Głos kobiet
Ta książka jest dla kobiet, które
w końcu chcą mówić na głos.
Dla kobiet, które już nie chcą milczeć,
bo wiem, że Wy również potrzebujecie
mnie, tak jak kiedyś ja potrzebowałam
kogoś, kto poda mi pomocną dłoń
albo szarpnie za włosy, kiedy
będę się zatracać.
Nie ważne, czy masz włosy proste,
kręcone, czy naturalne (albo nie) — ta
książka jest dla Ciebie. By jeszcze
lepiej czuć, smakować, iść przez życie
na własnych warunkach.
Upadać i się podnosić — tak wygląda
życie. Nie jest owiane lukrem. Czasem
rzucamy słowami, jakbyśmy gadały z
przyjaciółką pod blokiem, z kawą w
jednej ręce i światem do ogarnięcia w
drugiej. Życie nie pachnie różami. Ma
gorzki, a czasem słony smak. Zapach
kiszonej kapusty i niedzielnego
schabowego.
Ale wiesz co? Najlepiej smakuje w
dobrym towarzystwie. Startujemy?
Bez maski
Hej, tu Agnieszka Grzegórzek.
Kiedyś byłam cicha. Za bardzo.
Bałam się, że jak powiem za dużo,
to komuś się to nie spodoba.
Że jak będę sobą, to ktoś mnie
wyśmieje, odrzuci, nazwie
„za głośną”.
Dziś? Już się nie boję.
Bo mam dość.
Dość udawania, że wszystko jest
okej, kiedy nie jest.
Dość filtrów, masek i sztucznych
uśmiechów.
Dość ludzi, którzy uciszają innych, bo
prawda ich parzy.
Nie chcę już szeptać.
Chcę mówić głośno, prawdziwie,
bez cenzury.
Chcę rozmawiać o tym, co boli, co
wkurza, co budzi.
Bo tylko wtedy coś się zmienia.
Życie to nie perfekcyjna rolka na
Insta — to pot, łzy, śmiech, chaos i
serce.
To prawda. A prawda bywa
niewygodna, brudna, surowa —
ale jest prawdziwa.
Jestem sobą.
Nie idealną, nie grzeczną, ale
autentyczną.
A jeśli ktoś mówi o mnie
inaczej — to znaczy, że mój głos
już dotarł tam, gdzie
miał dotrzeć.
Więc rozsiądź się.
Nie będzie cicho.
Bo jestem za głośna, żeby milczeć.
Neon
Prowadzisz konto na Tik-Toku.
Uśmiechasz się, wywijasz na boki
hula-hopem… i nagle dostajesz
komentarz: „Serio? Teraz takie
filmy będziemy oglądać na kiblu?”
Myślisz: „Co jest?!” Robisz z siebie
pajaca na oczach innych. Zarażasz
energią. Jesteś roztrzepana, czasem
śmieszna w tym zakręceniu. A tu
wchodzi typ — oczywiście ze zdjęciem
bez twarzy — tylko po to, żeby napisać
coś w stylu: „Ejj, ta panna jest
dziwna.”
Ten sam Pan Wiesio, który
codziennie rano przechodzi przez
osiedle i kłania się nisko. Ten, co
siedzi w pierwszej ławce w kościele,
zawsze w wyprasowanej koszuli,
pachnący wodą kolońską sprzed
10 lat… A w internecie? Maczo.
Znawca. Fan z brzydkim chara
— kterem. Krytykuje, ocenia, poucza.
A sam? No cóż — ma 20 kg zapasu
„na potem”.
I co teraz? Trzeba coś napisać!
Bo kręcisz o 6 rano, kiedy inni śnią o
nowych paznokciach. O tym, żeby
zasięgi przebiły filmik koleżanki spod
dwójki.
Pan Wiesio, lat 55. Osiedlowy patrol.
Znany z tego, że wiecznie chodzi ze
skwaszoną miną. Nie wierzy w
marzenia. Jak tylko widzi uśmiech u
innych — od razu się odpala, żeby
zgasić tę iskrę.
Popatrz, co się dzieje z człowiekiem,
kiedy nie ma planu na siebie. To jak
drzewo bez korzeni. Smutny
człowiek, który za każde
niepowodzenie obwinia innych, bo
przecież on jest perfekcyjny w swojej
wyobraźni, tylko szkoda że lubi
rzucać słowami, i oceniać.
A Ty? Kręcisz tym śmiesznym
kółkiem, bo to jesteś Ty. Nieidealna,
ale szczęśliwa. Z worami pod oczami,
wymiętoloną bluzką, w spodenkach,
z których wyleciał sznurek (ale nie
umiesz go z powrotem wciągnąć).
Nie jesteś Klaudią z Instagrama,
która ma zajebistą figurę. Nie dlatego,
że taka się urodziła, mimo że innym
wmawia, że to geny. A geny? Hmm…
Geny to doktor Robert. Po wakacjach
w Turcji wróciła z nową talią osy
i białymi zębami jak z reklamy. I spoko,
nie krytykuję tego. Ale po co mówić, że
to „natura”, skoro za 16k zrobiła zęby?
Wracając do Ciebie — fajna jesteś.
Masz samodyscyplinę. Twoja talia
pokazuje, że naprawdę robisz coś
wspaniałego.
Nie po to, żeby komuś coś udowodnić,
ale dla siebie. Bo możesz. Bo chcesz.
Bo kochasz endorfiny. I wiesz, co
jest najlepsze? Że mimo iż zazdrośnicy
czekają, jak się potkniesz — Ty nie
masz kija w tyłku. A wiesz czemu?
Bo Twoja energia świeci jak neon
w nocy. Widać ją z daleka.
Jak napis w Biedrze: PROMOCJA 2+1.
Zatrzymujesz się na chwilę. Patrzysz
na hula-hop: „O kurde, ale go
zajechałam!” Popękana gąbka, ale
co z tego — nadal daje radę.
A wiesz, o czym to świadczy? Że nie
leży zakurzony za szafą. On pracuje
na kilka zmian. Żebyś miała talię osy.
Zgrabny tyłeczek. A boczki? By
stały się przeszłością. Jednak kupno
tego koła to był świetny pomysł.
Zadanie na dziś:
Podejdź do lustra. Do tego, które
najbardziej lubisz. Nie do tego w
łazience, gdzie rano malujesz kreski
i marudzisz na cienie pod oczami.
Idź do miejsca, w którym zobaczysz
całą sylwetkę.
Zrób zdjęcia z różnych kątów.
Popatrz, jaka jesteś piękna. Zrobiłaś
to, bo możesz. Bo chciałaś.
Nie dlatego, że Kryśka krzywo patrzyła,
gdy „bebzol” wystawał Ci z biodrówek.
Ale dlatego, że wiesz, czego chcesz.
I na tym się skup — na sobie i swoich
celach.
A teraz posłuchaj:
Jestem z Ciebie dumna.
„Kiedy marzysz świat staje się piękniejszy”
Autentyczna
Wyszłaś do sklepu niby tylko po
mleko, bo przecież nikt Cię nie namówi
do wypicia czarnej kawy. Na sam
widok dostajesz mdłości.
Wychodzisz z domu i nagle STOP!
„O matko, nie założyłam spodni!”
Na szczęście o tej porze nikt z
sąsiadów się nie kręci. Zdążyłaś zrobić
krok w tył bez wtopy w samych
slipach. Tych babcinych, ale za to
jakich wygodnych — jak miękka
kanapa, której nie chcesz opuszczać.
I nagle myślisz:
„Ciekawe, co by powiedziała pani
Stasia, która codziennie wysiaduje w
oknie i czyha z lornetką na jakieś
wydarzenie warte uwagi. Bo
rozwiązywanie krzyżówek, czytanie
Pani Domu i oglądanie Mody na
Sukces już ją znudziło.”
Już widzę jej spojrzenie na
„grzesznicę”, która dumnie
przechadza się po okolicy. Taaa…
Jeszcze by powiedziała, że specjalnie
to zrobiłam, żeby ją zgorszyć.
Taaak, bo ona niby taka święta.
A wczoraj widziałam, jak wychodził
nocą od niej Kaziu spod piątki. Czule
się żegnali na klatce schodowej.
Szkoda tylko, że przy włączonym
świetle — jakby chcieli, żeby cały blok
dostał darmowy spektakl.
Wiesz co? Znałam kiedyś taką panią,
która interesowała się innymi.
Nie dlatego, że nie miała co robić,
tylko po to, by udowodnić, że ona tu
jest i patrzy.
A komentarze ludzi? „Raz, dwa,
trzy — baba jaga patrzy.”
Tak o niej mówiono, bo chowała się
za prześwitującą firanką, mimo że
miała zapalone światło. Każdy, kto
szedł ulicą, widział ją jak aktorkę na
scenie. A ona myślała, że siedzi w
ukryciu.
Wyglądała jak ta laska z memów, co
próbuje się schować za wąskim
drzewem.
Najlepsze było to, że jak ktoś szedł i
mówił jej „dzień dobry”, ona od razu
się prostowała — jakby złapana na
gorącym uczynku.
Trochę zabawne. Trochę nie z tej
ziemi. Ale kto powiedział, że życie
musi być normalne? Nie. Nie musi.
Może… Ale po co?
Wracając do mleka.
Założyłaś dresy — te ulubione. Do
tego trampki i kok luźno upięty. Nie
wyglądasz, jakbyś szła na galę mody.
Raczej jakbyś miała dzień w stylu:
„Nie podchodzić, bo ugryzę”.
Idziesz, niby po mleko, ale od
niechcenia. Bo kto o poranku bez kawy
ma energię?
Na pewno nie ja. Tak, jestem
kawoszką. Ale piję gorzką kawę z
mlekiem. To chyba nie tak źle,
co myślisz?
Dobra, gadu-gadu, a Ty idziesz dalej.
Już widzisz mleko w zasięgu.
Ale nagle zaczyna się wewnętrzna
walka...
Przed Tobą lada z plackami. A Ty
jesteś łasuchem — serce bije szybciej,
jakby zobaczyło pierwszą miłość.
Dobrym plackom nie odmówisz.
I się zaczyna: „O matko, świeże
kremówki! O, wuzetka! Napoleon?
Taki tani… chyba jednak kupię
reklamówkę.”
Nie musisz nic więcej mówić —
wszystko jasne. Kobiece dni na
horyzoncie.
Ale wiesz co?
Czemu miałabyś dziś sobie
odmówić? Bo co?
Raz w miesiącu są dni, kiedy toczy
się walka. Hormony szaleją jak dzikie
konie. Słowa po łacinie latają w
powietrzu. A Ty siedzisz na ziemi i
wyjesz tak po prostu, bo…
Bo masz okres.
Laska, nie jesteś sama. Ostatnio dwa
dni przed okresem kupiłam dwie
kremówki i kilka pączków. Mimo
że jestem na diecie, stwierdziłam:
„Pieprzyć to! Będę zdychać trzy dni
na Nospie, to czemu nie mogę
chociaż słodyczy zjeść?”
Mogę. Bo to mój wybór, moje ciało,
moje zasady.
Takie proste wybory, a jakie znaczące.
Bo życie na tym polega — żebyś
upadała i się podnosiła. Żebyś była na
diecie, a potem jadła kremówki,
napoleony i wuzetki. Z uśmiechem
na twarzy. W poplamionej bluzce. Z
satysfakcją, że to zrobiłaś. Bo chciałaś.
Bo możesz.
Zadanie na dziś:
Weź kartkę i napisz do siebie list.
Taki z datą. Napisz, co robisz na co
dzień, a co chciałabyś zmienić w swojej
codzienności.
Ale błagam — bez wytykania błędów.
Dziś ma być miło, opiekuńczo i czule.
Jakbyś pisała list do swojego crusha z
dzieciństwa.
U mnie to był Tom z Tokio Hotel.
A u Ciebie?
„Świat się nie zawali po kremówce. Sprawdzone!”
Wyścig szczurów
Rano budzisz się z dobrym humorem.
Jeszcze przeciągasz się w łóżku, a tu
nagle słyszysz powiadomienia.
„Cześć, co tam u Ciebie?
Jest 8 godzina, a ja już zdążyłam zrobić
gulasz, druga pralka z ubraniami się
pierze, a mój mąż powiedział, że
jestem idealną żoną…” Myślisz tylko:
„Ja pierdzielę… śmiać się czy płakać?”.
Bo wiesz, że znowu to ta koleżanka
napisała. Ta „najlepsza”, która zawsze
próbuje Ci wbić szpilkę, żebyś
przypadkiem nie miała dobrego dnia.
A ona? Żeby miała satysfakcję.
I już wiesz: „Właśnie taką osobą
nigdy nie będę.
Zadufaną w sobie jędzą, która
siedzi całe dnie na telefonie i wmawia
innym, że u niej zawsze czysto,
codziennie obiad oczywiście
dwudaniowy, placek upieczony i
sałatka zrobiona. A jej mąż codziennie
kupuje jej kwiaty — tak po prostu,
z miłości…”
Ale Ty kiedyś widziałaś tę ich „miłość”.
Nie pili miodu z ust, nie ćwierkali jak
dwa gołąbki. Gdy zadzwoniła do
chłopa i powiedziała: „Za 10 minut
widzę Cię w domu. Bez gadania” —
wszystko stało się jasne.
Ktoś tu ma dobrą wyobraźnię.
Patrz. Jest 8 rano.
Ty dopiero otwierasz oczy. Ziewasz.
Przeciągasz się w oknie. Zaspana
myślisz: „Ale dziś pięknie”.
Dostajesz esemesa od tej jędzy…
Ale co z tego?
Tu masz swój świat. Trzymasz w ręce
kredki, którymi sama pokolorujesz
swoje życie.
W sukience w kolorze różu z
promocji — ale leży na Tobie jak te
idealne jeansy, do których w filmach
wzdychają bohaterki. Albo jak sweter
z komedii romantycznej, w którym
zakochani całują się pod jemiołą.
Nie liczy się to, czy o 8 rano masz
ugotowany obiad.
Bo to żaden wyścig szczurów.
Liczysz się Ty. W tej niedoskonałości.
W rozczochranych włosach. Z kawą na
tarasie. Ciesząca się chwilą, gdy jesteś
sama ze sobą. Ze swoimi myślami.
Bez rywalizacji. Bez spiny.
Nie jesteś idealna, bo nie musisz być
idealna. Jesteś sobą. I to jest piękne
— że nie musisz udawać, żeby komuś
coś udowodnić.
Nie masz już nastu lat, żeby
rywalizować, kto ma lepsze życie
albo kto jest lepszą kucharką.
Ważne, żebyś żyła dla siebie.
O tak — jesteś promykiem we
własnej bajce. Bajce zwanej życiem.
Bo kiedy żyjesz w zgodzie ze sobą,
wszystko staje się inne.
Codzienność zmienia się w magię.
Zwykły poranek na balkonie
— w chwilę wyjątkową.
A najlepsze jest to, że takie „żmije”
pokazują Ci tylko jedno — czym się
nie kierować w życiu.
Zadanie na dziś:
Usiądź w ulubionym miejscu.
Weź kubek do ręki.
Uśmiechnij się.
Jesteś fajna. Zmienisz świat.
„Jesteś piękna bo jesteś sobą”
Życie na pokaz
Chciałabym z Tobą porozmawiać na
ważny temat. Laska, nie stresuj się —
trochę mnie znasz. Wiesz, że lubię
śmieszować, ale zawsze z przekazem.
Dziś pogadamy o toksycznych
znajomościach. Wiem, masz ich kilka
w swoim otoczeniu… Gotowa?
Zapinaj pasy.
Kiedyś, gdy się kogoś nie lubiło,
to się po prostu z nim urywało
kontakt. Tak zwyczajnie, bez
ceregieli. W sumie świetne
rozwiązanie.
A dziś? Masz koleżankę i czujesz
od niej złą energię. Pisze kocopoły,
daje „rady”, choć sama nie jest
idealna. Wysyła Ci zdjęcia typu:
„To ja i mój dziubuś, popatrz jak on
mnie kocha. A Twój też tak robi?”
Czytasz to na kiblu, podczas dwójki, i…
Zero wrażenia. Już się nasłuchałaś,
jakie mają cukierkowe życie. A kiedy
ich widzisz, to tylko kłótnie. Wyzwiska
latają jak refren piosenki „Jesteś
szalona”, tylko w dużo mniej
przyjemnej wersji.
Życie na pokaz. Tfu. Kto to jeszcze
kupuje?
Chyba nawet był taki serial…
Coś mi świta po głowie. A tak, był!
Ale miał zupełnie inny kontent.
I w tym momencie zdajesz sobie
sprawę: „Halo, coś tu nie gra”.
Już wiesz, że to koniec. Koniec tej
znajomości z wampirem
energetycznym. Takim, który wysysa z
Ciebie dobrą energię, cieszy się, gdy
płaczesz, wbija szpilki, bo sam nie ma
marzeń. Nie wierzy w siebie, więc woli
niszczyć kogoś od środka. Najpierw
udaje przyjaciółkę, a potem śmieje się,
gdy upadasz. To się nazywa toksyk.
Wiem, bo miałam z nimi do
czynienia. I wiesz co? W momencie,
gdy postawiłam na siebie,
świat stał się piękny i kolorowy.
Jedyne, co brzęczy mi za uchem,
to muchy. Te duże, mięsiste, które
latem pchają się do domu, siadają
gdzie popadnie. A ja gonię je z łapką.
Bo much nie lubię. Bardzo. Nie wiem
nawet, czy bardziej ich nie cierpię,
czy jednak pająków. (Osoby z
arachnofobią — serdecznie
pozdrawiam i przybijam żółwika).
Ale najważniejsze? Kiedy odetniesz się
od wampirów energetycznych,
odzyskujesz wolność. Przestrzeń.
Już nie jesteś w klatce jak motyl, który
nie może latać.
Jesteś babką z jajami. Wybrałaś
siebie. Swoje „ja”. Swoją wersję
„żonki”.
Bo to nie jest historia o lukrowej żonie,
która co rano piecze placek i chwali się
nim w sieci. To historia kobiety,
która odmieniła swoje życie, gdy
otworzyła oczy.
Zadanie na dziś :
Napij się pysznej kawy albo herbaty.
(Ja jestem team kawa — więc dla
mnie kawa musi być).
A teraz pomyśl: Kogo naprawdę
lubisz ze swojego otoczenia, a kto
sprawia, że na widok SMS-a
serce wali Ci jak młot — i to
nie z radości.
Życie jest za krótkie, żeby otaczać się
ludźmi ze zgniłym sercem. Mówią, że
z kim się zadajesz, takim się stajesz.
A ja myślę, że to proste — ludzie
wokół nas mają wpływ na naszą
energię. Na humor. Na to, czy chce
nam się wyjść do ludzi, czy raczej
schować pod bluzą z kapturem,
gdzie widać tylko oczy za ciemnymi
okularami.
I jak? Ta rozmowa nie bolała?
Bo mi się wydaje, że nie.
A teraz przybij piątkę i lecimy dalej.
„Nie daj się muchom — bądź motylem.”
Otwórz oczy
Dzisiaj napiszę historię, którą zapisało
życie. W sumie ładnie to brzmi, ale czy
na pewno?
Kiedyś miałam przyjaciółkę, którą od
razu nazwałam siostrą. Tak, wiem,
wiem — za szybko się otwieram
przed ludźmi. Jestem człowiekiem,
nie robotem. Upadam i się podnoszę,
jakbym biegała po zamarzniętej
kałuży z rozczochranymi włosami,
rozmazanym makijażem, brudnymi
butami. Niczym Baba Jaga wracająca
do swojej chatki.
Przez 15 lat miałam znajomość z laską,
która udając przyjaciółkę drwiła ze
mnie, wbijała szpileczki, podcinała
skrzydła niczym ogrodnik w amoku.
Często słyszałam: „Boże, jak Ty sobie
dasz radę beze mnie… Poroniłaś?
Nie płacz, wiedziałaś, że tak może
być. Ale wiesz co? Kaśka ma gorzej,
ona cztery razy poroniła, ona to
dopiero ma pecha.” Tak było.
Przysięgam.
A ja — skromna dziewczyna ze
wsi, z masą kompleksów. Każdego
dnia dostawałam „motywujące”
wiadomości, które były jak
topienie się w błocie, latanie, i
spadanie na ziemię. A czasem
spychanie w zaspę.
Po części czułam, że coś jest
nie tak. No bo kto normalny robi
takie coś? Psiapsi? O nie! Raczej
ktoś, kto lubi kontrolować, spychać
innych i krzywdzić. Pod maską
idealnej żony, pani domu czy
kobiety… Po co? Z zazdrości.
Za ładną figurę — bo np. kocham
endorfiny. Kocham wywijanie
tyłeczkiem na boki, skakanie
pajacyków w za luźnych gatkach,
pocenie się na macie, a najbardziej
gonienie po kuchni w poszukiwaniu
telefonu, który… Trzymam w ręce.
Za energię, która zmienia świat.
Bo jestem iskierką, uśmiechem
maluję, kolorując świat.
Kiedyś byłam jak cień. I tak się
czułam — za mało dobra, za mało
idealna. Wszystko robiłam źle.
Oczywiście według niej — znawczyni
od wszystkiego, która całe dnie
przewija rolki na TikToku, ma super
telefon, taki wiesz ..najlepszy, bo ona
zawsze jest naj (tak mówi ) szkoda że
ma bardzo brzydki charakter.
„Widziałaś, jak Anka wygląda?
O matko, masakra! Ale jest chuda.”
A najbardziej lubiłam te
„komplementy” w moją stronę:
„Aga, jak Cię mój mąż zobaczył, to
powiedział, że okropnie wyglądasz.
Jesteś za chuda, a na głowie masz
pięć kolorów, każdy inny. Dałaś
synowi na imię Gabryś? Serio? Mój
chłop to się dziwi, skąd takie imię!”
I wiesz co? Ja to naprawdę znosiłam.
Serio. Jakbym podpisała jakiś cichy
kontrakt z losem: „Masz cierpieć, ale
się uśmiechać”.
Myślałam, że tak właśnie wygląda
przyjaźń. Bo przecież znamy się od
piętnastu lat. Piętnaście! To już
bardziej staż pracy niż relacja. A w
CV nie wpiszesz: „znoszę jej humory
od dekady i pół”. Więc jak miałam
powiedzieć „nie”?
Za długo się znamy, żeby nagle uciec.
Bo jak to wygląda? Przecież przyjaźń
się nie porzuca… Prawda? No właśnie.
Nawet nie brałam pod uwagę takiego
scenariusza.
Po cichu przyjmowałam ciosy. Jeden
po drugim. Taka byłam — nijaka.
Niewidzialna. Za cicha, żeby się
odezwać. Nieśmiała.
Nawet gdy ktoś we mnie celował
słowami jak strzałami, ja stałam jak
tarcza z plasteliny. Niby coś przyjmie,
ale i tak się rozmazuje.
W jednej chwili tonęłam w morzu słów.
W drugiej myślałam: „Co jest ze mną
nie tak? Nie pasuję tu”. Chciałam
uciec. Nogi miałam jak przyklejone do
podłogi. Więc zostawałam. Słuchałam.
A w środku pękałam na tysiąc
kawałków. Jak tanie lustro z bazaru.
A teraz chętnie odpowiedziałabym
jej na te pytania. Już nie jako cicha
myszka kryjąca się za grzywką, pod
którą często się chowałam.
Dziś odpowiem jak silna babka z
jajami. Bo wiem, że je mam. I jestem
z tego dumna. Idę swoją drogą.
Odcięłam się od toksyków żywiących
się moim bólem, strachem i
kompleksami.
Mam figurę, jaką zawsze chciałam
mieć. Włosy? Są idealne — dla mnie.
Bo żyję dla siebie, a nie po to,
żeby komuś się podobać. Nie muszę
być ładna dla Kryśki, która całe życie
poucza innych, a sama nie ma marzeń,
celów ani charakteru.
Nie muszę robić włosów jak z reklamy.
Bo to moje włosy — moje poplątane
loki, wysuszone, w różnych odcieniach.
Może wyglądam jak miotła (czasem),
ale lubię tę miotłę oglądać w lustrze.
Patrzę w lustro i myślę” ale z niej
świetna dupa”
Teraz Ty spójrz w lustro. Zobacz, jaka
jesteś piękna. Bo tak — jesteśmy
piękne. Unikatowe.
Nie musimy wyglądać jak osoby z
Instagrama — zawsze uśmiechnięte,
jedzące śniadanie na złotym talerzu,
na balkonie, gdzie w tle słychać śpiew
ptaków.
Nie musimy wpasowywać się w
otoczenie jak tło. Nie musimy być
„jak”. Możemy być sobą.
Nie ma czegoś takiego, że masz
być jak ktoś. Nie ma! Nie musisz być
kolejną kopią, bo ktoś napisał, że
kobieta nosi rozmiar S.
Gówno prawda.
Każda kobieta jest piękna —
niezależnie od tego, jaki nosi
rozmiar, czy się maluje, czy chodzi
bez makijażu. Nieważne, czy
zakładasz rurki, czy szerokie
spodnie. To się nie liczy. Ważne
jest to, żebyś Ty sama siebie lubiła.
Taką, jaka jesteś.
Patrzyła w lustro i mówiła: „Ale z niej
fajna dupa!” Puszczała sobie oczko i
była dla siebie najważniejsza. Bo
jesteś piękna. Możesz zmienić
świat — oczywiście o ile postawisz na
siebie i nie będziesz słuchać Kryśki,
zazdrośnicy, przemądrzałej laski
zadufanej w sobie.
Jeśli chcesz, to idź tańczyć w
deszczu, skacz, krzycz — świat stoi
otworem. To Ty masz ołówek, którym
piszesz scenariusz. Nie idealny, bo nie
ma czegoś takiego. Każdy jest inny,
wyjątkowy na swój sposób.
Każdy idzie swoją drogą.
Nie musisz nikomu się z tego
tłumaczyć. W zasadzie nic nie
musisz. Nikt nie stanie z paskiem
w ręce i nie będzie robił egzaminu
z życia.
Na końcu drogi i tak w lustrze
zobaczysz siebie. Piękną,
uśmiechniętą i szczęśliwą, bo wybrałaś
siebie. Postawiłaś na swoje marzenia i
pragnienia. Oczekiwania innych?
Spuściłaś w kiblu.
W momencie, kiedy otworzyłam
oczy i zobaczyłam, że mam obok siebie
wampira energetycznego, moja
znajomość się zakończyła. Ty znasz
część mojej historii. Ale
przysięgam — ta laska nawywijała,
że głowa mała.
Popatrz — jestem tu. Razem z Tobą.
Czytasz moje wypociny. Czasem
masz wrażenie, jakbym pisała o Tobie,
bo wiem, że każdego może spotkać
taka sytuacja. Ale ważne, żeby się
obudzić, otworzyć oczy i zobaczyć.
Twoje życie może być wypełnione
osobami o zgniłym sercu… albo o
pięknej duszy. Świat jest naprawdę
piękny, kiedy otaczamy się ludźmi
z piękną aurą. Drzewa zaczynają
szumieć, liście mają piękny kolor.
Nagle zauważasz małe, proste rzeczy,
naturę, która jest piękna, a swoim
blaskiem maluje magię.
Świat jest czymś niezwykłym, kiedy
zaczynamy go dostrzegać. I nie
chodzi o to, żebyś jechała gdzieś
daleko do puszczy. Mówię o spacerze
po podwórku, zatrzymaniu się na
chwilę. Tak po prostu. Odłożyć telefon,
usiąść i czuć. Czujesz ten zapach?
To zapach nadziei i spokoju.
Wiesz co? Widzę, że czytasz i się
uśmiechasz. I to mi się podoba.
Uśmiech potrafi zmienić wszystko.
Czasem jeden uśmiech rozświetla
pochmurny dzień. A Twój jest
piękny — szczery, dający nadzieję.
Zadanie na dziś:
Wyjdź na pole. Albo na dwór
(ja wychodzę na pole — Małopolska
pozdrawia!). Idź do miejsca, gdzie jest
zielono. Usiądź, odłóż telefon i
zastanów się, jakie osoby masz wokół
siebie. Czy to ludzie, którzy sprawiają,
że się uśmiechasz? Czy raczej tacy,
przy których się zatracasz?
„Jesteś piękna. Jesteś mądra. Jesteś wystarczająca.”
Codzienność
Czy wiedziałaś, że TikTok — platforma,
na której na kibelku przeglądasz filmiki
typu: „Chcesz schudnąć, bez diety, bez
ćwiczeń? Kup cudowne suple! Ja
schudłam już 20 kg, jedząc pączki,
frytki i napoleony — oglądasz i
myślisz: „Serio?! Kto w to
wierzy — Święty Mikołaj na diecie
z pączków?”
Tak, mówię o tym miejscu, gdzie
zapisujesz fajne przepisy „na
potem”, ale wiadomo — nigdy ich
nie użyjesz. Bo z chwilą zapisania
szybko zapominasz, że coś zapisałaś.
Prawie jakbyś zrobiła długą listę
zakupów, a wychodząc do sklepu
zostawiła ją na stole.
Przyznać się — kto tak robi? To
dobra, ja tak robię. Zawsze to samo.
Więc wpadłam na patent, że będę
listę zakupów zapisywać w telefonie,
w notatniku. Przecież telefon…
Hmm… Jest ze mną w ważnych
momentach.
Kiedy dopadam paczkę chipsów, a na
końcu szukam drugiego dna. Bo tak —
lata temu było ich mnóstwo,
a teraz, otwierając opakowanie z
chipsami, czujesz powiew wiatru na
twarzy i w sumie nie ma czego tam
szukać. Może dobrze, a może nie.
Pewnie producent myślał o naszej
figurze, gdy wymyślił ten patent.
Nieważne.
TikTok. Kiedyś wchodziłam i
myślałam: czemu tam ludzie spędzają
tyle czasu? Dopóki nie trafiłam na nią.
Dziewczynę z wielką pasją i
marzeniami. Kobietę z dużym
poczuciem humoru, dystansem i
podobnym vibem jak mój.
Nie sądziłam, że po kilku miesiącach
stanie się moją bratnią duszą.
Tą, z którą rozmawiam na video, gdy
siedzę na kibelku.
Z którą się śmieję, płaczę, plotę
głupoty, a na końcu obie się z tego
śmiejemy. Robiąc zabawne miny,
jedząc malinową chmurkę, pijąc
kawę — szóstą z kolei — w tym
jednym kubku, porysowanym, z
wytartym dnem. Ale to nasz kubek.
I nic tego nie zmieni, póki kawa w
nim smakuje.
Nie da się uciec od osoby, z którą
czujesz flow. Mimo że dzielą was
kilometry, lubisz codziennie rano
śmieszkować, udawać pajaca,
plotkować, zacinać się, a
czasem oblać kawą.
Takie proste rzeczy.
Codzienność.
Tak po prostu. Bez kija w tyłku,
bez idealizowania. W szortach sprzed
5 lat, z plamą na środku po farbie
(tej czarnej, kiedy przyszła chandra na
metamorfozę — w głowie to wyglądało
nieco inaczej, ale to tylko włosy,
odrosną).
Siedzisz w kuchni i zastanawiasz się:
jak to się stało, że jeszcze niedawno
siedziałaś i narzekałaś, że świat jest
okrutny, że nie wierzysz w przyjaźń,
a teraz?
Planujecie kolejne spotkania, wakacje.
Kupujecie takie same ubrania.
Jecie śniadanie na wideo i macie już
w głowie wspólny tatuaż.
Jeden dzień, jeden komentarz, jedna
wiadomość — zmieniła wszystko.
Czy było warto? A jak!
Ta jedna osoba pokazała Ci, że warto.
Wskazała drogę. Motywuje, wspiera,
inspiruje, a kiedy trzeba — weźmie
i krzyknie na Ciebie. I sprawia, że
schodzisz na ziemię. A Ty wiesz, że
to ktoś, kogo potrzebowałaś. Kto
sam Cię znalazł.
Bratnia dusza. Wiedźma. Twoja
wariatka. Wymarzona.
Która pokazuje, że siostrą nie trzeba
się urodzić. A kilometry? To tylko
liczby. Kiedyś może byś narzekała:
„O matko, 3 godziny jazdy?!”
A teraz? „Wycieczka? Pakuję walizkę i
w drogę!”.
Teraz nic Cię nie zatrzyma, bo wiesz,
że warto. Bo znalazłaś ją — laskę z
Tiktoka która odmieniła Twoje życie.
Która wywróciła świat do góry
nogami. Która jest Twoją
przewodniczką w drodze do marzeń.
Z którą gadasz, śmiejesz się i
pierdzisz. I obie macie z tego ubaw.
Nie ma krępacji, zażenowania czy
spiny. Bo macie ten flow. To coś
więcej, niż mogłaś dostać w prezencie
od życia. Potrzebowałaś — i ta iskierka
się zjawiła. Nagle, nieplanowanie.
Wywróciła świat do góry nogami.
A teraz? Teraz siedzisz i odliczasz dni
do następnego spotkania.
Świat jest piękny, ale trudny. Jeśli
otworzymy serce, wyjdziemy z
klatki — więzienia emocji, strachu
i przeszłości — to życie może nas
zaskoczyć. Ale tylko wtedy, gdy
uwierzymy, gdy będziemy chcieli.
Gdy wpuścimy do naszego życia
kogoś. Kogoś, kogo potrzebujemy.
Z kim możemy konie kraść — i to
dosłownie.
Wszystko zależy od nas. Od
nastawienia, zaangażowania
i tego, czy chcemy.
Takie proste wybory mogą zmienić
życie. Życie, które samo w sobie jest
trudne. Czy nie lepiej iść przez życie
z uśmiechem na twarzy, z
pączkiem, ubrudzona lukrem?
Mijasz ludzi, którzy patrzą. Ale co z
tego? Niech patrzą. Pewnie sami
mają ochotę na coś słodkiego czego
i tak nie kupią bo mają
ograniczenia, zamknięci w klatce
pod nazwą „nie wypada”.
Idziesz i czujesz wolność.
Jesteś wolna. Jesteś sobą. I to
wystarczy.
Przyjaźń to nie są codzienne
spotkania. To nie jest pisanie co kilka
minut o tym, że gotujesz rosół.
Przyjaźń może mieć różne oblicza.
Czasem to codzienne rozmowy
na wideo przy kawie, głosówki i
spotkania co kilka miesięcy. To trzy
godzinna podróż pociągiem, żeby
spotkać się z nią — z dziewczyną
z TikToka, zakręconą, zabawną,
która czyta z Ciebie jak z książki.
To telepatia. Chwile, gdy siadasz i
płaczesz, bo jesteś tylko człowiekiem.
Masz emocje, humorki i bagaż na
plecach. Nie zawsze jest kolorowo.
Ale to Twój człowiek. Wybrany sercem.
Nie na chwilę, nie na kilka miesięcy —
na zawsze. To obietnica dwóch serc.
To emocje wyrażane słowami, a
czasem spojrzenie, po którym
wiadomo: „Laska, mam
niespodziankę — wpadam do Ciebie
na kilka dni”. I już wiesz, że to będą
zwariowane dni.
Przyjaźń potrafi zmienić życie.
Naprawdę. Mówię to ze swojego
przykładu. Nie da się niektórych
rzeczy zaplanować. Czasem
przychodzą same. Same od siebie.
I to jest piękne. Ale tylko wtedy, gdy
im na to pozwolisz. Gdy otworzysz
się na świat, na ludzi, na emocje,
uczucia. I wpuścisz kogoś do
swojego życia. Wiem — życie
nie jest proste. Jest trudne.
Czasem są wzloty, a czasem upadki.
Upadamy i wstajemy silniejsze.
Ale na końcu tej drogi spojrzysz
w lustro z uśmiechem, bo wiesz,
że było warto.
Zadanie na dziś:
Wstań, załóż na siebie coś, czego na
co dzień byś nie ubrała.
Weź głęboki oddech i wyjdź. Do
świata, do ludzi.
Po prostu idź. Bez tysiąca myśli po
drodze. Bez spiny. Bez oczekiwań.
Tak na luzie. Jeden krok — a tak wiele
może zmienić. Świat na Ciebie czeka.
„Świat jest pełen kolorów, wyjdź i się przekonaj.”
Lista marzeń
Marzenia nie są schowane w
szufladzie. Nie leżą po drugiej stronie
ulicy. Nie znajdziesz ich w drugim
pokoju ani w torebce. Ale są, i
czekają na swoją kolej.
Może nie świecą jak neon w klubie,
gdzie kiedyś do samego rana
tańczyłaś z kumpelą. Ale wciąż są
wyjątkowe. Bo prowadzą nas za
rękę — do przodu, wyżej, głębiej,
mocniej. A czasem istnieją po to,
aby przypominać, że życie może
być kolorowe jak ubrania w
szafie — pełne blasku i smaku.
Marzenia są jak trampolina —
wystarczy się odbić, i polecieć
wyżej, łatwiej niż się spodziewałaś.
I najważniejsze — są Twoje. Takie,
jak Ty je widzisz. Mogą być drogą do
innego świata. Albo celem, do
którego dążysz, wstając o czwartej
rano, bo wiesz, że dasz radę.
Że się nie poddasz. Bo to Twoje.
Twoja chwila. Nie Krysi ze
spożywczaka, nie ciotki Haliny, która
powtarza, że marzenia nie istnieją.
A kiedy pytasz, czemu tak myśli,
odpowiada: „Weź się do roboty,
zamiast zadawać głupie pytania”.
Bo jak się nie ma argumentów,
to najłatwiej kogoś zatkać.
Jak wodę w zlewie.
Nawet jeśli cały świat będzie
mówił: „Nie idź tą drogą” — Ty
już wiesz, co robić. Popraw koronę,
podpal serce ogniem i idź do przodu.
Z uśmiechem, stąpając twardo po
ziemi. Bo jak nie Ty, to kto?
To się właśnie nazywa wiara w
siebie.
Laska, jesteś świetna. Masz marzenia.
Wierzysz w siebie. Czego chcieć
więcej? Nie musisz mieć aprobaty
innych. Nie musisz sprostać
oczekiwaniom wiecznie
niezadowolonych koleżanek. Nie
musisz się nikomu tłumaczyć ze
swoich marzeń. One są Twoje.
Nieidealne, czasem zwariowane,
może dla innych „nie warte
zachodu”. Ale liczy się tylko to,
czego Ty chcesz.
Twoje życie. Twoje wybory. Twoje
kredki. Weź ulubioną i pokoloruj
swój świat tak, jak Ty chcesz.
Po swojemu. Bez ograniczeń.
Bez komentarzy.
To… jaki kolor wybierzesz?
Chcesz być pisarką, a znajomi
mówią: „Za dużo jest pisarzy, a za
mało osób czyta książki”.
Serio? Uwierzysz im?
Czy raczej pomyślisz :
„I co z tego? Pokazać
Ci, że sobie poradzę? Wiem,
jestem huraganem. Usiądź i
się przekonaj”.
Idziesz, Laska,
po swoje marzenia. Nie ich.
Nie Anki. Nie Kryśki. Nie Zośki.
Twoje. Chcesz? To zrobisz.
A może masz inne plany? Może
to właśnie odpowiednia chwila,
żeby otworzyć się na zmiany.
Stanąć w drzwiach i krzyknąć:
„Heeej! Teraz moja kolej!”. I
pójść jak burza do celu. Po
to, żeby na końcu drogi
usiąść z uśmiechem i powiedzieć:
„Zrobiłam to. Po swojemu”.
Może nie biją brawa? To nic. Też
to znam. Ale wiesz co? Nie
potrzebuję aprobaty innych.
Nie potrzebuję gratulacji ani owacji.
Jestem kobietą, która zna swoją
wartość. Jestem z siebie dumna.
Sięgam gwiazd.
Każdy ma swoją drogę. A co by
to było za życie, gdyby wszystko
było proste? Gdybyś miała
marzenia na wyciągnięcie ręki?
Laska, byłoby nudno. Zero
atrakcji, zero emocji. Ja bym
padła z nudy, serio. Po co
wstawać, jeśli nic ciekawego się
nie dzieje?
Kiedy sama na coś zapracujesz, o
wiele bardziej to doceniasz.
Patrzysz w lustro i już wiesz,
że dałaś radę. Sama. Mimo
tych brzydkich komentarzy
rzucanych pod nogi. Dałaś radę,
bo chciałaś. Bo kochasz siebie. Bo
wierzysz w siebie. Idziesz po swoje.
Nie zawsze jest łatwo. Są chwile,
gdy siedzisz i wyjesz, bo tak
wygląda życie. Ale się nie poddajesz.
Wstajesz i bierzesz życie za rogi. To
jesteś Ty. Jesteś siłą. Jesteś wiatrem.
Jesteś sobą.
Mimo trudności idziesz dalej. Jak
ten kogut z memów, co pogubił
pióra, ale nie odpuszcza. Wie,
po co idzie. Tak Ty suniesz do
przodu — pędzona wiatrem,
energią i słońcem. Ty — bohaterka
swojej opowieści. Kobieta, która
twardo stąpa po ziemi.
Twoje życie nie jest cyrkiem dla
innych. Nie jesteś małpką na pokaz.
Jesteś lwicą, która zna swoją siłę i
nie musi ryczeć, by ktoś ją zauważył.
Żyjesz dla siebie, bo kochasz
siebie — w każdej niedoskonałości.
Z zaletami i wadami.
Zadanie na dziś:
Stań przed lustrem i zapytaj siebie:
„Czy naprawdę kocham siebie?”
Tak szczerze. Bez ściemy.
„Kobieta pędzona wiatrem jest jak
huragan.”
Czułość
Miłość. Tak rzadko mówi się o miłości
do samej siebie. A przecież nie można
jej pomijać — to jak zachwycać się
tylko owocami, a zapominać o
warzywach, które są równie ważne.
Nie pokochasz nikogo naprawdę,
dopóki nie dasz tego uczucia sobie.
Proste — na papierze.
W życiu bywa trudniej.
Bo jak masz darzyć siebie ciepłem,