E-book
9.92
drukowana A5
61.83
Ups! Bywa — opowiadania zebrane

Bezpłatny fragment - Ups! Bywa — opowiadania zebrane


Objętość:
489 str.
ISBN:
978-83-8126-692-5
E-book
za 9.92
drukowana A5
za 61.83

Witaj, mój drogi czytelniku!

Chciałabym Ci serdecznie podziękować za zainteresowanie moimi opowiadaniami. To mój pierwszy zbiór, więc podejrzewam, że będzie najbardziej różnorodny i… żenujący. Znajdziesz tu historyjki pisane od początku mojej zabawy słowem. Te powstałe w szkolnej ławce, jak również te, które tworzyłam już w czasie studiów na nudnych wykładach. Na pewno rozpoznasz po stylu i tematyce, które jest które.

Może chcesz dowiedzieć się jeszcze czegoś na mój temat? Jeśli interesuje Cię moja przygoda z pisaniem, to spieszę poinformować, że zaczęłam już w gimnazjum. Wbrew pozorom, nie byłam molem książkowym. Nie trafiałam na dobre pozycje i szybko się zraziłam. Uznałam, że wszystko jest tak bardzo przewidywalne, że aż mdłe. Wpadłam więc na genialny pomysł – sama napiszę coś niezwykłego, zaskakującego, interesującego i tak bardzo nieprzewidywalnego, że do ostatniej strony będzie trzymało w napięciu. Plan wszedł w życie bardzo szybko i wkrótce mogłam się pochwalić swoją pierwszą opowieścią! Taką wspaniałą, tylko moją!

Historia powalała. Opowiadała o aniołku, który zszedł na ziemię. Z racji swojej aniołkowatości był oczywiście bardzo piękny. I był kobietą. Pani aniołkowa chodziła więc po polanie i narzekała, jaka jej egzystencja jest nudna, strasznie męcząca i w ogóle to ona chciałaby być człowiekiem. Marzyła jej się wielka miłość – a jakże! Przecież każda istota myśli tylko o tym. Nie, żeby było to jakieś zaskoczenie dla czytelnika. Oczywiście na polanie pojawia się wspaniały mężczyzna i aniołek natychmiast się w nim zakochuje, a potem żyją długo i szczęśliwie. Wiem, zawsze byłam mistrzem zaskakiwania!

Od tej pierwszej opowieści wszystko się zaczęło. Choć teraz jestem już większą dziewczynką, która przeczytała i napisała więcej opowieści, to ten motyw miłości wciąż się do mnie klei. Nie jest on już tak banalny jak w początkowych próbach, nie skupia się tylko na banalnym zakochaniu od pierwszego wejrzenia, aczkolwiek wciąż jest. Jestem przecież romantyczką! Nie mogłabym się obejść bez wplatania relacji damsko–męskich we wszystko, co piszę.

W tym zbiorze opowiadań zdecydowaną większość zajmują więc historie tego typu. Jedne bardzo delikatne, inne nadające się jedynie dla starszego czytelnika. Starałam się jednak wplatać jak najwięcej różnorodnych wątków, aby przy okazji zbytnio nie zanudzać. Moje opowieści zawsze cieszyły się popularnością głównie dzięki lekkości pióra i wplataniu dużej dawki humoru. Mam nadzieję, że nie zawiodę, a następny zbiór opowiadań będzie dotyczył już nie tylko miłości.

Miłego czytania!

P.S.

Oczywiście byłoby mi szalenie miło, gdybym doczekała się opinii po przeczytaniu. Równie chętnie odpowiem na każde pytanie. Możesz śmiało pisać do mnie o każdej porze dnia i nocy pod adres: SirBAngel@gmail.com

So excited . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 4
Ujrzysz światło . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 12
Samobójstwo . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 18
Lubię cię taką bezbronną . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 24
Aparat . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  27
Angel . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 30
Szpital dla skończonych debili . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 35
Zakochane oczy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 48
Czego pragnę najbardziej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  50
Home alone . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 53
Paryska sztuka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 58
Zaspokoić pragnienia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  62
Miłość w spadku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  67
Sztylet w sercu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  89

Ludzie bardzo chętnie poddają się emocjom. Słuchają ich dużo częściej niż rozumu. Logika przegrywa w starciu ze wzburzoną krwią i adrenaliną, która wpływa na organizm w czasie przeżywania ekscytacji. Pojawia się rozbudzenie, chęć do działania i więcej siły. Nagle człowiek może odkryć, że jest w stanie zrobić coś, co zwykle przerasta jego możliwości.

Artur uwielbiał przeżywać. Dla niego emocje były sensem życia. Kiedy zobaczył na imprezie przyjaciela piękną dziewczynę, od razu wiedział, że musi ją zdobyć. Przyglądał się przez chwilę, zanim zaatakował. Był doświadczonym łowcą. Tak jak pantera obserwuje swój przyszły posiłek, tak i on najpierw chciał poznać zwyczaje swojej zdobyczy. Sącząc piwo, spoglądał na wdzięczne ruchy rudowłosej piękności w zielonej sukience, która kończyła się jeszcze przed linią kolan, odsłaniając smukłe nogi. Dziewczyna tańczyła z jakimś przypadkowym facetem. Dla Artura to nie była konkurencja. W końcu niewielu mogło się równać z prawnikiem odnoszącym sukcesy na polu zawodowym i prywatnym. Jeszcze mniejsza ilość mężczyzn mogła konkurować z nim pod względem samej fizyczności. Był wysokim brunetem o oliwkowej karnacji, a rysy jego twarzy kryły wspomnienie o włoskich korzeniach, przez co był rozchwytywany już za młodu. Poza atrakcyjnym ciałem miał również intrygującą osobowość i charyzmę, którą zdobywał nawet najtrudniejsze sztuki.

Ruda podziękowała tancerzowi. Biedak nieudolnie próbował ją namówić na kolejny taniec, ale nie miał na to szans. Odsunęła się od niego i ruszyła w stronę koleżanek. Nie stała przy nich długo, bo już po chwili kolejny amant usiłował ją usidlić. Dziewczyna przewróciła oczami i wyszła znowu na parkiet. W tym czasie Artur wykonał pierwszy ruch. Zajął strategiczne miejsce, tuż obok jej towarzyszek i zagadnął jedną z nich. Chodziło o jakąś drobnostkę. Postawił piwo na ich stoliku i zapytał, czy mogłyby go przez chwilę popilnować, po czym odszedł niewzruszony w kierunku toalety. Poczekał na moment, kiedy ruda znów uciekała z parkietu i tak wyliczył odległość, żeby znaleźć się tuż obok niej na ostatnich metrach. Do stolika podeszli jednocześnie. Dziewczyna zwróciła na to uwagę i spojrzała na niego pytająco. Odpowiedział jej uprzejmym uśmiechem.

– Dzięki, dziewczyny – zwrócił się do pozostałych, niejako ignorując rudą.

– O, macie nowego kolegę – zauważyła zielonooka piękność. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś nie zwraca na nią uwagi. Zmierzyła Artura wzrokiem, który jednoznacznie mówił, że wpadł dziewczynie w oko. Uśmiechnęła się do siebie i postanowiła poznać go bliżej.

– Z fajnymi dziewczynami łatwo nawiązać kontakt, prawda dziewczyny? – odezwał się, stając pomiędzy dwoma jej koleżankami. Obie były z tego bardzo zadowolone i chętnie go objęły.

– Właśnie. Każdy fajny facet chce się z nami bawić – dodała jedna z nich.

– Fajni faceci są dzisiaj na wagę złota – potwierdziła ruda.

– Podobnie jak piękne kobiety. Ty masz dzisiaj urwanie głowy z adoratorami. – Zamiast bawić się w podchody, Artur od razu spojrzał swojej wybrance prosto w oczy i przeszedł do ataku. – Gdybym był twoim facetem, czułbym się zazdrosny.

– Na szczęście nie mam faceta.

– Boże! – wykrzyknął Artur i udając przerażenie, szybko wyrwał się z objęcia bezosobowych koleżanek. Doskoczył do rudej i zatkał jej usta. Przysunął twarz do jej ucha. – Nie mów tego na głos, bo wszyscy usłyszą i naprawdę nie będziesz miała dzisiaj spokoju – wyszeptał.

– Nie ubierałam takiej sukienki, żeby mieć spokój – powiedziała zaczepnie i puściła mu oczko. Artur uznał to za zielone światło do działania. Chwycił ją w pasie i przyciągnął mocniej do siebie.

– Ech, ty! Niegrzeczna z ciebie dziewczynka. Chyba będę musiał cię stąd czym prędzej zabrać, żeby nie poderwał cię jakiś frajer. To by było karygodne. Chodź na parkiet. Od teraz jesteś tu ze mną – zarządził. Jego męski ton i stanowczość spodobały się dziewczynie. Jej koleżanki również były w niego wpatrzone jak w obrazek.

– Z tobą, czyli z kim? Nawet nie znam twojego imienia.

– Artur, ale jeśli chcesz, możesz mnie nazywać władcą twoich pragnień i emocji – powiedział. Każde jego słowo miało charakter flirtu, a że robił to profesjonalnie, dziewczyna się roześmiała. Wiedział, że rozbawienie ofiary to połowa sukcesu. Dziewczyna już wpadła w jego sidła. Nie wyrażała sprzeciwu nawet, kiedy zaciągnął ją w róg parkietu, z dala od oczu jej koleżanek.

– Ja jestem Sabrina.

– Był kiedyś serial o takiej czarownicy – powiedział i zakręcił nią na parkiecie. – Ty też znasz się na czarach?

– Przekonamy się. – Wykonała kilka tanecznych ruchów, w których ocierała się o jego ciało. Unosiła się i opadała, żeby na końcu spojrzeć mu w oczy. – Czy czujesz się oczarowany? – zapytała.

– W pełni, mała czarownico. – Artur nie potrzebował więcej. Chwycił jej twarz i wpił się w brzoskwiniowe usta, które kusiły go swą miękkością. Zakosztował ich przez chwilę, po czym odsunął się i znów obrócił dziewczyną, wracając do przerwanego tańca. Pozostawił w niej przez to nieopisany niedosyt, którego nie potrafiła się pozbyć. Nie musiał robić nic więcej, bo dziewczyna sama tworzyła okazje do przypadkowego dotyku. Kiedy znaleźli się przy kolumnie, oparła się o nią i wyzywająco spojrzała na mężczyznę. Przysunął się do niej i zaczął coraz mocniej napierać na jej ciało. Podniecenie powoli zaczynało rozsadzać mu spodnie, a myśli skupiał już tylko na znalezieniu lokalizacji sprzyjającej intymności.

– Napijmy się – zaproponował, kiedy dostrzegł kątem oka, że koleżanki jego wybranki zaczynają się niecierpliwie rozglądać. Złapał Sabrinę za rękę i pociągnął ją do barku.

– Czym się zajmujesz? – zapytała.

– Robię drinki – powiedział z łobuzerskim uśmiechem. Zmieszał ze sobą kilka alkoholi i podał dziewczynie jeden z kieliszków.

– Chodziło mi o twój zawód.

– Jestem kuglarzem. Występuję co sobotę na rynku – powiedział z wielką powagą w głosie. Sabrina się roześmiała i szturchnęła go w bok. Mężczyzna zaczął ją za to łaskotać, co w końcu przerodziło się we wsuwanie rąk pod jej sukienkę i kolejne pocałunki.

Wypili jeszcze po dwa kieliszki, po czym wrócili do jej koleżanek. Dziewczyny zaczęły rozmawiać na swoje tematy, do których Artur tylko czasem się włączał. Wziął swoją wybrankę na kolana i skupiał się na tym, żeby towarzystwo nie zauważyło, jak wkłada jej dłoń pod sukienkę i zaczyna delikatnie drażnić wzgórek łonowy.

– To takie ekscytujące. – Odwracała się do niego i szeptała mu do ucha. – Jestem taka podekscytowana. Jeszcze nigdy nie robiłam czegoś takiego.

– To jeszcze nic. Poczekaj na to, co zrobię ci później, mała czarownico – zachęcał ją. – Chcę cię przycisnąć i zadowolić. A potem jeszcze raz i jeszcze.

– Zaraz stracę kontrolę nad sobą. Mmm… podoba mi się to!

Pół godziny później oboje byli już tak nakręceni, że ucieczka od towarzystwa stanowiła tylko formalność. Wymknęli się na tyły domu właściciela i znaleźli wejście na strych. Upojeni namiętnością, nie potrzebowali wiele. Sabrina znalazła włącznik światła, a Artur wyciągnął kilka zimowych futer ze starej szafy. Położył na nich dziewczynę i od razu się na nią rzucił. Ich pocałunki przepełnione były namiętnością i niecierpliwością. Oczekiwanie sprawiło, że nie wiedzieli, co zrobić z rękami. Błądzili nimi na oślep, bo nie potrafili zdecydować, którego fragmentu ciała partnera chcą dotykać.

– Jesteś taka piękna – szeptał jej do ucha, a dziewczyna mruczała z zadowolenia. Podniecenie zdawało się zamienić jej gardło w pustynię. Chłonęła jego pocałunki z jeszcze większym zaangażowaniem, ale szybko poczuła, że to przestało jej wystarczać. Potrzebowała silniejszych doznań.

– Chcę cię. Dzisiaj i jutro, i…

– Nie myślmy o jutrze – przerwał jej, na co dziewczyna zareagowała figlarnym uśmiechem. Jej palce powędrowały do rozporka i rozpięły go. Klamra paska z brzdękiem upadła na podłogę. Sabrina pomyślała, że mogłaby przejąć kontrolę, ale mężczyzna jej na to nie pozwolił. Chwycił ją za włosy i kontrolował każdy jej ruch, kiedy zapragnęła go zaspokajać. Chwilę później rozsunął jej uda i zatopił się w gorącej od podniecenia kobiecie. Mocno wsuwał się w jej wnętrze, a ona wypychała biodra na spotkanie z nim. Wpadli w szał, całkowicie pozbawiając się kontroli. Czuli się, jakby potężna fala zmiotła ich z powierzchni ziemi i pozostawiła po sobie tylko błogość. Kiedy przeżyli szczyt, opadli obok siebie. Drżąc z rozkoszy, powoli zaczęli odpływać.

* * *

Dziewczyna leżała skulona w ramionach Artura, kiedy mężczyzna się obudził. Przez chwilę przyglądał się jej twarzy i nagiemu ciału. Na wspomnienie ubiegłej nocy miał ochotę wziąć ją ponownie przez sen. Powstrzymał się tylko dlatego, że nie lubił pożegnań o poranku. Wolał ulotnić się dyskretnie i pozostać w pamięci dziewczyny wspaniałym kochankiem, a nie mężczyzną, który następnego dnia będzie udawał, że wszystko jest pięknie, odprowadzi ją do domu, a na koniec zapewni, że jeszcze się spotkają. On wiedział, że to była tylko jednonocna przygoda. Nie chciał robić jej nadziei, a jednocześnie nienawidził oglądać smutnych kobiet. Dla niego piękno zawsze powinno pozostać powiązane z uśmiechem. Myśl, że to on był powodem smutku, przyprawiała go o ból głowy. Wolał więc uciec i łudzić się, że Sabrina potraktuje ostatnią noc w ten sam sposób. Wmówił sobie, że po przebudzeniu czułaby się niezręcznie, więc zrobił jej przysługę swoim zniknięciem.

Artur wrócił do mieszkania i wszedł pod prysznic. Ciepło wody zmyło z niego doznania poprzedniej nocy i wszelkie poczucie winy. Było niewiele po dziesiątej, kiedy zagotował wodę na herbatę i zrobił śniadanie. Do tego czasu zdążył całkowicie zapomnieć o zielonookiej bogince, która oddała mu się na imprezie.

Kiedy dwa dni później ktoś zapukał do jego drzwi, bez zastanowienia otworzył. Nie skojarzył kobiety, która uśmiechała się do niego radośnie. Był właśnie w trakcie czytania dokumentów dotyczących jego kolejnej sprawy. Wszyscy jego znajomi wiedzieli, że denerwują go niezapowiedziane wizyty, podejrzewał więc, że u jego progu stoi jakaś akwizytorka, która będzie próbowała mu wcisnąć nową pościel, albo odkurzacz. Zmierzył ją wzrokiem, lecz nie dostrzegł akcesoriów związanych z domniemanym zawodem. Czekał więc cierpliwie na rozwój sytuacji.

– Witaj – powiedziało melodyjnie rudowłose dziewczę.

– W czym mogę pomóc?

– Ja… pamiętasz mnie? – zawahała się. – Poznaliśmy się na imprezie. Jestem Sabrina.

– Ach, tak, mała czarownica. – W jego głowie pojawiło się mgliste wspomnienie jednego z szalonych wieczorów. Usiłował sobie przypomnieć, kiedy podał dziewczynie swój adres. Nie sądził, że był aż tak pijany. Wypił może dwa piwa, a dla mężczyzny jego postury to tyle co nic. Ta kwestia ciekawiła go najbardziej.

– Przeżyliśmy razem magiczne chwile. – Posłała mu jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. Policzki nieznacznie jej poczerwieniały na samo wspomnienie strychowych harców. Miała ochotę na więcej, a kiedy się obudziła, nie znalazła swojego kochanka.

– Tak, z pewnością. Skąd masz mój adres?

– Och, to nie było takie proste, ale znalazłam cię. – Uśmiechnęła się i przesunęła się w jego kierunku. Zarzuciła mu ręce na szyję i przycisnęła usta do jego zaciśniętych ust. Artur był zdezorientowany. Kobieta sama weszła do jego mieszkania, nie czekając nawet na zaproszenie. – Nie miałam numeru ani adresu, nie zostawiłeś mi nawet swojego nazwiska, żebym mogła cię gdziekolwiek znaleźć. To wyglądało jakbyś nie chciał zostać odnaleziony, ale potem pomyślałam, że to by było zbyt proste. Rzuciłeś mi wyzwanie, żeby sprawdzić, czy mi zależy. Uznałam to za ekscytujące i oto jestem!

– Świetnie – podsumował, przyglądając się jej kobiecym kształtom. Niespodziewana wizyta była mu odrobinę nie w smak, ale Sabrina go zaintrygowała. Był ciekawy, jakim cudem samo imię wystarczyło jej do odnalezienia właściwego adresu. – Zdradź mi więc, moja czarownico, jakiego zaklęcia użyłaś, żeby mnie znaleźć.

– Najpierw usiłowałam sobie przypomnieć, z kim byłeś. Było ciężko, bo zobaczyłam cię przy moich koleżankach i od tej pory nie wspominałeś o żadnym innym towarzystwie. Wypytałam więc dziewczyn, czy nie wspominałeś im o kimś. Nie pomogły, więc poszłam do właściciela. Od razu cię skojarzył, bo poderwałeś mnie, kiedy on miał zamiar to zrobić. Wyciągnęłam go na drinka, żeby zdradził, że widział cię z dwoma innymi facetami. Mateusza znał, więc mógł mi podać jego adres. Kiedy się u niego pojawiłam, otworzyła mi żona. Mateusza nie było w domu, ale ona poznała cię po moim opisie i wskazała mi twój adres.

Arturowi zabrakło słów. Nie mógł uwierzyć, że kobieta zadała sobie tyle trudu, aby jeszcze raz go zobaczyć. Nie wiedział, czy powinien się tym cieszyć, czy zacząć się bać nieobliczalnego rudzielca. Postanowił poczekać na rozwój sytuacji. Przyglądał się jej ponętnym kształtom i przypomniał sobie, dlaczego wyłowił ją z tłumu.

– Napijesz się herbaty, droga Sabrino?

– Chętnie. – Uśmiechnęła się przyjaźnie. Jej szafirowe oczy niemal świeciły pozytywnym blaskiem. Podążyła za mężczyzną, cały czas utrzymując odległość dwóch kroków, niczym wierny pies. Przypatrywała się każdemu mijanemu pomieszczeniu. Była zachwycona czarnymi panelami w przedpokoju. Pokrywały całą ścianę, a przy drzwiach i lustrze zdobiły je wypukłe złocone wzory. Cały dom wydał jej się urządzony z klasą i pomyślała, że właściciel musi być osobą bardzo majętną, przy czym potrafi zachwycić swoim wyrafinowanym gustem. – Masz bardzo ładny dom. I duży – powiedziała.

– Dziękuję.

– Mieszkasz sam? – zapytała, kiedy dotarli do kuchni. Błagała niebiosa, by nie wspomniał o żonie, narzeczone, albo dziewczynie.

– Lubię mieć dla siebie dużo przestrzeni. W życiu trzeba mieć miejsce na rozwinięcie skrzydeł – odpowiedział. Nalał sobie chłodnej herbaty i uniósł kubek w jej stronę. – Ja piję zimną. Orzeźwia.

– Ja też wolę zimną. – Dziewczyna podeszła do Artura, a mężczyzna spojrzał na jej twarz i od razu wiedział, że nie o herbatę chodzi w tym spotkaniu. Odstawił kubek i przez dwie sekundy zastanawiał się, czy zrobił dobrze, wpuszczając ją do mieszkania. Doskonale wiedział, jak to się skończy. Przyciągnął Sabrinę do siebie i obrócił tak, że to ona znalazła się przy stole. Ich twarze znalazły się w odległości kilku milimetrów.

– A może jednak coś cieplejszego, mała czarownico? – zapytał swoim uwodzicielskim tonem. Dziewczyna rozpływała się w jego dłoniach i samym spojrzeniem błagała o więcej. Artur zawsze uważał się za człowieka bardzo szczodrego i dobrodusznego. Nie mógłby odmówić kobiecie w potrzebie. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy pomoc oznaczała przyjemność również dla niego.

Nie minęło więcej niż trzy minuty, kiedy rudowłosa piękność siedziała nago na jego stole, a kiedy zapragnął poczuć na sobie całe jej ciało, uniósł ją za pośladki i przeniósł do łóżka. Sytuacja stała się dla niego problematyczna dopiero, kiedy zaspokoił potrzeby chuci i miał ochotę wrócić do pracy. Przeprosił kobietę, wytłumaczył jej, że terminy go gonią, a ona wpadła tak niespodziewanie, że nie mógł się przygotować. Poprosił o wybaczenie, po czym podał jej ubranie i wskazał drzwi. Sam nawet nie czekał na jej wyjście. Udał się do gabinetu, aby ponownie zasiąść nad rozpoczętą sprawą.

Sabrina została sama w wielkim łóżku. Nie stanowiło to dla niej problemu. Przez chwilę cieszyła się do siebie. Z radości rzucała się po posłaniu, a później wstała, ubrała się i przespacerowała cichutko po mieszkaniu. Kiedy odnalazła gabinet, tylko uchyliła lekko drzwi. Przyglądała się Arturowi pracującemu w małym pomieszczeniu z wielkimi oknami, które zaczynały się przy podłodze, a kończyły pod sufitem. Mimo że pokój był niewielki, sprawiał wrażenie przestronnego. Pomyślała, że to jedno z miejsc, w których jej kochanek rozwija skrzydła. Nie chciała przeszkadzać, więc cichutko zamknęła, ubrała buty i ruszyła do wyjścia. Po drodze chwyciła jedną z wizytówek młodego prawnika.

* * *

Artur potraktował niezapowiedzianą wizytę, jako prezent niespodziankę od losu. Właśnie wtedy, kiedy zaczynał się denerwować rozprawą, los zesłał mu niewiastę, dzięki której mógł rozładować napięcie i dwa dni później wygrać sprawę. Kolejna niezapowiedziana wizyta również nie obudziła jego niepokoju. Przez miesiąc wizyty Sabriny i wiadomości od niej stanowiły dla Artura rozrywkę. Z czasem jednak kobieta chciała, żeby poświęcano jej więcej czasu, a to nie było na rękę mężczyźnie, który nawet nie zabiegał o kontakt. Wystarczyła jedna niepochlebna opinia i wyraz żalu w jej głosie, a bez zawahania postanowił zakończyć znajomość. Pewnego dnia po prostu przestał się odzywać. Nie odbierał i nie odpisywał, a kiedy kobieta pojawiała się pod jego drzwiami, nie otwierał. Po tygodniu prób w końcu odpuściła, a on szybko zapomniał o epizodzie z małą czarownicą.

* * *

Z okazji wygranego procesu, grono przyjaciół z izby adwokackiej wyprawiło przyjęcie na cześć młodego, zdolnego Artura. Przepowiadano mu wielką karierę. Wielcy sędziowie widzieli w nim przykład dla wszystkich adwokatów, jakich mieli wątpliwą przyjemność spotkać na swojej drodze. Artur z grzeczności stukał w kieliszki wszystkich gości i przyjmował gratulacje. Zdziwił się dopiero, kiedy przed jego oczami stanęła rudowłosa niewiasta. Wyglądała bardzo elegancko w swojej złotej sukni, ale jej szafirowe oczy pozostały niezmienne. Podobnie jak usta, które wygięła w uśmiechu.

– Gratuluję sukcesu, drogi Arturze – powiedziała. Stuknęła kieliszkiem w jego kieliszek, kiedy mężczyzna znieruchomiał. Sabrina była ostatnią osobą, której spodziewał się na zamkniętej imprezie. Tylko jego najbliżsi przyjaciele mieli możliwość wejścia. Jej – kobiety, której nazwiska nie znał nawet po miesiącu znajomości – na pewno nie było na liście gości.

– Dziękuję. – Starał się nie okazywać zdziwienia. Uśmiechnął się równie serdecznie, jak to robił dotychczas. Potrafił udawać sympatię do przełożonych, więc równie dobrze mógł sprawić, żeby kobieta odeszła bez urazy, nawet po jego wcześniejszym karygodnym zachowaniu. – Mam nadzieję, że nie jesteś już zła za to, że przestałem się odzywać.

– Nic się nie stało. Każdy czasem potrzebuje przestrzeni, żeby rozwinąć skrzydła. Ja to rozumiem. – Artur przyjrzał jej się dokładniej. Jej wypowiedź nie brzmiała jak sarkazm. Nie wyglądała też na przepełnioną złością i żalem. Dziewczyna była ucieszona. Nic z tego nie rozumiał.

– Cieszy mnie to – przytaknął. Nie wiedział, o czym miałby z nią rozmawiać. Zapadła między nimi cisza, ale ona nie miała zamiaru odejść.

– To takie ekscytujące, że się tu spotkaliśmy.

– Słuchaj, jestem dzisiaj rozchwytywany, każdy czegoś ode mnie chce. Baw się dobrze, a ja zajmę się resztą gości. Rozumiesz, jestem dzisiaj gospodarzem – powiedział w końcu i czym prędzej odszedł w kierunku pierwszej twarzy, którą znał. Tego wieczoru był bardzo zajęty udawaniem, że jest zajęty. Sabrina cały czas go obserwowała, nie dając chwili wytchnienia. Nawet pchnięcie jej w ramiona jednego z kolegów nie dało skutku. Zaczęła tworzyć sytuacje, w których chciała wzbudzić zazdrość Artura. Ten jednak doskonale zdawał sobie z tego sprawę i nawet nie zwracał uwagi na jej desperackie próby zwrócenia na siebie uwagi. Kiedy wyszła do toalety, zniknął z przyjęcia.

Sabrina nie dawała za wygraną. Po nieudanym przyjęciu zaczęła się pojawiać niemalże w każdym miejscu, w którym był Artur. Nagle nawet sklep spożywczy, w którym regularnie robił zakupy, znalazł się na jej drodze. Twierdziła, że to ekscytujące. Choć oboje podobno bywali tam niemal codziennie, nagle wpadli na siebie całkowitym przypadkiem. Artur czuł się przytłoczony i obserwowany, jakby dziewczyna śledziła każdy jego ruch.

Kiedy wychodził się zabawić z kumplami, czuł na sobie jej wzrok. Podrywając inne kobiety, widział w tłumie wściekłe szafirowe oczy. Zaczął podejrzewać, że ma omamy, ale nagle jego skuteczność w podrywie zmalała niemal do zera. Kobiety nagle przestawały się do niego odzywać, albo znikały bez słowa. Ewentualnie przychodziły tylko, żeby dać mu w twarz i żadna nie tłumaczyła, o co jej chodzi. Czuł, że kryje się za tym ta mała czarownica, która za cel postawiła sobie uprzykrzenie mu życia. Kiedy po raz kolejny zobaczył ją w tłumie, zaczął za nią gonić. Nie mówił nawet przyjaciołom, że wychodzi. Wybiegł przed klub i nabrał pewności, że nie goni mary, tylko prawdziwą kobietę. Mogła próbować się wymknąć, ale nie miała szans z mężczyzną, który regularnie korzystał z bieżni. Dopadł ją, jak tylko skręcili w boczną uliczkę.

– Śledzisz mnie?! – Ścisnął kobietę za ramię i jednym szarpnięciem obrócił ją w swoją stronę. Miała ucieszone spojrzenie. Nic sobie nie robiła z jego wściekłego głosu.

– Nie. To przeznaczenie sprawia, że ciągle na siebie trafiamy. To takie ekscytujące!

– To nie jest ekscytujące, to irytujące! Kobieto, skończyłem z tobą. Jak mam ci to wytłumaczyć, żebyś zrozumiała?

– Wiem, że potrzebujesz przestrzeni i czasu. Spokojnie, mi się nie spieszy. Dam ci wszystko, czego będziesz potrzebował – zapewniła. Wyciągnęła ręce w jego kierunku, ale odepchnął ją.

– Niczego od ciebie nie chcę. Potrzebuję tylko, żebyś raz na zawsze dała mi spokój!

– Jak to, niczego ode mnie nie chcesz? I nic już do mnie nie czujesz? – Jej szafirowe oczy zaczęły zachodzić łzami. Artur przez sekundę miał ochotę ją przytulić i załatwić to delikatniej, ale powstrzymał się. Wiedział, że ten jeden raz musi być brutalny, bo inaczej ta znajomość nigdy się nie skończy.

– Przykro mi, ale nic do ciebie nie czuję.

– To… co miały znaczyć te wszystkie wspólne noce?

– Chciałem cię poznać i dać nam szansę, ale nic z tego nie wyszło – powiedział. Starał się być delikatny, choć Sabrina zdążyła zaleźć mu porządnie za skórę.

– Możesz dać nam jeszcze jedną szansę. Powiedz, co źle zrobiłam, a ja to naprawię. Jeśli chciałeś dać nam szansę, to wciąż jest nadzieja – zapałała nową nadzieją i już w tym momencie Artur wiedział, że tylko najszczersza prawda może coś zdziałać w tej sytuacji.

– Byłaś dla mnie jednonocną przygodą, Sabrina. Nie wyrzuciłbym cię z łóżka, ale nie chcę się z tobą wiązać. Nie chciałem, nie chcę i nie będę chciał. Byłaś dla mnie zabawką, rozumiesz? – wytłumaczył. Kobieta zaczęła szlochać. Aż załapało go to za serce, ale wiedział, że musi być twardy. – A teraz o mnie zapomnij i znajdź sobie faceta, który będzie cię doceniał, bo jesteś wspaniałą kobietą – powiedział. Położył jej rękę na ramieniu, pogłaskał ją po policzku i odwrócił się w stronę, z której przyszedł. Zaczął iść.

– Ty nie rozumiesz – zatrzymał go jej głos. – Jesteśmy sobie przeznaczeni!

– Nie, nie jesteśmy.

– Ale ja cię kocham! – krzyknęła za nim.

– Nie kochasz.

– Kocham! Nie możesz mnie zostawić! Jesteśmy sobie przeznaczeni!

– Żegnaj, Sabrino – powiedział, nawet się do niej nie odwracając. To był moment, w którym kobieta nie wytrzymała. Łzy zalewały jej oczy, a serce dudniło, jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Mężczyzna jej marzeń odchodził, zostawiając ją samą sobie. Jedyne, czego brakowało tej dramatycznej scenie, to deszcz. Sabrina nie mogła znieść uczucia, jakie się w niej pojawiło. Wyciągnęła z małej torebeczki broń.

– Żegnaj, Arturze – powiedziała cicho, po czym nacisnęła spust. Ciało mężczyzny padło na chodnik, a rudowłosa upuściła broń. Załkała, zasłaniając oczy dłońmi. Po chwili wstała, schowała pistolet i podeszła do zabitego. – Nie chciałam tego robić, ale jeśli nie możesz być ze mną, to nie będziesz z nikim innym – wytłumaczyła. Uklękła przy nim na chwilę, pocałowała jego martwe usta, po czym ruszyła w kierunku mieszkania mężczyzny. Jak gdyby nigdy nic, otworzyła drzwi jego kluczami i położyła się w jego łóżku. Wdychała głęboko zapach jego pościeli i czuła, jakby znowu z nim była. Przypomniała sobie wszystkie piękne chwile, które spędziła w jego towarzystwie, a rano wyszła, zamykając za sobą.

* * *

Przyjaciele zaniepokoili się, kiedy Artur nie wracał przez ponad godzinę. Uznali, że w końcu poderwał jakąś niewiastę i pognał z nią w bliżej nieokreślonym kierunku. Dopiero wychodząc nad ranem, dostrzegli w mijanej uliczce ciało. Na początku nie rozpoznali w nim swojego kolegi, ale już trzy metry dalej zaczęli biec w jego kierunku. Mężczyzna umarł od strzału prosto w serce. Nikt nie wiedział, kto i dlaczego go zabił. Wśród znajomych pojawiły się podejrzenia, że to musiał być ktoś, kto przegrał z nim w sądzie i w ten sposób chciał się zemścić za krzywdę, jakiej doznał z rąk świetnego prawnika.

Wszyscy opłakiwali wschodzącą gwiazdę polskiego sądownictwa. Wyprawiono pogrzeb, na którym pojawili się wszyscy jego znajomi i wzajemnie opowiadali o wspaniałych czynach zmarłego, zalewając się łzami. Najbardziej przygnębiona była rodzina Artura. Jego matka miała zapuchnięte oczy jeszcze przed rozpoczęciem ceremonii. Starszy syn cały czas był u jej boku i wspierał kobietę swoim silnym ramieniem. Choć również czuł wielką stratę, starał się przede wszystkim być oparciem dla matki, która najpierw straciła męża, a niedługo później syna. Teraz mieli na świecie już tylko siebie. Zapewniał, że sobie poradzą, choć myślał tylko w tym, jak zawodził młodszego brata. Nigdy nie byli zgodnym rodzeństwem, a teraz rozpamiętywał wszystkie kłótnie i wypowiedziane w złości słowa. Dopiero tracąc Artura, zdał sobie sprawę, jak bardzo byli do siebie podobni. Przyjmując kondolencje od jego przyjaciół, nie mógł sobie darować, że nie poświęcił bratu więcej czasu. Stanął nad grobem i zamyślił się na tyle, że przestał zwracać uwagę na odgłosy otoczenia.

– Był wspaniałym mężczyzną – usłyszał za sobą kobiecy głos. Dopiero to wyrwało go z krainy wspomnień, w którą się pogrążył.

– Był.

– Żałuję, że nie zdążyłam poznać go lepiej. A pan, ile go znał?

– Od zawsze. To był mój brat. – Spojrzał smutno na kobietę w czerni. Jej szafirowe oczy zdawały się kryć w sobie chęć pocieszenia jego żalu.

– Tak mi przykro. Ja znałam go zaledwie miesiąc, a pogrążyłam się w rozpaczy. Panu musi być na pewno jeszcze trudniej. W razie potrzeby, gdyby tylko chciał pan z kimś porozmawiać… jestem Sabrina.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.92
drukowana A5
za 61.83