E-book
3.94
drukowana A5
27.25
Z Myśli Powstałem

Bezpłatny fragment - Z Myśli Powstałem

Myśli duszą pisane


Objętość:
115 str.
ISBN:
978-83-8467-458-1
E-book
za 3.94
drukowana A5
za 27.25

OD AUTORA

Ta książka nie powstała z planu. Powstawała z chwil — z ciszy, pytań, wspomnień, miłości, błędów i tego wszystkiego, co czasem trudno powiedzieć komuś prosto w oczy.


Zapisywałem myśli wtedy, kiedy przychodziły. Nie zawsze były równe, nie zawsze poprawne i nie zawsze łatwe. Ale były moje. Z czasem zobaczyłem, że razem tworzą opowieść o człowieku, który próbuje zrozumieć siebie, innych, przemijanie, wiarę, bliskość i własne miejsce w świecie.


Nie szukaj tutaj gotowych odpowiedzi. Ja również ich nie mam. Są za to pytania, obrazy i chwile, w których być może odnajdziesz kawałek własnej historii.


Jeśli choć jedna z tych myśli zatrzyma Cię na moment, wywoła wspomnienie, uśmiech albo zwyczajną ciszę — znaczy, że nie została zapisana na próżno.


Pozwól duszy się poruszać.

Reszta przyjdzie sama.

Pan w Kapeluszu

I. POWRÓT DO SIEBIE

Miłością jest odkupienie

Daleko było …

Gdzie świat był kiedyś…

W ciszy poranka…

W ciemną noc…

Uciekając od twej bliskości…

Gdy szarość dnia już nie była drogą…

W zakamarki duszy których nie znałem…

Odmęty świata podłego…

Patrząc na twe łzy…

Udając że nie widzę…

Zraniona dusza …

Czekała na me powroty…

Upadłem wtedy…

Płonąłem cały…

Musiała dusza w popiół się obrócić…

Musiał ogień zabrać demony…

Bym na nowo mógł szukać drogi…

Do twego serca wtedy…

Nic nie mówiąc…

Bez obietnic …

Krok po kroku …

Uczyłem się kochać na nowo…

Każdego dnia odkupując swe czyny…

Za każdą łzę która była…

Gdzie w ciemności twe serce nie biło…

Nie boję się już przeszłości…

Nie prosząc o wybaczenie…

Po prostu łez już twych nie będzie wcale…

Me czyny wyryte na mej duszy…

Zakamarki mego istnienia…

Uczę się Ciebie na nowo…

Tuląc co noc nasze marzenia…

Siłą to nie ja byłem wtedy…

W ciemności gdy płonąłem…

Oddech Twój mnie ocalił…

Dając życie nowe…

Czekające serce…

W oczach tęsknota…

Wybaczenie które koi me rany…

Stojąc przed tobą…

Bez słów wielu…

Każdy dzień jest drogą…

Wybawieniem mego istnienia…

Dusza mej duszy…

Świat mych marzeń…

Bym kiedyś mógł wzbić się ku niebu…

Ty jesteś mi potrzebna…

Gdy zasypiam patrząc na twą duszę…

Gdzie ciepłem otula nas zawsze…

Świadomość inna…

Gdzie nie ma już piekła…

W cichym zakątku mego istnienia…

Nie cofam już czasu…

Nie uciekam…

Ramiona me dziś dla Ciebie schronieniem będą…

Już zawsze czuć duszę istnienia…

Cisza…

Nic więcej nie powiem…

Serce w sercu rodzące…

Gdzie odkupienie …

Miłości jest drogą…

Będę jak On

Gdy zamknąłem oczy kiedyś czas za szybko płynie…

Już dorosłość świata nie zatrzymam…

Będąc w sobie czuję się czasem dziwnie…

W tafli lustra widzę siebie…

Jak odbicie kogoś kiedy myślę inaczej…

Lata lecą a tu ciągle bliżej…

Uciekając sny gdy budzik słyszą…

Już nie powiem że chce żyć od nowa…

Czasem gdy zamykam oczy są te lata…

Gdzie nie musiałem być, a byłem wtedy…

Widzę jak mnie woła tata…

Gdy już ciemno było…

Wtedy i przez te lata…

Obietnice w sobie złożone…

Będę jak On …

Kiedy już dorosnę…

By takim być ojcem…

Czasu już nie cofnę …

Tato patrząc z góry może jesteś dumny…

Że już powoli dorosłem…

Lata lecą a ja ciągle biegnę…

Każdy dzień jest mym początkiem…

Nie szukając wymówek że mi się nie chce…

Nauczony przez życie by iść przed siebie…

Może czasem za szybko płyną myśli takie…

Kiedy przyszła miłość coś już rozumiałem…

Z miłości rodzi się miłość tak je pokochałem…

Czy nasze dzieci poczują jak to być dzieciakiem…

Nie będąc w ciszy chciałbym by czas nie uciekał…

Zamykać oczu i je otwierać…

Nie mówię czy coś mnie boli…

Bo życie ucieka a ja chcę je powoli…

Może już nie wrócą te dni beztroskie…

Świat za często drwi z nas bez umiaru…

Zatrzymaj się na chwilę…

W sercu tuląc swoje rany…

Nie uciekam przed miłością swoją…

Nauczony być silnym bo tak życie chciało…

Przyznaję się szczerze że czasem się wzruszę…

Nie mam białej duszy…

Myśli które kuszą…

Lecz mimo lat nauczę się czasem …

Kocham całym sobą…

Życia nie oddam zatem…

W chwilach zawsze widzę piękność…

Ciesząc się że żyje…

Dziękuję za wszystko …

Kocham to co moje…

Więc zamykam oczy wtedy widzę więcej…

Życie jest wtedy gdy kochasz je szczerze…

• • •

Tylko myśli zostały

A może już czas…

By zamknąć myśli i odejść bez słowa…

Czując wiatr, który niesie słowa…

Czy potrafię unieść to co sam niosę…

A może mnie już dawno nie ma…

Tylko myśli zostały…

Jak długo biegłem…

Czy czasu mi starczyło…

By odnaleźć siebie…

Tam gdzie się zgubiłem…

W myślach mych prawda zawarta…

Taka zawsze droga byłem…

Czy dziś jeszcze w samotności potrafię być taki…

A może już za późno bym życia był zapomnienie…

Patrząc na dawne czasy…

Umiem się jeszcze uśmiechnąć…

Nie każda droga piękniejsza była…

Nie każda chwila była zachwytem…

Ale czy życie nie jest chwilą…

Bycia duszy zachwytem…

Może już przeżyłem swoje życie…

A może to początek już dziś…

Nie szukając końca…

Też i początku żadnego…

Oddech wezmę jeden…

Czy będę wszystko…

Czasem biegnę do przodu…

A czasem w boku muszę zniknąć…

Ktoś powiedział że chwilę tu byłem…

Że nie ma mnie wcale…

Zamykam oczy…

Jestem w ciszy inności…

Nie istnieje ma dusza…

Bez wiary w miłość…

Kochając czasem siebie…

A czasem nienawidząc…

Żywotu mego nie chcę określić…

Kiedyś noc była demonem…

Piórem treści…

Gdy teraz otwieram oczy w ciemności…

Umiem w spokoju patrzeć w przeszłości…

Czuję że to jest blisko…

Lecz ja już nie uciekam daleko…

Nie boję się swojej miłości…

Chwili tej prawdziwej…

Może kiedyś zobaczę w oczach spokój…

Może w nicości siebie…

Lecz w słowach zawarta…

Prawda o mej inności…

Cisza już…

Proszę chwilę jeszcze…

Żywot mój niech trwa taki…

Bycie w prawdzie miłości…

• • •

Spójrz inaczej

Gdy czas płynie…

Zamknięte oczy…

Przez lata całe…

A może od zawsze…

Mimo że czujesz…

Że niby jesteś…

Czy to co widzisz jest tym co widzisz…

A może tutaj nie jest tak właśnie…

Gdy w ciemności światło gaśnie…

Trudu potrzeba by nie widzieć tego…

Bo jak może być innością coś co jest od zawsze…

W cichym świecie…

W gonitwie dnia…

W spojrzeniu ludzi…

Może w snach…

Tutaj jesteśmy…

Byliśmy …

Będziemy…

Może…

Lecz czy w prawdzie takiej…

Czy w zapomnieniu…

Ucieka wszystko co piękne…

W milczeniu nic nie widzimy…

Życie tak tracąc zawsze…

…

Czasem jednak myśl…

Jeden impuls …

Coś co powie spójrz inaczej…

Szukając prawdy…

Czy okłamujemy siebie…

Czy prawda jest ta która widzimy…

…

Byłem ślepy…

Gdy patrzyłem na świat oczami…

Uciekając przed demonami…

Bojąc się że wróci jutro…

Budowałem na nowo dziś…

By być lepszy…

Lecz powoli nie biegnę…

Nie uciekam…

Odwracam twarz ku wczoraj…

By budować dziś …

Muszę pokonać wczoraj…

W sobie spojrzeć w duszę…

W ciemności swoją…

By już nie wróciła …

No tylko wtedy mogę iść dalej…

Zrozumieć kim jestem…

Bez maski takiej…

Już niedługo…

Może za chwilę…

Po prostu będę…

Nie uciekając wcale…

Pójdę drogą przez czas …

Gdzie będę w polu światła…

Mostem między sobą…

A światem tym…

Bez lęku …

Będę nową drogą…

• • •

II. ŚLADY BLISKOŚCI

Motylek

Chciałbym dziś rzec więcej niż mogę…

Gdy cisza nastała wtedy…

Może to już rok cały…

Może od zawsze to było…

Gdy ostatnie słowa wypowiedziałaś do mnie…

Zatrzymany czas…

Gdy już nie było słów…

Gdzie twe odbicie w mych oczach…

Zniknął blask…

Twego bycia czas…

Lecz nie odeszłaś do Aniołów…

Zbyt długo byłem obojętny…

Zajęty sobą czasem…

Nie słuchając co szepczesz do mnie…

Nawet gdy krzyk Twój słyszałem…

Rozpacz bym spojrzał w Twoją stronę…

Udawałem że to nic przecież…

Odwracając twarz w drugą stronę…

Z miłości przyjaźni…

Chciałaś być trochę…

Bliżej niż zawsze…

Bym spojrzał na Ciebie inaczej czasem…

Niż tylko na zdjęcie czyjeś…

Bolące serce które nie jest przecież wolne…

Czułości chciało tylko trochę…

Mimo że nie w samotności…

Lecz zranione…

Zamknęło drzwi w jedną stronę…

Nastała cisza…

Pustka bez twych słów…

Dopiero wtedy zatrzymał się czas…

Ma przestrzeni szukała Ciebie…

Tyle było to lat…

Gdy wspierałaś mnie wtedy…

Chciałbym zanucić jeszcze raz…

Piosenkę, którą znasz…

“Znów przyjdzie maj.

A z majem Ty…”

Tylko tyle a dla mnie wiele…

Pamiętać Twoje pierwsze słowa…

Żeś złą kobietą jest. Bym odszedł bez słowa…

Lecz to tylko mit był w twej głowie…

Aniołem cudnym jest twa osoba…

Dzięki Tobie ożyły moje marzenia…

Gdy świat mojej baśni dzięki Tobie ożył…

…

Dziś pukam do zamkniętych drzwi…

Gdzie czasem widzę twe lico…

Lecz teraz ty odwracasz twarz w drugą stronę…

Chciałbym w słowach zawrzeć to wszystko…

Lecz jedno chciałbym byś wiedziała…

Modlitwą każdego dnia…

Proszę byś była szczęśliwa…

Wiedząc że twe serce miłości potrzebuje teraz…

Dziękuję za spełnione sny…

Za marzenia które tworzyliśmy od nowa…

Nie zamykam swych drzwi…

Nie powiem żegnaj na zawsze…

Gdy raz ktoś w sercu przyjaźni zostaje…

Na wieczność będzie w sercu zapisany…

Dziękuję za każde dobre dni…

Może te słowa zostaną na wietrze…

Może odejdą w zapomnienie…

Tak też bywa że człowiek widzi więcej …

Gdy coś dalej jest od Ciebie…

Nie zapominam tego co los dał mi …

Wolność twego ducha…

Teraz jak Motyl na swej łące…

Usiądę daleko w cieniu …

Podziwiać będę twe lico…

Jesteś i będziesz Motylkiem kolorowym…

• • •

Zasypiają me demony

Wiem wiem, nie jestem ideałem…

Ten czas kiedy uciekałem…

Bez słów a jednak kłamałem…

Gdzie świt każda noc nie była…

W ciszy tak cię zostawiłem…

Ślady mych słów niemo tak nosiłaś…

Nie czas mijały złe chwile…

Ten świat który poznawałem…

Jak bagno w niego wchodziłem…

Twój ból każdej nocy zostawiałaś na poduszce…

Gdy wracając rano krwawiło Twe serce…

Czy to czas musiał minąć…

Czy ludzka dojrzałość przyjść musiała…

Gdy wracałem do życia chcąc być jak wtedy…

Patrząc tyle czasu jak wykrwawia się Twe serce…

Czy teraz jeszcze możesz być mym życiem…

Ile kłamstw potrafi znieść człowiek…

Bo który nie jest ludzki…

Gdy wróciłem do Ciebie…

Rano chcąc być innym…

Patrząc na świt czy jeszcze możesz być…

…

Byłaś jeszcze…

…

Przez ból ludzkich doznań…

Przez wszystkie dni ucieczki…

Serce krwawiące…

A jednak wierzyłaś że wrócę…

Upada człowieka dusza…

Czasem nie umie sobie pomóc…

W ciemność ciągnie zło…

Jak lunatyk podążam wtedy…

Nawet gdy mamy ideały…

Gdy siłą jest sumienie…

Czasem po prostu się zgubimy…

Dusza jak cienie…

A ty…

Czułem Twoją dłoń…

Gdy w ciemną noc zgubiłem się…

Mimo że wyrwać się chciałem…

Trzymałaś mnie…

Gdy w złości zraniłem Twe serce…

Mocniej trzymałaś mnie…

A teraz gdy jestem…

To ja nie puszczę Cię…

Bo każdego dnia w ciszy nocy…

Zasypiają me demony…

Obok Ciebie nowe drogi…

W duszy przysięgę sobie składałem…

W cichej samotności…

Nie będąc ideałem…

Już nie szukam innej drogi…

Gdy nie umarł mój świat…

Bo światem Twe ramiona…

W ciszy wyszeptane słowa…

Dziękuję że jesteś…

Tak bardzo cię kocham…

• • •

III. WIARA I MIŁOŚĆ

Wierzę, bo czuję

Pytając o wiarę…

Czy drogą mą są te słowa?…

Może jedno słowo które nic nie znaczy…

Zaczynając od słowa…

Tak powstać musiałem…

W nicości Inności wiele zrozumiałem…

Bez zachwytu tego…

Ciągle z pokorą do swego istnienia…

Gdy świt przychodzi a dusza z ciałem się łączy…

Klękając przed Bogiem…

Jego witam każdego dnia zatem…

Czy wierzę zapytasz?…

Wierzę że ktoś czuwa nad mym życiem…

Obecność czuję każdego dnia…

Może malutki taki jestem…

Może nie znam się na tym…

Lecz wierzę w co czuje…

A czuję że wierzę…

Nie tak jak każą wierzyć inni…

Bo dana nam wola nasza…

By dusza była wolna…

Więc wierzę sobą całym…

Lecz czy to byłby koniec…

Gdy początek jest w miłości…

Może tylko to słowa…

Może nie ma tego…

Lecz znowu odpowiem Tobie…

Że czuję w miłości…

Gdy w ciemności nocy gdzie wychodzą me demony…

Trzymam dłoń jej…

Wtulona w me ramiona…

Nie boję się wtedy ciemności…

Swej ciemnej przeszłości…

Gdy pierwsze promienie porannego słońca…

Pieszczą jej lico…

Patrzę na tę miłość wybraną…

Która pokochać musiałem…

W niewinności taką dostałem…

Darem od Boga…

Może burze przeżyliśmy…

Gdy moje były rozterki…

Czasu już nie cofnę…

Lecz wierzę że będzie nadal w miłości trwać ten świat…

Bo nie istota jest żywota mego by być idealnym…

Lecz by sercem zawsze wybierać drogi…

Nawet gdybym odszedł od siebie…

To zawsze wiarą będą moje drogi…

Że miłość jest tą wiarą w istnienie mego bycia…

Prosty ze mnie człek…

Bo czuję sobą…

Wierzę zawsze w to co czuć powinienem…

Może za mało jest wiary w człowieku…

Może ucieka przed samym sobą…

Bo boi się uwierzyć że może być sobą…

Łatwiej jest nam udawać przed światem…

Mówić że się nie da. …

Czy tak bardzo bać się musimy…

Uwierzyć że jesteśmy inni…

Może i słowa te puste…

Może powiesz że tak się nie da…

Lecz spójrz w swoją duszę…

Powiedz mi proszę piękna istoto…

Ty duszo anielska…

Umiesz wierzyć w to co czujesz zatem?…

• • •

IV. MIŁOŚĆ ZMYSŁAMI

Klucz do wieczności

Cichym oddechem szepczę słowa…

Daleko, w innej rzeczywistości, zmysły moje błądzą…

Czy to możliwe, że mnie tam nie było…

Gdy w sercu zapanowała cisza…

Czy to już świt, czy może wciąż noc trwa…

W ciemności nie potrafię siebie odnaleźć…

Czy to jest właśnie przemijanie…

Bo teraz nie ma już nic…

Samotna dusza, która upada…

Serce złamane, lecz wciąż bijące…

Czy to przypadek, że Cię spotkałem?

Może w innym świecie, w innym czasie…

Los potoczyłby się inaczej…

Gdybym wtedy inaczej postąpił…

W myślach wciąż powraca pytanie…

Czy odnalazłbym Cię ponownie…

Lecz nie rozmyślam już nad tym…

Nie cofam czasu, nie zmieniam przeznaczenia…

Wtedy było inaczej…

W młodości, pełnej sił i nadziei…

Mogłem biec do Ciebie…

Tak bardzo inaczej…

Gdy noc ustępowała dniowi…

A nasze ciała stawały się jednością…

Uciekałem na chwilę…

By zaczerpnąć tchu, by nasycić się Tobą…

W każdej sekundzie czułem…

Że życie jest radością…

Czy czas zmienił wszystko?

Czy uczucia mogą wygasnąć?

Dziś, dojrzalszy, mądrzejszy…

Patrzę na Twoją twarz…

Delektuję się smakiem Twych ust…

Dotykam czule Twego ciała…

Powoli, zmysłowo…

W sercu wciąż noszę Twój obraz…

Jesteś spełnieniem moich pragnień…

Chwilą wieczności w tym przemijającym czasie…

Mimo że lata minęły…

A my dorośliśmy…

Muszę Ci to wyznać…

W tej cichej chwili…

Czuję Cię mocniej…

Uczucia i wieczność

Widzę Cię wyraźniej…

Bez żadnych wątpliwości…

Jesteś moim skarbem…

Darem losu na wieczność…

Czasu nie zatrzymam…

Nie podaruję Ci klejnotów świata…

Lecz jeśli zapragniesz…

Podaruję Ci klucz do wieczności…

Zamknięty w moim sercu…

Tylko dla Ciebie…

Wtuleni w siebie…

Milczymy, lecz czujemy…

A ja kocham Cię od nowa…

Z każdym dniem mocniej…

• • •

Bardzo Cię pragnę

Wędrujące myśli…

Czasu nie liczą…

Gdy idą nie będą w nicości istnieć…

Pragnienia są drogą …

Bez snu w innym wymiarze…

Czy jesteś gdy będę tutaj…

W nocnej odsłonie czasu…

Zawsze byłaś mym pragnieniem…

Gdy oczy zamykam wtedy…

W myślach to było…

A może na jawie…

Gdy czułem Twoje usta…

Muśnięcie ust…

Jak motyla skrzydła…

Delikatnie smakując pożądanie…

Spojrzałem w oczy…

Głębia w lazurowe toni…

Gdzie topiły się nasze pragnienia…

Czucie bez dotyku jeszcze…

Gdzie nie ma granic dla naszych pragnień…

Me dłonie wplecione w Twe włosy…

Usta ustami pragnącymi muskał…

Dotyk twych dłoni na mej skórze…

A cichy oddech uczynił wiatr…

Tak bardzo byłem…

Wtedy czy teraz…

Bo ty byłaś tutaj gdy jestem…

Nie uciekamy od naszych pragnień…

Gdzie ciała pragnęły więcej…

Nasz wstyd przed sobą nie był na zawsze…

Gdy dłonie łagodziły lęki…

Gdzie jest czas?…

Nie teraz…

Nie ma tu jego…

Bo tak pragnienie dopełnia się nasze…

Gdy przed sobą w dotyku jesteśmy nadzy…

Zawieszeni w podnieceniu…

By Rozkosz była drogą…

Usta wędrują stale…

Poznając Ciebie zmysłami…

Pieszcząc tylko dusze, pieszczę cały Twój świat…

Teraz już nie ma nic więcej…

Gdy Twe krągłości są w mych ustach…

A dłonie pieszczą Twe zmysły…

Już nie lekki oddech…

Lecz krzyk Twój słyszę stale…

Nie przestanę teraz…

Gdy ciała złączone w jedność…

Unosi się ciało jędrne…

Gdy wprawiam w ruch tę przestrzeń…

Tak bardzo było nam dane…

By być w siebie…

By poczuć to co nam zapisane…

Rozkosz naszej tęsknoty…

W amoku dotyku…

W szaleńczym ust pragnieniu…

Gdzie ręce pieszczą ciał zmysły…

A my w jednym oddechu…

By dokonało się pragnienie…

Gdzie jest szczyt naszych marzeń…

By kochać i być kochanym…

Nie czekając na świt już…

Nasze ciała w jedności związane…

Nie dziś to będzie…

Lecz każdej chwili…

By już nie więzić naszych pragnień…

Cichym oddechem…

Szepczę Tobie znowu…

Bardzo Cię pragnę…

• • •

V. PAN W KAPELUSZU

Ukazuję swą duszę

Gdy czas nadszedł…

Zesłany przez Pana…

Dzień zwykły był wtedy…

Początek świata…

Droga wtedy zaczęła się Pana…

Bo życie dane było jemu…

Zatacza czas koło życia…

Szybko czasem leci…

Czy dusza była zatem taka…

Czy zawsze uczy się siebie…

Nie będąc innym dla siebie…

Może czasem dziwny dla innych…

Uczę się życia zawsze…

By nie odejść od siebie…

Czy kochać potrafię siebie?…

A może już na to za późno?….

Lecz bije me serce…

Gdy rano otwieram oczy…

Czasem zostawiam rozum daleko…

Bo czuję całym sobą…

Człowiekiem w człowieku zatem jestem…

Będąc zwykłą osobą…

Czas myśli od Pana dane mi teraz…

Zostawiam je tutaj na wietrze…

By niosły się po tym padole…

Nie łez…

Tylko nadzieję na jutro…

Gdy czuję że jestem…

Czuję że kocham…

Może nie widać mego lica…

Może nie wypowiadam słów wielu…

Lecz przed tym światem…

Ukazuje swą duszę…

Jestem zwykłym człowiekiem…

Nie szukam poklasku…

Nie stojąc na piedestale…

Bo kocham swe myśli takie…

Które są tylko moje…

Zatoczył czas koło…

Jestem na nowo…

Żyję, bo życie dostałem…

Kocham bo kochać potrafię…

Może dane mi będzie…

Kolejny raz za toczyć czas…

Dziś jestem…

Będę życia swego ozdobą…

Trwaj życie…

Kocham cię stale…

• • •

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 3.94
drukowana A5
za 27.25