*
Brunio
Brunio
Brunio
Jest
Jest
Jest
Ania, Tomek
Ania, Tomek
Ania, Tomek
I My
Dziadki
Z dalekiego
Miasta
09.2025
*
Paweł, Tomek
Tomek, Paweł
Ania, Ania
Ania, Ania
Maj roku tego
Tak inny
Radości wiele
Przynoszący
Paweł, Tomek
Tomek, Paweł
Ania, Ania
Ania, Ania
Początek
Dróg wspólnie przemierzanych
Krętych czasem
Chwil radosnych
Chwil smutkiem naznaczonych
Oczy zwracam ku górze
Najwyższego wypatruję
Nadzieja
Prośba pokorna
Wiara
Paweł, Tomek
Tomek, Paweł
Ania, Ania
Ania, Ania
Andrzej, Karolina
Andrzej, Karolina
05.2025
*
Doktora dziś nowego mamy
e- Neolit tabelami
Modelem matematycznym
Opisany
W Sali gotyckiej
Akademii szacownej
Swoje myśli wygłaszał
Profesorowie siwi
Nad pracą z uznaniem
Nisko się pochylali
Krokiem tanecznym
Na pytania odpowiadał
Lekkości wypowiedzi
Trampki nadawały
Aura nauki, radość
W dzień mżysty, zimny
Panowała
Jak przenieść na kart papieru stronice
W wersach paru
Uczuć, impresji tak wiele
Doktora w trampkach dziś mamy
12.2024
Wóz Wielki
W niebo zapatrzony
Stoję
Wóz wielki
Na niebie granatowo-szarym
Dyszel krzywy, przerwany
Koła brakuje
Czy to jeszcze wóz wielki
Czy wypadek miał na drodze mlecznej
Czy koło wozu wielkiego
W rowie niebiańskim
Gdzieś leży
Czy zostało po lustra stronie drugiej
Niebo w świecie równoległym zdobi
Wóz wielki na niebie granatowo-szarym
Krzywy odrobinę
A ja stoję w niebo zapatrzony
Gwiazdy polarnej szukam
Bezskutecznie
Czy świeci w świecie równoległym
Czy tylko obłok niewidoczny
Swoje harce wyczynia
05.2024
Franciszek
Krzyż czarny
Pod sklepieniem granatowym
Gwiazd pełnym
W półmroku majaczy
Organy dźwiękiem swoim nastrój malują
W tej pustej, ciemnej przestrzeni
Gdzie Bóg Ojciec tak inny
Jaśnieje, z góry na nas spoziera
W stelach stuletnich zatopieni samotnie
Krzyż czarny pod sklepieniem gwiazd
Półmrok wszechobecny z muzą dostojną
I tylko Bóg Ojciec, maki, bławaty
Odrobinę światła wprowadzają
W Stelach stuletnich zatopiony
Chłonę tą aurę, tą chwilę magii pełną
Gdy po dniu radością, dumą malowanym
Dniu gdy osoba tak bliska
W Sali gotyckiej
Początki akademii pamiętającej
Sukces pieczętuje
.
Po dniu gdy Tomcio doktorem się zowie
Franciszek tak mi bliski
Nawiedzony
Aby podziękę złożyć
Najwyższego w skupieniu wysłuchać
Gdy wzrok Jego z witraża
W kierunku maków czerwonych
Spływa dostojnie
Dzień to był magii pełen
12.2024
Ukaz
Pismo urzędowe
Wpłynęło
Wyrok
Zapadł
Wierzba stuletnia
W całym majestacie
Swoim
Stoi jeszcze
Dni ostatnie
Odlicza
Świadek historii
Domu tego
Dziś numerem 27
Oznaczonym
Ludzi tu mieszkających
Od lat stu
Narodzin
Śmierci czasem
Eksodusu wielkiego
Gdy mieszkańcy
Ukazem ponagleni
Opuścić musieli
Dom swój rodzinny
Wierzbę młodą jeszcze
Wtedy
Świadek wojny wielkiej
Miasta upadku
Morza ruin
Przyjezdnych
Z ziem dalekich
Wierzba stuletnia
W całym majestacie
Swoim
Stoi jeszcze
Schronienie dawała
Ptakom niebieskim
Pszczołom
Ulgę przynosząc
Przed żarem
Z nieba płynącym
W dni letnie
Dom rówieśnik
W jej cieniu
Przysiadł
Drogę do niego
Gościom wskazywała
Majestatu pełna
Dni ostatnie
Odlicza
Pismo urzędowe
Wpłynęło
09.2025
*
Wierzba stara
Czupryny zielonej
Ramion swych wielu
Pozbawiona
Przygięty pień swój
Do nieba wznosi
Wczoraj jeszcze
Cień zielonymi warkoczami
Schronienie ptakom
Zapewniała
Czupryna długa
Z wiatrem igrała
Dziś goła
Niczym skina głowa
Przerażenie na myśl przynosi
Pień stary, krzywy
Dwoma ramionami gołymi
Niebo szarością malowane
Wskazuje
W zadumę pogrąża
Mnie siedzącego samotnie
O poranku
Wczorajszy warkot pił
Oblicze domu starego
Drzewa, które
Narodziny jego
Pamięta
Zmienił
Smutek
Melancholią przyprawiony
W serce moje
Wprowadził
Przemijanie bez powrotu
Uzmysławia
Czupryna długowłosa
Wiatrem rozwiana
Muzyką, gwarem ptaków
Pszczół brzęczeniem
Barwiona
Hipisów aurę
Z lat minionych
Miłość, wolność
Myśl otwartą
Przywoływała
Dziś głowa goła
Pień bez ramion
Samotnie stojący
Symbol czasu innego
Gdy idea jedynie słuszna
W buty ćwiekami podkute
Na bruku rytm swój wybija
W poranek jesienny
W pień goły
Niebo szare
Nisko wiszące
Patrzę
09.2025
*
Wiadomość — szok
Andrzeja dopadło
Zwierzątko ze szczypcami
Panoszy się
Szczypce swe
Ku osobom bliskim
Wyciąga
Dawno nie widziani
Przyjaciele z kraju dalekiego
Gdzie wino króluje
Ślimaki z domkami
Zamiast na liściu
Na talerzu spotkać można
Iskierki radości w oczach figlowały
Gdy wieczorna porą
Czas wspólny nam upływał
Nie będzie spotkania wyczekiwanego
Wspomnień do późna płynących
Tych dawnych, z lat młodych
I tych, dni niewiele temu rozgrywanych
Opowieści wszelkich
Spotkań kolejnych umawiania
Wiadomość powalająca
Gdy kolejna osoba bliska
Ze szczypcami w głąb wchodzącymi się zmaga
Ich twarze widzę
Andrzeju kolejny zakręt życia
Długi i kręty
Czasem tak ostry
Że pisk słychać
Hamulców rozgrzanych
Pokonywałeś nie raz jeden
07.2024
Kronika Stadka
Piłka
Kot
Kot
Kot
Piesio
Pierwszy września
Kot
Kot
Kot
Piesio
Naczelny
Brunio
Ania
Tomek
Dzień słońca pełen
Dwunasty — Piątek
W domu
Nareszcie
09.2025
Kazimierz 2024
Czy moje kroki zabrzmią jeszcze po zmroku
Na kamiennym bruku Kazimierza
Czy puste uliczki w noc wilgotną, jesienną
Echem odpowiedzą
Echem przypominającym chwile radosne
Nadziei pełne
Gdy mgiełka zwiewna z nad Wisły
Bulwary brała w posiadanie
Gdzie wystawy galerii
Kolory obrazów
Nocną czernią przytłumione
Blademu światłu latarń odpowiadają
Czy moje kroki zabrzmią jeszcze w Kazimierzu
Czy chwile pasji pełne
Nadzieją, przyszłością okraszone
Razem z mgiełką jesienną nas otulą
08.2024
Tylko mi koni żal
Czy zobaczę jeszcze
Konie na drodze co w górę prowadzi
Do stawu ciemnego
Który wedle Mnicha przysiadł
Czy ich zapach poczuję
Stukot kopyt usłyszę
Zza zakrętu kolejnego
Na drodze leśnej
Parzenice, portki szare
Kapelusze muszelkami, piórkiem strojne
Atmosferę magiczną dopełniają
Zmagając się z asfaltową wstęgą
Tak obcą tutaj
Czy tekturowe pociągi
Autka plastikowe folią obwieszone
Królować będą na czarnym asfalcie
Czy pokrzykiwanie górali szum silników zastąpi
Muzyka z głośników radosna
Czy zobaczę jeszcze
Konie na drodze co w górę prowadzi
Do stawu ciemnego
Który wedle Mnicha przysiadł
.
Czy ten świat, mój świat
Wrzawą, histerią tak głośną
Krzykiem nawiedzonych
Oceniony
Odejdzie
Czy spocznie cichutko
W pamięci mojej jedynie
I tylko koni żal
05.2024
Zakopane w deszczu
Zakopane w deszczu
Gonty ciemne kroplami smagane
Ulice powoli
Potoki przypominają
Światła aut z aureolą mokrej poświaty
Nastrój bajkowy wprowadzają
Bus o latach wielu
Szyby mokre, parą przykryte
Tyle razy mnie woził do ścieżek
Które w stronę nieba prowadzą
Bus stary, jedyny pasażer dzisiaj
Opuszczam ten świat
Gdy w dni te kolory jesieni królowały
Ścieżki, hale odcieniami żółci, brązów malowane
Las świerkowy zielenią mchów wybuchający
Drzewa w dolinie czerwienią, żółcią przysypane
Igrają z wiatrem w słońca promieniach
Dziewczęta w parku na ławkach przysiadły
Twarze do słońca wystawiają
Wędrując ścieżką górską
Paletę barw jesiennych zostawiłem na dole
Wchodząc w szarą otchłań chmur
W mgłę wszechobecną
Bez początku bez końca
Gdzie wiatr śmigły
Z drogi chce porwać
Wędrowca samotnego
.
Barwy jesieni
W szklance wyniosłej zaklęte
Żółto rubinową poświatą
Stolik zdobiły
Gdy wieczorem po dniu całym
Na wiadomość oczekiwałem
Barwy jesieni
Zakopane deszczem skąpane
Opuszczam ten świat
Starym busem
Samotnie sunąc
10.2024
Barwy jesieni
Barwy jesieni pozostawiłem na dole
Żółcie, brązy drzew
Owiec stado na kobiercu zielonym
Owiec białych, grubym runem otulonych
Barwy jesieni pozostawiłem na dole
Widok dziewczyn w parku
Wystawiających tworze do słońca
Magię lasu
Eksplodującego zielenią
Barwy jesieni pozostawiłem na dole
Hala w żółciach, brązach
Samotny wędrowiec
Ścieżką wąską podąża
Kurort w dole, w oddali
W słońcu dachy swe mieni
Barwy jesieni pozostawiłem na dole
Wędruję ścieżką górską
Wiatr zmaga się ze mną
Czy do nieba mnie uniesie
Czy w otchłań strąci
Zatopiony w chmurze bezkresnej