E-book
15.75
drukowana A5
30.75
Zdradzę ci sekret

Bezpłatny fragment - Zdradzę ci sekret

Objętość:
66 str.
ISBN:
978-83-8467-150-4
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 30.75

Melina

Kiedyś to było

zwyczajne mieszkanie

jakich wokół pełno

Rodzina o nie

miała staranie

tak wyglądało z zewnątrz


Kto pierwszy zaczął

przesadnie pić

ojciec czy też matka

Zaczęło głośno

w mieszkaniu być

gliny wezwała sąsiadka


Dzieci przesadnie

zaniedbane

trafiły do bidula

Gospodarz pijany

wracał nad ranem

z mężczyzny przeszedł w żula


Zaczęli odwiedzać

to miejsce

ludzie z marginesu

Co można sprzedać

za bezcen

poszło pewnego razu


Odcięto w końcu

im prąd i gaz

bo zalegały rachunki

Nakaz eksmisji

za jakiś czas

w powietrzu czuć mocne trunki


W końcu mieszkanie

zostało puste

kto to wszystko posprząta

Klatka schodowa

zmieniona w ustęp

fekalia leżą po kątach


To nie jest

przypadek wyodrębniony

takich melin jest wiele

Wykład moralny

więc zaliczony

przykre że tym się dzielę

Niedziela

Niedziela to niby dzień pański

należy go święcie przeżyć

Uklęknąć w kościele w balaski

z szatańskim pomiotem się mierzyć


Zjeść rosół gorący a potem

odwiedzić rodzinę sąsiadów

Przejechać się gdzieś samochodem

by spalić kalorie z obiadu


A jeśli na mszę nie chodzisz

co wtedy robisz w tym czasie

Może swe nogi golisz

w tygodniu nie bardzo da się


Może nastawiasz pranie

bo masz męża kierowcę

Co chce mieć świeże ubranie

gdy rusza w niedzielę na nockę


Może odsypiasz sobotę

bo nie masz się kiedy napić

Masz stresującą robotę

i musisz ją w weekend przetrawić


A może jesteś na rybach

bo tylko tak odpoczniesz

W domu się czujesz jak w dybach

widać ci źle tam widocznie


Każdy sposób jest dobry

więc nie neguję żadnego

Odpocząć w sposób rozsądny

i wytrwać do następnego

Co powiecie o facecie

Co powiecie o facecie

który nie chce dzieci

Mówi o tym wprost kobiecie

to kategoryczny sprzeciw


Ona znając jego zdanie

trwa przy nim przez lata

Z innym dawno by już była

mężata — dzieciata


Przez naiwność swoją traci

czas swój najcenniejszy

Drogą cenę za to płaci

człek po szkodzie mądrzejszy


Tutaj apel ślę do kobiet

co chcą zmienić faceta

Nie da się w obecnej dobie

bo z nimi coś nie tak


Który dąży po trzydziestce

aby mieć rodzinę?

Zniewieściały facet zrzuci

na kobietę winę


Że pogania że naciska

bo zegar jej tyka

A na punkcie ślubu dzieci

mają chyba bzika


Prędzej zwieje gdzie pieprz rośnie

niż się da usidlić

Wiem — wygląda to żałośnie

ale co się dziwić


Czy to wina rodziców

że tak wychowali

By synalek miał wszystko

ciągle zabiegali


Sam decyzji nie podoła

prędzej się wycofa

Po co mu życiowa szkoła

ojcem być — to katastrofa …

Napiwek

Jaki stosunek my Polacy

do napiwków mamy

Czy dawać chętnie jesteśmy tacy

lub o tym zapominamy


Wiadomo że w restauracji

posiłki są dosyć drogie

Więc jedząc obiad czy kolację

licz się z rachunkiem wysokim


Lecz jeśli stać cię na ten luksus

i kelner cię obsługuje

Pomyśl więc że odniosłeś sukces

skoro tu miejsce zajmujesz


Jeśli posiłek ci smakował

daj mu bracie napiwek

Będziesz tam w kieszeń drobne chował

pomyśl że to jest uczciwe


Też w swojej pracy liczysz na premię

nie tylko gołą wypłatę

A dla kelnera twój napiwek

to taki jego dodatek


Pewnie najniższą ma krajową

jak wszyscy w gastronomii

A musi z podniesioną głową

uśmiechać się — słać ukłony


Więc pomyśl o tym kiedy będziesz

kolejny raz w restauracji

Od paru złotych twój budżet przecież

nie dozna hiper inflacji

Zdradzę ci sekret

Zdradzę ci sekret

mój jedyny

który skrywałem przez lata

Nie wiedział o nim

nikt z rodziny

nie wyliczając brata


Lecz czy dochowasz

tajemnicy

nie wyjawisz nikomu?

Pierwszemu napotkanemu

z ulicy

co chodzi od domu do domu


Wiesz że to dla mnie

bardzo ważne

i chciałbym mieć gwarancję

Bo konsekwencje

będą straszne

no i wdrożone sankcje


A może boisz się

tej prawdy

nie udźwigniesz ciężaru

Nie każdy przecież

bywa twardy

mimo szczerego zamiaru


Po twojej minie

widzę że

wolisz tego nie wiedzieć

Może to jeszcze

przyjmiesz źle

i pójdziesz ze mną siedzieć


Dobrze — poczekam

jeszcze trochę

aż dojrzejesz do tego

Nie chcę o ścianę

walić grochem

dla sekretu jednego …

Po burzy

Kiedyś po burzy

wychodziło słońce

a teraz liczy się straty

Jest to co najmniej

niepokojące

grad i wichury poza tym


Najgorsze że się z tym

nic nie robi

tylko usuwa szkody

Koryto rzeki

mułem się zdobi

na drogach drzew leżą kłody


Od lat studzienki

nie udrożniane

dławią się wodą z deszczu

Ulice domy

wszystko zalane

ze strachu przechodzą dreszcze


Rowy melioracyjne

zniknęły

by powiększyć areał

A przecież jakąś

rolę spełniały

tego bożego dzieła


Jak słyszę wycie

syren dokoła

myślę gdzie i co się stało

Co roku człowiek

przeżywa od nowa

kataklizm — co ciągle go mało

Nadciśnienie

Przychodzi w życiu moment taki

że robisz się czerwony

Jak te wrzucone do wrzątku raki

spuchnięty i spocony


Mierzysz ciśnienie na lewej ręce

i wynik cię zaskakuje

Dlaczego wali mi tak serce?

Od razu źle się czujesz


Czym prędzej idziesz do lekarza

by rozwiał twe wątpliwości

U niego wynik się powtarza

diagnoza nie ma litości


Jest pan otyły — a więc dieta

wszystkie używki na bok

Cukier — alkohol tylko od święta

tłuste jedzenie tak samo


Panie doktorze — jak wszystko rzucę

to co mi w życiu zostanie?

Praca — niech pan się na niej skupi

to najważniejsze zadanie


Możesz żyć tak jak do tej pory

lecz to nie potrwa długo

Dostaniesz zawał — no i sorry

trumnę ci ktoś wystruga


Lub na poważnie zaczniesz dbać

o siebie każdego dnia

Wiem że na zmianę ciebie stać

niech twoje życie dalej trwa

Ubezpieczenie OC

Zbliża się termin ubezpieczenia

więc przysyłają polisę

Najlepiej żebyś nic nie zmieniał

kontynuował ten system


Zgodziłbym się na taki układ

gdyby cena nie wzrosła

Kwota co roku rośnie na przykład

i firma cenę podniosła


Chciałbyś być u ubezpieczyciela

przynajmniej kilka lat

A do innego musisz spierdzielać

bo ten jest okraść cię rad


Więc wyszukujesz w internecie

najtańsze OC na rynku

Po pół godzinie już dobrze wiecie

że zaoszczędzić można szybko


Wiadomo jak ktoś ma auto nowe

potrzebne mu autocasco

Zapłacić dużo jest gotowy

by spokój mieć i basta


A ty kupujesz na odczepnego

byle gdzie — aby taniej

Nie chcesz dokładać do starego

auta — co w drodze ci stanie …

Żądam adwokata

Kiedy siedzisz na policji

jako oskarżony

Możesz w formie inwestycji

zadzwonić do żony


Jeśli ona nie odbierze

dzwoń do adwokata

Wystąpi on w charakterze

pro bono — bezpłatnie


Taki prawnik z urzędu

wiele nie pomoże

Będzie cię reprezentował

wciąż o jednej porze


W godzinach urzędowania

weekendy ma wolne

Pójdziesz siedzieć — bez gadania

bo nie jest zbyt zdolny


Więc zrezygnuj z papugi

i idź na ugodę

Po co masz w więzieniu

tracić lata młode


A na drugi raz

nie daj się im złapać

Szkoda w pierdlu czas

marnować na zapas

Wizyta w ZUS — ie

Za niedługo skończę

pięćdziesiąt pięć lat

Więc chciałem się dowiedzieć

ile jestem wart


Więc poszedłem do ZUS -u

rozwiać wątpliwości

Wziąłem numer i czekam

trzeba cierpliwości


W końcu moja kolej

podchodzę do biurka

Pani co tam siedzi

młodsza niż ma córka


Ale daję jej dowód

i zadaję pytanie

Gdy nadejdzie pora

ile mi są w stanie


Dać emerytury

z tych składek co płacę

Pani się mnie pyta

czy rzuciłem pracę?


Ależ skąd! — pracuję

więc niech pan tak trzyma

A za dziesięć lat

panu nasza firma


Wypłaci kasy tyle

co pan dzisiaj zarabia

Stać mnie będzie na willę

będę żył jak hrabia!


Teraz tylko dożyć

sprawa rozwiązana

No i składki pomnożyć

ZUS — to firma kochana …

Zgodność charakterów

W każdym związku

przyda się

zgodność charakterów

Nawet w takim

w którym żyją

bez zbędnych papierów


Charakteru nie

zmienisz

u niej i u niego

Jeśli zbytnio

różnią się

nic nie wyjdzie z tego


Jeśli dwoje

jest upartych

jak zyskać kompromis?

Pora grać

w otwarte karty

nie kłócić się o nic


Tylko zgoda

buduje

nawet w małych rzeczach

Więc idiotą

jest ten

kto temu zaprzecza


Bądźcie dobrzy

dla siebie

i gódźcie się w łóżku

By w najgłębszej

potrzebie

szeptać sobie do uszka

Lubimy wracać

Lubimy wracać do miejsc

w których kiedyś byliśmy

A takich trochę jest

gdzie myślami żyliśmy


Patrzymy jak się zmieniły

pod upływem czasu

Zarosły i się zniszczyły

lecz przecież nie od razu


Gdybyśmy byli na miejscu

dbalibyśmy o nie

Bliskie naszemu sercu

stratę musiały ponieść


W jednym czasie możemy

być tylko tu i teraz

Też przecież się starzejemy

świadomość mając nie raz


Że po nas już nikt i nic

nie będzie takie samo

Więc póki będziemy żyć

dbajmy o swoje wiano


A po wszystkim — no cóż

świadomość umrze wraz z nami

Wśród pąków białych róż

ktoś zapłacze czasami

Za darmo

Czy zdarzyło się wam

kiedyś dać za darmo

Jakąś rzecz — nie robiąc

z tego larmo?


Tak od serca

by ktoś miał z tego użytek

Może merca

lub — świeżą porcję frytek


Wstrzymywaliście się — kiedy

ktoś chciał wam zapłacić?

Choć pokusa była — wziąć

i się wzbogacić


Wiem że za darmo

to tylko w mordę można dostać

Tak się utarło

i w społeczeństwie musi zostać


Dobrze gdy dajesz

nie mówiąc wszem i wobec

Dawcą anonimowym się stajesz

i nie wie żaden brukowiec


Co ci po tym

gdy pochwalisz się całemu światu

Z ukrycia najlepiej pomóc

siostrze — bratu …

Rozstania i powroty

Rozstania i powroty

do tej samej roboty

Zaobserwować można

lekkiego szoku doznać


Rozumiem — ktoś się zwolnił

bo zmienił w życiu plany

Jest młody no i zdolny

ogólnie szanowany


Poszedł do innej pracy

bo tam lepiej płacili

Z początku było cacy

i kierownicy mili


Lecz w końcu na jaw wyszło

że wszędzie jest tak samo

Bańka mydlana prysła

zatęskniłeś za mamą


Wróciłeś skąd twój ród

i koledzy z podwórka

Przychodzisz na sam przód

do kadr — znanego biurka


I pytasz czy cię przyjmą

bo przecież znasz robotę

Robiłeś nadgodziny

i nie jedną sobotę


Czujesz ogromną ulgę

gdy słyszysz — możesz wrócić

Będziesz miał z przodu czwórkę

i wokół znanych ludzi


Po tygodniu zrozumiesz

że nic się nie zmieniło

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 30.75