E-book
34.65
drukowana A5
55.66
drukowana A5
Kolorowa
82.03
ZA GŁOŚNA ŻEBY MILCZEĆ

Bezpłatny fragment - ZA GŁOŚNA ŻEBY MILCZEĆ


5
Objętość:
262 str.
ISBN:
978-83-8440-257-3
E-book
za 34.65
drukowana A5
za 55.66
drukowana A5
Kolorowa
za 82.03

Głos kobiet

Ta książka jest dla kobiet, które

w końcu chcą mówić na głos.


Dla kobiet, które już nie chcą milczeć,

bo wiem, że Wy również potrzebujecie

mnie, tak jak kiedyś ja potrzebowałam

kogoś, kto poda mi pomocną dłoń

albo szarpnie za włosy, kiedy

będę się zatracać.

Nie ważne, czy masz włosy proste,

kręcone, czy naturalne (albo nie) — ta

książka jest dla Ciebie. By jeszcze

lepiej czuć, smakować, iść przez życie

na własnych warunkach.

Upadać i się podnosić — tak wygląda

życie. Nie jest owiane lukrem. Czasem

rzucamy słowami, jakbyśmy gadały z

przyjaciółką pod blokiem, z kawą w

jednej ręce i światem do ogarnięcia w

drugiej. Życie nie pachnie różami. Ma

gorzki, a czasem słony smak. Zapach

kiszonej kapusty i niedzielnego

schabowego.

Ale wiesz co? Najlepiej smakuje w

dobrym towarzystwie. Startujemy?

Bez maski

Hej, tu Agnieszka Grzegórzek.

Kiedyś byłam cicha. Za bardzo.

Bałam się, że jak powiem za dużo,

to komuś się to nie spodoba.

Że jak będę sobą, to ktoś mnie

wyśmieje, odrzuci, nazwie

„za głośną”.

Dziś? Już się nie boję.


Bo mam dość.

Dość udawania, że wszystko jest

okej, kiedy nie jest.

Dość filtrów, masek i sztucznych

uśmiechów.

Dość ludzi, którzy uciszają innych, bo

prawda ich parzy.


Nie chcę już szeptać.

Chcę mówić głośno, prawdziwie,

bez cenzury.

Chcę rozmawiać o tym, co boli, co

wkurza, co budzi.

Bo tylko wtedy coś się zmienia.


Życie to nie perfekcyjna rolka na

Insta — to pot, łzy, śmiech, chaos i

serce.

To prawda. A prawda bywa

niewygodna, brudna, surowa —

ale jest prawdziwa.


Jestem sobą.

Nie idealną, nie grzeczną, ale

autentyczną.

A jeśli ktoś mówi o mnie

inaczej — to znaczy, że mój głos

już dotarł tam, gdzie

miał dotrzeć.


Więc rozsiądź się.

Nie będzie cicho.

Bo jestem za głośna, żeby milczeć.

Neon

Prowadzisz konto na Tik-Toku.

Uśmiechasz się, wywijasz na boki

hula-hopem… i nagle dostajesz

komentarz: „Serio? Teraz takie

filmy będziemy oglądać na kiblu?”


Myślisz: „Co jest?!” Robisz z siebie

pajaca na oczach innych. Zarażasz

energią. Jesteś roztrzepana, czasem

śmieszna w tym zakręceniu. A tu

wchodzi typ — oczywiście ze zdjęciem

bez twarzy — tylko po to, żeby napisać

coś w stylu: „Ejj, ta panna jest

dziwna.”


Ten sam Pan Wiesio, który

codziennie rano przechodzi przez

osiedle i kłania się nisko. Ten, co

siedzi w pierwszej ławce w kościele,

zawsze w wyprasowanej koszuli,

pachnący wodą kolońską sprzed

10 lat… A w internecie? Maczo.

Znawca. Fan z brzydkim chara

— kterem. Krytykuje, ocenia, poucza.

A sam? No cóż — ma 20 kg zapasu

„na potem”.

I co teraz? Trzeba coś napisać!

Bo kręcisz o 6 rano, kiedy inni śnią o

nowych paznokciach. O tym, żeby

zasięgi przebiły filmik koleżanki spod

dwójki.


Pan Wiesio, lat 55. Osiedlowy patrol.

Znany z tego, że wiecznie chodzi ze

skwaszoną miną. Nie wierzy w

marzenia. Jak tylko widzi uśmiech u

innych — od razu się odpala, żeby

zgasić tę iskrę.


Popatrz, co się dzieje z człowiekiem,

kiedy nie ma planu na siebie. To jak

drzewo bez korzeni. Smutny

człowiek, który za każde

niepowodzenie obwinia innych, bo

przecież on jest perfekcyjny w swojej

wyobraźni, tylko szkoda że lubi

rzucać słowami, i oceniać.


A Ty? Kręcisz tym śmiesznym

kółkiem, bo to jesteś Ty. Nieidealna,

ale szczęśliwa. Z worami pod oczami,

wymiętoloną bluzką, w spodenkach,

z których wyleciał sznurek (ale nie

umiesz go z powrotem wciągnąć).


Nie jesteś Klaudią z Instagrama,

która ma zajebistą figurę. Nie dlatego,

że taka się urodziła, mimo że innym

wmawia, że to geny. A geny? Hmm…

Geny to doktor Robert. Po wakacjach

w Turcji wróciła z nową talią osy

i białymi zębami jak z reklamy. I spoko,

nie krytykuję tego. Ale po co mówić, że

to „natura”, skoro za 16k zrobiła zęby?


Wracając do Ciebie — fajna jesteś.

Masz samodyscyplinę. Twoja talia

pokazuje, że naprawdę robisz coś

wspaniałego.


Nie po to, żeby komuś coś udowodnić,

ale dla siebie. Bo możesz. Bo chcesz.

Bo kochasz endorfiny. I wiesz, co

jest najlepsze? Że mimo iż zazdrośnicy

czekają, jak się potkniesz — Ty nie

masz kija w tyłku. A wiesz czemu?

Bo Twoja energia świeci jak neon

w nocy. Widać ją z daleka.

Jak napis w Biedrze: PROMOCJA 2+1.


Zatrzymujesz się na chwilę. Patrzysz

na hula-hop: „O kurde, ale go

zajechałam!” Popękana gąbka, ale

co z tego — nadal daje radę.

A wiesz, o czym to świadczy? Że nie

leży zakurzony za szafą. On pracuje

na kilka zmian. Żebyś miała talię osy.

Zgrabny tyłeczek. A boczki? By

stały się przeszłością. Jednak kupno

tego koła to był świetny pomysł.


Zadanie na dziś:


Podejdź do lustra. Do tego, które

najbardziej lubisz. Nie do tego w

łazience, gdzie rano malujesz kreski

i marudzisz na cienie pod oczami.


Idź do miejsca, w którym zobaczysz

całą sylwetkę.


Zrób zdjęcia z różnych kątów.

Popatrz, jaka jesteś piękna. Zrobiłaś

to, bo możesz. Bo chciałaś.


Nie dlatego, że Kryśka krzywo patrzyła,

gdy „bebzol” wystawał Ci z biodrówek.

Ale dlatego, że wiesz, czego chcesz.


I na tym się skup — na sobie i swoich

celach.


A teraz posłuchaj:

Jestem z Ciebie dumna.

„Kiedy marzysz świat staje się piękniejszy”

Autentyczna

Wyszłaś do sklepu niby tylko po

mleko, bo przecież nikt Cię nie namówi

do wypicia czarnej kawy. Na sam

widok dostajesz mdłości.

Wychodzisz z domu i nagle STOP!

„O matko, nie założyłam spodni!”


Na szczęście o tej porze nikt z

sąsiadów się nie kręci. Zdążyłaś zrobić

krok w tył bez wtopy w samych

slipach. Tych babcinych, ale za to

jakich wygodnych — jak miękka

kanapa, której nie chcesz opuszczać.

I nagle myślisz:

„Ciekawe, co by powiedziała pani

Stasia, która codziennie wysiaduje w

oknie i czyha z lornetką na jakieś

wydarzenie warte uwagi. Bo

rozwiązywanie krzyżówek, czytanie

Pani Domu i oglądanie Mody na

Sukces już ją znudziło.”


Już widzę jej spojrzenie na

„grzesznicę”, która dumnie

przechadza się po okolicy. Taaa…

Jeszcze by powiedziała, że specjalnie

to zrobiłam, żeby ją zgorszyć.


Taaak, bo ona niby taka święta.

A wczoraj widziałam, jak wychodził

nocą od niej Kaziu spod piątki. Czule

się żegnali na klatce schodowej.

Szkoda tylko, że przy włączonym

świetle — jakby chcieli, żeby cały blok

dostał darmowy spektakl.


Wiesz co? Znałam kiedyś taką panią,

która interesowała się innymi.

Nie dlatego, że nie miała co robić,

tylko po to, by udowodnić, że ona tu

jest i patrzy.


A komentarze ludzi? „Raz, dwa,

trzy — baba jaga patrzy.”


Tak o niej mówiono, bo chowała się

za prześwitującą firanką, mimo że

miała zapalone światło. Każdy, kto

szedł ulicą, widział ją jak aktorkę na

scenie. A ona myślała, że siedzi w

ukryciu.


Wyglądała jak ta laska z memów, co

próbuje się schować za wąskim

drzewem.


Najlepsze było to, że jak ktoś szedł i

mówił jej „dzień dobry”, ona od razu

się prostowała — jakby złapana na

gorącym uczynku.


Trochę zabawne. Trochę nie z tej

ziemi. Ale kto powiedział, że życie

musi być normalne? Nie. Nie musi.

Może… Ale po co?


Wracając do mleka.


Założyłaś dresy — te ulubione. Do

tego trampki i kok luźno upięty. Nie

wyglądasz, jakbyś szła na galę mody.

Raczej jakbyś miała dzień w stylu:

„Nie podchodzić, bo ugryzę”.

Idziesz, niby po mleko, ale od

niechcenia. Bo kto o poranku bez kawy

ma energię?

Na pewno nie ja. Tak, jestem

kawoszką. Ale piję gorzką kawę z

mlekiem. To chyba nie tak źle,

co myślisz?


Dobra, gadu-gadu, a Ty idziesz dalej.

Już widzisz mleko w zasięgu.

Ale nagle zaczyna się wewnętrzna

walka...


Przed Tobą lada z plackami. A Ty

jesteś łasuchem — serce bije szybciej,

jakby zobaczyło pierwszą miłość.

Dobrym plackom nie odmówisz.


I się zaczyna: „O matko, świeże

kremówki! O, wuzetka! Napoleon?

Taki tani… chyba jednak kupię

reklamówkę.”


Nie musisz nic więcej mówić —

wszystko jasne. Kobiece dni na

horyzoncie.


Ale wiesz co?

Czemu miałabyś dziś sobie

odmówić? Bo co?


Raz w miesiącu są dni, kiedy toczy

się walka. Hormony szaleją jak dzikie

konie. Słowa po łacinie latają w

powietrzu. A Ty siedzisz na ziemi i

wyjesz tak po prostu, bo…

Bo masz okres.


Laska, nie jesteś sama. Ostatnio dwa

dni przed okresem kupiłam dwie

kremówki i kilka pączków. Mimo

że jestem na diecie, stwierdziłam:

„Pieprzyć to! Będę zdychać trzy dni

na Nospie, to czemu nie mogę

chociaż słodyczy zjeść?”


Mogę. Bo to mój wybór, moje ciało,

moje zasady.


Takie proste wybory, a jakie znaczące.


Bo życie na tym polega — żebyś

upadała i się podnosiła. Żebyś była na

diecie, a potem jadła kremówki,

napoleony i wuzetki. Z uśmiechem

na twarzy. W poplamionej bluzce. Z

satysfakcją, że to zrobiłaś. Bo chciałaś.

Bo możesz.


Zadanie na dziś:


Weź kartkę i napisz do siebie list.

Taki z datą. Napisz, co robisz na co

dzień, a co chciałabyś zmienić w swojej

codzienności.

Ale błagam — bez wytykania błędów.

Dziś ma być miło, opiekuńczo i czule.

Jakbyś pisała list do swojego crusha z

dzieciństwa.


U mnie to był Tom z Tokio Hotel.

A u Ciebie?

„Świat się nie zawali po kremówce. Sprawdzone!”

Wyścig szczurów

Rano budzisz się z dobrym humorem.

Jeszcze przeciągasz się w łóżku, a tu

nagle słyszysz powiadomienia.


„Cześć, co tam u Ciebie?

Jest 8 godzina, a ja już zdążyłam zrobić

gulasz, druga pralka z ubraniami się

pierze, a mój mąż powiedział, że

jestem idealną żoną…” Myślisz tylko:

„Ja pierdzielę… śmiać się czy płakać?”.


Bo wiesz, że znowu to ta koleżanka

napisała. Ta „najlepsza”, która zawsze

próbuje Ci wbić szpilkę, żebyś

przypadkiem nie miała dobrego dnia.

A ona? Żeby miała satysfakcję.


I już wiesz: „Właśnie taką osobą

nigdy nie będę.

Zadufaną w sobie jędzą, która

siedzi całe dnie na telefonie i wmawia

innym, że u niej zawsze czysto,

codziennie obiad oczywiście

dwudaniowy, placek upieczony i

sałatka zrobiona. A jej mąż codziennie

kupuje jej kwiaty — tak po prostu,

z miłości…”


Ale Ty kiedyś widziałaś tę ich „miłość”.

Nie pili miodu z ust, nie ćwierkali jak

dwa gołąbki. Gdy zadzwoniła do

chłopa i powiedziała: „Za 10 minut

widzę Cię w domu. Bez gadania” —

wszystko stało się jasne.


Ktoś tu ma dobrą wyobraźnię.


Patrz. Jest 8 rano.

Ty dopiero otwierasz oczy. Ziewasz.

Przeciągasz się w oknie. Zaspana

myślisz: „Ale dziś pięknie”.


Dostajesz esemesa od tej jędzy…

Ale co z tego?


Tu masz swój świat. Trzymasz w ręce

kredki, którymi sama pokolorujesz

swoje życie.


W sukience w kolorze różu z

promocji — ale leży na Tobie jak te

idealne jeansy, do których w filmach

wzdychają bohaterki. Albo jak sweter

z komedii romantycznej, w którym

zakochani całują się pod jemiołą.


Nie liczy się to, czy o 8 rano masz

ugotowany obiad.

Bo to żaden wyścig szczurów.


Liczysz się Ty. W tej niedoskonałości.

W rozczochranych włosach. Z kawą na

tarasie. Ciesząca się chwilą, gdy jesteś

sama ze sobą. Ze swoimi myślami.

Bez rywalizacji. Bez spiny.


Nie jesteś idealna, bo nie musisz być

idealna. Jesteś sobą. I to jest piękne

— że nie musisz udawać, żeby komuś

coś udowodnić.


Nie masz już nastu lat, żeby

rywalizować, kto ma lepsze życie

albo kto jest lepszą kucharką.

Ważne, żebyś żyła dla siebie.


O tak — jesteś promykiem we

własnej bajce. Bajce zwanej życiem.


Bo kiedy żyjesz w zgodzie ze sobą,

wszystko staje się inne.

Codzienność zmienia się w magię.

Zwykły poranek na balkonie

— w chwilę wyjątkową.


A najlepsze jest to, że takie „żmije”

pokazują Ci tylko jedno — czym się

nie kierować w życiu.


Zadanie na dziś:


Usiądź w ulubionym miejscu.

Weź kubek do ręki.

Uśmiechnij się.


Jesteś fajna. Zmienisz świat.

„Jesteś piękna bo jesteś sobą”

Życie na pokaz

Chciałabym z Tobą porozmawiać na

ważny temat. Laska, nie stresuj się —

trochę mnie znasz. Wiesz, że lubię

śmieszować, ale zawsze z przekazem.


Dziś pogadamy o toksycznych

znajomościach. Wiem, masz ich kilka

w swoim otoczeniu… Gotowa?

Zapinaj pasy.


Kiedyś, gdy się kogoś nie lubiło,

to się po prostu z nim urywało

kontakt. Tak zwyczajnie, bez

ceregieli. W sumie świetne

rozwiązanie.


A dziś? Masz koleżankę i czujesz

od niej złą energię. Pisze kocopoły,

daje „rady”, choć sama nie jest

idealna. Wysyła Ci zdjęcia typu:

„To ja i mój dziubuś, popatrz jak on

mnie kocha. A Twój też tak robi?”


Czytasz to na kiblu, podczas dwójki, i…

Zero wrażenia. Już się nasłuchałaś,

jakie mają cukierkowe życie. A kiedy

ich widzisz, to tylko kłótnie. Wyzwiska

latają jak refren piosenki „Jesteś

szalona”, tylko w dużo mniej

przyjemnej wersji.


Życie na pokaz. Tfu. Kto to jeszcze

kupuje?


Chyba nawet był taki serial…

Coś mi świta po głowie. A tak, był!

Ale miał zupełnie inny kontent.

I w tym momencie zdajesz sobie

sprawę: „Halo, coś tu nie gra”.


Już wiesz, że to koniec. Koniec tej

znajomości z wampirem

energetycznym. Takim, który wysysa z

Ciebie dobrą energię, cieszy się, gdy

płaczesz, wbija szpilki, bo sam nie ma

marzeń. Nie wierzy w siebie, więc woli

niszczyć kogoś od środka. Najpierw

udaje przyjaciółkę, a potem śmieje się,

gdy upadasz. To się nazywa toksyk.


Wiem, bo miałam z nimi do

czynienia. I wiesz co? W momencie,

gdy postawiłam na siebie,

świat stał się piękny i kolorowy.


Jedyne, co brzęczy mi za uchem,

to muchy. Te duże, mięsiste, które

latem pchają się do domu, siadają

gdzie popadnie. A ja gonię je z łapką.

Bo much nie lubię. Bardzo. Nie wiem

nawet, czy bardziej ich nie cierpię,

czy jednak pająków. (Osoby z

arachnofobią — serdecznie

pozdrawiam i przybijam żółwika).


Ale najważniejsze? Kiedy odetniesz się

od wampirów energetycznych,

odzyskujesz wolność. Przestrzeń.

Już nie jesteś w klatce jak motyl, który

nie może latać.


Jesteś babką z jajami. Wybrałaś

siebie. Swoje „ja”. Swoją wersję

„żonki”.


Bo to nie jest historia o lukrowej żonie,

która co rano piecze placek i chwali się

nim w sieci. To historia kobiety,

która odmieniła swoje życie, gdy

otworzyła oczy.


Zadanie na dziś :


Napij się pysznej kawy albo herbaty.

(Ja jestem team kawa — więc dla

mnie kawa musi być).


A teraz pomyśl: Kogo naprawdę

lubisz ze swojego otoczenia, a kto

sprawia, że na widok SMS-a

serce wali Ci jak młot — i to

nie z radości.


Życie jest za krótkie, żeby otaczać się

ludźmi ze zgniłym sercem. Mówią, że

z kim się zadajesz, takim się stajesz.

A ja myślę, że to proste — ludzie

wokół nas mają wpływ na naszą

energię. Na humor. Na to, czy chce

nam się wyjść do ludzi, czy raczej

schować pod bluzą z kapturem,

gdzie widać tylko oczy za ciemnymi

okularami.


I jak? Ta rozmowa nie bolała?

Bo mi się wydaje, że nie.

A teraz przybij piątkę i lecimy dalej.

„Nie daj się muchom — bądź motylem.”

Otwórz oczy

Dzisiaj napiszę historię, którą zapisało

życie. W sumie ładnie to brzmi, ale czy

na pewno?


Kiedyś miałam przyjaciółkę, którą od

razu nazwałam siostrą. Tak, wiem,

wiem — za szybko się otwieram

przed ludźmi. Jestem człowiekiem,

nie robotem. Upadam i się podnoszę,

jakbym biegała po zamarzniętej

kałuży z rozczochranymi włosami,

rozmazanym makijażem, brudnymi

butami. Niczym Baba Jaga wracająca

do swojej chatki.


Przez 15 lat miałam znajomość z laską,

która udając przyjaciółkę drwiła ze

mnie, wbijała szpileczki, podcinała

skrzydła niczym ogrodnik w amoku.


Często słyszałam: „Boże, jak Ty sobie

dasz radę beze mnie… Poroniłaś?

Nie płacz, wiedziałaś, że tak może

być. Ale wiesz co? Kaśka ma gorzej,

ona cztery razy poroniła, ona to

dopiero ma pecha.” Tak było.

Przysięgam.


A ja — skromna dziewczyna ze

wsi, z masą kompleksów. Każdego

dnia dostawałam „motywujące”

wiadomości, które były jak

topienie się w błocie, latanie, i

spadanie na ziemię. A czasem

spychanie w zaspę.


Po części czułam, że coś jest

nie tak. No bo kto normalny robi

takie coś? Psiapsi? O nie! Raczej

ktoś, kto lubi kontrolować, spychać

innych i krzywdzić. Pod maską

idealnej żony, pani domu czy

kobiety… Po co? Z zazdrości.


Za ładną figurę — bo np. kocham

endorfiny. Kocham wywijanie

tyłeczkiem na boki, skakanie

pajacyków w za luźnych gatkach,

pocenie się na macie, a najbardziej

gonienie po kuchni w poszukiwaniu

telefonu, który… Trzymam w ręce.


Za energię, która zmienia świat.

Bo jestem iskierką, uśmiechem

maluję, kolorując świat.


Kiedyś byłam jak cień. I tak się

czułam — za mało dobra, za mało

idealna. Wszystko robiłam źle.

Oczywiście według niej — znawczyni

od wszystkiego, która całe dnie

przewija rolki na TikToku, ma super

telefon, taki wiesz ..najlepszy, bo ona

zawsze jest naj (tak mówi ) szkoda że

ma bardzo brzydki charakter.


„Widziałaś, jak Anka wygląda?

O matko, masakra! Ale jest chuda.”


A najbardziej lubiłam te

„komplementy” w moją stronę:

„Aga, jak Cię mój mąż zobaczył, to

powiedział, że okropnie wyglądasz.

Jesteś za chuda, a na głowie masz

pięć kolorów, każdy inny. Dałaś

synowi na imię Gabryś? Serio? Mój

chłop to się dziwi, skąd takie imię!”


I wiesz co? Ja to naprawdę znosiłam.

Serio. Jakbym podpisała jakiś cichy

kontrakt z losem: „Masz cierpieć, ale

się uśmiechać”.


Myślałam, że tak właśnie wygląda

przyjaźń. Bo przecież znamy się od

piętnastu lat. Piętnaście! To już

bardziej staż pracy niż relacja. A w

CV nie wpiszesz: „znoszę jej humory

od dekady i pół”. Więc jak miałam

powiedzieć „nie”?


Za długo się znamy, żeby nagle uciec.

Bo jak to wygląda? Przecież przyjaźń

się nie porzuca… Prawda? No właśnie.

Nawet nie brałam pod uwagę takiego

scenariusza.


Po cichu przyjmowałam ciosy. Jeden

po drugim. Taka byłam — nijaka.

Niewidzialna. Za cicha, żeby się

odezwać. Nieśmiała.


Nawet gdy ktoś we mnie celował

słowami jak strzałami, ja stałam jak

tarcza z plasteliny. Niby coś przyjmie,

ale i tak się rozmazuje.


W jednej chwili tonęłam w morzu słów.

W drugiej myślałam: „Co jest ze mną

nie tak? Nie pasuję tu”. Chciałam

uciec. Nogi miałam jak przyklejone do

podłogi. Więc zostawałam. Słuchałam.

A w środku pękałam na tysiąc

kawałków. Jak tanie lustro z bazaru.


A teraz chętnie odpowiedziałabym

jej na te pytania. Już nie jako cicha

myszka kryjąca się za grzywką, pod

którą często się chowałam.


Dziś odpowiem jak silna babka z

jajami. Bo wiem, że je mam. I jestem

z tego dumna. Idę swoją drogą.

Odcięłam się od toksyków żywiących

się moim bólem, strachem i

kompleksami.


Mam figurę, jaką zawsze chciałam

mieć. Włosy? Są idealne — dla mnie.

Bo żyję dla siebie, a nie po to,

żeby komuś się podobać. Nie muszę

być ładna dla Kryśki, która całe życie

poucza innych, a sama nie ma marzeń,

celów ani charakteru.


Nie muszę robić włosów jak z reklamy.

Bo to moje włosy — moje poplątane

loki, wysuszone, w różnych odcieniach.

Może wyglądam jak miotła (czasem),

ale lubię tę miotłę oglądać w lustrze.

Patrzę w lustro i myślę” ale z niej

świetna dupa”


Teraz Ty spójrz w lustro. Zobacz, jaka

jesteś piękna. Bo tak — jesteśmy

piękne. Unikatowe.


Nie musimy wyglądać jak osoby z

Instagrama — zawsze uśmiechnięte,

jedzące śniadanie na złotym talerzu,

na balkonie, gdzie w tle słychać śpiew

ptaków.


Nie musimy wpasowywać się w

otoczenie jak tło. Nie musimy być

„jak”. Możemy być sobą.


Nie ma czegoś takiego, że masz

być jak ktoś. Nie ma! Nie musisz być

kolejną kopią, bo ktoś napisał, że

kobieta nosi rozmiar S.


Gówno prawda.

Każda kobieta jest piękna —

niezależnie od tego, jaki nosi

rozmiar, czy się maluje, czy chodzi

bez makijażu. Nieważne, czy

zakładasz rurki, czy szerokie

spodnie. To się nie liczy. Ważne

jest to, żebyś Ty sama siebie lubiła.

Taką, jaka jesteś.


Patrzyła w lustro i mówiła: „Ale z niej

fajna dupa!” Puszczała sobie oczko i

była dla siebie najważniejsza. Bo

jesteś piękna. Możesz zmienić

świat — oczywiście o ile postawisz na

siebie i nie będziesz słuchać Kryśki,

zazdrośnicy, przemądrzałej laski

zadufanej w sobie.


Jeśli chcesz, to idź tańczyć w

deszczu, skacz, krzycz — świat stoi

otworem. To Ty masz ołówek, którym

piszesz scenariusz. Nie idealny, bo nie

ma czegoś takiego. Każdy jest inny,

wyjątkowy na swój sposób.

Każdy idzie swoją drogą.


Nie musisz nikomu się z tego

tłumaczyć. W zasadzie nic nie

musisz. Nikt nie stanie z paskiem

w ręce i nie będzie robił egzaminu

z życia.


Na końcu drogi i tak w lustrze

zobaczysz siebie. Piękną,

uśmiechniętą i szczęśliwą, bo wybrałaś

siebie. Postawiłaś na swoje marzenia i

pragnienia. Oczekiwania innych?

Spuściłaś w kiblu.


W momencie, kiedy otworzyłam

oczy i zobaczyłam, że mam obok siebie

wampira energetycznego, moja

znajomość się zakończyła. Ty znasz

część mojej historii. Ale

przysięgam — ta laska nawywijała,

że głowa mała.


Popatrz — jestem tu. Razem z Tobą.

Czytasz moje wypociny. Czasem

masz wrażenie, jakbym pisała o Tobie,

bo wiem, że każdego może spotkać

taka sytuacja. Ale ważne, żeby się

obudzić, otworzyć oczy i zobaczyć.


Twoje życie może być wypełnione

osobami o zgniłym sercu… albo o

pięknej duszy. Świat jest naprawdę

piękny, kiedy otaczamy się ludźmi

z piękną aurą. Drzewa zaczynają

szumieć, liście mają piękny kolor.

Nagle zauważasz małe, proste rzeczy,

naturę, która jest piękna, a swoim

blaskiem maluje magię.


Świat jest czymś niezwykłym, kiedy

zaczynamy go dostrzegać. I nie

chodzi o to, żebyś jechała gdzieś

daleko do puszczy. Mówię o spacerze

po podwórku, zatrzymaniu się na

chwilę. Tak po prostu. Odłożyć telefon,

usiąść i czuć. Czujesz ten zapach?

To zapach nadziei i spokoju.


Wiesz co? Widzę, że czytasz i się

uśmiechasz. I to mi się podoba.

Uśmiech potrafi zmienić wszystko.

Czasem jeden uśmiech rozświetla

pochmurny dzień. A Twój jest

piękny — szczery, dający nadzieję.


Zadanie na dziś:


Wyjdź na pole. Albo na dwór

(ja wychodzę na pole — Małopolska

pozdrawia!). Idź do miejsca, gdzie jest

zielono. Usiądź, odłóż telefon i

zastanów się, jakie osoby masz wokół

siebie. Czy to ludzie, którzy sprawiają,

że się uśmiechasz? Czy raczej tacy,

przy których się zatracasz?

„Jesteś piękna. Jesteś mądra. Jesteś wystarczająca.”

Codzienność

Czy wiedziałaś, że TikTok — platforma,

na której na kibelku przeglądasz filmiki

typu: „Chcesz schudnąć, bez diety, bez

ćwiczeń? Kup cudowne suple! Ja

schudłam już 20 kg, jedząc pączki,

frytki i napoleony — oglądasz i

myślisz: „Serio?! Kto w to

wierzy — Święty Mikołaj na diecie

z pączków?”


Tak, mówię o tym miejscu, gdzie

zapisujesz fajne przepisy „na

potem”, ale wiadomo — nigdy ich

nie użyjesz. Bo z chwilą zapisania

szybko zapominasz, że coś zapisałaś.

Prawie jakbyś zrobiła długą listę

zakupów, a wychodząc do sklepu

zostawiła ją na stole.


Przyznać się — kto tak robi? To

dobra, ja tak robię. Zawsze to samo.


Więc wpadłam na patent, że będę

listę zakupów zapisywać w telefonie,

w notatniku. Przecież telefon…

Hmm… Jest ze mną w ważnych

momentach.


Kiedy dopadam paczkę chipsów, a na

końcu szukam drugiego dna. Bo tak —

lata temu było ich mnóstwo,

a teraz, otwierając opakowanie z

chipsami, czujesz powiew wiatru na

twarzy i w sumie nie ma czego tam

szukać. Może dobrze, a może nie.

Pewnie producent myślał o naszej

figurze, gdy wymyślił ten patent.

Nieważne.


TikTok. Kiedyś wchodziłam i

myślałam: czemu tam ludzie spędzają

tyle czasu? Dopóki nie trafiłam na nią.


Dziewczynę z wielką pasją i

marzeniami. Kobietę z dużym

poczuciem humoru, dystansem i

podobnym vibem jak mój.

Nie sądziłam, że po kilku miesiącach

stanie się moją bratnią duszą.

Tą, z którą rozmawiam na video, gdy

siedzę na kibelku.


Z którą się śmieję, płaczę, plotę

głupoty, a na końcu obie się z tego

śmiejemy. Robiąc zabawne miny,

jedząc malinową chmurkę, pijąc

kawę — szóstą z kolei — w tym

jednym kubku, porysowanym, z

wytartym dnem. Ale to nasz kubek.

I nic tego nie zmieni, póki kawa w

nim smakuje.


Nie da się uciec od osoby, z którą

czujesz flow. Mimo że dzielą was

kilometry, lubisz codziennie rano

śmieszkować, udawać pajaca,

plotkować, zacinać się, a

czasem oblać kawą.


Takie proste rzeczy.

Codzienność.

Tak po prostu. Bez kija w tyłku,

bez idealizowania. W szortach sprzed

5 lat, z plamą na środku po farbie

(tej czarnej, kiedy przyszła chandra na

metamorfozę — w głowie to wyglądało

nieco inaczej, ale to tylko włosy,

odrosną).


Siedzisz w kuchni i zastanawiasz się:

jak to się stało, że jeszcze niedawno

siedziałaś i narzekałaś, że świat jest

okrutny, że nie wierzysz w przyjaźń,


a teraz?


Planujecie kolejne spotkania, wakacje.

Kupujecie takie same ubrania.

Jecie śniadanie na wideo i macie już

w głowie wspólny tatuaż.


Jeden dzień, jeden komentarz, jedna

wiadomość — zmieniła wszystko.

Czy było warto? A jak!


Ta jedna osoba pokazała Ci, że warto.

Wskazała drogę. Motywuje, wspiera,

inspiruje, a kiedy trzeba — weźmie

i krzyknie na Ciebie. I sprawia, że

schodzisz na ziemię. A Ty wiesz, że

to ktoś, kogo potrzebowałaś. Kto

sam Cię znalazł.


Bratnia dusza. Wiedźma. Twoja

wariatka. Wymarzona.


Która pokazuje, że siostrą nie trzeba

się urodzić. A kilometry? To tylko

liczby. Kiedyś może byś narzekała:

„O matko, 3 godziny jazdy?!”

A teraz? „Wycieczka? Pakuję walizkę i

w drogę!”.


Teraz nic Cię nie zatrzyma, bo wiesz,

że warto. Bo znalazłaś ją — laskę z

Tiktoka która odmieniła Twoje życie.


Która wywróciła świat do góry

nogami. Która jest Twoją

przewodniczką w drodze do marzeń.

Z którą gadasz, śmiejesz się i

pierdzisz. I obie macie z tego ubaw.

Nie ma krępacji, zażenowania czy

spiny. Bo macie ten flow. To coś

więcej, niż mogłaś dostać w prezencie

od życia. Potrzebowałaś — i ta iskierka

się zjawiła. Nagle, nieplanowanie.

Wywróciła świat do góry nogami.

A teraz? Teraz siedzisz i odliczasz dni

do następnego spotkania.


Świat jest piękny, ale trudny. Jeśli

otworzymy serce, wyjdziemy z

klatki — więzienia emocji, strachu

i przeszłości — to życie może nas

zaskoczyć. Ale tylko wtedy, gdy

uwierzymy, gdy będziemy chcieli.

Gdy wpuścimy do naszego życia

kogoś. Kogoś, kogo potrzebujemy.

Z kim możemy konie kraść — i to

dosłownie.


Wszystko zależy od nas. Od

nastawienia, zaangażowania

i tego, czy chcemy.


Takie proste wybory mogą zmienić

życie. Życie, które samo w sobie jest

trudne. Czy nie lepiej iść przez życie

z uśmiechem na twarzy, z

pączkiem, ubrudzona lukrem?

Mijasz ludzi, którzy patrzą. Ale co z

tego? Niech patrzą. Pewnie sami

mają ochotę na coś słodkiego czego

i tak nie kupią bo mają

ograniczenia, zamknięci w klatce

pod nazwą „nie wypada”.

Idziesz i czujesz wolność.


Jesteś wolna. Jesteś sobą. I to

wystarczy.


Przyjaźń to nie są codzienne

spotkania. To nie jest pisanie co kilka

minut o tym, że gotujesz rosół.

Przyjaźń może mieć różne oblicza.

Czasem to codzienne rozmowy

na wideo przy kawie, głosówki i

spotkania co kilka miesięcy. To trzy

godzinna podróż pociągiem, żeby

spotkać się z nią — z dziewczyną

z TikToka, zakręconą, zabawną,

która czyta z Ciebie jak z książki.

To telepatia. Chwile, gdy siadasz i

płaczesz, bo jesteś tylko człowiekiem.


Masz emocje, humorki i bagaż na

plecach. Nie zawsze jest kolorowo.

Ale to Twój człowiek. Wybrany sercem.

Nie na chwilę, nie na kilka miesięcy —

na zawsze. To obietnica dwóch serc.

To emocje wyrażane słowami, a

czasem spojrzenie, po którym

wiadomo: „Laska, mam

niespodziankę — wpadam do Ciebie

na kilka dni”. I już wiesz, że to będą

zwariowane dni.


Przyjaźń potrafi zmienić życie.

Naprawdę. Mówię to ze swojego

przykładu. Nie da się niektórych

rzeczy zaplanować. Czasem

przychodzą same. Same od siebie.

I to jest piękne. Ale tylko wtedy, gdy

im na to pozwolisz. Gdy otworzysz

się na świat, na ludzi, na emocje,

uczucia. I wpuścisz kogoś do

swojego życia. Wiem — życie

nie jest proste. Jest trudne.

Czasem są wzloty, a czasem upadki.

Upadamy i wstajemy silniejsze.

Ale na końcu tej drogi spojrzysz

w lustro z uśmiechem, bo wiesz,

że było warto.


Zadanie na dziś:


Wstań, załóż na siebie coś, czego na

co dzień byś nie ubrała.

Weź głęboki oddech i wyjdź. Do

świata, do ludzi.

Po prostu idź. Bez tysiąca myśli po

drodze. Bez spiny. Bez oczekiwań.

Tak na luzie. Jeden krok — a tak wiele

może zmienić. Świat na Ciebie czeka.

„Świat jest pełen kolorów, wyjdź i się przekonaj.”

Lista marzeń

Marzenia nie są schowane w

szufladzie. Nie leżą po drugiej stronie

ulicy. Nie znajdziesz ich w drugim

pokoju ani w torebce. Ale są, i

czekają na swoją kolej.


Może nie świecą jak neon w klubie,

gdzie kiedyś do samego rana

tańczyłaś z kumpelą. Ale wciąż są

wyjątkowe. Bo prowadzą nas za

rękę — do przodu, wyżej, głębiej,

mocniej. A czasem istnieją po to,

aby przypominać, że życie może

być kolorowe jak ubrania w

szafie — pełne blasku i smaku.

Marzenia są jak trampolina —

wystarczy się odbić, i polecieć

wyżej, łatwiej niż się spodziewałaś.


I najważniejsze — są Twoje. Takie,

jak Ty je widzisz. Mogą być drogą do

innego świata. Albo celem, do

którego dążysz, wstając o czwartej

rano, bo wiesz, że dasz radę.

Że się nie poddasz. Bo to Twoje.

Twoja chwila. Nie Krysi ze

spożywczaka, nie ciotki Haliny, która

powtarza, że marzenia nie istnieją.

A kiedy pytasz, czemu tak myśli,

odpowiada: „Weź się do roboty,

zamiast zadawać głupie pytania”.

Bo jak się nie ma argumentów,

to najłatwiej kogoś zatkać.

Jak wodę w zlewie.


Nawet jeśli cały świat będzie

mówił: „Nie idź tą drogą” — Ty

już wiesz, co robić. Popraw koronę,

podpal serce ogniem i idź do przodu.

Z uśmiechem, stąpając twardo po

ziemi. Bo jak nie Ty, to kto?

To się właśnie nazywa wiara w

siebie.


Laska, jesteś świetna. Masz marzenia.

Wierzysz w siebie. Czego chcieć

więcej? Nie musisz mieć aprobaty

innych. Nie musisz sprostać

oczekiwaniom wiecznie

niezadowolonych koleżanek. Nie

musisz się nikomu tłumaczyć ze

swoich marzeń. One są Twoje.

Nieidealne, czasem zwariowane,

może dla innych „nie warte

zachodu”. Ale liczy się tylko to,

czego Ty chcesz.


Twoje życie. Twoje wybory. Twoje

kredki. Weź ulubioną i pokoloruj

swój świat tak, jak Ty chcesz.

Po swojemu. Bez ograniczeń.

Bez komentarzy.

To… jaki kolor wybierzesz?


Chcesz być pisarką, a znajomi

mówią: „Za dużo jest pisarzy, a za

mało osób czyta książki”.

Serio? Uwierzysz im?

Czy raczej pomyślisz :

„I co z tego? Pokazać

Ci, że sobie poradzę? Wiem,

jestem huraganem. Usiądź i

się przekonaj”.

Idziesz, Laska,

po swoje marzenia. Nie ich.

Nie Anki. Nie Kryśki. Nie Zośki.

Twoje. Chcesz? To zrobisz.


A może masz inne plany? Może

to właśnie odpowiednia chwila,

żeby otworzyć się na zmiany.

Stanąć w drzwiach i krzyknąć:

„Heeej! Teraz moja kolej!”. I

pójść jak burza do celu. Po

to, żeby na końcu drogi

usiąść z uśmiechem i powiedzieć:

„Zrobiłam to. Po swojemu”.


Może nie biją brawa? To nic. Też

to znam. Ale wiesz co? Nie

potrzebuję aprobaty innych.

Nie potrzebuję gratulacji ani owacji.

Jestem kobietą, która zna swoją

wartość. Jestem z siebie dumna.

Sięgam gwiazd.


Każdy ma swoją drogę. A co by

to było za życie, gdyby wszystko

było proste? Gdybyś miała

marzenia na wyciągnięcie ręki?

Laska, byłoby nudno. Zero

atrakcji, zero emocji. Ja bym

padła z nudy, serio. Po co

wstawać, jeśli nic ciekawego się

nie dzieje?


Kiedy sama na coś zapracujesz, o

wiele bardziej to doceniasz.

Patrzysz w lustro i już wiesz,

że dałaś radę. Sama. Mimo

tych brzydkich komentarzy

rzucanych pod nogi. Dałaś radę,

bo chciałaś. Bo kochasz siebie. Bo

wierzysz w siebie. Idziesz po swoje.


Nie zawsze jest łatwo. Są chwile,

gdy siedzisz i wyjesz, bo tak

wygląda życie. Ale się nie poddajesz.

Wstajesz i bierzesz życie za rogi. To

jesteś Ty. Jesteś siłą. Jesteś wiatrem.

Jesteś sobą.


Mimo trudności idziesz dalej. Jak

ten kogut z memów, co pogubił

pióra, ale nie odpuszcza. Wie,

po co idzie. Tak Ty suniesz do

przodu — pędzona wiatrem,

energią i słońcem. Ty — bohaterka

swojej opowieści. Kobieta, która

twardo stąpa po ziemi.


Twoje życie nie jest cyrkiem dla

innych. Nie jesteś małpką na pokaz.

Jesteś lwicą, która zna swoją siłę i

nie musi ryczeć, by ktoś ją zauważył.

Żyjesz dla siebie, bo kochasz

siebie — w każdej niedoskonałości.

Z zaletami i wadami.


Zadanie na dziś:


Stań przed lustrem i zapytaj siebie:

„Czy naprawdę kocham siebie?”

Tak szczerze. Bez ściemy.

„Kobieta pędzona wiatrem jest jak

huragan.”

Czułość

Miłość. Tak rzadko mówi się o miłości

do samej siebie. A przecież nie można

jej pomijać — to jak zachwycać się

tylko owocami, a zapominać o

warzywach, które są równie ważne.


Nie pokochasz nikogo naprawdę,

dopóki nie dasz tego uczucia sobie.

Proste — na papierze.

W życiu bywa trudniej.


Bo jak masz darzyć siebie ciepłem,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 34.65
drukowana A5
za 55.66
drukowana A5
Kolorowa
za 82.03