E-book
7.88
drukowana A5
27.05
Życie używane

Bezpłatny fragment - Życie używane

Objętość:
90 str.
ISBN:
978-83-8467-550-2
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 27.05

SŁOWO O TOMIKU


Twórczość Sylwii Barańczyk to poezja o charakterze intymnym, refleksyjnym i konfesyjnym. Taki też jest jej

debiutancki tomik „Życie używane”. Autorka publikuje swoje utwory m.in. na portalach literackich oraz w mediach

społecznościowych, gdzie prowadzi autorską stronę poetycką i gromadzi społeczność miłośników liryki.

W jej wierszach powracają motywy przemijania, pamięci i chwytającej za serce melancholii. Wiele utworów

poświęconych jest odchodzeniu, ulotności chwili, wspomnieniom z dzieciństwa oraz relacjom z bliskimi. Jej poezję

cechują szczerość emocjonalna i osobista perspektywa. Autorka często podejmuje tematy trudnych doświadczeń

życiowych, radzenia sobie z codziennością, losem i emocjonalnym ciężarem, jak choćby w utworze „Moje siedem

miesięcy”.

Sylwia Barańczyk posługuje się plastycznym, a zarazem prostym językiem. Unika zawiłych konceptów formalnych

na rzecz metaforyki bliskiej codziennemu doświadczeniu. Doskonale operuje obrazami przedmiotów, gestów i ciszy —

motywami dłoni, milczenia i zwyczajnej codzienności.

Aż nieprawdopodobny wydaje się fakt, że „Życie używane” jest jej debiutanckim tomikiem. Mam nadzieję, że

autorka nie poprzestanie na tym jednym wydawnictwie. Jestem przekonany, że kolejne tomiki będą dalszym ciągiem

jej poetyckiej drogi, a sama Poetka swoimi wierszami zatrzyma w biegu niejednego miłośnika poezji.


Przemek Trenk

(Poeta, publicysta)

.

.

.

.

.

.

Tomik dedykuję;


Asi i Kasi za obecność i wsparcie między słowami.

Mężowi / za wszystkie moje powroty i wiarę we mnie.

I. Własna skóra

„„Najtrudniej zamieszkać w sobie

bez pytania o pozwolenie””


JA

istnieję w kilku wersjach


dla jednej osoby

jestem tą

która zawsze daje radę


ktoś inny pamięta mnie

płaczącą w samochodzie

i pewnie do dziś myśli

że taka zostałam


dla kogoś jestem

numerem telefonu

którego już nie wybiera


dla kogoś

śmiechem przy stole


ktoś mnie nie lubi

za zdanie

którego nawet nie pamiętam


ktoś kocha

wersję mnie

której już nie ma


i to jest chyba

najdziwniejsze


chodzę po świecie

w jednym ciele


a zostawiam siebie

w tylu głowach

że nie miałabym gdzie

nas wszystkich pomieścić


może dlatego

nie warto całe życie

poprawiać się

w cudzych oczach


i tak każdy

czyta inną wersję


a oryginał

ciągle jest

w trakcie pisania


Rentgen

na moim rentgenie

lekarz znalazł dziewczynkę


siedzi między żebrami

z kolanami pod brodą

i wciąż myśli

że jeśli będzie wystarczająco cicho

nikt jej nie zauważy


dziwne

bo to właśnie ona

najgłośniej odpowiada

kiedy ktoś podnosi głos


czasem zasłaniam ją sobą

dorosłą kobietą

która nauczyła się trzaskać drzwiami

zanim ktoś zdąży je zamknąć przed nią


czasem to ona zasłania mnie


wkłada małe dłonie

między moje żebra

i trzyma serce

żeby nie wypadło


na zdjęciu nie widać skrzydeł

ani rogów


tylko nas dwie

od lat mieszkające

po przeciwnych stronach tej samej skóry


Śniłam o sobie z wczoraj

byłam mała, złożona z palców i krzeseł

gubiłam się w rozmowach

pomiędzy średniowieczem

a lalką z muszli klozetowej


ktoś krzyczał, że wirus ma skrzydła

targał mi grzywkę

i próbował zatrzymać czas

który wyglądał jak królik z Alicji


podobno rana to tylko okno

przez które wychodzi pamięć

nie wiem i wiem za dużo

choć mogłabym coś, gdzieś

pomiędzy


dziś już nie śnię

jestem snem kogoś innego

rodzę się jak błąd w komputerze

ale nikt nie klika anuluj

jakby wczorajszy dzień

ktoś pozszywał na szybko

nićmi z waty cukrowej


dziś już nie śnię

i to jest ok


Wersja, która nie powstała

gdzieś musi istnieć życie

którego nie przeżyłam


zaczęło się pewnie

od drobiazgu


nie odebrałam telefonu

wyszłam pięć minut później

pomyliłam drzwi

usiadłam nie przy tym stoliku


nic wielkiego


los rzadko robi hałas

kiedy przestawia człowieka

o kilka centymetrów


dopiero później

okazuje się

że z tych centymetrów

zrobiły się kilometry


czasem myślę o kobiecie

którą mogłam zostać


może ma inne włosy

innych ludzi przy stole

inne zdjęcia w telefonie


może wcale nie pisze


może właśnie teraz

też zastanawia się


co by było

gdyby tamtego dnia

zrobiła coś inaczej


i może wymyśliła mnie


siedzącą tutaj


przekonaną

że to ona

jest tą drugą


Niektóre dłonie

niektóre dłonie

mogłyby ją zmieścić

ale teraz już nikt

nie trzyma nic tak delikatnie


więc rośnie jej bark

nie wzdłuż ramienia

tylko tak od środka


wychodzi poza krawędzie czucia

jakby chciało, a nie mogło


tam, gdzie buty stają się za duże

a głos przypomina głos

ale nie wie kogo


w kieszeni nosi spinkę

której nie zakłada

bo nie chce przylgnąć

do żadnej wersji siebie


ale czasem śni

że coś ją składa w ćwierć siebie


i układa

między oddechem a źdźbłem światła


Bez tytułu

ojciec cerował mi głowę


za każdym razem

gdy matka wkładała w przedziałek

nie moje nazwisko


grzebień wyciągał z kołtunów

starą prawdę


ząb po zębie


milczałam

żeby nie poplątać

jego dłoni


nosiłam dwa warkocze


jak szwy

na pękającym domu


obok

stał drugi


bez ojca


między nimi

był peron


pociąg do przedszkola

odjeżdżał zawsze

w tę samą stronę


czasem

zostawałam


ze wzrokiem

wbitym w asfalt

jakbym już wtedy

bała się wybierać

stronę


może wsiadam do wagonu


i zabieram ze sobą

dzieciństwo


na peronie

zostają tylko grzebienie


jakby ktoś jeszcze wierzył

że da się rozczesać

to

co odjechało


Moje siedem miesięcy

ten rok

na chwilę zapomniał

że jestem człowiekiem


posadził mnie w wagoniku

z niedokręconą śrubą

i wypchnął

poza poręcz kalendarza


po drodze

zgubiłam kilka żeber

sen

i instrukcję obsługi

tego, co miało nadejść


krzyczałam


jak nigdy

nie do siebie

a od siebie


głos wyłamał zamek

i wybiegł na ulicę


słyszeli wszyscy


strach chodził w moich butach

i ścierał podeszwy od środka


ból znał kod do domofonu


szczęście

nie nauczyło się pukać


zostawiało drzwi otwarte


były wtorki

przecięte wpół

tępą stroną zegara


a ja bałam się

nadepnąć na jutro


czterdzieści cztery lata

stały za mną

w kolejce do pytajnika


żadne

nie znało odpowiedzi


nie wiem

kiedy wyszłam z kolejki


ale pociąg nadal bierze

ostre zakręty

blisko krawędzi


trzymam się poręczy


mocno


ale drugą ręką

wyciągam litery

spod własnej skóry


i piszę

o tym


bo później

nigdy nie jest obietnicą


Nie mierzę się już

przez lata

prasowałam siebie

pod cudze oczekiwania

i składałam na kostkę


próbowałam zmieścić się

w czyichś oczach


wygładzałam słowa


prostowałam wszystko

co krzywo we mnie rosło


myślałam

że akceptacja

jest nagrodą

za bycie wygodnym człowiekiem


chciałam pasować

do ramek

które ktoś powiesił

na moim życiu


aż któregoś dnia

zdjęłam je ze ściany


okazało się

że nie jestem obrazem


jestem oknem


nie każdy

musi przez nie patrzeć


nie każdy

zobaczy ten sam krajobraz


i pierwszy raz


to wystarczyło


Żeby dojść tutaj

żeby dojść tutaj

każdy krok

musiała zapytać o pozwolenie


mijała opuszczone przystanki

z rozkładami dla nikogo


miała w sobie ławki


i tynk

pamiętający więcej

niż ona


chodziła do lasu po burzę


potem słuchała

jak paruje ziemia


pierwszy raz

nie bała się

że deszcz zmyje ją do końca


pękła jak kora po zimie


z miejsca

które wszyscy brali za bliznę

wyrosło życie


małe

zielone

uparte


moja odklejka

na przystanku stoją poranne mumie

z twarzami podświetlonymi telefonem

ktoś pali papierosa

ktoś przewija cudze życie kciukiem

ktoś już zdążył nie lubić poniedziałku


ja też jadę do pracy

ale przez kilka minut

nie ma mnie na dole


zaciągam się porankiem

aż chłód rozpycha mi płuca

smakuje wrześniem i mokrym chodnikiem


potem robię to swoje

odklejam się


głowa do góry

i już płynę z chmurą

która wygląda jak niedokończony wieloryb


ptaki mają ze mną łatwiej

nie pytają dokąd lecę

wiedzą że na ten padół wrócę


kiedy podjedzie autobus


więc jeszcze chwilę stoję

bezczelnie zachwycona niebem

jakby właśnie dla mnie je dzisiaj otwarto

II. Linie papilarne

„Nie wszystko

co najważniejsze

nauczyło się mówić””


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 27.05