Melina
Kiedyś to było
zwyczajne mieszkanie
jakich wokół pełno
Rodzina o nie
miała staranie
tak wyglądało z zewnątrz
Kto pierwszy zaczął
przesadnie pić
ojciec czy też matka
Zaczęło głośno
w mieszkaniu być
gliny wezwała sąsiadka
Dzieci przesadnie
zaniedbane
trafiły do bidula
Gospodarz pijany
wracał nad ranem
z mężczyzny przeszedł w żula
Zaczęli odwiedzać
to miejsce
ludzie z marginesu
Co można sprzedać
za bezcen
poszło pewnego razu
Odcięto w końcu
im prąd i gaz
bo zalegały rachunki
Nakaz eksmisji
za jakiś czas
w powietrzu czuć mocne trunki
W końcu mieszkanie
zostało puste
kto to wszystko posprząta
Klatka schodowa
zmieniona w ustęp
fekalia leżą po kątach
To nie jest
przypadek wyodrębniony
takich melin jest wiele
Wykład moralny
więc zaliczony
przykre że tym się dzielę
Niedziela
Niedziela to niby dzień pański
należy go święcie przeżyć
Uklęknąć w kościele w balaski
z szatańskim pomiotem się mierzyć
Zjeść rosół gorący a potem
odwiedzić rodzinę sąsiadów
Przejechać się gdzieś samochodem
by spalić kalorie z obiadu
A jeśli na mszę nie chodzisz
co wtedy robisz w tym czasie
Może swe nogi golisz
w tygodniu nie bardzo da się
Może nastawiasz pranie
bo masz męża kierowcę
Co chce mieć świeże ubranie
gdy rusza w niedzielę na nockę
Może odsypiasz sobotę
bo nie masz się kiedy napić
Masz stresującą robotę
i musisz ją w weekend przetrawić
A może jesteś na rybach
bo tylko tak odpoczniesz
W domu się czujesz jak w dybach
widać ci źle tam widocznie
Każdy sposób jest dobry
więc nie neguję żadnego
Odpocząć w sposób rozsądny
i wytrwać do następnego
Co powiecie o facecie
Co powiecie o facecie
który nie chce dzieci
Mówi o tym wprost kobiecie
to kategoryczny sprzeciw
Ona znając jego zdanie
trwa przy nim przez lata
Z innym dawno by już była
mężata — dzieciata
Przez naiwność swoją traci
czas swój najcenniejszy
Drogą cenę za to płaci
człek po szkodzie mądrzejszy
Tutaj apel ślę do kobiet
co chcą zmienić faceta
Nie da się w obecnej dobie
bo z nimi coś nie tak
Który dąży po trzydziestce
aby mieć rodzinę?
Zniewieściały facet zrzuci
na kobietę winę
Że pogania że naciska
bo zegar jej tyka
A na punkcie ślubu dzieci
mają chyba bzika
Prędzej zwieje gdzie pieprz rośnie
niż się da usidlić
Wiem — wygląda to żałośnie
ale co się dziwić
Czy to wina rodziców
że tak wychowali
By synalek miał wszystko
ciągle zabiegali
Sam decyzji nie podoła
prędzej się wycofa
Po co mu życiowa szkoła
ojcem być — to katastrofa …
Napiwek
Jaki stosunek my Polacy
do napiwków mamy
Czy dawać chętnie jesteśmy tacy
lub o tym zapominamy
Wiadomo że w restauracji
posiłki są dosyć drogie
Więc jedząc obiad czy kolację
licz się z rachunkiem wysokim
Lecz jeśli stać cię na ten luksus
i kelner cię obsługuje
Pomyśl więc że odniosłeś sukces
skoro tu miejsce zajmujesz
Jeśli posiłek ci smakował
daj mu bracie napiwek
Będziesz tam w kieszeń drobne chował
pomyśl że to jest uczciwe
Też w swojej pracy liczysz na premię
nie tylko gołą wypłatę
A dla kelnera twój napiwek
to taki jego dodatek
Pewnie najniższą ma krajową
jak wszyscy w gastronomii
A musi z podniesioną głową
uśmiechać się — słać ukłony
Więc pomyśl o tym kiedy będziesz
kolejny raz w restauracji
Od paru złotych twój budżet przecież
nie dozna hiper inflacji
Zdradzę ci sekret
Zdradzę ci sekret
mój jedyny
który skrywałem przez lata
Nie wiedział o nim
nikt z rodziny
nie wyliczając brata
Lecz czy dochowasz
tajemnicy
nie wyjawisz nikomu?
Pierwszemu napotkanemu
z ulicy
co chodzi od domu do domu
Wiesz że to dla mnie
bardzo ważne
i chciałbym mieć gwarancję
Bo konsekwencje
będą straszne
no i wdrożone sankcje
A może boisz się
tej prawdy
nie udźwigniesz ciężaru
Nie każdy przecież
bywa twardy
mimo szczerego zamiaru
Po twojej minie
widzę że
wolisz tego nie wiedzieć
Może to jeszcze
przyjmiesz źle
i pójdziesz ze mną siedzieć
Dobrze — poczekam
jeszcze trochę
aż dojrzejesz do tego
Nie chcę o ścianę
walić grochem
dla sekretu jednego …
Po burzy
Kiedyś po burzy
wychodziło słońce
a teraz liczy się straty
Jest to co najmniej
niepokojące
grad i wichury poza tym
Najgorsze że się z tym
nic nie robi
tylko usuwa szkody
Koryto rzeki
mułem się zdobi
na drogach drzew leżą kłody
Od lat studzienki
nie udrożniane
dławią się wodą z deszczu
Ulice domy
wszystko zalane
ze strachu przechodzą dreszcze
Rowy melioracyjne
zniknęły
by powiększyć areał
A przecież jakąś
rolę spełniały
tego bożego dzieła
Jak słyszę wycie
syren dokoła
myślę gdzie i co się stało
Co roku człowiek
przeżywa od nowa
kataklizm — co ciągle go mało
Nadciśnienie
Przychodzi w życiu moment taki
że robisz się czerwony
Jak te wrzucone do wrzątku raki
spuchnięty i spocony
Mierzysz ciśnienie na lewej ręce
i wynik cię zaskakuje
Dlaczego wali mi tak serce?
Od razu źle się czujesz
Czym prędzej idziesz do lekarza
by rozwiał twe wątpliwości
U niego wynik się powtarza
diagnoza nie ma litości
Jest pan otyły — a więc dieta
wszystkie używki na bok
Cukier — alkohol tylko od święta
tłuste jedzenie tak samo
Panie doktorze — jak wszystko rzucę
to co mi w życiu zostanie?
Praca — niech pan się na niej skupi
to najważniejsze zadanie
Możesz żyć tak jak do tej pory
lecz to nie potrwa długo
Dostaniesz zawał — no i sorry
trumnę ci ktoś wystruga
Lub na poważnie zaczniesz dbać
o siebie każdego dnia
Wiem że na zmianę ciebie stać
niech twoje życie dalej trwa
Ubezpieczenie OC
Zbliża się termin ubezpieczenia
więc przysyłają polisę
Najlepiej żebyś nic nie zmieniał
kontynuował ten system
Zgodziłbym się na taki układ
gdyby cena nie wzrosła
Kwota co roku rośnie na przykład
i firma cenę podniosła
Chciałbyś być u ubezpieczyciela
przynajmniej kilka lat
A do innego musisz spierdzielać
bo ten jest okraść cię rad
Więc wyszukujesz w internecie
najtańsze OC na rynku
Po pół godzinie już dobrze wiecie
że zaoszczędzić można szybko
Wiadomo jak ktoś ma auto nowe
potrzebne mu autocasco
Zapłacić dużo jest gotowy
by spokój mieć i basta
A ty kupujesz na odczepnego
byle gdzie — aby taniej
Nie chcesz dokładać do starego
auta — co w drodze ci stanie …
Żądam adwokata
Kiedy siedzisz na policji
jako oskarżony
Możesz w formie inwestycji
zadzwonić do żony
Jeśli ona nie odbierze
dzwoń do adwokata
Wystąpi on w charakterze
pro bono — bezpłatnie
Taki prawnik z urzędu
wiele nie pomoże
Będzie cię reprezentował
wciąż o jednej porze
W godzinach urzędowania
weekendy ma wolne
Pójdziesz siedzieć — bez gadania
bo nie jest zbyt zdolny
Więc zrezygnuj z papugi
i idź na ugodę
Po co masz w więzieniu
tracić lata młode
A na drugi raz
nie daj się im złapać
Szkoda w pierdlu czas
marnować na zapas
Wizyta w ZUS — ie
Za niedługo skończę
pięćdziesiąt pięć lat
Więc chciałem się dowiedzieć
ile jestem wart
Więc poszedłem do ZUS -u
rozwiać wątpliwości
Wziąłem numer i czekam
trzeba cierpliwości
W końcu moja kolej
podchodzę do biurka
Pani co tam siedzi
młodsza niż ma córka
Ale daję jej dowód
i zadaję pytanie
Gdy nadejdzie pora
ile mi są w stanie
Dać emerytury
z tych składek co płacę
Pani się mnie pyta
czy rzuciłem pracę?
Ależ skąd! — pracuję
więc niech pan tak trzyma
A za dziesięć lat
panu nasza firma
Wypłaci kasy tyle
co pan dzisiaj zarabia
Stać mnie będzie na willę
będę żył jak hrabia!
Teraz tylko dożyć
sprawa rozwiązana
No i składki pomnożyć
ZUS — to firma kochana …
Zgodność charakterów
W każdym związku
przyda się
zgodność charakterów
Nawet w takim
w którym żyją
bez zbędnych papierów
Charakteru nie
zmienisz
u niej i u niego
Jeśli zbytnio
różnią się
nic nie wyjdzie z tego
Jeśli dwoje
jest upartych
jak zyskać kompromis?
Pora grać
w otwarte karty
nie kłócić się o nic
Tylko zgoda
buduje
nawet w małych rzeczach
Więc idiotą
jest ten
kto temu zaprzecza
Bądźcie dobrzy
dla siebie
i gódźcie się w łóżku
By w najgłębszej
potrzebie
szeptać sobie do uszka
Lubimy wracać
Lubimy wracać do miejsc
w których kiedyś byliśmy
A takich trochę jest
gdzie myślami żyliśmy
Patrzymy jak się zmieniły
pod upływem czasu
Zarosły i się zniszczyły
lecz przecież nie od razu
Gdybyśmy byli na miejscu
dbalibyśmy o nie
Bliskie naszemu sercu
stratę musiały ponieść
W jednym czasie możemy
być tylko tu i teraz
Też przecież się starzejemy
świadomość mając nie raz
Że po nas już nikt i nic
nie będzie takie samo
Więc póki będziemy żyć
dbajmy o swoje wiano
A po wszystkim — no cóż
świadomość umrze wraz z nami
Wśród pąków białych róż
ktoś zapłacze czasami
Za darmo
Czy zdarzyło się wam
kiedyś dać za darmo
Jakąś rzecz — nie robiąc
z tego larmo?
Tak od serca
by ktoś miał z tego użytek
Może merca
lub — świeżą porcję frytek
Wstrzymywaliście się — kiedy
ktoś chciał wam zapłacić?
Choć pokusa była — wziąć
i się wzbogacić
Wiem że za darmo
to tylko w mordę można dostać
Tak się utarło
i w społeczeństwie musi zostać
Dobrze gdy dajesz
nie mówiąc wszem i wobec
Dawcą anonimowym się stajesz
i nie wie żaden brukowiec
Co ci po tym
gdy pochwalisz się całemu światu
Z ukrycia najlepiej pomóc
siostrze — bratu …
Rozstania i powroty
Rozstania i powroty
do tej samej roboty
Zaobserwować można
lekkiego szoku doznać
Rozumiem — ktoś się zwolnił
bo zmienił w życiu plany
Jest młody no i zdolny
ogólnie szanowany
Poszedł do innej pracy
bo tam lepiej płacili
Z początku było cacy
i kierownicy mili
Lecz w końcu na jaw wyszło
że wszędzie jest tak samo
Bańka mydlana prysła
zatęskniłeś za mamą
Wróciłeś skąd twój ród
i koledzy z podwórka
Przychodzisz na sam przód
do kadr — znanego biurka
I pytasz czy cię przyjmą
bo przecież znasz robotę
Robiłeś nadgodziny
i nie jedną sobotę
Czujesz ogromną ulgę
gdy słyszysz — możesz wrócić
Będziesz miał z przodu czwórkę
i wokół znanych ludzi
Po tygodniu zrozumiesz
że nic się nie zmieniło