E-book
5.46
drukowana A5
22.91
Absztyfikant Gryzeldy z Brunszwiku

Bezpłatny fragment - Absztyfikant Gryzeldy z Brunszwiku

Limeryki


5
Objętość:
127 str.
ISBN:
978-83-8126-396-2
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 22.91

Dlaczego te limeryki

Czy to normalne, by mężczyzna w średnim wieku, wykształcony, żonaty, względnie zdrowy na ciele, a na umyśle bez zdiagnozowanych jakichkolwiek dolegliwości, zajmował się pisaniem „zwariowanych” wierszyków? Czy nie lepiej byłoby, aby zajął się jakimś zajęciem bardziej godnym średniolatka i wykształciucha? Czy jeżeli już uważa się za poetę, nie powinien zająć się poezją przez duże „P”?

Może i byłoby lepiej, niemniej jednak od blisko dwudziestu lat powracam co kilka, kilkanaście dni do limeryków. A to dlatego, że właśnie wpadła mi w oko, czy ucho jakaś ciekawa nazwa geograficzna; a to dlatego, że wymyśliłem, czy odkryłem jakiegoś bohatera, który aż się prosi o limeryk; a to znowu dlatego, że ktoś ze znajomych powiedział, że tego „Woroneża”, „Omu”, czy „Timbuktu” to na pewno nie uda mi się jakoś ciekawie i śmiesznie zrymować. Po napisaniu ponad półtora tysiąca limeryków nie czuję nie tylko znużenia tą formą literackiej wypowiedzi, ale wręcz przeciwnie, widzę, że jeszcze wiele niezwykłych miejsc i absurdalnych historii mam przed sobą do opisania. Limeryki mają w sobie jakąś magiczną moc uzależniania. Uzależniają się i ci, którzy spróbują je tworzyć, jak też i ci, którzy zaczną je czytać.

Czym jest ten limeryk? Definicji jest wiele, a limeryści toczą spory o to, co jest kanoniczne, a co niekanoniczne, co można zmodyfikować, a czego stanowczo robić nie wolno. Nie wchodząc w ten ciekawy i wciąż odżywający spór, spróbuję wskazać generalne założenia konstrukcyjne klasycznego limeryku, który na światowe salony literackie wszedł za sprawą Edwarda Leara w ostatniej dekadzie XIX wieku. Wpierw zawojował męskie kluby wiktoriańskiej Anglii, a następnie rozprzestrzenił się na inne europejskie kraje i na pozostałe kontynenty. Limeryk to liryczna miniaturka o skodyfikowanej budowie, a w treści zazwyczaj będąca anegdotą: nonsensowną i/lub groteskową, nierzadko wręcz sprośną, pornograficzną, a nawet i bluźnierczą. Limeryk składa się z pięciu wersów o ustalonej liczbie sylab akcentowanych i układzie rymów aabba. Klasyczny limeryk ma trzy zestroje akcentowe w wersach: I, II i V i po dwa w wersach III i IV, jego podstawowym metrum jest anapest lub amfibrach, a nazwa geograficzna powinna znaleźć się w klauzuli pierwszego wersu i stanowić podstawę rymu a. W warstwie fabularnej poza wspomnianą już wcześniej nazwą geograficzną, powinien się także pojawić w pierwszym wersie bohater — pewien pan, pani, stwór realny lub abstrakcyjny. W wersie drugim następuje zawiązanie akcji i zazwyczaj w nim pojawia się drugi bohater, czy też bohaterowie. W wersach trzecim i czwartym, które zazwyczaj są o przynajmniej dwie sylaby krótsze, dochodzi do kulminacji wątku dramatycznego, natomiast wers piąty powinien być nieoczywistym, zaskakującym, zazwyczaj absurdalnym zwieńczeniem, rozwiązaniem owego wątku. W limeryku niebagatelną rolę odgrywają rymy, które powinny być dość wyszukane, dokładne, a jednocześnie najlepiej niegramatyczne.

Limeryk w Polsce od wielu lat przeżywa renesans swojej popularności przede wszystkim za sprawą limerycznych dokonań naszej noblistki — Wisławy Szymborskiej. Co ciekawe limeryki popularne są w całym kraju, jednakże najbardziej znani limeryści polscy to przede wszystkim limeryści krakowscy: Maciej Słomczyński, Jacek Baluch, Stanisław Balbus, Bronisław Maj, Michał Zabłocki, czy Michał Rusinek i, o czym donosi Wikipedia, ku mojej nieskrywanej radości — Mariusz Parlicki. Oczywiście to grono koniecznie trzeba uzupełnić o niekrakowskiego Juliana Tuwima, Wandę Chotomską i Stanisława Barańczaka i odrobinę krakowskiego Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

A skąd się wzięło moje zamiłowanie do limeryków? Poznałem je przy okazji studiów polonistycznych, które w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku odbywałem na Uniwersytecie Jagiellońskim i dzięki mojemu uczestnictwu w życiu literackim Krakowa okresu po transformacji ustrojowej. Czyż mógł być lepszy gatunek literacki do ogarnięcia, oswojenia ówczesnego chaosu, do oderwania się od doświadczenia zderzenia idealistycznych wyobrażeń lepszej Polski z dość brutalną, szarą i biedną rzeczywistością tamtych lat? Chyba nie. Limeryk pozwalał wyruszyć na nieznane lądy, odkrywać kraje, o których istnieniu miałem dotychczas mgliste wyobrażenie, a w nich uczestniczyć w zdarzeniach tak niedorzecznych, że przyćmiewających absurdy otaczającego mnie tu i teraz. Z kolei w miejscowościach znanych i bliskich limeryki pozwalały przeprowadzić równie absurdalne i groteskowe akcje.

W 1998 roku na naszym rodzimym rynku wydawniczym ukazały się dwie książki, które miały istotny wpływ na upowszechnienie twórczości limerykowej. Pierwszą z nich były „Limeryki plugawe” Macieja Słomczyńskiego z ilustracjami Andrzeja Mleczki, natomiast drugą — praca Anny Bikont i Joanny Szczęsnej „Limeryki czyli o plugawości i promienistych szczytach nonsensu”. Zaczytując się obiema, wytrwale pisałem limeryki własne. Czytałem je podczas wieczorów autorskich i spotkań poetycko-muzycznych Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich, prezentowałem je w audycjach radiowych, ale przede wszystkim w gronie znajomych i przyjaciół. Tu warto podkreślić, że limeryki sprzyjają integracji i urozmaiceniu spotkań towarzyskich. Często powstają przy okazji mniej i bardziej poważnych debat naukowych, sympozjów i konferencji, a zwłaszcza, wówczas, gdy owe spotkania przybierają mniej oficjalny charakter.

W roku 2003 w krakowskim wydawnictwie A5 ukazała się książka Wisławy Szymborskiej „Rymowanki dla dużych dzieci”, która była zbiorem limeryków, moskalików i innych krótkich form poetyckich, a także kolaży autorki. Książka nie tylko, że została przyjęta entuzjastycznie przez czytelników, ale uruchomiła limeryczną lawinę. Limeryki pisali wszyscy, lepiej i gorzej, mniej i bardziej kanonicznie, plugawo i dostojnie. Konkursy limeryków pojawiały się niemal wszędzie, a internetowe grupy i fora poświęcone tej formie pisarstwa rosły, jak grzyby po deszczu.

W roku 2007, już jako znany w środowisku literackim limerysta, zostałem zaproszony do jurorowania w konkursie na limeryk z okazji 750-lecia lokacji miasta Krakowa, który zorganizował Klub Absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Fundacja dla Uniwersytetu Jagiellońskiego. Już sam fakt dostrzeżenia mnie, jako godnego tej zaszczytnej funkcji był dla mnie nobilitujący, a jeszcze większą radość sprawił mi to, że znalazłem się wówczas w doborowym gronie, bo obok sekretarza Wisławy Szymborskiej — Michała Rusinka, poety Bronisława Maja i święcącego szczyty swej popularności wokalnej znakomitego Grzegorza Turnaua. Sam konkurs spotkał się z imponującym odzewem i zaowocował piękną antologią — „Smocze jajo. Limeryki o Krakowie”. Owa książeczka składa się z dwóch części. W pierwszej — „Jajo z górnej półki” swoje limeryki zaprezentowali znani krakowscy artyści i naukowcy, natomiast w drugiej — „Jajo po smoku” laureaci konkursu. Ta publikacja jest dla mnie szczególnie miła, bo nie dość, że jestem współautorem wyboru limeryków nagrodzonych w konkursie, to znalazłem się też jako autor wśród limerystów „z górnej półki”, obok literackiej noblistki — Wisławy Szymborskiej, profesorów: Jacka Balucha, Henryka Markiewicza, Gabrieli Matuszek, poetów: Michała Rusinka, Michała Zabłockiego, Bronisława Maja, czy Leszka Wójtowicza oraz artysty estradowego Marcina Dańca, czy redaktora Leszka Mazana.

Kolejne lata mojej limerykowej przygody owocowały kolejnymi wierszykami, które tu i ówdzie były dostrzegane, prezentowane i publikowane. W 2010 roku cykl moich limeryków o Krakowie trafił na Wzgórze Wawelskie, gdzie został wygłoszony i, jak donosiły media, salwami śmiechu przyjęty podczas Koncertu Noworoczno-Karnawałowego pt. „Na skrzydłach muzyki i poezji”, zorganizowanego z inicjatywy Dyrekcji Zamku Królewskiego na Wawelu, Grupy Twórczej Castello, Urzędu Miasta Krakowa oraz Akademii Muzycznej w Krakowie.

Kolejnym moim osiągnięciem jako limerysty był fakt, że dostrzeżono walory tworzonych przeze mnie limeryków jako materiału edukacyjnego do nauczania języka polskiego jako obcego. W tym właśnie kontekście kilka z moich limeryków przytoczonych zostało w pracy naukowej Alicji Skalskiej i Iwony Słaby-Góral pt. „Teksty-preteksty, czyli „poezja gramatyki i gramatyka poezji””, opublikowanej w książce Beaty Grochal i Magdaleny Wojenki-Karasek „Teksty i podteksty w nauczaniu języka polskiego jako obcego” (Łódź 2011).

Rok 2013 przyniósł niezwykle dla mnie miły dowód uznania mojej limerycznej twórczości w postaci zamieszczenia limeryku nagrodzonego w drugiej edycji konkursu „Limeryk na Prawy Brzeg” (Kraków 2012) w pierwszym w Polsce i jak dotąd jedynym tak obszernym kompendium wiedzy o sztuce układania limeryków, jakim jest książka autorstwa wybitnego limerysty, filologa i dyplomaty — profesora Jacka Balucha pt. „Jak układać limeryki? Poradnik praktyczny wraz z ćwiczeniami dla początkujących i zaawansowanych”. Fakt, że moje nazwisko pojawia się w tej książce kilkakrotnie obok najbardziej znanych limerystów polskich, a mój limeryk pośród czterdziestu limeryków ułożonych przez dwudziestu kilku autorów, poczytuję sobie za wielki honor i wyróżnienie. Określenie mnie przez tak znakomitego limerystę, jakim jest profesor Baluch, „fachowcem” i „wytrawnym majstrem” w sztuce układania limeryków, zauważenie i zarekomendowanie mojego limerycznego dorobku dostępnego na mojej stronie internetowej czytelnikom „Poradnika”, to dla mnie wielka radość i utwierdzenie w przekonaniu, że z uzależnieniem od pisania limeryków nie będę walczył.

W 2015 roku cztery cykle moich limeryków (blisko dwieście utworów) opublikowane zostały w wydanym w Wydawnictwie Miniatura w Krakowie zbiorze pt. „Rozkosze giętkiego języka. Limeryki, lepieje, altruistki i odwódki.”, a kolejne sześćdziesiąt w książeczce „Wesołe epitafia i inne śmiertelnie niepoważne wiersze”, która ukazała się w Wydawnictwie Ridero w Krakowie w 2017 roku..

Internet, a zwłaszcza Facebook to forum, na którym od lat spotykają się miłośnicy limeryków, zarówno ci piszący, jak i jedynie czytający. Także i ja na co dzień swoje limeryki publikuję w prężnie działających facebookowych grupach limerycznych: „Ulica Limeryków”, „Hermetyczna Grupa Limeryczna”, „Fabryka Limeryka”. Tam też udało mi się spotkać wielu utalentowanych limerystów, którym zaproponowałem uczestnictwo w zainicjowanym przeze mnie projekcie wydawniczym pt. „Seks w pewnym mieście. Antologia limeryków kosmatych”. W sumie udało mi się zgromadzić grupę trzydziestu pięciu autorów, a nasze wspólne dzieło ukazało się pod moją redakcją w listopadzie 2016 roku w renomowanym warszawskim wydawnictwie "Pisarze.pl”. Cała antologia pojawiała się w 2017 roku w cotygodniowych odcinkach w „Piśmie Literacko-Artystycznym Pisarze.pl”, które od lat prowadzi poeta i animator życia literacko-artystycznego Bohdan Wrocławski. Książka spotkała się z życzliwym przyjęciem czytelników nie tylko za sprawą jej walorów satyryczno-literackich, ale i satyryczno-plastycznych, a to za sprawą znanego rysownika, karykaturzysty, wydawcy i twórcy Partii Dobrego Humoru — Szczepana Sadurskiego, który zaprojektował okładkę antologii, ale i zamieścił w niej ponad dwadzieścia ilustracji.

Książeczka, którą tym razem prezentuję jest zbiorem ponad dwustu pięćdziesięciu limeryków z ostatnich kilku lat, które mam nadzieję dostarczą Państwu wielu uśmiechów i pozwolą oderwać się na trochę od szarej, tudzież kolorowej codzienności, przenosząc Państwa w świat nonsensu, absurdu, groteski, bohaterów z tej i nie z tej ziemi, którzy czekają, by przedstawić swe historie.

Mariusz Parlicki

A to Polska właśnie

Absurdalny limeryk trójmiejski

Gdańsk się zalecać zaczął do Gdyni,

bowiem tę Gdynię widział raz w mini,

gdy Monciakiem szła przez Sopot.

i z tym, że „szła przez” był kłopot

dotąd, aż Sopot przeszedł po Gdyni.

Brzykorzystewko

Mówił raz Stefan (Brzykorzystewko),

że widział dzisiaj trzy kozy z Ewką

i, że ta Ewka

z Brzykorzystewka,

szalała z tymi kozami krewko.

Cedynia

Człek samotny i sprytny z Cedyni

niezłą c… wyciął sobie raz z dyni

i powiedział że chce

z tej c… wydobyć C,

górne C. I zabrzmiało C dyni?

Ciąża

Szpetnie zaklął pan hrabia z Raciąża,

z czego znać, że znów żona zaciąża.

Hrabia wyjąć nie zdążył,

bo się w „temat” tak wdrążył.

On zazwyczaj nie zdanża (nie zdąża).

Donos

Starszy sierżant (komenda policji)

dostał donos od pewnej Alicji.

Czy go przyjąć, się waha,

bowiem słowa na „k”, „ch”,

dotyczyły rządzącej koalicji.

Gęg w Łęgu

Gdy na łąkach gęś gęga przy Łęgu

to wiadomo, że nastał czas lęgu.

Choć to wiem od Delągą,

złamanego szeląga

nie dam za to, bo znam się na gęgu.

Gorąca prośba

Pod Grunwaldem Jagiełło rzeķł: — Cholera!

Te Krzyżaki to praszczury są Hitlera!

Psia ich mać! Trza ich bić!

Opowieści tej nić

niech się snuje w telewizji z ust premiera.

Grajewo

Adam — muzyk uczący (Grajewo)

prosi Ewę stanowczo: — Graj Ewo!

Ewa, dość urodziwa,

zamiast grać, z nim pogrywa,

bo on Adam, a ona jest Ewą.

Grotołaz z Poronina

Grotołaz, który żył w Poroninie,

spuszczał się często, zawsze na linie.

Gdy, na prośbę dziewczyny,

raz się spuścił bez liny,

jego ciało przesłano rodzinie.

Imprezowicz

Znany z tego jest gość z Zawichostu,

że szaleje od postu do postu.

— Jakie ma przyjemności

człowiek ten, kiedy pości?

— Myśl, o bibie od postu do postu.

Jak z mosiądza

Brzdąca pewien ksiądz ma (Grudziądz),

bo w Grudziądzu raz, się nudząc,

spłodził go z Zosią —

własną gosposią,

o czym gada wciąż ten Grudziądz.

Kobieta z Niska

Upadła nisko kobieta z Niska,

co przed upadkiem była dość niska,

a to nie wszystko,

bo kobiecisko,

chociaż upadłe ciągle się ciska.

Laik

Cóż, algebraik ze wsi Gaik

to w ważnych sprawach straszny laik.

Mówił dziewczynie,

że widział w kinie:

„Pożądanko zwane tramwaik”.

Nad Drwęcę

Gdy Cecylia nad rwącą szła Drwęcę,

pod sukienkę jej Czesław swe ręce

włożył. Pannie Cecylii

było miło. Po chwili

zdjęła przed nim sukienkę w podzięce.

Nad Noteć

O facecie, co chodzi nad Noteć

powiadają, że zwykły jest to cieć.

Pociąg do tej Noteci

czują ciecie, choć dzieci

nad Notecią z nich szydzą: — Patrz to cieć!

Nawrócony do pewnego stopnia

Pewien grzesznik zatwardziały ze Staniątek

rok po roku je schabowe w Wielki Piątek,

lecz w tym roku księdzu słowo

dał, że w Środę Popielcową

zje schabowe, aby zrobić raz wyjątek.

Niecodzienny przybysz

Wylądowało (Airport Okęcie),

przeszło przez bramki — ludzkie pojęcie.

Celnik co to nie pojął.

Kiedy pojął już to jął

owo pojęcie gonić zawzięcie.

Morskie Oko

Pewien baca wybrał się nad Morskie Oko.

Patrzy — woda, wkoło góry, stwierdził: — spoko.

Usiadł i wyrzeźbił świątka,

zjadł oscypka, puścił bąka,

który uniósł się i pognał hen, wysoko.

Myśliwy z Sieradza

Kiedy pewien myśliwy z Sieradza

na grubego się zwierza zasadza,

wówczas odważne mrówki

gryzą go w czubek główki,

ale to wcale mu nie przeszkadza.

Obłuże

Pewien gbur, co był z Gdyni Obłuża

na Obłuże się strasznie oburza,

ba, ten gbur wręcz się burzy.

Wnet obłużan podburzy.

Nad Obłużem już zbiera się burza.

Orki w Czarnej Konekiej

Mamusia z dzieckiem w mieście Stąporków,

w Czarnej Koneckiej widzą pięć „orków”,

jednak we wtorek

widzą pięć orek,

no bo pięć „orków” nie lubi wtorków.

Podkuty

Do kowala raz rolnik z Gnojnika

poszedł podkuć własnego konika.

Ludzi we wsi choć garstka,

jednak cała rży, parska,

bo podkówka rdzewieje, jak sika.

Pornomaniak

Ma duszności pornomaniak pod Łopuszną,

kiedy parno w tej Łopusznej jest i duszno

Nie ogląda wtedy porno,

bo gdy parno, mu nie wolno.

Trudno uznać mu decyzję tę za słuszną.

Premier

Z Ujazdowskich Alei, nie z „Alej”

przyszedł premier i prosi mnie: — Nalej!,

Nalałem, on się zalał,

rząd swój wylał, oszalał,

choć błagałem: — Premierze nie szalej.

Radzyń

„Dzyń, dzyń!” — dzwonkiem z Podlasia Jan (Radzyń)

zrobił. Dzwonek wnet stanął mu na „dzyń”,

bo gdy Jan dzwonkiem dzwoni

za pomocą swej dłoni

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 22.91