Podziękowania
Ta praca powstała dzięki badaniom, które prowadziłem w latach 2019–2023 w archiwach Polski i Niemiec. Nie udałoby się to bez życzliwego wsparcia i pomocy wielu wspaniałych osób, którym z całego serca dziękuję!
Szczególne podziękowania kieruję do pracowników Archiwum Państwowego w Hamburgu (Staatsarchiv Hamburg) za udostępnienie akt śledczych dotyczących zbrodni nazistowskich w dystrykcie radomskim.
Serdeczne podziękowania kieruję do zespołu Archiwum Państwowego w Kielcach, Oddział w Sandomierzu, a zwłaszcza do dr. Piotra Sławińskiego, który z ogromną cierpliwością towarzyszył mi podczas intensywnych poszukiwań. Dziękuję również dr. hab. Tomisławowi Giergielowi z Muzeum Zamkowego w Sandomierzu za przesłanie kopii cennych dokumentów z obozu pracy przymusowej „Liceum”.
Szczególne podziękowania należą się dr. Robertowi Piwko, Naczelnikowi Delegatury IPN w Kielcach — jego pasja do tematu zainspirowała mnie do napisania tej książki, a on sam otworzył przede mną drzwi do akt Archiwum IPN.
Dziękuję Grzegorzowi Wołoszynowi, wnukowi Stanisława Wołoszyna — Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, który podczas wojny ukrywał rodzinę Gorzyczańskich — za polski przekład fragmentów Sandomierskiej Księgi Pamięci.
Na koniec wielkie dzięki potomkom Cyrel Sznajder i Szyi Zobermana za życzliwe udostępnienie dokumentów z ich rodzinnych zbiorów.
Wprowadzenie
Wstęp
Po wkroczeniu Wehrmachtu na terytoria polskie we wrześniu 1939 r. z dniem 1 stycznia 1940 r. scalono dawne powiaty sandomierski i opatowski w nową jednostkę administracyjną — powiat opatowski –, podległą Kreishauptmannschaft w Opatowie i włączoną do struktury Dystryktu Radom. W jego granicach znajdowały się większe ośrodki miejskie, w tym Sandomierz, zamieszkiwane przez aktywne społeczności żydowskie, które stanowiły znaczący odsetek lokalnej populacji.
Bezpośrednio po ustanowieniu niemieckiej okupacji władze okupacyjne wprowadziły serię systematycznych regulacji ograniczających prawa ludności żydowskiej. Początkowo nakazano rejestrację ich majątku przy jednoczesnym ograniczaniu możliwości nim dysponowania, co przygotowało grunt pod jego wywłaszczenie lub konfiskatę na mocy decyzji administracyjnych. Do 1942 r. postępowała stopniowa koncentracja społeczności żydowskich w coraz mniejszej liczbie miejscowości.
Te działania wstępne stanowiły przygotowanie do „Akcji Reinhardt”, której celem była planowa i systematyczna eksterminacja całej ludności żydowskiej w obozach zagłady. W Dystrykcie Radom akcja ta realizowana była od 4 sierpnia do 7 listopada 1942 r.
Z dniem 1 stycznia 1939 r. w Sandomierzu zamieszkiwało około 2575 Żydów. 28 października 1942 r. większość z nich zgromadzono i eskortowano na pobliską stację kolejową w Nadbrzeziu, skąd 1 listopada nastąpiła deportacja do obozu zagłady. Nieliczni pozostali mieszkańcy żydowscy przetrzymywani byli w obozie pracy przymusowej „Liceum” w Sandomierzu; po jego likwidacji skierowano ich do rozmaitych zakładów zbrojeniowych w Dystrykcie Radom. Co najmniej 205 Żydów sandomierskich przeżyło wojnę — w obozach pracy przemysłu zbrojeniowego lub ukrywając się pod fałszywymi dokumentami w Warszawie i okolicach. Ponadto nielicznym osobom, głównie dzieciom, udało się ocalić dzięki pomocy polskich konspiratorów w Sandomierzu i sąsiedztwie.
Niniejsze mikrostudium historyczne dąży do precyzyjnej rekonstrukcji procesu zagłady sandomierskiej społeczności żydowskiej — od zajęcia miasta przez Wehrmacht we wrześniu 1939 r. po rozwiązanie ostatniej żydowskiej grupy roboczej w Mokoszynie w styczniu 1944 r. W tym celu wykorzystano blisko 150 zeznań żydowskich świadków-oświadczeń oraz wszystkie istotne dokumenty przechowywane w Archiwum Państwowym w Kielcach, Oddział w Sandomierzu.
Aktualny stan badań
Stan badań nad zagładą sandomierskiej społeczności żydowskiej cechuje się znaczną heterogenicznością. Wynika to z niezależnych wysiłków badawczych podejmowanych przez różne podmioty — w tym zawodowych historyków, Żydów ocalałych z Holokaustu pochodzących z Sandomierza, regionalnych badaczy, a także sądy i prokuratury –, które zazwyczaj nie miały dostępu do wyników prac innych grup.
Jak dotąd kilku historyków poświęciło uwagę Holokaustowi w Dystrykcie Radom, analizując szczegółowo organizację okupacji niemieckiej oraz wdrażanie antyżydowskich środków represyjnych, w tym „Akcji Reinhardt”, na poziomie całego dystryktu. Z kolei specyfika realizacji tych działań i losy lokalnych społeczności żydowskich w poszczególnych miejscowościach poddano dogłębnej analizie jedynie w nielicznych, wyjątkowych przypadkach. Brakuje zwłaszcza prac naukowych, które w sposób wyraźny i systematyczny zajmowałyby się zagładą Żydów sandomierskich.
W polskojęzycznej monografii Krzysztofa Urbańskiego poświęconej zagładzie Żydów w Dystrykcie Radom Sandomierz pojawia się jedynie jako przykład ilustracyjny. Autor nie korzysta jednak z oryginalnych źródeł z Archiwum Państwowego w Kielcach, Oddział w Sandomierzu, ani z licznych zachowanych relacji żydowskich świadków. Zamiast tego opiera się tylko na kilku łatwo dostępnych relacjach żydowskich, pomijając ich weryfikację pod kątem wiarygodności i rzetelności. W rezultacie przyjmuje z nich liczne błędy. Jak słusznie zauważył Jacek Młynarczyk w swojej monografii dotyczącej mordów na Żydach w Dystrykcie Radom, dzieło Urbańskiego „jest obarczone tyloma wadami, że można je traktować jedynie jako ogólne przybliżenie problematyki”. Młynarczyk zarzuca mu całkowite pominięcie międzynarodowych badań nad prześladowaniami i zagładą Żydów w okupowanej Polsce, a także chaotyczny i często subiektywny dobór źródeł — ograniczony wyłącznie do polskich materiałów archiwalnych –, co uniemożliwia przekonującą rekonstrukcję etapów pozbawiania praw ludności żydowskiej w Dystrykcie Radom.
Monografia Jacka Młynarczyka, napisana z dbałością o rzetelność, unika powyższych usterek. Autor oparł ją na znacznie bogatszej bazie źródłowej niż Urbański, w tym na aktach Centralnej Komisji Badania Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu. Z oczywistych względów liczne miejscowości Dystryktu Radom, w tym Sandomierz, omówiono tam jednak jedynie ogólnie. Co więcej, autor pominął weryfikację wielu cytowanych zeznań.
Opublikowana w języku hebrajskim przez Żydów sandomierskich monumentalna Sandomierska Księga Pamięci, stanowiąca prawdziwą skarbnice informacji i historii regionalnych, nie doczekała się jak dotąd wykorzystania przez żadnego z badaczy — prawdopodobnie z powodu bariery językowej. Analogiczna sytuacja dotyczy literatury pamiętnikarskiej autorstwa Żydów z Sandomierza, wydanej w języku angielskim lub jidysz. Ponadto zagadnienie Holocaustu w Sandomierzu pojawia się w polskiej „literaturze partyzanckiej”, gdzie wyróżniają się dwie publikacje: Gehenna ludności Żydowskiej Eugeniusza Fąfary, zawierająca relację Nachmana Icka Gorzyczańskiego, oraz Partyzanci „Lotnej” Henryka Strzeleckiego, czerpiącego informacje najprawdopodobniej z tej samej relacji bez podania źródeł. Warto podkreślić, że te pozycje opierają się na niezweryfikowanych zeznaniach świadków, łącząc fakty z interpretacjami, hipotezami i pogłoskami.
Koncepcja książki
W historiografii ugruntowaną praktyką jest poprzedzanie monografii szczegółowymi studiami regionalnymi. Badania te obejmują krytyczną analizę wszystkich dostępnych dokumentów archiwalnych, wspomnień oraz relacji świadków pod kątem ich wiarygodności i rzetelności merytorycznej. Autor uważa, że w odniesieniu do powiatu opatowskiego — do którego podczas wojny należał Sandomierz — oraz innych powiatów Dystryktu Radom brakuje tego rodzaju naukowo ugruntowanych badań regionalnych poświęconych Holokaustowi. W konsekwencji dotychczasowe opisy Holokaustu w Dystrykcie Radom są w pewnym stopniu pozbawione solidnych podstaw naukowych.
Dotychczas informacje dotyczące społeczności żydowskiej Sandomierza z okresu okupacji, zawarte w aktach Archiwum Państwowego w Kielcach, Oddział w Sandomierzu, nie zostały należycie wykorzystane przez żadnego z badaczy. Z licznych relacji świadków autorzy przejmują jedynie nieliczne, bezkrytycznie akceptując podane dane, bez ich weryfikacji pod względem poprawności i wiarygodności. Ponadto badacze zazwyczaj nie rozróżniają informacji pochodzących bezpośrednio ze źródeł od własnych przypuszczeń i wniosków.
Dla niniejszej publikacji autor przeprowadził obszerną kwerendę archiwalną w Polsce i w Niemczech, aby odnaleźć możliwie wszystkie dostępne dokumenty dostarczające istotnych informacji na temat historii społeczności żydowskiej w Sandomierzu w czasie wojny.
Niniejsza publikacja zawiera także dogłębną analizę ponad 150 zeznań, relacji i pamiętników żydowskiej, polskiej oraz niemieckiej proweniencji. Ich znaczna liczba i potencjalne niespójności treściowe stwarzają istotne wyzwanie metodologiczne, wymagające krytycznej oceny genezy i wiarygodności przekazywanych informacji. Polega to na szczegółowym sprawdzeniu, czy świadkowie bezpośrednio uczestniczyli w opisywanych wydarzeniach, czerpali z wtórnych relacji naocznych świadków, czy też opierali się na przypuszczeniach, spekulacjach lub plotkach. Odpowiedzi na te pytania nie zawsze udaje się ustalić jednoznacznie, dlatego — w miarę możliwości — zeznania weryfikowano za pomocą źródeł pierwotnych z epoki.
Niniejsze studium ma na celu nie tylko precyzyjną rekonstrukcję skomplikowanych procesów eksterminacji społeczności żydowskiej Sandomierza, lecz także korektę nieścisłości zawartych w zeznaniach świadków oraz w dotychczasowej literaturze przedmiotu, poprzez odwołanie się do źródeł pierwotnych. Wydarzenia relacjonowane przez świadków, niekiedy błędnie interpretowane, zostaną osadzone w odpowiednim kontekście i włączone w szersze ramy antyżydowskich środków dyskryminacyjnych i pozbawiających praw.
Zasoby źródłowe
Archiwum Państwowe w Kielcach, Oddział w Sandomierzu
Archiwum Państwowe w Kielcach, Oddział w Sandomierzu, zlokalizowane w dawnym budynku synagogi, gromadzi liczne dokumenty kluczowe dla niniejszych badań. Zbiór akt Żydowskiej Rady Starszych ogranicza się do pojedynczej jednostki archiwalnej, rejestrującej korespondencję pomiędzy Radą a lekarzem powiatowym dr. Radło. Bardziej rozbudowane materiały dotyczące wymiany pism między Żydowską Radą Starszych a Magistratem Miasta Sandomierza zachowały się natomiast w aktach miasta Sandomierza. Ze względu na ich tematyczną organizację wyszukiwanie korespondencji Rady Starszych okazuje się niezwykle pracochłonne. Ponadto akta miasta Sandomierza zawierają liczne niemieckie zarządzenia, które burmistrz miał przekazać społeczności żydowskiej, a także różnorodne dokumenty i raporty, w tym spisy żydowskich mieszkańców, sporządzone na polecenie okupacyjnych władz niemieckich.
Analiza tych materiałów pozwala na wnikliwe zrozumienie praktycznego urzeczywistniania i egzekwowania dyspozycji Rządu Generalnego Gubernatorstwa. Szczególnie wyraźne stało się to, że łańcuch przekazywania informacji — od Rządu GG poprzez szefa dystryktu w Radomiu, starostę powiatowego w Opatowie i komisarza ziemskiego w Sandomierzu, aż po burmistrza Sandomierza, odpowiedzialnego za ostateczne dotarcie zarządzeń do ludności żydowskiej — nierzadko generował istotne opóźnienia w ich wdrażaniu.
Archiwum JDC
W zbiorach Archiwum Joint Distribution Committee zachowała się fragmentaryczna korespondencja Żydowskiej Rady Starszych w Sandomierzu z tą organizacją z lat 1940–1941. Źródło to pozwala sformułować wnioski dotyczące warunków bytowych społeczności żydowskiej w tym okresie oraz funkcjonowania Żydowskiej Samopomocy w Sandomierzu.
Powojenne relacje żydowskie
Zbieranie relacji ocalałych z Holokaustu zainicjowano już w trakcie trwania II wojny światowej. Najstarszy chronologicznie zachowany protokół przesłuchania sporządzono w odniesieniu do Sary Malickiej z Opatowa. Po pobycie w Sandomierzu zdołała ona uciec na Węgry za pośrednictwem fałszywych „aryjskich” dokumentów, gdzie 12 października 1943 r. została przesłuchana w sprawie swoich doświadczeń w Opatowie i Sandomierzu. Bezpośrednio po zakończeniu wojny systematyczne gromadzenie świadectw ocalałych podjęły dwie instytucje: Komisja Historyczna w Stuttgarcie oraz Centralna Żydowska Komisja Historyczna w Łodzi — w których zbiorach znajdują się również relacje Żydów z Sandomierza. Dalsze świadectwa zebrało w Izraelu Yad Vashem, gdzie obecnie przechowywane są w jego archiwum.
Śledztwa w sprawie zbrodni w Sandomierzu
Już w 1946 r. Prokuratura Specjalna przy Sądzie Karnym w Lublinie (ekspozytura w Radomiu) zainicjowała śledztwo przeciwko personelowi obozu pracy przymusowej „Liceum” w Sandomierzu. Mimo dostępności wielu potencjalnych świadków żydowskich w tym okresie, ustalenia śledztwa okazały się niewystarczające i — w świetle późniejszych badań — często niedokładne. W szczególności zidentyfikowano SS-Sturmbannführera Reinikego jako domniemanego komendanta obozu „Liceum”, a ponadto SS-mana o nazwisku Jażdzewski jako rzekomego kata więźniów, mimo że z całą pewnością nie było takiej osoby w tym obozie.
Polskie akta śledcze i sądowe z lat 1945–1955 odnotowują pojedyncze, lecz znaczące przypadki dochodzeń dotyczących zabójstw Żydów lub ich wydawania niemieckiej żandarmerii przez obywateli polskich. Zeznania świadków na temat tych aktów przemocy były jednak w większości fragmentaryczne i powierzchowne. Często odnosi się wrażenie, że polskie organy ścigania nie dostrzegały sprzeczności w relacjach świadków ani nie prowadziły pogłębionych badań w celu ich wyjaśnienia.
Wartość ustaleń tych śledztw jest ograniczona także dlatego, że wiele z nich wszczynano dopiero po opuszczeniu Polski przez większość żydowskich świadków. Pozostałych, którzy pozostali w kraju, często nie udawało się odnaleźć, ponieważ zmieniali nazwiska i byli rozproszeni po całym kraju.
W 1962 r. Centrala Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu (niem. Zentrale Stelle der Landesjustizverwaltungen zur Aufklärung nationalsozialistischer Verbrechen) rozpoczęła śledztwo w sprawie zbrodni nazistowskich popełnionych w Opatowie i Sandomierzu. Jednocześnie Sekcja Badania Zbrodni Nazistowskich przy Krajowym Sztabie Policji Izraela w Tel Awiwie podjęła wyjaśnianie tych samych zbrodni i przesłuchała trzech pierwszych świadków: Majera Lustmana, Szlomo Feldmana oraz Benjamina Mandelbauma. Poszukiwania potencjalnych świadków wspierał Światowy Kongres Żydów w Nowym Jorku, który odnalazł licznych Żydów z Sandomierza i Opatowa w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Argentynie i innych krajach.
Śledztwo Centrali w Ludwigsburgu przejęła prokuratura przy Sądzie Krajowym w Hamburgu. W latach 1965–1969 postępowania przeciwko większości oskarżonych umorzono — z powodu śmierci, braku konkretnych poszlak lub dowodów, niemożności ustalenia danych personalnych czy przynależności służbowej, a także ze względów zdrowotnych uniemożliwiających przesłuchanie lub udział w procesie. W dalszym biegu śledztwa skoncentrowano się na Hansie Soltau, szefie placówki Gestapo w Ostrowcu.
Erich Kapke, dowódca kompanii wartowniczej złożonej z byłych sowieckich jeńców wojennych, był jedynym Niemcem, któremu udowodniono aktywny udział w akcjach deportacyjnych w Dystrykcie Radom i przeciwko któremu sformułowano zarzuty. Akt oskarżenia, wniesiony pod koniec 1971 r., dotyczył jednak wyłącznie jego roli w likwidacji pozostałości getta w Radomiu. Postępowanie przeciwko niemu umorzono z powodu niezdolności do stawiennictwa przed rozpoczęciem rozprawy głównej; wkrótce potem zmarł.
W toku wymienionych wyżej postępowań przesłuchano wielu członków załóg placówki „Deutschwehr” w Mokoszynie, obozu pracy przymusowej „Liceum” w Sandomierzu, urzędników komisariatu obwodowego (Landkommissariat) w Sandomierzu oraz funkcjonariuszy policji bezpieczeństwa i policji porządkowej z Dystryktu Radom, służących w Sandomierzu i okolicach. Okazało się jednak, że osoby najczęściej oskarżane przez świadków zbrodni nie żyły już w chwili prowadzenia dochodzeń. W szczególności Walter Schildt — odpowiedzialny za brutalne selekcje podczas obu akcji deportacyjnych w Sandomierzu w październiku 1942 i styczniu 1943 r. — zginął w 1945 r.; Helmut Reinke, odpowiedzialny za prowadzenie obozu pracy przymusowej „Liceum”, zmarł w 1969 r., zanim doszło do jego przesłuchania. Co więcej, niemieckim organom śledczym nie udało się zidentyfikować żadnych żyjących członków posterunku żandarmerii w Sandomierzu z lat 1942–1943.
Protokoły z przesłuchań, sporządzone w ramach postępowań śledczych, dostarczają istotnych informacji o warunkach życia i śmierci społeczności żydowskiej w Sandomierzu w latach 1939–1944. Wielu świadków szczegółowo opisywało akty przemocy, a na żądanie protokolantów uzupełniało swoje relacje kontekstowymi szczegółami. W celu zapewnienia precyzji i weryfikacji zeznań funkcjonariusze prowadzący przesłuchania kwestionowali przedstawiane relacje w przypadkach niejasności lub sprzeczności.
Te świadectwa obejmują okres od 1939 do 1944 r., lecz w nierównomiernym zakresie. Jest to zrozumiałe, ponieważ relacje koncentrują się głównie na wydarzeniach najgłębiej wrytych w pamięć ocalałych: wkroczeniu Wehrmachtu do Sandomierza we wrześniu 1939 r., początkowych miesiącach okupacji niemieckiej oraz akcjach deportacyjnych. Wielu żydowskich świadków wydarzeń sandomierskich z lat 1942–1943 przebywało w obozie pracy przymusowej „Liceum”, a następnie w fabrykach amunicji lub zbrojeniowych, takich jak Pionki, Starachowice i Skarżysko-Kamienna. W ich liczbie znajdowali się także Żydzi z Opatowa, Klimontowa, Staszowa i innych okolicznych miejscowości.
Wiarygodność zeznań świadków
Zeznania świadków żydowskich
Wiarygodność relacji świadków zależy od dwóch kluczowych czynników. Po pierwsze, najbardziej wiarygodne są przekazy oparte na osobistym doświadczeniu świadków, choć w źródłach często pojawiają się relacje wynikające z pogłosek i przekazów pośrednich. Po drugie, rzetelność źródła koreluje z odstępem czasowym między wydarzeniem a jego zapisem — świadectwa powstałe wkrótce po wojnie cechują się zazwyczaj (choć nie zawsze) większą precyzją i szczegółowością niż późniejsze narracje.
Analizowane zeznania zawierają liczne niespójności i błędy faktograficzne wynikające z wielu przyczyn. Część świadków miała trudności z chronologicznym uporządkowaniem wspomnień, co widoczne jest m.in. w braku precyzji co do roku deportacji Żydów z Sandomierza. Ponadto niejasność relacji o wysiedleniach utrudnia rekonstrukcję wydarzeń, gdyż często zacierają one różnice między pierwszą akcją z października 1942 r. a drugą ze stycznia 1943 r.
Mimo występowania mniejszych lub większych chronologicznych niedokładności we wszystkich relacjach, obszerne wspomnienia Cyrel Sznajder — spisane tuż po wojnie — pozostają nieocenionym źródłem pierwotnym do rekonstrukcji szczegółowej chronologii wydarzeń. Krytyczna weryfikacja jej danych w świetle zachowanych dokumentów potwierdza w dużej mierze ich rzetelność, w tym absolutne datowanie zdarzeń, które nie zawiera istotnych błędów. Dodatkowych precyzyjnych dat dostarczają zapiski Lejba Zylberberga oraz dzienniki dr. Wincentego Sobolewskiego.
Liczby podawane w relacjach żydowskich zazwyczaj cechują się znacznym stopniem niedokładności, dlatego nie należy ich traktować dosłownie. Przykładem ilustrującym ten problem jest świadectwo Nachmana Icka Gorzyczańskiego dotyczące kontrybucji nałożonej na społeczność żydowską Sandomierza w listopadzie 1939 r.:
13 XI 1939 został prezes Judenratu wraz z członkiem Judenratu Józefem Nusbojmem wywołany do kierownika Landratu doktora Egona, który przeczytał im rozporządzenie SS-owskiej komendy w Kielcach, by Żydzi w ciągu 5-ciu dni wpłacili 480 000 zł. kontrybucji. W razie niewypełnienia tego rozkazu będą musieli Żydzi opuścić miasto. Jakoś się udało zebrać Judenratowi żądaną sumę, ale spróbowano odesłać tylko 422 000 zł., motywując to tym, że więcej zebrać się nie dało.
Ten szczegółowy raport członka Judenratu, który zapewne dysponował rzetelnymi informacjami na temat zdarzenia, dotychczas nie podlegał kwestionowaniu ani krytycznej analizie — cytowano go w pracach naukowych wielokrotnie, bez zastrzeżeń. Tymczasem jego relacja okazuje się nieprecyzyjna, zwłaszcza w kwestii podanej, wyolbrzymionej kwoty kontrybucji, co powinno skłonić do natychmiastowej weryfikacji wiarygodności. Na szczęście zachowały się oryginalne dokumenty dotyczące tej kontrybucji, w tym niemieckie żądanie zapłaty oraz pokwitowania przelewów dokonanych przez gminę żydowską w Sandomierzu. Z tych materiałów wynika, że Kreishauptmann Sandomierza, dr Egen, 16 listopada 1939 r. nałożył kontrybucję w wysokości 60 000 złotych, umożliwiając jej spłatę w trzech ratach — do 1 grudnia, 15 grudnia oraz 31 grudnia 1939 r. — ze względu na jej znaczną wysokość.
Gorzyczański najwyraźniej miał w okresie powojennym trudności z dokładnym odtworzeniem szczegółów, dlatego posłużył się szacunkowymi danymi. Jego retrospektywne ujęcie wydarzeń z 1939 r. zostało prawdopodobnie w istotnym stopniu ukształtowane przez późniejsze doświadczenia znacznie surowszego wyzysku finansowego i materialnego Żydów przez niemieckie władze okupacyjne.
Szacunki ilościowe, na przykład dotyczące liczby deportowanych Żydów lub ofiar śmiertelnych w trakcie akcji deportacyjnych, wymagają zwłaszcza rygorystycznej krytyki źródłoznawczej. Wynika to z istotnych rozbieżności w zeznaniach świadków. W analizowanym kontekście pojęcie „szacunku” okazuje się potencjalnie zwodnicze, gdyż sugeruje procedurę opartą na solidnych podstawach metodologicznych, podczas gdy świadectwa te mają charakter subiektywnych ocen lub domysłów.
W licznych przypadkach świadkowie łączyli swe bezpośrednie obserwacje z osobistymi przypuszczeniami lub interpretacjami, co stwarza poważne wyzwanie metodologiczne dla badań historycznych. Dokładne oddzielenie faktów od spekulacji wymaga wszechstronnej analizy porównawczej wielu relacji, wspartej dogłębną znajomością kontekstu historycznego i mechanizmów niemieckich instytucji okupacyjnych. Dobrym przykładem jest często powtarzane przekonanie o kierowaniu przez Waltera Schildta akcją deportacyjną w Sandomierzu. Choć jego aktywny udział w tej operacji nie budzi wątpliwości, nie mógł on jej dowodzić z uwagi na stosunkowo niski stopień służbowy w SS — zwłaszcza wobec obecności na miejscu oficerów o wyższych rangach.
Ponadto notowano sytuacje, w których świadkowie podawali się za naocznych obserwatorów rozmaitych aktów przemocy, mimo że nie miało to pokrycia w rzeczywistości. Dlatego osoby wytypowane przez prokuraturę w Hamburgu lub inne niemieckie instytucje śledcze jako potencjalni świadkowie naoczni poddawano dodatkowym przesłuchaniom. Miały one na celu weryfikację ich rzeczywistego świadectwa bezpośredniego oraz ocenę wartości dowodowej w procesach karnych. W trakcie tych uzupełniających procedur niektórzy świadkowie rezygnowali z pierwotnych oświadczeń, zastępując je twierdzeniem, że „wszyscy o tym wiedzieli”.
Można również zauważyć tendencję niektórych świadków do wzbogacania swoich relacji lub uwiarygodniania ich poprzez wprowadzanie fikcyjnych detali, co negatywnie wpływa na obiektywność tych świadectw. W szczególności obiektywność niektórych żydowskich zeznań świadków bywa ograniczona dążeniem do wspomagania skazania oskarżonych. Przykładem są powojenne polskie postępowania karne związane ze zbrodniami na Żydach w Sandomierzu, w których żydowscy świadkowie składali niekiedy wzajemnie sprzeczne oświadczenia w różnych terminach. Akta śledcze i sądowe nie odnotowują jednak, aby te rozbieżności zwróciły uwagę organów ścigania. Ilustracją tej praktyki są zeznania Chila Lasa. W przesłuchaniach z 8 i 17 czerwca 1949 r. odnoszących się do likwidacji kryjówki w domu przy Rynku 7 zeznał, iż był świadkiem egzekucji schwytanych Żydów, w tym swej siostry wraz z jej dziećmi, na cmentarzu żydowskim. W apelacyjnej rozprawie sądowej z 13 września 1949 r. w Kielcach podał natomiast, że o rozstrzelaniu siostry dowiedział się od brata, który rzekomo obserwował zdarzenie ze strychu sąsiedniej szkoły. Co więcej, Chil Las w zeznaniu z 8 czerwca 1949 r. wskazał, że nie miał możliwości konwersacji z siostrą ukrywającą się wówczas w kryjówce przy Rynku 7. Podczas rozprawy z 13 września 1949 r. zeznał jednak, iż odbył z nią rozmowę, w której ta posądziła oskarżoną o szantażowanie ukrywających się Żydów.
Aby oddzielić fakty od pogłosek i spekulacji, niezbędne jest krytyczne zweryfikowanie źródeł informacji świadków. Brak bezpośrednich świadków naocznych często podważa wiarygodność z nimi związanych plotek i przypuszczeń. Czasami pojawiają się twierdzenia o charakterze tak absurdalnym, że zrozumienie mechanizmu ich powstania budzi poważne trudności. Przykładem jest oświadczenie Chila Lasa, wedle którego komendant żandarmerii w Sandomierzu, Rudolf Dammeyer, był w rzeczywistości Żydem i został zastrzelony w 1944 roku w Skarżysku w czasie ucieczki ze służby.
Zeznania Niemców
Zeznania niemieckich świadków i oskarżonych mają ograniczoną wartość poznawczą, gdyż z oczywistych względów starali się oni zaprzeczyć lub zminimalizować swój udział w akcjach antyżydowskich oraz celowe użycie broni palnej.
Ponadto te relacje bywają fałszywe w świetle oryginalnych dokumentów źródłowych a w niektórych przypadkach są ewidentnie niewiarygodne. Przykładem jest dementi komisarza ziemskiego dr. Kurta Schmitta dotyczące rzekomego braku jego udziału w organizacji getta sandomierskiego. To oświadczenie podważają zachowane zarządzenia o przesiedleniu Żydów do wydzielonej dzielnicy żydowskiej, podpisane przez niego samego. Podobnie wątpliwa jest wiarygodność jego opisu przeniesienia po akcji deportacyjnej na stanowisko starosty powiatowego w Kielcach, które przedstawił jako karę za swoją „przyzwoitą i lojalną” postawę wobec ludności miejscowej. Przeniesienie z funkcji komisarza obwodowego w małym Sandomierzu na stanowisko starosty powiatowego w znacznie większym Kielcach trudno uznać za sankcję dyscyplinarną — znacznie lepiej interpretować je jako awans i wyróżnienie za zasług.
Niemniej z anegdot przytaczanych przez Schmitta można niekiedy wyodrębnić istotne informacje. Potwierdził on m.in. udział kompanii „obcych ochotników” w styczniowej akcji deportacyjnej w Sandomierzu w 1943 r. Z raportów wynika, że podoficer o nazwisku Mörder z tej jednostki zgłosił się do niego po kartki żywnościowe dla podkomendnych. Ów podoficer to najprawdopodobniej Johann Merder z kompanii wartowniczej pod dowództwem Ericha Kapke stacjonującej w Radomiu, co bezsprzecznie potwierdza zaangażowanie tej formacji w operację deportacyjną.
Literatura
Sandomierska Księga Pamięci
Najważniejszym drukowanym źródłem informacji o dziejach sandomierskiej społeczności żydowskiej w latach 1914–1948 jest Księga Pamięci Gminy Żydowskiej w Sandomierzu, (w skrócie: Sandomierska Księga Pamięci) wydana w 1993 r. w Tel Awiwie. Przygotowując tę publikację, redaktorka Eva Feldenkreiz-Grinbal zebrała pisemne wspomnienia Żydów z Sandomierza oraz przeprowadziła wywiady z wieloma ocalałymi z Holokaustu mieszkającymi w Izraelu.
Nauczycielka Anna Michalska z Sandomierza, która wraz z uczniami opiekowała się lokalnym cmentarzem żydowskim, dostarczyła redaktorce kopie kilku dokumentów z sandomierskiego archiwum. Eva Feldenkreiz-Grinbal wykorzystała te materiały, nie wskazując ich jednak jako źródeł. Niemniej można przypuszczać, że precyzyjne dane — takie jak dokładna data powołania Żydowskiej Rady Starszych czy skład jej członków — pochodzą właśnie z tych archiwaliów.
Sandomierska Księga Pamięci została podzielona na kilka sekcji. Pierwsze około 200 stron zawiera chronologiczne opracowanie dziejów sandomierskiej gminy żydowskiej, w tym fragmenty sporządzone osobiście przez redaktorkę. Znaczące wkłady wnieśli Yehiel Cinnamon [Chil Cynamon], Yitzhak [Nachman Icek] Gorzyczański oraz Cesia [Cyrel] Sznajder. Następnie opublikowano 31 relacji sandomierskich Żydów ocalałych z Holokaustu, wraz z podsumowaniem ich doświadczeń w pierwszych latach powojennych. Publikacja, sporządzona w języku hebrajskim, zawiera również angielskie streszczenie.
Chociaż Sandomierska Księga Pamięci stanowi nieocenione źródło informacji, gromadząc unikalne relacje i narracje, które inaczej uległyby zapomnieniu, cechuje ją szereg ograniczeń. Redaktorka w przedmowie podkreślała zamiar porównywania różnych wersji tych samych wydarzeń, jednak sprawia wrażenie, że nie zawsze wybrała najbardziej wiarygodną spośród nich. Czytelnik nie jest informowany o rozbieżnościach w zeznaniach świadków ani o kontrowersyjnym charakterze wielu opisywanych zdarzeń.
Pozostaje niejasne, w jakim stopniu redaktorka włączyła własne perspektywy do tekstów powstałych na podstawie wywiadów oraz w jakim stopniu ingerowała w teksty innych autorów. W niektórych fragmentach książki, opartych na wspomnieniach sandomierskich Żydów, da się zauważyć antypolski ton, który prawdopodobnie nie odpowiada ich oryginalnym relacjom. Przykładem jest relacja nauczycielki Cesii [Cyrel] Sznajder, w której czytamy:
Dwa lata przed wojną ukończyłam seminarium nauczycielskie w Sandomierzu, ale z powodu panującego w mieście antysemityzmu nie otrzymałam posady nauczycielki w szkole.
W rzeczywistości przed wojną Sznajder pracowała jako nauczycielka w szkole powszechnej nr 2 w Sandomierzu. Ponadto jej własne wspomnienia nie wskazują, by przypisywała Polakom z Sandomierza antysemityzm. Wręcz przeciwnie — przez cały czas opisuje polskich współobywateli pozytywnie, co czyni mało prawdopodobnym, że cytowany fragment faktycznie pochodzi od niej samej.
Jak zostanie pokazane poniżej, w Sandomierskiej Księdze Pamięci pojawia się kilka poważnych zarzutów wobec polskiej ludności Sandomierza, które w świetle innych żydowskich zeznań okazują się nie do obrony, a redaktorka nie zwróciła na to uwagi czytelników.
Wspomnienia drukowane
Dotychczas czytelnikom dostępne są jedynie nieliczne relacje żydowskich ocalałych z Holokaustu, pochodzących ze Sandomierza lub przebywających tam w czasie wojny. Należą do nich m.in. wspomnienia Nachmana Icka Gorzyczańskiego, Lejba Zylberberga, Amnona Ajzensztadta i Ireny Zoberman oraz fragmenty relacji Celiny Grünspan [Cyrel Sznajder] i Szyi Zobermana. Należy jednak krytycznie zauważyć, że te publikacje nie zostały należycie opracowane naukowo ani opatrzone odpowiednim komentarzem.
Istotne rozbieżności między opublikowanymi tekstami a oryginalnymi rękopisami widoczne są w kilku przypadkach. Na przykład Nachman Icek Gorzyczański, opisując pierwszą akcję deportacyjną w Sandomierzu, stwierdził: „Policja polska przy pomocy strażaków i dozorców wyciągnęła z domów około 400 schowanych się Żydów.” Wersja opublikowana zmienia jednak sens, formułując: „Żandarmi hitlerowscy przy pomocy policji granatowej wyciągnęli z domów przeszło 400 schowanych tam Żydów.” Ta zmiana może świadczyć o interwencji cenzury komunistycznej. Ponadto angielskie wydanie wspomnień Ireny Zoberman zostało znacznie skrócone. Tłumacz Marek Stobnicki oraz redaktorka Myrna Goldenberg najwyraźniej edytowali tekst, usuwając fragmenty o silnie osobistym charakterze lub te, w których Polacy byli przedstawieni w zbyt negatywnym świetle.
Dzienniki doktora Wincentego Sobolewskiego, działacza Stronnictwa Narodowego, stanowią niewielki, lecz wartościowy wkład w badanie zagłady sandomierskiej społeczności żydowskiej. Pozwalają one na precyzyjne datowanie kilku wydarzeń, choć korzystając z tego źródła, należy pamiętać o antysemickich uprzedzeniach autora, które zniekształcają obraz życia Żydów w Sandomierzu pod okupacją niemiecką. Przykładem jest jego wpis z 15 czerwca 1942 r., w którym twierdził, że Żydzi do tego czasu wiedli spokojne i beztroskie życie:
Dziś w nocy, pierwszy raz brano Żydów i Żydówki do fabryk w Skarżysku. Pomiędzy nimi powstał wielki gwar i krzyk. Do tej pory, czas Żydom płynął spokojnie, siedzieli na miejscu, handlowali i robili pieniądze. Nie brano ich na roboty do Niemiec, ani do obozów koncentracyjnych, nie mordowano. Nawet jeńców wojennych Żydów zwolniono z obozów wojskowych. Mimo głoszenia przez Hitlera wojny z Żydami, do dziś w Sandomierzu nie działa im się większa krzywda.
Wskazówki dla czytelnika
Żydowskie imiona i nazwiska
Analiza relacji żydowskich, zeznań świadków oraz innych źródeł historycznych napotyka istotne trudności wynikające z niespójności w zapisie imion i nazwisk tych samych osób.
Imiona i nazwiska Żydów cechuje wysoka zmienność, spowodowana wielojęzycznością, stosowaniem zdrobnień oraz nieformalnych określeń. Ortograficzna różnorodność ujawnia się zwłaszcza w adaptacjach pierwotnie niemieckich nazwisk rodowych — występujących w formach jidyszowych, fonetycznie spolonizowanych, oryginalnie niemieckich lub transkrybowanych na angielski. W oficjalnych dokumentach administracyjnych, takich jak rejestry stanu cywilnego czy książki meldunkowe, zdarzają się przypadki odmiennej pisowni nazwisk dzieci względem rodziców, np. „Fogel” zamiast „Fogiel” czy „Grinbal” zamiast „Grynbal”.
Problem identyfikacji osób w zapisach historycznych pogłębiają dodatkowo tymczasowe adaptacje „aryjskich” nazwisk, stosowane przez wielu ocalałych z Holokaustu podczas wojny — niektóre z tych pseudonimów przetrwały po wojnie i stały się ich trwałą tożsamością. Zmiany nazwisk następowały również z powodu małżeństw, owdowienia czy ponownych ślubów, zwłaszcza u kobiet, a ponadto niekiedy używano nieoficjalnie nazwisk rodowych, różniących się od tych zarejestrowanych prawnie.
Ilustrującym przykładem jest nauczycielka żydowska ze Sandomierza, pierwotnie Cyrel Sznajder, znana w lokalnym środowisku jako Cesia Sznajder. Po zawarciu małżeństwa z Henrykiem Grünspanem pod koniec 1939 r. we Lwowie zachowała nazwisko panieńskie, najprawdopodobniej dlatego, że dokonała jedynie ślubu religijnego przed rabinem, który zgodnie z polskim prawem nie stanowił pełnoprawnego związku cywilnego. Podczas ucieczki do Warszawy ona i mąż posługiwali się fałszywymi „aryjskimi” dokumentami: ona jako Janina Skazowska, on jako Franciszek Dembowy. Ich znajomi w Warszawie sądzili, że jako żona Franciszka Dembowskiego nosi nazwisko męża, tj. Janina Dembowska. Po śmierci Henryka Grünspana w 1946 r. wyszła powtórnie za mąż, przyjmując nazwisko drugiego męża — Cyrel Kurcbart. Wspomnienia ukończone w tym samym roku podpisała jednak jako Celina Grünspan, mimo że nigdy nie używała tego nazwiska. Po śmierci drugiego męża zmieniła nazwisko na Celina Skazowska, a w liście do redakcji czasopisma „Polityka” z 1968 r. podpisała się „Janina Dembowa”, ponieważ pod takim nazwiskiem była znana w Warszawie. Ostatecznie w Sandomierskiej Księdze Pamięci z 1993 r. wymieniono ją ponownie jako Cesię Sznajder
Precyzyjna identyfikacja osób wymienionych w relacjach i zeznaniach żydowskich jest kluczowa dla adekwatnej oceny i interpretacji informacji zawartych w tych źródłach. Ilustrującym przykładem jest przypadek Jerzego Skotnickiego. W swoich powojennych zeznaniach pominął on fakt, że pierwotnie nazywał się Jerzy Salomonowicz i był przewodniczącym Żydowskiej Rady Starszych w Sandomierzu od sierpnia do października 1942 r. Ta pominięta informacja znacząco zmienia ocenę wartości podawanych przez niego informacji.
Autor niniejszej pracy stosuje konwencję metodologiczną polegającą na używaniu — o ile to stosowne — prawnie obowiązujących imion, nazwisk i ich pisowni, udokumentowanych w aktach miasta Sandomierza, dla wymienianych osób. Takie podejście zapewnia precyzyjną interpretację i kontekstualizację źródeł pierwotnych i wtórnych.
Nazwy ulic
Niemieckie władze okupacyjne w Sandomierzu zastąpiły polskie nazwy ulic niemieckimi, przy czym w większości przypadków dokonano bezpośredniego tłumaczenia polskich nazw. Ulice nazwane na cześć polskich pisarzy lub bojowników o wolność otrzymały nowe nazwy. Stosowanie niemieckich nazw ulic nie było jednak konsekwentne. Niemieckie władze wykazywały również niekonsekwencje w tłumaczeniu polskich nazw ulic: Rynek najczęściej określano jako „Marktplatz”, ale w niemieckich dokumentach pojawia się także nazwa „Ringsplatz”. W jednym konkretnym przypadku polska nazwa ulicy została użyta dla innej ulicy: Ulica Opatowska stała się podczas wojny „Obere Marktstraße”, natomiast Ulica Mickiewicza otrzymała nazwę „Opatower Straße”.
Autor niniejszej pracy przyjął konwencję metodologiczną polegającą na konsekwentnym stosowaniu polskich nazw ulic obowiązujących w 1939 r., także w tłumaczeniach niemieckojęzycznych dokumentów źródłowych. Należy przy tym zwrócić uwagę, że współczesne nazwy ulic w Sandomierzu oraz numeracja budynków w pewnym stopniu odbiegają od tych funkcjonujących w 1939 r.
Dalsze uwagi
Teksty w językach niemieckim, angielskim i francuskim przełożył na język polski samodzielnie autor. Tłumaczenia źródeł hebrajskich przygotował on przy użyciu narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, po czym zweryfikowali je oraz ewentualnie poprawili rodzimi użytkownicy języka hebrajskiego. Szczególnym wyzwaniem okazała się rekonstrukcja polskich i niemieckich nazw miejscowości oraz nazwisk, które w źródłach hebrajskich często pojawiały się w zdeformowanej formie.
W niemieckojęzycznych zeznaniach żydowskich nazwiska niemieckich urzędników cywilnych i funkcjonariuszy policji zazwyczaj notowano z błędami ortograficznymi lub zniekształceniami. W związku z tym dokonano ich korekty na podstawie poprawnych danych osobowych z oryginalnych dokumentów źródłowych.
Duża część wykorzystanych dokumentów archiwalnych została udostępniona autorowi w formie zdigitalizowanej, w szczególności ze zbiorów Staatsarchiv Hamburg oraz Yad Vashem Archives. W tych przypadkach podane numery stron odpowiadają paginacji cyfrowych reprodukcji.
Sandomierz w roku 1939
Sandomierz i okolice
Terytorium miasta Sandomierz uległo istotnym zmianom w ciągu XX wieku. Wiele dawniej samodzielnych przedmieść oraz okolicznych osad zostało włączonych do miasta w toku tego stulecia i obecnie stanowi jego integralne części. W związku z tym analiza dokumentów źródłowych i relacji świadków wymaga uwzględnienia, że oznaczenie „Sandomierz” może odnosić się do zróżnicowanych obszarów geograficznych.
Przed wybuchem pierwszej wojny światowej obszar Sandomierza obejmował głównie dzisiejsze Stare Miasto. Zgodnie ze spisem ludności sporządzonym w 1916 r. przez austro-węgierskie władze okupacyjne, populacja miasta liczyła wówczas 5050 osób (w tym 2714 kobiet i 2336 mężczyzn), zarejestrowano zaś 180 budynków mieszkalnych, z czego 70 drewnianych. Po włączeniu przedmieść Krakowskiego i Zawichojskiego liczba mieszkańców wzrosła do końca 1916 r. do 5644 osób przy 314 budynkach mieszkalnych, z których 183 było drewnianych.
Znaczący wzrost powierzchni miejskiej nastąpił 31 października 1938 r., kiedy Sandomierz stał się centralnym ośrodkiem rozwijającego się Centralnego Okręgu Przemysłowego. W ramach tych zmian do miasta przyłączono Nadbrzezie — z najbliższą stacją kolejową –, Zarzekowice, Ostrówkę oraz fragment Trześni z powiatu tarnobrzeskiego. Zdaniem Mieczysława Markowskiego włączono wówczas także wieś Chwałki, należącą do gminy wiejskiej Dwikozy. Mapy administracyjne Generalnego Gubernatorstwa przypisują jednak Chwałki gminie wiejskiej Wilczyce, a nie Sandomierzowi.
Miasto Sandomierz funkcjonowało w okresie międzywojennym jako siedziba administracyjna powiatu sandomierskiego w województwie kieleckim. Przed wybuchem II wojny światowej w 1939 r. powiat obejmował zarówno samo miasto, jak i liczne gminy. Dla niniejszego badania szczególnie istotne są poniższe miejscowości w sąsiednich gminach wiejskich:
— Gmina wiejska Dwikozy z miejscowościami: Kruków, gdzie w 1943 r. urządzono niemiecki cmentarz; Mokoszyn z bazą SS „Deutschwehr”; Gierlachów, gdzie w 1942 r. w młynie utworzono obóz karny; Kamień Nowy, gdzie w 1938 r. wybudowano hutę szkła „Metan”.
— Gmina wiejska Wilczyce z miejscowością Chwałki, z której w latach 1942–1943 wysiedlono polskich chłopów, a na ich miejsce osiedlono niemieckich kolonistów.
— Gmina wiejska Samborzec z miejscowościami Kobierniki i Strochcice, gdzie pod koniec 1943 r. kilku Żydów bezskutecznie próbowało ukryć się przed Niemcami.
Współcześnie Chwałki, Kruków i Mokoszyn stanowią integralne części miasta Sandomierza.
W okolicznych miejscowościach i wsiach mieszkało niewielu Żydów, dlatego Sandomierski Okręg Bóżniczy obejmował — oprócz samego miasta — także gminy wiejskie Dwikozy, Obrazów, Samborzec i Wilczyce.
Gmina Żydowska w Sandomierzu
Ze względu na niedostatek wiarygodnych źródeł oraz dotychczasowe ograniczone zainteresowanie badaczy, historia społeczności żydowskiej Sandomierza w XX wieku była dotąd badana i przedstawiana jedynie w sposób ogólnikowy. W polskojęzycznej literaturze fachowej ukazały się jedynie pojedyncze artykuły historyków regionalnych, takich jak Robert Kotowski, Piotr Sławiński czy Mieczysław Markowski. Cenny wkład wnoszą wstępne rozdziały Sandomierskiej Księgi Pamięci, zawierającej liczne wspomnienia z lat 1914–1939. Napisane po hebrajsku, pozostają one jednak w dużej mierze niedostępne dla polskojęzycznego czytelnika.
Pierwsza wzmianka o społeczności żydowskiej w Sandomierzu pojawia się w dokumentach z 1367 r., aczkolwiek przyjmuje się, że Żydzi osiedlali się w mieście co najmniej od połowy XIV w. Mimo licznych tragedii i powtarzających się pogromów, jakim byli poddawani sandomierscy Żydzi, ich społeczność rozwijała się dynamicznie. W 1914 r. 3890 Żydów stanowiło większość populacji miasta liczącego ogółem 7180 mieszkańców. Wysoki udział ludności żydowskiej w ogólnej liczbie mieszkańców znacząco zmniejszył się jednak w czasie pierwszej wojny światowej — głównie z dwóch powodów: emigracji wielu mieszkańców miasta w tym okresie oraz włączenia w 1916 r. dwóch dużych przedmieść, Zawichojskiego i Krakowskiego, zamieszkanych w niewielkim stopniu przez Żydów.
W okresie międzywojennym liczba Żydów w Sandomierzu uległa znacznemu zmniejszeniu. Spadek ten wynikał z masowej emigracji do Kanady, Stanów Zjednoczonych oraz w pewnym stopniu do Palestyny, a także z migracji wewnętrznych do większych ośrodków miejskich w Polsce. Zgodnie z danymi z 31 marca 1938 r., 2445 Żydów stanowiło zaledwie 31% ogólnej populacji miasta liczącej 7880 osób. Uwzględniając osoby tymczasowo zamieszkałe, całkowita liczba mieszkańców Sandomierza wynosiła wówczas 10 163, w tym 2517 Żydów.
Głównymi zajęciami ludności żydowskiej były drobny handel i rzemiosło, choć niektóre rodziny — takie jak Landau czy Markus — prowadziły większe przedsiębiorstwa, w tym browar. Analiza 367 osób uiszczających składkę bóżniczą w 1933 r. ujawnia następujący rozkład zawodowy: 210 handlarzy, 23 rolników, 17 krawców, 9 szewców, 8 piekarzy, 6 rzeźników.
Ludność żydowska skupiała się głównie na sandomierskiej Starówce, zwłaszcza na ulicach Opatowskiej, Żydowskiej i Berka Joselewicza oraz na Rynku, gdzie większość nieruchomości należała do Żydów, a oni sami stanowili około 80% mieszkańców.
Ta społeczność cechowała się znaczącą heterogenicznością wewnętrzną. Znaczna jej część była wyznania ortodoksyjnego i na co dzień porozumiewała się głównie jidyszem. Niektórzy nie znali języka polskiego lub władali nim jedynie na poziomie elementarnym, wystarczającym do kontaktów z polskimi klientami. Ich charakterystyczny wygląd zewnętrzny oraz akcent w wymowie polskiej ułatwiały rozpoznanie przez chrześcijańskich mieszkańców miasta, co podczas wojny w istotny sposób utrudniało ukrywanie się za pomocą fałszywych polskich dokumentów tożsamości.
Z drugiej strony istniały zamożniejsze rodziny żydowskie, posługujące się polskim jako językiem ojczystym. Część z nich utrzymywała kontakty towarzyskie z polską ludnością miejską, co pozwoliło im dobrze poznać polskie obyczaje i zwyczaje. Te relacje z mieszkańcami chrześcijańskimi okazały się korzystne w okresie okupacji niemieckiej, ułatwiając uzyskanie wsparcia ze strony Polaków.
W trakcie wojny do Sandomierza napłynęło wielu żydowskich uchodźców z terenów przyłączonych do Rzeszy Niemieckiej. Pochodzili oni zazwyczaj z większych ośrodków miejskich, takich jak Łódź, i dysponowali często znacznymi zasobami finansowymi oraz wyższym wykształceniem. Aleksander Wasserman, który w grudniu 1940 r. przybył z Kalisza do Sandomierza, tak opisał szczegółowo swoje celne obserwacje:
Byli oni ludźmi, z jakimi ja jeszcze nigdy się nie zetknąłem. Mam wrażenie, że w tym starym grodzie niewiele się zmieniło od czasu króla Kazimierza Wielkiego. Żyli oni prymitywnie i nędznie w porównaniu do Żydów kaliskich. O świecie, który rozciągał się poza ich powiatem, niewiele wiedzieli. Obowiązującym językiem był język żydowski. (…) Zajmowali się oni nędznym handelkiem. Miejscowi bogacze to kupcy małych sklepików, ulokowanych na rynku. Niektórzy mieszkańcy gminy posiadali pod miastem ziemię, którą uprawiali tak jak miejscowi chłopi. To z kolei nie chciało się zmieścić w mojej głowie. Wszyscy oni byli ludźmi zachowującymi starą tradycję i wiarę. Nosili brody i pejsy, jedli koszerne potrawy, uczęszczali do mykwy. Do siebie zwracali się po imieniu, co również było dla mnie niezmiernie dziwne. Większość z nich miała przezwiska, które były w ogólnym użyciu. I choć niektóre z nich były obraźliwe, nikt się tym nie przejmował ani nie czuł urażony. (…) Na Niemców patrzono z góry i uważano ich za nieszkodliwych idiotów. Bezczelnie ich przekupywali, nie dopuszczając w ogóle takiej ewentualności, że ktoś z nich może łapówki nie wziąć. Do większości mieszkań żydowskich (mieszkania należy rozumieć jako nędzne nory) przychodzili żołnierze niemieccy, z którymi nawiązywano kontakty handlowe. Każdy tamtejszy Żyd był święcie przekonany, że jego znajomość języka niemieckiego jest doskonała. Najważniejszą jednak cechą tej dziwnej społeczności było dobre serce, które biło w piersi każdego z nich. Dobroczynność była oparta na archaicznym systemie żebraniny. Każdy poczuwał się do tego, by potrzebującego wesprzeć. W piątek całe rzesze żebraków chodziły od domu do domu, zbierając datki. Poza tym w krwi Sandomierzan leżała solidarność narodowa, która zmuszała do wyciągania pomocnych rąk wobec potrzebujących pomocy braci.
Chociaż w Polsce międzywojennej obowiązywała powszechna edukacja szkolna dla wszystkich dzieci bez względu na narodowość, jej faktyczne urzeczywistnienie w Sandomierzu pozostaje nie w pełni wyjaśnione. Owszem, w miejskiej szkole powszechnej zatrudnieni byli pojedynczy nauczyciele żydowscy, tacy jak Cyrel Sznajder, a dzienniki klasowe potwierdzają znaczną obecność uczniów żydowskich. Niemniej jednak te dokumenty często odnotowują, że niektórzy spośród nich nie opanowali języka polskiego w dostatecznym stopniu — co ograniczało ich udział w lekcjach — a wyniki w jego nauce bywały oceniane jako niewystarczające. Komplementarnie do edukacji powszechnej, niektóre dzieci żydowskie uczęszczały do tradycyjnych szkół religijnych, gdzie zgłębiały hebrajski i studiowały Torę.
Dostęp do szkół średnich w Sandomierzu był dla ludności żydowskiej znacznie ograniczony, gdyż miejskie gimnazja kładły szczególny nacisk na kształtowanie postaw patriotycznych i nacjonalistycznych wśród wychowanków. Charakterystyczne jest, że wielu byłych uczniów tych szkół oraz ich nauczycieli angażowało się aktywnie w różnorodne grupy ruchu oporu podczas wojny.
Niektórzy żydowscy świadkowie po wojnie relacjonowali, że w sandomierskich gimnazjach stosowano zasadę numerus clausus wobec uczniów żydowskich. Nusek Frydman podkreślał, że te ograniczenia rekrutacyjne skłaniały dotkniętych uczniów do przenoszenia się do większych miast w celu zdania matury, po czym kontynuowali oni studia wyższe w Polsce lub za granicą.
Chociaż zasada numerus clausus nigdy nie została formalnie wprowadzona w gimnazjach, analiza list absolwentów z Sandomierza sugeruje, że gimnazja faktycznie przyjmowały rocznie jedynie jednego do dwóch żydowskich uczniów. Udokumentowano kilka przypadków, w których żydowskie dzieci były zmuszone uczęszczać do gimnazjów w innych miejscowościach; przykładem jest Dyna Gucia Zoberman, która codziennie pokonywała 32 kilometry rowerem, aby dotrzeć do gimnazjum w Opatowie.
Polskojęzyczna historiografia regionalna wykazuje skłonność do kreślenia obrazu stosunków między polskimi a żydowskimi mieszkańcami Sandomierza jako relacji poprawnych, a nawet harmonijnych. Ów pogląd zdaje się jednak odzwierciedlać raczej idealizowane wyobrażenie niż rzetelną analizę faktów historycznych. Zgodnie z relacją Markowskiego, jedynie ugrupowania skrajnie prawicowe, zwłaszcza członkowie Stronnictwa Narodowego, miały zakłócać tę harmonię — przykładem był incydent z 19 marca 1938 r., kiedy grupa gimnazjalistów zniszczyła jedenaście okien w żydowskich mieszkaniach i sklepach w kontekście publicznego wystąpienia prezydenta RP. Wydarzenie to miało rzekomo spotkać się z powszechnym potępieniem opinii publicznej.
Tymczasem zachowane relacje prasowe i świadectwa żydowskich świadków naocznych wskazują na liczne analogiczne incydenty. W Sandomierzu głęboko zakorzenione przesądy o rzekomych mordach rytualnych dokonywanych przez Żydów na polskich dzieciach tworzyły podatny grunt dla potencjalnych pogromów. Wyraźnym przykładem jest incydent z 9 kwietnia 1938 r.: chłopka wraz z sześcioletnią córką weszła do sklepu Mojżesza Grynbluma, a wychodząc zauważyła zniknięcie dziecka. Jej krzyk ściągnął tłum, a aktywiści endecji podsycali plotki o porwaniu dziewczynki przez Żydów w celu rytualnego zabójstwa i wykorzystania krwi do produkcji macy. Dopiero stanowcza interwencja policji zapobiegła eskalacji przemocy — zaginioną odnaleziono wieczorem całą i zdrową na rynku, gdzie się zgubiła.
Stereotyp mordów rytualnych był w Sandomierzu dodatkowo podsycany przez obraz w katedrze, ukazujący taki rzekomy mord. W latach 30. XX w. rabin Mendel Naj oraz ławnik Szyja Zoberman podjęli starania u przedstawicieli Kościoła katolickiego o usunięcie tego wizerunku, argumentując, że wzniecał on atmosferę wrogości. Władze kościelne odrzuciły jednak petycję, powołując się na artystyczną wartość dzieła słynnego malarza.
Rabini i Zarząd Gminy Żydowskiej
Mendel Naj, urodzony 1 stycznia 1855 r. w Tomaszowie Lubelskim, sprawował urząd rabina Sandomierza przez niemal cały okres międzywojenny. Jego nominacja została oficjalnie zatwierdzona przez władze rosyjskie 8 października 1896 r., a urząd pełnił aż do śmierci w marcu 1939 r. W latach 1897–1937 funkcję podrabina pełnił Nusyn Dawid Rosenzwajg. Po jego śmierci w 1937 r. przeprowadzono wybory nowego podrabina: 10 października 1937 r. 26-letni Lejb Lipsz z Tyszkowic pokonał Icka Wajsbrota, rabina z Jedlicza i kandydata Zarządu Gminy Żydowskiej. Nominacja Lipsza została zatwierdzona w kolejnym roku przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.
Po śmierci rabina Naj, 7 marca 1939 r., Zarząd Gminy Żydowskiej zwrócił się do burmistrza Sandomierza z wnioskiem o zatrudnienie Icka Wajsbrota na stanowisku rabina. Jednocześnie część członków gminy zainicjowała zbiórkę podpisów na rzecz kandydatury Lejba Lipsza. Wynik tego wewnętrznego konfliktu nie został w pełni udokumentowany. Wiadomo jednak, że Wajsbrota pozostał rabinem Jedlicza do czasu zniszczenia tej gminy w 1942 r., podczas gdy Lejb Lipsz figurował w oficjalnych dokumentach jako podrabin aż do ucieczki z Sandomierza pod koniec 1939 r. lub na początku 1940 r.
Ostatnia kompletna lista członków Zarządu Gminy Żydowskiej pochodzi z 1931 r. Przewodniczącym był wówczas Szucht Zajwel, sekretarzem — Samuel Wajntraub, a pozostałymi sześcioma członkami: Szmul Frydman, Josek Feldsztajn, Dawid Fajersztajn, Berek Mały, Szmul Majer Rozenfeld oraz Icek Las.
Dane na rok 1939 są niekompletne. Szucht Zajwel nadal pełnił funkcję przewodniczącego, a sekretarzem był Lejb Weinberg. Co do przynależności politycznej ośmiu członków Zarządu, czterech należało do „Agudas Izrael”, dwóch do partii „Mizrachi”, a dwaj pozostali byli bezpartyjni.
Wrzesień 1939
Przygotowania wojenne
Władze Rzeczypospolitej uznały nieuniknioność konfrontacji zbrojnej z Niemcami nie później niż po wymuszeniu przez III Rzeszę przekazania rejonu Kłajpedy przez Litwę 22 marca 1939 r. oraz skierowaniu do polskiego rządu analogicznych roszczeń dotyczących Wolnego Miasta Gdańska. Już następnego dnia, 23 marca, ogłoszono w Polsce częściową mobilizację Wojska Polskiego, a wkrótce potem rząd uruchomił pożyczkę na rozbudowę obrony przeciwlotniczej.
Z raportu starosty powiatu sandomierskiego z 1 maja 1939 r. wynika, że społeczność żydowska znacząco włączyła się w akcję subskrypcyjną. Aby zamanifestować swoją gotowość do ponoszenia ofiar w obronie państwa, Żydzi sandomierscy zorganizowali 22 kwietnia publiczne zgromadzenie w synagodze, na którym przyjęto rezolucję deklarującą wolę oddania majątku, a w ostateczności życia, za ojczyznę pod dowództwem Naczelnego Wodza.
Część społeczności żydowskiej Sandomierza aktywnie włączyła się w przygotowania wojenne. Przykładowo, nauczycielka Cyrel Sznajder ukończyła w okresie od 2 do 17 maja kurs ratownictwa sanitarnego w ramach obrony przeciwlotniczej i przeciwgazowej, przeznaczony głównie dla służb ratowniczych oraz patroli sanitarnych.
Prezydent Ignacy Mościcki zarządził powszechną mobilizację dopiero 30 sierpnia 1939 r., na dwa dni przed wybuchem wojny, wyznaczając pierwszy dzień na 31 sierpnia. Opóźnienie wynikało z nacisków Francji i Wielkiej Brytanii, mających na celu uniknięcie prowokowania Niemiec. Błyskawiczna ofensywa Wehrmachtu, połączona z poważnymi brakami w wyposażeniu, sprawiła, że do Wojska Polskiego wcielono jedynie ułamek osób objętych planem mobilizacji.
W przedwojennej Polsce powszechny obowiązek służby wojskowej obejmował wszystkie narodowości w równym stopniu, choć stanowiska oficerskie zajmowali niemal wyłącznie Polacy. Z września 1939 r. pochodzą liczne relacje o dezercjach Ukraińców i Niemców powołanych do Wojska Polskiego, którzy nie chcieli walczyć ani ginąć za Polskę — w niektórych przypadkach dochodziło nawet do dezercji całych jednostek. W przypadku żołnierzy żydowskich nie odnotowano jednak takich zjawisk.
Precyzyjne określenie skali mobilizacji żydowskich mieszkańców powiatu sandomierskiego nie jest możliwe, choć pośrednie dowody wskazują na stosunkowo niewielką liczbę powołanych. W zachowanych wspomnieniach żydowskich jedynie Tanchum Kupferblum z Sandomierza wspomniał o swoim wcieleniu do 10. Brygady Kawalerii we wrześniu 1939 r. Z kolei niektórzy świadkowie, w tym Beniek Cejlon, twierdzili, że Abraham Schwajcman, były kawalerzysta Wojska Polskiego, brał udział w obronie Westerplatte we wrześniu 1939 r.
W dniu zajęcia Sandomierza przez Wehrmacht (11 września 1939 r.) wszyscy mężczyźni zdolni do noszenia broni, przebywający wówczas w mieście, zostali internowani i eskortowani do obozu przejściowego w Zochcinie. Izrael Kaiser oszacował liczbę internowanych na ok. 1200 Żydów i 300 Polaków, choć dane te mogą być nieścisłe. W zestawieniu z całkowitą populacją żydowską miasta (ok. 2200 osób) sugeruje to, że niemal wszyscy żydowscy mężczyźni pozostawali wtedy w Sandomierzu i nie pełnili służby wojskowej.
Akcje pomocy
W okresie od wybuchu wojny do zajęcia Sandomierza 11 września żydowskie kobiety aktywnie uczestniczyły w lokalnych inicjatywach pomocowych. Działania te miały kluczowe znaczenie, ponieważ Szpital Ducha Świętego — pozbawiony części personelu medycznego w wyniku mobilizacji oraz ewakuacji pozostałych pracowników 6 września — znajdował się w stanie znacznego przeciążenia. Uniemożliwiało to zapewnienie odpowiedniej opieki chorym. Jako jedyne pozostały zakonnice pełniące funkcję pielęgniarek, zależne od wsparcia wolontariuszek. Sytuację pogorszył dodatkowo napływ wyczerpanych, głodnych i często rannych żołnierzy z rozbitych polskich dywizji.
Według relacji Cyrel Sznajder w opiece nad pacjentami szpitala zaangażowały się Sala Fiszman — córka zamożnego kupca Wolfa Lejba Fiszmana –, Regina Handelsman oraz Chajda Rózia Frydman, córka siodlarza Rafaela Frydmana. Sama Sznajder działała w polskim komitecie, w którego skład wchodziły również Stanisława i Jadwiga Żak, córki piekarza Piotra Żaka. Wspólnie udzielały pomocy chorym, cerowały bieliznę, zapewniały wsparcie finansowe oraz opiekowały się uciekinierami-żołnierzami. Z kolei Ryfka Sznajder, matka Cyrel, oraz Marianna Żak, żona piekarza Piotra Żaka, zorganizowały wydawanie posiłków na korytarzu budynku przy Rynku 20. Z pomocą innych kobiet rozdzielały tam herbatę i zupę wyczerpanym żołnierzom, a także dostarczały im cywilne ubrania.
Wśród rannych leczonych w Szpitalu Ducha Świętego znajdował się Icek Gottesman, oficer czechosłowacki pochodzenia żydowskiego. Po aneksji Czechosłowacji przez Niemcy uciekł i wstąpił do Legionu Czechosłowackiego w Polsce. W trakcie odwrotu jego jednostki na wschód doznał kontuzji ręki i trafił na leczenie do sandomierskiego szpitala. Żydowskie wolontariuszki, świadome ryzyka, jakie groziło mu w przypadku schwytania, zaopatrzyły go w cywilne odzienie i znalazły w Sandomierzu rodzinę, która zgodziła się go ukryć.
Komitet Obywatelski
W związku z opuszczeniem Sandomierza przez burmistrza oraz większość pracowników Magistratu Miasta Sandomierza 6 września, miasto pozbawione było działających sił policyjnych i struktur administracyjnych, co poważnie utrudniało organizację życia codziennego. W tej sytuacji emerytowany burmistrz Adam Musielski zainicjował 10 września utworzenie Komitetu Obywatelskiego, którego zadaniem było tymczasowe przejęcie obowiązków administracji miejskiej. W skład komitetu, obok Adama Musielskiego, weszli prawnik Jerzy Cybulski, literat Roman Koseła, ksiądz Antoni Rewera, farmaceutka Maria Siwecka oraz Jan Ulrych. Reprezentację ludności żydowskiej zapewnił Zajwel Szucht, przewodniczący sandomierskiej gminy żydowskiej; dodatkowo w Radzie Komitetu Obywatelskiego zasiadali Zelman Milrad, Szyja Zoberman i Szlama Wurman jako dalsi żydowscy członkowie. Zajwel Szucht został ponadto powołany do Komisji Finansowej Komitetu.
Komitet niezwłocznie przystąpił do działań na rzecz zabezpieczenia podstawowych potrzeb żywnościowych mieszkańców. Po naradzie zdecydowano, że piekarze Wincenty Żuber i Michał Żuber przystąpią natychmiast do wypieku chleba, korzystając z mąki z zapasów wojskowych zmagazynowanych u Wincentego Żubra. Ponadto świnie przetrzymywane w dotychczasowym więzieniu przetransportowano do rzeźni, gdzie dokonano uboju, a mięso rozdzielono proporcjonalnie do ilości członków rodzin.
Dzień po powołaniu Komitetu Obywatelskiego, tj. 11 września, Sandomierz został zajęty przez wojska niemieckie. Pomimo tego komitet początkowo kontynuował działalność; ostatni zachowany dokument wystawiony przez niego datowany jest na 21 września. Następnie Adam Musielski został mianowany burmistrzem przez niemieckiego komendanta miejscowego (niem. Ortskommandant), a nominacja została potwierdzona przez komisarycznego Landrata, dr. Egena; najwcześniejszy dokument podpisany przez niego jako burmistrza pochodzi z 23 września.
Dotarcie oddziałów Wehrmachtu do Sandomierza
Intensywny nacisk wojsk niemieckich na odcinki bronione przez polską 7. Dywizję Piechoty doprowadził wieczorem 2 września 1939 r. do zajęcia Częstochowy przez Wehrmacht, co groziło okrążeniem Armii „Kraków”. W odpowiedzi na to zagrożenie Naczelny Wódz Wojska Polskiego, marszałek Edward Rydz-Śmigły, zarządził 3 września odwrót Armii „Kraków” za linię Sanu przy jednoczesnym prowadzeniu walk opóźniających. Utrata Częstochowy wytworzyła znaczną lukę między pozycjami Armii „Kraków” a Armii „Łódź”, umożliwiając niemieckim związkom operacyjnym szybkie manewry w głąb terytorium Rzeczypospolitej.
Po południu 6 września awangarda niemieckiej 3. Dywizji Lekkiej — w skład której wchodziła część 59. Batalionu Pionierów — dotarła do Opatowa. Zgodnie z dziennikami wojennymi zaangażowanych formacji niemieckich, po rzekomym ostrzale z dachów i okien budynków przy Rynku przez polskich żołnierzy (przy użyciu broni strzeleckiej) Niemcy odpowiedzieli ogniem karabinów maszynowych i granatami ręcznymi. Około 15 minut później gmachy, z których miał pochodzić ostrzał, stanęły w płomieniach. Wezwana w pośpiechu niemiecka bateria przeciwlotnicza, rozmieszczona na Rynku w Opatowie, również znalazła się pod ostrzałem i zareagowała pociskami smugowymi, co doprowadziło do zniszczenia większości zabudowań rynkowych. Zajęcie Opatowa otworzyło Niemcom bezpośrednią drogę do Sandomierza.
7 września o godz. 7:55 szef sztabu VIII Korpusu Armijnego polecił 5. Dywizji Pancernej przemieścić się na północny wschód w kierunku Staszowa, skąd miała dotrzeć do Sandomierza i Annopola. Przed osiągnięciem Staszowa dywizja stoczyła jednak zacięte boje pod Ksanami i Wiślicą, ponosząc poważne straty. Pisemny rozkaz natarcia — przewidujący marsz jednej kolumny ku Sandomierzowi, a drugiej do Annopola — wydano dopiero o godz. 23:00.
Ze względu na pilną potrzebę jak najszybszego dotarcia Wehrmachtu do odcinka Wisły w rejonie Sandomierza skierowano tam zmotoryzowany 7. Batalion Karabinów Maszynowych. Jednostka ta, przemieszczająca się tego dnia z Jędrzejowa do Opatowa, otrzymała o godz. 23:45 drogą radiową od 29. Dywizji Piechoty polecenie natychmiastowego marszu do Sandomierza po zatankowaniu w Staszowie, w celu zablokowania ucieczki pozostałych polskich sił na zachodnim brzegu Wisły.
Z powodu wzmożonego natężenia ruchu i niekorzystnych warunków drogowych batalion dotarł do Sandomierza dopiero 8 września o godz. 9:45, zajmując południowo-wschodnie peryferie miasta oraz wzgórza na północ i północny zachód od niego. Druga kompania pozycjonowała się na zachód, a pierwsza — na wschód od linii demarkacyjnej Kruków — most drogowy. Niemieckie patrole rozpoznawcze ustaliły słabą obsadę południowego brzegu Wisły, a od schwytanych jeńców dowiedziano się, że polskie wycofanie było celowym manewrem zwodniczym.
W dalszej części dnia wydarzenia potoczyły się następująco. O godz. 12:30 sztab batalionu zajął porzucone koszary. O 12:45 Niemcy zauważyli zwiększoną aktywność polskich oddziałów w okolicach Kamienia i na północy. O godz. 14:00 zameldowano, że most w Sandomierzu jest przygotowany do wysadzenia, a na południowym brzegu spodziewać się można jedynie słabego oporu. O godz. 14:30 doszło do polskiego natarcia z Kamienia i północnego wschodu; atak wzmógł się do godz. 16:00. Wtedy niemiecki batalion wprowadził rezerwy. O 17:30 natarcie ustało, Polacy wycofali się w stronę Wisły, a o 17:45 batalion otrzymał rozkaz powrotu do Opatowa.
W ciągu dnia niemieckie patrole zwiadowcze, wyposażone w motocykle i karabiny maszynowe, przeszukiwały miasto w poszukiwaniu polskich żołnierzy i rekwirowały aparaty radiowe. W trakcie tych operacji zginął Hersz David Lewi w niejasnych okolicznościach.
W nocy 7. Batalion Karabinów Maszynowych otrzymał rozkaz powrotu do Sandomierza w celu osłony prawego skrzydła XV Korpusu Armijnego. Następnego dnia rano jednostka ta dotarła do miasta i zajęła stanowiska na zachód oraz północ od niego. Wówczas doszło do starć z polskimi oddziałami stacjonującymi w Sandomierzu i jego bezpośrednim otoczeniu. W ciągu dnia polskie siły ewakuowały miasto, co pozwoliło niemieckim grupom rozpoznawczym około godziny 18:00 potwierdzić, że zostało ono opróżnione przez polskie oddziały. 7. Batalion Karabinów Maszynowych utrzymywał pozycje w rejonie Sandomierza przez następne dni.
Ostrzał artyleryjski miasta
9 września 1939 r. o godz. 14:15 trzecia bateria 29. Pułku Artylerii Lekkiej, podlegająca 29. Dywizji Piechoty, wzmocniła pozycje niemieckiego batalionu. W godzinach popołudniowych bateria ta rozpoczęła ostrzał artyleryjski Sandomierza oraz terenów położonych na północ i południe od miasta.
Głównym zadaniem 7. Batalionu Karabinów Maszynowych było uniemożliwienie wycofującym się jednostkom Armii „Kraków” sforsowania mostu na Wiśle w Sandomierzu. Początkowo Niemcy nie zajęli miasta, aby nie ograniczać mobilności i zdolności manewrowej batalionu. W ciągu dnia ich patrole zwiadowcze przeszukiwały domy w poszukiwaniu ukrytych polskich żołnierzy, broni oraz odbiorników radiowych. Nocami niewielkie grupy żołnierzy polskich wkraczały do miasta, zajmując strategiczne punkty obserwacyjne, by nad ranem się wycofać. Niemiecka artyleria w godzinach nocnych usiłowała zniszczyć te polskie stanowiska. Najintensywniejszy ostrzał artyleryjski miał miejsce w nocy z 10 na 11 września, gdy celem było wyeliminowanie punktu obserwacyjnego na średniowiecznej Bramie Opatowskiej. Sama brama pozostała nienaruszona, lecz pociski trafiły w dach sąsiedniego Szpitala Świętego Ducha oraz w dach „Hotelu Polskiego” Dawida Milrada, w którego piwnicach schroniło się kilkadziesiąt osób żydowskich.
Wśród osób, które schroniły się w hotelu Milrada, znajdował się również Izrael Kaiser, Żyd z Krakowa. W późniejszym raporcie opisał on ataki artyleryjskie w nocy z 10 na 11 września oraz następujące po nich wydarzenia. Zgodnie z jego relacją ostrzał zniszczył dach i klatkę schodową hotelu, a osoby przebywające w budynku obserwowały przez szparę w okiennicach płonący szpital. Około godziny piątej rano opuścili hotel i ruszyli w drogę, dołączając do nich inni przedstawiciele miejscowej społeczności żydowskiej. Przed budynkiem Seminarium Duchownego spotkali biskupa Jana Lorka, który w pełnym ornacie liturgicznym i z dużym złotym krzyżem na piersi gorąco nawoływał ich do bezinteresownego działania. Następnie odłożyli swój bagaż i podjęli próbę ratowania chorych oraz rannych z płonącego szpitala: przenosili ciężkie żelazne łóżka wraz z pacjentami na odległość około 350 metrów do Seminarium Duchownego, ewakuowali rannych polskich żołnierzy, a ponadto wynieśli leki, materiały opatrunkowe i zapasy żywności.
Zajęcie miasta
Ostatecznie 7. Batalion Karabinów Maszynowych podporządkowano 5. Dywizji Pancernej, która 11 września otrzymała zadanie opanowania mostu kołowego w Sandomierzu. Tego dnia rano, o godz. 6, 2. kompania batalionu zajęła Sandomierz bez oporu. Następnie gen. Hermann Hoth, dowódca XV Korpusu Armijnego, osobiście dokonał inspekcji nowo zdobytego miasta wraz z dowództwem batalionu.
Zgodnie z zapisami Urzędu Stanu Cywilnego w Sandomierzu, podczas zajęcia miasta 11 września 1939 r. zginęły trzy osoby żydowskie: Moszek Baum (urodzony 10 lutego 1867 r.), Jankiel Lederman (urodzony w 1871 r.) i Icchak Teitelbaum (urodzony w 1880 r.).
Zeznania żydowskich świadków wskazują jednak na rozbieżności co do daty wkroczenia Niemców do Sandomierza oraz tożsamości osób zabitych podczas zajęcia miasta. Krótko po wojnie Nachman Icek Gorzyczański relacjonował:
13 września 1939 roku Niemcy weszli do Sandomierza. Tejże nocy kilku hitlerowców wtargnęło do żydowskiego domu i zastrzeliło trzech Żydów: Icchoka Tytelbauma, Mojżesza Kona oraz Jakuba Ledermana.
W Sandomierskiej Księdze Pamięci z 1993 r. Gorzyczański podał natomiast, że wojska niemieckie wkroczyły do Sandomierza 9 września 1939 r. Tego dnia żołnierze niemieccy mieli zastrzelić trzech Żydów, którzy przypadkowo przebywali na ulicy: Moszego Boyma, Jankiela Ledermana i Icchaka Teitelbauma. W tym kontekście świadek najwyraźniej sugeruje, że owe trzy osoby — obecne na ulicy przypadkowo — zostały zabite wyłącznie z powodu swej żydowskiej tożsamości
Zeznania naocznych świadków wskazują jednak, że zabójstwa te nie miały charakteru przypadkowego. Przykładowo syn Icchaka Teitelbauma, właściciela sklepu z zegarkami i biżuterią, zeznał po wojnie, iż jego ojciec został uprowadzony z mieszkania i rozstrzelany wraz z sąsiadem, przy czym tożsamość sprawców pozostała mu nieznana.
Berek Rothenberg obserwował egzekucję trzeciej osoby i zrelacjonował ją później w wywiadzie. Opisał, jak widział niemieckich żołnierzy w jeepach z karabinami maszynowymi. Jedną z pierwszych ofiar był mężczyzna, który ukrył się za dużymi drzwiami, aby obserwować wkraczające wojska niemieckie. Żołnierze przestrzelili drzwi i zabili go.
Sandomierz pod zarządem wojskowym
Tuż po bezkrwawym opanowaniu Sandomierza 11 września ppłk Bruno Gerloch, dowódca II Batalionu 116 Pułku Artylerii 5. Dywizji Pancernej, został powołany na stanowisko komendanta miasta (niem. Ortskommandant), urządzając swoją kwaterę główną w Pałacu Biskupim.
Po zdobyciu Starego Miasta Sandomierza wczesnym rankiem 11 września oddziały 5. Dywizji Pancernej przygotowywały się do ataku na most drogowy. W celu zapobieżenia ewentualnemu polskiemu kontratakowi od tyłu Niemcy dokonali aresztowania całej ludności miasta zdolnej do noszenia broni, rozmieszczając w kilku miejscach żołnierzy z gotowymi do strzału karabinami maszynowymi w celu jej pilnowania.
Przez cały dzień Niemcy prowadzili systematyczne rewizje domów, skupiając na Rynku mężczyzn w wieku poborowym — zarówno miejscowych, jak i przyjezdnych — którzy podjęli próby ukrycia się w piwnicach i kryjówkach. Według relacji Izraela Kaisera w okolicach ratusza zebrało się około 1200 Żydów i 300 Polaków.
Aresztowanych poddawano rewizji osobistej, w trakcie której konfiskowano wszelkie ostre narzędzia będące w ich posiadaniu, po czym doprowadzano ich na miejsce zbiórki pod ratuszem. Kobietom próbującym dostarczyć żywność internowanym odmawiano dostępu.
Postępowanie to odbywało się zgodnie z rozkazem Naczelnego Dowódcy 10. Armii, generała pułkownika Waltera von Reichenau z 4 września. Nakazywał on aresztowanie i internowanie obywateli polskich w wieku poborowym przebywających w miejscowościach zajętych przez Niemców — traktując ich na równi z jeńcami wojennymi, z wyjątkiem osób niezbędnych do wykonywania kluczowych zadań cywilnych w rodzinnym mieście lub gminie. W obozach internowania mieli być oni izolowani od jeńców wojennych.
W trakcie popołudnia, po weryfikacji wieku, Niemcy uwolnili więźniów powyżej 60. roku życia. Po zmroku rynek oświetlono i zabezpieczono karabinami maszynowymi, zmuszając internowanych do spędzenia nocy na placu pod gołym niebem. Następnego dnia o godz. 9 polscy i żydowscy internowani uformowani w kolumny zostali — pod pretekstem przeglądu — odprowadzeni do majątku Głazów, odległego o ok. 9–10 km. Tam przeprowadzono selekcję: część osób zwolniono, a pozostałe zatrzymano w areszcie.
Według relacji Izraela Kaisera, podczas gdy polscy internowani otrzymywali wodę, jeden z żydowskich więźniów, który również o nią prosił, został postrzelony. Ranny Nechemja Gotlib z Koprzywnicy błagał strażników o pomoc medyczną lub skrócenie cierpień, lecz mimo próśb nie udzielono mu żadnej asysty aż do godziny 7 następnego ranka.
Następnego dnia kolumna marszowa dotarła do Włostowa, gdzie oczekiwali ich wysocy rangą oficerowie Wehrmachtu. Tam uwolniono część polskich internowanych, natomiast Żydów poddano dokładnej rewizji — pod groźbą natychmiastowej egzekucji skonfiskowano im zegarki. Lejb Lipsz, młody rabin Sandomierza, wraz z innymi Żydami został wyodrębniony z grupy, po czym żołnierze przystąpili do brutalnego, miejscami krwawego ścinania bród nożami i bagnetami; rabin doznał przy tym szczególnie poważnych obrażeń. Po dwugodzinnym marszu bez dostępu do wody czy chleba pędzono ich dalej, docierając późno w nocy do tylnego obozu zbiorczego Zochcin w powiecie opatowskim.
Relacje świadków co do liczby internowanych różnią się znacząco. Szacunek Izraela Kaisera mówiący o 1200 żydowskich mężczyznach wydaje się nieproporcjonalnie wysoki w zestawieniu z całkowitą liczbą 2575 Żydów w Sandomierzu w styczniu 1939 r. Mniejsza liczba Polaków w porównaniu do Żydów mogła wynikać z faktu, że niezmobilizowani jeszcze poborowi otrzymali na początku września rozkaz udania się na wschód, co spowodowało ich masowy odpływ z miasta.
Obóz zbiorczy Zochcin
Obóz zbiorczy w Zochcinie nie posiadał żadnych budynków, więc internowani musieli nocować pod gołym niebem. Aby zastraszyć żydowskich więźniów, niemieccy żołnierze otworzyli ogień — internowani nie wiedzieli jednak, że użyto jedynie ślepej amunicji.
Po całym dniu braku wody wreszcie przystąpiono do jej dystrybucji wśród żydowskich internowanych: najpierw zaopatrywano folksdojczów, potem polskich jeńców wojennych. Gdy niemiecki żołnierz zapytał, czy ktoś nadal odczuwa pragnienie, zgłosił się Sana Zilberman, przedwojenny zegarmistrz zatrudniony w sklepie Sendera Teitelbauma. Zamiast wody został jednak postrzelony i odniósł ciężkie obrażenia. Ranny wielokrotnie prosił strażników o pomoc medyczną, lecz jego błagania zignorowano. Dopiero następnego ranka Żydzi z Opatowa, dostarczający zaopatrzenie, przewieźli go do szpitala. Zilberman zmarł jednak kilka dni później w konsekwencji poniesionych ran.
Rozkaz internowania mężczyzn w wieku poborowym okazał się niewystarczająco przygotowany, ponieważ Wehrmacht nie dysponował odpowiednią infrastrukturą do zakwaterowania tak licznej grupy cywilnych internowanych. Doprowadziło to do poważnych trudności logistycznych w zakresie zaopatrzenia, co ilustruje transmisja radiowa z 9 września skierowana do Grupy Armii „Południe”. W niej VII Korpus Armijny zgłaszał niedostateczne dostawy paliwa i żywności dla swoich jednostek ze strony 10. Armii, w wyniku czego 6000 internowanych i jeńców wojennych pozostało całkowicie bez pożywienia. 15 września kwatermistrz 10. Armii przedłożył głównemu kwatermistrzowi Grupy Armii „Południe” pisemne sprawozdanie wyjaśniające przyczyny tych braków:
Zaopatrzenie w chleb dla armii i jeńców wojennych nie jest zabezpieczone z powodu braku środków transportu i zatorów na dworcach, a także niskiej wydajności kolei, tym bardziej że dywizje z powodu ciągłego ruchu w ogóle nie są w stanie lub tylko częściowo wytwarzać chleb na własne potrzeby. Proszę zatem pilnie o natychmiastowe dostarczenie sześciu kompanii piekarniczych. (…) 25 sierpnia zapobiegawczo poproszono już głównego kwatermistrza o cztery kompanie piekarnicze dla armii, ale niestety ich nie przydzielono.
Relacje internowanych z obozu w Zochcinie potwierdzają, że więźniowie nie otrzymywali żywności od strażników, lecz korzystali z pomocy miejscowej ludności.
14 września 1939 roku, w żydowskie święto Nowego Roku, Żydzi z Opatowa dostarczyli kilka beczek z żywnością dla swoich internowanych współbraci. Po południu, około godziny 14, przybyły dwa wozy załadowane trzema dużymi beczkami zupy ziemniaczanej z kawałkami mięsa, licznymi bochenkami chleba, w tym chałką, ciastem, herbatą w butelkach oraz naczyniami. Żywność została rozdysponowana wśród internowanych, którzy mogli się posilić po doznanych trudach.
W kolejnych dniach kobiety z Opatowa regularnie dostarczały internowanym żywność. Jak później opisała Cyrel Sznajder, codziennie pokonywały one 30 kilometrów pieszo, niosąc kosze, aby przekazać wsparcie swoim bliskim przebywającym w obozie. Pomimo bicia i szykan ze strony Niemców zbliżały się do ogrodzeń obozowych, dostarczając żywność, odzież i inne środki pomocowe, które łagodziły cierpienia umęczonych ludzi. Ludność Opatowa, a zwłaszcza młode kobiety, wykazała się tu godną podziwu solidarnością, kontynuując pomoc mimo represji.
Uwolnienie internowanych
W kwestii uwolnienia cywilnych więźniów z obozu w Zochcinie zachowały się relacje dwóch osób bezpośrednio zaangażowanych w negocjacje z niemieckimi dowódcami. Niestety, obie te relacje wykazują istotne rozbieżności w kluczowych szczegółach.
Pierwszą z nich jest relacja Izraela Kaisera, w której opisuje on swoje zwolnienie z obozu w Zochcinie — po zaledwie kilku dniach pobytu — wraz z innym żydowskim internowanym, Diestlerem. Ten ostatni udał się następnie do komendanta miasta Opatowa w celu załatwienia uwolnienia pozostałych internowanych. Komendant skierował go do generała stacjonującego w Sandomierzu, a Diestler zwrócił się wtedy do ks. dr. Jana Stępnia z prośbą o wstawiennictwo u administratora apostolskiego diecezji sandomierskiej, bp. Jana Lorka, żeby ten umożliwił spotkanie z niemieckim generałem. Ks. Stępień przyjął prośbę i przedstawił sprawę biskupowi w towarzystwie Diestlera oraz dr. Sterna. Następnego dnia biskup towarzyszył im do sztabu ulokowanego w Pałacu Biskupim. Generał zapowiedział rozpatrzenie wniosku i wezwał ich następnego dnia po odpowiedź, żądając jednocześnie kaucji w wysokości 100 000 złotych. Kwota ta była w tamtym czasie ogromna; mimo intensywnych wysiłków splądrowanej żydowskiej społeczności udało się zebrać jedynie 63 000 złotych. Podczas kolejnej audiencji biskup osobiście wytłumaczył generałowi niemożność uzbierania pełnej sumy, zobowiązując się pokryć brakującą część z własnych środków.
Relacja Izraela Kaisera posiada wysoką wartość źródłową, albowiem została sporządzona wkrótce po zakończeniu wojny, gdy wspomnienia wydarzeń były jeszcze świeże.
Zgodnie z relacją ks. Jana Stępnia, opublikowaną dopiero w 1984 r., podejmował on wysiłki na rzecz uwolnienia cywilnych więźniów przetrzymywanych w obozie w Zochcinie pod Opatowem, prowadząc negocjacje z komendantem placówki. Upływ czasu mógł spowodować pewne nieścisłości w szczegółach. Stępień opisał, że wszyscy mężczyźni w wieku poborowym, w tym Żydzi, zostali odprowadzeni z Sandomierza i umieszczeni pod gołym niebem w obozie w Zochcinie. Z pełnomocnictwem biskupa Jana Lorka udał się tam, by wynegocjować ich zwolnienie. Po dłuższych pertraktacjach komendant zgodził się na uwolnienie za zapłatę okupu w wysokosci 20 zł. od osoby. Wspólnie z Lejbem Goldbergiem, szewcem z Sandomierza, zbierali następnie fundusze. Gdy uzbierali około połowy wymaganej kwoty, udali się ponownie do Zochcina. Komendant początkowo odmówił zwolnienia więźniów żydowskich, lecz Stępień podkreślił ich przynależność do społeczności miejskiej, oświadczając, że nie opuści obozu bez współobywateli pochodzenia żydowskiego. Ostatecznie ta stanowcza postawa przyniosła sukces.
Opisy dotyczące uwolnienia cywilnych więźniów z obozu w Zochcinie sugerują, że nastąpiło ono w rezultacie zapłacenia okupu. Często formułowana jest też teza, że biskup Lorek „uratował” więźniów. Jednak można dowieść, że uwolnienie internowanych i tak by doszło do skutku, a w przeciwnym razie opóźniłoby się zaledwie o kilka dni.
Zarządzenia Komendy Miasta
Po opuszczeniu okolic Sandomierza przez 5. Dywizję Pancerną podpułkownik Rudolf Engelmann z 27. Dywizji Piechoty został powołany na stanowisko komendanta miasta. W następstwie tego Komendę Miasta przeniesiono z Pałacu Biskupiego do budynku ratusza.
Nowy komendant miasta skierował do ludności Sandomierza odezwę, której celem było zapewnienie porządku i bezpieczeństwa. W obwieszczeniu nakazał oddanie wszelkiej broni w wyznaczonym terminie do komendantury w ratuszu. Wprowadził też nocną godzinę policyjną, zabraniającą cywilom opuszczania mieszkań po zmroku. Nakazał ponadto natychmiastowe ponowne otwarcie wszystkich sklepów z obowiązkiem sprzedaży towarów po dotychczasowych cenach. Naruszenia tych zarządzeń miały być karane surowo na podstawie prawa wojennego: rozstrzelaniem trzech osób za każdy atak na żołnierza niemieckiego oraz egzekucją sześciu szanowanych obywateli miasta w odwecie za zranienie lub zabicie Niemca.
Ponowne otwarcie sklepów
W obawie przed rabunkami ze strony żołnierzy Wehrmachtu właściciele sklepów zaryglowali swoje lokale i ukryli towary. Aby zapewnić zaopatrzenie ludności miasta po jego zajęciu, konieczne stało się jednak pilne ponowne otwarcie tych placówek.
W tym kontekście przewodniczący Komitetu Obywatelskiego Adam Musielski skierował 21 września 1939 r. pismo do żydowskiego przedstawiciela w Komitecie, Zajwela Szuchta. Żądał w nim otwarcia wszystkich żydowskich sklepów jeszcze tego samego dnia od godz. 12:00 oraz przestrzegania codziennych godzin otwarcia od 8:00 do 17:00. Sklepy pozostające zamknięte miały zostać otwarte siłą, a właściciele pouczeni o obowiązku natychmiastowego wyłożenia towarów ukrytych w piwnicach lub magazynach — pod groźbą przeszukań, konfiskat i konsekwencji prawnych.
Żydowscy kupcy nie przestrzegali konsekwentnie tego nakazu, kontynuując zamykanie sklepów w soboty — tradycyjny żydowski dzień odpoczynku. Władze okupacyjne nie uwzględniały przepisów religijnych. W związku z tym komendant miasta wydał 10 października 1939 r. dodatkowe zarządzenie do niedawno powołanego burmistrza Adama Musielskiego, w którym jednoznacznie zażądał otwarcia żydowskich sklepów również w soboty oraz niezwłocznego poinformowania właścicieli.
Zakładnicy
W celu zapewnienia porządku i bezpieczeństwa niemieckie władze okupacyjne, obok internowania mężczyzn w wieku poborowym, wprowadziły wobec ludności cywilnej inne represyjne środki, w tym instytucję zakładników. Po zajęciu miasta Komenda Miasta przez kilka miesięcy okresowo wyznaczała grupy po sześciu zakładników zobowiązanych do codziennego meldowania się w komendzie. Rzeczywiste uwięzienie tych osób przewidziano jedynie w razie ataków na Wehrmacht lub niestosowania się do niemieckich zarządzeń.
Tożsamość pierwszych zakładników, wyznaczonych na okres od 26 września do 1 listopada 1939 r., jest znana tylko częściowo: ks. Antoni Rewera oraz Józef Mendala. Na kolejny okres, od 1 listopada do 5 grudnia 1939 r., powołano trzech Polaków: dr. Stanisława Krawczyńskiego, Edwarda Żuławę oraz Wincentego Żubra, a także trzech prominentnych przedstawicieli społeczności żydowskiej: Jakuba Wilczka, Dawida Fajersztajna i Szyję Zobermana. Początkowo wezwania dla żydowskich zakładników nie mogły być doręczone, ponieważ wymienione osoby nie przebywały w Sandomierzu; nie jest też pewne, czy doręczenia dokonano w późniejszych dniach. Wezwanie Dawida Fajersztajna z pewnością nigdy nie zostało wręczone, ponieważ zachowało się ono w aktach miasta Sandomierza. Z kolei 13 listopada 1939 r. Komenda Miasta wyznaczyła Chaima Tyszlera na zakładnika w miejsce jednego z poprzednich trzech; przypuszczalnie również jego wezwanie pozostało niedoręczone, skoro znajduje się ono w aktach miasta.
Dnia 25 listopada 1939 r. zakładnicy zostali aresztowani w związku z uszkodzeniem lub usunięciem niemieckich obwieszczeń wojskowych i cywilnych z publicznych tablic ogłoszeniowych oraz murów. Rodziny zatrzymanych zobowiązano do dostarczania im posiłków do aresztu o ściśle określonych porach: rano w godzinach 7:00–7:30, w południe w godzinach 12:00–13:00 oraz wieczorem w godzinach 17:00–17:30. Po upływie wyznaczonego terminu wszyscy zostali zwolnieni 5 grudnia.
Akcje Einsatzkommandos SS
W październiku 1939 r. oddziały Einsatzkommando SS dokonały wysiedlenia ludności żydowskiej z Tarnobrzega, Rozwadowa oraz innych miejscowości poza linię demarkacyjną niemiecko-sowiecką. 2 października w Tarnobrzegu Żydom nakazano zgromadzenie się na rynku, po czym popędzono ich pieszo do Sanu i przetransportowano łodziami do Radomyśla. Mimo tych działań kilkuset Żydów powróciło do Tarnobrzega i Rozwadowa, co umożliwiło późniejsze utworzenie w tych ośrodkach Żydowskich Rad Starszych. Część żydowskich mieszkańców Tarnobrzega udała się również do Sandomierza, gdzie 15 października 1939 r. zarejestrowano 110 uchodźców z tego miasta.
Kilka dni po wydarzeniach w Tarnobrzegu Einsatzkommando SS odwiedziło również Sandomierz. Incydent ten głęboko wrył się w pamięć lokalnej społeczności żydowskiej, co potwierdzają liczne świadectwa ocalałych.
Członkowie Einsatzkommando SS wdzierali się do mieszkań, wyciągając mężczyzn w różnym wieku i gromadząc ich na Rynku w pobliżu Ratusza. Traktowano ich tam z wyjątkową brutalnością. Szczególnie Żydów noszących brody i tradycyjne długie płaszcze oddzielano od reszty i prowadzono na Mały Rynek, w okolice więzienia miejskiego. Tam Niemcy obcinali lub wyrywali im brody — w całości lub częściowo, niekiedy wraz ze skórą. Te poniżenia trwały kilka godzin, budząc wśród Żydów ciągły lęk przed dalszymi represjami. Następnie Niemcy pognali tłum do biegu dookoła Ratusza, oddając strzały w powietrze — najwyraźniej w celu wywołania paniki. Po kilku godzinach Żydów poprowadzono w stronę Wisły i zwolniono.
Irena Zoberman relacjonowała później rzekome ofiary śmiertelne tego dnia. Brak jest jednak jakichkolwiek wzmianek o rozstrzelaniach Żydów w zeznaniach Celiny Grünspan czy Chila Cynamona dotyczących tego wydarzenia. Akta zgonów Urzędu Stanu Cywilnego w Sandomierzu również nie odnotowują podobnych przypadków śmierci.
Pełne zrozumienie intencji stojących za tą akcją pozostaje trudne. Możliwe, że ideologicznie zmotywowani członkowie Einsatzgruppen SS pragnęli w ten sposób zademonstrować swoją domniemaną wyższość nad Żydami. Przedsięwzięcie to udokumentowano fotograficznie po stronie niemieckiej, co wskazuje na jego potencjalnie propagandowy charakter. Uwagę zwraca również błędna informacja na rewersach owych fotografii, że przedstawia transport sandomierskich Żydów przez rzekę San.
Ucieczki na Wschód
Gdy 17 września 1939 r. wojska sowieckie wkroczyły na tereny wschodniej Polski, wśród sandomierskiej społeczności żydowskiej rozpowszechniła się pogłoska o planowanym zajęciu miasta przez Armię Czerwoną. Mimo weryfikacji jej fałszywości część młodych Żydów opuściła Sandomierz, kierując się na obszary okupowane przez ZSRR. Należał do nich rabin Lejb Lipsz, który pamiętał brutalne traktowanie przez Niemców w Zochcinie. Dwa lata później, po niemieckiej agresji na Związek Radziecki, rabin wstąpił w szeregi partyzantki i prawdopodobnie przeżył wojnę.
Niektórzy uciekinierzy powrócili do Sandomierza wraz z rodzinami, relacjonując swoje doświadczenia. Z ich opowieści wynikało, że warunki życia pod sowiecką władzą były dla Żydów korzystne, ponieważ cieszyli się pełnymi prawami obywatelskimi. Te świadectwa zachęciły dalszą młodzież żydowską do ucieczki na wschód, choć część z nich — w tym Cyrel Sznajder — z powodu niezadowolenia z lokalnych warunków wkrótce dobrowolnie powróciła pod okupację niemiecką.
Przykładem uciekiniera był Nachman Rosenberg, znany w Sandomierzu jako komunista. Uniknął on niemieckich represji za antyfaszystowską działalność, uciekając z żoną Heną Rosenberg [Eugenia Michalewska] oraz braćmi Spiro do Kowla. Tam nawiązał kontakt z dawnym znajomym z Lwowa — zwolennikiem komunizmu, niedawno zwolnionym z polskiego więzienia. Wspólnie udali się do Lwowa, gdzie Rosenberg zatrudnił się jako dziennikarz w „Czerwonej Gwieździe”, a Eugenia wznowiła praktykę stomatologiczną. We Lwowie spotkali Chila Cejlona, innego uciekiniera na wschód, i nawiązali kontakty z Wandą Wasilewską, prominentną polską komunistką.
Latem 1941 r., gdy wojska niemieckie zbliżały się do Lwowa, państwu Rosenbergom nie udało się ewakuować dalej na wschód. Rodzina Nussbaumów, dysponująca niemieckim zezwoleniem na handel z lwowskimi kupcami, umożliwiła Nachmanowi powrót do Sandomierza, zabierając go w transporcie towarowym. Eugenia podążyła za nim pociągiem.
Żydzi z Sandomierza kontynuowali próby ucieczki do Związku Radzieckiego, mimo poważnego ryzyka związanego z postrzeganiem uchodźców przez sowieckie władze jako potencjalnych szpiegów niemieckich. Symptomatycznym przykładem jest los Hawy Rechli Grinbal: w styczniu 1941 r. przedostała się ona na obszary okupowane przez Armię Czerwoną, gdzie natychmiast po przybyciu została aresztowana i przetrzymywana przez sześć miesięcy w więzieniu w Przemyślu. Po wkroczeniu Wehrmachtu do miasta zdołała uzyskać zezwolenie na powrót pociągiem do Sandomierza.
Mimo tych ryzyk niektórzy Żydzi pozostali na terenie ZSRR aż do zakończenia wojny. Takim był Alter Asher Tenenbaum, który we wrześniu 1939 r. schronił się w Kijowie i przebywał tam do niemieckiej agresji na Związek Radziecki. W lipcu 1941 r. zgłosił się ochotniczo do Armii Czerwonej, trafiając do korpusu inżynieryjnego, z którego zwolniono go po dziesięciu miesiącach służby. Jego próba dołączenia do Armii Polskiej generała Andersa zakończyła się niepowodzeniem — rzekomo z powodu żydowskiego pochodzenia. Resztę okupacji spędził we Frunze przy granicy chińskiej, gdzie spotkał Ezekiela Rosenberga, innego Żyda z Sandomierza, i dopiero w 1946 r. powrócił do Polski.
Struktura władz okupacyjnych
Administracja cywilna
W związku z konfliktami między administracją wojskową na okupowanych ziemiach wschodnich a następującymi po niej urzędami cywilnymi oraz strukturami NSDAP, administracja wojskowa została w trybie przyspieszonym zakończona z dniem 26 października 1939 r., a zarządzono wprowadzenie administracji cywilnej.
Już 17 października 1939 r., podczas narady z generałem Keitlem, Hitler sformułował zasady przyszłego kształtowania polityki okupacyjnej. Zgodnie z nimi administracja okupacyjna w Polsce nie miała na celu utworzenia prowincji czy państwa według niemieckiego wzorca, a tym bardziej odbudowy gospodarczej i finansowej kraju. Zamierzano natomiast uniemożliwić polskiej inteligencji ugruntowanie się jako warstwie przywódczej, narzucić niski poziom życia — skoro wystarczała siła robocza — oraz wykorzystywać Polaków do zarządzania, nie dopuszczając jednak do rozwoju ruchów narodowych.
Na mocy dekretu Hitlera z 12 października 1939 r. dr Hans Frank objął urząd Generalnego Gubernatora okupowanych terytoriów polskich. Zgodnie z wytycznymi Führera, Frankowi podlegała cała administracja — z wyjątkiem wybranych kompetencji pozostawionych Radzie Ministrów ds. Obrony Rzeszy, Pełnomocnikowi ds. Planu Czteroletniego lub Ministerstwu Finansów Rzeszy — raportował bezpośrednio Hitlerowi, a siedziba znajdowała się w Krakowie.
Generalne Gubernatorstwo było podzielone na cztery dystrykty, do których po ataku na Związek Radziecki dołączył nowo utworzony Dystrykt Galicja. Na czele pięciu dystryktów — Kraków, Lublin, Radom, Warszawa, a później Galicja — stał odpowiednio szef dystryktu. Dystrykty były z kolei podzielone na powiaty ziemskie i miejskie, na czele których stał odpowiednio starosta powiatowy (niem. Kreishauptmann) lub miejski (niem. Stadthauptmann).
Dystrykt Radom obejmował 10 powiatów ziemskich, a mianowicie: Busko, Jędrzejów, Kielce-Land, Końskie, Opatów, Petrikau, Radom-Land, Radomsko, Starachowice i Tomaszów-Mazowiecki, oraz 3 powiaty miejskie: Kielce, Radom i Częstochowa.
Na początku października 1939 roku, jeszcze zanim ostatecznie ustalono strukturę administracyjną Generalnego Gubernatorstwa, w Sandomierzu utworzono starostwo powiatowe pod kierownictwem dr. Friedricha Egen. W zachowanych dokumentach jest on na przemian określany jako starosta lub starosta komisaryczny. W połowie listopada 1939 roku nastąpiło jego mianowanie na starostę powiatowego (Kreishauptmann) w Sandomierzu.
Z powodu ostrego braku niemieckich urzędników, uniemożliwiającego obsadzenie starostw powiatowych we wszystkich powiatach dotychczasowego podziału administracyjnego wykwalifikowanymi pracownikami, postanowiono połączyć dotychczasowe powiaty Opatów i Sandomierz oraz zrezygnować z tworzenia starostwa powiatowego w Sandomierzu. Jednak na początku 1941 r. w Sandomierzu utworzono komisariat powiatowy (niem. Landkommissariat) jako małą placówkę terenową starostwa powiatowego w Opatowie, odpowiedzialną za obszar przedwojennego powiatu sandomierskiego. Kierownictwo objął dr Kurt Schmitt.
W latach 1939–1943 dr Heinz Ritter sprawował urząd starosty powiatowego (niem. Kreishauptmann) w Opatowie. Starostwo powiatowe (niem. Kreishauptmannschaft) dzieliło się na liczne wydziały, wśród których znajdował się jeden odpowiedzialny za sprawy ludności żydowskiej. Żydowscy świadkowie w swoich zeznaniach jednogłośnie wskazywali na zatrudnienie w tym wydziale referenta o nazwisku Obladen.
W ramach polskiego śledztwa z 1948 r. przeciwko Obladenowi przesłuchano Jerzego Skotnickiego [Salomonowicza], przewodniczącego Żydowskiej Rady Starszych w Sandomierzu pod koniec 1942 r., który dysponował rzetelnymi informacjami. Zgodnie z jego relacją, od początku 1942 r. Obladen kierował Wydziałem Ludności i Opieki (niem. Abteilung Bevölkerungswesen und Fürsorge) w opatowskim starostwie powiatowym, decydując m.in. o delimitacji granic gett oraz o wydawaniu zezwoleń na opuszczanie wyznaczonych stref zamieszkania.
Danych personalnych Obladena nie udało się ustalić. Po wojnie dwaj byli pracownicy starostwa — Paul von der Heiden i Herrmann Wusowski — zaprzeczyli istnieniu osoby o takim nazwisku w opatowskiej placówce. Hipotezę pomyłki nazwiska wspiera fakt, że Paul von der Heiden przed wojną był urzędnikiem sądowym w sądzie rejonowym w Opladen. Niemniej według własnych oświadczeń w Opatowie pełnił on jedynie funkcję urzędnika w wydziale porządku.
Więzienie w Sandomierzu
Więzienie w Sandomierzu było ulokowane w pomieszczeniach dawnego Zamku Królewskiego. W ramach szeroko zakrojonej amnestii z 2 września 1939 r. zwolniono część osadzonych, a pozostałych wypuszczono 6 września w związku z ewakuacją cywilnych władz administracyjnych, policji oraz personelu więziennego z miasta.
Na polecenie miejscowego Landrata, dr. Friedricha Egena, placówka wznowiła działalność 13 października 1939 r., przywracając część wcześniejszego personelu więziennego do służby. Po likwidacji Kreishauptmannschaft Sandomierz z dniem 31 grudnia 1939 r. nadzór nad więzieniem objął sędzia Kaun, kierownik Sądu Grodzkiego w Sandomierzu.
Początkowo funkcję kierownika pełnił Władysław Wróblewski, który sprawował ją co najmniej do września 1940 r. Ostatecznie zakład, pod nazwą „Deutsche Strafanstalt Sandomierz”, włączono do struktur administracji cywilnej Dystryktu Radom. Zakładem karnym kierował inspektor administracyjny Kunze, wspomagany przez głównego dozorcę Egelmanna. Planowana pojemność wynosiła 550–600 więźniów, jednak powojenne zeznania byłych strażników wskazują, że liczba osadzonych niekiedy przekraczała 1000–1500 osób, podczas gdy zachowane listy więźniów z lat 1939–1940 dowodzą, iż w tym okresie nie przekroczyła ona około 300–400 osób.
Ponadto, między Rynkiem a Małym Rynkiem, w budynku zwanym Odwachem przy Rynku 12, mieścił się miejski areszt. Niektórzy żydowscy świadkowie określali go jako więzienie lub więzienie miejskie, co może powodować niejasności w interpretacji zeznań. Dokładne przypisanie relacji do Zamku Królewskiego czy aresztu miejskiego możliwe jest wyłącznie w oparciu o kontekst świadectwa.
SS i Policja
Podobnie jak w regulacjach obowiązujących w Rzeszy Niemieckiej, Generalnemu Gubernatorowi przydzielono stanowisko Wyższego Dowódcy SS i Policji (niem. Höherer SS- und Polizeiführer — HSSPF). Podlegał on bezpośrednio Generalnemu Gubernatorowi, niosąc odpowiedzialność za zapewnienie bezpieczeństwa i porządku publicznego w całym Generalnym Gubernatorstwie. W kwestiach o zasadniczym znaczeniu wymagał zatwierdzenia ze strony Generalnego Gubernatora, podczas gdy w pozostałych mógł samodzielnie podejmować niezbędne środki w celu realizacji swoich zadań. Dodatkowo posiadał uprawnienia do wydawania rozporządzeń policyjnych.
Wyższemu Dowódcy SS i Policji podlegały struktury Dowódców Policji Bezpieczeństwa i Policji Porządkowej. Równolegle z powołaniem gubernatorów dystryktów mianowano Dowódców SS i Policji (niem. SS- und Polizeiführer — SSPF), którzy formalnie byli podporządkowani szefom dystryktów, lecz de facto podlegali przede wszystkim Wyższemu Dowódcy SS i Policji.
SS i Policja w Dystrykcie Radom
W Dystrykcie Radom dowódcą SS i Policji od 28 kwietnia 1942 r. do stycznia 1944 r. był SS-Brigadeführer dr jur. Herbert Böttcher.
Osoby odpowiedzialne za sprawy żydowskie w Radomiu należały do kompanii sztabowej SSPF lub Wydziału IV Policji Bezpieczeństwa.
Kompania Sztabowa SSPF
Skład personelu SSPF w Dystrykcie Radom został w znacznym stopniu zrekonstruowany w toku postępowań karnych przeciwko funkcjonariuszom Policji Bezpieczeństwa za nazistowskie zbrodnie. Z tych ustaleń wynika, że do kompanii sztabowej należeli m.in. następujący funkcjonariusze:
— kierownik osobistego biura oraz szef sztabu SSPF: SS-Sturmbannführer Wilhelm Joseph Blum (od września 1942 r.);.
— adiutanci SSPF kolejno: Oberleutnant Walter Subklewe (13 VIII 1942 — 12 II 1943), Oberleutnant Werner Bornemann, a następnie SS-Hauptsturmführer Hans Schippers.
— urzędnik ds. żydowskich: SS-Obersturmführer Paul Nell.
— referent ds. żydowskich: SS-Untersturmführer Erich Kapke.
Erich Kapke dowodził równocześnie kompanią wartowniczą, w której służyli byli sowieccy jeńcy wojenni.
Policja Bezpieczeństwa i SD
Placówka Dowódcy Policji Bezpieczeństwa i SD w Radomiu początkowo składała się z czterech wydziałów:
Wydział I Administracja, personel i gospodarka
Wydział II Służba Bezpieczeństwa (niem. Sicherheitsdienst — SD)
Wydział III Gestapo
Wydział IV Policja Kryminalna.
Z dniem 1 listopada 1942 roku struktura tej placówki została dostosowana do planu organizacyjnego Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy w Niemczech i dzieliła się na:
Wydział I/II Administracja i prawo
Wydział III Obszary życia — SD
Wydział IV Przeciwnik i obrona
Wydział V Policja Kryminalna.
Dowódcami Policji Bezpieczeństwa i SD w Radomiu byli kolejno: SS-Sturmbannführer Karl-Heinz Rux, SS-Sturmbannführer Fritz Wilhelm Liphardt oraz SS-Sturmbannführer Illmer. Zastępcami dowódcy służyli początkowo SS-Sturmbannführer Wilhelm Bluhm, a później SS-Sturmbannführer Lothar Wandel.
Kierownikiem Gestapo (Wydział III, później Wydział IV) był komisarz kryminalny SS-Hauptsturmführer Lothar Wandel.
Dla badań nad wysiedleniem Żydów z Sandomierza szczególne znaczenie mają dwa referaty z struktury organizacyjnej obowiązującej 1 listopada 1942 r.:
Referat IV A1 „Komunizm” pod kierownictwem starszego asystenta kryminalnego Alfreda Matschke;
Referat IV B4 „Kwestie Żydowskie”, w którym działał SS-Sturmscharführer Walter Schildt.
Policja Porządkowa w Powiecie Opatowskim
Niemiecka Policja Porządkowa w Generalnym Gubernatorstwie dzieliła się na dwie główne formacje: Żandarmerię (niem. Gendarmerie) oraz Policję Ochronną (niem. Schutzpolizei).
Żandarmeria ponosiła główną odpowiedzialność za utrzymanie porządku publicznego i bezpieczeństwa. Jej kompetencje obejmowały nadzór nad ludnością cywilną, egzekucję przepisów legislacyjnych i rozporządzeń, ograniczenie swobodnego poruszania się, a także monitorowanie i zwalczanie aktywności ruchu oporu oraz urzeczywistnianie ideologii narodowosocjalistycznej na obszarach okupowanych.
W większych miejscowościach Policja Ochronna utrzymywała stałe placówki służbowe, które tam przejmowały zadania Żandarmerii. Na terenie Generalnego Gubernatorstwa stacjonowały ponadto zwarte oddziały tej formacji, zorganizowane w kompanie, bataliony i pułki; służyły one realizacji szczególnych zadań, w tym ochrony obiektów, przeprowadzania obław, kontroli kontyngentów rolnych, a także akcji pacyfikacyjnych i przesiedleńczych.
W Powiecie Opatowskim jedyna placówka służbowa Policji Ochronnej została ustanowiona w Ostrowcu Świętokrzyskim, podczas gdy kompanie tej formacji rozproszono po wielu miejscowościach, osadach wiejskich, a nawet pojedynczych gospodarstwach rolnych.
Żandarmeria w Generalnym Gubernatorstwie była zorganizowana hierarchicznie w komendy główne, plutony i posterunki. Jedna z czterech głównych komend Żandarmerii Dystryktu Radom, z siedzibą w Kielcach, znajdowała się pod dowództwem kapitana Gerulfa Mayera, który nadzorował plutony żandarmerii w powiatach kieleckim, opatowskim i buskim.
Za teren powiatu opatowskiego odpowiadał pluton Żandarmerii stacjonujący w Opatowie. Początkowo, od stycznia 1941 r. do 16 grudnia 1942 r., dowodził nim podpułkownik Daniel Entorf, po którym funkcję tę objął porucznik Heinrich Keunecke. Funkcjonariusze tego plutonu zostali rozmieszczeni na posterunkach w kluczowych miejscowościach powiatu. Pod koniec 1939 r. powołano trzy takie placówki — w Opatowie, Sandomierzu i Staszowie –, przy czym w listopadzie 1940 r. posterunek ze Staszowa przeniesiono do Ostrowca Świętokrzyskiego. W późniejszym okresie w Staszowie utworzono nowy posterunek Żandarmerii.
Pierwszym kierownikiem posterunek Żandarmerii w Sandomierzu mianowano mistrza żandarmerii Diega, wspieranego głównie przez austriackich funkcjonariuszy, których służba w tym mieście miała jednak efemeryczny charakter. W lipcu 1940 r. zastąpił go porucznik Richard Dammeyer, który pełnił urząd do około kwietnia 1944 r.; następnie stanowisko objął porucznik Sauder. W latach 1941–1944 zastępcą kierownika był mistrz żandarmerii Barz.
Niepełna lista osób przypisanych do posterunku Żandarmerii w Sandomierzu, uporządkowana według rangi służbowej, obejmuje:
Mistrzowie Żandarmerii: Ernst Lösche, Richard Kron, Alex Michels.
Starszy sierżant: Maximilian Karl, Wilhelm Hock, Emil Ziegert.
Starszy wachmistrz: Richard Lubig, Theodor Martel.
Starszy wachmistrz Policji Pomocniczej: Paul Tugemann.
Młodszy wachmistrz: Eduard Kolm.
Należy zauważyć, że nie wszyscy wymienieni funkcjonariusze żandarmerii stacjonowali w Sandomierzu jednocześnie. Szczególnie interesujące jest to, że dwaj o najniższych rangach byli folksdojczami. W zeznaniach świadków pojawiają się ponadto nazwiska innych funkcjonariuszy, których pisownia budzi wątpliwości, a imiona pozostają nieznane: Szuman lub Schumann, Theisen, Thiel.
Żandarmeria sprawowała nadzór nad Policją Polską (niem. Polnische Polizei), która została powołana 30 października 1939 roku na podstawie zarządzenia wydanego przez Wyższego Dowódcę SS i Policji, Friedricha Wilhelma Krügera. Wezwał on do służby w tej formacji wszystkich funkcjonariusze byłej polskiej Policji Państwowej, zobowiązując ich do niezwłocznego zgłoszenia się w najbliższym niemieckim urzędzie policji lub starostwie w celu wznowienia służby. W odróżnieniu od żandarmerii, obecnej tylko w nielicznych większych miejscowościach wymienionych powyżej, posterunki Policji Polskiej działały we wszystkich znaczących gminach powiatu.
Posterunki te podlegały Komendantowi Rejonowemu Policji Polskiej w Sandomierzu, Feliksowi Kozłowskiemu. Posterunkiem w Sandomierzu początkowo kierował posterunkowy Józef Hinke, a następnie Maciej Konwiński i Antoni Kasprzak. Wśród funkcjonariuszy tego komisariatu znajdowali się m.in. Eliasz Chichłaszko, Wojciech Kalita, Roman Majcher oraz Antoni Olejnik.
Policja Bezpieczeństwa i SD w powiecie opatowskim
Policja Bezpieczeństwa w Dystrykcie Radom zdecydowała się w październiku 1939 r. na utworzenie placówki Gestapo w powiecie opatowskim. Jej wyznaczony szef, Kriminalsekretär Arthur Carsten, przybył do Opatowa, gdzie miasto wciąż było silnie naznaczone obecnością wojskową. Nie mogąc znaleźć odpowiednich pomieszczeń, placówkę ostatecznie utworzono w Ostrowcu Świętokrzyskim. Carsten kierował nią aż do 1 października 1941 r., kiedy zastąpił go SS-Untersturmführer Hans Soltau.
Ze względu na rozległy zasięg terytorialny swojego okręgu, placówka była przez cały okres okupacji niedostatecznie obsadzona. W jej personelu znajdowali się m.in. Josef Brunner, Helmut Lange, Maximilian Peter, Paul Semke, Hugo Thoms, Friedrich Schulz oraz Oskar Ostmann. Szczególnie Maximilian Peter i Josef Brunner zasłynęli w powiecie opatowskim z brutalnych metod przesłuchań oraz aktywnego udziału w aresztowaniach i egzekucjach. Placówka korzystała także z usług kilku tłumaczy, w tym Franza Michalskiego i Alfonsa Heyera, którzy z czasem coraz bardziej angażowali się w operacje policyjne. Pod koniec 1943 r. Alfons Heyer służył w Sonderkommando Policji Bezpieczeństwa stacjonującym w Opatowie, odpowiedzialnym za aresztowania członków ruchu oporu. Warto zwrócić uwagę, że Oskar Ostmann (pierwotne nazwisko Ostrowski, ur. 14 IX 1909 w Łodzi), Alfons Heyer (ur. 2 VI 1902 w Łodzi) i Franz Michalski (ur. 3 X 1895 w Katowicach) byli folksdojczami czyli obywatelami polskimi niemieckiej narodowości (niem. Volksdeutsch).
Komisariat Policji Kryminalnej w Opatowie
W Opatowie w nieokreślonym czasie Policja Bezpieczeństwa utworzyła komisariat Policji Kryminalnej. Jego pierwszym kierownikiem był Karl August Donath, który 21 października 1943 roku zginął w Zochcinie w walce z partyzantami.
Przed 1939 r. polska policja kryminalna funkcjonowała w ramach Policji Państwowej. W Generalnym Gubernatorstwie Policja Kryminalna została powołana w październiku 1939 r. Powstała ona poprzez wydzielenie jednostek Policji Śledczej z umundurowanej polskiej policji i przekształcenie ich w Policję Kryminalną. Niemcy zachowali strukturę organizacyjną oraz personel przedwojennej Policji Śledczej, a nowo utworzona Policja Kryminalna podlegała Policji Bezpieczeństwa i SD, przy czym bezpośrednią kontrolę sprawowała niemiecka Policja Kryminalna. Polscy funkcjonariusze Policji Kryminalnej mieli zajmować się wyłącznie sprawami kryminalnymi dotyczącymi obywateli polskich, bez angażowania ich w kwestie polityczne, etniczne czy wojenne. Jednak w przypadku powiatu opatowskiego te założenia nie znajdują potwierdzenia.
W drugiej połowie 1940 r. wprowadzono zmiany organizacyjne, w wyniku których funkcjonariusze polskich posterunków Policji Kryminalnej zostali włączeni do niemieckiej Policji Kryminalnej czyli Wydziału IV Policji Bezpieczeństwa i SD.
W Sandomierzu od końca 1939 r. działał posterunek Policji Kryminalnej, który przynajmniej od lipca 1940 r. — według zachowanych dokumentów — określany był jako placówka terenowa komisariatu w Opatowie.
W miejscowościach takich jak Opatów czy Sandomierz, gdzie Policja Bezpieczeństwa dysponowała jedynie jednym oddziałem — czy to Gestapo, Policją Kryminalną, czy placówką terenową –, obowiązki tych jednostek obejmowały również inne zadania Policji Bezpieczeństwa i SD poza ich podstawowymi kompetencjami. Pracownicy posterunku Policji Kryminalnej w Sandomierzu byli wykorzystywani przez Gestapo do śledzenia i aresztowań członków ruchu oporu. W powojennych zeznaniach świadków posterunek w Sandomierzu jest z tego powodu często określany jako “Gestapo” lub “SD”.
Wdrożenie represji wobec Żydów
Podstawowe zasady niemieckiej polityki wobec Żydów w latach 1939—1941
Jeszcze przed wybuchem inwazji Wehrmachtu na Polskę 1 września 1939 r. nazistowskie władze określiły fundamentalne kierunki polityki wobec ludności żydowskiej na okupowanych obszarach. W dniu 21 września 1939 r., w trakcie wciąż toczących się walk w Polsce, Reinhard Heydrich jako szef Policji Bezpieczeństwa i SD wydał szczegółowe dyrektywy, które stanowiły podstawę postępowania w zakresie środków represyjnych w Generalnym Gubernatorstwie aż po systematyczne masowe wyniszczenie Żydów w latach 1942/1943. Ich realizacja odbywała się stopniowo.
Priorytetowym zadaniem była przymusowa koncentracja Żydów w centrach miejskich. Gminy żydowskie liczące mniej niż 500 osób miały zostać zlikwidowane, a ich członkowie przesiedleni do najbliższych ośrodków koncentracyjnych — najlepiej usytuowanych przy węzłach lub liniach kolejowych –, co miało ułatwić przyszłe operacje. Ta procedura najwyraźniej zmierzała do usprawnienia późniejszych deportacji, choć ówczesne dokumenty nie podawały szczegółowego uzasadnienia.
W każdej gminie żydowskiej planowano powołać Żydowską Radę Starszych (tzw. Judenrat), złożoną z prominentnych przedstawicieli społeczności oraz rabinów. Organom tym przypisano pełną odpowiedzialność zbiorową za dokładne i terminowe wykonanie wszelkich zarządzeń, przy czym każdy przejaw sabotażu podlegał najsurowszym sankcjom. Wśród początkowych obowiązków rad znajdowało się opracowanie wstępnego spisu ludności żydowskiej z podziałem na płeć, grupy wiekowe i kategorie zawodowe, którego wyniki należało niezwłocznie przekazać niemieckim władzom.
Żydowskie Rady Starszych zobowiązano również do koordynacji przymusowej koncentracji i przesiedlenia ludności żydowskiej do ośrodków miejskich — w tym komunikowania terminów, ostatecznych dat oraz zasad przeprowadzek. Jako uzasadnienie tych środków przywoływano rzekomy udział Żydów w aktach grabieży i napadów podczas kampanii wrześniowej. W miejscowościach docelowych rady miały zapewnić odpowiednie zakwaterowanie przesiedleńcom, a dodatkowo wprowadzono restrykcje, takie jak zakazy zamieszkiwania w określonych dzielnicach, opuszczania getta czy obowiązek przestrzegania nocnych godzin policyjnych.
Planowane działania koncentrowały się zatem na systematycznym rejestrowaniu, przesiedlaniu oraz potencjalnej deportacji ludności żydowskiej. Uzupełniał je proces tworzenia Żydowskich Rad Starszych, prowadzenia bieżących spisów, ścisła współpraca z władzami cywilnymi i wojskowymi, realizacja “aryzacji” żydowskich przedsiębiorstw oraz składanie regularnych raportów o incydentach.
Niezależnie od precyzyjnej interpretacji pojęcia „ostatecznego rozwiązania”, ww. wytyczne zmierzały do uczynienia całej populacji żydowskiej w pełni uchwytną dla celów kontroli, nadzoru i permanentnego ewidencjonowania. Stanowiły one fundament wszystkich późniejszych operacji deportacyjnych realizowanych w ramach „Akcji Reinhardt”.
Utworzenie Judenratu w Sandomierzu
20 października 1939 roku Einsatzkommando SS pojawiło się w biurze gminy żydowskiej w Sandomierzu i zleciło Lejbowi Weinbergowi, sekretarzowi Zarządu Gminy Żydowskiej, wezwanie około pięćdziesięciu szanowanych członków gminy na następny ranek. Sekretarz skontaktował się następnie z Godelem Redelmanem, który był aktywny w Zarządzie Gminy już przed wojną. Redelman zorganizował punktualne stawienie się wspomnianych osób, do których zaliczali się zamożni mieszkańcy, kupcy, rzemieślnicy i przedstawiciele wolnych zawodów miasta. Następnego ranka około 40 osób zebrało się na dziedzińcu synagogi, spośród których władze niemieckie wybrały 17 osób na członków Żydowskiej Rady Starszych, t.j. Judenratu. Na przewodniczącego Judenratu mianowano adwokata Henryka Goldberga, natomiast Bencjon Apfelbaum, właściciel drukarni w Sandomierzu, został jego zastępcą.
Władze niemieckie jasno dały do zrozumienia, że każdy członek Judenratu jest odpowiedzialny za wykonanie wszystkich oficjalnych poleceń. Ponadto przewodniczącemu powierzono ogólną odpowiedzialność za agendy Rady i wszystkie wydarzenia odbywające się w gminie żydowskiej. Zagrozili oni surowymi sankcjami wobec ludności żydowskiej w przypadku nieprzestrzegania zarządzeń, jednocześnie zapewniając wsparcie w razie potrzeby.
Pierwszy Judenrat składał się z następujących członków:
Henryk Goldberg, adwokat — przewodniczący;
Bencjon Apfelbaum, właściciel drukarni — zastępca;
Izrael Dawid Gertner, właściciel sklepu;
Nachman Icek Gorzyczański, właściciel sklepu z galanterią;
Mordka Janowski, agent firmy maszyn do szycia „Singer”;
Szlama Josek Kupferblum, właściciel sklepu obuwniczego;
Icek Las, szewc;
Eliasz Lerer, właściciel sklepu obuwniczego;
Berek Mały, krawiec;
Abram Mandelbaum, dostawca towarów dla sklepów;
Józef Nussbaum, właściciel sklepu z artykułami elektrycznymi;
Abraham Szklarski, właściciel sklepu futrzarskiego;
Izrael Treffler, właściciel sklepu spożywczego;
Lejb Weinberg, były sekretarz zarządu gminy;
Hersz Majlech Wajsrozen, handlarz zbożem;
Szyja Zoberman, były ławnik i właściciel księgarni „Progress”.
Adwokat Henryk Goldberg, jako przewodniczący Judenratu, powołał komitet wykonawczy — niewielki organ obdarowany szerokimi kompetencjami. W jego skład weszli Abraham Szklarski, Szyja Zoberman, Mordka Janowski, Józef Nussbaum oraz Nachman Icek Gorzyczański. Ów komitet stopniowo powoływał kolejne wydziały:
a) wydział opieki społecznej, kierowany przez Mordkę Janowskiego, Icka Lasa i Nachmana Icka Gorzyczańskiego;
b) wydział mieszkaniowy, zajmujący się przede wszystkim zakwaterowaniem osób, które uciekły do Sandomierza — jego praca była bardzo trudna, ponieważ władze wydały instrukcję, aby uchodźców umieszczać w liczbie 11–13 osób w jednym pomieszczeniu.
c) wydział finansowy (wymiaru podatków), którego zadaniem było ocenienie statusu ekonomicznego członków gminy w celu pobierania podatków na finansowanie działalności gminy — najubożsi członkowie, wspierani przez dział opieki społecznej, zostali z tego obowiązku zwolnieni.
Wydziały te Judenrat utworzył z własnej inicjatywy, bez udziału Niemców. Nie wszystkie aktywowano natychmiast po powstaniu Judenratu — powstawały w miarę potrzeb przez kilka miesięcy, a oddział sanitarny znacznie później.
Abraham Szklarski, skarbnik, odpowiadał za prawidłowe funkcjonowanie wydziałów i prowadzenie budżetu Judenratu. Stosował system podwójnej księgowości: oficjalny budżet, kontrolowany przez Niemców, oraz wewnętrzny, nieoficjalny. Ze względu na rosnącą liczbę oddziałów Judenrat musiał szukać większych pomieszczeń, dlatego zajął pokój w przestronnym domu Mordki Gelerntera (Rynek 8) — było to jedno z pierwszych przymusowych działań Rady.
Na początku 1941 r., w związku z tzw. „aferą o oficerki”, wszyscy członkowie Judenratu zostali poddani systematycznym represjom w formie wymuszonej, upokarzającej pracy fizycznej, po czym zostali osadzeni w więzieniu w Sandomierzu. Tam poddano ich kolejno torturom. Lejb Weinberg zmarł dwa tygodnie później w wyniku tych okrucieństw. W reakcji na te wydarzenia Judenrat podjął decyzję o zwolnieniu trzech najstarszych członków: Szlamy Joska Kupferbluma, Eliasza Lerera oraz Izraela Trefflera. Obsadzenie wakujących stanowisk okazało się jednak niemożliwe. Ostatecznie żandarmeria zatwierdziła redukcję składu Rady o trzy osoby. Po śmierci Weinberga stanowisko sekretarza objęła Rajzla Baum.
2 sierpnia 1942 r. Henryk Goldberg został zamordowany w ramach tzw. „akcji antykomunistycznej”. Następnego dnia zginął również Bencjon Apfelbaum. Inny członek Judenratu, Józef Nussbaum, został aresztowany 2 sierpnia i przewieziony do więzienia w Radomiu, skąd 18 września 1942 r. deportowano go do nieznanego obozu koncentracyjnego. Przewodnictwo Judenratu objął wówczas Jerzy Salomonowicz, uchodźca z Łodzi, który uprzednio pełnił funkcję tłumacza w Radzie Starszych. 2 grudnia 1942 r. Salomonowicz również został aresztowany i osadzony w więzieniu w Radomiu. Jego następcą został Mordka Wajcblum, dotychczasowy przewodniczący Judenratu w Opatowie, a Motel Schuldman, były przewodniczący Judenratu w Klimontowie, objął stanowisko zastępcy.
Żydowska Służba Porządkowa
W celu wdrożenia zarządzeń Judenratu powołano Żydowską Służbę Porządkową, która de facto pełniła funkcję „żydowskiej policji”. Rekrutowano ją głównie spośród młodych mężczyzn z zamożnych rodzin. Członkowie Służby nosili specjalne ciemnoniebieskie czapki, podobne do tych używanych przez funkcjonariuszy Policji Polskiej, oraz żółte opaski na ramię z Gwiazdą Dawida i napisem „Żydowska Służba Porządkowa”. Władze niemieckie wydawały im ponadto specjalne legitymacje policyjne.
Początkowym komendantem Służby Porządkowej był Majlech Borensztajn, którego kadencja trwała co najmniej do 15 sierpnia 1942 r. Następnie, aż do likwidacji getta, funkcję tę pełnili kolejno Kowka Majzels, Maksymilian Rapaport (uchodźca z Łodzi) i Zygmunt Wartski (uchodźca z Kalisza).
W przypadku nieprzestrzegania zarządzeń i poleceń Żydowskiej Rady Starszych lub niepłacenia podatków na jej rzecz, winni podlegali aresztowaniu i osadzeniu w więzieniu na zamku w Sandomierzu. W aktach tego więzienia zachowały się zaświadczenia z kwietnia i maja 1940 r. o uiszczeniu podatków na rzecz Rady Starszych przez niektórych osadzonych, co pozwalało na ich zwolnienie. Akta nie precyzują jednak, kto dokonywał aresztowań — czy Żydowska Służba Porządkowa, niemiecka żandarmeria, czy funkcjonariusze Policji Polskiej. Polecenia zwolnienia tych osób wydawał Dieg, komendant żandarmerii w Sandomierzu.
Sąd Polubowny
Spory wewnątrz społeczności żydowskiej często rozstrzygał sąd polubowny działający pod auspicjami Żydowskiej Rady Starszych. W przedwojennej Polsce sądy polubowne stanowiły prywatne instancje orzekające w sprawach cywilnych, którym strony dobrowolnie poddawały swoje roszczenia na podstawie umowy. Pod patronatem Judenratów te instytucje skupiały się głównie na mediacjach w konfliktach majątkowych, a ich wyroki można było zaskarżyć przed sądem grodzkim. Nieliczne dokumenty w Archiwum Państwowym w Sandomierzu dokumentują takie postępowania odwoławcze, umożliwiając głębszą analizę mechanizmów funkcjonowania tych sądów.
Podczas rozpraw arbitrażowych funkcję superarbitra pełnił zazwyczaj Henryk Goldberg, przewodniczący Judenratu, wspomagany przez dwóch arbitrów: Saula Goldmana i Lejba Szoora. Warto podkreślić wyjątkową przewlekłość postępowań przed tym sądem, nawet w sporach o marginalnej wartości. W jednym wypadku sprawa wymagała siedmiu terminów rozpraw — od 27 października 1940 r. do 18 maja 1941 r. — zanim zapadło orzeczenie, a powiązane postępowanie odwoławcze przed Sądem Grodzkim w Sandomierzu zakończyło się dopiero 23 maja 1942 r., po wycofaniu apelacji.
Kartki żywnościowe
We wrześniu 1939 r. zaopatrzenie miast w żywność uległo całkowitemu załamaniu, przede wszystkim wskutek przerwania dostaw z terenów wiejskich na skutek trwających działań wojennych. Nawet po zakończeniu walk sytuacja pozostała niestabilna — zwłaszcza że żydowska społeczność, tradycyjnie dominująca w handlu produktami rolnymi, została z tej sfery gospodarczej całkowicie wyeliminowana. W konsekwencji polscy piekarze, handlowcy i inni przedsiębiorcy musieli bezpośrednio pozyskiwać żywność na wsi. Poprawa nastała dopiero w styczniu 1940 r., wraz z powołaniem Centralnego Urzędu Rolnego (niem. Landwirtschaftliche Zentralstelle), którego zadaniem była ewidencja produktów rolnych. Do tego czasu mieszkańcy w dużej mierze byli zdani na przedwojenne zapasy.