E-book
20.48
drukowana A5
43.22
„Za-nie-kochanie”

Bezpłatny fragment - „Za-nie-kochanie”


Objętość:
122 str.
ISBN:
978-83-8440-420-1
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 43.22

Od autorki:


Ten tomik nie opowiada historii. Nie tłumaczy, nie podaje lekcji. Nie prosi o zrozumienie ani o zgodę. To są wiersze o byciu w miłości, o jej braku i o obecności w sobie, kiedy wszystko przechodzi.

Trzy stany, które istnieją równocześnie - „za”, „nie” i „kochanie” - nie jako wybory, lecz jako doświadczenia duszy. Nie szukaj w nich odpowiedzi. Pozwól im dotknąć ciszy w Tobie, zatrzymać się na chwilę, oddech po oddechu.

Jeśli coś poruszy - przyjmij. Jeśli nic nie poruszy - też jest w porządku. To nie jest opowieść o zakochaniu. To zapis obecności w miłości.

Agnes Prokop — literackie imię Agnieszki Prokop

Niepokoje tobą pisane miły

Niewymowny smutek rodzą

Po wtóre odganiam kołaczące w głowie złe myśli

w nieskończoności wszystkich swych twarzy

by twój głos w sercu na nowo przywołać

punkt oparcia znaleźć na przekór


W zamyśleniu, spojrzeniu, bladości i strachu

udaję radość, której we mnie nie ma

począwszy od walki z niemożliwą udręką

po długie ze sobą rozmowy

wychodzę z wysiłkiem z samotności


Długą codziennie odbywam drogę

by w nieustępliwym uniesieniu

rozbudzić w sobie pokłady miłości

wierząc, że u kresu drogi

spotka mnie z tobą szczęście…

Wciąż szukamy siebie

w tłumie bezimiennych twarzy

w zgiełku dnia

w bezustannym szaleńczym biegu

przechodzimy obok siebie niezauważalni

wpisani w prozę każdego dnia

Rozprawa o nas

w jednym akcie zawarta

dwie postacie ona i on

i scena nagłego zakochania


Ona i on

czułość z porannej mgły utkana

w niewinnym błękicie nieba zamknięta


W gwiazdach wpisują

swoich uczuć moc

ona i on

i nikt więcej


Dzień w pięciolinie

wpisuje kolejne nuty

i układa w melodię

niedokończoną


Ona i on

i tyle niedopowiedzianych

zdań, słów, gestów

Nie nadrabiamy co nadrobić się jeszcze da

walcząc o nieswój kawałek trawy

Koncentrujemy na sprawach niewartych

Dorabiamy nie dopuszczając swych pragnień.


Ciągłe domysły, półprawdy, obmowy

zabijają wrażliwe w nas ja

Zatruwamy zamiast smakować życie

Zamykamy pozytywny w nas świat


A ja chcę mieć we włosach motyle

własne pragnienia i wolność jak ptak

Myśli proste, życie skromne

i radośnie smakować czas

Znów serce w rozterce się kołacze

targane z każdej strony fascynacjami

to do biegu się wyrywa

tęsknie wyciągając rozdarte ramiona

to zawiesza w próżni pomiędzy uczuć

niestałościami


Wciąż szuka i błądzi

gubiąc we łzach małe radości

aż w końcu swoją zasmuconą twarz

odnajduje w przestrzeni

pełnej sprzeczności istnienia

Jeszcze lękam się mówić

świtem budzącym zamyślać

Jeszcze się boję zbliżyć

wyciągnąć dłoń nad przestrzenią

Jeszcze chowam w sobie potok słów

by nagle przemówić językiem twoim


Jeszcze powoli stąpam

nad modrym oceanu brzegiem

w mgłę otulam ramiona

poranne słońce nakładam na usta

z deszczem i wiatrem umykam

niedokonanej chwili

Jeszcze i jeszcze

Poczekaj chwilę a zakwitnę

Moje dłonie ciepłe od twoich dotyków

zachłannie pragną morza czułości

usilnie zatrzymuję ten żar

by serce me ogrzewał

…i tak w tęsknym śnie o miłości maluję obraz o nieprzemijaniu…

nie znikaj, więc proszę z tego snu

pozostań na mojej błękitnej jawie

Z pierwszą gwiazdą na niebie

świat rodzi się bez skazy

zaklęty w postaci anioła

bosy stąpa obdarowując

ludzi marzeniami


Jak cenne perły czasu

niedościgłe, nieuchwytne

rodzą się w sercach naszych

w nadzieję przyoblekając

szarą rzeczywistość


I tak stając u źródła

swego wnętrza

napełnieni tęsknotami

zaczynamy marzyć

o rzeczach wielkich

Na samym końcu ust

zapomnę, że świat jest zły


Dzień dżdżysty zadrży

pragnieniem nocy i dni

obudzę się zalana słońcem


w tafli twego ciała

zatopię się

znów jeziorem

Kiedy przychodzi wieczór

Ciepłym kocem

Otulam twoje tęsknoty

I myśli

O mnie, o nas

O tym co jest

O tym co będzie

Cichą nutą

Szeptem wypowiadam

Magiczne słowa

By potem pozostawić je na twoich ustach

⠀ ⠀

Kocham Cię

granic nie ma

wylewa się słońce z nieba

Wyciągam się na łące

ukwieconej pocałunkami

oddycham ich ciepłem

zawieszonym

nad zachodzącym słońcem


Jeszcze mimozami pachnie

zanurzone w twych

objęciach me ciało

drżąc w zachwycie

nad szczęściem

Zaśnij słodko wtulony w ciepłą pościel

Noc za oknem schyliła swe ramiona nisko

księżyc zajrzał w okno głęboko

Przymknij zmęczone dniem powieki

do poduszki przyprowadź dobry sen


Niech cię w nim niosą jesienne krople deszczu

pocałunki zroszone poranną mgłą

słowa jak wiatru jeszcze ciepłe powiewy

otulą konary drzew pełne pożółkłych liści


Rano obudź rześkość w sobie

Wyciągnij się przed poranka tchnieniem

Uśmiechem odgarnij sprawy codzienne

co stoją za zamkniętymi drzwiami

Ja jestem dalej tu

ty jesteś daleko tam nad nieboskłonem

Przynoszę ci polne kwiaty

otulam nimi twe uśpione ciało

nad zimnym marmurem


Już tak nie cierpię

gdy pochylam nad tobą głowę

Uśmiecham się do ciebie

uśmiecham się do siebie

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 43.22