Wstęp
„Życie jest jak jazda autobusem. Nigdy nie wiesz kto do niego wsiądzie,
czy zaraz wysiądzie, a może całą drogę będzie obok ciebie.”
Pasją Pauliny od zawsze była jazda motocyklem. Uwielbiała ten moment, kiedy ubrana w skórzany kombinezon, kask i rękawice odpalała swoją lśniącą Perełkę. Pomruk silnika był najpiękniejszą muzyką w uszach motocyklistki. Podczas jazdy nie wykorzystywała pełnej mocy pojazdu. Jeździła raczej ostrożnie, z rozwagą. Tragiczny wypadek drogowy, w wyniku, którego zginął ukochany ojciec dziewczyny, kiedy ta była zaledwie nastolatką, nauczył Paulinę jak kruche bywa życie. Jak niewiele potrzeba, by spokojny, poukładany świat bezpowrotnie wywrócił się do góry nogami. Pozostawiając rozdzierający duszę smutek, żal i niewysłowioną tęsknotę za ukochaną osobą, która była nam szczególnie bliska, a która w tak druzgocący sposób już na zawsze została odebrana. Nauczona przykrymi doświadczeniami nie miała zamiaru ryzykować własnego życia, jednak tej jednej przyjemności jaką dawała Paulinie jazda na piekielnej maszynie nie potrafiła sobie odmówić. Co więcej właśnie dzięki tej pasji poznała swoją pierwszą miłość. Chłopaka, który na bardzo długo stał się ważną częścią jej życia. W trakcie jednej z relaksujących przejażdżek zatrzymała się na stacji paliw, aby zatankować, a tam na stanowisku obok stał przystojny motocyklista tankujący identyczną co ona maszynę. Nie myśląc wiele wesoło chłopaka zagadnęła i już po chwili pili razem kawę ze stacyjnego automatu. To był wstęp do trwającego kilka lat szczęśliwego związku, pełnego miłości, oddania i wzajemnego zrozumienia. Choć nie snuli daleko idących planów na przyszłość, a wspólne życie mijało dzień za dniem, naturalnym wydawało się, że już zawsze będą razem. Nic nie zapowiadało, iż idylla tego związku zostanie tak dotkliwie zakłócona. W jednej nieostrożnej chwili ich sielankowe życie rozsypie się na kawałeczki.
Znamiennego lata para zakochanych trzecią rocznicę swojego związku postanowiła świętować nad morzem. Spakowani, w dobrych nastrojach wyruszyli w kilkugodzinną podróż. Maszyny na drodze spisywały się bez zarzutu. Pogoda dopisywała. Niemniej prażące słońce wraz z każdym przebytym kilometrem wzmagało u motocyklistów zmęczenie, jednak wizja zimnego piwa w scenerii malowniczego zachodu słońca skutecznie przeganiała odrętwienie. Para dotarłszy do hotelu zameldowała się w recepcji i odebrała klucz do przydzielonego im pokoju. Po czym nie zwlekając odświeżyli się po podróży i zachowując pogodę ducha spacerkiem udali się na plażę powitać morze.
— Kacprze spójrz jak pięknie! — dziewczynę zachwycił widok jaki miała przed oczyma.
Wysokie fale z głuchym szumem raz za razem uderzały o brzeg i wracały zagarniając coraz większą część, o dziwo opustoszałej o tej porze dnia, plaży. Powietrze przesycone było słonym zapachem, a od wody wiał chłodny, orzeźwiający powiew morskiej bryzy. Zakochani zeszli na plażę po zachodniej stronie mola. Był to niewątpliwie mniej oblegany przez wczasowiczów fragment wybrzeża. Para znalazła zaciszne miejsce, usiadła na piasku i wpatrzona w hipnotyzujący widok sączyła zimne piwo z plastikowych kubeczków.
— Tak długo na to czekałem — westchnął chłopak — plaża, morze, zimne piwo, a u boku piękna dziewczyna. Czego chcieć więcej!
— Wariat — Paulina roześmiała się, żartobliwie trącając chłopaka łokciem w bok — też się cieszę, że przyjechaliśmy. Miałeś wspaniały pomysł, nawet jeśli to tylko na kilka dni.
— Kochanie, najlepszego z okazji naszej rocznicy. Następny rok razem na pewno będzie równie szczęśliwy. Już zawsze będę kochał tylko ciebie.
— Ja również — mruknęła dziewczyna opierając głowę na ramieniu chłopaka — bardzo cię kocham — cmoknęła ukochanego w policzek — za kolejne lata razem — stuknęli się kubeczkami z piwem i upili po sporym łyku.
Zachodzące słońce malowało krajobraz głębokimi odcieniami pomarańczowymi, które odbijały się w spokojnej tafli wody, tworząc jedność między ziemią a niebem. Tak spektakularny widok wart był uwiecznienia. Paulina wyjęła z torebki telefon i cyknęła kilka fotek z ciemną sylwetką mola w tle, skąpaną w płynnych odcieniach złota. Najładniejszą wstawiła na swój profil z dopiskiem „Słoneczne uśmiechy znad czarownego Bałtyku”.
— Ten zachód jest wyjątkowo upajający — westchnęła dziewczyna — spójrz na te kolory. Matka Natura to niezaprzeczalnie doskonały artysta, potrafi tworzyć naprawdę niesamowite dzieła. Warto było pokonać tych kilkaset kilometrów, żeby ujrzeć takie cudo. To bajeczne uzupełnienie szczególnego dnia.
— Z tobą u boku każdy dzień jest szczególny — chłopak pochylił się i pocałował dziewczynę. Najpierw łagodnie i czule, potem nieco gwałtowniej z pożądliwością — może wrócimy teraz do naszego pokoju — zaproponował, z ociąganiem odrywając się od ust dziewczyny — by tam przy lampce szampana kontynuować nasze świętowanie.
— Słońce zaszło, spektakl zakończony, więc… czemu by nie! — Paulina uśmiechnęła się z aprobatą.
Zakochani podnieśli się jednocześnie. Otrzepali z piasku ubrania i podekscytowani trzymając się za ręce wrócili do hotelu. Żadne z nich nawet nie podejrzewało, że był to ich ostatni, wspólnie oglądany zachód słońca.
Pozostałe dni para urlopowiczów spędziła beztrosko w pogodnym nastroju. Ciesząc się występami ulicznych artystów, kosztując lokalnych przysmaków, podziwiając piękno okolicy, a przede wszystkim zażywając endorfin leniuchując na plaży. Nadmorski widok uspokajał, a ustronny zakątek sprzyjał odprężeniu i wyciszał emocje. Pozwalał doładować wewnętrzny akumulator, z którego mieli czerpać do następnego urlopu.
— Ale mi się nie chce wracać — jęknęła Paulina — czy nie możemy zostać jeszcze jeden dzień?
— Niestety, to co dobre szybko się kończy — Kacper przyznał równie niechętnie.
— Zawsze marzyłam, by zamieszkać nad morzem. Zazdroszczę tutejszym mieszkańcom, mają to wszystko na wyciągnięcie ręki.
Paulina z rozczuleniem spojrzała na biegnącego w oddali wzdłuż linii brzegowej młodego mężczyznę ze słodkim szczeniakiem u nogi. Niezdarny psiak z trudem nadążał za krokiem pana. — Dragon, noga — mężczyzna biegnąc co kilka kroków gwizdał i nawoływał szczeniaka. Dla kobiety widok ten ucieleśniał typowego, lokalnego mieszkańca tej pięknej nadmorskiej miejscowości.
— Gdybyś tutaj zamieszkała, szybko przestałabyś doceniać tę wyjątkowość. Codzienność, by ją zabiła — głos Kacpra oderwał Paulinę od rozczulającego widoku.
— Być może, ale i tak super byłoby zostać tutaj na dłużej.
— I zostawiłabyś wszystko za sobą, rodzinę, pracę, znajomych?
— Właśnie dlatego to tylko czcze pragnienie. Pomarzyć sobie mogę — Paulina uśmiechnęła się do swoich myśli — a nuż kiedyś się spełnią…
— Czy i mnie uwzględniasz w tych marzeniach? — chłopak pochylił się nad dziewczyną przysłaniając jej sobą cały widok nieba.
— A byłbyś skłonny porzucić dla mnie wszystko?
— Bez wahania! Nigdy cię nie zostawię, już zawsze będziemy razem — zapewnił chłopak poświadczając swoje słowa gorliwym pocałunkiem — lecz teraz powinniśmy się już zbierać — niechętnie oderwał się od ust dziewczyny.
— Nie zaczekamy na zachód słońca? Kto wie, kiedy będziemy mieli okazję znowu go zobaczyć.
— Niestety, jeśli chcemy dotrzeć o planowanym czasie powinniśmy wyruszyć już teraz.
— Skoro tak, to żegnaj morze — dziewczyna po raz ostatni tęsknie spojrzała na spienione morskie bałwany — do zobaczenia następnym razem, kiedyś…
Urlopowicze odeszli nie oglądając się za siebie. Wsiedli na swoje lśniące maszyny i spokojnie ruszyli w drogę powrotną do domu. Nieuchronnie zbliżając się do tragedii, która miała postawić ich beztroskie życie na głowie. Z czasem przyjdzie im wracać myślami do tej chwili zastanawiając się, czy gdyby jednak zostali obejrzeć ten zachód słońca uniknęliby koszmaru, który zgotowało im przeznaczenie? Gdyby tylko choć chwile dłużej posiedzieli na tych piaszczystych wydmach ich los by się odmienił? Albo gdyby przedłużyli swój pobyt o ten jeden, upragniony dzień, czy ich życie ułożyłoby się inaczej? Na tego typu rozważania trudno znaleźć jasną odpowiedź. Ile byśmy się nie zastanawiali to i tak niczego pewnego nie wymyślimy. A zagadnienia typu „co by było, gdyby?” już zawsze będą prześladować nieważne, ile czasu upłynie. Jedynym wyjściem wydaje się być pogodzenie się z losem i po prostu dopasowanie do sytuacji w jakiej się znalazło. Nie ważne jak ciężkie, smutne czy przykre będą to doświadczenia, należy przeć do przodu nie poddając się. Przecież zawsze mogło być gorzej. W życiu nic nie jest… na pewno!
Dokładnie takiej sytuacji na własnej skórze doświadczyła Paulina. Jadąc pewnie, niemniej z zachowaniem największej ostrożności nie spodziewała się, że jakiś naćpany wariat wyjedzie z drogi podporządkowanej wprost pod jej koła. Wszystko działo się w przeciągu ułamka sekundy i nie miała nawet możliwości o czymkolwiek pomyśleć, czy jakkolwiek zareagować, a jedyne co wtedy poczuła to niczym skrzydła Anioła Stróża okrywające jej ciało w desperackiej próbie chronienia ostatniej iskierki jej istnienia. Balansując na krawędzi życia i śmierci do ostatniego przebłysku świadomości Paulina nie dowierzała, że przytrafiło jej się coś złego. Jedyna myśl jaka uporczywie krążyła po jej zamglonym umyśle, to przekonanie, że w istocie musiał to być sen. Paskudny sen, z którego za chwilę się obudzi. To, że nie mogła poruszyć żadną częścią ciała, a wokół panowała ciemność musiało być efektem koszmaru. Wystarczy, że ponownie zamknie oczy, znowu zaśnie, a gdy się obudzi we własnym łóżku wszystko będzie po staremu.
Prawdą jednak było, że z tego koszmaru dziewczyna bardzo długo nie mogła się obudzić. Jej pokiereszowane, z licznymi złamaniami, zmiażdżoną prawą nogą, pogrążone w śpiączce mózgowej, ciało według oceny lekarzy nie rokowało zbyt optymistycznie. Jej szanse na powrót do pełnego zdrowia były bliskie zeru, mimo tak szokujących wiadomości rodzina i najbliżsi przyjaciele czuwający przy pacjentce, choć kompletnie wstrząśnięci, nie tracili nadziei. Pełni wiary w wolę życia Pauliny wyczekiwali najdrobniejszych oznak poprawy jej stanu. Wreszcie po kilku ciągnących się w nieskończoność tygodniach nastąpił przełom. Dziewczynie powoli wracała świadomość. Jednakże ostateczna diagnoza była druzgocąca. O ile inne złamania wraz z upływem czasu ładnie się goiły to pogruchotana kończyna oraz uszkodzony kręgosłup, według lekarzy, nigdy nie miały wrócić do pełnej sprawności. W najgorszym przypadku dziewczynę czekał wózek inwalidzki, w najlepszym o ile podda się żmudnej, długotrwałej rehabilitacji być może będzie w stanie poruszać się o balkoniku. Pierwszy szok trwał kilka tygodni. W tym czasie Paulina nie chciała widzieć nikogo poza najbliższą rodziną. Nawet Kacprowi zakazała zbliżać się do siebie. Załamana, nie chciała pokazywać się chłopakowi w tak opłakanym stanie. Wzgardzała sobą i swoją ułomnością. Już wystarczająco dobijał ją fakt, że musiała być ciężarem dla własnej rodziny, by obarczać tym brzemieniem chłopaka, który powinien żyć normalnym życiem. To, że się spotykali nie zobowiązywało go do pozostania u boku dziewczyny tylko dlatego, że spotkało ją coś złego. Niemniej upór Kacpra i determinacja z tamtego okresu sprawiły, że Paulina odpuściła. Na nowo przyjęła serce chłopaka i z nadzieją spojrzała w przyszłość. Miłość dodawała jej siły, popychała do działania. Z zaciętością poddawała się katorżniczej rehabilitacji byle tylko znów stanąć na nogach. By odzyskać swoje poukładane życie. Co nie było łatwe. Pomimo zachowania pozornej pogody ducha codzienność przytłaczała. Nawet przy wsparciu najbliższych Paulinie ciężko było pogodzić się ze swoim losem. Do tej pory była niezależną, nieźle sobie radzącą w życiu osobą, aż nagle stała się bezwolną, na każdym kroku potrzebującą usłużnych dłoni kaleką. Tak trudno było przywyknąć, prosić o pomoc przy najdrobniejszych czynnościach, które normalnie zdrowy człowiek wykonuje bez głębszego zastanowienia. Kiedyś tak podstawowy mechanizm, jak ubieranie się, spożywanie posiłków, korzystanie z toalety, czy choćby zwyczajne umycie rąk nie mówiąc o innych, rutynowych zachowaniach dnia codziennego było naturalną czynnością. Teraz stało się wielką przeprawą nie do pokonania bez asekuracji drugiej osoby. Z każdym upływającym dniem coraz trudniej było Paulinie budzić się co rano i przyjmować realia obecnego życia. Wprost zmuszała się, aby każdego ranka otworzyć oczy. Świadomość własnej beznadziejności zniechęcała, zabijała zapał. Na domiar złego zniecierpliwienie i częsty brak zrozumienia ze strony opiekunów, który ranił do żywego również nie ułatwiał pogodzenia się z sytuacją. Każde nieprzychylne słowo, nierzadko opryskliwe podejście odbierało poczucie własnej wartości, podcinało skrzydła. Rozgoryczona, gdyby tylko mogła, najchętniej wymazałaby całe swoje marne istnienie z tego świata byle tylko uwolnić bliskich od ciężaru opieki. Dusząc się w sobie Paulina znosiła każdy kolejny dzień, choć szczerze nienawidziła własnego życia, a sobą dosłownie się brzydziła, to zaciskała zęby i cały czas walczyła chcąc odzyskać kontrolę nad własną codziennością. Mimo to po czterech latach intensywnej terapii w dalszym ciągu nie widać było satysfakcjonujących efektów. Choć dziewczyna stała się nieco bardziej samodzielna to nadal musiała poruszać się na wózku. Miłość Kacpra podtrzymywała Paulinę na duchu, nie pozwalała zrezygnować. Wciąż nieugięcie ćwiczyła korzystając z każdej dostępnej w kraju placówki oferującej usługi rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych. Ograniczony styl życia, jak i długie tygodnie spędzane na turnusach odbiły się na życiu towarzyskim dziewczyny. Znajomi i przyjaciele pochłonięci własnym życiem jedni po drugich wykruszali się z jej kręgu. Po latach pozostali tylko ci najwytrwalsi i najbliższa rodzina. To ich życzliwość i wsparcie w najtrudniejszych okresach jej zmagań pomagały Paulinie zachować pozytywne nastawienie i utrzymać ulotną radość z życia. Przyszłość nie jawiła się już w tak czarnych kolorach. Choć nadal każdego dnia przerażała, to mogła żyć ciesząc się z drobnych rzeczy dnia codziennego. Kochając i będąc kochaną. Upływający czas pokazał jednak, że nawet najgorętsza miłość posiada limit poświęcenia. O ile rodzina pozbawiona możliwości wyboru wiernie trwała wraz z dziewczyną w matni, jaką zgotował dla niej los, to chłopak mimo swoich najszczerszych chęci i gorliwych zapewnień nie zdołał utrzymać płonności uczuć. Rzeczywistość życia u boku niepełnosprawnej osoby okazała się zbyt przytłaczająca. Wszelkie ograniczenia i przeszkody, z którymi przyszło mierzyć się zakochanym przez te kilka długich lat ostatecznie zabiła miłość. Ich siedmioletni związek zakończył się względnie spokojnie, bez negatywnych emocji, obwiniania. Po prostu rozstali się bez zbędnego roztrząsania wdzięczni za spędzone razem chwile. Na łzy przyszedł czas później, za zamkniętymi drzwiami, w samotności. Tęsknota przez długi czas rozrywała zbolałe serce dziewczyny, mimo to nie mogła mieć żalu. To nie była niczyja wina, a jeśli już to raczej jej i jej pokrętnego losu. Tym samym musiała pozwolić chłopakowi odejść, miał prawo do własnego, normalnego życia ze zdrową partnerką u boku. Już i tak przez te ostatnie cztery wyczerpujące lata wiele dla niej poświęcił, teraz musiała radzić sobie sama.
Co wcale nie było proste. Przywykła do obecności ukochanej osoby, niełatwo miała tak z dnia na dzień pogodzić się z myślą, że w jej sercu nikogo już nie ma i prawdopodobnie już nigdy nie będzie. Samotność od teraz miała pozostać częścią jej życia już na zawsze. Będąc na skraju największego zwątpienia Paulina przeczytała w intrenecie o zagranicznej placówce medycznej zajmującej się podobnymi do jej przypadkami z wysokim procentem skuteczności leczenia. Bez wahania wysłała online swoją historię choroby. Przecież nic na tym nie traciła, mogła jedynie zyskać. Odpowiedź przyszła już po kilku dniach. Dokumentacja, którą przesłała do zagranicznej kliniki kwalifikowała dziewczynę do przyjęcia. Miała zaledwie miesiąc na przygotowania do wylotu za granicę. Choć przerażała Paulinę samotna wyprawa do obcego kraju, to nic nie było w stanie jej od tego odwieść. Przedstawiona propozycja była jej ostatnią deską ratunku. W kraju przez te pięć lat osiągnęła limit medycznych możliwości. Nie była już w stanie niczego więcej z siebie, a tym bardziej z dostępnych metod leczenia wykrzesać. Za granicą oferowali innowacyjne technologie dające więcej możliwości. Jak miała oprzeć się takiej pokusie. Nic nie liczyło się bardziej od odzyskania kontroli nad własnym życiem. Tym samym wyleciała do obcego kraju pełna pozytywnych oczekiwań. Napędzana nową nadzieją odsunęła na bok problemy sercowe i rzuciła się w wir morderczych ćwiczeń wzmacniających ciało i nowatorskich zabiegów poprawiających tkankę kostną i mięśniową pogruchotanej kończyny i kręgosłupa. Mimo nikłej szansy zaciętość Pauliny sprawiła, że po trzech latach pobytu w zagranicznej placówce udało się dziewczynie stanąć o balkoniku. Oczywiście nie bez stabilizującej ortezy kolanowej, z której pewnie już do końca życia będzie musiała korzystać. Jakie jednak miało znaczenie tak niewielkie ograniczenie przy możliwości pozbycia się znienawidzonego wózka i odzyskaniu samodzielności. Nieznaczne światełko na końcu mrocznego tunelu życia, którym ostatnie lata podążała wypełniło młodą kobietę nową energią. Urzeczywistnienie tego pierwszego kroku wydawało się trwać wieczność, natomiast reszta powrotu do względnej sprawności była już tylko krótką chwilą. W rezultacie po kolejnych dwunastu miesiącach ciężkiej pracy mogła poruszać się samodzielnie przy pomocy kuli z nieodzownym stabilizatorem na nodze. Było to osiągnięcie ponad najśmielsze oczekiwania, a jednak dokonała tego. Teraz mogła zacząć planować powrót do domu.
Kilkuletnia separacja od rodziny sprawiła, że Paulina bardzo tęskniła. Drugą rzeczą było, że postępy swojego zdrowienia wciąż trzymała w tajemnicy. Podczas rozmów z najbliższymi nie ujawniała jak dobrze sobie radziła. Pragnęła po powrocie zaskoczyć wszystkich odzyskaną sprawnością. Chciała, aby sami zobaczyli, że znów porusza się o własnych siłach. Że znienawidzony wózek mogła ostatecznie posłać do lamusa.
Data wypisu kobiety zbiegała się z datą ślubu jej młodszej siostry. Był to idealny moment na powrót do domu. Paulina nie informując nikogo pozałatwiała wszelkie formalności i w pełni rozkwitu wiosny wróciła do kraju. Postanowiła zrobić rodzinie niespodziankę zjawiając się na ślubie niezapowiedzianą. Niestety przez opóźniony lot nie zdążyła na czas dotrzeć do kościoła, udała się więc bezpośrednio na salę weselną. Wystrojona w długą do kostek, szyfonową sukienkę w kolorze butelkowej zieleni, podkreślającej blask jej oczu, stanęła przed głównym wejściem czekając na przybycie weselników. Kiedy podjechał samochód Państwa Młodych podeszła o krok bliżej ciekawa reakcji siostry. Spodziewała się raczej żywiołowego, pełnego radosnych pisków powitania, jednak wbrew oczekiwaniom siostra wysiadając z pojazdu spojrzała na Paulinę i najzwyklej w świecie odwróciła się do swojego świeżo poślubionego małżonka. Po krótkiej chwili dało się zauważyć zmianę w zachowaniu Pani Młodej. Kobieta zesztywniała, lekko zmarszczyła brwi, po czym bardzo powolutku odwróciła głowę. Najwyraźniej zaczęła uświadamiać sobie kogo przed chwilą miała przed oczami. Chwilę później z rozdzierającym piskiem, śmiejąc się i płacząc na przemian wisiała u szyi Pauliny.
— Siostra, jak to możliwe? — Milena dopytywała pociągając nosem — Jak się tu znalazłaś? Dlaczego nic nie powiedziałaś? Kiedy wróciłaś? Czy naprawdę dobrze się czujesz? Już zawsze będziesz chodzić?
— Powolutku, nie wszystko naraz — Paulina roześmiała się. Reakcja siostry nic a nic jej nie zaskoczyła. Właśnie takiego powitania się spodziewała. Niekończących się pytań i szalonych pisków radości — Mili, szczęścia na nowej drodze życia! — przytuliła siostrę jedną ręką z trudem przełykając łzy wzruszenia — Pięknie wyglądasz. Wybacz, że nie było mnie przy tobie podczas przygotowań.
— Głupia, wiesz, jak było mi przykro, kiedy powiedziałaś, że nie będzie cię ze mną w tak ważnym dniu?! — Milena walnęła siostrę w ramię.
— Mówiłaś, że rozumiesz.
— Kłamałam! Co miałam powiedzieć, skoro utrzymywałaś, że nadal poruszasz się na wózku.
— Przepraszam, chciałam zrobić ci niespodziankę. Naprawdę nie mogłam wrócić wcześniej.
— Nie szkodzi. Ważne, że jesteś. Jestem taka szczęśliwa — kobiety uścisnęły się ponownie — a teraz chodź przywitaj się z moim mężem… kurcze, jak to fajnie brzmi — Milena zachichotała — zanim reszta rodziny cię dopadnie.
Z mężczyzną Paulina poznała się przy okazji siostrzanych rozmów przez wideo czat, jednak osobiście spotykali się po raz pierwszy. Mirek był wysokim, przystojnym facetem, co więcej ślepo zapatrzonym w swoją świeżo poślubioną małżonkę.
— Życzę wam wszystkiego co najlepsze — Paulina wyciągnęła do mężczyzny rękę — wzajemnego zrozumienia, żaru nieustającej miłości i samych przyjemnych we wspólnym życiu zdarzeń.
— Dziękujemy bardzo — Mirek odwzajemnił uścisk dłoni szwagierki uśmiechając się przy tym serdecznie.
— Proszę, dbaj o moją siostrę — kobieta również się uśmiechnęła — Milena czasem bywa niesforna, jeśli nie będziesz sobie z nią radził powiedz, a ja ustawię ją do pionu. Teraz jesteśmy rodziną.
— Myślę, że jakoś sobie poradzę. Mili to miłość mojego życia.
— Cieszę się — Paulina cofnęła rękę — a teraz kontynuujcie swoje, a ja pójdę przywitać się z resztą rodziny.
Nieoczekiwane pojawienie się dawno nieobecnej krewniaczki, do tego szczęśliwie uleczonej, wprowadziło chwilowy zamęt wśród niektórych członków najbliższej rodziny. Żeby jednak nie zakłócać powagi uroczystości Paulina pozostała na uboczu ceremonii. Ta wyjątkowa chwila miała całkowicie skupiać się na jej młodszej siostrze. To był dzień Mileny i jej ukochanego. Szczęśliwym trafem mama zaabsorbowana ceremonią nie dopatrzyła w tłumie weselników obecności starszej córki. Na to powitanie miał przyjść czas później, w wolnej chwili, po zakończeniu wszelkich weselnych rytuałów.
Odnalezienie się w nowej rzeczywistości było dla Pauliny nie lada wyzwaniem. Kilka kolejnych miesięcy kobieta uporządkowywała swoje życie, robiła plany, wyznaczała cele. Z rezerwą odnawiała stare znajomości, nawiązywała nowe. Codzienność stopniowo zaczynała odzyskiwać dawne kolory. Wracała do względnej normalności. Teraz mogła obudzić się z ponurego snu tamtej feralnej chwili i wrócić do wcześniejszego trybu życia. Niestety bez ukochanego mężczyzny u boku. Tej cząstki minionego życia odzyskać nie mogła. Kacper założył rodzinę, miał żonę i rocznego synka. Nie można być zachłannym i pragnąć zbyt wiele. Powrót do sprawności był wystarczającą rekompensatą za stracone lata i miłość.
Na zewnątrz wszystko zdawało się układać idealnie. Paulina znów żyła życiem, za którym tak strasznie tęskniła podczas rekonwalescencji, niemniej w głębi duszy wciąż czuła pustkę. Czegoś jej brakowało. Miała nieodparte wrażenie, jak gdyby utknęła w nieprzemijającym mroku. Tak jakby tamtego pamiętnego lata słońce, które zniknęło za horyzontem dla niej nigdy więcej na niebie się nie pojawiło. Jakby zupełnie przestało wschodzić i zachodzić. Pewnie dlatego przez wszystkie te lata tak bardzo pragnęła móc wrócić w tamto miejsce. I choć było to do zrealizowania, przecież w każdej chwili mogła wybrać się nad morze, to nie chciała tego robić będąc przykutą do wózka inwalidzkiego. Dla kobiety ten ustronny zakamarek plaży, z którego wtedy obserwowali niebo w płomieniach zachodzącego słońca, był niczym pokrzepiająca przystań. Mogła tam wrócić tylko o własnych siłach. Usiąść na piasku i poczekać, aż zagubione słońce ponownie rozświetli swym blaskiem morski widnokrąg. Tylko w ten sposób Paulina mogła odzyskać pełnie życia po dramacie jaki wpisał się w jej los.
Po niespełna dekadzie straconych lat względny spokój na nowo poukładanego według własnych reguł życia mąciły kobiecie myśli o powrocie na tamtą plażę. Odkąd Paulina odzyskała kontrolę to jedno pragnienie dzień po dniu w niej narastało. Zalewało niczym nieokiełznana fala. Żyła niby nowym życiem, a jednak z poczuciem, że póki nie wróci w tamto miejsce i nie zobaczy spektaklu budzącego się z morza słońca jej teraźniejszość nie nabierze pełni. Tym samym w dziesiątą rocznicę owego feralnego wydarzenia kobieta postanowiła ostatecznie rozprawić się z przeszłością. Spakowała walizkę i samotnie wyruszyła odzyskać wewnętrzny spokój.
Na motocykl nie miała odwagi wsiąść ponownie, pokonanie tej traumy było ponad jej siły, dlatego tym razem Paulina skorzystała z usług transportu kolejowego. Nic nikomu nie mówiąc zakupiła bilet na przejazd nocnym pociągiem w jedną stronę, o powrocie na razie myśleć nie chciała, zajęła swoje miejsce i czekając na odjazd wyjęła z torebki komórkę. Zrobiła sobie selfie z biletem w dłoni i opublikowała je na swoim profilu z dopiskiem „W pogoni za brzaskiem świtu”.
Tak oto Paulina rozpoczynała całkiem nowy etap swojego życia. Kompletnie nieświadoma, dokąd tym razem prowadziła ją wsławiona nić przeznaczenia, wsiadła do pociągu.
Rozdział I
Kilkugodzinna podróż dała Paulinie możliwość zastanowienia się nad swoim impulsywnym działaniem. Być może spontaniczna wyprawa wydawała się absurdalna i niemądra, jednak kobieta czuła, że postępuje właściwie. Aby zacząć żyć pełnią życia musiała odzyskać pozytywne myślenie. Przestać patrzeć z żalem w przeszłość, a zacząć z ufnością kreować przyszłość. Dlatego też jeszcze w pociągu zabukowała online tygodniowy pobyt w małym pensjonacie blisko plaży. Wierzyła, że samotny wypoczynek i widok wschodzącego słońca pozwolą nabrać nowej perspektywy. Doładować wewnętrzny akumulator i wrócić do domu odmienionej.
Świtało, kiedy kobieta opuszczała ciasną przestrzeń przedziału na docelowej stacji.
— Najwyraźniej dzisiaj nie zdążę już na wschód słońca — mruknęła Paulina spoglądając na jaśniejące niebo.
Ciągnąc za sobą walizkę kobieta opuściła peron, wsiadła do taksówki i udała się do pensjonatu. W pociągu nieco się zdrzemnęła nie była więc zanadto zmęczona. Czekając na zakwaterowanie przespacerowała się po okolicy. Zjadła śniadanie w urokliwej knajpce przy plaży z malowniczym widokiem na morze. Wypiła poranną kawę i ochłodziła się lodowym deserem. Tego właśnie było Paulinie potrzeba, możliwości podejmowania samodzielnych decyzji. Chciała gdzieś iść, to szła, chciała coś zrobić, to robiła, bez oglądania się na pomoc innych. Cudowna była ta odrobina odzyskanej niezależności. Sielskość samotnego wypoczynku burzyły czasem przywracające wspomnienia miejsca, ale i od tych myśli powoli się dystansowała. Nie przyjechała tutaj rozpamiętywać utraconej przeszłości, a zyskać nowe widoki na przyszłość. Dlatego też wyzbyła się niechcianych wspomnień zatrzymując jedynie to jedno niezmienne pragnienie ujrzenia budzącego się w morzu słońca i na nim skupiła całą swoją uwagę.
Kobieta wolnym krokiem wróciła do pensjonatu, odebrała klucz w recepcji i udała się do przydzielonego pokoju. Wyjęła z lodówki puszkę napoju gazowanego i wyszła na taras ochłodzić się zimnym napojem. Żar lejący się z nieba i duchota mocno dawały się we znaki. Paulina wycofała się do klimatyzowanego pokoju, zdjęła ubranie i weszła do łazienki. Wzięła długi, odprężający prysznic, letnią wodą zmywając z siebie pot i trud podróży. Po kąpieli rozpakowała walizkę i na resztę dnia wybrała dla siebie długą, przewiewną sukienkę bez rękawów w roślinne wzory. Do małego plecaka spakowała ręcznik kąpielowy, plażowy koc, w razie potrzeby jakieś ubranie na zmianę i dzianinowy sweterek na wypadek, gdyby nadmorskie powietrze miało się ochłodzić. Przygotowana na spędzenie nocy na plaży opuściła pokój. Mijała właśnie pora obiadowa, wstąpiła więc do jednej z okolicznych knajpek, zajęła stolik na wolnym powietrzu i zamówiła smażoną rybę z dodatkami, do tego małe regionalne piwo. Taki zestaw to standard obowiązkowy jaki należało zjeść przebywając nad morzem. Świeża, aromatyczna ryba, prosto z porannego połowu nigdzie nie smakuje tak jak w nadmorskim klimacie.
Paulina podziękowała za pyszny posiłek i ruszyła dalej deptakiem wprost na tętniące życiem molo. Doszła na sam jego koniec i zapatrzyła się w bezkres ciemno lazurowego morza. W dole wzburzone fale z hukiem rozbijały się o betonową konstrukcję, a nad głową kobiety od czasu do czasu słychać było przeraźliwy skrzek przelatującej mewy. Chłodny wiatr wiejący od morza niósł ze sobą orzeźwiające powietrze, osadzając na twarzy kobiety przyjemną, słoną wilgoć. Niebo było czyste i przejrzyste, aż po linię horyzontu nie było widać ani jednej chmurki, to dawało nadzieję na piękny zachód słońca. Oby narodziny nowego dnia odbyły się w podobnie przejrzystej scenerii. W końcu miały być symbolem początku zupełnie nowego etapu życia Pauliny.
Kobieta otulona morską bryzą nieśpiesznie zeszła na plażę i brzegiem morza, czując jak morska piana moczy jej stopy, poszła w kierunku wytęsknionego miejsca. Taki spacer był trudniejszy niż się spodziewała, każdy kolejny krok był cięższy od poprzedniego, mimo to Paulina nie poddawała się. Uparcie brnęła przed siebie. Kiedy dotarła do upragnionego zakątka okazało się, że jest on zajęty przez siedzącego na piasku mężczyznę z dużym plecakiem przy boku. Westchnęła lekko zawiedziona, ale niezniechęcona. Nieco głębiej rozłożyła swój koc i usiadła na nim dając wytchnienie nadwyrężonej nodze. Z tego miejsca molo skąpane w złocistym blasku zmierzchu wyglądało wprost bajecznie. Z małej kieszonki plecaka wyjęła telefon i uwieczniła na zdjęciu chwytający za serce widok.
— Wciąż tak samo przepięknie — Paulina mruknęła pod nosem.
Wrzuciła zdjęcie na swój profil i podpisała „Kiedy coś przemija, musi nadejść nowe”.
Nie minęła chwila, a głośny dźwięk telefonu kobiety zakłócił panującą wokół ciszę. W popłochu odebrała połączenie nawet nie patrząc kto dzwoni.
— Słucham? — Paulina szepnęła do słuchawki, przepraszająco zerkając na mężczyznę.
— Cześć — usłyszała w odpowiedzi — co u ciebie?
— U mnie w porządku — odpowiedziała automatycznie — ale przepraszam z kim rozmawiam?
— Amm… z tej strony Kacper.
— Kacper… — umysł kobiety powoli przetwarzał tę informację — Kacper? — powtórzyła nie dowierzając — po co dzwonisz? — tylko tyle potrafiła wydusić.
— A więc ja… no cóż… zadzwoniłem, bo przypadkiem zobaczyłem zdjęcie, które wstawiłaś…
— Przypadkiem? — Paulina weszła mężczyźnie w słowo.
— Nie śledzę specjalnie twojego profilu, ale jakoś tak wyszło i zobaczyłem znajomy widok.
— Niczego sobie nie wyobrażaj. Nie jestem tutaj, by wspominać ciebie, przyjechałam odnaleźć samą siebie. Nasze drogi rozeszły się dawno temu, nie mam zamiaru zaprzątać sobie głowy przeszłością, chcę ruszyć naprzód ze swoim życiem.
— W tamtym miejscu?
— Tak, dokładnie w tym miejscu! Tutaj wszystko się skończyło, więc i tu postanowiłam zacząć. tobie nic do tego.
— Gdzie teraz jesteś? — Kacper zapytał smutnym głosem.
— Siedzę na plaży i mam zamiar poczekać na wschód słońca, żeby ostatecznie uwolnić się od cieni przeszłości. Zrzucić z ramion ciężar i odnaleźć własne szczęście.
— Miało to być nasze wspólne szczęście.
— Nie wracaj do tego co było. Nas już nie ma i więcej nie będzie. Kiedy się rozstawaliśmy czułam jakby cały mój świat się rozpadał, ale poradziłam sobie. Pozbierałam się i już nie mam żalu.
— Nigdy o tobie nie zapomniałem — mężczyzna wyznał ze smutkiem.
— I po co mi to mówisz? To byłeś ty… pamiętasz? To ty odszedłeś, zostawiłeś mnie dla wygodniejszego życia, a teraz co? Żałujesz?
— Tak, czasem żałuję.
— To już rozdział skończony, nie zamierzam go powtarzać. Twoja obecność w moim życiu była niespodzianką wspaniałą i niesamowitą, ale niestety krótkotrwałą, która przeminęła i za kilka godzin całkowicie pójdzie w zapomnienie. Po wschodzie słońca zamierzam zacząć tworzyć nowe, szczęśliwe wspomnienia. Dzięki, że zadzwoniłeś. Miło było cię usłyszeć, ale chyba nie mamy już sobie nic więcej do powiedzenia. Żegnaj.
Mężczyzna chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak Paulina bezceremonialnie zakończyła połączenie. Wyprostowała ramiona, odetchnęła ciężko, lecz już po chwili łzy same napłynęły jej do oczu. Nie potrafiła ich powstrzymać.
— Cholera, dlaczego to wciąż tak boli…
Kobieta rozpłakała się na dobre. Długo łkała otulona ciemnością zupełnie tracąc poczucie upływu czasu. Kiedy oczom zabrakło wreszcie łez, serce odzyskało spokój. Podniosła się z ziemi, wierzchem dłoni wytarła mokre ślady z policzków i głęboko odetchnęła.
— Już dosyć — Paulina mruknęła do siebie — to był ostatni raz, kiedy płakałam za tym co przeminęło. Teraz będę patrzeć tylko w przyszłość.
Kobieta sięgnęła po leżącą obok stopy laskę i podeszła nad sam brzeg sennego morza. Blask księżyca połyskiwał w pomarszczonej toni. Wokół panowała cisza, zakłócana jedynie jednostajnym szumem fal leniwie przybijających do brzegu. Paulina zrobiła kilka kroków i pozwoliła, by morska piana zmoczyła jej bose stopy. Woda była przyjemnie chłodna, a powietrze po zachodzie zrobiło się bardziej rześkie i orzeźwiające. Kobieta zapragnęła wejść nieco głębiej. Zdjęła więc stabilizator kolana, by go nie zmoczyć i wraz z laską, która i tak uciążliwie grzęzła w mokrym piachu odrzuciła na suchy brzeg. Niestety przy próbie wykonania kolejnego kroku niesprawna noga odmówiła posłuszeństwa. Nie mogąc utrzymać równowagi Paulina upadła na kolana. Rozległe grzywy fal opłynęły jej uda mocząc sukienkę.
— Niech to szlag — Paulina warknęła poirytowana. W pozycji na czworakach weszła nieco głębiej do morza. Słona woda falowała jej na wysokości brzucha przylepiając mokry materiał do ciała. Zrezygnowana usiadła na piętach — to wszystko na co mnie stać…
— Pomogę, jeśli pozwolisz?
Paulina zobaczyła przed oczami wyciągniętą męską dłoń. Uniosła głowę i na tle poświaty Księżyca ujrzała zarys pochylonego nad sobą mężczyzny.
— Dziękuję — kobieta zmieszała się — ale mam zamiar w tej scenerii poczekać na wschód słońca.
— Możemy wejść głębiej — odpowiedział nieznajomy — tam będzie o wiele przyjemniej.
— Niestety ja nie dam rady.
— Obiecuję, nie puszczę cię ani na moment.
— Chyba jednak nie powinnam.
— Proszę, zaufaj mi — przekonywał przyjaźnie mężczyzna — a pokażę ci niezapomniany widok. Nie będziesz żałować.
— Ale…
Paulina wciąż się wahała. Jak mogła zaufać obcemu mężczyźnie do tego mało widząc jego twarz. Owszem głos miał całkiem miły, ale to przecież nie wszystko.
— Oczywiście nie nalegam, ale widok naprawdę wart jest odrobiny ryzyka.
— Odrobiny? Ja tu życiem ryzykuję — Paulina odpowiedziała próbując zajrzeć mężczyźnie w oczy — jeśli planujesz porzucić mnie w głębinach tylko po to, by ukraść mi portfel to uprzedzam mam przy sobie niewiele gotówki. Poza tym i z tego miejsca bym cię nie dogoniła, więc szkoda twojej fatygi i brudzenia sobie rąk moją śmiercią.
Mężczyzna parsknął perlistym śmiechem.
— Że też sam na to nie wpadłem — odpowiedział wciąż rozbawiony — ale jeśli nie gotówka, to zawsze zostaje jeszcze telefon. Pewnie wart jest niezłą sumkę.
— Nie jest pierwszej nowości — sprostowała kobieta — ale w plecaku mam dwie puszki piwa.
— O widzisz, zaczyna być opłacalnie.
Paulina mimowolnie uśmiechnęła się. Mężczyzna swoją naturalnością i przyjaznym brzmieniem głosu wzbudził jej sympatię. Nieco rozluźniona wyciągnęła do niego rękę.
— Paulina — kobieta przedstawiła się.
— Alan, miło jest mi ciebie poznać — mężczyzna uścisnął drobną dłoń kobiety i usiadł obok — czy mogę dotrzymać ci towarzystwa? — zapytał z rozbrajającym uśmiechem.
— Proszę bardzo, o ile nie przeszkadza ci taka miejscówka. W tej scenerii chciałam przywitać wschodzące na niebo słońce. Ten magiczny moment, kiedy pierwsze promienie oświetlają ziemię i rozświetlają niebo.
— Masz rację, to cudowna chwila, w której świat zdaje się wstrzymywać oddech — przyznał mężczyzna zerkając w stronę horyzontu — lecz do świtu jeszcze sporo czasu.
— Nie szkodzi — Paulina usiadła wygodniej na podkurczonych nogach — lepiej chwilę poczekać, niż przegapić ten ulotny moment. Tak bardzo brakowało mi tego widoku.
— Morze nocą potrafi być czarujące, jednak, dlaczego akurat z tego miejsca chcesz oglądać wschód słońca? Turyści zazwyczaj wybierają widok z mola.
— To ma być niczym oczyszczenie — kobieta odpowiedziała cicho, w zamyśleniu — zamknięcie starej historii, a rozpoczęcie nowego rozdziału życia. Pożegnanie złego z przeszłości i z nadzieją wkroczenie w nową przyszłość, a to miejsce i jaśniejące w mroku słońce mają dać temu początek.
— Mogę zapytać, co takiego złego chcesz wymazać ze swojego życia?
— Nie tyle wymazać, bo tego niestety się nie da, ale po prostu pogodzić się z tym co minęło.
— Co takiego? — Alan dopytywał szczerze zaciekawiony.
Paulina zerknęła na mężczyznę. Siedział obok lekko pochylony z wyprostowanymi rękoma opartymi na podkurczonych kolanach. Z twarzą zwróconą w jej stronę. Miała wrażenie, że wpatruje się w nią intensywnie jakby usiłował wzrokiem przebić mrok.
— Nieco się tego uzbierało — kobieta zaśmiała się zmieszana — w końcu trochę latek mam za sobą.
— Co smuci cię najbardziej?
Nieustępliwość Alana rozwiązała język Pauliny. Kobieta nawet się nie zorientowała, kiedy zaczęła opowiadać o swoim życiu. Przymknęła delikatnie powieki przywołując wspomnienia. Jej ciche słowa ulatywały w otulającą ich ciemność, nikły w nieustającym szumie morza. Kobieta sama nie przypuszczała, że ma tyle o sobie do powiedzenia.
Alan słuchał uważnie. Nie przeszkadzał, jedynie od czasu do czasu zadawał krótkie pytania uzupełniając tym opowiadaną przez Paulinę historię. Tym sposobem w niedługim czasie poznał sporo szczegółów z jej życia. Najwyraźniej kobieta potrzebowała wyrzucić z siebie ciążące na sercu przeżycia. A miała ich sporo. Poznając je mężczyzna przestał dziwić się budzącemu ciekawość pomysłowi spędzenia nocy na plaży, a nawet temu, że siedziała teraz po pachy w słonej wodzie tęsknie zerkając na horyzont. Jej bezpośredniość szczerze go intrygowała. Już wcześniej zwrócił na kobietę uwagę. Wysoka, krągła we wszystkich kobiecych miejscach, ciemnowłosa przy tym ładna w nierzucający się w oczy sposób. Jak tylko pojawiła się na plaży „coś” nie pozwalało mu oderwać od kobiety wzroku. Przez cały czas ukradkiem ją obserwował, bezwstydnie przysłuchując się prowadzonej rozmowie telefonicznej, jak mu się zdawało z byłym chłopakiem. Wylane z powodu drania łzy poruszyły i jego serce. Przez co chciał kobietę poznać jeszcze bardziej. To, dlatego wszedł za nią do morza. Z jednej strony obawiał się, że na jego oczach zrobi sobie krzywdę, a z drugiej widząc jak upada niezdolna wykonać nawet kroku po prostu chciał jej pomóc. Nie spodziewał się, że tak szybko zyska jej uwagę. Widać w oczach Pauliny i on miał to „coś” co wzbudzało zaufanie.
— Zobacz, niebo z wolna jaśnieje, chyba powinniśmy się przygotować — Alan zerwał się na równe nogi i wyciągną do Pauliny obie ręce — chodź, wejdziemy nieco głębiej. Tak jak tego pragnęłaś.
— Tutaj jest dobrze — kobieta podziękowała uprzejmie.
— Nie wygłupiaj się — mężczyzna pochylił się nad Pauliną i pociągnął ją za obie dłonie zmuszając tym do wstania — zrób to jak należy.
— Ale…
— Nie ma żadnego „ale”! Jedynie odrobina zaufania.
Stanęli przed sobą twarzą w twarz. Alan uśmiechał się zachęcająco, był o połowę głowy wyższy od kobiety. Silnym ramieniem objął Paulinę w pasie i stając za jej plecami przyciągnął mocno do swojego torsu. Wtedy poczuł dziwne mrowienie, jakby wszystkie komórki jego ciała zaczęły tańczyć rozpalone iskierką nieoczekiwanej przyjemności płynąc w kierunku niestosownych fantazji. Kobieta tak idealnie wpasowywała się w jego objęcia, a do tego jej skóra pachniała fenomenalnie. Zapach ten w sposób fizyczny wpływał na jego ciało, doznania podsycały tworzące się w głowie wizje. Oszołomiony oddychał głęboko i powoli próbując opanować emocje. Szczęśliwie nocne powietrze było rześkie i kojąco chłodne. Z każdym oddechem Alan odzyskiwał panowanie nad pobudzonymi zmysłami.
Nie wiedzieć czemu serce kobiety również przyspieszyło swój rytm, twarz spłonęła rumieńcem, a oddech uwiązł w gardle. Paulina wolno wypuściła z płuc powietrze, jednocześnie pozwalając prowadzić się w głąb morza. Na szyi czuła ciepły oddech mężczyzny, a wokół tali napięte mięśnie wspierających ją ramion. Zatrzymali się, kiedy łagodne fale sięgały piersi kobiety. Mając tego emanującego siłą i energią mężczyznę za plecami nie potrafiła skoncentrować się na dniejącym blado horyzoncie.
Co jest ze mną nie tak — pomyślała Paulina z trudem przełykając ślinę — jak ledwo co poznany człowiek może rozbudzać takie emocje? Fakt, dawno w moim życiu nie było mężczyzny, jednak to nie powód, by tracić głowę przy pierwszym przypadkowo napotkanym facecie…
— I jak myślisz, tutaj będzie dobrze?
Paulina jakby we śnie usłyszała pytanie Alana. Niezdolna wydobyć z siebie głosu, tylko skinęła potakująco głową.
— Zobacz, już za moment rozpocznie się słoneczny spektakl jednego aktora — Alan mówił cicho, przytulając policzek do boku głowy Pauliny ciasno oplatając ramionami w pasie — słońce zacznie wychylać się zza tafli wody. Ta ulotna chwila jest najpiękniejsza z całego wschodu słońca — mówił nieświadomy zmysłowej reakcji kobiety na własną bliskość — iluzja poruszającego się słońca… — wyciągnął przed siebie ociekającą wodą dłoń wskazując linię horyzontu — i ta niezwykła sceneria, kiedy noc powoli zmienia się w dzień.
Z każdym najdrobniejszym ruchem mężczyzny nieodparte pragnienia spływały na Paulinę z siłą wezbranego potoku. Kobieta stała nieruchomo z zapartym tchem i szaleńczo bijącym sercem w piersi. Wzrokiem chłonęła moment wynurzenia się słońca z tafli wody, jednak umysł uparcie skupiał na doznaniach jakie mężczyzna wywoływał w jej ciele. Nawet w najśmielszych marzeniach nie wyobrażała sobie, że jej dziesięcioletnie urojenie spełni się i to w tak rozkoszny sposób. Była tu, gdzie chciała, w chwili jakiej pragnęła, a przy tym w ramionach cholernie seksownego mężczyzny, czego miałaby chcieć więcej. Po tym co ją w życiu spotkało niczego już nie oczekiwała. Powrót do zdrowia był największym szczęściem na jakie liczyła. Romantycznych chwil z mężczyzną zupełnie się nie spodziewała. Niemniej czuła, że w tych ramionach mogłaby tak stać bez końca i podziwiać jaśniejące złocistą poświatą niebo.
Piękno natury, ulotna chwila i niepowtarzalny nastrój miały w sobie bezmiar nostalgicznej refleksji.
— Właśnie tak miało być… — Paulina mruknęła do siebie, a z oczu popłynęły jej łzy — zrobiłam to… — westchnęła — Jestem tutaj, więc przykre wspomnienia przeminą! — zawołała, przekrzykując szum morza.
Męskie ramiona otuliły kobietę jeszcze ciaśniej. Ścigające się fale kołysały ich sylwetkami łagodnie popychając z wolna ku brzegowi.
— Szczęśliwego nowego początku — Alan wyszeptał Paulinie do ucha — tylko spójrz w stronę słońca, a wszystkie cienie zostaną za tobą.
— Dziękuję — kobieta odwróciła głowę i przez ramię spojrzała na mężczyznę — tak musi się stać… — mruknęła zawieszając wzrok na jego dolnej części twarzy. Lekki zarost i wydatne usta tworzyły niezwykle kuszącą kombinację. Ponownie westchnęła. Alan bezbłędnie odczytał pragnienia Pauliny. Bez słowa pochylił głowę i pocałował ją. Namiętnie, łapczywie, po mistrzowsku. Kobieta instynktownie poddała się mężczyźnie czując czuły, choć zaborczy dotyk jego palców na karku. Usta Alana stawały się jeszcze bardziej chciwe, jeszcze bardziej naglące. Po plecach Pauliny przebiegł erotyczny dreszcz, od którego zakręciło jej się w głowie — Nie powinnaś temu ulegać — przemknęło przez zamroczony umysł kobiety — To nie w Twoim stylu — upominała samą siebie, a jednak nie potrafiła oderwać od ust mężczyzny. Na ten moment nic nie liczyło się bardziej od przyjemności jaką dawały jej zmysłowe pocałunki. Zarzuciła mężczyźnie mokre ramię na szyję i przyciągnęła jeszcze bliżej domagając się więcej i więcej.
Alan pochwycił Paulinę w ramiona i nie przerywając pocałunku wyniósł na plażę. Delikatnie położył na miękkim kocu i śmiało przywarł biodrami do jej spragnionego ciała. Oboje owładnięci erotycznym zapamiętaniem całując się i pieszcząc bez tchu zatracili się we własnych pragnieniach, dali porwać namiętności. Na krótką chwilę odsunęli na bok rozwagę i poddali odurzającej żądzy pożądania. W ostatnim przebłysku samoświadomości Paulina powściągnęła roznamiętnienie. Z cichym — przepraszam, nie mogę… — powstrzymała mężczyznę. Ich niezaspokojone ciała lśniły w złocistej poświacie budzącego się dnia. Z trudem ujarzmiając zapędy opadli obok siebie, mokrzy od potu i zdyszani, wracając do zmysłów. Ustronne miejsce osłonięte wydmami pozwalało zachować intymność. Uniknąć niepożądanego wzroku przypadkowych amatorów porannego spaceru. Paulina wyrównując oddech powoli usiadła okrywając piersi mokrą tkaniną. Była do głębi zażenowana. Nie tylko tym, do czego o mało nie dopuściła, ale przede wszystkim własną nagością. Nigdy nie lubiła obnażania się, szczególnie od wypadku eksponowanie swojego poranionego ciała przed innymi było dla niej niesamowicie krępujące. Dlatego też czym prędzej sięgnęła do swojego plecaka i wyjęła suche ubranie na zmianę. Nim je założyła na plecach poczuła ciepły dotyk męskiej dłoni. Odskoczyła od niej jak oparzona.
— Proszę nie… — Paulina wymamrotała, drżącymi dłońmi zakładając suchą bieliznę oraz bluzkę bez rękawów i przewiewną, sięgającą kostek, białą spódnicę. Od wypadku nosiła wyłącznie tego rodzaju luźne ubrania idealnie kamuflujące niedoskonałość jej ciała — są ohydne…
— Wcale nie — zapewnił Alan stanowczo — to tylko zabliźnione rany.
— Przepraszam — kobieta pokręciła głową — zapomniałam się. Nie powinnam była. Byłeś dla mnie miły, pomogłeś, a ja to wykorzystałam.
— Nie czuję się wykorzystany — mężczyzna uśmiechnął się — oboje mieliśmy z tego przyjemność. I to myślę niemałą.
— Normalnie tak się nie zachowuję. To była słabość chwili.
— To również był mój pierwszy taki raz. Mimo że całe życie mieszkam nad morzem, nigdy wcześniej nie przytrafiło mi się nic równie ekscytującego.
Paulina pod wpływem intensywnego spojrzenia mężczyzny zarumieniła się nieświadomie przygryzając dolną wargę. Gest ten nie umknął uwadze Alana. Pochylił się w stronę kobiety i opuszkami palców pogładził poczerwieniały policzek.
— Chętnie dokończę co przerwaliśmy — mężczyzna wymruczał zbliżając się do ust Pauliny.
Kobieta zawstydzona przymknęła powieki. Mimo woli przez całe jej ciało przeszedł dreszcz i poczuła przyjemne mrowienie w dole brzucha. Serce załomotało jej mocno w niecierpliwym oczekiwaniu. Wiedziała czym groził pocałunek tego mężczyzny, a jednak nie potrafiła zrezygnować z przyjemności. Wbrew rozsądkowi, ponownie poddała się magii jego ust. Tym razem całował ją delikatnie z czułością, ciepłymi palcami wodząc leniwie wzdłuż jej pleców wprawiając tym serce w jeszcze szybsze bicie. Było to niczym stąpanie po kruchym lodzie. Paulina do tej chwili nie była świadoma pragnień jakie w niej drzemały, a które Alan z taką łatwością rozbudził. Otworzyła oczy i niechętnie oderwała się od zmysłowych warg mężczyzny.
— Powinniśmy się tutaj zatrzymać — kobieta wyszeptała zduszonym głosem.
— Chyba masz rację — przyznał Alan również z trudem łapiąc oddech — zrobiło się całkiem jasno, moglibyśmy zostać nakryci — uśmiechnął się promiennie. Był naprawdę przystojnym mężczyzną. Wysoki, doskonale zbudowany. Miał silne, umięśnione ramiona i klatkę piersiową sprawiającą wrażenie jakby wykutej w greckim marmurze. Szczupłą twarz o mocno zarysowanej szczęce, krótko przystrzyżone ciemne włosy i intensywnie niebieskie oczy.
Paulina zamrugała gwałtownie. Mężczyzna bez skrępowania się w nią wpatrywał. Opuściła wzrok próbując uciec od jego spojrzenia.
— Niemniej byłbym skłonny zaryzykować — Alan dopowiedział prawie szeptem — bo jesteś warta takiego ryzyka.
Kobiecie aż dech zaparło w piersiach. Bezmyślnie zerwała się na równe nogi z zamiarem zniknięcia mężczyźnie z oczu. Brak stabilizatora na nodze sprawił, że jak długa upadła wprost w ramiona Alana.
— Widzę, że ty również masz ochotę kontynuować — rozbawiony mężczyzna zajrzał Paulinie głęboko w oczy — nie ma sprawy, możemy…
— Nie wygłupiaj się — wymamrotała kobieta pąsowiejąc na całej twarzy — ja tylko… straciłam równowagę — niezgrabnie wyswobodziła się z objęć mężczyzny. Usiadła na piasku i tęsknie popatrzyła za porzuconymi na brzegu rzeczami — czy mógłbyś już sobie pójść? Chciałabym zostać sama.
Czołganie się po plaży na oczach mężczyzny byłoby dla Pauliny zbyt uwłaczające. Po całej dzisiejszej nocy chociaż tyle godności chciała dla siebie zachować. Już fakt, że spędziła upojne chwile z zupełnie obcym facetem przyprawiał ją o zażenowanie, nie chciała dokładać sobie wystawiając się na tak poniżający widok. Na szczęście Alan bez słowa podszedł do swojego plecaka, założył czarny podkoszulek, długie spodnie moro i buty taktyczne z wysoką cholewką. Teraz wyglądał jak wojskowy wybierający się na poligon. Paulina dyskretnie obserwowała mężczyznę. Jego ruchy były szybkie i zwinne, kiedy pakował swoje rzeczy do plecaka, a sylwetka prezentowała się całkiem przyzwoicie w tym wojskowym stroju. Westchnęła nieco zawiedziona. Na myśl, że za chwilę będzie musiała pożegnać się z mężczyzną zrobiło jej się dziwnie ciężko na sercu. Nie miało to jednak sensu. Przecież taka znajomość nie miała realnej racji bytu. Przyjechała tutaj jedynie na wakacje. Sama nie wiedziała, gdzie wyląduje jutro. Do domu na razie wracać nie planowała. Skoro już się wybrała, to nic nie stało na przeszkodzie trochę powłóczyć się po wybrzeżu. Nie był to więc czas na zawieranie wiążących znajomości.
— Jeszcze raz dziękuję za to co dla mnie zrobiłeś — Paulina przerwała niezręczną ciszę — dzięki twojej pomocy ziściło się największe marzenie mojego życia. Po długiej i ciemnej nocy znów zaświeciło dla mnie słońce. Teraz będę mogła zamknąć ten etap życia i bez żalu ruszyć dalej.
— Dalej? — Alan odwrócił się twarzą do Pauliny zarzucając na ramię ciężki plecak — a to co wydarzyło się tej nocy do którego zaliczysz etapu?
— Dzisiejsza noc po prostu się wydarzyła — Paulina odwróciła głowę i znów zerknęła na laskę i stabilizator leżące całkowicie poza jej zasięgiem. Niekomfortowo było tak siedzieć z patrzącym na siebie z góry mężczyzną — chyba nie ma co tego roztrząsać. Jesteśmy dorośli, a to była krótka chwila zapomnienia.
— Rozumiem, więc była to tylko nic nie znacząca noc — w głosie mężczyzny pobrzmiewało rozczarowanie — nie mam co liczyć na numer telefonu. Nie mówiąc już o kontynuowaniu znajomości.
— Nie sądziłam, że będziesz tym zainteresowany.
— A jeśli jestem?
— Ja i tak niedługo wyjadę.
— Ja wyjeżdżam już dzisiaj. Żyjemy jednak w świecie zdominowanym przez technologię — Alan przykucnął przed kobietą z telefonem w ręce. Ich twarze znalazły się naprzeciw siebie — kontakt na odległość nie stanowi teraz problemu. A ja chętnie podtrzymałbym z tobą znajomość.
Paulina wyjęła mężczyźnie komórkę z dłoni, wpisała swój numer i nacisnęła zieloną słuchawkę. Po chwili w plecaku kobiety jej własny telefon zawibrował i zaczął dzwonić.
— Teraz nie stracimy już z sobą kontaktu — powiedziała Paulina oddając mężczyźnie telefon.
— Cieszę się — Alan odstawił na ziemię swój plecak — poczekaj tutaj chwilkę.
Mężczyzna wyprostował się i pewnym krokiem odszedł w stronę brzegu. Paulina ponownie westchnęła patrząc w ślad za oddalającą się sylwetką. Alan poruszał się zwinnie niczym kot. Wyglądał absolutnie zjawiskowo. Aż trudno było oderwać od niego wzrok. Serce kobiety zadrżało z zachwytu i podekscytowania. Cieszył ją fakt, że zachowa znajomość z tym mężczyzną nieco dłużej.
Naraz do uszu kobiety dobiegł inny, lekko zdyszany głos bezceremonialnie wyrywając ją z fantazji.
— Paula…? Paula jesteś tutaj. Tak się cieszę.
Był to głos, którego Paulina nie spodziewała się usłyszeć. W tej samej chwili zniknęła gdzieś cała radość i błysk w oczach, które miała do tej pory. Niechętnie odwróciła głowę. Oślepiło ją poranne słońce, a mimo to dojrzała sylwetkę zbliżającego się mężczyzny. Kobieta uniosła dłoń chcąc osłonić oczy. Nie myliła się. W jej stronę szedł Kacper. Mężczyzna, którego z takim trudem starała się wymazać ze swojej pamięci.
— Skąd się tutaj wziąłeś? — Paulina zapytała, przyglądając się chłopakowi spod zmrużonych powiek.
— Po naszej rozmowie nie mogłem zasnąć. Więc po prostu wsiadłem w samochód i tutaj przyjechałem.
— Co na to twoja żona?
To pytanie nieco zbiło chłopaka z tropu.
— Powiedziałem, że jest awaria na budowie. Chłopaki mnie kryją. Po prostu musiałem przyjechać.
— Powinieneś był zostać w domu z rodziną — Paulina odwróciła się i zaczęła pakować swoje rzeczy.
— Przepraszam, to chyba się przyda — tuż obok rozbrzmiał tym razem głos Alana.
Paulina spojrzała na mężczyznę i uśmiech wrócił na jej strapioną twarz.
— Dziękuję, bez nich jestem uziemiona — kobieta z wdzięcznością przyjęła przyniesione przez Alana z brzegu rzeczy i od razu usztywniła swoje kolano — tak jest o niebo lepiej — podniosła się korzystając z wyciągniętej dłoni Alana.
— Na chwilę się oddaliłem, a do ciebie już ktoś podbija — mężczyzna zażartował, patrząc Paulinie pytająco w oczy.
— Nie wiem po co, ale… — kobieta zająknęła się — To jest Kacper. Facet, którego właśnie wyrzuciłam ze swoich wspomnień. A to Alan. Mężczyzna, co do którego mam pewne oczekiwania — przedstawiła zgodnie z prawdą.
Mężczyźni w milczeniu uścisnęli sobie dłonie, mierząc siebie nawzajem niezbyt serdecznym wzrokiem.
— Wybaczcie, ale ja muszę się zbierać — Alan niechętnie przerwał tę męską próbę sił — za niedługo odjeżdża mój autokar. Będzie problem, jeśli się spóźnię.
— Poczekaj, odprowadzę cię — zaproponowała Paulina sięgając po swój plecaczek.
— Chyba powinniście porozmawiać — Alan ponownie spojrzał na Kacpra — wszystko sobie wyjaśnić.
— Później! Na to będzie czas później. Najpierw chcę pożegnać się z tobą — Paulina zadecydowała nie przyjmującym sprzeciwu głosem.
— W takim razie chodźmy.
Alan chwycił Paulinę za rękę i razem ruszyli w kierunku wyjścia z plaży.
O kilka kroków za nimi szedł Kacper ze spuszczoną głową miętosząc w rękach kluczyki do samochodu. Oddalająca się para cały czas szeptała coś między sobą. W oczach idącego z tyłu Kacpra wyglądali na bardzo sobie bliskich i szczęśliwych, aż nieoczekiwana zazdrość ścisnęła go za serce. Co w sumie było cokolwiek nieodpowiednie, gdyż do TEGO akurat uczucia nie miał już żadnego prawa. To on odszedł od Pauliny. Zostawił ją z własnych egoistycznych pobudek, co więc teraz chciał osiągnąć? Po co tak naprawdę tutaj przyjechał? Kiedy przypadkiem natrafił na Pauliny zdjęcie, po prostu zapragnął być tutaj razem z nią. Nie oczekiwał niczego konkretnego, niemniej mężczyzny u jej boku na pewno się nie spodziewał. Oczywiście życzył Paulinie szczęścia, a tym bardziej miłości, ale zobaczyć to na własne oczy to już inna para kaloszy. Posępny szedł wolno zastanawiając się co robić dalej. Nie uśmiechało mu się być piątym kołem u wozu. Chyba powinien zostawić te dwa gołąbeczki same. Jego obecność mogła tylko zepsuć nastrój.
— Kacper? — głos Pauliny przerwał wewnętrzne rozterki chłopaka — czy ty przyjechałeś tutaj samochodem?
— Tak. Zaparkowałem niedaleko.
— Czy mogłabym prosić cię o przysługę?
— Śmiało.
— Autokar Alana właśnie odjechał, czy mógłbyś podrzucić nas do pobliskiej jednostki wojskowej? To tylko kilka kilometrów stąd. W drodze powrotnej będziemy mogli porozmawiać.
— Nie ma problemu — jego własna usłużność zaskoczyła samego Kacpra, nie sądził, że stać go na taką dobroduszność.
— Chodźcie — dodał kierując się w stronę zaparkowanego samochodu.
Ogromny plecak Alana wylądował w bagażniku, a gruchająca parka zakochanych usiadła razem na tylnym siedzeniu. Kacper przełknął gorzki smak zawodu i usiadł za kierownicą. Alan uprzejmie podziękował kierowcy za pomoc i poinstruował, którą drogą powinni pojechać. Kacper w lusterku wstecznym widział rozpromienioną twarz Pauliny. Kiedy facet u jej boku szepnął coś do jej ucha uśmiechnęła się szeroko i lekko zarumieniła trącając go łokciem w żebra. Kolejne ukłucie zazdrości przeszyło serce Kacpra, gdyby tylko został przy Paulinie nieco dłużej, byłby teraz na miejscu tego szczęściarza. Niechętnie oderwał wzrok od wstecznego lusterka i utkwił spojrzenie w przedniej szybie. Wiedział jak głupie i niestosowne były jego myśli, przecież w domu czekała na niego żona i dziecko, jak mógł po tylu latach wciąż żałować rozstania z byłą dziewczyną. Na dobitkę widząc Paulinę w objęciach innego faceta tak radosną i szczęśliwą zrozumiał co definitywnie utracił. Tego co wcześniej ich łączyło w żaden sposób nie można było przywrócić. A to oznaczało, że czas był najwyższy sobie odpuścić. Każde z nich powinno ruszyć swoją drogą.
Ta letnia podróż nad morze okazała się oczyszczającą nie tylko dla zranionej duszy Pauliny, ale i naprowadzającą na właściwe tory pogmatwane uczucia Kacpra. Przy okazji nie bez echa odbiła się na ustabilizowanym życiu Alana. Spotkanie Pauliny miało znacząco wpłynąć na przyszłość mężczyzny. Zwykła miłostka miała szansę przerodzić się w prawdziwą miłość, o ile flirtująca ze sobą para zdoła przezwyciężyć czyhające przeciwności losu pokonując wewnętrzne bariery.
— Jesteśmy na miejscu — Kacper odezwał się ponurym głosem — gdzie mam zaparkować?
— Może być przy tamtym drzewie — wskazał Alan taksując wzrokiem najbliższy teren — tam powinno być dobrze.
Paulina z Alanem jednocześnie wysiedli z samochodu i podeszli do bagażnika. Kacper postanowił zostać na swoim miejscu. Mężczyzna jakoś nie miał ochoty oglądać tych dwoje czule się ze sobą żegnających. Odwrócił wzrok. Po drugiej stronie parkingu zatrzymał się wojskowy Honker i wysiadła z niego grupka młodych żołnierzy śmiejąc się i rozmawiając wesoło. Każdy z nich miał na sobie wojskowe moro i ogromny plecak podobny do tego, który Alan wyjmował właśnie z bagażnika.
— Będę pisał i dzwonił tak często, jak będzie to możliwe — obiecał mężczyzna obejmując Paulinę w talii i patrząc jej prosto w oczy — jednak może stać się i tak, że przez jakiś czas będę nieosiągalny. Wtedy proszę nie zniechęcaj się, poczekaj na mnie cierpliwie.
— A jeśli zatęsknię? — kobieta posmutniała. W gruncie rzeczy nie chciała rozstawać się z Alanem. Było to ich pierwsze spotkanie, a mimo to nie potrafiła oprzeć się tej niezwykłej sile wzajemnego przyciągania — co wtedy zrobimy? Termin dwudziestu czterech miesięcy wydaje się bardzo odległy. Naprawdę sądzisz, że uda nam się podtrzymać tę znajomość na odległość? I nie mówimy tu o kilkuset kilometrach, które można pokonać w chwili napływu tęsknoty, to są tysiące mil do kraju odciętego od świata. Zagrożonego wojną i terroryzmem. To spore obciążenie dla nowej znajomości, nie uważasz?
— Niestety nie mam do zaoferowania innej opcji wyboru. Zrezygnować z wyjazdu nie mogę, a naprawdę nie chcę stracić z tobą kontaktu — Alan mocno przytulił do siebie kobietę — wiem, że nie będzie łatwo. W końcu wcale się nie znamy, nic o sobie nie wiemy, ale coś mi mówi, że muszę cię zatrzymać. Oczywiście zrozumiem, jeśli się znudzisz i zrezygnujesz, jednak nie chcę poddawać się już na starcie.
— Możemy spróbować. Czas pokaże, dokąd nas to zaprowadzi.
Alan uradowany przytulił Paulinę jeszcze mocniej do swej piersi. Kobieta poczuła siłę bijącą od umięśnionych ramion mężczyzny. Spragniona takiej bliskości chętnie się w niego wtuliła. Ich usta odnalazły do siebie drogę. Alan wplótł palce w długie włosy Pauliny. Całowali się zapamiętale zdając sobie sprawę, że mogą to być ich jedyne wspólne chwile.
W tym momencie za plecami tulącej się do siebie pary rozległy się donośne gwizdy i aprobujące brawa.
— Uuuu, nasz dowódca ma dziewczynę!
— Brawo dowódco, tak trzymać!
— Nieźle dowódco, dajesz radę!
Alan z niezadowolonym mruknięciem oderwał się od ust Pauliny i władczym tonem zwrócił się do żartujących żołnierzy.
— Wystarczy panowie! Marsz do jednostki!
— Tak jest dowódco. Zwarci i gotowi podążymy krok za tobą!
Odkrzykną jeden z chłopaków energicznie salutując. Reszta poszła za jego przykładem.
— Wybacz, te młokosy to moi podwładni — tym razem Alan zwrócił się do Pauliny — nie mają za grosz taktu, chyba należy im się stosowne szkolenie.
— Są zabawni — Paulina odpowiedziała rozbawiona sytuacją.
— Nawet, kiedy to z nas sobie żartują?
— Sami jesteśmy sobie winni. Nie należy obściskiwać się w miejscu publicznym.
— Nie tylko się obściskiwaliśmy — Alan znacząco uniósł brwi znów zbliżając się do ust kobiety. Paulina cicho westchnęła poddając się słodyczy jego języka. W tle ponownie rozbrzmiały salwy gwizdów i gromkiego śmiechu — będę tęsknił za smakiem twoich ust i delikatnością ciepłych objęć.
— Ja również będę tęsknić — wyszeptała Paulina wpatrując się w Alana roziskrzonymi oczyma.
— Na mnie już czas — mężczyzna lekko ścisnął dłoń kobiety — nie wiem, kiedy się zobaczymy, ale zobaczymy się na bank. Obiecuję.
— Będę czekać na wiadomość — zapewniła Paulina ukradkiem przełykając łzy cisnące się do gardła.
— Napiszę zaraz jak tylko uzyskam połączenie. Mam nadzieję, że szybko to nastąpi. Nie chciałbym, żeby zniechęciło cię zbyt długie wyczekiwanie.
— Nie martw się, moje życie od lat płynie zabijająco nudno i monotonnie. Mogę więc jeszcze chwilę poczekać.
— Jak mam się nie martwić, skoro największą pokusę masz tuż w zasięgu ręki — przypomniał niechętnie Alan wskazując na mężczyznę w samochodzie.
— Tej relacji nie mam zamiaru odnawiać. Zakończyliśmy to lata temu, nie wiem w ogóle po co tutaj przyjeżdżał. Wiem natomiast, że między nim a mną nic się nie wydarzy.
— Jesteś tego pewna? Wiesz, jak to mówią „stara miłość nie rdzewieje”.
— Może i nie rdzewieje, ale z czasem się wypala. I tak jest właśnie w tym przypadku. Nasze drogi prowadzą już w różnych kierunkach. Dzisiejsze spotkanie to nic innego jak nieznaczący przejazd przez skrzyżowanie. Pewnie chwilę porozmawiamy, w końcu nie jesteśmy sobie obcy i na tym się zakończy. Moje myśli teraz zajmuje zupełnie inna, bardziej interesująca osoba.
Paulina uśmiechnęła się puszczając do mężczyzny oczko. Alan również się uśmiechnął.
— Liczę, że wystarczająco interesująca, żeby zapaść w twoje myśli na bardzo długo.
— Dowódco, czas nas goni — z oddali ponaglił męski głos.
— Tak, już idę — mężczyzna odkrzyknął podwładnemu i przepraszająco spojrzał na kobietę — Wybacz, muszę…
— Nie wiem co mówi się w takiej sytuacji — Paulina rzeczowo przerwała Alanowi — więc, po prostu trzymaj się i do usłyszenia.
Kobieta wspięła się na palce i cmoknęła mężczyznę w policzek. Alan przyciągnął Paulinę do swojej piersi tak mocno, jak gdyby chciał się upewnić, że nic i nikt nie był w stanie stanąć pomiędzy nimi.
— Co w tobie jest takiego, że tak bardzo nie chcę się rozstawać.
— A jednak powinieneś już iść — Paulina, choć niechętnie, wyswobodziła się z objęć Alana — czekają na ciebie.
Kobieta cofnęła się o parę kroków i pomachała ręką na pożegnanie. Alan odszedł prężnym krokiem zarzucając sobie ciężki plecak na ramię. Podwładni powitali swojego dowódcę nowymi żartobliwymi docinkami, na co odpowiedział krzywym uśmiechem i razem, ramię w ramię, ruszyli truchtem przez parking w stronę głównej bramy. Paulina z mieszanymi uczuciami patrzyła w ślad za oddalającymi się żołnierzami. Ona sama nie miała pojęcia co było w Alanie tak wyjątkowego, że bez reszty zawładnął jej rozwagą. Do tej pory sądziła, że wystarczyłoby jedno skinienie palcem Kacpra i byłaby gotowa postąpić nawet wbrew własnemu sumieniu, a teraz w obecności tego obcego mężczyzny nie poświęciła byłemu chłopakowi nawet jednej myśli. To rozbudzało w Paulinie ciekawość w jakim kierunku podąży nawiązana dzisiaj relacja.
— Czas pokaże… — kobieta mruknęła pod nosem i wróciła do wnętrza samochodu. Usiała na siedzeniu pasażera i spojrzała na kierowcę — Co ty tutaj robisz? — zapytała wciąż rozkojarzona niedawnym pożegnaniem.
— Podwiozłem was — Kacper odpowiedział zdezorientowany.
— Nie tutaj — Paulina fuknęła zniecierpliwiona — ogólnie, nad morzem.
— Mówiłem już. Przyjechałem impulsywnie. Chyba chciałem należycie się pożegnać. Miałem nadzieję zdążyć przed wschodem, ale niestety nie udało się.
— Więc, nie powinieneś był się w ogóle pokazywać. Dobrze wiesz jakie miało dla mnie znaczenie tamto miejsce i tak długo wyczekiwany wschód słońca. Dla ciebie nie ma już miejsca w moim życiu. Ta szuflada uczuć została definitywnie zamknięta. Sam widziałeś dobrze sobie radzę, mam super faceta, jestem zdrowa, mogę ruszyć naprzód. Twoja obecność tylko zakłóca mój spokój.
— Powinienem był dłużej poczekać — Kacper wyznał ze łzami w oczach — byłem głupi, że cię zostawiłem. Nadal za tobą tęsknię…
— Nie chcę już do tego wracać — ucięła kobieta wbijając wzrok w boczną szybę samochodu — Proszę odwieź mnie z powrotem na plażę, a potem powinieneś wracać do swojego życia. Ja zajmę się swoim. Rozmowa o przeszłości i tym co nas łączyło, bądź co mogłoby znów łączyć jest w stosunku do Alana cokolwiek niestosowana. Nie zamierzam zawieść jego zaufania wdając się w jakiś głupi romans z żonatym facetem.
— Tylko tym dla ciebie jestem? Żonatym facetem?
Kacper wyraźnie posmutniał. Sięgnął do stacyjki i odpalił samochód.
— Żonatym ex-facetem — mruknęła Paulina uściślając — z którym nic już nie może mnie łączyć. Teraz jestem z Alanem i jest mi z nim dobrze.
Kobieta aż jęknęła w duchu na głupoty jakie wygadywała. Było jej przykro, że tak wykorzystywała nieobecnego, ale Kacper chyba wciąż był jej słabością, a tego już nie chciała. Musiała zerwać tę ostatnią więź łączącą ją z przeszłością, a najprościej było ukrywając się za plecami innego faceta. Alana pewnie i tak już nigdy więcej nie spotka, więc użycie tej niewinnej półprawdy nie powinno go urazić. Zresztą, nim się rozstali mężczyzna zapewniał, że chce utrzymać z nią znajomość, tym samym można uznać, że coś jednak ich łączyło. Do tego dzisiejszej nocy dobrze czuli się w swoim towarzystwie, nawet zbyt dobrze… To wspomnienie wywołało lekki rumieniec na policzkach Pauliny. Szybko wyrzuciła tę wizję z głowy i ponownie zwróciła się do Kacpra.
— Sam wybrałeś takie życie, dlaczego teraz żałujesz. Zapomnij wreszcie o tym co było i skup się na własnym szczęściu. Ja nie mam żalu. Taki najwyraźniej był mój los. Na szczęście dostałam drugą szansę i zamierzam ją w pełni wykorzystać.
— Wiem, że cię skrzywdziłem.
— Już dawno o tym zapomniałam… — Paulina uśmiechnęła się wysiadając z samochodu — Dziękuję za dzisiejszą przysługę. Jeśli kiedyś przypadkiem na siebie wpadniemy przywitajmy się, jak zwykli znajomi. Nie róbmy problemu z tego, że kiedyś łączyło nas coś więcej.
— Rozumiem. Trzymaj się i bądź szczęśliwa.
— Ty również — odpowiedziała Paulina zatrzaskując drzwiczki samochodu. O dziwo nie było jej smutno. Wprost przeciwnie, nagle poczuła się dziwnie odprężona. Jakby zrzuciła z ramion ciążący od lat balast. Odetchnęła głęboko i wolnym krokiem wróciła do pensjonatu.
Przestępując próg wynajętego pokoju w plecaku kobiety zawibrował telefon. Wyjęła go i otworzyła otrzymaną wiadomość. Były w niej jej wspólne zdjęcia z Alanem i dołączona do nich krótka notka: „Chłopaki zrobili nam kilka zdjęć. Przesyłam na wypadek gdybyś za mną zatęskniła”. Serce Pauliny zabiło szybciej na widok uśmiechającego się na zdjęciu mężczyzny. Sama również się uśmiechnęła na wspomnienie nocy, którą ze sobą spędzili. Było to zaledwie kilka wspólnych godzin, a jednak to spotkanie niezwykle mocno wryło się w jej pamięć i chyba serce. Przez długi czas w życiu Pauliny niewiele się działo, skupiona na odzyskaniu zdrowia nie rozpraszała się miłostkami, które i tak nie miały szansy przetrwania, a teraz przypadkowe spotkanie Alana stało się tak niezapomnianym epizodem.
„Dziękuję. Będą naocznym dowodem, że ta znajomość nie była snem”.
Paulina odpisała dołączając do wiadomości dwie emotki przedstawiające uśmiechniętą buźkę i buziaczka. Zmęczona nieprzespaną nocą, rzuciła się na łóżko i zasnęła snem sprawiedliwego. Późnym popołudniem obudziło ją głośne burczenie jej własnego brzucha. Co uświadomiło kobiecie, że od wczorajszego wieczoru niewiele miała w ustach. W drodze do pensjonatu zjadła jedynie precla z sezamem kupionego na ulicznym straganie. Usiadła na brzegu łóżka i błogo się przeciągnęła. Zerknęła na zegarek. Dochodziła siedemnasta. Spała zaledwie kilka godzin, ale o dziwo czuła się wypoczęta. Mimowolnie ziewnęła. Sięgnęła po leżący obok telefon i sprawdziła nieodczytane wiadomości.
„Gdyby to był sen, nie chciałbym się z niego budzić”.
Alan napisał kilka godzin temu. Paulina uśmiechnęła się pod nosem.
„Ja chyba też”.
Odpisała i zaraz pożałowała wysłanej wiadomości.
— Czy nie było to zbyt oczywiste? — zapytała samą siebie.
Kobieta uznając, że już się stało, odłożyła telefon i weszła do łazienki przygotować się do wyjścia. W brzuchu ponownie jej zaburczało, tym razem znacznie dłużej.
— Już dobrze, dobrze. Zaraz cię nakarmię — Paulina mruknęła do siebie głaszcząc się po wygłodniałym brzuchu.
W pamięci wciąż miała świeże obrazy przystojnego mężczyzny z plaży.
Rozdział II
Kolejne dni upływały Paulinie na samotnym zwiedzaniu okolic malowniczej miejscowości, poznawaniu kultury oraz historii miasta. Wieczorami często wracała w tamto miejsce na plaży, by przypomnieć sobie, jak cudowne spędziła z Alanem chwile. Zdjęcia, które otrzymała od mężczyzny były jedynym dowodem, iż to spotkanie nie było zrodzoną w jej wyobraźni iluzją. Patrząc na uchwyconą w pocałunku parę powracały do kobiety emocje, których doświadczyła będąc tych kilka godzin z Alanem. Uśmiech pojawiał się na twarzy Pauliny, kiedy nostalgicznym wzrokiem wpatrywała się w morze.
— Tęsknię za twoimi ramionami — w zadumie szeptała do siebie kobieta, a jej cichy głos ulatywał niczym powiew wiatru — czy jeszcze kiedyś się spotkamy?
Paulina nie miała co do tego pewności, a z każdym kolejnym dniem bez wiadomości traciła tę pewność jeszcze bardziej. Do głowy napływały smutne rozważania, że może dla mężczyzny była to jedynie wakacyjna znajomość. Spotkanie na plaży, które nie miało dla niego większego znaczenia. Kiedy ona rozpamiętywała słodkie chwile, on być może zwyczajnie o nich zapomniał. Fakt prosił o cierpliwość, jednak prawie dwa tygodnie bez echa wzbudzały wątpliwości. Niemniej w sercu Pauliny wciąż tliła się nikła nadzieja, że i ona pozostawiła po sobie ślad wystarczający, by zapaść mężczyźnie w pamięć. Że jego milczenie spowodowane było wspomnianym wcześniej brakiem możliwości, a nie chęci nawiązania kontaktu. Odpychając od siebie negatywne myśli nie rozstawała się na krok z telefonem w obawie, by nie przegapić decydującego momentu.
Chwila ta jednak wciąż nie nadchodziła. Po niespełna miesięcznym pobycie Paulina zaczęła myśleć, choć niechętnie, o powrocie do domu. Nie mogła przecież zostać w tym miejscu na zawsze. Jej przedłużający się wypoczynek co prawda nie wpłyną na zobowiązania zawodowe kobiety. Swoją pracę od lat wykonywała zdalnie. Mając przy sobie przenośny komputer mogła realizować zlecenia z dowolnego miejsca na świecie o ile miała dostęp do sieci. Jednak tęsknota za siostrą i rodzinnym domem nakłaniała do powrotu. Powstrzymywała ją jedynie obawa, że z chwilą wyjazdu i dla niej Alan stanie się letnią znajomością, a tego raczej nie chciała.
Ponure myśli kobiety zakłócił cichy dźwięk telefonu. Spojrzała na wyświetlacz i nieco zawiedziona odebrała połączenie.
— Część siostra — Paulina odezwała się przełykając gorzki smak rozczarowania — co tam u was? Jak małżeńskie życie, euforia wciąż trwa?
— Jasne — Milena roześmiała się po drugiej stronie połączenia — gdybym wiedziała, że będzie tak wspaniale, to nie zwlekałabym tyle ze ślubem. Mirek jest cudowny.
— Jako narzeczony nie był?
— Był, był, ale teraz jest jeszcze fajniej — Milena westchnęła zadowolona — rozpieszcza mnie. Podaje śniadanko do łóżka. Staramy się spędzać razem jak najwięcej czasu, co trochę wygląda jakbyśmy znów chodzili na randki. Wiesz jego praca pochłania sporo uwagi, mimo to mój małżonek bardzo się stara, bym nie poczuła się zaniedbywana. Fantastyczne jest…
— Oby trwało jak najdłużej — Paulina z lekkim przekąsem przerwała siostrze w pół zdania.
— Oj Pauluś, nie bądź już taka — Milena spoważniała — wiem, że wcale tak nie myślisz. Nadal wierzysz w miłość, tylko chwilowo twój osąd jest zachwiany. Przecież świat nie kończy się na Kacprze, a tym bardziej teraz, kiedy wróciłaś do zdrowia otwierają się nowe możliwości. Zobaczysz poznasz kogoś i będzie on sto razy lepszy od tego dupka. Tylko cierpliwie poczekaj na swoją szansę.
— Czekam od miesiąca i nic — palnęła nieuważnie starsza siostra.
— Kochana, miłość nie zjawia się na zawołanie. Trzeba odpowiedniego czasu, wtedy staje się bardziej cenna.
— Już tyle co ty czekałaś na odpowiedni czas — Paulina roześmiała się — to aż dziw, że Mirek to wytrzymał. Cztery lata chodzenia i trzy narzeczeństwa nie uważasz, że to trochę za długo?
— Mirek podzielał moje zdanie. Ślub czy nie ślub najważniejsze, że jesteśmy razem.
— O czym ja z tobą w ogóle dyskutuję, wy od pierwszego dnia poznania nie wychodzicie z fazy miesiąca miodowego, a to już siedem lat razem.
— Siedem cudownych lat miłości — Milena pisnęła szczęśliwa.
— Ej, wystarczy, bo cukrzycy dostane od tej twojej słodyczy. A tak a propos, nie obawiasz się klątwy siódmego roku?
— Absolutnie nie! Właśnie dlatego ślub wzięłam po siedmiu latach związku. Tym sposobem przełamałam przekleństwo. Teraz przed nami już tylko nieskończenie długa miłość.
— Wariatka, nieźle to wykombinowałaś. Mój, bez mała siedmioletni związek prysł jak bańka mydlana. Ty, podobną sytuację odwróciłaś na swoją szczęśliwą korzyść.
— Jestem kreatywna — Milena ponownie się zaśmiała — a mój mężczyzna idealnie dotrzymuje mi kroku.
— Pasujecie do siebie.
— Pod każdym względem…
— Dobrze już dobrze, wierzę na słowo.
— I ty doczekasz się swojej bajkowej miłości, zobaczysz. Tylko otwórz się na nowe doznania. Zamknięta w zgorzkniałej skorupie niczego nie doświadczysz.
— Ostatnio doświadczyłam czegoś zupełnie nie w moim stylu, a i tak do niczego to nie doprowadziło — Paulina posmutniała — nie oczekuję bajkowej miłości, ale takie zwyczajne zauroczenie mile byłoby widziane.
— Doświadczyłaś? Czego? Opowiadaj wszystko ze szczegółami.
— Tylko mnie nie oceniaj. Wciąż nie mogę uwierzyć, że dopuściłam do czegoś takiego…
— Mów!!! — Milena wydarła się do słuchawki niecierpliwa pikanterii historii.
— Pierwszej nocy po przyjeździe poznałam na plaży seksownego faceta…
Paulina na samo wspomnienie tamtych wydarzeń oblała się szkarłatnym rumieńcem. Dobrze, że siostra nie mogła tego zobaczyć. Jej karcący wzrok wprawiłby kobietę w jeszcze większe poczucie zażenowania. Romantyzm Mileny nijak się miał do tak rozpustnego zachowania.
— I? — ze strony młodszej siostry padło jedynie krótkie pytanie.
— I był to poryw niekontrolowanej namiętności, który… w porę zdusiłam. Ot i cała historia najwyraźniej bez rozwinięcia fabuły.
— Dlaczego?
— Facet wyjechał i nie daje znaku życia. Pewnie uznał to za wakacyjną przygodę.
— A ty?
— Nie powiem był przystojny — Paulina zaśmiała się — jego pocałunki… mmm…, trochę szkoda. To pierwszy facet, przy którym znów poczułam TO COŚ.
— Siostra przykro mi.
— W porządku. Nie ma co oczekiwać czegoś więcej po chwili zapomnienia. Uznajmy, że był to po prostu miły akcent na rozpoczęcie nowego rozdziału. W swoim życiu wyczerpałam już limit dobrodziejstw. Pewnie nie dla mnie już takie uciechy serca.
— Rozpoczęcie nowego rozdziału nie oznacza, że się poddajesz, tylko że zostawiasz za sobą to, co cię ogranicza i zatrzymuje na drodze do osiągnięcia szczęścia. Nie powinnaś z mety rezygnować. Scenariusz już gdzieś tam jest napisany, nie możesz go zmienić.
— Cholernie pogmatwane to widowisko mojego życia — Paulina westchnęła cicho po czym dodała nieco bardziej ożywiona — a nie uwierzysz, kto niespodziewanie pojawił się na scenie tego zawiłego spektaklu.
— Kto taki?
— Tamtego ranka na plaży zjawił się… Kacper.
— I nakrył cię w miłosnym uniesieniu?! — Milena pisnęła impulsywnie.
— Głupia, nie. Nie jestem królikiem parzącym się na oczach innych.
— Namiętne igraszki na plaży dają takie skojarzenie.
— To była noc, ustronne miejsce i ostatecznie do niczego nie doszło.
— Niemniej Kacper cię tam znalazł.
— To było miejsce, które wspólnie odkryliśmy podczas tamtego feralnego wypadu.
— I ty, w tym samym miejscu, z obcym facetem… no, no, siostra. Rozpoczęłaś z przytupem.
— Nie dołuj mnie. Wiem jak głupie to było. Na krótką chwilę przestałam wtedy myśleć, choć nie zapominajmy, że nie do końca straciłam rozwagę. Czasu nie cofnę, a przynajmniej mam namiastkę przyjemnych wspomnień.
— No, myśleć na pewno nie myślałaś, a co rezygnować z przyjemności. Już i tak wiele w życiu straciłaś, czas sobie to odbić.
— Takich słów z twoich ust się nie spodziewałam. Sądziłam, że mnie potępisz za lekkomyślność i brak romantyzmu.
— Na swój sposób ma to w sobie pewien romantyzm i choć nie podejrzewałam cię o taką frywolność to fajnie, że otworzyłaś się na nowe perspektywy. Szkoda tylko, że ta historia nie ma dalszego ciągu. A wracając do Kacpra, to co on tam robił?
— Rzekomo zatęsknił, lecz spokojnie i w końcu definitywnie zakończyliśmy naszą niefortunną relację. Cienie przeszłości wreszcie poszły w zapomnienie.
— Cieszę się wraz z tobą, siostra. Więc teraz możesz już wrócić do domu? Bardzo za tobą tęsknię. Dopiero co pojawiłaś się po kilkuletnim pobycie za granicą, to znów na kilka długich tygodni uciekłaś nad morze. Przez ten ostatni rok nie zdążyłam się tobą w pełni nacieszyć. Rozmowy telefoniczne to trochę za mało.
— Dobrze, że je mamy — nie bez poczucia winy odparła Paulina — dzięki nim nie tracimy z sobą kontaktu i z wszystkim jesteśmy na bieżąco.
Dalsza rozmowa z siostrą zeszła na bardziej pobieżne tematy, co w domu, pracy i oczywiście nieodzownie o małżeńskim życiu. Chwalenie się ukochanym mężem było u Mileny rzeczą nadrzędną. Paulina z przyjemnością wysłuchiwała paplaniny siostry. Przynajmniej ona zaznawała pełni szczęścia. Jej własne szczęście wciąż tkwiło w zawieszeniu czekając na odpowiedni moment spełnienia. A przynajmniej taką miała nadzieję.
Po zakończonej rozmowie Paulina wróciła do rozpoczętej pracy. Miała pilny projekt do wykonania. Nie lubiła zleceń na ostatnią chwilę, swoje projekty doprowadzała do perfekcji, a zamówienia na JUŻ nie dawały takiej możliwości. Opracowanie graficzne wymagało czasu i skupienia. Każdy szczegół musiał idealnie z sobą współgrać. W ten sposób satysfakcję klienta miała gwarantowaną, a to sprawiało, że mimo indywidualnych warunków zatrudnienia była cenionym pracownikiem firmy. Od lat zaufanie pracodawcy przedkładała na wysoką jakość swojej pracy. Tylko dzięki temu mogła teraz realizować zlecenia zdalnie z małego pokoiku z widokiem na morze, a jeszcze do niedawna ze szpitalnego pokoju kliniki za oceanem. Paulina zaabsorbowana projektem mechanicznie odebrała natarczywie dzwoniącą komórkę.
— Słuchaj Pati. Daj mi jeszcze pół godzinki i gotowy projekt będzie u ciebie.
— Halo? — w słuchawce rozbrzmiał niepewnie męski głos — Paulina?
Kobieta zerknęła na wyświetlacz. Numer zastrzeżony.
— Tak, z kim mam przyjemność? — Paula zapytała taktownie, szukając w myślach właściciela znajomego głosu.
— Z tej strony Alan. Nie wiem, czy mnie pamiętasz. Poznaliśmy się miesiąc…
— Tak pamiętam — odezwała się Paulina czując łzy napływające jej do oczu — pamiętam… — powtórzyła niezdolna poruszyć choćby palcem. Siedziała niczym sparaliżowana, jakby krew zastygła jej w żyłach.
— Cieszę się — mężczyzna odpowiedział ożywiony przywróconą nadzieją — bałem się, że przez długie milczenie wymazałaś moją osobę z pamięci. Naprawdę nie mogłem się wcześniej skontaktować. Trafiliśmy w wyjątkowo niecywilizowane miejsce, bez możliwości kontaktu ze światem. Niestety na to się pisałem przyjmując rozkaz wyjazdu. Dotąd nie miałem nikogo, więc nie stanowiło to problemu, teraz ten miesiąc był istną torturą. Im bardziej zależało mi na złapaniu kontaktu, tym większe komplikacje wynikały. Dopiero dzisiaj technicy uporali się z tematem, dlatego pierwsze co to zadzwoniłem do ciebie.
— Miło mi — to jedyne co Paulina z siebie wydusiła. Kobieta miała totalną pustkę w głowie.
— Jeśli nie masz ochoty ze mną rozmawiać, oczywiście zrozumiem. W końcu nie mam prawa oczekiwać, że będziesz rozpamiętywała faceta, z którym miałaś przypadkowy kontakt.
Serce Pauliny wraz z głębokim wdechem i wydechem powoli wracało do swojego normalnego rytmu. W skołowanej głowie również zaczęło się rozjaśniać. Kobieta ponownie zaczerpnęła w płuca powietrza i cicho wyszeptała.
— Tęskniłam…
Mężczyzna po drugiej stronie połączenia zaniemówił.
— Myślałam — ciągnęła dalej Paulina — że już nigdy nie zadzwonisz. Że byłam dla ciebie nic nieznaczącym epizodem niewartym poświęcenia choćby chwili uwagi.
— Ani na moment nie przestałem o tobie myśleć — zapewnił Alan z całą szczerością na jaką było go stać — u mnie nic się nie zmieniło, nadal pragnę utrzymać naszą znajomość. Cholera zaraz mnie rozłączy, odezwę się tak szybko jak będzie to mo…
Rozmowa została przerwana. Paulina w dalszym ciągu siedziała z słuchawką przy uchu wsłuchując się w cykliczny sygnał zakończonego połączenia. Po chwili uśmiechnęła się, głęboko odetchnęła i uszczęśliwiona rzuciła się na łóżko piszcząc w poduszkę.
— Zależy mu — wysapała zdyszana kobieta — Alanowi też na mnie zależy!
Iskierka tlącej się w Paulinie nadziei w jednej chwili zapłonęła ogniem, którego nie tak łatwo już będzie ugasić. Teraz miała pewność, że jej tęsknota nie była jednostronna. Gdzieś tam jest facet, który tęskni równie mocno, jak ona. W kokonie zmiętolonej pościeli wyszukała swoją komórkę i wybrała z listy kontaktów numer siostry.
— Mili! — kobieta ryknęła do słuchawki — on zadzwonił… zadzwonił i też pragnie tej znajomości!
— Pauluś, cieszę się razem z tobą — siostra odpowiedziała w równej mierze uszczęśliwiona radosną wiadomością — widzisz i do ciebie w końcu los się uśmiecha. Teraz możesz nareszcie wrócić do domu.
— Teraz jeszcze mniej chce mi się opuszczać to miejsce — Paulina wyznała podekscytowana — bardzo mi się tu podoba. Jestem szczęśliwa i spokojna. Chyba zostanę tutaj dłużej.
— Rozumiem — Milena odpuściła ze smutkiem — zawsze marzyło ci się, by zamieszkać nad morzem. Teraz masz pretekst, aby spełnić to pragnienie.
— Błagam, nie gniewaj się. Wiem, że przez ostatnią dekadę mało byłam obecna w twoim życiu, ale…
— Łap własne szczęście, nie patrz na innych — Milena odsuwając na bok swoje uczucie tęsknoty starała się podnieść siostrę na duchu — nami się nie przejmuj. Przynajmniej teraz będziemy mieć motywację do spędzenia urlopu nad naszym pięknym morzem. Nie martw się na pewno niedługo cię odwiedzimy.
— Dziękuję — pokornie wyszeptała Paulina. Czuła, że postępuje strasznie samolubnie. Wiele lat spędziła z dala od bliskich i teraz, kiedy wreszcie mogła być z nimi, znów tak po prostu zdecydowała się odejść. Chyba życie na łonie rodziny nie było jej przeznaczeniem.
— Wybacz Pauluś, ale moja przerwa się skończyła muszę wracać do pracy, szefowa już krzywo na mnie zerka.
— W porządku, zdzwonimy się niedługo.
— Trzymaj się kochana i przestań myśleć o głupotach. Jest dobrze tak, jak jest. Bycie szczęśliwą jest najważniejsze.
— Kocham cię. Jesteś najlepsza. Pa.
Poruszone serce powoli się uspokajało. Paulina głęboko zaczerpnęła w płuca powietrza i ponownie usiadła do komputera. Widząc świat w bardziej różowych barwach i projekt, nad którym ślęczała od dobrych kilku godzin ukazał się w zupełnie innym świetle. Szybko skorygowała wcześniej przeoczone błędy, raz jeszcze przejrzała całą prezentację i wreszcie gotowy koncept wysłała do firmy. Jej część zadania została wykonana. Teraz wszystko zależało od klienta, czy spełniła jego oczekiwania i uchwyciła pożądaną wizję, czy nie osiągając sukcesu projekt wróci do korekty. Pełna pozytywnych myśli zamknęła laptopa. Dziś szczególnie była pewna wykonanej pracy.
Za oknem panował skwar wprost lejący się z bezchmurnego nieba. Paulina podeszła do lodówki. Wyjęła z wnętrza puszkę orzeźwiającej lemoniady i z błogą przyjemnością upiła spory łyk. Zimnym pojemnikiem schłodziła rozgrzane czoło. Kiedy kojący chłód przeniknął w skórę twarzy uśmiechnęła się. Była tak szczęśliwa, że dzisiaj chyba nic nie było w stanie jej tego szczęścia zakłócić. Krótka rozmowa z Alanem rozbudziła odrętwiałe serce kobiety nawet bardziej niż ich pierwsze spotkanie. Wtedy może i wiele się działo, ale mało to miało wspólnego z uczuciami. Teraz radość z wzajemnego zainteresowania sprawiała, że w głowie Pauliny zaczęły rodzić się myśli wybiegające daleko w przyszłość. Nie mogła nazwać tego miłością, bo w to uczucie dawno temu zwątpiła, ale jakieś silne przyciąganie, fascynacja. Oddanie ofiarowanej im przez los chwili, która miała szansę przerodzić się w coś bardzo ekscytującego. O ile oczywiście to co czuli do siebie teraz będzie tym samym uczuciem, jakie będą żywić po upływie dwóch długich lat. Chociaż po odbytej niedawno rozmowie z mężczyzną Paulina nie powinna mieć wątpliwości. To, że po minionym miesiącu wciąż starał się nawiązać kontakt o czymś świadczyło. Alan musiał być równie mocno co ona nim oczarowany.
Tak właśnie było. Gdzieś na zapomnianym przez Boga kawałku ziemi mężczyzna przechodził katusze. Odcięty od cywilizacji, pozbawiony kontaktu z resztą świata nie umiał znaleźć sobie miejsca. Do tej pory wyjazdy na misje i podobne warunki przetrwania nie stanowiły problemu. Był w pełni oddany służbie. Zawsze chętny pomagać potrzebującym, dlatego decyzje o udziale w kolejnych misjach przychodziły mu bez trudu. Nie mając żadnych zobowiązań Alan bez zastanowienia decydował się na dwuletnie kontrakty. Rodzina i przyjaciele już dawno przyzwyczaili się do takiego trybu jego funkcjonowania. On sam czuł się szczęśliwy i spełniony. Jednakże nie tym razem! Ten wyjazd okazał się najgorszą decyzją jego życia. Chociaż z drugiej strony, gdyby nie zgłosił się do tej misji pewnie nie poznałby Pauliny.
Tamtej nocy siedział na plaży zgodnie z własnym rytuałem. To było już jego nawykiem, noc przed wyjazdem Alan zwykle spędzał w tym ustronnym zakątku prosząc nieprzemijające słońce o opiekę i szczęśliwy powrót. Spotkanie Pauliny było niespodziewanym i nieplanowym uśmiechem losu. Od pierwszej chwili mężczyzna poczuł niezwykłą siłę przyciągania do nieznajomej jakby jakaś nierozerwalna nić przeznaczenia ich ze sobą związała. Dlatego teraz trafiwszy w to zapadłe miejsce na Ziemi tak bardzo tęsknił. Chłopaki również nie pomagali strojąc sobie bezustannie żarty z jego rozjuszenia. Nakręcał ich fakt, że pierwszy raz widzieli go z kobietą. Jego dotychczasowe związki nie wchodziły w taki etap, by przedstawiać je przyjaciołom czy rodzinie. Tryb jego pracy sprawiał, że miłość na odległość nie sprawdzała się. Jaka kobieta czekałaby dwa lata na faceta i to z tak nikłym kontaktem na jaki Alan był skazany. Często więc się zdarzało, że już w pierwszym kwartale pobytu z dala od domu otrzymywał wiadomość: „Bardzo mi przykro, ale poznałam kogoś innego…” lub „Jesteś wspaniałym facetem, nie zasługuję na ciebie, wybacz, że mimo zapewnień nie dotrzymam słowa…” jakoś niespecjalnie ubolewał nad tymi rozstaniami. Był na nie przygotowany. Sam również uważał, że związek na odległość to tylko strata czasu i energii. Takie podejście pomagało spełniać się w pracy. Nieobciążony uczuciami w pełni oddawał się powierzanym obowiązkom. Doceniony przez przełożonych mimo młodego wieku awansował na dowódcę drużyny. Bez trudu zgrał się z podwładnymi i obecnie tworzyli spójny zespół. Jednak tym razem co nieco żałował tak ścisłej zażyłości. Chłopaki traktując się, jak bracia, nie mieli obiekcji stroić sobie żartów z dowódcy. Bezustannie dopytywali o kobietę, z którą widzieli go na parkingu. Nie bez dwuznaczników wychwalali jego dobry gust, czym akurat zaskarbiali sobie Alana przychylność. Każde pochlebne na temat Pauliny słowo wprawiało serce mężczyzny w przyjemne drżenie. Niestety każdy upływający dzień przynosił obawy czy kobieta nadal o nim myśli? Czy czeka na wiadomość? Czy jest nim tak jak on nią zainteresowana? Im więcej czasu mijało, tym bardziej on tracił nadzieję. Spodziewał się, że kiedy już odzyska kontakt ze światem, znów usłyszy znajome słowa odrzucenia. Niemniej tym razem będzie mu cholernie przykro. Po upływie miesiąca wreszcie nadarzyła się okazja krótkiej rozmowy. Alan niespokojnie przełykając ślinę nawiązywał połączenie. Słysząc w słuchawce głos Pauliny uczucie niepewności ustąpiło miejsca zupełnie odmiennym emocjom. Tak bardzo za nią tęsknił. Sam nie wiedział skąd brało się to uczucie, jednak poruszało najdelikatniejszą strunę w jego sercu. Po odbytej rozmowie nabrał pewności, że zrobi wszystko, by na stałe zatrzymać tę kobietę przy sobie.
Wracając do chłopaków mężczyzna nie potrafił ukryć podekscytowania czym naraził się na kolejną salwę żartów. Nic jednak nie było w stanie zmącić jego radosnego nastroju.
— Jak tam dowódco, miłość kwitnie?
— Patrząc na dowódcy zadowoloną minę zakładamy, że wszystko świetnie się układa.
— Uuuu, dawno dowódcy w takich skowronkach nie widzieliśmy.
Koledzy nie żałowali sobie.
— Dajcie spokój panowie — Alan bez przekonania próbował przystopować żarty podwładnych — same głupoty siedzą wam w głowach. Jeśli macie za dużo wolnego czasu to zróbcie dwie rundki truchtem wokół obozu. Przy okazji spatrolujecie teren.
— Tak jest, dowódco — chłopaki równo dygnęli i zgodnie z rozkazem w kolumnie dwójkowej ruszyli ścieżką pod górkę dziarsko wyśpiewując.
Nasz dowódca szwarny chłop… pod Amora strzałę wpadł… urzeczony piękną Wenus… jurność lędźwi prze…
Słabnący w oddali śpiew mężczyzn rozbawił Alana. Bezradny pokręcił głową uśmiechając się pod nosem. Chłopaków poczucia humoru w żaden sposób nie dało się okiełznać. Im więcej on się burzył, tym bardziej oni się nakręcali. Jedynym rozwiązaniem było cierpliwie zaczekać, aż znudzeni tematem znajdą sobie nowy. Ponownie zerknął za znikającymi w lesie podwładnymi i wolnym krokiem wrócił do swojej kwatery. Położył się na polowym łóżku i zamknął oczy. W jego głowie z miejsca pojawiły się wciąż wyraźne obrazy niedawnych wydarzeń na plaży. Z kieszonki spodni wyjął drukowane zdjęcie Pauliny. Jedyny naoczny ślad łagodzący tęsknotę. Kciukiem pogładził uśmiechniętą twarz kobiety.
— Proszę, bądź cierpliwa — szepnął Alan do postaci na zdjęciu — nie zniechęcaj się zbyt szybko. Cholera, co mam zrobić, żeby zatrzymać cię przy sobie? Nigdy dotąd tak mi nie zależało. Sam nie wiem, dlaczego akurat ty tak mocno utkwiłaś w moich myślach.
Zmarkotniały mężczyzna na powrót schował zdjęcie do kieszeni. Westchnął głęboko i z wolna odpłyną w płytki sen. Niedługo potem wracający z przebieżki chłopaki narobili niemało hałasu. Alan wyrwany z drzemki przeciągnął się i wyszedł na zewnątrz.
— Jak tam panowie umysły z głupot oczyszczone?
Pytani przyjmując postawę zasadniczą odpowiedzieli gromkim.
— Tak jest, dowódco!
— Ciała odprężone?
— Tak jest, dowódco!
— Forma zachowana?
— Tak jest, dowódco!
— Wobec tego zwarci i gotowi szykujmy się do służbowych obowiązków.
— Tak jest, dowódco!
Chłopaki odmaszerowali do swoich kwater. Alan również wrócił do siebie, zmienił ubranie i ponownie wyszedł na zewnątrz. Zaczekał na podwładnych i wszyscy razem udali się na kolację, by po niej przejąć służbę od kolegów. Dziś nocna zmiana należała do ich drużyny. Patrolowali dość spory teren. Na ogół niewiele się działo, jednak sporadycznie zdarzały się wzmożone akcje. Miejscowi w tej części kraju byli raczej pokojowo nastawieni, czasem tylko trafiali się jacyś samozwańczy wybawiciele. Wtedy takich delikwentów należało sprowadzać na ziemię. Spokój musiał zostać zachowany. W większości przypadków takie działania udawało się liberalnie rozwiązywać, choć czasem kończyło się rozmaitymi kontuzjami. Tego rodzaju ryzyko wpisane było w jego zawód. Mimo że na co dzień nie było to odczuwalne, to zawsze się miało świadomość, że każda sekunda służby tutaj niosła zagrożenie. W końcu był to kraj pogrążony w nieustających, wewnętrznych konfliktach. Ich oddziały przybyły w ramach misji pokojowych, jednak nie wszyscy to akceptowali. Wariatów nigdy nie brakowało.
Z wolna mijały kolejne tygodnie. Lato nieubłaganie zbliżało się ku końcowi. Paulina z dnia na dzień obserwowała kolejne stragany i restauracje zamykane na okres zimowy. Ta nadmorska miejscowość powoli pustoszała. Chyba czas był najwyższy zastanowić się nad tym co dalej. Przecież nie mogła na stałe zostać w tym wynajętym pokoiku, tym bardziej że wybrany przez nią pensjonat nie był całorocznym obiektem. Jak tylko nadejdą chłodne dni będzie musiała się wymeldować, a do domu nadal wracać nie chciała. Dobrze jej było z obecnym życiem. Pracy nie brakowało, miejscowość ją zachwycała, a bliskość morza uspokajała. Taka codzienność, jak najbardziej jej odpowiadała. Zaczęła więc rozglądać się za wynajęciem czegoś na stałe. Już nie tylko chodziło o więź łączącą ją z Alanem, po prostu pokochała to miejsce za jego wyjątkową aurę. Tutaj wreszcie odnalazła swoje miejsce.
— Cześć siostra, co słychać? — Milena rutynowo zapytała jak tylko starsza siostra odebrała połączenie. Codzienne telefony stały się już normą. Tak było od czasów pobytu Pauli za granicą. Mimo różnych stref czasowych, każdego dnia dzwoniły do siebie, by zamienić choć kilka słów. To pozwoliło im pozostać sobie bliskimi i utrzymać siostrzaną więź.
— Po staremu — Paulina odpowiedziała — lato powoli się kończy.
— Nooo, nieubłaganie. I jak, podjęłaś już decyzję? Wracasz czy zostajesz?
— Szczerze, to zaczęłam rozglądać się za jakimś małym mieszkankiem, ale nie znalazłam nic satysfakcjonującego. W pensjonacie mogę zostać do końca września, jeśli do tego czasu niczego nie wynajmę, to wracam do domu.
— Jeśli o mnie chodzi będę szczęśliwa z twojego powrotu, ale czy ty również? Wiem, że bardzo chcesz tam zostać.
— Tak, ale już postanowiłam.
— A nie chcesz poszukać czegoś w okolicy? Przecież wybrzeże ma sporo nadmorskich miejscowości.
— Tak, wiem, ale chcę, by to było to miejsce.
— Rozumiem, będę trzymać kciuki. Spełnij swoje marzenie.
— Dzięki siostra. A co tam u was?
Na to pytanie Milena każdego dnia miała coś nowego do opowiedzenia. Jej potoku słów słuchało się z przyjemnością. Czasem były to zabawne historie, czasem jakieś błahe sprawy. Niemniej za każdym razem opowiadane były z najdrobniejszymi szczegółami. Dzięki czemu mimo wieloletniej nieobecności Paulina pozostawała na bieżąco z wszystkim co działo się w rodzinie, u znajomych i w ogóle całym kraju.
— To chyba wszystko — Milena zakończyła nabierając głęboko powietrza — jutro znów się zdzwonimy. Trzymaj się. Pa.
— Ty również i oczywiście pozdrów ode mnie Mirka. Pa, pa.
Po skończonej rozmowie Pauliny telefon ponownie zawibrował wydając krótkie dźwięki. Były to dochodzące wiadomości SMS.
— Już zdążyła coś napisać? — Paulina mruknęła pod nosem — ciekawe o czym jeszcze zapomniała — uśmiechnęła się klikając w kopertę wiadomości.
Na widok nadawcy uśmiech na moment zniknął z twarzy Pauliny, by już po chwili powrócić jeszcze szerszy i radośniejszy. Takich SMS-ów się nie spodziewała. Oczekiwała raczej krótkiego połączenia i kilku naprędce zamienionych zdań, a nie wiadomości tekstowych do tego wysyłanych w różnych odstępach czasu.
„Witaj Maleńka. Właśnie oddali nam telefony, niestety zasięgu wciąż brak. Choć nie mam pewności czy te wiadomości kiedykolwiek zostaną wysłane postanowiłem pisać do ciebie w każdej wolnej chwili”
„U mnie czas płynie wolno. Poza patrolami niewiele mamy tutaj do roboty. Tęsknię”
„Ciągle o tobie myślę, mam nadzieję, że ty o mnie również”
„Dziś księżyc świeci wyjątkowo jasno. Widok ten zbliża mnie do ciebie”
„Chłopaki dziś byli wyjątkowo irytujący, na oczyszczenie umysłów po raz enty zaleciłem im trening wyczynowy, trzy okrążenia wokół wzgórza. Zmęczeni może odpuszczą sobie durne żarty”
„Niestety ciekawości moich chłopaków nawet zmęczenie nie powstrzyma. Wciąż o ciebie wypytują. Liczę, że nadal o mnie pamiętasz, bo moje myśli są przepełnione twoją osobą”
„Jutro niedziela. Mamy wolny dzień. Po śniadaniu jedziemy do miasta, może tam będzie lepszy zasięg. Chciałbym cię znowu usłyszeć, tak bardzo tęsknię”
Ostatnie słowa Paulina przeczytała przez zbierające się pod powiekami łzy. Sama nie wiedziała, kiedy napłynęły. Jej wzruszone serce z wolna wypełniało się szczęściem. Bezwiednie uśmiechała się do wyświetlacza. Usiadła na brzegu łóżka i jeszcze raz przebiegła wzrokiem po wszystkich zdaniach. Telefon ponownie zawibrował odbierając tym razem MMS. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie nieba rozświetlonego pełnią księżyca.
— Przepiękne — szepnęła kobieta.
Na tyle piękne, że od razu ustawiła je jako tło ekranu.
— Będzie mi ciebie obrazować — Paulina dodała oceniając swoje dzieło.
Zdjęcie idealnie wkomponowało się w wyświetlacz. Kobieta ponownie uśmiechnęła się przez łzy.
— Dwa lata to tak strasznie długo…
Skołowane myśli Pauliny przerwał cichy dzwonek telefonu, tym razem było to połączenie poprzez aplikację. Szybko poprawiła włosy i starła łzy z policzków. Drżącą dłonią odebrała połączenie i włączyła kamerkę. Widząc twarz Alana rozpłakała się na dobre.