E-book
1.37
drukowana A5
7.56
ZUZIA

Bezpłatny fragment - ZUZIA

historia jakich wiele


Objętość:
15 str.
ISBN:
978-83-8126-012-1
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 7.56

Rozdział 1

Chciała go! Naprawdę! Napisała to na FC tysiąc razy. A on nic ani mru mru. Rozmawiali tyle razy przez Messengera, oglądała jego słodką, chłopięcą buzię w Skypie, a teraz cisza. Od co najmniej dwunastu godzin jakby ktoś ogłosił stan wojenny w eterze. „Na pewno kogoś ma” — westchnęła znacząco do koleżanki obok.

Usadowione wygodnie w ciepły letni poranek na werandzie Maca, topiły smutki nad pogrzebem kolejnej Wielkie Znajomości. Tak, który to już raz? Piętnasty? Ciężko zliczyć. Faceci są zawsze tacy sami. Najpierw bajerują, uśmiechają się, a potem cię olewają. Normalka. I kto pisze te peany o singlach? „Przewróć stronę bo nic nie widzę” — rzuciła znad stołu do koleżanki, zajętej wertowaniem najnowszego młodzieżowego pisma Dla Młodych Kobiet.

Młoda Kobieta. To kolejny trik. Młode to są dzieci w przedszkolu. Ja mam już dwadzieścia lat, to prawie emerytura. Westchnęła do siebie samej w duchu i włączyła po raz sto piąty FC w komórce. „Nadal nic. Daję mu ultimatum, albo się odezwie do wieczora, albo z nami koniec. Nie mogę być starą Panną dłużej niż do moich dwudziestych pierwszych urodzin” — rzuciła.

Na ekranie telebimu po drugiej stronie ulicy ukazała się reklama półnagiej tancerki, reklamującej gumy do żucia znanej firmy, dobiegły ją słowa przez półotwarte drzwi „… jak tylko poznasz smak raju, nigdy więcej nie zechcesz nic innego…”. A może ja sobie wykupię taką reklamę dla siebie? Pomyślała. Wszyscy będą się gapić, pomyślą że jestem Ktoś i będą się do mnie zawijać jak barany. Zachichotała, czym wyprowadziła z równowagi koleżankę. „Dość. Za dużo sobie pozwalasz, stara babo. Idziemy stąd, bo nawet się nie można przy tobie edukować. Nie ma co.”. Wkrótce wyszły razem, w kierunku najbliższego przystanku.

Rozdział 2

Wykład ze statystyki ciągnął się niemiłosiernie długo. Nie pomagały nawet paluszki ukryte pod stołem i podjadane kiedy tylko wykładowca odwrócił się do tablicy, przedstawiającej jakieś skomplikowane obliczenia. Połowa sali notowała zaciekle, starając się w przyszłości zrozumieć cokolwiek, albo w nadziei na zrobienie dobrego wrażenia przed egzaminem. Druga połowa ostentacyjnie zajmowała się wszystkim, tylko nie treścią wykładu. Doktorowi wyraźnie to nie przeszkadzało. Należał bowiem do tych typów akademików, którzy zafascynowani są sami sobą i swoją dziedziną wiedzy, która wypełnia im cały świat.

„Ciekawe czy w kuchni też stosuje wzory matematyczne na kanapkę z serem” — dotarła do niej zabawna uwaga. Spojrzała w tą stronę i jej uczy ujrzały miłego, kędzierzawego chłopaka, który teatralnym szeptem rozmawiał ze swoim kolegą. W odróżnieniu od niego kolega wydawał się przejęty wykładem. Długopis szybko kreślił znaczki i kreski po skoroszycie. „Cicho, chłopie, my tu się próbujemy uczyć” — wysyczał piegowaty blondyn, z wyglądem ucznia pierwszej klasy. „Żebyś nie dostał profesury, bo Ci będę musiał czapką się kłaniać” — rzucił z przekąsem pierwszy z rozmówców i wówczas zauważył przelotne spojrzenie Zuzi. Zuzia zrobiła się czerwona, jak malina w słońcu i odwróciła wzrok w stronę wykładowcy. „A Panna też stara się o wyższe stanowisko akademickie?” — rzucił chłopak w jej kierunku. Postanowiła nie odpowiadać. Chłopak zainteresował się wkrótce inną ofiarą, która starała się notować wszystko, włącznie z temperaturą powietrza i liczbą PI, ewidentnie mając z tego doskonały ubaw. Zuzia od tej pory rzucała ukradkowe spojrzenia w tamtą stronę.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 7.56