E-book
13.65
drukowana A5
51.93
Wywiad i podstęp w dawnej sztuce wojennej

Bezpłatny fragment - Wywiad i podstęp w dawnej sztuce wojennej

Tom I Starożytność


Objętość:
295 str.
ISBN:
978-83-8221-153-5
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 51.93


Człowiek ma dwie opoki: Ojczyznę i Rodzinę.

Dlatego w podzięce mojej żonie Bożenie

i pamięci służbie Polsce pracę tę poświęcam.

Autor


Od autora

Tętent kopyt, głuchy grzmot.

Zmartwiała ziemia, pożoga krwi.

Błysk stali, urwany krzyk.

Ciemność i cisza

Droga wojownika.

Autor

W zmieniającym się świecie, od zarania dziejów po współczesność ludzie starali się kierować pewnymi zasadami, wartościami, które uważali za życiowe drogowskazy pomagające im odnaleźć właściwą drogę postępowania w sprawach codziennych i w chwilach przełomowych dla całego narodu. Naruszenie owych zasad traktowali zazwyczaj jako coś niebywałego, wymagającego nadzwyczajnych środków zaradczych. Do takiej kategorii zaliczali zdradę i wiarołomstwo w stosunku do ojczyzny, towarzyszy broni, sprawy honoru.

W dzisiejszych czasach również można spotkać ludzi, którzy dla doraźnych celów politycznych i z wyrachowania, bez oglądania się na przyszłe skutki społeczne, stawiają na piedestale osoby nikczemne i zdradzieckie jako wzorzec do naśladowania dla młodego pokolenia dopiero co wchodzącego na zawiłe ścieżki życia i historii.

Prawdą jest to, że często szczytne ideały rozmijały się z obowiązkiem wierności, zwłaszcza gdy na drodze odstępstwa jawiły się miłe dobra i wymierne korzyści, ale też nigdy zdrady nie honorowano jako cnoty godnej do naśladowania i nie nadawano jej mocy państwowej, chociaż odpowiadała celom politycznym lub towarzyszyła budowie i umacnianiu wizerunku nowej grupy społecznej dzierżącej władzę.

Dlatego, pomny na pamięć ojców, ich synom książkę tę dedykuję, bo jak napisał Polibiusz:


[…] nie masz bowiem dla ludzi żadnego łatwiejszego sposobu

doskonalenia się jak poprzez wiedzę o czynach przeszłości.


Przystańmy więc na chwilę i posłuchajmy, co mają nam do powiedzenia Ci, którzy odeszli. Co jest jeszcze prawdą, a co już umarło? I nie musimy szperać w sferze książkowej fantazji lub w filmie w poszukiwaniu niezrozumiałych spisków, tajnych kodów czy zaszyfrowanych wiadomości tam, gdzie ich nigdy nie było, a do tropienia których popychają nas sensaci. Przecież wszystko to, czego tak wypatrujemy, znajdziemy w dawnych tekstach, już na wpół zapomnianych księgach dawnych mistrzów pióra.

Si qua fides his dictis adhibeatur, penes lectorem est.


Widukind, Liber I, XIII


Czy tak mogło być — niech Czytelnik wybiera.


Widukind, Ks. I, XIII

Wprowadzenie

Eritis sicut Deus, scientes bonum et malum.


J.W. Goethe, Faust

Tak jak każdy człowiek, tak i każdy ośrodek władzy starał się wiedzieć jak najwięcej o otaczającym go świecie. W mniejszym stopniu interesowało go naukowe zgłębianie i poznanie rzeczywistości, o ile nie wiązało się to bezpośrednio z jego władztwem. Przewodnią racją stanu było bowiem zapobieganie konfliktom mogącym grozić rozbiciem lub umniejszeniem planów monarszych. Tak więc rozpoznanie wrogów zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych oraz ich sojuszników, a także ich zamierzeń było i jest jednym z naczelnych priorytetów form funkcjonowania państwa. Działania te mają również na celu poznanie lub upewnienie się co do faktycznych intencji własnych sprzymierzeńców.

Dla potrzeb niniejszego opracowania należy zdefiniować używane pojęcia, co pozwoli na uporządkowanie, a tym samym na właściwe rozumienie opisywanych wydarzeń.

Wywiad, jako funkcjonowanie pewnej wyspecjalizowanej organizacji, jest różnie dzielony i opisywany w zależności od potrzeb organizacyjnych, stosowanych metod, tematyki, przynależności i podległości służbowej lub potrzeb badawczych. Nie zagłębiając się we współczesny pojęciowy świat definicji, skupimy naszą uwagę na tradycyjnych określeniach, które w okresie powstawania państw nowożytnych funkcjonowały i są praktycznie w użyciu do dzisiaj. Poza naszym rozważaniem pozostaje wywiad globalny ze względu na jego nowożytne pochodzenie i na zakres operacyjnego zainteresowania, jaki obejmuje swoim działaniem.

Wywiad strategiczny, określany mianem wywiadu głębokiego, to wywiad, który penetrował struktury państw, najczęściej sąsiednich, w aspekcie rozpoznania politycznego, gospodarczego i militarnego. Swoim obszarem zainteresowania mógł obejmować nawet odległe krainy, które w bieżącej polityce nie odgrywały decydującej roli. Pozyskane informacje mogły jednak być użyteczne w bliżej nieokreślonej przyszłości. Klasycznym tego przykładem może być zbiór wiadomości tzw. Geografa Bawarskiego o grodach słowiańskich.

Wywiad operacyjny skierowany był na rozpoznanie przyszłego lub przewidywanego teatru działań wojennych, a jego uwaga koncentrowała się na bardziej praktycznym rozpoznaniu wojskowym i pozostałych elementach techniki wojennej, mających znaczenie w przyszłym starciu zbrojnym. W ramach swoich zadań pozyskiwał osobowe źródła informacji, prowadził gry wywiadowcze, przygotowywał warunki niezbędne do realizacji planów wojennych i wykonywał zadania specjalne władcy. Jednym słowem, wywiad operacyjny to gromadzenie danych wywiadowczych na poziomie regionalnych teatrów działań wojennych.

Wywiad taktyczny to bieżące rozpoznanie nieprzyjaciela, rozumiane również jako zwiad, zwalczanie rozpoznania wroga, likwidacja lub przechwytywanie posłańców, organizowanie łączności, przygotowanie bieżących akcji wynikających z potrzeby chwili.


Dla całości obrazu należy wspomnieć, że w różnych opracowaniach stosowano zamiennie określenia dla opisania tej samej działalności wywiadowczej. I tak wywiad strategiczny nazywano również wywiadem głębokim, co jest zrozumiałe ze względu na obszar pozostający w jego aktywnym zainteresowaniu, sięgającym daleko poza własne granice w głąb terytorium wroga. Wywiadem defensywnym nazywano zaś działania kontrwywiadowcze. Natomiast terminem kontrwywiad ofensywny określano wywiad płytki, operujący w przygranicznym pasie rubieży obronnej.

Ta wyżej opisana zmienność terminologiczna wynikała raczej z przenikania i zazębiania się zadań wykonywanych przez agenta lub z potrzeby opisania przynależności organizacyjnej wywiadowcy niżeli z merytorycznej istoty realizowanych zadań. Najlepiej zilustruje to przykład agenta pozostającego w służbie kontrwywiadu, który z racji wyjazdu i czasowego pobytu w innym kraju wypełnia zadania o charakterze sensu stricto wywiadowczym. Rozpoznaje aktywnie wroga na jego terytorium. Stąd pojęcie kontrwywiadu ofensywnego.

Podobnie ma się rzecz, gdy mówimy o własnych ludziach jako wywiadowcach, wówczas niekiedy używamy określenia agent lub bardziej cywilnie — informator. Natomiast termin szpieg rezerwujemy zazwyczaj dla wywiadowców przeciwnika, uważając, że jest to określenie negatywne i wywołujące złe skojarzenia, dlatego nie należy nim opisywać własnych osobowych źródeł informacji, zwanych także współcześnie tajnymi współpracownikami.

Pod pojęciem kontrwywiadu będziemy rozumieli wszelkie działania zmierzające do wykrycia obcej działalności wywiadowczej. W praktycznym znaczeniu zadaniem kontrwywiadu była i jest osłona własnych działań w sferze wojskowej, politycznej i gospodarczej, które mogą żywo interesować nieprzyjaciela z uwagi na jego własne plany w tych dziedzinach. W ramach tych działań osłonowych wiodącym celem było i jest rozpoznanie wrogiej agentury i jej unieszkodliwienie przez:

— przewerbowanie, rozpoczęcie i prowadzenie gry wywiadowczej mogącej polegać między innymi na podsuwaniu fałszywych informacji nieświadomemu tego faktu agentowi lub jego fizyczne unicestwienie;

— pozyskanie odpowiednich ludzi, agentów działających w zagrożonych penetracją wywiadowczą środowiskach, których zadaniem było i jest wszczynanie pierwszego alarmu o zachowaniach wskazujących na możliwość prowadzenia szpiegowskiej działalności.


Kolejnym pojęciem do omówienia jest „agentura wpływu”. Jest to określenie współczesne, ale dobrze oddaje sedno zdarzeń dziejących się także przed wiekami za sprawą człowieka. Agent wpływu to zazwyczaj możny, wysoko postawiony w hierarchii społecznej, związany w pewien sposób z ośrodkiem władzy, który poprzez swoje koneksje rodzinne, powiązania służbowe, sprawowane funkcje, posiadaną siłę militarną miał realną możliwość wywierania nacisku, a więc wpływu na treść podejmowanej decyzji swojego władcy. Nie musiał on być formalnie związany z obcym wywiadem lub ośrodkiem politycznym albo stale wykonywać zadania agenturalne. Wystarczyło, że jego przydatność była wykorzystana w pojedynczej sprawie. Jednak jego agenturalna wartość znacznie wzrastała, gdy istniała możliwość długofalowej współpracy.

Uzupełnieniem dotychczasowych objaśnień niech będzie stwierdzenie, że z obawy przed dekonspiracją agent przyjmował pseudonim. Z tego samego powodu nadaje się sprawie czy kombinacji lub grze operacyjnej kryptonim.

Kończąc ten nieco przydługi wywód pozostaje do wyjaśnienia pojęcie zwane „legendą”. Legenda to nic innego jak przygotowany dla wywiadowcy scenariusz, który tłumaczy i uzasadnia jego zachowanie, ciekawość i obecność w danym czasie i miejscu wobec osób trzecich. Taki scenariusz powinien być spójny z prawdziwym życiorysem oraz dotychczasowym doświadczeniem życiowym i zawodowym w taki sposób, aby dało się go zweryfikować. Z tego też powodu legenda nie może się opierać na samej nieprawdzie. Gdyby tak próbować wymierzyć proporcje, to należałoby uznać, że dobra legenda zawiera w sobie 60–80 procent informacji prawdziwych. To zresztą zależy od zadania i okoliczności planowanych do wykonywania przez wywiadowcę. Tak oto w legendzie wywiadowcy ziszczają się przekonania średniowiecznych teologów. Uważali oni bowiem, że diabeł jest ojcem kłamstwa — pater mendacii. Jak nietrudno dociec, agentowi na pewno bliżej do szatańskiej niż anielskiej proweniencji. A dzieje się tak dlatego, że chyba nie ma człowieka, który by bez zająknięcia wyuczył się nowego życiorysu i przyswoił sobie wszystkie niezbędne wiadomości przystające do roli, którą odgrywa, i to w sposób niebudzący podejrzeń słuchającego. Zwłaszcza gdy indagacja może się odbywać pod presją i w nieprzyjaznym otoczeniu. Stąd ta mieszanka fałszu i prawdy.

Ostatnim pojęciem do wyjaśnienia pozostaje używany w tekście wyraz „figurant”. Wyrażenie to odnosi się do osoby pozostającej w zainteresowaniu tajnych służb.

Wszystkie powyższe zdefiniowane pojęcia znajdą bezpośrednie przełożenie w opisywanych przez nas dziejach wywiadu. Mam nadzieję, że będą przydatne, ponieważ w pewien sposób uporządkują na bardzo podstawowym poziomie terminologię wywiadowczą tu i ówdzie występującą w innych opracowaniach historycznych.

Nie uwzględniam co prawda pełnego technicznego i operacyjnego nazewnictwa, jakie funkcjonuje w pracy wywiadu lub kontrwywiadu, ale tam, gdzie uważałem to za właściwe, przytaczam odpowiednią terminologię. Niech łaskawy Czytelnik wybaczy, że tu i ówdzie dorzuciłem ziarenko własnych przemyśleń. Ad rem.

Starożytność

Życie i historia wskazują na dość oczywistą prawdę, że panujących szczególnie interesowały zamiary wszystkich tych, którzy mogli ich pozbawić władzy lub znacznie ją ograniczyć, czy to przez opozycję wewnętrzną, koterię dworską, czy to przez inne grono osób niezadowolonych z rządów panujących, a chcących zmienić istniejący porządek społeczny. Dla władcy mniej istotna była realność zagrożenia czy to, że narodziło się ono tylko w jego umyśle. Sama myśl, że może być pozbawiony tego wszystkiego, co wiąże się z dzierżawą władzy, siłą rozkazywania, splendorem, majestatem i co ważne — z wiedzą, że panowanie stanowi dla wielu cel i marzenie życia, była zbyt upiorna, aby pozostawić ją samą sobie, bez żadnego zabezpieczenia.

Ta chęć poznania i kształtowania przyszłości, w tym również zamierzeń osób lub innych ośrodków decyzyjnych, często wrogich, legła między innymi u zarania i późniejszego rozwoju wróżby czy przepowiedni, w tym astrologii, jak również rozwinięciu umiejętności tłumaczenia snów. O związkach wróżby z astrologią mówi tłumaczenie i adaptacja słów wróżbity żyjącego w VII wieku p.n.e., które przytaczamy za Davidem Berlinskim:


Znaki na ziemi, podobnie jak te na niebie dają nam sygnały;

niebo i ziemia ukazują zapowiedzi przyszłych zdarzeń, choć

znaki te pojawiają się osobno, nie są odrębne [ponieważ]

niebo i ziemia są ze sobą powiązane.


Pradawny świat człowieka był przesiąknięty magią, tajnymi misteriami i wszechobecnymi bogami, którzy przeplatali się z losem ludzkim jak osnowa w tkaninie. Od urodzenia aż po śmierć bogowie uczestniczyli w życiu codziennym człowieka i swoimi znakami kierowali jego postępowaniem. Skoro więc wszystko zależy od bogów, bo to oni znają przyszłość i kierują losem jednostki i państwa, można więc specjalnymi obrzędami uchylić zasłonę nieznanego i poznać nadchodzące wydarzenia. A poznać to móc je zmienić.

Wróżby miały więc dać odpowiedź na rozliczne pytania i pomóc w powzięciu decyzji. Co robić, jak postąpić, kto wróg a kto przyjaciel? Jakie zastosować środki, by odnieść zwycięstwo? Nie tylko w osobistym wymiarze, ale także w państwowym.

Pewne obrzędy związane z wróżbą dotrwały do naszych czasów. Co prawda, traktujemy je już jako formę pewnej zabawy, często jako pretekst do spotkania, ale czy na pewno wszyscy tak mało poważnie do tego podchodzą. Mam tu na myśli wieszczenie najbliższej przyszłości przez lanie wosku lub ołowiu, wróżenie z dłoni, kart czy prosperujące salony wróżek i stałe wydawnictwa z cotygodniowymi horoskopami. Rozejrzyjmy się wokół i odpowiedzmy sobie na pytanie, czy bogowie odeszli w mrok zapomnienia, czy też nadal są obecni wśród nas. Jak powiada Katullus, to z naszej winy


Tak wszelkie zło i dobro w złym zmuszane szale

Musiało od nas bogów życzliwość oddalić,

Dlatego gościć u nas żaden już nie raczy

I ludzkim nie pozwala się oczom zobaczyć.


O żywotności wieszczby świadczą dochodzące do nas od czasu do czasu wiadomości o zasięganiu porady u jasnowidzów przez osoby wysoko postawione w sferach kierowniczych różnych państw. Znane są również przypadki zasięgania rad i opinii u wróżki przez pracowników służb specjalnych. Powzięta w ten sposób wiedza zostaje zamieniona w decyzje, które później rzutują bezpośrednio na nasze życie osobiste i społeczne.

Odwoływanie się do wróżby czy przepowiedni jest bardziej zrozumiałe w postępowaniu ludzi boleśnie doświadczonych przez los i zdeterminowanych w znalezieniu podpowiedzi, jak się zachować w obliczu osobistych tragediach. Trudniej takie postępowanie wytłumaczyć, gdy wróżba bądź przepowiednia ma zastąpić proces myślenia i zdjąć ciężar odpowiedzialności za podjęte decyzje państwowe. Jednak w przeciwieństwie do czasów nam obecnych w dawnych wiekach, aby udzielać stosownych rad w trakcie wieszczenia, trzeba było być samemu wcześniej dobrze poinformowanym. Nie tylko o wydarzeniach dotyczących znanego ówcześnie świata, ale również o tym, kto i w jakim celu przybywa do świątyni.

Spójrzmy tylko na działalność Aleksandra z Abonuteichosu, który wieszcząc w Rzymie, opłacał licznych szpiegów. Ich zadaniem było mu donosić, co kto myślał, o co mógł pytać, żeby mógł się z wyprzedzeniem przygotować, nim ofiarnik przybędzie. Oczywiste jest to, że wróżba nie mogła odbiegać zbytnio od życia i zdarzeń z nim związanych. Te dwa aspekty przenikały i uzupełniały się wzajemnie. Dla mnie takim świadectwem nie boskiego, ale ludzkiego wyrachowania są wypadki, które zaszły w 397 roku p.n.e.

W czasie gdy wojska rzymskie oblegały Weje, Jezioro Albańskie (dziś Lago Albano lub Lago di Castel Gandolfo) bez widocznej przyczyny zaczęło przybierać. Poziom wody podniósł się na tyle, że został przerwany przesmyk i spienione masy wody zalały pola orne i sady. Pewien obrońca z Weje, obeznany z dawnymi przepowiedniami, został pochwycony i znalazł się przed obliczem dowództwa rzymskiego, co uznał za zrządzenie losu. Wyjawił więc Rzymianom tajną przepowiednię, która mówiła, że miasto pozostanie niezwyciężone


[…] tak długo… dopóki nieprzyjaciel nie cofnie i

nie zatrzyma rozlanych wód Jeziora Albańskiego,

niosącego teraz nurt innymi drogami, tak by

przeszkodzić złączeniu się jego wód z morzem.


Do wyroczni w Delfach Senat wysłał znamienite poselstwo: Licyniusza Kossusa, Waleriusza Potitusa i Fabiusza Ambustusa. Ci po powrocie ogłosili, że muszą odepchnąć wody jeziora z powrotem w górę lub przeprowadzić je kanałami i rowami na równinę, by tam została wchłonięta przez ziemię.


Kiedy oznajmiono to wszystko, kapłani

rozpoczęli prace nad przygotowaniem ofiar,

a lud ruszył do pracy i wodę zawrócił.


Warto podkreślić, że wykucie kanału odprowadzającego nadmiar wody z jeziora jest faktem historycznym. I właśnie ta zbieżność oraz kilka innych każą mi nie tylko łączyć treść przepowiedni z realnymi wydarzeniami, ale ujawniają, że w ich cieniu nie boska, ale ludzka stoi myśl, warunkująca treść wróżby i jej wypełnienie.

Samo przekazanie boskiego przesłania odbywało się w atmosferze misterium, w sugestywnej aurze boskiej tajemnicy. Bywało, że podane w sposób zawiły dopiero przy pomocy interpretacji stawało się bardziej zrozumiałe. A jeżeli wysyłający poselstwo do świątyni wcześniej wyświadczał wyroczni dobrodziejstwa lub poparł swoje pytanie odpowiednim podarkiem, przepowiednia pomimo wieloznaczności była zazwyczaj zgodna z oczekiwaniami pytającego lub wolą kapłanów. Ta zawiłość wróżby była pomocna, zwłaszcza wtedy, gdy nie wszystko poszło po myśli zainteresowanego.

Świątynia i kapłani musieli być ponad błędami ludzkiego rozumienia boskiego przekazu. Znamiennym tego przykładem są losy Krezusa, króla lidyjskiego. Nie dość, że sugerując się słowami wyroczni, niefortunnie wyprawił się na Persów, to kiedy w odwecie Persowie zajęli Sardes, stolicę królestwa lidyjskiego, i Krezusa pojmali w niewolę, ten za zgodą Cyrusa wyprawił ponownie poselstwo do Delf z pytaniem, czy bogom helleńskim zwyczajna jest niewdzięczność. Pytia odpowiedziała:


Otóż chcąc się dobrze w tym wypadku poradzić, powinien

był Krezus jeszcze raz posłać i zapytać, czy

bóg ma na myśli jego własne państwo, czy też państwo Cyrusa.


Sztuka przepowiadania przyszłości od zawsze i w każdej społeczności cieszyła się poważaniem. Bez jej wyroków nie podejmowano żadnej ważkiej decyzji życiowej. Tak było w dawnym Egipcie, gdzie przy wielu świątyniach istniały wyrocznie, w których za pośrednictwem naczelnego kapłana pytano boga i otrzymywano odpowiedź. Wieszczono z ruchów niesionego posągu boga lub zachowania się zwierząt ofiarnych.

Wśród listów i dokumentów, które dotrwały do naszych czasów, znajdujemy wiadomości o stosowaniu praktyk magicznych w sądownictwie egipskim. W zachowanym zapisie takim narzędziem wykorzystywanym w wyrokowaniu sądu był posąg władcy i boga Amenhotepa I:


Wtedy stanął pisarz Amennacht przed bogiem i powiedział:

„Jeśli chodzi o te szaty, o których mówiłeś: czy to córka

Amennachta je ukradła” — bóg potwierdził.


Wydaje się, że kapłani kierujący skinieniem posągu wcześniej rozpoznali sprawę kradzieży lub posiadali silne przekonanie o tym, kto może być sprawcą przestępstwa. Takie praktyki nie wykluczały jednak fatalnych pomyłek, a nawet świadomych przekłamań.

W dawnych Chinach w Szy-cing (Księga pieśni), antologii najstarszej poezji chińskiej, zebranie której przypisywane jest Konfucjuszowi (551–479 p.n.e.), znajdujemy passus mówiący o przygotowaniach do wróżbiarstwa:


Wróżą święto, myśl skupiają

Biorą piołun, tłuszcze darzą.


A wróżono z:


Czerep żółwia, liść krwawnika

dały wróżbę nam pomyślną.


W starożytnych państwach Mezopotamii istnieli tak zwani baru, czyli kapłani-wieszczący. Podobnie było w Chinach, Egipcie i Grecji, aż po Imperium Romanum, gdzie etruscy poprzednicy rzymskich augurem odczytywali wolę sił wyższych z lotu ptaka i łuny błyskawic. I nie na darmo mówiono o disciplina etrusca.

W Rzymie kulty i magia ze Wschodu cieszyły się znacznym powodzeniem wśród ogółu mieszkańców. Odbicie takiego stanu rzeczy znajdujemy również w poezji. Wspomnijmy tylko Carmina Horacego. W jego pieśni De Leuconoe, w niezapomnianym tłumaczeniu Henryka Sienkiewicza, pobrzmiewają echa czasów, kiedy to bogowie przechadzali się między ludźmi.


Nie pytaj próżno, bo nikt się nie dowie,

Jaki nam koniec gotują bogowie,

I babilońskich nie pytaj wróżbiarzy.

Lepiej tak przyjąć wszystko, jak się zdarzy.

A czy z rozkazu Jowisza ta zima,

Co teraz wichrem wełny morskie wzdyma,

Będzie ostatnia, czy też nam przysporzy

Lat jeszcze kilka tajny wyrok boży,

Nie troszcz się o to i […] klaruj swe wina.

Mknie rok za rokiem, jak jedna godzina.

Więc łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę

W złudnej przyszłości obietnice płoche.


Ta siła wiary w przepowiednię, w możliwość spojrzenia w przyszłość była częścią codziennego życia również w antycznej Grecji. Uważano również, że obok thymos, poczucia własnej wartości, jednym z ważniejszych popędów kierujących ludźmi była hubris, pycha, pobudzająca do działań, których rezultatem są najczęściej krwawe wojny, wywołane z chęci pomnożenia bogactw czy poszerzenia własnego władztwa nad innymi.

Spartanie spętani pychą przekonania, że są lepsi od innych, zapytali Pytię w Delfach o los kraju arkadyjskiego. Otrzymali odpowiedź:


Żądasz Arkadii ode mnie. Za wiele ty żądasz, a więc nie dam.

Wielu w Arkadii jest mężów jedzących żołędzie, co ciebie

Stamtąd odeprą. Lecz ja ci wszystkiego odmawiać nie będę:

Dam ci zatańczyć w Egei, przytupniesz nogami w tej ziemi

Oraz tę piękną równinę rozmierzysz swą linią mierniczą.


Lacedemończycy ufni słowom wyroczni, zabrawszy ze sobą kajdany i liny miernicze, ruszyli na Tegeatów, by ich ujarzmić i zawładnąć ziemią. W starciu jednak doznali straszliwej klęski. Część z nich, która nie poległa w walce, dostała się do niewoli. Zakuci we własne kajdany, przyniesioną linią, jako niewolni mierzyli pole Tegeatów.

Tego rodzaju historie nie najlepiej świadczyły o przenikliwości wieszczby, ale nie zachwiały pozycją wyroczni. Na upadek tych ostatnich złożyły się inne czynniki. Niemniej można by sądzić, że zbieranie przez świątynię informacji nawet z odległych krain, by móc prawidłowo wieszczyć, stawia owych kapłanów i ich przybytek u zarania kształtowania się w dalekiej przyszłości agencji wywiadowczych. Byli więc oni niezamierzonymi prekursorami dzisiejszych wywiadowców.

Wspomnieliśmy powyżej o sile wiary wypływającej z wróżby, nie od rzeczy będzie więc przytoczenie tu tych paru słów:


Kiedy mówimy, że istota boska jest niewidzialna, oznacza to,

że nie mamy nad nią władzy, jednak powiedzenie, że istota

boska jest niesłyszalna, oznaczałoby stwierdzenie, że nie posiada

nad nami żadnej władzy.


W takim sensie pisał też św. Paweł w Liście do Rzymian (10.18):


Wiara tedy jest ze słuchania.


Zwracając teraz naszą uwagę na najsławniejszą wyrocznię delficką, niektórzy badacze stwierdzają, że nie odkryli żadnych dowodów, które potwierdzałyby istnienie jakiś jaskiń, rozpadlin, pęknięć i tym podobnych uskoków, którymi wydobywałyby się opary, wyziewy i wprowadzały w stan zamroczenia lub oszołomienia pradawną Pytię. Chociaż antyczni pisarze o tym wspominają. Stąd też pojawienie się koncepcji brzuchomówstwa we wróżbiarstwie, które to wyjaśniałoby kilka wątpliwości lub wygładziło inne spory.

Brzuchomówstwo ma stary rodowód i było stosowane we wróżbiarstwie, a także służyło ku zabawie. Sam wyraz wywodzi się od greckiego słowa engastrimytos, od en — „w”, gaster — „brzuch” i mythos — „słowo” lub „mowa”. Tym pojęciem opisywano ów szczególny sposób mówienia, jakby dobiegał z innego źródła niż usta osoby mówiącej. Takim sławnym brzuchomówcą był Eurykles, który jako „demon” wypowiadał proroctwa. A czasy jego działalności były odpowiednie, gdyż toczyła się wtedy wojna peloponeska. Historia nie dostarczyła nam ostatecznego dowodu na to, że Pytia wykorzystywała sztukę brzuchomówstwa w czasie głoszenia proroctwa, ale dowód z odwrotnego procesu, o powiązaniach z późniejszego okresu różnej maści czarnoksiężników z autorytetem wyroczni na taki związek wskazują.

Nie wnikając w zawiłości, które niesie informacja zawarta we wróżbie w konfrontacji z życiem, wodzowie rychło docenili wartość faktycznej i sprawdzonej wiedzy o przeciwniku. Zwłaszcza o jego planach politycznych i wojennych. O tym, co myśli, jakie ma wątpliwości i czego się obawia. Jakim dysponuje wojskiem i co zamierza. Trafnie to ujął mistrz Sun Tzu, powiadając:


Rozpoznaj więc plany przeciwnika,

aby wykryć ich mocne i słabe strony.


Podobnie wypowiadał się Wegecjusz w podręczniku wojskowości dedykowanym prawdopodobnie cesarzowi Teodozjuszowi:


[…] niełatwo jest pokonać przeciwnika, który potrafi

wydać prawdziwy osąd o stanie swych i wrogich wojsk.


Z tego wynika, że są pewne uniwersalne zasady, których należy przestrzegać, a nie zdawać się na los szczęścia. Zresztą na wojnie go nie ma. Jest nieudolność, pycha, arogancja i morze krwi oraz znacznie mniej mądrości.

W obawie przed szpiegowaniem przez przeciwnika, który mógł poznać prawdziwe plany, stosowano zarówno wtedy, jak i dzisiaj dezinformację. Miała ona za zadanie nie tyle ukryć fakty, co wprowadzić w błąd obce rozpoznanie w taki sposób, aby przeciwnik za pomocą swoich wywiadowców nie wiedział lub jak najpóźniej poznał, kiedy ruszy wojsko, jakimi siłami, z jakiego kierunku wyjdzie uderzenie i co będzie celem głównym, a które uderzenie będzie pomocnicze, jedynie odwracające uwagę obrony. Miało to istotne znaczenie przy słabo rozwiniętej łączności. Nie można było co rusz wysyłać umyślnego posłańca z nową wiadomością, bo zmieniła się ocena zagrożenia. Od tamtych czasów aż do nam obecnych niewiele się w tej mierze zmieniło. Stosowane są te same metody i opierają się na tych samych zasadach. Jedyne, co uległo zmianie, to technika wykorzystywana w tej dziedzinie. Zyskano w niej potężny oręż, ale człowiek i tak pozostał najważniejszy. Jego wyszkolenie, doświadczenie, umiejętności i inne przymioty są decydujące.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 51.93