E-book
50.51
drukowana A5
70.35
Zwierciadło domu pod cierniami

Bezpłatny fragment - Zwierciadło domu pod cierniami

Rodzina nie zawsze będzie taka jaką by ktoś sobie wyobrażał, składa się z różnych osób.


Objętość:
164 str.
ISBN:
978-83-8104-462-2
E-book
za 50.51
drukowana A5
za 70.35

1

W domu panował chaos na zmianę przekrzykiwały się siostry. Co za szum i tylko chodzi o wyjście na przyjęcie, pomyślał Preston spoglądając na zegar. A na górze w pokojach obie już uczesane i prawie ubrane. Tiana ciągle zmieniała suknie, a Liliana siedziała przy toaletce i bawiła się jej łańcuszkiem.

— Przestań się nim bawić, urwiesz go.- powiedziała zniecierpliwiona Tiana.

— Za mało ich masz? Jeden mniej nie zaszkodzi.

— To mi zapnij a nie baw. Bawić będziesz wieczorem, zatańczymy, poflirtujemy.

— Dobre dla ciebie. Ja wole zostać niż smętnie chodzić po salonie z wami.

— Może jednak na kogoś trafisz. Ten hrabia ponoć chciał ostatnio zatańczyć.

— Obłudnik i nic więcej.

— Córcie, przestańcie. Ty gotowa a Tiana jak zwykle. Tą weź, ładnie ci w niej.

— Tylko ładnie.- rzekła oburzona córka.

— Nie marudź, i tak nikogo lepszego od tych co będą nie złapiesz w sieć.

Spojrzała się na nie wymownie, po czym Lilia wyszła i zostawiwszy matkę i siostrę zeszła na dół. W salonie wygodnie się rozsiadł ojciec i czytał gazetę. Usiadła na fotelu i zrobiła smętną minę. Spojrzał na nią i się roześmiał.

— Nie lubisz być ciągana na przyjęcia? Tak chętnie chodziłaś.

— Tiana chce koniecznie wyjść za mąż.

— Może jednak ktoś będzie wart uwagi.

— Zobaczymy. Zrobię dobrą minę i pójdę na pożarcie.

— Ty to masz humor. Gotowa? Chyba nie chcecie się spóźnić.

— Skądże znowu.- rzekła żona.

Od razu po pojawieniu się na miejscu u ich boku pojawiła się Harriet. Uradowane poszły od razu w tłum. Wciągały ją także, przeciskając się do następnego pomieszczenia ledwo szło czym oddychać.

— Spójrz tam.

— Patrzy jakbyś była koniem do sprzedania.

— Ty to potrafisz ostudzić zapał do wyboru. Tiana już wsiąkła. Chodźmy do sali.

Liliana kierując w stronę sali u boku Harriet, która była coraz bardzie podekscytowana wizją tańca i zaproszonymi miała wrażenie uczestniczenia w towarzystwie nie osobą lecz myślami. Dopiero w wejściu zauważyła całe towarzystwo, kłębiło wokół par mając różne odczucia na twarzach wymalowane obojętnością i ledwie zauważalnego zainteresowania. Przelotnie spoglądając na twarze osób w pomieszczeniu ledwo można było oddychać. Jedynie balkon był otwarty dając niewiele świeżego powietrza przesączonego ciepłem.

Nie zauważając wchodzących dopiero przelotne spojrzenie pewnej damy przykuło uwagę. Patrzył gdzie zmierza, znajoma u boku już została poproszona do tańca, a ona zmierza ku kanapie. Wyszedł z grupy gdzie stał i sączył brandy. Odłożywszy szklaneczkę spadła i potoczyła pod stolik. Nie dbając o to gdzie ją znajdą poszedł w stronę damy. Minęła go, prowadził ją jeden z pobliskiej grupki. Stanął w pchnięty prawie w kąt i przyglądał się jej jak uśmiecha się z dystansem.

Po tańcu Harriet zwróciła uwagę jej ale puściła słowa mimo tonu jakim zostało powiedziane.

— Który to? Dlaczego mi to mówisz?

— Gdyby patrzył na inną nie powiedziałabym tobie. Śledził każdy ruch podczas gdyby dobrze się bawiłaś.

— Ten pod ścianą wyglądał na znudzonego.- odrzekła z małym zainteresowaniem.

— Właśnie zmierza ku wyjściu. Skoro nie zwracasz uwagi na niego to pewna harpia chce się na niego rzucić. Gdzie Tiana, widziałaś może?

— Zmierzając ku wyjściu zaczepiła go mimo że nie powinna.

— Przepraszam, kim pan jest?

— Ja również się bym spytał.- Przyglądał się jej twarzy.

— Ja zadałam pierwsza pytanie więc oczekuje odpowiedzi. Co za impertynent.

— A jeśli nie powiem i nie wyda pani swojej tożsamości to co zrobi?

— Chociaż imię lub uprzywilejowanie a powiem tylko imię.- odpowiedziała podnosząc głowę żeby lepiej widzieć jego twarz. — Słowo daję. Więc dowiem się czy pan wychodzi i zapomina człowieka?

— A zdołam? Pani mi zaszła drogę.

— Obraca kota ogonem.

— Arthur, wicehrabia. Pani kolej.

— Nie kłamstwo? Brat hrabiego na to wychodzi. Liliana, córka diuka.

— Jeszcze ma czelność mi zarzucać kłamstwo. Zbyt delikatne imię dla tak śmiałej kobiety. — powiedział patrząc bardziej szczegółowiej.

— Skoro wiemy to może jednak pan zostanie?

— Właściwie tak jeśli poświęci mi pani tańce do czasu pani wyjścia.

— Ale śmiałość z pańskiej strony. Tak jeśli nie będę być w towarzystwie pańskiego brata.

— To służę.

— Dziękuję.- powiedziała kładąc dłoń na jego ramieniu.

Po tańcach i pilnych obserwacjach przez brata partnera musiała jeszcze zostać aby potowarzyszyć hrabiemu.

Podszedł do niej i przyprowadził do innej grupki. Pomimo uprzejmości z jego strony sama nie mogła do końca skupić się na rozmowie.

— Widzę, że cię ciągle coś rozprasza.

— Ależ skąd. Wolałam bym wrócić do domu.

— Co tak zajmuje myśli? — zapytał nachylając się nieco.

— Sama nie wiem, co ciekawego się dzieje?

— Tutaj? — spytał zniesmaczony domyślając o kim myśli.

— I to może być dobre.

— Ktoś z towarzystwa zajmuje rozmową pani siostrę i znajomą.

— Jak się pan bawi dzisiaj?

— Trudno mi zająć rozmową i tańcem panią, milady. Myślałem, że ten który był towarzyszem nie wyjdzie i nie podejdę.

— Naprawdę tak trudno podejść do innej kobiety nawet?

— Przyznam, jestem zaabsorbowany tobą a nie inną. Ma pani lubianą bratową.

— Dziękuję, dla brata to prawdziwy skarb.

— Dobrze mieć w domu taki skarb. Chce zaprosić na spacer pojutrze.

— Nie mogę, będę poza domem na wyjeździe.- odpowiedziała spokojnie wyczuwając usilne namowy do tego.

— Szkoda. To nawet na spacer odmówi, milady?

— Lepiej poszukam siostry lub matki. Dziękuje za towarzystwo tak wyczekiwane. Tak, lepiej już pójdę.

— Przyjemność po mojej stronie.

Po dotarciu do domu chciał zajrzeć do kochanki ale coś go ciągnęło do domu. W wejściu zobaczył jak krząta się gospodyni jeszcze aby nic nie było nie tak. Na jego widok wzięła od razu brudne naczynia sprzątając ze stolika.

— Spokojnie, dziękuję za to.

— Czy udał się panu wieczór? Nie powinnam się wtrącać ale czy nie lepiej jest się ożenić?

— Wiem, trzydziestka mi padnie za kilka tygodni. — odparł spokojnie gospodyni, która była dla niego jak matka.

— A była tam?

— Tak, tańczyłem i rozmawiałem z nią, jest inteligentna o uroczej twarzy.

— Czyli była ta, która zainteresowała pana.

— Zaszła mi drogę do wyjścia.

— Oho, to już coś. Proszę się położyć.

— Jeśli usnę jeszcze … — dodał ciszej.

Po odejściu hrabiego lepiej się czuła, miała wrażenie, że przytłacza ją. Podeszła Harriet nie ukrywając zainteresowania. Harriet została u nich w domu.

— Kto to był z kim tak chętnie tańczyłaś?

— Wicehrabia Arthur.

— Nie uciekł kiedy zaszłaś mu drogę.- stwierdziła siostra widząc zakłopotanie w oczach.

— Właściwie namówiłam żeby został.

— Ale żebyś mu towarzyszyła.- dodała Tiana.- Choć jego brat to przeciwieństwo.

— Te rumieńce wtedy to też jego sprawka. — potwierdziła Regina zbliżając się do córek. Lilia ojciec o ciebie pyta.

— Więc jak się bawiłaś? — zapytał z oddali Preston.

— Świetnie, tańczyłam i rozmawiałam aż miło się mi zrobiło.

Uniósł brew.

— To kto był?

— Wicehrabia.

— Brat hrabiego, tak Tiana?

— Tak. Ponoć hulaka.

— Ale przystojny i miło się z nim rozmawia. Coś może się za tym kryje?

Zaskoczyła ich tym, z wrażenia nie powiedzieli ani słowa tylko zajęli się czym innym.

— A co z Danielem?

— Zostali w domu z dziećmi.

— Przyznaj wicehrabia Montrou zrobił lepsze wrażenie niż jego brat.

— Tak, pewny siebie choć przez moment był zadumany jak wspomniał słowem o matce.

— Jest tajemniczy. Niewiele o nim wiem nawet Daniel nie wie tyle. Tianę przeraża taka tajemnica a ciebie zainteresowała. Wolisz coś logicznego a nie odwrotnie i tutaj tak jest.

— Sam powiedziałeś, że tajemnicę są nie zbyt bezpieczne ale są takie kiedy warto poświęcić czas na nie.

— Jak mi wytłumaczysz pociąg do tego dżentelmena?

— Według swoich odczuć wobec niego.

— Po części, pewne więzi się tworzą kiedy kogoś widujesz rzadziej lub częściej. W tym przypadku zobaczymy które.

— Isabelle jest przeciwieństwem Daniela a tworzą szczęśliwe małżeństwo z miłości. A wy … niby podobni a uzupełniacie się i odwrotnie. Ale jesteście razem.

— Czyli też chcesz jak brat mieć. Życie nie jest proste i nigdy nie wiesz co cię spotka.

— Życie jest bezsensu.

— Dlaczego? — wtrąciła się matka.

— Kiedy was nie będzie.- wyparowała Lilia.

— Dlatego chcemy byście wyszły za mąż.

— Wiesz co?

— Co takiego?

— Jesteście kochani. — ucałowała ojca w policzek.

— Idźcie się położyć, my was też. — ucałował córki w czoło przytulając do siebie.

Następnego dnia od rana siedziała przy stoliku i uporczywie stukała palcami w stolik zastanawiając się jakby napisać Isabelle tak jak zawsze próbowała przekazać listownie. Patrząc w okno zapatrzyła się zbyt długo i wylała prawie kałamarz zrywając się do sformułowanego zdania.

-Jeszcze piszesz? — spytała matka przyglądając się z ukosa.

— Tak, nie końca sama wiem jak o tym napisać.

— To prostszymi słowami opowiedz.

— Puste słowa są czasami nudne. Nie lepiej …

— Ale się nimi posługujemy więc jaki jest czasami sens żeby używać ich logicznie.

— Nie zawsze mają się tak układać, tak mówisz.

— No właśnie, chodź zrób sobie przerwę.

Nie chętnie się oderwała od zajęcia ale wzięła matkę pod rękę i zeszły na dół. Wyciągnęła ją na zewnątrz i powąchała jedną z róży przy krzaku różanym. Widząc uśmiech córki zerkając na nią zerwała kwiat róży i włożyła w loczek ułożony na głowie córki.

— Ładnie wyglądacie — odparł Preston zauważając domowników- do twarzy ci.

— Dziękuję, coś nowego słychać oprócz plotek?

— Same nudy, co porabiacie? Isabelle napisała?

— Tak. — odpowiedziała nieco zniesmaczona Lilia.

— Nie trzeba każdego dnia wiesz o tym.

— Próbowałam wyperswadować ale się uparła na logikę.- broniła się matka.

— No cóż, niepotrzebna czasami logika.- przyznał jej rację.

— I kto to mówi.- powiedziała cicho córka.

— Tak, słyszałem.

— A co jeśli się coś czuje to jak powiedzieć albo pokazać?

— Tak — przytulił żonę do siebie- albo coś o tym powiedz.

— A zostawicie to sobie do sypialni, jesteście w ogrodzie.

— Sama się zakochasz to zobaczysz.- skwitowała matka.

Zaśmiali się widząc dziwną i nie zrozumiałą minę córki. Odwróciła głowę i posmutniała, miłość jest wyrachowana.

— Szkoda czasu na miłość. A nawet małżeństwo.

— A miłość rodzicielska lub wzajemna między rodzeństwem? To też szkoda czasu?

— Nie rozumiem już nic.

— Rozumiesz ale nie do końca pojmujesz jego znaczenie.

Patrzyła na nich pytająco.

— Jeśli któryś nie będzie kochał cię taką jaką jesteś to niech żałuje ale jeśli tak to doceń również to jakim ten ktoś jest. Działa to w obie strony.

— Więc to co wy dajecie nam…

— Tak, dobrze zrozumiałaś i najlepsze co dostaliśmy pomimo różnicy waszych charakterów.

— Was dwóch? — wtrąciła się Tiana- Nie siostra?

— Ty zaskakujesz zawsze? — spytała Lilia ironicznie po czym siostra odpowiedziała jej cwanym uśmiechem.

— Dzień dobry — ucałowała w policzek matkę i ojca — ale piękna pogoda, co myślicie?

— Owszem.

— Wypijemy herbatę lub lemoniadę i zjemy ciasteczka? Ogród jest taki kolorowy.

— Dobry pomysł. Poczekaj.

— Preston, co ty …. — zerwał po różyczce i włożył każdej we włosy pomimo nagan żony wzrokiem wywołując uśmiech.

— A tu masz ty. Tak, co za kolory. — włożyła w kieszonkę męża.

— Potwierdzam. Ktoś idzie?

— Daniel z dziećmi.

— Ale radość.

— Dzień dobry, Rose trudno czymś zająć, co słychać?

— Wiesz, jak Isa?

— Lepiej niż ja narodziny następnego dziecka. Teraz rozumiem o chodziło z tymi obowiązkami i tak dalej.

— Dobrze, że zrozumiałeś. Ważne, że zdrowe.

Po popołudniu spędzonym w ogrodzie w altanie popijając herbatę lub lemoniadę w towarzystwie rodziny. Po tym poszła do biblioteki szukając nie wiadomo czego a kiedy już znalazła i zaczynała czytać usłyszała rozmowę z zewnątrz co przez otwarte okno uznała za hałas. Wyglądając z okna zauważyła brata z nim. Rozmawiali tak głośno, że ledwo było słyszeć innych. Liliana tylko patrzyła a słowa uwięzły jej w gardle. Spojrzał ciekawski na nią ale uderzyło go jak szybko zmieniło się spojrzenie z poważnego na ciepłe; tak uznał sam. Wtedy uciekła z okna ukrywając się za filarem przypominając jakie zrobił na niej wrażenie przedtem. Patrzyła z ukrycia czy wciąż tam jest a kiedy zniknął rozglądała się wokół na tyle z okna czy nie ukryli się kawałek dalej.

Wtedy usłyszała głoś za sobą.

— Ponoć nie zostawia się lektury na podłodze. Miło zobaczyć ciekawską pannę.

— Ja nie mogłam ….. skupić się przez was.

— Po co te tłumaczenia? Wystarczyło zamknąć okno.

— I tak za głośno.- odpowiedziała naburmuszona.

— W takim razie wolałem się przywitać skoro zauważyłaś i wyjrzałaś.

— Ale tupet. — podchodził coraz bliżej naruszając odległość między nimi, zamknęła okno i znalazła się w jego uścisku.

— Botanika- nie powinna leżeć na podłodze. Masz tupet. Słyszałem że okropnie nas krytykujesz.

— Jesteście nie do zdarcia na dłużej.

— A twoja bratowa wytrzymuje więc może zmienisz choć o mnie.- chwytając ją od tyłu za talię, podczas gdy ona chciała się wyrwać.

Obrócił twarzą do siebie, władczo otaczając jej osobę. Serce zaczęło jej łomotać, nawet sama nie wiedziała czy go odpycha czy przyciąga. Wpierw lekko musnął jeden kącik potem drugi co spowodowało że rozwarła lekko wargi. Rzuciła ręce na ramiona i zachciała poczuć jego usta na swoich.

Pogłębił pocałunek biorąc z tego przyjemność podobnie jak ona. Wpiła się i inicjatywa była pod jej kontrolą. Jak chętnie go przyciągała do siebie, przyjmując z radością do momentu gdy ktoś zapukał w drzwi.

Lucas wszedł nie słysząc odpowiedzi, odsunęli się od siebie tak szybko że uderzyła o ścianę. Odwróciła wzrok próbując się uspokoić unikając wzroku Arthura. Śledził każdy jej ruch, patrząc przepastnie i niebezpiecznie na jej nabrzmiałe usta i szklisty wzrok.

— Siostra, coś nie tak?

— Nie, właśnie zgłodniałam. Pójdę zobaczyć czy coś zostało z ciasta.

— Na pewno? Masz rumieńce i przegryzasz wargę. Czyżby próbował cię uwieść?

— Tak, na pewno. Coś ty ten ladaco od siedmiu boleści.

— Nie, ale chciałem dać nauczkę za krytykę tak okrutną.- powiedział myśląc odwrotnie nie zaprzeczając.

Następnego dnia z rana od razu po wstaniu z łóżka napisała do bratowej. Później spóźniła się na śniadanie usprawiedliwiając się utratą poczucia czasu. Przyjęli to z lekką dezaprobatą i zdziwieniem. Nie spodziewali się aż takiego spóźnienia, zaczynała się zmieniać tylko nie wiedzieli dlaczego.

Z uśmiechem na twarzy po skończeniu posiłku wyszła w takim tempie, nikt nie zdążył nic powiedzieć a tylko niemo patrzyli jak pędzi w zwolnionym tempie. Podała list i poszła do Harriet, która zbliżała się do fontanny w ogrodzie.

Tymczasem Regina rozmawiała z mężem obserwując to co się dzieje w ogrodzie.

— Preston, czy zauważyłeś dziwne zachowanie Lilijki dzisiaj?

— Tak, jest niezwykle ożywiona. List i spóźnienie na śniadanie, coś jeszcze cię niepokoi?

— Była w wyśmienitym humorze, teraz rozmawia tak żywo z Harriet. Wiesz, że odrzuciła to zaproponowałam jej?

— Nie, jeśli chodzi o modę to nie odmawiała tobie. Naprawdę odrzuciła? — spojrzał z ukosa na żonę.

— Może to ma związek z kimś innym. Odrzuciła zaloty hrabiego a przyjęła towarzystwo rozpustnika.

— To mi do niej nie pasuje a powinna znaleźć i przyjąć już jakiegoś kawalera.

— Też jej to powiedziałam i rozzłościła się jak wspomniałam o konkretnej osobie.

— Bo nie zaakceptowałem wybranka a było ich już pięciu. Dla jej dobra.

Spojrzała na męża groźnie.

— Ten hrabia Montserrat to gentlemen nie mąż. Nie nadaję się na niego. Jest w nim coś skandalicznego.

— Przyjrzałaś się mu? — zapytał zaciekawiony mąż.- I tak nie przyjmę jego do rodziny skoro twoje słowa mnie przekonały jeśli poprosi w ogóle. A poprosił.

— Nie przyjmę go za zięcia a córka za męża. Czuje, że on chce w coś ją wciągnąć.

Preston patrzył na żonę zastanawiając się na jej słowami. Sam zaczął poważnie się przyglądać temu co się dzieje. Podszedł do okna i przyglądał się rozmowie. A w ogrodzie od Harriet dowiedziała się wiele rzeczy o hrabiemu.

— Ponoć popadł w długi i poważnie się tobą zainteresował.

— Brzmi jakbym miała go wyciągnąć z długów. — odparła zniesmaczona.

— A co byś odpowiedziała?

— Nie.

— Odrzucasz już szóstego, a ten wicehrabia jest nie czuły ale ma urok.

— Pocałował mnie. Ciszej, reszta nie musi wiedzieć. I było tak jak sobie wyobrażałam.

— Uważaj na niego.

— Wiem ale ta nie odparta pokusa.

— Jesteś cała w skowronkach. A uśmiech nie ten co zawsze.

Obserwując to z okna piętro wyżej niż salon Arthur uśmiechał się do siebie wspominając te zdarzenie. Ale zaraz po tym przypomniało się mu kto poprosił o jej rękę. Czuł się zaborczy wobec niej, chciał dla siebie samego tylko jej a kochanka nawet odeszła w nie pamięć. Teraz taka uśmiechnięta a w snach ukazywała się mu inaczej. Odsunął od siebie te wizje i spojrzał dalej ale wracał do widoku poprzedniego. Dostając zaproszenie na obiad nie spodziewał się obecności brata, którego nie cierpiał. Był zniesmaczony ale widok tej panny dzisiaj przywracał mu humor.

2

Po zejściu na posiłek usiadł naprzeciwko niego. Bernard posyłał mu złe spojrzenia udając przesadnie miłego dla innych a zauważył to już pan domu. Obserwował ich ale Liliana zajęta posiłkiem raz po raz na drugi koniec stołu. Na moment spojrzenia wymieniali a cierpliwość wystawiali na próbę. W końcu wkurzony nadepnął starszego brata ale ten nawet nie zrobił grymasu tylko pewnie się uśmiechnął. Grali tak przez pół godziny, nawet Lilia zwróciła uwagę. Nie zwracała na nich uwagę choć tak bardzo chciał aby spojrzała się w jego stronę.

Spójrz, mówił w myślach ale nie działało. Sama już była zdezorientowana, o co chodzi obydwóm. Patrzyła na ich zachowanie i zmartwiła się sobą, skoro będzie musiała wybrać jednego to co ją spotka.

Te początkowe ukradkowe spojrzenia i zmianę w zachowaniu zauważyła matka. Po skończonym posiłku wzięła córkę na stronę przypominając o tym co nie powinna chociaż rozumiała za młodości patrzyła podobnie na kawalerów.

Arthur poczuł głód ale nie posiłku ale czego innego co odczuwał przy spotkaniu z nią. Czując zagrożenie posłał młodszy Arthurowi groźne spojrzenie. Jeszcze mi umknie ta panna a Felicity odeszła już na bok.

— Zwróciłeś jej uwagę czy specjalnie chcesz ojcu dopiec? — zapytał prosto z mostu Bernard.

— Ojcu nie, skoro tak myślicie to gdzie podziała się następna, która zagościła u ciebie gdzie wygodniej? Liliana ma być kolejną kochanką z dzieckiem?

— Nie twój interes, ojciec sam zwrócił mi uwagę niż tobie.

Arthur poczuł wtedy jak bardzo brakowało mu uwagi ojca i przeznaczał ją dla brata ale nie dał po sobie tego pokazać.

— W takim razie będę starał się o tą pannę, nie może mieć takiego życia jak Felicity. Obiecałeś jej a zostawiłeś przed ołtarzem. Zadowala cię takie traktowanie kobiet, spłacałem wasze długi kiedy ty się zabawiałeś. W końcu stracisz dom i zwrócicie się znowu do mnie? — powiedział ostro Bernardowi.

— To się zobaczy. -odpowiedział mu widząc, że to poważne sprawy już a jest tego bliski.

— Jej decyzja, ja nie zrezygnuje. Ustatkuję się a ty skończysz w rynsztoku w tym tempie skoro nadrabiasz uprzejmością bez grosza będąc zawsze na czyiś koszt.

Słysząc rozmowę za drzwiami słuchała dalej ale wtedy drzwi się otworzyły. Arthur i Liliana stanęli jakby ducha zobaczyli naprzeciwko siebie. Nie mogli wydusić z siebie słowa, w końcu zaczęła się jąkać i przepraszać. Czym prędzej odeszła, chcąc ją dogonić posłał wściekłe spojrzenie bratu. Będąc w pokoju już zamknęła się na klucz. Pukał ale nie odezwała się ani słowem.

Najchętniej by krzyczała ale dowiadując się o czym była rozmowa układała jej się układanka dlaczego obydwoje się zjawili i jakie są fakty stanu obydwóch. Siedziała na podłodze trzymając się za ramiona i czekając kiedy odejdzie. Próbowała uspokoić się, cicho podeszła do drzwi. Rozległo się następne pukanie.

— Odejdź stąd, wyjdź z domu — powiedziała cicho.

— Pozwól mi powiedzieć coś jeszcze, otwórz.

— Nie mogę, nie powinnam.- mówiła trzymając palce na kluczu zastanawiając się czy otworzyć.

— Pozwól a dowiesz się dlaczego. Jeśli nie tak porozmawiam z tobą to inaczej to zrobię.

Po tym odszedł wściekły na siebie i brata. Musi się pozbyć nie lubianego brata z ich domu wysyłając go do ojca za miasto. Chciał aby nic nie wiedziała, a teraz nie pozwoli aby Bernard zbliżył się do niej.

W drodze obmyślał plan jak spotkać ich z Felicity i jej synkiem, jego bratankiem. Po odesłaniu od razu jak wszedł do domu gospodyni i kamerdyner zeszli mu z drogi. Przedtem kiedy bywał w kiepskim humorze bez słowa i w ciszy przemykali obok jego pokoi i gabinetu. Nie chcieli rozdrażnić bardziej.

Nadszedł następny dzień, był w jeszcze gorszym humorze. Śniadanie ledwo tknięte, siedząc w niezbyt eleganckim ubraniu patrzył na ulicę nie zauważając nikogo. Listy, które przychodziły od innej kobiety palił rozdzierając na kawałki.

Zapraszając siostrę męża i teściową Isabelle nie spodziewała się tak nagłego wybuchu Liliany słysząc od nich co ostatnio się dowiedziały i co się działo a pytając czy na pewno wszystko w porządku. Prawie opanowując sytuację jednak poszła po męża. Po wybuchu Lilka się rozpłakała wytężając cierpliwość matki wytrąconej z równowagi. W drodze powrotnej ponowny sprzeciw córki zdumiał matkę. Nigdy jeszcze taki sprzeciw nie słyszała porównując go do zażalenia.

— Już nigdy więcej niech ten hrabia nawet nie zbliża się do progu domu, łajdak i kłamca z niego- powiedziała prawie krzykiem na ulicę.

— Dlatego że to usłyszałaś co nie powinnaś.- odpowiedziała z niepokojem i ostrością matka.

— Przepraszam, porozmawiamy, chce wyjaśnić.

Na jego widok odwróciła głowę i szła szybciej zbliżając się ku domowi. Tą reakcją wyczuliła Reginę więc szybko do powiedziała za córkę :

— Przykro mi, to co usłyszała spowodowało zaniepokojenie u niej pańskim bratem jak i panem.

— Chce wyjaśnić, a pani córka prawie wybucha płaczem jak w poprzednim momencie.

— Wyśle panu list znaczy się Liliana napisze. Pójdę sprawdzić co z nią się dzieje.

Od wejścia do domu na cały głos krzyczała, słysząc to za drzwiami ojciec przysłuchiwał się temu co mówiła.

— On chce tylko mojego posagu, a nie żony. Mężczyźni to jedno wielkie wyrachowanie jeśli chcą zdobyć kogoś tylko dla zachowania pozorów i przyjemności.

— Twoje zachowanie teraz to wyrachowanie.- powiedziała ostro Regina.

— To po co stara się się jego brat? Wykorzystał naiwność innej a teraz moją i jeszcze mam tolerować później występki w bok. Jest tego nie wart rozpuszczony przez ojca głupiec.

— Kto taki? Nie każdy jest nie wart waszej uwagi.- odparł oparty o framugę Preston.

— Och, słyszałeś wszystko pewnie.- uciekła wzrokiem przed surowym spojrzeniem ojca.

— Tak, nie trzeba było tak głośno i zachowuj się jak należy. Kto cię tak zdenerwował?

— Hrabia.

— A co się dowiedziałaś?

— Wiesz już co i ile.- odparła i uciekła do siebie.

— Jej zachowanie jest nie dopuszczalne, jeszcze wywoła skandal. Od kiedy jej zachowanie uległo zmianie?

— Sama już dokładnie nie wiem. U Isy podobnie, nie mam energii na nią. Ten wicehrabia zawrócił w głowie podejrzewam.

— Hmmm… faktycznie jego pojawienie spowodowało zamieszanie, dotąd jej zachowanie nie stało się tak opryskliwe jak przedtem. — stwierdził po namyśle. Przyjrzę się bardziej tym dwóm.

Po dojściu do pokoju wściekła wciąż na darmo próbowała się uspokoić. Odsunęła krzesło tak że przewróciło się ze wszystkim co zahaczyło po drodze. Po chwili przyszedł brat do niej sprawdzając skąd ten hałas.

— Co ty wyprawiasz?

— To co widać. Muszę wyjść.

— Stój, zostajesz tutaj. Lepiej się uspokój.

Po tym co przeszło jej pokój nic nie mówili jak tylko zostawili to tak jak było.

— Pójdę wiecie gdzie.- powiedziała i ruszyła szybkim krokiem w stronę piętra.

Zostawiwszy ich patrzący ze zdumieniem uciekła znowu nie zauważając w pomieszczeniu sprawcy całej zmiany. Patrzył na nią, a ona unikała jego spojrzenia. Złość z niej uchodziła ale nie dawało jej spokoju dlaczego pomimo skandalu wciągnął i ją. Razem z Felicity wmieszał ją w nie porozumienie z czego ona miała syna teoretycznie.

— Dlaczego pański brat to robi? — zapytała ostro bez uprzedzenia.

— Co robi?

— Wplątuje zamieszanie tutaj.

— No tak, słyszałem. Czy mógłbym pomóc? -zapytał konspiracyjnie.

— Tylko pogorszy obecną.

— A może jednak nie pogorszy. Zawrzyjmy układ.

— Nie idę na układy z wami.

— Słuszna uwaga, spróbuję odwrócić uwagę od pani w zamian pozwoli że będę się zalecał, tak nawet inny nie zbliży się na tyle a obydwoje będziemy mieć z tego korzyści.

— Jakie?

— Ja będę miał spokój z innymi nachalnymi kobietami a..

— Rozumiem, nie będę go tu więcej widziała? — spytała zniesmaczona.

— Jeśli pozwolisz się do siebie zalecać. Będziemy przyjaciółmi w tym układzie.

— Nie całkiem rozwiązuje się to. — po chwili dodała myśląc na głos — Pan musi się w końcu ożenić a ja wyjść za mąż. Te układ nie wyjdzie. — skwitowała mu.

— Znam brata, odpuści ale …

— Tak tak wiem o co chodzi. Muszę odmówić.

— Skoro chcesz tkwić w impasie.

— Zastanowię się.

— Byle krótko, on tak łatwo nie odpuszcza.- odparł tajemniczo.

— Dobrze, na pewno się odczepi? — złapała go rękaw chcąc nie dopuścić aby znowu ktoś się nie pojawił.- Dla pewności wolę wiedzieć.

— Tak, do usług panienko.

Puściła go momentalnie gdy chwycił za rękę.

— Niech będzie, ale kiedy się odczepi to dopiero się może zacząć być poważnie nie na miejscu ten układ.- odparła z dystansem do niego.

Wyszedł, biła się z myślami czy dobrze zrobiła zgadzając się na to. Po kolacji odeszła do siebie w milczeniu unikając rozmów z kimkolwiek, chciała zostać sama.

Nazajutrz przybył z wizytą jego brat, spotkawszy Lilianę w korytarzu zacisnął dłoń na jej nadgarstku.

— Proszę ze mną wyjść na zewnątrz, taka ładna pogoda.- powiedział z naciskiem zmuszając ją aby poszła z nim.

— Nie mogę, czekam na gościa.- wyrywała mu rękę z ucisku.

— W takim razie będę później.- odszedł nie zadowolony.

Tymczasem po odejściu stamtąd w salonie w domu porozrzucał wszystko co było na stole razem z tacą z posiłkiem besztając służącą.

Czekając na Harriet chodziła w kółko rozdrażniona.

— Co się stało? Taka rozdrażniona dzisiaj.

— Muszę porozmawiać z wicehrabią. Pójdziesz ze mną do niego.- odparła gotowa do wyjścia.

— A co powiesz …

— Już powiedziałam, nie ma ich.

W drodze do niego opowiedziała o układzie ale zataiła przed nią z kim zawarła układ.

Widząc w drzwiach obydwie, jedną ze strachem w oczach a drugą wręcz opanowaną do przesady. Odprawił lokaja zapraszając je do środka ruchem ręki. Z pewnym siebie uśmiechem szedł za nimi.

— Co cię sprowadza o tej porze?

— Wiesz, co zamierzasz w tym układzie zrobić? — zaczęła bez pardonu.

— No tak, bezpośrednio do sedna sprawy.- odpowiedział nie ukrywając ciekawości- więc niedługo się pojawię.

— Mogę wiedzieć kiedy? -pytała dalej ukrywając niecierpliwość.

— Liliana lepiej chodźmy już.- ostrzegła ją Harriet.

— Nie dopóki nie dobije on do końca tego.

— Więc muszę wyjechać na tydzień dopatrzyć majątku ojca.

Niecierpliwość wzięła na nią górę dopatrując się spisku.

— To Bernard przychodzi ot tak wykorzystując moment nie obecnością innych domowników u mnie a pan wyjeżdża. Po co to? — wybuchła wstając z kanapy.

— Po to aby cię uchronić od większego skandalu.

— Jadę z panem.- wyparowała patrząc mu w oczy.

Harriet patrzyła z przerażeniem na przyjaciółkę.

— Nie możesz tego zrobić.- próbowała odwieść ją od pomysłu.

— Będę nie daleko jego, chce się jego pozbyć nawet podstępem.

Zaciekawiony wizją w swojej głowie postanowił zabrać tą pannę ze sobą. Przerażenie i oburzenie Harriet równało się z ciekawością i niepewnością Arthura.

— Więc narazisz się na moje towarzystwo kosztem pozbycia się Bernarda?

— Tak, mówię nie wyraźnie?

— Ależ skąd, bardzo wyraźnie.- odrzekł stając z nią twarzą w twarz widząc oburzenie na twarzy towarzyszki.

Zadowolony zaprowadził ją do osobnego pomieszczenia przekazał resztę informacji.

Po przyjściu do towarzyszki zauważyła rozczarowanie.

— Do niczego nie doszło, proszę tak nie patrzeć.

— Żegnam, wygląda pan równie niebezpiecznie jak brat. Lepiej żebyś uważała z kim się zadajesz.- odparła na pożegnanie.

Skinął im głową obmyślając plan jak uniknąć spotkania. A jednak spotka go, myślał. Po liście dwa dni później zajechawszy pod dom diuka przy wyjściu już czekała na niego. Patrzyła co chwila przez okienko kukając czy podjechał.

— Znowu wyglądasz z okienka tym razem. — powiedział witając się z galanterią.

— To w drogę, proszę nie obijać się.- mówiła wychodząc do powozu zmuszając go do wytrzymania jej grymasów.- ostrzegam tylko że jeśli będę …

— To na pewno spróbuję zaradzić temu. — dokończył wtrącając się w jej słowo.

Woźnica ruszył, spojrzała w bok aby uniknąć oparta o bok uciekała myślami ale zaraz wyrwał ją głos naprzeciwko.

— Pokojówka na miejscu się zjawi, wolałem aby twoja nie skarżyła się na nie te towarzystwo.- oznajmił spokojnie.

— Dziękuję.

— Więc tylko tyle usłyszę za to, a to co się wydarzyła wtedy jak nazwiesz? — spytał przyglądając jej z profilu.

— Pomyłką, da się inaczej? — odpowiedziała spokojnie.

— Wiem jak ale wiem też, że podobało się pannie.- odparł z przesadną ironią.

— Niemożliwe, już mi skradziono pocałunki w tym różnica nikt inny mnie bardziej namiętnie nie całował.

— O tak?

Zbliżył się do niej a twarze mieli o milimetry po czym niczym dotknięcie kolibra poczuła muśnięcie przeklinając siebie pogłębiła go. Ku zadowoleniu przyciągnął bliżej dziewczynę czując jak ciało ożywa przy niej. Nagle przestała dotykając ręką jego twarzy, zmienił spojrzenie z zimnego na ciepłe.

— Lepiej przestańmy, tam będzie trudniej z tym.

— To jak z oddychaniem, ale tam musimy przestać. Masz rację.- powiedział chrapliwie- jak zasłony są zasunięte nie otworzą, wiedzą że nie mogą. Jazda jeszcze potrwa.

Czując jak w policzek musnęła go przelotnie i odsunęła się poczuł zimno. Tylko tyle mogła zrobić teraz nawet jeśli robiła coś nie właściwego. Powoli usnęła opierając się o ramię. Przytrzymując ją otulił ją kocem podręcznym tworząc przegrodę między sobą a nią. Nie spał zbyt dobrze już którąś noc więc odpuścił sobie śpik i czuwał na pół śpiąc. Ciepło Liliany przypomniały mu momenty kiedy matka przytulała ich jako dzieci.

Było tak inaczej, nie ten ciągły chłód ale matczyne ….., pomyślał z łezką w oku. Patrząc na ciemną noc przypominał sobie momenty kiedy z rodziną nie dzieliło jeszcze ich różnica. Łzy leciały z oczu po policzku, ktoś mu je wytarł chusteczką. Spostrzegł dopiero kiedy inaczej układała ją. Zauważając speszona podała mu ją pytając :

— O czym tak myślisz skoro łzy płyną po policzkach?

— O tym co było. Zaśnij jeszcze, przebudzę cię jak staniemy.

Nie dowiadując się zbyt wiele położyła głowę a jazda ją uśpiła. Upewniając się, że zasnęła oparł głowę o ściankę powozu zasłaniając światło z zewnątrz aby nie przebudzić jej. O jeszcze wczesnej porze przebudzona podniosła głowę aby zobaczyć przez okienko na zewnątrz ale nie mogła sięgnąć do niego. Ręka przytrzymująca ją przeszkadzała w tym,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 50.51
drukowana A5
za 70.35