza wysoki szatyn, który zszedł z motoru.

— Rzadko tu przychodzę, kiedy potrzebuję, a ty?

— Ja tak samo. Jestem Brian, a ty? — Wystawia dłoń w moją stronę.

— Jestem Maya. — Przyjmuję dłoń, w geście przywitania. — To, co się stało, że tu przyszłeś?

— Mój kumpel, rozwalił mi związek. Związek z jego siostrą, a ty? Czemu jesteś smutna? — Tym razem, to on pyta się mnie.

— A co mam napierdalać szczęściem i udawać, że jest zajebiście? — Pytam z sarkazmem.

— Oczywiście, że nie. Ja tak samo myślę. Mój kumpel rozwalił mi związek, kocham jego siostrę, a on się wpierdolił między nas.

— Może miał powód.

— Byliśmy ze sobą kilka miesięcy, dowiedział się dopiero teraz, bo przyłapał nas w łóżku.

— Słabo, ale może martwił się o nią.

— Na pewno, ale nie rozumie tego, że się kochamy, a ona teraz nie chce mnie nawet widzieć. Może dosyć o mnie, a cię co tu sprowadza?

— Życie. Jedni mają zajebiste życie, a inni pod górkę.

— Prawda, a szczegóły?

— Wolała bym nie zagłębiać się w to. Dopiero przestałam płakać, a staram się być obojętna.

— Rozumiem, ale zaraz to nie ty byłaś ostatnio na wyścigu i nie wygrałaś z moim kumplem?

— Tak, to ja byłam i wygrałam.

— Mała dałaś czadu. Jeździsz zajebiście. Gdzie nauczyłaś się, tak jeździć?

— Mój brat mnie nauczył. — Uśmiechnęłam się. — Kiedy on żył mieliśmy jeszcze jednego przyjaciela. Była nasza niezniszczalna trójka, do póki mój brat nie umarł razem z mamą. Wtedy tamten wyjechał, a moja życie zmieniło się w koszmar. Później nie spotkałam tamtego chłopaka, do póki nie zjawiłam się tu.

— Widzę, że masz gorzej ode mnie.

— Czy ja wiem? Umiem sobie, już z tym radzić, a ty masz pierwsza taką sytuację.

— To prawda, nigdy nie byłem zakochany, nawet nie wierzyłem w miłość. Może się przejdziemy, co ty na to? To pusta plaża, na którą nikt nie przychodzi, więc możemy korzystać. — Porusza śmiesznie brwiami, przez co wpadam w śmiech. — No, brawo. Udało mi się wywołać uśmiech na tej pięknej buzi. Patrzę na niego.

— Nie wierzę, że jesteś zakochany pierwszy raz, a tym bardziej, że jesteś motocyklistą. Jesteś zbyt, miły na to.

— Czasem pozory mylą, to co idziemy?

— Oczywiście. — Wstajemy i idziemy, brzegiem morza.

— Odcinanie się od pewnych osób w życiu, wcale nie oznacza, że ich nienawidzisz. Oznacza to tylko tyle, że szanujesz samą siebie. — Mężczyzna odpowiada, na moje pytanie. Są takie osoby, o których wiesz, po prostu masz przeczucie, że zostaną z tobą na zawsze. Czasem znikają na jakiś czas, ale więź pozostaje, i wraca się do siebie, jakby nigdy nic się nie zdarzyło, jakby czas stanął w miejscu. Zaczynasz rozmawiać i czujesz, jakbyście się widzieli wczoraj. Za szybko i za bardzo, przywiązuje się do ludzi. Za łatwo się otwieram i zbliżam. Dostrzegam w ludziach to, co dobre, zapominając o ich drugich obliczach. Czasem życie szpony zatapia w twe serce, czujesz to, zaczynasz biec, więc jak najdalej. Najgorzej, bo wiesz, że sam zjebałeś. Trochę żyje jeszcze, ale trochę umarłam. Miłość, tak banalne słowo a tak nie banalne uczucie. Nieodwzajemniona miłość, jest jak niewyleczalna choroba, z którą żyjesz, do końca swoich dni. Wyniszcza cię od środka i pozostawia długotrwałe ślady na duszy, sercu i psychice. Jedyna szczepionką, która pozwala ci z tym żyć jest ciągła nadzieja, to dzięki niej, nie spadasz w otchłań rozpaczy i bólu przeszywającego, twoje ciało na wylot. Taką miłością jest On. Nasze małe u wspólne chwile uświadomiły mi, że nigdy nie przestałam go kochać, mimo, że nie widziałam go z jakieś kilka lat. Wciąż go kocham i pozostaje mi tylko to w sobie zdusić i unikach wspólnych miejsc. Zostałam schwytana w sidła własnych niepokojących myśli, upadająca, zupełnie sama, bezbronna, raniona, nieufna, chora, cierpiąca, pragnąca śmierci, uwięziona w błędnym kole depresji, torturowana przez własny umysł. Oto ja.

Rozdział 8

Alan

Ostatni czas, był inny. Nie rozmawiałem z kumplami, a dzisiaj rozpoczęcie roku szkolnego. Zobaczę się z nimi, po raz pierwszy, od dłuższego czasu. Wstałem po ósmej, bo mamy na dziesiątą. Biorę prysznic i ubrany rzucam się na łóżko. Kiedy wybija dziewiątą dziesięć, poprawiam koszulę i wychodzę z domu, chwytając portfel i telefon. Wsiadam na motor i ruszam do szkoły. Emma miała na ósmą, bo jest w ostatniej klasie liceum, a ja na drugim roku studiów. Możecie się zdziwić, ale studiuje prawo. Tak, chce być prawnikiem i otworzyć swoją kancelarię. Chce pójść, w ślady ojca, który był wspaniałym człowiekiem. Bym moim wzorcem. Zawsze chciałem mieć, taką rodzinę jak mój tata. Był wspaniałym ojcem i mężem. Parkuję pod bramą szkoły i ruszam na halę sportową, gdzie odbędzie się apel czy coś tam. Mijam moich pożal się Boże kumpli, co spotyka się z zaskoczeniem.

Wchodzę na wielką hale i dołączam do ludzi z mojej klasy.

— Alan, stary. Co tam? — Podchodzi do mnie Dylan. Jest w równoległej klasie, ale psychologi. Kumplujemy się, od podstawówki.

— Nic, a u ciebie?

— Zajebiście, będę ojcem. — Unosi dumnie pierś. Nie dziwię się.

— To gratuluję, a dalej jeździsz?

— Tak jak mówiłem, będę ojcem, więc nie będę ryzykować życia. Muszę się zaopiekować, kochaną dziewczyna i dzieckiem.

— Masz rację…

— Aliii — Słyszę piskliwy głos, pewnej blondynki.

— Hej Erica. — Uśmiecham się do dziewczyny. Rzuca mi się na szyję i ma mnie pocałować, ale przemawia dyrektor i ustawiamy się na swoich miejscach.

Po wszystkim, mogliśmy już wrócić, do domu. Wziąłem plan od wychowawcy, i wychodzę z klasy. Wychodzę, ze szkoły. Nie daleko mignął mi znajomy kolor włosów, albo mam przywidzenia. Wzruszam ramionami i wsiadam na motor. Znów to samo. Przyglądam się chwilę, aż dziewczyna czując mój wzrok, odwraca się. Wciągam powietrze. Maya. Moja stara i nieodwzajemniona miłość. Zawsze próbowałem, zwrócić na siebie, jej uwagę. Specjalnie miałem głupie pomysły, żeby ją rozśmieszyć. Jej brat wiedział o moich uczuciach. Kibicował nam. Od jego śmierci, zacząłem budować, w okół siebie mur. Zerwałem kontakt z Mayą, bo nie chciałem widzieć jak cierpi, zamiast ją pocieszyć. Pamiętam, że po śmierci mamy i brata Mayi zacząłem grzebać, w tym co się działo. Byłem w szoku, ale nie chciałem tego pojąć. Zostawiłem dziewczynę, która kochałem, bo cierpiała, bo ja cierpiałem. Są niewyjaśnione, rzeczy z przeszłości, ale nie potwierdzone. Parkuję pod domem i wchodzę do środka, gdzie o mało co, się nie zabiłem.

— Co do chu…

— Emma? Co ty robisz? — Pytam siostry, która niesie, walizkę w dłoni.

— Wyprowadzam się.

Maya

Dziś rozpoczął, się rok szkolny. Mam rok w plecy, więc będę na pierwszym roku. Postanowiłam studiować inżynierię. Zawsze mnie do tego ciągnęło. Jak mama żyła, często pomagałam jej w firmie. Ostatnimi czasy, dużo myślałam, ale też jeździłam na wyścigi. Unikałam też Alana, który był tam często. Kiedy szedł w moją stronę, ja znikałam. Za każdym razem panikowałam. Czasami ludzie dookoła siebie budują mur, ale nie po to by nikogo do siebie nie dopuścić, tylko po to, aby sprawdzić kto będzie próbował go zburzyć. Będę musiała, taki mur, wybudować dookoła siebie. Chce sprawdzić, czy Alan byłby gotowy zburzyć, taki mój mur. Nie chcę, by mną manipulował i robił co chce. Chce mu pokazać, że jestem w stanie się oprzeć.

Dochodzę do parku, idę w stronę małego jeziorka i siadam na ławce. Mam dość osób, które myślą, że będę na nie wiecznie czekać, a oni nie dadzą z siebie nic, by udowodnić mi, że jestem dla nich ważną. Zaczyna robić się ciemno, więc wracam do domu. Mój ojciec myśli, że dawno się wyprowadziłam. Nie widziałam go, od kilku dni, bo wracałam do domu, tylko na noc. Wychodzę wcześnie rano i do jedynstej w nocy, szlajam się po mieście. Do własnego pokoju wspinam się drabiną. Idę w jej stronę i staje pod oknem, ale nie ma żadnej drabiny. Patrzę w górę i doznaje szoku. Moje okno jest zabite deskami. Idę w stronę drzwi. Mam nadzieję, że on śpi. Inaczej mi się oberwie. Wyciągam klucze i wkładam je w zamek. Przekręcam, ale drzwi są otwarte. Wchodzę.

— No, no proszę. — Prostuje się na dźwięk głosu. Moje włoski, stają dęba, ze strachu. — Wyrodna córka, w końcu postanowiła wrócić do domu.

— Jak ojciec wyrodny, to i córka. — Mówię, ale zaraz żałuję swoich słów. Dostaje w twarz. Łapie się za nią.

— Idź do salonu, musimy pogadać. — Przemieszczam się przez mały korytarzyk i siadam na małej i obskurnej kanapie. Mam wrażenie, że zaraz się rozleci. Ojciec dołączył do mnie. — Zerwałem znajomości i postanowiłem iść na terapię. — Mówi to, a ja mam ochotę wyśmiać go prosto w twarz, ale się powstrzymuję. Pozwalam mówić dalej, w końcu, ja nic nie mam tu do powiedzenia. — Żałuję wszystkiego. Nawet tego jakim zwyrorem, dla ciebie byłem. Jesteś moją córeczka i zawsze byłaś. Po śmierci mamy i brata nie umiałem się pozbierać, ale teraz chce się zmienić. Dla ciebie, póki ze mną jesteś. — Mówi i przytula się do mnie. Ze strachu, chce go odepchnąć, ale rezygnuję. Mimo tego co powiedział, wciąż jest nieobliczalny. Zdziwiłam się, też tym, że nie śmierdzi alkoholem, tylko ładnie pachnie. Pachnie bezpieczeństwem i domem. Pachnie tak samo, jak kiedyś. — Krew ci leci z nosa, pójdę po apteczkę. — Wstaje i idzie do łazienki. Przychodzi i zaczyna mnie opatrywać. — Byłem u ciebie na rozpoczęciu szkoły, więc studia. Jestem dumny. Kiedy patrzyłem, jak stałaś tam, taka szczęśliwa i to ile mnie ominęło, pozwoliło zrozumieć, że chce się zmienić dla ciebie. Mam coś dla ciebie. — Wstaje i podchodzi do szafki, pod telewizorem. Wyciąga coś z niej i mi podaje. — To karta kredytowa. Odkładaliśmy razem z mamą zawsze dla ciebie i brata. Teraz kiedy go nie ma dostaniesz dwie. Mimo tego, jak się zachowywałem i mimo długów, nigdy nie tknąłem ani trochę. Możesz zacząć nowe życie. Proszę doceń to, że się przed tobą otworzyłem. To trudne, a od czasu pogrzebu, nie umiem, rozmawiać o uczuciach. Dzisiaj miałem pierwsze spotkanie, w grupie wsparcia. Mam nadzieję, że też będziesz mnie wspierać i razem przetrwamy wszystko. — Wyciera moje łzy. Nawet nie zauważyłam, że zaczęłam płakać.

— Oczywiście tato, że Ci pomogę, jeśli Ty tego chcesz. Razem zaczniemy od nowa. — Mocno, go ściskam, co odwzajemnia.

Rozdział 9

Alan

Wchodzę do szkoły i idę do szafki, gdzie zostawiam wszystkie książki. Przyklejam na drzwiczki plan lekcji i biorę potrzebne książki na lekcje. Idę do kumpli.

— Współczuję ci stary. — Mówi Vitalio, do Dylana.

— A ja jestem szczęśliwy. — Mówi dumnie i unosi pierś.

— Brian, możemy pogadać? — Pytam.

— Spoko. — Odchodzimy w stronę dziedzińca szkoły, gdzie zwykle siedzimy. — No co chciałeś? — Opiera się o balustradę.

— Powiedz Emmie, by wróciła do domu. — Do czego to doszło, bym się płaszczył.

— Czemu? Uważasz, że u mnie jej źle? — Unosi brwi. — Żebyś znów rozwalił nasz związek? — Kpi.

— Wiem, źle zrobiłem, ale co byś zrobił, gdyby to ja bzykał twoją siostrę? — Pytam i obrywam w twarz. Znowu.

— Ona ma trzynaście lat. — Warczy.

— Kurwa, przecież wiem. — Łapie się za nos. — Dałem taki przykład. — Dodaje, wycierając krew z nosa.

— Rozumiem, martwisz się, ale nie zrobię tego. — Odchodzi. Wale pieścią w murek i krzyczę. Mój kumpel, a wbija mi nóż w plecy. Nie mam ochoty iść na zajęcia, ale to pierwszy dzień, więc muszę. Zrezygnowany idę w stronę, z której przyszedłem, bo tam mam lekcje. Dziedziniec jest po między dwoma częściami szkoły. To najkrótsza droga by jak najszybciej dotrzeć na drugi koniec szkoły. Dlatego nie zdziwiłem się, kiedy ktoś na mnie wpadł.

— Oj przepraszam. — Dziewczyną mówi szybko i schyla się po książki. Pomagam jej je, pozbierać i daje jej w dłonie.

— Dziękuję. — Dopiero na mnie spogląda. Uśmiecham się widz a ją, ale wraca mi rozum i przybieram obojętność. Skinąłem głową i odeszła, kiedy zniknęła w budynku, już i tak bardzo spóźniony ruszam na Geografie.

Wchodzę do klasy, nie pukając i siadam w ławce.

— No proszę, pan Henderson, jak zwykle spóźniony. Dziś dam ci spokój, ale jeszcze raz, to zapiszę to w dzienniku, a teraz wracamy do lekcji.

Po Geografi, zostawiam w szafce książki i razem z kumplami wybieram się do hali sportowej. W szatni przebieram się i lecę na hale. U nas w w szkole, jeśli chodzi o szatnie w hali sportowej, mają tylko członkowie drużyny, do której ja należę.

— Witajcie chłopaki, po wakacjach. Ten rok będzie ciężki. Za tydzień zaczynamy sezon i w następnym miesiącu mamy mecz, ze szkołą UCLA. Są dobrzy, ale my będziemy lepsi! — Wukrzykuje trener. — Zaczynamy, od mconej rozgrzewki, a później trzydzieści kółek, do okola sali! — Zaczynamy rozgrzewkę.

Maya

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 42.57