E-book
20.48
drukowana A5
66.16
Żadna inna

Bezpłatny fragment - Żadna inna


3
Objętość:
545 str.
ISBN:
978-83-8245-646-2
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 66.16

Rozdział 1

Jasne promienie majowego słońca wpadały przez okno sypialni Moniki i bezlitośnie oświetlały jej zmęczoną twarz.

— Już kurwa wiem, co pierwsze kupię do tego mieszkania. Rolety… — szepnęła do siebie i odwróciła twarz.

Kiedy już jako tako rozbudzona usiadła na łóżku, rozejrzała się po swojej nowej sypialni. Dziś w zasadzie pierwszy raz oglądała ją dokładnie. Kiedy kupowała to mieszkanie, bardziej skupiała się na tym jak wygląda salon, kuchnia i łazienka. Pomieszczenie, w którym się znajdowała było duże i bardzo jasne. Ściany były białe, a na podłodze leżała beżowa, puchata wykładzina. Mała garderoba oddzielona była od sypialni ścianką bez drzwi. Na wprost łóżka były drzwi do łazienki, w której była nieduża, narożna wanna, obok spora, oszklona kabina prysznicowa, a na przeciwległej ścianie umywalka osadzona na kamiennym blacie i duże lustro w srebrnej ramie.

Monika nie miała ochoty na długą kąpiel, więc szybko wskoczyła pod prysznic, zmywając z siebie kurz i zapachy całonocnej imprezy. Wyszła z kabiny i podeszła do umywalki po ręcznik. Spojrzała w swoje odbicie i pokręciła głową.

— Ja pierdolę, nie jest dobrze — warknęła sama na siebie.

Nigdy nie lubiła swojego wyglądu. Od zawsze miała problem z utrzymaniem wagi i figury. Diety, ćwiczenia, leki, wszystko dawało marny skutek, a później zwaliła się na nią lawina wszystkich nieszczęść. Śmierć rodziców, alkoholizm i samobójstwo brata, strata ciąży i na koniec rozwód po dwóch latach małżeństwa. Przez ostatnie lata odpuściła sobie już wszystko. Dopiero po rozwodzie, znów zaczęła się interesować sobą, ale patrząc na siebie wiedziała, że przed nią długa i wyboista droga. Udało jej się do tej pory trochę schudnąć, co już było sukcesem, ale nie takim, o jakim zawsze marzyła, była dość wysoka i bardzo proporcjonalna, więc nie wyglądała jak tłuściutki pączek, miała krągłe biodra i kształtną pupę, jej biust też nie należał do małych, ale był jędrny i seksowny, podobnie jak brzuch, niestety sobie nadal się nie podobała.

Owinęła się ręcznikiem i wyszła z łazienki. W garderobie nie spędzała dużo czasu, nie lubiła się stroić, bo i tak w niczym się sobie nie podobała. Dziś wzięła z półki dżinsy z przetarciami i ciemną, oversisova bluzkę z rękawem do łokcia. Długie, ciemne włosy związała w ciasny kok i poszła do kuchni, która w zasadzie była aneksem połączonym z salonem wyspą kuchenną. Stanęła przy otwartej lodówce i wpatrywała się w jej zawartość, miała lekkiego kaca i nie znalazła niczego na co miałaby apetyt. Odeszła kawałek i włączyła ekspres do kawy. Dźwięk mielonego ziarna rozległ się w mieszkaniu. Monika podeszła do szklanej ławy i podniosła pilot włączając sprzęt grający i kilka głośników rozstawionych po salonie, dźwięk muzyki przyjemnie zagłuszał jej myśli. Usiadła na dużym, kremowym narożniku z kubkiem w ręce, ale nie zdążyła wziąć łyka kawy jak usłyszała dzwonek do drzwi.

— Kurwa! Muszę jej dać klucze… — wzdychając podniosła się z kanapy i otworzyła zamek w drzwiach.

— Kurwa, musisz mi dać klucze! — szczebiotliwy głos donośnie zabrzmiał na klatce schodowej.

— Zuzka, co ty spać nie możesz? Dziewiąta dochodzi.

Szczupła, niska blondynka weszła bezceremonialnie do mieszkania i usiadła na kanapie w salonie.

— No co, a ty już nie śpisz!

Monika zrezygnowana popatrzyła na siostrę.

— Kawy?

— Dawaj. Chciałam obejrzeć to twoje nowe gniazdko. Czemu się wyprowadziłaś z tamtego? Też było niezłe. A właściwie na co ci takie wielkie? Ile tu jest metrów? Mogę pozaglądać trochę czy kochanka ukrywasz? Bo wiesz, jak przeszkadzam, to sobie pójdę…

Monika oparta dłońmi o blat w kuchni przysłuchiwała się słowotokowi Zuzy i już wiedziała, że problemy się zbliżają.

— Zuz, zamknij na chwilę mordę! — krzyknęła w stronę salonu.

Dziewczyna zamilkła, ale nie odwróciła się do siostry.

— Skończyłaś tę swoją paplaninę? To teraz powiedz, w czym problem — usiadła na fotelu przed dziewczyną i postawiła kubek z kawą na szybie — Pokłóciłaś się ze Sławkiem?

— Nie bardzo, w zasadzie to on ze mną się pokłócił, a tak konkretnie to na mnie nakrzyczał.

— No, zawsze się tak zaczyna nie? — Monika zmrużyła ze złością oczy — O co tym razem poszło?

— O nasze wczorajsze wyjście do Laguny.

— Zazdrosny o parę drinków? Pojeb — Monika rozsiadła się w dużym fotelu i podkuliła nogi.

— Według niego to nie było tylko parę drinków. Jak zawsze puszczam się na prawo i lewo.

— Pierdolę, za kogo ty wyszłaś…

— Ty nie lepiej trafiłaś — blondynka się zaśmiała.

— Tak, tylko Piotr mnie nie bił i dał mi rozwód, jak już miałam dość wegetacji u jego boku. A Sławek co?

— Nie bije mnie!

— Serio?

— Oj wtedy to był wypadek! — Zuza powoli zaczynała płakać.

— Kurwa! Wypadek? — spojrzała na bliznę w kąciku oka dziewczyny — Wylądowałaś w szpitalu! Uwierz mi, że nawet plaskacz w twarz to też jest bicie do cholery!

— Boję się od niego odejść… — dziewczyna w końcu wybuchła płaczem.

Monika usiadła obok siostry i objęła ją ramieniem. Nie mogła znieść myśli, że jej młodsza siostra jest bita przez własnego męża.

— Zabijemy skurwiela co? — odsunęła jasny kosmyk z jej twarzy i poczuła jak Zuza zaczyna się śmiać — Zuz, ja nie żartuję. Nie uwolnisz się inaczej od niego. Po prostu zróbmy coś… zabijmy go!


Było późne popołudnie, okna w gabinecie Stefano były zasłonięte, przez co panował tu mrok rozświetlany małą, stylową lampką stojącą na dużym, drewnianym biurku, na którym znajdował się również laptop i kilka dokumentów. Mężczyzna siedział w skórzanym fotelu przy biurku, głowę miał odchyloną mocno do tyłu, a łokcie oparte o poręcze. W tle leciała cicho włoska muzyka, a kiedy rozległy się pierwsze dźwięki Bella ciao Stefano zaczął rytmicznie kołysać głową i pstrykać palcami. To była jedna z niewielu piosenek, które tak na niego działały. Głośne pukanie do drzwi przerwało jego błogostan.

— Wchodź!

Do gabinetu wszedł wysoki, dobrze zbudowany, młody mężczyzna, jego czarne włosy były gładko zaczesane do tyłu, a boki głowy mocno wystrzyżone, miał piękne, czarne oczy i ciemną cerę, a na szyi nieduży tatuaż w kształcie krucyfiksu.

— Co tam Diego? — Stefano nie spoglądając na drzwi wiedział kto przyszedł.

— Problemy braciszku — odpowiedział, siadając po drugiej stronie biurka.

Mężczyzna podniósł głowę z oparcia.

— Co ty powiesz? Jakieś jeszcze oprócz tych co mamy? Fajnie — uśmiechnął się ironicznie — kocham Polskę…

— Ktoś był na tyle odważny, że ukradł ci kokę.

— Całą? — spytał zaskoczony i szeroko otworzył oczy.

Diego uśmiechnął się i zaruszał szczęką, przeżuwając gumę.

— Nie, od Pablo wypłynęła całość, a do magazynu tutaj dojechała część. Nie wiemy teraz, czy ktoś namieszał w Hiszpanii, po drodze, czy tutaj.

— To się kurwa dowiedz! — krzyknął i nalał sobie szklankę burbona — I przestań żuć tę gumę, bo mnie wkurwiasz.

— Nie mogę stary, rzuciłem fajki — uśmiechnął się, pokazując idealnie równe, białe zęby — A co ty się tak wkurwiasz?

— Zginęła koka, forsa z Los Angeles nie dotarła, a Matt nie odbiera telefonu. Jak nie żyje to my też będziemy musieli! Nasi próbują już coś ustalić! Wiedziałem kurwa, że przeniesienie się tutaj narobi nam problemów! Po chuj cię słuchałem? Do korzeni ci się zachciało wracać to zaraz będziemy gryźć korzenie! — krzyczał i wściekły rzucił szklanką o ścianę.

— Przestań z burdeli i dyskotek też można się utrzymać — Diego zaśmiał się i spojrzał na brata, od razu wiedział co będzie i podniósł ręce do góry — potrzebujesz się wyżyć. Mamy nowe dziwki chcesz jedną?

— Dwie… — warknął i usiadł w fotelu, podjeżdżając nim bliżej biurka.

— Wymagania?

— Ładne.

Diego kiwnął głową i wyszedł z gabinetu.

Stefano siedział w fotelu i próbował się uspokoić, wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał numer do Matta. Kolejny sygnał brzmiał w słuchawce.

— Kurwa, odbierz ten jebany telefon skurwielu! — syczał przez zęby.

Odsunął telefon od twarzy i rzucił na biurko. W tym momencie do gabinetu weszły dwie blondynki. Mężczyzna zmierzył je wzrokiem i głośno odetchnął. Miał już dość dziwek ze sztucznymi cyckami i w wyuzdanych kieckach. Te wcale nie były lepsze, ubrane w kuse spódniczki, które nie zasłaniały do końca tyłka, pończochy na pasie i wysokie szpilki na platformach. Zamiast bluzek miały opaski zasłaniające jedynie odstające sutki.

— Cześć jestem… — zaczęła jedna.

— Gówno mnie to obchodzi — warknął przerywając jej — nie będziemy sobie urządzać pogawędek o życiu. Wiecie, co macie robić!

Dziewczyna kiwnęła głową i zrobiła krok do przodu.

— Najpierw wy same — spojrzał na dziewczyny i podszedł do barku, nalał alkohol do szklanki i rozsiadł się z powrotem w fotelu. Zachłannie przyglądał się dziewczynom, które powoli rozbierały się nawzajem. Podniósł szklankę i wziął duży łyk burbona. Długo wypuszczał powietrze z ust, przymykając oczy, a kiedy je otworzył dziewczyny zaczynały właśnie zabawę. Jedna z nich leżała na kanapie, pieszcząc dłońmi swoje duże, silikonowe piersi i głośno mruczała, kiedy koleżanka wsuwała język w jej łechtaczkę. Stefano czuł w spodniach napierającą erekcję. Kolejny łyk alkoholu nieco go uspokoił, ale wiedział, że to nie potrwa długo. Dziewczyny jęczały głośno, kiedy jedna drugiej wkładała palce do pochwy. Ich ruchy były coraz szybsze. Stefano spokojnie czekał, aż dziewczyny się zaspokoją, a kiedy orgazmiczne krzyki ucichły pstryknął palcami i od razu jedna z nich podeszła do fotela. Mężczyzna wzrokiem wskazał swoje spodnie, a dziewczyna bez słowa klęknęła między jego nogami i powoli rozpięła klamrę paska. Jego członek szybko wyskoczył z opiętych bokserek prosto w dłonie dziewczyny. Powoli ruszała kciukiem ciemną główkę penisa, spoglądając na odprężonego Włocha. Całowała brzuch mężczyzny, a dłoń przesuwała coraz szybciej po aksamitnej skórze okazałego członka. Stefano nie chciał czekać, złapał dziewczynę za włosy i skierował jej głowę na swoje krocze. Dziewczyna chwyciła go w usta i powoli wsuwała coraz głębiej. Czuła go już w gardle, powstrzymując odruch wymiotny przesuwała się coraz szybciej, chcąc doprowadzić mężczyznę do jak najszybszego końca. Pomagała sobie dłonią, zaciskając ją rytmicznie u nasady członka. Czuła jak penis mimo sporych gabarytów robi się w jej ustach jeszcze większy i twardszy. Ze łzami w oczach spojrzała do góry. Twarz Stefano była spokojna i opanowana, jakby to, co robi teraz dziewczyna nie wywierało na nim wrażenia. Czuła coraz silniejszy uścisk na jej włosach i coraz gwałtowniejsze ruchy Stefano, który chcąc jak najszybciej się spełnić dociskał głowę prostytutki do siebie z taką siłą, że trudno jej było oddychać.

Nie wiedział co się z nim dzieje, czuł dreszcze na ciele i zbliżający się orgazm, a mimo to nie mógł skończyć. Szarpnął dziewczynę za włosy i odciągnął od siebie. Spojrzał na nią płonącym, czarnym wzrokiem.

— Wyjdź! — warknął i spojrzał znacząco na drugą dziwkę.

Dziewczyna szybko podeszła do biurka. Stefano jednym ruchem odwrócił ją plecami do siebie, wypinając pośladki i przyciskając jej ciało do blatu, dziewczyna jęknęła, czując chłód na ciele. Mężczyzna szybko rozłożył jej nogi na boki, przyciskając dłonią jej plecy, a drugą ręką sięgnął do szuflady, z której wyciągnął prezerwatywę. Zębami otworzył opakowanie i szybko naciągnął gumkę na sterczącego penisa. Jednym gwałtownym ruchem wbił się w dziewczynę, która aż krzyknęła z bólu.

— Zamknij się! — warknął i wciskał się w nią coraz głębiej.

Dziewczyna jęczała głośno, trzymając dłonie oparte o blat. Ruchy Stefano były szybkie i brutalne, dziewczyna wiła się z bólu jaki jej zadawał, jednak mężczyzna nie zwracał na nią uwagi, chciał ją mocno zerżnąć i nic mu w tym nie przeszkodziło. Opadał już z sił, a wciąż nie mógł skończyć, był wściekły na dziwkę i na siebie. Chwycił dziewczynę za włosy i mocno szarpnął do tyłu. Z jej gardła wyrwał się bolesny krzyk, a Stefano nie przestawał, wciąż brutalnie pieprzył prostytutkę, która nie miała już więcej siły. W końcu mężczyzna wyszedł z ledwo żywej panienki i usiadł w fotelu.

— Wypad! — rozkazał.

Dziewczyna ostatkiem siły podniosła się z blatu i powoli poszła w kierunku drzwi, zabierając po drodze swoje rzeczy.

Stefano spojrzał na swojego fiuta.

— I co stoisz? Źle ci było?

Kiedy usłyszał pukanie do drzwi naciągnął spodnie i wepchnął wciąż stojącego penisa do środka. Usiadł za biurkiem, krzywiąc się z bólu.

— Wchodź!

Diego wsunął głowę i rozejrzał się po gabinecie.

— Już po ruchanku? — zaśmiał się, widząc zmęczonego brata.

— Odwal się — warknął z zaciśniętymi zębami i potarł twarz dłońmi.

— Co? Kiepskie były? — pytał zaskoczony — no wiem, trochę sztuczne, ale skąd mamy brać naturalne?

— Nie o to chodzi brat…

— A o co?

Stefano odsunął się od biurka i głową wskazał swoje krocze.

Diego przechylił się przez blat i spojrzał w dół, dostrzegając napięte do granic spodnie.

— Osz w dupę! I co dwie nie dały rady? Chłopie idź się leczyć — powiedział poważnie.

— Od trzech tygodni nie mogę… dojść! Pewnie dlatego nie idą interesy, bo zamiast o pracy to ja myślę, jak się kurwa spuścić! Nawet na własną rękę nie daję rady.

— Wiesz, ja się na tym nie znam za bardzo… ale…

— Co, ale?

— Wkurzysz się.

— Już jestem wkurzony, bardziej się nie da.

— Może już pora, żebyś się zakochał co?

Stefano wybuchnął śmiechem, który dźwięcznie odbijał się od ciemnych ścian gabinetu.

— Kurwa braciszku, zakochać się? Chętnie, tylko co to ma do orgazmu? — nie przestawał się uśmiechać.

— W zasadzie nic, ale widzisz ja parę razy w życiu się zakochałem, niby nic wielkiego, ale seks wtedy zupełnie inaczej wygląda. Ja nie mówię, że masz od razu się z nią ożenić, bez przesady, ale może wyjdź z tej swojej twierdzy — rozejrzał się po dużym, ekskluzywnym gabinecie — i poznaj kogoś, kto zadziała na ciebie tak, że będziesz się spuszczał w spodnie na samą myśl o niej co?

— Zwariowałeś mały — szepnął i podniósł szklankę do ust.

— Po Francesce ile miałeś kobiet? Nie dziwek, tylko kobiet. Takich, o których mogłeś powiedzieć, że były twoje?

— Diego, wkurwiasz mnie — wysyczał.

— No ile? — chłopak podniósł głos — no mów!

— Żadnej kurwa! I co z tego? — Stefano wstał z fotela i oparł się pięściami o blat.

— Brat — głos Diego stał się cichy i łagodny — to już dziesięć lat minęło, ile będziesz nosił żałobę po tej suce co?

Stefano wyciągnął z szuflady pistolet i wymierzył w czoło Diego. Chłopak bez nerwów siedział nadal w fotelu i wpatrywał się w czarne oczy brata, w których teraz była tylko rozpacz.

— Nie wspominaj mi o niej, zniszczyła mnie. To przez nią jestem potworem, razem z nią straciłem serce — w oczach mężczyzny pojawiły się łzy.

— Masz serce brat, tylko schowało ci się. Wyjdź gdzieś, zabaw się, napij się gdzieś indziej, niż we własnym gabinecie. Znajdzie się taka, która odkopie ci to twoje serducho z gruzów.

— Nie zaufam już nigdy żadnej.

— Ba, lekko nie będzie — chłopak splótł palce na klatce piersiowej — ale jak będzie jej zależało, to się postara. Na taką chyba warto czekać co?

Diego nie czekając na odpowiedź, skierował się w stronę drzwi.

— O dziewiątej wychodzisz ze mną do Laguny. Napijemy się, jak za starych, dobrych czasów — odezwał się, stojąc już w drzwiach.


Dziewczyny cały dzień spędziły w mieszkaniu Moniki, pijąc wino i jedząc lody. Zuza po kolejnej opróżnionej butelce spojrzała na siostrę.

— A ty serio mówiłaś?

— O czym? — pytała lekko niewyraźnie.

— No wiesz… że chcesz go zabić.

— Jak najbardziej. Zuza on się nie zmieni, nie łudź się. Boisz się od niego odejść i rozumiem to nawet, on jest nieobliczalny. Jak zażądasz rozwodu, to cię skatuje. Nie ma dobrego wyjścia, ale nie możesz wiecznie się ukrywać. Musiałabyś znaleźć sobie faceta… — zawiesiła głos — nie wiem kurwa gdzie! W mafii sycylijskiej chyba, żeby dał radę cię przed nim obronić.

— Ale jak ty sobie to wyobrażasz? Pójdziemy do niego w nocy i go zadźgamy nożem? Pistoletu nie mamy.

— Zuzia nie wiem. Dziś jestem pijana, niczego nie wymyślę.

— Pójdziemy gdzieś?

— Teraz? Gdzie cię niesie znowu?

— Najbliżej mamy Lagunę… — blondynka uśmiechnęła się zadziornie i poruszyła brwiami.

— Mało ci? A co jak Sławek będzie cię szukał?

— Jak przestał na mnie krzyczeć, to zadzwonił po kolegów i zaprosił ich na piwo i x-boxa — przewróciła oczami — o tej porze już ma wystarczająco w czubie, żeby mnie sobie odpuścić, przynajmniej do jutra.

Monika nie była przekonana do tego pomysłu, ale słodkie oczy siostry były nieubłagane.

— Dobra, ale max do pierwszej co? Chcę się wyspać.

Zuza spojrzała zegarek na dekoderze.

— No, zaraz dziewiąta to zdążymy wypić parę drinków i zakręcić tyłkiem ze dwie piosenki — zaśmiała się i poszła do łazienki.

Monika wstała i lekko chwiejnym krokiem udała się do garderoby. Długo wpatrywała się w zawartość szafy i kręciła głową, niewiele było tam imprezowych ubrań. W końcu wyciągnęła z szafki czarne dżinsy rurki z wysokim stanem, czerwoną bluzkę z dość głębokim, lejącym dekoltem podkreślającym jej spory biust i czarne szpilki, do tego wyciągnęła czarną ramoneskę z ekoskóry. Przebrała się szybko i nałożyła delikatny makijaż, wystarczył jej tusz do rzęs i matowa pomadka w kolorze nude.

Kiedy weszła do salonu na kanapie siedziała już gotowa do wyjścia Zuza. Miała na sobie czarną sukienkę do kolan i czerwone szpilki.

— Kurwa Zuza, nie będę się pytać, skąd miałaś kieckę i całą resztę — zaśmiała się.

— Jak wychodziłam z domu to pomyślałam, że może się przydać — wzruszyła ramionami.

Monika z uśmiechem pokręciła głową.

— Chodź gówniaro, idziemy — chwyciła siostrę pod ramię i wyszły z mieszkania.

Rozdział 2

Bracia podjechali pod zatłoczony klub, Stefano wysiadł pierwszy i niechętnie spojrzał na tłum czekający przed wejściem do lokalu. Diego stanął zadowolony obok niego i położył mu dłoń na ramieniu.

— No brat, witaj w domu! Byłeś tu chociaż odkąd kupiłeś ten klub?

— Tak, pierwszego dnia — odezwał się z wyczuwalną złością w głosie.

— Stary, to było jakieś… nie wiem pięć lat temu!

— Siedem.

— Ja cię czasem nie rozumiem. Masz okazję zacząć życie od nowa, a ciągle się bronisz. Tak lubisz budzić się sam? — zobaczył jak szczęki Stefano się zaciskają — Dobra, już nic nie mówię. Rozejrzyj się…

Stefano spojrzał na twarze osób przed klubem, wszystkie kobiety wręcz pożerały go wzrokiem. Miał już tego dosyć, gdzie by się nie pojawił to już jakaś laska pchała mu się do łóżka, a niektóre nawet nie czekały na łóżko.

— Diego, już drugi raz ładuję się w kłopoty przez twoje pojebane pomysły. Uwierz mi, że jak dzisiejszy wieczór nie zakończy się dobrze, to poślę cię do piachu.

— Jasne szefie — chłopak zaśmiał się i pociągnął brata za rękaw w stronę wejścia.

Ochroniarz od razu odsunął kilka najbliżej stojących osób i przepuścił mężczyzn, którzy od razu poszli do baru.

— Buona serata boss! — barman uśmiechnął się w stronę siadających mężczyzn.

Diego uścisnął mu dłoń, a Stefano tylko groźnie na niego spojrzał.

— Mów po polsku, nie wygłupiaj się — Diego próbował jakoś rozweselić brata — dawaj co masz najlepszego, dziś się bawimy! — uśmiechnął się szeroko i klasnął w ręce.

— Chodź do loży — Stefano przychylił się do brata i wstał z krzesła.

— Dusza towarzystwa — chłopak przewrócił oczami i spojrzała na barmana — daj parę panienek i burbona dla bossa, bo chyba musi się rozluźnić.


Dziewczyny szły powoli w kierunku klubu, Monika wciąż uważała, że to głupi pomysł, ale nie umiała odmówić siostrze. Kiedy podeszły do wejścia Zuza zobaczyła stojący na parkingu samochód.

— Wow, patrz! — szturchnęła Monikę w bok.

— No patrzę i co?

— Kurwa, to Aston Martin!

— Który to? — Monika rozglądała się wokół.

— Ja pierdolę, samochód dziewczyno, samochód!

— Weź blacharo jedna — zaśmiała się i popukała w czoło.

— Ciekawe jak wygląda właściciel tego caculka — blondynka zamruczała i zmysłowo przygryzła wargę.

— Mnie raczej ciekawi czym się właściciel zajmuje, że stać go na taką landarę, bo warzywniaka to on raczej nie prowadzi — skrzywiła się lekko.

— Kurwa Monia, ty to wszystkim umiesz tak o glebę pierdolnąć. Nie ciekawi cię co to za facet?

— A jak to baba?

— To od dziś jestem lesba.

Dziewczyny spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem. Kiedy tylko znalazły się w lokalu wypiły po drinku i ruszyły na parkiet.


Stefano patrzył na ludzi tańczących w jego lokalu i mimo tego, że klub był pełen, nie czuł żadnej satysfakcji z tego, że interes się kręci.

— Stary, serio źle z tobą — głos Diego przerwał martwą ciszę — a z każdym rokiem jest gorzej. I nie mówię tu o bzykaniu, ale ty już nawet żyć przestałeś. Siedzisz w gabinecie i czekasz, aż życie przeleci i zgon.

— Coś w tym jest — Stefano wstał i podszedł do lustra weneckiego, za którym rozpościerał się widok na cały klub — patrz Diego ile tu jest zajebistych lasek…

Chłopak odetchnął głęboko i opuścił głowę tak, że brodą dotykał szczytu mostka.

— No nareszcie, stary już się bałem, że…

— Ale po co one tu są? — przerwał mu nagle.

— Jak, po co? Chyba wiadomo.

Stefano odwrócił się i oparł plecami o szybę, patrzył w czarne oczy Diego i myślał.

— Teoretycznie przyszły tu wszystkie po to samo, ale pomyśl, większość wypina tylko tyłek, żeby je przelecieć, im większy fiut i grubszy portfel, tym szybciej rozkładają nogi.

— No coś w tym jest — Diego zaruszał brwiami i przeżuł gumę.

— Kurwa, przestań żuć! — sapnął i odwrócił się twarzą do sali — a ile przyszło tu takich, które chcą się po prostu bawić? Potańczyć, wypić i nic więcej?

— No pewnie niewiele, ale nadal nie wiem do czego zmierzasz?

Stefano podszedł do brata i zacisnął dłoń na jego karku, pociągnął go do siebie i postawił przy szybie.

— No patrz kurwa — Diego wpatrywał się dłuższą chwilę w ludzi za szybą — ile ich tam jest, takich które nie rozłożą nóg na pierwszym spotkaniu? Ile z nich na widok twojej bryki nie wsadzi ci łapy w gacie co? — warczał, a Diego patrzył w szybę.

— Dwie — mruknął i spojrzał na brata.

— Co?

— Dwie, dwie laski siedzą przy barze i ani razu nie odwróciły się nawet do żadnego faceta, a przez tę chwilę, którą mnie tu trzymasz było już przy nich kilku.

Stefano puścił chłopaka i usiadł w fotelu tyłem do szyby.

— No i jaki wniosek?

— A ty kurwa co? Filozofię studiowałeś do chuja? Jaki wniosek? Albo są lesbami, albo są zajęte i mają zajebistych facetów, których kochają.

— Zgadza się, a co za tym idzie, jaka jest szansa, że trafię na kobietę, która będzie wolna i nie poleci na kasę, którą mam? Zerowa… — wyszeptał i wyszczerzył zęby w sztucznym uśmiechu.

Zanim Diego się odezwał do pokoju bez pukania weszło pięć dziewczyn, jedna z nich trzymała tacę z kilkoma butelkami alkoholu i kryształowymi szklankami.

— No w końcu, bo już myślałem, że szef mnie tu zamorduje — chłopak uśmiechnął się w stronę dziewczyn.

— Kurwa, Diego! Dziwki?

— No! Nie chcesz?

— Po co ja w ogóle z tobą gadam gnoju?

— Ty weź se zważaj co? Jestem tylko pięć lat młodszy — zaśmiał się i specjalnie przeżuł kilka razy gumę.

— Nawet nie wiedziałem, że pięć lat to taka duża różnica. Daj tego burbona, bo bez tego to się dziś raczej nie obejdzie.

Siedzieli we dwóch rozparci na fotelach ze szklankami w rękach i przyglądali się wijącym się przed nimi dziewczynom. Jedna tańczyła na rurze w drugim końcu pomieszczenia, a przy nich siedziały po dwie. Diego nie miał żadnych oporów, co chwilę jakaś panienka siadał mu na kolanach i pieściła jego ciało, doprowadzając chłopaka do amoku. Po chwili spojrzał na wpatrzonego w szklankę brata. Nie przestając ściskać pośladków siedzącej na nim dziewczyny odwrócił twarz do Stefano.

— Za dużo myślisz i to stąd.

— Nie myślę już o niej.

— No widzę kurwa! — wybuchnął śmiechem — Ja nie mówiłem o Francesce, sam o niej pomyślałeś. Mówię ogólnie, za dużo się zastanawiasz zamiast dać się trochę porwać chwili. Chuj wie, czy dożyjemy jutra. Weź którąś — spojrzał na dziewczyny siedzące obok Stefano — jedź do apartamentu, przeleć ją i nie myśl ciągle, wyłącz się, myśl tylko fiutem. Tego ci teraz potrzeba.

— Diego odwal się co? Po co ja cię słucham w ogóle? — Stefano odtrącił głaszczące go dłonie dziewczyn i wstał z fotela, kierując się prosto do drzwi.

— Ty gdzie? — Diego zapytał, odsuwając od siebie dziewczynę.

— Do baru — warknął i wyszedł.

Kiedy tylko otworzył drzwi pokoju doszły do niego dudniące dźwięki muzyki klubowej, w ostatnim czasie zajmował się tylko interesami i rzadko wychodził na jakiekolwiek imprezy. Jego rozrywki ograniczały się do jednej dziwki tygodniowo, a ostatnio nawet to nie sprawiało mu przyjemności. Stojąc w wejściu na salę i patrząc na tłum przy barze zrezygnował z pójścia w tamtą stronę, odwrócił się i poszedł w kierunku biura menadżera, chcąc przeczekać oblężenie.

Dziewczyny powoli miały się już zbierać do domu i postanowiły wypić jeszcze jedną kolejkę, siedziały na wysokich krzesłach i wciąż wałkowały temat ich nieudanych związków.

— Zuzia, ja wiem, że trudno jest odejść od faceta, którego się kiedyś kochało, zwłaszcza wtedy, kiedy jest agresywny, ale musimy coś wymyślić. Wiesz, ja po rozwodzie odetchnęłam z ulgą, mimo tego, że nie było między nami takich spięć. Po prostu wypaliło się po moim poronieniu, obwinialiśmy się nawzajem, a później oddalaliśmy się od siebie z każdym dniem. Cieszę się, że zdecydowaliśmy się na ten rozwód szybko, bo mogliśmy tak tkwić dobre kilkanaście lat.

— Moniś ja wiem, ale to nie zmienia faktu, że się boję. Teraz boję się tylko chwilę, aż przestanie krzyczeć. Jak się rozwiodę będę się bała cały czas, w domu, w pracy, na zakupach. Nigdy nie będę wiedziała, gdzie go spotkam i jak na mnie zareaguje, zwłaszcza, że nie odmawia sobie alkoholu, więc nie wiem, co będzie dla mnie lepsze, bać się chwilę czy ciągle.

— I właśnie dlatego, mówię, że trzeba się pozbyć jego…

— Chodź do łazienki — Zuza zeskoczyła z krzesła i przełożyła pasek torebki przez ramię.

Dziewczyny stały w toalecie i żadna się nie odezwała. Po chwili drzwi toalety otworzyły się z hukiem.

— Gdzie ta suka? — Monika przerażona spojrzała na mężczyznę, kątem oka zerkając na Zuzę, która schowała się za drzwiami.

— Która konkretnie? — spytała poważnie.

Sławek podszedł bliżej i chwycił Monikę za ramiona.

— Nie udawaj, wiem, że była u ciebie, skoro jesteś tutaj, to ona też.

Monika niepostrzeżenie sięgnęła do kieszonki torebki i wyciągnęła z niej klucze od mieszkania. Udając zdenerwowanie zaczęła się cofać w głąb łazienki dając siostrze możliwość ucieczki.

— Po co jej szukasz? Potrzebujesz worka treningowego? To się na boks zapisz — mówiła robiąc kolejny krok w tył.

Kiedy wiedziała, że jest wystarczająco daleko rzuciła siostrze klucze, a ta od razu uciekła z łazienki. Mężczyzna chciał pobiec za nią, jednak Monika złapała go za bluzę i pociągnęła do siebie, dając siostrze kilka cennych sekund na ucieczkę.

— Słuchaj dziwko, skoro uratowałaś siostrzyczkę to ty za nią oberwiesz — cedził przez zęby.

— Wal się gnoju!

Mężczyzna chwycił nadgarstki Moniki i przycisnął je do ściany po obu stronach głowy i wcisnął twarz w jej szyję. Monika szarpała się z nim chwilę, ale uścisk jego dłoni był silniejszy, niż myślała. Czuła jak jego palce z miażdżącą siłą wbijają się w jej skórę. Kiedy myślała, że sobie nie da z nim rady w drzwiach łazienki stanęła jakaś kobieta. Sławek odruchowo odwrócił twarz i poluźnił uścisk. Monika, wykorzystując moment kopnęła go kolanem w podbrzusze i uciekła. Wiedziała, że nie może iść do mieszkania, na wypadek gdyby Sławek ją śledził. Zdenerwowana szybko przeszła przez salę, mijając po drodze roztańczony tłum. Usiadła przy barze i ukradkiem obejrzała się za siebie. Nikogo nie było, choć wciąż czuła na sobie czyjeś spojrzenia. Wzrokiem przywołała barmana i zamówiła Blue Kamikaze, po chwili przed jej twarzą pojawił się kolorowy napój. Wyciągnęła szybko rękę po kieliszek i dopiero zauważyła zadrapania na ręce.

Siedzący kilka krzeseł dalej mężczyzna przyglądał się wyraźnie zaniepokojonej dziewczynie, która wyciągnęła drżącą dłoń po kieliszek i jednym łykiem wypiła alkohol. Zauważył, że ogląda z uwagą swoją dłoń. Pierwszy raz ją widział, a jednak zaniepokoił go ten widok. Podniósł swoją szklankę i usiadł przy dziewczynie, która nawet nie spojrzała w jego stronę.

— Wszystko ok? — spytał, nie odwracając wzroku od swojej szklanki.

Monika, słysząc niski, mruczący głos poczuła dreszcz na ciele, niechętnie odwróciła twarz w stronę mężczyzny. Pierwsze na co zwróciła uwagę to mocno zarysowana szczęka i ciemny dwudniowy zarost.

— Tak — warknęła i pokazała barmanowi pusty kieliszek.

Kiedy wyciągnęła rękę po alkohol Stefano zauważył na jej skórze świeże ślady uścisku, które przybierały czerwono siny odcień.

— Kto ci to zrobił? — zapytał spokojnym głosem, ale ruchy zaciskających się szczęk zdradzały jego prawdziwy stan.

Monika przeniosła wzrok na jego ciemne tęczówki, a facet głową wskazał na jej rękę.

— A ty co? Obrońca uciemiężonych? — prychnęła wywołując u Stefano piękny, szeroki uśmiech i dołeczki w policzkach.

Mężczyzna wyciągnął rękę, chcąc podciągnąć wyżej rękaw jej bluzki, ale dziewczyna gwałtownie zabrała rękę. Doskonale wiedział co wywołuje w kobietach taką reakcję.

— Kurwa! Kto to był? — tym razem jego głos był przepełniony furią i chęcią mordu.

— Słuchaj facet…

— Mów kto ci to zrobił! — przerwał jej i wstał z hokera.

Dziewczyna mimowolnie obejrzała się za siebie.

— Jest tu? — Stefano rozejrzał się po sali, a po chwili machnął dłonią i w ciągu sekundy stało obok nich dwóch wielkich facetów w czarnych garniturach.

— Idziemy! — chwycił Monikę za dłoń i pociągnął za sobą.

Zdezorientowana dziewczyna stała w miejscu mimo tego, że szarpnięcie mężczyzny było silne. Popatrzył na jej przerażoną twarz i poczuł, jak dłoń, którą trzyma drży coraz mocniej. Uśmiechnął się delikatnie i przysunął twarz do jej policzka.

— Nie bój się, nic ci nie zrobię — szepnął, a ona poczuła jego uzależniający zapach i delikatne drapanie jego zarostu na swoim policzku.

Kiwnął głową na swoich ludzi i ponownie pociągną Monikę za sobą, tym razem mu się nie opierała, dziwiły ją tylko zwrócone na nią oczy wszystkich osób, które mijała.

Po wyjściu na zewnątrz Stefano nie puszczając dłoni dziewczyny prowadził ją do samochodu, kiedy Monika zobaczyła jak ochroniarz otwiera drzwi Astona Martina przystanęła, a Stefano odwrócił się do niej.

— Co jest?

Spojrzała na twarz mężczyzny przed sobą, jego ciemne, prawie czarne włosy były zaczesane na bok, ale nie wygładzone, wyglądał jakby przed chwilą wstał z łóżka i ułożył włosy palcami, ciemne oczy otaczał wachlarz długich, czarnych rzęs, a pełne, malinowe usta wręcz stworzone były do całowania.

Przeniosła wzrok z faceta na samochód i na dłoń, którą ją trzymał.

— Przepraszam to jest pana samochód?

— A to jakiś problem? — mruknął zrezygnowany, a w wyobraźni już widział jak dziewczyna zaczyna się do niego wdzięczyć jak tylko zamkną się drzwi samochodu.

— Przepraszam pana, ale ja chyba pójdę już do domu — wysunęła dłoń z jego uścisku i cofnęła się kilka kroków.

Mężczyzna stał zaskoczony jej reakcją.

— Odwiozę cię — zrobił krok w jej stronę, na co ona znów się odsunęła i podniosła dłonie, dając mu znak, żeby się nie zbliżał.

— Nie, dziękuję — warknęła stanowczo — mieszkam niedaleko, naprawdę poradzę sobie — nie odrywała wzroku od jego elektryzującego spojrzenia.

— Powiedziałem przecież, że nic ci nie zrobię — Stefano przybliżał się do dziewczyny i sam nie wiedział dlaczego aż tak bardzo mu na tym zależy.

— Tak, jasne każdy tak mówi… — mruknęła pod nosem i opuściła wzrok.

Zrobiła kolejny krok do tyłu i końcówką obcasa zahaczyła o wystający krawężnik. Czuła jak leci do tyłu, zamknęła oczy i wiedziała, że za chwilę jej plecy zaliczą bliskie spotkanie z chodnikiem. Nagle poczuła silny uścisk na przedramionach, zacisnęła mocniej oczy i czekała. Zaskoczona podniosła powieki i zobaczyła nad sobą czarne oczy mężczyzny.

— Odwiozę cię, bo sama to tylko krzywdę sobie zrobisz — powiedział poważnie i podciągnął Monikę do góry tak, żeby stanęła na nogach.

Chwycił znów jej dłoń i pociągnął do samochodu. Monika szła za nim, ale wciąż czuła się dziwnie, nie znała go, nie ufała mu, i nie chciała z nim pojechać, a jednak nie potrafiła mu się przeciwstawić. Stefano odprawił ochroniarza i otworzył Monice drzwi pasażera. Dziewczyna stanęła przy nim i zawahała się.

— To nie jest najlepszy pomysł — mówiła ze strachem w głosie — Naprawdę nie musi pan się fatygować. Chyba dam sobie już radę, jestem dużą dziewczynką, dosłownie… — objęła swoje ciało rękami jakby chciała się nimi zasłonić.

— Wsiadaj. I tak miałem już wychodzić.

— No. No to niech pan już jedzie tam, gdzie pan musi, bo pewnie żona się niepokoi, a ja pójdę do siebie. Dziękuję za propozycję, dobranoc — szybko się odwróciła i ruszyła przed siebie prawie biegnąc po nierównej nawierzchni chodnika.

Zdążyła odejść kilka kroków, jak poczuła dłoń na ramieniu. Odwróciła się i znów to samo, czarne oczy świdrowały jej niebieskie tęczówki.

— Nie przyzwyczajony jestem, że ktoś mi odmawia. Zapraszam do samochodu, bo nie będę powtarzał — jego ton był zimny i groźny.

Po ciele Moniki przeszedł chłodny, ale przyjemny dreszcz. Bez słowa odwróciła się i powoli ruszyła w stronę otwartych drzwi samochodu. Stefano podał jej dłoń i pomógł wsiąść do niskiego auta. Zamknął drzwi i usiadł za kierownicą. Odpalił silnik i czekał, ale dziewczyna siedziała cicho, jakby bała się odezwać.

— Adres.

— Słucham? — spytała zaskoczona.

— Musisz powiedzieć, gdzie mieszkasz, inaczej cię nie odwiozę.

— Pan wybaczy, ale znamy się dziesięć minut, nie chcę być niegrzeczna, ale nie daję swojego adresu obcym ludziom. Mówiłam, że sobie poradzę — wyciągnęła rękę, żeby otworzyć drzwi, jednak usłyszała tylko zamykany centralny zamek.

Spojrzała na mężczyznę obok siebie, uśmiechał się delikatnie, a na jego policzku zrobiło się malutkie wgłębienie.

— Ups, chyba pomyliłem guziki. To gdzie mieszkasz?

Wkurzona dziewczyna zacisnęła ze złości wargi i odwróciła twarz do bocznej szyby, liczyła, że prędzej czy później ją wypuści.

Stefano czekał kilka minut, w końcu wyjął z kieszeni kurtki telefon i wybrał numer.

— Gdzie jesteś? — warknął i spojrzał na zdenerwowaną dziewczynę.

— W apartamencie, a co?

— Sam?

— Od pół godziny, miałem zamiar do ciebie jechać. Co jest stary? Kłopoty?

— Zaraz będziemy u ciebie.

— Kurwa, co znaczy my?

Stefano rozłączył się bez odpowiedzi i wyjechał samochodem z parkingu.

Rozdział 3

Kiedy podjechali pod apartamentowiec Monika wstrzymała oddech i otworzyła ze zdziwieniem usta.

— Pan tu mieszka? — spytała, gapiąc się w przednią szybę i mierząc od góry do dołu luksusowy wieżowiec.

— Nie, no skąd — burknął, a dziewczyna odetchnęła z ulgą — mieszkam za miastem, tu mam tylko apartament na takie wypadki jak dziś — uśmiechnął się cwaniacko i wjechał na parking podziemny.

— Zajebiście, jestem wypadkiem — mruknęła do siebie i spięła ciało ze zdenerwowania.

Stefano zaparkował samochód niedaleko windy, niespiesznie wysiadł i obszedł auto, podchodząc do drzwi pasażerki, ale kiedy je otworzył Monika nawet na niego nie spojrzała. Wyciągnął rękę i cierpliwie czekał, aż ją chwyci.

— No już! — warknął nieco groźniej, niż zamierzał.

Dziewczyna podniosła na niego przestraszone oczy, a kiedy ich spojrzenia się spotkały poczuła dziwny lęk.

— Wysiądź — Stefano mówił już łagodniej.

— Czego pan ode mnie chce? Muszę wracać do domu — patrzyła na niego błagająco.

— To i tak musisz wysiąść z auta — odwrócił od niej wzrok i oparł rękę o dach Astona.

Monika ze świstem wypuściła powietrze z ust i wystawiła nogę z samochodu. Stefano podążył wzrokiem od jej czarnej szpilki, aż do kształtnego uda w dopasowanych spodniach. Szybko oderwał wzrok i ponownie wyciągnął dłoń do dziewczyny, poczuł iskrę, kiedy tylko dotknęła jego palców. Pomógł jej wysiąść i znów chwycił jej dłoń.

— Umiem sama chodzić — burknęła i szarpnęła rękę.

Stefano zacisnął dłoń i przyciągnął ją bliżej siebie.

— Jasne, właśnie widziałem pod Laguną — szepnął i prowadził ją do windy.

— Miałam iść do domu…

— To musisz najpierw wydostać się z garażu, a to jedyne wyjście.

Zdenerwowana wstrzymała powietrze i zatrzymała się przy szklanej windzie. Mężczyzna wpisał kod na panelu, wykorzystując okazję, że puścił jej dłoń odsunęła się pół kroku i założyła ręce na brzuchu. Przełknęła ślinę i sama się zdziwiła jak głośno było ją słychać.

— Nie bój się mnie — przychylił się do Moniki, a ona podniosła na niego błękitne spojrzenie, przyglądając się jego idealnym rysom twarzy.

Miała już dość tego, co się dzieje, chciała się odwrócić i iść w stronę wyjazdu z parkingu, ale Stefano złapał jej łokieć i wciągnął do otwartej już windy. Otworzyła usta, żeby się odezwać i nagle zobaczyła, że winda nie zatrzymuje się w holu budynku i jedzie dalej.

— Ej, a ja?

— Chyba znów pomyliłem guziki. Sorry, mój błąd.

— Świetnie idiotko, zaufałaś obcemu facetowi — pomyślała i spojrzała w górę czy długo będą jeszcze jechać.

— Jeszcze dwadzieścia pięter — usłyszała mruczący głos mężczyzny.

— Ile ich tu jest w ogóle?

— Czterdzieści.

— I chuj, nie ucieknę przez okno — zaśmiała się do siebie.

— Nie polecam. Podobno nic się nie czuje przy upadku, ale pewności nie mam, nie byłem w stanie nikogo zapytać po takim locie.

Monika poczuła nieprzyjemny dreszcz na myśl o upadku z czterdziestego piętra. Stefano kątem oka zauważył jej skrzywioną z obrzydzenia twarz.

— Nie martw się, ty wyjdziesz drzwiami.

— O dzięki ci panie za tę łaskę — mruknęła do siebie, myśląc, że jej nie usłyszy.

Spojrzała w bok i znów zobaczyła dołek w policzku mężczyzny. Mimowolnie uśmiechnęła się do siebie. Nagle drzwi windy się otworzyły. Stefano dotknął delikatnie lędźwi Moniki i lekko poprowadził do apartamentu. Dziewczyna rozejrzała się po ogromnym salonie. Myślała, że jej mieszkanie jest duże, ale przy tym apartamencie to raczej pudełko po butach. Salon był większy, niż całe jej mieszkanie, i to z klatką schodową i balkonem razem wziętymi. Dwie narożne ściany były całkowicie przeszklone, a za nimi roztaczał się piękny widok stolicy nocą. Na środku stały dwie ogromne kanapy z czarnej skóry i takie same fotele oraz długi, czarny stolik, a w rogu były szerokie schody na piętro.

Kiedy zrobili kilka kroków do przodu z kanapy wstał Diego i podszedł do wchodzącej pary. Ze zdziwieniem przenosił wzrok z brata na dziewczynę. Monika, widząc jego wyszczerzone w uśmiechu zęby spięła się i cofnęła.

— To mój brat Diego — wskazał ręką na chłopaka — Diego to… — zawahał się, bo nie wiedział jak dziewczyna ma na imię.

— Monika — szybko odpowiedziała za niego.

Diego podszedł do dziewczyny i wyciągnął do niej wytatuowaną dłoń, Monika niepewnie podała mu rękę na co on ukłonił się i delikatnie ją pocałował. Powoli przeniósł wzrok na brata, wpatrując się w jego oczy i czekając, aż coś powie.

— Usiądź, pogadamy — Stefano położył dłoń na plecach Moniki.

Dziewczyna nie miała już ochoty na dyskusję, grzecznie podeszła do kanapy i usiadła tyłem do wciąż stojących za nią mężczyzn.

— Pogadamy? — Diego szepnął do brata — Kto to jest?

— Nie mam pojęcia — Stefano mruknął i zdjął kurtkę.

— Jak nie wiesz? Dziwka? — pytał zaskoczony.

— Wyjebać ci? Czy ona wygląda na dziwkę? — warknął.

— No właśnie nie! I dlatego się dziwię, po co ją tu przywiozłeś.

— Siadaj, zaraz się dowiemy.

Podeszli bliżej kanapy, a przestraszona dziewczyna spojrzała na ich twarze. Czuła się mocno niepewnie, jeden miał minę jakby chciał ją zaraz zabić, a drugi miał twarz wyszczerzonego napaleńca. Nagle wstała, zaskakując obu facetów.

— Przepraszam, ale ja, jednak chcę wrócić do domu. Nie wiem dlaczego pan mnie tu przywiózł i szczerze nie interesuje mnie to. Nie wiem kim jest pan i pański brat, ale sądząc po tym — rozejrzała się po pokoju — to nie jestem pewna, czy chcę tu być…

— Co się stało w Lagunie? — głos Stefano przerwał jej zdanie.

— A co się stało w Lagunie? — tym razem Diego spojrzał na brata, a potem na Monikę.

— No właśnie chciałbym się dowiedzieć.

Monika nerwowo przygryzła wargę.

— Nic się nie stało i nie wiem, skąd to śledztwo!

Stefano zrobił krok do przodu chwycił jedną ręką dłoń Moniki, a drugą podciągnął rękaw jej kurtki.

— Stąd! — krzyknął, aż dziewczyna podskoczyła.

Diego zaciekawiony wyjrzał zza brata i zobaczył czerwone ślady na jej jasnej skórze.

— Kurwa! Kto ci to zrobił dziewczyno?

— No następny! — opadła bezsilnie na kanapę i schowała twarz w dłonie — panowie…

Dzwoniący telefon Stefano przerwał ich rozmowę. Zdenerwowany wyciągnął smartfona z kurtki, warcząc odebrał połączenie i po chwili zniknął za suwanymi drzwiami. Kiedy Monika została w salonie sama z wiecznie uśmiechniętym Diego poczuła się niepewnie, jego szeroki uśmiech i wiecznie poruszająca się szczęka paraliżowały ją. Widząc jej zdenerwowanie chłopak wstał z kanapy i podszedł do barku.

— Czego ci nalać? — nie słysząc odpowiedzi odwrócił się do niej twarzą — hmm? Whisky, wódka, wino?

— Wino — mruknęła, nie patrząc w jego stronę.

Po chwili przed jej twarzą pojawiła się dłoń z kieliszkiem ciemno czerwonego wina. Chwyciła szkło i wpatrywała się w tatuaże na dłoni chłopaka.

— Podobają ci się — uśmiechnął się zalotnie i usiadł obok niej.

Dziewczyna kiwnęła tylko głową i upiła łyk alkoholu.

— Bolało? — spytała, podnosząc jeden kącik ust.

— Szczerze? — zrobił obojętną minę — jak skurwysyn! — tym razem śmieli się oboje — to był mój pierwszy raz z dziarami, nie wiedziałem czego się spodziewać, potem było już lepiej.

— Dużo ich masz? — pytała już śmielej.

Chłopak opuścił wzrok na podłogę.

— Trochę.

— Pokażesz? — Diego rozpiął bluzę, zdjął ją i został w samej koszulce z krótkim rękawem.

Oczom Moniki ukazały się wytatuowane, idealnie wyrzeźbione, silne ręce z delikatnie odstającymi żyłami. Dziewczyna głośno wypuściła powietrze z ust, wydając z siebie subtelny jęk zachwytu na ten widok.

— Rewelacja… — westchnęła i wyciągnęła dłoń — mogę dotknąć?

— Jasne, macaj ile chcesz! — uśmiechnął się i poruszył brwiami.

Kiedy dotknęła gładkiej, napiętej skóry na ręce chłopaka w jej oczach zapłonął żar. Powoli sunęła palcami po kolorowych tatuażach, przymykając powieki i przygryzając dolną wargę.

— Ale jazda, jak w 3D — jej oczy aż płonęły.

Diego tylko się uśmiechną na jej reakcję.

— A masz coś jeszcze? — szepnęła, pochylając głowę nieco bliżej twarzy Diego.

Chłopak rozejrzał się po pokoju i przysunął twarz do policzka Moniki.

— Mam parę, ale w takim miejscu, że, żeby je zobaczyć musiałabyś pójść ze mną do łóżka — dziewczyna poczuła przeszywający dreszcz i chłodny miętowy oddech na szyi.

Odsunęła lekko twarz i spojrzała w czarne, głębokie oczy, które hipnotyzowały i onieśmielały.

— Diego! — na głos Stefano para odskoczyła od siebie jak porażona prądem — dobrze wam się rozmawia? — pytał wyraźnie zdenerwowany.

Monika odwróciła wzrok, a Diego rozluźniony oparł rękę o zagłówek kanapy.

— Dobrze, zazdrościsz?

— Pokazałeś już dziary?

— Tak, a co masz z tym jakiś problem brat?

— Ten na fiucie też? — Stefano wciąż warczał.

Monika, słysząc jego słowa zakrztusiła się pitym winem. Zasłoniła usta i zacisnęła powieki, powstrzymując kaszel. Uniosła lekko ręce do góry i po chwili poczuła ulgę. Odwróciła uśmiechniętą twarz do Diego.

— Masz tatuaż na… — zawiesiła głos i skromnie kiwnęła głową na krocze chłopaka.

Diego pochylił twarz bliżej Moniki.

— Taki malutki — szepnął i wbił w jej niebieskie oczy płonący wzrok.

— A co? — spytała z szerokim uśmiechem.

— Zapałkę.

— Zapałkę? Czemu?

— Żeby mówić laskom, złap za-pałkę — patrzył Monice w oczy i czekał na jej reakcję.

Dziewczyna chwilę milczała po czym wybuchnęła głośnym śmiechem. Stefano stał w drzwiach gabinetu i przyglądał się śmiejącej na kanapie parze. Kiedy zobaczył jak Monika dotyka palcami ramienia Diego i przesuwa je wzdłuż tatuażu aż do łokcia coś się w nim zagotowało. Szybko podszedł do kanapy.

— Diego jedziemy! — warknął i nałożył kurtkę.

— O tej porze? Jest druga!

— Która? — Monika krzyknęła i podniosła się z kanapy — Kurwa! Muszę iść do domu. Dobrze się składa, że wychodzicie, nie będę dłużej wam czasu zabierać. Trzymaj się Diego, miło mi było cię poznać — uśmiechnęła się do chłopaka i zrobiła krok w stronę Stefano — Może mnie pan już wypuścić? — spytała, spoglądając pod nogi.

— Nie. Wracamy za dwie godziny, poczekaj tutaj, dokończymy rozmowę.

— Przepraszam, ale nie sądzę, że mamy o czym rozmawiać, więc chciałabym…

Stefano podszedł krok bliżej i spojrzał na nią z góry, a po chwili przychylił się do jej ucha.

— Dwie godziny. Później odwiozę cię do domu i wysadzę ulicę dalej, żeby nie wiedzieć, gdzie mieszkasz.

Monika rozumiała co drugie słowo, jego zapach odbierał jej zdolność myślenia. Podniosła wzrok na mężczyznę i kiwnęła głową.

— Idziemy — kiwnął na Diego i odwrócił twarz do dziewczyny — A, i nie próbuj uciekać, przy windzie zostaje ochrona i tak cię nie wypuszczą. Czuj się, jak u siebie.

Monika stała na środku salonu i patrzyła jak mężczyźni zatrzymują się przy drzwiach windy. Kiedy po chwili zniknęli zdjęła kurtkę oraz buty i odetchnęła z ulgą, kiedy jej zmęczone stopy dotknęły zimnej podłogi. Miała dwie godziny, więc postanowiła pozwiedzać i zaczęła od wizyty w barku.


Diego co chwilę spoglądał na zdenerwowaną twarz brata.

— No co się stało?

— Znaleźli jednego od zaginionej koki — warknął.

— Yeah! Będzie zabawa! — Diego splótł palce i wyprężył je, strzelając kostkami — a co to za laska? — kiwnął głową w górę.

— A co jeszcze się nie dowiedziałeś? — Stefano spojrzał na brata z mordem w oczach.

— A miałem się dowiedzieć?

Stefano milczał i spojrzał na złoty zegarek na ręce.

— Za piętnaście minut przywiozą go do magazynu na Fabrycznej, pogadamy sobie z kolegą.

— Si, capo! — Diego pokazał równe, białe zęby i przeżuł gumę.

Po chwili wyjeżdżali z podziemnego parkingu czarnym SUV-em.


Monika z kieliszkiem w ręce przechadzała się po apartamencie, patrząc przez szyby na światła miasta, wyciągnęła telefon z torebki, żeby napisać do Zuzy, jednak bateria była na wyczerpaniu i, zanim zdążyła wysłać wiadomość, ekran zgasł na dobre.

— Świetnie — warknęła do siebie i wrzuciła telefon z powrotem do torby.

Zaglądała po kolei do wszystkich pomieszczeń, mieszkanie było w bardzo nowoczesnym i chłodnym stylu. Surowe wnętrze, proste, białe meble na wysoki połysk, żadnych ożywiających dodatków, wszędzie było ekskluzywnie i idealnie czysto. Jedyne, co ją zastanowiło to brak jakichkolwiek osobistych przedmiotów. Żadnych zdjęć, pamiątek, a nawet jednego kubka w zlewie, zupełnie tak, jakby nikt tu nie mieszkał.

Podeszła do jedynych przesuwanych drzwi, które w większości złożone były z matowej szyby, ostrożnie je odepchnęła i stanęła urzeczona widokiem. Pomieszczenie w żaden sposób nie pasowało do reszty mieszkania, było ciemne i dość mroczne. Od podłogi do sufitu pięły się regały wypełnione po brzegi książkami, na środku stała narożna kanapa z brązowej skóry i mały drewniany stolik z lampką. Zaraz przy drzwiach stał barek z kilkoma butelkami różnego alkoholu i kryształowe kieliszki, podłoga była w tym pokoju drewniana, a w oknach wisiały ciężkie, grafitowe zasłony. Monika powoli weszła do biblioteki i obracając się wokół siebie patrzyła na setki książek, które tylko czekają, żeby wziąć je w dłonie.

— Boże, umarłam i jestem w niebie… — szepnęła do siebie i zatupała szybko nogami jak małe dziecko.

Odstawiła swój kieliszek na stolik przy kanapie i podeszła do najbliższego regału. Powoli przesuwała dłonią po grzbietach egzemplarzy i uśmiechała się do siebie. Jej palce zatrzymały się na przewodniku po najpiękniejszych miejscach we Włoszech. Wyciągnęła książkę i otworzyła na samym początku, położyła się wygodnie na kanapie i przeglądała kolejne strony przewodnika. Jako mała dziewczynka wierzyła, że pojedzie do Włoch i spotka tam swojego księcia na białym koniu. Tymczasem w wieku dziewiętnastu lat pojechała do Ustki i spotkała swojego giermka na osiołku. Zaśmiała się w duchu i zamknęła oczy, wyobrażając sobie swoją wymarzoną podróż do słonecznej Italii. Wino szumiało jej w głowie, a myśli powoli się rozmywały, nawet nie zauważyła jak już spała.


Po kilkunastu minutach jazdy czarny Range Rover zatrzymał się przed starym, opuszczonym magazynem na obrzeżach miasta. Bracia wysiedli powoli z auta i spojrzeli w niebo, z którego zaczynał padać ciepły, drobny deszcz.

— Idziemy, nie mamy czasu — Stefano spojrzał groźnie na brata.

— Tak ci się do niej spieszy? — zaśmiał się i klepnął faceta w ramię.

Stefano się nie odezwał, zrzucił z siebie rękę Diego i szybkim krokiem wszedł do hali. Kilku młodych chłopaków stojących przy wejściu na widok wchodzących mężczyzn stanęło na baczność, Stefano, nie zwracając na nich uwagi minął ich i poszedł dalej, Diego szedł spokojnie za bratem i wiedział, że ktokolwiek tam siedzi to żywy nie wyjdzie. W końcu dotarli do miejsca, w którym siedział około czterdziestoletni mężczyzna. Był przywiązany do krzesła i trochę już poobijany. Z nosa sączyła mu się krew, a oko miał spuchnięte.

Stefano bez słowa przyglądał się facetowi, a po chwili usiadł naprzeciwko niego.

— I co mi powiesz? — zapytał spokojnie.

Mężczyzna podniósł na niego wzrok, w którym Stefano ujrzał przerażenie i złość.

— Wiesz, że już stąd nie wyjdziesz? Tylko od ciebie zależy, czy umrzesz szybko i bezboleśnie, czy nie, więc zadam ci teraz kilka prostych pytań, ty grzecznie na nie odpowiesz i ja sobie pójdę, bo przerwałeś mi ważną rozmowę. To jak, zaczynamy?

Mężczyzna siedział cicho i wpatrywał się w czarne, dzikie oczy Stefano.

— Gdzie jest mój towar?

— Nie wiem o czym mówisz — mężczyzna nie odwracał wzroku od Włocha, nagle poczuł silne uderzenie na twarzy.

Stefano zacisnął szczęki i usiadł z powrotem na krześle.

— Zła odpowiedź! — warknął, pocierając swoją pięść — gdzie towar?

— Powiedziałem, że nie wiem — cwany uśmieszek pojawił się na twarzy mężczyzny, co jeszcze bardziej zdenerwowało Stefano.

Diego, widząc wściekłość brata podszedł do niego i podał mu przez ramię metalowy przedmiot, na którego widok związany mężczyzna zbladł.

Stefano powoli założył kastet na dłoń i pochylając się do przodu oparł się łokciami o kolana.

— Mówisz sam czy mam cię przekonać?

— Nie zrobisz tego…

— Kurwa, jesteś pewien? — podniósł się z krzesła i podszedł do mężczyzny — to uważaj! Gdzie? Kurwa? Moja? Koka? — wypowiadał każde słowo głośno i wyraźnie, uderzając kastetem w twarz faceta po każdym wypowiedzianym słowie.

Stefano głośno odetchnął i spojrzał w pociętą, ociekającą krwią twarz mężczyzny. Zdjął kastet z ręki i rzucił do stojącego obok brata.

— To od początku — jego głos znów był opanowany i łagodny — Chcesz coś mi powiedzieć?

— Rico… — szepnął i splunął krwią.

— Co za Rico? — Stefano oparł się mocno o krzesło.

— Zaraz — Diego wtrącił się do rozmowy i podszedł bliżej — Rico to przypadkiem nie prawa ręka naszego Pablo?

Facet podniósł wzrok na chłopaka i kiwnął głową.

— Kurwa! Co ty chcesz powiedzieć? Że Pablo nas okrada?

— Nie Pablo tylko Rico… Zwinął koks i zwiał — mężczyzna niepewnie spoglądał raz na Diego, a raz na Stefano.

— Dokąd? — głos Diego pierwszy raz zdradzał wściekłość.

Mężczyzna opuścił wzrok i milczał. Wiedział, że i tak już za dużo powiedział.

— Nie? — Diego podszedł do mężczyzny i z całej siły kopnął go w brzuch.

Facet zgiął się w pół i wstrzymał powietrze.

— Gdzie on kurwa jest? — chwycił faceta za gardło i coraz mocniej zaciskał na nim palce — gdzie kurwa?

— W Meksyku…

Bracia popatrzyli na siebie i wybuchnęli głośnym śmiechem co zaskoczyło ledwo żywego mężczyznę.

— Ja pierdolę idiota! — Diego spojrzał na brata i wyciągnął z kieszeni kurtki telefon — dzwonię do Mateo, niech to szybko ogarnie, zanim ten chuj upłynni towar — pokręcił głową i poszedł w stronę wyjścia.

Po kilku krokach usłyszał za plecami wystrzał, niechętnie się odwrócił i zobaczył bezwładne ciało mężczyzny z dziurą w czole. Stefano stał nad nim z wyciągniętym pistoletem, a po chwili schował broń i obejrzał swoją poplamioną krwią kurtkę.

— Kurwa, moja ulubiona…

Rozdział 4

Kiedy czarny wóz zatrzymał się w podziemnym garażu Diego odezwał się do brata.

— Słuchaj stary, nie uwierzę, że z tą laską to chodzi tylko o siniaki na ręce.

Stefano groźnie spojrzał na chłopaka i otworzył drzwi samochodu. Diego wyskoczył zaraz za nim i poszli w kierunku windy.

— Znam cię za długo, żebyś mi taki kit wciskał. Weź powiedz wprost o co chodzi. Kto to jest? A może lepiej, czego ty od niej chcesz?

— Nie wiem, jeszcze… — odpowiedział i wszedł do windy.

Kiedy wjechali na górę w apartamencie panowała ciemność rozświetlana ledowymi lampkami nad kuchennym blatem. Stefano nerwowo rozglądał się po ciemnym wnętrzu, nie mogąc znaleźć Moniki.

— Gdzie ona jest do cholery? — spojrzał na Diego.

— Myślisz, że wyszła?

Stefano wyciągnął telefon i zadzwonił do ochrony.

— Do mnie! — warknął i odłożył telefon.

Po kilku minutach z widny wyszedł szef ochrony, w oczach Stefano widział wściekłość.

— Mieliście jej nie wypuszczać!

— Szefie nawet nie próbowała wychodzić.

— Tak? To czemu jej nie ma? — chwycił mężczyznę za kurtkę.

— Brat, może położyła się spać, jest po czwartej.

Stefano oprzytomniał i puścił ochroniarza, kilkoma krokami pokonał schody i poszedł na piętro.

Przechodził przez kolejne pomieszczenia, kiedy usłyszał głos Diego z dołu schodów.

— Chodź coś ci pokażę — uśmiechnął się.

Weszli do biblioteki i wpatrywali się w śpiącą na kanapie dziewczynę, która przez sen co chwilę poprawiała osuwającą się z kanapy książkę. Diego uśmiechnął się promiennie i wyszedł, wracając po chwili z kocem, Stefano wziął go od niego i cicho podszedł do dziewczyny. Kucnął przy kanapie i powoli wysunął książkę spod jej ręki tak, żeby jej nie obudzić. Odwrócił twarz w stronę drzwi i zgromił brata wzrokiem. Diego, widząc jego minę podniósł ręce i wyszedł z pomieszczenia. Stefano rozłożył koc i okrył nim dziewczynę, która czując ciepło na ciele cicho zamruczała i objęła się ręką, dotykając przy okazji dłoni Stefano, oczy mężczyzny błysnęły, nie wiedząc czemu pochylił się nad nią i musnął jej policzek ustami, zaciągając się przy okazji jej konwaliowym zapachem.

Kiedy wrócił do salonu Diego siedział na kanapie ze szklanką whisky.

— Już ululałeś królewnę do snu? — zaśmiał się.

— Wiesz co, czasem sam się sobie dziwię, że jeszcze żyjesz. Mam za miękkie serce jak nasz matka — zasmucił się na wspomnienie kobiety.

— Matka miała może i miękkie serce, ale poza tym była twarda jak nikt inny, inaczej nie przetrwałaby tego, co robił jej ojciec przez tyle lat.

— Jakoś nie umiem mówić o nim ojciec, nigdy nim nie był.

— Tak, czy inaczej to po nim masz władzę, firmę i pieniądze.

— Nie narzekaj, wcale nie masz gorzej.

— Kurwa stary, nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś starszy i to tobie przypadło przejęcie firmy, a nie mnie — Diego wyszczerzył się w uśmiechu i wstał po kolejną porcję alkoholu — Nalać ci?

— Nie, idę spać — odwrócił się w stronę schodów i zniknął na piętrze.

Kiedy wszedł do swojej sypialni odetchnął z ulgą, dobrze się tu czuł. Wszedł do łazienki, od razu rozebrał się do naga i stanął pod ciepłymi strumieniami wody z deszczownicy. Po kilku minutach poczuł, jak jego penis się prostuje.

— Kurwa, nie teraz… — spojrzał na dół i zagryzł wargę.

Chciał przeczekać ten stan i schłodził lekko wodę. Jego mięśnie zaczęły się rozluźniać, jednak członek pozostał na swoim miejscu i boleśnie dawał do zrozumienia czego teraz potrzebuje. Stanowczo chwycił go w dłoń i przesuwał ręką po gładkiej skórze, dało mu to chwilowe ukojenie, ale nie zlikwidowało problemu, bo członek wyprężał się coraz mocniej. Dłoń Stefano ślizgała się po mokrym penisie z coraz większą siłą, czuł miłe mrowienie w lędźwiach, jednak szczyt nie nadchodził, próbował przypomnieć sobie najlepsze laski jakie do tej pory zaliczył, wyobraźnia podsuwała mu coraz to lepsze cycki i kształtniejsze pośladki, ale bez efektów. Dyszał pod strumieniami wody i czekał na upragniony od tygodni orgazm. Wnętrzem dłoni masował twardą, napiętą główkę i wciąż czekał, nagle w jego myślach pojawiła się spokojna twarz śpiącej Moniki i jej ciche mruczenie, poruszył szybciej ręką i wstrzymał oddech, po chwili orgazmiczny dreszcz przeszył jego zmęczone ciało, a na ciemne kafelki wytrysnęło lepkie nasienie. Długie, silne dreszcze wstrząsały jego ciałem jeszcze kilka minut. Stefano oparł dłonie o chłodne kafelki i ciężko oddychał, próbując uspokoić swoje ciało. Przysunął się do ściany i oparł o nią rozgrzane czoło, pozwalając wodzie płynąć po plecach. Kiedy już się odprężył wyszedł z łazienki i położył się nago do łóżka, a po kilku minutach już spał.


Monika otworzyła powoli oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym się znajdowała. Po chwili przypomniała sobie, gdzie jest, nerwowo rozejrzała się po bibliotece, wiszący na ścianie zegar wskazywał siódmą.

— Osz ty kurwa! — poderwała się z kanapy i zobaczyła, że jest przykryta kocem — jasny szlag, wrócili.

Przez chwilę nasłuchiwała odgłosów z salonu, w domu panowała cisza. Delikatnie przesunęła drzwi i wychyliła głowę, nikogo nie było. Zrobiła kilka kroków w stronę kanapy, na której leżała jej kurtka i torebka. Usiadła na kanapie i napisała kilka słów na małej kartce wyrwanej z kalendarza. Wzięła swoje rzeczy i poszła w stronę windy, zabierając po drodze buty. Stanęła przed szklanymi drzwiami i próbowała sobie przypomnieć kod do windy.

— Myśl Monia, myśl… — mruczała do siebie — trzy cyfry, przypomnij sobie, przecież patrzyłaś… nooo… — oglądała się za siebie, licząc, że żaden z mężczyzn jej tu nie zastanie.

Wyciągnęła palec do panela i dotknęła pierwszą cyfrę.

— Trzy… chyba pięć… i? Kurwa co było trzecie? Raz kozie śmierć jeden? — z zaciśniętymi powiekami wcisnęła ostatnią cyfrę i czekała.

Ciche piknięcie zasygnalizowało otwarcie drzwi, dziewczyna z ulgą odetchnęła i szybko weszła do środka. Wcisnęła guzik na panelu i patrzyła jak apartament znika sprzed jej oczu. Na dole niestety nie było łatwiej, bo dwóch ochroniarzy zaczepiło ją z pytaniem dlaczego wychodzi. Monika jeszcze przed wyjściem wiedziała, co powiedzieć, miała tylko nadzieję, że jej uwierzą.

— Wasz szef mi już zapłacił i kazał iść, więc w czym problem?

— To znaczy, że pani jest…

— Prostytutką, a pan myślał, że prowadzimy razem interesy po nocach? — otworzyła szeroko oczy.

Mężczyzna chwilę się zastanawiał w końcu ją przepuścił. Monika wybiegła przed budynek i podeszła do pierwszej taksówki.

— Na Mączną sto siedemdziesiąt proszę, szybko — uśmiechnęła się do kierowcy.

— Długa noc? — zaśmiał się.

— Nawet pan nie wie jak bardzo — pokręciła głową i oparła się w fotelu.

Po piętnastu minutach była już pod domem, zapłaciła kierowcy i pobiegła do windy. Stanęła pod drzwiami swojego mieszkania i głośno zapukała, modląc się, żeby Zuza była w domu. Kolejne pukanie i nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi.

— Monia! Kurwa gdzieś ty była? — blondynka krzyczała zdenerwowana — Czemu nie odbierasz jak dzwonię?

— Zuz, bateria mi wysiadła nie miałam, jak zadzwonić. Sorki, muszę się szybko ogarnąć, bo na dziewiątą do roboty lecę. A ty wolne masz?

— Tak wzięłam trzy dni. Mogę u ciebie zostać? — wołała do wbiegającej do łazienki siostry.

— Jasne — Monika krzyczała spod prysznica.

Wyszła po kilku minutach i wbiegła do garderoby, zatrzymała się na chwilę, czując na sobie wzrok siostry.

— No co?

— No to ja się pytam co? Gdzieś ty była całą noc? Bo nie w klubie.

— Sorki siostra, ale spieszę się mocno, za pół godziny muszę wyjść.

— Jasne, pogadamy jak wrócisz co?

— Taa.


Było po dziewiątej, jak Stefano otworzył oczy, rażące słońce wpadało przez ogromne okno jego jasnej sypialni. Spojrzał na zegarek i szybko wyskoczył z łóżka, założył na siebie dżinsy i białą polówkę z kilkoma guzikami pod szyją, których nie zapinał. Zbiegł po schodach i pierwsze co zobaczył to Diego siedzącego w bokserkach na kanapie z nogami opartymi o stolik.

— Ja jebię, Diego, mógłbyś się, chociaż trochę ubrać, jak ona cię zobaczy, to ucieknie ze strachu — warknął i zepchnął jego nogi ze stołu.

— O to bym się raczej nie martwił brat — zaśmiał się i podał mu kartkę.

Stefano niechętnie wziął do ręki urwany kawałek papieru.


Chyba, jednak nie porozmawiamy, dzięki za nocleg, choć nie był mi potrzebny i za pyszne wino. Skoro Pan to czyta, to znaczy, że ochroniarze uwierzyli, że byłam Pana prostytutką i mnie wypuścili :) Raczej się już nie spotkamy, pozdrawiam gorąco Pana i Diego. Monika.


Stefano wpatrywał się w kartkę i zaciskał szczęki, a Diego, widząc jego nerwy nie mógł sobie odpuścić komentarza.

— Co to się porobiło… Wielkiemu Stefano panna uciekła — zaśmiał się — szok! Ale cwana bestyjka, to nie było głupie z tym udawaniem dziwki. Tych dwóch palantów na dole na bank uwierzyło.

Stefano zgniótł kartkę w dłoni i spojrzał groźnie na brata.

— Znajdź ją! — warknął i podszedł do barku.

— Stary niby jak?

— Nie wiem kurwa! Taki zawsze mądry jesteś to rusz głową — krzyknął i przechylił szklankę z alkoholem.

— Brat, są rzeczy trudne do zrobienia, bardzo trudne i niemożliwe. To jest zdaje się ta trzecia opcja. Nie wiemy jak się nazywa, nawet nie wiemy, czy imię jest prawdziwe, nie wiemy gdzie mieszka, gdzie pracuje i czy w ogóle jest z Warszawy — spojrzał na Stefano i widział w jego twarzy coraz większy wkurw — dobra, sprawdzę nagania z Laguny i stąd, może któraś kamera ją uchwyciła na tyle, żeby mieć jej twarz. Poszukamy jej, ale powiesz mi szczerze jedną rzecz.

— No — mruknął, nie patrząc na Diego.

— Po co? Do czego ci ona? Ale tak serio i bez jaj.

Stefano spojrzał na brata i pierwszy raz od dawna widział w jego twarzy powagę.

— Diego, nie wiem dlaczego — westchnął — jak zobaczyłem ją przy barze z tymi krwiakami na ręce, to jakoś samo wszystko się działo, nie myślałem o tym, co robię…

Diego patrzył jak twarz jego brata zmienia się na samą myśl o tej dziewczynie i nie miał już sumienia z niego żartować. Wstał z kanapy i poszedł w stronę swojej sypialni. Wrócił po niecałej godzinie ubrany w ciemne, garniturowe spodnie i jasno różową koszulę rozpiętą pod szyją i z podwiniętymi do łokci rękawami, całość dopełniał skórzany pasek ze srebrną klamrą i srebrny zegarek na bransolecie. Zastał Stefano w tym samym miejscu, przy szybie ze szklanką burbona.

— Dobra, ja jadę do Laguny, po drodze popytam w recepcji, czy czegoś nie zauważyli. Daj mi tę kartkę — wyciągnął dłoń do brata.

Kiedy Diego zniknął w windzie Stefano odwrócił się i poszedł do sypialni, przebrał się i wrzucił do torby ręcznik i butelkę wody, zarzucił torbę na ramię i zjechał windą do siłowni połączonej z basenem.

Kiedy wyszedł z szatni i powoli kroczył między sprzętami do ćwiczeń czuł na sobie wzrok obecnych tam kobiet. Nie ruszało go to, nie przyszedł tu w celach towarzyskich tylko rozładować napięcie. Na początek chciał się rozgrzać na bieżni, jego mięśnie idealnie odznaczały się pod dopasowanym T-shirtem, a lekko opuszczone na biodrach szare, dresowe spodnie uwydatniały wąskie biodra mężczyzny. Po czterech godzinach spędzonych na ćwiczeniach wrócił do apartamentu i od razu poszedł pod prysznic. Chłodne kropelki przyjemnie masowały zmęczone ciało mężczyzny. Wciąż myślał o Monice, wiedział, że odnalezienie jej graniczy z cudem, nie mieli o co się zahaczyć, ale w głębi duszy wierzył, że w końcu wpadną na coś, co pomoże ustalić kim jest ta dziewczyna.

Po długim prysznicu owinął biodra ręcznikiem i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę, wyciągnął z niej szynkę parmeńską i zjadł od razu kilka przejrzystych plasterków. Kiedy szedł w stronę salonu z windy wyszedł Diego, spojrzał z uśmiechem na brata i pokręcił głową.

— Trzeba było dziś w nocy tak do niej przyjść to by ci nie zwiała — zaśmiał się.

— Odpuść sobie co? Masz coś? — Stefano poszedł do salonu i usiadł na kanapie.

Po chwili dołączył do niego Diego.

— Nie bardzo, to znaczy mamy ją na nagraniu z Laguny, ale zawsze jakoś tak się ustawiała, że nie mamy żadnego pełnego ujęcia jej twarzy. Sorry brat, ale królewna uciekła i nie zostawiła nam pantofelka tylko tę cholerną karteczkę — wyciągnął z kieszeni papier i rzucił na stół.

Stefano podniósł kartkę z blatu i ponownie rozłożył, wciąż patrzył na fragment … Raczej się już nie spotkamy…

Zaciskał nerwowo szczęki i odruchowo odwrócił kartkę, jakby chcąc sprawdzić, czy nie ma czegoś na drugiej stronie. Jego uwagę przykuł jeden szczegół, przechylił głowę lekko na bok i wpatrywał się w jeden punkt. Położył kartkę na stole i pokazał Diego.

— Patrz na to.

— Co to jest?

— Logo jakiejś firmy.

— Chciałeś chyba powiedzieć kreska z logo jakiejś firmy — zaśmiał się.

— Nieważne, dowiedz się co to za firma. Może tam pracuje.

— A może to logo firmy, która wyprodukowała ten kalendarz?

— Diego wszystko jedno sprawdź to!

— Brat to jest jedna tysięczna tego logo! Naszym zajmie kilka dni dopasowanie tego do jakiejś firmy.

— To na co czekasz? Rusz dupę i do roboty. Ja wracam do domu.

— Brat, dzwonił Mateo… — Stefano zatrzymał się w pół drogi do schodów i spiął mięśnie — chyba udało im się namierzyć Rico.

— Chyba? — odwrócił się nagle.

— W ciągu godziny ma mi przesłać zdjęcia, które udało im się zrobić.

— Zadzwoń na lotnisko, lecimy dziś do Meksyku — odwrócił się i podszedł do schodów, był już na stopniu i znów się odwrócił — odeślij tę kartkę do chłopaków, jak wrócimy mam mieć już nazwę firmy i wszystko, co dadzą radę ustalić o tej dziewczynie, nazwisko, adres, orientację seksualną, ulubiony kolor i pieprzony rozmiar buta.


Kiedy Monika wróciła z pracy już od progu czuła przyjemny zapach jedzenia.

— Jestem! — krzyknęła w przedpokoju.

— Super, właśnie skończyłam. Siadamy — Zuza uśmiechnęła się do siostry, nie mogąc się doczekać opowieści z dzisiejszej nocy.

— Co zrobiłaś? — Monika zajrzała do kuchni i pochyliła się nad kuchenką.

— Makaron ze szpinakiem i kurczakiem.

— Bomba!

Kiedy usiadły przy stole Zuza nie odrywała wzroku od siostry.

— Co jest mała?

— Miałaś mi opowiedzieć dzisiejszą noc — potarła dłonią o dłoń.

— Chyba nie ma o czym opowiadać.

— Proszę, zniknęłaś na całą noc! To ci się nie zdarza! No pliiiissss, chociaż troszkę opowiedz, może być bez pikantnych szczegółów — zrobiła słodkie oczy i smutny dzióbek.

Monika długo patrzyła w niebieskie tęczówki siostry i sama nie wiedziała od czego ma zacząć.

— Zuz, pamiętasz ten samochód co stał pod klubem?

— Astona? No pewnie — rozmarzyła się.

— No to noc spędziłam w apartamencie właściciela tego czegoś — powiedziała szybko i wzięła do ust sporą porcję makaronu, żeby jak najdłużej jeść i nie musieć się odzywać.

Zuza zamarła, trzymając widelec przed otwartymi ustami.

— Jaja sobie robisz? Jak mogłaś mi to zrobić? — śmiała się — Kurwa, bzykałaś się całą noc z jakimś nadzianym gościem i dopiero teraz mi o tym mówisz? Kurwa ja pierdolę!!!

— Weź, z nikim się nie bzykałam, ale nadziany chyba jest. Jego mieszkanie jest większe, niż całe piętro tego bloku.

— Ty weź tematu nie zmieniaj — zaśmiała się — opowiadaj jaki jest? I jak go poznałaś?

— Szczerze? Bałam się go, był dziwny…

— Dziwny?

— Jak uciekłaś, to Sławek mnie dopadł w tym kiblu za ciebie i trochę poranił mi ręce, nic wielkiego — przewróciła oczami i odsunęła rękaw, pokazując siostrze zaczerwienienia na skórze — a później ten facet to zobaczył, wyciągnął mnie z knajpy i zawiózł do siebie, żeby pogadać, do teraz kurwa nie wiem o czym — zaśmiała się i szeroko otworzyła oczy — a żeby zabawniej było to tam był jeszcze jego brat wyobraź sobie — na wspomnienie Diego Monika automatycznie się uśmiechnęła.

— Uuu braciszek cię kręci — blondynka mrugnęła okiem.

— Czy ja wiem, fajny jest, taki wesoły koleś, ale ma cudne tatuaże.

— Dobra to powiedz czemu wróciłaś przed ósmą?

— Bo oni o drugiej gdzieś pojechali, a ja usnęłam na kanapie, a jak się obudziłam, to zwiałam!

— Kurwa, głąbie jeden! Zwariowałaś? Przecież jakbyś się dobrze zakręciła to byś do końca życia pracować nie musiała… i może ja też — uśmiechnęła się szeroko — ale błagam powiedz, że mimo swojej głupoty zostawiłaś mu jakiś namiar na siebie.

Monika bez słowa patrzyła na Zuzę i skrzywiła usta. Dziewczyna bezsilnie opadła na stół.

— Nie, ty nie możesz być moją siostrą… serio? Nic?

— Zostawiłam karteczkę, no taką pożegnalną raczej.

— Karteczkę… — szepnęła Zuza — pożegnalną… nie wierzę! Cholera do jednej chociaż mógł się los uśmiechnąć to ona mu pożegnalną karteczkę zostawiła!

— Zuzia, sorry, ale ja serio źle na niego reagowałam. Boję się go, nie wiem trzęsę się w jego obecności ze strachu.

— Ale przystojny jest?

— Chyba tak, ma ciemne włosy, czarne oczy i jak się uśmiecha, to robią mu się takie słodkie dołeczki w policzkach — Monika podniosła jeden kącik ust w delikatnym uśmiechu — ty, nawet nie wiem jak on ma na imię.

— A brat?

— Diego, są całkowicie inni, poza tym, że obaj mają czarne oczy i śniadą cerę. Ten facet raczej wygląda jak boss mafii, a Diego jak jego ochroniarz — zaśmiała się.

— I co będzie dalej? — Zuza odłożyła widelec i odsunęła talerz.

— Co ma być? Przecież my się już nigdy więcej nie spotkamy…

Rozdział 5

Głośne pukanie rozległo się w gabinecie Stefano, ale leżący na kanapie mężczyzna nie reagował. Podniósł ze stolika szklankę z burbonem i wypił dwa łyki po czym znów położył głowę na miękkiej poręczy. Kolejne pukanie rozległo się za jego głową.

— Właź! — krzyknął, wiedząc, że to Diego.

— Żyjesz brat?

— Znaleźli coś?

Diego usiadł na fotelu naprzeciwko kanapy i kiwnął przecząco głową.

— Kurwa, ponad tydzień już minął, a oni jednej laski znaleźć nie mogą? Ja wiem, że to spore miasto, ale do chuja chyba nie Tokio — poirytowany podniósł głowę i usiadł.

— Stary, może odpuść co? Zna twój adres, jakby tylko chciała…

— Nie o to chodzi Diego. Nie lubię nie dokończonych spraw to raz, a dwa nie lubię, jak coś idzie nie po mojej myśli.

— Jasne. Potrzebujesz czegoś? — spytał wstając z fotela.

— Spokoju i nazwy tej cholernej firmy — warknął i zamknął oczy.

Diego chciał coś odpowiedzieć, ale poczuł w kieszeni wibrujący telefon, kiedy zobaczył kto dzwoni od razu odebrał i odszedł w głąb gabinetu. Po dwóch minutach wrócił do Stefano.

— Zaprawdę powiadam ci bracie, twoje prośby zostały wysłuchane — mówił poważnym tonem, składając dłonie jak do modlitwy.

— Ile ty żeś dzisiaj wypił co?

— Kurwa, znaleźli to logo. Prawie na pewno to logo jednej z firm ubezpieczeniowych.

— Sprawdź to — Stefano podniósł się z kanapy.

— Człowieku wiesz ile w takim korpo może pracować Monik?

Stefano się nie odezwał, wystarczyło, że spojrzał na brata i Diego od razu wiedział, że dalsza dyskusja nie ma sensu. Odwrócił się i szybkim krokiem wyszedł z gabinetu.

Stefano podszedł do biurka i usiadł na swoim fotelu, spojrzał szybko na drzwi i otworzył pierwszą szufladę, podniósł teczki leżące na wierzchu i wyciągnął spod nich małą kartkę wyrwaną z kalendarza. Obrócił ją w palcach kilka razy i znów zatrzymał wzrok na jednym zdaniu … Raczej się już nie spotkamy…

— Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz… — powiedział, chowając kartkę z powrotem do szuflady i zagryzł wargę.


Diego wszedł do gabinetu bez pukania, rozejrzał się po pomieszczeniu i spojrzał na śpiącego na kanapie Stefano.

— Taa kurwa, ja siedzę i szukam jego królewny, a on śpi — szturchnął brata — wstawaj!

— Co się wydzierasz? — pytał zaspany, mrużąc oczy przed światłem wpadającym z otwartych drzwi.

Spojrzał na Diego i się roześmiał.

— A ty ćpać zacząłeś?

— Czemu?

— Popatrz w lustro.

— Kurwa, pół nocy siedzę nad listą pracowników tego cholernego Xona, a ty się śmiejesz? Sam sobie panny szukaj — warknął.

— Oj dobra już — klepnął brata w ramię — nalać ci czegoś?

— Nie chcę, idę spać. W tej firmie jest przynajmniej jedna Monika w każdym dziale, i w każdym kurwa biurze. Nawet asystentka prezesa jest Monika. Masz tu listę i rób z tym, co chcesz, ja już dziś wysiadam — nie czekając na Stefano, odwrócił się i poszedł do sypialni.


Kilka minut przed dziewiątą Monika siedziała już za swoim biurkiem i przygotowywała się do pracy. Po chwili przyszła jej koleżanka, która siedziała po drugiej stronie biurka. Dziewczyny lubiły się, ale nie było między nimi wielkiej przyjaźni.

— Idę zrobić kawę, chcesz też? — Monika zwróciła się do Emilii.

— A zrób, dzięki. I prezesowi, bo już idzie — spojrzała wymownie na duże szklane drzwi na korytarz.

— Dzień dobry pięknym paniom — mężczyzna uśmiechnął się do swoich asystentek — pani Moniko proszę o kawę i będę miał dziś do pani specjalną prośbę.

— Dobrze, za chwilę u pana będę — uśmiechnęła się delikatnie i wyszła do kuchni.

Po kilku minutach weszła do gabinetu prezesa z filiżanką czarnej kawy i teczką z dokumentami.

— I cóż mi pani przyniosła? — zapytał z uśmiechem, spoglądając na dokumenty w jej ręce.

— Papiery do podpisania i terminarz z dzisiejszymi spotkaniami, muszę kilka z nich potwierdzić — ostrożnie postawiła filiżankę przed przełożonym i odłożyła dokumenty na biurko.

— O właśnie — podniósł wskazujący palec na wysokość twarzy — o tym chciałbym z panią porozmawiać. Dostałem dziś telefon od jednego z warszawskich biznesmenów. Facet chce u nas ubezpieczyć swoje lokale, a ma ich kilkanaście w całym mieście i dodatkowo kilka w Polsce. Musi pani przygotować odpowiednią ofertę, wie pani, tak żeby zapłacił dużo, a myślał, że zapłacił mało.

— Oczywiście, rozumiem — uśmiechnęła się.

— Tylko widzisz potrzebujemy to na dziś na piętnastą.

— Co takiego? Nie zdążę mam trochę pracy dzisiaj i…

— Przekaż wszystko Emilii — przerwał jej nagle.

— Ale nawet nie znam szczegółów, jakie to lokale, gdzie dokładnie, jakie to ma być ubezpieczenie, nic — rozłożyła bezradnie ręce.

— Wiem, dlatego przygotuj kilka ogólnych projektów i wycen, tak, żeby poznał nasze możliwości i miał z czego wybrać, a potem ustalimy z nim szczegóły. On będzie tu o piętnastej, więc proszę się pospieszyć.

Dziewczyna wybiegła z gabinetu i usiadła przed komputerem.

— Stało się coś? — Emilia wpatrywała się w koleżankę.

— I to sporo, słuchaj masz tu kalendarz z wpisanymi godzinami spotkań prezesa na dziś — przechyliła się przez biurko i podała koleżance gruby, skórzany notes — idź do niego niech je klepnie, a potem obdzwoń wszystkich klientów i potwierdź terminy.

— A ty co?

— A ja mam do trzeciej przygotować jakiemuś ważniakowi kilka ofert ubezpieczenia bez żadnych konkretów, jak on się u nas nie ubezpieczy, to stary mnie wypieprzy, więc sorry nie rozmawiam dziś z nikim i wszystko spada na ciebie.

— Ej no co ty, ja tu pracuję dopiero od dwóch miesięcy — patrzyła na nią błagającym wzrokiem.

— No to masz chrzest bojowy, serio zadzwonić do kilku osób i potwierdzić spotkania to nie operacja na otwartym sercu, nikt nie umrze, a jak coś napieprzysz, to trudno będziesz następnym razem bardziej uważała — z uśmiechem mrugnęła do dziewczyny okiem.

Szybko otworzyła laptopa i wpisywała w rubryki odpowiednie kwoty wyceny ubezpieczenia i ewentualnych kwot odszkodowań. Spoglądała co chwilę na zegarek i widziała jak czas szybko ucieka, a ona jest z robotą w lesie. Klęła pod nosem i nie zwracała uwagi, czy ktoś ją słyszy, wiedziała, że musi napisać przynajmniej trzy projekty, żeby klient miał z czego wybrać. Nie miała żadnych danych, więc wszystko musiała brać z głowy i wierzyć, że jest, chociaż w pobliżu stanu faktycznego. Skończyła kilkanaście minut przed piętnastą. Odetchnęła z ulgą i wstała od biurka, stając przy drukarce tyłem do drzwi wejściowych, czekała, aż powoli wszystkie kartki będą gotowe, nerwowo tupała butem w podłogę, patrząc, jak kolejne arkusze papieru powoli wysuwają się z urządzenia. Oparła dłonie na biodrach i mocno odchyliła głowę do tyłu, rozciągając napięte mięśnie karku i ruszając łopatkami, które po kilku godzinach w jednej pozycji boleśnie dawały o sobie znać.

— Dzień dobry, byliśmy umówieni — miły, męski głos rozległ się przy drzwiach — jesteśmy przed czasem, mam nadzieję, że to nie problem.

Emilia szybko poderwała się z fotela, poprawiając bluzkę i spódnicę, a Monika stała nadal tyłem do wejścia, analizując to, co usłyszała przed chwilą, doskonale znała ten chłodny, choć przyjemny głos.

— Pan prezes czeka na panów, zapraszam — Emilia bez namysłu otworzyła mężczyznom drzwi i z szerokim, zalotnym uśmiechem zaprosiła ich do środka.

Kiedy drzwi gabinetu się zamknęły Monika odwróciła się od drukarki.

— Emi, proszę cię weź to i zanieś prezesowi, to są projekty na ich spotkanie.

— Czemu ja? — spytała, szeroko otwierając oczy.

— Po prostu. Proszę cię. Gdyby o mnie pytał to dostałam ważny telefon od klienta.

Emilia z uśmiechem rozpięła górny guzik swojej białej koszuli i spojrzała na Monikę.

— No może i mogę, ten z tatuażem na szyi jest boski.

Monika przypomniała sobie tatuaże na rękach Diego i cicho westchnęła. Odprowadziła wzrokiem koleżankę do gabinetu prezesa i usiadła za biurkiem. Po minucie Emilia wyszła i usiadła na swoim miejscu.

— Oni dziwni są jacyś — skrzywiła się.

— Czemu?

— Ja tu cycki pokazuję, tyłkiem kręcę prawie przed nosem, a oni nawet nie zareagowali, no nic, nawet jednego spojrzenia.

Emilia przechyliła się przez biurko, żeby nikt jej nie słyszał.

— Ty Monia — szepnęła — a może to pedały?

— Raczej nie sądzę, chociaż…

— Pani Moniko! — głos prezesa przerwał jej zdanie — skończyła już pani rozmowę?

— Tak panie prezesie. Coś potrzeba? — spytała i modliła się, żeby chciał jedynie kawę.

— Proszę panią do siebie.

— Ale…

— Nasz klient chciałby dopytać o szczegóły, a w końcu to pani projekty prawda? — uśmiechnął się szeroko i czekał w otwartych drzwiach na dziewczynę.

Monika głęboko odetchnęła i weszła do gabinetu. Przy dużym, okrągłym stole siedziało dwóch ciemnowłosych mężczyzn, którzy zachowywali się tak jakby jej nie zauważyli. Dziewczyna stała obok prezesa i starała się na nich nie patrzeć.

— To pani Monika Zawadzka moja asystentka, która przygotowała projekty polis, a to panowie Stefano i Diego Andreani.

— Stefano, to przynajmniej wiem, jak ma na imię — pomyślała i skinęła głową w ich stronę.

Stefano siedział oparty plecami o fotel z założonymi na piersi rękami, wyglądał jakby był tu już kilka godzin i nie wiedział dlaczego, jego twarz była znudzona i bez wyrazu. Diego oparty łokciami o stół bawił się opakowaniem gum do żucia i też nie wyglądał na zainteresowanego rozmową.

— Co pani myśli o tych polisach? — głos Stefano rozbrzmiał w gabinecie tak nagle, że Monika podskoczyła — proszę usiąść — wskazał głową krzesło.

Monika usiadła przy stole i przysunęła do siebie kartki z projektami. Głos uwiązł jej w gardle, ale wiedziała, że musi się odezwać i musi zabrzmieć profesjonalnie, zacisnęła usta i myślała od czego ma zacząć. Utkwione w niej czarne oczy nie pomagały jej w pracy, czuła jak żołądek jej się zaciska, a nogi drżą. Po chwili odważyła się odezwać.

— Niestety nie miałam żadnych szczegółów dotyczących przedmiotu umowy, pan prezes poinformował mnie tylko ogólnie o tym, że są to lokale w Warszawie jak i kilka w Polsce — mówiła szybko i nie podnosiła wzroku znad kartek, bojąc się hipnotyzujących ją czarnych tęczówek — Ze względu na zbyt wiele niewiadomych przygotowałam ogólny zarys składek, zakres ubezpieczenia oraz ewentualnych odszkodowań spowodowanych uszkodzeniem mienia, włamaniem, kradzieżą…

Mówiła dalej, ale Stefano nie słuchał ani jednego jej słowa, patrzył na ciemno różowe usta dziewczyny, które poruszały się szybko i bez żadnej przerwy na oddech. Próbował zachowywać się adekwatnie do swojej roli w tym spotkaniu, ale chęć zbliżenia się do niej była silniejsza od niego, upajał się dźwiękiem jej miłego, miękkiego głosu, nie zauważając upływającego czasu. Opuścił wzrok na dłonie dziewczyny i po kilku minutach zauważył jak zaczynają drżeć, podniósł wzrok i kątem oka zerknął na wiszący na ścianie za jej plecami zegarek, było po szesnastej. Zaskoczyło go, że od godziny dziewczyna bez przerwy mówi, a nie wzięła nawet głębszego oddechu, ani łyka wody.

— Zróbmy przerwę — warknął, wchodząc Monice w zdanie.

Dziewczyna przerwała, spoglądając znad kartek na Stefano, a jej rozchylone lekko usta wywołały w mężczyźnie przyjemny dreszcz i spięcie mięśni. Wszystkie oczy zwróciły się na niego.

— Tak oczywiście, może zrobię, jednak panom coś do picia? Kawa, herbata czy raczej coś chłodnego? — Monika wstała od stołu.

Stefano kiwnął ręką, żeby usiada z powrotem.

— Nie dziękujemy, ale pani przydałby się łyk wody, ochrypła pani — spojrzał na nią z ledwo widocznym uśmiechem i wstał od stołu.

Wszyscy z zaskoczeniem patrzyli co robi. Stefano otworzył drzwi i wychylił się w stronę Emi.

— Proszę szklankę wody — mruknął i zamknął je z powrotem.

Po chwili dziewczyna weszła do gabinetu z wysoką szklanką i od razu podeszła do Stefano, pochylając się z kusząco rozpiętą koszulą, z której wychylał się mały, zgrabny biust, jednak Stefano nie odrywał wzroku od Moniki.

— To dla pani nie dla mnie — wskazał głową na Monikę.

Emilia szybko się wyprostowała i z żalem w oczach podeszła do koleżanki.

Po kolejnej godzinie rozmów Monika zmęczona wyszła z gabinetu i opadła ciężko na swój fotel przy biurku. Spojrzała na koleżankę, która unikała jej wzroku.

— Sorry Emi, nie wiedziałam, że będzie ci kazał przynieść wodę dla mnie.

— Jasne — mruknęła, nie odwracając wzroku od monitora — trzeba było mi powiedzieć, że się znacie, nie robiłabym z siebie napalonej idiotki — zaśmiała się.

— Ale ja go nie znam, serio!

— Tia, patrzył na ciebie tak, że…

— Mówiłam do niego, to na mnie patrzył. Weź przestań, to nie moja półka, nawet nie mój sklep. Mam dość, idę do domu, ty też się zbieraj.

Wstała od biurka i zaczęła porządkować ułożone na nim dokumenty i teczki. Nawet nie zauważyła jak mężczyźni wyszli z gabinetu.

— Jesteśmy do pana usług o każdej porze, nawet w środku nocy, prawda pani Moniko? — prezes zaśmiał się i spojrzał na dziewczynę.

Monika przeniosła wzrok z prezesa na stojącego za nim Diego i widziała, że chłopak zaciska usta, powstrzymując śmiech.

— Taa, zwłaszcza w środku nocy — zaśmiała się w duchu.

— Oczywiście — odpowiedziała już głośno.

Kiedy mężczyźni byli już przy drzwiach Stefano odwrócił się do prezesa.

— A, byłbym zapomniał, w sobotę mam ważne spotkanie z inwestorami i wspólnikami, będziemy poruszać kwestie związane z kosztami prowadzenia naszych spółek, chciałbym, żeby pana asystentka mi towarzyszyła.

Prezes wstrzymał na chwilę oddech i odwrócił twarz do dziewczyn stojących przy swoich biurkach.

— Tak oczywiście, Emilia może panu towarzyszyć.

Dziewczyna szeroko się uśmiechnęła, a Monika odetchnęła z ulgą.

Stefano spiął mięśnie i zacisnął szczęki.

— Przepraszam, ale pani Monika pracowała nad tymi projektami i myślę, że najlepiej będzie umiała przedstawić ofertę moim wspólnikom — powiedział stanowczo.

Prezes podszedł bliżej mężczyzny i przysunął się do Stefano tak, żeby móc mówić szeptem. Stefano zmarszczył lekko brwi i czekał.

— Myślę, że Emilia będzie dla pana bardziej odpowiednia — szepnął i podniósł brew.

— Co pan chce przez to powiedzieć? — Stefano podniósł wzrok na wciąż stojące dziewczyny.

— Wie pan, jest młodsza… no i tak w ogóle…

Diego nie słyszał ich rozmowy, ale z odległości widział jak twarz jego brata się zmienia, szybko podszedł bliżej i położył dłoń na ramieniu Stefano.

— Chce pan mi powiedzieć, że dyskryminuje pan swoich pracowników ze względu na wiek, no i tak w ogóle? — powiedział to głośno i z groźbą w głosie.

Mężczyzna otworzył z niedowierzaniem usta i łapał powietrze jakby nie mógł oddychać.

— Nie, oczywiście, że nie! Myślałem tylko…

— I bardzo dobrze, w takim razie pani Monika idzie ze mną w sobotę na bankiet. Dziękuję panu — wyciągnął rękę do mężczyzny i czekał, aż wróci do swojego gabinetu.

Kiedy prezes zniknął za drzwiami Stefano podszedł do biurka, przy którym stała Monika. Oparł się biodrami o blat i z założonymi na piersi rękami, patrzył na nią czekając, aż na niego spojrzy.

— No co? — szepnęła prawie bezdźwięcznie i zauważyła w policzkach mężczyzny znajome dołeczki.

Stefano nachylił się do dziewczyny i przysunął twarz do jej policzka. Kolejny raz odurzający zapach owładnął jej zmysły.

— Przyjadę po ciebie w sobotę o siedemnastej.

— Nie wie pan, gdzie mieszkam — mruknęła, nie patrząc mu w oczy.

— Znalazłem cię tutaj, to i znajdę twój adres, to już nie będzie takie trudne — szepnął, wiedząc, że Emi ich podsłuchuje — do zobaczenia.

Odszedł od biurka i skierował się w stronę drzwi. Kiedy dziewczyna myślała, że już po wszystkim poczuła na plecach dotyk, a na szyi chłodny oddech.

— Ciao bella — głos Diego głośno rozbrzmiał przy jej uchu, a dziewczyna mimowolnie się uśmiechnęła.

Kiedy mężczyźni wyszli Monika spojrzała na koleżankę za biurkiem.

— Serio wolałabym, żebyś to ty poszła na ten bankiet. Nie znoszę takich imprez.

— Weź przestań, impreza z bogatymi kolesiami — uśmiechnęła się szeroko — może być fajnie.

— Chyba dla ciebie, ja jakoś tego nie widzę, zobaczysz kłopoty będą, zawsze się w coś wpierdolę — ostatnie słowo wyszeptała — Spadam do domu, niech ten dzień się już skończy.

— Miłych zakupów — usłyszała, stojąc w drzwiach.

— Co?

— No chyba kupisz sobie jakąś mega kieckę na ten bankiet?

— Kurwa jeszcze i to — burknęła i poszła do windy.

Kiedy wyszła z budynku wyciągnęła telefon z kieszeni.

— Zuza, za godzinę melduj się na Złotych Tarasach.

— A bo co?

— Bo muszę sobie kupić coś na sobotni bankiet.

— Bankiet? Wow siostra wyrabiasz się, firmowa impreza?

— Nie bardzo. Ten facet od Astona Martina mnie znalazł.

— Jak to, znalazł i zaprosił na bankiet? — śmiała się do słuchawki.

— To nie jest śmieszne. Pogadamy na miejscu — burknęła i wsiadła do taksówki.

Rozdział 6

Monika wysiadła z taksówki pod centrum handlowym i od razu zauważyła stojąca przed wejściem Zuzę.

— To co idziemy? — spytała jakby nigdy nic.

— Najpierw kawa i opowiesz mi o co chodzi.

— Zuzia, serio nie mam czasu.

— To ja też nie mam, pa! — odwróciła się na pięcie i poszła.

— Dobra! — zawołała za odchodzącą blondynką — kawa, ale szybka i idziemy na zakupy.

Siedziały w jednej z kawiarni pod galerią i czekały na zamówione napoje i sernik. Zuza wpatrywała się w niebieskie oczy siostry, nie mogąc się doczekać opowiadania.

— Od początku? — Monika spojrzała na siostrę.

— Może być.

— Przyszłam do pracy i szef mi zlecił zrobienie wyceny ubezpieczenia dla dzianego klienta, później się okazało, że to właśnie ten facet, u którego wtedy byłam, a jak już wychodził ze spotkania, to powiedział, że w sobotę ma bankiet z jakimiś wspólnikami i mam też być, żeby przedstawić im ofertę. To tak w skrócie.

— A jak ciebie Monia znam, to zapierałaś się rękami i nogami, żeby tam z nim nie pójść.

— Zuz nie lubię takich spędów. Źle się czuję między tymi wszystkimi laskami z długimi nogami i zgrabnymi pupciami.

— Masz kompleksy i tyle — zaśmiała się.

— Ty się nie mądrz, bo nosisz rozmiar S — warknęła.

— Moniś, ale on tam ciebie zaprosił to czym ty się martwisz?

— On chce mieć kogoś, kto za niego robotę odwali do cholery! Co ty myślisz, że on mnie tam do towarzystwa zaprosił?

— A chciałabyś? — Zuza z zaciekawieniem obserwowała siostrę, która nagle otworzyła usta, ale nic nie odpowiedziała.

— A jak to jakiś zwyrol? Powiedział, że po mnie przyjedzie w sobotę, a jak mnie gdzieś wywiezie?

— No to mam nadzieję, że przy okazji porządnie przeleci — zaśmiała się głośno.

— Kurwa Zuza, to nie jest śmieszne! Ja się go serio boję.

— No dobra już się nie denerwuj. A może on serio chce, żebyś z nim poszła, bo skoro to spotkanie ze wspólnikami, to kto im lepiej o tych ubezpieczeniach opowie jak nie ty?

Monika już się więcej nie odzywała. Piła kawę i spoglądała na zegarek.

— Już wypiłaś? — spojrzała zdenerwowana na Zuzę.

— Już, chodź marudo jedna — zaśmiała się i wstały od stolika.

Chodziły od sklepu do sklepu, ale Monika wcale nie miała nastroju na zakupy, nic jej się nie podobało i w niczym nie czuła się dobrze. Przechodziły właśnie obok wystawy sklepowej i Monika zobaczyła piękną, granatową sukienkę, zatrzymała się na chwilę, ale Zuza, widząc jej reakcję już wciągała ją do sklepu.

— Zuz, zwariowałaś, po co mnie tu ciągniesz?

— Bo chodzimy od godziny, a to jest pierwsza sukienka, na którą zwróciłaś uwagę. Mierz!

— Przestań pewnie nie ma rozmiaru — próbowała się wymigać.

— Przepraszam — Zuza zawołała ekspedientkę — tę granatową sukienkę z koronką co na wystawie jest, chciałybyśmy dla tej pani — pokazała palcem na Monikę.

— Oczywiście, zapraszam do przymierzalni — dziewczyna uśmiechnęła się miło.

Monika z mordem w oczach spojrzała na siostrę i weszła za kotarę. Ekspedientka pomogła jej zapiąć sukienkę i po chwili dziewczyna wyszła z przymierzalni i założył czarne szpilki na niskiej platformie.

— I jak? — stanęła przed Zuzą i obróciła się wokół siebie.

— Dla mnie bomba! — usłyszały męski głos z głębi sklepu.

Zuza odwróciła głowę i napotkała wzrokiem wysokiego, czarnookiego mężczyznę z tatuażem na szyi, spojrzała niepewnie na Monikę, której oczy nagle się rozpromieniły.

— Diego? Ty też się tu ubierasz? — zaśmiała się, podchodząc do chłopaka i wyciągając dłoń na powitanie.

Diego nie chwycił jej ręki, przysunął się bliżej, dotykając palcami jej bioder i musnął ustami jej policzek. Monika lekko zdezorientowana odsunęła się krok do tyłu.

— Yyy, to moja siostra Zuza, a to Diego.

Blondynka wyciągnęła dłoń, tym razem chłopak delikatnie chwycił rękę dziewczyny i pocałował.

— To co tu robisz? — Monika spojrzała na wesołą jak zawsze twarz chłopaka.

— No jak to co? Śledzę cię — zaśmiał się, ale widząc strach w jej oczach od razu machnął ręką — spokojnie, akurat przechodziłem obok i zobaczyłem przez szybę, jak wychodzisz z przymierzalni, scusi nie mogłem się powstrzymać. To na sobotę?

— Tak, wrobiliście mnie w ten bankiet to się teraz nie dziw. Nie mogę przecież przynieść wstydu najlepszemu klientowi nie? — zaśmiała się.

Diego szeroko się uśmiechnął, oparł dłonie na biodrach dziewczyny lekko je zaciskając i zbliżył usta do jej ucha.

— Na pewno nie przyniesiesz… — szepnął i delikatnie pocałował jej skroń — będę leciał Bella, miłych zakupów — powiedział już głośno i podał rękę Zuzie, która urzeczona nie odrywała od niego spojrzenia.

Monika odprowadziła go wzrokiem i z uśmiechem patrzyła na oglądające się za nim kobiety. Po chwili poczuła na sobie palący wzrok siostry.

— Biorę ją, teraz idziemy po buty i dodatki — szybko weszła do przymierzalni i po kilku minutach wychodziły już ze sklepu.

Zuza ciągle się nie odzywała, ale Monika widziała, że aż ją roznosi. Nagle zatrzymała się i spojrzała na blondynkę.

— Dobra mów!

— Ty jesteś pewna, że powiedziałaś mi wszystko do cholery?

— Czemu?

— Kobieto, on się zachowywał jak twój facet i to mocno zakochany, a nie znajomy, którego widzisz drugi raz w życiu.

— Zuza to Włoch, u nich to normalne taka swoboda przy powitaniu.

— Yhy, Włoch. Tak, tak, a polskiego to się pewnie on-line nauczył nie?

— Zuzka ja wiem, jak to może wyglądać, ale uwierz mi, nic mnie z nim nie łączy. On taki jest, bezpośredni.

— Kurwa, szkoda, że nie w stosunku do mnie — zaśmiała się w głos.

— Dobra pocieszę cię, mnie na pierwszym spotkaniu też tylko w rękę pocałował.

Dziewczyny skończyły zakupy o dziewiątej wieczorem. Zuza od razu pojechała do siebie, a Monika na Mączną. Kiedy weszła do mieszkania od razu rzuciła zakupy na kanapę i poszła pod prysznic. Zawinięta w ciepły szlafrok usiadła w salonie z kubkiem cynamonowej herbaty i włączyła laptopa. Od kilku lat wszystkie wieczory w tygodniu spędzała przy pracy. Dzisiejszy dzień nie był inny, wpięła pendrive do laptopa i otworzyła pliki z projektami na sobotę, znała już trochę więcej szczegółów, więc mogła pouzupełniać i pozmieniać dane tak, żeby wszystko było dopięte, zresztą wiedziała, że jutro z samego rana prezes będzie pytał o te projekty, więc musiała mu coś z sensem odpowiedzieć.

Budzik bezlitośnie zadzwonił o siódmej rano, Monika podniosła zmęczone powieki i już czuła, że ten dzień nie będzie dobry. Kiedy poszła do łazienki wciąż miała jakieś dziwne wrażenie, że coś złego się stanie. Podeszła do okna, ale nie widziała niczego niepokojącego, kiedy po porannej toalecie wróciła do sypialni wzięła do ręki telefon i zadzwoniła do Zuzy, ale niestety dziewczyna nie odbierała. Ubrała się w błękitną koszulę z haftowanym kołnierzykiem i grafitową, sięgającą za kolano, ołówkową spódnicę z wysokim stanem. Do tego czółenka na niewysokim obcasie w kolorze nude.

Podczas robienia sobie śniadania znów zadzwoniła do Zuzy, martwiło ją to, że nie odbiera, a o tej porze powinna być już w pracy.

Cały dzień zszedł Monice nerwowo, w pracy wciąż kłopoty, do Zuzy nie mogła się dodzwonić, a jutro jeszcze bankiet. O piętnastej już miała dosyć, a czekały ją jeszcze dwie godziny pracy. Kiedy drzwi gabinetu prezesa się otworzyły już czuła zbliżające się problemy.

— Pani Moniko, czy wszystkie dokumenty na jutro ma pani gotowe?

— Tak, dziś jeszcze wszystko posprawdzam.

— W takim razie proszę już iść do domu i się przygotować, nie możemy sobie pozwolić na stratę takiego klienta, rozumie pani? Widzimy się w poniedziałek — zamknął drzwi.

— O dzięki ci panie — dziewczyna westchnęła i zabujała się w fotelu.

Kiedy sprzątała biurko jeszcze raz spróbowała dodzwonić się do siostry, tym razem skutecznie.

— No Boże kochany, Zuzka czemu nie odbierasz?

— A nie bardzo miałam jak — powiedziała cicho, a Monika od razu usłyszała pociąganie nosem.

— Co znowu siostra? Płakałaś?

— Trochę się posprzeczaliśmy, ale już ok. Musieliśmy wytłumaczyć sobie parę spraw.

— Tak, jasne. Może przyjadę do ciebie?

— Wiesz, lepiej nie dziś. Może ja jutro podjadę do ciebie, pomogę ci się uczesać i umalować co?

— Jasne mała, ja dziś posiedzę jeszcze nad papierami w domu to myślę, że nie wcześniej, jak o dziesiątej przyjdź co?

— Ok — mruknęła cicho.

Monika jak najszybciej ogarnęła swoje stanowisko pracy spoglądając na zazdrosną Emi. W końcu usiadła przy biurku i popatrzyła na dziewczynę.

— Serio, aż tak ci zależy na tym bankiecie?

— Nie chodzi o bankiet tylko…

— Tylko o co?

— O tego gościa.

— Którego?

Dziewczyna głośno westchnęła i oparła się o fotel.

— Tego z tatuażami, no kurde jak on mi się podoba, na samo wspomnienie mam ciary.

— Diego, tak on to potrafi — zaśmiała się, przypominając sobie reakcję Zuzy na jego widok.

— A ciebie on nie kręci? — Emi pytała z lekkim niedowierzaniem.

— Lubię go, tak po prostu, jak dobrego kolegę, ale tatuaże fakt, robią wrażenie — uśmiechnęła się — dobra ja idę. Do poniedziałku — cmoknęła ustami i poszła w kierunku windy.

W domu siedziała jeszcze przy korekcie dokumentów prawie do pierwszej, zmęczona poszła do łazienki i nalała gorącej wody do wanny, dodając różanego olejku do kąpieli. Zanurzyła się w ciepłej wodzie i odprężyła ciało. Jej myśli wciąż krążyły wkoło Zuzy, wiedziała, że jej głos nie był oznaką zwykłej rozmowy z mężem, ewidentnie płakała, odgoniła od siebie czarne myśli i wyszła z wanny. Po niecałej godzinie już spała.

Zanim otworzyła oczy poczuła świecące prosto w jej twarz promienie słońca

— Rolety, kurwa rolety! — warczała do siebie — jeszcze dziś zamówię.

Odwróciła się plecami do okna i spojrzała na zegarek, dochodziła dziesiąta rano.

— No Zuzka, dawaj! Trzy… dwa… jeden… i?

Dzwonek wywołał uśmiech na twarzy Moniki. Ubrała szlafrok i ruszyła w stronę drzwi.

— Mam pączki do kawki — zawołała wesoło blondynka.

— Zajebiście, tylko jeszcze kawki do pączków nie zrobiłam. Dopiero wstałam, weź włącz ekspres, a ja pójdę się ogarnąć co?

Po kilku minutach Monika weszła do salonu, ale zanim zdążyła się odezwać usłyszała głos Zuzy.

— Rozmawiałaś z Diego?

Tego pytania się nie spodziewała, zaskoczona patrzyła na plecy odwróconej w stronę kuchni siostry.

— A miałam z nim rozmawiać?

— No nie wiem, wczoraj w galerii…

— Boże Zuźka! Weź ty odpuść sobie co! Chcesz wiedzieć, szczerze? Nie interesują mnie faceci. Po prostu, przejechałam się na Piotrku i wystarczy mi na następnych kilka lat. Może, gdyby to było tylko wypalenie między nami, to by inaczej było, ale nie zniosę kolejnej zdrady!

— Jakiej kurwa zdrady? — dziewczyna nagle się odwróciła.

— Pół roku po moim poronieniu przyłapałam go z inną. Niby tylko jednorazowa akcja, ale mi to wystarczyło, żeby się odsunąć, a później wszystko szło jak lawina.

— Siostra, czemu mi nie powiedziałaś?

— A jest się faktycznie czym chwalić nie?

— No, ale ten Diego nie wygląda na takiego złego.

— A Piotr wygląda? Przecież to taki ciepły kluch, że w życiu bym go o to nie podejrzewała, to co mówić o Diego, on pewnie co weekend z inną się bawi.

— Ale gołym okiem widać, że ma słabość do ciebie, patrzył na ciebie i widać było jak cię pożera.

— Ty weź przestań te Harlequiny czytać! A co on kurwa kanibal? Poza tym umówmy się, że on nie wygląda raczej na faceta, który by się obejrzał za mną na ulicy i pewnie, gdyby nie to, że Stefano mnie tam siłą zaciągnął, to pewnie by nie wiedział, że istnieję.

— No, ale teraz już cię poznał i mówię ci, że coś się święci.

— Nic się nie święci. Poza tym on mnie nie kręci. Owszem jest przystojny, wesoły i serio go lubię, ale nie ma tego czegoś.

— Dziwna jesteś, ja go widziałam trzy minuty i czułam tylko to coś.

Monika pokręciła tylko głową i już się nie odezwała. Siedziały przy kawie i pączkach prawie do trzynastej.

— Dobra stara, czas się szykować — Zuza wstała z kanapy — idź pod prysznic i umyj głowę, ja powyciągam graty i bierzemy się za włosy. Myślałaś o czymś konkretnym?

— Tak, żadnych luźnych, bo nie lubię. Myślałam o takim warkoczu na boku, a z tyłu luźno podpięte, ale tak, żeby nie leżały mi na karu.

— Ok. Spadaj się kąpać.

Zuza sprawnie manewrowała suszarką, lekko podkręcając na szczotce włosy Moniki w delikatne, naturalne fale. Kiedy fryzura była już gotowa dziewczyny zabrały się za makijaż. Impreza miała być wieczorem, więc postawiły na ciemny, przydymiony makijaż oczu w odcieniach czekoladowego brązu, złota i perłowego beżu, usta podkreśliły karminową czerwienią, a twarz wykonturowały bronzerem i rozświetlaczem. Monika wyszła z sypialni ubrana w granatową sukienkę, przód kreacji sięgał jej przed kolano, a tył do ziemi, góra sukienki pokryta była w całości koronką razem z długimi, prześwitującymi rękawami, a dekolt wycięty w głęboką i szeroką łódkę ładnie podkreślał jej kształtny biust. Do tego włożyła czarne lakierowane szpilki i czarną kopertową torebkę na złotym łańcuszku. Na szyi dziewczyny połyskiwał złoty, cieniutki łańcuszek z zawieszką z perłą, a w uszach kolczyki z perłami.

— No i jak? — Monika odezwała się do sprzątającej po pracy siostry.

— Jezuuu… dziewczyno on ci się od razu oświadczy — zaśmiała się.

— To nie było śmieszne, ja tam idę do pracy.

Zuza parsknęła śmiechem.

— Kurwa serio? Bardzo ciekawa praca, muszę kiedyś spróbować. Dobra siedemnasta dochodzi. Gdzie ten twój książę?

Jak na zawołanie w mieszkaniu rozległ się dźwięk domofonu. Monika spięła się i patrzyła w stronę drzwi.

— Zna twój adres? — Zuza spytała z uśmiechem

— Znalazł mnie to i adres znalazł nie? — podeszła do domofonu i powoli podniosła słuchawkę.

Zanim się odezwała usłyszała znajomy męski głos.

— Zamawiała pani kierowcę na bankiet?

— Już schodzę — mruknęła i spojrzała na siostrę.

Rozejrzała się po salonie i w ostatnim momencie przypomniała sobie o pendrivie z dokumentami na dziś, szybko wrzuciła urządzenie do torebki i zgarnęła ze stolika pomadkę i puder. Spryskała się delikatnie perfumami i wyszły z Zuzą z domu.

Jechały windą w absolutnej ciszy, Monika wręcz słyszała bicie swojego serca.

— Zuz, to nie jest dobry pomysł, mówię ci coś się stanie.

— Co?

— Nie wiem, może zadzwonię do Emi niech szybko za mnie przyjedzie? Ona nawet szykować się nie musi i tak dobrze wygląda. Ja nie dam rady.

— Dasz radę i powalisz ich na kolana. Tam będzie masa bogatych gości, każdy ma jakąś firmę, jak to dobrze rozegrasz, to będą na kolanach cię prosić, żebyś z nimi współpracowała, a wtedy za rok to ty będziesz prezesem Xona, a ja twoją asystentką — wyszczerzyła w uśmiechu zęby i pociągnęła siostrę w stronę drzwi wyjściowych z budynku.

Monika przez oszklone drzwi z daleka widziała opartego o samochód Stefano. Kiedy dziewczyny wyszły na zewnątrz Zuza z niedowierzaniem popatrzyła na mężczyznę i delikatnie obróciła twarz do siostry.

— Kurwa to on? — szeptała — ja pieprzę! Lepszy od Diego, serio kurwa jak jakiś mafioso.

— Zuza panuj nad sobą — warknęła, bojąc się, że są już na tyle blisko, że może je usłyszeć.

— Co panuj, dziewczyno ja już mam majtki mokre. Co prawda koń nie biały, ale też robi wrażenie.

Monika przewróciła oczami i podeszła do Stefano, w jego oczach pierwszy raz coś widziała. Do tej pory jego oczy były czarne i piękne, ale bez żadnego wyrazu, nie okazywały żadnych emocji. Dziś coś w nich było, ale nie dało się określić, czy to wściekłość, radość, czy zdziwienie.

Stefano wpatrywał się w jasne tęczówki dziewczyny otoczone ciemnymi cieniami i w pełne, czerwone usta wygięte w lekkim, subtelnym uśmiechu.

Dziewczyna wyciągnęła do niego rękę, licząc tylko na oficjalny uścisk. Mężczyzna chwycił jej dłoń, ale pocałował ją delikatnie w policzek, a dopiero potem w kostki palców.

Zuza stała krok za siostrą, z uśmiechem przyglądając się przedstawieniu. Kiedy czarne oczy Stefano spojrzały na nią, podeszła bliżej i wyciągnęła rękę.

— Zuza, siostra Moniki — przedstawiła się szybko, uważając, żeby nie zacząć się do niego ślinić.

— Stefano Andreani — jego mruczący, niski głos wywołał w Zuzie przyjemny dreszcz i bezgłośne westchnienie.

— Ja już polecę, odezwij się jak odeśpisz. Do widzenia — kiwnęła głową w stronę mężczyzny, odwróciła się i ruszyła do samochodu.

Kiedy zostali sami Stefano nie odrywał wzroku od Moniki, po chwili zaczynało ją to peszyć, mężczyzna szybko się ocknął i otworzył drzwi czarnego Infiniti, pomagając Monice usiąść w fotelu i zamknął drzwi. Głośno odetchnął, obchodząc samochód.

— Zapowiada się ciekawy wieczór… — mruknął do siebie.

Rozdział 7

Jechali w milczeniu już prawię godzinę, a Monika z każdą mijającą minutą czuła większy strach. Sama obecność tego mężczyzny wywoływała w niej lęk, a jazda nie wiadomo dokąd tylko potęgowała to uczucie. Stefano zerkał kątem oka na spiętą dziewczynę i uśmiechał się pod nosem.

— Jesteś chyba pierwszą kobietą, która się mnie boi.

Monika patrzyła w szybę przed sobą i próbowała nie pokazywać po sobie emocji.

— Nie rozumiem — odezwała się odważnie.

— Normalnie po kilku minutach kobiety kombinują jak przesiąść się na tylną kanapę, a ty od godziny się nie odzywasz i jesteś coraz bardziej zdenerwowana.

— Nie interesują mnie pańskie podboje erotyczne, to nie jest cel naszego spotkania. Jestem w pracy.

— Oczywiście, rozumiem, że masz wszystkie dokumenty na jakimś nośniku?

— Tak, oczywiście — wysiliła się na uśmiech i sięgnęła ręką do torebki, wyciągając mały pendrive.

Stefano szybko zabrał go jej z ręki i schował do wewnętrznej kieszeni marynarki. Monika zaskoczona popatrzyła na mężczyznę.

— Zadanie uważam za wykonane, teraz możesz cieszyć się weekendem, a konkretnie bankietem u boku mojej skromnej osoby — uśmiechnął się do szyby.

— Ale pan nawet nie wie co tam jest.

— Możesz mówić mi po imieniu?

— Chyba nie, jestem jakby pana pracownikiem, więc wolałabym zostać na bardziej oficjalnej stopie.

— W takim razie rezygnuję z usług waszej firmy — powiedział poważnie — teraz już nie jesteś moim pracownikiem, więc mów mi po imieniu.

— Tak nie można! — podniosła głos — Siedziałam nad tymi projektami kilka dni!

— Niepotrzebnie, wystarczyło zrobić jeden i tak bym się na niego zgodził.

Monika z niedowierzaniem patrzyła w poważną twarz Stefano i czekała na jakieś wyjaśnienia, dopiero po chwili zwróciła uwagę, że się zatrzymali. Spojrzała w szybę i zobaczyła willę otoczoną białymi namiotami i ludzi przechadzających się po posesji. Wzdłuż podjazdu i chodników ustawione były lampiony i kule kolorowych kwiatów, między namiotami chodzili elegancko ubrani kelnerzy z przekąskami i kelnerki z kieliszkami. W oddali widać było basen i małe pole golfowe.

— Ale trafiłam — mruknęła do siebie niezadowolona i spojrzała na swoją sukienkę, która według niej nie pasowała do tego otoczenia.

Stefano wysiadł z samochodu i powoli go obszedł, zapinając po drodze idealnie uszytą marynarkę. Otworzył drzwi Moniki i podał jej rękę, dziewczyna chwilę się wahała, ale wiedząc, że nie ma innego wyjścia podała mu dłoń, kiedy ich palce się spotkały oboje przeszedł elektryzujący dreszcz. Stefano z szerokim uśmiechem przyglądał się dziewczynie, która ewidentnie nie czuła się zbyt pewnie w środowisku w jakim się znalazła.

— Spokojnie, to ludzie, a nie banda wilkołaków — zaśmiał się, przychylając twarz do jej policzka i zakładając jej dłoń na swoje ramię.

— Skąd pan taki pewny? — mruknęła ledwie słyszalnie.

— Słuszna uwaga, ale może jakoś uda mi się ciebie obronić co? Najpierw przedstawię cię kilku moim wspólnikom, potem pewnie coś zjemy i później usiądziemy do pracy tak?

— Dobrze.

Kiedy weszli do środka, oczom Moniki ukazał się gigantyczny salon urządzony w kolorach bieli i złota. Na suficie lśniło kilka kryształowych żyrandoli, między którymi były lustra dające wrażenie, że sufitu w ogóle nie ma. Pod ścianami stały zastawione jedzeniem i napojami stoły, a na piętrowych paterach ułożone były owoce wszystkich gatunków i ciasta. W pobliżu stołów stały wysokie, białe stoliki barowe, przy których rozmawiało po kilka osób. Monika od razu zauważyła, że zaraz po ich wejściu do pomieszczenia oczy gości zwróciły się na nich, spięła się lekko i z udawanym uśmiechem odetchnęła. Stefano, nie rozglądając się na boki prowadził ją przez salę i zatrzymał się przy kelnerce z alkoholem, wziął z tacy dwa kieliszki z szampanem i podał jeden Monice.

— Wypij na nerwy, przyda ci się — stuknął swoim kieliszkiem w jej.

Dziewczyna jednym łykiem wypiła zawartość, oddała Stefano pusty kieliszek i wzięła do ręki jego szkło, które od razu wychyliła do dna.

— Wow, nie tak szybko dziewczyno, bo sam będę musiał prowadzić to zebranie, a uwierz mi nie bardzo się na tym znam.

— Przepraszam to z nerwów — pierwszy raz szczerze się do niego uśmiechnęła i lekko poptrząsnęła głową.

Stefano zatopił w niej swój czarny wzrok i nie mógł się od niej oderwać, czuł, jak mur, którym ogrodził się przez życie zaczyna pękać. Po kilku sekundach zauważył, że wzrok Moniki zatrzymał się na czymś za jego plecami.

— Stefano Andreani… no proszę, miło cię widzieć — wysoki kobiecy głos sprawił, że mężczyzna się wyprostował i spiął mięśnie.

— Wiktoria, witaj — powiedział obojętnie i objął plecy Moniki.

Wysoka, szczupła blondynka z widocznym zdziwieniem spoglądała na jego towarzyszkę i przewracała oczami.

— Nie wiedziałam, że też tu dziś będziesz, przygotowałabym się jakoś. Jeszcze nie zapomniałam co lubisz — wyznała słodko i przesunęła dłonią po jego klatce piersiowej, aż do brzucha.

Mężczyzna odsunął się lekko i chciał się odezwać do Moniki, która zdążyła go uprzedzić.

— Zostawię państwa samych, pójdę do toalety.

Stefano wskazał jej ręką korytarz po prawej stronie i, zanim odeszła, chwycił jej dłoń i przysunął dziewczynę do siebie.

— Tylko mi nie ucieknij — szepnął jej do ucha i pocałował delikatnie jej dłoń.

Bez słowa odeszła od mężczyzny i szybkim krokiem poszła w stronę toalety, zanim zniknęła w korytarzu odwróciła się za siebie i spojrzała na głaszczącą Stefano kobietę, dziewczyna bez żadnych zahamowań dotykała jego twarzy, przesuwając dłoń z policzka na szyję i kark. Widać było, że Stefano nie bardzo się to podoba, ale z drugiej strony nie robił niczego, żeby przestała. Monika uśmiechnęła się litościwie i weszła do toalety. Postanowiła zadzwonić do siostry, jednak Zuza nadal nie odbierała, po kilku kolejnych próbach odpuściła i zdecydowała się wyjść z kryjówki, w której w zasadzie czuła się najlepiej. Kiedy weszła z powrotem do salonu rozejrzała się po pełnej sali, ale nigdzie nie mogła znaleźć Stefano, podeszła do stołu z przekąskami i sięgnęła po nabitą na wykałaczkę faszerowaną, zieloną oliwkę. Włożyła ją do ust i rozkoszowała się jej smakiem.

— Witaj piękna — głos za jej plecami przyprawił ją o dreszcze.

Odwróciła się gwałtownie i patrzyła w niebieskie oczy wysokiego mężczyzny, który szeroko się do niej uśmiechał.

— Piotr? Cześć! Co ty tu robisz?

— Moja firma obsługuje tę imprezę. A ty?

— Mam tu dziś spotkanie, można powiedzieć firmowe — z uśmiechem przewróciła oczami — Muszę przekonać kilku gości, że u nas się bardziej opłaca, wiesz jak to jest.

Stefano z daleka obserwował rozmawiającą ze sobą parę i czuł ucisk w żołądku, niby niczego złego nie robili, a jednak nie chciał na to patrzeć, odwrócił twarz do mężczyzn, z którymi rozmawiał wcześniej i próbował odsunąć od siebie myśli o tej dziewczynie. Kątem oka spoglądał jednak w jej stronę i zauważył jak uśmiecha się do swojego towarzysza. Teraz czuł zazdrość, ponieważ zrozumiał, że uśmiechała się do wszystkich tylko nie do niego, wiedział, że budzi w niej swojego rodzaju lęk, a jednak nie umiał zachowywać się przy niej inaczej.

— Jak tam ożeniłeś się? — Monika spojrzała Piotrowi prosto w oczy.

— Nie dlaczego?

— Nie wiem — wzruszyła szybko ramionami — myślałam, że po naszym rozwodzie znajdziesz sobie kogoś szybko, równie szybko jak podczas naszego małżeństwa.

— Monika, chciałem cię przeprosić — mężczyzna za skruszoną miną opuścił wzrok — Wtedy… nie wiem, co to było. Chyba musiałem odreagować jakoś, nie sądziłem, że zabrnę tak daleko.

— Jasne i musiałeś to zrobić w naszym małżeńskim łóżku nie? — warknęła na niego z wyrzutem — zresztą nieważne.

— A ty masz kogoś?

— Nie twoja sprawa — odwróciła wzrok, przypominając sobie widok jaki zastała kiedyś w swojej sypialni.

— Moniś, tak pomyślałem… może spróbowalibyśmy jeszcze raz co? Zostawmy, to co było za sobą i zacznijmy od zera, od pierwszej randki hmm?

Monika patrzyła mu w oczy i nie wierzyła w to, co słyszy. Poczuła na swojej dłoni dotyk Piotra, spojrzała w dół i zobaczyła jak próbuje spleść swoje palce z jej. Wyrwała dłoń i odsunęła się krok do tyłu, nieskutecznie, bo Piotr zbliżył się znowu.

— Ne pozwalaj sobie co? Lubię cię, ale pary z nas nie będzie — zrobiła kolejny krok w tył i poczuła, że udami dotyka blatu stołu.

Nerwowo rozejrzała się po sali, szukając kogokolwiek kto mógłby zwrócić na nich uwagę. Kiedy Piotr zrobił kolejny krok poczuła ciepłą dłoń sunącą po jej plecach i zatrzymującą się na biodrze.

— Wszystko w porządku skarbie? — głos Stefano brzmiał teraz ciepło, łagodnie i tak cholernie podniecająco, że Monika poczuła skurcz w podbrzuszu.

Z ulgą przymknęła oczy, a Piotr zaskoczony wyprostował się i cofnął o krok.

— Tak, dziękuję. To jest Piotr mój…

— Mąż — Piotr dokończył za nią i spojrzał na poważną twarz mężczyzny.

— Były mąż, od ponad roku nie jesteśmy małżeństwem nie zapominaj o tym — powiedziała groźnie.

— Kto to może wiedzieć jak się nasze życie ułoży — uśmiechnął się tryumfalnie — a pan to?

Monika wstrzymała oddech, ale zanim zdążyła się odezwać usłyszała głos Stefano.

— Partner. Obecny — zaakcentował ostatnie słowo i uśmiechnął się cwaniacko — Stefano Andreani — mężczyzna patrzył na Piotra i widział zaskoczenie w jego oczach.

— Chodź, przedstawię cię kilku moim wspólnikom, bardzo chcą cię poznać — uśmiechnął się do Moniki, pokazując równe zęby i rozkoszne dołeczki w policzkach, od których Monice miękły nogi.

Bez słowa ruszyli w drugi koniec sali.

— Czemu pan to powiedział?

— Żeby się odczepił. Nie skłamałem, jestem twoim partnerem, tyle że biznesowym, ale on przecież nie pytał jakim. Zatańczymy? — Stefano nagle zmienił temat, słysząc płynącą z głośników muzykę.

Zanim Monika zdążyła odpowiedzieć poczuła jak mężczyzna oplata jej talię ramieniem i podnosi jej dłoń do ust. Przełknęła z trudem ślinę i dała mu się poprowadzić w rytmie wolnej melodii. Mężczyzna mocno przyciskał ją do siebie, spoglądając z góry na jej długie, czarne rzęsy, ale ona starała się na niego nie patrzeć, jego silny, pewny uścisk paraliżował ją i pewnie, gdyby nie to, że ją trzymał, to już dawno by upadła, przez marynarkę czuła jego twarde, napięte mięśnie, a ciężki, piżmowy zapach z zabójczą siłą wdzierał się w jej nozdrza doprowadzając jej zmysły do szaleństwa. Jej strach mieszał się z narastającym podnieceniem co przerażało ją jeszcze bardziej. Nie chciała żadnych bliższych kontaktów ze Stefano, ale wiedziała, że po tym wieczorze ich relacje już nigdy nie będą takie same. Czuła na sobie jego palący wzrok, próbowała nie zwracać uwagi na to, co dzieje się wokół niej, choć nie umknęły jej uwadze wpatrzone w nią oczy kilku kobiet. Piosenka zdawała się nie mieć końca, i, choć Stefano był świetnym tancerzem i prowadził ją z lekkością i wyczuciem, to chciała już zejść z parkietu, nie narażając się dłużej na mordercze spojrzenia i pogłębiającą się między nimi bliskość. Nagle poczuła przy twarzy przyjemne ciepło jego skóry, powoli podniosła zamglony od ciężkiego zapachu wzrok, napotykając wpatrzone w nią czarne tęczówki, jego wzrok płonął dziką żądzą i nie dało się tego nie wyczuć.

— Ty naprawdę się mnie boisz? — spytał z uśmiechem.

— Panie Andreani, to chyba nie był najlepszy pomysł, żebym tu z panem przyjeżdżała — patrzyła na niego przepraszająco — Pan wybaczy, ale wolałabym sprawy firmowe załatwiać w firmie — próbowała wyswobodzić się z jego objęć, ale poczuła jeszcze silniejszy uścisk w talii.

— O nie, nie pozwolę ci znowu uciec. Raz wystarczy — warknął — a jeśli nie przestaniesz mówić do mnie pan, to przysięgam, że uklęknę i przy wszystkich poproszę cię o rękę — spojrzał na dziewczynę z szerokim uśmiechem.

— Nie zrobi pan tego — zaśmiała się.

— Nie? To patrz!

Ku zaskoczeniu dziewczyny puścił ją, jedną nogę odsunął do tyłu, a jego tułów zaczął się obniżać.

— Dobrze! — prawie krzyknęła, rozglądając się na boki.

Stefano z satysfakcją się wyprostował i znów objął jej pachnące ciało, kołysząc się w wolnym tańcu.

— Mówiłem, że nie lubię, jak mi się ktoś sprzeciwia… — szepnął, dotykając ustami płatka jej ucha.

Przez ciało dziewczyny przeszedł intensywny dreszcz, poczuła skurcz w podbrzuszu i wiedziała, że to nie jest dobry znak.

— A mogę podczas oficjalnych spotkań mówić do pana… do ciebie pan? — widziała jak zrezygnowany przewraca oczami.

— W porządku, zwłaszcza że to nasze pierwsze i ostatnie spotkanie oficjalne — uśmiechnął się.

Monika chciała się odezwać, ale muzyka nagle przestała grać, Stefano przysunął usta do jej twarzy i pocałował jej delikatnie zaróżowiony policzek, jej słodkawy zapach trafiał w najczulszy punkt, zacisnął szczęki, opanowując swoje ciało. Chwycił delikatnie dłoń dziewczyny i poprowadził ją z parkietu do dużej sali obok salonu.

Pomieszczenie było urządzone w podobnym stylu co reszta willi, biel i ciepłe odcienie złota i beżu. W przestronnej sali stało kilkanaście okrągłych stolików przykrytych białymi i złotymi obrusami, zastawa była w kolorze bieli ze złotymi ornamentami, a na wszystkich stołach stały wysokie wazony ze świeżymi kwiatami, między stolikami chodzili kelnerzy przynoszący ciepłe posiłki i napoje.

— Usiądziemy? — Stefano nie wypuszczając z ręki dłoni Moniki poprowadził ją do stolika pod oknem, za którym rozpościerał się piękny widok na oświetlony park i oczko wodne.

Monika nawet nie zauważyła, że zrobiło się późno, a na zewnątrz zapadał wieczór. Mężczyzna odsunął jej krzesło, a później usiadł naprzeciwko niej. Zanim zdążyli się odezwać do stolika podszedł kelner.

— Co dla ciebie? — Stefano podniósł wzrok na Monikę.

Dziewczyna nie za bardzo wiedziała jakich potraw może się tu spodziewać, więc zapobiegawczo zażyczyła sobie sałatkę.

— Polecam z tuńczykiem i ananasem — uśmiechnął się kelner.

— Poprosimy dwie — Stefano warknął na chłopaka.

Kiedy zostali sami Monika przyglądała się widokowi za oknem.

— Podoba ci się?

— Pięknie tu jest… — z uśmiechem kiwnęła głową.

— Z salonu jest wyjście na taras jakbyś chciała pozwiedzać.

— Najpierw praca, potem spacery — powiedziała poważnie — o której zaczynamy spotkanie?

— Za pół godziny — Stefano spojrzał na zegarek na ręce.

Kiedy kelner przyniósł zamówione sałatki Monika uśmiechnęła się do niego, a Stefano zgromił go wzrokiem, chłopak szybko odszedł, nie odzywając się słowem.

Jedli w milczeniu, Monika dopiero teraz przyjrzała się swojemu towarzyszowi, miał na sobie ciemno granatowy, idealnie uszyty garnitur, który seksownie opinał jego niezbyt szerokie, ale widocznie umięśnione ramiona i ręce oraz śnieżnobiałą koszulę rozpiętą pod szyją. Włosy miał ułożone w bardzo precyzyjnym nieładzie, co dodawało jego wizerunkowi odrobinę nonszalancji, a na lewej ręce lśnił złoty zegarek na bransolecie.

Kiedy wstali od stolika i szli w kierunku gabinetu, w którym miało odbyć się ich zebranie, zadzwonił telefon Moniki, dziewczyna wyciągnęła go szybko z torebki i odebrała, jednak po drugiej stronie była tylko cisza, zdenerwowana spoglądała na ekran, widząc, że to Zuza szybko oddzwoniła, ale nikt nie odbierał.

— Jakiś problem — Stefano podszedł do dziewczyny i dotknął jej ramienia.

— Nie, chyba pomyłka, wyciszam i idziemy, miejmy to już za sobą — zaśmiała się.

W ciemnym, eleganckim gabinecie poza Moniką byli sami mężczyźni w bardzo różnym wieku. Stefano poprowadził dziewczynę do dużego fotela z ciemnej skóry, a sam stanął obok niej, opierając się o drewniane biurko. Kiedy wszyscy zainteresowani znaleźli się już w gabinecie, drzwi się zamknęły, a na środek wyszedł Andreani. Na początku standardowo powitał gości i wspólników, a potem przeszedł do konkretów, w większości rozmawiali o swoich firmach, które może dają im duże zyski, ale każdy z właścicieli chciałby, żeby dawały jeszcze większe, więc każdy zastanawia się, jak obniżyć koszta, a zwiększyć zarobki. Monika czuła się w tym towarzystwie dziwnie, jakby w ogóle nie była tu potrzebna, nagle poczuła wibracje telefonu, niepostrzeżenie zajrzała do torebki i rozłączyła połączenie od Zuzy. Wyprostowała się w fotelu i z zainteresowaniem słuchała kolejnych pomysłów, czekała, aż Stefano zaprosi ją do przedstawienia oferty jaką miała przygotowaną, ale nie wyglądał jakby miał na to ochotę. Kolejny raz rozłączyła połączenie i zaczynała się denerwować na siostrę, w końcu po kolejnym telefonie wyciągnęła smartfona i napisała sms, że jest na spotkaniu i oddzwoni. Po prawie dwugodzinnych obradach mężczyźni wstali z foteli i ruszyli do wyjścia. Monika siedziała wbita w fotel i nie wiedziała co ma zrobić. Kiedy Stefano do niej podszedł spojrzała na niego gniewnie.

— Od początku to była lipa nie? — warknęła — Całe to ubezpieczenie pańskich lokali, to zebranie ze wspólnikami w sprawie ubezpieczenia to jedna wielka ściema, nie?

Mężczyzna popatrzył na wściekłą dziewczynę i milczał.

— Panie Andreani — ciężko westchnęła i poprawiła sukienkę — bardzo dziękuję za zaproszenie, ale chyba muszę wracać do domu, nie mogę sobie pozwolić na bezrobocie i muszę szybko znaleźć sobie pracę — mówiła szybko, a w jej oczach błysnęły łzy.

— O czym ty mówisz? — Stefano zaskoczony patrzył na nią i oparł się o biurko.

— O tym proszę pana, że mój szef nie bardzo będzie zadowolony ze straty tak lukratywnego klienta jak pan, więc jak jutro dowie się, że umowa nie została podpisana ktoś poleci, a za tę polisę odpowiedzialna jestem ja. Bardzo panu dziękuję za postawienie mnie w takiej sytuacji — podnosiła coraz bardziej łamiący się głos, nie przejmując się tym, że w gabinecie było kilka osób z obsługi — a teraz przepraszam, wyjdę na taras, bo muszę zadzwonić do siostry.

Stefano chciał się odezwać, ale dziewczyna odwróciła się i szybkim krokiem zniknęła za drzwiami. Nie odwracając się za siebie prawie wybiegła na taras, teraz nie zwracała już uwagi na widoki. Była wściekła, jej wargi drżały, a serce waliło jak młotem. Wyciągnęła telefon i wybrała numer Zuzy, nikt nie odbierał, spróbowała jeszcze kilka razy, ale bezskutecznie, pomyślała, że dziewczyna już śpi i włożyła telefon z powrotem do torebki. Objęła swoje ramiona rękami, noc była chłodna, a jej sukienka dość zwiewna. Po chwili zaczęła się trząść, ale nie chciała wracać do środka. Nagle poczuła ciężki materiał na ramionach i piżmową woń perfum Stefano. Mężczyzna okrył Monikę swoją marynarką i stojąc za jej plecami chwycił drżące z zimna ramiona dziewczyny.

— Przeziębisz się — mruknął tuż przy jej szyi.

Dziewczyna mimo złości poczuła delikatny dreszcz.

— Podpiszę z tobą tę polisę, nie bój się — wciąż opierał podbródek o jej ramię, a oddech z każdego wypowiadanego słowa Monika czuła na szyi.

— Andreani mogę cię prosić na chwilę? — męski głos rozbrzmiał przy wejściu na taras.

Mężczyzna obejrzał się niechętnie.

— Zaraz wracam — mruknął jej do uchai pocałował skroń.

— W dupę mnie pocałuj — warknęła cicho jak usłyszała, że już odszedł.

— Chętnie, ale może nie tutaj co? — zaśmiał się w drzwiach i zniknął w salonie.

Rozdział 8

Monika długo wpatrywała się w kołyszące na lekkim wietrze lampiony zawieszone na drzewach wokół willi. Czuła wokół siebie słodkawy zapach kwiatów i, zanim się spostrzegła, szła już parkową alejką między krzewami róż. Hałasy z sali bankietowej powoli robiły się coraz mniej słyszalne. Usiadła na drewnianej ławce i spoglądała w gwieździste niebo nad sobą. Chciała już wracać do domu, czuła się tutaj niepotrzebna i niechciana. Mimo zapewnień Stefano nie wierzyła, że podpisze z nimi umowę. Na samo wyobrażenie jutrzejszej rozmowy z prezesem, który pomimo niedzieli na pewno do niej zadzwoni, łzy stanęły jej w oczach, wiedziała, że nie podaruje jej tego i wyleci z wielkim hukiem. Nie chciała tego, pomijając dość dobre zarobki to lubiła tę pracę, wiedziała jednak, że po dzisiejszej nieudanej akcji dostanie takie świadectwo pracy, że nieprędko znajdzie równie dobrą posadę. Po policzkach spłynęły jej duże krople łez, pociągnęła kilka razy nosem i zaczęła się uspokajać. Nagle usłyszała za sobą szybkie kroki, przekonana, że to ktoś z obsługi otarła dłonią policzki i lekko rozpłynięty tusz do rzęs.

— Boże, tu jesteś! — usłyszała znajomy męski głos — bałem się, że coś się stało.

Stefano przysiadł się do dziewczyny, ale nie zwracała na niego uwagi.

— Nie chciałam panu przeszkadzać w pracy — mówiła drżącym głosem — Ma pan swoje interesy do załatwienia, nie jestem panu do tego potrzebna, świetnie poradzi pan sobie beze mnie, poczekam, aż pan skończy — sama nie wiedziała dlaczego, ale po policzkach znów zaczęły płynąć jej łzy.

Zanim mężczyzna się odezwał usłyszeli dzwonek telefonu Moniki, dziewczyna bez słowa wyjęła z torebki smartfona i odebrała połączenie od Zuzy.

— No nareszcie siostra… hej ty płaczesz? — poderwała się z ławki i odeszła kilka kroków.

Stefano z zaciśniętymi szczękami przyglądał się chodzącej w kółko, zdenerwowanej dziewczynie. Nie bardzo mógł zrozumieć o co chodzi, nagle Monika odwróciła się do niego twarzą i od razu zrozumiał, że musiało się stać coś złego, wstał z ławki i podszedł do niej, stając tak blisko, że patrzył na nią z góry.

— … Zuzia poczekaj, powoli… zaraz u ciebie będę… kurwa! Nie zaraz, nie ma mnie w domu. Dobra zorganizuję jakiś transport, nie wiem jaki — krzyknęła — taksówkę zamówię, nie bój się i nie wychodź, najpóźniej za półtorej godziny będę, trzymaj się.

Wrzuciła telefon do torebki, chwyciła boki sukienki w ręce i biegiem ruszyła w stronę willi, zaskoczony Stefano próbował ją dogonić, w końcu złapał ją za rękę i zatrzymał, odwracając twarzą do siebie.

— Powiesz co się stało? — pytał wściekły.

— Muszę już jechać — zdjęła z ramion marynarkę i podała mężczyźnie trzęsącymi się dłońmi.

— Co się stało? — wciąż nie wypuszczał jej ręki z uścisku.

— Muszę jej pomóc — zaszlochała — zabiję tego skurwiela!

Oczy mężczyzny błysnęły, takiej jej nie znał, ale podobała mu się w tej, nieco wściekłej wersji.

— Dobrze zabijesz go, a teraz zawiozę cię do Zuzy tak?

— Wie pan co, niech mnie pan zostawi w spokoju, proszę wracać do swoich spraw i nie zawracać sobie mną głowy, poradzę sobie — warknęła, patrząc w czarne tęczówki mężczyzny — nie wiem, po co byłam panu potrzebna i nie chcę wiedzieć, więc jeśli nadal chce pan korzystać z usług naszej firmy, to proszę w poniedziałek zgłosić się do Emilii, na pewno z chęcią się panem zajmie, a mnie proszę puścić! — szarpnęła ręką i zrobiła krok w stronę schodów.

Zanim stanęła na pierwszym stopniu, poczuła silny uścisk na nadgarstku i szarpnięcie do tyłu, otworzyła przestraszone oczy, a przed jej twarzą znajdowała się twarz Stefano, ich usta dzieliły centymetry, a oddechy mieszały się, tworząc zabójczą mieszankę, która bezlitośnie wdzierała się w ich nozdrza.

— Nie lubię się powtarzać — warknął groźnie — mogę cię zostawić w spokoju, jeśli tego chcesz, ale najpierw pójdziesz ze mną grzecznie do samochodu, a po drodze do domu opowiesz mi co się stało — jego głos był tak stanowczy, że Monice nie przyszło nawet przez myśl odmówić, kiwnęła tylko głową na zgodę.

Stefano odsunął się od jej twarzy i pocałował delikatnie jej czoło.

— Idziemy — mruknął i chwycił jej dłoń ciągnąc w stronę willi.

Kiedy już znaleźli się w samochodzie Monika ściskała w ręce telefon, żeby w razie czego jak najszybciej odebrać połączenie od siostry. Stefano spoglądał na dziewczynę, nadal nie rozumiejąc o co chodzi.

— Możesz w końcu coś powiedzieć?

— Nie wiem, to są takie osobiste sprawy — mruknęła, chcąc go spławić, a kiedy Stefano się nie odezwał pomyślała, że jej się udało.

— Nie ufasz mi? Ok, rozumiem… ale może mógłbym jakoś pomóc — spojrzał w bok i przysunął dłoń do policzka dziewczyny, ocierając kciukiem spływającą łzę.

— Pomóc? A zna pan jakiegoś płatnego zabójcę?

Jej głos był przepełniony żalem, ale dało się wyczuć w nim szczerość, mężczyzna zastanawiał się chwilę co jej odpowiedzieć.

— A jak znam to powiesz co się stało? — tym razem to ona była zaskoczona odpowiedzią.

Nerwowo spojrzała na telefon.

— Bateria mi siada — szepnęła do siebie — zajebiście… — nie zdążyła dokończyć zdania, jak poczuła ciepły dotyk na kolanie, spojrzała nerwowo na swoją nogę, a w tej samej chwili Stefano sięgnął ręką na półkę znajdującą się pod schowkiem i wyjął ładowarkę samochodową, którą od razu wpiął w miejsce zapalniczki i podał dziewczynie drugą końcówkę. Monika bez słowa podłączyła ładowarkę do telefonu i z ulgą spojrzała na symbol ładowania na ekranie. Kabel był dość krótki, więc nie mogła trzymać telefonu ciągle w dłoniach, niechętnie położyła go między fotelami, a kiedy cofała dłoń Stefano złapał jej rękę i przysunął do swoich ust. Dziewczyna zaskoczona jego zachowaniem nawet nie zareagowała. Mężczyzna musnął delikatnie jej skórę i nie odrywając wzroku od szyby głęboko odetchnął.

— Możesz mi w końcu powiedzieć co się dzieje? Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby ci pomóc, nawet jeśli trzeba będzie kogoś faktycznie zabić.

— On znowu to zrobił — mruknęła, a po policzkach popłynęły jej łzy.

— Aha, ale kto i co zrobił?

— Mąż Zuzy, pobił ją — szepnęła i spojrzała w jego stronę.

Stefano odwrócił głowę i spojrzał w tak bardzo zmienioną twarz Moniki, w jej oczach było coś dziwnego, była jednocześnie przerażona i wściekła. Czuła się winna temu co się stało i wiedziała, że tylko ona może pomóc teraz siostrze.

— Zaraz, ta mała blondynka co była z tobą, to ma męża?

— A to jakiś problem? — spytała zaskoczona.

— Nie, sorry myślałem, że ona jest za młoda — uśmiechnął się lekko.

— Ma dwadzieścia pięć lat.

— I co mąż ją pobił? — Monika tylko kiwnęła głową — ale powiedziałaś, że znowu…

Dziewczyna widziała jak szczęki mężczyzny zaczynają się miarowo zaciskać, a kostki dłoni trzymanych na kierownicy bieleją. Po chwili poczuła jak samochód zaczyna przyspieszać, a pęd wbija ją w fotel. Stefano dotknął panelu na desce rozdzielczej i po chwili słychać było dźwięk sygnału połączenia.

— Kurwa brat, powiedz, że to coś ważnego i nie przerwałem bzykania z byle powodu — głos Diego był ochrypnięty i zaspany

— Za długo cię znam, żeby uwierzyć, że właśnie zlazłeś z panny.

— Dobra masz mnie. Jak tam bal? Plan wykonany?

Stefano kątem oka spojrzał na Monikę i przewrócił oczami.

— Nie bardzo, musieliśmy wcześniej wyjść. Potrzebuję wsparcia, za jakieś czterdzieści minut melduj się na… gdzie ona mieszka? — odezwał się do Moniki.

Dziewczyna wstrzymała na chwilę oddech w końcu się odezwała.

— Fiołkowa czterdzieści.

— Słyszałeś? — warknął.

— Jasne, hej bambina! — zawołał wesoło — a dowiem się co się stało?

— Trzeba jednemu kolesiowi przypomnieć jak nie należy traktować kobiet.

— Uuu, tak mi mów, aż mi się spać odechciało. Jednak dobrze, że nie poruchałem to mi testosteron podskoczył.

Stefano przewrócił oczami i rozłączył połączenie.

— Gdyby nie był tak bardzo podobny do ojca to bym pomyślał, że to nie całkiem mój brat. Przepraszam cię.

— Nie szkodzi, moja siostra też jest całkiem różna ode mnie, jedyne, co mamy podobne to kolor oczu. Zawsze jej wszystkiego zazdrościłam, pewności siebie, wyglądu, chłopaków, figury… — mówił coraz ciszej.

— Nie masz jej czego zazdrościć — szepnął.

— Jasne, ale swoje wiem — odwróciła głowę do szyby.

Jechali w milczeniu kolejne niemiłosiernie dłużące się minuty, a z każdą kolejną Monika czuła wzrastający strach i złość. Kiedy usłyszeli dźwięk telefonu dziewczyna bez wahania podniosła go do ucha.

— No co jest mała? Ok, siedź tam i nie wychodź, my będziemy za jakieś piętnaście minut, kocham cię…

Mężczyzna widział jak z każdą mijającą minutą dziewczyna bardziej się denerwuje. Jej dłonie zaczęły drżeć, odruchowo spojrzała na swoje przedramię, na którym jeszcze tydzień temu miała ślady po Sławku.

— Ja pierdolę… to on ci to wtedy zrobił? — Monika spojrzała przestraszona na kierowcę, wzruszyła ramionami i odwróciła znów twarz do szyby.

— To ten żółty blok — odezwała się nagle i kiedy tylko auto się zatrzymało wyskoczyła na zewnątrz prawie biegnąc w stronę klatki schodowej.

— O żesz ty! — Monika podskoczyła przestraszona głosem za sobą, odwróciła się nerwowo i zobaczyła uśmiechniętą twarz czarnookiego chłopaka — dziewczyno wyglądasz jak… no nie wiem jak — przysunął się bliżej i położył dłonie na jej biodrach, pochylając się do jej ucha — chyba się w tobie zakocham…

— Już kurwa skończyłeś? — głos Stefano groźnie zagrzmiał za ich plecami, Monika szybko odskoczyła do tyłu i nieśmiało podniosła wzrok na wpatrzonego w nią Diego.

Bez słowa podeszła do drzwi i przekręciła klucz w zamku. Ku zaskoczeniu obu mężczyzn nie poszła w stronę mieszkań, upewniając się, że nikogo nie ma na klatce schodowej otworzyła drzwi od piwnicy i szybko zeszła po schodach, zapalając po drodze światło, szybkim krokiem mijała kolejne drzwi, jej szpilki nieznośnie stukały o betonową podłogę, a obcasy haczyły o nierówności, w końcu zdjęła buty i wcisnęła je w ręce Diego, boso biegła wąskim korytarzem, a kiedy się zatrzymała odetchnęła głęboko i zapukała do drewnianych drzwi.

— Zuza to ja, otwórz — mówiła drżącym głosem.

— Sama jesteś?

— Tak, to znaczy nie… Stefano i Diego są ze mną, otwórz, nic ci nie grozi.

Usłyszeli cichy brzęk zamka w drzwiach, a po kilku sekundach ich oczom ukazał się przerażający widok, dziewczyna miała rozciętą wargę i kilka różowo fioletowych plam na policzku, pod nosem widać było resztki zaschniętej krwi, którą pewnie próbowała wycierać, a wokół nadgarstków ciemne ślady po uścisku.

— Boże Zuzia… — Monika objęła siostrę, która w głos się rozpłakała i nie mogła się uspokoić.

Mężczyźni stali kilka kroków dalej i nie wierzyli w to, co widzą, całe życie widzieli jak ktoś kogoś zabija i sami to robili i to bez cienia wahania. Potrafili bez żadnych skrupułów wyciągnąć pistolet i strzelić komuś w głowę tylko dlatego, że stanął na ich drodze, ale widok pobitej młodej dziewczyny, i to pobitej przez męża budził w nich obu wspomnienia z dzieciństwa, które na zawsze wryły się w ich pamięć, żaden z nich nie był obojętny na taki widok. Stefano pierwszy obudził się z zamyślenia i podszedł do dziewczyn.

— Idziemy!

— Tak — Monika oderwała się od siostry — pojedziesz do mnie na kilka dni, a potem zobaczymy.

— Wie gdzie mieszkasz — szepnęła, zanosząc się płaczem.

— Co?

— Jego kolega widział nas, jak wychodziłyśmy od ciebie i powiedział Sławkowi, że widział mnie z jakimś facetem — spojrzała wymownie na stojącego obok Włocha.

— Idziemy — Stefano powtórzył i ruszył w stronę klatki schodowej.

Kiedy wyszli z piwnicy dziewczyny skierowały się do wyjścia, jednak mężczyzna zagrodził im drogę i spojrzał na Zuzę najłagodniej, jak w tym momencie był w stanie.

— Jest teraz w domu?

— Chyba tak, nie wiem.

— Dobra, chodźcie, zabierzesz swoje rzeczy. Nie bój się, nie zostaniesz tutaj.

— Proszę nie…

— Nie bój się, pójdziemy z tobą. No już…

Dziewczyna niepewnie poszła do mieszkania na pierwszym piętrze i włożyła klucz w zamek, zanim go przekręciła Stefano odsunął ją od drzwi i sam przekręcił klucz, nie zdążył wejść do środka jak usłyszał kroki zbliżającego się mężczyzny. Nim Sławek zdążył się odezwać pięść Stefano zwaliła go z nóg. Mężczyzna zaskoczony niespodziewanym uderzeniem podniósł zamglony wzrok, zobaczył nad sobą męską sylwetkę i poczuł kolejne uderzenie.

— Idź po swoje rzeczy — odwrócił się w stronę Zuzy.

Dziewczyny biegiem poszły do sypialni i obejrzały się za siebie.

— Spokojnie nie wejdzie tu — Diego stanął pod drzwiami i patrzył jak jego brat pastwi się nad leżącym mężczyzną, po kilku ciosach Stefano się odsunął, a Diego z nieukrywaną radością zastąpił brata w robocie.

Po kilkunastu minutach drzwi sypialni się otworzyły, Diego zasłonił dziewczynom widok, wiedząc, jak zareagują.

— Nie patrzcie, odwiozę was — burknął i popchnął dziewczyny do drzwi — nie oglądaj się — spojrzał groźnie na Monikę.

Kiedy byli już pod drzwiami mieszkania usłyszały wystrzał, podskoczyły przestraszone i spojrzały na Diego.

— Zuz, Sławek ma broń?

— Chyba nie…

Dwie pary oczu utkwiły w czarnych tęczówkach Diego i przez chwilę nikt się nie odzywał.

— Idziemy… — warknął kiwając głową w stronę otwartych drzwi

Dziewczyny, nie pytając już o nic wyszły z bloku i prowadzone przez Diego podeszły do czarnego SUV-a. Chłopak otworzył dziewczynom drzwi i włożył walizkę do bagażnika. Bez słowa usiadł za kierownicą i ruszył z parkingu.

— A Stefano? — Monika spytała nieśmiało, wiedząc, że chłopak jest wściekły.

— Trafi sam do domu — warknął i mknął samochodem po pustych ulicach.

Po kilku minutach zatrzymali się przed znanym Monice apartamentowcem, zjechali na podziemny parking, a wysiadając usłyszeli ryk silnika samochodu Stefano, który podjechał i zaparkował zaraz obok nich. Kiedy wysiadł dziewczyny zobaczyły na jego białej koszuli drobne plamki krwi. Monika zbladła na samą myśl co tam się stało, za to Zuza stała nieprzytomna i patrzyła w pustkę. Mężczyzna podszedł do Moniki i bez słowa pocałował czubek jej głowy, przytulając ją mocno do siebie, zaskoczona nie zdążyła się nawet odsunąć, ale nie żałowała tego, czuła się w jego ramionach dziwnie dobrze i bezpiecznie.

— Zabiłeś go? — szepnęła przerażona.

— Nie.

Kiedy wjechali na górę Monika uśmiechnęła się, wspominając swój pierwszy wieczór tutaj, nie myślała wtedy, że jeszcze kiedyś tu będzie.

— Pomieszkacie tu jakiś czas — Stefano odezwał się, podchodząc do dziewczyn — chodźcie, pokażę wam sypialnię, chcecie spać razem czy osobno?

— Że co? Ja też mam tu zostać? — Monika podniosła na niego spojrzenie.

— Przecież zna twój adres, chcesz ryzykować i czekać na jego odwiedziny?

— Nie, ale…

— To kilka dni pomieszkacie tutaj, a potem załatwimy z nim wszystko tak, żeby się więcej do was nie zbliżył. Połóż ją spać, bo ledwo żyje, moja sypialnia jest największa, chodź pokażę wam, gdzie co jest — pociągnął Monikę za rękę i wziął walizkę.

Zostawił dziewczyny w sypialni i zszedł do salonu, w którym już rządził się Diego, chłopak nalał dwie szklanki whisky i podał jedną bratu.

— Za twoją głupotę! — mruknął i trącił szklanką w szklankę Stefano, po czym upił spory łyk.

— O co ci chodzi co?

— Kurwa, ja wiem, że przez te kilka lat posuwania tylko dziwek mogłeś wyjść z wprawy, ale to był już szczyt! Serio…

— Diego…

— Położyłeś je w jednej sypialni? Zamroczyło cię kurwa na moment? — popukał się palcem w czoło, ale widząc milczącego brata pokręcił głową i mówił dalej — miałeś jedyną w swoim rodzaju okazję, żeby znalazła się w twojej sypialni sama, a ty dokwaterowałeś jej Zuzę! Kurwa słyszysz to?

— Mówiłem ci już, że kiedyś poślę cię do piachu brat?

— Mówiłeś, ale przyznaj, że to nie było dobre zagranie. Sprowadziłeś ją tu, super, pomogłeś z siostrą i jest ci wdzięczna, jeszcze bardziej super i zamiast to jakoś wykorzystać to ty ją wepchnąłeś do sypialni z siostrą. Ja nie mówię, że ma od razu nogi rozkładać, raczej nie wygląda na taką, ale może to byłby jakiś początek, jakiś sposób, żebyście się zbliżyli, choć troszkę co?

— Ja nie potrzebuję się do niej zbliżać, w tym sensie ona mnie nie interesuje, żadna mnie nie interesuje.

— Naprawdę? — zaśmiał się — nie wiedziałem, bo wygląda zupełnie inaczej, ale ja się mogę nie znać, ostrzegam tylko, jak nie wykorzystasz tego, że jest blisko ciebie, to ktoś sprzątnie ci ją sprzed nosa…

— Może ty?

— Kto wie… fajna dziewczyna — Diego mruknął i podniósł szklankę do ust.

— Droga wolna, powodzenia! Jadę do domu, zostań z nimi, później cię zmienię — warknął i poszedł w stronę windy, wciąż mając przed oczami niebieskie oczy Moniki.

Rozdział 9

Dziewczyny leżały w sypialni Stefano przytulone do siebie i płakały. Życie Zuzy kolejny raz wywróciło się do góry nogami, w tym przypadku nie miała już szans na powrót do domu, nie wiedziała co dalej ma robić, czas się dla niej zatrzymał, niby mogła tu zostać kilka dni, ale co dalej? Wiedziała, że Sławek jej nie odpuści, dokładnie jak do tej pory tego nie zrobił, zresztą nie chciała dawać mu już kolejnych szans.

— Zuzia, może idź się wykąp i połóż, odpocznij trochę.

— Przepraszam siostra, popsułam ci imprezę — zaszlochała głośno.

— Daj spokój nic mi nie popsułaś, to nie miało prawa się udać i się nie udało. Straciłam dwa dni na projekty, kasę na ubranie i kolejny dzień na bankiet, za który jutro dostanę wypowiedzenie.

— O czym ty mówisz? — Zuza odwróciła się do Moniki i usiadła na łóżku.

— Zuzia serio nie chcę o tym teraz rozmawiać, chodź spać co? Tylko… cholera nie mam się w co przebrać z tej kiecki — zmarszczyła nos.

— Dałabym ci coś swojego, ale nie sądzę, że będzie pasować.

Dziewczyny spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem, Zuza szybko przestała, bo rana na jej wardze się otworzyła i znów zaczęła krwawić. Dziewczyna rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu chusteczek, wstała z łóżka i otworzyła pierwsze napotkane drzwi z nadzieją, że wejdzie do łazienki, jednak jej oczom ukazała się przestronna garderoba, weszła do środka i rozejrzała się po wieszakach obładowanych drogimi koszulami i garniturami. Odwróciła głowę i dostrzegła na komodzie kartonowe pudełko.

— Bingo! Są i chusteczki.

Kiedy chciała już wyjść zobaczyła, że przy samych drzwiach wiszą sportowe koszulki, ściągnęła jedną z wieszaka i wyszła.

— To tak prawie jakbyś z nim spała — rzuciła koszulką w Monikę i się zaśmiała.

— Nie mam najmniejszego zamiaru z nim spać, ale dzięki za koszulkę, przyda się. Ty pierwsza?

Zuza kiwnęła głową i otworzyła kolejne drzwi, tym razem trafiła do łazienki, która urządzona była w bardzo nowoczesnym stylu, jednak z bardzo klasycznymi dodatkami co świetnie się komponowało, pomieszczenie było w kolorach ciemnej szarości ze srebrną armaturą, na ścianie naprzeciwko drzwi było duże okno z mleczną szybą, po prawej stronie od wejścia stała duża narożna wanna z hydromasażem i toaleta, a po przeciwnej stronie szklana kabina z dwoma prysznicami. Na ścianie z wanną na kamiennym blacie umocowane były dwie umywalki, a nad nimi wisiało kryształowe lustro w srebrnej ramie.

Zuza wzięła szybki prysznic i wytarła się ręcznikiem, który znalazła w jednej z szafek w łazience. Kiedy weszła z powrotem do sypialni Monika stała w samej czarnej, koronkowej bieliźnie i pończochach, dziewczyna pokręciła głową i się roześmiała.

— Dobra, wiem, że gruba jestem, nie musisz się śmiać serio to nie jest miłe — burknęła i usiadła w fotelu, zdejmując pończochy.

— Kurwa laska, ty weź się przejdź tak przed nim to zobaczysz, czy gruba jesteś.

— Przed kim?

— A to już zależy, który brat cię bardziej kręci, bo ty akurat kręcisz obu. Serio chciałabym, żeby ktoś tak kiedyś na mnie patrzył jak tych dwóch na ciebie. I nie gadaj, że tego nie zauważyłaś.

— Wiesz co? Daruj sobie — warknęła i weszła do łazienki.

Po kilkunastu minutach wyszła ubrana w koszulkę Stefano, mimo wyczuwalnego zapachu prania przebijał się przez niego ciężki zapach jego perfum. Położyła się w dużym łóżku i przytuliła do śpiącej Zuzy.

Spały spokojnie prawie do południa, Monika pierwsza otworzyła oczy i spojrzała w duże okno, westchnęła, sądząc, że to wszystko było tylko snem, powoli wstała nie budząc siostry i wyszła z sypialni, cicho zeszła schodami w dół, nikogo nie było, podeszła do stolika w salonie i znalazła kartkę,


Jestem w siłowni, spokojnie, ochrona nikogo nie wpuści, zjedzcie coś. Całuję, Diego.


— Całuję, Monika — zaśmiała się i poszła w kierunku kuchni, kiedy stanęła bosymi stopami na kamiennej podłodze dreszcz przeszedł po jej ciele, a na skórze pokazała się gęsia skórka. Lodówka była pełna pyszności, warzyw, owoców, wędlin, serów i kilku gatunków wina.

— Po co im tego tyle, skoro tu nie mieszkają? — mówiła do siebie i przeglądała zawartość.

Kiedy usłyszała za sobą kroki Zuzy zawołała z głową w lodowce.

— Chcesz coś zjeść? Mamy się ponoć same poczęstować, z tym że tu są rzeczy co ja nie za bardzo wiem, co to — zaśmiała się — rozróżniam sery i wino!

— Jestem już po śniadaniu — męski głos oderwał Monikę od lodówki.

Obejrzała się za siebie i zobaczyła stojącego przy wyspie Stefano. Mężczyzna z nieukrywanym zadowoleniem zmierzył dziewczynę od głowy, aż do stóp i głośno odetchnął. Dopiero wtedy zorientowała się, że stoi ubrana tylko w jego koszulkę, która sięgała jej za pośladki, spojrzała na siebie i nagle się zmieszała, nie miała na sobie stanika, a chłód podłogi sprawił, że jej sutki mocno odznaczały się przez białą koszulkę. Zawstydzona zasłoniła się rękami, a na jej policzki wypełzł rumieniec. Mężczyzna, widząc jej zakłopotanie zdjął dresową bluzę, w której przyszedł i rzucił dziewczynie, nie chcąc do niej bliżej podchodzić. Dziewczyna szybko narzuciła ją na siebie i zapięła, aż pod szyją.

— Dzięki i przepraszam za kłopot. Jak Zuza wstanie, to weźmiemy taksówkę i pojedziemy, jednak do mnie, nie możemy wam chaty zajmować. Poza tym muszę się przebrać… a i koszulkę oddam ci czystą i wyprasowaną — uśmiechnęła się, a Stefano na samą myśl o tym jak dziewczyna wygląda w jego T-shircie przełknął z trudem ślinę.

— Możesz ją zatrzymać, będzie mi bardzo miło — uśmiechnął się — poza tym nie ma opcji, żebyście pojechały do ciebie.

— Co mu zrobiłeś?

— Przestrzeliłem kolano — mruknął od niechcenia i usiadł przy wyspie naprzeciwko Moniki.

— Żart taki?

— Nie. Chciałem go zabić, ale stwierdziłem, że to zawsze zdążę. Nie bój się, zaraz potem zadzwoniłem po karetkę, żeby się nie wykrwawił, ale nie wiem jakich ma kolegów, więc dla bezpieczeństwa będziecie mieszkać tutaj, chyba, że wolisz być u mnie w domu, jeśli tak to serdecznie zapraszam.

— Teraz muszę być w mieście, muszę pracy poszukać.

— Niczego nie musisz… podpiszę z wami tę polisę.

— Mogę spytać, po co było to wszystko? — dziewczyna oparła się o blat wyspy łokciami i przechyliła się lekko do przodu.

Stefano zrobił dokładnie to samo przez co ich twarze były bardzo blisko siebie.

— Bo chciałem cię bliżej poznać, a to był jedyny sposób. Przecież, gdybym cię po prostu zaprosił na bankiet to byś odmówiła.

— No pewnie tak.

— A tak, nie miałaś wyjścia. Ja nie żałuję, a ty?

Monika wpatrywała się w jego czarne oczy i milczała, nie bardzo wiedziała co ma mu odpowiedzieć, z jednej strony była wściekła za to, co zrobił, a z drugiej było jej przy nim dobrze.

— Czyli co? Nie było wcale tak strasznie? — spojrzał na nią i uśmiechnął się, a na jego policzkach znów pokazały się dołeczki.

— Tak, czy inaczej muszę mieć się w co przebrać, nie mogę chodzić tylko w twoich koszulkach.

— Czemu, mnie się podoba…

— Mnie też — Diego odezwał się od strony widny — zwłaszcza że masz ładne majtki

— Diego kurwa! Czy ciebie ktoś wychowywał? — Stefano warknął i zszedł z krzesła.

— Mówię, jak jest — mruknął i wzruszył ramionami — czarna koronka to jest to, co duzi chłopcy lubią najbardziej — wyszczerzył się w uśmiechu i poszedł do łazienki.

— Przepraszam cię za niego, jest czasem dziwny.

Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie i zarumieniła, Stefano nie mógł oderwać od niej płonącego wzroku, sam nie wiedział co się z nim dzieje. Monika nie była w żadnym stopniu podobna do wszystkich kobiet, które do tej pory miał, mimo to było w niej coś, co go do niej przyciągało, coś, co nie pozwalało o niej nawet na chwilę zapomnieć i bał się tego, doskonale pamiętał jak potraktowała go Francesca, która działała na niego dokładnie w ten sam sposób. Do głowy przyszło mu tylko jedno, zniechęcić do siebie Monikę, żeby sama zerwała z nim kontakt, choć jak tylko o tym pomyślał robiło mu się szkoda tracić tego, co zaczęło w nim dojrzewać.

— Halo! Mówię coś! — spojrzał nagle na machającą przed jego twarzą dziewczynę.

— Przepraszam zamyśliłem się, możesz powtórzyć?

— Jasne, pytałam, czy mogę zostawić tu Zuzę, bo chcę pojechać do domu po jakieś ubrania.

— Yyy… Tak jasne, Diego zostanie, a ja cię zawiozę.

— Nie, nie ma potrzeby, wezmę taksówkę — próbowała go ominąć, ale położył dłoń na jej brzuchu i odwrócił do siebie.

— Zawiozę cię.

Dziewczyna powoli uwolniła się z uścisku i nie odwracając od faceta wzroku szła do tyłu, wpadając po drodze w objęcia Diego.

— Noo, wiedziałem, że na mnie lecisz, ale nie sądziłem, że tak przy ludziach — zaśmiał się i puścił dziewczynę.

— Pójdę się przebrać, przepraszam was — bąknęła i pobiegła na schody.

— Stary, ty weź się zdecyduj — Diego sapnął do brata — chcesz ją albo nie, a tak ona nie wie o co chodzi, ja nie wiem o co chodzi.

— Diego, tknij ją, a rozwalę ci łeb.

— Ja cię kurwa nie zrozumiem. Ok nie wiesz co czujesz, spoko, ale widać, że ta laska działa na ciebie jak płachta na byka. Potrzebujesz ją przelecieć? To zrób to, dorosła jest, łatwa nie, ale nie wierzę, że nie do zdobycia, więc zrób to do cholery, zdobądź ją, choćby po to, żebyście oboje się przekonali, czy to jest to, czego szukacie — wbił bratu kilkukrotnie palec w klatkę piersiową.

Stefano chciał się odezwać, ale usłyszeli stukot obcasów na kamiennych schodach, obaj spojrzeli na schodzącą z piętra dziewczynę i wlepili w nią rozmarzone oczy. Stefano stał sztywno i pochłaniał każdy kawałek jej ciała, które wdzięcznie kołysało się przy każdym kroku, a Diego, jak to Diego, podszedł do schodów i gdy tylko dziewczyna się zbliżyła objął ją w talii i zniósł z ostatnich dwóch stopni, obracając się z nią na rękach wokół siebie, dziewczyna zaskoczona tym gestem zapiszczała wesoło, a krew Stefano zawrzała w żyłach.

— Ty nie jesteś całkiem normalny co? — Monika, nie przestając się uśmiechać klepnęła Diego w ramię.

— Normalnie jestem śmiertelnie poważny, ale przy tobie tracę rozum. A ty się gdzieś wybierasz w tej sukience?

— To jedyne w co mogę się ubrać. Zostaniesz z Zuźką? Jeszcze odsypia, a ja bym pojechała do domu po rzeczy, skoro musimy tu zostać.

— Dla ciebie Bella wszystko.

— Tylko pilnuj jej, żeby sobie czegoś nie zrobiła.

— Jasne — tym razem Diego był poważny — nie martw się.

Monika wolnym krokiem podeszła do Stefano, a jej kołyszące się biodra i lekko falujący biust rozgrzewał jego żołądek.

— Nie będziesz się mnie wstydził w takim wydaniu w środku dnia? — uśmiechnęła się, podnosząc na Stefano niebieskie oczy.

— Chyba raczej ty powinnaś się wstydzić mnie — mężczyzna spojrzał na siebie, ubrany był w ciemno niebieskie dżinsy i błękitną polówkę, która pięknie podkreślała jego wyrzeźbione ciało.

— Nie, wyglądasz… — wciągnęła głośno powietrze — chyba nie znam słowa, żeby dobrze to określić, chodźmy co?

Ruszyli w stronę windy, Stefano delikatnie trzymał dłoń na plecach Moniki, a dziewczyna czuła w miejscu jego dotyku mrowiące ciepło, jej gardło wysychało z każdą sekundą w jego towarzystwie. Wysiedli z windy i poszli w stronę samochodu, Stefano otworzył drzwi eleganckiego, czarnego Lexusa, a dziewczyna zatrzymała się w pół kroku.

— Stało się coś? Źle się czujesz? — zapytał z troską.

— Ile ty masz samochodów?

— Nie wiem, kilka.

— Mogę o coś spytać?

— Wal…

— Ale proszę odpowiedz albo całkiem szczerze, albo wcale nie odpowiadaj… kim ty właściwie jesteś? Masz te swoje dyskoteki, ale wiem, że to nie wszystko, prawda?

Stefano podszedł do dziewczyny i stanął pół kroku od niej. Monika przenikliwie wpatrywała się w czarne, błyszczące oczy mężczyzny i głośno przełknęła ślinę.

— Ok, nie odpowiadaj, wydaje mi się, że nie powinnam wiedzieć i chyba nie chcę wiedzieć. Przepraszam, że pytałam, jedźmy już co? — wyminęła Stefano i stukając szpilkami poszła do samochodu, szybko usiadła w fotelu i zamknęła drzwi, kątem oka spojrzała na Stefano, który wciąż stał w tym samym miejscu.

Po chwili usłyszała zamykane drzwi samochodu, nie rozmawiali ze sobą przez drogę, Monika myślała nad swoją sytuacją i wiedziała, że nie powinni kontynuować tej znajomości, choć okoliczności wcale jej w tym nie pomagały. Najbardziej zaskoczył ją fakt, że przestała się już go bać, a to nie ułatwiało jej zerwania z nim kontaktu. Teraz musiała tylko znaleźć odpowiedni moment, żeby to zrobić i najlepiej gdzieś wyjechać. Była tak pochłonięta rozmyślaniem, że nie zauważyła jak samochód zatrzymał się pod jej blokiem. Nagle podniosła głowę i bez słowa wysiadła z samochodu, kierując się od razu do drzwi.

— Cześć kochanie!

Monika poznała od razu głos Piotra, zniechęcona spojrzała w bok i zobaczyła mężczyznę z bukietem kwiatów. Stał oparty o barierkę przy trawniku, a po stanie kwiatów widać było, że musiał czekać już kilka godzin.

— Cześć. Chciałeś coś?

— Rozmawialiśmy już o tym. Przecież w zasadzie dobrze nam było razem nie? Moglibyśmy… gdybyś tylko zechciała… — mężczyzna urwał zdanie, kiedy zauważył zbliżającego się do nich Stefano.

— Znów jakiś problem? — objął Monikę i pocałował w czubek głowy.

Piotr z wściekłością spoglądał na rywala i poczerwieniał ze złości, chciał się odezwać, ale nie bardzo wiedział co ma powiedzieć.

— Piotr, chcesz coś jeszcze, bo trochę nam się spieszy — Monika nie kryła niezadowolenia z ich spotkania.

— Proszę — podał dziewczynie kwiaty — mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy… sami — dodał po chwili i spojrzał na Stefano.

— Nie sądzę kolego — Stefano warknął groźnie i bardziej przycisnął Monikę do siebie.

— Bo co, kolego? — Piotr zaakcentował ostatnie słowo.

— Bo ja jej nigdzie samej nie puszczę — podszedł krok bliżej do Piotra, na co chłopak lekko się spiął i odsunął — jest zbyt cenna — wyszeptał i pociągnął dziewczynę do wejścia.

Milczeli, stojąc w windzie, która dziś wyjątkowo wolno jechała, Monika spoglądała ukradkiem na mężczyznę, w końcu się odezwała.

— To było niepotrzebne, poradziłabym sobie.

— Domyślam się, przepraszam to był odruch — podszedł bliżej dziewczyny i oparł rękę o ścianę tuż obok jej głowy — widziałem, że nie chcesz z nim gadać.

Monika patrzyła w czarne oczy i bała się, że zaraz się na nią rzuci, modliła się w duchu, żeby winda się w końcu zatrzymała. Dźwięk otwieranych drzwi był dla niej, jak zbawienie. Szybko wybiegła na klatkę i poszła w stronę mieszkania, otworzyła drzwi i odetchnęła z ulgą, że jest u siebie, po chwili ochłonęła z euforii, słysząc za sobą kroki.

— Usiądź proszę, zaraz się spakuję i przebiorę.

— Nie spiesz się.

Dziewczyna zdjęła w biegu buty i weszła do sypialni, szybko odpinała zamek w sukience i jak na złość w połowie zamek się zatrzymał i ani drgnął.

— Kurwa, nie rób mi tego błagam — szarpała nim w górę i w dół, ale nic to nie dawało.

Próbowała zdjąć sukienkę z częściowo rozpiętym suwakiem, ale nie dała rady, materiał trzeszczał, lecz nie dało się zdjąć stroju ani górą, ani dołem.

— Nie, nie… proszę zejdź ze mnie — warczała coraz głośniej — no rusz się! Tylko ja mam takie szczęście — mówiła do siebie i pociągała za suwak urywając jego uchwyt.

Głośno wypuściła powietrze z ust i spojrzała na element zamka w swojej dłoni.

— Wszystko w porządku? — usłyszała głos i pukanie do drzwi.

— Tak!

— Na pewno? — słyszała, jak Stefano się śmieje — zawsze przeklinasz jak gadasz ze sobą?

— Dobra wejdź! — warknęła.

Widok jaki zastał Stefano szczerze go rozbawił, dziewczyna stała z rękami za plecami i kręciła się wokół siebie, próbując rozpiąć sukienkę.

— Zamek mi się zaciął i… urwałam to gówno — pokazała metalowy drobiazg w dłoni.

— Daj — mruknął i podszedł krok bliżej, widząc lęk w oczach dziewczyny podniósł ręce — spokojnie, nie zepsuję ci kiecki, a jak będziesz tak się szarpać, to zaraz ją porwiesz.

Dziewczyna niechętnie odwróciła się do niego tyłem i zagryzła wargę. Nagle poczuła jak mężczyzna odsuwa włosy z jej pleców i przeszył ją podniecający dreszcz, wstrzymała oddech, uspokajając się i modląc, żeby więcej tego nie poczuć. Kiedy jednak szarpnął suwakiem i dotknął skóry na jej plecach mimowolnie napięła mięśnie w okolicy krocza, wiedziała już, że przepadła, jego dotyk był uzależniający i właśnie wpadła w nałóg, chciała go czuć już zawsze, choć rozum mówił jej coś zupełnie innego. Przełknęła głośno ślinę i czekała, aż Stefano wyjdzie z pokoju, jednak jego palce nadal sunęły miękko po kręgosłupie, rozpinając sukienkę i odsłaniając jej jasną skórę, aż do czarnych, koronkowych majtek. Mężczyzna spojrzał na kawałek przejrzystego materiału i poczuł drgnięcie w spodniach, jedyne czego teraz chciał, to wsunąć dłoń w cienki materiał i zostać tam już na zawsze, zaciągnął głośno powietrze i nagle dziewczyna się odwróciła, trzymając dłońmi sukienkę.

— Dzięki za pomoc, ale już sobie… — nie dokończyła, poczuła ucisk z tyłu głowy i miękkie, gorące usta, które chciwie otaczały jej wargi.

Był namiętny, ale bardzo delikatny, jego każdy ruch był jak błaganie o pozwolenie na więcej. Monika stała jak sparaliżowana, wciąż trzymając sukienkę, żeby nie opadała na podłogę. Stefano czuł jej niepewność i nie zmuszał jej do pogłębienia pocałunku, smakował jej wargi i wdychał ciepły, słodko konwaliowy zapach jej ciała. Pragnął jej całej, jego dłoń zjechała powoli po plecach dziewczyny i mocno zacisnęła się na jej pośladku, w tej sekundzie poczuł tylko silne uderzenie w twarz i usłyszał dźwięk zamykanych drzwi łazienki.

Rozdział 10

Kiedy Monika wyszła z sypialni Stefano siedział na kanapie, spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się na jej widok. Miała na sobie jasne dżinsy nad kostkę i czerwoną, oversizową bluzkę opadającą na jedno ramię, a do tego białe trampki, włosy miała związane w luźnego koka na czubku głowy, a w ręce trzymała walizkę na kółkach. Mężczyzna podniósł się z kanapy i wyciągnął rękę po bagaż, ale dziewczyna minęła go, nie odzywając się nawet słowem. Wyszła na klatkę schodową i czekała na swojego towarzysza. Kiedy doszli do windy Stefano wręcz wyrwał jej z ręki uchwyt walizki.

— Poradzę sobie! — warknęła głośno.

— Nie wątpię, ale mimo wszystko nie pozbawiaj mnie zaszczytu bycia twoim tragarzem — szepnął, nie patrząc na nią.

Kiedy wyszli przed blok ku ich zaskoczeniu przy barierce nadal stał Piotr, chłopak zdziwił się widokiem wychodzącej razem pary, i to z walizką.

— Zapomniałeś czegoś? — Monika spytała ze złością

— Myślałem, że porozmawiamy spokojnie, ale widzę, że wyjeżdżasz…

— Wyprowadzam się na jakiś czas. Masz coś jeszcze do mnie?

Chłopak spoglądał raz na nią raz na Stefano.

— Możesz nas na chwilę zostawić samych? — spytała mężczyznę, który niechętnie poszedł w stronę samochodu, przedtem całując dziewczynę w czoło.

— No słucham, o co chodzi?

— Ile ty go znasz, wiesz kim jest? — Piotr podszedł bliżej i spojrzał z góry w błękitne oczy byłej żony.

— Piotr, serio nie mam ochoty na pogawędki wychowawcze, a już na pewno nie z tobą. Myślisz, że zapomniałam co zrobiłeś? Ciebie znałam długo i co? Sprowadziłeś sobie laskę do mojego domu i pieprzyłeś ją w moim łóżku! Ostrzegam cię, że jeśli jeszcze raz do mnie podejdziesz z takimi tekstami, to pożałujesz! — odwróciła się nagle i zrobiła krok do przodu uderzając twarzą w klatkę piersiową Stefano.

— Chyba masz chłopie problem ze słuchem — Stefano warknął do Piotra i złapał Monikę za rękę, ku jego zaskoczeniu zacisnęła swoją dłoń na jego, a on poczuł ciepło w żołądku — uwierz mi, że jeszcze raz cię przy niej zobaczę, a długo będziesz tego żałował, a teraz przepraszam, ale spieszymy się do domu, chodź… — pociągnął dziewczynę za sobą i otworzył jej drzwi samochodu.

Całą drogę powrotną milczeli, Monika chciała go przeprosić za to, że wykorzystała go w sytuacji z Piotrem, ale nie za bardzo wiedziała jak to zrobić. Kiedy tylko samochód się zatrzymał wysiadła i chwyciła wystawioną z bagażnika walizkę, szybko szła w stronę windy jakby, próbując uciec od Stefano.

Mężczyzna zatrzymał się obok niej i złapał stanowczo za uchwyt walizki.

— Nie trzeba, już nie musisz nikogo udawać.

— Przepraszam cię za to co… w twojej sypialni, to był odruch, nie umiałem się powstrzymać, nie chciałem tego zrobić… — dopiero kiedy wypowiedział te słowa zrozumiał jak to zabrzmiało.

Monika podniosła na niego szeroko otwarte oczy, sama nie wiedziała czego się w tej sytuacji spodziewała, ale już drugi raz usłyszała, że jest po prostu wypadkiem, poczuła szczypanie pod powiekami, odwróciła twarz i szybko zamrugała, próbując opanować płacz. Kiedy weszli do windy stała oparta o ścianę i patrzyła na swoje buty. Była wściekła i rozżalona, czuła drżenie rąk i widziała kątem oka, że Stefano to zauważył i nie spuszcza z niej wzroku. Kiedy już myślała, że się do niej zbliży drzwi się otworzyły, z ulgą wybiegła ciągnąc za sobą walizkę i weszła do salonu. Zza oparcia kanapy widać było głowę Diego, który z nogami na stole oglądał telewizję.

— Gdzie Zuza? — spytała nagle.

— Śpi.

— Do tej pory? Zaglądałeś do niej?

— Nie było potrzeby.

— Co ty gadasz? Jak nie zaglądałeś, to skąd wiesz, że śpi? — podnosiła głos, stojąc wciąż za jego plecami.

Diego, nie odwracając oczu od telewizora uniósł rękę i palcem wskazał na miejsce na kanapie obok niego. Dziewczyna szybko podeszła i zobaczyła zwiniętą w kłębek siostrę przykrytą kocem, uśmiechnięta pokręciła głową i pochyliła się do Diego.

— Przepraszam cię — szepnęła tuż przy jego głowie.

Chłopak obrócił się w jej stronę tak, że ich twarze dzieliły centymetry, Monika czuła jego ciepły, lekko alkoholowy oddech, a wzrok chłopaka powoli opadł na jej usta, dziewczyna zagryzła wargę na co Diego tylko westchnął i odwrócił się szybko, słysząc zbliżające się kroki brata.

Monika od razu chwyciła walizkę i ruszyła w stronę schodów na piętro, Stefano dogonił ją, zanim weszła na pierwszy stopień.

— Ja to zrobię.

— Dziękuję poradzę sobie sama.

— Wiem — szarpnął walizką i poszedł na górę.

Kiedy znaleźli się w sypialni Stefano spojrzał ukradkiem na stojącą obok niego dziewczynę i przełknął z trudem ślinę. W wyobraźni już widział ich razem w łóżku, momentalnie odgonił od siebie te myśli.

— W garderobie jest jeszcze kilka wolnych wieszaków i półek, jak będzie za mało miejsca, to wywal coś mojego.

— Nie ma takiej potrzeby, nie będę się nawet rozpakowywać, jutro się wyprowadzimy — jej głos drżał coraz bardziej — To nie był dobry pomysł, żebyśmy się tu w ogóle wprowadzały, bardzo dziękuję ci za gościnę, ale tak będzie lepiej dla wszystkich, nie będę cię narażać na więcej wypadków, to wszystko to nie jest twoja sprawa, wybacz… — powiedziała szybko i weszła do łazienki.

Zamknęła za sobą drzwi na klucz i oparła się o ścianę, zasłaniając usta dłonią, powoli osunęła się na podłogę i usiadła na kafelkach, z oczu płynęły jej łzy, było jej źle, tak bardzo chciała się do niego przytulić, ale nie miała złudzeń, to nie mogło się udać, doskonale wiedziała jakimi kobietami do tej pory się otaczał i wiedziała, że nigdy nie będzie jedną z nich. Stałaby się znów tylko zabawką na chwilę i to wszystko. Drugi raz nie przeżyłaby takiego rozstania. Ucieczka na samym początku wydawała jej się najlepszym wyjściem, teraz pocierpi chwilę, a potem życie wróci do normy. Jedyne rozwiązanie jakie znalazła to długi urlop. Postanowiła w poniedziałek poprosić o dwa tygodnie wolnego i wyjechać za granicę, tak, żeby móc o nim nie myśleć. Z tym zamiarem wstała z podłogi i zmyła z twarzy rozmyty makijaż.

Kiedy Stefano zszedł do salonu usiadł naprzeciwko Diego, mężczyźni patrzyli na siebie bez słowa w końcu młodszy nie wytrzymał i ze śmiechem pokręcił głową.

— Nie pierdol! Schrzaniłeś wszystko, co?

Stefano tylko kiwnął głową i nalał sobie szklankę whisky.

— Człowieku, co znowu? Pokłóciliście się?

— Nie.

— No to co?

Stefano spojrzał na śpiącą na kanapie dziewczynę.

— Spokojnie tyle wypiła, że raczej pośpi trochę. Mów… — spojrzał na brata — nie czekaj, znam ten twój wzrok, kurwa! Przeleciałeś ją! No brat, serio gratulacje. I jak wrażenia?

— Nie spałem z nią — Stefano oparł się o kanapę i patrzył w jasny sufit, pocierając dłonią czoło.

— No, ale coś było?

— Kurwa Diego, o co ci chodzi? Pocałowałem ją! Już zaspokojony jesteś?

— No wyobraź sobie brat, że kurwa nie jestem zaspokojony, wczoraj nie poruchałem, a dziś… też nie — zaśmiał się — pilnuję jakiejś laski, chociaż w zasadzie to nie moja sprawa — wychylił szklankę bursztynowego alkoholu i nalał sobie następną — no to mów, co poszło nie tak?

— Pierdolę, że ja akurat z tobą muszę o tym rozmawiać…

— Kiedyś mogliśmy rozmawiać o wszystkim, co się zmieniło?

— Diego… ja się zmieniłem.

— Gówno prawda, bronisz się tylko. Może niepotrzebnie. Kręci cię ta laska i nie wmawiaj sobie, że nie, skoro posunąłeś się już tyle, żeby ją pocałować, to nie jest tak najgorzej, no ale co, nie podobało ci się?

— Chyba jej.

— Pierdolę, z ciebie coś wyciągnąć to trudniej, niż zgwałcić jeża, serio. Co pogryzła cię?

— Diego, tak mi zajebała w ryj, że jeszcze czuję — zaśmiał się i upił łyk ze szklanki.

Chłopak chwilę milczał w końcu wybuchnął śmiechem i oparł głowę o kanapę.

— Nie, no nie wierzę, naprawdę? Wiesz, nie sądziłem, że to możliwe — próbował zrobić poważną minę, lecz śmiał się coraz głośniej — do tej pory laski się zabijały, żebyś chciał którąś w rękę pocałować, a ona cię leje w mordę! Ty, a może to lesbijka jest?

— Błagam cię, poznałem jej męża.

Wzrok Diego nagle spoważniał i wbił się w ciemne tęczówki brata.

— Ona jest mężatką? Nie ma obrączki.

— Rozwiedli się rok temu.

— Czemu? Też ją bił? — szepnął, spoglądając w stronę schodów.

— Zdradził ją… — Zuza mruknęła, wtrącając się w rozmowę.

Mężczyźni spojrzeli na dziewczynę i czekali na to, co dalej powie. Skacowana dziewczyna ciężko podniosła się na kanapie i usiadła, mrużąc oczy i krzywiąc się na widok alkoholu. W końcu spostrzegła, że mężczyźni się w nią wpatrują.

— No co? Myślałam, że mówiła. Pół roku po tym jak poroniła przespał się z jakąś laską i nakryła go w ich sypialni. Mało fajnie, potem było coraz gorzej, aż zdecydowała się na pozew — szepnęła i wzruszyła ramionami.

— Zaraz, straciła ciążę? — Stefano odstawił szklankę i pochylił się do przodu, opierając łokcie o kolana.

— A nie to powiedziałam?

— Skurwysyn, a teraz chce do niej wrócić — Stefano warknął i wstał z kanapy, chodził chwilę przy oknach, aż w końcu zatrzymał się przy szybie i oparł o nią ręce.

Zuza popatrzyła na niego chwilę i wstała, owijając się kocem.

— Pójdę do niej — szepnęła i lekko chwiejnie poszła na schody.

Diego podszedł do barku po kolejną butelkę alkoholu i stanął obok brata.

— No i co przeżywasz? — spytał, trącając Stefano w ramię.

— Nic, powiedziałem jej, że nie chciałem jej pocałować. Jutro chce się stąd wynieść, powiedziała, że tak będzie dla wszystkich lepiej.

— A żeś odjebał! — chłopak zrezygnowany przewrócił oczami — Wiesz co? Jedź do domu, a ja z nią pogadam, może dowiem się czegoś więcej.

— Diego ostrzegam cię, że jeśli…

— A ty co narzeczony jesteś? — zaśmiał się — no nie jesteś, więc nie mówi mi co mogę z nią zrobić, a co nie. Jedź do domu, ochłoń trochę, przyjedź wieczorem to na spokojnie pogadacie.

Stefano bez słowa wyszedł z apartamentu, a Diego ze szklanką usiadł przed telewizorem. Po godzinie usłyszał ciche kroki na schodach, odwrócił głowę i zobaczył skradającą się Monikę.

— Chodź Bella, pojechał do domu!

— Przepraszam, chciałam coś zjeść, ale jak ci przeszkadzam to…

— Siadaj, zrobię ci coś — chłopak wstał z kanapy i podszedł do niej, kładąc dłonie na jej biodrach i przybliżając usta do ucha — na co masz ochotę?

Dziewczyna lekko się zmieszała i odsunęła krok do tyłu. Diego podniósł jeden kącik ust i skinął głową w stronę wyspy. Kiedy dziewczyna usiadła na stołku chłopak zaczął kręcić się po kuchni, co chwilę wyciągając coś z szafek i z lodówki.

— Omlet z szynką i warzywami może być? — dziewczyna kiwnęła tylko głową.

Diego sięgnął z lodówki wino musujące i nalał do kieliszka stojącego przed dziewczyną.

— No mów bambina, o co chodzi? Nabroił mój braciszek co?

— Diego, nie bardzo chcę o tym mówić, rozumem, że już wiesz, że nie chcę tu zostać? — Diego kiwnął przytakująco i kroił warzywa — naprawdę jestem wam bardzo wdzięczna za pomoc ze Sławkiem i z mieszkaniem, ale to wszystko zmierza w jakimś dziwnym kierunku i ja nie za bardzo wiem, czy chcę w to brnąć. Jesteście obaj bardzo mili, ale…

— Ale co? — Diego oparł się dłońmi o stół i wpatrywał w niebieskie oczy dziewczyny.

— Nie gniewaj się, może ja za dużo sobie wyobrażam, ale wydaje mi się, że zaczyna dziać się coś, co nie powinno się nigdy wydarzyć i będziemy tego żałować, a ja już nie chcę więcej przeżywać takich rzeczy.

— Bardzo jesteś głodna? — to pytanie zaskoczyło Monikę — bo jak nie bardzo, to proponuję ci się trochę zmęczyć, to pomaga na takie rozterki. To co siłownia?

— Diego błagam, ty weź spójrz na mnie.

Chłopak przechylił się przez wyspę i zmierzył Monikę od góry do dołu.

— No spojrzałem i co?

— Nic, może masz rację, pójdę się przebrać, ale uprzedzam, że moja kondycja jest na minusie.

— Nie będę się do ciebie przyznawał w razie czego.

Kiedy Monika weszła do sypialni Zuza spała na łóżku przykryta kocem. Dziewczyna otworzyła walizkę i wyciągnęła z niej dresowe spodnie i czarny top, szybko się przebrała i zaplotła włosy w dwa dobierane warkocze, na nogi wciągnęła trampki i z energią zbiegła po schodach, kiedy zobaczyła Diego straciła dobry humor, chłopak ubrany był w szare, dresowe spodnie lekko opuszczone na biodra i biały, dopasowany T-shirt, który świetnie kontrastował z jego ciemną skórą i okazałymi tatuażami, odwrócił głowę w stronę schodów i od razu zauważył zmianę na jej twarzy.

— Bella co jest? — spytał zaniepokojony i podszedł do dziewczyny.

— To nie fair, przy tobie wyglądam, jak worek ziemniaków — zaśmiała się.

— Amore, wyglądasz zajebiście, a jak sobie wyobrażę, jak będziesz wypinać tyłek przy przysiadach, to już mnie ciary przechodzą.

Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie, bezpośredniość Diego wprowadzała ją często w zakłopotanie, ale też poprawiała jej humor.

Zjechali windą kilka pięter i wysiedli, kierując się do siłowni, Diego czuł się, jak u siebie za to Monika czuła się z każdym krokiem bardziej skrępowana, widząc wokół same wyćwiczone, zgrabne laski, które prawie śliniły się na widok jej towarzysza i krzywiły na jej widok. Nagle poczuła oplatające jej talię ramię chłopaka, który przyciągnął ją do siebie i popatrzył z góry w jej jasne oczy.

— Od czego zaczniemy? — spytał, nie odrywając od niej wzroku.

— Ja najchętniej od pozycji trupa — zaśmiała się.

— Bez wykrętów, masz się zmęczyć. Ja co prawda wolałbym zrobić to z tobą w inny sposób, ale trudno jakoś przeżyję — zaśmiał się i chwycił dłoń dziewczyny, unosząc ją do ust — najpierw proponuję bieżnię.

Dziewczyna stanęła na taśmie i ruszyła do przodu szybkim marszem, chłopak stanął naprzeciwko niej, oparł ręce na brzegu sprzętu i wpatrywał się w jej zaróżowione policzki.

— Ślicznie wyglądasz z rumieńcami — uśmiechnął się słodko i oparł podbródek na rękach.

— Nie patrz tak na mnie, bo zaraz te laski się na mnie rzucą z rękami.

Chłopak rozejrzał się po sali i napotkał kilka wlepionych w niego par oczu.

— Przestań, puste lalki. Dobre do seksu na jeden raz, ale do niczego więcej.

— A skąd wiesz, że ja się nadaję do czegoś więcej?

— Bella, wydaje mi się, że ty nadajesz się do wszystkiego. Szczęśliwy będzie facet, którego wybierzesz sobie na męża…

— Nie mam zamiaru nikogo sobie wybierać — powiedziała prawie szeptem — nie mam szczęścia w miłości i nie mam zamiaru unieszczęśliwiać kogoś związkiem ze mną.

Diego popatrzył na łzy w oczach dziewczyny i zatrzymał bieżnię, podszedł do Moniki i przytulił ją do siebie, chowając jej głowę w swoich ramionach, a ona czuła jego spokojne, długie oddechy i bicie serca.

— Oj dziewczyno, chyba ta bieżnia dla ciebie dziś za słaba, chodź na coś mocniejszego, musisz się porządnie wyżyć.


Było późne popołudnie, kiedy Stefano wszedł do apartamentu, rozejrzał się po salonie i zauważył na wyspie małą, żółtą kartkę.


Jesteśmy w siłowni.


Mężczyzna zamknął się w bibliotece i zaczął przeglądać dokumenty potrzebne mu następnego dnia, usiadł z laptopem przy stoliku i nalał sobie z karafki burbona, rozejrzał się po pomieszczeniu i przypomniał sobie jak zastał tu śpiącą Monikę, mimowolny uśmiech pojawił się na jego twarzy, żałował, że tamtej nocy zostawił ją samą, może, gdyby nie to, to wszystko potoczyłoby się inaczej, otrząsnął się z myśli i wrócił do pracy, przeglądał kolejnego maila z biura Moniki, z przypomnieniem jutrzejszego spotkania. Znów przed jego oczami pojawiła się ona, w białej koszuli i ołówkowej spódnicy podkreślającej jej krągłe biodra i zgrabną pupę, Stefano znów pokręcił głową i wypił łyk alkoholu. Szybko przeglądał dokumenty przesłane do niego od kierowników lokali, których jest właścicielem. Kolejne wspomnienia z Moniką wróciły, po chwili poczuł w spodniach mrowienie i drgnienie erekcji. Spojrzał na swoje krocze, głośno odetchnął i wrócił do pracy, wierząc, że mu przejdzie. Kiedy po kilkunastu minutach jego członek boleśnie wyrywał się na wolność postanowił wziąć zimny prysznic dopóki nikogo nie było w domu. Wstał z kanapy i szybkim krokiem poszedł do sypialni, rozbierając się po drodze. Kiedy wszedł do środka pokój był pusty, a drzwi łazienki lekko uchylone. Wszedł do garderoby, rozebrał się do bokserek i wyjął z szafy czarne, dresowe spodnie i szary T-shirt, z szuflady wyciągnął świeżą bieliznę i wrócił do sypialni, rzucił ubrania na łóżko i znów spojrzał w dół, jego bokserki były napięte do granic i zaczynał już odczuwać ból, podszedł do drzwi łazienki, które nagle ktoś otworzył od wewnątrz. Zaskoczony spojrzał na owiniętą w krótki ręcznik dziewczynę. Stali tak kilka sekund, patrząc sobie w oczy.

— Przepraszam — Stefano zaczął się tłumaczyć — myślałem, że nikogo nie ma, nie chciałem…

— Nic się nie stało, to ja przepraszam, mogłam zamknąć drzwi, w końcu jesteś u siebie — Zuza powoli przeniosła wzrok z twarzy mężczyzny na jego nagą klatkę piersiową i głośno wciągnęła powietrze, ale nie miała odwagi spojrzeć niżej.

Żadne z nich nie chciało poruszyć się pierwsze, a czekanie stało się trochę niezręczne. Kiedy drzwi sypialni się otworzyły spojrzeli oboje na wchodzącą Monikę. Ich oczy nagle się skrzyżowały, Monika otworzyła usta, ale nie wiedziała co ma powiedzieć. Popatrzyła na prawie nagiego Stefano i od razu rzuciła jej się w oczy jego napięta bielizna, przeniosła szybko wzrok na siostrę, której ręcznik ledwie zasłaniał tyłek.

— Przepraszam, chciałam się przebrać, ale chyba w czymś wam przeszkodziłam — tłumaczyła się i czuła ucisk w żołądku i suchość w ustach, głos zaczynał jej drżeć i nie chciała, żeby to słyszeli — nie przeszkadzajcie sobie, ja… ja poczekam — zamknęła drzwi sypialni, a z oczu popłynęły jej łzy.

Rozdział 11

Monika stała pod drzwiami sypialni Stefano i wciąż nie mogła uwierzyć w to, co tam zastała. Odetchnęła głęboko, uspokajając nerwy i dopiero po chwili przyszło jej do głowy, że może dobrze się stało. Wolnym krokiem zeszła do pustego salonu i skierowała się do biblioteki, zawsze na nerwy pomagało jej czytanie. Wzrokiem wodziła po uginających się półkach, szukając czegoś co dobrze zna, żeby lekko się czytało, przesuwała palcem po grzbietach książek, aż w końcu zatrzymała się na Annie Kareninie. Wyciągnęła książkę i widząc, że Stefano urządził sobie na stoliku biuro wyszła z powrotem do salonu.

— Nieźle im się spieszyło, że robotę zostawił — zaśmiała się w duchu i zamknęła drzwi.

Położyła się w salonie na kanapie, stawiając obok siebie butelkę wina z lodówki i zatopiła się w lekturze. Nie zdążyła dojść do połowy pierwszego rozdziału, jak poczuła uginające się siedzisko po drugiej stronie kanapy.

— Przepraszam, porządziłam się trochę — mruknęła, nie podnosząc oczu znad książki.

— Rób co chcesz Bella — Diego oparł nogi o stół i włączył telewizor — jak ci przeszkadza to wyłączę.

— Spokojnie, jak czytam to się wyłączam, poza tym jesteś u siebie.

— No mów, przecież widzę, że coś się stało.

Monika podniosła wzrok na chłopaka, ale nie zdążyła nic powiedzieć, zobaczyła schodzącego z piętra Stefano, który podszedł bliżej i usiadł naprzeciwko niej na drugiej kanapie.

— Monika — odezwał się po kilku minutach milczenia — wiem, jak to wyglądało, ale nie…

— To nie moja sprawa — przerwała mu, wciąż patrząc w książkę i biorąc kieliszek do ręki — jesteście wolnymi ludźmi — podniosła na niego oczy i szeroko się uśmiechnęła — młodej mi tylko szkoda, bo jak ją znam, to już się pewnie zdążyła zakochać.

Stefano szybko przeniósł wzrok z dziewczyny na brata i z powrotem na Monikę. Chciał coś powiedzieć, ale go uprzedziła.

— Ja ci się nawet nie dziwię, zawsze faceci tracili dla niej głowę, drobna blondynka o niebieskich oczach — z żalem spojrzała na siebie i głośno przełknęła ślinę — Wiesz, to nie jest moja sprawa, ale ona ostatnio sporo przeszła i jeśli ją skrzywdzisz, to nie podaruję, a teraz przepraszam, pójdę się wykąpać i położyć, bo jutro do pracy muszę wstać i coś mi się zdaje, że to nie będzie lekki dzień.

Nie czekając na odpowiedź wstała z kanapy i zabierając ze sobą butelkę poszła szybko do sypialni nie chcąc, żeby widzieli jej łzy.

Telewizor za plecami Stefano nagle ucichł.

— Sorry brat, mecz ci przerwałem — mruknął i spojrzał w szeroko otwarte oczy Diego.

— Stary, to co się tu wyrabia jest sporo lepsze, niż włoska liga, swoją drogą ostatnio grają jakby ktoś im płacił za przegraną. Coś ty znów odwalił? Dobrze zrozumiałem, że zamieniłeś Monikę na Zuzę?

Stefano podniósł wściekły wzrok na brata i głośno warknął, opierając się plecami o kanapę.

— Diego, to twoja wina, jak już napisałeś kartkę o siłowni, to trzeba było dopisać, że Zuza została.

— Ja to do niej pisałem, to co miałem napisać, że została? Chyba sama by na to wpadła. Myślałem, że później przyjedziesz, a co to ma do twojego pieprzenia się z Zuzą?

— Weź zwolnij co? Po prostu Monika zastała nas w sypialni, ja stałem w samych gaciach bo się przebierałem, a ona w ręczniku, bo wyszła spod prysznica. Kurwa! Skąd miałem wiedzieć, że jest w domu?

Diego bez słowa nalał im po szklance whisky i znów włączył mecz.

Monika weszła do sypialni i od razu napotkała przepraszające spojrzenie siostry. W milczeniu otworzyła walizkę i wyciągnęła z niej świeżą bieliznę i piżamę, a po chwili stała już pod strumieniami ciepłej wody, wszystko ją bolało, Diego chyba trochę za bardzo chciał ją zmęczyć i czuła, że jutro nie będzie mogła się ruszać. Po kilkunastu minutach ubrana w niebieską piżamę z krótkimi spodenkami i koszulką na ramiączkach weszła do sypialni. Zuza leżała oparta o poduszki i grzebała w telefonie.

— Monika, między nami nic nie było, to absurd jakiś — próbowała się tłumaczyć, choć wiedziała jak to wyglądało.

— Siostra, to nie moja sprawa, jeśli o mnie chodzi, to róbcie co chcecie, powinnam was przeprosić, że wam przeszkodziłam, a tak serio to na twoim miejscu najpierw pomyślałabym o rozwodzie. Dobranoc — przekręciła się na bok plecami do Zuzy i udawała, że śpi.

Długo leżała, nie mogąc zasnąć i wciąż miała przed oczami widok Stefano wpatrującego się z góry w oczy Zuzy. Nie dziwiła się zachowaniu siostry, doskonale wiedziała jak jego wzrok działa. Spojrzała na zegarek, dochodziła trzecia, podniosła głowę i wyszła powoli z łóżka, cicho powkładała swoje rzeczy do walizki, przebierając się w normalne ciuchy. Bezszelestnie wyszła z sypialni, nasłuchując, czy ktoś gdzieś nie siedzi i poszła z walizką do windy, wiedziała, że tym razem ochroniarze jej nie wypuszczą, dlatego wybrała wyjście przez parking. Mijając samochody modliła się, żeby można było się stamtąd wydostać. Odetchnęła z ulgą, wychodząc na mało ruchliwą o tej porze ulicę, wyciągnęła telefon i zadzwoniła po taksówkę, po kilku minutach jechała do małego trzygwiazdkowego hotelu. Recepcjonistka była mocno niezadowolona, że ktoś jej przeszkadza o tej porze i ze sztucznym uśmiechem zameldowała Monikę i dała jej klucz do pokoju na pierwszym piętrze. Dziewczyna weszła do środka i od razu zamknęła drzwi na klucz. W pomieszczeniu było nieduże łóżko, stolik z dwoma krzesełkami i mała szafa. Na podłodze leżał ciemny dywan, a w oknach wisiały kremowe zasłony. W łazience była mała kabina prysznicowa, toaleta i mała umywalka z lustrem. Nic wielkiego, ale na kilka dni wystarczyło, jeszcze dziś miała poprosić o urlop i wykupić wyjazd gdzieś daleko. Położyła się w pachnącej pościeli i szybko zasnęła.


Było po siódmej, jak Zuza otworzyła oczy, widząc puste łóżko wstała i ubrała dresowe spodnie i koszulkę, cicho zeszła do salonu, zastając w kuchni przy ekspresie Diego. Chłopak, słysząc za plecami kroki, odwrócił się lekko i skrzywił usta w sztucznym usmiechu.

— Dla was też kawa? — mruknął bez humoru.

— Poproszę, a gdzie Monia? — Zuza rozejrzała się po salonie.

Diego spiął się i odwrócił do dziewczyny.

— Jak to, gdzie? Przecież z tobą spała.

— Nie ma jej na górze — szepnęła i zawróciła na piętro.

Diego szybko poszedł do biblioteki, która jak się okazało też była pusta.

— Kurwa, nie ma ani Moniki, ani walizki — dziewczyna miała łzy w oczach.

— Spokojnie, ochrona by jej nie puściła. Może pojechała ze Stefano.

Diego wyciągnął z kieszeni telefon i czekał kilka sygnałów, aż Stefano odbierze.

— Co się tłuczesz od świtu? — słychać było, że dopiero się obudził.

— Powiedz, że Monika jest z tobą…

Mężczyzna chwilę milczał w końcu krzyknął prosto do ucha Diego.

— Co ty chcesz kurwa powiedzieć? — Diego zmrużył oczy od nagłego hałasu w słuchawce — Że jej nie ma? Jak mogła uciec do chuja?! Ja pierdolę, nie można was na chwilę samych zostawić! Jestem za kwadrans, nigdzie nie wychodźcie — warknął i się rozłączył.

Diego położył telefon na wyspie i wrócił jakby nigdy nic do picia kawy. Po kilkunastu minutach usłyszeli szybkie kroki, Stefano rzucił kluczyki na blat i oparł się o wyspę.

— Wyszła koło trzeciej przez garaż i wsiadła do taksówki, z tym że z nagrań nie da się odczytać ani nazwy firmy, ani numeru.

Diego z uśmiechem kręcił głową i patrzył na miotającego się brata.

— Stary, po co te nerwy? Przecież w południe jedziesz do nich umowę podpisać to ją tam spotkasz.

Stefano podniósł wzrok i dopiero teraz przypomniał sobie, że jest poniedziałek i faktycznie jest umówiony z prezesem.

— Uuu… komuś rozum odebrało z tej miło…

— Diego! — Stefano warknął uciszając chłopaka — zamknij twarz i zrób mi kawę.


Monika obudziła się po siódmej i poszła od razu pod prysznic. To była zdecydowanie zbyt krótka noc. Oczy ją szczypały, domagając się snu. Chłodna woda nieco ją rozbudziła, szybko ogarnęła lekki makijaż, w którym dziś położyła duży nacisk na korektor pod oczy i ciemną pomadkę. Ubrała się w swój biurowy klasyk, jasną koszulę i ciemną spódnicę za kolano, a do tego wysokie szpilki. Sama nie wiedziała, po co się szykuje, bo miała być w biurze tylko kilka minut. Wiedziała, że jej szef niechętny będzie wobec jej wniosku o urlop, zwłaszcza tak długi, ale miała w zanadrzu ciężkie działo, które postanowiła wyciągnąć w razie potrzeby.

Do pracy dotarła pół godziny przed czasem, chciała być wcześniej, żeby zdążyć przygotować podanie i poczekać na prezesa. Pierwsza przyszła Emi i jak tylko zobaczyła Monikę usiadła za biurkiem i wytrzeszczyła oczy.

— No opowiadaj, jak było?

— Znośnie — mruknęła, nie chcąc wchodzić w szczegóły.

— Ale co? Zrezygnował?

— Nie. W południe Andreani ma umówione spotkanie z prezesem.

— To co taka smętna jesteś?

— Bo zaraz tu wojna będzie. Biorę wolne — podniosła oczy i spojrzała na wchodzącego do biura prezesa.

Dziewczyna wzięła do ręki przygotowane dokumenty i nie pytając o pozwolenie weszła z mężczyzną do gabinetu.

— Coś się stało? — patrzył zaskoczony na Monikę.

— Tak, to moje podanie o urlop — położyła na biurku kartkę.

Facet wziął do ręki dokument i szybko wstał z fotela.

— Dwa tygodnie, i to od dziś? — krzyknął — wykluczone!

— Panie prezesie naprawdę potrzebuję tego wolnego. Od dwóch lat jestem bez urlopu i na każde zawołanie — mówiła spokojnie i cicho.

— Pani Moniko rozumiem, ale dwa tygodnie, i to od dziś nie wchodzą w grę — wziął dokument i rozerwał go na pół.

Liczyła się z tym, przełknęła ślinę i spokojnie podała mu drugą kartkę.

— A to co? — spytał zaskoczony.

— Moje wypowiedzenie, za porozumieniem stron — powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.

Mężczyzna usiadł ciężko w fotelu i wziął od niej kartkę, wzrokiem przeciągnął po danych na dokumencie i podniósł wzrok na Monikę.

— Pani żartuje?

— Nie. O dwunastej ma pan spotkanie z panem Andreani na podpisanie polisy. Moja rola w tym projekcie zakończona, a teraz potrzebuję urlopu, więc albo podpisze pan zgodę, albo się zwalniam.

— Moniko nie mogę… — zaczął mówić.

— W takim razie żegnam. Drugi egzemplarz wypowiedzenia dostarczę do kadr — odwróciła się w stronę drzwi, ale kiedy położyła dłoń na klamce usłyszała głos szefa.

— Dobrze, dwa tygodnie.

Monika położyła przed nim drugi wniosek o urlop, a mężczyzna wyciągnął pióro i ze złością w oczach podpisał papier.

— Dziękuję, nie będzie mnie w tym czasie w kraju, więc o ile to możliwe to proszę się ze mną nie kontaktować — bez pożegnania wyszła z gabinetu i usiadła w swoim fotelu.

Emilia milczała, patrząc na koleżankę, chciała coś powiedzieć, ale Monika nagle wstała.

— Emi oddasz to do kadr?

— Co to jest?

— Mój urlop.

— Ej laska, zostawisz mnie samą? Co się dzieje? Chora jesteś?

— No można tak powiedzieć. Idziesz wieczorem się napić?

— W poniedziałek? Jutro będę skacowana — zaśmiała się.

— I co z tego? Przecież teraz cię nie zwolni — mrugnęła okiem — napiszę ci później, gdzie i o której, pa!

Kiedy wyszła z budynku głęboko odetchnęła, miała wracać do hotelu, ale postanowiła, że najpierw ogarnie swój wyjazd, wsiadła do taksówki i pojechała do znajomego biura podróży. Kiedy weszła do środka przywitała ją Maja, jej koleżanka z liceum.

— Co cię sprowadza Monia?

— Potrzebuję wyjazdu na dziesięć dni, na już.

— Wow, na już to nie mam, poczekaj…

Monika patrzyła na koleżankę, była to niewysoka blondynka o ciemnych oczach, miała na policzku niedużą, choć mocno widoczną bliznę po wypadku. Patrzyła na nią i zastanawiała się, jak to możliwe, że jednym życie się układa, a innym nie. Majka poznała w pierwszej klasie liceum chłopaka i jest z nim do teraz, a od pięciu lat są po ślubie.

— Turcja, jutro wieczorem?

— Biorę!

— Z tym, że to dość drogi hotel.

— Dawaj!

— Żeby wszyscy klienci tak się decydowali — zaśmiała się — co ma być w pakiecie?

— Żadnych planowych wycieczek, potrzebuję zamknąć się w pokoju.

Dziewczyna chwilę zajęła się swoją pracą.

— Oki, karta czy gotówka?

— Karta — mruknęła i wyciągnęła portfel.

— Interesy z tobą to czysta przyjemność. A mogę spytać co się stało, że tak nagle?

— Trochę narozrabiałam w swoim życiu i muszę wszystko przemyśleć.

— Miłość?

— Raczej jej brak — westchnęła i podeszła do drzwi — dzięki kochana, trzymaj się.


Kilka minut przed południem Stefano pewnym krokiem wszedł do biura, w którym siedziała Emilia. Widząc puste miejsce Moniki o mało nie wybuchnął.

— Gdzie Monika? — spytał nagle.

— Dzień dobry — Emilia wstała szybko z fotela — pan prezes już czeka.

— Dzień dobry — poprawił się i starał uspokoić — pytałem, gdzie pani Zawadzka.

— Może lepiej, żeby pan zapytał szefa…

Stefano bez pukania wszedł do gabinetu. Prezesa zdziwiły pytania o jego asystentkę, jednak nie ryzykował odstąpieniem od podpisania umowy tak dużego klienta i dokładnie wyjaśnił mu sytuację z Moniką. Andreani podpisał dokumenty i wściekły poszedł do Emi. Dziewczyna z przerażeniem patrzyła w jego czarne oczy.

— Gdzie ona jest? — oparł się pięściami o biurko dziewczyny.

— Wyszła po dziewiątej, mieszka na Mącznej.

— Wiem — warknął — nie ma jej tam.

— To może u siostry?

— Zuza jest u mnie.

— U pana? — dziewczyna otworzyła szeroko oczy.

— Nieważne! Gdzie mogła pójść?

— Rano była tu bez żadnych rzeczy, może w hotelu?

Stefano zacisnął szczęki na myśl ile w Warszawie jest hoteli.

— Żegnam — wyszedł, trzaskając drzwiami.

Emilia patrzyła przez szklane drzwi na odchodzącego mężczyznę, a kiedy zniknął w windzie wyciągnęła telefon.

— Monia, coś ty odjebała?

— Co?

— Kurwa, był tu twój Włoch wściekły, że ciebie nie ma! Wypytywał, gdzie możesz być, co ty mu zrobiłaś?

— Podpisał umowę?

— Tak. Monika to przed nim uciekasz? Boże, zrobił ci coś? Słuchaj będzie cię szukał po hotelach.

— Kurwa! Wylatuję jutro wieczorem, do tego czasu mnie znajdzie.

— Monia, wiej z hotelu, wyślę ci sms z moim adresem, sąsiadka ma klucze, zadzwonię do niej, żeby cię wpuściła. Jak wrócę pogadamy.


Stefano z hukiem wpadł do apartamentu, Zuza siedziała skulona na kanapie, a Diego ze wzrokiem utkwionym w laptopie.

— Wzięła dwa tygodnie wolnego i mieszka w hotelu — warknął, siadając na kanapie.

— Stary, ja nie chcę być niemiły — Diego podniósł wzrok znad ekranu — ale na chuj to wszystko? Wybacz Zuza — spojrzał na dziewczynę — pomogłeś im, świetnie, doprowadź sprawę do końca tak, jak zaplanowałeś i basta. Nie uszczęśliwisz nikogo na siłę. Owszem Monika to serio świetna dziewczyna, ale nic nie zrobisz, jeśli ona nie chce. Mamy jutro spotkanie z… — przerwał, przypominając sobie o siedzącej z nimi dziewczynie i o tym, że nie powinna poznawać szczegółów ich interesów — no wiesz z kim. Przygotuj się, a później będziesz dalej myślał o swojej uciekinierce.

— Brat, ja nie mam zamiaru jej do niczego zmuszać, chcę jej tylko wytłumaczyć…

— Co ty chcesz tłumaczyć? — wtrącił się — pieprzyliście się, czy nie to bez znaczenia! Widziała zbyt dużo, żeby z wami gadać, dajcie jej ochłonąć. Znajdzie się sama, brat nie wiem może ty ślepy jesteś albo masz jakieś zaćmienia umysłu, ale ty na nią działasz dokładnie tak samo jak ona na ciebie, więc bez nerw! Spotkacie się jeszcze. Przez dwa tygodnie nie zapomni o tobie, a jeśli jednak zapomni, to uwierz mi nie warto sobie głowy zawracać — obojętnie pokręcił głową i wrócił do swojej pracy.


Dziewczyny szykowały się do wyjścia w mieszkaniu Emi. Popijając wino stały w łazience przed dużym lustrem i przeglądały kolejne ubrania, Emilia postawiła na czarne, mocno dopasowane spodnie nad kostkę i złotą bluzkę bez rękawów i z lejącym dekoltem, a do tego sandałki na szpilce. Monika chciała dziś wyjątkowo zaszaleć. Wyciągnęła z walizki czarną, krótką sukienkę z dużym dekoltem i krótkimi rękawami, do tego czerwone, lakierowane szpilki na niewysokiej platformie. Kiedy się ubrała Emilia nie powstrzymała zachwytu.

— Pierdolę, jak ja ci zazdroszczę cycków — skrzywiła się smutno.

— Jasne, musiałabyś je nosić to by ci zbrzydły. To co idziemy?

— Ja mogę — uśmiechnęła się — a gdzie nas niesie?

— A znalazłam fajny klub, Silver, który według mojego rozeznania nie jest w żaden sposób powiązany z Andreanim. Wolałabym go nie spotkać.

Przed klubem stał tłum ludzi, dziewczyny wysiadły z taksówki, a Monika odruchowo rozglądała się wokół siebie, mając wrażenie, że ktoś ją obserwuje, przy okazji przyglądała się stojącym przed budynkiem samochodom, czy któregoś nie rozpoznaje. Kiedy podeszły bliżej ochroniarz zawołał je i od razu przepuścił w kolejce.

— Znasz go? — Monika popatrzyła na koleżankę.

— Myślałam, że ty go znasz…

— Nie, może nas z kimś pomylił.

— Co za różnica? Dawaj do baru, trzeba się rozluźnić.

Siedziały na krzesełkach i popijały shoty, a po kilku kolejkach Emilia zaczęła kręcić się na hokerze

— Dawaj idziemy! — krzyknęła i pociągnęła Monikę za rękę — nie po to się stroiłaś w miniówę, żeby siedzieć. To ma być szalona noc!

Dziewczyny tańczyły w tłumie otaczane co chwilę jakimiś facetami, co jakiś czas podchodziły do baru się napić i wracały na parkiet. Monika dawno tak dobrze się nie bawiła, przestała myśleć o swoim życiu, a skupiła się na tu i teraz. Ponętnie kręciła biodrami, przykuwając uwagę mężczyzn, ale nie chciała z żadnym niczego więcej, niż taniec. Nagle poczuła na biodrach delikatny, ledwo wyczuwalny dotyk i ciepły, ciężki zapach. Kołysała się, ocierając plecami o klatkę mężczyzny, czuła jak delikatnie przyciąga ją do siebie i coraz pewniej zaciska dłonie na jej ciele, położyła dłonie na rękach partnera, dostosowując swoje ruchy do jego. Mężczyzna trzymał ręce na biodrach Moniki, a po chwili zdecydował się obrócić ją twarzą do siebie. Dziewczyna tylko na to czekała, z uśmiechem odwróciła się do faceta za swoimi plecami i nagle zamarła.

— O kurwa! — warknęła, a z jej twarzy zniknął uśmiech.

Rozdział 12

Mężczyzna wpatrywał się w przestraszone, niebieskie oczy dziewczyny i uśmiechał się z satysfakcją.

— Mnie się nie spodziewałaś? — pochylił się do Moniki i szepnął jej do ucha — chodź do baru, pogadamy.

Dziewczyna bez słowa szła trzymana ciągle za rękę. Kiedy usiedli przy barze odważyła się odezwać.

— Co tu robisz? Chyba wszystko już sobie wyjaśniliśmy.

Piotr położył dłoń na jej kolanie i gładził nogę, przesuwając rękę coraz wyżej.

— Zabierz łapska, bo ci je połamię — dopiero teraz zauważyła, że facet jest już dobrze wstawiony.

— A gdzie twój obrońca? — rozejrzał się po klubie — Miał cię nie zostawiać nawet na moment i co? Już mu się znudziło?

— Nie będę z tobą o tym dyskutować, wytrzeźwiej — wstała z krzesła i ruszyła w stronę tańczącej Emilii.

W połowie drogi poczuła uścisk na nadgarstku i silne szarpnięcie, zanim zareagowała była już ciągnięta przez tłum w stronę wyjścia, próbowała kogoś zaczepić, ale nikt nie zwracał na nią uwagi, kiedy znalazła się przed klubem Piotr odwrócił się do niej twarzą, a w jego oczach był obłęd i rozpacz.

— Puść mnie idioto! Co ty sobie wyobrażasz?

— Kocham cię Monia, zawsze cię kochałem i nigdy nie przestanę.

— Piotr, daruj sobie! — krzyknęła, zwracając tym samym uwagę kilku osób stojących w pobliżu.

— Wróć do mnie, nie umiem żyć bez ciebie. Nic już nie ma sensu.

— Sensu to nie miał nasz związek, od samego początku było źle, ale nie chciałam tego widzieć.

— Wiem, zwaliłem na ciebie winę za poronienie, byłem chujem, ale przerosło mnie to. Próbowałem jakoś odsunąć od siebie problemy, bo tak było mi wygodniej. Przepraszam!

— Gówno mnie to obchodzi Piotrek. Nas już nie ma i nigdy nie będzie, mogłabym ci wszystko wybaczyć, ale nie zdradę. To była ta jedna kropla, która wszystko uruchomiła. Nie potrafię ci zaufać i nie będę się starała. Nas nie ma Piotr! Zostaw mnie w spokoju i zapomnij, że kiedyś istniałam. Ja zrobię to samo, a jak jeszcze raz odstawisz taką akcję, to wystąpię do sądu o zakaz zbliżania! — dziewczyna odwróciła się i szybko szła w stronę budynku.

Chciała się dziś napić, a ta rozmowa była super powodem do spełnienia tego planu. W tłumie szybko znalazła Emi i od razu zaczęła tańczyć, była wściekła, szalała na parkiecie i nie zwracała uwagi na to, co dzieje się wokół niej, Emilia machnęła ręką, kierując je z powrotem do baru. Dziewczyny usiadły na stołkach i piły kolejne shoty, a Monika co chwilę zamawiała następny.

— Dziewczyno ja ci nie żałuję, ale nawalisz się, kto cię będzie niósł do domu co?

— Ostatni i ja wracam — przechyliła kieliszek i wstała z hokera.

— Ej tak wcześnie?

Monia kiwnęła głową i odwróciła się w stronę wyjścia uderzając twarzą w czyjąś klatkę piersiową.

— Przepraszam, nie chciałam pana… — spojrzała do góry i zamilkła w połowie zdania, widząc zatopione w niej niebieskie oczy — kurwa ja chyba zaczęłam seplenić. Powiedziałam, żebyś się odwalił ode mnie!

— Monika, proszę…

— Nie! Której z tych trzech liter nie zrozumiałeś?

Chłopak chciał się odezwać, ale poczuł mocny uścisk na ramieniu, odwrócił głowę i spojrzał w czarne, przerażające tęczówki.

— Pani sobie nie życzy twojego towarzystwa zdaje się — mężczyzna warknął i odsunął Piotra do tyłu — Mówiłem, że pożałujesz jak do niej podejdziesz, ja dotrzymuję słowa, przekonasz się już niedługo.

Po tych słowach złapał Monikę za rękę i pociągnął za sobą, dziewczyna chwilę się szarpała, ale Stefano nie zwalniał uścisku i po kilku krokach poczuł, że odpuściła.

— Gdzie ty mnie prowadzisz? — rozglądała się na boki, nie wiedząc, gdzie jest.

— Gdzieś, gdzie spokojnie pogadamy.

Szli ciemnym korytarzem, mijając pomieszczenia pracownicze i nagle zatrzymali się przed biurem menadżera. Stefano otworzył pomieszczenie i wciągnął dziewczynę do środka. Oparł się plecami o drzwi i patrzył w jej przestraszone oczy.

— Możesz powiedzieć co ty odwalasz? Nie mogłaś pójść, do któregoś mojego klubu? Miałabyś ochronę — warknął.

— No weź sobie wyobraź, że specjalnie nie poszłam do twojego! Zgadnij czemu!

Stefano patrzył w szkliste od napływających łez niebieskie oczy i zrobił krok do przodu. Nie potrafił się powstrzymać, dzieliło ich kilka kroków, a on czuł jej zapach i szybki oddech.

— Stefano… nie rób głupot — zaczęła mówić drżącym głosem — Daj mi stąd wyjść, wrócę do domu i wszystko wróci do normy. Jeśli będziesz chciał pomóc Zuzie ze Sławkiem, to super, ale jeśli nie, to zrozumiem… — zrobiła krok do tyłu, widząc, że mężczyzna się przybliża — od początku wiedziałam, że to nie jest dobry pomysł, już w Lagunie miałam złe przeczucia. Po co ja się zgodziłam z tobą jechać? Proszę odsuń się ode mnie — mówiła, patrząc do góry, bo mężczyzna stał już przed jej twarzą.

— Po co uciekałaś, przecież i tak bym cię znalazł. To miasto nie ma przede mną tajemnic — mruczał cicho, pochylając twarz do jej policzka.

Znów czuła jego zniewalający zapach, próbowała nie oddychać, słyszała bicie swojego serca i poczuła jego dłonie na biodrach. Stała w miejscu i nie potrafiła się poruszyć, błagająco patrzyła w czarne oczy, które teraz wręcz płonęły. Wiedziała czego oboje pragną, ale nie chciała do tego dopuścić, zniszczyłaby życie i jego, i swoje. Miała świadomość, że jeśli się do niego zbliży przepadnie i nigdy nie będzie już umiała żyć bez niego, ale zdawała sobie sprawę z tego, że dla Stefano jest tylko kolejną dziewczyną. Przerażona patrzyła jak mężczyzna przybliża do niej swoje usta.

— Proszę nie rób tego… — szepnęła, kiedy już prawie się dotykali.

Stefano, nie odsuwając się nawet milimetr podniósł wzrok i zobaczył łzę spływająca po policzku dziewczyny. Zacisnął na chwilę powieki, ale nie dał rady jej zostawić. Dotknął ustami jej drżących warg i zobaczył jak przymyka oczy. Nie oddała pocałunku, ale też się nie odsunęła, wciągał zachłannie jej zapach, którego pragnął teraz, jak tlenu. Położył powoli dłoń na jej głowie, wplatając palce w ciemny, luźny kok, przyciskając ją lekko do siebie i czekając na jej reakcję. Monika stała w bezruchu, sama nie wiedziała co się z nią dzieje. Czuła jego delikatne ciepło, jego dotyk wywoływał w niej coraz większe podniecenie, któremu nie chciała ulegać. W głowie wciąż tłukły jej się myśli co będzie dalej. Poczuła jak jego ręka obejmuje jej szczękę i szyję, kolejna fala przyjemności zalała jej ciało, a ona stała jak sparaliżowana.

Stefano delikatnie pieścił usta dziewczyny nie zmuszając jej do niczego, dał jej czas. Smakował jej słodkie od pomadki usta i rozkoszował się jej oddechem. Po chwili wiedział, że to za długo trwa, zatrzymał się i odkleił od jej miękkich warg. Miała wciąż przymknięte oczy. Zaciągał się jej oddechem, nie chciał się od niej odrywać, pragnął jej całej i czuł, że nie jest jej obojętny. Kiedy otworzyła oczy zobaczył w nich przerażenie, ale i podniecenie.

— Nie odchodź… proszę… — wyszeptał prosto w jej usta i dostrzegł żal w niebieskich oczach.

Nie mógł tak po prostu jej zostawić. Chwycił jej twarz w dłonie i przycisnął do siebie, swoimi ustami rozchylił wargi dziewczyny i wdarł się językiem do jej ciepłych ust. Dziewczyna szarpała się chwilę i okładała pięściami jego klatkę piersiową i ramiona, po chwili jednak odpuściła i wsunęła palce we włosy Stefano. Całowali się głęboko i namiętnie jakby robili to po raz pierwszy i ostatni. Stefano opuścił dłonie i mocno ścisnął uda dziewczyny pod pośladkami, podnosząc ją do góry i opierając o swoje biodra.

— Nie rób tego — szepnęła ledwo słyszalnie.

— Muszę… — warknął i zrobił kilka kroków w stronę biurka, na którym ją posadził, zsuwając wcześniej z blatu komputer i teczki z dokumentami.

Stanął między nogami dziewczyny, objął ręką lędźwie i zsunął ją lekko z blatu, przyciskając do siebie. Monika podciągnęła nogę do góry i zaraz poczuła na swojej szpilce jego dłoń, która powoli sunęła od stopy przez łydkę, aż pod kolano. Cicho mruczała, czując dreszcze, które w niej wywoływał, pocałunki Stefano przeniosły się powoli na szyję dziewczyny, Monika z trudem przełykała ślinę i zaciskała powieki nie dopuszczając do siebie myśli co właśnie robi. Mężczyzna gładził jej ciało upajając się jej zapachem i smakiem. Kiedy ich usta znów się, spotkały Monika pierwsza pogłębiła pocałunek, ich języki pieściły się nawzajem co chwilę przyspieszając. Ręce Stefano błądziły po ciele dziewczyny, dając jej wrażenie, że dotyka jej wszędzie w jednym momencie, nie chciała niczego więcej, potrzebowała go do życia, wiedziała jak to się skończy, ale teraz o tym nie myślała. Czuła jak ciało mężczyzny napiera na nią, chwilę się wahała, aż w końcu zaczęła ulegać i oplatając jego szyję rękami odchylała się powoli do tyłu, dając mu sygnał, że chce więcej. Nie musiała długo czekać, Stefano przycisnął ją sobą do chłodnego blatu i przesunął pocałunki po szyi, aż do szybko unoszącego się dekoltu. Dłonią sięgnął do nogi dziewczyny i ściskał zachłannie jej miękkie udo, uśmiechając się, kiedy wyczuł pod palcami koronkę pończochy, dziewczyna oplotła jego biodra nogami, a Stefano wsunął dłonie pod jej sukienkę, gładził powoli kształtne pośladki i podciągał materiał coraz wyżej. Ich zmysły szalały, a ciała wręcz wyły o spełnienie.

Kiedy dłoń Stefano przesunęła się pod sukienką Moniki i zahaczyła o jej bieliznę dziewczyna zatrzymała się, wyrwała się nagle z upojnego transu i odepchnęła mężczyznę od siebie. Stefano zaskoczony stał chwilę w bezruchu, a Monika bez słowa rzuciła się do drzwi, zostawiając go w biurze. Był tak zaskoczony reakcją, że nie mógł się ruszyć, po chwili biegł za nią w głąb korytarza, widział jak wbiega w tłum, a kiedy dotarł do sali widział już tylko jej plecy znikające w wyjściu. Bez zastanowienia przepchnął się między ludźmi i wybiegł na zewnątrz.

Monika biegła ile sił w nogach, a kiedy była już przed klubem zobaczyła zatrzymującą się taksówkę.

— Dzięki ci Boże — wydyszała do siebie i podbiegła do auta.

Była już przy drzwiach, jak jakiś chłopak wyciągnął rękę do klamki.

— Sorry mała to moja taryfa.

— Błagam mogę? — spojrzała na niego ze łzami w oczach i nerwowo obejrzała się za siebie.

Chłopak szybko zmierzył ją wzrokiem i kiwnął głową, żeby wsiadła.

Stefano widział tylko jak odjeżdżają.

— Kurwa! — warknął do siebie i patrzył na znikającą w ciemności taksówkę.

Kiedy wrócił do klubu usiadł przy barze i zamówił podwójną whisky.

— No i co, znów uciekła? Mówiłem, żeby przyjechać samochodem to byś ją dogonił — wesoły głos Diego wybitnie go dziś drażnił.

— Milcz młody, bo zrobię coś, czego bym nie chciał. Nie rozumiem tej dziewczyny, serio… — mruknął i wypił pół szklanki alkoholu.

Nagle ktoś postawił na barze parę czerwonych szpilek. Diego podniósł oczy na menadżera klubu i szeroko się uśmiechnął.

— Kurwa, Kris zmieniasz płeć i zaczynasz od butów? Niezłe nie powiem, ale wiesz co, moim zdaniem na początek przydałyby ci się do nauki chodzenia trochę niższe.

— Andreani bracie, mógłbyś mi wyjaśnić co to robiło pod moim biurkiem? — Krzysztof popatrzył na wściekłego Włocha.

— Pewnie leżało — warknął, nie odrywając wzroku od szklanki.

— Ta, jasne i wisisz mi siedem koła za połamanego laptopa.

Diego zasłonił twarz rękoma i trząsł się ze śmiechu, a po chwili poczuł uderzenie w ramię.

— Weź się odwal! Ale widzisz, są postępy brat! Tym razem kopciuszek zostawił nam dwa pantofelki, choć nadal nic z tego nie wynika, bo dalej nie wiemy, gdzie jest.

Monika siedziała w taksówce z na oko dwudziestoletnim chłopakiem. Szatyn spoglądał kilka razy na dziewczynę w końcu nie wytrzymał.

— Ktoś coś ci zrobił?

Dziewczyna popatrzyła na niego groźnie.

— Nie gniewaj się, ale dopadłaś do tego auta jakby cię ktoś gonił, poza tym…

— Co?

— Nie masz butów…

Monika szybko spojrzała na swoje nogi, przez ten pośpiech i nerwy nawet nie zauważyła, że jest boso.

— Kurwa, zgubiłam.

— Daniel — chłopak wyciągnął rękę i miło się uśmiechnął.

— Monika — odwzajemniła uścisk.

— To dokąd cię zawieźć? Skoro już się wprosiłaś.

— Na Podgórną, jeśli to nie problem, a jeśli kłopot, to tam, gdzie ci wygodnie, dalej sobie poradzę.

— Na Podgórną prosimy — zwrócił się do taksówkarza — mieszkasz tam?

— Nie bardzo, do jutra jestem u mojej koleżanki, a jutro lecę na dziesięć dni na urlop — spojrzała na zegarek na ręce — a właściwie to już dziś.

— Zazdroszczę. A czym się zajmujesz? Jeśli mogę wiedzieć oczywiście.

— Pracuję w firmie ubezpieczeniowej.

— Serio? Moja siostra też, ale krótko. A z Silvera czemu uciekłaś?

— Żeby nie popełnić życiowego błędu — mruknęła i odwróciła twarz do szyby, ukrywając napływające do oczu łzy, wciąż czuła w ustach jego smak, a jej ubrania przesiąknięte były jego ciężkim, piżmowym zapachem. Czuła jego dotyk na ciele i wciąż miała przed oczami jego ciemny, przeszywający wzrok.

— Halo!

— Co? — ocknęła się nagle.

— Jesteśmy — Daniel spojrzał na zaskoczoną dziewczynę.

— A tak, już — Monika wyciągnęła z torebki portfel.

— Już zapłacone, wysiadamy.

Monika lekko zdezorientowana wyskoczyła z samochodu, a widząc, że Daniel też wysiadł była zdziwiona jeszcze bardziej.

— Dzięki, trafię sama, nie musisz mnie odprowadzać — burknęła, chcąc się go pozbyć.

— Przykro mi kochanie, ale ja tu mieszkam, więc nie będę wysiadał gdzie indziej.

— Mieszkasz?

— No tak w tym bloku — wskazał ręką na budynek po prawej stronie ulicy.

— Bez jaj! Ja tam mieszkam, to znaczy ta moja koleżanka.

— To idziemy — położył dłoń na plecach Moniki i popchnął ją lekko do przodu.

Kiedy weszli do windy oboje chcieli wcisnąć ten sam numer piętra.

— Też szóste? — Daniel popatrzył na zmieszaną dziewczynę — czy próbujesz mnie poderwać?

— Szóste…

— Nie mów, że mieszkasz u Emi?

— Znasz ją?

— To moja siostra — widząc minę dziewczyny głośno się roześmiał — serio mieszkamy na tym samym piętrze, ona pod trzydziestką, a ja trzydzieści pięć. Rozumiem, że się nie chwaliła, że ma brata.

— No nie…

Kiedy wysiedli z windy Monika poszła prosto do mieszkania koleżanki, ale drzwi były oczywiście zamknięte.

— Pierdolę pewnie jeszcze w knajpie siedzi — wyciągnęła telefon i wybrała numer.

— Chodź do mnie to poczekasz na nią, nie będziesz przecież siedzieć na klatce.

Dziewczyna niepewnie popatrzyła na chłopaka i pokręciła głową.

— Poczekam może odbierze.

— Nie bój się, za stara jesteś dla mnie, nic ci nie zrobię — zaśmiał się — chodź napijemy się czegoś.

Kiedy weszła do mieszkania od razu dostała butelkę z piwem.

— Sorki, ale nie mam niczego wykwintnego.

— Może być, dziś mi wszystko jedno — usiadła na sofie i spojrzała na swoje nogi, w kilku miejscach miała porwane pończochy.

Bez słowa odstawiła piwo na stolik, podwinęła sukienkę i ściągnęła pończochę z jednej nogi.

— Kurwa! — chłopak zaskoczony odwrócił głowę — Kobieto, jesteś dla mnie za stara, ale nie aż tak, weź uprzedzaj, zanim będziesz robić takie rzeczy jestem tyko facetem!

Monika spojrzała na chłopaka, który ukradkiem wpatrywał się w jej odsłoniętą do biodra nogę.

— Dobra sorki, zapomniałam. Dziś mam pojebany dzień. Odwróć się to drugą zdejmę — zaśmiała się.

Dziewczyna podkuliła nogi na siedzisko i piła piwo, nie odzywali się do siebie, chłopak doskonale wiedział, że wydarzyło się coś dla niej przykrego, ale nie chciał drążyć tematu, co chwilę próbował dodzwonić się do siostry, ale nie odbierała. Za to Monika zaczęła pić jedną butelkę piwa po drugiej, Daniel na początku próbował ją powstrzymywać, ale jak pijana chciała iść do całodobowego po następne butelki to odpuścił i dał jej pić w domu, zamykając najpierw drzwi, żeby nigdzie nie poszła po pijaku.

Kiedy otworzyła ciężkie powieki, próbowała sobie przypomnieć poprzedni dzień, pamiętała Stefano w klubie, potem jazdę taryfą z szatynem i piwo w jego mieszkaniu. Rozejrzała się powoli po pomieszczeniu, w którym była, panował tu półmrok od zasłoniętych roletami okien. W domu była cisza, która wierciła jej dziurę w głowie. Poruszyła się, a szelest pościeli o mało jej nie zabił. Było jej niedobrze, mlasnęła ustami, czując suchość i obrzydliwy posmak alkoholu.

— Stara a głupia — szepnęła do siebie i od razu tego pożałowała.

Leżała na plecach i wszystko ją bolało, chciała się obrócić na bok, ale każdy ruch przyprawiał ją o mdłości, więc postanowiła poleżeć jeszcze chwilę i spróbować ponownie.

— Dzień dobry kochanie, wyspałaś się już? — głos Daniela rozbrzmiał tuż obok niej i to zdecydowanie za głośno.

Powoli odwróciła głowę w stronę chłopaka i zobaczyła, że leży z nią w łóżku i wygląda na to, że jest nagi.

— O w dupę… — mruknęła i podniosła kołdrę, spoglądając na swoje ciało.

Rozdział 13

Daniel przysunął się do spiętej Moniki, wtulił twarz w jej szyję i czule pocałował ramię.

— Kochanie zaczynam żałować, że nie dałem ci się upić wcześniej.

— Cicho bądź — warknęła.

— Skarbie, nie ma się co denerwować, było bosko — mruknął i wsunął dłoń pod kołdrę, dotykając nagiego brzucha dziewczyny.

— Kurwa, zamknij się — dziewczyna miała łzy w oczach.

— Chodź powtórzymy co? Tak na miły początek dnia… — pocałował Monikę w łokieć i przesuwał usta po skórze w górę, kończąc pocałunkiem za uchem, aż na jej skórze pojawiła się gęsia skórka — Mmm… — mruknął głośno — czyli jednak cię to rusza.

— Daniel proszę cię — szepnęła zrezygnowana — nie mów mi, że ja…, że my… — patrzyła na niego błagająco i znów zajrzała pod kołdrę.

— Kochanie, przepraszam, że wczoraj powiedziałem, że jesteś dla mnie za stara — uśmiechnął się szeroko — jesteś w sam raz. Ogień nie kobieta.

Monika oparła się na rękach, siadając na łóżku i okryła się kołdrą po sama szyję, ściągając przy okazji pościel z Daniela, chłopak bez skrępowania położył się obok niej, mając na sobie tylko bokserki. Próbowała na niego nie patrzeć, w końcu się odezwała.

— Dobra, po kolei. Kto mnie rozebrał?

— Zacząłem ja — westchnął z uśmiechem — ale potem tak nam się spieszyło, że każde samo się rozbierało, ale serio nie żałuję, bo to był całkiem niezły widok. Boziu, jeszcze mną trzęsie, jak sobie przypomnę, jak ta kiecka się z ciebie zsuwała.

— Ale mam na sobie bieliznę…

— Bo po wszystkim uparłaś się iść do domu i zaczęłaś się ubierać, ale jak zaczęliśmy od nowa, to usnęłaś… niestety.

— Która godzina?

— Dochodzi ósma — wymruczał prosto w szyję dziewczyny.

— Sorry, muszę jechać się spakować, wieczorem mam samolot. Dzięki za… nie wiem za co, kurwa nic nie pamiętam — wstała, owijając się kołdrą i spoglądając na leżącą na podłodze sukienkę.

Podniosła ją i zasłaniając się pościelą próbowała się ubrać.

— Nie wstydź się, widziałem cię nagą — powiedział, kładąc się na brzuchu i odsłaniając swoje dobrze umięśnione plecy i nie odrywając oczu od dziewczyny — calutką… każdy… cudowny… kawałeczek… twojego… ciała — szeptał, opierając brodę na dłoniach leżących na łóżku.

— Weź nic już nie mów.

Szybko ubrała sukienkę i bez słowa wyszła z mieszkania, była wściekła i rozżalona. Nie miała do niego pretensji, no może trochę, ale zła była na siebie, że doprowadziła się do takiego stanu. Stanęła przed drzwiami mieszkania Emi i nie wiedziała jak się zachować. Chwyciła klamkę, ale drzwi były zamknięte. Zapukała raz i drugi, a po chwili usłyszała otwierany zamek.

— Boże Monia! Jak ja się bałam! Jak ty wyglądasz? Gdzieś ty była? Dzwoniłam!

Zanim Monika zdążyła odpowiedzieć otworzyły się drzwi mieszkania za jej plecami i wyszedł z nich ubrany w czarne, opięte bokserki chłopak.

— Monia zostawiłaś torebkę! — zawołał i spojrzał na siostrę.

Emilia przez chwilę stała z otwartymi, ustami przenosząc wzrok z brata na koleżankę, ale widząc, że Monika nawet się nie odwróciła minęła ją i podeszła do Daniela. Wyrwała mu torebkę z ręki i wróciła do swojego mieszkania, popychając Monikę do środka.

— Powiedz mi, że to nie prawda — mówiła sadzając koleżankę w fotelu.

— Nie pamiętam — zasłoniła twarz dłońmi.

— Ja pierdolę, ale wał! Wiem, że to nie moja sprawa, dorośli jesteście… ale zabezpieczyliście się?

— Emi, nie pamiętam nic! Ale biorę hormony, więc ciążę wykluczam. Przepraszam, to nie tak miało wyglądać. Pojadę do siebie, muszę spakować się na wyjazd, a ty do pracy się zbieraj — Monika powoli wstała z fotela i poszła po walizkę — zamówisz mi taksówkę?

— Jasne, ale może niech Daniel cię odwiezie co? Chyba powinniście pogadać.

— Nie mam zamiaru. I tak nic nie pamiętam.

— A powiesz mi chociaż o co chodziło z Włochem w knajpie?

— Emilka, przepraszam, ale nie dzisiaj. Muszę sobie wszystko poukładać, bo inaczej zwariuję, jeśli ktoś by o mnie pytał, to nie wiesz, gdzie jestem, ani nic. Nawet mojej siostrze nie mów.

Dziewczyny przytuliły się mocno i długo nie wypuszczały się z ramion.

— Uważaj na siebie i napisz jakiegoś eska czy żyjesz, co? — Emi pocałowała Monikę w policzek, a dziewczyna kiwnęła tylko głową.

Wyszła z mieszkania i szybko szła w stronę windy, gdy nagle drzwi jednego z mieszkań się otworzyły i stanął w nich już ubrany Daniel. Chciał coś powiedzieć, ale dziewczyna minęła go bez słowa i weszła do windy, pospiesznie nacisnęła przycisk zamykania drzwi, widząc zbliżającego się chłopaka i odetchnęła z ulgą, kiedy drzwi zamknęły się tuż przed nim. Kiedy wyszła, na ulicy czekała już taksówka, bez oglądania się za siebie wsiadła do auta, a po kilkunastu minutach była już w swoim mieszkaniu. Zamknęła drzwi na klucz i westchnęła, dopiero teraz wyjęła z torebki telefon i podłączyła go pod ładowarkę, miała dziesiątki nieodebranych połączeń od Zuzy i Emi. Zainteresowały ją też połączenia z nieznanego numeru, ale nie miała ochoty ani odwagi oddzwaniać. W skrzynce odbiorczej miała kilkanaście wiadomości od siostry z przeprosinami i z prośbą o kontakt. Na żadną wiadomość nie odpisała, nie chciała z nikim rozmawiać. Spojrzała na zegarek, było po dziewiątej. Spokojnie nalała wodę do wanny i dodała lawendowego płynu do kąpieli. Długo leżała w pachnącej pianie, próbując wypędzić z głowy wspomnienia dzisiejszej nocy. Na samą myśl o namiętnych ustach Włocha przez jej ciało przeszedł dreszcz. Z jednej strony chciała o nim zapomnieć jakby nigdy nie pojawił się w jej życiu, ale z drugiej wciąż wracała myślami do każdej ich rozmowy, każdego spotkania i każdego spojrzenia, których samo wspomnienie rozgrzewało jej żołądek. Zamknęła oczy i od razu widziała jego groźną twarz, ciemne oczy otoczone długimi, czarnymi rzęsami i wygiętymi w idealny łuk brwiami, mocno zarysowaną szczękę zaciskającą się w nerwach i rozbrajające dołeczki w policzkach. Czuła jego ciężki zapach i subtelny dotyk na ciele. Tęskniła za tym, choć wciąż się łudziła, że o nim zapomni. Chwilami miała ochotę złapać telefon i zadzwonić, że chce go tu i teraz, i że nic innego się nie liczy. Domyślała się jednak, że jego zainteresowanie szybko się skończy, pewnie po pierwszym razie i dlatego nadal broniła się przed sobą. Nagle poczuła przenikliwy chłód, jakby ktoś zrobił przeciąg, otworzyła oczy i rozejrzała się po łazience, po chwili zauważyła, że trzęsie się z zimna, a woda w wannie kompletnie wystygła.

— Cholera zasnęłam — warknęła i wyszła z wanny.

Szybko się wytarła i ubrała gruby szlafrok. Mimo tego, że dzień był bardzo ciepły odczuwała przenikliwy chłód, zrobiła sobie gorącą czekoladę i rozsiadła się w fotelu. W mieszkaniu panowała martwa cisza przerywana co jakiś czas wibracją w telefonie. Monika niechętnie odblokowała ekran, kolejna wiadomość od Zuzy, Siostra daj znać, że żyjesz, chłopaki tu szaleją, a ja nie wiem, co mam robić. Nie mam dokąd pójść. Diego mówi, że mogę tu zostać ile chcę, ale patrzy na mnie jakby mnie winił o wszystko. Myślałam, że cię przywiozą z klubu dziś w nocy, ale wrócili wściekli i nic nie chcą powiedzieć. Kocham cię.

Monika bez emocji przeczytała wiadomość i odłożyła telefon z powrotem na szafkę. Postanowiła, że odpisze przed startem samolotu. Dopiła czekoladę i poszła się spakować. Wzięła kilka par krótkich spodenek i topów, dwa stroje kąpielowe, kilka zwiewnych sukienek, dołożyła sandałki na szpilce i płaskie, japonki i trampki, z łazienki zabrała kosmetyki do pielęgnacji i z filtrem. Do tego laptop i książka. Samolot miała o osiemnastej, miała jeszcze godzinę do wyjścia, więc spokojnie rozejrzała się po mieszkaniu, gdzieś w środku nie chciała jechać, wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała spotkać się ze Stefano, ale wolałaby zrobić to w miejscu publicznym i jak już ochłonie. Postanowiła sama się z nim skontaktować po powrocie z wakacji i raz na zawsze zakończyć ich znajomość. Z tą myślą wyszła z mieszkania i pojechała na lotnisko.


Stefano siedział w swoim gabinecie w willi za miastem i wpatrywał się w parę czerwonych szpilek stojących na komodzie pod ścianą. Był zmęczony i niewyspany, wciąż czekał na jakąkolwiek wiadomość o Monice. Sam nie wiedział co czuje, ale wiedział, że już dawno żadna kobieta tak na niego nie działała, zastanawiał się tylko czy to ona sama tak na niego wpływa, czy to, że nie pozwala mu się do siebie zbliżyć. Podniósł szklankę z whisky do ust i wziął duży łyk, czuł przyjemne szczypanie w gardle i ciepło w żołądku. Głośne pukanie rozległo się w pokoju, a zanim zdążył się odezwać, duże drewniane drzwi się otworzyły. Stefano głośno wypuścił powietrze zły, że ktoś mu przeszkadza we wspomnieniach.

— Co jest Diego? — warknął i wziął kolejny łyk.

— Szukałeś mnie podobno.

— Siadaj, dwie sprawy. Zuza i Piotr.

— Chyba Zuza i Sławek — Diego patrzył na nieobecny wzrok brata.

— Piotr! Pan ex-małżonek, dowiedz się co to za jeden, gdzie mieszka, gdzie pracuje, z kim sypia, wszystko, co się da. I załatw sprawę Zuzy.

— Czyli co dokładnie?

— Rozwód. Zakaz zbliżania, czy co tam jest potrzebne, żeby mogła spokojnie żyć. Zadzwoń do prawnika niech się tym zajmie i to natychmiast. A jak się nie da to weź gnoja w chuj zastrzel i po sprawie.

— Oj stary, co się z tobą stało przez tę laskę… podzwoniłem tu i tam. Monika zatrzymała się w hotelu… nazywa się… — zawiesił głos, przypominając sobie nazwę.

— Nieważne! Gdzie ten hotel? Jedziemy! — krzyknął i wstał z fotela.

— Spokojnie, daj skończyć. W nocy z niedzieli na poniedziałek zameldowała się na trzy dni, ale w poniedziałek po południu się wymeldowała i nie wiem jeszcze co dalej.

— A ty coś wiesz w ogóle?

— Wiem kurwa! Wyobraź sobie, że w piątek masz szczyt w Ankarze, więc przestań myśleć o Monice i zacznij o robocie.

— Pierdolę jeszcze to… nie mogę przestać o niej myśleć rozumiesz? W niej jest coś takiego… kurwa, po prostu nie mogę! Czuję jej zapach jakby przed chwilą stąd wyszła…

— A jednak cię dopadło. Stary skup się! Teraz praca, bo jak coś nie wyjdzie, to przepadamy, kobieta później. Wiem, że to trudne, ale znajdziemy ją! A teraz skup się na tym spotkaniu — Diego popatrzył z litością na brata i poszedł w stronę drzwi.

— Diego! — chłopak odwrócił się i czuł, że nie jest dobrze — daj mi tu dziwkę…

Stał chwilę z opuszczoną głową i wzrokiem wbitym w podłogę.

— To nie jest dobry pomysł — mruknął — będziesz żałował, i to długo.

— Muszę na chwilę o niej zapomnieć.

— Brat, serio to ci nie pomoże, uwierz mi, będzie jeszcze gorzej — głos chłopaka był wybitnie poważny i smutny — upij się, przyćpaj, ale nie pieprz innej.

— Daj… — szepnął i wypił całą szklankę alkoholu.


Monika po odprawie i oczekiwaniu na swój lot usiadła w końcu na swoim miejscu. Wyciągnęła z torebki telefon i postanowiła napisać do siostry, Zuza żyję i nic mi nie jest. Wyjeżdżam na trochę i nie pytaj dokąd. Chłopakom powiedz, że odezwę się, jak wrócę. Nie dzwoń do mnie, będę się sama odzywać. Całuję. Zanim wyłączyła telefon dostała sms od Emilii, nie chciała czytać, ale jednak odebrała, Monia rozmawiałam z tym debilem. Ta wasza wspólna noc to ściema. Spałaś sama, a on na podłodze, dopiero rano wsunął ci się do łóżka. Nie sądził, że nic nie będziesz pamiętać i uwierzysz w to, co gadał. Podobno złapał cię przy windzie, żeby ci to wyjaśnić, ale mu uciekłaś, pytał o twój numer, ale mu nie dałam. Chce się z tobą spotkać po powrocie. Miłej podróży. Pa.

Monika siedziała z telefonem w ręce i śmiała się do siebie, po chwili odpisała, Spotkam się z nim tylko po to, żeby go zabić.

— Przepraszam, siedzi pani na moim miejscu — niski, męski głos rozległ się nad głową Moniki.

Dziewczyna spojrzała w górę, stał nad nią dobrze zbudowany, około trzydziestoletni facet, miał duże niebieskie oczy i głowę ogoloną na łyso. Uśmiechnął się, widząc jej zaskoczenie.

— Słucham?

— To moje miejsce.

— A tak, przepraszam — mruknęła i w pośpiechu odpięła pas bezpieczeństwa.

Mężczyzna zerkał z góry na jej dekolt i pokręcił z zadowoleniem głową, a kiedy usiadł obok niej dostrzegł, że jest coraz bardziej zdenerwowana, widział jak co chwilę zaciska pięści i wyciera dłonie o spodnie.

— Przepraszam, dobrze się pani czuje?

— Nie! — warknęła, a po chwili spojrzała na niego nieco łagodniej — boję się latać przy oknie.

— Oj, no to trzeba było od razu mówić, możemy się przesiąść.

Monika szybko się odpięła i podniosła z siedzenia. Kiedy się mijali między siedzeniami poczuła jak jej pośladki ocierają się krocze mężczyzny.

— Przepraszam, nie chciałem… — mruknął.

Monika widziała rumieniec wstydu na jego policzku, ale bez słowa usiadła na swoim miejscu.

— Dominik — wyciągnął do niej rękę — ale znajomi mówią do mnie Dom.

— Dom?

— Noo, jak Dom Toretto z Szybkich i wściekłych — przewrócił oczami.

— Aaa ha, ha! No faktycznie nawet podobny jesteś do Diesela. Serio! Monika — dziewczyna uścisnęła mu rękę.

— Dokąd lecisz? — Dominik spojrzał na zaskoczoną dziewczynę — nie no wiem, że do Turcji, ale zostajesz w stolicy czy gdzieś dalej?

— Stolica.

— Zasłużony urlop?

— Raczej ucieczka od życia… — mruknęła i przestała się odzywać, bo usłyszała dźwięk uruchamianych silników.

Nie lubiła latać, a już najgorzej znosiła start i lądowanie. Podczas kołowania zamknęła oczy i szybko oddychała, próbując się, choć trochę uspokoić.

— Boisz się startu? — Dom z uśmiechem przyglądał się Monice, a gdy samolot zaczął przyspieszać poczuł jej dłoń na swojej ręce.

Zaciskała palce na ręce faceta, wierząc, że jej to pomoże, nagle poczuła chłodny, mentolowy oddech, a po sekundzie ciepłe usta na swoich wargach. Chłopak nieruchomo trzymał swoje wargi przyciśnięte do dziewczyny i czekał, aż samolot wzbije się w powietrze. Była zaskoczona swoją reakcją, a w zasadzie jej brakiem. Dopiero kiedy chłopak się od niej oderwał otworzyła szeroko oczy.

— Zwariowałeś? Co to miało być?

— Ale pomogło?

Monika otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale nie za bardzo wiedziała co, spojrzała przez okienko, że są w powietrzu, a nawet tego nie zauważyła.

— Nie gniewaj się, ale ja chemii nie poczułem, a ty? — spytał spokojnie.

— Też nie.

— No to raczej się w sobie nie zakochamy — roześmiał się głośno, spoglądając na wciąż zszokowana dziewczynę.

Po chwili Monika śmiała się razem z nim i cały lot rozmawiali o wszystkim i o niczym jakby znali się od zawsze.


Stefano wypił kolejną szklankę bursztynowego alkoholu, kiedy do jego gabinetu weszła niewysoka brunetka. Włosy miała związane w wysoki kucyk, a na twarzy mocny makijaż, ubrana była w krótką, czarną sukienkę na ramiączkach i z dużym dekoltem, nie miała biustonosza przez co mocno odznaczały się jej sutki.

Mężczyzna odetchnął głęboko, czując obrzydzenie do samego siebie za to, co za chwilę zrobi.

Dziewczyna wolnym krokiem, kołysząc biodrami podeszła do biurka i oparła się dłońmi o blat, ściskając ramionami biust i wypinając go przed twarz mężczyzny.

Stefano mierzył dziewczynę wzrokiem, ale niczego nie czuł, żadnego podniecenia, ani emocji, kątem oka wciąż spoglądał na czerwone szpilki Moniki, jego myśli wciąż krążyły wokół ich ostatniego spotkania, czuł w ustach jej alkoholowy smak połączony ze słodyczą pomadki. Poczuł drgnięcie w spodniach i przyjemy dreszcz. Nawet nie zauważył jak dziewczyna stanęła między nim a biurkiem, opierając się pośladkami o blat. Jednym ruchem chwyciła poręcze fotela Stefano i przyciągnęła go do siebie rozszerzając nogi i przesiadając się okrakiem na biodra mężczyzny. Nie reagował gdy dziewczyna rozpinała powoli guziki jego szarej koszuli, dotykając palcami twardej, umięśnionej klatki piersiowej. Przesuwała drobnymi dłońmi po jego oliwkowej, gładkiej skórze ramion, aż do karku, przybliżyła twarz do pachnącej szyi mężczyzny i namiętnie lizała tętniącą skórę. Jej miękkie usta powoli przesuwały się na obojczyki, nie pomijając żadnego fragmentu jego boskiego ciała, wnętrzem dłoni masowała wytatuowane piersi, drażniąc jednocześnie ciemne, twarde sutki.

Stefano czuł, jak dziewczyna powoli przenosi pieszczoty z jego klatki piersiowej na brzuch, a po chwili już klęczała między jego nogami i patrząc mu prosto w oczy rozpinała szybko klamrę paska. Kiedy wyciągnęła z bokserek okazałego penisa Stefano odchylił głowę do tyłu, próbował się odprężyć i nie myśleć o niczym innym jak o swojej własnej przyjemności…

Rozdział 14

Stefano siedział w swoim fotelu i spoglądał na dziewczynę klęczącą u jego stóp. Wciąż buzowały nim sprzeczne emocje, nie umiał przestać myśleć o tej krótkiej chwili spędzonej w ramionach Moniki, o jej ustach i błyszczących oczach. Z marzeń wyrwało go pocieranie dłonią po jego męskości. Kiedy dziewczyna chciała wziąć go do ust coś nim targnęło, szybko wstał z fotela i podniósł dziewczynę, chwilę na nią patrzył i w duszy nienawidził samego siebie, chwycił za tył jej głowy i wpił się w jej miękkie usta zmuszając się do namiętnego pocałunku. Błądził dłońmi po jej smukłym ciele, zatrzymując się na sporych piersiach i gniotąc je z całej siły. Dziewczyna głośno jęczała, odwzajemniając pocałunek. Stefano szybko odwrócił ją do siebie plecami i oparł o blat biurka, wypinając jej pośladki i podciągając sukienkę. Ręką sięgnął do szuflady i szybko nałożył wyciągniętą z niej prezerwatywę. Odsunął koronkowe stringi dziewczyny, odsłaniając jej mokre wejście. Chwilę się wahał, zanim zmusił się do kolejnego ruchu. Wciąż miał przed oczami podniecone oczy Moniki i jej drżące od pocałunków usta. Zamknął ze złością oczy i zacisnął szczęki, chwycił członka w rękę i nakierował między nogi wypiętej prostytutki. Kiedy tylko główka jego penisa dotknęła dziewczyny, poczuł dziwne ukłucie w żołądku. Spojrzał z góry na czekającą i chętną dziwkę, która kusząco kołysała biodrami i odsunął się od niej. Szybko ubrał spodnie i sięgnął po portfel, rzucił sporą gotówkę na biurko i bez słowa poszedł w kierunku barku.


Po czterogodzinnym locie samolot usiadł bezpiecznie na płycie lotniska w Ankarze. Tym razem obyło się bez wsparcia Dominika. Stali oboje wewnątrz budynku i nie przestając rozmawiać, czekali na swoje bagaże. Po niecałej godzinie wyszli przed budynek, gdzie uderzyła ich fala ciepłego powietrza. Monika spojrzała w ciemne, czyste niebo. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, a w duszy spokój. Chłopak przyglądał jej się chwilę z uśmiechem.

— To co mała? Miłego wypoczynku — powiedział prosto do jej ucha, pochylając się nad jej ramieniem.

— I wzajemnie — uśmiechnęła się — kto mnie będzie zagadywał w drodze powrotnej?

— Oj, znajdziesz sobie kogoś na zastępstwo — zrobił poważną minę i objął dziewczynę, wtulając ją mocno w swój tors.

Monika odwzajemniła uścisk, było jej trochę szkoda, że się rozchodzą, bo dobrze im się gadało. Chciała coś powiedzieć, ale Dom odsunął ją od siebie i odwrócił w stronę podjeżdżającej taksówki.

— Pani pierwsza — mruknął i popchnął ją lekko w stronę auta.

Monika podeszła do samochodu, z którego od razu wysiadł kierowca i podszedł do bagażnika.

Dziewczyna odwróciła się do stojącego niedaleko chłopaka.

— Dom! — spojrzał w jej jasne, zmrużone oczy — miło mi było, dzięki — uśmiechnęła się i wsiadła do taksówki.

— A jak mi… — westchnął.

Drogę do hotelu pokonała w ciągu kilkunastu minut, był już późny wieczór, a mimo to ulice pełne były ludzi. Zatrzymali się przed jasno oświetlonym hotelem, dziewczyna z zadowoleniem pokręciła głową i odebrała walizkę od taksówkarza. Kiedy weszła do holu uderzył ją przepych i luksus bijący po oczach. Jasne kanapy i fotele dobrze komponowały się z biało złotymi podłogami i ścianami. Dziewczyna podeszła do recepcji, podając od razu wszystkie niezbędne do meldunku dokumenty. Dziewczyna za ladą powitała ją miłym uśmiecham, a po zajrzeniu w dokumenty uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

— Witamy w Marriott Hotel!

Monika z niedowierzaniem otworzyła szeroko oczy.

— Mówi pani po polsku?

— Jestem Polką, ale mieszkam tu już kilka lat z mężem.

— O, to miło.

— Życzę udanego pobytu.

Dziewczyna podała Monice dokumenty i kartę do drzwi apartamentu oraz poinstruowała ją krótko jak tam trafić.

Apartament Moniki składał się z sypialni z dużym łóżkiem i garderobą, salonu z trzyosobową kanapą, dwoma fotelami i stolikiem kawowym oraz wiszącym na ścianie telewizorem i pokojem do pracy biurowej. W łazience był duży prysznic ze szklaną, okrągłą kabiną i wanna, a na przeciwległej ścianie stała toaleta i dwie wiszące umywalki.

Monika rzuciła się tak, jak stała na wielkie łóżko i zatopiła ciało w miękką pościel, zaciągając się jej świeżym zapachem, nie wstając zdjęła z siebie ubrania i zostając w samej bieliźnie usnęła.


Diego bez pukania wszedł do gabinetu brata i od razu skierował się do jego biurka, otwierając w pośpiechu kolejne szuflady.

— Pozwolił ci ktoś grzebać? — groźny głos zabrzmiał z przeciwnej strony pokoju.

— Kurwa, brat! Co mnie straszysz? Myślałem, że już śpisz.

— Nie odpowiedziałeś! — Stefano siedział na kanapie pod ścianą ze szklanką alkoholu, widać było, że jest już mocno pod wpływem.

— Potrzebuję faktury za ostatni kwartał, bo coś mi się w rozliczeniu nie zgadza.

— Ostatnia szuflada — odburknął i podniósł szklankę do ust.

Diego z litością patrzył na brata, w końcu usiadł na fotelu naprzeciwko niego.

— Mówiłem, że po dziwce będzie ci gorzej — westchnął — Co, czujesz jakbyś ją zdradził nie?

— Nie przeleciałem tej dziewczyny, nie mogłem…

— Jak to nie? Wyszła stąd zadowolona z plikiem kasy!

— Bo jej zapłaciłem, ale nie zerżnąłem, próbowałem, ale… — zawiesił głos i wypił resztę alkoholu ze szklanki.

— Zakochałeś się brat — Diego klepnął go w ramię.

— To nie miłość.

— Nie no skąd… Ciągle o niej myślisz, nie jesz, nie śpisz, nie pracujesz, tylko tęsknisz. Ale oczywiście to nie są oznaki zakochania.

— Tylko jedną kochałem i nie pokocham żadnej innej, więc nie mówmy o tym nigdy więcej. Nie chcę z nią żadnego kontaktu, to koniec. Pozbądź się Zuzy z apartamentu, nie chcę mieć w pobliżu nikogo i niczego co by mi ją przypominało.

— To co ja mam ją teraz na ulicę wywalić jak wczoraj powiedziałem, że może mieszkać.

— Niech coś wynajmie.

— Nie stać jej. Przez to wszystko z roboty ją wywalili.

— Kurwa! — ryknął i poczochrał włosy — to znajdź jej pracę!

— Stary, po co ci to? Nie możesz…

— Nie! Nie mogę! — przerwał mu i wstał do barku — jeśli nie zduszę tego na początku… to się wykończę brat. Jutro lecimy do Ankary, zadzwoń na lotnisko niech się szykują.

Diego podniósł się z fotela i spojrzał na upijającego się brata, chwilę postał i zniknął za drzwiami gabinetu.


Ciepłe słońce wpadające przez okno sypialni delikatnie muskało twarz Moniki. Dziewczyna powoli przeciągnęła się na łóżku i podniosła leżący na szafce nocnej telefon. Była dziewiąta rano, na ekranie wyświetliła jej się wiadomość od siostry, pisała, że straciła pracę, i że boi się, gdzie będzie mieszkać. Monika żałowała, że nie zostawiła jej kluczy od swojego mieszkania, miała nadzieję, że jakoś poradzi sobie bez niej, i że przynajmniej Diego nie wyrzuci jej na bruk. Poleżała jeszcze chwilę w łóżku, patrząc w sufit i obiecując sobie, że przez kolejne dni nie będzie wracać myślami do Polski. Szybkim krokiem wskoczyła pod prysznic, a później ubrała się w białą, lekką sukienkę i japonki, na rzęsy nałożyła czarny tusz, a na usta różowy błyszczyk, włosy związała w luźnego koka i zeszła na śniadanie do hotelowej restauracji. Dzień był upalny, dlatego zdecydowała się zrezygnować ze śniadania na ciepło. Zamówiła lekką sałatkę z rukolą oraz grapefruitem i mrożoną kawę. Oparła się wygodnie i wpatrywała w ludzi za oknem, tłumy spacerowały w słońcu, a ona czuła spokój, mogłaby tak siedzieć, aż do wieczora, w końcu pomyślała, że pójdzie pozwiedzać, wstała od stolika i zanim podniosła wzrok zderzyła się ze szklanką ciemnoczerwonego soku, który pięknie ozdobił jej białą sukienkę.

— Oh, excuse me! — zawołała odruchowo i podniosła oczy na niebieskookiego mężczyznę.

— Chyba jesteśmy sobie przeznaczeni — chłopak uśmiechnął się szeroko i widząc plamę na jej sukience potarł dłonią po łysej głowie.

— Dominik? Co tu robisz?

— Pewnie to samo, co ty — pochylił się i pocałował dziewczynę w policzek — może, skoro już się spotkaliśmy, to pójdziemy gdzieś razem.

— Tak, jasne. Tylko najpierw się przebiorę.

— Leć, a później cię porywam na długi spacer.

Monika szybko znalazła się w swoim pokoju, wyciągnęła dżinsowe szorty i luźny T-shirt opadający na jedno ramię, a do tego białe trampki z koronką na wierzchu. Spryskała ciało orzeźwiającą, cytrusową mgiełką i nałożyła okulary przeciwsłoneczne. Zadowolona z siebie zjechała windą do holu, w którym czekał już na nią Dominik z dwiema butelkami zielonego smoothie. Zobaczył ją z daleka i szeroko się uśmiechnął, dziewczyna podeszła do niego i chwyciła jedną butelkę.

— To co idziemy? — spytała widząc, że Dom nie rusza się z miejsca.

— Tak jasne, sorki zagapiłem się.

Monika rozejrzała się po holu pełnym ludzi.

— Na co? — spytała marszcząc brwi.

— A… tak jakoś — mrugnął okiem i podał dziewczynie ramię — służę pani.

Monika z uśmiechem położyła dłoń na ramieniu Dominika i zniknęli za szklanymi obrotowymi drzwiami.

Spędzili ze sobą cały dzień, chodząc bez celu po mieście i co jakiś czas, zatrzymując się na kawę lub coś słodkiego. Spacerując kupili trochę lokalnych przekąsek, a po południu rozsiedli się na trawie w dużym parku pełnym drzew. Około siedemnastej oboje stwierdzili, że pora zjeść coś większego i poszli do małej knajpki, którą mieli po drodze do hotelu. Usiedli przy stoliku stojącym na zewnątrz i po kilkunastu minutach dostali swoje zamówienie. Monika rozkoszowała się smakiem lokalnej kuchni i rozglądała się wokoło, nagle jej wzrok zatrzymał się po drugiej stronie ulicy. Zwróciła uwagę na wysokiego mężczyznę ubranego w czarne spodnie i czarną koszulę z lekko podwiniętymi rękawami, na oczach miał czarne okulary, wyszedł z jakiegoś lokalu i rozglądając się na boki podszedł do zaparkowanego obok czarnego Range Rovera, a po chwili odjechał.

— Halo, mówi się! — zobaczyła przed twarzą rękę Dominika.

— Sorry.

— Stało się coś? — spytał wyraźnie zmartwiony.

— Nie tylko… zdawało mi się, że widziałam kogoś znajomego…, ale to chyba niemożliwe. Wracamy?

Dominik kiwnął głową i wstał z krzesła. Całą drogę powrotną dziewczyna milczała co było dziwne, bo do tej pory bez przerwy o czymś rozmawiali.

— Na pewno wszystko ok?

— Tak.

— Ukochany?

— Co? — spytała jak nieprzytomna.

— Ten znajomy. Przed nim uciekłaś? Musiał nieźle narozrabiać.

— Nie o to chodzi.

— Jasne — mruknął i objął ją ramieniem.

— Serio. Wplątałam się przez przypadek w taką dziwną sytuację i musiałam zniknąć, aż wszystko się uspokoi.

— Nie musisz się tłumaczyć.

— Wiem, ale jak powiedziałam, to trochę mi ulżyło.

— To co, impreza?

— Oj, chyba nie dziś. Padam, ale jutro chętnie.

— Trzymam za słowo.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 66.16