E-book
7.88
drukowana A5
26.05
Zapiski niepoprawione… 5

Bezpłatny fragment - Zapiski niepoprawione… 5


Objętość:
88 str.
ISBN:
978-83-8431-828-7
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 26.05

*

Brunio

Brunio

Brunio


Jest

Jest

Jest


Ania, Tomek

Ania, Tomek

Ania, Tomek


I My

Dziadki

Z dalekiego

Miasta

09.2025

*

Paweł, Tomek

Tomek, Paweł

Ania, Ania

Ania, Ania


Maj roku tego

Tak inny

Radości wiele

Przynoszący


Paweł, Tomek

Tomek, Paweł

Ania, Ania

Ania, Ania


Początek

Dróg wspólnie przemierzanych

Krętych czasem

Chwil radosnych

Chwil smutkiem naznaczonych


Oczy zwracam ku górze

Najwyższego wypatruję

Nadzieja

Prośba pokorna

Wiara


Paweł, Tomek

Tomek, Paweł

Ania, Ania

Ania, Ania


Andrzej, Karolina

Andrzej, Karolina

05.2025

*

Doktora dziś nowego mamy

e- Neolit tabelami

Modelem matematycznym

Opisany


W Sali gotyckiej

Akademii szacownej

Swoje myśli wygłaszał

Profesorowie siwi

Nad pracą z uznaniem

Nisko się pochylali


Krokiem tanecznym

Na pytania odpowiadał

Lekkości wypowiedzi

Trampki nadawały


Aura nauki, radość

W dzień mżysty, zimny

Panowała


Jak przenieść na kart papieru stronice

W wersach paru

Uczuć, impresji tak wiele


Doktora w trampkach dziś mamy

12.2024

Wóz Wielki

W niebo zapatrzony

Stoję

Wóz wielki

Na niebie granatowo-szarym

Dyszel krzywy, przerwany

Koła brakuje


Czy to jeszcze wóz wielki

Czy wypadek miał na drodze mlecznej

Czy koło wozu wielkiego

W rowie niebiańskim

Gdzieś leży

Czy zostało po lustra stronie drugiej

Niebo w świecie równoległym zdobi


Wóz wielki na niebie granatowo-szarym

Krzywy odrobinę


A ja stoję w niebo zapatrzony

Gwiazdy polarnej szukam

Bezskutecznie


Czy świeci w świecie równoległym

Czy tylko obłok niewidoczny

Swoje harce wyczynia

05.2024

Franciszek

Krzyż czarny

Pod sklepieniem granatowym

Gwiazd pełnym

W półmroku majaczy


Organy dźwiękiem swoim nastrój malują

W tej pustej, ciemnej przestrzeni

Gdzie Bóg Ojciec tak inny

Jaśnieje, z góry na nas spoziera


W stelach stuletnich zatopieni samotnie

Krzyż czarny pod sklepieniem gwiazd

Półmrok wszechobecny z muzą dostojną

I tylko Bóg Ojciec, maki, bławaty

Odrobinę światła wprowadzają


W Stelach stuletnich zatopiony

Chłonę tą aurę, tą chwilę magii pełną

Gdy po dniu radością, dumą malowanym

Dniu gdy osoba tak bliska

W Sali gotyckiej

Początki akademii pamiętającej

Sukces pieczętuje

.

Po dniu gdy Tomcio doktorem się zowie

Franciszek tak mi bliski

Nawiedzony


Aby podziękę złożyć

Najwyższego w skupieniu wysłuchać

Gdy wzrok Jego z witraża

W kierunku maków czerwonych

Spływa dostojnie


Dzień to był magii pełen

12.2024

Ukaz

Pismo urzędowe

Wpłynęło

Wyrok

Zapadł


Wierzba stuletnia

W całym majestacie

Swoim

Stoi jeszcze

Dni ostatnie

Odlicza


Świadek historii

Domu tego

Dziś numerem 27

Oznaczonym


Ludzi tu mieszkających

Od lat stu

Narodzin

Śmierci czasem


Eksodusu wielkiego

Gdy mieszkańcy

Ukazem ponagleni

Opuścić musieli

Dom swój rodzinny

Wierzbę młodą jeszcze

Wtedy


Świadek wojny wielkiej

Miasta upadku

Morza ruin

Przyjezdnych

Z ziem dalekich


Wierzba stuletnia

W całym majestacie

Swoim

Stoi jeszcze


Schronienie dawała

Ptakom niebieskim

Pszczołom

Ulgę przynosząc

Przed żarem

Z nieba płynącym

W dni letnie


Dom rówieśnik

W jej cieniu

Przysiadł

Drogę do niego

Gościom wskazywała


Majestatu pełna

Dni ostatnie

Odlicza


Pismo urzędowe

Wpłynęło

09.2025

*

Wierzba stara

Czupryny zielonej

Ramion swych wielu

Pozbawiona

Przygięty pień swój

Do nieba wznosi


Wczoraj jeszcze

Cień zielonymi warkoczami

Schronienie ptakom

Zapewniała

Czupryna długa

Z wiatrem igrała


Dziś goła

Niczym skina głowa

Przerażenie na myśl przynosi

Pień stary, krzywy

Dwoma ramionami gołymi

Niebo szarością malowane

Wskazuje

W zadumę pogrąża

Mnie siedzącego samotnie

O poranku


Wczorajszy warkot pił

Oblicze domu starego

Drzewa, które

Narodziny jego

Pamięta

Zmienił


Smutek

Melancholią przyprawiony

W serce moje

Wprowadził

Przemijanie bez powrotu

Uzmysławia


Czupryna długowłosa

Wiatrem rozwiana

Muzyką, gwarem ptaków

Pszczół brzęczeniem

Barwiona


Hipisów aurę

Z lat minionych

Miłość, wolność

Myśl otwartą

Przywoływała


Dziś głowa goła

Pień bez ramion

Samotnie stojący

Symbol czasu innego

Gdy idea jedynie słuszna

W buty ćwiekami podkute

Na bruku rytm swój wybija


W poranek jesienny

W pień goły

Niebo szare

Nisko wiszące

Patrzę

09.2025

*

Wiadomość — szok


Andrzeja dopadło

Zwierzątko ze szczypcami

Panoszy się

Szczypce swe

Ku osobom bliskim

Wyciąga


Dawno nie widziani

Przyjaciele z kraju dalekiego

Gdzie wino króluje

Ślimaki z domkami

Zamiast na liściu

Na talerzu spotkać można


Iskierki radości w oczach figlowały

Gdy wieczorna porą

Czas wspólny nam upływał


Nie będzie spotkania wyczekiwanego

Wspomnień do późna płynących

Tych dawnych, z lat młodych

I tych, dni niewiele temu rozgrywanych

Opowieści wszelkich

Spotkań kolejnych umawiania


Wiadomość powalająca

Gdy kolejna osoba bliska

Ze szczypcami w głąb wchodzącymi się zmaga

Ich twarze widzę


Andrzeju kolejny zakręt życia

Długi i kręty

Czasem tak ostry

Że pisk słychać

Hamulców rozgrzanych

Pokonywałeś nie raz jeden

07.2024

Kronika Stadka

Piłka


Kot

Kot

Kot

Piesio


Pierwszy września


Kot

Kot

Kot

Piesio

Naczelny


Brunio

Ania

Tomek


Dzień słońca pełen

Dwunasty — Piątek

W domu


Nareszcie

09.2025

Kazimierz 2024

Czy moje kroki zabrzmią jeszcze po zmroku

Na kamiennym bruku Kazimierza

Czy puste uliczki w noc wilgotną, jesienną

Echem odpowiedzą


Echem przypominającym chwile radosne

Nadziei pełne

Gdy mgiełka zwiewna z nad Wisły

Bulwary brała w posiadanie


Gdzie wystawy galerii

Kolory obrazów

Nocną czernią przytłumione

Blademu światłu latarń odpowiadają


Czy moje kroki zabrzmią jeszcze w Kazimierzu

Czy chwile pasji pełne

Nadzieją, przyszłością okraszone

Razem z mgiełką jesienną nas otulą

08.2024

Tylko mi koni żal

Czy zobaczę jeszcze

Konie na drodze co w górę prowadzi

Do stawu ciemnego

Który wedle Mnicha przysiadł


Czy ich zapach poczuję

Stukot kopyt usłyszę

Zza zakrętu kolejnego

Na drodze leśnej


Parzenice, portki szare

Kapelusze muszelkami, piórkiem strojne

Atmosferę magiczną dopełniają

Zmagając się z asfaltową wstęgą

Tak obcą tutaj


Czy tekturowe pociągi

Autka plastikowe folią obwieszone

Królować będą na czarnym asfalcie

Czy pokrzykiwanie górali szum silników zastąpi

Muzyka z głośników radosna


Czy zobaczę jeszcze

Konie na drodze co w górę prowadzi

Do stawu ciemnego

Który wedle Mnicha przysiadł

.

Czy ten świat, mój świat

Wrzawą, histerią tak głośną

Krzykiem nawiedzonych

Oceniony

Odejdzie


Czy spocznie cichutko

W pamięci mojej jedynie


I tylko koni żal

05.2024

Zakopane w deszczu

Zakopane w deszczu

Gonty ciemne kroplami smagane

Ulice powoli

Potoki przypominają


Światła aut z aureolą mokrej poświaty

Nastrój bajkowy wprowadzają

Bus o latach wielu

Szyby mokre, parą przykryte


Tyle razy mnie woził do ścieżek

Które w stronę nieba prowadzą

Bus stary, jedyny pasażer dzisiaj


Opuszczam ten świat

Gdy w dni te kolory jesieni królowały

Ścieżki, hale odcieniami żółci, brązów malowane

Las świerkowy zielenią mchów wybuchający

Drzewa w dolinie czerwienią, żółcią przysypane

Igrają z wiatrem w słońca promieniach

Dziewczęta w parku na ławkach przysiadły

Twarze do słońca wystawiają


Wędrując ścieżką górską

Paletę barw jesiennych zostawiłem na dole

Wchodząc w szarą otchłań chmur

W mgłę wszechobecną

Bez początku bez końca

Gdzie wiatr śmigły

Z drogi chce porwać

Wędrowca samotnego

.

Barwy jesieni

W szklance wyniosłej zaklęte

Żółto rubinową poświatą

Stolik zdobiły

Gdy wieczorem po dniu całym

Na wiadomość oczekiwałem


Barwy jesieni

Zakopane deszczem skąpane

Opuszczam ten świat

Starym busem

Samotnie sunąc

10.2024

Barwy jesieni

Barwy jesieni pozostawiłem na dole

Żółcie, brązy drzew

Owiec stado na kobiercu zielonym

Owiec białych, grubym runem otulonych


Barwy jesieni pozostawiłem na dole

Widok dziewczyn w parku

Wystawiających tworze do słońca

Magię lasu

Eksplodującego zielenią


Barwy jesieni pozostawiłem na dole

Hala w żółciach, brązach

Samotny wędrowiec

Ścieżką wąską podąża

Kurort w dole, w oddali

W słońcu dachy swe mieni


Barwy jesieni pozostawiłem na dole

Wędruję ścieżką górską

Wiatr zmaga się ze mną

Czy do nieba mnie uniesie

Czy w otchłań strąci


Zatopiony w chmurze bezkresnej

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 26.05