Wstęp
Cisza między słowami
Wyobraźmy sobie zwyczajny wieczór. Kobieta stoi przy stole i przegląda wiadomości w telefonie. Trzeba odpowiedzieć w sprawie sobotniego spotkania, ustalić godzinę dostawy, pamiętać o czymś, co miało zostać załatwione jeszcze wczoraj. Jej partner pyta, czy obejrzą film. Odkłada telefon i mówi: „Chciałabym choć przez jeden wieczór nie musieć o wszystkim pamiętać”. On wzdycha. „Przecież możesz mi powiedzieć, co mam zrobić”. Chciał pomóc, a jednak widzi, że po jego odpowiedzi jej twarz staje się jeszcze bardziej zmęczona.
Dla niego ta propozycja jest wyrazem gotowości. Wystarczy ustalić zadania i można będzie usiąść razem. Ona słyszy w niej kolejną rzecz, którą powinna się zająć: rozdzielić obowiązki, dopilnować ustaleń, w odpowiednim momencie przypomnieć. Chciała podzielić się odpowiedzialnością, tymczasem znów ma nią zarządzić. On z kolei wrócił do domu z poczuciem, że cały dzień starał się wywiązać ze swoich zobowiązań. Spodziewał się chwili spokoju i bliskości, a teraz czuje się oceniany. Oboje mają coś do powiedzenia, lecz rozmowa zaczyna przypominać obronę własnego wysiłku.
Mogą skończyć ten wieczór w dwóch pokojach, każde przekonane, że drugie nie chciało go usłyszeć. Mogą też zostać przy stole trochę dłużej i spróbować ustalić, o co właściwie proszą. Ona będzie potrzebowała nazwać ciężar, który stał się dla niego niewidoczny. On będzie musiał opowiedzieć o swoim zmęczeniu tak, by znalazło się obok jej doświadczenia i go nie unieważniało. Być może okaże się, że od dawna dzielą się zadaniami w sposób, który obojgu przestał odpowiadać. Być może rozmowa odsłoni jeszcze coś innego, o czym dotąd nie umieli mówić.
Ta wymyślona scena mogłaby wydarzyć się w wielu domach, ale w każdym miałaby własną historię. Gdzie indziej to mężczyzna pamiętałby o wszystkich terminach, a kobieta czekałaby na wskazówki. W innym związku oboje sprawnie zajmowaliby się codziennością, a trudność dotyczyłaby dotyku, wspólnego czasu albo decyzji o przyszłości. Zanim uznamy, że wiemy, co oznacza czyjeś milczenie, rozdrażnienie czy odsunięta dłoń, warto poznać człowieka, do którego należą. Sam gest pozwala zobaczyć tylko fragment sytuacji.
Tytuł tej książki jest zaproszeniem do takiego poznawania. Słowo „kobieta” obejmuje ludzi o odmiennych temperamentach, pragnieniach i doświadczeniach. Jedna potrafi mówić o swoim rozczarowaniu, druga długo szuka słów, a trzecia sama dopiero odkrywa, dlaczego coś ją zabolało. Ta sama osoba może w pracy zdecydowanie bronić swojego zdania, a w bliskiej relacji obawiać się wypowiedzenia prostej prośby. Jej zachowania warto rozpatrywać w kontekście sytuacji, w której się znajduje, i tego, czego nauczyło ją życie. Gotowa odpowiedź o „kobiecej naturze” zamknęłaby rozmowę właśnie tam, gdzie mogłoby zacząć się zrozumienie.
Bliskość daje poczucie, że znamy drugą osobę. Wiemy, jaką kawę lubi i po której stronie łóżka zasypia. Pamiętamy opowieści z jej dzieciństwa, rozpoznajemy kroki na schodach, przewidujemy odpowiedź na dobrze znane pytanie. W tej znajomości jest wiele ciepła, ale może się w niej zmieścić również przeoczenie. Partnerka mogła zmienić zdanie o pracy, zrezygnować z dawnego marzenia albo zapragnąć czegoś, o czym jeszcze nie powiedziała. Nasza pamięć o niej pozostaje wtedy prawdziwa, choć przestaje być wystarczająca. Potrzebna staje się ciekawość tego, kim jest dzisiaj.
Punktem wyjścia do tej książki są między innymi publiczne opowieści kobiet i mężczyzn o ich relacjach. Pojawiają się w nich zwykłe dni, nieudane rozmowy i próby wyjaśnienia komuś obcemu, dlaczego we własnym domu zrobiło się trudno. Są również historie udanego wspólnego życia i drobnych gestów, które dla ich autorów wiele znaczą. Takie świadectwa pozwalają zbliżyć się do czyjegoś doświadczenia, lecz pokazują je z określonego miejsca. Partner opisanej osoby mógłby zapamiętać ten sam wieczór inaczej. Dlatego będziemy oddzielać to, co człowiek przeżywa, od tego, co możemy z jego relacji wiedzieć o intencjach drugiej strony.
W centrum tych rozważań pozostaje kobieta, także w tych częściach swojego życia, które nie dotyczą związku. Ma własne ambicje, przyjaźnie i stosunek do swojego ciała. Może pragnąć macierzyństwa, nie chcieć go albo nie mieć jeszcze odpowiedzi. Może lubić samodzielność i jednocześnie tęsknić za bliskością. Jej wybory nie muszą układać się w kolejność, którą ktoś wcześniej uznał za właściwą. Warto zrobić dla nich miejsce, zanim zaczniemy oceniać, czy pasują do naszych oczekiwań.
Obok niej będzie obecny mężczyzna, który również próbuje odnaleźć się w relacji. Może umieć zadbać o wiele praktycznych spraw, a mieć trudność z powiedzeniem, że czuje się samotny. Może potrzebować czułości i wstydzić się o nią poprosić. Jego przeżycia zasługują na uwagę, podobnie jak odpowiedzialność za to, co z nimi robi. Przyglądanie się obu perspektywom pozwala zadawać dokładniejsze pytania. Nie rozdziela jednak odpowiedzialności automatycznie po połowie; tę trzeba wiązać z konkretnymi zachowaniami.
Zrozumienie ma swoje granice, których nie wolno pomijać w imię miłości. Poznanie czyjegoś lęku nie daje tej osobie prawa do kontrolowania partnera. Trudna przeszłość może pomóc wyjaśnić zachowanie, lecz nie usprawiedliwia poniżania, zastraszania ani przemocy. Czasem troska o siebie będzie oznaczała odmowę, poszukanie pomocy lub odejście. Pisząc o cierpliwości i akceptacji, zachowamy miejsce również dla takich decyzji. Czytelnik powinien móc zastanowić się nad własnym udziałem w relacji bez przejmowania odpowiedzialności za cudze krzywdzące wybory.
Będziemy wracać do czułości, zaufania i sposobu, w jaki rozmawiamy ze sobą po trudnym dniu. Przyjrzymy się także sprawom pozornie małym: obietnicy, która kolejny raz pozostaje niespełniona, wysiłkowi przyjętemu bez słowa, potrzebie odpoczynku odkładanej na później. Konkretne sytuacje pomogą nam przyglądać się temu, co ludzie próbują sobie przekazać i czego nie potrafią uzgodnić. Tam, gdzie potrzebne będzie wyjaśnienie psychologiczne, sięgniemy do badań, zachowując ostrożność wobec gotowych recept. Cudzych historii nie będziemy traktować jak dowodów przeciwko całej płci.
Wróćmy na chwilę do dwojga ludzi przy stole. Film jeszcze się nie zaczął, telefon leży obok, a sprawy do załatwienia nadal czekają. Ich rozmowa może być niezręczna, pełna poprawek i zdań wypowiedzianych za szybko. Ważne będzie to, czy pozwolą sobie dopowiedzieć myśl, sprawdzą, co zrozumieli, a później wrócą do tego w codziennym działaniu. Od tego miejsca zaczyna się nasza książka: od gotowości, by poświęcić uwagę osobie, którą być może od lat uważamy za dobrze znaną.
Rozdział 1
Kobieta to nie zagadka — to opowieść
Wyobraźmy sobie niedzielny obiad u rodziny. Rozmowa schodzi na pracę, potem na plany na jesień. Siostra Marty pyta, czy zdecydowała się już na studia, o których ostatnio wspominała. Marta odkłada widelec, ale zanim zdąży odpowiedzieć, odzywa się Paweł: „Daj spokój. Ona nie lubi takich rewolucji. Teraz przynajmniej ma trochę spokoju”. Mówi to swobodnie, z uśmiechem człowieka, który dobrze zna swoją partnerkę. Ktoś przy stole przytakuje, ktoś zaczyna opowiadać o własnych studiach. Marta wraca do jedzenia. Pytanie było skierowane do niej, lecz odpowiedź została już udzielona.
Paweł pamięta, ile kosztowała ją poprzednia zmiana pracy. Wieczorami bolała ją głowa, źle spała, długo nie mogła odnaleźć się w nowym zespole. Pamięta również jej ulgę, kiedy wreszcie wszystko się ułożyło. W jego przekonaniu właśnie stanął po jej stronie: przypomniał, że wywalczyła sobie stabilizację i nie powinna znów dokładać sobie obowiązków. Gdyby ktoś zarzucił mu brak troski, poczułby się niesprawiedliwie oceniony. Był przecież przy niej w tamtym trudnym czasie. Naprawdę słuchał, kiedy mówiła, że ma dosyć.
Marta także pamięta tamten okres. Dlatego jeszcze nie wysłała zgłoszenia, chociaż od kilku tygodni zagląda na stronę uczelni. Sprawdza opłaty i terminy zjazdów, czyta program zajęć, zastanawia się, ile musiałaby sobie przypomnieć. Obawia się, że zabraknie jej sił. Jednocześnie pierwszy raz od dawna coś w przyszłości budzi w niej zaciekawienie. Chciała powiedzieć siostrze właśnie o tym: że nie jest pewna, ale myśli o spróbowaniu. Po słowach Pawła musiałaby najpierw sprostować jego wypowiedź, wyjaśnić wszystkim swój stan ducha i być może usłyszeć, że przecież nikt nie miał nic złego na myśli. Woli odłożyć tę rozmowę.
W tej wymyślonej scenie nie dochodzi do awantury. Nikt nie podnosi głosu, obiad trwa dalej. A jednak wydarza się coś, co warto zauważyć: wiedza o bliskiej osobie zostaje użyta do zamknięcia jej możliwości wypowiedzi. Paweł przywołuje prawdziwe wspomnienie, lecz dopisuje do niego decyzję, której Marta jeszcze nie podjęła. Jej dawne zmęczenie staje się odpowiedzią na dzisiejsze pytanie. Gdy później usłyszy od niej: „Mogłeś pozwolić mi odpowiedzieć”, może odruchowo powiedzieć: „Przecież cię znam”. I dopiero wtedy zobaczymy, czy w jego znajomości Marty jest jeszcze miejsce na wiadomość, której się nie spodziewał.
Zdanie „znam cię” potrafi przynieść wielką ulgę. Dobrze mieć obok kogoś, przy kim nie trzeba od początku wyjaśniać każdego żartu, rodzinnego wspomnienia czy przyczyny gorszego dnia. Taka bliskość powstaje przez lata i ma wartość, której nie zastąpi uprzejma ciekawość obcego człowieka. Trudność zaczyna się wtedy, gdy znajomość staje się pewnością, że już niczego nie trzeba sprawdzać. Partnerka próbuje coś dopowiedzieć, a my słyszymy tylko odstępstwo od tego, co wcześniej o niej ustaliliśmy. Wtedy nawet szczere wyznanie może zostać potraktowane jak chwilowy kaprys, który za moment minie.
Łatwo nadać komuś krótką nazwę: spokojna, ambitna, przewrażliwiona, niezależna. Każde z tych słów może dotykać jakiegoś fragmentu prawdy. Kłopot pojawia się, gdy zaczyna objaśniać wszystkie sytuacje. Jeśli uznamy kobietę za przewrażliwioną, jej skarga na przykre zachowanie może zostać pominięta bez zastanowienia nad samym zachowaniem. Jeśli nazywamy ją niezależną, możemy przeoczyć moment, w którym potrzebuje pomocy. Nawet czułe „ty zawsze sobie radzisz” potrafi zostawić człowieka samego z ciężarem, którego właśnie nie umie unieść. Komplement staje się wówczas oczekiwaniem, któremu trzeba sprostać.
Podobnie działają opowieści o tym, jakie są kobiety w ogóle. Wystarczy zdanie zasłyszane przy stole albo powtarzany żart, by konkretna sytuacja otrzymała gotowe wyjaśnienie. Zmieniła zdanie, ponieważ kobiety są niezdecydowane. Upomniała się o coś, ponieważ kobiety lubią komplikować. Nie powiedziała od razu, ponieważ oczekuje domyślania się. Przy takim sposobie myślenia jej własne słowa mają coraz mniejsze znaczenie. Nawet sprzeciw można przecież uznać za kolejny dowód słuszności wcześniejszej oceny. Trudno prowadzić rozmowę, w której jedna osoba z góry rozstrzygnęła, co będzie oznaczać każda odpowiedź drugiej.
Spróbujmy przyjrzeć się temu wolniej. Kobieta zrezygnowała kiedyś z kursu, więc partner zapamiętał, że szybko traci zapał. Ona pamięta jednak, że w tym samym miesiącu nie przedłużono jej umowy i musiała ograniczyć wydatki. Widoczne wydarzenie jest jedno; opowieści o jego przyczynie są różne. Zanim z czyjejś decyzji zrobimy cechę charakteru, dobrze ustalić, w jakich warunkach została podjęta. Czasem ujawni się rzeczywista skłonność do wycofywania. Innym razem odkryjemy rozsądny wybór, który z zewnątrz wyglądał jak brak wytrwałości. Dopiero szczegóły pozwalają odróżnić te sytuacje.
Podczas lektury publicznych historii o związkach można zobaczyć również sam proces takiego dopowiadania. W dyskusji „Brak kontaktu” na forum Netkobiety autorka opisuje udane spotkania z mężczyzną i niezadowolenie z kontaktu między nimi. Część komentujących szybko rozstrzyga, jaki charakter ma ta relacja oraz czego naprawdę chcą jej uczestnicy. Kobieta kilkakrotnie doprecyzowuje, co miała na myśli, i kwestionuje przypisane jej intencje. Wątek nie daje nam możliwości ustalenia, co czuje jej partner. Pokazuje za to, jak szybko cudza interpretacja może zacząć przesłaniać wypowiedź osoby proszącej o pomoc.[1]
Taka lektura zachęca do ostrożności także wobec własnej pewności. Można trafnie zauważyć niepokojące zachowanie, a jednocześnie nie wiedzieć, co je powoduje. Można również dobrze odczytać czyjąś sytuację, choć ta osoba jeszcze się z nami nie zgadza. W żadnym z tych przypadków stanowczy ton nie dostarcza brakujących faktów. Kiedy słuchamy partnerki, warto zachować w pamięci różnicę między tym, co nam powiedziała, tym, co widzieliśmy, oraz tym, co sami z tego wywnioskowaliśmy. Wszystkie te rzeczy mogą być ważne, ale nie mają tego samego źródła.
Bywa, że próbujemy zrozumieć kobietę, wyobrażając sobie siebie na jej miejscu. To uczciwy początek, dopóki pamiętamy, kogo zabraliśmy w tę wyobrażoną podróż. Własne doświadczenia podpowiadają nam, czego należałoby się bać, co powinno cieszyć i z czego warto zrezygnować. Mężczyzna, dla którego zmiana pracy była uwolnieniem, może nie rozumieć partnerki przywiązanej do swojego zespołu. Ten, który po zmianie długo żałował decyzji, może dostrzegać przede wszystkim zagrożenia. Obaj mogą próbować pomóc. Każdy patrzy jednak również przez pamięć własnego życia.
Tal Eyal, Mary Steffel i Nicholas Epley opisali w 2018 roku serię 25 eksperymentów dotyczących rozumienia innych ludzi. Polecenie wyobrażenia sobie cudzej perspektywy nie przynosiło konsekwentnej poprawy trafności ocen. W końcowym eksperymencie poprawę przyniosła natomiast możliwość poznania perspektywy drugiej osoby w rozmowie. Badania dotyczyły określonych zadań, więc nie stanowią gotowej recepty na związek. Podpowiadają jednak ostrożny wniosek: wysiłek włożony w domyślanie się cudzych myśli warto uzupełnić informacją od samego człowieka.[2]
W codziennym życiu taki wniosek może przybrać bardzo zwykłą postać. Zamiast rozwijać w myślach całą teorię o powodach jej odmowy, można zapytać, co przesądziło o decyzji. Gdy odpowiedź zaskoczy, można dać sobie chwilę, zanim zaczniemy wyjaśniać, dlaczego nie pasuje do naszego obrazu sytuacji. Najtrudniejsza część rozmowy nieraz zaczyna się właśnie tutaj: trzeba dopuścić, że byliśmy przekonani o czymś, czego nie wiedzieliśmy. Nie wystarczy zadać pytania uprzejmym tonem, jeśli każda odpowiedź poza oczekiwaną zostanie odrzucona. Ciekawość wymaga możliwości zmiany własnego zdania.
Nie oznacza to, że człowiek zawsze potrafi od razu wyjaśnić siebie. Marta może jednocześnie pragnąć studiów i chcieć zachować wszystkie wolne weekendy. Może obawiać się porażki, a po chwili stwierdzić, że bardziej męczy ją perspektywa kolejnych lat bez zmiany. Taka wypowiedź będzie niespójna, jeśli oczekujemy od niej gotowego uzasadnienia decyzji. Może być jednak wiernym opisem chwili, w której decyzja dopiero powstaje. Rozmowa z bliską osobą bywa miejscem porządkowania myśli. Zbyt szybkie wychwytywanie sprzeczności zmienia ją w egzamin, do którego należałoby przyjść już przygotowanym.
Warto przy tym uważać, aby kobiecego wahania nie uczynić kolejną tajemniczą właściwością płci. Mężczyzna również może chcieć awansu i obawiać się odpowiedzialności albo tęsknić za bliskością i nie wiedzieć, jak znieść zależność od drugiego człowieka. Sprzeczne pragnienia nie muszą oznaczać gry prowadzonej z partnerem. Czasem świadczą po prostu o tym, że każda z dostępnych dróg ma swoją cenę. Można pomóc komuś zobaczyć te koszty wyraźniej, zachowując cierpliwość wobec odpowiedzi, która jeszcze nie jest ostateczna. Nie trzeba przy tym udawać, że wszystkie możliwości wydają nam się równie dobre.
Słuchanie nie wymaga porzucenia własnego osądu. Jeśli partnerka mówi, że podczas obiadu poczuła się pominięta, można przyjąć tę wiadomość i jednocześnie inaczej pamiętać przebieg rozmowy. Paweł może szczerze powiedzieć, że chciał ją wesprzeć. Ta intencja nie rozstrzyga jednak, jak jego zachowanie zostało przez nią odebrane. Dalsza rozmowa ma szansę pomieścić obie informacje: jego zamiar oraz skutek, którego nie przewidział. Gorzej, gdy zapewnienie o dobrych chęciach staje się żądaniem, żeby Marta przestała czuć to, co poczuła.
Jest w tym również odpowiedzialność osoby mówiącej. Zranienie daje prawo opowiedzieć o swoim doświadczeniu; samo w sobie nie daje pewności co do cudzych motywów. Między „było mi przykro, kiedy odpowiedziałeś za mnie” a „chciałeś mnie upokorzyć” znajduje się istotna różnica. Pierwsze zdanie nazywa przeżycie i wskazuje zachowanie. Drugie rozstrzyga o zamiarze. Czasem zamiar rzeczywiście był wrogi, ale trzeba go rozpatrywać na podstawie czegoś więcej niż siły własnego bólu. W bliskiej relacji obie osoby potrzebują możliwości sprostowania przypisywanych im intencji.
Zdarza się też odwrotna trudność: ktoś powiedział już wystarczająco dużo, a nadal słyszy, że powinien lepiej się wytłumaczyć. Kobieta kilka razy prosi, by nie żartować publicznie z jej pracy. Partner przy każdej kolejnej okazji pyta, dlaczego tak bardzo ją to dotyka, jakby uznanie prośby zależało od coraz dokładniejszego opisu jej wrażliwości. W takiej sytuacji nie brakuje już informacji o tym, czego ona chce. Potrzebna jest decyzja, czy usłyszana granica zostanie uszanowana. Zainteresowanie cudzą historią nie powinno odraczać odpowiedzialności za znane nam zachowanie.
Nie każda prośba potrzebuje zresztą długiego uzasadnienia. Można nie chcieć publikować swojego zdjęcia, woleć samotny spacer albo odmówić wyjazdu bez odsłaniania bolesnej przeszłości. Partner ma prawo pytać, szczególnie jeśli decyzja dotyczy ich wspólnych ustaleń. Nie nabywa jednak prawa do każdej części biografii drugiego człowieka. Bliskość daje sposobność do zwierzenia się; pozostawia też wybór, ile i kiedy chcemy powiedzieć. Szacunek dla odmowy nie musi czekać na historię, która uczyni ją dla słuchającego wystarczająco przekonującą.
Podobnej ostrożności wymaga szukanie dawnych ran. Gdy interesujemy się psychologią, możemy zacząć objaśniać przeszłością niemal każdy odruch partnerki. Jej oszczędność staje się skutkiem dziecięcego lęku, ambicja próbą zasłużenia na miłość, a potrzeba samotności oznaką dawnego odrzucenia. Takie związki bywają warte rozważenia, lecz bez poznania jej doświadczeń i odpowiedniej wiedzy pozostają domysłami. Kobieta może oszczędzać na podróż, lubić swoją pracę i odpoczywać w ciszy. Próba nadania każdemu wyborowi ukrytego znaczenia potrafi oddalić nas od zwyczajnego wyjaśnienia, które ona sama podaje.
Dlatego w opowieści o kobiecie potrzebne są także te fragmenty, które niczego nie leczą i przed niczym nie chronią. Jej poczucie humoru, przyjemność z dobrze wykonanej pracy, irytacja na kiepski film, przyjaźń podtrzymywana od szkoły. Można zapytać o coś, co ją ostatnio wciągnęło, i pozostać przy tym temacie, nawet jeśli nie prowadzi do ważnego wyznania. Człowiek poznawany wyłącznie poprzez swoje trudności staje się w cudzych oczach uboższy, niż jest naprawdę. W związku warto mieć uwagę również dla tego, co drugą osobę ożywia. Czasem właśnie w takiej zwykłej rozmowie dowiadujemy się o niej czegoś nowego.
Poznawanie tych części jej życia wymaga zgody na to, że nie we wszystkich jesteśmy najważniejsi. Marta może chcieć się uczyć z powodów, które niewiele mówią o jej uczuciach do Pawła. Może tęsknić za wysiłkiem intelektualnym, innym środowiskiem, pracą dającą więcej satysfakcji. Byłoby krzywdzące sprowadzić te pragnienia do komunikatu o związku: skoro chce zmiany, widocznie to, co mają, jej nie wystarcza. Relacja pozostaje ważną częścią życia obojga, ale każde z nich nadal doświadcza świata także osobno. Dobrze, gdy mogą o tym opowiadać bez konieczności zapewniania przy każdym zdaniu, że nadal się kochają.
Paweł również może mieć powód, którego na początku nie umie nazwać. Perspektywa zajętych weekendów budzi w nim obawę, że będą się widywać rzadziej. Może lubi ich dotychczasowe życie i boi się utracić coś, czego długo szukał. Łatwiej powiedzieć Marcie, że studia ją zmęczą, niż przyznać, że sam nie chce zmiany. Gdy jednak ukrywa swój niepokój w wypowiedzi o jej charakterze, ona musi bronić prawa do własnych pragnień, zamiast rozmawiać z nim o przyszłości. Zdanie „martwię się, ile zostanie nam wspólnego czasu” pozwoliłoby wreszcie usłyszeć jego rzeczywistą trudność.
Wtedy pojawią się sprawy wymagające uzgodnienia. Jeśli czesne miałoby pochodzić ze wspólnych oszczędności, oboje mają coś do powiedzenia o wydatku. Jeśli zmiana planów dotknie wcześniejszych zobowiązań, trzeba do nich wrócić. Własne pragnienie nie znosi odpowiedzialności za wspólne życie, podobnie jak wspólne życie nie przekreśla prawa do pragnień. Rozmowa staje się dokładniejsza, kiedy zamiast oceniać, czy Marta „nadaje się” do zmiany, oboje sprawdzają koszty, terminy i możliwości. Mogą dojść do porozumienia albo odkryć różnicę, która pozostanie trudna. Przynajmniej będą wiedzieli, czego naprawdę dotyczy.
Zmiana zdania nie zawsze przychodzi dla drugiej osoby w dogodnym momencie. Kobieta, która przez lata ceniła określony sposób życia, może zapragnąć innego, a partner może poczuć stratę, choć nie chce jej niczego zabraniać. Jego rozczarowanie również zasługuje na rozmowę. Nie musi jednak dowodzić, że ona wcześniej udawała albo świadomie wprowadziła go w błąd. Czasem ludzie uczciwie chcą czegoś w jednym okresie życia i równie uczciwie przestają tego chcieć. Poznawanie partnerki obejmuje również wysiłek pożegnania się z oczekiwaniem, które dotąd wydawało się pewne.
Wobec takich zmian przydaje się pamięć o dobrych rozmowach, które już się między ludźmi wydarzyły. O chwili, kiedy można było przyznać się do błędu bez późniejszego wypominania go przy każdej sprzeczce. O prośbie przyjętej poważnie, choć została wypowiedziana niezręcznie. O różnicy zdań, po której nadal dało się być sobie bliskim. Takie doświadczenia nie usuwają ryzyka kolejnej rozmowy, ale stanowią powód, by spróbować. Jeżeli natomiast szczerość wielokrotnie spotykała się z drwiną, trudno wymagać, żeby następne zapewnienie o gotowości słuchania natychmiast przywróciło zaufanie. Potrzebne będą kolejne zachowania, które to zapewnienie potwierdzą.
Wróćmy do Marty i Pawła po niedzielnym obiedzie. W samochodzie ona mówi wreszcie, że było jej przykro. On odruchowo tłumaczy, że przecież pamięta, jak źle znosiła przeciążenie, a studia oznaczają dużo pracy. Marta odpowiada: „Ja też to pamiętam. Dlatego jeszcze nie wiem, co zrobię. Ale chciałabym móc się zastanowić”. Przez chwilę jadą bez słowa. Paweł mógłby teraz wyliczyć wszystkie powody, dla których jego ocena jest rozsądna. W tej wersji ich rozmowy powstrzymuje się i pyta, co ją właściwie zainteresowało w tych studiach.
Mówi o zajęciach z analizy danych. W obecnej pracy od dawna przygotowuje podobne zestawienia; chciałaby rozumieć więcej i móc ubiegać się o inne stanowisko. Nie twierdzi, że odkryła powołanie. Nie obiecuje, że tym razem na pewno da sobie radę. Przyznaje, że wysokość opłat ją niepokoi, a powrót do nauki po przerwie może być trudniejszy, niż sobie wyobraża. Paweł słucha i zauważa, że część jego obaw od początku była również jej obawami. Dotąd nie zdążył się o tym dowiedzieć, ponieważ odpowiedział za nią.
Nie ustalają wszystkiego w drodze do domu. Umawiają się, że w tygodniu przyjrzą się planowi zajęć i wspólnym wydatkom. Marta chce najpierw zadzwonić do uczelni, Paweł mówi o weekendach, które już mieli zaplanowane. Paweł przeprasza też za to, że odpowiedział w jej imieniu. Nie dopowiada, że Marta powinna była zrozumieć jego intencję. Żadne z nich nie staje się od tej rozmowy doskonałym partnerem. Zyskują jednak kilka informacji, których przedtem brakowało, oraz szansę, żeby podejmować kolejne decyzje z ich uwzględnieniem.
Być może Marta ostatecznie się zapisze. Być może po sprawdzeniu szczegółów uzna, że potrzebuje innej formy nauki albo jeszcze jednego roku. Wartość tej rozmowy nie zależy od tego, którą drogę wybierze, ani od tego, czy wybór okaże się szczęśliwy. Ważne, żeby późniejsza decyzja mogła należeć do niej, z pełną świadomością zobowiązań, które dzieli z Pawłem. On może jej towarzyszyć także wtedy, gdy ma wątpliwości. Ona może potraktować je poważnie, nie przyjmując jego oceny siebie jako ostatecznej.
Wieczorem Marta otwiera ponownie stronę uczelni. Tym razem Paweł dowiaduje się, który przedmiot przyciągnął jej uwagę i dlaczego. Program nadal jest długi, opłaty się nie zmieniły, a część pytań pozostaje bez odpowiedzi. Obok znajomych od lat rzeczy pojawia się jednak szczegół, którego dotąd o niej nie wiedział. Może odnieść go do własnego obrazu Marty i pozwolić, żeby ten obraz trochę się zmienił. W kolejnych latach takich chwil będzie potrzebnych więcej, bo żadne z nich nie skończyło jeszcze swojego życia ani swojej opowieści.
Rozdział 2
Język emocji
Przyjrzyjmy się wymyślonej rozmowie Ewy i Tomasza. Ona wraca z pracy później niż zwykle, zostawia torbę w przedpokoju i przez chwilę stoi przy oknie. Rano dowiedziała się, że nie dostanie stanowiska, o które starała się od kilku miesięcy. Tomasz znał termin rozstrzygnięcia, więc od razu pyta o wynik. „Wybrali Kamila” — odpowiada. On odkłada telefon. „Ma większe doświadczenie w prowadzeniu zespołu. Poza tym nadal masz dobrą pracę. Nie ma co się tak przejmować”. Ewa kiwa głową, choć właśnie teraz zaczyna jej być jeszcze trudniej.
Wie, jakie doświadczenie ma Kamil. Sama wymieniła je po jednej z rozmów rekrutacyjnych, kiedy zastanawiali się z Tomaszem nad jej szansami. Wie również, że odmowa nie oznacza utraty pracy. Przez cały dzień odpowiadała na wiadomości, poprawiała zestawienia i zachowywała się tak, żeby nikt nie musiał czuć się niezręcznie w jej obecności. Teraz chciała opowiedzieć, jak to było siedzieć naprzeciwko przełożonego i słuchać, że docenia jej starania, ale zdecydował inaczej. Potrzebowała chwili, w której nie musiałaby od razu wykazywać, że dobrze sobie z tym radzi.
Tomasz zauważa, że jego słowa nie pomogły, więc próbuje znaleźć jeszcze mocniejszy argument. Przypomina o dodatkowych obowiązkach, które wiązałyby się z awansem, i o tym, że przez ostatni miesiąc była już bardzo zmęczona. „Może nawet dobrze się stało” — dodaje. Ewa odwraca się od okna. „Nawet ty uważasz, że się do tego nie nadaję”. On prostuje się na krześle, zaskoczony zarzutem. „Nic takiego nie powiedziałem. Próbuję ci tylko wytłumaczyć, że to nie koniec świata”. Rozmowa zaczyna dotyczyć tego, kto co powiedział, chociaż jej początek miał być opowieścią o trudnym dniu.
W tej scenie oboje reagują emocjonalnie. Rozczarowanie Ewy jest wyraźne; bezradność Tomasza łatwiej przeoczyć, bo wypowiada się rzeczowo. Widzi bliską osobę w złym stanie i chce znaleźć sposób, żeby było jej lepiej. Kiedy to się nie udaje, czuje się niesłusznie oskarżony i zaczyna bronić własnej intencji. Spokojny głos oraz poprawne argumenty nie oznaczają, że emocje zniknęły z jego strony rozmowy. On także coś przeżywa, a to przeżycie wpływa na dobór słów. Warto to zauważyć, zanim uznamy, że przy oknie stoi samo uczucie, a przy stole siedzi sam rozsądek.
Podział na kobietę, która czuje, i mężczyznę, który myśli, niewiele wyjaśnia w takim spotkaniu. Ewa potrafi ocenić swoje kwalifikacje, rozumie decyzję pracodawcy i nadal jest rozczarowana. Tomasz może znać wszystkie praktyczne konsekwencje awansu, a jednocześnie nie umieć znieść własnego poczucia, że teraz nie ma dla niej dobrego rozwiązania. Uczucia i namysł spotykają się po obu stronach. Pytanie dotyczy tego, czy każde z nich potrafi rozpoznać swój udział w rozmowie i powiedzieć o nim bez odbierania drugiej osobie prawa do jej doświadczenia.
Czasem brakuje nam do tego słów. „Mam dosyć”, „wszystko mnie drażni”, „daj mi spokój” opisują ogólny stan, ale niewiele mówią o tym, co go tworzy. Ewa mogłaby odkryć, że obok rozczarowania pojawił się wstyd: opowiadała znajomym o swoich nadziejach, a teraz będzie musiała powiedzieć, że się nie udało. Może też czuć żal o wysiłek włożony w przygotowania. Nazwanie tych rzeczy nie odmieni wyniku rekrutacji. Pozwoli jednak rozmawiać o czymś dokładniejszym niż przekonanie, że cały dzień był okropny, a ona sama okazała się beznadziejna.
Nie trzeba przy tym odnajdywać jednego idealnego określenia. Człowiek może powiedzieć: „Chyba bardziej mi wstyd, niż jestem zła”, a po chwili poprawić własną wypowiedź. Słowa powinny pomagać w poznawaniu przeżycia, bez przymusu natychmiastowej pewności. Partner może zaproponować nazwę, lecz dobrze, żeby zostawił możliwość jej odrzucenia. „Wyglądasz na rozczarowaną” otwiera inną rozmowę niż „wiem, że tak naprawdę jesteś zazdrosna”. W pierwszym zdaniu mieści się pytanie. W drugim gotowy osąd domaga się przyjęcia.
Emocja niesie wiadomość o tym, jak doświadczamy sytuacji. Nie zawsze potwierdza wszystkie wnioski, które podsuwa nam w danej chwili. Ewa może czuć się bezwartościowa po odmowie, choć jedna decyzja zawodowa nie opisuje jej wartości ani całej pracy. Tomasz nie musi uznać jej surowej oceny siebie, żeby potraktować poważnie jej ból. Może powiedzieć, że widział, ile wysiłku włożyła w przygotowania, i rozumie, dlaczego wynik ją dotknął. Wtedy jest przy jej rozczarowaniu, a jednocześnie nie wzmacnia przekonania, że niepowodzenie rozstrzyga o tym, kim ona jest.
To rozróżnienie ma znaczenie także w sprawach, które bezpośrednio dotyczą związku. Zazdrość może być silna, choć nie wydarzyła się zdrada. Lęk przed odejściem może być bolesny, choć partner nie planuje rozstania. Samo zapewnienie o faktach nie zawsze wystarczy, aby przeżycie natychmiast ustąpiło, lecz siła przeżycia również nie zastępuje faktów. Można opowiedzieć o swoim niepokoju i poprosić o rozmowę bez traktowania go jako dowodu winy drugiej strony. Druga osoba może wysłuchać tej obawy, zachowując prawo do własnych granic i sprostowania oskarżeń.
Złość zasługuje na podobną uważność. Nie trzeba za każdym razem tłumaczyć jej ukrytym smutkiem ani szukać pod nią bardziej akceptowanego uczucia. Kobieta może być po prostu zła, ponieważ ktoś złamał ustalenie, zlekceważył jej pracę albo kolejny raz obciążył ją cudzym zadaniem. W takim przypadku prośba, żeby najpierw się uspokoiła, może odsunąć na bok samą sprawę. Jednocześnie nawet uzasadniona złość nie zwalnia z odpowiedzialności za słowa. Można stanowczo wskazać krzywdzące zachowanie bez upokarzania człowieka, który się go dopuścił. Te dwie rzeczy wymagają osobnego rozpatrzenia.
Łzy również nie rozstrzygają sporu. Osoba płacząca może potrzebować chwili, aby móc dalej mówić, ale nie oznacza to automatycznie, że ma rację we wszystkim. Nie mamy też podstaw, by sam płacz uznać za próbę manipulacji. W rozmowie warto pozostać przy konkretach: co się wydarzyło, jak każde z nas to przeżywa i czego dotyczy niezgoda. Jeśli ktoś mówi spokojniej, nie staje się z tego powodu bardziej wiarygodny. Jeśli ktoś jest poruszony, jego wypowiedź nadal może zawierać ważne i trafne uwagi. Sposób okazywania emocji nie powinien zastępować oceny tego, o czym ludzie rozmawiają.
W publicznym pytaniu zamieszczonym na forum TwójPsycholog kobieta opisuje, że w stresujących momentach partner ocenia jej reakcje jako przesadzone. Według jej relacji do pierwotnego problemu dochodzą wtedy kłótnie i poczucie niezrozumienia. Zaznacza, że chciałaby zająć się rozwiązaniem swojej trudności, a musi mierzyć się również z napięciem między nimi. Znamy tylko jej opis; nie pozwala on ustalić zamiarów partnera. Można jednak dostrzec wskazany przez nią koszt: rozmowa o problemie zmienia się w kolejny problem, z którym zostaje.[1]
Wpływ odpowiedzi innych ludzi na przeżywany stres badali między innymi Chad Shenk i Alan Fruzzetti. W eksperymencie opublikowanym w 2011 roku osoby otrzymujące komunikaty podważające ich doświadczenie wykazywały z czasem wyższy poziom negatywnych emocji oraz pobudzenia mierzonego tętnem i przewodnictwem skóry niż osoby otrzymujące odpowiedzi uznające ich przeżycia. Było to badanie eksperymentalne, więc jego wynik nie opisuje wprost każdej partnerskiej rozmowy. Daje jednak powód, by uważnie traktować sposób, w jaki odpowiadamy na cudzą trudność.[2]
Nie wynika z tego, że istnieje zdanie, po którym każdy powinien poczuć się lepiej. Badanie Janice Kuo i współautorek z 2022 roku, przeprowadzone wśród 126 studentów, pokazało bardziej złożony obraz: efekty uznawania emocji zależały od rodzaju przeżycia i trudności w regulowaniu emocji. Zastosowano wyobrażone sytuacje oraz krótkie komunikaty na ekranie, co ogranicza przenoszenie wyników na bliskie relacje. Warto więc zachować ostrożność wobec obietnicy, że odpowiednio sformułowana odpowiedź zawsze uspokoi partnerkę. Jej dalszy smutek sam w sobie nie oznacza, że rozmowa się nie udała.[3]
Uznanie czyjegoś przeżycia można wyrazić prostym językiem. „Bardzo ci zależało”, „widzę, że ta wiadomość cię dotknęła”, „rozumiem, że jesteś rozczarowana po tylu przygotowaniach” odnoszą się do tego, co słuchający rzeczywiście usłyszał. Nie wymagają zapewnienia, że decyzja pracodawcy była zła ani że sukces na pewno przyjdzie przy następnej okazji. Warto przy tym mówić tylko tyle, ile jest zgodne z własnym przekonaniem. Wyuczona formuła wypowiedziana po to, żeby zakończyć niewygodny temat, może pozostawić drugą osobę równie samotną jak wcześniejsze lekceważenie.
Niepokój pojawia się zwłaszcza wtedy, gdy zrozumienie zaczyna przypominać transakcję. „Przecież już powiedziałem, że rozumiem. Dlaczego nadal jesteś smutna?” — w takim pytaniu słychać oczekiwanie szybkiego wyniku. Partner uznał emocję, więc chciałby odzyskać spokojny wieczór. Tymczasem Ewa może naprawdę docenić jego obecność i nadal boleśnie przeżywać odmowę. Wdzięczność za wsparcie nie wymaga natychmiastowej poprawy nastroju. Bliska osoba ma prawo pozostać przez jakiś czas rozczarowana, również wtedy, gdy dobrze zareagowaliśmy na jej słowa.
Nie oznacza to rezygnacji z pomocy praktycznej. Być może Ewa za chwilę zechce ułożyć wiadomość do przełożonego, poprosić o informację zwrotną albo zastanowić się nad inną możliwością rozwoju. Rada może być wtedy dokładnie tym, czego potrzebuje. Kłopot nie leży w samym szukaniu rozwiązań, lecz w podjęciu go, zanim dowiemy się, o czym druga osoba próbuje rozmawiać. Można zapytać, czy chce już zastanawiać się nad dalszym krokiem. Można też usłyszeć: „Jeszcze nie. Najpierw chcę ci opowiedzieć, jak było”. To wystarczy, by ustalić, czego dotyczy ta chwila.
Rozpoznanie własnych potrzeb bywa trudne również dla osoby, która przyszła po wsparcie. Ewa może początkowo chcieć rozmowy, później ciszy, a po godzinie wrócić z konkretnym pytaniem. Dobrze, jeśli potrafi o tej zmianie powiedzieć. Partner nie ma obowiązku odgadywać każdej kolejnej potrzeby z wyrazu twarzy ani przewidzieć, która propozycja okaże się pomocna. Oboje mogą pomylić się w dobrej wierze. Ważne, żeby dało się poprawić kierunek rozmowy bez zamieniania tej pomyłki w dowód, że druga osoba wcale nie kocha.
Z drugiej strony słuchający także ma ograniczenia. Może wrócić z trudnego dyżuru, czekać na ważną wiadomość albo sam potrzebować pomocy. Powiedzenie tego nie musi oznaczać odrzucenia partnerki. Znaczenie ma konkret: czy potrafi zauważyć jej stan, uczciwie opisać swoją dostępność i wrócić do rozmowy w umówionym czasie. „Nie mam dziś siły” powtarzane za każdym razem pozostawia inny ślad niż prośba o chwilę odpoczynku, po której rzeczywiście pojawia się uwaga. Związek potrzebuje miejsca na przeżycia obojga, choć nie zawsze udaje się pomieścić je w tej samej minucie.
W polskiej dyskusji na Reddicie zatytułowanej „Jak i komu mężczyźni mają mówić o emocjach i wyżalać się?” pojawiają się obawy przed negatywną reakcją partnerki na otwartość. W dostępnych wypowiedziach są też głosy o granicach przyjmowania cudzego ciężaru i o sposobie wyrażania trudnych przeżyć. Te fragmenty nie pozwalają ocenić opisanych związków ani powiedzieć, jak reagują kobiety jako grupa. Pokazują jednak napięcie, którego nie warto pomijać: pragnienie, żeby móc się odsłonić, spotyka się z obawą, że szczerość będzie dla drugiej osoby zbyt trudna.[4]
Mężczyzna powinien móc powiedzieć, że się boi, czuje się odrzucony albo nie daje sobie rady. Nie musi zamieniać takiego wyznania w żart, żeby stało się łatwiejsze do przyjęcia. Jednocześnie partnerka nie powinna stawać się jedyną osobą odpowiedzialną za wszystkie jego trudności. Podobnie on nie może być jedynym źródłem wsparcia dla niej. W życiu obojga jest miejsce na przyjaźnie, rozmowy z innymi bliskimi i, kiedy potrzeba, pomoc specjalisty. Możliwość sięgania po różne formy pomocy pozwala zachować w związku także przestrzeń na zwykłe wspólne życie.
Rozmawianie o uczuciach nie wymaga języka, który brzmi jak podręcznik. Ktoś powie „jestem przytłoczony”, ktoś inny „od rana wszystko mnie przerasta”. Jedna kobieta będzie umiała dokładnie opisać rozczarowanie, druga zacznie od opowiedzenia całego dnia. Mężczyzna może dopiero po kilku zdaniach przyznać, że najtrudniejszy był dla niego lęk przed oceną. Nie warto poprawiać formy każdego wyznania, jeśli jego sens jest już zrozumiały. Zbyt surowe wymagania wobec sposobu mówienia mogą sprawić, że człowiek zacznie skupiać się na unikaniu błędów zamiast na uczciwym opisaniu swojego doświadczenia.
Granica pojawia się tam, gdzie wyrażanie emocji zaczyna ranić. „Jestem wściekła” mówi o stanie osoby, która wypowiada te słowa. Wyzwiska, poniżanie i groźby są zachowaniami wobec kogoś drugiego. Nie stają się dopuszczalne dlatego, że towarzyszy im silne przeżycie. Można chcieć zrozumieć złość partnerki i jednocześnie przerwać rozmowę prowadzoną w obraźliwy sposób. Podobnie ona może uznać strach partnera, odmawiając zgody na kontrolowanie jej. Żadne z nich nie powinno udowadniać swojej empatii przez znoszenie krzywdy.
W zwykłym sporze, w którym oboje czują się bezpiecznie, czasem potrzebna będzie przerwa. Warto powiedzieć, co się dzieje i kiedy spróbujemy wrócić do tematu, zamiast nagle zniknąć albo rzucić „z tobą nie da się rozmawiać”. Taka przerwa zobowiązuje również do powrotu. Jeśli każda trudna sprawa kończy się odłożeniem rozmowy, druga osoba ma powód wątpić, czy kiedykolwiek zostanie wysłuchana. Uspokojenie służy dalszemu spotkaniu; bez niego staje się tylko sposobem na odsunięcie niewygodnej treści.
Powrót bywa niezręczny, zwłaszcza gdy padły już niesprawiedliwe słowa. Można wtedy nazwać własne zachowanie: „Powiedziałam, że nigdy mnie nie wspierasz. To było krzywdzące. Chcę ci powiedzieć, czego zabrakło mi dzisiaj”. Takie sprostowanie nie kasuje pierwotnego rozczarowania, ale pozwala zająć się nim bez podtrzymywania oskarżenia o całe wspólne życie. Druga osoba może przyznać, że zbyt szybko zaczęła oceniać reakcję partnerki. Każde odpowiada za własne słowa. Sam fakt, że oboje przeżywali coś trudnego, nie oznacza, że ich zachowania były jednakowe albo równie krzywdzące.
Wśród tylu rozmów o smutku i złości łatwo przeoczyć radość. Tymczasem opowieść o udanym dniu także jest próbą podzielenia się przeżyciem. Kobieta wraca z wiadomością, że coś wreszcie jej wyszło, a w odpowiedzi słyszy tylko pytanie o koszt, ryzyko albo następny obowiązek. Wszystkie te sprawy mogą wymagać omówienia, lecz zanim do nich przejdziemy, warto zauważyć samą wiadomość. Zapytać, jak wyglądała ta chwila, co ją ucieszyło, z czego jest szczególnie dumna. Przyjmowanie cudzej radości też wymaga uwagi, choć nie towarzyszy mu pilność widocznego cierpienia.
Nie musimy cieszyć się z identycznych rzeczy, żeby dzielić czyjąś przyjemność. Partner może nie interesować się tematem wystawy, na którą poszła kobieta, i nadal z zaciekawieniem słuchać, dlaczego tak długo przy jednym z obrazów została. Ona może nie rozumieć wszystkich szczegółów jego hobby, a zapamiętać, co oznaczał dla niego osiągnięty wynik. W takich chwilach poznają nawzajem swoje upodobania. Wspólne życie zyskuje rozmowy, które nie dotyczą wyłącznie trudności ani organizowania kolejnego dnia. Jest w nich miejsce na zwyczajną przyjemność bycia razem.
Również w radości mogą zmieścić się mniej wygodne uczucia. Ewa może dobrze życzyć Kamilowi i zazdrościć mu stanowiska. Nie musi wybierać jednej wersji siebie: szlachetnej koleżanki, która niczego nie żałuje, albo osoby, która chce jego porażki. Może przyznać, że wynik ją boli, i zachować się wobec niego uczciwie. Uczucie nie przesądza jeszcze, co zrobi z następną wiadomością ani jak potraktuje go w pracy. Ta możliwość wyboru pozwala mówić o zazdrości bez udawania obojętności i bez czynienia z niej usprawiedliwienia dla złośliwości.
Kiedy wracamy do Ewy i Tomasza, nadal stoją po dwóch stronach niedokończonej rozmowy. On powtarza, że nie uważa jej za niekompetentną. Ona tym razem odpowiada ciszej: „Wiem. Po prostu cały dzień próbowałam się nie rozpłakać. Teraz nie chcę szukać dobrych stron”. Tomasz przez chwilę milczy. Potem mówi, że pamięta wieczory, które poświęciła na przygotowania, i pyta, jak przebiegła rozmowa z przełożonym. Ewa opowiada o niej od początku. Nie musi już przy każdym zdaniu przekonywać go, że odmowa miała prawo ją zaboleć.
Tomasz nie ma nagle odpowiedzi, która naprawi ten dzień. Przyznaje, że zaczął ją pocieszać w taki sposób, bo nie wiedział, co innego zrobić. Ewa mówi, że na razie wystarczy jej możliwość opowiedzenia wszystkiego bez szukania korzyści w niepowodzeniu. Dopiero później prosi go, żeby następnego dnia pomógł jej przeczytać wiadomość z prośbą o informację zwrotną. Praktyczna pomoc nadal jest dla niej ważna. Teraz jednak pojawia się w chwili, w której sama jest gotowa z niej skorzystać.
Pod wieczór Ewa odbiera krótką wiadomość od koleżanki, która pyta o wynik rekrutacji. Pisze, że wybrano kogoś innego i że jest jej przykro. Nie dopisuje uśmiechniętej twarzy, żeby złagodzić odpowiedź. Odkłada telefon obok siebie i wraca do rozmowy z Tomaszem. Rozczarowanie nadal będzie jej towarzyszyć, może także następnego ranka. Dzisiaj przynajmniej potrafiła powiedzieć, co przeżywa, a on został przy tej wiadomości wystarczająco długo, żeby ją usłyszeć.
Rozdział 3
Czułość — najtrudniejsze słowo
Wyobraźmy sobie sobotni poranek Joanny i Michała. Siedzą na niewielkim balkonie, między donicą z rozmarynem a suszarką, którą ktoś miał wczoraj złożyć. Nie spieszą się jeszcze do zakupów. Joanna przysuwa krzesło, opiera głowę na jego ramieniu i przez chwilę słucha rozmowy dobiegającej z podwórka. Michał odkłada kubek, obejmuje ją i całuje. Kiedy proponuje, żeby wrócili do sypialni, odpowiada: „Teraz nie. Chciałam tak z tobą posiedzieć”. On cofa rękę. „To po co mnie zaczepiasz?” — pyta, bardziej rozczarowany niż zły. Joanna prostuje się i sięga po swoją kawę.
Jeszcze przed chwilą było jej dobrze. Lubiła ciepło jego ramienia i to, że przez kilka minut żadne z nich niczego nie załatwiało. Teraz zastanawia się, czy powinna była zostać na swoim krześle. Nie chciała składać obietnicy, z której potem się wycofa. Przyszła po coś, czego ostatnio jej brakowało: dotyk, przy którym można odpocząć i poczuć, że drugiemu człowiekowi jest przyjemnie z samą jej obecnością. Kiedy Michał zabiera rękę, znika również ta bliskość, na którą miała ochotę. Oboje nadal siedzą na balkonie, ale ona czuje się już trochę inaczej.
Michał zapamięta ten poranek z innej strony. Od kilku dni próbuje znaleźć chwilę, w której mogliby pobyć ze sobą intymnie. Wczoraj sam zasnął za wcześnie, wcześniej ona pracowała do późna. Gdy Joanna się przysunęła, pomyślał, że wreszcie chcą tego samego w tej samej chwili. Jej odpowiedź go zawiodła. Ma prawo do tego rozczarowania, lecz słowa o „zaczepianiu” przypisują jej zobowiązanie, którego nie podjęła. Jego nadzieja jest prawdziwa. Tak samo prawdziwe jest to, że Joanna chciała oprzeć głowę na jego ramieniu i na tym poprzestać.
W tej wymyślonej scenie spotykają się dwa znaczenia jednego gestu. Dla Joanny objęcie miało wartość samo w sobie. Michał odczytał je jako zaproszenie do dalszej bliskości. Samo takie odczytanie mogło być zwyczajną pomyłką; trudność pojawiła się w odpowiedzi na sprostowanie. Gdy po wyjaśnieniu własnej potrzeby człowiek słyszy pretensję, następnym razem może zacząć ostrożniej podchodzić do podobnego gestu. Joanna może tęsknić za dotykiem, a jednocześnie rzadziej go inicjować, obawiając się rozmowy, która potem nastąpi. Z zewnątrz będzie widać przede wszystkim, że odsuwa krzesło.
Warto więc rozdzielić doświadczenia, które nieraz mieszczą się w jednym uścisku. Czułość pozwala wyrazić serdeczność i troskę. Pożądanie wiąże się z pragnieniem erotycznego zbliżenia. Kontakt seksualny jest czymś, na co ludzie wspólnie się decydują, a poczucie bycia chcianą dotyczy tego, jak kobieta przeżywa zainteresowanie partnera. Te doświadczenia mogą się łączyć, lecz nie muszą pojawiać się razem. Joanna może chcieć przytulenia bez ochoty na seks. Innym razem może pragnąć właśnie seksu i czuć niedosyt, chociaż Michał był przez cały dzień serdeczny. Dopiero jej słowa pozwolą ustalić, czego potrzebuje.
W publicznej dyskusji na forum Netkobiety, zatytułowanej „pieszczoty bez seksu, jak to odbierają faceci?”, autorka zastanawia się, dlaczego mężczyzna chce ją całować i przytulać, skoro wie, że nie dojdzie do stosunku. W jej pytaniu pojawia się zasłyszane przekonanie, że taka bliskość może wystarczać kobietom, ale nie mężczyznom. Nie wiemy, co przeżywał opisany partner. Samo pytanie pokazuje jednak, jak gotowe wyobrażenie o męskich potrzebach potrafi utrudnić przyjęcie prostszej możliwości: komuś może być dobrze również w takiej bliskości, na jaką oboje się zgadzają.[1]
Nie trzeba przypisywać czułości jednej płci, żeby zauważyć jej znaczenie w życiu konkretnej kobiety. Jedna będzie jej doświadczała, gdy partner odnajdzie jej rękę podczas spaceru. Inna szczególnie ceni objęcie na powitanie, jeszcze zanim zacznie opowiadać o swoim dniu. Kolejna nie lubi przytulania od tyłu, choć partner uważa je za najbardziej serdeczny z gestów. W takich różnicach nie ma niczego, co należałoby z góry poprawiać. Możemy poznawać je tak samo, jak poznajemy upodobania bliskiej osoby w innych sprawach, zostawiając jej możliwość powiedzenia: „To lubię”, „delikatniej”, „teraz wolę inaczej”.
Znaczenie dotyku zależy też od chwili, w której do niego dochodzi. Ten sam uścisk, który wieczorem przynosi przyjemność, rano może przeszkadzać komuś próbującemu zdążyć do pracy. Kobieta wracająca po dniu pełnym kontaktu z ludźmi może najpierw potrzebować samotności. Inna właśnie wtedy szuka bliskości. Znajomość partnerki pomaga wybierać gesty, ale nie daje pewności na każdy następny dzień. Jej chwilowa potrzeba przestrzeni nie musi unieważniać czułości, którą lubiła wczoraj. Może po prostu mówić o tym, ile miejsca potrzebuje dzisiaj, żeby dobrze poczuć się we własnym ciele.
W badaniu Anik Debrot i współautorów, opublikowanym w 2013 roku, oboje partnerzy ze 102 par przez tydzień wypełniali elektroniczne dzienniczki cztery razy dziennie. Dotyk wiązał się z bardziej pozytywnym stanem emocjonalnym partnera, a w tej zależności uczestniczyło poczucie psychicznej bliskości. Była to obserwacja codziennych doświadczeń, nie dowód, że określony gest wywoła taki sam skutek u każdej osoby. Wynik pozwala jednak potraktować zwyczajne przejawy fizycznej serdeczności poważnie. Ich znaczenie nie musi ograniczać się do przygotowania do seksu ani do pocieszenia po czymś trudnym.[2]
W naszej scenie z balkonu widać, dlaczego sam opis ruchu dłoni byłby niewystarczający. Joanna szukała przyjemności bycia blisko Michała. Gdy zaczęła się tłumaczyć z braku ochoty na dalsze zbliżenie, to doświadczenie ustąpiło napięciu. Nie pomoże tu polecenie, żeby obejmował ją częściej, jeśli każde objęcie nadal będzie wiązało się z oczekiwaniem określonego ciągu dalszego. Potrzebują dowiedzieć się, co dla każdego z nich oznacza taki poranek. Michał może zacząć od uznania, że jej przyjście było wyrazem bliskości, nawet jeśli nie odpowiadało całemu jego pragnieniu.
Możliwość odmowy należy do takiego spotkania od początku. Zgoda na pocałunek nie zobowiązuje do seksu, a wcześniejsza ochota nie odbiera prawa do zatrzymania się. Dotyczy to obojga partnerów, również po wielu wspólnych latach. Nie trzeba uzasadniać odmowy zmęczeniem, bólem czy ważnym obowiązkiem, żeby zasługiwała na uszanowanie. Można opowiedzieć o swoim powodzie, ale wyjaśnienie nie jest warunkiem zachowania granicy. Kiedy ktoś mówi, że chce skończyć, dalsza bliskość wymaga zatrzymania się i usłyszenia tej wiadomości.
Odmowa może zaboleć człowieka, który liczył na coś innego. Nie musi on od razu poczuć się pogodny ani udawać, że niczego nie pragnął. Ważne jest jednak, co zrobi z rozczarowaniem. Naciskanie, wzbudzanie winy albo domaganie się „dokończenia” zmienia sytuację drugiej osoby: zamiast swobodnie wybierać, zaczyna ona rozważać, jak uniknąć przykrych konsekwencji. Michał może potrzebować chwili dla siebie i powiedzieć o tym uczciwie. Nie powinien przy tym czynić Joanny odpowiedzialną za usunięcie jego napięcia przez kontakt, którego ona nie chce.
Nie każdy gest da się odczytać bezbłędnie. Czasem oboje zaczynają od serdecznego dotyku, a dopiero później odkrywają, że mają ochotę na zbliżenie. Innym razem jedna osoba pozostaje przy przytuleniu. Bliskość może pomieścić te zmiany, jeśli wolno je zakomunikować. Zwyczajne pytanie „chcesz zostać tutaj?” albo „masz ochotę na więcej?” nie musi odbierać chwili naturalności. Może pozwolić obojgu przestać zgadywać. Szczególnie wtedy, gdy dotychczasowe domysły wielokrotnie kończyły się rozczarowaniem, kilka prostych słów daje więcej swobody niż milcząca pewność.
Ważne również, żeby z rozmowy o czułości nie uczynić oskarżenia wobec samego pożądania. Michał może pragnąć Joanny, lubić ich życie seksualne i tęsknić za nim bez traktowania jej przedmiotowo. Erotyczne zainteresowanie może być dla niej przyjemne, wzmacniające i bardzo oczekiwane. Problem w naszej scenie dotyczy sposobu przyjęcia odmowy. Gdyby każde seksualne zaproszenie miało świadczyć o braku szacunku, oboje musieliby ukrywać część swoich pragnień. Potrzebują możliwości wyrażenia ochoty oraz równie rzeczywistej możliwości odpowiedzenia na nią według własnego odczucia.
Czułość traci natomiast swobodę, kiedy zaczyna być gromadzona jako zasługa. Ktoś pamiętał o kwiatach, przygotował kolację i przez cały wieczór był uważny, więc teraz spodziewa się odpowiedzi w sypialni. Druga osoba może docenić wszystkie te rzeczy i nadal nie mieć ochoty na seks. Jeżeli wtedy słyszy, że cały wysiłek poszedł na marne, dowiaduje się czegoś o warunkach otrzymanej troski. Następny prezent może już budzić pytanie, ile będzie kosztował. Warto sprawdzić własne oczekiwania, zanim zamienimy rozczarowanie w rachunek wystawiony partnerce.
Kobieca tęsknota może jednak dotyczyć właśnie pożądania. Autorka wątku „Kobiecość a pożądanie” na forum Netkobiety opisuje męża jako dobrego człowieka i przyjaciela, a zarazem mówi o niedosycie kontaktu seksualnego oraz jego zaangażowania w tę część relacji. Jej opis nie pozwala ustalić powodów zachowania męża ani ocenić całego małżeństwa. Pozwala usłyszeć, że wdzięczność za przyjaźń może współistnieć z bolesnym brakiem w sferze erotycznej. Nie trzeba rozstrzygać, kto zawinił, żeby zauważyć różnicę między tymi potrzebami.[3]
Kobieta może chcieć, żeby partner czasem sam wyszedł jej naprzeciw, okazał zainteresowanie i dał odczuć, że jej pragnie. Może też wstydzić się takiej prośby, szczególnie jeśli przywykła słyszeć, że mężczyźni zawsze mają ochotę, a kobiety przede wszystkim potrzebują uczuć. Wtedy brak zainteresowania łatwo odczytać jako nieodwołalny wyrok o własnej atrakcyjności. Tymczasem sama odmowa nie daje takiej wiedzy. Pozostaje wiadomością o gotowości drugiej osoby w określonej chwili, a przy powtarzającej się trudności — powodem do rozmowy o ich wspólnym życiu. Jej wartość jako człowieka nie zależy od wyniku tej rozmowy.
Różnica potrzeb zasługuje na uwagę nawet wtedy, gdy nikt nie zachowuje się krzywdząco. Jedna osoba może potrzebować więcej dotyku, druga szybciej czuć jego nadmiar. Dla jednej seks jest ważnym sposobem przeżywania więzi, druga rzadziej odczuwa taką ochotę. Nie da się uczciwie ustalić, że z dwojga ludzi tylko jedna osoba ma prawo do własnego doświadczenia. Nie da się też rozwiązać różnicy przez wyznaczenie komuś obowiązkowej dostępności. Mogą poszukiwać takich form bliskości, które obojgu odpowiadają, i mówić o tym, co nadal pozostaje trudne. Czasem odkryją, że ich oczekiwania rozchodzą się bardziej, niż dotąd chcieli przyznać.
Takiej rozmowie trudno służy chwila, w której jedno właśnie usłyszało odmowę, a drugie czuje się osaczone koniecznością wyjaśnień. Można wrócić do sprawy wtedy, gdy nie trzeba natychmiast decydować o kontakcie. Michał mógłby powiedzieć, że brakuje mu ich zbliżeń i inicjatywy Joanny. Ona mogłaby opowiedzieć, że tęskni za dotykiem, który nie wymaga określania gotowości do seksu. Żadne z tych wyznań nie zawiera jeszcze rozwiązania. Pozwalają jednak zobaczyć, dlaczego oboje mogą czuć niedosyt w tej samej relacji, choć każde uważało dotąd, że to drugie odsuwa bliskość.
Słowo „czułość” samo w sobie bywa zbyt szerokie, żeby druga osoba wiedziała, o co prosimy. „Bądź bardziej czuły” może znaczyć: obejmij mnie po powrocie, odezwij się łagodniej, zainteresuj się tym, co opowiadam. Warto spróbować wskazać chwilę, w której czegoś zabrakło. Joanna może powiedzieć, że lubi siedzieć przy Michale z głową na jego ramieniu. Taka wiadomość daje mu coś, do czego może się odnieść. Nie tworzy jednak obowiązku odgrywania dokładnie tej samej sceny codziennie, niezależnie od samopoczucia obojga.
Nie każda kobieta chce być dotykana często i nie każdą uspokaja przytulenie. Czasem odpowiedzią na czyjeś „przytul ją” będzie większe napięcie albo odsunięcie się. Można wtedy zapytać, czy woli, żeby usiąść obok, zamiast przekonywać ją do przyjęcia gestu rzekomo dobrego dla wszystkich. Nie trzeba też natychmiast szukać wyjaśnienia w bolesnej przeszłości. Być może nie lubi tej formy kontaktu albo nie chce jej właśnie teraz. Czułość wobec konkretnej osoby wymaga miejsca na jej upodobania, także te, które różnią się od naszych wyobrażeń o serdeczności.
Poza dotykiem jest jeszcze sposób, w jaki człowiek zostaje zauważony. Można pamiętać o ważnym dla partnerki wydarzeniu, zapytać o nie później i słuchać odpowiedzi. Można uszanować jej potrzebę odpoczynku, zachować dla siebie powierzony sekret albo powstrzymać żart, który ją zawstydza. Takie zachowania pomagają pokazać, że jej doświadczenie ma znaczenie. Warto jednak nie używać ich do unieważniania innej prośby. Dbanie o codzienne sprawy nie rozstrzyga automatycznie, czy obojgu wystarcza fizycznej bliskości. Kobieta może dostrzegać czyjś wysiłek i jednocześnie uczciwie mówić, że brakuje jej objęcia.
Związkowi między poczuciem, że partner nas rozumie i otacza troską, a czułym dotykiem przyjrzeli się Tatum Jolink, Yen-Ping Chang i Sara Algoe. W serii badań stwierdzili dodatnią zależność między tymi doświadczeniami. Wykorzystali między innymi obserwacje zachowań oraz codzienne relacje uczestników. Autorzy zaznaczyli, że przedstawione dane mają charakter korelacyjny i dotyczą par w Stanach Zjednoczonych; nie ustalają więc prostego związku przyczynowego ani reguły dla każdej relacji. Podpowiadają temat wart uwagi: fizyczna serdeczność może współwystępować z poczuciem, że jesteśmy dla drugiej osoby ważni i rozumiani.[4]
W codziennym życiu warto wobec tego przyjrzeć się także temu, co dzieje się przed dotykiem i po nim. Jeśli partner przez cały wieczór drwił z kobiety przy znajomych, późniejsze objęcie może być dla niej trudne do przyjęcia. Nie oznacza to, że nie potrafi docenić czułości. Być może najpierw potrzebuje usłyszeć, że on rozumie, co zrobił, i zamierza przestać. Gest nie powinien zamykać sprawy, której druga osoba nadal chce się przyjrzeć. Pojednanie może obejmować przytulenie, jeśli oboje go pragną, ale dotyk nie zastępuje odpowiedzialności za wcześniejsze zachowanie.
Istotna jest też wzajemność. Joanna może tęsknić za objęciem i nadal potrzebuje zauważać, czy Michał ma na nie ochotę. Jego ciało również nie pozostaje stale do dyspozycji partnerki. Prośba o czułość nie daje prawa do obrażania się na każdą odmowę ani do mierzenia uczuć liczbą gestów. Oboje mogą natomiast pytać siebie, czy ich potrzeby w ogóle mają miejsce we wspólnym życiu. Jednorazowe „nie teraz” różni się od sytuacji, w której każda próba rozmowy zostaje wyśmiana albo z góry uznana za przesadną.
Michał także może potrzebować czułości, której nie umie nazwać. Być może łatwiej przychodzi mu zaprosić Joannę do seksu, niż powiedzieć, że chciałby poczuć jej zainteresowanie i odpocząć przez chwilę w jej ramionach. Nie wiemy tego, dopóki sam nie spróbuje opowiedzieć o swoim przeżyciu. Nie należy objaśniać każdego jego pragnienia ukrytą potrzebą przytulenia. Warto jednak zostawić możliwość, że czasami właśnie tego szuka. Kobieta nie musi odgadywać tego za niego, lecz może przyjąć takie wyznanie bez żartu o dziecinności czy słabości.
Proszenie o serdeczność odsłania człowieka. „Brakuje mi twojego dotyku” mówi więcej o własnej tęsknocie niż uwaga rzucona podczas sprzeczki: „Ty już nigdy się do mnie nie przytulasz”. Po pierwszym zdaniu trzeba przez chwilę poczekać na odpowiedź, nie osłaniając się oskarżeniem. To może być niezręczne, zwłaszcza jeśli ktoś od dawna czuje się niechciany. Przyjęcie takiej prośby poważnie nie wymaga natychmiastowej zgody na kontakt. Wymaga dostrzeżenia, że bliska osoba właśnie powiedziała o czymś dla niej ważnym i prawdopodobnie trudnym do wypowiedzenia.
Z drugiej strony trudno oczekiwać, że za każdym razem to osoba spragniona czułości będzie organizowała całe spotkanie. Jeśli Joanna mówiła już, że lubi trzymanie się za ręce, Michał może zapamiętać tę wiadomość i sam czasem wyjść z inicjatywą. Ona może podobnie zauważyć gesty, które sprawiają przyjemność jemu. Nie chodzi o bezbłędne odgadywanie nastroju, lecz o gotowość korzystania z tego, czego się o sobie dowiedzieli. Prośba nie musi być powtarzana wiecznie, żeby pozostawała ważna. Jednocześnie każda nowa chwila nadal zostawia obojgu swobodę odpowiedzi.
Czułość może mieć w sobie lekkość. Dotyk podczas wspólnego śmiechu, pocałunek na powitanie czy oparcie nóg o nogi partnera nie muszą naprawiać żadnego kryzysu. Mogą należeć do przyjemności zwyczajnego dnia. Nie każda para będzie okazywała ją w ten sam sposób przy innych ludziach. Ktoś chętnie trzyma partnerkę za rękę na ulicy, ale nie lubi pocałunków przy rodzinie. Dobrze poznać znaczenie takiej różnicy, zanim uznamy ją za wstydzenie się związku. Wspólne upodobania i granice można odkrywać także w spokojnych rozmowach, bez czekania na kolejne zranienie.
Wróćmy do Joanny i Michała kilka godzin po poranku na balkonie. Rozkładają zakupy, kiedy ona mówi, że chce wrócić do jego pytania. Nie wylicza wszystkich wcześniejszych sytuacji. Opowiada o tej jednej: „Kiedy powiedziałeś, po co cię zaczepiam, zrobiło mi się przykro. Chciałam być blisko. Lubię tak siedzieć z tobą”. Michał najpierw odpowiada, że przecież niczego jej nie zabrania. Po chwili zauważa jednak, że ona mówi o jego reakcji, a nie o zakazie. Odkłada torbę i pozwala jej dokończyć.
Joanna przyznaje, że czasem rezygnuje z objęcia, ponieważ nie chce potem tłumaczyć, dlaczego na więcej nie ma ochoty. Michał dotąd rozumiał to odsuwanie się inaczej: jako brak zainteresowania nim. Teraz dowiaduje się, że swoim rozczarowaniem mógł utrudniać również ten kontakt, za którym oboje tęsknią. Przeprasza za poranne słowa. Nie dodaje, że powinna była przewidzieć jego reakcję. Joanna słyszy przeprosiny, ale nadal potrzebuje przekonać się w kolejnych sytuacjach, czy rzeczywiście będzie mogła przyjść po bliskość bez obawy o pretensję.
Michał mówi także o sobie. Brakuje mu ich zbliżeń i czasem chciałby, żeby to Joanna okazała mu ochotę. Ona nie obiecuje, że odtąd będzie pragnęła tego samego co on. Odpowiada, że chce o tym porozmawiać, bo ich życie seksualne jest dla niej ważne, a ostatnio oboje zaczęli je omijać w rozmowach. Ustalają, że wieczorem znajdą na ten temat spokojną chwilę. W tej chwili wystarcza im uznanie dwóch spraw: jej poranne przytulenie nie było obietnicą, a jego tęsknota może zostać wypowiedziana bez zamieniania jej w nacisk.
Następnego ranka Joanna wychodzi na balkon z kubkiem. Michał składa wreszcie suszarkę, dzięki czemu łatwiej przesunąć krzesła. Ona siada obok i po chwili pyta, czy może się o niego oprzeć. Michał przesuwa swoje krzesło bliżej, a gdy Joanna znajduje wygodną pozycję, wraca do opowieści o czymś, co zobaczył rano przez okno. Nie pyta, dokąd ta chwila ich zaprowadzi. Oboje mają jeszcze o czym rozmawiać i wiele okazji, żeby się minąć albo lepiej zrozumieć. Tego ranka pozostają przez kilka minut przy bliskości, na którą oboje mają ochotę, zanim wstaną i zajmą się resztą dnia.
Rozdział 4
Strach przed zranieniem
Przyjrzyjmy się wymyślonej scenie z życia Leny i Filipa. Siedzą na podłodze w jego pokoju, między książkami zdjętymi z regału. Filip opróżnił dwie półki. Mówi, że zmieszczą się na nich jej albumy, a na biurko można znaleźć miejsce przy oknie. Od kilku tygodni wracają do pomysłu wspólnego zamieszkania. Lena lubi te rozmowy, dopóki pozostają opowieścią o przyszłości. Teraz patrzy na pusty regał i czuje, że powinna odpowiedzieć coś radosnego. „Nie wiem jeszcze, czy chcę zrezygnować ze swojego mieszkania” — mówi. Filip odkłada książkę. „Przecież jest nam dobrze. Naprawdę nadal mi nie ufasz?”.
Lena nie ma gotowej odpowiedzi. Jest jej z nim dobrze i chciałaby częściej budzić się obok niego. Zna jego poranne szukanie okularów, lubi, kiedy gotują razem, czasem sama zostawia u niego rzeczy, żeby nie wozić ich w torbie. Jednocześnie na myśl o oddaniu kluczy do własnego mieszkania przypomina sobie inny pokój i inne pakowanie. W poprzednim związku przez wiele tygodni słyszała, że nic się nie zmieniło, chociaż partner coraz bardziej się od niej oddalał. Gdy powiedział, że chce się rozstać, miał już za sobą długie zastanawianie się. Ona dopiero zaczynała rozumieć, co się wydarzyło.
Najbardziej zapamiętała tamto poczucie nierówności. On wiedział o ich wspólnym życiu coś, czego ona jeszcze nie wiedziała, i pozwalał jej układać plany. Potem zostały kartony, telefon do siostry i pytanie, dlaczego tak długo uspokajała własne obawy. Lena nie chce powtarzać tej historii. Kłopot w tym, że Filip nie jest człowiekiem, który wtedy od niej odszedł, a ona nie potrafi obiecać sobie, że tym razem na pewno wszystko zauważy wcześniej. Chciałaby wejść w nowe wspólne życie z pewnością, której nikt nie umie jej dać.
Filip z kolei widzi półki, które opróżnił, i kobietę, która nadal się waha. W jego propozycji było przywiązanie: chce dzielić z Leną codzienność, także tę mniej wygodną niż weekendowe spotkania. Jej odpowiedź odczytuje jako ocenę siebie. Zaczyna przypominać sytuacje, w których mógł ją zawieść, a przecież tego nie zrobił. Lena słucha tego wyliczenia i czuje, że powinna wykazać wdzięczność decyzją o przeprowadzce. Oboje próbują powiedzieć coś o bliskości, lecz za chwilę mogą znaleźć się w rozmowie, w której jedno będzie udowadniało swoją uczciwość, a drugie usprawiedliwiało strach.
Obawa przed zranieniem nie zawsze oznacza, że człowiek nie chce kochać. Czasem pojawia się właśnie wtedy, gdy zaczyna mu bardzo zależeć. Lena może bez większego niepokoju porozmawiać z obcą osobą, a z trudem powiedzieć Filipowi, jak ważne stały się dla niej ich wspólne dni. Jego odpowiedź będzie miała większą wagę. Oddalenie kogoś przypadkowego zaboli inaczej niż utrata człowieka, przy którym zdążyliśmy wyobrazić sobie przyszłość. W takiej sytuacji pragnienie zbliżenia i potrzeba ostrożności mogą towarzyszyć sobie przez długi czas.