E-book
6.3
drukowana A5
16.39
Zanim Ucichnie Muzyka

Bezpłatny fragment - Zanim Ucichnie Muzyka


Objętość:
32 str.
ISBN:
978-83-8455-930-7
E-book
za 6.3
drukowana A5
za 16.39

Powieść została zainspirowana historią ośrodka wypoczynkowego SS-Solahütte, zbudowanego przez więźniów KL Auschwitz w pobliżu Międzybrodzia Bialskiego. Istnienie ośrodka, praca więźniów przy jego budowie i obsłudze oraz pobyty członków załogi Auschwitz należą do faktów historycznych. Anna, Michał, Zofia, Helena, Keller, Vogel i pozostali główni bohaterowie są postaciami fikcyjnymi. Ich losy, rozmowy oraz przedstawiona próba ucieczki zostały stworzone na potrzeby powieści.

Pierwszy człowiek umarł jeszcze przed świtem.

Osunął się bez jednego słowa, jakby zabrakło mu siły nawet na jęk. Przez chwilę stał oparty plecami o ścianę wagonu, potem ugięły się pod nim nogi i zniknął pomiędzy ludźmi. Nikt nie miał miejsca, żeby się odsunąć. Martwy mężczyzna pozostał na podłodze, przyciśnięty stopami żywych. Głowa spoczywała pod ławką, a jedna ręka wystawała pomiędzy cudzymi butami. Palce drżały jeszcze przez kilka chwil, chociaż równie dobrze mogły poruszać się od wstrząsów wagonu.

Anna Wysocka zasłoniła synowi widok. Michał miał siedemnaście lat, lecz w tamtej chwili pozwolił objąć się jak dziecko. Był od niej wyższy, miał szerokie ramiona odziedziczone po ojcu i ciemne włosy przyklejone potem do czoła. Od chwili aresztowania próbował zachowywać się jak dorosły. Nie skarżył się, kiedy uderzono go kolbą. Nie zapłakał, gdy kazano mu klęczeć na podwórzu i patrzeć, jak żołnierze przeszukują dom. Teraz jednak drżał, a matka czuła to całym ciałem.

W wagonie nie było czym oddychać. Przez niewielkie okienko pod dachem wpadał wąski pas zimnego powietrza, docierający tylko do stojących najbliżej ściany. Reszta ludzi oddychała potem, moczem i kwaśnym zapachem strachu. W kącie stało wiadro, do którego po kilku godzinach nie dało się już podejść. Ktoś próbował zasłonić je płaszczem. Ktoś inny zwymiotował pod nogi.

Pociąg jechał od poprzedniego dnia, być może dłużej. Anna straciła poczucie czasu, kiedy zamknięto drzwi i z zewnątrz wsunięto metalową zasuwę. Nikt nie powiedział im, dokąd jadą. Niektórzy twierdzili, że do pracy w Niemczech. Inni szeptali o obozie, z którego ludzie nie wracali. Starsza kobieta stojąca przy ścianie odmawiała modlitwę, nie poruszając ustami. Obok niej młoda matka trzymała niemowlę. Dziecko najpierw płakało, później tylko kwiliło, a od pewnego czasu nie wydawało żadnego dźwięku.

Anna nie pytała, czy żyje. Bała się odpowiedzi.

Michał pochylił się i zapytał, czy zostało trochę wody. Na dnie małej butelki były może trzy łyki. Kobieta nie piła od wielu godzin, ponieważ wiedziała, że syn wcześniej czy później poprosi. Osłoniła butelkę dłonią. Ludzie przestali się dzielić nie dlatego, że stali się źli. Pragnienie odebrało im wstyd, a strach zniszczył zasady, które obowiązywały przed zamknięciem drzwi.

Chłopak wypił jeden łyk i chciał oddać butelkę. Kazała mu wypić więcej. Zwilżył usta, po czym zakręcił naczynie i powiedział, że później wody może zabraknąć jej. Zapewniła go, że wkrótce ją znajdą.

Nie wiedziała, czy to prawda. Od chwili aresztowania kłamała niemal bez przerwy. Kłamała, że ojciec Michała został zabrany tylko na przesłuchanie. Kłamała, że żołnierze nie znaleźli ulotek ukrytych za deską w spiżarni. Kłamała, że człowiek leżący przy bramie więzienia był nieprzytomny, chociaż widziała ranę w jego potylicy. Każde z tych kłamstw miało utrzymać syna przy życiu choćby przez następną godzinę.

Pod jego lewym okiem rozlewał się siniec, a w kąciku ust pozostała zaschnięta krew. Dostał od strażnika podczas wyprowadzania z aresztu, gdy próbował podejść do matki. Zapytany o ból zaprzeczył i odwrócił twarz. Wciąż wierzył, że powinien ją chronić, choć to ona przez całe życie chroniła jego.

Gdy pociąg gwałtownie skręcił, ludzie przewrócili się na siebie. Ktoś krzyknął, że nie może oddychać. Mężczyzna przy drzwiach zaczął uderzać pięścią w deski. Wołał strażników i błagał, żeby otworzyli wagon, aż skóra na jego dłoni pękła i pozostawiła na drewnie ciemne plamy. Z zewnątrz nikt nie odpowiedział. W końcu opadł na kolana i zapłakał.

Anna zamknęła oczy. Próbowała przypomnieć sobie kuchnię w ich domu, stół z wyszczerbionym rogiem, gliniany dzbanek przy piecu i niebieską ścierkę obok okna. Jeszcze kilka dni wcześniej narzekała, że Michał zostawia na podłodze ubłocone buty. Chciała, żeby naprawił obluzowaną furtkę. Martwiła się, że kończy się mąka. Tamto życie wydawało się teraz cudzym wspomnieniem.

Pociąg zwolnił po południu. Najpierw ucichł jednostajny stukot kół, potem rozległ się przeciągły zgrzyt hamulców. Nawet ludzie od wielu godzin siedzący bez ruchu zaczęli się prostować. Za ścianą wagonu słychać było nawoływania, szczekanie psów i trzask otwieranych zasuw. Kiedy odsunięto drzwi sąsiedniego wagonu, rozległy się krzyki. Nie były to okrzyki ulgi.

Zasuwa przesunęła się z metalicznym jękiem. Do środka wpadło zimne powietrze i ostre światło. Ludzie ruszyli jednocześnie. Jedna z kobiet potknęła się na krawędzi i upadła na kamienie. Strażnik kopnął ją w bok, a kiedy nie zareagowała, odciągnięto ją za ramiona.

Anna objęła Michała w pasie i powiedziała, żeby za żadną cenę nie puszczał jej ręki.

Zeskoczyli z wagonu.

Dopiero wtedy zobaczyła ogrodzenie, wieże, reflektory i długi rząd ludzi ustawianych wzdłuż torów. W powietrzu unosił się ciężki, słodkawy zapach, niepodobny do dymu z domowego komina ani ogniska. Był tłusty i przyklejał się do gardła.

Na końcu rampy stali umundurowani mężczyźni. Niektórzy wyglądali na znudzonych. Jeden palił papierosa, drugi poprawiał rękawiczki. Psy rzucały się na smyczach. Dziecko wołało ojca, a kobieta krzyczała, że zgubiła córkę. Strażnik uderzył ją w twarz i wepchnął do grupy po lewej stronie.

Anna trzymała syna tak mocno, że przestała czuć palce. Przed nimi rozdzielano ludzi. Starsi oraz matki z małymi dziećmi szli w jedną stronę, młodsi w drugą. Nikt niczego nie tłumaczył. Każda próba zadania pytania kończyła się krzykiem albo uderzeniem.

Kiedy przyszła ich kolej, mężczyzna w mundurze zapytał Michała o wiek. Chłopak odpowiedział, że ma osiemnaście lat. Skończył siedemnaście niespełna dwa miesiące wcześniej. Matka zrozumiała jednak, dlaczego skłamał. Chciał wyglądać na silnego i przydatnego, takiego, którego warto pozostawić przy życiu.

Mężczyzna wskazał mu prawą stronę, jej lewą.

Przez chwilę żadne się nie poruszyło. Anna powiedziała, że to jej syn i muszą zostać razem. Strażnik nie spojrzał na nią. Chwycił Michała za ramię i odepchnął w stronę mężczyzn. Matka nie puściła jego dłoni. Przez sekundę ciągnęli ją obaj, każdy w inną stronę.

Kolba uderzyła ją pod żebra. Upadła na kolana, lecz nadal trzymała syna za palce. Drugie uderzenie trafiło w ramię. Dłoń chłopaka wysunęła się z jej ręki.

Michał próbował wrócić. Dwóch więźniów zatrzymało go, zanim dopadł do strażnika. Jeden objął go od tyłu i powiedział coś do ucha. Anna nie usłyszała słów, ale zobaczyła, że syn przestaje się szarpać.

Ktoś podniósł ją z ziemi i wepchnął do szeregu kobiet. Odwróciła głowę. Michał stał kilkanaście metrów dalej. W tłumie brudnych, ogolonych i przerażonych ludzi wyglądał nagle bardzo młodo. Chciała go zawołać, lecz zabrakło jej głosu.

Uniósł rękę.

Potem szeregi ruszyły w przeciwnych kierunkach.

Tamtej nocy Anna usłyszała od jednej z więźniarek, co oznacza dym unoszący się nad obozem. Dowiedziała się także, że ludzie rozdzieleni na rampie prawie nigdy się nie odnajdują. Nie uwierzyła. Nie mogła.

Przez kolejne miesiące szukała Michała w każdej grupie więźniów, w każdej twarzy, która mignęła za drutami, wśród ludzi prowadzonych do pracy i tych, którzy z niej nie wracali. Pytała po cichu, ryzykując karę. Oddawała chleb za informacje. Zapamiętywała numery transportów.

Nikt go nie widział.

Z czasem zaczęła rozumieć, że nadzieja również może być rodzajem tortury.

Cztery miesiące przed przyjazdem Michała Annę wywołano z szeregu podczas porannego apelu. Esesman odczytał kilka numerów i kazał wskazanym kobietom stanąć osobno. Żadna nie wiedziała, dokąd zostaną wysłane. W Auschwitz zmiana komanda mogła oznaczać lżejszą pracę, ale równie dobrze selekcję, karę albo śmierć.

Wybrano siedem więźniarek, które przed wojną pracowały w kuchniach, hotelach lub gospodarstwach. Anna prowadziła dom i przez kilka lat pomagała w piekarni siostry, dlatego znalazła się na liście. Kazano im umyć twarze, zmienić ubrania i wejść na ciężarówkę.

Jechali na południe. Z każdym kilometrem powietrze stawało się chłodniejsze. Za burtą pojawiły się wzgórza, lasy i woda połyskująca pomiędzy drzewami. Po miesiącach spędzonych wśród drutów widok jeziora wydawał się nierealny. Jedna z kobiet zaczęła płakać. Strażnik uznał, że cieszy się z wyjazdu, i uderzył ją w twarz.

Ośrodek stał na zboczu nad doliną. Główna część budynku była drewniana, wsparta na kamiennej podmurówce. Przed wejściem ciągnął się taras, z którego widać było góry, wodę i tamę. Nieopodal znajdowały się szopa, magazyn, studnia oraz schron wbudowany w stok.

Pierwszego dnia Zofia oprowadziła nowe kobiety po kuchni i pralni. Pracowała tam od kilku miesięcy. Wyjaśniła, że nie należy mylić braku drutów z wolnością. W lesie znajdowały się posterunki, przy drodze sprawdzano przepustki, a każdy mieszkaniec zauważony przy więźniach mógł zostać przesłuchany. Ucieczka jednej osoby oznaczała karę dla wszystkich.

Więźniarki spały w małym pomieszczeniu na tyłach pralni. Miały drewniane prycze, dwa koce i wiadro z wodą. Warunki były lepsze niż w zatłoczonym baraku Auschwitz, lecz zależały od humoru ludzi wypoczywających po drugiej stronie ściany. Jeśli zabawa trwała do rana, kobiety pracowały do ostatniego gościa. W dzień prały pościel, czyściły podłogi, nosiły opał i przygotowywały kolejne przyjęcie.

Anna szybko poznała rytm ośrodka. W tygodniu przyjeżdżali ludzie z batalionu wartowniczego. W weekendy pojawiali się oficerowie sztabu, często z żonami, dziećmi i kobietami z pomocniczej służby SS. Autobusy ruszały z okolic Auschwitz rano, lecz zabawa zaczynała się jeszcze podczas jazdy. Goście wysiadali z butelkami w rękach i żądali jedzenia, zanim zdjęli płaszcze.

Latem siedzieli na tarasie, zbierali jagody, spacerowali wzdłuż jeziora i urządzali polowania. Dzieci biegały pomiędzy drzewami, a kobiety odpoczywały na leżakach. Wieczorem w dużej sali grał akordeon. Tańczono, śpiewano i wznoszono toasty za ludzi, którzy rano wracali do służby w obozie.

Obsługa pracowała w ciszy. Więźniarki nie mogły usiąść, spróbować jedzenia ani odpowiadać na pytania, których im nie zadano. Niedojedzone mięso, pieczywo i owoce wyrzucano do beczki pilnowanej przez strażnika. Zdarzało się, że kobieta stojąca od kilku godzin bez posiłku musiała zeskrobywać z talerza całe kawałki ciasta.

Zofia nauczyła Annę, jak ukryć kromkę pod podszewką fartucha i jak przełknąć kawałek ziemniaka bez poruszania ustami. Ostrzegła jednak, że jedzenie jest najczęstszą przyczyną kary. Głodny człowiek wcześniej czy później patrzył na stół zbyt długo.

Przy cięższych naprawach dowożono niewielkie grupy więźniów fachowców. Elektrycy poprawiali przewody, stolarze naprawiali taras, a ślusarze montowali klamki i poręcze wykonane w obozowej kuźni. Starsi mężczyźni opowiadali szeptem, że podczas budowy wszystko wnosili na plecach po stromym zboczu. Obrabiali kamień, wydobywali żwir, ścinali drzewa i tworzyli drogę. Pracowali w deszczu, błocie i zimnie, podczas gdy przyszli goście pytali, kiedy będą mogli odpoczywać nad wodą.

Jeden z więźniów pokazał Annie blizny na ramionach pozostawione przez pasy używane do przenoszenia ciężaru. Powiedział, że najgorsza nie była sama praca. Najgorszy był widok gotowej sali, na której ludzie odpowiedzialni za obóz śmiali się przy stołach zrobionych rękami tych, którzy nie przeżyli budowy.

Mieszkańcy próbowali pomagać. Chleb pojawiał się w stogu siana przy drodze, czasem wpadał na pakę ciężarówki przejeżdżającej przez wieś. Helena Dudek, miejscowa kobieta pracująca w kuchni, przynosiła w koszu więcej ziemniaków, niż wpisywała na liście. Nie mówiła, dla kogo są. Anna również nie pytała. W ośrodku zaufanie budowało się poprzez rzeczy, o których ludzie potrafili milczeć.

Pewnego popołudnia młody więzień podniósł kromkę znalezioną obok samochodu. Strażnik zobaczył go, zanim zdążył schować chleb. Zmusił całą grupę do stania pod ścianą z rękami uniesionymi nad głowami. Chłopaka bito przy pozostałych, a kromkę wdeptano w błoto. Anna obserwowała scenę przez kuchenne okno. Zofia odciągnęła ją od szyby i powiedziała, że w tym miejscu nawet współczucie trzeba ukrywać.

Kobiety były narażone na inne niebezpieczeństwo. Oficjalnie członkom SS nie wolno było utrzymywać intymnych kontaktów z więźniarkami. W praktyce zakaz chronił mundur i przepisy, nie osadzone. Pijany gość mógł wezwać pokojówkę na piętro, zamknąć drzwi i później twierdzić, że sprzątała. Jeśli kobieta się broniła, oskarżano ją o nieposłuszeństwo. Jeśli milczała, nikt nie pytał o ślady na jej ciele.

Zofia nigdy nie opowiedziała, co wydarzyło się w jednym z pokoi. Następnego ranka miała rozciętą wargę i przez kilka dni nie mogła swobodnie poruszać ramieniem. Anna pomagała jej prać pościel, nie zadając pytań. Od tamtej chwili żadna nie zostawiała drugiej samej, jeśli mogły tego uniknąć.

Najgorsze były jednak chwile, gdy goście przyjeżdżali z rodzinami. Anna patrzyła na ojców poprawiających dzieciom szaliki, matki dzielące między nie owoce i mężczyzn cierpliwie uczących synów trzymać wędkę. Ci sami ludzie kilka godzin później wracali do Auschwitz. Ich czułość nie wynikała z niewiedzy. Potrafili widzieć człowieka w swoim dziecku i nie dostrzegać go w dziecku stojącym po drugiej stronie drutów.

Każde przywożone komando budziło w Annie nadzieję. Stawała przy oknie, udając, że myje naczynia, i szukała znajomej sylwetki. Z czasem przestała wierzyć, że zobaczy Michała, ale nie potrafiła przestać patrzeć.

W tym samym czasie Michał próbował przeżyć po drugiej stronie drutów. Po rozdzieleniu na rampie trafił do grupy młodych mężczyzn uznanych za zdolnych do pracy. Odebrano mu ubranie, ogolono włosy i nadano numer. Przez pierwsze dni budził się przekonany, że matka leży obok w domu. Potem widział deski pryczy, cudze stopy i twarze ludzi, którzy przestali pytać, jaki jest dzień.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.3
drukowana A5
za 16.39