E-book
15.75
drukowana A5
17.72
drukowana A5
Kolorowa
38.37
ZWIERZĄTKOWO

Bezpłatny fragment - ZWIERZĄTKOWO

Bajkoterapia wierszem i kolorowanką, czyli jak oswoić emocje i codzienność.


Objętość:
31 str.
ISBN:
978-83-8455-671-9
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 17.72
drukowana A5
Kolorowa
za 38.37

ZWIERZĄTKOWO

W samym centrum Zwierzątkowa,

choć to rzecz jest niepojęta,

wszyscy zeszli się mieszkańcy, by wyłonić prezydenta.

Kto to taki? — nikt nie wiedział.

Co ma robić? — też zagadka.

Ktoś coś komuś opowiedział

lecz to tylko plotko-gadka.

Grunt, że wszyscy się spotkali,

by wyłonić z tego grona

zwierzę, co najlepsze będzie,

o zaletach swych przekona.

Najpierw pies zaszczekał, Misiek, i powiedział

— Mnie wybierzcie!

Obiecuję, każdy w misie będzie miał, co tylko zechce.

Tyle będzie tu jedzenia, gdy u sterów rządu stanę;

głód usłyszy — do widzenia. Władze zlikwiduję stare.


Drugi głos zagdakał głośno i wyraźnie

— Mnie słuchajcie!

Jestem kurą bardzo nośną. Mnie tron prezydenta dajcie!

Przy mnie z głodu nie zginiecie, a i dzień się Wam wydłuży,

gdy co rano wszyscy wstaną wraz ze słonkiem

— jak ród kurzy.


Kukuryku! — zapiał kogut — Nie słuchajcie zwykłej kury!

Wszak ja rządzę w tym kurniku, jam jest Kogut Barwnopióry.


Krowa Mu-Mu krzyk podniosła

— Jak możecie słuchać tego?!

Jakiś kogut, jakaś nioska nic nie zrobią tu dobrego.

Moje mleko każdy pije, kto chce zdrowy być przez lata

— nawet pies, co głośno wyje…

Jestem Krowa, no — Łaciata.


Zarżał koń, by przerwać mowę

i powiedzieć coś od siebie

— Czy obrażę teraz krowę,

gdy obiecam Wam, że w Niebie

już nie będzie tak cudownie,

jeśli rządy mnie oddacie?

— I popatrzył w krąg wymownie

— Szansę na to teraz macie!

Zarżał głośno, dumny z tego,

co przed chwilą tu powiedział.

Wtem usłyszał — Chrum, kolego, jam tu dotąd cicho siedział

lecz też chciałbym słowo dodać, byście głos oddali na mnie;

lubię chrumkać i się chlapać, i jeść lubię też ogromnie,

więc też mogę prezydentem zostać dzisiaj tu wybrany;

Kandydują tu nadęte różne kury, psy, barany…

To ja też o głos Was proszę, obiecuję coś dobrego

i już teraz wieść przynoszę, że od jutra najbliższego

wszyscy będą mogli biegać dużo dalej niż do bramy,

bo w zwierzęcych wielu kręgach

mój na wolność pogląd znany.


Teraz głos pan Gąsior zabrał,

potem Indor zagulgotał,

Słoni ród jak inne wybrał

kandydata — Słoniolota.

Potem owca, jeszcze koza,

co to skakać bardzo chciała,

czarny baran, stary kocur

— kandydatów grupa cała.


Każdy chwali się jak może,

obiecuje jak potrafi;

jednym mówi, że pomoże,

innych straszy, że jest z mafii.


Już dzień cały te wybory trwają i nie widać końca.

Już i tydzień długi minął, i znów zachód słońca…


A zwierzęta wciąż na rynku,

w samym centrum Zwierzątkowa.


Ktoś tam złości się

— Hej, Synku, toż to tylko zwykła krowa!

Jedno zwierzę o tym drugim

mówi rzeczy niestworzone.

Jeszcze dobrze, gdy prawdziwe,


ale często wymyślone.

Głosy słychać podniesione, zdania obraźliwe płyną…

Nie wiadomo, w którą stronę kierowane są, gdzie giną.


Nie ma rady, pewnie miasto będzie znów bez prezydenta…

Lecz, czy był tu kiedyś taki?

— nikt, kto żyw dziś nie pamięta.


Może całkiem niepotrzebne te wybory i te kłótnie.

— Niechaj robi, co kto umie — ktoś powiedział rezolutnie —

I niech każdy prezydentem będzie w swoim własnym domu,

bo te kłótnie, obietnice i obraza — na co komu?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 17.72
drukowana A5
Kolorowa
za 38.37