E-book
17.64
drukowana A5
66.09
Znaleźć siebie

Bezpłatny fragment - Znaleźć siebie


5
Objętość:
370 str.
ISBN:
978-83-8155-377-3
E-book
za 17.64
drukowana A5
za 66.09

1

I

Praca w wydziale zabójstw jest dla wielu osób odrażająca, a jednocześnie ważna, z jednej strony, rzeczy, które się ogląda wymagają odpornej psychiki, a z drugiej ludzie, którzy pracują w charakterze detektywów są szanowani za pomoc wielu ludziom w znalezieniu sprawców zabójstw na członkach ich rodzin.

Andrew i John byli jednymi z takich ludzi, którzy czuli, że wypełniają misję, mają za zadanie pomagać ludziom. Obecnie prowadzili skomplikowane śledztwo, nie wykryto sprawców, jednak na komisariat dotarła informacja od seryjnego zabójcy, że zabił kolejną osobę, a jej ciało znajduje się w jeziorze nieopodal miasta.

Stąd powód, dla którego zespół nurków przeszukiwał jezioro od świtu, mieli nadzieję, że znajdą zaginioną dziewczynę, którą rzekomo miał zabić poszukiwany przez nich seryjny zabójca.

Wciąż wymykał im się z rąk, wiedzieli, że nie jest człowiekiem nie mającym pojęcia o zbrodni, mieli jego profil psychologiczny, miał to być człowiek około czterdziestki, który fascynował się zbrodnią, miał o tym wiedzę, dlatego też nie wpadł jeszcze w ręce policji — umiał zacierać ślady.

Andrew i John stali na brzegu jeziora, mimo lata, pogoda była paskudna, a oni sami współczuli nurkom ubranym w pianki i nurkującym w brudnej jak ścieki wodzie.

Nagle jeden z nurków pojawił się na środku jeziora i szybko podpłynął do brzegu, kiedy stanął na suchym lądzie Andrew zaczął rozmowę.

— Jak wygląda sprawa? Znaleźliście choćby ślad pozwalający nam sądzić, że tam jest ciało zaginionej Jeniffer Love?

— Przykro mi, ani śladu, jednak warunki są trudne, ostatnio padało sporo deszczu, woda jest mocno zanieczyszczona, będziemy szukać dalej. — kierujący poszukiwaniami nurek był szczerze niezadowolony, nikt w końcu nie lubi kiedy sprawy nie toczą się po jego myśli.

— Może ona jeszcze żyje, a co jeśli to blef? — John włączył się do rozmowy.

— Dlaczego miałby ją porwać, to nie jest ten typ człowieka, czytałeś profil — Andrew miał lekka pretensję w głosie. Czasem był zbyt pewny siebie i uważał, że żadna hipoteza poza jego własną nie jest właściwa.

— Nie oznacza to jednak, że nie zmienił postępowania, to również było w profilu, jest to przecież możliwe, może znudziło mu się samo zabijanie, teraz może chce dręczyć ofiary.

— Pogadamy o tym z profilerem — Andrew uznał, że musi przyjąć zaproponowana wersję wydarzeń, w końcu John, również jest doświadczony, niejedno widzieli razem, może mieć rację.

— Jakby nie było szef się wkurzy, w końcu czekał na raport, jakieś twarde dowody, a my mu teraz powiemy, ze ciała brak, dowodów też nie ma i sprawa będzie się ciągnęła, aż gość popełni w końcu jakiś błąd.

Ich szef był człowiekiem, który osiągnął ogromny sukces w wydziale zabójstw, szanowali go zarówno podwładni jak i przełożeni. Każdy wiedział, że może zgłosić się do szefa z każdym problemem, był jednak wymagający i nie zapominał błędów, dzięki temu byli skuteczni.

To dzięki niemu wydział miał najlepsze wyniki w swoim okręgu.

— Jak na razie sprawa utkwiła w martwym punkcie, jeśli to jest dobre określenie w tej sytuacji — John wciąż miał przed sobą twarz szefa, który dowiaduje się o kolejnej porażce w tej sprawie.

— Nie jest tak źle, przyjrzymy się temu co mamy może cos nam umknęło, może jest coś co możemy przekazać do badań jeszcze raz. Nurkowie cały czas będą sprawdzać jezioro.

Wsiedli razem do samochodu i skierowali się w stronę miasta, mieli masę roboty, jak choćby raport z poszukiwań, które nie przyniosły efektu.

Komisariat znajdował się w centrum miasta, Andrew pracował tam od pięciu lat, został tam skierowany ze szkoły policyjnej, tam tez poznał Johna i choć obaj pracowali później w osobnych wydziałach zostali dobrymi kumplami, a kiedy zaproponowano im pracę w wydziale zabójstw wiedzieli, że koniecznie muszą pracować razem. Zdążyli się świetnie poznać, wiedzieli, że mogą na sobie polegać.

W wydziale wszystko toczyło się z szybkim tempie, jeśli chciało się osiągnął sukces trzeba było do tego tempa się dostosować. Andrew skierował się z stronę swojego biurka, chciał jak najszybciej zacząć pracę, John miał zająć się telefonowaniem do kilku ośrodków badawczych, gdzie badano dowody w prowadzonej przez nich sprawie.

Usiadł i włączył komputer, po chwili podszedł do niego asystent szefa wydziału.

— Inspektorze Snow, komisarz Baker prosi pana do siebie.

Andrew popatrzył na niego zdziwiony, spodziewał się, że o postępach w sprawie będą rozmawiać znacznie później, chciał się lepiej przygotować.

Uznał jednak, że nie ma sensu oponować, w końcu jego szef nie tolerował odmowy wykonania polecenia. Wstał i ciężkim krokiem skierował się między biurkami w stronę drzwi do jego gabinetu.

Komisarz Baker był wysokim i szczupłym mężczyzną, siedział za biurkiem i czytał jakiś dokument, pewnie raport, albo jakieś informacje przekazane od jego zwierzchników.

Kiedy Andrew wszedł, jego szef spojrzał na niego znad okularów i gestem ręki wskazał krzesło po drugiej stronie biurka.

— Siadaj Snow. Mam dla ciebie informację. — Odczekał chwilę i kiedy Andrew usiadł, kontynuował. — Słyszałeś kiedyś o instytucji, która zatrudnia wiele osób z różnych krajów i zajmuje się wywiadem?

Kiedy Andrew pokręcił głową, mówił dalej.

— Zajmuje się wywiadem i zbieraniem informacji na potrzeby krajów, które są jej członkami, dzięki temu współpracujemy, jest to oczywiście organizacja działająca poza oficjalnymi wywiadami państw. Ich zaletami są zastosowanie bardzo zaawansowanych technologii i to, że zatrudniają naprawdę najlepszych ludzi. Skontaktowali się z nami i chcą z tobą porozmawiać.

II

Wjazd na teren koszarów lotnictwa wojskowego był pilnie strzeżony, bez specjalnej legitymacji nie było mowy o tym by się dostać na jej teren.

Jako oficer wywiadu, Kate nie miała problemu ze wstępem na teren koszar, wystarczyło podać swoje dane, agencja często współpracowała z wojskiem, głównie w zakresie misji rozpoznawczych, zwiadowczych, ale również przy opracowywaniu i wykorzystaniu nowych technologii.

Tym razem wybierała się na spotkanie, w którym miał uczestniczyć również jej mąż, zlecono jej ważne zadanie i konieczne było wysłanie pilota, który wykonałby serię zdjęć nad interesującym ją i jej zespół terenem.

Nie sądziła, że będzie kiedyś musiała pracować z Markiem, w końcu starali się oddzielać życie prywatne od zawodowego, dotychczas udawało im się to bez problemu, po prostu nie dostawali wspólnych misji, ale tym razem nie mogło być inaczej. To Mark, jej mąż, posiadał niezbędne przeszkolenie do lotu nowym samolotem, który był zdolny do wykonania zadania.

Po drodze minęła najlepszego przyjaciela swojego męża, Stephena.

— Cześć Steve, widziałeś może Marka? A może jest już na spotkaniu?

— Cześć, wiesz co nie mam pojęcia, ostatnio widziałem go w hangarze, omawiał technikę startu z technikami. Wspomniał mi, że pracujecie razem? Jak wam idzie?

— Ehh, dopiero zaczynamy. Staramy się nie rozmawiać o tym w domu, zastanawiałam się czy nie zrezygnować i czy nie przekazać zadania innemu zespołowi, jest w końcu tyle ciekawych tematów w agencji, ale ostatecznie szef przekonał mnie, żebym nie rezygnowała. W końcu to tylko jedna misja, a w zasadzie parę zdjęć i po temacie.

Stephen uśmiechnął się do niej, lubiła go. Był jednym z tych znajomych jej męża, z którym miała bardzo dobry kontakt, bardzo dobrze im się rozmawiało, poza tym miał na Marka dobry wpływ.

Kate również odpowiedziała uśmiechem i ruszyła szybkim krokiem przed siebie, nie chciała się spóźnić.

Szybko odnalazła właściwe drzwi i weszła do środka, był tam już jej szef, jak również przełożony Marka, problemem była tylko jego nieobecność.

Obaj panowie spojrzeli na nią krótko, nie musieli nawet nic mówić, czasem nieodpowiedzialność jej męża była dla niej frustrująca. Ona należała do osób bardzo praktycznych, zawsze myślała w sposób realistyczny i praktyczny, starała się znajdować najprostsze rozwiązania i lubiła konkrety. Niestety jej mąż był inny, potrafił się zatopić w marzeniach, zapomnieć o całym świecie jeśli coś go zafascynowało.

Wiedziała, że to jest człowiek, którego kocha, a jednocześnie bała się, że tak duże różnice w końcu sprawią, że nie będą w stanie być razem.

Odwróciła się na pięcie i poszła szukać Marka, musiał być w hangarze, albo u siebie w biurze, jedno było pewne, że musi go szybko znaleźć.

Mark jak zwykle był pochłonięty pracą, na tyle by nie zauważyć, że weszła do hangaru i stanęła za jego plecami.

— Nie sądzisz, że powinieneś być teraz gdzie indziej? — w jej głosie dało się usłyszeć irytację, musiała przebiec niemal całą bazę wojskową, ponieważ hangary znajdowały się daleko od budynków.

Kate zauważyła, że Mark lekko się poruszył, już widziała jego minę, to zaskoczenie, które malowało się na jego twarzy za każdym razem kiedy o czymś zapominał, a ona musiała mu przypominać, za chwilę wyraz jego twarzy się zmieni. Wie, że znów ją zawiódł.

Wstał powoli i odwrócił się z miną winowajcy.

— Przepraszam Kate, ale miałem tutaj ważną sprawę…

— Ważną! Uważasz, że to teraz jest ważne?! Czeka na ciebie mój szef, twój szef, mamy ważne tematy do omówienia, a ty postanowiłeś o tym zapomnieć? — nie umiała już nad sobą zapanować, choć wiedział, że w tym momencie słuchają ich wszyscy współpracownicy jej męża.

— Zrozum proszę, zapomniałem, już idę.

Kate starała się opanować emocje, w końcu nikomu nie jest to teraz potrzebne, porozmawia z nim później, na osobności.

III

Weszli razem to pomieszczenia gdzie czekali ich przełożeni.

Mark wciąż miał minę osoby, która niemal zniszczyła całą operację. Zasalutował i usiadł cicho na swoim miejscu i w skupieniu przeglądał leżące przed nim dokumenty.

— Panie poruczniku Wiliams, nareszcie — szef Marka nie ukrywał irytacji.

— Bardzo przepraszam panie generale.

Generał Malcolm Higs nie należał do osób, które rozwodzą się nam problemami, wiedział, że na to nie ma czasu. Spojrzał na Kate, czekał aż zacznie spotkanie od wprowadzenia obecnych w aktualną sytuację.

— Panie generale Higs, generale Crow, mój zespół przygotował analizę aktualnej sytuacji w obserwowanym terenie. Jak przypuszczaliśmy dostawa, która została wysłana z rosyjskiej bazy wojskowej została skierowana na północ, na tereny Syberii. W tym miejscu, zgodnie z naszymi informacjami powstaje kilka zabudowań, które budowane są w taki sposób, aby utrudnione było ich wypatrzenie z powietrza. Póki budowa jest w trakcie jest to ułatwione, później kiedy budynki zostaną zamaskowane, nie będzie to już takie proste.

Generał spojrzał na Kate z powagą.

— I oczekujecie od nas jako lotnictwa?

— Oczekujemy wykonania zdjęć wysokiej rozdzielczości, które pozwolą nam zorientować się jaki charakter mają te zabudowania. Mamy informatora w rosyjskiej bazie wojskowej, twierdzi on, że w transporcie zostały wysłane bardzo duże zapasy broni, jak również materiały radioaktywne. Możliwości są w zasadzie dwie: albo budowana jest tam nowa, tajna baza wojskowa należąca do Federacji Rosyjskiej, albo jest to baza ugrupowania terrorystycznego, a wtedy wiemy, że Rosja wspomaga jej działania.

— I nie ma innych opcji, bardziej… hmm… niewinnych? Wie pani doskonale pani kapitan, że jeśli zasugerujemy w jakikolwiek Rosji, że coś podejrzewamy, lub co gorsza, uważamy, że wspomagają działania nielegalne, może się to dla nas źle skończyć…

— Mamy tego świadomość, ale, żeby móc cokolwiek więcej powiedzieć, nawet żeby wykluczyć jakąkolwiek możliwość potrzebujemy informacji. Nasz człowiek i tak ryzykuje bardzo wiele by przekazać nam jakiekolwiek informacje. Nie stoi niestety na tyle wysoko, żeby mógł dostać się do budowanych obiektów.

Generał spojrzał na Kate, wiedziała już, że i tak nie odmówi, cała misja została dawno zatwierdzona i pozostaje im jedynie przygotować się do lotu.

— Kapitanie Wiliams, czy ma pan jakieś pytania? Czy na tym etapie widzi pan jakieś zagrożenia lub cokolwiek co powinniśmy omówić zanim zaczniemy przygotowania? Chciałbym wiedzieć o wszystkich pańskich wątpliwościach, nie mogę pozwolić sobie na niespodzianki.

Mark spojrzał na swojego przełożonego. Wiedział, że musi dobrze dobierać słowa, miał świadomość, że misja, do której został wyznaczony wymaga bardzo dobrych umiejętności, jeśli budynek i teren, który na sfotografować jest dla Rosji tak istotny, jak twierdzi Kate i jej zespół, należało zachować wszelkie środki ostrożności.

— Cóż w zasadzie, potrzebuję dokładnej mapy terenu, wszelkich informacji, które zostały dotychczas zgromadzone. Najlepiej byłoby również wiedzieć jak bardzo strzeżony jest teren nad który się udajemy. Jeśli Kate… to znaczy porucznik Wiliams i jej zespół opracowali te informacje pozostaje mi się dobrze przygotować.

Mark wiedział, że jego żona nie chciałaby ryzykować jego życia, z drugiej strony była oddana pracy, którą wykonywała i wiedział, że dla powodzenia misji jest w stanie zrobić bardzo wiele. Dzięki temu miał pewność, że w raporcie, który leżał przed nim ma wszystkie informacje.

— Rozumiem, w taki razie nie pozostaje mi nic innego jak życzyć panu powodzenia kapitanie.

Generał wyszedł, to samo zrobił przełożony Kate, który nie odezwał się nawet słowem w czasie tego spotkania. Zapoznał się z raportem i to wystarczyło, był przekonany, tak samo jak Kate, że ta misja jest niezbędna by uzyskać więcej, a może nawet wszystkie informacje. Chodziło w końcu o bezpieczeństwo.

IV

Jadąc do domu Kate zastanawiała się, czy dobrze zrobiła, że nie zasugerowała jakiegoś innego rozwiązania, mogła przecież sama pojechać do Rosji, może udałoby się jej dostać do tej bazy.

„Nie to przecież głupota, dobrze wiem, że nie ma takiej możliwości” — pomyślała.

Nie chciała ryzykować życia jedynej osoby, na której jej zależało, w końcu była szczęśliwa, tyle w życiu przeszła.

Jednak ich praca była związana z ryzykiem i musiała się z tym pogodzić, jej mąż był świetnym pilotem, a ona miała bardzo dobry zespół, nikt nie mógł nawalić.

Mieszkali daleko poza miastem, lubili spokój i ciszę. Wokół były wzgórza porośnięte wysoką trawą. Dom, który kupili był dość stary, ale po remoncie bardzo wygodny. Codziennie przychodziła do nich gosposia, Anna, która pomagała utrzymać dom w nieskazitelnym stanie.

Kate weszła do domu, Mark wyjechał jakieś 15 minut za nią, pewnie niedługo też przyjedzie i będą mogli zjeść obiad, który zostawiła Anna. Wszystko będzie takie normalne, zwyczajne, jak u wszystkich ludzi, mąż i żona przy wspólnym stole, w swoim domu, szczęśliwi.

Zastanawiała się nie raz czy dobrze zrobiła wybierając tą pracę, tego męża i to życie. Ale próbowała czegoś innego, miała innego męża, inne życie, wiedziała, że to dobra droga, jedyna właściwa.

2

I

Andrew wylądował na lotnisku w Edynburgu, miał na niego czekać kierowca, który zawiezie go do ośrodka szkoleniowego.

Rozmowa z przedstawicielem wywiadu była dość krótka i mało konkretna. Dowiedział się, że jeśli chce skorzystać z oferty musi zrezygnować z dotychczasowej pracy, przejść szkolenie, które przygotuje go do jego nowych obowiązków i się przeprowadzić.

W zasadzie nic nie trzymało go w Shefield, było mu jedynie żal Johna, który dostał nowego współpracownika i został sam ze sprawą, którą razem prowadzili. Andrew nie mógł dokończyć żadnego z rozpoczętych zadań, a jego szef nie był zadowolony kiedy się o tym dowiedział.

Kiedy wyjrzał zza okna na lotnisku zauważył, że wszystko pokrywa gęsta mgła, niezbyt go to zachęciło. Wiedział, że nie ma czasu na zwiedzanie, jego obowiązkiem było jak najszybciej stawić się do ośrodka szkoleniowego, o którym wiedział tylko tyle, że spędzi tam jakiś czas, co było bardzo mało konkretne.

Po wyjściu na zewnątrz zobaczył sznur samochodów, jeden z nich szczególnie rzucił mu się w oczy. Była to czarna limuzyna, a przed nim stał wysoki kierowca z kartką, na której było jego nazwisko.

Mężczyzna szybko załadował jego bagaże do samochodu i otworzył drzwi. Andrew wsiadł niepewnie i natychmiast zauważył, że nie jest sam.

W samochodzie siedziała młoda kobieta, z pewnością nie była starsza niż on sam. Miała długie, brązowe loki oraz niebieskie oczy, spojrzała na niego badawczo i powiedziała:

- Witam panie Snow, miło mi wiedzieć pana w Edynburgu.

Andrew nie wiedział co powiedzieć. Siedząca naprzeciw niego dziewczyna mówiła dalej.

- Nazywam się Elza West, zarządzam budynkiem, w którym mieści się centrum szkoleniowe, do którego jedziemy. Spędzi pan tam jakiś czas i mam nadzieję, że skorzysta pan ze szkolenia we jak największym stopniu, w końcu od jego wyników zależy pańska dalsza kariera. W ośrodku jest wszystko co jest potrzebne do przeprowadzenia szkolenia. Mamy tam również laboratoria, w których pracują stali pracownicy agencji wywiadu, naukowcy, którzy zajmują się nowoczesnymi technologiami pozwalającymi agentom lepiej wykonywać ich pracę.

Mówiła z prędkością karabinu maszynowego, Andrew starał się zapamiętać jej słowa, zastanawiał się czy coś z tego co mu teraz powie będzie przydatne. Z drugiej strony domyślał się, że w samochodzie, gdzie za szybą siedzi kierowca nie będzie chciała mówić wszystkiego.

- Będzie pan miał opiekuna, który wprowadzi pana we wszystkie zajęcia i oprowadzi po zamku. Bardzo proszę, aby stosował się pan do jego zaleceń, jak również zakazów. Nie we wszystkie miejsca zostanie pan wpuszczony, jest to związane z pańskim statusem tajności i tym, że do pewnych pomieszczeń jak i informacji tam zgromadzonych ma dostęp tylko kilka wybranych osób.

II

Andrew spoglądał przez całą drogę przez okno samochodu. Zastanawiał się jakie pytanie może zadać, co najbardziej chciałby wiedzieć. Elza nie odzywała się nawet słowem.

W końcu postanowił zapytać o pierwsze co przyszło mu do głowy.

- Jak długo będę w centrum szkoleniowym?

Elza spojrzała na niego, westchnęła i odpowiedziała krótko i wymijająco.

- Tak długo jak to będzie konieczne panie Snow, jedni agenci szybciej przechodzą szkolenie, inni wolniej, to zależy tylko od pana. Może będzie chciał pan zostać z nami. Wszystko okaże się po zakończeniu szkolenia, wtedy agencja będzie miała dla pana odpowiednią propozycję pracy.

Andrew zastanawiał się przez chwilę jaką mógłby mieć perspektywę pracy, co może robić po zakończeniu szkolenia.

Samochód tymczasem wyjechał daleko poza teren Edynburga, miejskie zabudowania ustąpiły miejsca wiejskim posiadłościom i domom. Wokół były już tylko góry pokryte wysoka trawa.

Zbliżał się wieczór kiedy samochód zajechał przed okazałą rezydencje. Była to typowa angielska rezydencja wybudowana z szarego kamienia, z wysokimi oknami, otoczona ładnym ogrodem.

Samochód zajechał przed główne wejście i Elza szybko wysiadła, kierowca otworzył drzwi przed Andrew, a ten kiedy wysiadł zauważył, ze kobieta czeka na niego przed drzwiami wraz z niskim mężczyzną.

Podszedł do nich szybkim krokiem.

- Panie Snow to jest pan Roth, zajmuje się osobami, które przyjeżdżają na szkolenie do centrum. Powie panu wszystko co powinien pan wiedzieć o nadchodzących szkoleniach oraz  życiu w centrum szkoleniowym. Z pewnością ma pan bardzo wiele pytań, więc zostawiam panów.

Roth spojrzał na Andrew i nie odzywając się odwrócił się na pięcie i wszedł za Elzą do domu, Andrew podążył z nim.

Znaleźli się w przestronnym, jasno oświetlonym hallu, drzwi na wprost prowadziły, do jak zauważył Andrew, przestronnego salonu, w którym siedziało kilka osób. Obok znajdowały się kamienne schody prowadzące na wyższe pietra. Po prawej i po lewej stronie znajdowały się drzwi wiodące do kolejnych pomieszczeń.

Jego przewodnik w końcu się odezwał, miał niski i poważny ton głosu, który zmuszał człowieka do okazania mu szacunku.

- Witam panie Snow naszym centrum szkoleniowym, mam nadzieję że szybko się pan zadomowi. Panna West już pewnie panu wspomniała o kilku zasadach panujących w tej rezydencji. Najważniejsze by się pan do nich stosował, prowadzimy tutaj liczne badania, wiele pomieszczeń dostępnych jest tylko dla kilku osób. Pańskie szkolenie zacznie się jutro z samego rana.

- Jakiego rodzaju szkolenie przejdę?

- Agencja wymaga od swoich pracowników rozległych umiejętności, dlatego przejdzie pan kompleksowe szkolenie, zarówno z technik samoobrony, korzystania z różnych rodzajów broni, nowoczesnych urządzeń jak i szkolenia z zakresu przesłuchań czy tworzenia nowych tożsamości co jest bardzo przydatne w tego typu pracy. Powiem panu jedno, niech pan uważnie dobiera słowa, panie Snow, ponieważ tutaj wszystko co pan powie zostanie z pewnością zapamiętane i może zostać wykorzystane niekoniecznie tak jakby pan sobie tego życzył.

Ruth stanął na pierwszym stopniu prowadzącym na wyższe piętro.

Andrew szedł za mężczyzną i rozglądał się wokoło, nie mógł uwierzyć, że znalazł siew tym miejscu, musiał kompletnie zmienić swoje dotychczasowe życie by tu przyjechać, ale jak na razie nie żałował, obawiał się tylko panujących zasad, był osobą ciekawą wszystkiego co go otacza, miał analityczny umysł i lubił sporo wiedzieć, dlatego atmosfera tajemnicy nie bardzo do niego przemawiała.

Wiedział jednak, że nie pozostaje mu nic innego jak dostosować się do panujących zasad.

Po drodze mijali kilka osób, ale w oczy rzuciła mu się szczególnie tylko jedna. Znał ją bardzo dobrze, choć nie widział jej co najmniej od kilku lat. To była Elizabeth, spotykał się z nią kiedyś, ale pewnego dnia po prostu wyjechała, bez słowa wyjaśnienia. Starał się dowiedzieć co się z nią stało, ale nikt z jej bliskich nie mógł mu udzielić informacji, po prostu się rozpłynęła. Po jakimś czasie przestał pytać, uznał, ze widocznie nie chciała mieć z nim nic wspólnego, mogła tez poprosić swoja rodzinę by nie mówiła mu gdzie wyjechała.

Elizabeth spojrzała na niego krótko i zaraz odwróciła wzrok, zauważył jednak, że go rozpoznała. Wiedział, że niezależnie od jakichkolwiek zasad musi ją znaleźć i zmusić by mu wszystko wyjaśniła.

III

Kate obudziła się rano z niemiłym uczuciem, że znów przesadziła z winem poprzedniego wieczora. Mark spał obok niej jak kamień, nawet się nie obudził kiedy weszła do sypialni.

Była chyba tym wszystkim zmęczona, jeszcze teraz miała tak dużo pracy i ważnych zadań do wykonania, wieczny stres sprawił, że nie wiedziała już jak można być zrelaksowanym i odpoczywać, stale myślała o pracy i swoich obowiązkach, o których nawet nie miała z kim rozmawiać.

Wstała szybko i cicho się ubrała i wyszła pobiegać. W ten sposób rozładowywała emocje i mogła się nastawić na kolejny ciężki dzień.

Kiedy wróciła Mark już jadł śniadanie, ona zadowoliła się kubkiem kawy i prysznicem, wiedział, że musi się pośpieszyć, za pół godziny miała być u swojego szefa w biurze, musiała mu przekazać jak idą przygotowania do zadania i co ustalił jej zespół.

Nawet nie spojrzała na męża kiedy wychodziła, dawniej dużo rozmawiali, chętnie spędzali razem czas, nawet biegali razem rano, ale Mark szybko docenił uroki dłuższego wylegiwania się w łóżku, a i tematy do rozmów w końcu się skończyły, Kate nie mogła opowiadać o swojej pracy, a Mark o swojej, więc coraz więcej czasu spędzali osobno, zajęci swoimi sprawami.

W biurze, jak zwykle, panował ogólny rozgardiasz, wciąż ktoś wchodził i wychodził, zespoły stały zebrane wokół dużych stołów konferencyjnych w kilku pomieszczeniach znajdujących się wokół sali gdzie wszyscy mieli swoje biurka.

Biuro jej szefa znajdowało się zaraz obok wejścia na ogólną salę, było przeszklone, tak, że było z niego widać wszystkie osoby pracujące na swoich stanowiskach, choć często okna były tam zasłonięte. Bardzo często generała odwiedzali ważni goście, którzy niekoniecznie chcieli by fakt, że tam są był powszechnie znany.

Praca w atmosferze wiecznej tajemnicy, wydawała się zawsze pociągająca, ale w praktyce można było się przekonać jak jest trudna. Niewiele osób wiedziało czym zajmuje się agent, nie można było mówić o swojej pracy, a ciągły stan zagrożenia życia sprawiał, że niewiele osób wytrzymywało pierwsze kilka lat i odchodzili do bardziej spokojnych zajęć.

Szef już na nią czekał. Spojrzał krótko kiedy weszła i zamknęła za sobą drzwi.

- Kapitan Wiliams miło panią widzieć, czy możemy przejść do rzeczy? Trochę się śpieszę, nieoczekiwanie zostałem wezwany do ministerstwa obrony.

- Oczywiście panie generale.

Kiedy skończyła jej przełożony pokiwał głową i powiedział:

- Chciałbym, żeby Lloyd zajął się specjalnym oprogramowaniem, które na bieżąco będzie przekazywało zdjęcia, program ma być nie do wykrycia i nie może wymagać zbyt zaawansowanego sprzętu, nie możemy pozwolić, żeby ktokolwiek przejął zdjęcia i ewentualne informacje, których może udzielić nam podczas lotu kapitan Wiliams. - spojrzał na Kate. - Musimy mieć stałą łączność z pilotem podczas lotu, choć uważam, że musi pani pozwolić komuś innemu na bezpośredni nadzór nad samą operacją, uważam, że pomimo, iż uznaliśmy, że może Pani współpracować z mężem podczas tego zadania, to kontakt z nim powinien być ograniczony wyłącznie to tematów służbowych, nie chciałbym, żeby w wypadku... ehh... nieprzewidzianych zdarzeń emocje wzięły górę nad rozsądkiem.

Kate wiedziała o co chodzi, generał obawiał się, że jeśli coś się stanie podczas wykonywania misji nie będzie w stanie zachować się profesjonalnie. Nie mogła temu do końca zaprzeczyć, nie miała pojęcia jakby się zachowała gdyby jej mężowi coś się stało.

Generał kontynuował:

- Dlatego postanowiłem przydzielić pani partnera do pracy, właśnie przechodzi szkolenie w centrum szkoleniowym pod Edynburgiem, myślę, że to będzie dobre rozwiązanie. Nie będzie miał doświadczenia, ale uważam, że jest na tyle zdolny, by poradzić sobie z tym zadaniem. Otrzyma pani jego teczkę by się z nią zapoznać, chciałbym, aby dołączył do pani zespołu jak szybko się da. Przyjedzie kiedy instruktorzy uznają, że jest gotowy.

- Rozumiem panie generale. Oczywiście jak tylko się pojawi natychmiast zostanie wdrożony do bieżących wydarzeń i uzyska wszystkie niezbędne informacje.

Generał wydawał się zadowolony z takiego obrotu spraw, wiedział, że Kate wykona jego polecenie, uważał ją za dobrą agentkę i był zadowolony z jej pracy, dlatego powierzył jej zarządzanie zespołem bardzo zdolnych ludzi.

- Jeszcze jedno pani porucznik. Czy pani zespół zdążył już ustalić czy mamy do czynienia z grupą terrorystyczną czy też z działaniami wojskowymi Federacji Rosyjskiej?

- Jeszcze nie panie generale, ale jeśli okaże się, że to terroryści, to mamy podejrzenia, że we wszystko zamieszany jest Jan Przewalski. Jego grupa od zawsze działała w tamtym terenie, choć ostatnie informacje o jej członkach dochodziły do nas z południa Azji, ale wiele wskazuje na to, że uzyskał poparcie dla swoich działań, w końcu może udzielić rządowi Rosji potajemnie wsparcia w ich działaniach na południu.

- Rozumiem i zgadzam się z panią, to są słuszne wnioski, więcej dowiemy się po otrzymaniu dokładnych zdjęć. Czy miała pani jakieś wieści od swojego informatora?

- Jeśli tak to zaraz się o tym dowiem, właśnie idę zorganizować spotkanie mojego zespołu, chcę dowiedzieć się od Lloyda czy udało się skontaktować z informatorem.

Kate szybko odnalazła członków swojego zespołu, byli wśród nich informatyk, specjaliści od łączności, kilku agentów operacyjnych, którzy mieli na koncie wykonania kilku bardzo ważnych zadań specjalnych. Wiele z tych osób zostało zwerbowanych z innych służb.                                                                                     Co drugi dzień miała spotkanie z grupa tych ludzi, do jej obowiązków należało nadzorowanie ich pracy, jak również zlecanie ich odpowiednich zadań. Przed wyjazdem Marka mieli wiele spraw do załatwienia, przede wszystkich chciała porozmawiać z Lloydem, którego zadaniem było dobranie odpowiedniego sprzętu.

Byli tez specjaliści w zakresie łączności co było szczególnie istotne jeśli chcieli mieć połączenie w czasie rzeczywistym.

Kate weszła do pomieszczenia, w którym czekali wszyscy członkowie jej zespołu. Kiedy tylko weszła wszystkie oczy były na nią zwrócone. Podeszła do szczytu stołu i postawiła na nim laptopa.

- Dzień dobry wszystkim. Mam nadzieje, ze mieliście spokojny początek pracy. Przejdźmy do rzeczy, musimy podsumować wszystkie posiadane informacje, każdy  z was ma mi przekazać raport, gdzie zawrze wszystkie swoje zadania związane z przygotowaniem misji zwiadowczej wraz z opisem sposobu realizacji oraz efektami.

Nadal wszyscy na nią patrzyli wiec kontynuowała:

- Przede wszystkim chciałabym wiedzieć jak idzie przygotowanie sprzętu, nie chcemy żadnych niespodzianek. Lloyd czy skontaktowałeś się już z baza wojskowa w celu zamontowania wszystkich sprzętów które przygotowałeś? Wszystko musi być gotowe, a kapitan Wiliams musi się z nimi zapoznać, myślę, ze powinieneś tam pojechać i zrobić krótka prezentacje dla niego raz jego dowódcy, może zorganizujemy jeszcze jednego pilota, który będzie szkolony razem z nimi, na wszelki wypadek.

— Wszystko jest gotowe Kate, możemy zrobić prezentacje, nawet przygotowałem się na ta okazje. Obsługa jest bardzo prosta, starałem się zaprojektować to tak byśmy mieli bieżący podgląd na wszystkie parametry samolotu. W razie problemów będziemy wiedzieć, ze cos jest nie tak i będziemy wiedzieć co.

Wolała nie słuchać o możliwych problemach, wydala polecenie, aby zajęli się tym jej ludzie i nie wdrażali jej w szczegóły.

— Rozumiem Lloyd, przede wszystkim chcemy mieć połączenie głosowe, musimy tez otrzymywać na bieżąco zdjęcia, najlepiej byłoby gdybyś rozważył jeszcze wykorzystanie kamery do zrobienia nagrania, wtedy będziemy mieć dokumentację. Zadbaj o najwyższą jakość obrazu, chcę żeby był doskonały nawet w sporym powiększeniu, zostawiam to tobie.

Piętro wyżej organizowane było już centrum dowodzenia, skąd będą porozumiewać się w czasie misji z pilotem, dowództwo, ze względu na wysokie zagrożenie niepowodzenia tej misji, będzie naprowadzona w czasie rzeczywistym, a więc podczas przelotu kontakt z pilotem ma być zachowany przez cały czas. Stąd konieczność zastosowania odpowiedniego sprzętu, który pozwoli na kontakt bez zakłóceń oraz w sposób niewykrywalny dla sił Rosyjskich.

3

I

Andrew siedział pogrążony w myślach w swoim pokoju. Zastanawiał się skąd wzięła się tu Elizabeth. Nie widzieli się od lat, dokładnie od czterech kiedy oznajmiła mu, że wyjeżdża bo zaproponowano jej prace, był w zasadzie pewien, ze to właśnie o tą pracę chodziło.

Interesowało go czym zajmowała się w centrum szkoleniowym, wiedział, że jest naukowcem, ale nie potrafił zrozumieć dlaczego porzuciła normalne życie dla czegoś takiego jak życie na odludziu, w tej atmosferze nieufności i tajemnic mogło jej odpowiadać.

„A co ja tutaj robię” – pomyślał, przecież był tam z tych samych powodów co ona, miał szansę na lepsze życie i po prostu z niej skorzystał, to wszystko.

Wiedział, że musi z nią porozmawiać jak najszybciej, nie by jednak pewien czy go poznała, choć wydawało mu się, że widzi błysk w jej oczach, ale widział w nich również strach. Może jednak nie była to praca, ani miejsce, które sobie wymarzyła.

Nagle usłyszał pukanie do drzwi, kiedy zaprosił gościa do środka okazało się ze to Elza, która przyniosła mu parę rzeczy.

Uśmiechnęła się przyjaźnie i powiedziała:

- Mam dla ciebie identyfikator, na jego podstawie będziesz mógł wchodzić do różnych części budynku. Na razie dostałeś tylko najniższy poziom dostępu, ponieważ dopiero przyjechałeś, dostęp do niektórych pomieszczeń zresztą nigdy nie będzie ci potrzebny. Jeśli status twojego identyfikatora się zmieni, ktoś cię o tym powiadomi. Miej go zawsze przy sobie, jest to tutaj twój jedyny dokument, resztę musieliśmy tymczasowo zabrać, otrzymasz je z powrotem kiedy będziesz stąd wyjeżdżał.

Była o wiele bardziej bezpośrednia niż podczas jazdy samochodem, Andrew zauważył, że jest bardzo ładna i zastanawiał się co o nim sadzi. Wiedział jednak po co tam jest i starał się nastawiać na ciężką pracę, a nie romans.

- Za pół godziny na dole podamy kolację, oczywiście jeśli nie czujesz się na siłach by w niej uczestniczyć nie ma problemu, możemy ją przysłać do pokoju, zadzwoń tylko do kuchni. Na dole zazwyczaj je niewiele osób, wielu naukowców jest na tyle zapracowanych, że jedzą w laboratoriach i gabinetach, my staramy się im nie przeszkadzać tylko pomagać w pracy. Jednak zachęcam cię żebyś zszedł, na kolacji ma być dzisiaj znany specjalista w zakresie bezpieczeństwa, z którym konsultujemy nasz najnowszy projekt. Z pewnością będzie interesująco.

Po tych słowach położyła identyfikator na stoliku obok szafy, odwróciła się na pięcie i odeszła.

Andrew faktycznie nie miał wielkiej ochoty by schodzić na dół, ale zdecydował się jednak pójść zjeść kolacje wraz z innymi, był ciekaw tego specjalisty, a poza tym, miał nadzieje, że może Elizabeth również zejdzie do jadalni.

Kiedy pojawił się w salonie, w którym znajdowało się kilka skórzanych kanap i foteli niewiele osób zwróciło na niego uwagę, wszyscy byli pogrążeni w rozmowie z jednym lub kilkoma osobami. Od razu zauważył, że jest kilka grup osób, najpewniej pracowali razem i mieli najwięcej wspólnych tematów.

Po prawej stronie od wejścia do salonu były duże drewniane drzwi prowadzące do jadalni. Było to obszerne pomieszczenie, na środku którego stal długi stół zastawiony już do kolacji. Siedziało już przy nim kilka osób, Andrew zauważył Elizabeth i Rotha, którzy byli pogrążeni w rozmowie z jakimś starszym mężczyzna, pewnie to był zaproszony do centrum specjalista, który miał być gościem dzisiejszej kolacji.

Jak tylko zegar w salonie wybił siódmą wszyscy wstali z wygodnych kanap i skierowali kroki do jadalni, nie było ustalonych miejsc gdzie, kto miał siedzieć. Elza i jej gość zasiedli u szczytu stołu i nadal o czymś rozmawiali. Reszta zajęła wolne miejsca.

Andrew rozglądał się nerwowo, w zasadzie nikt nie zauważył, że pojawiła się wśród nich zupełnie nowa osoba, rozmawiali beztrosko o swoich sprawach z sąsiadami. Nagle zauważył Elizabeth, która siedziała blisko wejścia do salonu. Obok niej siedział mężczyzna, z którym własne prowadziła rozmowę, Andrew miał wrażenie, że się o coś kłócą lub niedawno się pokłócili. Zastanawiał się kim on jest, może to jej chłopak lub mąż? Może wyszła tam za mąż w końcu to byłoby rozsądne rozwiązanie.

Postanowił, ze jak tylko będzie taka możliwość natychmiast ucieknie od stołu, koniecznie chciał porozmawiać z nią w cztery oczy, zapytać co u niej. Długo miał jej za złe, że go zostawiła, ale zrozumiał, że dostała szanse i chciała realizować pasje. Tylko czy jej się udało w tym miejscu tego nie był pewien.

Na kolację podano bardzo dobre dania, widać, ze jedzenie było tak dobierane, aby stanowiło bogate źródło witamin.

Po godzinie stół zaczął pustoszeć, wiele osób rezygnowało z drugiego dania i wracał do pracy. Nikogo to tam nie dziwiło.

Andrew tez chciał jak najszybciej stamtąd uciec, musiał jednak poczekać na Elizabeth, bardzo chciał z nią zamienić kilka słów.

W pewnym momencie zauważył, że kobieta wstaje od stołu, natychmiast zrobił to samo, ale razem z nią do wyjścia skierował się jej towarzysz, Andrew miał nadzieje że rozstaną się na którymś z korytarzy i, ze Elizabeth dalej pójdzie sama, co da mu szanse porozmawiania z nią.

Szedł za nimi w niewielkiej odległości, nie znal budynku zbyt dobrze, nie chciał się zgubić, starał się tez zapamiętać którędy idzie, by moc potem wrócić.

Wtedy zauważył, że mężczyzna skręca w jeden z korytarzy, a Elizabeth idzie dalej sama, minęła chyba jednego ze swoich znajomych, ponieważ pozdrowiła go serdecznie. Andrew wyczuł, że to dobry moment.

- Przepraszam czy pani Elizabeth Warden? – zaczął jak gdyby jej nie znal, nie miał pojęcia czy go rozpozna, na wszelki wypadek przygotował sobie co jej powie jeśli się okaże że kompletnie go nie pamięta, lub że to jednak nie ona.

Kobieta odwróciła się i na niego spojrzała, wyraz jej twarzy wskazywał wyraźnie, że go pamięta i wie kim jest.

- Już nie Warden tylko Jones, ale tak to ja. Co ty tutaj robisz Andrew?

Podszedł do niej i dopiero wtedy się odezwał.

- Jestem na szkoleniu, zrezygnowałem z pracy w policji, po tym jak dostałem propozycje pracy w Agencji, raczej chciałbym zapytać co ty tutaj robisz? Szukałem cię wiesz?

- Wiem, Andrew, ale nie mogłam ci powiedzieć, teraz, kiedy wiesz gdzie pracuję to chyba jesteś w stanie to zrozumieć.

- Zostawiłaś mnie bez słowa, a twoja rodzina nie chciała mi nic powiedzieć. Dziwisz się, ze mam pretensje?

Patrzyła na niego nieco przestraszona, choć sam nie wiedział czy boi się jego gniewu czy tego, że ktoś ich usłyszy.

- Posłuchaj, nie rozmawiajmy tutaj, tam za rogiem – wskazała palcem – jest mój gabinet, tam nikt nie będzie nam przeszkadzał.

Szybko przeszli w stronę jej gabinetu, obok drzwi, które do niego prowadziły był czytnik kart magnetycznych, Elizabeth przyłożyła kartę i drzwi się otworzyły.

Weszli do środka, wewnątrz stało biurko, które było zastawione stosami papierów, komputer był włączony, a na ekranie wyświetlały się rzędy cyfr. Szybko podeszła do biurka i wyłączyła monitor, ewidentnie nie chciała, żeby widział czym się zajmuje.

Usiadła i wskazała mu krzesło naprzeciwko biurka.

- Wybacz, że mam tutaj taki bałagan, niestety rzadko przyjmuję gości, najważniejsze, żeby prowadzić badania i pracować jak najwięcej, nasi przełożeni… są bardzo wymagający.

Andrew spojrzał na nią, wyglądała na zmęczoną, albo przerażoną, może chodziło o to, że się spotkali, może nie powinna była pokazywać, że go zna?

- Powiedz mi co się z tobą działo. Teraz już chyba możesz?

- Tak, to znaczy nie do końca. Bo wiesz to, że pracujemy dla jednej firmy nie oznacza, że mogę ci powiedzieć wszystko co tylko będziesz chciał. Na przykład nie mogę rozmawiać o swojej pracy. Tak naprawdę kiedy wyjechałam od razu trafiłam tutaj, w zasadzie od tego czasu siedzę w tym gabinecie, wykonuję badania, piszę setki raportów. Od czasu do czasu mamy spotkania ze znanymi wykładowcami i naukowcami, którzy biorą udział w badaniach lub je opiniują.

- No rozumiem, ale nie chodzi mi o to co dzieje się w twojej pracy.

- Ahh, bałam się, że o to zapytasz. No cóż, poznałam tutaj swojego męża, był agentem, który przyjechał tutaj na szkolenie uzupełniające, ale został na stałe. I tyle.

Andrew oczekiwał chyba czegoś innego, miał nadzieję, na przyjacielską i przede wszystkim szczerą rozmowę, ale okazało się, że Elizabeth nie ma zamiaru się mu zwierzać.

- Chyba już pójdę, nie będę zajmował ci czasu.

II

Kate właśnie kończyła pracę, musiała jeszcze wysłać raport do szefa, związany z jedną ze spraw, które prowadziła.

Właśnie zbierała swoje rzeczy z biurka kiedy zgasły wszystkie światła, była bardzo zdziwiona, braki prądu nigdy się nie zdarzały, budynek miał zasilanie awaryjne, dlatego kiedy po kilku minutach nadal było całkiem ciemno Kate była zaniepokojona.

Budynek stał na poza centrum miasta, ulica była całkiem ciemna, dlatego w kiedy zgasły wszystkie światła nie było nic widać.

Zanim jej wzrok przyzwyczaił się do ciemności, usłyszała, że drzwi, przez które wchodziło się na dużą salę gdzie siedzieli wszyscy agenci, się otwierają. Szybko wskoczyła za biurko, nie miała pojęcia kto to może być, o tej porze cały budynek powinien być już pusty.

- Kto tam? – zawołała w stronę drzwi.

Wtedy ciszę jaka panowała w pomieszczeniu przeszył strzał w jej kierunku. Na chwilę ją ogłuszyło, a oczy zapiekły ją od nagłego rozbłysku.

Szybko zrozumiała, że odezwanie się było błędem, ale nie rozumiała jak to się mogło stać, że ktoś wszedł do budynku, jak to w ogóle możliwe, że udało się mu spowodować awarię zasilania.

Kiedy tylko trochę doszła do siebie natychmiast położyła się na podłodze i zaczęła zaglądać pod biurka, chciała choć mniej więcej dowiedzieć się w którą stronę szedł strzelec, wiedziała, że na pewno zmierza w jej kierunku, ponieważ sama mu go wskazała.

Wtedy rozbłysło światło latarki, szukał jej. Najgorsze było to, że broń zostawiła na biurku, tuż obok torby z rzeczami, którą miała zabrać do domu, nie miała się nawet jak bronić, a na przeczołganie się do biurka nie było żadnych szans.

Zaczęła się cicho przesuwać przed siebie między rzędami, chciała dotrzeć do głównej alejki, która biegła pomiędzy biurkami po to by stamtąd uciec na schody przeciwpożarowe, do których wejście znajdowało się na końcu przejścia. Stamtąd mogła uciec na inne piętro i się schować. Oczywiście jeśli intruz nie zauważy wcześniej co planuje.

Wiedziała, że czasu jest bardzo mało, w końcu w świetle latarki zamachowiec mógł zobaczyć jakiś ruch, a wtedy nie miała szans. Co jakiś czas się zatrzymywała by nasłuchiwać szelestu butów.

Zamachowiec dotarł do jej biurka, słyszała jak wyrzuca z torby jej rzeczy, na szczęście wszystkie ważne dokumenty schowała do szafki zamykanej na kod i zabezpieczonej dodatkowo przez odcisk palca, broń też była schowana, a w torbie miała wyłącznie osobiste rzeczy.

Nagle zauważyła, że drzwi do pomieszczenia od strony schodów pożarowych lekko się uchylają, wszedł przez nie jakiś człowiek, który również trzymał w ręce broń. Nie zastanawiając się wiele strzelił w intruza kilka razy.

Kate usłyszała jak za nią ktoś osuwa się na ziemię.

Zrobiło się jej słabo, miała wrażenie, że zaraz sama straci przytomność.

Ktoś do niej podszedł.

- Czy wszystko w porządku, czy coś pani zrobił?

Powoli dochodziły do niej jego słowa, mężczyzna pomógł się jej podnieść na nogi. Spojrzała na niego i powiedziała:

- Wszystko w porządku, kto to w ogóle był.

- Nie mam pojęcia, właśnie wychodziłem z biura kiedy zgasły światła, a ponieważ byłem już przy drzwiach wyjściowych na korytarz to zauważyłem, że po schodach na górę idzie jakiś człowiek z bronią w ręce, udało się schować za róg korytarza, dlatego mnie nie zauważył. Przebiegłem przez biuro poniżej by dostać się na schody pożarowe i go zaskoczyć z drugiej strony. Nie miałem pojęcia, że ktoś jeszcze tutaj jest, myślałem, że włamał się, żeby ukraść jakieś dokumenty, ale patrząc na to, że chciał do pani strzelić nie mam już tej pewności.

- Słucham? Sądzi pan, że chciał mnie zabić? Przecież to niedorzeczne, pewnie przyszedł po to, żeby coś ukraść, zresztą sprawdzimy dokładnie kim jest.

Kate rozpoznała agenta, z którym rozmawiała, widziała go kilka razy na korytarzu, choć nie miała pojęcia jak się nazywał, nie pracował w jej wydziale.

Mężczyzna, jakby czytał w jej myślach, lekko się uśmiechnął i powiedział:

- Nazywam się Frank Browic, pracuję w wydziale do spraw bezpieczeństwa.

„Czyli zajmujesz się bezpieczeństwem agencji i pracujących tutaj ludzi. Kiepsko ci to wychodzi.” – pomyślała.

- Kathrine Wiliams, bardzo dziękuję za pomoc, nie wiem czy udałoby mi się ujść z życiem.

- Cała przyjemność po mojej stronie. Cieszę się, że to się tak zakończyło i że nic się pani nie stało.

- Cóż, muszę zadzwonić do szefa wydziału i poinformować techników, muszą przyjechać jak najszybciej i zebrać wszelkie ślady, muszę wiedzieć kim był ten człowiek, w ogóle nie mam pojęcia jakim cudem udało mu się wejść, trzeba też sprawdzić zasilanie. Nadal nie ma prądu, a jeśli jemu udało się odciąć budynek i wyłączyć zasilanie awaryjne, to nie działał sam.

Frank spojrzał na nią jakoś dziwnie. Wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał, zamiast tego powiedział:

- W takim razie chyba nie jestem w tej chwili potrzebny, podejrzewam, że będę musiał złożyć zeznania, jutro zajmę się przygotowaniem raportu, może to usprawni śledztwo. Chciałbym jeszcze panią o coś zapytać?

- Tak? – Kate spojrzała na niego zdziwiona. Czego mógł od niej chcieć? W sumie powinna mu się odwdzięczyć, w końcu najprawdopodobniej gdyby nie on, ona mogłaby już nie żyć.

- Czy dałaby się pani zaprosić na kawę? Powiedzmy jutro?

- Ja? Hmm… oczywiście.

Uznała, że jest mu to winna.

Po tych słowach Frank odwrócił się i szybkim krokiem wyszedł z biura na korytarzy i skierował się w stronę schodów.

4

I

Andrew po spotkaniu z Elizabeth nieco się załamał. Nie spodziewał się tak chłodnego przywitania i tego, że kobieta w ogóle nie będzie chciała mu opowiedzieć co się z nią działo, w zasadzie to czego się dowiedział, niemal z niej wymusił.

Starał się zapomnieć o niej, skupiając się na trwającym szkoleniu, zajęcia, na które chodził były dość interesujące, więc nie było to specjalnie trudne, zresztą widział ją później tylko raz, minęli się na korytarzu.

Zgodnie z tym czego dowiedział się zaraz po swoim przyjeździe uczono go niemal wszystkich dziedzin, które mogłyby być przydatne. Zapoznawał się z najnowszą technologią, która była opracowywana w większość w centrum szkoleniowym, wielu wykładowców było praktykami, którzy potrafili świetnie przekazać niezbędne informacje.

Andrew musiał również zapoznać się z historią oraz tematyką polityki, ponieważ agencja, w której miał pracować miała charakter międzynarodowy, wiedza ta obejmowała wiele krajów i była dość skomplikowana.

Najciekawsze były zajęcia, które polegały na oszukiwaniu wykrywaczy kłamstw, uczyły tego jak należy się zachować podczas przesłuchania, podczas jednych z nich otrzymał zadanie wymyślenia sobie nowej tożsamości, ze wszystkimi szczegółami, którą miał się posługiwać przez cały miesiąc.

Wymagano od niego również bardzo dobrej kondycji fizycznej, codziennie stawiał się rano na ćwiczenia, które miały różnorodny charakter, i z pewnością pozwalały na dobre przygotowanie do każdych warunków. Obejmowały także naukę przetrwania w najróżniejszych warunkach klimatycznych, co, jeśli nie było możliwości doświadczenia ich w warunkach naturalnych było symulowane, w podziemiach centrum szkoleniowego.

Starał się nadążać za szaleńczym tempem, do którego musiał się przyzwyczaić, nawet się nie zorientował kiedy okazało się, że jest na szkoleniu już od miesiąca.

Jednego wieczoru postanowił, namówiony przez kolegę ze szkolenia, zejść na wspólną kolację. Rzadko tam się pojawiał, bał się spotkać Elzę lub Elizabeth.

W jadalni było prawie pusto, usiadł sam, ponieważ jego towarzysza jeszcze nie było i wtedy zauważył, że na drugim końcu stołu siedzi Elza i się w niego wpatruje. Ją również bardzo rzadko widział, miał podejrzenia, że przez pewien czas jej nie było, tylko gdzie mogła wyjechać?

Starał się  na nią nie zwracać uwagi, po jakimś czasie przysiadł się do niej jakiś młody mężczyzna, z którym zaczęła rozmawiać, więc nie zaprzątał sobie nią więcej myśli.

Po pół godzinie dziewczyna wstała od stołu i przeszła obok niego, kiedy była na wysokości jego ramienia zauważył kątem oka, że coś upuszcza na podłogę, chciał za nią zawołać, ale coś go powstrzymało. Był bardzo ciekaw co to mogło być.

Szybko wziął małą karteczkę do ręki i wstał od stołu, zostawiając nieskończoną kolację. Pobiegł po schodach na górę i skierował się w jeden z opustoszałych korytarzy by w spokoju obejrzeć kawałek papieru.

Było na nim tylko jedno zdanie, zapisane eleganckim pismem:


„Andrew,


Przyjdź dziś do mnie o północy, muszę z tobą porozmawiać. Elizabeth”


Andrew nic z tego nie zrozumiał, jak to mogło się stać, że Elza miała wiadomość od Elizabeth, tylko do kogo była skierowana? Do niego, a może do kogoś zupełnie innego?

Wtedy jak spod ziemi wyłoniła się Elza, która z szerokim uśmiechem skierowała się w jego stronę, starał się nie dać po sobie znać, że przeczytał wiadomość, którą ona zgubiła i powiedział:

- Dobry wieczór.

Popatrzyła na niego cała rozpromieniona, o co mogło jej chodzić?

- Co ty tutaj robisz? Jeszcze chwilę temu widziałam cię na dole.

- Właśnie szedłem w stronę swojego pokoju, muszę jutro wcześnie wstać, mam szkolenie.

- Przecież twój pokój jest w drugiej części domu.

Wyglądała na zdziwioną, choć Andrew się zastanawiał czy właśnie nie złapała go na kłamstwie. Ponieważ nadal się uśmiechała postanowił się tym nie przejmować, szybko zapomniał o kartce.

- Wiesz chciałabym z tobą o czymś porozmawiać, może siądziemy u mnie? Tam nikt nie będzie nam przeszkadzał.

- Jasne, czemu nie.

Poprowadziła go w stronę schodów, a później na najwyższe piętro w domu, nigdy tam nie był. Otworzyła drzwi do swojego mieszkania, a kiedy Andrew wszedł okazał się, że jest to bardziej apartament.

W środku zauważył kilka drogich mebli ustawionych w salonie. Elza wskazał mu najbliższy fotel i zaproponowała coś do picia.

- Jak ci się u nas mieszka? Słyszałam, że szkolenie nieźle ci idzie i może wkrótce będziesz mógł wyjechać.

- Skąd to wiesz?

- No rozmawiałam z twoimi instruktorami, są bardzo zadowoleni, choć nie ukrywam, że ja mniej, ponieważ nas opuścisz, a nie zdążyłam z tobą nawet dłużej porozmawiać.

Podała mu szklankę z whisky i usiadła na kanapie obok fotela. Naprzeciwko przez duże okna było widać ośnieżone góry, wpatrywała się w nie przez chwilę w milczeniu i powiedziała:

- Powiedz mi co cię łączy z Elizabeth Jones? – teraz w jej oczach było widać podejrzliwość, przypatrywała mu się uważnie.

- Wiesz w zasadzie nic, kiedyś się znaliśmy i tyle.

„Czy mój ton był odpowiedni? Jeśli nie dam z siebie wszystkiego dowie się aż za dużo.” – pomyślał.

- Cóż, a ja myślę, że to nie była tylko znajomość, wiesz mam tutaj dostęp do kilku informacji, i sprawdziłam to i owo.

Wtedy Andrew poczuł, że robi mu się słabo. Odstawił szklankę na stolik i zamknąć na chwilę oczy, wtedy zauważył, że głos Elzy staje się coraz mniej wyraźny, a on nie może otworzyć oczu.

II

Kate uznała, że Mark nie musi wiedzieć o jej spotkaniu z Frankiem Browicem, w końcu zamierzała porozmawiać z nim tylko chwilę, do czasu aż uzna, że odpłaciła się za pomoc.

Umówili się w kawiarni naprzeciw budynku agencji, uznała, że w ten sposób szybciej uda się jej uciec.

- Miło mi, że znalazła pani czas. Czy udało się coś ustalić w sprawie naszego gościa?

- Cóż niezbyt wiele, zebrano ślady, czekam na wyniki analiz, mój zespół zajął się już identyfikacją, jest kilka rzeczy i baz do sprawdzenia, na razie jednak nie wiemy jaki był powód jego wizyty w naszym biurze.

- Nie sądzi pani, że moja teoria jest najbardziej prawdopodobna?

- To znaczy? Wciąż uważa pan, że chodzi o mnie? To jest niedorzeczne, choć oczywiście nie wykluczamy również takiej możliwości, wolę jednak stawiać na rozwiązania, które wykluczają moją szybką śmierć.

- Ma pani rację. Ok, nie rozmawiajmy już o tym, chciałem tylko powiedzieć, że przygotowałem już raport i jestem do dyspozycji gdyby chciała mnie pani przesłuchać.

- Myślę ze wezwiemy pana w odpowiednim czasie. Na razie chciałabym ustalić tożsamość tego człowieka, a to wymaga oczekiwania na wyniki badan.

- Rozumiem, będę zadowolony jeśli na cos się przydam.

W zasadzie nie chciała włączać go do śledztwa, miała co do niego dziwne przeczucia. Wyślą żeby zadzwonić do Marka, niepokoiła się ponieważ nie oddzwaniał, a miał mieć dzisiaj bardzo ważne szkolenie i była ciekawa jak mu poszło.

Kiedy wracała zobaczyła Franka z jakaś kobieta przy zajmowanym przez nich stoliku, była wysoka i szczupła, i miała wrażenie, ze gdzieś ja już widziała, ale nie mogła skojarzyć gdzie. Dala mu jakąś kopertę i odeszła, najprawdopodobniej jej rozmówca wiedział co w niej jest, nie wyglądał na specjalnie zdziwionego, raczej na zawiezionego. Jakby wydarzyło się cos czego się obawiał.

Szybko się pożegnała, miała go dość. Opowiadał jej o sobie, był człowiekiem, który nie miał nic ciekawego do przekazania, ale musiał z kimś pogadać, zostawiła go żona, w zasadzie poza pracą nie miał kompletnie nic. Chyba uznał, ze Kate będzie jego lekarstwem na samotność.

Postanowiła wstąpić do pracy, Lloyd miał jej dzisiaj zdać raport na temat nowego oprogramowania, na które czekali w bazie wojskowej Marka. Było niezbędne, żeby przygotować samolot, ale jak na razie programista nie pokazał jej niczego nadającego się do użycia.

Poza tym chciała dowiedzieć się czy udało się już zidentyfikować zamachowca, który wdarł się do budynku, była bardzo ciekawa jak mu się to udało.

Kiedy weszła do biura, było tam jeszcze sporo osób, mimo, że było już po 18, nie zastała za to Lloyda przy jego biurku, ale kiedy się za nim rozglądała, zauważyła, że siedzi w jednej z sal konferencyjnych z laptopem.

Weszła tam i zamknęła za sobą drzwi.

- Jak ci idzie? Możemy w końcu powiadomić bazę, że mamy coś użytecznego?

Spojrzał na nią nieco nieprzytomnie, miała dziwne wrażenie, że albo nie był trzeźwy, albo coś wziął, nie chciała dociekać, nie był to pierwszy raz, a wiedziała, że w ten sposób o wiele lepiej mu się pracuje.

— No powiedzmy, muszę jeszcze dopracować interfejs, skontaktowałem się już ze specjalistami z bazy w tej sprawie, muszą zatwierdzić wszystkie funkcje, które im opisałem i wtedy mogę dokończyć pracę — spojrzał na ekran. — Aha i szukał cię ktoś z laboratorium, chyba coś dla ciebie mają, kazałem im przesłać na twoją skrzynkę.

- Ok, możesz na nią wejść ze swojego laptopa?

- Jasne.

Po chwili na ekranie rzutnika, który znajdował się w Sali konferencyjnej wyświetlił się ekran komputera Lloyda, a następnie poczta Kate. Tylko ona i Lloyd znali hasło do jej skrzynki służbowej, ufała mu i wiedziała, że nie wszedł by na nią nigdy bez jej pozwolenia.

Na skrzynce rzeczywiście była nieodebrana wiadomość z laboratorium, zawierała raport z badań zwłok zamachowca, który wszedł do budynku i strzelał do niej. Jego tożsamość była dla niej bardzo ważna, wierzył, że jeśli ją pozna i sprawdzi z kim ten człowiek miał powiązania, będzie mogła wykluczyć lub, czego bała się najbardziej, potwierdzić, że chodziło o nią, a nie po prostu o jakieś dokumenty, które przechowywali w agencji.

Laboratorium udało się zidentyfikować strzelca. Nazywał się Daniłł Pardon, Rosjanin. I tyle, resztę musiała zrobić sama.

Lloyd, jakby czytał w jej myślach, szybko wstał z fotela i wpuścił ją przed komputer, szybko włączyła bazę danych agencji, która zawierała informacje na temat osób poszukiwanych, skazanych, ale również na temat osób podejrzanych o terroryzm.

Nie zdziwiła się, kiedy odnalazła tego człowieka w bazie danych, był rosyjskim terrorystą powiązanym z dużą grupą działającą w głębi Rosji, daleko na wschodzie. To właśnie ta grupa, według podejrzeń agencji mogła być powiązana z budową, którą w ramach misji mieli zbadać.

- Terrorysta? Co on tutaj robił? Myślisz, że ma jakieś powiązania z terrorystami, których chcemy zinfiltrować w Rosji?

- Lloyd przecież na razie nie wiemy, czy to co będziemy badać to robota terrorystów, rosyjskiego wojska, czy jednych i drugich, co najbardziej mniej chyba martwi.

- Czy on może być powiązany z Przewalskim?

Kate jeszcze raz spojrzała na zdjęcie, mężczyzna był skazany w Rosji za terroryzm, ale uciekł z więzienia, było bardzo prawdopodobne, że nie musiał się specjalnie starać, żeby uciec, jeśli ich podejrzenia były słuszne i Federacja Rosyjska współpracowała z terrorystami, to pewnie informacja o ucieczce Pardona była jedynie na papierze, w rzeczywistości mogli go wypuścić, lub, żeby zachować pozory, mogli mu znacznie ułatwić wydostanie się z więzienia.

- Tak, najpewniej jest z nim powiązany, wydaje mi się, że go kojarzę.

Temat grupy terrorystycznej działającej w Rosji nie był nowy, ciągnął się od jakiegoś czasu, Kate była jednym z tych agentów, którzy prowadzili sprawy z nią związane od kilku lat. Znała wielu jej członków ze zdjęć. Duża liczba została zlikwidowana lub osadzona w więzieniach na zachodzie, ale wiedziała, że organizacja sięga znacznie głębiej niż można to sobie było wyobrazić.

Nagle Lloyd zapytał:

- Jak w ogóle zginął Przewalski? Nigdy o tym nie wspominałaś.

Kate nie lubiła tego tematu, prowadziła śledztwo w sprawie Przewalskiego, zeznawała w sądzie, który skazał go dożywotnią karę więzienia. Oczywiście zaocznie, ponieważ nigdy nie udało się go złapać. Nie było do końca wiadomo czy jeszcze żył, ale nie było też wystarczających dowodów na to, że tak nie jest.

Chociaż w sądzie jej tożsamość nie była ujawniona, to wiedziała, że najprawdopodobniej Przewalski wie kim jest i że pewnego dnia będzie chciał się jej odpłacić za udział w tej sprawie, podobnie jak wielu innym agentom.

- On nie zginał, nie ma na to żadnego dowodu, a dopóki tak jest, będzie uważany za zaginionego i poszukiwanego. Jest szansa, że to co dzieje się na Syberii, jest w jakiś sposób z nim powiązane, jeśli wykażemy, że tak jest będzie można wznowić śledztwo i może wtedy uda się go skazać i osadzić w więzieniu do końca życia.

Lloyd widział, że ją zdenerwował, choć nie miał takiego zamiaru.

- Lloyd?

Kate wyrwała go z zadumy.

- Tak?

- By zakończyć tą sprawę potrzebujemy twojego oprogramowania.

I wyszła.

Kate po rozmowie z Lloydem postanowiła wrócić do domu. Jednak przed wyjściem chciała zajrzeć na dokumenty na swoim biurku, w ciągu dnia któryś z jej współpracowników mógł jej podrzucić jakiś raport, który mogła przeczytać w domu.

Na biurku rzeczywiście leżały jakieś dokumenty, okazało się, że to teczka tego jej asystenta, który miał po szkoleniu stawić się w agencji i dołączyć do jej zespołu. Była bardzo ciekawa co to za jeden i czy uda jej się z nim jakoś dogadać.

Wzięła teczkę i wyszła z biura, Lloyd cały czas siedział nad laptopem, a ona miała nadzieję, że udało jej się go odpowiednio zmotywować do pracy.

5

I

Andrew obudził się w swoim pokoju, niewiele pamiętał. Ostatnie wspomnienie było z apartamentu Elzy, dała mu drinka i potem nie miał pojęcia co się działo.

Pamiętał jednak o wiadomości od Elizabeth, wiedział, że musi ją odszukać i z nią porozmawiać, nie miał jednak pojęcia jak ją znaleźć.

Szybko się ubrał i wyszedł na korytarz, ćwiczenia miał dopiero po południu, więc miał sporo czasu by znaleźć kobietę, chciał również porozmawiać z Elzą, musiał się dowiedzieć o co chodziło i co się wczoraj stało. Dziwnie się czuł i miał wrażenie, że czegoś musiała mu dosypać do drinka.

W końcu podejrzane było już to, że miała list od Elizabeth do niego, z każdą chwilą nabierał coraz większych podejrzeń, że coś jest z nią nie tak. Tylko o co mogło jej chodzić?

Postanowił zacząć od biura Elizabeth, był tam raz i trochę błądził po korytarzach zanim odnalazł właściwy, po drodze miał niewiele osób, większości nawet nie kojarzył, a i oni nie sprawiali wrażenia zainteresowanych tym, że ktoś obcy kręci się po miejscu ich pracy.

W końcu dotarł do właściwych drzwi, zapukał, cisza. Zapukał ponownie. Niestety nikt nie otwierał, zauważył jednak, że drzwi, choć nie uchyliły się podczas pukania, nie są do końca zamknięte, jakby ktoś włożył coś pomiędzy nie, a futrynę, żeby można je było otworzyć bez karty.

Nacisnął klamkę i bez najmniejszego problemu je otworzył. W środku panował dokładnie taki sam bałagan, jaki był kiedy zobaczył to pomieszczenie po raz pierwszy.

Na biurku jednak brakowało komputera, co było bardzo dziwne, w końcu po co Elizabeth miałaby go zabierać? Andrew poczuł pewien niepokój, przecież niedorzeczne było, żeby zabierała go do siebie do pokoju, mogła pracować w biurze kiedy i jak długo chciała.

Nasunęła mu się myśl, że może Elza włamała się do jej biura, na pewno miała możliwość wejścia do każdego pomieszczenia w tym budynku.

Rozejrzał się dookoła, może jest jakiś ślad, który podpowie mu gdzie może być Elizabeth, nie miał pojęcia, gdzie mieszkała, nie chciał też o nią rozpytywać, ponieważ ktoś mógł się zainteresować tym, że jej szuka i donieść jego opiekunowi, albo nawet samej Elzie. Nie było wiadomo komu można tam ufać.

Kiedy odwrócił się w stronę drzwi jego wzrok przykuł przedmiot, który zablokował drzwi przed całkowitym zatrzaśnięciem się zamka. Była to cienka, plastikowa koperta wielkości karty kredytowej. W środku znajdowała się jakaś kartka.

Szybko podniósł ją z podłogi, wtedy też zorientował się, że zostawił otwarte drzwi, gdyby ktoś przechodził korytarzem na pewno zainteresowałby się co robi w nieswoim biurze sam.

Na kartce było tylko kilka słów zapisanych w pośpiechu, część liter była nieczytelna, ale zdołał zrozumieć sens.

Elizabeth napisała numer swojego pokoju, prosząc go o to by się tam udał, jak tylko odczyta tą wiadomość.

Zaczynał się martwić, czy miała kłopoty? Dlaczego napisała to w takim pośpiechu, i dlaczego nie mogła mu tego sama powiedzieć? Wczoraj chciała z nim rozmawiać, ale Elza w jakiś sposób przechwyciła wiadomość. Może znikąd jej nie wykradła, tylko wzięła ją od samej Elizabeth?

Szybko zamknął za sobą drzwi, na szczęście niczego więcej nie dotykał, a ewentualny ślad jego odcisków na klamce postanowił wyjaśnić tym, że szukał kobiety i sprawdził czy nie ma jej w biurem, ale było zamknięte.

Idąc szybkim krokiem przez korytarz przyszło mu do głowy, że nie pomyślał o ewentualnym monitoringu, ale uznał, że będzie się tym martwił później.

Pokój dziewczyny znajdował się piętro wyżej, Andrew starał się iść w miarę normalnym krokiem, nie chciał zwracać na siebie zbyt wiele uwagi. Szybko odnalazł właściwy numer, zapukał, a kiedy nikt mu nie odpowiedział wszedł do środka.

Zdziwiło go, że drzwi nie były zamknięte, ale z drugiej strony jeśli ktoś chciałby wejść do pokoju to znalazłby sposób, nie były one, w przeciwieństwie do biur zamykane na kartę, tylko n zwykły klucz, a biorąc pod uwagę dużą liczbę naukowców, inżynierów i innych specjalistów, to pokonanie tak p[prymitywnego zamka nie stanowiło problemu.

W pokoju panował ład i porządek, stanowcze zaprzeczanie biura Elizabeth.

Pod oknem naprzeciwko drzwi stało niewielkie biurko z kilkoma szufladami. Otworzył pierwszą z nich, choć czuł się nieco niezręcznie, wyobrażał sobie co byłoby gdyby za jego plecami stanęła właścicielka pokoju i zobaczyłaby go jak grzebie w jej osobistych rzeczach.

W pierwszej, jak i drugiej w szufladzie nie było niczego ciekawego, zainteresowała go jednak ostatnia z nich, wydawał mu się nieco płytsza od poprzednich. Okazało się, że tylna ścianka była przesłonięta kawałkiem drewna bardzo podobnego do tego z jakiego został wykonany cały mebel, na pierwszy rzut oka nie było widać, że coś z tą szufladą jest nie tak.

Z biurka wziął nóż do otwierania listów i wyciągnął małą deseczkę, a którą znajdowało się małe pudełko.

Wziął je do ręki i szybko zajrzał do środka, nie chciał zabierać czegoś co było osobistą rzeczą Elizabeth, a którą tylko schowała dla bezpieczeństwa. Jeśli miałby to jednak być przedmiot, który pozwoliłby mu wyjaśnić co działo się z kobietą, to koniecznie musiał go zabrać i w spokoju obejrzeć u siebie.

W środku znajdował się jakiś klucz i kartka. Andrew uznał, że zabierze pudełko i szybko schował je do kieszeni po czym wyszedł na korytarz. Miał ogromne szczęście, że nikt go tam nie spotkał, wyglądałoby to bardzo dziwnie, że kręci się na korytarzu gdzie mieszkają sami naukowcy zatrudnieni w centrum.

Zszedł po schodach i udał się do swojego skrzydła budynku, otworzył drzwi do swojego pokoju i usiadł na łóżku.

Jeszcze raz zajrzał do pudełka, klucz był całkiem zwyczajny i mógłby otwierać niemal wszystkie drzwi w budynku, oprócz tych zabezpieczonych kartami magnetycznymi.

Na kartce, pismem Elizabeth, było zapisanych kilka zdań.


Andrew skoro znalazłeś tą kartkę to oznacza to, że najprawdopodobniej się już nie zobaczymy. Niestety nie zdążyłam Ci wszystkiego wyjaśnić choć bardzo chciałabym, żebyś wiedział co się tutaj dzieje.

Klucz, który znalazłeś przyda Ci się w odpowiednim momencie, sądzę, że pomoże wyjaśnić parę spraw.

Żałuję, że nie mogłam z Tobą porozmawiać szczerze.


Elizabeth


Andrew widział od początku, że coś jest nie tak, ale co mógł teraz zrobić? Przede wszystkim musiał schować klucz, który dała mu Elizabeth. Nie wspomniała jednak kiedy będzie mu potrzebny. Zastanawiał się czy nie powinien zacząć szukać drzwi, które mógłby nim otworzyć.

Z drugiej strony jakie miał szanse na ich znalezienie?

Napisała, że przydadzą się w odpowiednim momencie, więc pozostało mu czekać na ten moment.

II

Kate spotkała się w domu z Markiem, ostatnio nie mieli dla siebie zbyt wiele czasu. Ona była pochłonięta ostatnimi wydarzeniami i przygotowaniami do wyjazdu, a Mark nieustannie latał na symulatorach i odbywał ćwiczenia.

W zasadzie od kilku dni nie zamienili z sobą wielu słów poza przywitaniem rani i dobranoc przed snem.

Zjedli razem kolację, którą zostawiła gospodyni, podczas posiłku Kate odpowiedziała Markowi co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku dni.

Najbardziej wstrząsnęła nim historia o strzelaninie w jej biurze, wciąż nie dawało jej spokoju to jak temu człowiekowi udało się wejść do budynku i pozostać niezauważonym, co więcej wyłączył zasilanie, zarówno to pochodzące z sieci miejskiej, jak i awaryjne.

Od jakiegoś czasu miała wrażenie, że nie działał sam, musiał mieć skądś informacje, przecież nie działałby tak sprawnie bez tego. Jeśli jednak to była prawda to w samej agencji był ktoś kto mu pomagał. A to niepokoiło ją najbardziej.

Mark, tak samo jak i ona zastanawiał się jak w ogóle mogło dojść do czegoś takiego w bardzo dobrze strzeżonym budynku.

- Sprawdziliście monitoring?

- Zasilanie było wyłączone, nie działały kamery. Nasi technicy sprawdzają jak to możliwe, że ktoś wyłączył wszystkie zabezpieczania, do tego trzeba mieć uprawnienia. Sama nie wiem, nie mogę uwierzyć w wersję, że ten Pardon działał sam, przecież jak dostałby się do budynku i tylu strzeżonych pomieszczeń. Wciąż brakuje mi jednego elementu, który połączyłby to wszystko w całość.

- Myślisz, że ktoś mu pomagał prawda? Ktoś z agencji?

- Obawiam się, że to jest bardzo prawdopodobne, ale wtedy to będzie oznaczało, że mamy kreta, kogoś kto współpracuje nie tylko z tym jednym człowiekiem, to będzie ktoś kto wspiera działania całej organizacji, której wielkości nie jesteśmy sobie w stanie do końca wyobrazić. Nawet nie chcę o tym myśleć, choć niestety chyba mam rację.

Mark spojrzał na nią zasmucony. Nie chciał, żeby się tak denerwowała, ale wiedział też, że to wszystko co się dzieje jest wpisane w jej zawód, to ciągłe zagrożenie, uczucie niepewności. Zastanawiał się czasem jak ona to wszystko znosi i podziwiał ją, że była tak silna.

- Mark, zastanawiam się tylko czy w tej sytuacji powinniśmy kontynuować misję. Mam wrażenie, że to wszystko ma ze sobą związek i zaczynam się obawiać czy to ma sens.

- Co ty mówisz? Mamy zrezygnować teraz, kiedy wszystko je prawie gotowe? Nie możemy, wiesz, że mamy do wykonania ważne zadanie, jeśli wszystko się uda to możemy pomóc w uratowaniu wielu ludzi, możemy odkryć coś wielkiego.

Miała wrażenie, że kompletnie nie rozumie powagi całej sytuacji, dla niego to była w zasadzie dobra zabawa. Wszystko co działo się wokół mówiło jej, że należy się jeszcze dobrze zastanowić nad dalszym rozwojem sytuacji.

- Sama nie wiem, może nie powinieneś lecieć? Może wymyślimy coś innego, żeby zdobyć zdjęcia. Może uda się zinfiltrować tą grupę, lub nasz informator dostanie się jednak do środka…

Wtedy dalsze słowa przerwał jej donośny huk, który rozległ się na tyłach domu. Usłyszeli trzask pękającej szyby w sypialni i szkło sypiące się na podłogę.

Oboje instynktownie wskoczyli pod stół i zaczęli się rozglądać wokół. Było zupełnie cicho, tak jakby nic się nie wydarzyło. Wstali powoli nadal uważnie się rozglądając, przez duże okna w salonie nie było nic widać na zewnątrz. Panowała całkowita ciemność.

Kate szybko podeszła do stolika przy drzwiach gdzie zostawiła torbę, w środku była broń. Wzięła ją do ręki i wolno skierowała się do wejścia do sypialni.

W środku było ciemno i zimno, okno było rozbite, a na podłodze leżał sporej wielkości kamień.

Mark szedł za nią, zapalił światło w sypialni i wtedy Kate zauważyła, że kamień jest czerwony od krwi, i że jest do niego przyczepiona kartka.


Witaj Kate,


Cieszę się, że udało Ci się ułożyć życie, piękny dom, praca i przystojny mąż. Zastanawiam się jednak co z przeszłością, zapomniałaś już o niej?


Dotarły do mnie wspaniałe wieści, że wybierasz się w moje strony, tak, wbrew pozorom sporo o Tobie wiem. Mam nadzieję, że będzie okazja do spotkania i porozmawiania o dawnych czasach.


Mam tylko nadzieję, że Twój mąż wie jaka jest Rosja i będzie na siebie uważał, nie chciałbym widzieć smutku malującego się na Twojej ślicznej twarzy gdyby coś mu się stało.


Jan.


P.S. Postanowiłem dać Wam prezent, jestem pewien, że Ci się spodoba. Znajdziesz go za oknem, sądzę, że to piękna dekoracja ogrodu.


Kate była w szoku. Nie spodziewała się czegoś takiego. Starała się jednak myśleć racjonalnie, powoli podeszła do krawędzi okna i wyjrzała przez nie.

Tuż obok ściany domu, na trawniku, coś leżało, nie chciała dopuścić do swojej świadomości, co, lub w zasadzie kto to mógł być.

Godzinę później w jej domu było pełno ludzi. Technicy zabezpieczyli teren, pojawiła się policja, jednak ze względu na miejsce pracy Kate i jej charakter stanowili tylko organ pomocniczy, kierowanie sprawą przejęła agencja.

Zabezpieczone zostały wszystkie dowody, zebrano odciski palców. Zrobiono kompletną dokumentację fotograficzną.

Kate siedziała w kuchni, obok niej stał Mark. Zastanawiała się kim był człowiek, którego zobaczyła za swoim domem. Nadal była w szoku, choć już nieco się uspokoiła, czuła się jednak niepewnie, ponieważ uważała swój dom, za miejsce gdzie może czuć się bezpiecznie.

Skąd Jan wiedział gdzie mieszka? Skąd wiedział, o jej misji, mężu, pracy i w ogóle skąd cokolwiek wiedział? Musiał mieć dojścia, jakoś wykradać informacje.

Do kuchni wszedł zawiadomiony lekarz, specjalista medycyny sądowej, który współpracował z agencją.

- Pani porucznik zakończyłem swoją pracę. Wygląda na to, że ten człowiek nie żyje już od jakiegoś czasu. Krew, którą ubrudzony był kamień, najprawdopodobniej nie należała do niego. Zabieramy ciało do agencji celem wykonania sekcji zwłok, chociaż przyczyna śmierci jest oczywista. Ten człowiek zginął od strzału w tył głowy.

- Rozumiem, kiedy możemy się spodziewać raportu z sekcji? Chciałabym, aby wszystkie materiały genetyczne zostały jak najszybciej przekazane technikom, musimy ustalić tożsamość.

- Jutro wykonamy sekcję, do wieczora raport znajdzie się u pani.

Kate zadzwoniła do swojego szefa, jego reakcją był stek przekleństw, który usłyszała przez telefon. Wiedziała, że jakiekolwiek zagrożenie jego ludzi jest dla niego ważną sprawą i że nie odpuści dopóki nie znajdzie osoby odpowiedzialnej za to co się stało.

Pozwolił jej również kierować śledztwem, mimo, że to w jej domu znaleziono zwłoki, sprawa była niewątpliwie połączona z innymi, które prowadziła i dlatego konieczne było by ją również prowadziła.

Kiedy wszystkie ślady zostały zabezpieczone, technicy, policja i kilku agentów odjechało, Kate postanowiła porozmawiać z Markiem.

- Uważasz, że w tej sytuacji powinieneś jechać? Miałam rację, że coś jest nie tak.

- Kate myślę, że przesadzasz. Co się może stać? Jesteśmy doskonale przygotowani, wszystko idzie gładko, to przecież jest łatwa misja.

- On cię nie pozwoli jej w ogóle wykonać! Nie rozumiesz tego? Jeśli do niej dojdzie to po prostu z niej nie wrócisz!

- Jak możesz mówić coś takiego? Nie sądzisz, że powinnaś wierzyć we mnie i to, że tego nie spieprzę?

- Ja jestem po prostu realistką, uważam, że należy wymyślić inny sposób zdobycia informacji, bez konieczności narażania życia innych ludzi. Może samolot bezzałogowy… sama nie wiem. Jeśli nie można odwołać lotu to nie chcę, żebyś ty leciał. To jest wszystko zbyt powiązane ze sobą.

- Nie wycofam się Kate, rozumiesz? To jest moja praca, moja misja i nic ci do tego, zostałem przydzielony do tej sprawy przez swojego dowódcę, nie przez ciebie. Daj mi pracować. A jeśli uważasz, że się nie nadaję to nie mamy o czym rozmawiać. Sam będę są siebie decydował. Mam rozkazy i będę się ich trzymał.

Mark był wściekły, widziała to. Podważyła jego umiejętności, ale nie zrobiła tego bo w niego nie wierzy, ale dlatego, że się o niego boi. Co będzie jeśli faktycznie Mark nie wróci?

- Ok, ok, już się wtrącam, może faktycznie przesadziłam. Teraz jednak wiem na pewno, że w agencji jest ktoś kto przekazuje informacje. Musi tak być. Skąd Przewalski wiedziałby tak dużo?

- Sądzisz, że to on? Sama mówiłaś, że zniknął, ukrywa się, możliwe nawet, że nie żyje, skąd miałby nagle znaleźć się pod naszym domem w nocy?

- Na pewno nie osobiście, nie zaryzykowałby pojawienia się tutaj, jest poszukiwany. Poza tym, że list nie dowód, choć pismo jest na pewno jego, ale nie ma pewności, że nie zostało podrobione, technicy to sprawdzą i przekażą mi informacje w raporcie. Będziemy mieć wtedy pewność, chyba, że list nie powstał ostatnio tylko jakiś czas temu.

- Ale kto miałby zdradzać mu informacje? Każdy agent jest sprawdzony, nie ma szans, żeby tak prostu ktoś przesyłał terrorystom maile z informacjami.

- To nie takie proste Mark, na pewno przekazywanie informacji nie odbywa się tak po prostu. Ale ja mam kandydata na szpiega i myślę, że niedługo wiele się wyjaśni.

6

I

Andrew został wezwany przez swojego opiekuna, który przekazał mu, że jego szkolenie się zakończyło i może już zostać skierowany do pracy w agencji. Następnego dnia miał wyjechać do Edynburga, skąd, pociągiem miał jechać do Londynu.

Spodziewał się tego, wiedział, że na pewno odkryją, że był w biurze i pokoju Elizabeth. Kobieta się nie odnalazła, zastanawiał się tylko czy zniknęła z własnej woli.

Tydzień po odkryciu klucza z wiadomością Andrew podsłuchał jak Elza i Ruth rozmawiają na korytarzu przed jego gabinetem.

Nie miał pojęcia dlaczego nie wzięli pod uwagę, że ktoś może ich po prostu podsłuchać, widocznie uznali, że ich rozmowa dla nikogo nie będzie nic znaczyła, w końcu ile osób mogło wiedzieć tylko co on o zniknięciu Elizabeth i w ogóle o dziwnych wydarzeniach, które miały tam miejsce.

Elza wyglądała na poddenerwowaną kiedy rozmawiała z Ruth’em, mówił do niej stanowczym tonem, który nie znosił sprzeciwu.

- Musimy się go pozbyć, po prostu zakończymy jego szkolenie i wyjedzie. Nikt nie będzie zadawał żadnych pytań, jest potrzebny w Londynie. Gdyby tak po prostu zniknął zaczną się pytania, nie mielibyśmy wystarczająco wiarygodnej wersji wydarzeń.

- A gdybyśmy powiedzieli, że zrezygnował i wyjechał? Przecież to jest wiarygodne.

- Wiesz dobrze, że musimy mieć na to odpowiednie dokumenty. Musimy mieć potwierdzenie gdzie wyjechał, to jest agencja wywiadu, a nie poczta czy zwykły bank, nie oszukamy ich.

- Przecież jeśli go wypuścimy będzie mógł dalej szukać, a jeśli coś odkryje?

- Niby gdzie? Poza centrum szkoleniowym? Wszystko co się tutaj dzieje zostaje w tym budynku, nic poza niego nie wychodzi. W takim razie postanowiliśmy, osobiście go poinformuję.

Dlatego Andrew spodziewał się, że w niedługim czasie zostanie wezwany do gabinetu Ruth’a. Kiedy się tam pojawił mężczyzna wyglądał na opanowanego i całkiem od niechcenia oznajmił mu:

- Panie Snow, zakończyliśmy pańskie szkolenie, jutro wyjeżdża pan Edynburga, stamtąd w niedługim czasie będzie mógł pan pojechać do Londynu. W Edynburgu zaopiekuje się panem szef tamtejszego oddziału naszej agencji. Nie jest to duży oddział i zajmuje się w zasadzie koordynacją pracy nowych agentów oraz przydziałem do pracy, ale musi pan tam zostać kilka dni. Jak tylko dostaną potwierdzenie z Londynu, że może się pan tam pojawić przekażą panu dalsze informacje.

- Dlaczego tak nagle mój kurs zostaje zakończony? Chyba nie przeszedłem jeszcze wszystkich egzaminów?

- Uznaliśmy, że pańska wiedza jest wystarczająca by mógł pan rozpocząć pracę. W Londynie trwają teraz przygotowania do dość ważnej misji z tego co mi wiadomo, każda para rąk się przyda.

Po tym zdaniu Andrew zrozumiał, że nie dowie się niczego więcej, Ruth uciął rozmowę.

Po wyjściu z jego biura, za rogiem korytarza zauważył Elzę, która kierowała się w stronę schodów na wyższe piętro.

Podbiegł do niej.

- Unikasz mnie?

Dziewczyna wystarczyła się, nie słyszała jak nadbiega, odwróciła się i na niego spojrzała. Jej twarz wyrażała kompletną obojętność.

- Bynajmniej, mam trochę pracy, administrowanie tym budynkiem wymaga ode mnie sporo czasu. Mogę coś dla ciebie zrobić?

Nie mógł zrozumieć jej chłodu, miał wrażenie, że jest do niego pozytywnie nastawiona.

- Chciałbym porozmawiać, możemy pójść gdzieś gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał?

Spojrzała na niego nieco podejrzliwie, pewnie zastanawiała się o co może mu chodzić.

- Jasne – powiedziała i odwróciła się do niego plecami.

Poprowadziła go do swojego biura, usiadła na fotelu, wskazała mu miejsce naprzeciwko i zapytała:

- O co chodzi? Nie mam zbyt wiele czasu.

- Jutro wyjeżdżam, ale chciałem przed wyjazdem zapytać o to co stało się z Elizabeth Jones?

- Cóż, z tego co wiem to wyjechała. Pogodziła się w końcu z tym, że jej mąż nie żyje, postanowiła przestać się tutaj chować i przyznać się do tego przed rodziną.

- Przecież to wy jej powiedzieliście, żeby nie mówiła nikomu o jego śmierci, nie wierzę, że sama to wymyśliła.

- Skąd ta pewność? Myślisz, że skoro znałeś ją przed jej przyjazdem to wiesz co mogła zrobić, a czego nie? Ludzie się zmieniają Andrew.

Spojrzała na jego zaskoczoną minę i się uśmiechnęła.

— Tak wiem, że byłeś z nią kiedyś. Zrezygnowała z ciebie i przyjechała tutaj, wiem o wiele więcej niż ci się wydaje. Na twoim miejscu zastanowiłabym się czy wiedziałeś o niej wszystko. Pomyśl, nie przyznała ci się, że tutaj jedzie, zniknęła. Jak przyjechałeś, nie chciała z tobą szczerze rozmawiać

Andrew nie wiedział co myśleć, z jednej strony chciał wierzyć Elizabeth, ale kiedy się zastanowił to argumenty Elzy były logiczne, nie była z nim szczera, dlaczego nie miałaby go dalej oszukiwać?

II

- Frank, porozmawiaj ze mną, a może będę w stanie ci pomóc. Zapytam jeszcze raz, dlaczego to zrobiłeś?

Kate jeszcze przed przyjazdem do pracy zadzwoniła do swojego szefa, opowiedziała mu o swoich podejrzeniach co do Franka Browica. Nie miała co prawda dowodów, ale widziała go tamtego dnia w kawiarni z jakąś kobietą, a szef przyznał jej rację.

Wezwał agenta do ich biura zanim zdążyła przyjechać, a mężczyzna uznał, że ma zeznawać w charakterze świadka, dlatego przyszedł bardzo pewny siebie. Kate, która zaraz po przyjeździe poszła go przesłuchać, bardzo go zaskoczyła kiedy wyznała mu, że wie o tym, że to on wpuścił zamachowca.

Tak naprawdę to starała się udawać pewność co do jego winy, w końcu nie było dowodów, mogła coś zdziałać jedynie jeśli sam by się przyznał, dlatego postawiła wszystko na jedną kartę.

- Frank?

Spojrzał na nią, nagle z pewnego siebie człowieka zmienił się w kogoś kto wyglądał jakby uszło z niego powietrze.

- Szantażowali mnie, nie miałem innego wyrobu.

Wiedziała, że przesłuchanie nie będzie łatwe, siedziała w końcu w pokoju z człowiekiem, który miał podobne przeszkolenie i wiedział jak prowadzić rozmowę podczas śledztwa, z drugiej strony miała wrażenie, że mężczyzna chce się przyznać.

- Kto cię szantażował? Wiesz?

- No, nie do końca, dostawałem tylko wiadomości. Oni grozili, że upublicznią długi mojego ojca, a to by go zrujnowało, a firma, którą ma jest dla niego wszystkim. Wziął pożyczkę w banku, wydawało mi się od początku, że coś jest nie tak z bankiem, który praktycznie upadłej firmie pożycza tak ogromne pieniądze.

Kate nie mogła uwierzyć, że inteligentna osoba, jaką był Frank, dała się wciągnąć w coś takiego, próbowała doszukać się oszustwa, tego, że wymyślił tą historyjkę. Postanowiła, że skoro chciał się przyznać w oparciu o coś takiego to da mu szansę, śledztwo i tak wykaże jak było naprawdę.

- Rozumiem, powiedz mi, znasz jakieś nazwiska? W jaki sposób się z tobą kontaktowali?

- Instrukcje zawsze przekazywała mi młoda kobieta, najprawdopodobniej w peruce, w zasadzie niewiele mówiła. Miała rosyjski akcent. Dawała mi kopertę, w środku była wiadomość, najczęściej chodziło o informacje związane z dzielnością agencji. Niewiele jednak byłem w stanie im dostarczyć, nie miałem dostępu do niczego ważnego. Nie byli zadowoleni.

- Czego od ciebie chcieli?

- Głównie zależało im na informacjach jakie zbiera wasz dział na temat Federacji Rosyjskiej, chodziło o działania na tym terenie i takie tam.

- Ok, teraz opowiedz mi o zamachowcu, skąd się tutaj wziął?

- No przekazali mi informację, że mam wpuścić do budynku człowieka, który miał wykraść informacje, jakieś dane czy teczki. Dostałem takie instrukcje wtedy gdy byliśmy razem w kawiarni. Nie miałem pojęcia, że miał wejść, żeby zrobić ci krzywdę. Wyznaczyli dokładny dzień i czas kiedy miała się odbyć ta akcja. – Frank wydawał się coraz bardziej zdenerwowany. – Kiedy wszyscy z naszego działu wyszli, wyłączyłem zabezpieczenia, odciąłem budynek od prądu i wyłączyłem generator, dlatego nie było zasilania w całym budynku.

Zastanawiało ją tylko jak to się stało, że Frank wszedł na jej piętro i jej pomógł. Przecież wiedział, że będzie tam człowiek, którego wprowadził do budynku, po co tam wchodził?

- Powiedz mi Frank, dlaczego wszedłeś do naszego biura w czasie kiedy ten człowiek też tam był?

- W zasadzie nie miałem zamiaru tam wchodzić, ale postanowiłem zejść schodami pożarowymi i kiedy wychodziłem z mojego piętra usłyszałem strzały, zastanowiło mnie to, no bo przecież miał tylko wejść po jakieś dokumenty. Nie wiedziałem, że szedł by cię zabić Kate.

- To dlatego miałeś teorię, że to o mnie chodziło, od początku wiedziałeś o co chodziło.

Kate wstała, dostała dokładnie to czego chciała, jej szef będzie zadowolony, choć pewnie będzie miał pretensje o sposób w jaki wyciągnęła informacje.

Za drzwiami pomieszczenia, w którym prowadziła przesłuchanie spotkała swojego przełożonego we własnej osobie.

- Panie generale – zasalutowała mu.

- Pani porucznik, słyszałem, że wiemy skąd wziął się u nas nasz gość. Nie powiem, żeby podobało mi się to jak prowadziła pani przesłuchanie, uważam, że sporo pani ryzykowała i miała pani naprawdę dużo szczęścia.

Widziała, że nie jest zły, a raczej zadowolony.

Poprosił ją by przeszła do jego biura i opowiedziała mu jakie wyciągnęła wnioski z przesłuchania. Kiedy weszli do środka i Kate zamknęła za sobą drzwi, szef kazał jej opowiedzieć czego się dowiedziała i co o tym sądzi.

- Cóż, sądzę, że to ma jakiś związek ze sprawą, którą prowadzę, zakładam, że skoro strzelec chciał mnie trafić to nie chodziło o informacje, a przynajmniej nie do końca. Browic wspomniał, że informacje przekazywała mu Rosjanka, to potwierdzałoby moją teorię, oczywiście musimy przeprowadzić śledztwo. Wiemy, że człowiek, którego zastrzelił w naszym biurze ma powiązania z terrorystami działającymi na terenie Rosji. Zaciekawiło mnie jeszcze to, że ojciec Franka zaciągał bardzo duży kredyt w banku na ratowanie firmy. Sprawdzimy to, ale podejrzewam, że szantaż akurat jego nie był przypadkowy, w końcu wielu agentów ma rodzinę z długami. Domyślam się, że ten bank należał do grupy terrorystycznej. Wiemy o jego istnieniu od dawna, a specjalizuje się w udzielaniu pożyczek z wysokim ryzykiem.

- Czyli sądzi pani, że cała sprawa jest związana z Przewalskim? Cóż nie mamy żadnych dowodów, które potwierdziłyby to w 100%, ale możemy założyć, że tak właśnie jest. Niech pani przeprowadzi drobiazgowe śledztwo, nie chcę mieć problemów z szefem wydziału tego Browica.

Kate zrozumiała, że rozmowa się zakończyła. Wyszła z biura szefa i skierowała się do swojego biurka, po chwili przyszedł do niej agent, który rozmawiał z Frankiem kiedy ona dowiedziała się wszystkiego czego chciała.

Zadawał mu głównie pytania o organizację tamtego wieczoru kiedy wpuścił do budynku zamachowca, później miał spisać raport i go jej przekazać.

- Pani porucznik zakończyłem przesłuchanie, w zasadzie nie dowiedziałem się niczego nowego, nie wiedział jak nazywał się ten gość, miał za zadanie wpuścić go do środka. Instrukcje niszczył zaraz p[o ich odczytaniu i były raczej niezbyt szczegółowe, żadnych nazwisk, nawet nie używali pseudonimów.

- Dziękuję kapitanie. Proszę sporządzić raport, niech pan ujmie tam również to czego jak się dowiedziałam.

Lloyd siedział przy swoim biurku i spojrzał na Kate kiedy ta zajęła swoje miejsce.

- I jak? Powiedział ci coś ciekawego?

- No w zasadzie tak… muszę sprawdzić parę informacji, na przykład bank, w którym jego ojciec miał zaciągnąć pożyczkę. Mam przeczucie, że to dokładnie ten bank, którym kierują przywódcy grupy terrorystycznej.  Jeśli to się potwierdzi, będę mieć jakiś dowód i punkt zaczepienia. W gruncie rzeczy nie mamy dowodów, że ten gośc całkiem nie brnie w kłamstwa, może nic z tego co mi powiedział nie było prawdą.

- Sprawdzić ten bank?

- Tak Lloyd, sprawdź.

Kate miała jeszcze sporo pracy, dostała nowe mapy satelitarne, które przedstawiały plac budowy na Syberii, spotkała się z dziewczyną, która zajmowała się oznaczaniem takich map i zdjęć celem identyfikacji obiektów, które na takich zdjęciach nie zawsze były idealnie wyraźne.

Zależało jej również na tym by dowiedzieć się czy na miejscu budowy są jacyś ludzie i w jakich porach, mimo, że na razie miała się odbyć misja lotnicza było bardzo prawdopodobne, że będzie musiała wybrać się osobiście w to miejsce, a do tego musiała się dobrze przygotować.

Kiedy tak zastanawiała się nad całą tą sytuacją robiło jej się żal Franka Browica, w końcu pomógł jej, uratował ją, a ona nie mogła mu w żaden sposób pomóc. Z pewnością to, że bez wahania zastrzelił zamachowca, będzie działało na jego korzyść, ponieważ jego wersja, jakoby nie wiedział o tym, że ten człowiek chciał dokonać morderstwa, jest bardziej prawdopodobna.

Wiedziała, że teraz czeka go długi pobyt w więzieniu i proces. Bez wątpienia ten człowiek zniszczył sobie życie.

7

I

Andrew siedział w pociągu, który kierował się w stronę Edynburga. Tym razem, nie tak jak na początku, nie było samochodu, który odwiózłby go do miasta.

Jego wyjazd odbył się bardzo szybko i po cichu, nikt nie chciał, żeby ktokolwiek zauważył jego zniknięcie, może w ten sposób pozbyli się Elizabeth? Po prostu tuż przed wyjściem podszedł do niego Ruth i wręczył mu bilet na pociąg do ręki, potem powiedział, że przed wejściem czeka na niego samochód, który odwiezie go na stację.

Wiedział, że w ten sposób uciekł od dziwnych intryg i wydarzeń, które miały tam miejsce, miał już dość atmosfery tajemnicy, ciągłych kłamstw i oszustw. Żałował tylko, że nie dowiedział się co stało się z jego byłą dziewczyną.

Miał jednak przed sobą kilka dni w Edynburgu gdzie miał czekać na wiadomość z Londynu.

Kiedy pociąg zatrzymał się na stacji Andrew wysiadł i się rozejrzał, nie miał pojęcia gdzie ma jechać. Zastanawiał się jak może odnaleźć miejsce, do którego ma jechać. Wtedy podszedł do niego wysoki mężczyzna, jak ocenił Andrew mógł mieć koło pięćdziesiątki.

- Witam panie Snow, nazywam się Peter Wells, jestem szefem działu rekrutacji. Zabiorę pana do naszej siedziby.

Andrew był w szoku, nawet nie odpowiedział. Poszedł za mężczyzną na parking i wsiadł do samochodu.

- Przygotowaliśmy dla pana mieszkanie w agencji, mieszkają tam wszyscy nowi pracownicy, poczeka tam pan na wiadomość z Londynu. Mieszkania nie są może zbyt wygodne, ale to tylko kilka dni.

Andrew uznał, że musi się w końcu odezwać.

- Rozumiem.

- Moja córka, która ze mną pracuje już wszystko przygotowała. Umowa jest również gotowa do podpisania, kiedy pan ją dostanie niech pan ją dokładnie przejrzy, ponieważ jest tam wiele informacji, które musi pan przyswoić, warto, żeby znał pan zasady swojego zatrudnienia.

Zastanawiał się czy uda mu się skontaktować z Johnem. Pracowali tyle czasu razem, a on zniknął z dnia na dzień i nie miał nawet możliwości by się z nim skontaktować. Nie zdziwiłby się gdyby przyjaciel nie chciał z nim rozmawiać.

Dotarli na przedmieścia Edynburga, samochód wjechał w jakąś wąską uliczkę i się zatrzymał. Jego towarzysz wysiadł z samochodu i powiedział:

- Zapraszam panie Snow.

Andrew wysiadł i z bagażnika wziął swoją torbę z rzeczami po czym wszedł bocznymi drzwiami do dużego pomieszczenia, które wyglądało bardziej na siedzibę bezdomnych niż biuro dużej, międzynarodowej agencji.

Weszli razem na trzecie piętro i Wells wszedł przez szklane drzwi na długi korytarz, po chwili skręcił i wszedł przez odrapane drzwi do niewielkiego pomieszczenia.

Stało tam biurko, a po jego drugiej stronie krzesło, biurko było założone teczkami, a na środku stał otwarty laptop, było to najprawdopodobniej biuro Wellsa.

- Przepraszam z kiepskie warunki, jednak nasz dotychczasowy budynek został uznany za niezbyt bezpieczne miejsce, a tutaj nie doczekaliśmy się jeszcze remontu, na razie radzimy sobie z tym co jest. Budynek jest całkiem spory dlatego bez problemu mieszczą się tutaj mieszkania dla rekrutów i pracowników oraz biura. W piwnicy zorganizowaliśmy siłownię, jest basen, mamy nawet bibliotekę. Może pan ze wszystkiego korzystać.

- Dziękuję, czy wiadomo może jak długo tutaj zostanę?

- Niestety nie, na razie nie mam rozkazów z Londynu, moim zadaniem więc jest zająć się panem do czasu wyjazdu. Proponuję korzystać z wolnego czasu, Edynburg jest bardzo ładnym miastem.

Andrew niewiele miał do powiedzenia, w zasadzie nie chciał kontynuować rozmowy, kiwnął głową i wyszedł z biura zostawiając Petera Wellsa samego.

Atmosfera tego budynku zdecydowanie go przygnębiała, odrapane i smutne ściany, wielkie, brudne okna. Wiele pomieszczeń było zniszczonych i zawalonych starymi meblami lub dokumentami. Zszedł na parter gdzie było duże lobby i drzwi na zewnątrz zamknięte na cztery spusty.

Wtedy z korytarza po prawej stronie od nich wyszła młoda dziewczyna, mogła mieć najwyżej dwadzieścia kilka lat, spojrzała na niego zaskoczona i po chwili się uśmiechnęła.

- Dzień dobry panie Snow, zgubił się pan? Może mogłabym pomóc?

- Dziękuję, nie trzeba, tylko zwiedzam.

- Rozumiem. Przepraszam, nie przedstawiłam się – podeszła do niego z wyciągniętą ręką. – Nazywam się Sara Wells, mój ojciec pana przywiózł. Widzę po pańskiej minie, że nie budynek nie przypadł panu do gustu. Niestety jesteśmy tymczasowo skazani na takie warunki, agencja albo przekaże nam fundusze na remont, albo znajdzie inne miejsce. Staramy się zapewnić osobom, które tutaj mieszkają jak najlepsze warunki, jednak jak jest sam pan widzi.

- Duże jest tutaj osób?

- W sumie niewiele, jest kilka współpracowniczek mojego ojca, ja zajmuję się zaopatrzeniem i organizacją funkcjonowania tego miejsca. Staram się trzymać porządek. To biuro zajmuje się głównie zarządzanie kadrami dla agencji. Mamy akta wszystkich pracowników, oczywiście zabezpieczone. Z tego powodu szefowie agencji obawiają się o to, że ktoś dowie się o tym miejscu, dlatego musieliśmy opuścić poprzednie biuro.

- Rozumiem.

Andrew był trochę onieśmielony, dziewczyna była bardzo ładna, spodobała mu się jej otwartość, była wobec niego bardzo miła i mimo, że mieszkała w tak przygnębiającym miejscu cały czas była uśmiechnięta.

- Może zaprowadzę pana do jego pokoju?

- Proszę mi mówić po imieniu, jestem Andrew.

- Miło mi.

Znów uśmiech, była wręcz fascynująca, nigdy nie spotkał kogoś takiego, wręcz zarażała optymizmem.

- To w końcu jak, zaprowadzić cię?

Na chwilę się zapomniał, zagapił się w podłogę.

- Co, eee… jasne, dzięki.

Poprowadziła go schodami z lobby na wyższe piętro, potem na kolejne i kolejne, okazało się, że mieszkania znajdują się na samej górze, która wyglądała zdecydowanie lepiej niż niższe piętra.

- Zrobiliśmy tutaj remont jak tylko się wprowadziliśmy, mój ojciec się bardzo napracował, żeby można było tutaj zamieszkać, sami mamy tutaj mieszkania. Czasem czujemy się jak w więzieniu, nie wolno nam za często wychodzić, musimy jak najmniej rzucać się w oczy, nikt nie chciałby, żeby ktoś przyuważył, że wchodzi tutaj i wychodzi tak wiele osób. Oficjalnie budynek zakupiła organizacja działająca na rzecz ochrony środowiska.

Andrew pomyślał, że to rozsądne, w końcu takie fundacje utrzymują się z darowizn, nikogo nie dziwiłby więc zniszczony budynek.

Sara szła długim korytarzem, który był pomalowany na jasny kolor, dzięki czemu wydawał się o wiele większy niż jego odpowiedniki poniżej. Okna były czyste i było przez nie widać sporą część miasta.

W końcu kobieta zatrzymała się przed drzwiami z numerem 10.

- Tutaj będziesz mieszkał, nie jest to może duże mieszkanie, ale da się przeżyć. Jest kuchnia, mały salon i sypialnia, żeby było więcej miejsca połączyliśmy kilka biur razem, udało nam się zdobyć pieniądze od agencji na wyposażenie i epikę remontową, która zrobiła łazienki i kuchnie w każdym mieszkaniu.

Była z siebie wyraźnie dumna, zresztą miała powód. Kiedy Andrew wszedł okazało się, że mieszkanie jest czyste i ładnie urządzone, choć nie było duże zmieściło się tam całkiem sporo i wiedział, że będzie mu bardzo wygodnie. Zaczynał żałować, że będzie tam tylko kilka dni.

Sara  zostawiła go samego i wróciła do swoich obowiązków, a Andrew miał nadzieję, że znów będzie miał okazję z nią porozmawiać.

Usiadł na łóżku i przypomniał sobie, że koniecznie musi skontaktować się z Johnem, chciał wiedzieć co u niego, musi zapytać jutro Sarę, albo pana Wells’a jak może zadzwonić do Shefield.

Następnego dnia, postanowił wyjść, żeby zwiedzić centrum Edynburga, okazało się, że Peter Wells nie kłamał i faktycznie miasto jest bardzo ładne. Przeszedł spory kawałek, w pewnym momencie zauważył dość dziwnie ubranego mężczyznę, miał na sobie długi czarny płaszcz. Sam nie wiedział dlaczego, ale zwrócił na niego uwagę.

Szedł dalej podziwiając urok miasta, było bardzo spokojne, mijał niewiele osób.

Kiedy skręcił w jedną z uliczek zauważył, że mężczyzna, który wcześniej rzucił mu się w oczy za nim idzie. Starał się jednak tym nie przejmować, ponieważ może po prostu ten człowiek szedł w tą samą stronę.

Pospacerował jeszcze chwilę, a kiedy upewnił się, że dalej ktoś za nim idzie, skręcił w stronę dużego placu pełnego turystów i ludzi robiących zakupy. W takim tłumie trudniej będzie go wypatrzeć, przyśpieszył kroku mając nadzieję, że jego „ogon” tego nie zauważył, po czym zaczął przeciskać się przez tłum na drugą stronę placu.

Po drugiej stronie szybko skręcił w bardzo wąską uliczkę i od razu wszedł w pierwsze napotkane drzwi, był niemal pewnie, że mężczyzna go zgubił w tłumie i nie miał szans zobaczyć gdzie skręca.

Okazało się, że miejscem, do którego wszedł była mała kawiarnia, która na szczęście nie miała dużych witryn od strony uliczki, Andrew usiadł w najciemniejszym kącie, zamówił filiżankę herbaty i czekał obserwując drzwi.

Po półgodzinie, kiedy upewnił się, że mężczyzna nie przyszedł za nim, postanowił spróbować wyjść i wrócić do mieszkania.

Powoli otworzył drzwi wyjściowe z kawiarni i rozejrzał się po uliczce. Nikogo nie było, zamiast pójść w stronę zatłoczonego placu postanowił iść dalej uliczką i kiedy napotkał większą ulicę natychmiast w nią wszedł i szybkim krokiem skierował się do wejścia do metra.

Kiedy dotarł do budynku spotkał Sarę, która instruowała sprzątaczkę. Zauważyła go kiedy podszedł, uśmiechnęła się i kazała dziewczynie wracać do pracy.

- Cześć Andrew, jak zwiedzanie miasta?

- Miasto naprawdę robi wrażenie, powiedz mi gdzie mogę spotkać twojego ojca?

- Hmm, o tej porze pewnie jest u siebie, trafisz tam?

- Myślę, że tak, chciałbym z nim porozmawiać.

II

Kate siedziała przy swoim biurku i czytała akta Andrew Snowa. Zastanawiała się czy uda mu się odnaleźć w jej zespole, ale chciała wierzyć, że znajdzie z nim wspólny język. To co przeczytała raczej jej się podobało, policjant z wydziału zabójstw, a więc musiał mieć analityczny umysł i łączyć fakty.

Z pewnością widział niejedno i będzie potrafił zachować zimną krew w przypadku zagrożenia. Uznała, że musi przygotować dla niego jakieś zadania, dzięki temu trochę ją odciąży i pomoże jej przygotować misję, która miała się niedługo odbyć.

Musiała się jeszcze spotkać ze swoim zespołem by przekazać im podstawowe informacje o ich nowym współpracowniku.  Chciała, żeby wszyscy wiedzieli co nieco na jego temat, miała też nadzieję, że nie tylko pomogą mu się szybko wdrożyć, ale również będą go obserwować i kiedy zapyta ich o zdanie dadzą jej konstruktywną opinię na jego temat.

Najważniejsze było dla niej dopasowanie do reszty zespołu, współpracowała ze starannie wybranymi osobami, które musiały wykazać się wieloma przydatnymi cechami, liczył się dla niej profesjonalizm i bardzo duża wiedza z konkretnych dziedzinach.

Na biurku miała jeszcze sporo innych dokumentów, całe raporty dotyczące analizy map, warunków atmosferycznych, politycznych i demograficznych terenu wschodniej Syberii. By dobrze przygotować się do czekającego ją i jej zespół zadania chciała mieć aktualne informacje, nie była pewna, które z nich mogą się przydać w niedalekiej przyszłości.

Mark miał zadzwonić do niej kiedy będzie wracał do domu, jednak jak zwykle albo zapomniał, albo postanowił, nie powiadamiając jej, zostać dłużej w pracy. Nie miała do niego pretensji, w końcu musiał jak najlepiej się przygotować.

Następnego dnia miał się stawić w agencji by wysłuchać raportów jej zespołu związanych z warunkami panującymi na Syberii, chodziło przede wszystkim o warunki atmosferyczne, co było niezwykle istotne podczas lotu i przygotowań do niego, ale również musiał zapoznać się z aktualną sytuacją polityczną.

Bardzo ważne było by dowiedział się jak najwięcej o tym jak agencja chce przeprowadzić misję i jaki będzie w tym jego udział, musieli współpracować wszyscy w sposób perfekcyjny, by nie było wpadek i by Mark wrócił do domu.

Oczywiście nie wiedział wszystkiego, nie mogli przekazać mu informacji ściśle tajnych ze względu na ryzyko, że zdradzi te informacje w przypadku gdyby został złapany. Poza tym nie miał dostępu do takich informacji, do tego musiałby mieć pozwolenie jej szefa. Lepiej jednak było by nie znał wszystkich faktów.

Ciężko było żyć w małżeństwie gdzie nie mogła mu się zwierzyć z tego co działo się u niej w pracy, musiała zachowywać większość informacji dla siebie.

Nie miał jej jednak tego za złe, wiedział, że im więcej wie tym gorzej dla niego i tym większe stwarza zagrożenie dla swojego życia.

Do biura wszedł Lloyd, Kate nie miała pojęcia, że jeszcze jest w pracy. Zauważyła, że w ręce ma kubek z kawą, więc przyjechał, żeby pracować w nocy.

- Cześć Kate, jeszcze tutaj jesteś? Nie powinnaś jechać do domu?

- Chciałam przejrzeć akta tego Snowa, jestem ciekawa co wniesie do naszego zespołu. Martwi mnie jedynie to, że nie jest tak jak wszyscy z nas, specjalistą w jakiś dziedzinie, jest po prostu zwerbowanym policjantem.

- Wiesz z jakiegoś powodu się nim zainteresowali. Na pewno ma jakieś umiejętności, które sprawiły, że chcieli go zatrudnić. Z drugiej strony jeśli nie będziesz z niego zadowolona zawsze możesz powiedziesz szefowi, że się nie nadaje do naszego zespołu, znajdą mu inny.

- Pewnie tak. – Kate się zamyśliła. Zastanawiała się dlaczego dają jej kogoś nowego tuż przed tak ważną misją, kiedy było bardzo prawdopodobne, że będzie musiała wyjechać? – Wiesz co? Pojadę do domu, widzę, że zabierasz się do pracy, więc nie będę przeszkadzać. Powiem jutro szefowi, że pracowałeś całą noc i że będziesz dopiero na spotkaniu z Markiem.

- Ok, dzięki.

Kate zebrała swoje rzeczy i pożegnała się z Lloydem, który pogrążył się w świecie skomplikowanych kodów.

Przyjechała do pustego i ciemnego domu. Tak jak myślała Mark nie wrócił i najprawdopodobniej nie wróci do jutra. Pewnie postanowił zostać kiedy zorientował się która godzina.

8

I

Andrew szybko odnalazł biuro Petera Wellsa, na szczęście mężczyzna był w środku pogrążony w pracy.

- Dzień dobry panie Wells, czy możemy porozmawiać?

- Dzień dobry panie Snow, oczywiście. Proszę mi wybaczyć, ale wygląda pan na bardzo czymś zaaferowanego. Czy mógłbym jakoś pomóc?

- Cóż mam wrażenie, że ktoś mnie śledził. Udało mi się zgubić tego mężczyznę, ale nie mam całkowitej pewności, choć raczej tutaj za mną nie dotarł.

- Rozumiem – Wells miał spokojny głos, nie chciał najwidoczniej jeszcze bardziej zdenerwować Andrew, który i tak wyglądał na roztrzęsionego. – Proszę się uspokoić, zaraz zadzwonię do Sary, żeby przygotowała panu coś ciepłego do picia i do jedzenia. Musi pan odpocząć, a ja tymczasem skontaktuję się z centralą w Londynie i powiem im o całej sytuacji. Tutaj nie mamy możliwości zorganizowania śledztwa i sprawdzenia tej informacji.

Po tych słowach sięgnął za telefon i zadzwonił po swoją córkę, która natychmiast zjawiła się w pokoju.

- Coś się stało tato?

- Zabierz proszę pana Snowa na dół i daj mu coś do jedzenia i picia. Dziękuję. – Po tych słowach zwrócił się do Andrew. – A pana proszę, żeby nie opuszczał pan więcej tego budynku.

Zeszli z Sarą na dół, w tym czasie Andrew opowiedział dziewczynie co się stało. Wydawała się zaniepokojona, ale starał się podnieść go na duchu.

- Nie martw się, na pewno ci się wydawało, mój ojciec dopilnuje, żeby sprawdzono tą informację, nie możemy pozwolić na to by ktoś śledził jednego z naszych pracowników. Centrala w Londynie przejrzy pewnie nagrania z monitoringu i jeśli faktycznie ktoś cię śledził to powiedzą mu kim był ten człowiek.

- Mam nadzieję, najgorsze jest to, że jeśli tutaj za mną dotarł to dowie się gdzie mieści się siedziba agencji. Tutaj nie chodzi tylko o mnie, ale również o was.

Spojrzała na niego wymownie, czyżby wiedziała, że pomyślał w tym momencie o niej? Przecież wydawało mu się, że dobrze ukrywa swoją fascynację jej osobą.

Po chwili do Sary przyszła jedna z pracownic jej ojca i przekazała jej, że przyjechał samochód z dostawą żywności i dziewczyna musiała wyjść z kuchni gdzie siedzieli.

Następnego dnia rano Peter Wells pojawił się na siłowni gdzie Andrew się wybrał żeby poćwiczyć, chciał być sam, żeby pomyśleć. Tak wiele działo się w tak krótkim czasie, że nie mógł sobie tego poukładać w głowie.

Jeszcze niedawno był policjantem z wydziału zabójstw w Shefield, gdzie to jak żyje agent wywiadu mógł zobaczyć jedynie w filmach. Nawet przez myśl mu wtedy nie przeszło, że trafi do miejsc gdzie niemal każda informacja, łącznie z imieniem i nazwiskiem będzie ściśle tajna, gdzie ktoś będzie go śledził. Dopiero teraz zaczął się zastanawiać czy jest w stanie udźwignąć taki ciężar.

Kiedy podszedł do niego szef wydziału sam nie wiedział czego oczekiwać, w głębi duszy miał nadzieję, że to całe śledzenie go to był tylko wymysł jego wyobraźni i że wszystko jest w porządku.

Mina mężczyzny jednak podpowiadała mu, że jest dokładnie odwrotnie.

- Dzień dobry. Mam już informacje z Londynu, sprawdzili monitoring w miejscach przez które pan wczoraj przechodził. Zauważyli mężczyznę, którego wygląd zgadzał się z pana opisem i są pewni, że był pan śledzony. Jak na razie udało im się ustalić, że jest to człowiek podejrzewany o współpracę z grupą terrorystyczną, jednak takiej pewności nie ma. Powiadomiono już panią porucznik Kathrine Wiliams o tej sytuacji. Sądzi, że jest to związane z misją, do której się przygotowują i w której pan również ma brać udział.

- Ale jak to możliwe? Przecież nawet tam nie dotarłem, jestem tutaj trzeci dzień! – Andrew się oburzył.

- Niestety nie jestem w stanie przekazać panu więcej informacji, pani porucznik prosiła bym nie ujawniał wszystkich informacji, nie ma pan jeszcze oficjalnego angażu, ani nadanego statusu dostępu do informacji niejawnych.

„No tak” – pomyślał Andrew. „Zachowują się jakby cała sprawa kompletnie mnie nie dotyczyła”.

- Tak jak już panu wspomniałem proszę, aby nie opuszczał pan budynku. Z tego co wiem celem zgubienia śladu pana obecności tutaj agencja chce wysłać pana na jakiś czas za granicę.

- Co proszę? Miałem wyjechać do Londynu, nie było mowy o tym, że wyślą mnie za granicę! – coraz bardziej się denerwował, wszystkie się komplikowało i co najgorsze kierowało się w zupełnie innym kierunku niżby chciał.

- Przykro mi, tylko tyle mogę panu teraz przekazać. Jak tylko będę miał jakiekolwiek informacje natychmiast je panu przekażę. Jeśli mam być szczery to radze się zastanowić jaki zawód będzie pan wykonywał. Jest on związany z tym, że niczego nie da się przewidzieć, sytuacja w której się pan znajduje może się zmienić z minuty na minutę o sto osiemdziesiąt stopni i pan nie może nic na to poradzić. Jeśli nie czuje się pan cna to gotowy, to może nie powinien pan wykonywać tego zawodu.

Po tych słowach wyszedł z siłowni zostawiając Andrew ponownie ze swoimi myślami.

II

Kate była w domu kiedy otrzymała informację, że ktoś śledził Andrew Snowa w Edynburgu, kiedy się o tym dowiedziała natychmiast zadzwoniła do Lloyda.

- Halo? Lloyd? Natychmiast idź do szefa i poproś go żeby na mnie poczekał, właśnie dostałam informację z wydziału bezpieczeństwa, że ktoś śledził Snowa.

- Co? Tego nowego? – Lloyd wydawał się jakby zaspany, wiedziała, że pracował całą noc i że niedługo pewnie wyjdzie do domu, zależało jej na tym by zatrzymał ich szefa by mogła z nim porozmawiać zanim ten wyjedzie na ważne spotkanie, które miał mieć.

— Tak jego, obudź się Lloyd, to ważne! Musimy coś zorganizować, zaraz przyjadę, na skrzynkę mam dostać raport ze zdjęciami tego mężczyzny, mają mi go natychmiast zidentyfikować, muszę wiedzieć co to za jeden i czy jest powiązany z naszą sprawą.

- Ok, ok, nie wściekaj się.

- Wściekam się bo to oznacza, że jednak jakieś informacje wypłynęły. Boję się myśleć co jeszcze wiedzą.

Kate najszybciej jak mogła pojechała do Londynu, rankiem miasto było zakorkowane przez ogromną ilość ludzi zmierzających do pracy. Zresztą korki i tłumy były tam przez całą dobę, głównie z powodu turystów, których bardzo wielu odwiedzało miasto o każdej porze roku.

Kiedy tylko dotarła na miejsce popędziła do biura, na szczęście Lloydowi udało się zatrzymać szefa, choć nie był z tego powodu zadowolony. Spotkała go kiedy wchodził do swojego gabinetu.

— Pani porucznik! Co jest takie ważne, że muszę odwoływać ważne spotkanie, żeby z panią porozmawiać?

- Dzień dobry panie generale. Dostałam wiadomość, że ktoś w Edynburgu śledził Snowa. Na skrzynkę dostałam już raport na ten temat. Podejrzewam, że wyciekły ważne informacje i dlatego chcieli się czegoś dowiedzieć. Może szukają siedziby naszych kadr.

- Spokojnie pani porucznik, czy mógłbym zobaczyć jakie mamy na to dowody? Oczywiście traktuję taką informację serio, w końcu śledzono osobę, która nawet jeszcze nie rozpoczęła pracy. Może chcą go zwerbować by przekazywał im informacje, ale by wyciągać jakiekolwiek wnioski potrzebuję nieco więcej niż pani osąd. Niech pani zidentyfikuje tego człowieka, potem zastanowimy się co dalej. Jeśli faktycznie należy do tej samej grupy, której dotyczy pani śledztwo będziemy działać, jeśli nie konieczne będzie rozpoczęcie nowej sprawy. Przydzielę wtedy do niej agenta, który pojedzie na miejsce.

- Rozumiem.

Generał był człowiekiem, który wyrażał się zawsze jasno i nie znosił sprzeciwu, chyba, że był ku temu wyraźne powody. Dopuszczał to, że jego ludzie nie zawsze wykonują jego polecenia, ale wtedy domagał się drobiazgowych wyjaśnień wraz z dowodem na to, że inny tok postępowania był bardziej słuszny.

Kate bardzo w nim to lubiła, dlatego ich wydział był najlepszym w całej agencji, pracowali tam bardzo cenieni specjaliści i wiele osób ubiegało się o przeniesienie nich.

Wyszła z gabinetu, i tak niczego więcej by się nie dowiedziała. Poszła do swojego biurka i postanowiła dokładnie przeanalizować raport, następnie zadzwoniła do Marka. Była ciekawa czy już jest w drodze, mieli za pół godziny spotkać się w Sali konferencyjnej na omówienie przebiegu misji.

- Tak Kate? – dawno nie słyszała głosu męża, rzadko do niego dzwoniła, w domu też ostatnio rzadko się widywali. Słyszała jednak, że jedzie samochodem, co oznaczało, że jedzie do niej.

- Za ile minut będziesz? Muszę zebrać zespół w sali konferencyjnej.

- Będę za 10 minut, powiedz mi długo nam zejdzie? Chciałbym jeszcze wrócić do pracy, robimy testy na symulatorze lotów.

- Wracasz do pracy? Zwariowałeś? Myślałam, że wracamy do domu razem, posiedzimy i porozmawiamy. Ostatnio w ogóle nie spędzamy ze sobą czasu.

- Nie przesadzaj kochanie, mamy dużo pracy, sporo przygotowań przecież nie możemy tracić czasu.

- Jak chcesz. Czekam na ciebie w biurze.

Kate zebrała zespół w sali konferencyjnej, czekali jedynie na Marka, który oczywiście się spóźniał. Po godzinie oczekiwania, by nie tracić czasu jej współpracowników kazała im wrócić do pracy, a sama próbowała wielokrotnie skontaktować się z mężem, by powiedzieć mu co myśli o takim lekceważeniu nie tylko jej, chodziło przede wszystkim o ludzi, którzy ciężko pracują by przygotować misję jak najlepiej, wykonali swoje zadania i przygotowali się na to spotkanie po to by w ciszy siedzieć w sali konferencyjnej i marnować czas.

Telefon męża wciąż nie odpowiadał. Kate zastanawiała się co takiego mogło się stać, jej mąż wprawdzie był człowiekiem, który miał nieco luźne podejście do terminów i obowiązków, ale brak kontaktu z jego strony po tylu próbach skontaktowania się z nim nie był czymś zwyczajnym.

Postanowiła wrócić do swojego biurka i czekać, miała nadzieję, że Mark w końcu zajrzy na swój telefon.

W pewnym momencie podszedł do niej Lloyd.

- Kate, telefon do ciebie, ktoś zadzwonił na mój wewnętrzny i prosi cię do telefonu.

- Kto to?

- Chyba pielęgniarka ze szpitala.

Wstała i szybko wzięła do ręki słuchawkę telefonu.

- Kathrine Wiliams słucham.

- Pani Wiliams? Karetka przywiozła pani męża jakiś czas temu, bardzo przepraszam, że dopiero teraz telefonujemy, ale pani mąż nie miał przy sobie dokumentów, ani telefonu, dopiero kiedy znaleźliśmy w kieszeniach jego ubrania legitymację, udało się ustalić cokolwiek. Czy może pani przyjechać do szpitala?… Halo, pani Wiliams? Halo!

Kate nie słyszała dalszych słów pielęgniarki. Słuchawka wypadła jej z ręki.

III

Andrew został wezwany do biura Petera Wellsa po kilku dniach od zgłoszenia faktu, że był śledzony. Sądził, że sprawa rozwiąże się znacznie szybciej, bardzo się niecierpliwił.

- Usiądź Andrew. Mam dla ciebie kilka informacji. Wczoraj skontaktowała się ze mną centrala i przekazali mi co mamy robić w zaistniałej sytuacji. Przede wszystkim nie wolno, pod żadnym pozorem, opuszczać ci budynku. W zasadzie jest tutaj wszystko czego możesz potrzebować, jeśli jednak potrzebowałbyś czegoś, poproś Sarę.

- Rozumiem, ale co dalej kiedy wyjeżdżam do Londynu, powiedzieli panu?

- Niestety w tej chwili nie jest to możliwe, z uwagi na wydarzenia, które miały tam miejsce, mąż pani porucznik Wiliams wylądował w więzieniu, miał wypadek. Poza tym, biorąc pod uwagę to, że był pan śledzony, nie możemy pozwolić na doprowadzenie tych ludzi do agencji. Innymi słowy centrala nie chce potwierdzać tego, że pana zatrudnia. Oczywiście tylko tymczasowo.

- No, rozumiem, choć wolałbym wszystkiego tak nie odwlekać. Co w takim razie będzie dalej? Mam tutaj zostać przez ile czasu? Tydzień, dwa, może miesiąc?

- Cóż, centrala ma inny pomysł, wysyłają pana do Paryża, chcą w ten sposób zdezorientować ludzi, którzy pana śledzą. Agencja nie ma całkowitej pewności, że ich podejrzenia są całkowicie słuszne, ale wysyłają tutaj zespół ludzi, którzy mają sprawdzić czy ci ludzie przebywają tutaj na stałe, czy jest tylko jedna osoba i skąd przyjechała. Namierzenie ich jest bardzo istotne. W związku z tym zapadła decyzja o pańskim wyjeździe.

- Ale to wszystko nie ma sensu, nie mogę tutaj zostać?

- Niestety takie otrzymałem rozkazy, nie mogę ich kwestionować. Najważniejsze jest nasze bezpieczeństwo, proszę pamiętać, że nie chodzi tylko o pana, ale również osoby, które tutaj pracują, jeśli faktycznie ktoś pana śledzi to za wszelką cenę stara się ustalić miejsce pańskiego pobytu. O ile podejrzenia agencji są trafne, to nie jest to jedna osoba, ale duża grupa ludzi o bardzo dużych wpływach i bez problemu mogą ustalić czy wyjechał pan z Edynburga czy nie. Centrala postanowiła, że wyjedzie pan pod innym nazwiskiem. Zmienimy nieco pański wygląd. Jeśli po jakimś czasie stwierdzimy, że nikt już pana nie śledzi, najprawdopodobniej poleci pan z Paryża bezpośrednio do Londynu i tam zacznie pan pracę.

- Ok, to kiedy wyjeżdżam?

- Jak najszybciej, skontaktuję się z centralą, prześlą wszystkie dokumenty, powinny już być gotowe, ich decyzja nie zapadła wczoraj, tylko kilka dni temu, zdążyli już sporo przygotować.

- Rozumiem, dziękuję za pomoc.

Andrew wstał z krzesła i skierował się do drzwi, chciał porozmawiać z Sarą i opowiedzieć jej o swoim wyjeździe. Żałował jedynie, że już tam nie wróci.

Wtedy jego rozmówca odezwał się ponownie.

- Aha, zapomniałem wspomnieć, że jedzie pan z moją córką. Ona przekaże panu więcej szczegółów.

Był w takim szoku słysząc tą informację, że nawet jej nie skomentował, zresztą nie miał pojęcia co mógłby powiedzieć. W tej sytuacji tym bardziej musiał porozmawiać z córką Wellsa.

Znalazł Sarę na parterze, niosła spory kosz z praniem do piwnicy. Wziął jej go z rąk i poszedł za nią w dół po schodach. Dziewczyna widocznie również chciała z nim porozmawiać, i dlatego zaczęła rozmowę.

- A więc ojciec już ci powiedział? Jedziemy razem do Paryża, jak romantycznie.

W jej głosie dało się wyczuć lekki sarkazm, Andrew zastanawiał się o co chodziło. Nie podobało jej się, że z nim jedzie? W sumie nie zastanawiał się jakie mogła mieć życie prywatne, może miała chłopaka, z którym się spotykała? Wtedy taki obrót spraw nie byłby jej na rękę. Co więcej, wolałaby wtedy wyjechać z kimś innym.

- No tak, ale w twoim głosie nie słyszę wielkiego entuzjazmu. Rozumiem, że w zasadzie to nieoczekiwany obrót spraw, ale przecież nie będzie tak źle.

- Och, nie chodzi o ciebie. W sumie i tak musimy porozmawiać, musisz się dowiedzieć o kilku rzeczach zanim wyjedziemy. Musisz mi pomóc.

Andrew nie wiedział o co chodzi dziewczynie, w czym miałby jej pomóc? Uznał jednak, że nie będzie zadawał pytań. Zrozumiał jedno, coś jej nie pasuje w tym wyjeździe i może będzie chciała mu wyjawić co.

- Przede wszystkim przekażę ci podstawowe informacje, które musisz wiedzieć, żeby się dobrze przygotować. Jedziemy jako młode małżeństwo, nazywamy się Emily i Jack Backstage. Jesteśmy na urlopie. Nasze dokumenty powinny dotrzeć w ciągu najbliższych kilku dni.

- Ok, jak długo tam będziemy?

- Najprawdopodobniej około tygodnia, ale do końca nie możemy być tego pewni. Jeśli agencja nie zakończy śledztwa tutaj lub uzna, że nadal istnieje jakiekolwiek zagrożenie to będziemy musieli zostać dłużej. Wszystko będzie opłacone, mamy tylko udawać turystów.

- Czyli co będziemy robić? Zwiedzać tak po prostu?

- Tak, Andrew, w końcu mamy być turystami. Zobaczysz Paryż, po prostu ciesz się z tego, potem wyjedziesz do Londynu prosto z Paryża, tam przejmie cię nasz agent, który wprowadzi cię w sytuację jaką tam zastaniesz. Może od razu pojedziesz do centrali, może przez jakiś czas będziesz w domu czekał aż cię wezwą. Zobaczysz jak będzie. Na razie musimy się skupić na naszym zadaniu.

- No dobrze. Ale może teraz mi wyjaśnisz w czym mam ci pomóc?

- Cóż, sprawa nie jest taka prosta. Widzisz ja tutaj nie wracam.

Andrew przez kilka następnych dni rzadko widywał Sarę, cały czas spędzał w swoim pokoju, lub w piwnicy korzystając z basenu oraz siłowni. Nie miał pojęcia jak zamierzała wcielić swój plan w życie, choć chciał jej pomóc.

To czego się dowiedział bardzo go gryzło, nie miał pojęcia, że ona może mieć aż tyle tajemnic.

Sara poprosiła go by pomógł jej uciec, chciała wyjechać na wschód, do Rosji. Okazało się, że jej narzeczony również pracuje w agencji, poznała go gdy przyjechał do ich siedziby po szkoleniu, a ponieważ jego obowiązki pozwalały mu na pobyt w Edynburgu to mieli możliwość by być razem. Jednak jej ojciec nie miał pojęcia to tym wszystkim, nie chciała mu mówić ze względu na to, że i tak nie umiał pogodzić się z tym, że i ona pracuje dla agencji.

Z drugiej strony jakie miała wyjście? Nie znała innego życia, całe jej dzieciństwo było związane z jego pracą.

Niestety jej narzeczonego odwołano, najpierw do centrali w Londynie, a później wysłano go na wschód. Początkowo mógł wracać, ale kiedy udała się akcja infiltracji rosyjskiego wojska nie miał już takiej możliwości.

Chodziło jej o to, żeby do końca ukrywał przed jej ojcem, że nie ma zamiaru wracać do Wielkiej Brytanii po zakończeniu akcji. Wszystko przygotowała i na fałszywe nazwisko Backstage kupiła bilet do Moskwy. Chciała tam zacząć szukać, bo jak się okazało od jakiegoś czasu nie ma kontaktu z mężczyzną.

Wyjazd do Paryża nieco utrudnił jej zadanie na samym początku, ponieważ miała już inny plan, który chciała wprowadzić w życie najszybciej jak to będzie możliwe, ale wszystko się pokrzyżowało kiedy dostała polecenie by z nim jechać. Zaplanowali to tak by Andrew do samego końca miał twierdzić, że Sara pojechała z nim na lotnisko z zamiarem powrotu, a dlaczego się nie pojawiła, tego jej ojcu miał nie mówić.

Choć nie bardzo rozumiał sens całej tajemnicy, jednak kiedy zapytał ją dlaczego nie może poi prostu powiedzieć ojcu o całej sprawie, odpowiedziała, że z pewnością nie zgodziłby się na wyjazd, miałby problem z samym pogodzeniem się z faktem, że ukrywała związek przez tak długi czas.

Wahała się jednak czy zostawić ojca samego, nie miał nikogo. Ostatecznie zdecydowała się na wyjazd.

Andrew nie mógł również zrozumieć po co mu to mówiła, w końcu mogła po prostu po rozdzieleniu się na lotnisku przejść do innego wejścia i on nawet nie wiedziałby co się stało, byłoby mu prościej. Domyślał się jednak, że potrzebowała kogoś by o tym porozmawiać, po prostu zdradzić mu tajemnicę.

Chciał jej pomóc, starał się jednocześnie ukryć złość na myśl, że był jednak ktoś inny. Wiedział, że w jego planach był wyjazd na stałe do Londynu, jednak miał łatwiej było mu żyć ze świadomością, że są razem w tamtym momencie. Nie chciał myśleć o wyjeździe. Teraz, kiedy dowiedział się, że Sara jest zaręczona, nie mógł nawet mieć nadziei.

W dzień wyjazdu dziewczyna jak zwykle miała bardzo dobry humor. Jej ojciec martwił się o jej bezpieczeństwo, Andrew starał się jak mógł by zapewnić go, że dopilnuje, żeby jego córce nic złego się nie stało, choć wiedział, że mężczyzna już jej więcej nie zobaczy.

Sara z łatwością nie dawała po sobie poznać, że cokolwiek jest nie tak, zachowywała się przy ojcu całkiem normalnie, zastanawiał się tylko czy nie gryzą jej wyrzuty sumienia.

Jechali na lotnisko w kompletnej ciszy, aura na zewnątrz również była dość depresyjna, deszcz i mgła, które powodowały, że Andrew najchętniej zostałby w swoim pokoju żeby odpocząć.

Kiedy samochód podjechał pod główne wejście na lotnisko oboje wysiedli, Sara pożegnała się z ojcem i zapewniła go, że niedługo się zobaczą. Kiedy samochód odjechał Andrew zabrał ich bagaże i skierowali się do sali odpraw. Na szczęście nie musieli długo czekać.

Najwięcej trudności sprawiało udawanie, że są szczęśliwym, młodym małżeństwem, w końcu znali się zaledwie dwa tygodnie, starali się oboje jak najlepiej spełniać swoją rolę, niewiele rozmawiali, jakoś nie mogli znaleźć wspólnego tematu.

W samolocie sytuacja się nie poprawiła, nadal byli bardzo spięci, Andrew miał Sarze przede wszystkim za złe, że tak po prostu, bez skrupułów okłamywała swojego ojca, który, kiedy dowie się, że więcej się nie spotkają, kompletnie się załamie. Starał się ją zrozumieć, wiedział, że kiedy pogodzi się z jej zachowaniem będzie w stanie znów nawiązać z nią nić porozumienia.

Kiedy wysiadali na lotnisku w Paryżu starali się jak najlepiej grać, tak po prostu. Do tego zostali wyszkoleni. Postanowił zapomnieć o tym co mu powiedziała.

W końcu dziewczyna postanowiła się odezwać.

- No to jesteśmy, złapiemy taksówkę i pojedziemy do hotelu w centrum. Później możemy wyjść żeby pozwiedzać co ty na to?

- Ok, jak chcesz.

Nie miał pojęcia skąd wziął się ten chłodny ton, Sara od razu straciła cały zapał.

- Posłuchaj rozumiem, że nie do końca podoba ci się to co robię, ale tak musi być, rozumiesz? Nie jestem w stanie zadowolić wszystkich, musiała zrezygnować z jednej osoby, która kocham dla drugiej. Ale nie rozmawiajmy o tym tutaj, pogadamy w hotelu.

- Dlaczego ci tak zależy na tym, żebym zrozumiał? Jestem tylko kolesiem, który niedługo wyjedzie i więcej cię nie zobaczy, moja ocena twojej osoby nie ma żadnego znaczenia.

- Błagam Andrew, nie tutaj.

W końcu podjechała taksówka, wsiedli do niej i w ciszy jechali do hotelu.

Paryż był naprawdę wspaniałym miastem, tętnił życiem, po drodze mijali tłumy turystów, którzy z zaciekawienie przyglądali się każdemu budynkowi. Gdyby nie cała ta sytuacja Andrew cieszyłby się z tego, że przyjechał do tak ciekawego miejsca. Chciał jednak zobaczyć miasto mimo wszystko, mógł już nigdy nie mieć więcej takiej okazji.

Podjechali pod hotel. Było widać, że jest dość drogi, ale za to znajdował się w centrum skąd mogli dojść pieszo do najważniejszych zabytków, które mogli chcieć zobaczyć podczas pobytu. W końcu najważniejsze było granie swojej roli.

Był taki moment, w którym Andrew zastanawiał się czy faktycznie chce wykonywać ten zawód. Znalazł się z praktycznie obcą dziewczyną w zupełnie obcym mieście i państwie, ma grać jej męża i przede wszystkim ma odrzucić swoje emocje na bok, to co widza inni ma być perfekcyjnie odegraną rolą zakochanego i szczęśliwego męża.

Weszli przez oszklone drzwi do okazałego holu. Cały budynek był utrzymany w stylu Art Deco, był bardzo elegancki i jak założył, bardzo drogi. Zameldowali się bez większych problemów, obsługa nie miała żadnego problemu z ich nowymi dokumentami, które zostały tak przygotowane by wyglądały na lekko używane, dzięki temu wzbudzały o wiele mniejszą podejrzliwość.

Bagażowy zajął się ich walizkami i poprowadził ich do ich pokoju. Znajdował się on na jednym z wyższych pięter i rozciągał się z niego całkiem ładny widok. Z okna można było dostrzec wieżę Eiffela. A ponieważ robiło się już ciemno wszystkie budynki i ulice były oświetlone co sprawiało, że miasto wydawało się jeszcze ładniejsze.

Sara usiadła na łóżku i spojrzała na niego.

- Powiedz mi proszę o co dokładnie ci chodzi. Chcę wiedzieć, wiem, że to co robię nie jest fair. W końcu chodzi o mojego ojca, który na pewno ciężko zniesie mój wyjazd, ale naprawdę nie mogę inaczej. Musiałam wybierać.

Andrew już sam nie wiedział co ma jej powiedzieć. Wiedział jednak, że jego zachowanie nie jest podyktowane wyłącznie tym, że nie podoba mu się jej zachowanie w stosunku do człowieka, który ją wychował, chodziło o coś więcej.

Zawiódł się kiedy mu powiedziała, że jest zaręczona z mężczyzną, którego nie widziała już prawie rok. Chciałby móc wybić jej go z głowy, tak, żeby zrozumiała, że on niekoniecznie podziela jej uczucia.

- Skąd masz pewność, że on n ciebie w ogóle czeka? Nie masz z nim kontaktu, jak ty go w ogóle znajdziesz?

- Dam sobie radę. Wiesz chciałabym wierzyć, że moje wyjaśnienia sprawią, że to wszystko zrozumiesz, ale wiem, że nie możesz. Po prostu nie jesteś w stanie postawić się w mojej sytuacji.

- Ale wiem jak to jest kiedy osoba, którą kochasz zostawia cię bez słowa wyjaśnienia. To najgorsze uczucie z możliwych. Ojciec będzie cię szukał. Co jeśli będzie miał do mnie pretensje, że mu nie powiedziałem?

- Nie dowie się o twoim udziale Andrew. Ja mu na pewno nie powiem, a ty nie będziesz już miał z nim więcej kontaktu. Po prostu wyjadę, postaram się za jakiś czas z nim skontaktować, ale na razie nie chcę by utrudnił mi wyjazd. Bardzo mi pomogłeś tym, że mogłam ci wszystko opowiedzieć i że nie zdradziłeś mu niczego.

Wiedział, że przegrał. Ona naprawdę była przekonana do wyjazdu i poszukiwania tego mężczyzny. Musiał się z tym pogodzić.

- No już dobrze, w sumie w jakiś sposób cię rozumiem, choć ciężko mi myśleć o tym co poczuje twój ojciec kiedy nie wrócisz.

Po tych słowach więcej nie poruszali tego tematu. Wyszli by zobaczyć miasto, choć było już ciemno to i tak sprawiało fantastyczne wrażenie. Po drodze planowali gdzie wybiorą się następnego dnia. Mieli doskonałą okazję by wszystko zobaczyć, w końcu ich rola polegała na odgrywaniu turystów.

W pewnym momencie ich rozmowa zeszła na to co działo się podczas szkolenia w centrum. Andrew uznał, że może z nią o tym porozmawiać skoro ona zwierzyła mu się ze swojej tajemnicy.

- Jak tam było? Pewnie dziwnie.

- No w sumie to tak, ciągła atmosfera tajemnicy, mnóstwo drzwi zamkniętych na klucz. Nie wiesz z kim możesz normalnie porozmawiać, każda osoba, którą spotykasz może być tylko podstawiona i wszystko co jej powiesz trafi do raportu, który określa twoje być albo nie być. Cieszę się, że już tam nie mieszkam.

— Z tego co wiem twój kurs zakończył się szybciej niż było i to zaplanowane, powiesz mi o co chodziło?

- Skąd to wiesz?

- Ojciec mi powiedział, zastanawiał się czy jesteś jakimś wybitnym kursantem, że tak szybko pozwalają ci wyjechać. Ja jednak miałam nadzieję, że coś odkryłeś i może dowiem się czegoś ciekawego.

- Cóż, odkryłem, ale sam nie wiem do końca co. Widzisz w takim miejscu wszystko co o sobie wiesz i myślisz, że wiesz o innych, okazuje się błędne. Spotkałem tam dziewczynę, która wyjechała do pracy tam kilka lat temu. Po prostu mnie zostawiła. Nawet nie zdążyłem się niczego od niej dowiedzieć gdy on zniknęła. Znalazłem tylko klucz i krótką wiadomość, że może mi się przydać. W ogóle to wszystko jest dziwne, myślałem, że Elza mi wszystko wyjaśni, albo ten Ruth.

- Na to bym nie liczyła. Z tego co udało się dowiedzieć od ojca wszystkie osoby, które zarządzają tym ośrodkiem coś kręcą. W ogóle sama nie wiem o co tam chodzi, ale w końcu nie mogą robić niczego podejrzanego, agencja nimi zarządza. Sądzę jednak, że nie tylko ona ma coś do powiedzenia, ważny jest też sponsor.

- Ktoś sponsoruje badania, które tam prowadzą?

- Oczywiście, przecież środki, które mają znacznie przekraczają budżet agencji, mimo, że jest finansowana przez kilka państw. Największym inwestorem jest rodzina Woronowów.

- Czekaj, rodzina Rosjan jest największym inwestorem badań, które tam prowadzą? Ale to wbrew polityce agencji!

- To prawda mają rosyjskie nazwisko, ale mieszkają w Londynie, już co najmniej dwa pokolenia wstecz. Mają bardzo dużo pieniędzy i inwestują w te badania, dlatego część z nich skupia się na geologii i biologii. Cała ta rodzina jest związana z nauką, głównie z geologią, stąd też czerpią największe zyski. Są właścicielami kopalń i zarabiają na kamieniach szlachetnych i surowcach. Elza West jest siostrzenicą głowy tej rodziny Ilii Woronowcowa.

- No to nie dziwi mnie cały ten dom, ale po co udostępniają go na centrum szkoleniowe? Mogliby wybudować własny budynek i sfinansować badania, które nie byłyby kontrolowane przez agencję.

- No w zasadzie mogliby, ale w ten sposób nie wykładają całych sum potrzebnych na finansowanie badań, poza tym zarabiają na samym wynajmowaniu budynku, no i myślę, że w jakiś sposób chcą mieć wgląd do tego co dostanie agencja. Choć oczywiście nie kwestionuję ich uczciwości.

- Mimo to jest to trochę dziwne. Może jak już będę w Londynie dowiem się o co chodzi, zapytam Kathrine Wiliams, to z nią mam pracować, na pewno tam była i pewnie coś wie.

- Hmm… myślę, że akurat ona nie będzie chciała nic ci powiedzieć. Widzisz syn Ilii Woronowcowa, Aleksander, to jej były mąż. Niewiele o tym wiem, ale widziałam kiedyś jej teczkę. Stąd wiem, że ta rodzina jest „czysta” jeśli można to tak nazwać, w końcu nie mogłaby pracować w agencji gdyby jej były mąż i jego rodzina byli w coś zamieszani.

- Cholera nie wiedziałem.

Andrew był w szoku, jaki ten świat jest mały. Powiedział sobie, że musi zapamiętać, żeby nie poruszać tematu Woronowcowów czy pani porucznik.

9

I

Kate obudziła się w szpitalu, nie pamiętała jak tam dotarła.

Starała się sobie przypomnieć co się działo poprzedniego dnia, wiedziała, że dostała telefon ze szpitala, Mark miał wypadek, ale co było potem?

Na salę ktoś wszedł, to był Lloyd.

- Cześć, jak się czujesz? Blado wyglądasz.

- W zasadzie to w porządku. Czy mógłbyś mi powiedzieć co się stało?

- No cóż, kiedy odebrałaś telefon, rozmawiałaś z pielęgniarką z tego szpitala, potem zasłabłaś. Udało mi się postawić cię na nogi na tyle, że nie było konieczne wezwanie pogotowia, ale postanowiłem, że zabiorę cię do szpitala i spróbuję się dowiedzieć co z Markiem.

- No właśnie co z nim? – Kate podniosła się na łóżku.

- Zaraz do tego dojdę. W szpitalu powiedziałem im, że prawie zemdlałaś, więc zabrali cię na badania, po jakiejś godzinie powiedzieli mi tylko, że zostaniesz na obserwacji do jutra. Mark jest dwa piętra niżej, na oddziale. W zasadzie wszystko gra, jest tylko trochę poobijany, jego również zatrzymali, ale powinien dzisiaj wyjść. Miał sporo szczęścia z samochodu podobno niewiele zostało.

- Ale co się stało, wiesz?

- No wiem tylko tyle ile zdołał ustalić agent, którego szef wysłał na miejsce. W samochód Marka uderzyła ciężarówka, która wjechała na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Kierowca był bardzo rozpędzony i dosłownie zmiażdżył samochód. Najgorsze jest to, że uciekł stamtąd nim ktokolwiek zdołał się zorientować co się stało. Zniknął w tym całym zamieszaniu.

- Sądzisz, że to naprawdę był wypadek?

Lloyd spojrzał na nią z niepokojem.

- A uważasz, że mogło być inaczej? Nie przesadzasz trochę? Wiem, że ostatnio przytrafiają ci się dziwne rzeczy, ale po co ktoś miałby atakować Marka?

- Wiesz, że to wszystko jest skomplikowane, może po prostu ktoś nie chce doprowadzić do tego żeby misja się odbyła. Potrzebujemy nagrań z miejsca wypadku, zeznań świadków, informacji o tej ciężarówce. Ktoś mógł widzieć tego kierowcę jak uciekał. Czy policja przesłuchuje wszystkich którzy tam byli?

- Uspokój się. Szef przydzielił do tej sprawy agenta, który ma się zająć wyjaśnieniem tej sytuacji. Myślę, że mimo iż wygląda to na wypadek, to jednak z uwagi na to, że coraz więcej dziwnych wydarzeń przytrafia się tobie, Markowi i temu nowego agentowi, postanowił mieć pewność, że to faktycznie nie jest próba wyeliminowania was.

- Ale ty sądzisz, że to wszystko jest po prostu wypadkiem i zbiegiem okoliczności?

- Nie tylko staram się nie popadać w paranoję.

W tym momencie otworzyły się drzwi do sali i wszedł Mark.

Miał trochę siniaków ma twarzy i skręcony nadgarstek, faktycznie niewiele mu się stało.

- Cześć Kate, miło, że mnie odwiedziłaś, choć nie musiałaś aż tak się wczuwać w moją sytuację.

Miał bardzo dobry humor, a ona cieszyła się, że nic mu się nie stało, dlatego postanowiła nie komentować tego żartu. Lloyd postanowił zostawić ich samych i poszedł po lekarza, który prosił go by go powiadomić jak Kate się obudzi.

- Cześć, nawet sobie nie wyobrażasz jak mnie zdenerwował ten telefon.

— No widzę, Lloyd musiał cię odstawić do szpitala na obserwację, ale mówił, że dzisiaj wychodzisz, mnie chyba tez nie będą tutaj dłużej trzymać, w sumie nic mi nie jest. Ręka szybko się zagoi, do wylotu będę jak nowy. Robią mi jeszcze jakieś prześwietlenie i mogę stąd uciekać. Ok, pójdę już na salę, kazali mi tam czekać na pielęgniarkę, która mnie zawiezie na badania.

Pocałował ją w czoło i wyszedł.

Za drzwiami zobaczył lekarza Kate, który właśnie szedł do niej by sprawdzić czy wszystko z nią w porządku.

- Dzień dobry panie doktorze, czy mógłby mi pan powiedzieć co z moją żoną?

- Dzień dobry kapitanie Wiliams, w zasadzie wszystko ok, choć nieco zaniepokoiło nas to zasłabnięcie pańskiej żony. Zrobiliśmy wszystkie badania i poprosiliśmy o konsultację specjalistę.

- Słucham? Jakiego specjalistę? Kate jest przecież zdrowa, zdenerwowała się tylko, to normalne.

- Oczywiście, że to normalne, jednak mam wątpliwości co do jednego prześwietlenia, musimy jeszcze zrobić tomografię i skonsultować wyniki z onkologiem, ale pańska żona dzisiaj wieczorem będzie mogła wyjść do domu. Będzie musiała jutro przyjechać by omówić wyniki.

- Nie rozumiem, jaki onkolog? Przecież to jest specjalista od…

- Nowotworów, kapitanie, ale proszę się nie denerwować na zapas, to na pewno nic takiego, jednak jako lekarz muszę to sprawdzić.

- Oczywiście.

- A teraz przepraszam, muszę zobaczyć się z pańską żoną.

Mark nie mógł uwierzyć własnym uszom. Onkolog? Kate ma raka? To przecież niemożliwe, jest zdrowa, zawsze tak dobrze się czuje, nigdy nie miała większych problemów ze zdrowiem.

Poszedł na swój oddział, szukała go już pielęgniarka, która miała zabrać go na prześwietlenie i nie była zadowolona, że na nią nie czekał.

Kate wieczorem odebrała wypis ze szpitala, Mark już dawno był w domu, wypuścili go zaraz po prześwietleniu kiedy okazało się, że wszystko jest w porządku. Co prawda lekarz sugerował, żeby została jeszcze jeden dzień, ale uznała, że nie może sobie pozwolić na kolejny dzień bezczynności.

Poprosiła Lloyda by ją odebrał, nie chciała fatygować męża, który musiał odpoczywać. Zależało jej by był w jak najlepszej formie, w końcu nie mogła pozwolić na to, żeby misja się odwlekła w czasie.

Jutro z samego rana musiała zrobić spotkanie zespołu i żeby tym razem wszystko się udało postanowiła pojechać z Markiem prosto z domu. Kazała Lloydowi zebrać wszystkich na sali konferencyjnej.

Następnego dnia wsiedli do samochodu i skierowali się do centrum.

- Kate podrzucisz mnie potem do szpitala? Musze się spotkać z lekarzem, ma mi przepisać jakieś leki, które mają przyśpieszyć gojenie nadgarstka, no i będę miał rehabilitację, żeby szybciej to wyleczyć. Zostało niewiele czasu.

- Nie planowałam jazdy w stronę szpitala kochanie, ale mogę poprosić Lloyda, albo naszego kierowcę, żeby cię tam zawiózł.

- Twój lekarz mówił mi wczoraj, że musisz dzisiaj przyjechać po odbiór wyników.

- O to ci chodzi? Nigdzie się nie wybieram, nic mi nie jest, naprawdę wszystko jest w porządku.

Starała się uciąć rozmowę, a Mark, domyślił się, że Kate nie ma zamiaru z nim o tym rozmawiać.

W biurze jak zwykle panował straszny hałas, przeszli od razu do sali konferencyjnej gdzie czekał Lloyd i reszta zespołu. Kate natychmiast przeszła do rzeczy.

- Cześć wszystkim. To jest kapitan Mark Wiliams, który jak wiecie wykonuje pierwszą część zadania, do którego się przygotowujemy. Ma zrobić zdjęcia lotnicze interesującego nas terenu. Przejrzałam wasze raporty, musimy teraz w miarę krótko omówić wszystkie najważniejsze punkty. Poruszamy najpierw te tematy, które mają bezpośredni związek z lotem.

Omówili po kolei wszystkie ważne tematy, zaczynając od map, możliwych tras lotu oraz zdjęć satelitarnych. Mark musiał dokładnie wiedzieć co chcieli zobaczyć na zdjęciach. W tym temacie wypowiadała się specjalistka z zespołu, która była odpowiedzialna za analizę dokumentacji, którą już udało im się zdobyć, jak również za to by określić ich wymagania co do informacji, których potrzebują oraz za analizę tego co otrzymają od Marka.

- Przede wszystkim chodzi nam o jak najbardziej wyraźne zdjęcia zabudowań, które tam powstają, czasu jest coraz mniej, ponieważ niedługo budynki zostaną dokładnie zamaskowane i wtedy nie będziemy w stanie określić ich charakteru. Najważniejsze to dowiedzieć się po co są budowane i jaką mają pełnić funkcję.

Mark słuchał uważnie wszystkiego, wiedział jak bardzo ważne jest dokładne ustalenie celu, wtedy spożytkuje czas, który będzie miał podczas przelotu w sposób najbardziej optymalny.

Ostatnim tematem było omówienie całego przebiegu misji co było zadaniem Kate.

- Podczas przelotu będziesz miał stały kontakt ze mną oraz zespołem, wszystkie zdjęcia będą przekazywane na bieżąco, nagrywany będzie również film. Wszystkie dane dotyczące samolotu także będziemy widzieć, kiedy polecisz będą tutaj mechanicy oraz specjaliści z zakresu obsługi samolotu na wypadek gdyby coś było nie tak. Ze względu na wysokie ryzyko podczas misji założymy ci czujniki tętna oraz temperatury. W ubraniach będą lokalizatory widoczne tylko dla naszego sprzętu.

- Rozumiem. Znamy już datę wylotu?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 17.64
drukowana A5
za 66.09