Ewa siedziała przy kuchennym stole i patrzyła na telefon. Było kilka minut po pierwszej. Tomasz obiecał zadzwonić przed dziesiątą, ale od tamtej pory nie odebrał ani razu. Wysłała trzy wiadomości. Wszystkie zostały dostarczone, żadna nie była przeczytana.
Próbowała przekonać samą siebie, że pracuje, śpi albo zostawił telefon w samochodzie. Znała jednak ten rodzaj ciszy. Pojawiał się zawsze wtedy, gdy Tomasz znajdował się w miejscu, o którym nie chciał jej powiedzieć.
Zadzwoniła ponownie. Tym razem odebrał.
„Co się stało?” zapytał, jakby to ona zakłóciła jego noc.
W tle grała muzyka. Ktoś się śmiał, przesuwano krzesła, a po chwili odezwała się kobieta.
„Tomek, chodź. Taksówka już czeka.”
Ewa ścisnęła telefon.
„Gdzie jesteś?”
„W pokoju.”
„Słyszałam kobietę.”
„Ludzie stoją pod oknem.”
„I wołają cię po imieniu?”
Tomasz westchnął. Powiedział, że od początku wyjazdu nie robi nic poza pracą, a ona znowu szuka powodów do awantury. Przypomniał wszystkie wcześniejsze kłótnie i zakończył rozmowę, zanim zdążyła ponownie zapytać o kobiecy głos.
Ewa siedziała przy stole jeszcze przez godzinę. Obiecała sobie, że tym razem nie zadzwoni. Nie będzie błagać ani przepraszać za pytanie, na które miała prawo otrzymać odpowiedź.
Nad ranem przyszła wiadomość.
„Kocham cię. Nie niszczmy wszystkiego przez twoje podejrzenia.”
Przeczytała ją kilka razy. Jedna część zdania raniła, druga przynosiła ulgę. Tomasz zawsze wiedział, jak połączyć jedno z drugim.
Odpisała, że również go kocha.
Wtedy jeszcze nie rozumiała, że najskuteczniejsze kłamstwa nie brzmią jak kłamstwa. Brzmią jak słowa, na które czekało się całą noc.
Miejsce obok
Zanim autokar wyjechał z Polski, Tomasz zdążył okłamać żonę i zainteresować się kobietą siedzącą po drugiej stronie przejścia. Nie planował tego. W jego przypadku takie rzeczy rzadko wymagały planu. Wystarczało wolne miejsce, kilka godzin podróży i kobieta, która odpowiedziała uśmiechem na jego spojrzenie.
Ewa stała na dworcu, dopóki widziała jego twarz za szybą. Była szósta rano. Padał drobny deszcz, który osiadał na jej włosach i kołnierzu jasnego płaszcza. Jeszcze przed wejściem do autokaru Tomasz objął ją i pocałował mocniej niż zwykle. Przez moment uwierzyła, że ostatnie miesiące naprawdę coś między nimi zmieniły. Nie chciała ponownie zaczynać tej samej rozmowy, ale pytanie samo cisnęło jej się na usta.
„Będziesz odbierał?”
Tomasz westchnął i spojrzał w stronę kierowcy układającego bagaże.
„Będę.”
„Nie tak jak ostatnio?”
„Obiecałem ci przecież. Ile razy mam jeszcze przepraszać?”
„Nie pytam o przeprosiny. Chcę tylko wiedzieć, czy będziesz odbierał telefon.”
Patrzył na nią przez chwilę. Był przystojny w sposób, który z wiekiem stawał się coraz bardziej widoczny. Siwe włosy pojawiły mu się jedynie przy skroniach. Nie odbierały mu uroku. Przeciwnie, sprawiały, że wyglądał poważniej i budził większe zaufanie. Miał czterdzieści siedem lat, ale kiedy się uśmiechał, wciąż przypominał mężczyznę, którego Ewa poznała ponad dwadzieścia lat wcześniej. Ten sam uśmiech pojawiał się po kłótni, po zbyt późnym powrocie albo po znalezionej w jego telefonie wiadomości.
„Będę odbierał”, zapewnił. „I przestań się już martwić. Jadę zarobić, a nie się bawić.”
Pocałował ją jeszcze raz, zabrał torbę i wszedł do autokaru. Ewa została na chodniku. Była od niego cztery lata starsza. Kiedy się poznali, różnica wieku nie miała żadnego znaczenia. Teraz myślała o niej częściej, zwłaszcza gdy widziała, jak Tomasz spogląda na młodsze kobiety. Nigdy nie robił tego nachalnie. Potrafił patrzeć tak, żeby zauważyła to tylko ta jedna osoba, dla której spojrzenie było przeznaczone.
Tomasz usiadł przy oknie. Pomachał Ewie, gdy autokar ruszał, ale już po chwili odwrócił głowę. Kobieta zajmująca miejsce po drugiej stronie przejścia próbowała umieścić ciężką walizkę na półce. Miała jasne włosy związane niedbale na karku, obcisłe dżinsy i kremowy sweter, spod którego przy każdym ruchu wysuwał się fragment opalonej skóry. Mogła mieć około czterdziestu lat. Nie wyglądała jak ktoś, kto szczególnie zabiega o uwagę, i właśnie dlatego Tomasz zainteresował się nią niemal od razu.
Wstał i sięgnął po walizkę.
„Pomogę.”
Kobieta spojrzała na niego z ostrożnością, ale odsunęła się, robiąc mu miejsce.
„Jest naprawdę ciężka.”
„Tym bardziej nie powinna pani sama jej podnosić.”
Uniósł walizkę i wsunął ją na półkę. Rzeczywiście ważyła sporo, lecz uważał, żeby nie pokazać wysiłku. Kiedy poprawiał bagaż, poczuł na sobie jej spojrzenie. Znał ten rodzaj zainteresowania. Jeszcze nie oznaczało zaproszenia, ale otwierało drogę do rozmowy.
„Dziękuję”, powiedziała.
„Nie ma za co. Daleko pani jedzie?”
„Do Londynu.”
„To tak jak ja.”
Uśmiechnęła się lekko.
„Chyba większość ludzi w tym autokarze jedzie do Londynu.”
Tomasz roześmiał się i wyciągnął rękę. Kobieta miała na imię Karolina. Jej dłoń była chłodna, palce długie, a paznokcie jasne i starannie pomalowane. Przytrzymał ją odrobinę dłużej, niż wymagało zwykłe powitanie. Nie cofnęła ręki gwałtownie, a to mu wystarczyło.
Początkowo każde z nich siedziało na swoim miejscu. Rozmawiali ponad przejściem, dopóki starszy mężczyzna siedzący obok Tomasza nie przeniósł się do znajomego w tylnej części autokaru. Wolne miejsce pojawiło się samo. Karolina zawahała się, lecz po kilkunastu minutach usiadła obok Tomasza, tłumacząc, że nad jej fotelem zbyt mocno dmucha zimne powietrze. Nie sprawdzał, czy mówiła prawdę. Pomógł jej przełożyć torebkę i odsunął się, zostawiając wystarczająco dużo przestrzeni. Wiedział, że zbyt szybka poufałość mogła ją zniechęcić. Lubił pozwalać kobietom sądzić, że to one decydują o tempie znajomości.
Karolina pachniała czymś świeżym, z delikatną słodką nutą. Kiedy odgarniała włosy, widział drobne zmarszczki przy jej oczach. Nie próbowała wyglądać na młodszą, a przynajmniej nie robiła tego przesadnie. Miała spokojny głos i sposób patrzenia, który sugerował, że nie ufa ludziom od razu. Tomasz uznał to za wyzwanie.
Jechała do pracy w niewielkim hotelu na obrzeżach Londynu. W Polsce przez kilkanaście lat pracowała w biurze, ale po rozwodzie nie była w stanie utrzymać mieszkania i spłacać kredytu. W Anglii mieszkała jej kuzynka, która znalazła jej zatrudnienie i obiecała pomóc na początku.
„Pierwszy raz jadę tak daleko sama”, przyznała.
„Już nie jedziesz sama.”
Powiedział to spokojnie, bez żartu i bez uśmiechu. Widział, że słowa zrobiły na niej wrażenie. Karolina odwróciła twarz w stronę okna, lecz po chwili ponownie na niego spojrzała.
Tomasz nie opowiadał od razu o sobie. Zadawał pytania i słuchał, ponieważ dawno zauważył, że kobiety szybciej ufają mężczyznom, przy których mogą mówić. Dowiedział się, że Karolina ma dorosłego syna, od kilku miesięcy mieszka sama i nie zna dobrze angielskiego. Bała się nowej pracy, obcego miasta i tego, że kuzynka nie będzie miała dla niej tyle czasu, ile obiecała. Tomasz uspokajał ją, że początki zawsze są trudne. Powiedział, że dobrze zna Londyn, choć w rzeczywistości poruszał się głównie między wynajmowanym domem, sklepem i kolejnymi remontami.
Po prawie trzech godzinach jazdy telefon zawibrował mu w kieszeni. Na ekranie pojawiło się imię Ewy. Spojrzał na połączenie i je odrzucił.
„Nie odbierasz?” zapytała Karolina.
„Później oddzwonię.”
„Żona?”
Tomasz nie odpowiedział od razu. Nie lubił prostych kłamstw. Zbyt łatwo było się w nich pogubić. Najbezpieczniej było powiedzieć część prawdy, a resztę pozostawić wyobraźni drugiej osoby.
„To skomplikowana sprawa.”
Karolina spoważniała.
„Nie chcę się w nic mieszać.”
„Nie ma w co się mieszać. Mieszkamy pod jednym dachem, ale od dawna każde z nas żyje osobno.”
Wypowiadał te słowa już wcześniej. Za każdym razem brzmiały naturalniej. Nie musiał nawet zastanawiać się nad odpowiednim wyrazem twarzy. Wystarczyło spuścić wzrok i pozwolić, by w głosie pojawiło się zmęczenie.
Karolina przez chwilę milczała. Tomasz nie próbował jej przekonywać. Wiedział, że teraz powinna zostać sama ze swoją ciekawością. Jeśli zacznie zadawać pytania, sama przekroczy granicę, którą wcześniej próbowała wyznaczyć.
Telefon zawibrował ponownie. Tym razem przyszła wiadomość.
„Martwię się. Napisz chociaż, czy wszystko dobrze.”
Tomasz przeczytał ją, wyciszył urządzenie i schował do kieszeni. Karolina udawała, że patrzy za okno, lecz widział, że zauważyła imię nadawcy.
Ewa wróciła do domu przed ósmą. W sypialni wciąż unosił się zapach wody po goleniu Tomasza. Na krześle leżała koszula, której nie spakował. Podniosła ją i przez chwilę trzymała przy twarzy. Gdy uświadomiła sobie, co robi, odłożyła ją gwałtownie, jakby ktoś mógł wejść do pokoju i przyłapać ją na czymś wstydliwym.
Przez ostatnie trzy miesiące było między nimi spokojnie. Tomasz częściej zostawiał telefon na stole, wracał wcześniej i przestał wychodzić z domu, gdy ktoś dzwonił. Z okazji rocznicy ślubu zaprosił ją do restauracji. Przyniósł czerwone róże, zamówił wino i powiedział, że nie chce stracić tego, co razem zbudowali. Ewa słuchała go i bardzo chciała wierzyć, że mówi prawdę.
Kilka miesięcy wcześniej znalazła w jego telefonie wiadomości od osoby zapisanej jako Andrzej Hydraulik. Początkowo nie zamierzała ich czytać. Telefon leżał na stole, a ekran rozświetlił się, gdy przyszło zdjęcie. Ewa długo nie potrafiła zrozumieć, dlaczego hydraulik wysłał jej mężowi fotografię nagich kobiecych nóg.
Tomasz najpierw się roześmiał. Powiedział, że kolega zrobił mu głupi żart. Kiedy Ewa odnalazła wcześniejsze wiadomości, zaczął krzyczeć, że grzebie w jego prywatnych rzeczach i traktuje go jak przestępcę. Dopiero później przyznał, że podczas poprzedniego wyjazdu poznał kobietę. Zapewniał, że spotkali się zaledwie kilka razy, a wszystko wydarzyło się przez alkohol i samotność. Według jego opowieści to ona nalegała, ona pisała i ona weszła mu do łóżka. On jedynie okazał się za słaby, żeby ją odepchnąć.
Ewa kazała mu się wyprowadzić. Przez dwa tygodnie spał u kolegi. Potem zaczął przychodzić pod byle pretekstem. Naprawił cieknący kran, zrobił zakupy, zawiózł ją do lekarza, a pewnego wieczoru ugotował kolację. Nie prosił od razu, żeby pozwoliła mu wrócić. Zachowywał się tak, jakby chciał odzyskać jej zaufanie powoli i uczciwie. Pewnej nocy został. Był czuły, cierpliwy i przez kilka godzin przypominał mężczyznę, którego kochała na początku ich małżeństwa.
Od tamtej pory nie rozmawiali już o kobiecie zapisanej jako Andrzej Hydraulik. Ewa obiecała sobie, że nie będzie wracać do przeszłości, jeżeli Tomasz naprawdę się zmieni. On natomiast uznał jej milczenie za zamknięcie sprawy.
O dziewiątej zadzwoniła ponownie. Nie odebrał. Napisała, żeby dał znać, kiedy autokar zatrzyma się na postój. Odpowiedź przyszła po dwudziestu minutach.
„Wszystko dobrze. Słaby zasięg. Kocham cię.”
Ewa przeczytała wiadomość kilka razy. Znała drogę do Anglii i wiedziała, że na tym odcinku nie powinno być problemów z zasięgiem, ale nie chciała rozpoczynać kolejnej kłótni. Odpisała, żeby na siebie uważał, po czym odłożyła telefon i poszła do kuchni.
Tomasz siedział wtedy z Karoliną przy stoliku na stacji, gdzie autokar zatrzymał się na pół godziny. Kupił jej kawę i kanapkę. Kiedy próbowała oddać pieniądze, zamknął jej dłoń w swojej. Zrobił to swobodnie, jakby dotykanie jej było czymś zupełnie naturalnym.
„Następnym razem ty postawisz.”
„Czyli będzie następny raz?” zapytała.
„Podróż dopiero się zaczęła.”
Nie cofnęła ręki. Tomasz obserwował jej twarz i czekał. Najbardziej lubił chwilę, w której kobieta zaczynała się wahać. Jeszcze nie podejmowała decyzji, ale już rozważała coś, o czym kilka godzin wcześniej nawet nie myślała.
„Naprawdę żyjecie osobno?” zapytała w końcu.
„Od dawna.”
„A ona wie, że wasze małżeństwo się skończyło?”
„Ewa wie wszystko.”
Było to największe z jego dotychczasowych kłamstw, dlatego wypowiedział je bez najmniejszego zawahania. Karolina przyglądała mu się przez kilka sekund. Chciała mu uwierzyć, a Tomasz umiał rozpoznać ten moment. Nie musiał mówić niczego więcej.
Po powrocie do autokaru usiedli bliżej siebie. Karolina zasnęła z głową opartą o jego ramię. Tomasz patrzył na odbicie ich twarzy w szybie. Czuł zapach jej włosów i ciepło ciała pod cienkim swetrem. Przyjemne podniecenie nie wynikało jeszcze z samego pożądania. Bardziej interesowało go to, że zaufała mu tak szybko. Podobała mu się chwila, w której przestawał być dla kobiety obcym mężczyzną, a stawał się kimś, komu mogła opowiedzieć o swoim rozwodzie, samotności i lęku przed rozpoczęciem życia w innym kraju.
Po południu rozmawiali już tak, jakby znali się znacznie dłużej. Tomasz opowiedział jej o pracy przy remontach, wynajmowanym domu pod Londynem i planach założenia własnej firmy. Pominął długi, kłótnie z Ewą i poprzednie kobiety. W jego historii był człowiekiem, który przez wiele lat poświęcał się dla rodziny, aż pewnego dnia zrozumiał, że nikt nigdy nie zapytał, czego on sam potrzebuje.
Karolina słuchała uważnie. Jej były mąż odszedł do młodszej kobiety, więc powinna lepiej rozumieć Ewę niż Tomasza. On jednak potrafił przedstawić swoje małżeństwo tak, aby sam wyglądał na osobę porzuconą. Nie fizycznie, lecz uczuciowo. Opowiadał o pustych wieczorach, o milczeniu przy wspólnym stole i o żonie, która od dawna nie chciała go dotykać. Nie wspomniał, że jeszcze poprzedniej nocy kochał się z Ewą i zapewniał ją, że po powrocie z Anglii zabierze ją nad morze.
„Może po prostu bałeś się odejść”, powiedziała Karolina.
„Nie o siebie.”
„Macie dzieci?”
„Dorosłą córkę.”
„Czyli właściwie już nic cię nie trzyma.”
Tomasz spojrzał jej prosto w oczy.
„Może do tej pory nie miałem dokąd odejść.”
Karolina zarumieniła się i odwróciła twarz. Tomasz nie próbował jej dotknąć. Pozwolił, żeby znaczenie jego słów zostało między nimi.
Wieczorem światła w autokarze przygasły. Większość pasażerów próbowała zasnąć. Karolina przykryła nogi cienkim kocem i przysunęła się bliżej. Kiedy autokar gwałtownie skręcił, jej dłoń oparła się na udzie Tomasza. Nie zabrała jej od razu.
Dotknął palcami jej nadgarstka. Zrobił to delikatnie, dając jej czas na odsunięcie się. Zamiast tego odwróciła głowę. Ich twarze znalazły się tak blisko, że czuł jej oddech. Pocałował ją krótko i spokojnie. Nie próbował niczego więcej. Wiedział, że pierwszy pocałunek powinien pozostawiać niedosyt.
„Nie powinnam”, wyszeptała.
„Wiem.”
„Przecież mnie nie znasz.”
„Chcę cię poznać.”
Telefon ponownie zaczął wibrować w jego kieszeni. Tomasz wyjął go, spojrzał na ekran i wyłączył urządzenie. Tym razem Karolina zdążyła zobaczyć napis.
Ewa żona.
„Mówiłeś, że ona o wszystkim wie.”
„Bo wie.”
„To dlaczego dzwoni tyle razy?”
Tomasz przywołał na twarz zmęczenie. Potrafił zrobić to zawsze, gdy chciał wzbudzić współczucie.
„Nie umie pogodzić się z tym, że to koniec. Próbowałem jej pomóc. Naprawdę próbowałem, ale nie mogę przez resztę życia odpowiadać za jej emocje.”
Karolina nie odpowiedziała. Przez kilka minut siedziała wyprostowana, patrząc przed siebie. Tomasz nie naciskał. Po pewnym czasie sama ponownie oparła głowę na jego ramieniu.
Kilka godzin później włączył telefon, żeby sprawdzić godzinę i podłączył go do ładowarki. Ewa dzwoniła siedem razy. Przysłała też kilka wiadomości. W ostatniej pytała, dlaczego wyłączył telefon i czy coś mu się stało. Tomasz nie odpisał. Powiedział Karolinie, że idzie do toalety, i zostawił urządzenie na siedzeniu.
Gdy zniknął na końcu autokaru, ekran ponownie się rozświetlił. Karolina nie zamierzała czytać jego wiadomości, ale nazwisko nadawcy i pierwsze zdanie pojawiły się tuż przed nią.
Ewa żona.
„Dlaczego mnie znowu karzesz milczeniem? Jeszcze rano mówiłeś, że zaczynamy wszystko od nowa.”
Karolina znieruchomiała. Nie dotknęła telefonu. Patrzyła tylko na ekran, dopóki światło nie zgasło.
Przypomniała sobie własne małżeństwo i wieczór, podczas którego dowiedziała się, że jej mąż od wielu miesięcy spotyka się z inną kobietą. On również przekonywał tamtą kobietę, że żyją w separacji. Karolinie mówił natomiast, że wszystko sobie wymyśliła i chorobliwą zazdrością niszczy ich małżeństwo.
Kiedy Tomasz wrócił, od razu zauważył zmianę w jej twarzy.
„Co się stało?”
Karolina wskazała telefon.
„Przyszła wiadomość od twojej żony.”
„Mówiłem ci, że nie potrafi pogodzić się z naszym rozstaniem.”
„Napisała, że jeszcze dzisiaj rano obiecałeś jej, że zaczynacie wszystko od nowa.”
Tomasz zatrzymał się między siedzeniami. Przez krótką chwilę nie wiedział, jakiego użyć kłamstwa. Potem jego twarz stężała.
„Czytałaś moje wiadomości?”
Karolina patrzyła na niego z niedowierzaniem.
„Wyświetliła się na ekranie.”
„To nie daje ci prawa zaglądać do mojego telefonu.”
Nie próbował już tłumaczyć się z treści wiadomości. Nie zaprzeczył, że Ewa ją wysłała. Zamiast tego zaatakował Karolinę, jakby to ona zrobiła coś niewłaściwego.
Karolina patrzyła na niego i po raz pierwszy zobaczyła nie mężczyznę skrzywdzonego przez nieudane małżeństwo, lecz człowieka przyłapanego na kłamstwie.
W jego oczach nie było wstydu.
Była tylko złość.
Każda słyszała inną historię
Tomasz stał między siedzeniami i patrzył na Karolinę, jakby to ona została przyłapana na kłamstwie. Nie podnosił głosu. Nie musiał. Wystarczył chłód, który pojawił się w jego oczach, i lekko zaciśnięte usta. Jeszcze kilka minut wcześniej był uważny, spokojny i czuły. Teraz wyglądał jak człowiek, któremu ktoś naruszył granicę.
„Powiedziałam ci, że nie dotknęłam telefonu”, powtórzyła Karolina. „Wiadomość wyświetliła się na ekranie.”
Tomasz usiadł obok niej i odłączył urządzenie od ładowarki. Przeczytał wiadomość Ewy, po czym szybko przesunął palcem po ekranie. Karolina nie widziała, czy ją usuwał, czy jedynie zamykał powiadomienie.
„Nie powinienem zostawiać telefonu na wierzchu.”
„Czyli to jest twoje wytłumaczenie?”
„Nie mam się z czego tłumaczyć.”
„Twoja żona napisała, że dzisiaj rano obiecałeś jej nowy początek. Mnie powiedziałeś, że od dawna żyjecie osobno.”
Tomasz oparł głowę o fotel i zamknął oczy. Wyglądał na zmęczonego, ale Karolina nie wiedziała już, czy to zmęczenie było prawdziwe. Przez chwilę milczał, jakby szukał odpowiednich słów. W rzeczywistości nie zastanawiał się, czy powiedzieć prawdę. Wybierał tylko wersję, która w tej chwili mogła zabrzmieć najbardziej wiarygodnie.
„Nie znasz Ewy”, odezwał się w końcu. „Kiedy próbuje mnie zatrzymać, pisze różne rzeczy. Rano rozmawialiśmy o tym, że chcemy przestać się kłócić i zacząć normalnie ze sobą rozmawiać. Dla niej to już oznacza, że wszystko zaczynamy od nowa.”
Karolina patrzyła na niego uważnie.
„Pocałowała cię na pożegnanie?”
Pytanie zaskoczyło go bardziej, niż chciał pokazać.
„Skąd mam wiedzieć, co dla niej znaczy zwykły gest?”
„To nie jest odpowiedź.”
„Tak, pocałowała mnie. Na dworcu byli znajomi. Nie chciałem robić przedstawienia.”
„A potem napisała, że cię kocha.”
Tomasz odwrócił głowę w stronę okna. Za szybą przesuwały się ciemne pola, pojedyncze światła domów i odbicia wnętrza autokaru. Widział w szybie twarz Karoliny. Była spięta i rozczarowana, ale jeszcze nie odeszła. To oznaczało, że nadal chciała usłyszeć coś, co pozwoli jej zostać.
„Ewa nie potrafi przyjąć do wiadomości, że między nami wszystko się skończyło”, powiedział ciszej. „Próbowaliśmy ratować małżeństwo. Nie wyszło. Mieszkamy razem, bo mamy wspólny dom, kredyt i całe życie, którego nie da się rozdzielić w jeden wieczór. Gdybym powiedział jej rano, że nie chcę, żeby mnie dotykała, zrobiłaby awanturę na środku dworca.”
Karolina nie odpowiedziała. Zabrała torebkę, wstała i wróciła na swoje wcześniejsze miejsce po drugiej stronie przejścia. Usiadła przy oknie, poprawiła sweter i odwróciła twarz. Tomasz nie próbował jej zatrzymać. Wiedział, że gdyby zaczął błagać albo tłumaczyć się zbyt długo, wyglądałby na winnego. Pozwolił jej odejść i przez kilka minut zachowywał się tak, jakby jej decyzja nie zrobiła na nim żadnego wrażenia.
Włączył telefon. Ewa znów próbowała się dodzwonić. Tym razem nie odrzucił połączenia, tylko czekał, aż samo ucichnie. Potem napisał krótką wiadomość.
„Nie pisz teraz. Zadzwonię na postoju.”
Ewa siedziała na brzegu łóżka, gdy zobaczyła jego odpowiedź. Od kilku godzin nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Próbowała oglądać telewizję, ale nie rozumiała, o czym mówią ludzie na ekranie. Zaparzyła herbatę, której nie wypiła, poskładała ręczniki i dwa razy sprawdziła, czy zamknęła drzwi wejściowe. Wciąż zerkała na telefon.
„Stało się coś?” napisała.
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
„Nie. Po prostu przestań dzwonić. Odezwę się później.”
Ewa poczuła ulgę, że nic mu się nie stało, ale chłód jego odpowiedzi nie pozwolił jej się uspokoić. Chciała zapytać, dlaczego jest zły i czy siedzi obok niego ktoś, przy kim nie może z nią rozmawiać. Nie zrobiła tego. Obiecała przecież, że nie będzie go kontrolować. Tomasz wielokrotnie powtarzał, że jej podejrzliwość odbiera mu ochotę na powroty do domu.
Odłożyła telefon i położyła się, ale nie zgasiła lampki. Wiedziała, że nie zaśnie, dopóki nie zadzwoni.
Tomasz spojrzał na Karolinę. Siedziała ze słuchawkami w uszach. Nie patrzyła w jego stronę, lecz widział, że również nie śpi.
Poczuł irytację. Nie na siebie i nie na Karolinę. Był zły na Ewę, ponieważ jednym zdaniem zepsuła coś, co jeszcze przed chwilą rozwijało się dokładnie tak, jak chciał. Nie przyszło mu do głowy, że sama treść wiadomości nie byłaby problemem, gdyby wcześniej powiedział prawdę.
Po północy autokar zatrzymał się na stacji. Kierowca poinformował, że postój potrwa dwadzieścia minut. Pasażerowie zaczęli wychodzić, prostując zdrętwiałe nogi. Karolina została na swoim miejscu. Tomasz założył kurtkę i wysiadł. Stanął z boku budynku, w miejscu osłoniętym od wiatru, i zadzwonił do Ewy.
Odebrała po pierwszym sygnale.
„Co się stało? Dlaczego kazałeś mi przestać dzwonić?”
„Bo nie potrafisz odpuścić nawet na kilka godzin.”
„Martwiłam się o ciebie.”
„Napisałem, że wszystko jest dobrze.”
„Po kilku godzinach.”
Tomasz ścisnął telefon mocniej
„Zaczynasz znowu to samo.”
Ewa zamilkła. Znała to zdanie. Pojawiało się zawsze, gdy próbowała porozmawiać o czymś, co było dla niego niewygodne. Czasem dotyczyło wiadomości znalezionej w telefonie, czasem zapachu obcych perfum na jego koszuli, a czasem dwóch godzin, podczas których nie odbierał. Zaczynasz znowu to samo. W tych kilku słowach mieściła się cała odpowiedzialność, którą potrafił na nią przerzucić.
„Nie zaczynam”, powiedziała spokojniej. „Chciałam tylko usłyszeć twój głos.”
„To słyszysz.”
„Dlaczego jesteś taki zły?”
„Bo obiecałaś, że zaczniesz mi ufać.”
Ewa zamknęła oczy. Jeszcze rano leżeli obok siebie. Tomasz przyciągnął ją wtedy do siebie i powiedział, że będzie za nią tęsknił. Zanim wyszli z domu, wypili razem kawę. Przysięgał, że poprzednia historia nic dla niego nie znaczyła i że żaden wyjazd nie jest wart utraty rodziny. Teraz rozmawiał z nią tak, jakby sam jej głos był ciężarem.
„Ufam ci”, powiedziała.
„Nie zachowujesz się tak.”
„Przepraszam. Nie będę już dzwonić. Odezwij się, kiedy dojedziesz.”
Tomasz poczuł, że odzyskał kontrolę
„Zadzwonię. Idź spać.”
„Kocham cię.”
Przez chwilę patrzył na światła przejeżdżających samochodów.
„Ja ciebie też.”
Rozłączył się i wrócił do autokaru. Karolina wciąż siedziała na swoim miejscu, ale nie miała już słuchawek w uszach. Udawała, że czyta wiadomości w telefonie. Tomasz minął ją bez słowa. Usiadł, założył ręce na piersi i zamknął oczy.
Nie odezwał się do niej przez następną godzinę.
Karolina początkowo czuła ulgę. Była zła na siebie, że pozwoliła mu się pocałować, choć znała go zaledwie od kilku godzin. Jeszcze bardziej złościło ją to, że prawdopodobnie uwierzyłaby w jego historię, gdyby wiadomość Ewy nie pojawiła się na ekranie. Tomasz wiedział, jak mówić o samotności. Nie skarżył się wprost. Przedstawiał się jako człowiek, który wiele znosił i nie oczekiwał współczucia. Właśnie dlatego tak łatwo było mu je otrzymać.
Karolina próbowała zasnąć, lecz wracała myślami do jego twarzy. Zauważyła, że przestał na nią patrzeć. Nie próbował jej przekonać, nie wysyłał wiadomości i nie prosił, żeby wróciła na miejsce obok. Jego obojętność zaczęła działać silniej niż wcześniejsze zainteresowanie. Po pewnym czasie zaczęła się zastanawiać, czy nie oceniła go zbyt szybko.
Może naprawdę mieszkał z żoną tylko ze względów finansowych. Może Ewa nie potrafiła pogodzić się z rozpadem małżeństwa. Karolina znała kobiety, które po rozstaniu przez wiele miesięcy próbowały zatrzymać mężczyznę. Sama po rozwodzie wysyłała byłemu mężowi wiadomości, których później się wstydziła. Nie pisała, że go kocha, ale pytała, czy jest pewien swojej decyzji. Prosiła, żeby jeszcze raz porozmawiali. Przez kilka tygodni wierzyła, że wszystko można naprawić.
Ta myśl nie usprawiedliwiała Tomasza, lecz wprowadzała wątpliwość. On właśnie na nią czekał.
Nad ranem Karolina podniosła się i poszła do toalety. Kiedy wracała, Tomasz otworzył oczy. Nie odezwał się, dopóki nie usiadła na swoim miejscu. Dopiero wtedy wstał i zatrzymał się obok niej.
„Mogę?”
Wskazał wolny fotel. Karolina wzruszyła ramionami. Tomasz usiadł, zachowując między nimi wyraźny odstęp.
„Nie powinienem był tak zareagować”, powiedział. „To nie twoja wina, że zobaczyłaś wiadomość.”
Karolina nie spodziewała się przeprosin.
„Okłamałeś mnie?”
„Nie.”
„To, co napisała twoja żona, brzmiało inaczej.”
„Wiem.”
„Nie chcę znaleźć się między wami.”
„Nie znajdziesz się.”
„Już się znalazłam.”
Tomasz opuścił głowę. Tym razem nie udawał złości. Sprawiał wrażenie człowieka zawstydzonego tym, że jego prywatne sprawy zostały ujawnione przed obcą osobą.
„Powinienem powiedzieć ci więcej”, zaczął. „Kilka miesięcy temu próbowaliśmy jeszcze raz być razem. Nie udało się. Oboje o tym wiemy, ale Ewa wciąż łapie się każdego gestu. Jeśli napijemy się razem kawy, uznaje, że wracamy do siebie. Jeśli pojadę z nią na zakupy, zachowuje się tak, jakby wszystko zostało naprawione. Rano powiedziałem, że chcę, żebyśmy przestali się ranić. Ona nazwała to nowym początkiem.”
„A ty jej nie poprawiłeś?”
„Próbowałem. Zaczęła płakać.”
Karolina spojrzała na niego. W słabym świetle wyglądał na starszego i bardziej zmęczonego niż poprzedniego dnia.
„Dlaczego w takim razie nadal z nią mieszkasz?”
„Dom jest wspólny. Córka też nie chce, żebyśmy się rozstali. Poza tym większość czasu pracuję w Anglii. Wracam na kilka tygodni i znowu wyjeżdżam. Łatwiej było udawać, że wszystko jeszcze jakoś działa.”
Była to historia wystarczająco bliska prawdzie, żeby Tomasz nie musiał pilnować każdego szczegółu. Dom rzeczywiście należał do nich obojga. Córka rzeczywiście źle znosiła ich kłótnie. Wyjazdy naprawdę pozwalały mu unikać decyzji. Nie powiedział tylko, że nigdy poważnie nie zamierzał odchodzić od Ewy. Dom był jego miejscem powrotu, a żona czekała na niego niezależnie od tego, ile razy ją zawiódł.
„Nie oczekuję, że mi uwierzysz”, dodał. „Najlepiej będzie, jeśli zapomnimy o tym, co wydarzyło się między nami.”
Nie spojrzał na Karolinę. Czekał.
„Może tak będzie lepiej”, odpowiedziała, ale w jej głosie nie było pewności.
Tomasz skinął głową i wstał. Nie próbował jej pocałować ani dotknąć. Wrócił na swoje miejsce, zostawiając ją z poczuciem, że to ona właśnie zrezygnowała z czegoś, co mogło być ważne.
Kilka godzin później pili razem kawę podczas kolejnego postoju. To Karolina podeszła do niego pierwsza. Powiedziała, że nie chce spędzić reszty podróży w niezręcznej ciszy. Tomasz przyjął jej propozycję bez widocznej satysfakcji. Rozmawiali już ostrożniej, unikając tematu Ewy. Opowiadał o Londynie i miejscach, które warto zobaczyć. Obiecał pokazać Karolinie miasto, kiedy będzie miała wolny dzień.
Nie całował jej ponownie. Kilka razy dotknął jej dłoni, ale za każdym razem cofał rękę, jakby przypominał sobie o wyznaczonej przez nią granicy. Ta ostrożność uspokajała Karolinę bardziej niż kolejne zapewnienia. Przed przyjazdem do Londynu zapisała w jego telefonie swój numer.
„Tylko nie dzwoń do mnie w środku nocy”, powiedziała.
„Będę grzeczny.”
„Nie jestem pewna, czy potrafisz.”
Tomasz uśmiechnął się
„Możesz sprawdzić.”
Kiedy autokar zatrzymał się na dworcu, pomógł jej wyjąć walizkę. W tłumie pasażerów, bagaży i ludzi czekających przy stanowiskach stali przez chwilę naprzeciwko siebie. Karolina wyglądała na zmęczoną, ale uśmiechała się tak, jakby długi przejazd okazał się łatwiejszy, niż się spodziewała.
„Kuzynka już jedzie”, powiedziała. „A po ciebie ktoś przyjedzie?”
„Kolega z pracy.”
„Odezwiesz się?”
„Jeśli chcesz.”
„Chcę.”
Tomasz objął ją na pożegnanie. Nie pocałował jej w usta. Musnął jedynie policzek i przez moment trzymał dłoń na jej plecach. Karolina patrzyła za nim, gdy odchodził w stronę parkingu.
Telefon Tomasza zawibrował. Spodziewał się wiadomości od Ewy, ale na ekranie pojawiło się inne imię.
Natalia.
„Jestem sama od siódmej. Przyjedziesz?”
Tomasz obejrzał się. Karolina wciąż stała przy walizce, czekając na kuzynkę. Pomachała mu. Odpowiedział tym samym gestem, a następnie usunął wiadomość Natalii.
Przez cały poprzedni dzień przekonywał Karolinę, że nie ma dokąd odejść.
W Londynie od dawna czekała na niego inna kobieta.
Drugi dom
Na dworcu czekał na Tomasza Marek, z którym od kilku lat pracował przy remontach. Stał oparty o wysłużonego dostawczaka i palił papierosa, obserwując ludzi wysiadających z autokaru. Kiedy zobaczył Tomasza, zgasił niedopałek, otworzył bagażnik i bez powitania sięgnął po jego największą torbę. Nie należał do ludzi, którzy tracili czas na uprzejmości. Zapytał tylko, czy podróż minęła spokojnie i czy Tomasz jest gotowy następnego dnia rozpocząć pracę.
„Długo jechałeś?” rzucił, wsuwając torbę między skrzynkę z narzędziami a zwiniętą folię malarską.
„Za długo.”
„Mogłeś lecieć samolotem.”
„Z tym wszystkim?” Tomasz wskazał pozostałe bagaże. „Poza tym w autokarze człowiek przynajmniej widzi, z kim podróżuje.”
Marek spojrzał w stronę Karoliny. Stała kilkanaście metrów dalej i rozmawiała przez telefon. Gdy zauważyła, że Tomasz na nią patrzy, uśmiechnęła się i pomachała mu na pożegnanie.
„Już zdążyłeś?” zapytał Marek.
„Tylko rozmawialiśmy.”
Marek roześmiał się pod nosem, ale nie drążył tematu. Znał Tomasza wystarczająco długo, żeby nie wierzyć w przypadkowe rozmowy trwające przez całą podróż. Widział go już wcześniej w podobnych sytuacjach. Tomasz potrafił po kilku minutach zachowywać się wobec obcej kobiety tak, jakby znali się od lat. Nie był nachalny i właśnie dlatego rzadko spotykał się z wyraźną odmową. Umiał słuchać, zapamiętywał drobne szczegóły i mówił dokładnie tyle, żeby kobieta sama chciała dowiedzieć się o nim więcej.
Ruszyli w stronę domu, w którym wynajmowali pokoje. Po drodze Marek opowiadał o nowym zleceniu. Mieli remontować piętrowy budynek należący do starszego angielskiego małżeństwa. Początkowo umówili się na odnowienie kuchni, łazienki i dwóch pokoi, ale właściciele już wspominali o kolejnych pracach. Jeśli będą zadowoleni, remont może potrwać znacznie dłużej, niż zakładali. Tomasz słuchał tylko częściowo. Telefon zawibrował mu w kieszeni i od razu odciągnął jego uwagę.
Pierwsza wiadomość była od Karoliny. Napisała, że kuzynka już po nią jedzie i podziękowała za wspólną podróż. Tomasz przeczytał wiadomość, ale nie odpowiedział. Nie chciał robić tego zbyt szybko. Z doświadczenia wiedział, że kobieta oczekująca na odpowiedź myśli o mężczyźnie częściej niż ta, która natychmiast dostaje wszystko, czego chce.
Po chwili odezwała się Ewa.
„Dojechałeś?”
Odpisał, że jest już z Markiem i jadą do wynajmowanego domu. Obiecał, że zadzwoni później. Nie wspomniał, że zamierza spędzić wieczór w zupełnie innym miejscu.
W telefonie miał kilka kobiet zapisanych pod pojedynczymi literami, nazwami firm albo męskimi imionami. Ewa odkryła kiedyś wiadomości od osoby nazwanej Andrzejem Hydraulikiem, ale nigdy nie dowiedziała się, kim byli Paweł Kurier, Serwis Okien ani numer zapisany jako Warsztat. Tomasz nie usuwał wszystkich kontaktów po zakończeniu znajomości. Lubił mieć możliwość powrotu. Czasami po kilku miesiącach wysyłał krótkie pytanie, co słychać, i czekał, która z kobiet odpowie.
Natalia nie potrzebowała ukrytej nazwy, ponieważ nigdy nie dzwoniła bez uprzedzenia. Wiedziała, że Tomasz ma w Polsce żonę, lecz wierzyła, że ich małżeństwo istnieje już tylko na papierze. Podczas poprzedniego pobytu zapewniał ją, że śpi z Ewą w osobnych pokojach i wraca do domu wyłącznie ze względu na córkę oraz wspólny kredyt. Nie powiedział Natalii, że przed wyjazdem spędził z żoną noc ani że rano pozwolił jej odwieźć się na dworzec.
Marek zatrzymał samochód przed szeregowym domem, w którym wynajmowali trzy niewielkie pokoje. W środku nikogo nie było. Pozostali pracownicy wracali dopiero wieczorem. Mężczyźni wnieśli bagaże do przedpokoju, a Tomasz zaniósł walizkę na piętro. Jego pokój wyglądał dokładnie tak, jak go zostawił kilka tygodni wcześniej. Stało w nim wąskie łóżko, szafa, prosty stolik i krzesło. Na parapecie leżała pusta paczka papierosów, a w szufladzie wciąż znajdowała się ładowarka, której ostatnim razem nie zabrał do Polski.
„Muszę jeszcze wyjść”, powiedział, gdy zszedł na dół.
Marek wyjął z kieszeni kluczyki do dostawczaka i rzucił je w jego stronę.
„Tylko podstaw samochód przed siódmą. Rano jedziemy prosto na budowę.”
„Będzie.”
„I nie zaśpij pierwszego dnia.”
Tomasz nie odpowiedział. Zabrał z walizki czystą koszulę, kosmetyki i niewielką torbę. Wziął szybki prysznic, zmienił ubranie i po kilkunastu minutach ponownie siedział za kierownicą. Po drodze zatrzymał się przy sklepie. Kupił butelkę wina oraz bukiet czerwonych róż. Nie pamiętał, jakie kwiaty lubi Natalia, dlatego wybrał takie same, jakie kilka tygodni wcześniej wręczył Ewie z okazji rocznicy ślubu.
Natalię poznał podczas poprzedniego pobytu w Anglii. Pracowała w polskim sklepie, do którego przychodził po papierosy, gotowe obiady i rzeczy potrzebne do wynajmowanego domu. Na początku zamieniali kilka słów przy kasie. Później zaczęła odkładać mu ulubione papierosy, a on przynosił jej kawę. Miała czterdzieści dwa lata, ciemne włosy sięgające ramion i figurę kobiety, która dawno przestała przejmować się tym, czy wygląda odpowiednio szczupło. Poruszała się spokojnie, lecz w jej spojrzeniu było coś bezpośredniego. Tomasz szybko zrozumiał, że nie będzie musiał długo zabiegać o jej uwagę.
Natalia mieszkała sama w niewielkim mieszkaniu nad zakładem fryzjerskim. Była po rozwodzie i od kilku lat nie związała się z nikim na stałe. Kiedy poznała Tomasza, początkowo nie chciała słyszeć o żonatym mężczyźnie. Wtedy opowiedział jej o małżeństwie, które dawno przestało istnieć. Przedstawił siebie jako człowieka uwięzionego przez wspólny dom, kredyt i poczucie odpowiedzialności za kobietę niepotrafiącą pogodzić się z rozstaniem. Nigdy wprost nie obiecał Natalii rozwodu. Mówił jedynie, że potrzebuje czasu, żeby uporządkować sprawy w Polsce. Ona przez długi czas udawała, że taka odpowiedź jej wystarcza.
Otworzyła drzwi, zanim zdążył zapukać drugi raz. Miała na sobie luźną czarną sukienkę i była boso. Wilgotne po kąpieli włosy opadały jej na ramiona. Przez chwilę tylko na niego patrzyła, jakby chciała upewnić się, że naprawdę przyjechał.
„Miałeś być później.”
„Nie mogłem tyle czekać.”
Wręczył jej kwiaty. Natalia uśmiechnęła się, chwyciła go za koszulę i wciągnęła do środka. Pocałowała go pierwsza, mocno i bez niepewności, jakiej Tomasz doświadczył wcześniej przy Karolinie. Objął Natalię w pasie i zamknął za sobą drzwi. Pod cienkim materiałem sukienki czuł ciepło jej ciała. Pachniała balsamem oraz winem, którego zdążyła napić się przed jego przyjazdem.
W mieszkaniu paliły się dwie lampy. Na stole stała przygotowana kolacja, a obok talerzy leżały nowe serwetki. Natalia ugotowała jego ulubione mięso, kupiła piwo, które zawsze wybierał, i wstawiła do łazienki drugą szczoteczkę do zębów. Wszystko wyglądało tak, jakby Tomasz nie przyjechał na kilka godzin, lecz wracał do miejsca, które powoli miało stać się również jego domem.
„Tęskniłeś?” zapytała, odsuwając usta od jego twarzy.
„Każdego dnia.”
Nie była to prawda. Przez ostatnie tygodnie w Polsce myślał o Natalii głównie wtedy, gdy pisała. Tęsknił jednak za tym, jak się przy niej czuł. W jej mieszkaniu nie było rachunków, napraw, rozmów o córce ani pytań dotyczących spóźnień. Natalia nie widziała go zmęczonego codziennością, rozdrażnionego ani znudzonego. Dla niej wciąż był mężczyzną, który przychodził z kwiatami, potrafił słuchać i przez cały wieczór skupiał uwagę wyłącznie na niej.
Usiedli przy stole. Natalia opowiadała o pracy, nowych właścicielach sklepu i koleżance, która postanowiła wrócić do Polski. Tomasz słuchał, przesuwając palcami po jej dłoni. Co jakiś czas pochylał się i całował wewnętrzną stronę jej nadgarstka. Wiedział, że lubiła ten gest. Na początku Natalia się uśmiechała, ale z czasem zaczęła odpowiadać coraz krócej. Tomasz zauważył zmianę, zanim zadała pytanie.
„Rozmawiałeś z Ewą?”
Nie musiał pytać, o czym powinna dotyczyć ta rozmowa.
„Nie było kiedy. Ostatnie dni przed wyjazdem były nerwowe.”
„Miałeś jej powiedzieć, że po tym wyjeździe nie wrócisz już do domu.”
„Powiedziałem, że potrzebuję czasu.”
Natalia cofnęła rękę i odsunęła kieliszek.
„Mnie powiedziałeś, że wszystko jest ustalone.”
„Bo jest.”
„W takim razie dlaczego nadal tam mieszkasz?”
Tomasz sięgnął po wino. Nie spodziewał się tej rozmowy pierwszego wieczoru. Podczas poprzedniego pobytu Natalia zapewniała, że niczego od niego nie oczekuje. Chciała jedynie spędzać z nim czas. Z czasem zaczęła jednak pytać, kiedy przestanie wynajmować pokój i wprowadzi się do niej. Za każdym razem odpowiadał, że najpierw musi uporządkować sprawy w Polsce. Nigdy nie wyjaśnił, co dokładnie miało to oznaczać.
„Dopiero przyjechałem”, powiedział. „Naprawdę musimy rozmawiać o Ewie pierwszego wieczoru?”
„Nie chcę rozmawiać o niej. Chcę wiedzieć, co będzie z nami.”
Tomasz wstał, podszedł do Natalii i położył dłonie na jej ramionach. Początkowo nie reagowała. Gdy jednak zaczął spokojnie tłumaczyć, że przyjazd do niej jest najlepszym dowodem jego uczuć, napięcie w jej ciele powoli ustępowało. Powiedział, że mógł znaleźć pracę w innym mieście albo wyjechać do Niemiec, ale wrócił właśnie tutaj. Nie wspomniał, że wszystkie zlecenia załatwiał Marek i że sam nie miał żadnej innej możliwości.
„Przyjechałeś, bo masz tutaj pracę”, przypomniała Natalia.
„Mógłbym pracować w wielu miejscach.”
„Ale tylko tutaj czekam na ciebie ja?”
„Dokładnie.”
Pogładził ją po policzku i pocałował, zanim zdążyła zadać następne pytanie. Tym razem nie odsunęła się. Wstała i przywarła do niego całym ciałem. Tomasz wiedział, że rozmowę udało się zakończyć. Nie rozwiązał żadnego problemu, ale nigdy nie chodziło mu o rozwiązanie. Wystarczało, że zyskiwał kilka godzin, kolejny dzień albo następne tygodnie.
Telefon zawibrował w kieszeni jego kurtki. Raz, a po chwili drugi. Tomasz nie reagował. Dopiero gdy Natalia poszła do łazienki, wyjął urządzenie. Pierwsza wiadomość była od Ewy. Przypominała, że miał zadzwonić. Druga przyszła od Karoliny, która napisała, że mimo wszystko cieszy się z ich spotkania.
Tomasz odpowiedział Karolinie, że również się cieszy i chciałby zobaczyć ją ponownie, kiedy odpocznie po podróży. Wiadomość od Ewy pozostawił bez odpowiedzi. Nie zamierzał teraz z nią rozmawiać. Wiedział, że po kilku godzinach oczekiwania będzie łatwiej przekonać ją, że zasnął zmęczony podróżą.