E-book
12.6
drukowana A5
26.24
Z dna serca

Bezpłatny fragment - Z dna serca

Wiersze


Objętość:
40 str.
ISBN:
978-83-8455-170-7
E-book
za 12.6
drukowana A5
za 26.24

Piszę płynnie i swobodnie, nic mnie nie przymusza.
Piszę, bowiem tego pragnie moja chora dusza.
Słowa same się składają w rymowane zdania
I to właśnie jest radością mojego pisania.
Może coś Cię zaciekawi, może coś Cię wzruszy,
Wszystko to z dna serca płynie, z głębi mojej duszy.

Córka milczenia

Z tygodnia na tydzień,

Wciąż dalej i dalej,

Podążam w nieznane.


Nie wiem, gdzie był początek,

Nie znam drogi końca —

Wędrówka męcząca.


Czasem w przeszłość powrócę,

Pomyślę i wspomnę

To, co było dobre.


I nie myślę, co będzie,

Wszystko tak się zmienia.

Ja — córka milczenia.

W objęciach jesieni

Nie dla mnie wiosna, słońce, kwiaty.

Nie dla mnie tęcza kolorowa.

Mą siostrą jesień, braćmi wiatry,

we mgle się dusza moja chowa.


Czemu się smucisz, serce moje?

Czemuś w radości moc zwątpiło?

Szarość, zgryzoty, niepokoje

w darze ci życie zostawiło.


Gdziekolwiek spojrzę — dama blada,

złowroga śmierć w oczy zagląda.

Kiedy mi cios ostatni zada,

nim się nić życia mego rozpląta?


„Zaufaj sercu” — mówią mędrcy,

„Uwierz w swą moc i ciesz się chwilą!”.

Lecz mnie sam fakt istnienia męczy,

dwie siły w duszy mojej żyją.


Jedna radosna i spokojna

spogląda w niebo, z wiatrem tańczy.

W drugiej się toczy ciągła wojna,

chociaż już nie mam siły walczyć.

Umieram

Osnuta mgłą błądzę,

zabierz ode mnie żądze.

Spowita ciemnością płaczę,

kiedy promienie jasne zobaczę?


W szarym dniu, w myśli obłoku,

pragnę odnaleźć spokój.

W szarym dniu, w ludzi tłumie,

kto mnie zrozumie?


Ciągle na kogoś czekam,

w samotność uciekam.

Wciąż szczęścia nie znajduję,

błędów żałuję.


Srebrne kropelki z oczu płyną,

obarczam się winą.

Srebrne kropelki z oczu ocieram,

z przeszłością — UMIERAM.

Kalejdoskop

Raz się człowiek śmieje, a raz gorzko płacze.

Czasem myśli sobie: „ja już nic nie znaczę”.

A za chwilę znowu ten sam człowiek prawi,

Że przez kilka godzin świat calutki zbawi.

Cóż to za nastroje, gdzie tu jest logika,

Że tyle przeróżnych myśli nas przenika?

Są chwile radosne i chwile cierpienia

I się los człowieka jak pogoda zmienia.

Popatrz dookoła, ilu ludzi chodzi,

Ktoś z żalem umiera, a inny się rodzi.

Wszystko tak się kręci jak w kalejdoskopie,

Coś wychodzi z mody, to znów jest na topie.

Czasem wiele zyskasz, czasem wszystko tracisz,

I za błędy swoje w życiu drogo płacisz.

Ludzie jak liście

Ludzie jak liście jesienią na drzewach,

przez lekki podmuch wiatru w dal strącane.

Ludzie bezbronni jak ptak, który śpiewa,

choć gniazda nie ma i skrzydło złamane.


Wy, co wierzycie ślepo, dla pociechy,

że za te trudy, płacze i cierpienia

Bóg Miłosierny przebaczy wam grzechy,

że smutki w radość wieczną pozamienia.


Wiedzcie, że prawdy żaden nie odgadnie,

żaden nie dojdzie, czy warto się trudzić.

Ktoś w górę wzleci, ktoś na dno upadnie —

nie ma tu czasu na to, by się nudzić.


Lecz pamiętajcie, że nikt nie ma prawa

postępowaniem świat unieszczęśliwiać.

Bądźcie więc dobrzy jak wiosenna trawa,

tacy, by inni chcieli z wami bywać.

Idziemy

Idziemy wszyscy, wielcy i mali,

idziemy razem poznawać świat.

Za nami przeszłość świeci w oddali,

przed nami przyszłość najbliższych lat.


Nie chcemy wojen, zbrodni wbrew duszy,

nie chcemy wrogiem dla innych być.

Pragniemy światła, czułości, błękitu,

pragniemy pięknie i godnie żyć.


A jednak coś nas ku zbrodni popycha,

coś każe niszczyć, kłamać i kraść.

Ukryte zło nasze dusze przenika

i nie pozwala wzlatywać do gwiazd.

Dlaczego ranicie siebie, ludzie?

Dlaczego ranicie siebie, ludzie?

Dlaczego cierpienie zadawać lubicie?

Zrozumcie — bo każdy zrozumieć to umie —

za krótkie życie, za krótkie bycie.


Nie lepiej karmić się dobrym słowem?

Nie lepiej uśmiechem witać się, kochani?

A tu człowieka człowiek rani,

i czynem rani, i słowem rani.


Już usłyszałam tyle narzekań,

już tyle słów złowrogich usłyszałam.

I to, co ważne, z tego wyciągnęłam,

i to, co ważne, zrozumiałam.


Zbyt dużo znaczy nasze życie,

zbyt dużo znaczy życie bliźniego,

aby zabijać się nawzajem,

aby dopuszczać się wobec siebie złego.


Wreszcie zrozumieć to musimy,

że każdy z nas jest wyjątkowy.

Przestańmy ranić czynem, słowem.

Przestańmy ranić — to strasznie boli.

Odnaleźć szczęście

Szczęście w życiu odnaleźć,

uśmiechniętym być stale,

umieć smutek zniweczyć,

dobrą myślą uleczyć,

w błogi sen się zanurzyć,

nie pamiętać o burzy…


Ale tak być nie może,

bo nas topi trosk morze.

Ciągle jakieś nieszczęście

w tym życiowym zamęcie.


Czy ktoś znalazł metodę

na życiową wygodę?

Czy ktoś odkrył środki,

aby wieść żywot słodki?


Na takiego człowieka

świat do dziś w bólu czeka,

lecz nadzieję wciąż mamy,

że go w końcu poznamy.

Ostatnie spotkanie

Pamiętasz? Staliśmy obok siebie, zjednoczeni prawie,

Słońce już miało odejść,

lecz popatrzyło w swe odbicie w stawie.

Tak, jakby spotkać z kimś się chciało w letni wieczór.

Pewnie księżyc kochało, lecz on tego nie czuł.


Potem odeszło smutne, żałosne, zawiedzione,

Może poszło go szukać na zachodnią stronę.

A księżyc już po chwili przyszedł, senny, blady.

Uśmiechnął się do gwiazdki, nieświadom swej zdrady,


I oblicze swe złote na ziemię skierował,

Zauważył, jak tyś mnie po ustach całował.

Zawstydziłam się, widząc to nagłe spojrzenie,

W swojej duszy poczułam nieuchwytne drgnienie,


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.6
drukowana A5
za 26.24