Głos pokolenia
Byliśmy młodzi, gniewni,i niewyspani.
Różne szalone myśli, rodziły się nam w bani.
Social mediów nie było, więc nie byliśmy zagubieni.
Pokolenie co jak upadało to szybko wstawało z ziemi.
Dziś żyjemy między kredytem a naszymi marzeniami.
Pokolenie lat osiemdziesiątych, charakter zbudowany ze stali.
Nie chcemy dziś pustych obietnic bez pokrycia.
Znany dobrze błędy, i cenę tego życia.
Nie wierzymy w stare zasady tych bez honoru.
Mamy dość tego systemu, nie dają nam wyboru.
Gdzie dla nich liczą się tylko najlepsze wyniki.
I kto tu jest głupi, znany wszystkie ich chore triki.
Jesteśmy głosem pokolenia, 88 rocznik przed sobą masz.
Mówimy prawdę prosto w twoją twarz.
Nie da się nas od tak uciszyć.
Naszego głosu nie uda się wam ściszyć.
Nadszedł nasz czas, także zejdzie z drogi.
Mamy teraz już tylko pewne kroki.
Trzydzieści parę lat na karku, i co niby nie wypada.
Nie którzy pracują na trzech etatach.
Mimo tego na życie mamy spory apetyt.
Mieszkania kupujemy tylko na kredyt.
A przyszłość w tym kraju ciągle niepewna.
Broni nas chyba boska ręka.
Chcemy zmian, chcemy prawdy, i godnie żyć.
Dość udawania, że jest dobrze, jak lecą łzy.
Mamy siłę, mamy wiedzę, polskiej nadziei kwiat.
By przewrócić, by naprawić cały ten świat.
Szacunek, równość, wolność.
Nie wszystko przecież człowiekowi wolno.
Walczymy o lepsze jutro, dla swoich rodzin.
Bo nikt za nas tego nie zrobi, wzbudzamy podziw.
To nasza era, nasz teraz jest moment.
Nasze życie, nasza prawda, nie słuchamy komend.
Jesteśmy głosem zmian, nowa polska idzie.
Póki żyjemy, nie przestaniemy krzyczeć.
Kamienne serca
Znów myśli nie dają mi spać po nocach.
Ile znieczulicy widzę w ludzkich oczach.
Obojętność widzę w każdym słowie, w każdym geście.
Jest ona w małej wiosce i wielkim mieście.
Gdzie zniknęła w ludziach ta wrażliwość.
Czemu serca skamieniały, zaczęła rządzić chciwość.
Kiedy zgasł ten płomień życzliwośći.
Kiedy dusze tak zziębniały, gdzie szukać miłości.
Mijają się bez uczuć spojrzenia.
Nie ma już współczucia, wszystko się zmienia.
Głusi na wołanie, gdy ktoś krzyczy o pomoc.
Każdy w swoim świecie lata, znów ponura ta noc.
Czas obudzić ludzkie serca.
Aby znieczulica nie miała tu miejsca.
Roztopić ten chłód co więzi nas ludzi.
I czas z tego wszystkiego ludzi obudzić.
Może jeszcze dla nas nie jest za późno.
Przestać tu być osoba próżną.
By człowiekiem być dla ludzi, od tak po prostu.
Nie palić za sobą wszystkich tutaj mostów.
Niech się ciepło w nas obudzi.
Rozbije te kamienne serca.
Miłość niech spadnie na wszystkich ludzi.
I oświetli wszystkie ponure miejsca.
Idę po swoje
W tych wersach, mam swoje korzenie.
Pisząc wiersz, nie pytam o pozwolenie.
Nie czekam człowiek na niczyją zgodę.
Mam cel wyryty w sercu, pieprzę twoją modę.
Idę po to, co jest moje, z tych rymów mam swoją zbroję.
Każdy krok jest już tylko przemyślany.
Każdy ruch zaplanowany, poukładane swoje plany.
Nie ma miejsca na przypadek, choć czasem przyparty do ściany.
Mimo bólu, i tak po swoje ruszamy.
Idę po swoje, za nic nie cofnę się.
Moje życie, więc gram w tą grę.
Przez ogień, przez wodę, przez głupotę mur.
Idę po swoje i dotykam chmur.
Omijam przeszkody, jak zając zwinnie.
Robię czasem rzeczy chyba nagminne.
Przeskakuję każdą barierę, a mój sukces wisi w tle.
Robią oczy, ci co mówili "nie da się".
Teraz patrzą jak to biorę, sobie od tak.
Z diabłem chyba podpisany pakt.
Nie ma wymówek, czasem nie ma też strachu.
Tylko determinacja i siła, pozwala być jak ptak na dachu.
Cel jest jasny jak słońce, ulicy poeta dziś działa.
Droga prosta i czasem ostra jak strzała.
Pot na czole, i ogień w źrenicach.
Adrenalina w żyłach, nie wszystkich to zachwyca.
Nie ma znaczenia co myślą, dopada ich zmęczenie.
Kiedy sukces jest w zasięgu, proszą sumienie o przebaczenie.
A kiedy mój cel jest coraz bliżej.
Czuję to każdym pewnym krokiem.
To co moje zdobędę, będę tylko wyżej.
Wygram z każdym swoim wrogiem.
Te rymy są jak ostre naboje.
Wierze w siebie, i idę tu po swoje.
Władca piekieł
Te rymy to jest to, co posiadam
Na tronie z czaszek hejterów zasiadam.
Otoczony jestem morzem ognia.
Twoja zazdrość to moja pochodnia.
Każdy krok w przód zostawia ślady.
Z płomieni i żaru piekła, istnieją moje wady.
Pod ziemią jest królestwo moje.
Chcą je zburzyć pieprzone gnoje.
Dla zawistnych tam cierpienie wieczne trwa.
Jestem panem wszystkich cieni, peleryną moją poranna mgła.
Władca piekieł, król ciemności.
Wkurzę wszystkich fałszywych gości.
W moich żyłach płynie piekieł żar.
Pod stopami płoną dusze, jedna z wielu kar.
A korona parzy skroń, te rymy to mój dar.
Demony tańczą na mój rozkaz, z igieł do spania masz swoje wyro.
Każde słowo człowiek, dla ciebie to jak wyrok.
W moim królestwie nie ma dla takich litości,
Nie miałeś szacunku, pokory, empatii, miłości.
Płomienie z ich dusz sięgają nieba.
Krzyki niosą się echem, nic więcej nie trzeba.
Tu sprawiedliwość akurat jest ślepa.
Nie ma ucieczki przede mną.
Nie ma drogi powrotnej, idziesz w noc ciemną.
Jestem strażnikiem tych wrót do zaświatów.
Panem krainy mrocznej, więc lepiej się ratuj.
Piekło to moje, nie diabła królestwo.
A wieczne potępienie to największe przekleństwo.
Tu rządzę niepodzielnie, nie słucham nikogo sugestii.
Jestem władcą wszystkich piekielnych bestii.
Nie będę już ci więcej morałów tu prawił.
Rób tak abyś tu nigdy nie trafił.
Ostatnia noc
Zagubiłem sens, szukam dziś miłości.
Zegar tyka w tę noc, bez żadnej litości.
Odlicza jak kat, każdą sekundę.
Jutro znów muszę stoczyć rundę.
Chcę jednak dziś zatrzymać te wskazówki.
Zatrzymać ten ostatni czas, bez żadnej wymówki.
Wiem, że jutro zmieni się wszystko.
Będzie już inaczej, wstanę z nową iskrą.
To jest ostatnia noc, ostatni zwątpienia taniec.
Ostatni raz czułem się jak wygnaniec.
Ostatni szyderczy uśmiech, ostatnie obojętne spojrzenie.
Ostatnia noc, od jutra lepsze wrażenie.
W tę noc odezwą się wszystkie słowa niewypowiedziane.
I znikną od tak nad samym ranem.
Emocje wiszą ciężko w pokoju.
Chcę zapamiętać każdy szczegół, szukam spokoju.
Zanim świt wszystko na nowo zmieni.
Czas zacząć każdą chwilę tutaj cenić.
Ostatnia noc,powoli promyk gaśnie
A jutro będę już kimś innym, o to biega właśnie.
Czasem trzeba coś zrozumieć by znaleźć nową moc.
Może przed tobą też jest taka noc.
Która pomoże zrozumieć co trzeba tu cenić.
I może od rana warto na lepsze się zmienić.
Krew, pot i łzy
Ludzie oceniają, i są zawsze tacy.
Nie widzą odcisków na dłoniach od ciężkiej pracy.
Głupie osądy, dla siebie je zostaw.
Pot na czole, od walki, jak wodospad.
Łzy są w oczach, gdy nikt nie widzi.
To jest cena, którą płacę, poeta się tego nie wstydzi.
Nie ma drogi na skróty, nie szukaj prostych powiązań.
Życie nie jest bajką, nie ma łatwych rozwiązań.
Każdy sukces kosztuje, a twój los ludzi pierdoli.
Mimo że jesteś sobą, twoje zwycięstwo ich boli.
Krew, pot i łzy, To moja pieprzona droga.
Krew, pot i łzy, śle swoje modlitwy do Boga.
Krew, pot i łzy, życie w którym na głowie cierń.
Krew, pot i łzy, Taki jestem, i nowy rodzę się.
Nie mam przyjaźni, dla dziwnych znajomości.
Szacunek wyryty aż do szpiku kości.
Myśli złe płoną, jak piekielny ogień.
Głowa ciężka od myśli, rozmawiam z Bogiem.
Obiecuję mu, że nigdy nie poddam się.
Każda kropla krwi znaczy walkę, ja o tym wiem.
Każda kropla potu, to poświecenia wysiłek.
Każda łza to świadectwo, nie tylko na chwilę.
Nie liczę w tym życiu na żadne cudy.
Codziennie walczę, nie narzekam na trudy.
Nie uciekam przed bólem, za raną goi się rana.
Bo wiem, że jutro będę silniejszy z samego rana
Czyni mnie silniejszym, wiara, że będzie lepiej.
Każdy swą dole, na tym padole klepie.
Z krwi powstanę silniejszy, nawet jak zawierucha.
Z potu wyrośnie hart, zwycięskiego ducha.
Z łez narodzi się mądrość, która głupotę wypchnie stąd w dal.
Tak kształtuje się charakter, twardy jak stal.
Możliwe, że ty jesteś też na ten świat zły.
Lecz nasza droga to krew, pot i łzy.
Mój kraj
Mój kraj,to pola latem zbożem tkane.
Te góry nad ranem mgłami przyodziane.
Te miasta pełne, historii z dawnych lat.
Bałtyk, co szumi falami, jak płatkami kwiat.
Mój kraj to dom, to w sercu noszona duma.
Jak nie jesteś stąd, to tego nie zkumasz.
Tu każda ścieżka, jest dobrze znana.
Śpiew ptaków co budzą cię z samego rana.
Historię ludzi, co płyną przez wieki.
Nasze lasy, pola, góry i rzeki.
I orły białe, co w górze piękne lśnią.
Mamy od pokoleń tradycję swą.
Historia mojego kraju w murach zapisana.
Wtedy o wolność walczyła ojczyzna ukochana.
Mój kraj, to dla mnie wolność i nadzieja.
Chodź widzę że na gorsze to zaczyna się zmieniać.
To przyszłość tego kraju, jest w naszych rękach.
Balon kłamstw, powoli już pęka.
Dla wielu z nas, jest to na ziemi raj.
Czy ty też kochasz swój kraj?
Gwiazdy świecą dla ciebie
Jest noc, a myśli rozrywają emocje jak dynamit.
Nocne niebo, wygląda dziś jak aksamit.
Rozsypane myśli, jak diamenty pośród gwiazd.
Ile jutrzejszy dzień przyniesie nowych jazd.
Każda z tych gwiazd dziś świeci dla ciebie.
Każda z nich jest jak bajka, na tym pięknym niebie.
Dziś twoje emocje są rozkołysane dość mocno.
A problemy są jak cały kosmos.
To dziś te gwiazdy świecą dla ciebie.
Księżyc swym urokiem maluje ci twarz.
Dziś jak nigdy uwierz tu w siebie.
Bo wielką siłę w sobie dziś masz.
Twoje oczy pełne łez, jak gwiezdny pył.
Idź tylko do przodu, nie patrz już w tył.
Jesteś częścią całego wszechświata.
Dziś kometa swoim ogonem problemy zamiata.
Niech ta noc, dziś się nie kończy.
Niech ten blask, cały czas się sączy.
Gwiazdy świecą dla ciebie.
Jesteś jedną z nich dzisiaj na niebie.
Nie szukaj jutro tych chorych jazd.
Po prostu tańcz, pośród tych gwiazd.
Jesteś światłem, i póki wierzysz w siebie.
Wtedy te gwiazdy będą świecić tylko dla ciebie.
Kolory codzienności
Bloki jak kostki szarego betonu.
Codziennie życie w każdym z tych domów.
Głos starych parapetów, albo zardzewiałych rynnien.
Niebo otulone spalinowym dymem.
Ludzie są jak cienie między budynkami.
Kolejne dramaty, pomiędzy parterami.
Ludzie stali się jakoś wybredni.
A Każdy kolejny dzień zlewa się z poprzednim.
Ta bieda i szarość wlewa się do oczu.
Sam nie raz zdążyłeś to poczuć.
Szarość ty dni spływa po ścianach.
Na kolejnej klatce, kolejny dramat.
W szarych myślach toną ludzie powoli.
Te życie ich nie cieszy, raczej ono ich boli.
Czekając na kolorowy świt, zagubili czas.
Szara rzeczywistość, Otacza przecież nas.
Beton, asfalt, miejski gwar, ludzkie łzy.
Szara rzeczywistość, próbują oni żyć.
Poniedziałek jak wtorek, czwartek jak środa.
Życie to przecież dla każdego przygoda.
Życie jest po to aby cieszyć się nim.
Szkoda, że im dni zlewają się w jeden szary film.
Pobudka , praca, zakupy, dom.
Rutyna zjada, radość twą.
Ale gdzieś tam w szarości, kolor się mieni.
Do góry tli się ta iskra nadziei.
Mały kwiat na betonie, idzie ku górze.
W tle namalowane graffiti na murze.
Szukam barw w codzienności, ale po mojemu.